Home / 2018 / Czerwiec


Rzeka Bug jest jedną z najpiękniejszych w Polsce. Zarówno z góry jak i poziomu tafli wody. Dorzecze biegnące slalomem, a także piękna przyroda wokół sprawia, że Bug warto zobaczyć na własne oczy. Można to zrobić na 2 sposoby. Przyjeżdżając na Podlasie i jadąc wzdłuż rzeki bądź wybrać się na kajaki i przepłynąć się. Naszą wycieczkę zacząć powinniśmy w Niemirowie – czyli na trójgraniczu województw podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego. W tym samym miejscu jest także granica Polski i Białorusi. To wszystko powoduje, że miejsce na styku tylu granic na raz ma w sobie pewną dozę magii oraz aurę tajemniczości.

 

Jadąc wzdłuż Bugu kolejnym przystankiem powinien być Mielnik. Tak zwiedzić możemy Odkrywkową kopalnię kredy oraz Górę Zamkową. Jest też wieża widokowa. Następnie powinniśmy zatrzymać się w Maćkowiczach. Tam znajduje się wyspa, przez którą przebiega most kolejowy. Jadąc wzdłuż Bugu kolejny przystanek powinniśmy sobie zrobić nieopodal miejscowości Turna Mała. Tam znajduje się Wyspa Kózki, na której stoi osobliwy zamek z kamieni, który własnymi rękami zbudował jeden człowiek!

 

Kolejne trzy wyspy po drodze to Wyspa Dzika i Wyspa Judasza. Skąd taka nazwa dokładnie nie wiadomo, jednak w tych rejonach nie topi się po zimie Marzanny lecz Judasza. Jest to jakaś wskazówka. Wszak warto wybrać się na miejsce i popytać miejscowych – dlaczego Judasz ma swoją wyspę. Trzecia wyspa zwana jest Krąpia. Jadąc dalej powinniśmy odwiedzić Drohiczyn, niegdyś stolicę województwa podlaskiego. Było to bardzo ważne miejsce w naszym regionie. Dziś znajduje się tam Góra Zamkowa oraz wiele budynków sakralnych, które warto zobaczyć.

 

Następny przystanek znajduje się w miejscowości Tonkiele. Tam zbudowany jest most, który jest też miejscem widokowym. Warto się rozejrzeć. Kolejne ciekawe miejsce jest w miejscowości Granne. Tam Bug tworzy przepiękne rozlewisko, które zakończy naszą wycieczkę. Jeżeli chcemy natomiast przepłynąć podlaski Bug kajakiem, to potrzebujemy 4 dni. Odcinek mierzy bowiem 85 km. Gdy będziemy chcieli przepłynąć cały Bug (czyli aż do Zalewu Zegrzyńskiego), to potrzebować będziemy około 10 dni gdyż odcinek wtedy będzie miał odległość około 200 km.

 

Rzeka Bug kajakiem:

Puszcza Białowieska krzyżuje dwa interesy. Jeden z nich to interes mieszkańców drugi to interes środowiska. Ich połączenie to jak próba połączenia wody i ognia, o czym mogliśmy się przekonać nie raz, gdy ktoś podejmował decyzję w interesie mieszkańców lub właśnie przeciwko nim. Jak bowiem pogodzić fakt, że stuletnie drzewo (skarb przyrodniczy) wisi nad drogą i może w każdej chwili runąć i kogoś zabić? Co z takim drzewem zrobić musiał zadecydować wójt Białowieży. Nakazał drzewo ściąć za co „z Polski” posypały się na wójta gromy, a mieszkańcy byli wdzięczni. Warto też przypomnieć różne protesty w Puszczy Białowieskiej dotyczące wycinki. To że jest takowa prowadzona poza obszarem rezerwatu, dla mieszkańców nie jest niczym nowym, bowiem pozyskują oni drewno na własny użytek właśnie z przydomowego lasu. Z ich perspektywy nakaz importu drewna brzmi kuriozalnie. Dla „reszty Polski” brak cięć i utworzenie rezerwatu na całym obszarze Puszczy to konieczność.

 

Najnowszy problem to tak zwana „droga Narewkowska” czyli leśna, szeroka droga prowadząca z północy Puszczy Białowieskiej na Południe. Droga biegnie przez sam środek polskiej części lasu. Teraz dla wygody mieszkańców, którzy drogi tej używają najczęściej (także po deszczu i gdy leży śnieg) władze chcą wyasfaltować. Co na to „reszta Polski”? Zacytujmy białostocką Gazetę Wyborczą: „Jej wyasfaltowanie to karygodne lekceważenie wymogów ochrony przyrody i prawa środowiskowego” – napisali do ministra Kowalczyka przed kilkoma dniami naukowcy i organizacje pozarządowe.

 

Tak naprawdę ten problem nie dotyczy asfaltu. To problem znacznie głębszy, bowiem należy zadać sobie pytanie – ile mogą mieszkańcy Puszczy Białowieskiej? Czy mają takie same prawa jak mieszkańcy innych gmin? Na pierwszy rzut oka widać, że nie. Od razu rodzi się pytanie – „skoro im to przeszkadza, to po co tam mieszkają”. Otóż należy jeszcze raz powtórzyć – co nie jest zabronione, jest dozwolone. Mieszkanie w Puszczy Białowieskiej jest tak samo dozwolone jak mieszkanie w Warszawie. Nie ma żadnych formalnych zakazów ani ograniczeń dla mieszkańców z tego powodu, że tam mieszkają. Skoro Puszcza Białowieska w całości nie jest rezerwatem, to mieszkańcy mają prawo żyć tak, jak inni.

