Home / 2017 / Maj


Blok Ekipa to popularny serial animowany tworzony przez Bartosza Walaszka, znanego między innymi z zespołu Bracia Figo-Fagot, a także mniej znany szerszej publiczności jako producent, scenarzysta czy reżyser takich klasyków jak Bułgarski Pościkk, Wściekłe pięści węża, Sum tak zwany olimpijczyk, Kapitan Bomba, Koń Rafał, Piesek Leszek i wiele wiele innych. 

 

W najnowszym odcinku serialu animowanego Blok Ekipa Bartosz Walaszek poświęcił uwagę polskiej ekstraklasie. Trzej nierozłączni kumple – Walu, Wojtas i Spejson to wierni kibice Legii Warszawa. Pewnego dnia dochodzą do wniosku, że oglądanie meczów w telewizji mówiąc delikatnie nie jest najlepszym pomysłem. Mimo, że mają zakazy stadionowe, to Walu – czyli mózg całej trójki – wpada na genialny pomysł jak obejść tenże zakaz i znów poczuć moc wrażeń z polskiej ekstraklasy.

 

To jak wyglądał mecz Legia – Jagiellonia, a także jakim wynikiem skończyło się spotkanie zobaczycie w najnowszym odcinku. Miłego oglądania!

Zastanawialiście się kiedyś gdzie jest środek Europy? Oczywiście, że na Podlasiu! A dokładnie w miejscowości Suchowola koło Białegostoku. Zaszczyt ten dzierży dumnie od 1775 r. Wówczas to kartograf  króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przeprowadził odpowiednie wyliczenia.

 

Linie poprowadzone z punktów najbardziej wysuniętych na naszym kontynencie krzyżują się na suchowolskim rynku. Obecnie jest to Park Miejski. Aby upamiętnić ten fakt w centrum miasta postawiono pamiątkowy głaz. Jest to więc duża gratka dla odwiedzających

 

Co ciekawe, Suchowola to nie jedyny ”pępek Europy”. Granice kontynentu są trudne do jednoznacznego określenia. Dlatego też co jakiś czas za jego centrum uznaje się inne miasto. Ile głów, tyle rozumów chciałoby się powiedzieć. Jedni twierdzą, że środek Europy jest na Litwie, drudzy, że w Niemczech. My jednak swoje wiemy.

Spokojnie. Nie chodzi to o zjazd Talibów. Wszystko działo się w 1928 r. Białystok został przystankiem na trasie do Moskwy króla Afganistanu – Ammanulaha. Cała wizyta trwała mniej niż pół godziny. Wieści o przyjeździe gościa wzbudziły ogromne zainteresowanie w mieście. Dworzec zgromadził wielu ciekawskich. Na perony wpuszczano tylko za okazaniem specjalnej przepustki.

Pociąg salonowy pojawił się na dworcu o godz. 12:50. Rozbrzmiał hymn Afganistanu grany przez kompanię honorową, na wietrze trzepotały flagi. Król ubrany był po cywilnemu. Zasalutował w podziękowaniu za godną oprawę. Polscy oficjele – gen. Sosnkowski i płk. Wieniawa Długoszewski przywitali się z królewską strażą. Do wagonu wkroczył wicewojewoda Skrzyński ze swoją świtą. Po francusku życzył królowi przyjemnej podróży. Ten odpowiedział w swoim języku. Wyraził również podziw dla polskiej armii. Nie minęła chwila a skład ruszył dalej.W nadgranicznych Stołpcach król Amanullah przesiadł się do pociągu sowieckiego.

Dziś pamięć po nim jest, delikatnie mówiąc, znikoma. Przed wybuchem II Wojny Światowej jego imię nosiła jedna z ulic Białegostoku. Józef Chazanowicz niemal całe swoje życie spędził w stolicy Podlasia. Pora przypomnieć jego osiągnięcia.

 

Urodzony w Goniądzu J. Chazanowicz studiował nauki medyczne w Królewcu i Sankt Petersburgu. Do Białegostoku przybył w 1878 r. Jako lekarz okulista cieszył się wielkim uznaniem. Za darmo pomagał ubogim przez co zyskał miano społecznika. Nie mogąc patrzeć, jak traktuje się pacjentów w szpitalu, założył towarzystwo dobroczynne Linas Hacedek, co w tłumaczeniu oznacza dosłownie dyżury przy chorych. Działalność owego towarzystwa szybko się rozrosła. Wpierw powstała jadłodajnia, następnie apteka, a tuż po śmierci Chazanowicza, pogotowie ratunkowe.

 

Pasją lekarza była głównie literatura. Planował utworzenie żydowskiej książnicy narodowej, a część jej zasobów miało pochodzić z jego prywatnej biblioteki. Przyświecało mu ocalenie od zapomnienia hebrajskich pism. Jego marzenie się ziściło. W 1895 przesłał na Bliski Wschód pierwszą partię 8800 książek. Tak powstała Uniwersytecka Biblioteka w Jerozolimie. Chazanowicz opuścił Białystok po wkroczeniu Niemców do miasta, w 1915 roku i udał się w głąb Rosji. Dotarł do Jekaterynosławia, gdzie w domu starców, w nędzy i opuszczeniu zakończył życie 28 listopada 1918 roku”

 

 

Sporządzanie kawy z żołędzi to na terenach nadbużańskich długoletnia tradycja. Mieszkańcy do dziś dysponują wiedzą zaczerpniętą od swych przodków. Napój ten był jeszcze popularny tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Ze względu na swe zdrowotne właściwości wzmianki o kawie żołędziowej znajdują się w literaturze wielu polskich pisarzy. Jednym z przykładów jest ” Zielnik Ekonomiczno-Techniczny” z 1845 r. autorstwa Józefa Geralda Wyżyckiego, gdzie można wyczytać, że napój wzmaga układ trawienny i limfatyczny. 

 

Najistotniejszym potwierdzeniem tradycji produktu oraz jego związku z nadbużańskim Podlasiem można odnaleźć w utworach u ks. Krzysztofa Kluka, który zachwycał się kawą żołędziową w jednym ze swych dzieł. Dzięki możliwościom korzystania z bogatej biblioteki i gabinetu przyrodniczego w Siemiatyczach ks. Kluk dokonał przełomu w polskich naukach przyrodniczych i rolniczych. Nadbużańska kawa to zdrowy, posilny i wzmacniający napój, dający poczucie sytości, wzmacniający żołądek, wątrobę i śledzionę, likwidujący zaburzenia żołądkowe.

Ryszard Skibiński to legenda polskiej muzyki i założyciel białostockiej grupy Kasa Chorych. W swej barwnej karierze współpracował z samym liderem zespołu Dżem, Ryszardem Riedlem. W latach 70. stworzył od podstaw pierwszy w kraju festiwal bluesowy. Organizowany jest do dziś.  Do tej pory w Białymstoku mogliśmy podziwiać jego gwiazdę w ”Alei Bluesa”. Już wkrótce doczekamy się również tablicy pamiątkowej na bocznej ścianie Białostockiego Ośrodka Kultury.

 

Owa tablica zastąpi płytę upamiętniającą Dawida Abelowicza Kaufmana, znanego pod pseudonimem Dżiga Wiertow. Urodzony w Białymstoku artysta należy do grona najwybitniejszych twórców filmów dokumentalnych. Zasłynął dzięki awangardowej produkcji ”Człowiek z kamerą”, którą przedstawiała jeden dzień z życia mieszkańców Związku Radzieckiego. Powiązania z komunistami nie przeszły bez echa. IPN zdecydował, że upamiętnienie ”współpracownika” sowietów jest nie na miejscu. Dlatego też tablica zostanie usunięta na zawsze.

 

Początki Zabłudowa jako miasta związane są ściśle z osobą Grzegorza Chodkiewicza, wielkiego hetmana litewskiego. Przywilej lokacyjny uzyskał on od króla Zygmunta Augusta. W 1563 r. Grzegorz Chodkiewicz ufundował kościół parafialny, cerkiew a przy niej szpital. Dla hetmana było to jednak za mało.

 

W pobliżu, w Supraślu, istniał największy na zachodnich rubieżach prawosławia ośrodek intelektualny. Dlatego też postanowił stworzyć pierwszą w regionie drukarnię. Do jej obsługi sprowadził fachowców z Moskwy. Iwan Moskwicin i Piotr  Mścisławiec mieli za sobą wydane takie pozycje jak ”Apostoł” czy ”Czasosława”. 8 lipca 1568 roku w drukarni zabłudowskiej rozpoczęto pracę nad inauguracyjnym dziełem. Ukończono je wiosną następnego roku.

 

Na pierwszej karcie znajdował się tytuł: Księga zwana Ewangelią Pouczającą. Drukarnia  miała więc służyć podniesieniu poziomu intelektualnego i rangi społeczności prawosławnej. Wydana księgą osiągnęła dużą popularność i była przepisywaną ręcznie przez prawosławnych Słowian i Greków. Jej liczne rękopisy krążyły po ziemiach słowiańskich przez wiele lat.

