Home / Posts Tagged "Siemiatycze"


 

Chyba nic bardziej nie zwiastuje wiosny jak bociany w gniazdach. Jako, że nasze piękne ptaki, głównie mieszkające na Podlasiu szykują się już do lotu, to można przewidzieć, że rychło wraz z nimi pojawi się wiosna. Bociany w Afryce przebywają od RPA, Kongo po Egipt i Izrael. To właśnie na terenie tego ostatniego państwa badacze zaobserwowali „Sejmiki bocianie” czyli wspólne zbieranie się ptaków na polach. Tak dzieje się, gdy nasze bociany planują odloty z Polski lub do Polski.

 

To, że wybierają zawsze nasz kraj nie jest przypadkowe. Są tutaj dla nich idealne warunki do rozmnażania. Czyli umiarkowany klimat, a także pola pełne owadów i… żab. Tego wszystkiego nie brakuje im właśnie wiosną, a także gdy lato nie jest przesadnie suche. Dopiero coraz niższe temperatury oraz suche pola skłaniają te ptaki do odlotów z Polski. Bociany bardzo też lubią towarzyszyć rolnikom przy żniwach. Bowiem kombajny odsłaniają pola i łatwo wtedy o pożywienie. 

 

Najważniejsza jest jednak informacja kiedy może być wiosna. Łatwo to obliczyć. Bociany dziennie lecą od 100 do 200 km. Nie lecą jednak po linii prostej. Cały czas trzymają się wybrzeża. Oznacza to, że przed bocianami z Izraela jest aż 3500-4000 km drogi. Oznacza to, że w Polsce pojawią się za około 20-40 dni. Zatem pierwsze ptaki w gniazdach powinniśmy zaobserwować między 10 a 31 marca. Prognozy długoterminową mówią, że na początku marca może nastąpić ocieplenie. Być może bociany będą dryfować w powietrzu razem z ciepłym wiatrem z powietrza. 

Portal Podlaskie.TV ogłasza I konkurs Najlepsze miasto Województwa Podlaskiego 2018! Stawką jest film promocyjny dla Twojej małej ojczyzny. Stworzymy taki dla zwycięskiego miasta. I teraz najważniejsze – wcale nie wygrywa te miasto, które tylko dostanie najwięcej głosów, liczy się bowiem pracowitość i pomysłowość!

Kto zatem wygra? Najbardziej pracowite społeczności! 

Wyszliśmy z założenia, że najwięcej głosów otrzymałoby te miasto, które ma najwięcej mieszkańców. Jakie szanse miałyby Kleszczele z Białymstokiem? Dlatego sposób na wygraną będzie trudniejszy, bo wymagać będzie internetowej pracowitości danej społeczności. Wygranych ogłosimy Najlepszym miastem Województwa Podlaskiego 2018W nagrodę zaś – stworzymy film promocyjny danego miasta, którym będziecie mogli szczycić się przed innymi. 

 

Konkurs będzie składać się z 5 etapów. 

1. Głosowanie na miasto (Wyliczymy procenty: liczba głosów z liczby mieszkańców – 100 punktów za każdy 1 proc.)

 

2. Bitwa na fotki (miasto z największą liczbą punktów zmierzy się z miastem o najmniejszej liczbie. Fotki z miasta, które otrzyma więcej lajków sprawią, że miasto przechodzi dalej zgarniając punkty przegranego).

 

3. Wybór Miss i Mistera (pozostanie 10 miast, które miało najwięcej punktów. 2 miasta, które zdobędą tytuły Miss lub Mistera przechodzą do finału).

 

4. Wybór Szalonego Dzieciaka (pozostanie 8 miast. Jedno miasto, które zdobędzie tytuł Szalonego Dzieciaka przechodzi do finału).

 

5. Wielki finał (Walka każdego z każdym. Miasto, które dostanie najwięcej głosów – po 3 punkty za każde zwycięstwo, 1 za każdy remis, 0 za przegraną – w potyczkach miasto vs miasto wygrywa wielki finał i zostaje ogłoszone Najlepszym miastem Województwa Podlaskiego 2018 i zdobywa nagrodę).

 

Konkurs i pierwsze głosowanie rusza 1 marca 2018. Do tego czasu rozpowszechniajcie informację wśród znajomych, mobilizujcie się tak, by to Wasze miasto wygrało konkurs!

Dokładne informacje o konkursie:

W województwie podlaskim jest 40 miast. Każde ma identyczne szanse na wygraną. Całość będzie się składać z kilku etapów.

 

Etap 1 – kapitał

Każde z miast dostanie na początku zabawy punkty. Będą one wyliczone na podstawie ilości głosów na dane miasto w proporcji do ilości mieszkańców.

 

Przykład: 

– 1 głos to 1 mieszkaniec. Białystok liczy 296 628 mieszkańców. W głosowaniu otrzymuje 500 głosów. Jest to 0.16 proc. mieszkańców czyli w zabawie tyle samo głosów. Miasto otrzymuje 16 punktów.

 

– Kleszczele liczą 1326 mieszkańców. W głosowaniu otrzymuje 1326 głosów. Oznacza to wynik na poziomie 100.00 proc. Ilość punktów? 10 000 punktów. 

 

– Możliwy jest też wynik powyżej 100 proc. Jeżeli miasto otrzyma 354 proc. będzie to adekwatnie przeliczone na 35 400 punkty.

 

Etap 2 – bitwa na fotki

Nie oznacza to jednak, że małe miasta będą faworyzowane, a dużym będzie trudniej. Dlatego też po drugim etapie odpadnie połowa miast. Silniejsi przejmą punkty tych co odpadli. W drugim etapie będzie turniej miast. Miasta stoczą wirtualną bitwę o punkty między sobą. Głosować zaś będą wszyscy, których przekonacie do głosowania.

 

– Bitwę stoczą ze sobą miasta, które będą miały najmniej punktów z tymi, które punktów mają najwięcej. Do tego doliczone zostaną punkty z drugiego etapu zabawy.

 

– Na przykład najwięcej punktów będą miały Suwałki, zaś najmniej Brańsk. Mieszkańcy obu miast będą wysyłać zdjęcia ze swoich miast. Galeria oraz poszczególne zdjęcia, które otrzymają łącznie więcej „lajków” na Facebooku wygrają dla miasta drugi etap. Głosować może każdy użytkownik Facebooka, więc warto mobilizować kogo się da.

 

– Na przykład Suwałki wyślą łącznie 24 zdjęcia, zaś Brańsk 32 zdjęcia. Galeria tego pierwszego miasta otrzyma „100 lajków”, zaś poszczególne zdjęcia w galerii łącznie 154 lajki. Suwałki dostaną 254 punkty. Wygrywa te miasto, które otrzyma więcej punktów. 

 

– Następnie przegrane miasto odda swoje punkty z poprzedniego etapu wygranemu. 

 

Etap 3 – Miejska Miss i Mister

W tym etapie pozostanie już tylko 20 miast. Każde z nich będzie miało już sporo punktów. Szkoda, by taki kapitał zmarnował się. Uratować miasto może tylko piękna kobieta i przystojny mężczyzna! 

 

– Wszystkie mieszkanki i mieszkańcy z pozostałych w zabawie 20 miast, którzy uważają, że mają nieprzeciętną urodę mogą wysłać swoje zdjęcie oraz weryfikację.

 

– Na zdjęciu musi być odsłonięta twarz, a także widoczna cała sylwetka. 

 

– Zdjęcie może być wykonane profesjonalnie lub amatorsko

 

– Ze zgłoszeniem należy wysłać zdjęcie weryfikacyjne (fotka z kartką w ręku z napisem „konkurs miast”)

 

– Najpierw wszyscy uczestnicy konkursu będą głosować na wszystkie zgłoszenia. Każde zdjęcie oddzielnie (bez informacji z jakiego miasta jest kandydat)

 

– Po głosowaniu wszystkim miastom zsumujemy i doliczymy punkty z głosowania na kandydatów z ich miast

 

– Ostatnim punktem tego etapu będzie wybór Miss i Mistera z 10 kandydatów (również bez informacji o mieście kandydata)

 

– Tu także doliczymy wszystkie punkty miastom, zaś wybór Miss lub Mistera zagwarantuje miastu udział w finale!

 

– 8 pozostałych miast, które po wszystkich podliczeniach będzie miało najwięcej punktów przejdzie do przedostatniego etapu. 

 

Etap 4 – Szalone dzieciaki

W tym etapie ostatnie punkty będą zdobywać szalone dzieciaki. Wystarczy zrobić nietuzinkowe zdjęcia swoim pociechom, a następnie zgłosić do konkursu. Wspólnie wybierzemy najbardziej szalone zdjęcia dzieciaków. W finale znajdzie się miasto z Miss, Misterem, Szalonym Dzieciakiem, a także dwa miasta z największą ilością punktów.