 

Czy powinniśmy na to się zgodzić? To trudne pytanie. Gdybyśmy zrobili referendum – czy Puszcza Białowieska w całości powinna stać się rezerwatem, to czyja siła głosu byłaby ważniejsza – mieszkańców, których dotyczy interes czy „reszty Polski”? Problem jest trudny do rozwiązania. Warto jednak zauważyć, że od 1915 roku obszar Puszczy – a dokładnie Hajnówka stała się obszarem przemysłowym, w którym przetwarzano drewno. Rozpoczęli to jeszcze Niemcy, którzy okupowali tamte tereny. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości praktycznie cały przemysł przeszedł w ręce państwa, zaś w rejony Hajnówki zaczęli napływać ludzie z całego kraju, którzy chcieli tam pracować.

 

W tym roku mija 100 lat od odzyskania przez Polskę Niepodległości. Jak widzimy, eksploatowanie przez człowieka Puszczy i środowiska w ciągu 100 ostatnich lat nie jest aż tak szkodliwe jakby się „reszcie Polski” wydawało. Na zakończenie warto jako przeciwwagę do zdania „reszty Polski” zacytować też samych mieszkańców, którzy powtarzają: „Nikt nie zadba o Puszczę tak, jak ludzie, którzy mieszkają tu od zawsze”.

 

 

Instytut Biologii UwB obserwuje życie dwóch dorosłych i czterech młodych jastrzębi w Nadleśnictwie Dojlidy. W ich gnieździe zamontowana jest kamera, a jej sygnał udostępniony jest na żywo w internecie. Młode od starszych odróżniać będzie można poprzez podłużne, a nie poprzeczne prążkowanie piersi. Jednak tylko przez rok. Młode ptaki oddalają się już od gniazda, ale dokarmiane są jeszcze przez rodziców. To właśnie teraz pisklęta uczą się samodzielności. Jastrzębie, to gatunek ptaków, który jako pierwszy opuszcza swoje gniazdo. Inne ptaki szponiaste robią to później.

 

Oglądając transmisję, nawet jak nie zastaniemy ptaków w gnieździe, to możemy je usłyszeć. Młode ptaki nawołują rodziców, bo w ten sposób chcą przykuć ich uwagę, gdy starsze ptaki nadlatują z pokarmem. Jastrzębie żywią się innymi ptakami – najczęściej gołębiami i innymi małymi ptakami, ale zdarza się też upolować wiewiórkę. A dostęp do pokarmu jest bardzo ważny. Różnica między wykluciem się pierwszego i ostatniego jastrzębia wynosi zaledwie 5 dni. Oznacza to, że wszystkie ptaki konkurują równo o pokarm, dzięki czemu cała czwórka ma szansę wkroczyć w ptasią samodzielność. Warto zaznaczyć, że natura eliminuje słabe jednostki, dlatego to ważne, by ptaki rozwijały się równomiernie.

 

Jastrzębia nie można zauważyć zbyt często na niebie. Ptaki te podczas polowania czatują na drzewach w lesie. Zaś gdy chce dopaść ofiarę uprawia krótką pogoń. Przez to nawet dla wprawnego ornitologa jastrząb nie jest łatwy do zaobserwowania. Z tym drapieżnikiem jest jeszcze inny problem. Osoby hodujące kury nie znoszą go. Dla nich jastrząb to szkodnik, który kradnie kury z podwórka. Dlatego zdarza się, że jastrząb oberwie od człowieka, gdy chce porwać kurę. Dla przyrodników wspaniały to jednak ptak, którego warto obserwować.

 

Transmisja z gniazda jastrzębia tutaj:
http://podlaskie.tv/kamery-online

W warszawskiej komunikacji miejskiej dowiemy się jaki jest następny przystanek słuchając głosów Tomasza Knapika czy Macieja Gudowskiego. W Gdańsku niedługo będzie informować nas Lech Wałęsa. W Krakowie zaś można usłyszeć kultowego aktora Krzysztofa Globisza oraz Annę Dymną. W Białymstoku zaś nazwy przystanków czyta syntezator. A po drodze pasażerowie mogą usłyszeć na co ich zaprasza „Prezydent Miasta Tadeusz Truskolaski”.

 

 

I tu dochodzimy do sedna. Czy mamy w Białymstoku charakterystyczny, rozpoznawalny głos, który mógłby nas raczyć w autobusach informacjami o następnym przystanku? Na pewno tak! Pierwszy, który przychodzi na myśl to Andrzej Beya-Zabroski – czyli kultowy komendant z Królowego Mostu. Jego głos jest na tyle znany, by każdy podróżny wiedział kto go informuje. Drugim znanym głosem jest Tomasz Frankowski – były piłkarz, który zakończył karierę w swoim rodzinnym mieście czyli w Białymstoku właśnie. Każdy nie tylko pamięta jego przepiękne bramki, ale też jego głos nie jest anonimowy. Bowiem Frankowski raz na jakiś czas pojawia się w mediach.

 

A skoro jesteśmy w tematyce okołosportowej, to bardzo znany głos posiada Jerzy Kułakowski – dziennikarz sportowy w Radiu Białystok. To on żywiołowo komentuje mecze na antenie oraz prowadzi audycję sportową. Nawet jak ktoś nie słucha Radia Białystok, to powinien wiedzieć, że jaki jest następny przystanek powie mu Kułakowski. Przedostatnim z kandydatów, który mógłby nam swego głosu użyczyć jest Paweł Małaszyński. Aktor i wokalista obecnie mieszka w Warszawie, ale wychował się na Słonecznym Stoku. Dziś jest znanym aktorem z równie znanym głosem.