Działalność drukarni nie trwała zbyt długo. Zakończyła swój żywot w marcu 1970 r. Wpływ zdobnictwa graficznego i ornamentacyjnego Fiodorowa i Mścisławca można zauważyć jeszcze w XVIII wieku i to nie tylko w wydaniach cyrylickich, ale również w wielu księgach drukowanych czcionką łacińską. Do dziś na świecie zachowało się około pięćdziesięciu egzemplarzy ewangelii zabłudowskiej. 

 

Dziś swoje 97. urodziny obchodzi najbardziej utytułowany klub piłkarski w województwie podlaskim – Jagiellonia Białystok. Czego można życzyć solenizantowi? To chyba oczywiste. Przed żółto – czerwonymi ostateczny bój o mistrzostwo Polski.

 

Początki klubu sięgają lat 20. ubiegłego wieku. Wówczas to żołnierze stacjonującego w Białymstoku Batalionu Zapasowego 42 Pułku Piechoty powołali do życia Koło Sportowe. Na pierwszy sukces trzeba było czekać dekadę. ”Dzieci Białegostoku”  zdobyły mistrzostwo okręgu, dzięki czemu uzyskały prawo walki w barażu o awans do I Ligi. W nim jednak nie sprostała rywalom.

 

W 1932 r. doszło do fuzji sekcji piłkarskiej z lekkoatletyczną, co zaowocowało powstaniem klubu o nazwie BKS Jagiellonia. Jego herb kolorystyką nawiązywał do herbu miasta. Do tej pory jednak nie wiadomo, kto był pomysłodawcą emblematu. W następnych latach problemy finansowe i zawirowania historyczne sprawiły, że klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Motor, Wici, Związkowiec Białystok – to tylko kilka z nich. Ostatecznie do starej nazwy powrócono w 1957 r. 

 

W najwyższej klasie rozgrywkowej Jagiellonia pojawiła się w 1987 r. Białostocką drużynę trenował wówczas Janusz Wójcik, późniejszy selekcjoner reprezentacji Polski. Debiut z Widzewem Łódź zakończył się remisem, a na trybunach zasiadło ponad 30 tys. kibiców. Rok później Jaga dotarła sensacyjnie do finału Pucharu Polski, gdzie przegrała z naszpikowaną gwiazdami Legią. Jak się później okazało, były to miłe złego początki. Kilka lat później klub spadł do IV ligi. Na powrót na salony kibice musieli czekać aż do 2007 r. 

 

Wkrótce pracę w klubie rozpoczął Michał Probierz, nazywany polskim Guardiolą. Sukcesy przerosły najśmielsze oczekiwania. Puchar, Superpuchar Polski oraz historyczny awans do europejskich rozgrywek napawały dumą całe Podlasie. Teraz pod wodzą tego samego trenera Jagiellonia ma nadal szansę na zdobycie korony mistrzowskiej. 

 

W ubiegłą niedzielę w Suchowoli już po raz dwudziesty pierwszy wystartował Cross Trzeźwości. To największa impreza sportowa w tej gminie, która od lat przyciąga zawodników z całego województwa. Biegacze przemierzyli szlak, który wielokrotnie pokonywał bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

 

Wydarzenie rozpoczęło się od  marszu Nordic Walking ”Krokiem po zdrowie”. Sam Cross Trzeźwości przebiegł na atestowanej trasie 10km. Z Suchowoli  zawodnicy tradycyjnie biegli do wsi Okopy, rodzinnej miejscowości ks. Jerzego, gdzie następował nawrót do miasteczka, które uważane jest za centrum Europy.

 

Cross Trzeźwości zalicza się do cyklu PCK Podlasie Tour i Grand Prix Podlasia w Biegach Ulicznych. W tym roku po raz pierwszy zorganizowano dodatkowo wyścig na wózkach dla osób niepełnosprawnych. Nie zabrakło też konkurencji biegowych dla najmłodszych.

Zielone Świątki wywodzą się z tradycji pogańskiej, kiedy to święto było obchodzone, by powitać wiosnę. Obecnie nazwa ta jest ludowym określeniem Zesłania Ducha Świętego, które obchodzone jest 50 dni po Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Przez lata wykształciły się liczne obrzędy. Niektóre z nich mogą wydawać się nieco dziwaczne, ale tradycja to rzecz święta.

 

1. Zielone Świątki przepełnione były praktykami zaklinania urodzaju i szczęścia dla gospodarstw. Jako, że wierzono w szczególną moc gałązek, okna i obrazy przyozdabiano brzozą i wierzbiną. Podłogę pokrywano zaś liśćmi tataraku. Takie działanie miało odstraszyć robactwo na cały rok. Dekorowanie domów zielenią, czyli majenie, w niektórych regionach Polski utrzymało się do dzisiaj, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie na Zesłanie Ducha Świętego obchodzone są odpust

 

2. Jednym z powszechniejszych zwyczajów było tzw. chodzenie z królewną. Z całej wsi wybierano kilka dziewczyn i przebierano je w męskie stroje. Tylko jedna z nich nie miała takiego obowiązku. Królewna miała najczęściej ok. 6 lat i odświętnie ubraną noszono na rękach. Orszak przemierzał wieś i otaczające je pola.  W związku z tym powstało przysłowie „Gdzie królewna chodzi, tam pszeniczka rodzi, gdzie królewna nie chodzi, tam pszeniczka nie rodzi”. Spacer kończył się zwykle w karczmie. Królewnę w gospodzie sadzano pośrodku stołu na poduszce. Jej matka, zazwyczaj zamożna ze wsi gospodyni, musiała ją wykupić stawiając na stole wódkę, chleb i ser. Wówczas dopiero do karczmy przybywali chłopcy.

 

3. Na Podlasiu kultywowano również końskie lub wołowe wesele. Kilku chłopców pędziło przez wieś zwierzę, z przywiązana do niego słomianą kukłą. Nie mogło również zabraknąć dla niej szabelki. Owe straszydło miało bowiem przypominać rycerza. Wół czy koń miał zaś za zadanie zrzucić cały ekwipunek. Dopiero wówczas można było udać się do gospody na zabawę. Za wołem wszyscy wołali ”Roduś, Roduś” – lecz do tej pory nie udało się nikomu dowiedzieć, co tak naprawdę znaczą owe słowa.

 

W małej miejscowości powiatu sokólskiego, Korycinie odnajdziemy jedyny na Podlasiu ”Ziołowy Zakątek”. Na ponad 12 ha zgromadzono blisko 1500 gatunków roślin. Obiekt powstał w 2002 r. ale przygotowania do jego uruchomienia poczyniono już na początku lat. 90.

 

Placówka zrodziła się z pasji. Jej właściciel już jako dziecko zbierał zioła ze swoją babcią. Zarobione pieniądze ze skupu przeznaczał na atlasy roślin i inne przyrodnicze publikacje. Po ukończeniu studiów rolniczych utworzył jedyne miejsce w regionie, gdzie zetkniemy się bogatą kolekcją flory.

 

Ogród jest tak popularny, że aby się po nim poruszać trzeba mieć plakietkę. Wiele osób omija bramki chcąc zaspokoić swoją…wiedzę. Każdy okaz jest opatrzony tabliczką z ciekawostkami, co jeszcze bardziej zachęca do zapoznania się z całym ogrodem. Goście mają szanse poznać chronione rośliny i dziko rosnące gatunki jadalne, jak również rośliny  trujące czy przyprawowe. Bez obaw – barszcz sosnowskiego jest ogrodzony płotem.

 

Specyfiką Ogrodu są kolekcje populacji dziko rosnących roślin leczniczych pozyskiwanych z obszaru Wschodniej Polski, stanowiące materiał badawczy wykorzystywany m.in. przez współpracujące z Ogrodem instytucje naukowe.

 

 

 

Puńsk to niewielkie miasteczko na północno – wschodnim krańcu Polski. Jego wizytówką jest bez wątpienia Muzeum Litewskiego Centrum Kultury Ludowej. Skansen został wybudowany w 1986 r. i stanowi okazałą zagrodę wiejską z przełomu XIX i XX w. Przewodnik oprowadzi nas po domach mieszkalnych, oborach, stodołach, spichlerzach i studniach. Tylko, żeby kondycji nie zabrakło!

 

W każdym z budynków przedstawionych w skansenie znajdziemy również charakterystyczne narzędzia pracy lub użytku domowego. Są to eksponaty związane z uprawą roli, a więc widły, cepy do młócenia zboża, nosiłki, siekacze czy sierpy. Dla mieszkańców wsi to nic szczególnego, ale na ”mieszczuchach nadal robią wrażenie”. Niektóre z eksponatów obrazują również rękodzieło ludowe.

 

Ciekawy obiekt w skansenie to bez wątpienia teatr stodolany, który zlokalizowany jest, jak to sugeruje nazwa, w stodole. Niegdyś w taki właśnie sposób przygotowywano rozrywki mieszkańcom. Taką tradycję podtrzymuje Dom Kultury Litewskiej, organizując na małej scenie liczne imprezy, w tym ”Festiwal na klepisku”. Co roku uczestniczy w nim co najmniej kilka grup aktorskich. Sztuki, jak łatwo się domyśleć wykorzystują motywy wiejskiego życia. Mimo, iż sztuki grane są w języku litewskim, to zrozumieć ich treść nie jest trudno. Są to przeważnie komedie, a artyści grają tak sugestywnie, że śmieją się nawet turyści z dalekich krajów, którzy coraz częściej trafiają na gościnną ziemię puńską. Aktorzy zwykli rolnicy, robotnicy, studenci, uczniowie, pedagodzy, lekarze czy ludzie z tytułami naukowymi. Wszystkich łączy miłość do teatru, własnej kultury i  języka.