 

– W tym etapie zostanie 8 miast walczących o tytuł Szalonego Dzieciaka i o kolejne punkty

 

– Rodzice wysyłają zdjęcia swoich szalonych pociech z krótkim opisem sytuacji na zdjęciu, a także zdjęcie weryfikacyjne rodzica z dzieckiem i kartką z napisem „konkurs miast”

 

– Tutaj analogicznie jak w poprzednim etapie najpierw uczestnicy głosować będą na wszystkie zdjęcia, potem na 8 finałowych zdjęć Szalonych dzieciaków. Po obu głosowaniach doliczymy punkty, zaś w obu głosowaniach nie będzie znane miasto. Ujawnimy to dopiero, gdy będzie wiadomo, które zdjęcie wygrało. Miasto Szalonego Dzieciaka będzie w finale.

 

Etap 5 – Finał

W finale znajdzie się 5 miast. Te, które zdobędzie tytuł Miss, tytuł Mistera, tytuł Szalonego dzieciaka, a także 2 pozostałe miasta, które w zabawie zgromadziły największą ilość punktów. 

 

– Ostateczne rozstrzygnięcie to będzie głosowanie typu „każdy z każdym”. Czyli seria głosowań „Miasto A czy miasto B”. Każde miasto jak w piłce nożnej dostanie 3 punkty za wygraną, 1 punkt za remis, 0 za przegraną. Pierwsze w tabeli miasto zostaje ogłoszone Najlepszym miastem Województwa Podlaskiego 2018. Zaś Podlaskie.TV wyrusza do zwycięskiego miasta, by nagrać tam film promocyjny.

Pogoda jak na początek lutego jest dosyć zaskakująca. Zwykle o tej porze jest wszędzie biało, a śniegu dosypuje regularnie. W ostatnim czasie natura cały czas zaskakuje. W ubiegłym roku, przez prawie cały lipiec padało, a o słonecznej pogodzie w większości lata było można raczej pomarzyć, tak teraz nie ma prawdziwej zimy. Biało na Podlasiu było przez kilka dni. Pogoda jest tak nieoczywista, że zwierzęta szykują się już do wiosny. Bobry zaczęły budować żremia, a łosie zrzucają już z głów stare łopaty. wkrótce mogą pojawić się dzikie gęsi, a jelenie zaczną podobnie jak łosie zrzucać poroże, by pod koniec lata znów mieć okazałe.

 

Luty to także okres godowy. Wiewiórki mają się ku sobie, a także Bieliki. Co ciekawe – nasze narodowe ptaki można obserwować na niebie, jak razem wykonują loty godowe. Jest to wspaniałe przedstawienie. Jeżeli ktoś chciałby wybrać się, by zobaczyć na żywo jak to wygląda, to może pojechać do Puszczy Knyszyńskiej lub Puszczy Białowieskiej, a także w Biebrzańskim Parku Narodowym. Bieliki spotkamy także przy Bugu, Narwi oraz na bagnach w okolicach Suraża. Ptak ten żeruje głównie w pobliżu zbiorników wodnych i na terenach podmokłych, gdzie poluje na ryby i ptactwo wodne. Zimą nie stroni od padliny.

 

Dziś obchodzimy Tłusty Czwartek. Z tej okazji przypomnimy dawne zwyczaje, jakie panowały tego dnia na Podlasiu. Do dzisiaj w niektórych miejscowościach obchodzi się go odświętnie. Dziś masowo kupujemy pączki w cukierniach, dyskontach i hipermarketach. Ich smak znacząco się różni od dawnych wypieków, które samodzielnie gospodynie przygotowywały w domach. Oprócz pączków wypiekano także chrust, którymi częstowano swoich gości podczas wieczornych, zakrapianych uczt. Tłusty Czwartek wypada tydzień przed Środą Popielcową. Dawniej trzy dni przed tym świętem nazywano „Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach bawiono się. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego „na len” oraz na „owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili „przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

 

W dzisiejszych czasach Tłusty Czwartek polega głównie na objadaniu się pączkami bez opamiętania. W kolejne dni ludzie wychodzą do miast i bawią się dyskotekach po raz ostatni przed rozpoczęciem Wielkiego Postu, w czasie którego wyciszają się. Czas wolny spędzają np. na czytaniu książek i rozmyślaniu. Polacy czerpią jednak dużymi garściami z zachodu. Przestają obchodzić post, zaś kolejne weekendy do Wielkanocy traktują tak samo jak poprzednie weekendy. Na Podlasiu jednak czas płynie wolniej i zachodnie zwyczaje docierają tu też niezbyt szybko. O ile w Białymstoku nie jest to aż tak widoczne, a kluby muzyczne funkcjonują normalnie, to w pozostałych podlaskich miastach pod koniec tygodnia w lokalach wieje pustkami.

 

Warto dodać, że istnieją „Pączki serowe podlaskie”. Oto przepis:

 

Składniki:

 

– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

 

Sposób wykonania:

 

1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

 

Smacznego!

Ostatnio śniegiem sypnęło w całym województwie. W Siemiatyczach przeszła nawałnica! Ten moment uchwycił nasz Czytelnik Adam Nowaczuk. 

 

W tym roku kalendarz będzie obfity w długie weekendy. Odpowiednie wypisanie wniosku urlopowego może skutkować, wygospodarowaniem sobie czasu, by odwiedzić województwo podlaskie aż 6-krotnie. Tyle wystarczy, by nasz wspaniały region poznać dogłębnie. Przedstawiamy Wam propozycje wyjazdów oraz najlepsze daty do ich realizacji.

30 marca – 2 kwietnia (Wielkanoc)

 

Wielkanoc to czas spędzania czasu z rodziną, nie każdy jednak świętuje. Osoby, które będą zwyczajnie się nudzić mogą przyjechać do Puszczy Białowieskiej. Jej okolice są zamieszkane głównie przez osoby prawosławne, więc mało prawdopodobne, by okolica zamarła na czas katolickich świąt. Oprócz Białowieży i Parku Narodowego, a także rezerwatu z żubrami warto zajechać także do wspaniałych miejscowości Teremiski czy Budy. Warto też zajrzeć nad Topiło czy do mini zoo w Orzeszkowie. Nie zapomnijmy też wpaść na łyka świętej wody ze studni w Dobrowodzie. Powinna nas także zachwycić Pohulanka czy Podcerkwy. Dobrze jest także zajrzeć do miejscowości Stare Masiewo a także Narewka. Po drodze miniemy wiele kolorowych cerkwi, a także urzeknie nas wyjątkowa, drewniana architektura. Dobrym zwyczajem jest także, by jako wędrowcy zatrzymać się w każdej odwiedzonej wsi i zamienić parę słów z miejscowymi. Wracając zajrzyjmy też do pustelni w Odrynkach, a także odwiedźmy Krainę Otwartych Okien – Trześcianka, Puchły oraz Soce.

28 kwietnia – 6 maja (Majówka)

 

Biebrzański Park Narodowy to doskonały pomysł na tegoroczną majówkę. Będziemy mieli już późną wiosnę, a to najlepszy czas by odwiedzić urocze, biebrzańskie bagna. Koniecznie zajedźmy zahaczając jeszcze o rzekę Narew do Tykocina, Kiermus, Strękowej Góry i dopiero wtedy ruszmy na Biebrzański Park Narodowy. Przejedźmy się carskim traktem do Osowca-Twierdzy, po drodze zwiedzając kładki i napotykając łosie. W samym Osowcu-Twierdzy wpadnijmy także na kładki i punkty widokowe nie pomijając starych bunkrów. Na koniec zajrzyjmy jeszze do Goniądza, Dolistowa Starego, by wzdłuż Biebrzy udać się do Jagłowa.

31 maja – 3 czerwca (Boże Ciało)

 

Czas Bożego Ciała to dobry moment by wpaść na tereny w okolice rzeki Bug. Koniecznie zajrzyjmy do Niemirowa, Sutna i Wajkowa. Warto też odwiedzić Mielnik oraz Drohiczyn – dawną, historyczną stolicę Podlasia. Nie zapomnijmy też, by zajechać na świętą górę Grabarkę. Tam możemy ofiarować swój krzyż z intencjami. Na koniec warto zapisać się na spływ kajakowy, by poczuć Bug z poziomu wody.

15-19 sierpnia (Święto Wojska Polskiego / Święto WNMP)

 

W sierpniu będzie już na tyle ciepło, by kąpać się w krystalicznie czystych jeziorach Suwalszczyzny. Nie należy jednak zapomnieć o odwiedzeniu Wigierskiego Parku Narodowego i pokamedulskiego klasztoru. Wpadnijmy też na narty wodne do Szelmentu. Dobrze jest także kupić bilet i popłynąć w rejs z żeglugę augustowską, by z pokładu statku podziwiać dziką Rospudę. Alternatywnie możemy zrobić też to kajakiem. Bowiem statki dopłyną tylko do określonego miejsca. W konkretną dzicz możemy zapuścić się tylko osobiście wiosłując. Można też wybrać się kajakiem płynąc Kanałem Augustowskim. Z paszportem, bez wizy dopłyniemy aż do białoruskiego Grodna!

