Home / Posts Tagged "Mońki"


 

Chyba nic bardziej nie zwiastuje wiosny jak bociany w gniazdach. Jako, że nasze piękne ptaki, głównie mieszkające na Podlasiu szykują się już do lotu, to można przewidzieć, że rychło wraz z nimi pojawi się wiosna. Bociany w Afryce przebywają od RPA, Kongo po Egipt i Izrael. To właśnie na terenie tego ostatniego państwa badacze zaobserwowali „Sejmiki bocianie” czyli wspólne zbieranie się ptaków na polach. Tak dzieje się, gdy nasze bociany planują odloty z Polski lub do Polski.

 

To, że wybierają zawsze nasz kraj nie jest przypadkowe. Są tutaj dla nich idealne warunki do rozmnażania. Czyli umiarkowany klimat, a także pola pełne owadów i… żab. Tego wszystkiego nie brakuje im właśnie wiosną, a także gdy lato nie jest przesadnie suche. Dopiero coraz niższe temperatury oraz suche pola skłaniają te ptaki do odlotów z Polski. Bociany bardzo też lubią towarzyszyć rolnikom przy żniwach. Bowiem kombajny odsłaniają pola i łatwo wtedy o pożywienie. 

 

Najważniejsza jest jednak informacja kiedy może być wiosna. Łatwo to obliczyć. Bociany dziennie lecą od 100 do 200 km. Nie lecą jednak po linii prostej. Cały czas trzymają się wybrzeża. Oznacza to, że przed bocianami z Izraela jest aż 3500-4000 km drogi. Oznacza to, że w Polsce pojawią się za około 20-40 dni. Zatem pierwsze ptaki w gniazdach powinniśmy zaobserwować między 10 a 31 marca. Prognozy długoterminową mówią, że na początku marca może nastąpić ocieplenie. Być może bociany będą dryfować w powietrzu razem z ciepłym wiatrem z powietrza. 

Portal Podlaskie.TV ogłasza I konkurs Najlepsze miasto Województwa Podlaskiego 2018! Stawką jest film promocyjny dla Twojej małej ojczyzny. Stworzymy taki dla zwycięskiego miasta. I teraz najważniejsze – wcale nie wygrywa te miasto, które tylko dostanie najwięcej głosów, liczy się bowiem pracowitość i pomysłowość!

Kto zatem wygra? Najbardziej pracowite społeczności! 

Wyszliśmy z założenia, że najwięcej głosów otrzymałoby te miasto, które ma najwięcej mieszkańców. Jakie szanse miałyby Kleszczele z Białymstokiem? Dlatego sposób na wygraną będzie trudniejszy, bo wymagać będzie internetowej pracowitości danej społeczności. Wygranych ogłosimy Najlepszym miastem Województwa Podlaskiego 2018W nagrodę zaś – stworzymy film promocyjny danego miasta, którym będziecie mogli szczycić się przed innymi. 

 

Konkurs będzie składać się z 5 etapów. 

1. Głosowanie na miasto (Wyliczymy procenty: liczba głosów z liczby mieszkańców – 100 punktów za każdy 1 proc.)

 

2. Bitwa na fotki (miasto z największą liczbą punktów zmierzy się z miastem o najmniejszej liczbie. Fotki z miasta, które otrzyma więcej lajków sprawią, że miasto przechodzi dalej zgarniając punkty przegranego).

 

3. Wybór Miss i Mistera (pozostanie 10 miast, które miało najwięcej punktów. 2 miasta, które zdobędą tytuły Miss lub Mistera przechodzą do finału).

 

4. Wybór Szalonego Dzieciaka (pozostanie 8 miast. Jedno miasto, które zdobędzie tytuł Szalonego Dzieciaka przechodzi do finału).

 

5. Wielki finał (Walka każdego z każdym. Miasto, które dostanie najwięcej głosów – po 3 punkty za każde zwycięstwo, 1 za każdy remis, 0 za przegraną – w potyczkach miasto vs miasto wygrywa wielki finał i zostaje ogłoszone Najlepszym miastem Województwa Podlaskiego 2018 i zdobywa nagrodę).

 

Konkurs i pierwsze głosowanie rusza 1 marca 2018. Do tego czasu rozpowszechniajcie informację wśród znajomych, mobilizujcie się tak, by to Wasze miasto wygrało konkurs!

Dokładne informacje o konkursie:

W województwie podlaskim jest 40 miast. Każde ma identyczne szanse na wygraną. Całość będzie się składać z kilku etapów.

 

Etap 1 – kapitał

Każde z miast dostanie na początku zabawy punkty. Będą one wyliczone na podstawie ilości głosów na dane miasto w proporcji do ilości mieszkańców.

 

Przykład: 

– 1 głos to 1 mieszkaniec. Białystok liczy 296 628 mieszkańców. W głosowaniu otrzymuje 500 głosów. Jest to 0.16 proc. mieszkańców czyli w zabawie tyle samo głosów. Miasto otrzymuje 16 punktów.

 

– Kleszczele liczą 1326 mieszkańców. W głosowaniu otrzymuje 1326 głosów. Oznacza to wynik na poziomie 100.00 proc. Ilość punktów? 10 000 punktów. 

 

– Możliwy jest też wynik powyżej 100 proc. Jeżeli miasto otrzyma 354 proc. będzie to adekwatnie przeliczone na 35 400 punkty.

 

Etap 2 – bitwa na fotki

Nie oznacza to jednak, że małe miasta będą faworyzowane, a dużym będzie trudniej. Dlatego też po drugim etapie odpadnie połowa miast. Silniejsi przejmą punkty tych co odpadli. W drugim etapie będzie turniej miast. Miasta stoczą wirtualną bitwę o punkty między sobą. Głosować zaś będą wszyscy, których przekonacie do głosowania.

 

– Bitwę stoczą ze sobą miasta, które będą miały najmniej punktów z tymi, które punktów mają najwięcej. Do tego doliczone zostaną punkty z drugiego etapu zabawy.

 

– Na przykład najwięcej punktów będą miały Suwałki, zaś najmniej Brańsk. Mieszkańcy obu miast będą wysyłać zdjęcia ze swoich miast. Galeria oraz poszczególne zdjęcia, które otrzymają łącznie więcej „lajków” na Facebooku wygrają dla miasta drugi etap. Głosować może każdy użytkownik Facebooka, więc warto mobilizować kogo się da.

 

– Na przykład Suwałki wyślą łącznie 24 zdjęcia, zaś Brańsk 32 zdjęcia. Galeria tego pierwszego miasta otrzyma „100 lajków”, zaś poszczególne zdjęcia w galerii łącznie 154 lajki. Suwałki dostaną 254 punkty. Wygrywa te miasto, które otrzyma więcej punktów. 

 

– Następnie przegrane miasto odda swoje punkty z poprzedniego etapu wygranemu. 

 

Etap 3 – Miejska Miss i Mister

W tym etapie pozostanie już tylko 20 miast. Każde z nich będzie miało już sporo punktów. Szkoda, by taki kapitał zmarnował się. Uratować miasto może tylko piękna kobieta i przystojny mężczyzna! 

 

– Wszystkie mieszkanki i mieszkańcy z pozostałych w zabawie 20 miast, którzy uważają, że mają nieprzeciętną urodę mogą wysłać swoje zdjęcie oraz weryfikację.

 

– Na zdjęciu musi być odsłonięta twarz, a także widoczna cała sylwetka. 

 

– Zdjęcie może być wykonane profesjonalnie lub amatorsko

 

– Ze zgłoszeniem należy wysłać zdjęcie weryfikacyjne (fotka z kartką w ręku z napisem „konkurs miast”)

 

– Najpierw wszyscy uczestnicy konkursu będą głosować na wszystkie zgłoszenia. Każde zdjęcie oddzielnie (bez informacji z jakiego miasta jest kandydat)

 

– Po głosowaniu wszystkim miastom zsumujemy i doliczymy punkty z głosowania na kandydatów z ich miast

 

– Ostatnim punktem tego etapu będzie wybór Miss i Mistera z 10 kandydatów (również bez informacji o mieście kandydata)

 

– Tu także doliczymy wszystkie punkty miastom, zaś wybór Miss lub Mistera zagwarantuje miastu udział w finale!

 

– 8 pozostałych miast, które po wszystkich podliczeniach będzie miało najwięcej punktów przejdzie do przedostatniego etapu. 

 

Etap 4 – Szalone dzieciaki

W tym etapie ostatnie punkty będą zdobywać szalone dzieciaki. Wystarczy zrobić nietuzinkowe zdjęcia swoim pociechom, a następnie zgłosić do konkursu. Wspólnie wybierzemy najbardziej szalone zdjęcia dzieciaków. W finale znajdzie się miasto z Miss, Misterem, Szalonym Dzieciakiem, a także dwa miasta z największą ilością punktów.

 

– W tym etapie zostanie 8 miast walczących o tytuł Szalonego Dzieciaka i o kolejne punkty

 

– Rodzice wysyłają zdjęcia swoich szalonych pociech z krótkim opisem sytuacji na zdjęciu, a także zdjęcie weryfikacyjne rodzica z dzieckiem i kartką z napisem „konkurs miast”

 

– Tutaj analogicznie jak w poprzednim etapie najpierw uczestnicy głosować będą na wszystkie zdjęcia, potem na 8 finałowych zdjęć Szalonych dzieciaków. Po obu głosowaniach doliczymy punkty, zaś w obu głosowaniach nie będzie znane miasto. Ujawnimy to dopiero, gdy będzie wiadomo, które zdjęcie wygrało. Miasto Szalonego Dzieciaka będzie w finale.

 

Etap 5 – Finał

W finale znajdzie się 5 miast. Te, które zdobędzie tytuł Miss, tytuł Mistera, tytuł Szalonego dzieciaka, a także 2 pozostałe miasta, które w zabawie zgromadziły największą ilość punktów. 

 

– Ostateczne rozstrzygnięcie to będzie głosowanie typu „każdy z każdym”. Czyli seria głosowań „Miasto A czy miasto B”. Każde miasto jak w piłce nożnej dostanie 3 punkty za wygraną, 1 punkt za remis, 0 za przegraną. Pierwsze w tabeli miasto zostaje ogłoszone Najlepszym miastem Województwa Podlaskiego 2018. Zaś Podlaskie.TV wyrusza do zwycięskiego miasta, by nagrać tam film promocyjny.

Pogoda jak na początek lutego jest dosyć zaskakująca. Zwykle o tej porze jest wszędzie biało, a śniegu dosypuje regularnie. W ostatnim czasie natura cały czas zaskakuje. W ubiegłym roku, przez prawie cały lipiec padało, a o słonecznej pogodzie w większości lata było można raczej pomarzyć, tak teraz nie ma prawdziwej zimy. Biało na Podlasiu było przez kilka dni. Pogoda jest tak nieoczywista, że zwierzęta szykują się już do wiosny. Bobry zaczęły budować żremia, a łosie zrzucają już z głów stare łopaty. wkrótce mogą pojawić się dzikie gęsi, a jelenie zaczną podobnie jak łosie zrzucać poroże, by pod koniec lata znów mieć okazałe.

 

Luty to także okres godowy. Wiewiórki mają się ku sobie, a także Bieliki. Co ciekawe – nasze narodowe ptaki można obserwować na niebie, jak razem wykonują loty godowe. Jest to wspaniałe przedstawienie. Jeżeli ktoś chciałby wybrać się, by zobaczyć na żywo jak to wygląda, to może pojechać do Puszczy Knyszyńskiej lub Puszczy Białowieskiej, a także w Biebrzańskim Parku Narodowym. Bieliki spotkamy także przy Bugu, Narwi oraz na bagnach w okolicach Suraża. Ptak ten żeruje głównie w pobliżu zbiorników wodnych i na terenach podmokłych, gdzie poluje na ryby i ptactwo wodne. Zimą nie stroni od padliny.

 

Dziś obchodzimy Tłusty Czwartek. Z tej okazji przypomnimy dawne zwyczaje, jakie panowały tego dnia na Podlasiu. Do dzisiaj w niektórych miejscowościach obchodzi się go odświętnie. Dziś masowo kupujemy pączki w cukierniach, dyskontach i hipermarketach. Ich smak znacząco się różni od dawnych wypieków, które samodzielnie gospodynie przygotowywały w domach. Oprócz pączków wypiekano także chrust, którymi częstowano swoich gości podczas wieczornych, zakrapianych uczt. Tłusty Czwartek wypada tydzień przed Środą Popielcową. Dawniej trzy dni przed tym świętem nazywano „Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach bawiono się. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego „na len” oraz na „owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili „przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

 

W dzisiejszych czasach Tłusty Czwartek polega głównie na objadaniu się pączkami bez opamiętania. W kolejne dni ludzie wychodzą do miast i bawią się dyskotekach po raz ostatni przed rozpoczęciem Wielkiego Postu, w czasie którego wyciszają się. Czas wolny spędzają np. na czytaniu książek i rozmyślaniu. Polacy czerpią jednak dużymi garściami z zachodu. Przestają obchodzić post, zaś kolejne weekendy do Wielkanocy traktują tak samo jak poprzednie weekendy. Na Podlasiu jednak czas płynie wolniej i zachodnie zwyczaje docierają tu też niezbyt szybko. O ile w Białymstoku nie jest to aż tak widoczne, a kluby muzyczne funkcjonują normalnie, to w pozostałych podlaskich miastach pod koniec tygodnia w lokalach wieje pustkami.