O wizytach Napoleona na Podlasiu krążą legendy. Wiele miejscowości przyznaje się, do goszczenia imperatora, lecz tak naprawdę nie zjawił się w nich ani na chwilę. Nie przeszkodziło to jednak w nazywaniu domków czy zajazdów imieniem cesarza.

Napoleon przemierzył północne Podlasie tylko raz, wycofując się z Moskwy. Na swej trasie pozostawił liczne złote monety, które zostały wybite w czasach panowania Ludwika XIII. Nazywane były one luidorami. W grudniu sanie z cesarzem ruszyły z Wilna w kierunku Warszawy. Po drodze odwiedziły nasze podlaskie miasta – Augustów, Grajewo i Łomżę.  

Cesarz płacił za żywność i inne towary dostarczone dla jego kompanów. Nie każdy jednak wiedział z kim ma do czynienia. Napoleon przedstawiał się często jak wielki koniuszy dworu francuskiego – Armand Caulaincourt. Dlatego też nie wszystkie jego polecenia spełniano od razu. Tak też było z prefektem łomżyńskim Janem Lasockim, który dopiero usłyszawszy, że ma obsłużyć imperatora, przestał zwlekać z dostarczeniem wina. Napoleon nie miał specjalnie wielkich zachcianek. Zadowolił się zupą, kotletem wołowym i potrawką z młodych kogutów. Pobyt w Łomży trwał jedynie trzy godziny. Gospodarzom za gościnę zapłacił 30 tysięcy luidorów.

Białystok może pochwalić się wieloma znanymi osobistościami. Niestety, niekiedy są zapomniane. Jedną z takich wybitnych postaci jest śpiewaczka operowa, która w latach 30. ubiegłego wieku zawładnęła scenami za oceanem.

 

Rosa Raisa a właściwie Róża Bursztyn urodziła się w żydowskiej rodzinie w Białymstoku. Ze względu na prześladowania, już w wieku 14 lat wyemigrowała do Włoch. Tam też podjęła naukę śpiewu, początkowo w Palermo u Ewy Tetrazzini – znakomitej solistki operowej, później w Konserwatorium w Neapolu. 

 

Debiut na deskach opery przyszedł w 1913 r. Wykonała partię Leonory w operze ”Oberto” Giusepe Verdiego z okazji 100-lecia urodzin kompozytora. W tym samym roku rozpoczęła się jej kariera za oceanem. Dzięki występowi ze słynnym wówczas zespołem Chicago Grand Opera Company, nawiązała współpracę na scenach w Filadelfii. 

 

Wkrótce artystka rozpoczęła gościnne występy w mediolańskiej La Scali. Na dziesięciolecie wspólnych działań wykonała tytułową partię opery Turandot Giacomo Pucinniego. Lata trzydzieste wieku to okres sukcesów artystki, które odnosiła na największych festiwalach i scenach operowych Ameryki i Europy.

 

Po zakończeniu kariery scenicznej poświęciła się pracy pedagogicznej prowadząc wraz z mężem – włoskim tenorem Giacomo Riminim studia wokalne w Chicago. Po śmierci męża w 1952 roku zamieszkała w Los Angeles, gdzie zmarła.

To z pewnością jeden z najpiękniejszych obiektów architektonicznych w Polsce. Góra zamkowa w Szurpiłach otoczona jest przez 4 jeziora. Istniejące przed wiekami grodzisko znajdowało się w samym sercu historycznej Jaćwieży. Ze względu na położenie posiadało strategiczny charakter.

 

W grodzisku nie zabrakło umocnień. Otaczała go podwójna linia wałów, pogłębiono też wąwóz, przez co dwa jeziora zostały połączone. Nad powstałym kanałem stworzono most łączący gród z największą z osad. Gród w IX w. nie był jednak zamieszkały. Służył głównie, jako miejsce schronienia w czasie zagrożenia militarnego. Życie codzienne toczyło się w okolicznych osadach.

 

Rozwój grodu przypadł na XIII w. Wtedy też w kronikach odnotowano imię wodza jaćwieskiego Szurpiła. Na jego cześć nazwano jezioro, a gród stanowił siedzibę rodową. Szurpił uczestniczył w rozmowach pokojowych, ale nie przyniosły one oczekiwanych rezultatów. O tereny walczyli chociażby Krzyżacy, Rusini czy Litwini. Ci pierwsi w 1283 r. zdobyli gród i przez wiele lat prowadzili akcję przesiedleńczą.

1.  Początki obiektu związane są z dwoma żydowskimi włókiennikami, którzy przybyli z Łodzi, uciekając przed wysokim cłem na towary z Królestwa Polskiego. Fabryka sukna Wilhelma Zacherta i Adolfa Buchholtza seniora w krótkim czasie stała się jednym z największych w regionie. W jej pobliżu powstał murowany dom stanowiący podwaliny dla przyszłego pałacu.

 

2. Pałac powstał dzięki teściom Adolfa Bucholtza. Gdy gdy młody przedsiębiorca chciał żenić się z jedną z najbogatszych panien łódzkich fabrykantów – Adelą Scheibler, rodzice narzeczonej zawitali na Podlasie sprawdzić, gdzie będzie mieszkać ich córeczka. Adolf usłyszał, że jeśli chce mieć za żonę Scheilblerównę, musi najpierw wybudować dla niej pałac. Jego budowa trwała ponad 13 lat.

 

3.  Adolf nie cieszył się długo żoną i pałacem. Pewnego dnia, w końcu 1903 roku  lub na początku 1904 , gdy przejeżdżał koło supraskiego klasztoru, wystraszone czymś konie poniosły i wywróciły powóz. Fabrykant zmarł po kilku dniach. Został pochowany na cmentarzu ewangelickim w Supraślu. Jeszcze w tym samym roku żona wystawiła mu tam okazałe mauzoleum.  Miejscowi mówią, ze wdowa w każdą niedzielę, aż do własnej śmierci (30 lat później), chodziła na cmentarz z kwiatami. Fabrykę męża sprzedała w 1910 roku, ale pozostała w pałacu w  Supraślu,

 

4. Pałac słynął w okolicy z nowinek technicznych. Zainstalowano w nim bowiem windę i system centralnego ogrzewania.

 

5. Od 1959 r. mieści się w nim Liceum Plastyczne im. Artura Grottgera. Jest to instytucja podległa Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Szkołę kończyli chociażby innymi Leon Tarasewicz i Agnieszka Maciąg.

 

Na Podlasiu odnajdziemy co najmniej kilka ruin dawnych zamków. Zwykle wpędzają w nas zadumę. Jednym z takich obiektów są pozostałości fortecy z Sidrze położone nad rzeką o tej samej nazwie.

Zamek na wzgórzu powstał dzięki Eustachemu Wołłowiczowi w połowie XVI w. Pełnił wówczas funkcję Wielkiego Kanclerza Litewskiego. Jako, że prowadził on akcję osadniczą na tych terenach, forteca miała zapewnić bezpieczeństwo wszystkim sprowadzonym ludziom. Wiek później zamek jednak został przekształcony w pałac. Tak zdecydowali nowi właściciele, magnaci Potoccy. Do tej pory nie wiadomo co się stało z budynkiem w czasie potopu szwedzkiego i najazdu Moskali. Jako, że wrogowie mieli w zwyczaju plądrowanie takich obiektów, przypuszcza się, że pałac spotkał podobny los. Istniał on jeszcze do czasów powstania styczniowego. Ostatecznie został zaś rozebrany po roku 1880.

W latach 70. przeprowadzono wykopaliska. Badacze ustalili rozkład murów i pomieszczeń dawnego zamku. Szczególną uwagę wzbudziły piwnice. Odnaleziono tam bowiem tunel, który ponoć miał prowadzić na pobliski cmentarz. Uznaje się, że miało to być wyjście awaryjne na czas niebezpieczeństwa. Piwnice trzeba było jednak zasypać gdyż strop korytarza się zawalił. Tajemnicy więc już nie poznamy. 

Mija 10 lat od gruntownej przebudowy Rynku Kościuszki w Białymstoku. Mieszkańcy zdążyli się przyzwyczaić do betonowego krajobrazu. W czasie prac odkopano wiele śladów historii.  Wśród gruzów, przy ratuszu, odnaleziono chociażby pomnik ”pierwszego sowieta” a więc Józefa Stalina. Posąg pozbawiony był głowy. Skąd więc wiadomo, że to generalissimus? Otóż zdradziła go napoleońska postawa i radziecki płaszcz.