1-4 listopada (Wszystkich Świętych)

 

Ziemia Sokólska to idealne miejsce na listopadowy długi weekend. Wszystko za sprawą świąt. Będziemy mogli pogłębić ich odczuwanie odwiedzając groby katolickie, prawosławne, tatarskie oraz żydowskie. Tych na Ziemi Sokólskiej nie brakuje. Warto więc odwiedzić Sokółkę, Bohonki, Krynki i Kruszyniany. Oprócz tego warto zachwycić się też widokami w Jurowlanach, Grzybowszczyźnie, Usnarzu Gónym i Babikach.

22 grudnia – 1 stycznia (Święta Bożego Narodzenia)

 

Jeśli nie chcemy umrzeć z przejedzenia na tak długie święta, to idealnym miejscem na odpoczynek od stołów będzie Puszcza Knyszyńska. Tutaj możemy spacerować lasami do woli. Ciekawych szlaków nie brakuje. Koniecznie odwiedźcie Supraśl, Kopną Górę czy Poczopek. Nie powinno Was zabraknąć także w Surażkowie, Lipowym Moście, a także po drugiej stronie Puszczy na Wyżarach, Gródku, Michałowie, Żedni i Królowym Moście wraz z Kołodnem. Jak nie zabraknie Wam czasu, to wpadnijcie też do Białegostoku – tutaj możecie przywitać nowy rok, a przy okazji zwiedzić barokowe zabytki w centrum, a także neogotycką katedrę i klasycystyczny kościół św. Rocha, który jest jednym z dwóch w Europie.

 

Serdecznie zapraszamy!

Nigdzie indziej jak na Podlasiu nie jest aż tak akcentowane podwójne świętowanie. To w naszym regionie bowiem jest najwięcej wyznawców prawosławia. W Hajnówce, Siemiatyczach czy też Bielsku Podlaskim to wręcz religia dominująca. W całym regionie zaś możemy napotkać bardzo wiele różnorodnych Cerkwii. Według różnych źródeł w Polsce jest od 0,5 do 1 mln wiernych. Mało kto wie, że prawosławie na ziemiach Polskich obecne jest od tysiąca lat. A dokładnie od 988 roku, kiedy miała miejsce chrystianizacji Rusi. 

 

Książe Kijowski zdobywał kolejne ziemie i latami były kolonizowane. W 1240 roku powstała cerkiew w Mielniku, a w 1341 kolejną. Wpływ na to, że dzisiaj na Podlasiu mamy tak wielki odsetek wiernych prawosławia wynika z tego o czym pisaliśmy nie dawno. Przez nasz region przebiegała granica Królestwa Polskiego i Rusi. W okolicznych osadach mieszkali obok siebie katolicy, którzy przybywali z Mazowsza i prawosławni przybywali z Grodzieńszczyzny i Wołynia.

 

W Polsce znajduje się ponad 300 prawosławnych obiektów sakralnych. Z czego 240 to parafie. Funkcjonuje także 6 klasztorów – w tym w Supraślu, na Świętej Górze Grabarce oraz w Białymstoku. Na Białostocczyźnie znajduje się 40 proc. ze wszystkich polskich parafii prawosławnych. Tutaj też znajduje się prawie połowa wiernych. 6 stycznia wyznawcy prawosławni będą obchodzić wigilię Bożego Narodzenia. Zaś 13 stycznia „Sylwester Juliański”.

 

 

 

O pierwszych ludziach na Podlasiu wiadomo tyle, że pojawili się 10 000 lat temu. Na terenie dzisiejszej Puszczy Knyszyńskiej była tundra (wyobraźcie sobie, że teren wygląda jak Bieszczadach, ale nie ma gór). W dorzeczu Biebrzy i Narwii pojawiły się… renifery, a wraz z nimi ludzie, którzy rzecz jasna żywili się mięsem tychże zwierząt. Warto dodać, że klimat nie był sprzyjający, zatem skóra zwierzęcia idealnie nadawała się na ubranie dla osadników.

 

Przez kolejne tysiące lat na dzisiejszym Podlasiu pojawiła się brzoza oraz sosna. Cały teren był bardzo intensywnie zalesiony. 7000 lat temu na terenach dzisiejszego Podlasia rozwijała się kultura niemeńska. Osadnicy żyli w okresie mezolitu. Swoje życie rozwijali przy rzece Narew. Ludzie potrafili tworzyć ceramiczne narzędzia. Mężczyźni zajmowali się myślistwem czy rybactwem zaś kobiety zbieractwem (na przykład owoców leśnych). Co ciekawe, ta sama kultura bardziej na wschodzie posiadła umiejętności hodowlane. Być może pod opieką człowieka znajdowały się tury (pradawne woły) czy tarpany (pradawne konie). Główne pożywienie stanowiły łosie oraz jelenie, który nigdy na naszych terenach nie brakowało.

 

4 tysiące lat temu niedaleko Supraśla istniała jeszcze inna osada z epoki kamienia i brązu. Archeolodzy odnaleźli tam sztylety, noże, dłuto czy groty strzał. Wszytko wykonane z krzemienia i kamienia. Osadnicy to ludy, które przywędrowały aż z terenów dzisiejszej Hiszpanii. Można się tylko domyślać że mieli ciemną skórę.  Zaś przedmioty jakie po sobie pozostawili sugerują, że zajmowali się głównie polowaniami, ale też rolnictwem. Warto zaznaczyć, że później osadnicy zajęli się także „górnictwem”. W okolicach wsi Rybniki, gdzie dziś mamy rezerwat Krzemianka. To właśnie tam intensywnie wydobywano krzemień, który był potrzebny do produkcji broni, narzędzi oraz do rozpalania ognia. 

 

2,5 tysiąca lat temu w Haćkach (dorzecze Narwii, okolice Bielska Podlaskiego) istniała ogromna i mocno rozwinięta osada. Ludzie mają własną studnię, piece, półziemianki, mały zbiornik z wodą, miejsce do przeprowadzania obrzędów i ceremonii, a także konstrukcje obronne przed obcymi. Grodzisko zamieszkiwane było przez przybyszów z różnych stron Europy, cały czas się rozrastając, ostatecznie osiągając rozmiar 40 hektarów!

 

Gdy wkroczyliśmy w nową erę wśród wędrujących oraz zakładających osady także na Podlasiu najwięcej było ludów germańskich oraz bałtów. W kolejnych stuleciach także Goci, Hunowie oraz Słowianie, którzy dotarli tu z dalekiego wschodu. Gdy terytorium dzisiejszej Rzeczypospolitej zamieszkiwały większe plemiona – w naszym regionie można było spotkać Połoczan, czyli wschodnich Słowian. Żyli oni tutaj w XVIII wieku naszej ery. 

 

Kiedy plemiona połączyły się w Polskę, my byliśmy na terytorium Rusi Kijowskiej. Dopiero po roku 1000 pojawia się ważny gród w Drohiczynie, który jest ośrodkiem handlowym z Rusią Kijowską. Przez kolejne stulecia przez dzisiejsze tereny podlaskie przebiegać będzie granica między Polską a Rusią Kijowską, a później Galicją, a jeszcze później Litwą. W XIV wieku Polska i Litwa to już jeden kraj. W XV wieku przez jakiś czas jesteśmy pod szwedzkim zaborem i graniczymy z Rosją. Na szczęście unia polsko-litewska się odradza na kolejne lata.

 

XVIII wiek przynosi Polsce zabory. Nasz region znajduje się na terytorium Prus (Niemiec). Później zaś znów przebiega granica – tym razem Prus i Imperium Rosyjskiego. W 1918 roku powstaje II Rzeczpospolita. Podlaskie na początku 1919 roku przechodzi z rąk niemieckich w polskie. 

Być może leżeliście sobie kiedyś na podlaskiej łące albo siedzieliście na ławce przy rodzinnym domu, lub też spacerowaliście sobie białostockim parkiem, a między czasie rozmyślaliście sobie jak wyglądało miejsce, w którym się aktualnie znajduje kilkaset milionów lat temu. Jeżeli tak, to w tym artykule się tego dowiecie co się działo na dzisiejszym Podlasiu – miliony lat temu. Warto dodać, że działo się bardzo wiele.

 

Na początku jednak uporządkujmy fakty, gdyż wszystko działo się na całej planecie, zatem także i na naszym jej fragmencie. Ziemia powstała 4,6 miliarda lat temu dosyć gwałtownie. Najpierw urodziło się Słońce, który otoczone było pyłem. Grawitacja spowodowała, że przez miliony lat pył ten łączył się w skały, a te zderzając się ze sobą uformowały cała planetę. Wszędzie był ocean lawy. Na początku Ziemia nie miała powietrza, lecz składała się z azotu i dwutlenku węgla.

 

Następnie w stronę naszej planety leciała inna planeta – Teja – wielości Marsa. Poruszała się z dużą prędkością, a następnie uderzyła w Ziemię. W wyniku zderzenia obu planet powstał księżyc, a nasza planeta zostaje odkształcona. 3,9 miliarda lat temu dochodzi do „bombardowania” Ziemi przez meteory. To „odpadki” po powstaniu układu słonecznego. Wewnątrz meteorów zawarte są minerały wody. „Bombardowanie” trwało przez 20 milionów lat, w wyniku czego powstaje jeden wielki ocean praktycznie na powierzchni całego globu. Na fragmentach planety są pojedyncze wysepki, które zamieniły się w wulkany. 100 milionów lat później na Ziemię spadają kolejne meteory z takimi minerałami jak węgiel czy aminokwasy. Substancje połączyły się ze sobą i powstało pierwsze życie.