 

Ostatnim z kandydatów, którego znają naprawdę wszyscy jest oczywiście nasz nowy ambasador Województwa Podlaskiego czyli Zenon Martyniuk. Lider zespołu akcent mógłby informować nas o kolejnych przystankach śpiewająco. Tak jak informuje kibiców Jagiellonii i o strzelonej bramce. Popularny Zenek ma miły i ciepły głos, na pewno każdy chętnie by wysłuchał jaki jest kolejny przystanek.

A Wy jakie macie propozycje?

Najlepszym Miastem Województwa Podlaskiego 2018 zostaje:

SUCHOWOLA

Nasz konkurs dobiegł końca. Mieszkańcy Suchowoli dzielnie walczyli o nagrodę – film promocyjny – od samego początku do samego końca. Efekt jest taki, że sięgnęli po trofeum pokazując mieszkańcom innych miast jakie efekty czyni mobilizacja. Najpierw konkurowali jako jedno z 40 miast województwa podlaskiego. Później została tylko połowa, z której ostatecznie do finału doszło 5 miast. Suchowola, Dąbrowa Białostocka, Tykocin, Rajgród i Goniądz. Miasta konkurowały ze sobą w głosowaniach. Ich efekt to 8 rozegranych „meczów” i zdobyte punkty za każde zwycięstwo.

 

Tabela końcowa:
1. Suchowola – 24 (8)
2. Dąbrowa Białostocka – 18 (8)
3. Tykocin – 12 (8)
4. Rajgród – 6 (8)
5. Goniądz – 0 (8)

 

Suchowola to miasto znajdujące się w powiecie sokólskim, położone nad rzeką Olszanką. To z czego głównie słynie Suchowola to wyliczenie, zgodnie z którymi miasto znajduje się w geometrycznym środku Europy. Odkrył to astronom Szymon Antoni Sobiekrajski. W suchowolskim parku można napotkać głaz oraz tablicę symbolizujące ten fakt. W Suchowoli działa także Młodzieżowa Orkiestra Zespołu Szkół w Suchowoli, która jest doceniania nie tylko w kraju ale też za granicą. Orkiestra zdobywała wiele nagród i wyróżnień. O Suchowoli warto wiedzieć też, że pod miastem urodził się ks. Jerzy Popiełuszko. W Okopach możemy odwiedzić Izbę Pamięci ks. Jerzego.

 

Wkrótce nasza ekipa pojawi się w Suchowoli, a efektem tego przyjazdu będzie film promocyjny – nagroda dla mieszkańców za zwyciężenie konkursu. Gratulujemy i do zobaczenia!

 

fot. Łukasz Horoszko

Bez żadnych zakłóceń przebiega budowa pasa startowego na Krywlanach (wersja dla zwolenników PiS) czy jak kto woli lotniska o ograniczonej certyfikacji (wersja dla zwolenników Tadeusza Truskolaskiego). Marszałek województwa przekazał w końcu 16 mln zł na inwestycję. Zakłóceń raczej nie będzie, bo pas/lotnisko mają być gotowe na jesień czyli akurat przed samymi wyborami samorządowymi. Ciekawe czy Tadeusz Truskolaski dotrzyma słowa i w dniu otwarcia lotniska wyjedzie z miasta – by nie przecinać wstęgi i się nie lansować przed wyborami. Warto dodać, że pierwsze samoloty będą mogły wylądować najwcześniej na wiosnę. Wtedy prawdopodobnie uda nam się osiągnąć potrzebną certyfikację.

 

Jedno jest pewne – nawet najbardziej krytyczni wobec niego przeciwnicy polityczni mogą pozazdrościć Truskolaskiemu, że uciął trwające od wielu lat dyskusje i nie patrząc na nikogo doprowadził do realizacji inwestycji. A wszyscy, którzy latami się przepychali czy lotnisko ma być w Topolanach, Sannikach, Żukach czy Krywlanach mają teraz okazję zamilczeć, jeśli przez gardło nie przejdą im gratulacje.

 

Warto przypomnieć dlaczego nie mamy dużego lotniska regionalnego i dlaczego budujemy sam pas startowy. Przede wszystkim politycy wszystkich opcji po kolei, które były u władzy o lotnisku tylko dyskutowały. Najpierw mocno faworyzowane były Topolany, później poprzedni prezydent miasta Ryszard Tur razem z Karolem Tylendą (z Urzędu Marszałkowskiego) wbijali łopaty na Krywlanach. Te miejsce jednak nie w smak innymi ważnym politykom, którzy mieszkają na Dojlidach (czyli obok Krywlan). Robili co mogli, by to nie nad ich, tylko cudzymi głowami lądowały samoloty.

 

Następnie marszałek Jarosław Dworzański zaczął tworzyć obszerną dokumentację pod lotnisko w okolicach Tykocina (Sanniki). Jednak tak długo tworzył, że ówczesna minister rozwoju (od kasy z UE) Elżbieta Bieńkowska powiedziała, że zakręca kurek na lotniska regionalne. Wtedy było wiadomo, że swoje dokumenty Dworzański może wrzucić do śmietnika.

 

Później mieliśmy kolejne wieści – lotnisko w Radomiu czy Zielonej Górze okazały się wielkimi niewypałami. Najbardziej głośno było o tym pierwszym, które zostało wyśmiane jako lotnisko-widmo. Mądrość (a zarazem przymus) Truskolaskiego polega właśnie na tym, że nie chciał od razu budować lotniska takiego jak w Radomiu. Zaczynamy od pasa i drogi kołowania. Jeżeli będzie to atrakcyjne miejsce dla przewoźników – dostawi się halę odlotów i przylotów, a także wydłuży pas tak, by mogły tu siadać także duże maszyny. Przymus jest taki, że zwyczajnie nas nie stać na coś większego. Truskolaski szastał pieniędzmi na lewo i prawo.