 

Komuniści chcieli zburzyć miejski ratusz i w jego miejsce postawić olbrzymi posąg Stalina. Swoich planów na szczęście nie zdążyli zrealizować ze względu na konflikt z Niemcami. Rozmiary pomnika wskazują, iż raczej nie miał szans by stanąć w centrum miasta. Figura ledwie przekracza bowiem metr. Na plener więc nie miała szans. Prawdopodobnie stanowiła ozdobę wnętrz. Jak jednak trafiła pod ziemię? Odpowiedzialni za to są hitlerowcy. Po wkroczeniu do miasta podpalili budynki w centrum. Potem zaczęli odgruzowywać teren, a zbędne materiały posłużyły do budowy placu.

 

Od kilku dni na włoskich portalach społecznościowych odbywa się akcja promocyjna Podlasia. Dedykowane wpisy w social media mają na celu zachęcić mieszkańców półwyspu do odwiedzin polski wschodniej.  Projekt realizowany jest przez zagraniczny ośrodek Polskiej Organizacji Turystycznej w Rzymie przy współpracy z Urzędem Marszałkowskim.

 

Jakiego rodzaju wpisy odnajdziemy na włoskich portalach? Nie zabrakło informacji o  najważniejszych obiektach i wydarzeniach związanych z naszym regionem. Szczególny nacisk został położony został na turystykę kulturową, etno-gastronomiczną i młodzieżową. Czy projekt osiągnie sukces? Jeśli nagle usłyszymy hałaśliwych Wlochów na naszych ulicach – misja zakończyła się powodzeniem! Tymczasem Białystok musi zadowolić się garstką z Erasmusa.

Biebrzański Park Narodowy to istny raj dla ptaków i …ornitologów. Nie ma w Polsce takiego drugiego miejsca. Wszystkich gatunków skrzydlatych przyjaciół nie sposób wymienić. Jednym z mniej znanych ptaków jest z pewnością wodniczka. Okazuje się, że pojawia się w miejscach, gdzie jeszcze kilka lat temu próżno było jej szukać.

 

Ponad 20 procent światowej populacji wodniczek mieszka właśnie nad Biebrzą. Dlatego też nie ustają wysiłki mające na celu ich ochronę. Za działaniami idą konkretne kwoty. Na samo usuwanie zakrzaczeń czy koszenie bagiennych łąk wydano ponad 6 mln euro. Jest to konieczne gdyż zarośnięte tereny nie należą do ulubionych. Wodniczki po prostu z nich uciekają. Naukowcy zaobserwowali, że na wykoszonych 250 ha szybko pojawiły się pierwsi mieszkańcy. Aby swego rodzaju ”osiedle” wodniczek się rozrastało, należy przeprowadzać podobne akcje. Dlatego też nawiązuje się współpracę z innymi krajami.

 

Wodniczka była niegdyś powszechnym ptakiem. Występowała w całej Europie, lecz jej populacja spadła ze względu na osuszanie podmokłych terenów. Jako jedyna przedstawiciel wróblowatych zagrożony jest wyginięciem. Na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego naliczono 15 tys. par.

 

Już w XIV w. polska szlachta doprawiała gorzałkę. Niby tylko do smaku, ale pewien składnik miała zapewniać coś extra. Trawa rosnąca na leśnych białowieskich polanach ponoć zapewniała siłę żubra. Uważano również ją za afrodyzjak. Dlatego też źdźbło zanurzano w wysokoprocentowym trunku. Tzw. żubrówka to ludowe określenie dwóch gatunków traw – turówki wonnej i leśnej, których zapach przypomina świeże siano. Od blisko stu lat staropolską recepturę wykorzystuje białostocki zakład produkujący słynną wódką.

 

Zdobycie składnika wydaje się proste. Tak różowo jednak nie jest. Zbieracze pokonują dziesiątki kilometrów, zapędzając się w niedostępne miejsca puszczy. Tylko doświadczone osoby odróżnią żubrówkę od zwykłej trawy. Potrzeba więc dobrego oka. Zbiory podlegają rygorystycznej selekcji. Każde źdźbło jest odpowiednie przycinane i ręcznie trafia do butelki jeszcze przed napełnieniem wódką. Trawa, która nie będzie pełniła funkcji dekoracyjnej, posłuży jako wyciąg roślinny. To on stanowi podstawę produkcji wódki. Dzięki odpowiednim procesom powstaje zielona ciecz nazywana smakiem puszczy. Miesza się ją z czystym alkoholem w odpowiednich proporcjach, co stanowi już tajemnicę zakładu.

 

Źdźbło trawy w butelce jest chronione jako znak towarowy zarejestrowany w Urzędzie Patentowym RP i w wielu innych krajach. Trawka to nie tylko gadżet. Przez lata tak mocno wpłynęła na konsumentów, że uważana jest za nieodłączny element butelki. Bez niej Żubrówka nie byłaby sobą.

Kraina wątku i osnowy – pod taką nazwą kryje się projekt mający na celu promocję tradycyjnego tkactwa. Potrwa on aż do listopada. Przez ten okres organizatorzy będą zachęcać młodzież do zajęcia się dawnym rzemiosłem. Ktoś w końcu musi przejąć pałeczkę.

 

W gminie Janów i Korycin powstanie specjalny szlak turystyczny. To tam  bowiem odnaleźć można najwięcej gospodyń trudniących się tkactwem tzw. tkaniny dwusosnowej. Jest to jeden z bardziej znanych wyrobów regionalnych. Szlak będzie odpowiednio oznakowany aby każdy chętny miał szansę zapoznać się z tradycyjnymi technikami rzemiosła.

 

Warsztaty tkactwa odbywać się będą również w Białymstoku. Dowiemy się na nich jak tradycję łączyć z nowoczesnością. W pięciodniowych szkoleniach wezmą udział twórcy ludowi i osoby, które np. myślą o otwarciu działalności w tym kierunku. Warto spróbować!

 

Kamienna Stara, powiat Sokólski. To właśnie tam stoi najstarsza podlaska drewniana świątynia. Kościół powstały w 1610 r. przetrwał wojny i inne zawieruchy losu. Przez lata rzecz jasna przechodził liczne remonty. Lifting jednak nie zaburzyły pierwotnej konstrukcji.  Na szczęście o świątynię dba się w sposób szczególny. Dzięki zainteresowaniu może trwać jeszcze przez lata.

 

Kościół pełnił początkową funkcję dworskiej kaplicy. Został on ufundowany przez rodzinę Wiesiołowskich, którzy posiadali w Kamiennej Starze swoją rezydencję. Miejscowa legenda wiąże jej powstanie z tragedią, jaka wydarzyła się w majątku. Głosi, że dworskie psy zagryzły chłopską córkę, kiedy ta wracała z dworu do domu. W ramach pokuty i zadośćuczynienia rodzinie zmarłej właściciel posiadłości, wystawił kaplicę. Dziewczynce było na imię Anna, stąd na patronkę kaplicy wybrano właśnie tę konkretną świętą.

 

Nieopodal kościoła odnajdziemy grób pochodzącego z Kamiennej Starej generała Nikodema Sulika. Był on jednym z dowódców w bitwie pod Monte Cassino. Prochy bohatera zostały sprowadzone z Londynu w 1993 r.

Czy Białystok to dobre miejsce na uprawianie sportów zimowych? Choć sama nazwa może sugerować coś innego, obecnie w stolicy Podlasia narciarze nie mają wielkiego pola manewru. W latach 40. było troszkę inaczej. Na ulicy Kawaleryskiej, w miejscu gdzie stoi bazar zbudowano nawet… skocznię.

Choć nie było ona wielkich rozmiarów, umożliwiała rozegranie imprezy o randze mistrzowskiej. Stalową konstrukcję przykryto deskami i gotowe – można było latać w przestworzach. Z tym, że latanie to za dużo powiedziane. Najlepsi Białostoczanie osiągali wyniku kilkunastometrowe. Bez profesjonalnego treningu to i tak niezły rezultat. Nic nie wiadomo o ewentualnych ofiarach skoczni. Należy więc uznać, że każdy śmiałek miał miękkie lądowanie.

Skocznię rozebrano przed dożynkami centralnymi, które odbyły się w mieście w 1973 r. Obok niej powstała wystawa rolnicza. Kto wie, może gdyby nie PRL, doczekalibyśmy się w Białymstoku ”mamuta”. 

Jedną z częściej uczęszczanych ulic w Łomży jest bez wątpienia ta o nazwie Woziwodzka. Prowadzi ona w dół, skąd możemy podziwiać szeroką panoramę doliny rzeki Narew, a także położonej na jej przeciwległym brzegu Piątnicy. Bez woziwody nie można było sobie wyobrazić przedwojennej Łomży.

Tylko nieliczne zabudowania posiadały wówczas instalacje wodne. Jednokonny wóz nie był wyposażony w tzw. gnojówki czyli boczne deski. Umieszczono na nim beczkę, najczęściej koloru zielonego. W tylnej ścianie beczki wisiał odnaleźć można było kran, a na nim wisiało wiadro z drewna. Woziwoda własnoręcznie donosił nim czystą wodę do mieszkań. Prawdziwy pracuś. Od jego fachu ulicę nazwano właśnie Woziwodzką. Całkiem logiczne 😉

1.  W 2010 r. produkcja ta zdobyła nagrodę grand prix podczas II Edycji Festiwalu Filmów Promocyjnych Miast i Regionów organizowanego w Gdyni. Pokonała ponad 40-u konkurentów. Film powstawał przez 4 miesiące, a jego realizacja kosztowała 45 tys. zł. Kadry przyrodnicze przeplatają się akcentami kulturowymi, co przy odpowiedniej oprawie dźwiękowej tworzy całkiem niezły efekt.