Formowanie się kontynentów

Przeskoczmy jednak trochę w czasie. Między czasie Ziemia zaczęła obracać się coraz wolniej przez co doba nie trwała już 6 a 16 godzin (tak jak po uderzeniu drugiej planety), było coraz więcej tlenu. 1,5 miliarda lat temu ukryta, popękana skorupa ziemska spowodowała, że w ciągu milionów kolejnych lat utworzyły się wielki kontynent. Własnie wtedy po raz pierwszy uformował się także nasz teren. Byliśmy jednak jedną wielką pustynią. 750 milionów lat temu skorupa ziemska rozciąga się pod wpływem temperatury, a superkontynent dzieli się na dwie części. Podlaskie, jak i wielka część euroazjatycka jest wielką pustynią pokrytą skałami, które odsłoniły się po rozerwaniu kontynentu.

 

Pod wpływem uwolnienia się ogromnych ilości dwutlenku węgla z wnętrza Ziemi światło słoneczne nie dochodzi do planety. W konsekwencji nasza planeta zamarza. Trwa bardzo długa epoka lodowcowa. Tworzy się lądolód o grubości do 3 km. Na szczęście nasza planeta jest aktywna wulkanicznie, przez co po 15 milionach lat lód zamienia się w ocean. 600 milionów lat temu doba trwa już 22 godziny. Jest bardzo dużo wody oraz tlenu, który znajduje się także w oceanie dzięki czemu pojawiają się pierwsze, zaawansowane formy życia.

 

460 milionów lat temu na lądzie Ziemia pokryta jest skałami. Istnieją tylko dwa kontynenty. Zabójcze promieniowanie słońca pozbywa się wszelkich form życia z lądu, jednak przez kolejne 100 milionów lat Ziemia pokrywa się warstwą ozonu, który chroni naszą planetę od zabójczego promieniowania. Na obu kontynentach pojawiają się pierwsze zwierzęta, które podczas ewolucji „wyszły z oceanu” na ląd. Z biegiem lat jednak kontynenty oddalają się od siebie. Na terenie dzisiejszej Polski mamy głównie morze, lecz na Podlasiu znajduje się ląd – skalna pustynia.

Węgiel, żwir i człowiek

Kolejne setki milionów lat spowodowały, że Polska miejscami została porośnięta gigantycznym lasem. Warto tutaj zaznaczyć, że miejsce, w którym obecnie geograficznie położone jest Podlaskie to było morze, zaś faktyczny ląd dzisiejszej Ameryki Północnej oraz Europy znajdował się w okolicach równika. 270 milionów lat temu na terenie Polski pojawia się morze. Podlaskie jednak to nadal skalna pustynia. Las zamienił się w pokłady węgla. Dlatego też wydobywa się go na zachodnim południu. U nas zaś mamy dużo żwiru – ten występuje praktycznie na terenie całego kraju, lecz najwięcej na północy – czyli tam gdzie było najwięcej skał.

 

Z racji tego, że znajdowaliśmy się w zwrotniku raka to morze parowało odsłaniając pustynię. 160 milionów lat temu po raz kolejny morze zalało nasze tereny. Ruch płyt tektonicznych powoduje, że Ameryka Północy odłącza się od Europy, zaś ta łączy się z Azją. Spoiwem są zaś dzisiejsze góry na Uralu. 4 miliony lat temu, kiedy wszystkie kontynenty są już na swoim dzisiejszym miejscu, Podlaskie pod wpływem położenia geograficznego boryka się z ochłodzeniem klimatu. Ustępujące coraz płytsze morze odsłania torfowiska oraz tworzy bagna.

 

1,5 miliona lat temu na Ziemi pojawia się człowiek – homo erectus. U nas klimat niestety nie sprzyja jeszcze do życia, ale kolejne miliony lat spowodują wielkie wędrówki i zasiedlanie się Europy. 700 tysięcy lat temu prawdopodobnie (tutaj są różne wersje) homo erectus opuszcza Afrykę i dociera do Europy, także do dzisiejszej Polski. Wpierw jednak zakłada pierwsze osady w okolicach Śląska. Kiedy pierwszy człowiek dotarł na Podlasie nie wiadomo. Pierwsze osady, które odkryli archeolodzy można datować na 7000 lat przed naszą erą. Między innymi nasz region zamieszkiwała kultura niemeńska. O czym przeczytacie więcej już jutro.

Tak niewiele pozostało już do końca roku. Po świętach tradycyjnie zaczną się dyskusje o tym, czy strzelać czy nie strzelać na Sylwestra – bo zwierzęta się boją huku. W Białymstoku na miejskiej imprezie nie zobaczymy żadnych wybuchowych pokazów. Tym razem magistrat postawił na lasery. Nie sposób nie pamiętać każdego wydania Teleekspresu z 31 grudnia od początku jego istnienia. Zawsze znalazł się w nim materiał, że znów komuś urwało palce czy poparzyło twarz od fajerwerków.

 

Pirotechnika towarzyszy naszej cywilizacji prawdopodobnie od X wieku. Wówczas kupcy przywieźli do Europy sztuczne ognie, które wymyślili Chińczycy. Ichniejsi alchemicy odkryli, że mieszając ze sobą saletrę z siarką oraz węglem drzewnym – można osiągnąć mieszkankę wybuchową. Ewolucja cywilizacji na świecie dała także kolejne odkrycia czyli proch. A od tego było już blisko do popisów pirotechnicznych, gdy wojska wygrywały jakąś bitwę. Pokazy miały charakter propagandowy. W średniowieczu Organizowano pokaz militarny i świętowano odniesiony sukces. Na takim pokazie nie zabrakło pierwszych fajerwerków.

 

Jednak to Chińczycy nieustannie zachwycali i rozwijali pokazy sztucznych ogni i zachwycali kupców czy misjonarzy, którzy jeździli potem do swojego kraju i opowiadali o niezwykłości fajerwerków. Jako ciekawostkę można dodać, że chiński wynalazek służy dzisiaj także w innej postaci. A mianowicie – w identyczny sposób jak odpala się petardy – również wystrzeliwuje rakiety w kosmos! Podpala się ładunek, następnie ulatniają się gazy, które wyrzucają petardę (rakietę) w powietrze (w kosmos).

 

Jak widać fajerwerki towarzyszą ludziom od zarania dziejów. Dlatego trudno też walczyć z tym wynalazkiem. Wszak to XXI wiek de facto przyniósł wiele dobrego dla traktowania zwierząt. Wcześniej było z tym różnie. Jednak wnioski wysuwają się same – skoro kiedyś wybuchami zajmowali się tylko pirotechnicy, to może warto wziąć to za dobrą monetę i nie tykać się petard, które mogą urwać palce? Jednak zabrać komuś czekoladę i kazać się cieszyć, że nie przytyje jest mało sensowne.

 

Dlatego lepiej pokazać jakie są alternatywy. Konstrukcja fajerwerków jest niezmienna od stuleci. Zmieniono tylko niektóre składniki, by osiągać inne kolory dymu, większą siłę wybuchu, a także natężenie gazu. Oprócz sztucznych ogni są jeszcze inne, bezpieczne fajerwerki, które dają naprawdę dużo radości – a mianowicie race świetlne. Można je często zauważyć na stadionach. Za każdym razem tworzą piękne widowiska. Ostatnio zaczęły się pojawiać także w innych okolicznościach – na przykład różnych teledyskach. Zauważyć możn tam sceny, gdzie ludzie bawią się nocą przy jakimś ognisku lub ogólnie na zewnątrz i tańczą trzymając odpalone race. Jednym słowem mówiąc – warto wypróbować, gdyż wszystko co ładnie się pali, ale nie wybucha jest bezpieczne. Nie urwie nam niczego, a i zwierząt nie wystraszy. 

 

Najbiedniejsza gmina w Polsce znajduje się w województwie podlaskim, w powiecie łomżyńskim. Mowa tutaj o gminie Przytuły. Według najnowszych danych Ministerstwa Finansów – w ubiegłym roku dochód gminy wyniósł zaledwie 390,29 zł na jednego mieszkańca. W pierwszej dziesiątce najbiedniejszych gmin w Polsce również znalazła się Turośl (również powiat łomżyński) z dochodem 453,88 zł na mieszkańca.

 

Dla porównania – najbogatsza w Polsce jest gmina Kleszczów (województwo łódzkie). Na jej terenie znajduje się Kopalnia Węgla Brunatnego Bełchatów i Elektrownia Bełchatów. Ponadto gmina czerpie dużo z podatków od nieruchomości. Efekt? Dochód przypadający na jednego mieszkańca to aż 31 962,75 zł czyli ponad 80 razy więcej niż w Przytułach! W pierwszej dziesiątce najbogatszych gmin w Polsce znajduje się podlaski Mielnik z powiatu siemiatyckiego, który osiąga dochód 5793,099 zł na jednego mieszkańca.