 

Warto dodać, że istnieją „Pączki serowe podlaskie”. Oto przepis:

 

Składniki:

 

– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

 

Sposób wykonania:

 

1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

 

Smacznego!

Dobra wiadomość dla turystów. Zwiedzając województwo podlaskie nie będą musieli przejmować się brakiem kas na zamkniętych dworcach kolejowych, a także brakiem bankomatów w pobliżu w mniejszych miejscowościach. Takie miejscowości jak Augustów, Knyszyn czy Osowiec-Twierdza są często odwiedzane, a dojazd do nich możliwy jest pociągiem. Turyści jednak muszą kupować bilety bezpośrednio w pociągu. Muszą też płacić za nie gotówką. Na szczęście to się zmieni.

 

Już niedługo za bilet w pociągu Polregio zapłacimy kartą. Przewozy Regionalne podpisały umowę na dostawę nowoczesnych terminali mobilnych. Warto przypomnieć, że od dawna za bilet kartą można zapłacić w pociągu Intercity. Teraz taka możliwość pojawi się w pociągach regionalnych. Tylko się cieszyć, że XXI wiek zawita również i tutaj.

W Biebrzańskim Parku Narodowym planują powiększyć Ośrodek Hodowli Zachowawczej Konika Polskiego i Rehabilitacji Zwierząt. Na ten cel potrzeba pieniędzy. To największe w województwie podlaskim miejsce, w którym leczy się dzikie zwierzęta i ptaki. Przebywają tam okaleczone bociany, dziki, jelenie, łosie czy oswojony przez ludzi wilk. Część z leczonych zwierząt wypuszcza się na wolność, są jednak takie, które same nie przeżyłyby i muszą w ośrodku przebywać na stałe. Biebrzański Park Narodowy zbiera pieniądze na karmę dla zwierząt, budowę i remonty ogrodzenia czy też opiekę weterynaryjną.

 

Wpłat można dokonywać bezpośrednio na wyodrębniony rachunek przeznaczony na Darowizny na rzecz BPN w banku BGK o numerze: 

31 1130 1059 0017 3397 2620 0016

 

Osoby, które zdecydują się na przekazanie darowizny dla Biebrzańskiego Parku Narodowego są proszone o kontakt, mailem na adres sekretariat@biebrza.org.pl lub tel: (+48) 857 380 620; 857 383 000; fax: (+48) 857 383 021.

W tym roku kalendarz będzie obfity w długie weekendy. Odpowiednie wypisanie wniosku urlopowego może skutkować, wygospodarowaniem sobie czasu, by odwiedzić województwo podlaskie aż 6-krotnie. Tyle wystarczy, by nasz wspaniały region poznać dogłębnie. Przedstawiamy Wam propozycje wyjazdów oraz najlepsze daty do ich realizacji.

30 marca – 2 kwietnia (Wielkanoc)

 

Wielkanoc to czas spędzania czasu z rodziną, nie każdy jednak świętuje. Osoby, które będą zwyczajnie się nudzić mogą przyjechać do Puszczy Białowieskiej. Jej okolice są zamieszkane głównie przez osoby prawosławne, więc mało prawdopodobne, by okolica zamarła na czas katolickich świąt. Oprócz Białowieży i Parku Narodowego, a także rezerwatu z żubrami warto zajechać także do wspaniałych miejscowości Teremiski czy Budy. Warto też zajrzeć nad Topiło czy do mini zoo w Orzeszkowie. Nie zapomnijmy też wpaść na łyka świętej wody ze studni w Dobrowodzie. Powinna nas także zachwycić Pohulanka czy Podcerkwy. Dobrze jest także zajrzeć do miejscowości Stare Masiewo a także Narewka. Po drodze miniemy wiele kolorowych cerkwi, a także urzeknie nas wyjątkowa, drewniana architektura. Dobrym zwyczajem jest także, by jako wędrowcy zatrzymać się w każdej odwiedzonej wsi i zamienić parę słów z miejscowymi. Wracając zajrzyjmy też do pustelni w Odrynkach, a także odwiedźmy Krainę Otwartych Okien – Trześcianka, Puchły oraz Soce.

28 kwietnia – 6 maja (Majówka)

 

Biebrzański Park Narodowy to doskonały pomysł na tegoroczną majówkę. Będziemy mieli już późną wiosnę, a to najlepszy czas by odwiedzić urocze, biebrzańskie bagna. Koniecznie zajedźmy zahaczając jeszcze o rzekę Narew do Tykocina, Kiermus, Strękowej Góry i dopiero wtedy ruszmy na Biebrzański Park Narodowy. Przejedźmy się carskim traktem do Osowca-Twierdzy, po drodze zwiedzając kładki i napotykając łosie. W samym Osowcu-Twierdzy wpadnijmy także na kładki i punkty widokowe nie pomijając starych bunkrów. Na koniec zajrzyjmy jeszze do Goniądza, Dolistowa Starego, by wzdłuż Biebrzy udać się do Jagłowa.

31 maja – 3 czerwca (Boże Ciało)

 

Czas Bożego Ciała to dobry moment by wpaść na tereny w okolice rzeki Bug. Koniecznie zajrzyjmy do Niemirowa, Sutna i Wajkowa. Warto też odwiedzić Mielnik oraz Drohiczyn – dawną, historyczną stolicę Podlasia. Nie zapomnijmy też, by zajechać na świętą górę Grabarkę. Tam możemy ofiarować swój krzyż z intencjami. Na koniec warto zapisać się na spływ kajakowy, by poczuć Bug z poziomu wody.

15-19 sierpnia (Święto Wojska Polskiego / Święto WNMP)

 

W sierpniu będzie już na tyle ciepło, by kąpać się w krystalicznie czystych jeziorach Suwalszczyzny. Nie należy jednak zapomnieć o odwiedzeniu Wigierskiego Parku Narodowego i pokamedulskiego klasztoru. Wpadnijmy też na narty wodne do Szelmentu. Dobrze jest także kupić bilet i popłynąć w rejs z żeglugę augustowską, by z pokładu statku podziwiać dziką Rospudę. Alternatywnie możemy zrobić też to kajakiem. Bowiem statki dopłyną tylko do określonego miejsca. W konkretną dzicz możemy zapuścić się tylko osobiście wiosłując. Można też wybrać się kajakiem płynąc Kanałem Augustowskim. Z paszportem, bez wizy dopłyniemy aż do białoruskiego Grodna!

1-4 listopada (Wszystkich Świętych)

 

Ziemia Sokólska to idealne miejsce na listopadowy długi weekend. Wszystko za sprawą świąt. Będziemy mogli pogłębić ich odczuwanie odwiedzając groby katolickie, prawosławne, tatarskie oraz żydowskie. Tych na Ziemi Sokólskiej nie brakuje. Warto więc odwiedzić Sokółkę, Bohonki, Krynki i Kruszyniany. Oprócz tego warto zachwycić się też widokami w Jurowlanach, Grzybowszczyźnie, Usnarzu Gónym i Babikach.

22 grudnia – 1 stycznia (Święta Bożego Narodzenia)

 

Jeśli nie chcemy umrzeć z przejedzenia na tak długie święta, to idealnym miejscem na odpoczynek od stołów będzie Puszcza Knyszyńska. Tutaj możemy spacerować lasami do woli. Ciekawych szlaków nie brakuje. Koniecznie odwiedźcie Supraśl, Kopną Górę czy Poczopek. Nie powinno Was zabraknąć także w Surażkowie, Lipowym Moście, a także po drugiej stronie Puszczy na Wyżarach, Gródku, Michałowie, Żedni i Królowym Moście wraz z Kołodnem. Jak nie zabraknie Wam czasu, to wpadnijcie też do Białegostoku – tutaj możecie przywitać nowy rok, a przy okazji zwiedzić barokowe zabytki w centrum, a także neogotycką katedrę i klasycystyczny kościół św. Rocha, który jest jednym z dwóch w Europie.

 

Serdecznie zapraszamy!

– Tłusto jeść, wódką popijać i tak na lewo na dziewczynki się wypuszczać – tak zapytany o to jak dożyć 100 lat odpowiedział dla Teleekspresu ówczesny jubilat Leopold Damięcki. Tak szczerze powiedziawszy trochę liczymy, że to prawda. Bowiem nie raz słyszeliśmy, że żyć trzeba zdrowo. Ale czy nie była to przypadkiem przenośnia?

 

Inne zdanie ma na ten temat ma mieszkanka Moniek – Pani Czesława Łasiewicz, która wczoraj miała 111 urodziny. Jest jedną z najstarszych osób w Polsce. Na świat przyszła 14 stycznia 1907 roku w Radziłowie. W Mońkach mieszka od 1969 roku. Jej zdaniem recepta na długowieczność, to niezłomne dążenie do celu jakim było wychowanie dzieci – mówiła w setne urodziny Gazecie Współczesnej. Józef Staszkiewicz ma 106 lat. Urodził się w Potaszni pod Suwałkami, gdzie po latach wrócił i mieszka do dziś. – Ja myślę, że teraz to mnie tylko Pan Bóg trzyma. Dużo się modlę, mam trochę rozumu. – mówił w poprzednie urodziny Radiu 5.

 

 

147 dni dłużej od Pami Czesławy żyje tylko Tekla Juniewicz. Kobieta urodziła się jeszcze podczas zaborów. Obecnie zamieszkuje Gliwice na Śląsku. Województwo Podlaskie zamieszkuje kilkadziesiąt stulatków. Co ciekawe takiego wieku częściej dożywają kobiety niż mężczyźni.

 

Jaka więc może być recepta na długowieczność? W Polsce trudno powiedzieć, czy mieszkanie na Podlasiu czy gdzieś indziej wpływa na wiek, bo województwa nie są równe jeżeli chodzi o liczebność. Najwięcej stulatków mamy w największych województwach. Teoretycznie więc najwięcej stulatków powinno żyć w Chinach, Indiach oraz Stanach Zjednoczonych. Warto jednak odnotować, że co siódmy stulatek mieszka w Japonii, więc to tam powinniśmy szukać odpowiedzi na sekret długiego życia.

 

Przede wszystkim w Japonii dłużej żyją… kobiety. Jak widać jest to międzynarodowy trend. Dlatego mężczyźni chcący przeżyć jak najdłużej są już w pozycji straconej względem kobiet. Druga ważna sprawa to odpowiednia dieta. Trzeba być szczupłym. Ważne jest też nie tylko by jeść mało, ale też odpowiednio dobierać sobie produkty. Kluczem do sukcesu są warzywa z własnego ogródka, zjadane na świeżo tuż po przygotowaniu. Większość potraw jest gotowana na parze – bez tłuszczu. Japońska kuchnia obfituje w owoce morza, surowe ryby, wodorosty i oczywiście ryż. Dodatkowo Japończycy nie najadają się. Napełniają żołądek na 80 procent. Jednak odpowiednia dieta to jeszcze nie wszystko. Ważne jest by unikać stresu, żyć spokojnie, unikać tytoniu i zachować umiar w piciu alkoholu.

 

Sporą rolę odgrywa także wiara. Japończycy proszą o dobre samopoczucie, zdrowie oraz szczęście. W świątyniach zaś, u mnichów kupują wróżby. Jeżeli ta jest dobra – ludzie chowają ją do portfela, zaś złą pozostawiają na płocie przed świątynią, gdyż przekonani są, że złe rzeczy zabierze ze sobą wiatr. Wbrew pozorom łatwo odnaleźć tu pewne analogie. Na polskich wsiach ludzie są również bardziej religijni niż ich miejscy odpowiednicy. Ich dieta również składa się głównie z tego – co rośnie w ogródku. Ponadto na wsi nie ma czym się tak stresować jak w mieście. Tutaj czas płynie spokojnie i ludzie też są spokojni.

 

Prawdopodobnie właśnie dlatego – żyjąc w małych miejscowościach lub na wsi, nie objadając się oraz żyjąc w zgodzie z Bogiem – dożyjemy setki. Jednak długowieczność to cały czas sekret, a my jedynie możemy się domyślać.