 

2. Klip ten wzbudził wiele kontrowersji, gdyż emanuje nagością. Podobnie jak pierwsze propozycja, powstał z inicjatywy Urzędu Marszałkowskiego. Tym razem skupiono się na konkretnym regionie, mianowicie Puszczy Augustowskiej. Postawiono też na twarze znanych sportowców – kajakarza Marka Twardowskiego i kolarza Pawła Skowrońskiego. Panowie ścigają się na jeziorze Krzywym, napotykając na swej drodze urokliwe dziewczyny i bezwstydnych facetów. Kto wyszedł zwycięsko z wyścigu? 

3. Gdy poniższa produkcja trafiła do szerokiej publiczności, ruszyła lawina negatywnych komentarzy. Wiele osób twierdzi do tej pory, że spot bardziej pasuje do reklamy piwa niż do promocji regionu. Ujęcia plenerowe kręcono m.in. na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego, Biebrzańskiego Parku Narodowego i w Puszczy Knyszyńskiej. Akcja rozgrywa się w prawdziwej saunie parowej zlokalizowanej we wsi Waliłki, zamieszkanej przez staroobrzędowców. O co ten hałas? Nagi mężczyzna zostaje nie jako ”opętany Podlasiem”. Zamienia się w pixelowatego konia, żubra i bobra. Stąd też tytuł spotu – Natura przejawia się różnie.

4. Prace nad tym filmem trwały przez 3 lata. Cząstka Podlasia to czterdziestominutowy film dokumentalny, który przerósł wszelkie oczekiwania twórców.  Bilety na pokazy rozchodziły się błyskawicznie. W samym Białymstoku grany był przez 2 miesiące. Film doskonale łączy obraz z muzyką symfoniczną. Mistyka przeplata się zaś z rzeczywistością. Produkcja miała wzbudzać głębsze refleksje i tak też się stało. Po prostu wow! Miejsca, które znamy, od tej pory staną się czymś więcej.

5. Go – Podlasie ukazuje wszelkie możliwe sposoby aktywnego spędzania czasu. Dzięki odpowiedniemu montażowi mamy wiec do czynienia z prawdziwą przejażdżką po wschodnich terenach. W produkcji nie brali udział profesjonalni aktorzy. To sprawiło, że wszystkie sceny są niezwykle autentyczne. Zobaczymy w nich ludzi pełni pasji, którzy przemierzają podlaskie szlaki w poszukiwaniu dużej dawki emocji. Materiał powstał na terenie Puszczy Knyszyńskiej, Suwalszczyzny i Doliny Biebrzy, tylko i wyłącznie ze środków własnych twórców. 

 

W Jeziorku koło Łomży, na ścianie szkoły powstaje mural upamiętniający powojenną nauczycielką historii, Teodorę Rydzewską. Jako wzorzec posłużyła fotografia z legitymacji. Mural ma mieć ponad 25 metrów kwadratowych, a jego twórcą jest Wojciech Woźniak z Gdańska. Szczególny rodzaj hołdu zasługuje na uznanie.

 

Teodora Rydzewska w okresie okupacji, ryzykując życie, edukowała dzieci w tajnych kompletach. Angażowała się czynnie w działalność Armii Krajowej. Po zakończeniu działań wojennych była zagorzałym przeciwnikiem komunistów. Walcząc o polskie wartości, nie pozwoliła chociażby by w szkole zdejmowano krzyże.

 

Nauczycielka stosowała nietypowe metody. Tłumacząc dzielenie ułamków zwykłych proponowała wystąpienie dwóch uczniów. Jeden z nich musiał stanąć na głowie. Trzeba przyznać, że takie obrazowe przedstawienie sprawy zapada w pamięć do końca życia. Dla wielu mieszkańców okolicy Teodora Rydzewska jest bohaterką. Odsłonięcie muralu nastąpi 1 czerwca, co pokryje się z obchodami 140. rocznicy powstania szkoły w Jeziorku.

Jest to zdecydowanie jeden z ciekawszych teatrów jaki powstał po 1989 r. Działa z niewielkimi przerwami w miejscowości Supraśl pod Białymstokiem. Wierszalin swą nazwą nawiązuje do osady, którą przed laty założył samozwańczy prorok Eliasz Klimowicz. Chciał on stworzyć Nowe Jeruzalem, które według założycieli teatru stanowi również fakt duchowy.

 

Główną inspiracją grupy jest religia i kultura pogranicza polsko-białoruskiego. Taką tematykę miała oczywiście tez pierwsza pozycja w repertuarze pt.” Turlajgroszek”. Nawiązują chętnie do mitów, przetwarzając je pod potrzeby współczesnych odbiorców. Teatr umiejętnie łączy aktorstwo ”żywego planu” z lalkami, figurkami czy maskami.

 

Teatr Wierszalin wiele razy występował poza granicami kraju. Brał udział w festiwalach w Japonii, USA czy Australii. Trzy razy zdobył prestiżową nagrodę Fringe First w Edynburgu. W 1994 r. odebrał dyplom uznania za wybitne zasługi dla polskiej kultury. Przyznany został on Ministra Spraw Zagranicznych RP.

Na Podlasiu odnajdziemy jedynie trzy oznakowane szlaki konne. Jeden z nich prowadzi wzdłuż malowniczej Puszczy Knyszyńskiej. Przemieszczając się wierzchem mijamy ośrodki jeździeckie, gdzie to można zostawić kompana i skorzystać z oferty noclegowej. Dzięki wędrówkom poznamy nie tylko walory przyrodnicze Puszczy. Na trasie czekają na nas perełki architektoniczne i kulturowe.

 

Szlak rozpoczyna się w kolonii  Folwarki Tylwickie, a kończy w Krynicy. Łącznie odwiedzimy ponad trzynaście miejscowości. Większość z nich to urokliwe wsie. Jedyne miasto, przez które będziemy wędrować to Supraśl. Warto wspomnieć, że trasa przecina również inne szlaki, zarówno piesze, jak i rowerowe.

 

Co czeka nas po drodze. Nie będziemy zdradzać wszystkich atrakcji. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Warsztaty rękodzieła ludowego, pomniki przyrody, meandrujące rzeki czy pola golfowe – nic tylko jechać przed siebie i zasmakować przygody.

Odnajdziemy ja na południowym krańcu Supraśla. Dwustuletnia sosna przez lata nie była tylko zwykłym drzewem. Wszystko zaczęło się w 1905 r. Jedna z mieszkanek miasteczka zawiesiła na niej wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Miała to być pamiątka po długim okresie prześladowań kościoła przez carskiego zaborcę. Warto dodać, że taki zwyczaj pochodzi jeszcze z czasów pogańskich. Po śmierci bliskich umieszczano na drzewach tzw. tykła, czyli wotywne deski.

 

Sosna urosła w Supraślu do rangi symbolu. Nazywano ją świętą. Gromadziła wokół siebie liczne grupy modlitewne. Do okresu II Wojny Światowej była otoczona przez gęsty las. Chroniona przez mieszkańców jako jedyna ocalała od masowej wycinki. Drzewo runęło na ziemię w 2009 r. Postanowiono, że pozostanie na swym miejscu. Sosnę zadaszono i tym samym stała się kolejną atrakcją miasteczka. Ponoć drzewo pozytywnie wpływa na zakochanych. Oświadczyny przy sośnie gwarantują udane małżeństwo.

 

Ulica Jana Kilińskiego w Białymstoku ta posiada unikalny charakter, gdyż jako jedyna w mieście zapewnia klimat prawdziwej starówki. Warto dowiedzieć się o niej trochę więcej. Do dzieła!

1.  Jako jedyna ulica w Białymstoku obchodzi swoje imieniny. Nic w tym dziwnego. Tylko na niej zachował się klimat prawdziwej starówki. Co roku z tej okazji organizowane są występy muzyków czy pokazy taneczne. Nie brakuje nigdy wystaw malarskich i stoisk z wyrobami rzemieślniczymi. 

2. Początki ulicy sięgają XVIII w. Droga była niegdyś zwykłą polną ścieżką, prowadząc od Rynku do Pałacu i dalej na Bojary. Posiadała więc charakter tranzytowy, łącząc dwie strony Białegostoku. Nazwę otrzymała dopiero na początku XIX wieku, gdy przy niej osiedliła się elita niemieckich bankierów. Stąd też nazwano ją Niemiecką. Po zakończeniu I wojny światowej zmieniono nazwę na Jana Kilińskiego, szewca uczestniczącego w Powstaniu Kościuszkowskim. Kolejna wojna to powrót do dawnej nazwy. Koniec niemieckiej okupacji przyniósł  powrót do nazwy J. Kilińskiego, która funkcjonuje do dziś.

3. Ulica zmieniała coraz swoich właścicieli. Wpierw należała do dworu Branickich, potem do Niemców, lokalnej szlachty i Żydów. Ciekawe lokale, wysoka jakość usług i dostęp do kultury przyciągały nie tylko przemysłowych magnatów. Od lat 60. XIX wartość działek rosła w zastraszającym tempie. W dwie dekady podrożały dziesięciokrotnie. W czasach okupacji ulica została nazwana ”Niemiecką”. 