 

Warto tutaj podać przykład podobnego lotniska jak nasze. W Wielkiej Brytanii jest znane na całym świecie miasto Cambridge, które ma własne lotnisko – gdzie mogą siadać także wielkie maszyny. Chociaż śmietanka naukowa zlatuje się tam z całego świata to lądują na jednym z trzech lotnisk w Londynie. Najbliżej jest z lotniska Stansted – 40 km do Cambridge. Lotnisko w Cambridge służy głównie do tego, by serwisować maszyny wojskowe. Dla mieszkańców okolicy lotniska lądowanie kilkadziesiąt metrów nad głową wielkiego transportera wojskowego albo myśliwca to nic nowego. Oprócz serwisu można jednak odlecieć do Edynburga. EasyJet ma małe samoloty (do 50 osób), które świadczą właśnie taką usługę.4

 

Dlatego też powinniśmy się wzorować na Cambridge. Przede wszystkim niedaleko nas znajduje się „przesmyk Suwalski” – miejskie strategiczne z punktu widzenia NATO. Serwis maszyn wojskowych, które nad krajami Bałtyckimi ciągle manewrują mógłby odbywać się w Białymstoku. Tak samo prezydent Truskolaski wręcz stanąć na uszach, by ściągnąć do Białegostoku chociażby jednego przewoźnika typu EasyJet, który obsługiwałby połączenia z Tallinem, Rygą, Wilnem, Mińskiem, Kijowem, Pragą, Krakowem, Gdańskiem czy Berlinem. Dzięki temu regionalny ruch lotniczy kwitł w najlepsze, a my byśmy z tego korzystali.

 

Nikt zdrowy na umyśle nie oczekuje odlotów do Chicago, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Tokio czy Sydney – takie loty odbywają się z wielkich portów. A że akurat budowany będzie CPK – to należy właśnie wykorzystać lukę w postaci zagarnięcia jak największej ilości połączeń regionalnych, które na CPK odbywać się z pewnością nie będą (wysokie opłaty lotniskowe). 

 

Tadeusz Truskolaski po 12 latach rządzenia miastem uzbierał gigantyczną listę rzeczy, za które należy go krytykować. Jednak trzeba uczciwie przyznać – nawet jeśli na początku nikt tu nie będzie lądować, to nic na tym nie stracimy. A w przyszłości jest szansa by to zmienić. Łatwiej bowiem wydłużyć pas i dobudować halę niż zaczynać dyskusję od zera.

 

fot. Ondřej Franěk, www.lkpr.info

Rowerowanie po Białymstoku to prawdziwa katorga. Choć mamy dużo ścieżek rowerowych, to jeżdżenie po mieście nie jako transport, ale jako rekreacja nie sprawia przyjemności. Wszystko za sprawą nieustannego stania na światłach, a także nieustannego wchodzenia na ścieżkę rowerową pieszych, rodziców z wózkami (nie wiem dlaczego myślą że to pas dla nich), rolkarzy, biegaczy, a niekiedy nawet spacerowiczów z psami.

 

Ścieżki rowerowe są jednak dobre, gdy chcemy wyjechać z Białegostoku jak najszybciej żeby móc w spokoju porowerować bez ciągłego zatrzymywania się i zwracania uwagi lub dzwonienia na przeszkadzaczy. Do tej pory jeżeli chcieliśmy wyjechać z centrum w stronę Jurowiec to przez Białostoczek musieliśmy jechać ulicą, teraz prowadzi tamtędy ścieżka rowerowa, która zaczyna się na Sitarskiej i prowadzi przez Bitwy Białostockiej aż do obwodnicy, którą też możemy dojechać do wylotu na Augustów lub szybciej z Radzymińskiej do Sokólskiej, a dalej osiedlami i chodnikami bezpośrednio do augustowskiej wylotówki.

 

To nie koniec dobrych wieści. W najbliższym czasie powstanie jeszcze więcej ścieżek rowerowych, których zawsze brakowało. Między innymi przy okazji remontu drogi – pojedziemy ścieżką wzdłuż ul. Ciołkowskiego – od ul. Mickiewicza aż do obwodnicy. Ścieżki nie zabraknie też na nowo wybudowanej Sitarskiej, która wreszcie połączy Białostoczek z Dziesięcinami. Ścieżka pojawi się także w końcu na Hetmańskiej. Łącznie 140 km dróg.

 

Cieszy też inna sprawa – urzędnicy przestali budować drogi dla rowerów z bruku. Nowe ścieżki są asfaltowe. Oczywiście mieszanka jest prawdopodobnie najtańsza, bo rower szybciej i wygodniej jedzie ulicą, ale jak to się mówi lepszy rydz niż bruk… czy jakoś tak.

Budowa kuriozalnej estakady w środku Puszczy Knyszyńskiej trwa. Znów na 5 dni całkowicie zamknięto drogę Białystok – Supraśl. Od dziś do niedzieli należy korzystać z objazdów. Ciężarówki muszą jechać do Sokółki, potem do Krynek, a dopiero wtedy do Supraśla. Autobusy oraz samochody osobowe dojadą do Supraśla przez Zapieczki rozjeżdżając szutrową drogę tuż obok rezerwatu. Swoją drogą dziwne jest, że tymczasowo nie wpuszczono osobówek i autobusów na asfaltową drogę od Majówki. Tam mogą jeździć tylko służby leśne. Pozostali mogą liczyć na mandat.