 

Trzeba przyznać, że w Białymstoku dochód na jednego mieszkańca nie wygląda zbyt efektownie, bo to zaledwie 1570,29 zł na mieszkańca. Suwałki i Łomża wypadają trochę gorzej, bo ich dochód to 1480,30 zł i 1333,73 zł na mieszkańca. A poniżej wszystkie podlaskie gminy i ich dochód:

 

MIELNIK 5793,09
ORLA 3130,21
SUWAŁKI (gmina) 2476,28
MICHAŁOWO 2448,27
SZUMOWO 2103,32
JUCHNOWIEC KOŚCIELNY 2040,76
WYSOKIE MAZOWIECKIE 1994,98
NAREWKA 1921,8
NAREW 1909,78
BIAŁOWIEŻA 1906,89
SURAŻ 1892,66
SUPRAŚL 1880,36
ZAMBRÓW 1676,05
TUROŚŃ KOŚCIELNA 1631,36
CHOROSZCZ 1620,99
BIELSK PODLASKI 1601,38
WASILKÓW 1579,21
GRÓDEK 1570,88
Białystok (miasto) 1570,29
GRAJEWO 1527,37
BRAŃSK 1511,06
SIEMIATYCZE 1487,43
Suwałki (miasto) 1480,3
PŁASKA 1473,81
BAKAŁARZEWO 1462,57
HAJNÓWKA 1451,43
ZABŁUDÓW 1420,82
SOKÓŁKA 1387,66
HAJNÓWKA 1380,25
AUGUSTÓW 1369,46
WYSOKIE MAZOWIECKIE 1348,01
SZEPIETOWO 1347,3
Łomża (miasto) 1333,73
DUBICZE CERKIEWNE 1332,09
SZYPLISZKI 1306,97
PUŃSK 1301,87
GIBY 1262,83
BIELSK PODLASKI 1259,59
CZYŻEW 1233,11
KOLNO 1232,52
JELENIEWO 1207,93
RAJGRÓD 1203,59
ŁOMŻA (gmina) 1201,17
RUTKI 1188,12
PRZEROŚL 1173,78
SZUDZIAŁOWO 1145,76
POŚWIĘTNE 1140,31
CZYŻE 1136,08
SEJNY 1128,01
FILIPÓW 1127,76
CZEREMCHA 1102,72
SOKOŁY 1078,11
ŁAPY 1077,55
DROHICZYN 1072,73
KLUKOWO 1050,7
ZAMBRÓW 1050,01
NOWINKA 1049,89
DOBRZYNIEWO DUŻE 1046,53
SIEMIATYCZE 1036,21
SEJNY 1030,32
KLESZCZELE 1028,64
CZARNA BIAŁOSTOCKA 1026,41
KRYNKI 1020,51
MOŃKI 1011,64
GRODZISK 999,6
PIĄTNICA 992,87
KULESZE KOŚCIELNE 979,82
SZCZUCZYN 945
MIASTKOWO 940,03
MILEJCZYCE 922,62
KUŹNICA 907,77
CIECHANOWIEC 893,29
GONIĄDZ 891,4
DZIADKOWICE 883,8
NOWOGRÓD 883,61
DĄBROWA BIAŁOSTOCKA 852,21
RACZKI 847,22
SIDRA 847,1
GRABOWO 841,74
BOĆKI 839,5
ŚNIADOWO 831,61
JEDWABNE 824,05
NURZEC-STACJA 823,55
KORYCIN 817,67
NOWE PIEKUTY 815,96
KRASNOPOL 811,18
WĄSOSZ 809,69
STAWISKI 802,68
TYKOCIN 792,49
GRAJEWO 781,66
WIŻAJNY 778,88
JANÓW 774,69
RUTKA-TARTAK 766,5
RUDKA 739,91
JASIONÓWKA 734,33
KOŁAKI KOŚCIELNE 730,2
SZTABIN 727,82
WYSZKI 726,72
SUCHOWOLA 716,14
AUGUSTÓW 705,91
BARGŁÓW KOŚCIELNY 696,59
BRAŃSK 681,39
KNYSZYN 677,6
LIPSK 662,19
PERLEJEWO 640,33
KOBYLIN-BORZYMY 622,18
NOWY DWÓR 613,4
JAŚWIŁY 608,96
WIZNA 604,16
ZAWADY 579,49
TRZCIANNE 575,9
KOLNO 550,52
MAŁY PŁOCK 542,94
ZBÓJNA 538,68
KRYPNO 514,34
RADZIŁÓW 486,18
TUROŚL 453,88
PRZYTUŁY 390,29

 

Od kilku tygodni w mediach, ale też w rozmowach między ludźmi dominuje jeden temat – zima stulecia. Z przekazów wynika, że podobno tegoroczna ma być bardzo sroga, a ilości śniegu mają być wręcz niewyobrażalne. Jeżeli przypomnimy sobie ostatnie zimy na Podlasiu, to była zachowana pewna prawidłowość. Pierwszy śnieg spadł stosunkowo szybko, lecz po chwili nie było po nim śladu. Święta Bożego Narodzenia były zielone, zaś Wielkanoc cała na biało, a regularnie sypało od stycznia. Czy w tym roku ma być inaczej?

 

W pogodzie istnieją pewne prawidłowości, jednak wiarygodne prognozy można wykonywać na kilka dni do tyłu. Wszystko dlatego, że to jaką mamy pogodę danego dnia wynika z kilku zmiennych, które kształtują ostatecznie czy będzie ciepło, zimno, sucho, deszczowo itd. Na klimat zachodniej i środkowej Europy największy wpływ mają Wyż Azorski oraz Niż Islandzki. Zaś wschodnia część Europy jest pod wpływem Wyżu Wschodnioazjatyckiego i Niżu Południowoazjatyckiego. Na Północy Europy zaś mamy Wyż Grenlandzki, a na Południe napływa gorące powietrze ze Zwrotniku Raka. Na wskutek przemieszczenia się, a także mieszkania się tych mas powietrza kształtuje się cała pogoda. Zatem z logicznego punktu widzenia nie można dokładnie przewidzieć na jaki czas masy powietrza ułożą się nad Europą zimą. Pewne prawidłowości pokazują, że możemy ustalić skąd masy będą nacierać w danym momencie.

 

Województwo Podlaskie znajduje się w innej strefie klimatycznej niż pozostała część Polski. To dlatego Suwałki uznawane są za polski biegun zimna, to dlatego mróz dotkliwy jest u nas bardziej niż choćby na Dolnym Śląsku. Dlatego też jedno już dziś jest pewne. Jeżeli w Polsce będzie zimno, to u nas będzie jeszcze zimniej. Odpowiadając więc na pytanie tytułowe – czy nastąpi w Polsce zima stulecia? Jeżeli weźmiemy pod uwagę ostatnie 100 lat w Polsce, to pierwsze dane o ostrych mrozach mamy z 1929 roku. Oficjalnie w kilku miejscach zanotowano -40 stopni Celsjusza. Jednak temperatury utrzymywały się w przedziale -13 do 16. W XXI wieku oficjalnie zanotowano spadki do -30 stopni Celsjusza zaś miejscami nawet do -36.

 

Jeżeli spojrzymy na częstotliwość i obfitość opadów śniegu, to śnieg najczęściej leży od grudnia, czasem od stycznia do kwietnia. Zatem jeżeli śnieg spadnie jeszcze w listopadzie albo nawet październiku, a nie zniknie przed końcem kwietnia to wtedy będziemy mogli mówić o jakichś anomaliach. Dlatego też odpowiedź na pytanie czy będziemy mieli do czynienia z zimą stulecia brzmi – jest jeszcze za wcześnie, by to wiedzieć. Póki co pogoda nie zaskakuje. Opowieści o zimie stulecia nie wynikają z naukowych ustaleń, lecz bardziej z regionalnych przekonań osób, które obserwują na co dzień przyrodę.

 

 

Osoby te wskazują na takie czynniki jak: bardzo wczesny odlot bocianów czy wczesne pojawienie się żubrów na łąkach. Warto zaznaczyć, że ptaki czy zwierzęta zmieniają sposób zdobywania pożywienia w zależności od pory roku. Bociany nie odlatują dlatego, że zaczyna być im zimno, lecz dlatego, że grunty zaczynają być być suche i trudno im zdobyć pożywienie. Tak zwany „Sejmik bociani”, to ostatni moment przed odlotem. Bociany wówczas zbierają się na polach, by zdobyć ostatnie pożywienie, które odsłoniło się dzięki żniwom.

 

 

Żubry zaś mają grube futro i sporą masę, dzięki czemu odporne są na mrozy. Zatem nie zmieniają także sposobu zdobywania pożywienia dlatego, że zaczyna im być zimno, lecz dlatego że w lesie coraz trudniej o trawę i inne zielone rośliny, bo te zwyczajnie przekwitają jesienią. Z tego też powodu żubry dokarmiane są sztucznie przez człowieka, by chronić zagrożony gatunek. Na polach tworzy się stogi siana, a w lasach wypełnia paśniki. Zwierzęta są do tego już przyzwyczajone, stąd gdy tylko w lesie zaczyna brakować pokarmu, to wychodzą na łąkę szukać stogów.