4. Ze względu na swój prestiżowy charakter, zamieszkiwały przy niej znane postacie. Jedną z nich był Romuald Lenczewski. Ten wybitny architekt pochodzący ze wsi Leńce zaprojektował kościoły w Surażu, Wasilkowie i Dobrzyniewie Kościelnym. Był też członkiem Komitetu Budowy białostockiej ”Fary”.

5. W połowie XVIII w. na ul. Kilińskiego wzniesiono Pałacyk Gościnny, w którym to nocowały wybitne postacie ze świata polityki i kultury. Obecnie mieści się tam urząd stanu cywilnego. Nieopodal kościoła powstała wozownia, która została z czasem przekształcona w kamienicę, gdzie siedzibę miała loża masońska. Gwałtowny rozwój ulicy nastąpił głównie dzięki likwidacji otaczających ją stawów. Powstał chociażby hotel Ritz, który stał się wizytówką miasta. 

Władze Biebrzańskiego Parku Narodowego robią wszystko aby wykosić jak najwięcej hektarów łąk. Same jednak nie dadzą rady. Dlatego też pomocy szukają u…krów. 

 

Koszenie podmokłych terenów jest koniecznością. Zapobiega to bowiem ich zarastaniu, a większość zwierząt preferuje otwarte przestrzenie. Chodzi tu zwłaszcza o ptactwo wodno-błotne. Powstała więc idea masowej dzierżawy łąk rolnikom. Czeka na nich blisko 600 ha. Cenę wejściową przetargu ustawiono tak nisko, aby większość zainteresowanych farmerów mogła w nim uczestniczyć.

 

Działki będzie można dzierżawić nawet na pięć lat. Przynajmniej raz w roku rolnicy muszą skosić nabyte tereny. Jako, że większość z nich to siedliska zwierząt, użycie mechanicznych kosiarek nie wchodzi w grę. Konieczne jest użycie siły własnych rąk. Alternatywą jest też kosiarka rotacyjna w postaci krowy. Za taki wypada dodatkowo otrzymają dodatkowe unijne dopłaty. 

 

Do tej pory Park dzierżawił jedynie 6, 3 ha łąk. Nie wszyscy jednak wywiązują się z umów. Dług rolników osiągnął już milion złotych. Jak się tłumaczą dzierżawcy? Winę zrzucają na urzędników i problemy z wypłatą dopłat.

 

Czenaki to danie mające swe korzenie na Litwie. Ze względu na swój niepowtarzalny smak i duże możliwości adaptacyjne pierwotnego przepisu, rozpowszechnione jest u większości naszych wschodnich sąsiadów oraz u Gruzinów. Czenak stanowi połączenie zapiekanki z zupą. Choć wydaje się to nietypowe połączenie, smak zadziwi niejednego degustatora.

 

Podstawowe składniki czenaków to mięso, ziemniaki i warzywa sezonowe, ale spotkać możecie także wersje z grzybami, czy kaszą. Co kraj, to obyczaj. Litwini chętnie dodają do potrawy kiszone ogórki i kilka łyżeczek śmietany, Gruzini gustują zaś w czenakach baranich. Zawsze jednak zasada będzie podobna – składniki układamy w naczyniu warstwami, podlewamy płynem,  przykrywamy i wstawiamy do piekarnika. Po godzinie wszystkie składniki się połączą.

 

Czenaki zapieka się i serwuje w tym samym glinianym garnuszku z pokrywką. Trzyma on temperaturę, dzięki czemu przez cały czas biesiadnik może rozkoszować się niezmienionym smakiem i konsystencją potrawy. Warto dodać, że Rosjanie często „produkują” jadalne pokrywki do czenaki z ciasta. Taka upieczona pokrywka zastępuje chlebowy dodatek do potrawy. Garnuszki do czenaki wykonane są z wypalanej gliny, następnie szkliwione, często malowane i zdobione. Nadają się do użycia w piecu,  jednak nie powinno się ich wstawiać do mikrofalówki.

Co roku w Ciechanowcu odbywają się Podlaskie Zawody w Powożeniu Zaprzęgami Konnymi. Zawodnicy rywalizują o Puchar Burmistrza. Pierwsza edycja miała miejsce w 2005 r. Impreza powstała z inicjatywy Jeździeckiego Klubu Sportowego ”Gepard”.

 

Przed konkursem odprawiana jest uroczysta msza święta. To już tradycja. Następnie wszystkie zaprzęgi i jeźdźcy udają się na miejsce współzawodnictwa. Zawody początkowo były rozgrywane w dwóch kategoriach – zaprzęgach parakonnych i singlowych. Od dziesięciu lat możemy również podziwiać skoki przez przeszkody. Imprezie towarzyszą liczne zabawy i konkursy.

 

Dużą atrakcją jest bez wątpienia pokaz sztuki władania szablą i lancą. Członkowie Bractwa Kurkowego przebierają się zaś w stroje szlacheckie, co stanowi doskonałą okazję na selfie z sarmatą. To wszystko rozgrywa się w rytmie najlepszej ludowej muzyki.

Synagoga w Tykocinie pełniła swą prawowita rolę przez trzy stulecia. Obecnie mieści się tam jeden z oddziałów Muzeum Białostockiego. To jeden z najstarszych budynków tego typu w kraju. Bożnica powstała w 1642 r. i aż do II Wojny Światowej stanowiła centrum duchowne żydowskiej społeczności miasteczka. Nic więc dziwnego, że tereny z nią sąsiadujące przyciągnęły archeologów.

 

W ciągu kilku dni odnaleziono setki śladów przeszłości. Jest to głównie ceramika naczyniowa związane z codziennym użytkownikiem. Kafle od pieców, garnki, naczynia – to wszystko skrywała ziemia. Największym odkryciem były jednak ceglano – kamiennne fundamenty datowane na XVIII w. Przypuszcza się, że to pozostałość po kramach, jakie nakazał zbudować hetman J. K. Branicki. Prace prowadzone przez Muzeum Podlaskie potrwają do połowy lipca. Badacze chcą zając się jak największym obszarem

W połowie XIX w. przeciętny mieszkaniec Królestwa Polskiego wypijał rocznie 10 litrów czystego alkoholu. Białostoczanie wznosili się ponad przeciętność. Władze miasta starały się stwarzać pozory walki z pijaństwem, ale wychodziło im to średnio. W 1897 r. w Białymstoku powstał oddział Imperium Towarzystwa Trzeźwości. Mieścił się on w Domu Szlachty na ulicy Lipowej. Organizacja była niezwykle zbiurokratyzowana gdyż zasiadali w niej głównie lokalni urzędnicy. Podobną rolę miało pełnić towarzystwo powołane do życia przez ewangelików. W jego składzie znajdowały się głównie żony żydowskich magnatów przemysłowych.

 

Wraz z nadejściem wojny zwiększyła się ilość spożywanych procentów. Niemal na każdej ulicy Białegostoku można było znaleźć kogoś, kto zajmował się produkcją trunków. Jako, że był to niezwykle dochodowy interes, nikogo nie odstraszała wizja więzienia. Zarówno wojsko i policja poszukiwała nielegalnych fabryczek. Śledczy często szli za…węchem. Jako, że samogon posiada charakterystyczny zapach, nachylali się nad rynsztokiem i wdychali swojskie aromaty.  Gdy już taką znaleźli, często za ”skromny podarunek” zapominali o sprawie. Łapówki były więc na porządku dziennym. 

 

W Białymstoku podjęto próbę użycia wódki jako oficjalnego środka płatniczego. Do takiego pomysłu skłoniła ludzi bieda. Wprowadzono więc hasło ”wódka za żywność”. Tak właśnie mieli się rozliczać w sklepach.  Niemcy okupujący miasto jednak nie zgodzili się na nietypową formę transakcji. Uznali, to za niezbyt moralne posunięcie. 

 

Po zakończeniu wojny problem alkoholowy nie zniknął. Wręcz przeciwnie. Wszystko przez związek potajemnych gorzelników, nazywany ”Verein”. Transportował on bimber chociażby do Grodna czy Warszawy. Organizacja zrzeszała ponad stu fachowców od samogonu. Posiadała swoje struktury z prezesem na czele. Specjalny dział zajmował się rozdawaniem łapówek dla urzędników czy policjantów.

Gmina Korycin słynie głównie z sera i truskawek. Wyrabia się w niej również tkaninę dwusosnową, która stanowi jeden z najbardziej znanych produktów regionalnych. Wełniane, dekoracyjne tkaniny, zwane często janowskimi dywanami, łączą w swoim wzornictwie tradycję ze współczesnością. W mieście coraz częściej eksponuje się wzory owego rękodzieła.