 

Przypomnijmy, że droga Białystok – Supraśl jest drogą wojewódzką. Oznacza to, że nie musi być tak szeroka i mieć estakadę – tak jakby była drogą krajową. Wszystko rozchodzi się o pieniądze. Podlaski Wojewódzki Zarząd Dróg – inwestor – otrzymał gigantyczne dofinansowanie na tę drogę – 100 mln zł. Wkład własny wyniósł ich 20 mln zł. Pytaliśmy się różnych specjalistów od dróg czy dałoby się zbudować drogę za 20 mln zł. Wszyscy odpowiedzieli to samo – wyremontowanie drogi bez wycinania drzew w Puszczy, poszerzania drogi i budowania kuriozalnej estakady mogłaby zostać zrealizowana za kwotę wkładu własnego.

 

Można z tego wynikać, że estakadę i szeroką drogę wymyślono tylko po to by zawyżyć wysokość projektu i uzyskać wysokie dofinansowanie. Teraz musi ona być zamykana, by bezpiecznie estakadę zbudować.

Tomasz Bednarek odwiedził Białystok – stolicę Podlasia, w której zachowało się wiele pamiątek po dawnej wielokulturowej Rzeczypospolitej. Tak zaczyna się wstęp do programu „Zakochaj się w Polsce” wyemitowanego w TVP1. Widzowie z całego kraju zostali zabrani na wycieczkę po mieście. Autor programu chciał przede wszystkim pokazać wielokulturowość miasta. Jaki był efekt?

 

Wycieczka Tomasza Bednarka zaczyna się w Pałacu Branickich, później widzimy ratusz, katedrę, cerkiew, następnie trochę o historii Żydów w mieście, potem o Tatarach, by na koniec opowiedzieć o Zamenhofie i Operze i pożegnać się widokiem z okna hotelu w galerii Jurowieckiej. Efekt przedstawienia Białegostoku w 20-kilku minutach w taki sposób był nudny. Przede wszystkim program zdominowali urzędnicy. Autor programu poszedł na łatwiznę. Przez co tylko przedstawiciel cerkwi oraz przedstawicielka Tatarów opowiadali bardzo ciekawie. Pozostali? Klepali wyuczone formułki, które wypowiadali zapewne setki razy przy każdej możliwej okazji. Motyw przewodni był widoczny – wielokulturowość, która miała szansę zostać połączona językiem Esperanto. Jest to powtarzane przez urzędników od promocji miasta / województwa od lat niczym wielka legenda, która tak naprawdę jest już nudna. Białystok naprawdę miał ciekawsze epizody w swojej historii, które spowodowały, że dziś jesteśmy takim miastem właśnie, a nie innym. Choćby ten o Manchesterze Północy – gdy masowo przenoszono się z Łodzi do Białegostoku, albo o drugim największym po warszawskim powstaniu w Getcie. 

 

Ogólne wrażenie jest średnie. Pokazywanie w letnią pogodę zaśnieżonego miasta może wywołać poczucie, że u nas naprawdę chodzą białe niedźwiedzie po ulicach.  Ogólnie gdybyśmy byli turystami, to po tym programie do Białegostoku raczej byśmy nie przyjechali. Już więcej ciekawych rzeczy o mieście można znaleźć na Wikipedii niż w programie „Zakochaj się w Polsce”. Nie ma co oczekiwać od autora programu jakiejś specjalnej znajomości Białegostoku, ale wszystko wygląda tak jakby pan Bednarek zadzwonił nie tam gdzie trzeba, by potem pokazać wszystko bez polotu. 

 

Dostaliśmy w ogólnopolskiej telewizji prawie półgodzinną reklamę. Nie wykorzystaliśmy niestety tego, by pokazać się z jak najlepszej strony. Pokazaliśmy się jako kolejne miasto, w którym są jakieś zabytki, jakieś kościoły, jako ciekawostka – cerkiew i meczet, a także mamy Operę, pomnik (po zgładzonych Żydach) oraz pomnik po Ludwiku Zamenhofie i centrum jego imienia. Fascynujące!

 

Odcinek do obejrzenia tutaj:
https://vod.tvp.pl/video/zakochaj-sie-w-polsce,bialystok,37280448

 

 

 

Uroczysko Dębiec to takie miejsce w dolinie Biebrzy, którego nie ma na mapie, nie da się dotrzeć samochodem, lecz warto tam pojechać. Biebrzański Park Narodowy słynie z bagien. Jest tam wiele ciekawych miejsc do zobaczenia. Jednym z nich jest Uroczysko Dębiec położone nad rzeką Ełk. Rzeka ta łączy się z Jegrznią i wpada do Biebrzy. Razem z Kanałem Woźnawiejskim tworzą tak zwany Biebrzański Trójkąt – to właśnie powoduje, że uroczysko znajduje się na wyspie.

 

Na miejscu można obserwować łosie i ptaki, ale też możemy natrafić na wiele innych zwierząt na przykład wilki. To wymarzona okazja, by wyjechać, wyciszyć się i kontemplować naturę. Z wieży można zobaczyć Brzeziny Ciszewskie, a także cały Biebrzański Trójkąt. W uroczysku Dębiec można natrafić na ślady dawnej osady, gdzie mieszkali ludzie! Można zobaczyć pozostałości trzech gospodarstw, a także krzyż. Codzienność była ciężka. Wokół bagna, woda. Wiosną wszystko zalane, a mieszkańcy poruszali się łódką. Uroczysko Dębiec było głęboko ukryte wśród mokradeł, teraz można dotrzeć tam dzięki renaturyzacji sieci hydrograficznej.