 

Pogoda bardzo zaskakuje. Zwykle w połowie stycznia na Podlasiu jest biało, a śniegu czasem jest aż po kolana. Tym razem zima o nas zapomniała, zaś śnieg intensywnie uderzył w Stanach Zjednoczonych, a nawet na Saharze! Tymczasem w podlaskich lasach pojawiły się znów grzyby. Jesień dla miłośników „owoców leśnych” była bardzo obfita. Grzyby można było przywozić kilogramami. Jak widać nielada gratka znów się trafiła, bo las nie pokrył się śniegiem tylko panuje w nim wilgoć. Oznacza to tylko jedno – kolejny, nietypowy wysyp grzybów. Bo chyba w styczniu jeszcze nikt nie zbierał.

 

Jeśli uda Wam się coś zebrać, to koniecznie pochwalcie się wysyłając zdjęcia na adres redakcja@podlaskie.tv lub poprzez wiadomość na Facebooku.

 

Rzeczywistość nam się powoli zmienia czy to tylko anomalia? Będzie zima czy nie będzie? Zapewne ostatnio wszyscy zadają sobie takie pytania. My możemy powiedzieć tylko, że pogoda długoterminowa wskazuje, że do końca stycznia nic się nie zmieni.

O pierwszych ludziach na Podlasiu wiadomo tyle, że pojawili się 10 000 lat temu. Na terenie dzisiejszej Puszczy Knyszyńskiej była tundra (wyobraźcie sobie, że teren wygląda jak Bieszczadach, ale nie ma gór). W dorzeczu Biebrzy i Narwii pojawiły się… renifery, a wraz z nimi ludzie, którzy rzecz jasna żywili się mięsem tychże zwierząt. Warto dodać, że klimat nie był sprzyjający, zatem skóra zwierzęcia idealnie nadawała się na ubranie dla osadników.

 

Przez kolejne tysiące lat na dzisiejszym Podlasiu pojawiła się brzoza oraz sosna. Cały teren był bardzo intensywnie zalesiony. 7000 lat temu na terenach dzisiejszego Podlasia rozwijała się kultura niemeńska. Osadnicy żyli w okresie mezolitu. Swoje życie rozwijali przy rzece Narew. Ludzie potrafili tworzyć ceramiczne narzędzia. Mężczyźni zajmowali się myślistwem czy rybactwem zaś kobiety zbieractwem (na przykład owoców leśnych). Co ciekawe, ta sama kultura bardziej na wschodzie posiadła umiejętności hodowlane. Być może pod opieką człowieka znajdowały się tury (pradawne woły) czy tarpany (pradawne konie). Główne pożywienie stanowiły łosie oraz jelenie, który nigdy na naszych terenach nie brakowało.

 

4 tysiące lat temu niedaleko Supraśla istniała jeszcze inna osada z epoki kamienia i brązu. Archeolodzy odnaleźli tam sztylety, noże, dłuto czy groty strzał. Wszytko wykonane z krzemienia i kamienia. Osadnicy to ludy, które przywędrowały aż z terenów dzisiejszej Hiszpanii. Można się tylko domyślać że mieli ciemną skórę.  Zaś przedmioty jakie po sobie pozostawili sugerują, że zajmowali się głównie polowaniami, ale też rolnictwem. Warto zaznaczyć, że później osadnicy zajęli się także „górnictwem”. W okolicach wsi Rybniki, gdzie dziś mamy rezerwat Krzemianka. To właśnie tam intensywnie wydobywano krzemień, który był potrzebny do produkcji broni, narzędzi oraz do rozpalania ognia. 

 

2,5 tysiąca lat temu w Haćkach (dorzecze Narwii, okolice Bielska Podlaskiego) istniała ogromna i mocno rozwinięta osada. Ludzie mają własną studnię, piece, półziemianki, mały zbiornik z wodą, miejsce do przeprowadzania obrzędów i ceremonii, a także konstrukcje obronne przed obcymi. Grodzisko zamieszkiwane było przez przybyszów z różnych stron Europy, cały czas się rozrastając, ostatecznie osiągając rozmiar 40 hektarów!

 

Gdy wkroczyliśmy w nową erę wśród wędrujących oraz zakładających osady także na Podlasiu najwięcej było ludów germańskich oraz bałtów. W kolejnych stuleciach także Goci, Hunowie oraz Słowianie, którzy dotarli tu z dalekiego wschodu. Gdy terytorium dzisiejszej Rzeczypospolitej zamieszkiwały większe plemiona – w naszym regionie można było spotkać Połoczan, czyli wschodnich Słowian. Żyli oni tutaj w XVIII wieku naszej ery. 

 

Kiedy plemiona połączyły się w Polskę, my byliśmy na terytorium Rusi Kijowskiej. Dopiero po roku 1000 pojawia się ważny gród w Drohiczynie, który jest ośrodkiem handlowym z Rusią Kijowską. Przez kolejne stulecia przez dzisiejsze tereny podlaskie przebiegać będzie granica między Polską a Rusią Kijowską, a później Galicją, a jeszcze później Litwą. W XIV wieku Polska i Litwa to już jeden kraj. W XV wieku przez jakiś czas jesteśmy pod szwedzkim zaborem i graniczymy z Rosją. Na szczęście unia polsko-litewska się odradza na kolejne lata.

 

XVIII wiek przynosi Polsce zabory. Nasz region znajduje się na terytorium Prus (Niemiec). Później zaś znów przebiega granica – tym razem Prus i Imperium Rosyjskiego. W 1918 roku powstaje II Rzeczpospolita. Podlaskie na początku 1919 roku przechodzi z rąk niemieckich w polskie. 

Być może leżeliście sobie kiedyś na podlaskiej łące albo siedzieliście na ławce przy rodzinnym domu, lub też spacerowaliście sobie białostockim parkiem, a między czasie rozmyślaliście sobie jak wyglądało miejsce, w którym się aktualnie znajduje kilkaset milionów lat temu. Jeżeli tak, to w tym artykule się tego dowiecie co się działo na dzisiejszym Podlasiu – miliony lat temu. Warto dodać, że działo się bardzo wiele.

 

Na początku jednak uporządkujmy fakty, gdyż wszystko działo się na całej planecie, zatem także i na naszym jej fragmencie. Ziemia powstała 4,6 miliarda lat temu dosyć gwałtownie. Najpierw urodziło się Słońce, który otoczone było pyłem. Grawitacja spowodowała, że przez miliony lat pył ten łączył się w skały, a te zderzając się ze sobą uformowały cała planetę. Wszędzie był ocean lawy. Na początku Ziemia nie miała powietrza, lecz składała się z azotu i dwutlenku węgla.

 

Następnie w stronę naszej planety leciała inna planeta – Teja – wielości Marsa. Poruszała się z dużą prędkością, a następnie uderzyła w Ziemię. W wyniku zderzenia obu planet powstał księżyc, a nasza planeta zostaje odkształcona. 3,9 miliarda lat temu dochodzi do „bombardowania” Ziemi przez meteory. To „odpadki” po powstaniu układu słonecznego. Wewnątrz meteorów zawarte są minerały wody. „Bombardowanie” trwało przez 20 milionów lat, w wyniku czego powstaje jeden wielki ocean praktycznie na powierzchni całego globu. Na fragmentach planety są pojedyncze wysepki, które zamieniły się w wulkany. 100 milionów lat później na Ziemię spadają kolejne meteory z takimi minerałami jak węgiel czy aminokwasy. Substancje połączyły się ze sobą i powstało pierwsze życie.

Formowanie się kontynentów

Przeskoczmy jednak trochę w czasie. Między czasie Ziemia zaczęła obracać się coraz wolniej przez co doba nie trwała już 6 a 16 godzin (tak jak po uderzeniu drugiej planety), było coraz więcej tlenu. 1,5 miliarda lat temu ukryta, popękana skorupa ziemska spowodowała, że w ciągu milionów kolejnych lat utworzyły się wielki kontynent. Własnie wtedy po raz pierwszy uformował się także nasz teren. Byliśmy jednak jedną wielką pustynią. 750 milionów lat temu skorupa ziemska rozciąga się pod wpływem temperatury, a superkontynent dzieli się na dwie części. Podlaskie, jak i wielka część euroazjatycka jest wielką pustynią pokrytą skałami, które odsłoniły się po rozerwaniu kontynentu.

 

Pod wpływem uwolnienia się ogromnych ilości dwutlenku węgla z wnętrza Ziemi światło słoneczne nie dochodzi do planety. W konsekwencji nasza planeta zamarza. Trwa bardzo długa epoka lodowcowa. Tworzy się lądolód o grubości do 3 km. Na szczęście nasza planeta jest aktywna wulkanicznie, przez co po 15 milionach lat lód zamienia się w ocean. 600 milionów lat temu doba trwa już 22 godziny. Jest bardzo dużo wody oraz tlenu, który znajduje się także w oceanie dzięki czemu pojawiają się pierwsze, zaawansowane formy życia.

 

460 milionów lat temu na lądzie Ziemia pokryta jest skałami. Istnieją tylko dwa kontynenty. Zabójcze promieniowanie słońca pozbywa się wszelkich form życia z lądu, jednak przez kolejne 100 milionów lat Ziemia pokrywa się warstwą ozonu, który chroni naszą planetę od zabójczego promieniowania. Na obu kontynentach pojawiają się pierwsze zwierzęta, które podczas ewolucji „wyszły z oceanu” na ląd. Z biegiem lat jednak kontynenty oddalają się od siebie. Na terenie dzisiejszej Polski mamy głównie morze, lecz na Podlasiu znajduje się ląd – skalna pustynia.

Węgiel, żwir i człowiek

Kolejne setki milionów lat spowodowały, że Polska miejscami została porośnięta gigantycznym lasem. Warto tutaj zaznaczyć, że miejsce, w którym obecnie geograficznie położone jest Podlaskie to było morze, zaś faktyczny ląd dzisiejszej Ameryki Północnej oraz Europy znajdował się w okolicach równika. 270 milionów lat temu na terenie Polski pojawia się morze. Podlaskie jednak to nadal skalna pustynia. Las zamienił się w pokłady węgla. Dlatego też wydobywa się go na zachodnim południu. U nas zaś mamy dużo żwiru – ten występuje praktycznie na terenie całego kraju, lecz najwięcej na północy – czyli tam gdzie było najwięcej skał.

 

Z racji tego, że znajdowaliśmy się w zwrotniku raka to morze parowało odsłaniając pustynię. 160 milionów lat temu po raz kolejny morze zalało nasze tereny. Ruch płyt tektonicznych powoduje, że Ameryka Północy odłącza się od Europy, zaś ta łączy się z Azją. Spoiwem są zaś dzisiejsze góry na Uralu. 4 miliony lat temu, kiedy wszystkie kontynenty są już na swoim dzisiejszym miejscu, Podlaskie pod wpływem położenia geograficznego boryka się z ochłodzeniem klimatu. Ustępujące coraz płytsze morze odsłania torfowiska oraz tworzy bagna.

 

1,5 miliona lat temu na Ziemi pojawia się człowiek – homo erectus. U nas klimat niestety nie sprzyja jeszcze do życia, ale kolejne miliony lat spowodują wielkie wędrówki i zasiedlanie się Europy. 700 tysięcy lat temu prawdopodobnie (tutaj są różne wersje) homo erectus opuszcza Afrykę i dociera do Europy, także do dzisiejszej Polski. Wpierw jednak zakłada pierwsze osady w okolicach Śląska. Kiedy pierwszy człowiek dotarł na Podlasie nie wiadomo. Pierwsze osady, które odkryli archeolodzy można datować na 7000 lat przed naszą erą. Między innymi nasz region zamieszkiwała kultura niemeńska. O czym przeczytacie więcej już jutro.

Tak niewiele pozostało już do końca roku. Po świętach tradycyjnie zaczną się dyskusje o tym, czy strzelać czy nie strzelać na Sylwestra – bo zwierzęta się boją huku. W Białymstoku na miejskiej imprezie nie zobaczymy żadnych wybuchowych pokazów. Tym razem magistrat postawił na lasery. Nie sposób nie pamiętać każdego wydania Teleekspresu z 31 grudnia od początku jego istnienia. Zawsze znalazł się w nim materiał, że znów komuś urwało palce czy poparzyło twarz od fajerwerków.

 

Pirotechnika towarzyszy naszej cywilizacji prawdopodobnie od X wieku. Wówczas kupcy przywieźli do Europy sztuczne ognie, które wymyślili Chińczycy. Ichniejsi alchemicy odkryli, że mieszając ze sobą saletrę z siarką oraz węglem drzewnym – można osiągnąć mieszkankę wybuchową. Ewolucja cywilizacji na świecie dała także kolejne odkrycia czyli proch. A od tego było już blisko do popisów pirotechnicznych, gdy wojska wygrywały jakąś bitwę. Pokazy miały charakter propagandowy. W średniowieczu Organizowano pokaz militarny i świętowano odniesiony sukces. Na takim pokazie nie zabrakło pierwszych fajerwerków.