 

W centrum Korycina można odnaleźć chociażby metalowe rowerowe stojaki, posiadające motywy roślinne i zwierzęce przeniesione z tkanin dwusosnowych. Jako, że znajdują się przy Urzędzie Gminy nie sposób ich nie zauważyć. Na Korycinie się jednak nie skończy. Podobne stojaki zostaną zainstalowane w Białymstoku i Janowie. Stojaki to oczywiście nie wszystko. Nad korycińskim zalewem montowana jest scena z tradycyjnym wzornictwem. Planuje się również stworzenie muralu. rojekt związany z ludowym wzornictwem jest realizowany wspónie z Wojewódzkim Ośrodkiem Animacji Kultury w Białymstoku.

Łapy niedaleko Białegostoku były niegdyś kolejarską potęgą. To już przeszłość, choć wspomnienia o wielkości nadal żyją. Po upadku Zakładów Naprawczych tysiące osób zostało bez pracy. Z łezką w oku, co roku, miasto organizuje wystawę makiety kolejowej, która zyskała status imprezy ogólnopolskiej. Kolejna edycja ”Kolei w miniaturze” odbędzie się już w piątek w hali sportowej Zespołu Szkół Mechanicznych.

 

Na wystawie będziemy mieli okazję podziwiać trasę kolejową powstałą z ponad kilkudziesięciu makiet. Zostały one przygotowane przez modelarzy z całego kraju. Współpraca przyniosła ponad 200 metrów torów kolejowych i kilkanaście stacji. Wszystkie makiety są niezwykle realistyczne. Zadbano o każdy detal. Dotyczy to także całej infrastruktury – mostów i tuneli. Nie zabraknie również odwzorowanych krajobrazów, ale i …śmieci. Takie obrazki bowiem widzimy na co dzień z okien pociągów. Wszystko zostało wykonane w skali 1:120 i 1:87.

 

W tegorocznym wydarzeniu weźmie udział również Stacja Muzeum z Warszawy. Zaprezentuje ona ”zdobycze” historyczne mające związek z dziejami kolei w naszym regionie. Zaprezentują również starannie wykonane modele wagonów i lokomotyw będące własnością placówki.

 

Otwarcie wystawy zostało zaplanowane  na sobotę 27 maja, o godz. 10:00. Wydarzeniem inaugurującym będzie inscenizacji zderzenia samochodu z pojazdem kolejowym i pokaz ratownictwa, który rozpocznie się o godz. 11:00 na terenie rampy kolejowej położonej w sąsiedztwie Zespołu Szkół Mechanicznych.

Antoni Węcławski był jednym z najlepszych polskich fotografów przedwojennych. Dziś zapomniany, przed laty świecił triumfy. Poznajmy bliżej tego urodzonego w Białymstoku artystę.

 

Fotografią zajął się po I Wojnie Światowej. Brak odpowiedniego wykształcenia nadrabiał niesłychanym talentem. Na co dzień zajmował się początkowo udzielaniem pożyczek. Karierę rozpoczął wraz z przyjęciem do Polskiego Towarzystwa Fotograficznego. Jego prace można było podziwiać również za granicą, głównie na wystawach zbiorowych. Sukcesy nie przeszły bez echa. Zaproszono go więc do Fotoklubu Polskiego, który skupiał najważniejszych twórców.

 

Karierę Antoniego Węcławskiego przerwała wojna. Walczył w kampanii wrześniowej, a potem trafił do niemieckiej niewoli. Po zakończeniu działań militarnych wrócił do kraju. Najpierw zajął się pracą biurową w okolicach Poznania, lecz wkrótce postanowił wrócić do swej pasji i miast rodzinnego. W Białymstoku nie wszystko poszło po jego myśli. Otworzony zakład fotograficzny nie cieszył się dużym zainteresowaniem.  Wyprowadził się więc za chlebem do Warszawy, gdzie wykładał w szkołach zajmujących się fotografią. Zmarł w stolicy w wieku 94 lat.

Carska droga przed laty posiadała charakter strategiczny. Łączyła takie twierdze jak Łomża, Osowiec czy Grodno. Biegnie ona wśród biebrzańskich bagien stanowiąc ścieżkę edukacyjną. Trasa od Strękowej Góry do Twierdzy Osowiec to nie lada gratka dla miłośników przyrody i fotografii.

 

Carska droga dzięki pieniądzom z unii europejskiej została solidnie wyremontowana. Powstała ścieżka rowerowa, miejsca postojowe czy tablice informacyjne. Jako, że droga pozbawiona jest większych zabudowań czy reklam wielkopowierzchniowych pokonuje się ją niezwykle przyjemnie.

 

Do największego kompleksu bagien łąkowych wprowadzi nas drewniana kładka o długości 400 m. Z pewnością zobaczymy rzadkie gatunki ptactwa a czasem nawet i samego łosia. Obserwację ułatwiają specjalnie przygotowanego do tego wieże. Na tzw. Grobli Honczarowskiej odbywają się co roku mistrzostwa w sianokosach, które ściągają zawodników z całej Europy.  Zapobiega to niszczeniu bagiennych traw. Na deser czeka nas wizyta w Twierdzy Osowiec. Okopy, dawna fosa z wodą i pozostałości budowli fortecznych na pewno pozostaną w pamięci na długo.

Podlaskie krajobrazy pełne są krzyży i kapliczek. Na wiele z nich nie zwracamy nawet uwagi i niesłusznie. Za każdą z pewnością kryje się ciekawa historia. Na jedną z ciekawszych kapliczek natrafimy w miejscowości Wołkusz, położonej w powiecie augustowskim.

Kapliczka z czerwonej cegły osiąga wysokości blisko czterech metrów. Wyrasta na niewielkim wzniesieniu przyciągając wzrok przejeżdżających obok kierowców. Miejscowi mówią, że w promieniu kilometra od niej zakopano skarby. Kto jednak mógł je ukryć? Liczne kamienie porozrzucane wokół obiektu mogą zaś świadczyć o istnieniu cmentarzyska. Domniemuje się, że chowano tam żołnierzy wojsk napoleońskich wracających z Moskwy. Padli oni ofiarą cholery.

Historycy twierdzą, iż w XVI w. powstała cerkiew, którą mieli ufundować przedstawiciele rodu Bouffałów, właścicieli pobliskiego dworu. Kapliczka natomiast upamiętniała istnienie sakralnego obiektu. W wydawnictwie poświęconym owej familii można dostrzec zapiski, iż była to świątynia św. Jana Ewangelisty, ponieważ we wnęce umieszczono orła – symbol owego apostoła. Ponoć istniała również kiedyś istniała Wołkuska Ikona Matki Bożej, która przyciągała mieszkańców z całej Grodzieńszczyzny. Orła dawno już nie ma, a legenda głosi, że zniszczyli tamtejsi pasterze trzody, którzy rzucali w niego kamieniami. W latach 60. ubiegłego wieku w środku kapliczki miał się ponoć znajdować wizerunek matki karmiącej pięcioro orląt, który został skradziony. 

Wersji jest wiele, ale która jest prawdziwa? Tak więc historię kapliczki z Wołkusza należy doliczyć do nierozwiązanych podlaskich tajemnic.

W niewielkiej wsi Hieronimowo w powiecie białostockim odnajdziemy ruiny jednego z najpiękniejszych podlaskich dworków. Powstały w XVIII w. utrzymany w barokowym stylu pałac stanowił  siedzibę kolejnych właścicieli niegdyś wzorcowego i dobrze prosperującego folwarku. 

 

1.  Majątek, na którym powstał dwór, został nazwany na cześć założyciela – Hieronima Radziwiłła. Pełnił on funkcję podkomorzego Wielkiego Księstwa Litewskiego i starosty mińskiego. Wcześniej tereny należały do rodziny Chodkiewiczów. 

 

2. Dwór do świetności doprowadził generał wojsk polskich z czasów Powstania Listopadowego. Powstał ogród z aleją spacerową i stawem. We wnętrzach można było zaś podziwiać dzieła sztuki z całego świata.

 

3. O dawnym blasku rezydencji dowiadujemy się z relacji…Napoleona. Nie chodzi jednak o imperatora. Napoleon orda był znanym pianistą, rysownikiem i malarzem przyjaźniącym się z samym Chopinem. Jako, że często podróżował, opisywał napotkane przez siebie wyjątkowe obiekty. To on jest twórcą ”Albumu Widoków Polskich”, gdzie odnajdziemy 260 rysunków pereł architektonicznych.

 

4. Po II Wojnie Światowej majątek został przejęty przez PGR. Jako, że dworek w wyniku działań został spalony, cegły jakie z niego zostały, posłużyły do budowy nasypu drogi wiodącej przez park.

 

5. Dwór zrekonstruowano w latach 70. Odbudowano oficynę i kilka budynków gospodarskich. Obecnie posiadłość jest w rękach prywatnych. W oficynie znajduje się biuro firmy prowadzącej fermę drobiarską. Wielkość dworku pamiętają tylko stare modrzewie…

Wszystko wskazuje na to, że doczekamy się godnej ekranizacji kultowych już opowiadań o Wiedźminie. Prozę Andrzeja Sapkowskiego przetłumaczono na 20 języków. Przez długi czas utrzymywała się na listach bestsellerów. Popularność przygód głównego bohatera, Geralta nie przeszła nie zauważono przez twórców gier. Seria Wiedźmin została już sprzedana w wielu milionach egzemplarzy.