 

 

Dlatego też nic nie wskazuje na to (póki co), by ta zima miała różnić się od poprzedniej.

 

Od południa na północ. Tak można podróżować po Podlasiu, a następnie po Suwalszczyźnie, by nie ominęły nas najciekawsze miejsca w województwie Podlaskim. Nieprzypadkowo przyjeżdżają dla nich ludzie z całej Polski i nie przypadkowo właśnie one najczęściej są pokazywane w telewizji. Warto dodać, że miejsc wartych odwiedzenia na Podlasiu jest dużo, dużo więcej, ale przedstawimy te najpopularniejsze z perspektywy przyjezdnych.

 

Wybrane przez nas miejsca będziemy prezentować od południa, na północ:

Grabarka

Miejsce wyjątkowo mistyczne. Katolicy mają Jasną Górę w Częstochowie, a prawosławni Górę Grabarkę. W dniu Przemienienia Pańskiego okolice Siemiatycz przeżywają oblężenie.

 

Najstarsze dzieje góry pokryte są mgłą tajemnicy. W XIII w. okoliczne lasy stanowiły idealne miejsce schronienia. Takiego zdania byli też mnisi z mielnickiego zakonu, ukrywając się przed tatarami. Szczególną ochroną objęli ikonę Spasa Izbawnika. Zapiski historyczne mówią, że przed nią modlił się sam książę Rusi Halickiej, Daniel. Duchowni ikonę ukryli prawdopodobnie właśnie na grabarce. Ze względu na patrona ikony, do dziś istnieje stwierdzenie, że ”jedziemy na Spasa”.

 

Według wyliczeń na górze obecnie spotkamy ponad 10 tys. krzyży. Każdy z nich to inna intencja, ale też podziękowanie za otrzymane łaski. Co ciekawe raczej nie odnajdziemy dwóch podobnych krzyży. Wzrok oczywiście przyciągają te najbardziej masywne, niekiedy metalowe. Coraz częściej można na nich przeczytać imię właściciela i jego prośbę skierowaną do Boga. Na krzyżach odnajdziemy też napisy ”Spasi i Sochrani” co oznacza ”Zbaw i zachowaj”.

 

Dlatego wybierając się na Grabarkę, weźmy ze sobą krzyż i zostawmy go tam ze swoją intencją. Na Grabarce znajduje się także cudowne źródełko.

Białowieża

Dużo popularnością w regionie cieszy się Hajnówka i przylegająca do niej Białowieża – siedziba najstarszego Parku Narodowego w Polsce. Historię okolicy poznamy w czasie wycieczki kolejką wąskotorową. Po drodze spotkać można samego króla puszczy – Żubra. O bogactwie natury przekonamy się jedynie wędrując podmokłą ścieżką o nazwie ”Kładka Żubra”. Trasa, która liczy sobie niecałe 5 km ma swój koniec w rezerwacie pokazowym.

 

W samej siedzibie BPN możemy zwiedzić Dworek Gubernatora. Jest to najstarszy budynek w polskiej części Puszczy Białowieskiej. Wybudowano go w 1845 r. Od lat tłumnie odwiedzany jest przez turystów.

 

Szeptucha w Orli

Gdy medycyna konwencjonalna zawodzi, wizyta u szeptuchy może okazać się ostatnią deską ratunku. Taka uzdrowicielka przyjmuje także w Orli. Każdy mieszkaniec wsi bez trudu wskaże drogę do poszukiwanego domostwa. Nie każdy jednak może być przyjęty. Kobiety wyczuwają kto jest godny pomocy. Spoglądają więc prosto w duszę i serce człowieka. Swoich usług nie wyceniają zbyt wysoko. Zwykle biorą ”co łaska”. Dlatego też mimo wielu klientów żyją w skromnych warunkach.

 

Do szeptuchy przyjeżdżają klienci z różnymi schorzeniami. Osoba, która pragnie zostać wyleczona, musi być wpierw oczyszczona ze złej energii. Wielkie spustoszenie sieją uroki. Nie trzeba być wielkim czarownikiem aby kogoś przekląć. Niektórzy nawet nieświadomie mogą doprowadzić do czyjegoś nieszczęścia. Słowa i myśli mają bowiem wielką siłę. Uważa się, że wielu ludzi nie wie o tym, że wisi nad nimi klątwa. Jej zdejmowanie jest bardzo trudne i wymaga czasu.

Usuwanie złej energii dla osoby przypatrującej się z boku może wydawać się czymś strasznym. Każdy z nas odznacza się inną wrażliwością. Niektórzy w czasie procesu oczyszczenia wpadają w trans. Trzęsie się cale ciało. Może przypominać to atak padaczki. Są też osoby, które przy odganianiu złych mocy nie reagują w żaden sposób. Osoby zdrowe także mogą pojechać do Orli. Jest to wspaniała wieś, gdzie ludzie mówią „po svojomu” czyli mieszanką polskiego, białoruskiego i rosyjskiego. Nawet na znakach drogowych informacje są w dwóch językach. Warto to zobaczyć na własne oczy.

Magiczny Supraśl

To tutaj były kręcone „U Pana Boga w ogródku” i „U Pana Boga za miedzą” – filmy Jacka Bromskiego, tutaj także kręcono „Blondynkę” – popularny serial TVP. Supraśl przyciąga ludzi także babką ziemniaczaną i kartaczami. W miasteczku jest także prawosławny monastyr oraz Muzeum Ikon. Jest także wspaniałe miejsce – bulwary, gdzie można odpocząć od codziennych trosk. W weekend droga wojewódzka 676 prowadząca z Białegostoku do Supraśla jest zakorkowana. Wcześniej z powodu nadmiaru chętnych na spędzenie czasu w Supraślu, teraz z powodu remontu – gdyż droga jest poszerzana. W Supraślu warto także zobaczyć wspaniałe rzeźby na terenie Liceum Plastycznego oraz sam Pałach Bucholtzów.

 

 

Kruszyniany

Słowo Pierekaczewnik zostało chyba odmienione przez wszystkie przypadki we wszystkich telewizjach. Tak się stało, gdy TVP i TVN odkryły, że w Polsce istnieją Tatarzy i mieszkają na Podlasiu. Oprócz swojej pięknej, drewnianej zabytkowej świątyni – Tatarzy w Kruszynianach mają również swoją naprawdę dobrą kuchnię! Takiego jedzenia nie dostaniecie gdzie indziej. Kruszyniany to mała wioseczka, jednak jeżeli chcemy poznać wielokulturowość Podlasia, to nie możemy jej ominąć.

Kanał Augustowski

Kanał Augustowski biegnie przez Polskę, ale także Białoruś. Możemy na przykład kajakiem płynąć przez kolejne jeziora, które wspólnym kanałem właśnie są połączone. Największą atrakcją jest wpłynięcie do środka, trzymanie się kurczowo łańcuchów i oczekiwanie aż w kanał osiągnie pożądany poziom wody. Konstrukcję można obserwować także od góry. Dobry punkt widokowy jest na przykład w Paniewie. Tam śluza jest podwójna!

Klasztor w Wigrach

Ostatni punkt na mapie to Klasztor w Wigrach, którego początki datuje się na XVII wiek. Z wieży kościoła możemy podziwiać przepiękne widoki na jezioro Wigry. Dodatkowo możemy przejśc się przez cały kompleks budynków i podziwiać wspaniałą architekturę.

 

 

W Siemiatyczach mieszkańcy oczekujący na autobus mogą poczuć się jak w ogródku. Miasto wprowadziło bowiem niebanalne rozwiązania ekologiczne. W centrum miasta wybudowano nowe wiaty przystankowe komunikacji miejskiej, których istotną częścią jest specjalna konstrukcja. Wiata wygląda jak wielka doniczka, w której rosną prawdziwe rośliny. Nocą wiaty są podświetlane. Przystanki zawierają tablice zawierające praktyczne rady dla wszystkich tych, którzy chcą chronić środowisko naturalne.

 

Wygląd przystanku jest naprawdę ekscytujący. Nawet jeżeli ostatecznie poziom świadomości na temat ochrony środowiska naturalnego nie zostanie zwiększony, to i tak przyjemniej czekać na autobus w wielkiej doniczce niż w klasycznej wiacie przystankowej złożonej ze stelaża i pleksi lub szkła. 

 

Warto dodać, że na Podlasiu można spotkać bardzo wiele ciekawych konstrukcji wiat przystankowych, szczególnie w mniejszych miejscowościach.

 

fot. siemiatycze.eu

 

Jak co roku, między 17 lipca a 24 sierpnia możemy na niebie zaobserwować deszcz meteorów. Są to tak zwane Perseidy. Kumulacja całego wydarzenia będzie miała miejsce w nocy z 12 na 13 sierpnia. Wtedy to na niebie można będzie zauważyć nawet 150 gwiazd na godzinę! Podpowiadamy Wam, gdzie najlepiej obserwować niebo, by dostrzec piękno całego widowiska, jakie nas niedługo czeka.