 

Jednak to Chińczycy nieustannie zachwycali i rozwijali pokazy sztucznych ogni i zachwycali kupców czy misjonarzy, którzy jeździli potem do swojego kraju i opowiadali o niezwykłości fajerwerków. Jako ciekawostkę można dodać, że chiński wynalazek służy dzisiaj także w innej postaci. A mianowicie – w identyczny sposób jak odpala się petardy – również wystrzeliwuje rakiety w kosmos! Podpala się ładunek, następnie ulatniają się gazy, które wyrzucają petardę (rakietę) w powietrze (w kosmos).

 

Jak widać fajerwerki towarzyszą ludziom od zarania dziejów. Dlatego trudno też walczyć z tym wynalazkiem. Wszak to XXI wiek de facto przyniósł wiele dobrego dla traktowania zwierząt. Wcześniej było z tym różnie. Jednak wnioski wysuwają się same – skoro kiedyś wybuchami zajmowali się tylko pirotechnicy, to może warto wziąć to za dobrą monetę i nie tykać się petard, które mogą urwać palce? Jednak zabrać komuś czekoladę i kazać się cieszyć, że nie przytyje jest mało sensowne.

 

Dlatego lepiej pokazać jakie są alternatywy. Konstrukcja fajerwerków jest niezmienna od stuleci. Zmieniono tylko niektóre składniki, by osiągać inne kolory dymu, większą siłę wybuchu, a także natężenie gazu. Oprócz sztucznych ogni są jeszcze inne, bezpieczne fajerwerki, które dają naprawdę dużo radości – a mianowicie race świetlne. Można je często zauważyć na stadionach. Za każdym razem tworzą piękne widowiska. Ostatnio zaczęły się pojawiać także w innych okolicznościach – na przykład różnych teledyskach. Zauważyć możn tam sceny, gdzie ludzie bawią się nocą przy jakimś ognisku lub ogólnie na zewnątrz i tańczą trzymając odpalone race. Jednym słowem mówiąc – warto wypróbować, gdyż wszystko co ładnie się pali, ale nie wybucha jest bezpieczne. Nie urwie nam niczego, a i zwierząt nie wystraszy. 

 

Każdy, kto jeździ z Białegostoku do Ełku, Kuźnicy bądź Szepietowa może natrafić na pociąg typu „żółtek” (EN57). Tak popularnie nazywane są stare, wysłużone pociągi, które wykorzystuje się do przewozów w regionie. Ich charakterystyczną cechą są plastikowe siedziska. To jednak staje się powoli przeszłością. Na wyżej wspomnianych trasach pojedziemy nowoczesnymi szynobusami. Są one przystosowane do jazdy 120 km/h, mają wygodne siedzenia, ładowarki USB. Są też przystosowane do obsługi niepełnosprawnych pasażerów.

 

Obecnie w regionie możemy koleją dojechać z Białegostoku w kilku kierunkach:

 

Białystok – Sokółka – Kuźnica

 

Białystok – Sokółka – Augustów – Suwałki

 

Białystok – Mońki – Grajewo – Ełk

 

Białystok – Łapy – Szepietowo

 

Białystok – Bielsk Podlaski – Czeremcha

 

W przyszłym roku, w ofercie przewozów po regionie nie zabraknie też weekendowych połączeń do Walił i Kowna.

Najbiedniejsza gmina w Polsce znajduje się w województwie podlaskim, w powiecie łomżyńskim. Mowa tutaj o gminie Przytuły. Według najnowszych danych Ministerstwa Finansów – w ubiegłym roku dochód gminy wyniósł zaledwie 390,29 zł na jednego mieszkańca. W pierwszej dziesiątce najbiedniejszych gmin w Polsce również znalazła się Turośl (również powiat łomżyński) z dochodem 453,88 zł na mieszkańca.

 

Dla porównania – najbogatsza w Polsce jest gmina Kleszczów (województwo łódzkie). Na jej terenie znajduje się Kopalnia Węgla Brunatnego Bełchatów i Elektrownia Bełchatów. Ponadto gmina czerpie dużo z podatków od nieruchomości. Efekt? Dochód przypadający na jednego mieszkańca to aż 31 962,75 zł czyli ponad 80 razy więcej niż w Przytułach! W pierwszej dziesiątce najbogatszych gmin w Polsce znajduje się podlaski Mielnik z powiatu siemiatyckiego, który osiąga dochód 5793,099 zł na jednego mieszkańca.

 

Trzeba przyznać, że w Białymstoku dochód na jednego mieszkańca nie wygląda zbyt efektownie, bo to zaledwie 1570,29 zł na mieszkańca. Suwałki i Łomża wypadają trochę gorzej, bo ich dochód to 1480,30 zł i 1333,73 zł na mieszkańca. A poniżej wszystkie podlaskie gminy i ich dochód:

 

MIELNIK 5793,09
ORLA 3130,21
SUWAŁKI (gmina) 2476,28
MICHAŁOWO 2448,27
SZUMOWO 2103,32
JUCHNOWIEC KOŚCIELNY 2040,76
WYSOKIE MAZOWIECKIE 1994,98
NAREWKA 1921,8
NAREW 1909,78
BIAŁOWIEŻA 1906,89
SURAŻ 1892,66
SUPRAŚL 1880,36
ZAMBRÓW 1676,05
TUROŚŃ KOŚCIELNA 1631,36
CHOROSZCZ 1620,99
BIELSK PODLASKI 1601,38
WASILKÓW 1579,21
GRÓDEK 1570,88
Białystok (miasto) 1570,29
GRAJEWO 1527,37
BRAŃSK 1511,06
SIEMIATYCZE 1487,43
Suwałki (miasto) 1480,3
PŁASKA 1473,81
BAKAŁARZEWO 1462,57
HAJNÓWKA 1451,43
ZABŁUDÓW 1420,82
SOKÓŁKA 1387,66
HAJNÓWKA 1380,25
AUGUSTÓW 1369,46
WYSOKIE MAZOWIECKIE 1348,01
SZEPIETOWO 1347,3
Łomża (miasto) 1333,73
DUBICZE CERKIEWNE 1332,09
SZYPLISZKI 1306,97
PUŃSK 1301,87
GIBY 1262,83
BIELSK PODLASKI 1259,59
CZYŻEW 1233,11
KOLNO 1232,52
JELENIEWO 1207,93
RAJGRÓD 1203,59
ŁOMŻA (gmina) 1201,17
RUTKI 1188,12
PRZEROŚL 1173,78
SZUDZIAŁOWO 1145,76
POŚWIĘTNE 1140,31
CZYŻE 1136,08
SEJNY 1128,01
FILIPÓW 1127,76
CZEREMCHA 1102,72
SOKOŁY 1078,11
ŁAPY 1077,55
DROHICZYN 1072,73
KLUKOWO 1050,7
ZAMBRÓW 1050,01
NOWINKA 1049,89
DOBRZYNIEWO DUŻE 1046,53
SIEMIATYCZE 1036,21
SEJNY 1030,32
KLESZCZELE 1028,64
CZARNA BIAŁOSTOCKA 1026,41
KRYNKI 1020,51
MOŃKI 1011,64
GRODZISK 999,6
PIĄTNICA 992,87
KULESZE KOŚCIELNE 979,82
SZCZUCZYN 945
MIASTKOWO 940,03
MILEJCZYCE 922,62
KUŹNICA 907,77
CIECHANOWIEC 893,29
GONIĄDZ 891,4
DZIADKOWICE 883,8
NOWOGRÓD 883,61
DĄBROWA BIAŁOSTOCKA 852,21
RACZKI 847,22
SIDRA 847,1
GRABOWO 841,74
BOĆKI 839,5
ŚNIADOWO 831,61
JEDWABNE 824,05
NURZEC-STACJA 823,55
KORYCIN 817,67
NOWE PIEKUTY 815,96
KRASNOPOL 811,18
WĄSOSZ 809,69
STAWISKI 802,68
TYKOCIN 792,49
GRAJEWO 781,66
WIŻAJNY 778,88
JANÓW 774,69
RUTKA-TARTAK 766,5
RUDKA 739,91
JASIONÓWKA 734,33
KOŁAKI KOŚCIELNE 730,2
SZTABIN 727,82
WYSZKI 726,72
SUCHOWOLA 716,14
AUGUSTÓW 705,91
BARGŁÓW KOŚCIELNY 696,59
BRAŃSK 681,39
KNYSZYN 677,6
LIPSK 662,19
PERLEJEWO 640,33
KOBYLIN-BORZYMY 622,18
NOWY DWÓR 613,4
JAŚWIŁY 608,96
WIZNA 604,16
ZAWADY 579,49
TRZCIANNE 575,9
KOLNO 550,52
MAŁY PŁOCK 542,94
ZBÓJNA 538,68
KRYPNO 514,34
RADZIŁÓW 486,18
TUROŚL 453,88
PRZYTUŁY 390,29

 

Najbliższe miesiące na podlaskich drogach będą bardziej niebezpieczne. Może dochodzić dużo częściej do wypadków z udziałem dzikich zwierząt, które przemieszczają się po zmierzchu. Ten następować będzie coraz szybciej, a na drogach po pracy i szkole panuje wzmożony ruch. Dlatego kierowcy podróżujący drogą krajową nr 65 od Granicy z Białorusią niemal do samego Białegostoku powinni uważać, gdyż droga otoczona jest Puszczą Knyszyńską. Tak samo na drodze wojewódzkiej 676 z Krynek do Supraśla.

 

Zagrożeni mogą być również Ci kierowcy, którzy po zmierzchu będą dojeżdżać do Michałowa przez Żednię. W powiecie hajnowskim należy uważać jadąc z Hajnówki do Białowieży, ale też z Hajnówki do Narwi bądź Narewki. Choć w tym pierwszym przypadku możemy napotkać żubry, które będą raczej niedaleko drogi, jednak należy zachować ostrożność. 

 

Kierowcy podróżujący z Białegostoku do Grajewa powinni uważać w okolicach Goniądza. To bardzo niebezpieczne miejsce. Na dzikie zwierzęta natrafić też możemy jadąc przez Lipsk do Augustowa. Należy też uważać na drodze Augustów – Suwałki – jeżeli wybierzemy starą drogę. Zwierzęta z jakimi możemy się zderzyć w podlaskich lasach to przede wszystkim łosie, jelenie i sarny. Warto uważać też na niepozorne zające, które nie zniszczą samochodu, ale mogą urwać na przykład chłodnicę.

 

Jeżeli przed nami ani za nami nie ma żadnych samochodów możemy co raz użyć klaksonu, by spłoszyć ewentualną zwierzynę. Lepiej zapobiegać takim wypadkom, bo zderzenie choćby z łosiem może być dla nas śmiertelne. Nawet jeżeli ujdziemy z życiem, to z samochodu raczej nic nie zostanie.

 

na zdjęciu samochód po zderzeniu z łosiem / fot. warmińsko-mazurska policja

Gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? – Zapewne słyszeliście to lub nawet sami tak mówiliście wiele razy. Każdy kto był w Bieszczadach wie, że to przyjemne miejsce, ale… jeżeli szukacie prawdziwej dzikości, to powinniście jej szukać na Podlasiu. Przedstawimy 5 miejsc, w których gdybyście teoretycznie się zaszyli, to nie zobaczylibyście żywego ducha prawdopodobnie przez lata bądź nigdy. Wyprawa w te miejsca jednak byłaby zbyt ryzykowna, bo można utknąć na bagnach, nie ma czegoś takiego jak zasięg telefoniczny lub zostać zaatakowanym przez wystraszone dzikie zwierzęta. Choć niedźwiedzi u nas nie ma (chyba), to taki jeleń mógłby zabić równie szybko uderzając rozłożystym porożem.

 

Trzeba mieć jednak świadomość, że na Podlasiu jest takich miejsc co najmniej 5. Oto i one:

 

1. Okolice Suraża. O tym miejscu już wspominaliśmy jakiś czas temu. Teren między Surażem, Pietkowem, Topczewem i Samułkami to prawdziwa pustynia! Tyle, że zamiast piachu mamy niekończące się łąki, bagna i cieki wodne. Oczywiście miejscowe władze doskonale sobie zdają sprawę jaki skarb posiadają i że ciekawscy i tak tu będą próbować dotrzeć. Dlatego też jest miejsce, gdzie utworzono wieżę widokową, wiatę biwakową i czatownię do obserwacji ptaków! Dzikich rzecz jasna.