 

Jednym z reżyserów Wiedźmina będzie urodzony w Białymstoku Tomasz Bagiński. Możemy więc być spokojni o jakość efektów specjalnych. Już sam fakt nominacji artysty do Oscara za ”Katedrę” mówi sam za siebie. Ostatnio talent Bagińskiego można było dostrzec w produkcjach cyklu ”Legendy Polskie”. Prawdziwy majstersztyk! Poza Bagińskim przy produkcji nie zabraknie innych cenionych postaci ze świata filmu. Jest nim chociażby twórca ostatniej odsłony ”Mumii” Sean Daniel. 

 

Nowa wersja Wiedźmina miała wyjść jako film długometrażowy, lecz koncepcję po kilku latach rozmów zmieniono. Proza A. Sapkowskiego została bowiem uznana za zbyt wartościową by zamknąć ją w dwu godzinnej produkcji. Twórca Wiedźmina, również będzie uczestniczył w projekcie jako konsultant kreatywny. Adaptacja ma być wierna materiałowi źródłowemu, co jeszcze bardziej ucieszy fanów opowiadań. Nad całością przedsięwzięcia czuwa platforma Netflix, będąca obecnie jednym z największych producentów seriali. To jej zawdzięczamy takie hity jak ”House of cards” czy ”Stranger things”. Jednego możemy być pewni. W produkcji zabraknie gumowych smoków, jakie mogliśmy ”podziwiać” w polskiej ekranizacji.

 

Źródło zdjęcia: Wikipedia

 

Do remontowanego kościoła w Tykocinie wprowadzono georadar. O tym, że pod głównym ołtarzem znajduje się grobowiec, wiedziano od dawna, ale badania przyniosły niespodziewane rezultaty. Odkryto bowiem coś zaskakującego.

 

W mauzoleum spoczywają szczątki zarządców miasteczka nad Narwią – Potockich i Roztworowskich. Na czas remontu ich trumny zostały przeniesione. Wkrótce jednak wrócą na swe miejsce. A to dlatego, że grobowiec zostanie otwarty dla zwiedzających. Stanie się tak jeszcze w tym roku.

 

Nawy boczne z założenia powinny posiadać krypty. Ten kościół okazał się jednak wyjątkiem. W ogródku pod świątynią georadar coś jednak wychwycił. Były to mury o szerokości przekraczającej metr. Świadczy to o tym, że J. K. Branicki lokując kościół przesunął ją bliżej rynku.

 

Kościół w Tykocinie to jedna z wizytówek miasta i stały punkt wycieczek. Dzięki gruntownemu remontowi liczba zwiedzających jeszcze się zwiększy. Remont trwający w środku i na zewnątrz potrwa jeszcze przez 3 lata. Cały teren zostanie objęty monitoringiem.

Impreza ta przyciąga kolekcjonerów z całego kraju. Co roku w Białymstoku odbywają się Targi Minerałów i Biżuterii ”Skarby Ziemi”. W weekend miała miejsce już czternasta edycja wydarzenia. Stoiska wręcz uginały się pod ciężarem oryginalnych kamieni.

 

Wystawcy aby zdobyć cenny kruszec nieraz musieli wybrać się do dalekich zakątków globu. Pochłonięci pasją nie zważają czasem na niebezpieczeństwa. Zdobyte fluoryty, rubiny czy bursztyny wyglądają jak prawdziwe arcydzieła natury. Cieszą jednak nie tylko wzrok. Ich posiadanie to prawdziwa satysfakcja. Właściciele kamieni mogą być więc dumni z owoców swych poszukiwań. Tym bardziej, że każdy odwiedzający stoiska kwituje je wielkim ”wow”. Wielu wystawców przyznaje, że owe ”małe rzeczy” mają czasem większą wartość emocjonalną niż prywatną.

 

Na targach można było kupić minerały nie tknięte ręką człowieka, ale też te obrobione przez fachowców. Kamienie służą im jako budulec chociażby ozdobnych zegarów. Największe zainteresowanie, nie tylko wśród Pań, budziła tradycyjnie biżuteria. Dodatki subtelnie potrafią podkreślić urodę każdej przedstawicielce płci pięknej.

Piątnica, przepiękne miejscowość położona w Dolinie Narwi już 11 czerwca stanie się stolicą wszystkich ceniących aktywny wypoczynek. Mowa tu o drugiej edycji ”Biegu z butelką mleka”. Wszyscy chętni mogą spróbować swoich sił na dystansach 5 i 10 km i 21 km.

 

Na wybranych przez siebie trasach w ręku będą trzymać tytułową butelkę z białym zdrowym trunkiem. Cały dochód z wpisowego zostanie przeznaczony na cele dobroczynne. Uczestnicy biegu sami podejmą decyzję komu przekażą zebrane środki. Na najlepszych czekają puchary i odlewane medale i oczywiście nagrody finansowe. Impreza jak w zeszłym roku organizowana jest przez Stowarzyszenie na Rzecz Wspierania Sportu dla Wszystkich „Biegamy dla Zdrowia”. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął zaś Wójt Gminy Piątnica.

 

Pierwszy w Polsce i oczywiście w Piątnicy bieg z butelką mleka przyciągnął na start aż blisko 300 zawodniczek i zawodników z regionu i z kraju. Trasa półmaratonu (dystans 21 km) była atestowana co oznacza, że uzyskane wyniki miały oficjalny charakter.

W białostockich ”spodkach” już po raz siedemnasty rozegrano wojewódzki finał konkursu ”Nasze kulinarne dziedzictwo – Smaki Regionów”. Jak zawsze cieszył się ogromną popularnością. 84 producentów, 129 wyroby i 4 kategorie. Tak w liczbach przedstawia się event. Prezentowano pieczone mięsa, kiełbasy, salcesony, pasztety, pierogi, ale też ciasta, dżemy, soki, wina czy nalewki. Wszystko ma na celu ocalić od zapomnienia tradycyjne receptury.

 

Podlaski konkurs jest pierwszym etapem, z którego wyłonieni zostaną kandydaci do tytuły „Perła 2017″. Finał już o ogólnopolskim charakterze odbędzie się we wrześniu w Poznaniu. Z Podlasia na przestrzeni lat sławę zyskał chociaż ser z Korycina czy kindziuk z Puńska. W sumie ”nasze” potrawy okazywały się najlepsze ponad 33 razy.

Dwa lata temu w Supraślu pod Białymstokiem odsłonięto tzw. Aleję Ambasadorów. Powstała ona dzięki staraniom Stowarzyszenia Uroczysko i Towarzystwu Przyjaciół Supraśla. Ich celem było stworzenia miejsca upamiętniającego jednostki, które przyczyniły się do rozwoju miejscowości. Pomysł powstał w czasie wizyty Andrzeja Strumiłły, znanego malarza i grafika. To on znalazł się na jednej z siedmiu tabliczek z brązu.

 

Swój wkład w życie kulturalne Supraśla wniosło wiele osób. Wiele z nich poświęciło miastu całe swoje życie. Dlatego też z biegiem czasu tabliczek na pewno będzie przybywać. Odciśnięte dłonie na Alei Ambasadorów odnajdziemy przy Domu Ludowym. Dzięki inicjatywie pamięć po wielkich ludziach nigdy nie zniknie.

O Polskich drogach można pisać bez końca, najczęściej niż pozytywnego. Mówi się, że asfalt znika wraz ze śniegiem i najczęściej jest to okrutną prawdą. Będąc obserwatorem robót, nie łatwo zauważyć, że jedna osoba faktycznie pracuje, druga się przygląda, paląc papierosa, trzecia błądzi myślami w świecie Boba budowniczego.  Działania ”Januszów” muszą więc przynosić opłakane skutki. Fuszerka pełną gębą!

 

Na jednej z ulic Białegostoku zastosowano nietypowe wypełnienie. Do załatania dziury użyto jednego z modeli smartfona. Gdyby byłaby to kultowa Nokia 3310, nie miał bym nic naprzeciw. Ba! Można wyłożyć by nią całą ulice, oczywiście w ramach eksperymentu.  Znając jednak żywotność współczesnych telefonów, nie wróżę sukcesu w biciu rekordu wytrzymałości. Miejmy nadzieję, że to tylko jednorazowy wybryk speców od robót drogowych.

W tym roku Augustów obchodzi 460. rocznicę uzyskania praw miejskich. Dlatego też turystom przygotowano niespodziankę. W każdy weekend aż do 26 sierpnia będą mogli zupełnie za darmo korzystać z usług przewodnika. Co należy zrobić? Wystarczy przespacerować się do Biura Informacji Turystycznej. Mieści się ono na Rynku Zygmunta Augusta. Tam odbierzemy bezpłatny bilecik. Gotowe!

 

Na darmowe zwiedzanie nie można się spóźnić. Zbiórka odbywać się ma o godz. 16:00 pod kolumną Zygmunta. Wycieczki trwają około 3 godzin, w ciągu których na pewno poznamy wszelkie smaczki związane z uzdrowiskiem. Na pewno nie zabraknie opowieści z dawnych dziejów Augustowa czy historii powstania Kanału. Do zobaczenia na trasie!

Kontynuując przeglądanie strony, zgadzasz się na ciasteczka Czytaj więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close