 

Przede wszystkim musi być to miejsce, w którym absolutnie nie ma światła. Łuna miejskich świateł skutecznie utrudni nam oglądanie Perseidów. Dlatego też musi być kompletnie ciemno! 

 

Drugi – najważniejszy warunek to bezchmurne niebo. Bez tego nie będzie mogli obserwować nic oprócz… chmur. Warto wiedzieć, że nawet, jeżeli okolica jest zachmurzona, to kilkanaście kilometrów dalej może być już zupełnie inaczej. Powinniśmy wybrać się na widowisko w okolicach północy. Najlepsze do oglądania będzie między godz. 1-3.

 

Perseidy są rojem meteorów utworzonych przez kometę. Widać je na niebie od około 2000 lat. A możemy je podziwiać co roku między lipcem a sierpniem ponieważ rój wtedy przecina orbitę Ziemi.

Po raz czwarty z rzędu odbył się największy spływ kajakowy w Polsce. Uczestnicy popłynęli rzeką Bug z Drohiczyna do miejscowości Granne. Drugi etap zaś prowadził z Grannego do miejscowości Nur. To trasa licząca łącznie ponad 50 km. W spływie wzięły udział załogi z całej Polski, Białorusi, Ukrainy, Belgii, a nawet Nowej Zelandii. 

 

Spływ „500 kajaków” to impreza, która organizowana jest od 2013 roku. Promuje ona 500-lecie województwa podlaskiego. Wtedy też to Drohiczyn właśnie był stolicą Podlasia. 

 

A tak było rok temu:

fot. Wrota Podlasia

Bociany to bardzo interesujące ptaki. Zimą odlatują do ciepłych krajów, gdzie mogłyby w zasadzie zostać na zawsze, jednak zawsze wiosną wracają. A trzeba wiedzieć, że trasa lotu bociana nie jest taka prosta. To nie jest tak, że skoro ptak może latać, to leci na południe prostą drogą.

 

Bociany zazwyczaj wybierają jedną z dwóch tras. W swojej wędrówce muszą ominąć Morze Śródziemne. Te, które lecą z Polski udają się wpierw do Turcji. Po drodze odlatujące bociany napotykają swoich sąsiadów z innych krajów i na południe lecą coraz większą grupą. Przelot ten trwa na Bałkanach od połowy sierpnia do końca pierwszej dekady września i jest to jeden z najwspanialszych spektakli przyrodniczych w Europie, robiący niezapomniane wrażenie.

 

Bociany, gdy dotrą do Turcji lecą dalej. Ich trasa przebiega przez wybrzeża Morza Śródziemnego, dolinę Jordany, półwysep Synajski, a także Morze Czerwone. Dalej lecą doliną Nilu, którą omijają Saharę. Ostatecznie ptaki docierają nad Jeziora Afrykańskie. Niektóre lecą jeszcze dalej – wybierając dorzecze Kongo i dorzecza Zabezi i Limpopo. Niektóre dolatują nawet do RPA.

 

Dlaczego więc bociany wracają do Polski? Odpowiedź jest bardzo prosta. Bo są łasuchami. W czasie, gdy jest u nas wiosna i lato, to w Afryce rozpoczyna się pora sucha, co utrudnia zdobycie pożywienia. Zaś w Polsce w tym czasie jak w stołówce. Dlatego też to u nas bociany się rozmnażają, bo dzięki łatwemu zdobywaniu pożywienia bez problemu mogą wykarmić młode. Wbrew pozorom bociany nie jedzą samych żab (nie są przecież Francuzami tylko Polakami), tylko owady i mięso. Dlatego w menu każdego ptaka są pasikoniki, dżdżownice, ślimaki, gryzonie, małe ryby, żaby, węże, krety, łasicie, gronostaje, a nawet pisklęta ptaków i młode zające!

 

Co 4 bocian na świecie to Polak. Ptak w naszych warunkach przyrodniczych ma wielki wybór jeżeli chodzi o pożywienie. Tylko się cieszyć, że boćki mają się u nas dobrze. Niestety czasem zbyt zimno i muszą wybrać inne miejsca, gdzie będą mogły się wyżywić.

Święta Góra Grabarka. To tutaj za miesiąc dotrą setki prawosławnych pielgrzymów. To będzie najważniejsze wydarzenie dla ich społeczności. Warto dodać, że często na wydarzenie wybierają się także katolicy. Pielgrzymi przeżywają bardzo intensywnie spotkanie z Bogiem. Najpierw w trudzie pokonują wiele kilometrów, by później żarliwie modlić się w różnych intencjach. 

 

Pątnicy spotkają się na Świętej Górze Grabarce 17 sierpnia. Jednak już teraz trwają wielkie, duchowe, przygotowania do tego wydarzenia. Gdy ruszą pielgrzymki, a następnie wszyscy spotkają się na Grabarce, nic nie będzie ważniejszego. Dlatego wszystkie sprawy trzeba załatwić przed wielką drogą wiary.

 

Święta Góra Grabarka nazywana jest czasem „Górą Krzyży”. Wokół cerkwi Przemienienia Pańskiego znajduje się tysiące krzyży. Każdy z nich był przyniesiony wraz z modlitwą o pomoc w różnych, trudnych sytuacjach życiowych takich jak choroby, nieszczęścia. Pielgrzymi przynosili je też z prośbą o pokój dla dusz zmarłych. Znajdują się tam także krzyże dziękczynne. Tradycja przynoszenia ich trwa od 1710 roku! 

 

Każdego roku na Grabarce przychodzą kolejni pielgrzymi z kolejnymi krzyżami. Na wielu krzyżach widnieje napis: „SPASI I SOCHRANI”, co znaczy: „Zbaw i zachowaj”, oraz: „NIKA”- „Zwycięzca”.

 

fot. Bladyniec / Wikipedia

Podlaskie jest specyficznie położone. Na północy mamy trójstyk granic Rosji, Litwy i Polski. Tam też jest granica dwóch województw: podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Głęboko ukryty w Puszczy Augustowskiej jest kolejny trójstyk – granic Polski, Litwy i Białorusi. Na południu województwa mamy niewielką miejscowość Niemirów – tam stykają się ze sobą kolejne granice. Polski i Białorusi a także województw podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego. Na północnym zachodzie stykają się ze sobą kolejne 3 granice – województw podlaskiego, mazowieckiego i warmińsko-mazurskiego. Można powiedzieć ot normalna sprawa, były wojny, był podział administracyjny i tak własnie zarządzono i tak właśnie jest.

 

W granicy jednak jest również pewien mistycyzm. Tak jak w znakach zodiaku, naszych imionach czy liczbach. Z jednej strony pozornie bez znaczenia, z drugiej można wierzyć, że urodząc się w okresie danego znaku zodiaku nasz charakter ma określone właściwości, podobnie z imieniem czy szczęśliwą liczbą. To wszystko można oczywiście sprowadzić do kabały, jednak jest coś pociągającego w tych cechach. Tak samo z granicami – każde z tych miejsc, gdzie stykają się granice w pewien sposób uwodzi. Jest mieszanką pewnych cech. Na pozór nic tam nie ma – pola, lasy czy rzeki. Jednak człowiek, który potrafi obcować z naturą może dojrzeć, że za tą granicą, która jest umowna przecież – może znajdować się zupełnie inny świat, może podobny, tożsamy, ale jedna już inny.

Przyjrzyjcie się powyższemu zdjęciu. Zostało one zrobione na brzegu Bugu w Niemirowie. Po drugiej stronie wody mamy województwo lubelskie. Na pozór takie same, a jednak inne. Nie widać tego jednak z poziomu ulicy. Być może nie widać tego też bezpośrednio za pierwszymi drzewami, ale widać to nieopodal granicy. Słońce tam świeci już inaczej, szczegóły w architekturze już się zmieniają, nawet kolory płotów nie te same. Inne zdobienia na przydrożnych krzyżach i kapliczkach i ludzie inaczej mówią.

 

Ta granica, którą widzimy na mapie tak naprawdę jest umowna. Prawdziwa jest bardzo płynna, nierówna i niekiedy nieuchwytna, ale nie dlatego, że jej nie ma, dlatego, że przeoczona. Dlatego jeśli będziesz drogi Czytelniku kiedyś na granicy, to nie patrz na nią płasko i obojętnie, postaraj się dostrzec granicę, by poczuć mistycyzm tego miejsca.

Bajstruk, Bambaryła, Bułka chleba, Łachmany, Swołocz, Wiszczeć, Wsio ryba. Te słowa możecie usłyszeć tylko na Podlasiu. To tutaj pełno w języku mieszkańców jest regionalizmów.

 

Dla tych, którzy nie zrozumieli tych słów – bajstruk to inaczej nieślubne dziecko, zaś bambaryła to ktoś otyły. Na bułkę chleba mówimy, gdy mamy na myśli bohenek – co można było usłyszeć w filmie „U Pana Boga za piecem”. Łachmany zaś to stare ubrania. Swołocz to ktoś, o kim nie mamy dobrego zdania – taki łobuz trochę. Słowo swołocz mogliśmy usłyszeć w dialogu nad „sprzedanym meczem” Cukrownika Łapy w filmie Piłkarski Poker.