 

Żeby się tam dostać najłatwiej jest dojechać do Pietkowa, a następnie na Pietkowo Drugie i Ostrów. W Ostrowie dojeżdżamy do ogromnego zbiornika wodnego i odpoczywamy od ludzi.

 

2. Puszcza Białowieska. W ścisłym rezerwacie jest takie miejsce, gdzie nie ma szans na dotarcie. Nawet jeśli ktoś się uprze, to i tak lepiej się tam nie zapuszczać także, bo można napotkać żubra, wilka albo rysia. Te spłoszone zwierzęta mogą nas poturbować i rozszarpać, a słuch po nas zaginie na zawsze.

 

Te miejsce to bardzo gęsta część Puszxczy między rzeczkami Swożna oraz Orłówka.

 

3. Puszcza Knyszyńska. Bardziej bezpieczne (to nie znaczy, że zupełnie bezpieczne) będzie wybranie się do Puszczy Knyszyńskiej. Tam w miejscowości Królowe Stojło można przejść 10 km odcinek, gdzie będzie tylko gęsta Puszcza i nic więcej. Należy pamiętać, że i tam bogato jest w dzikie zwierzęta.

 

4. Biebrzańśki Park Narodowy. To już dzicz totalna. Las i bagna. Ostatnia miejscowość, gdzie jest cywilizacja to Grzędy. Dalej na zachodzie tylko totalna, kompletna i niebezpieczna dzicz.

 

5. Puszcza Augustowska. Ostatnie miejsce to kolejna Puszcza. Tym razem Augustowska. Jest takie miejsce, że od Augustowa idąc prosto do najbliższej miejscowości moglibyśmy dojść (lub i nie) dopiero po pokonaniu 20 km. Dlatego zgubić się w Puszczy Augustowskiej to byłby duży problem. Tam także nie brakuje dzikich zwierząt i trudnych terenów. Żeby tam się dostać wystarczy wybrać się 5 km na południe od Suchej Rzeczki. Będziemy pośrodku niczego.

 

Ten artykuł powinien mieć tytuł – Podlaskie – gdzie absolutnie nigdy się nie wybierać. Znamy jednak wariatów, którzy tego typu miejsca odwiedzają z wielką lubością. Jeden nawet w takiej dziczy się wychował – pozdrawiam Dawid 😉

Jak co roku, między 17 lipca a 24 sierpnia możemy na niebie zaobserwować deszcz meteorów. Są to tak zwane Perseidy. Kumulacja całego wydarzenia będzie miała miejsce w nocy z 12 na 13 sierpnia. Wtedy to na niebie można będzie zauważyć nawet 150 gwiazd na godzinę! Podpowiadamy Wam, gdzie najlepiej obserwować niebo, by dostrzec piękno całego widowiska, jakie nas niedługo czeka.

 

Przede wszystkim musi być to miejsce, w którym absolutnie nie ma światła. Łuna miejskich świateł skutecznie utrudni nam oglądanie Perseidów. Dlatego też musi być kompletnie ciemno! 

 

Drugi – najważniejszy warunek to bezchmurne niebo. Bez tego nie będzie mogli obserwować nic oprócz… chmur. Warto wiedzieć, że nawet, jeżeli okolica jest zachmurzona, to kilkanaście kilometrów dalej może być już zupełnie inaczej. Powinniśmy wybrać się na widowisko w okolicach północy. Najlepsze do oglądania będzie między godz. 1-3.

 

Perseidy są rojem meteorów utworzonych przez kometę. Widać je na niebie od około 2000 lat. A możemy je podziwiać co roku między lipcem a sierpniem ponieważ rój wtedy przecina orbitę Ziemi.

Biebrzański Park Narodowy to największy w Polsce park. Dodatkowo po drodze jest naprawdę wiele atrakcji. To wspaniała okazja na ten weekend, bo w okolicy można sporo zwiedzić oraz plażować!

Biebrzański Park Narodowy samochodem

Zwiedzanie BPN najlepiej dokonuje się samochodem, dzięki czemu możemy zobaczyć najwięcej. Załóżmy, że zaczynamy wycieczkę z Białegostoku. Wtedy warto pojechać przez Tykocin, a następnie wzdłuż Narwi , przez malutkie wioseczki i malownicze krajobrazy poruszać się w stronę Strękowej Góry. Zaraz za miejscowością Zajki skręcamy w prawo i jedziemy długą, leśną, asfaltową trasą. Polecamy nie gonić zbyt szybko, bo na drodze może pojawić się nieoczekiwanie Łoś. W Biebrzańskim Parku Narodowym tych zwierząt jest tam zatrzęsienie!

 

Jest też okazja zobaczyć zwierzę na żywo. Jadąc drogą będziemy mijać wieże widokowe, na które warto wejść i obserwować okolice. Dodatkowo jest po drodze także specjalna kładka, która prowadzi przez bagna do specjalnego miejsca widokowego. Tam bardzo często można spotkać samotnego łosia. We wsi Budy po drodze można zajechać do króla Biebrzy. Jesto to słynny pustelnik z tamtych okolic.

To wszystko to tylko pierwsza część wycieczki i w dodatku wszystko przy jednej drodze – tak zwanym carskim trakcie.

 

Kolejny przystanek to Twierdza-Osowiec. Możemy tam zwiedzić słynne bunkry, a także wybrać się na kładkami, gdzie poobserwujemy roślinność i ptactwo występujące w tamtych rejonach. Jest też wieża widokowa. Następnie wybieramy się do pobliskiego Goniądza, gdzie możemy zajrzeć na kolejny punkt widokowy, lub posiedzieć nad samą Biebrzą.

 

Ostatnim punktem wycieczki będzie wyjazd do Dolistowa Starego, gdzie wzdłuż Biebrzy będziemy mogli jechać aż do Jagłowa. Tam wycieczkę można zakończyć jadąc przez Jaminy do Sztabina, skąd drogą krajową nr 8 wrócimy do Białegostoku.

Biebrzański Park Narodowy rowerem

Dla rowerzystów propozycje są trzy. Każda wycieczka zaczynie się w Osowcu-Twierdza, gdzie dojedziemy pociągiem. I tam możemy pojechać Carskim Traktem na Strękową Górę, a następnie na Jeżewo i Białystok (ok. 80 km)

 

Dla tych, którzy nie chcą jechać tak dużo mamy inną propozycję – zwiedzić bunkry i kładki, a także zajechać do Goniądza. Przyjazd i powrót ze stacji Osowiec-Twierdza.

 

Ostatnią propozycją jest przejazd z Osowca-Twierdzy do Dolistowa starego, którym to właśnie wyruszymy dalej wzdłuż linii Biebrzy. Warto od razu zaznaczyć, że droga wzdłuż rzeki jest szutrowa. Gdy już wyjedziemy z Parku, to należy kierować się na Augustów, gdzie odpoczniemy i będziemy mogli wrócić pociągiem do Białegostoku.

 

Miłego weekendu!

Bociany to bardzo interesujące ptaki. Zimą odlatują do ciepłych krajów, gdzie mogłyby w zasadzie zostać na zawsze, jednak zawsze wiosną wracają. A trzeba wiedzieć, że trasa lotu bociana nie jest taka prosta. To nie jest tak, że skoro ptak może latać, to leci na południe prostą drogą.

 

Bociany zazwyczaj wybierają jedną z dwóch tras. W swojej wędrówce muszą ominąć Morze Śródziemne. Te, które lecą z Polski udają się wpierw do Turcji. Po drodze odlatujące bociany napotykają swoich sąsiadów z innych krajów i na południe lecą coraz większą grupą. Przelot ten trwa na Bałkanach od połowy sierpnia do końca pierwszej dekady września i jest to jeden z najwspanialszych spektakli przyrodniczych w Europie, robiący niezapomniane wrażenie.

 

Bociany, gdy dotrą do Turcji lecą dalej. Ich trasa przebiega przez wybrzeża Morza Śródziemnego, dolinę Jordany, półwysep Synajski, a także Morze Czerwone. Dalej lecą doliną Nilu, którą omijają Saharę. Ostatecznie ptaki docierają nad Jeziora Afrykańskie. Niektóre lecą jeszcze dalej – wybierając dorzecze Kongo i dorzecza Zabezi i Limpopo. Niektóre dolatują nawet do RPA.

 

Dlaczego więc bociany wracają do Polski? Odpowiedź jest bardzo prosta. Bo są łasuchami. W czasie, gdy jest u nas wiosna i lato, to w Afryce rozpoczyna się pora sucha, co utrudnia zdobycie pożywienia. Zaś w Polsce w tym czasie jak w stołówce. Dlatego też to u nas bociany się rozmnażają, bo dzięki łatwemu zdobywaniu pożywienia bez problemu mogą wykarmić młode. Wbrew pozorom bociany nie jedzą samych żab (nie są przecież Francuzami tylko Polakami), tylko owady i mięso. Dlatego w menu każdego ptaka są pasikoniki, dżdżownice, ślimaki, gryzonie, małe ryby, żaby, węże, krety, łasicie, gronostaje, a nawet pisklęta ptaków i młode zające!

 

Co 4 bocian na świecie to Polak. Ptak w naszych warunkach przyrodniczych ma wielki wybór jeżeli chodzi o pożywienie. Tylko się cieszyć, że boćki mają się u nas dobrze. Niestety czasem zbyt zimno i muszą wybrać inne miejsca, gdzie będą mogły się wyżywić.

Turyści zwiedzający Biebrzański Park Narodowy mogą natrafić na… żołnierzy. 18 Białostocki Pułk Rozpoznawczy przeprowadza szkolenie w biebrzańskich łąkach i bagnach. Żołnierze chcą się przede wszystkim sprawdzić w trudnych warunkach jakimi są tereny bagienne, jakich w BPN nie brakuje. Wszystko to pod okiem strażników parku – bo to oni znają tereny najlepiej.

 

Taka umiejętność może się przydać podczas różnych operacji na podobnych terenach. Miejmy nadzieję, że nigdy takowe nie odbędą się na terenie Polski. Jednak nie bez kozery mówi się, że chcesz mieć pokój, to szykuj się do wojny…

 

fot. 18pr.wp.mil.pl

Ostatnio bardzo intensywnie promowany jest szlak Green Velo. Wtajemniczeni (rowerzyści) wiedzą, że ten szlak to tak naprawdę pic na wodę fotomontaż. Oczekiwania były wysokie – wszyscy myśleli, że ścieżki rowerowe będą powstawać w szalonym tempie i ogromnych ilościach. Z dużej chmury mały deszcz, bo Green Velo to w większości scalenie istniejących tras i oznakowanie ich znaczkiem Green Velo.

 

Jednakże trzeba gdzieś jeździć, więc może warto nie sugerować się znaczkami, tylko wybrać się na świetną podróż. A taką żeby dobrze zaplanować, to trzeba to zrobić przede wszystkim od końca. A mianowicie zacząć od ustalenia ilości planowanych kilometrów i sposobu powrotu. Wracać można rowerem lub pociągiem.

 

Przedstawiamy Wam subiektywnie 3 najlepsze widokowe, rowerowe trasy na Podlasiu!

Jedziemy pociągiem do Osowca. Zwiedzamy bunkry, kładki i ruszamy w drogę, Biebrzańskim Parkiem Narodowym. – piękną, wyasfaltowaną drogą. Następnie kierujemy się na Zajki i dojeżdżamy do Tykocina. Tam mamy do wyboru jazdę drogą rowerową przez Jeżewo lub Złotorię. Kończymy w Białymstoku. Na trasie praktycznie cały czas mamy asfalt i niesamowite widoki.

Długośc trasy: ok. 80 km

Druga trasa prowadzi przez wspaniałe kładki Waniewo – Śliwno. Zaczynamy w Łapach, ruszamy w stronę Waniewa. Następnie przeprawiamy się przez rozlewiska i ze Śliwna jedziemy na zerwany most w Kruszewie. Kolejny punkt to Białystok.

Długość trasy: ok. 55 km

Kolejna trasa prowadzi z Białegostoku i kończy się w Białymstoku. Jedziemy do Supraśla, tam następnie kierujemy się do Grabówki. W Krasnym Lesie skręcamy w prawo i mijamy jezioro i bagna. Wyjeżdżamy w Grabówce, a dalej ruszamy w stronę Białegostoku.

Musimy dodać, że widokowych, rowerowych tras jest więcej. Jednakże pokonanie każdej z nich to zwykle około 100 km i więcej. Więc tylko dla hardcorowców!