 

Uroczysko Dębiec znajduje się na szlaku pieszym Goniądz ruda (oznaczony kolorem czerwonym), a także na szlaku Osowiec – Twierdza – Kuligi oznaczone kolorem zielonym. Z racji tego, że są to bagna to najbezpieczniej wybrać się do uroczyska właśnie teraz czyli w czerwcu i lipcu. Cały szlak ma 29 km. Jeśli jednak nie chcecie przechodzić całego, to należy jechać do wsi Kapice. Tam odszukać szlak czerwony. Jest on za wsią, gdzie zaczyna się też Biebrzański Park Narodowy z dużym kompleksem leśnym zwanym Brzeziny Kapickie.

Trwa piąty sezon BiKeR w Białymstoku. Liczba użytkowników rośnie, a także liczba wypożyczeń. Tylko od początku wciąż ten sam problem. BiKeR-y są w większości zdezelowane. Zamiast przytaczać tu niebotyczne liczby i wychwalać pod niebiosa BiKeRy – jak to robią inne media, my niestety będziemy (chyba jako jedyni) krytyczni. Owszem – trzeba przyznać obiektywnie, że uruchomienie BiKeR-ów w Białymstoku było bardzo dobrym pomysłem. Tylko, że to był dawno temu i nie będziemy z tego powodu świętować rocznic.

 

Problem jest taki, że płacimy bardzo duże pieniądze za produkt o bardzo niskiej jakości. Jak podaje portalsamorzadowy.pl – systemy miejskich wypożyczalni rowerów finansowo w żaden sposób się nie opłacają, ale to nie powstrzymuje samorządów przed inwestowaniem w tego typu rozwiązania. Statystyki pokazują, że liczby wypożyczeń jednośladów z każdym rokiem rosną. – czytamy. Za rowery o wartości 200-400 zł płaci się często dziesięć razy więcej. – podają autorzy na portalu.

 

W Białymstoku przetarg na miejskie rowery wygrała firma NextBike. Zaoferowała 4,4 mln zł. Przypomnijmy jeszcze słowa prezydenta Tadeusza Truskolaskiego – Poważna firma z uwagi na swoje doświadczenie gwarantuje wykonanie zamówienia w terminie i w dobrej jakości. Każdy, kto przejechał się choć kilka razy BiKeR-em mógł natrafić na zdezelowany rower. Niesprawne hamulce, opadające siodełko, nie działające przerzutki – to najczęstsze problemy z rowerami miejskimi.

 

Są także problemy ze stacjami. Te potrafią w systemie oznaczyć wypożyczenie i liczyć czas jednak nie zwalniając blokady – i nie oddając roweru. Podobnie jest w drugą stronę. Gdy nie ma wolnych miejsc, trzeba dopiąć rower szyfrem do innego. Zgłoszenie w systemie tego faktu potrafi zignorować ten fakt i naliczać czas (i pieniądze) dalej. Oczywiście wszystko można odkręcić, ale trzeba spędzić długi czas na infolinii.

 

Firma NextBike będzie obsługiwać Białystok do 2020 roku. Miasto zapłaciło za to 6,7 mln zł. Potężne pieniądze jak na produkt, z którym są wiecznie jakieś problemy. Białostoczanie, którzy za to płacą mają prawo domagać się rozwiązania powyższych problemów lub za dziadostwo, które serwuje nam NextBike nie powinniśmy aż tyle płacić.

 

fot. Henryk Borawski

Gdy mówiono o tym, że powstanie Green Velo, to chyba wszyscy myśleli, że na całej długości będzie można przejechać jedną wielką ścieżką rowerową – przez 5 województw. Nadzieje okazały się złudne. Projekt zrealizowano, kasę z Unii wyciągnięto, zaś co dostali rowerzyści? Nie chcemy pisać brzydkich słów, ale jedno na „g…” można by tu przytoczyć. Green Velo to praktycznie przede wszystkim to samo co było, tyle że dostawiono pomarańczowe tabliczki z rysunkiem roweru. W kilkunastu miejscach jest też asfalt (kilka dłuższych odcinków) i tak zwane „MOR-y” – czyli budka, ławki i kosz na śmieci. Tak żeby sobie odpocząć.

 

Każdy, kto przejeżdżał Green Velo od razu widzi, że cały pomysł powstał nie w głowie rowerzysty tylko jakiegoś urzędnika, który prawdopodobnie nie wstaje od biurka. Zapewne to ten sam, który wymyślił kiedyś by robić ścieżki dla rowerów brukowane. Wiele wody w Białce, Narwi, Supraśli, Bugu i innych rzekach upłynęło zanim zaczęto robić asfaltowe.

 

Na poniższym filmie można zobaczyć trasę Green Velo, która zaczyna się w Elblągu, a kończy się w Białymstoku (normalnie kończy się na Podkarpaciu)

 

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny brak. Na mapie między Augustowem a Tykocinem nie zaznaczono żadnych atrakcji. Czy takowych tam nie ma? Oczywiście że są, ale zza biurka ich nie widać. Jeżeli chcecie się przejechać Green Velo – to proszę bardzo, ale my polecamy wam drogi asfaltowe – jedzie się dużo przyjemniej i szybciej. Ruch na wiejskich drogach też nie za wielki. A to ważne, gdy robi się dłuższy dystans. Wiadomo, że wszelkie wytyczne szlaku urzędników będziemy czuli pod siodełkiem.