Wielokrotnie można się spotkać z opinią, że Podlaskie to skansen względem rozwoju reszty Polski. Gospodarczo nie ma co do tego wątpliwości, jednakże walorami przyrodniczymi bijemy resztę Polski na głowę. Są oczywiście piękne górskie i morskie rejony w naszym kraju, jednakże taka mieszanka przyrodnicza jak w Podlaskim nie występuje nigdzie. Puszcza Augustowska, Białowieska i Knyszyńska, a także Biebrzański, Narwiański i Wigierski Park Narodowy. To nie wszystko jeszcze mamy Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi, a także wiele bagien. Dla laika to tylko lasy i łąki. Prawda jest taka, że Podlaskie może gospodarczo się rozwijać posiadając taką przyrodę.

 

Puszcze, Parki Narodowe i Krajobrazowe, a także bagna to miejsca, gdzie żyje bardzo wiele różnych gatunków dzikich zwierząt i ptaków, których nie zobaczymy wychodząc na ulicę przed blokiem. Niektóre zwierzęta – takie jak Wilki czy Rysie trzymają się z dala od ludzi. Żubry czy Łosie zaś śmiało wychodzą. Wszystkie te walory są dostrzegane przez lokalne władze, jednakże każdy samorząd dba tylko o swoje poletko. Nie widać, by była jakaś spójna inicjatywa, która połączyłaby wszystkie wspaniałe miejsca na Podlasiu jako jedną całość, jako atrakcje turystyczną.

 

Tak jak przyjeżdżamy do Rzymu. Tam obejście wszystkich wspaniałych architektonicznych cudów polega na zwiedzaniu ich po kolei. Wystarczą odpowiednie materiały turystyczne, by każdy chętny mógł w tym przypadku piechotą obejrzeć wszystko co interesujące. U nas nawet nie ma porządnej mapy z absolutnie wszystkimi miejscami sensownie połączonymi na różne sposoby. Powody są dwa: brak pieniędzy na taką inicjatywę oraz brak większego zainteresowania ze strony władz by monetyzować „Podlaski skansen” i ściągać tutaj turystów z całego świata w takich ilościach, w jakich przyjeżdżają oni do krajów Ameryki Południowej. U nas jednak zamiast tego narzeka się, że nikt nie chce przyjechać bo nie ma lotniska oraz porządnych dróg.

 

Warto zauważyć, że mamy podobny problem co rudy chłopiec, z którego wszyscy się śmieją. Ten płacze i narzeka, że nie jest przystojnym blondynem. A zamiast tego mógłby zostać Edem Sheeranem i porwać swym urokiem cały świat. Gdyby tylko wiedział, że ma potencjał.

Na Podlasiu pobito wiele rekordów Guinnessa. Pora przypomnieć jeden z nich. Owa próba nastąpiła w 2012 r. w Goniądzu nad rzeką Biebrzą i dotyczyła…ptaka.

 

Akcję zorganizował Klub Ptaków Polskich, skupiający rodziny o ptasich nazwiskach. Wraz z przyjaciółmi ułożyli sylwetkę orlika grubodziobego. W wydarzenie zaangażowało się w sumie ponad 2, 5 tys. osób przebranych w brązowe, białe i czarne koszulki

 

Miejsce oczywiście nie było przypadkowe. Biebrzański Park Narodowy to już ostatni bastion w Polsce, gdzie można zobaczyć orlika. W zabawie chodziło więc nie tyle o bicie rekordów, co o zwrócenie uwagi na jego ochronę. Ptak wymaga wilgotnych siedlisk, więc koniecznością jest dbanie o odpowiedni poziom wody, m.in. poprzez regularne koszenie łąk.

Wiejska ławeczka. Dla przejezdnych to lokalny monitoring. Dla mieszkańców osad to miejsce spotkań, szczerych rozmów czy nawet śpiewów. Oczywiście młodych na niej nie zobaczymy. Do ławeczki trzeba bowiem…dojrzeć. Niestety, nawet wśród starszych mieszkańców wsi są już rzadziej wykorzystywane. Obyczaj powoli zanika.

 

Jeszcze 10 lat temu nie można było wyobrazić podlaskiej wsi bez ławeczki. Zdawałoby się, że na stałe wpisały się w tamtejszy idylliczny krajobraz. Czasy się jednak zmieniają. Dzisiejsze osady coraz częściej przypominają miasta. Przybywa murowanych budynków, często bogato zdobionych. Ich właścicielami są bowiem uciekinierzy z aglomeracji. Rosnąca liczna ”obcych” na wsi zmienia jej obraz.

 

Trudno sobie wyobrazić, aby Warszawiak pasjonował się przejeżdżającymi autami po jedynej drodze na wsi. Bo co innego można obserwować z wiejskiej ławeczki. Starszych na ławeczce można porównać do obserwatorów wyścigów formuły 1. Głowę przekręcają z lewa do prawa, skupiając wzrok na maszynie.

 

Podlasie wsie, zresztą jak w całym kraju powoli się wyludniają. Z wielu zabudowań zamieszkałych zostaje kilka. Są to najczęściej Ci, których rodzina nie rusza się ze wsi od pokoleń. Zbyt bardzo przywiązani do rodzinnej ziemi, nawet nie myślą o przeprowadzce, nawet jeśli nie ma już z kim porozmawiać. Wiejskie ławeczki służyły właśnie konwersacjom, zapewne nie raz przy małym piwku.  

 

To tam plotkowano, gadano o wszystkim i o niczym, a więc o przysłowiowych tirach i naczepach. Do ławeczki trzeba jednak dotrzeć. Ci, którzy pamiętają czasy jej świetności, często są już schorowani. Nieraz poruszanie się po domostwie sprawia problem. Dojście do ławeczki stanowi więc swego rodzaju mission immposible.

 

Każda ławka to inna historia. Często poniszczone stanowiły jedyne źródło rozrywki dla mieszkańców wsi. Widząc je mamy mieszane uczucia. Jedni pytają ”Po co oni tak się gapią’?’, drudzy stwierdzają ”Ależ to urocze”. Miejmy nadzieje, że ławeczki nie znikną na stałe. Na wiejskie salony raczej nie wrócą, ale tradycja być musi!

 

Mięso ryb żyjących w Biebrzy, zwanej kiedyś Bobrą, jest jedyne w swym rodzaju. Ryby mają tu obfitość pożywienia, zaś woda w zbiornikach wodnych jest czysta, pozbawiona chemii. Wszystko to przekłada się na wyjątkowy smak i aromat mięsa złowionych okazów. Mięso z leszcza jest bardzo delikatne, białe, nie zawiera dużo tłuszczu, co ucieszy dbających o linię.

 

Wykorzystanie wyjątkowej jakości tych bardzo świeżych ryb dało okazję do stworzenia niepowtarzalnej lokalnej potrawy. Recepturę na biebrzańskiego leszcza w zalewie octowej przekazuje się z pokolenia na pokolenie. W lodówce danie może stać aż do 3 miesięcy. Po kilku dniach od przygotowania produkt zyskuje nieprawdopodobny smak. Niebo w gębie. W 2011 r. potrawa otrzymała I miejsce w konkursie ”Nasze Kulinarne Dziedzictwo”, a rok później przeyznaną jej nagrodę ”Perły” na poznańskich targach.

Ogrody Przyjazne Przyrodzie. Tak właśnie nazywa się organizowany przez Biebrzański Park Narodowy konkurs dla mieszkańców gmin lezących na jego terenie. We wzorowym ogródku nic nie może się marnować. Pozornie niepotrzebne przedmioty mogą stać się dekoracją, która zachwyci nie tylko znajomych.

 

Ogród stanowić powinien schronienie dla licznych zwierząt, jeży czy też drobnych płazów i gadów. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem jest tradycyjny drewniany płot. Obecnie wiejskie ogrody upodobniają się do tych z miast. Idealnie przystrzyżona trawa czy krzewy nie są jednak dobrym miejscem dla dzikiej przyrody.

 

Każdy właściciel posesji, których ogród spełnia ”naturalne” kryteria może przystąpić do konkursu. W sumie zasięg akcji obejmuje 14 nadbiebrzańskich gmin. Ma ona na celu promocję przyjaznych praktyk ogrodniczych i zachęcenie do obcowania z przyrodą. Na zgłoszenia organizatorzy czekają do 10 sierpnia. Po więcej informacji zapraszamy na stronę: https://www.biebrza.org.pl/

Tego kuca choroba się nie ima. Dzieci go kochają. Konik Polski świetnie radzi sobie w każdych warunkach. Kilkadziesiąt sztuk odnajdziemy w specjalistycznej zachowawczej hodowli na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Koniki Polskie hodowane są nie tylko po to by gatunek przetrwał. Pomagają one również w dużym stopniu przyrodzie. Traktuje się je jako żywe kosiarki.

 

Na podmokłych terenach bagiennych zjadają nadmiar roślin. To zaś ułatwia życie innym zwierzętom, głównie ptakom, którym zarośla nie sprzyjają. Konik Polski nie należy do wybrednych. Smakoszem go nie nazwiemy. Zadowoli się nawet pędami. Do dyspozycji oddano im 214 ha. Teren jest ogrodzony aby uniknąć niespodzianek. Od każdej wiosny żyją bez dachu nad głową i nie są dokarmiane. Muszą sobie radzić same. Jako że mają skłonności do amorów, hodowla szybko się rozrasta. Dlatego też często się je sprzedaje.

Na podlaskiej  wsi wszystkie święta religijne mają niezwykle barwną i bogatą oprawę. Dzieje się tak, ponieważ obok treści sakralnych ważną rolę odgrywa tam tradycja i ludowa obrzędowość. Nie inaczej jest podczas Święta Bożego Ciała. 

 

Szczególne właściwości magiczne przypisywano zebranym z ołtarzy kwiatom, wiankom i gałązkom. Do wicia wianków używa się do dziś wielu ziół i traw, bo jak mówi stare przysłowie: ”Każde ziele mówi: święć mnie”. Były używane zioła o znaczeniu leczniczym i gałązki drzew chroniących od piorunów. Wśród ziół najważniejsza była bylica boże drzewko – ziele o czarodziejskiej mocy.

 

Na terenach położonych nad Narwią, starzy ludzie, szanujący dawny zwyczaj, powiadają że w wielu domach wito po dziewięć małych wianków. Każdy z nich był z innego ziela. Wianki takie kładziono pod podwaliny nowo budującego się domu, a także w stodole pod pierwszy przywieziony z pola snopek zboża. Kadzono nimi ponadto naczynia do rozczyniana mąki, tzw. dzieże. okadzano także chorych na gardło. Wierzono np., że rozchodnik i macierzanka rozpędzają chmury gradowe.  

 

Zioła, które wykorzystywano do wianków i bukietów stosowano jako lekarstwo przeciwko wszelkim dolegliwościom. Według wierzeń uzdrawiały one ludzi, ale chroniły też bydło od zarazy, a dym ze spalonych wianków odpędzał ponoć chmury gradowe. Poświęconej macierzanki używano do okadzania krów podczas cielenia, lubczyk leczył ból gardła, dzięki rozchodnikowi ustępowały wszystkie choroby, a gałązki leszczyny były niezawodnym środkiem od piorunów i grzmotów.

Biebrzański Park Narodowy to istny raj dla ptaków i …ornitologów. Nie ma w Polsce takiego drugiego miejsca. Wszystkich gatunków skrzydlatych przyjaciół nie sposób wymienić. Jednym z mniej znanych ptaków jest z pewnością wodniczka. Okazuje się, że pojawia się w miejscach, gdzie jeszcze kilka lat temu próżno było jej szukać.

 

Ponad 20 procent światowej populacji wodniczek mieszka właśnie nad Biebrzą. Dlatego też nie ustają wysiłki mające na celu ich ochronę. Za działaniami idą konkretne kwoty. Na samo usuwanie zakrzaczeń czy koszenie bagiennych łąk wydano ponad 6 mln euro. Jest to konieczne gdyż zarośnięte tereny nie należą do ulubionych. Wodniczki po prostu z nich uciekają. Naukowcy zaobserwowali, że na wykoszonych 250 ha szybko pojawiły się pierwsi mieszkańcy. Aby swego rodzaju ”osiedle” wodniczek się rozrastało, należy przeprowadzać podobne akcje. Dlatego też nawiązuje się współpracę z innymi krajami.

 

Wodniczka była niegdyś powszechnym ptakiem. Występowała w całej Europie, lecz jej populacja spadła ze względu na osuszanie podmokłych terenów. Jako jedyna przedstawiciel wróblowatych zagrożony jest wyginięciem. Na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego naliczono 15 tys. par.

 

Władze Biebrzańskiego Parku Narodowego robią wszystko aby wykosić jak najwięcej hektarów łąk. Same jednak nie dadzą rady. Dlatego też pomocy szukają u…krów. 

 

Koszenie podmokłych terenów jest koniecznością. Zapobiega to bowiem ich zarastaniu, a większość zwierząt preferuje otwarte przestrzenie. Chodzi tu zwłaszcza o ptactwo wodno-błotne. Powstała więc idea masowej dzierżawy łąk rolnikom. Czeka na nich blisko 600 ha. Cenę wejściową przetargu ustawiono tak nisko, aby większość zainteresowanych farmerów mogła w nim uczestniczyć.

 

Działki będzie można dzierżawić nawet na pięć lat. Przynajmniej raz w roku rolnicy muszą skosić nabyte tereny. Jako, że większość z nich to siedliska zwierząt, użycie mechanicznych kosiarek nie wchodzi w grę. Konieczne jest użycie siły własnych rąk. Alternatywą jest też kosiarka rotacyjna w postaci krowy. Za taki wypada dodatkowo otrzymają dodatkowe unijne dopłaty. 

 

Do tej pory Park dzierżawił jedynie 6, 3 ha łąk. Nie wszyscy jednak wywiązują się z umów. Dług rolników osiągnął już milion złotych. Jak się tłumaczą dzierżawcy? Winę zrzucają na urzędników i problemy z wypłatą dopłat.

 

Carska droga przed laty posiadała charakter strategiczny. Łączyła takie twierdze jak Łomża, Osowiec czy Grodno. Biegnie ona wśród biebrzańskich bagien stanowiąc ścieżkę edukacyjną. Trasa od Strękowej Góry do Twierdzy Osowiec to nie lada gratka dla miłośników przyrody i fotografii.

 

Carska droga dzięki pieniądzom z unii europejskiej została solidnie wyremontowana. Powstała ścieżka rowerowa, miejsca postojowe czy tablice informacyjne. Jako, że droga pozbawiona jest większych zabudowań czy reklam wielkopowierzchniowych pokonuje się ją niezwykle przyjemnie.

 

Do największego kompleksu bagien łąkowych wprowadzi nas drewniana kładka o długości 400 m. Z pewnością zobaczymy rzadkie gatunki ptactwa a czasem nawet i samego łosia. Obserwację ułatwiają specjalnie przygotowanego do tego wieże. Na tzw. Grobli Honczarowskiej odbywają się co roku mistrzostwa w sianokosach, które ściągają zawodników z całej Europy.  Zapobiega to niszczeniu bagiennych traw. Na deser czeka nas wizyta w Twierdzy Osowiec. Okopy, dawna fosa z wodą i pozostałości budowli fortecznych na pewno pozostaną w pamięci na długo.

Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że każdy w dziesięciotysięcznych Mońkach ma kogoś z rodziny za oceanem. Emigracja zaczęła się jeszcze w czasach PRL-u. Dzięki przesyłanym pieniądzom, miasteczko bardzo prężnie się rozwijało. Nawet Pewex działał lepiej niż w samym Białymstoku. Nie bez powodu więc Mońki ochrzczono dolarowym zagłębiem.

 

Parlament Chicago postanowił uczcić mieszkańców Moniek, którzy od lat ciężko pracują w stolicy stanu Illinois. Tym samym przyczynili się do jego dobrobytu. ”Ziemią Moniecką” nazwano jedno z ważniejszych skrzyżowań. Na uroczystość zaproszono burmistrza Moniek oraz jedną z radnych. Jak na polską tradycję przystało, ważne wydarzenie poprzedziła msza święta. Odbyła się ona w Bazylice św. Hiacynta

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało listę najbardziej popularnych imion nadanych w ubiegłym roku. Choć na wymyślenie imienia rodzice mają zwykle trochę czasu, nieraz decyzję podejmują dopiero po narodzinach. Ile głów, tyle pomysłów. Presję wywierają dziadkowie, przyjaciele, a nawet sąsiedzi. 

 

Zaskoczymy wszystkich. Na Podlasiu nie dominuje Brajan i Angela. Na czoło wśród chłopców wysunęły się takie imiona jak Jakub, Szymon czy Antonii. Stawia się więc na klasyczne pozycje. Na szarym końcu odnajdziemy takie imiona jak Maksym, Władysław i Albert. Brajanów zarejestrowano tylko pięciu. Szok i niedowierzanie! Jeśli chodzi o dziewczynki, najbardziej popularna okazała się Zuzia, która nieznacznie wyprzedziła Julię i Hannę. Na przeciwległym biegunie znalazła się Vanessa, Nicole czy Sabina.

 

Jak widać rodzice z Podlasia stosują raczej konserwatywne podejście przy wybieraniu imion. Całkiem inaczej jest w Warszawie. Tam zarejestrowano, delikatnie mówiąc dosyć egzotyczne imiona, jak Maxim czy Nathan.

 

 

Przewozy Regionalne i w tym roku zachęcają  do aktywnego spędzenia długiego weekendu. Dlatego też przygotowały specjalną ofertę dla rowerzystów. Nasz sprzęt przewieziemy jedynie za 7 zł. Kursy odbywają się z Białegostoku w kierunku Narwiańskiego i Biebrzańskiego Parku Narodowego.

 

Na obrzeża tego pierwszego dojedziemy w niecałe pół godziny. Wysiadając w Uhowie od razu możemy udać się na rowerową wycieczkę. Zajmie ona nawet cały dzień. Jest to więc propozycja dla wytrwałych.  Podróż do Osowca, gdzie to znajduje się siedziba Biebrzańskiego Parku Narodowego zajmuje z kolei godzinę. Na miejscu czeka już na nas 23 km ciekawej trasy. Po drodze kładki, wieże i platformy. Wszystkie szlaki edukacyjne są oznaczone odpowiednim kolorem. Dzięki licznym tablicom informacyjnym niczego nie przegapimy.

Jeśli chcemy poznać bliżej kulturę, tradycję i litewską kuchnię, nie można tego przegapić. 29 kwietnia przy Siedzibie Biebrzańskiego Parku Narodowego w Osowcu – Twierdzy, odbędą się targi „Smaki pogranicza”. Na tegoroczną edycję zaproszono ponad 90 wystawców.

 

Na miejscu zapoznamy się pracami artystów rękodzieła ludowego. Będziemy mogli podziwiać chociażby hafty, plecionki czy pisanki. Nie zabraknie również zdrowej żywności więc z pewnością nie powrócimy do domów z pustym żołądkiem.

 

Targi mają na celu przybliżyć kulturę gminy Puńsk, zamieszkałą przez litewską mniejszość, która przez cały czas zachowała swoją tożsamość. Dzięki temu zaprezentuje wszystkim swoje dziedzictwo. Z targami łączy się happening ”Wiosna nad Biebrzą”. Na zainteresowanych czekają warsztaty plastyczne o ptasiej tematyce, zabawy w plenerze, pokazy lutnictwa bądź też zajęcia garncarskie. Wszyscy uczestnicy otrzymają pamiątkowe podarunki.

 

Spotkać tego ptaka to nie lada zaszczyt. Mieszka w podmokłych lasach unikając człowieka jak ognia. Bocian czarny, bo o nim tu mowa jest niczym biały kruk. Wyjątkowy w każdym calu. Potocznie nazywa się go hajstrą. Podlasie to jeden z nielicznych terenów gdzie można na niego wpaść.

 

Podczas gdy zwykłe białe boćki cieszą się uznaniem, stanowiąc symbol szczęścia, to bocian czarny nie kojarzył się dawniej dobrze. Wszystko przez jego ubarwienie piór, uznawane jako dosyć żałobne. Uważa się je jako pustelników, chociaż w chwili odlotu widywano stada liczące nawet do 100 bocianów czarnych.

 

Tak, jak biali kuzyni, wędrują do Afryki. Wiele z nich jednak nie dolatuje na miejsce. Ptaki wracają do nas w okolicach kwietnia. Zwykle posiadają nawet kilka gniazd. Dlatego też niektóre z nich pozostają puste nawet na kilka lat. 

 

Utarła się opinia, że nigdy nie można spotkać bociana czarnego przy białym krewniaku. To mit. Żerować mogą obok siebie, lecz raczej się nie dogadają. Bocian czarny nie klekoce, a porozumiewa się tylko i wyłącznie gestami. Ptaki te nadal skrywają tajemnice. 

Długołęka. Z pozoru mała wieś, jakich to wiele w Polsce. Tak naprawdę jest jedyna w swym rodzaju. Zyskała miano najbardziej europejskiej miejscowości na Podlasiu. Jej dzielnice to bowiem Paryż i Warszawa. Jeśli więc nie posiadamy jeszcze planów wakacyjnych,  obierzmy kierunek na Długołękę. Kto w końcu mógłby przegapić możliwość ekspresowej podróży przez europejskie stolice? To jedynie półtorej minuty…traktorem.

 

Wszystko zaczęło się od…pijaństwa. Według opowieści, w lokalnej karczmie, na początku XIX w spotkały się wojska Napoleona z oddziałami Księstwa Warszawskiego. Winny maraton trwał w najlepsze, aż w końcu któryś z żołnierzy uznał, że miejscowość trzeba podzielić po równo. Chociaż Wieży Eiffla próżno nadal szukać w Długołęce, zamiast zabytku z pewnością spotkamy się z życzliwością mieszkańców.

Kruszyn to niewielka miejscowość położona w powiecie monieckim. Skoro o niej piszemy musi się czymś wyróżniać. Tym razem chodzi o tradycję…imprezowania. Po nabożeństwie czerwcowym wszyscy mieszkańcy wsi spotykają się na moście, bawiąc się do białego ranka. Przed tańcami nie ma ratunku.

Nikt nie wywinie się tradycji.  Zwykle pierwsze na moście zjawiają się panie, które kuszą panów swymi wdziękami. Nie potrzeba wysiłku aby zdobyć partnerkę do tańca. Wystarczy ”prosto z mostu” poprosić o chwilę towarzystwa. Aby mieć siły na pląsy należy się porządnie posilić. Dlatego też zwykle przygotowuje się bufet ze smakołykami. Zwykle zaleca się również zabranie za sobą śpiworów. Wystarczy uważać, aby impreza nie poszła o jeden most za daleko.

Kiedyś to były czasy. Panny można było wrzucić do koryta i sadzawki bez konsekwencji. Teraz za takie działania, do aresztu może nie trafimy, ale każda ceni sobie nietykalność. Ciało to bowiem świątynia. Dzisiaj w lany poniedziałek w mało kto kultywuje dawne tradycje. Jeśli już ktoś się polewa to w minimalnych ilościach. Zamiast wiader czy konewek używa się mikroskopijnych jajeczek jako sikawkę.

Śmigus dyngus wywodzi się z czasów pogańskich. Oczywiście był więc początkowo zwalczany przez kościół. Nie miał jednak wyjścia. Przywiązanie do mokrego zwyczaju zakorzeniło się na dobre. Polewanie wodą miała oczyszczać z grzechów i cielesnych nieczystości. Ponadto miał przywoływać przyszły deszcz, niezbędny do udanych zbiorów.

Dziewczyny przed laty nie miały oporów przed polewaniem. Jeśli któraś w poniedziałek była sucha, oznaczało to, że nie ma powodzenia u płci przeciwnej. Panowała zasada – im piękniejsza dziewczyna, tym więcej wody na nią przeznaczano. Wizyta w stawie stanowiła zaś spełnienie najskrytszych marzeń. Dlatego też panny wystawiały się nawet na publiczny widok. 

Według dawnych zwyczajów, za oblewanie wodą w świąteczny poniedziałek kobiety po świętach wielkanocnych aż do Zielonych Świątek mogły brać odwet na mężczyznach i również lać ich wodą.

Każdy z nas chce dobrze wyglądać, a w święta to już w ogóle. W kościele każdy musi zwrócić na nas uwagę. Szczególnie ważna jest nieskazitelna skóra. Nie potrzeba jednak markowych kosmetyków. Jeszcze w pierwszej połowie XX w. w wielu podlaskich domach do koszyczka ze święconką wkładano małą buteleczkę wody, w której wcześniej gotowane były jajka.

Po powrocie do domu ze święconką młode dziewczyny obmywały sobie twarz pobłogosławioną przez księdza wodą. Wierzono powszechnie, że zlikwiduje ona wszelkie niedoskonałości w postaci pryszczów czy piegów. Doskonała kuracja! Warto spróbować. W końcu woda jest tańsza niż chemiczne specyfiki. Wodę święconą można stosować też do innych celów, ale o tym napiszemy już wkrótce.

Jednym z elementów świątecznego śniadania jest zwyczaj dzielenia się jajkiem. Choć nie każdy lubi składać życzeń, tego dnia odmówić jednak nie wypada. Jako że Wielkanoc stanowi połączenie tradycji chrześcijańskich i pogańskich, wiąże się z nią wiele przesądów związanych ze święconką. Praktykowano je głównie na terenach nadbużańskich.