Rzeka Biała, od której nazwy istnieje Białystok (biały stok to po staropolsku biały potok), to zaledwie dopływ Supraśli, lecz jednocześnie rzeka z którą mieszkańcy z pewnością utożsamiają się. Mało kto wie, że w 1922 roku w Białymstoku doszło do powodzi. Na szczęście nie uczyniło to nikomu większych szkód. Można powiedzieć, że ta powódź była zemstą za szyderstwa. Dziennikarze „Gazety Białostockiej” pisali o niej „Któż bowiem mógł traktować poważnie, mały, brudny strumyk przepływający przez miasto, w którym zawsze brakuje wody”. W nocy 26 lipca zaczął padać rzęsisty deszcz. Woda przybrała, zaś na ulicach rozległy się syreny. Zalało ulicę Nadrzeczną (która już nie istnieje), Sienkiewicza, Kupiecką (Malmeda), Zamenhofa i Branickiego. Dodatkowo woda dotarła aż do elektrowni (która znajdowała się w miejscu dzisiejszej galerii Arsenał – przy ul. Elektrycznej). Maszyny zostały wyłączone, a miasto pogrążyło się w ciemnościach. Na szczęście 28 lipca woda już się nie podnosiła.

 

Tamto zdarzenie wpłynęło na to co się dzieje dzisiaj. Po powodzi postanowiono, że rzeka zostanie uregulowana. Tak też zrobiono. Po latach naukowcy jednak wskazują, że był to błąd. Nie tylko Biała nie powinna być regulowana, ale żadna inna rzeka. Jak podaje Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego na swoich stronach – Polska pustynnieje. Z analiz naukowców wynika, że na przykład Jezioro Zdworskie (Mazowsze) nie powinno już istnieć. Jest tam tylko dlatego, że w jeziorze znajduje się rurociąg, który każdego roku pompuje ponad milion metrów sześciennych wody. Powodem jest zmiana klimatyczna. Kilkanaście lat temu średnie temperatury były niższe. Zimą padał śnieg, a pokrywa utrzymywała się długo. Wiosną rośliny zaczynają pobierać wodę i czyniły to właśnie podczas roztopów.

 

Obecnie zimą częściej pada deszcz niż śnieg. Woda nie jest pobierana przez rośliny, więc odpływa. Obecnie także lata są gorętsze – co skutkuje ekstremalnymi ulewami (o czym w Białymstoku mieszkańcy wiedzą doskonale). Wtedy nadmiar wody nie nadąża wsiąkać w grunt i woda odpływa – powodując znane nam w Białymstoku powodzie. Zatem intensywne deszcze nie powodują zwiększenia się zasobów wodnych. Dlatego do magazynowania wody buduje się zbiorniki retencyjne. W Polsce nie ma terenów do budowy wielkich zbiorników (podobnych do Zalewu Siemianówka). Dlatego tworzy się małe zbiorniki. Na Podlasiu mamy też sprzymierzeńca – jest tu dużo lasów, które są naturalnymi zbiornikami retencyjnymi. Ściółka pochłania wilgoć. Dlatego Lasy Państwowe od wielu lat prowadzą skuteczną gospodarkę wodną. Problem w tym, że w Białymstoku lasy się wycina a nie sadzi.

 

I tutaj dochodzimy do sedna problemu. Istotną rolę w gromadzeniu wody odgrywają rzeki. Im bardziej są one naturalne tym lepiej. Poprzedni mieszkańcy Białegostoku regulując rzekę spowodowali, że nurt jest szybszy, a woda się nie gromadzi na danym obszarze. Nie ma też naturalnych terenów zalewowych. Warto też pamiętać, że na rzece tworzą się siedliska zwierząt i roślin. Te drugie są swoistym filtrem. Rośliny absorbują fosfor i azot. Dla człowieka to zanieczyszczenie, zaś dla rośliny to pokarm.

 

Dlatego może być taka sytuacja, że za kilkanaście lat rzeka Biała zostanie przemianowana na Biały Strumyk. Idąc przez Centrum można zauważyć, że miejscami rzeki jest po kostki. Wszystko dlatego, że dawni mieszkańcy wyregulowali rzekę, zaś przywrócenie dawnego stanu nie jest całkowicie możliwe, bo obecni mieszkańcy zabudowali dolinę rzeczną – gdzie okresowo mogła się gromadzić woda. Warto jednak rozważyć renaturalizację koryta rzeki tam gdzie się da. By przyszłe wnuki, a być może dzieci dzisiejszych maturzystów mogły jeszcze mieszkać w mieście, gdzie istnieje rzeka. 

 

Źródło Białej znajduje się w okolicy Protas, jednak regularne koryto można zauważyć dopiero przy stawach Dojlidzkich.

 

źródła: SGGW, Kurier Poranny

foto: Henryk Borawski / Wikipedia

8 czerwca o godzinie 19.00 w Hajnowskim Domu Kultury odbędzie się recital Julity Wawreszuk. Widzowie będą mogli usłyszeć różnorodny repertuar w języku polskim, angielskim i białoruskim, który podczas wieczoru zaprezentuje utalentowana wokalistka przy akompaniamencie pianisty Krzysztofa Kulikowskiego. Julicie Wawreszuk towarzyszyć na scenie będą: Sylwia Wojciechowska, Monika Kurza i Adrianna Rogalska. W roli konferansjera wystąpi Konrad Szczebiot. Podczas recitalu, jak sama zapowiada, będzie można się pośmiać, wzruszyć i pobawić. Wstęp na występ jest wolny.