Czasami jedno poświęcone jajko trzymali aż do późnego maja. Wówczas gospodarze szli na pole gdzie rosło żyto i zakopywali w ziemi jajko razem z kością po szynce wielkanocnej. Obok zaś sadzili poświęconą gałązkę wierzbową. W dniu rozpoczęcia żniw odkopywano jajko i uroczyście zjadano dzieląc się nim jak na Wielkanoc. Taka praktyka miała zapewnić pomyślne zbiory.

Powszechnie przestrzegano zasady, by święconki nie wyrzucać, ani nie poniewierać. Jeśli zostały resztki pokarmu, zbierano go  i wysypywano pod drzewka owocowe, wierząc że wyrośnie z nich marynka — ziele o białych kwiatkach. Okruchy dawano również kurom by lepiej się niosły. Od nadmiaru jaj głowa przecież nie boli. Również ich skorupki były dokładnie sprzątane. Dawano je ptakom  lub wysiewano do ziemi podczas siania lnu.

Kończy się Wielki Post a zaczyna czas świątecznego obżarstwa. Przed laty, również na Podlasiu, okres ten witano w niezwykły sposób. Wszystko działo się późną porą w Wielki Piątek, bądź też rankiem w Wielką Sobotę. Jako, że główną potrawą spożywaną w poście był żurek, wylewano go całymi garnkami na ziemię. Czasem nawet zakopywano całe naczynia. Nieraz  do środka dodawano jeszcze trochę popiołu. Był to znak nastania końca pokuty. Ową tradycję nazwano ”pogrzebem żuru”. 

 

Ciekawy los czekał również śledzie. Wybierano tego najbardziej okazałego i przybijano do drzewa.  Niekiedy była to sztuczna ryba wycięta z drewna lub tektury. Śledzia w ten sposób karano za to, że przez całe sześć tygodni  wypierał inne potrawy. Był więc swego rodzaju ”dominatorem”. Wieszanie ryby odbywało się z uśmiechem na ustach. W końcu można było jeść do syta.

To jedyny taki szlak turystyczny w Polsce. Powstał dzięki nurkom lubujących się w Biebrzy. ”Po drugiej stronie lustra” to świetna propozycja dla turystów odwiedzających Goniądz. Wystarczy tylko dać nura!

 

Przygotowania do utworzenia szlaku zaczęły się już 20 lat temu. Rzekę trzeba było w końcu porządnie oczyścić. Oprócz śmieci odnajdywano również przedmioty o wartości historycznej. Szlak jest czynny od maja do października. Składa się on z czterech tras. Pierwsza z nich nie wymaga zezwoleń Biebrzańskiego Parku Narodowego.

 

Możemy w niej zanurzyć się na głębokość nawet siedmiu metrów. Pozostałe trzy trasy to już wyższa szkoła jazdy. Oprócz głównego nurtu obejmują zanikające powoli meandry Biebrzy. W podwodnym spływie może brać udział maksymalnie osiem osób. Du nurkowania potrzebujemy jedynie podstawowego sprzętu. 

 

Pomiędzy Tykocinem a Knyszynem odnajdziemy malownicze wzgórze. Na nim powstało Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. Miejscowość Krypno, w którym się znajduje od lat jest często odwiedzana przez pielgrzymów z całego kraju.

Początki kultu sięgają cudownych wydarzeń z XIII w. Wówczas to obraz Matki Bożej pojawił się na drzewie. Pod lipą znajdowała się krypa, a więc wodopój dla koni. Stąd też nazwa miejscowości. Obraz próbowano wiele razy przenieść do kościoła w Knyszynie. Jeden z duchownych usłyszał głos: ”Ja w Knyszynie nie będę”.

Dlatego też postanowiono w miejscu znalezienia obrazu postawić kaplicę. Przetrwała ona do 1625 r.  Kościół, w którym odnajdziemy replikę cudownego obrazu zbudowano pod koniec XIX w. Za sprawą wizerunku Matki Bożej doszło do licznych przypadków uzdrowień. Dlatego też przed swoje oblicze przyciąga rzesze osób cierpiących.

W miejscowości Krypno położonej na terenie powiatu monieckiego poczujemy się jak w czasów sarmatów. Powstała tam bowiem wieś tematyczna ”Pacowa chata”. Przysiółek szlachecki ma na celu zachowanie tradycji dla zachowania narodowej tożsamości.

 

Na miejscu poznamy atmosferę XVI- to wiecznej Polski. W szlachecką rzeczywistość wprowadzą nas właściciele, którzy już na progu powitają nas w dawnych strojach. Pacowa Chata pełni również rolę prywatnego muzeum. Wszystkie zbiory pochodzą z regionu Podlasia. Są to eksponaty etnograficzne, historyczne i militaria. Przysiółek umożliwi również poznanie smaków, jakimi raczyła się szlachta. Poza tym uzyskamy garść informacji na temat zabaw, broni czy monet. Ciekawscy odnajdą herb swego rodu. Muzeum mogą odwiedzać zarówno osoby prywatne, jak i grupy zorganizowane.

W Polsce spotkamy ich zaledwie 200 par. Większość oczywiście na Podlasiu, a dokładnie w dolinie rzeki Biebrza. Dlatego też wylądowały na…herbie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Bataliony, nazywane dawniej bojownikami najczęściej można spotkać w czasie przelotu.

 

Nazwę te tajemnicze ptaki zawdzięczają swoim męskim przedstawicielom. W okresie godów dochodzi do licznych starć i bójek. Trwać mogą one nawet cały dzień. Warto dodać, że w trakcie trwania okresu zalotów, każdy samiec przybiera inną barwę piór. Nie ma problemu więc z odróżnieniem poszczególnych osobników. Walkom nie towarzyszą żadne odgłosy. Ptaki po prostu puszą się i podskakują. To wszystko w absolutnej ciszy.

 

Bataliony są świetnymi lotnikami. Pokonują nawet do 15 tys. km. Tyle ich dzieli bowiem od zimowisk do gniazd. Jeszcze w latach 80-tych dosyć łatwo było go spotkać. Obecnie znajduje się pod ścisłą ochroną gatunkową. Duży ubytek populacji nastąpił w wyniku zakładów myśliwych. Obstawiali oni, kto odstrzeli dwa idealnie ubarwione koguty.

Początek II Wojny Światowej. Rosjanie wzdłuż rzeki Biebrza tworzą umocnienia. Pośród cierpień wielu niewinnych ludzi narodziła się miłość. Gruziński konstruktor  Olek zakochał się bez pamięci w miejscowej dziewczynie o imieniu Maria. W obawie o przyszłość zgromadzili oszczędności, ukrywając je w bunkrze. Młodzi nie chcieli czekać. Szybko wzięli ślub i przygotowywali się do ucieczki za granicę.  Plany zniweczyli Niemcy.

 

Młody inżynier zaginął w czasie walk. Ukochana starała się ze wszystkich sił go odszukać. Ślad doprowadził ją aż do łagru w Grodnie. Tam przekupiła strażnika aby choć na chwilę porozmawiać z mężem. Na miejscu oznajmiła, że spodziewa się dziecka. Wtedy usta mężczyzny wypełniły się krwią. Kula przeszyła jego głowę na wylot. Wydarzenie doprowadziło dziewczynę do załamania. Chciała popełnić samobójstwo. Nie mogła liczyć na rodzinę. Gdy myślała, że zostanie sama, zainteresował się nią jej dawny znajomy, zwany Kulawcem. Mimo że zakochał się w Marii, do dziecka czuł tylko nienawiść.  

 

Kilka dni przed porodem zamurował dziewczynę w bunkrze. Przez mały otwór codziennie dostarczał jej jedzenie. Nakazał też zabić dziecko gdy te tylko przyjdzie na świat. Maria nie miała sumienia tak postąpić. Gdy Kulawcem rankiem usłyszał płacz niemowlaka, wpadł w furię. Odmurował otwór i…no właśnie. Nikt dokładnie nie wie, co się wydarzyło dalej. Jedni twierdzą, że zabił Marię i dziecko. Drudzy są przekonani, że ocalił ich w zamian za ukryte wcześniej skarby. Na biebrzańskich bagnach nieraz jednak widywano kobietę pogrążoną w obłędzie. Tam też znaleziono jej martwe ciało. Wiele osób widziało białą sowę wlatującą do bunkra, gdzie niegdyś zamurowano Marię. Nad Biebrzą wierzy się, że dusze dziewczyn zmarłych z miłości zmieniają się w śnieżnego ptaka.

 

Dużą atrakcją dla fanów historii i militariów jest Twierdza Osowiec, nazywana również polskim ”Verdun”. Odnajdziemy ją kilkadziesiąt kilometrów na północ od Białegostoku, w powiecie monieckim. W 1988 r. wpisano ją do rejestru zabytków. Niegdyś stanowiła istotny element umocnień imperium rosyjskiego, doskonale wykorzystując walory obronne bagien biebrzańskich. Budowę twierdzy zaczęto w 1882 r. by zakończyć 10 lat później. Towarzyszył jej rozkwit gospodarczy regionu.

 

Wzrósł transport kolejowy i rozwinął się handel. Do wybuchu I wojny światowej prowadzono prace modernizacyjne, które skupiały się na wzmacnianiu ceglanych budowli dolewkami betonu. W sumie stworzono cztery forty – Centralny, Zarzeczny, Szwedzki i Nowy. Umocnienia zdały swój egzamin celująco. Żołnierze opuścili twierdzę dopiero ze względu na niekorzystną sytuację na froncie. W czasie II Wojny Światowej, sam fakt jej istnienia odstraszył wroga, do czego przyczyniły się również zapory przeciwczołgowe.

 

Na terenie tego pierwszego fortu, dzięki Osowieckiemu Towarzystwu Fortyfikacyjnemu, utworzono Muzeum Twierdzy Osowiec. Oddano również do zwiedzania trasę historyczno – przyrodniczą. W podziemiach budowli wojskowych znajduje się jedno z największych zimowych nietoperzy w Polsce. Ze schronami wiążą się liczne legendy. Oprócz czarnej damy mamy tu też tunel śmierci, gdzie pokutuje duch rosyjskiego oficera.

Wschodnie regiony Polski pełne są mistycyzmu. Liczne przesądy i zabobony niegdyś stanowiły nieodłączny element codzienności. Na Podlasiu wierzy się, że niektóre zwierzęta mogą przewidzieć śmierć. Najczęstszym zwiastunem jest wycie psa. Wydaje się, że to nic szczególnego. Psy bowiem wyją w innych sytuacjach. Gdy jednak ktoś z rodziny przebywa choćby w szpitalu, a pysk wyjącego psa skierowany jest ku ziemi, trzeba być przygotowanym na najgorsze.Rzadziej praktykowana wróżba wiąże się z koniem. Jeśli kopał on pod domem gdzie leżał chory, wkrótce zawita tam śmierć. Dawniej uważano również, iż jeśli konie wiozące księdza, obejrzą się za siebie, lub będą spocone, to kostucha czyha w pobliżu. 

Ciekawym zwiastunem śmierci są krety, a właściwie ich kopce pod domem. Zwierzęta miały w ten sposób wyprowadzać duszę z gospodarstwa. Na wsiach panowało również przekonanie, iż nieszczęście przynosi piejąca kura. Dlatego też praktykowano tzw. przemierzanie. Polegało ona na mierzeniu kurą domostwa. Wygląda to dosyć absurdalnie trzeba przyznać. Gdy na progu wypadła głowa, ptaka należało zabić, jeśli zaś ogon, trzeba było go odciąć. Miało to ochronić domownika od szponów śmierci. Ludzie obawiali się ponadto sowy, a dokładnie jej złowieszczego odgłosu ”pódź, pódź”. Jeśli taki dźwięk unosił się w powietrzu, nie było już ratunku.

Co roku we wrześniu nad Biebrzą organizowane są mistrzostwa świata. Panowie walczą na kosy. Na szczęście nie miedzy sobą. Mają tylko jedno zadanie – jak najszybsze skoszenie stu metrowego pasa bagiennej łąki. Sędziowie poza czasem sprawdzali czy zachowali odpowiednią dokładność czy szerokość. Tym samym dobrą zabawę łączy się z ochroną przyrody. Cenne siedliska BPN mogą być utrzymane tylko przy ścinaniu krzewów czy trzcin.

W ostatniej edycji zawodów wzięło udział 23 zawodników. Oprócz Polaków na starcie stanęli Belgowie, Czesi czy Białorusini. Dzięki uczestnictwie debiutantów wiadomo, że tradycja sianokosów na razie nie zaginie. Osoby, które nie koniecznie pewnie czują się z kosą w ręku, mogły z kolei zmierzyć się w konkursie wiedzy na temat ochrony biebrzańskich łąk. Sianokosy zawsze kończą się występami muzycznymi.

Kontynuując przeglądanie strony, zgadzasz się na ciasteczka Czytaj więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close