 

Julita Wawreszuk pochodzi z Hajnówki, gdzie ukończyła między innymi II Liceum Ogólnokształcące z Dodatkową Nauką Języka Białoruskiego. W swoim rodzinnym mieście uczęszczała do Studia Piosenki Estradowej oraz do szkoły muzycznej, w której pobierała naukę gry na pianinie i śpiewu klasycznego. Obecnie jest dyplomantką Policealnego Studium Wokalno  Aktorskiego w Białymstoku. W 2017 roku wzięła udział w 38. Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Zaśpiewała „Ciche mieszkanko”, „Na kolana” i „Łoł”. Zdobyła wtedy nagrodę pieniężną Niemiecko-Polskiego Towarzystwa Kulturalnego „Polonica”. Ponadto wokalistka otrzymała zaproszenie do udziału w Festiwalu Rock & Chanson w Kolonii. Zdobyła tam II miejsce. 11 listopada 2017 roku wystąpiła w koncercie Studia Piosenki Teatru Polskiego Radia pod tytułem „Między nami” z utworami Jacka Kaczmarskiego. Koncert ten odbył się w Studiu im. Władysława Szpilmana i był emitowany na żywo w Programie Pierwszym Polskiego Radia. Współpracowała z białostockimi raperami: Hukosem, Maximem i Praktisem.

 

Julita Wawreszuk charakteryzuje się na scenie dojrzałością, swobodą, wrażliwością i ogromnym profesjonalizmem. Obdarzona jest około trzyipółoktawową skalą głosu z możliwością wykonywania partii koloraturowych, co udowodnia, śpiewając m.in. wyżej wymieniony utwór pod tytułem „Ciche mieszkanko”. Młoda wokalistka sięga po różne gatunki, style i nastroje muzyczne, w których doskonale się odnajduje. Podlasianka, niczym wielka gwiazda światowej piosenki, skupia na sobie publiczność od początku do końca swoich występów. Oczarowuje umiejętnościami wokalnymi, wdziękiem i urodą. Podczas piątkowego recitalu będzie można usłyszeć również autorski utwór Julity Wawreszuk, który jest początkiem jej twórczości.

 

Wawreszuk posiada sporą kolekcję nagród, które zdobywała w konkursach i na festiwalach. Między innymi jest laureatką pierwszego miejsca na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Białoruskiej 2017 w Hajnówce, otrzymała Grand Prix w Ogólnopolskim Konkursie Piosenki 2015 w Kaliszu oraz uzyskała trzecie miejsce w Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Poetyckiej im. Bułata Okudżawy. Poza śpiewem interesuje ją taniec, gra na perkusji i matematyka.

 

Rafał Górski

W jednym budynku mieściła się masarnia, w innym urzędowało UB, a w jeszcze innym zachwycano się filmami w kinie Chrobry. Dziś po nich pozostały tylko pustostany.

 

Kamienica przy ul. Drohiczyńskiej powstała 1927 roku. Przed II wojną światową należała do rodziny Peretko. Znajdowały się w niej nie tylko mieszkania, ale także biura. Po wojnie budynek przeznaczono pod działalność Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bielsku Podlaskim. Budynek był świadkiem niejednego katowania, mordowania, torturowania i grzebania więźniów. W 1956 skończył się w Polsce okres stalinizmu, a kamienicę oddano prawowitym właścicielom. Do lat 90-tych. XX wieku mieszkali tam ludzie. Teraz budynek stoi pusty i niszczeje.

 

Kamienica Peretków przy ul. Drohiczyńskiej fot. Adam Nowaczuk

 

Kino Chrobry to dosyć znane miejsce siemiatyczanom. Przed wojną budynek należał do żydowskiej rodziny, później podczas okupacji służył wojskowym jako magazyn. W latach 50 tych na miejscu wyremontowano budynek i utworzono w nim kino. Najpierw „Sojusz”, a później zmieniono na „Chrobry”. I taka nazwa utrwaliła się u mieszkańców do dziś. Ostatni film można było obejrzeć w „Chrobrym” pod koniec 2000 roku. Kino przegrało oczywiście z rewolucją cyfrową i wielkimi multipleksami w dużych miastach. Kogo było stać jeździł do Białegostoku na premiery, kogo nie – czekał trochę i ściągał z internetu. Chętnych na film w „Chrobrym” było coraz mniej, aż przestało to być rentowne.

 

Kino Chrobry fot. Adam Nowaczuk

 

 

Być może kiedyś budynek jeszcze posłuży jakiejś inicjatywie. W Białymstoku były 4 małe kina. W Syrenie obecnie znajduje się kawiarnia, w kinie Pokój mamy Chińskie Centrum Handlowe, Kino Ton stoi puste i okazjonalnie otwierane jest na wykłady różnych osób. Kino Forum należące do Białostockiego Ośrodka Kultury nie zamknęło się. Kupiło nowoczesny projektor i wyświetla filmy niszowe. Miejmy nadzieję, że do „Chrobrego” w jakiejś postaci będzie można się jeszcze kiedyś wybrać. Czy to na kawę, do sklepu albo do restauracji? Podobnie w pozostałych budynkach. To źle się dzieje, gdy jakiś stoi opustoszały. Zaniedbane szybko niszczeją, a później są wyburzane.

 

Drewniany, komunalny budynek przy ul. Krótkiej.  fot. Adam Nowaczuk

 

Bardzo dziękujemy za nadesłanie zdjęć i inspirację tematem Czytelnikowi, Panu Adamowi Nowaczukowi. 

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nałożyło na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies. Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez podlaskie.tv, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW. Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono AAOO.pl Kamil Gopaniuk z siedzibą w Białymstoku, 15-875 Białystok, ul. Kalinowskiego 8/51 Cele przetwarzania danych 1.profilowanie i cele analityczne 2.świadczenie usług drogą elektroniczną 3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań 4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach 5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług Podstawy przetwarzania danych 1.profilowanie oraz cele analityczne – zgoda 2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi 3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych Odbiorcy danych Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa. Prawa osoby, której dane dotyczą Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą. Informacje dodatkowe Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności" Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close