 

Czego wiszczysz – powiemy, gdy zwracamy komuś uwagę, by nie krzyczał. Zaś jest nam wsio ryba, gdy jest nam coś obojętne. I tak powoli żyje się na tej białostockiej wsi, można by było rzecz.

 

Wbrew pozorom słownik gwary białostockiej jest bardzo mocno rozbudowany, jednak gdybyśmy używali wszystkich słów z niego, to trudno by było chyba się porozumieć.

 

Warto zaznaczyć, że przy terenach granicznych Podlasia i Białorusi możemy usłyszeć jak ludzie mówią jeszcze inną gwarą. Tam mówią „po svojomu”. Na północy usłyszymy naleciałości białoruskie, zaś na południu naleciałości ukraińskie.

 

W samym Białymstoku raczej dominuje już czysty język polski, bez regionalizmów, jednakże jeszcze 20 lat temu było zupełnie inaczej. I pomyśleć co by się tu działo, gdyby nie było II Wojny światowej – na Podlasiu byśmy słyszeli nie tylko po svojomu, po białostocku, po polsku, ale też w jidysh, po niemiecku, rosyjsku, a może i nawet w esperanto. Prawdziwy zawrót głowy!

 

Słownik gwary białostockiej:

A

a nu jego (jeho) – do diabła z nim

abalasa – gruba żerdka od płotu

akuratnie – zrobione dokładnie tak jak trzeba

apiać – znowu

apałonik – łyżka wazowa

abalasa – gruba żerdka od płotu – używana jako wspornik do ogrodzenia.

 

B

baćko – ojciec

baciuszka – ksiądz prawosławny

badziewie, badziew – coś bez wartości

bajstruk – nieślubne dziecko

baleja – balia

bambaryła – grubas, głupek, ciężki umysł

bambetle – łachy

bambosze – ranne pantofle uszyte z resztek tkanin

banaluki – głupoty, gadasz banaluki – mówisz głupoty

bandzie – wystarczy

banerka – puszka, konserwa

barabanić – łomotać, stukać, dobijać się

barabolec – wino owocowe – ale też ciasto z zakalcem

barachło – coś bezwartościowego

batarejka – latarka

bełtać – mieszać

berbelucha – tanie wino

baryk – bar, knajpa

besztać – wymawiać komuś

bez – przez, przejdź bez ulice – przejdź przez ulice

biedy sobie naputać – ściągnąć na siebie kłopoty

bladź – pani lekkich obyczajów

blekot – szalej – roślina – blekotu się najadła

błancza – guz

błotka – płotka

bołoto – pole

bor – wiertło

borgować – kredytować, zborgować, wziąść na borg – skredytować, wziąć na kredyt

bormaszyna – wiertarka

bożyć się – przysięgać, a zabóż się – przysięgnij

bradziaga – ktoś nieprzyzwoity

brechać – kłamać, szczekać; niektórzy jednak używają tego zwrotu jako – śmiać się

browar – piwo

bryle – okulary

brynzel – idiota, glupek, ty brynzlu – ty idioto, baranie

buby, bubki – kuleczki, jagódki, itp.

buc – głupek

bulwa – ziemniak

bułka chleba – „poproszę bułke chleba” – poproszę bochenek chleba

burchel – pęcherz

buza – napój ze sfermentowanej kaszy jaglanej

 

C

certolić się – wzajemnie sobie ustępować

ciapki – kapcie

cierlica, międlnica – narzędzie do międlenia lnu

cipier – teraz

chabor – rodzaj łapówki lub prezentu

chaman – cham

chaziaj – gospodarz pełną gębą

chazior – pewny siebię, butny

certolić się – wzajemnie ustępować

chiebra – gromada, banda

chwiluńka – moment, chwileczkę

chwost – ogon

chyższy – szybszy, kto chyższy? – kto szybszy?

cierlica, międlnica – narzędzie do międlenia lnu

ciurma – więzienie

chlapcążki – obcęgi, kombinerki

chłodnik – rodzaj zupy podawanej na zimno

chodzić do magazynu – chodzić do sklepu

chodzić w arende – kraść owoce z sadu

chomtolić – psuć, coś zacząć i zostawic nie gotowe

chwacit – starczy, dosyć („ci” czytać jako „c-i” nie „ć”)

chwiluńka – moment, chwileczkę

cupać – skubać, trącać przynętę

cymes – nadzwyczajna potrawa, także nazwa jednej z potraw żydowskiego jadłospisu

cypek – mycka

czałpicsa – czepiać się kogoś, dręczyć kogoś

czemergies – samogon, ruska wódka

czepił sie jak rzep psiego ogona – ktoś się kogoś bardzo „uczepił”, przeszkadza

czuczeło – dziwadło, straszydło

czugunny – garnek odlewany, żeliwny garnek

czuwać – slychać

czy ja jemu w garki patrze sie? – nie interesuję się jego sprawami

czychunka – kolej, tor kolejowy

czyżyk – mały chłopczyk

 

D

daje dzisiaj mróz – zimno dziś

dali popalić – dokuczyli

darem, na darem, daremno, nadaremno – bez efektu, bezproduktywnie

dziengi – pieniądze

dętka – bąbka choinkowa

dladaj dla cioci – daj cioci, boli dla mnie głowa – boli mnie głowa

dochodzić tołku – racjonalizować, porządkować argumenty

durak – dziwny, niespotykany

durniacha – naiwniak, łatwowierny

durnowaty – głupkowaty

druszlak, durślak – cedzak

drzewnianny – drewniany

dwiuch – dwóch

dynia – zamiast melon i melon zamiast dynia

dynksić – bać się

działgaćpies działga – pies ujada

dziamgać – marudzić, pleść bzdury, gadać androny

dziażka – pasek

dzieżka – dzbanek

dźwi – drzwi

 

F

fajerka – jedno z kółek żeliwnych zakrywające otwór w płycie kuchennej

fanga – ślad po uderzeniu

faradyny – spodnie

farfocel – strzęp

fest zrobione – dobrze zrobione

flafcążki – obcęgi, kombinerki

fleja – brudas, brudaska

ficzka – krotka bluzka, kurtka

fifraczek – żakiet (najlepiej fioletowy, bo to kolor Podlasianek)

fizyczny piec – piec opalany węglem, drewnem

fufajka – waciak

furt – znowu, jeszcze raz, ponownie

 

G

gała – nieudacznik , gapa, ciapa

garki – garnki

gąsewka – skórzany łącznik bijaka z trzymakiem w cepach

giry, syry – nogi

glaca – łysina

gołodupiec – biedaczyna

graba – ręka

grać w kaczanego – wielkanocna zabawa polegająca na toczeniu jajek po pochyłości

gumno – łąka

góruje – ból nie do wytrzymania

gra w „dwa tereny” – gra „w dwa ognie”

gra w „piegi” – ułańska zabawa

 

H

hajtać się – brać ślub

hadztwo – ohyda, obrzydliwa istota, nieprzyjemne uczucie

handryczyć się – sprzeczać się, złościć, pokrzykiwać

hapać – brać

hapun – ten co zabiera nie swoje, (hapać – brać) np. po niegrzeczne dzieci przychodzi hapun hebel – kochanek

hetudy – tędy

hetyj – ten

hledzieć – patrzeć

hołoble – dyszle boczne w wozie konnym

hulać – pić alkohol

hulanka – popijawa

 

I

ichtrzeba ich podnieść – trzeba je podnieść (np. jabłka)

ichni – ich

ichny – ich

idę/jadę na miasto – idę/jadę do miasta

idę do jego – idę do niego

idz ty w żopu – odczep się, odwal się

idziem – idziemy

iść pieszkom – iść na nogach, pieszo

iść z buta – iść pieszo

 

J

jadaczka – gęba

jajka w śniadku – jajka na miękko ledwo ścięte

jełop – głupiec

jobów nasadzić – nawymyślać, skląć

jucha – krew

juszka – wywietrznik piecowy

 

K

kaban – wieprz, świnia

kabanina – wieprzowina

kabona, kabonka – pieniądze

kaczan – głąb, rdzeń kapusty

kanka – konewka

kartacze – Pyzy z mięsem

knypeć – niedorostek, smarkacz

karakan – karaluch, albo ktoś niski

karman – portfel

kasza hreczana – kasza gryczana

kawalerczak – niedorostek, smarkacz

każdą razą bądź – w każdym przypadku

każden, któren – każdy, który

kicha – wstyd, lub coś kiepskiego, jaka kicha – jaki wstyd, to jest kiszkawe – to jest kiepskie

kiego – czego, po co, kiego licha tam jedziesz?! – po co tam (do cholery) jedziesz?!

kiendy? – którędy?

kiendziuk – flaki

kiepeła – głowa

kinol – nos

kipiatok – wrzątek

kisle mleko – mleko zsiadłe

kitrać – chować

klatencja – klatka schodowa

klekotun – bocian

kleić durnia – udawać, ukrywać coś

klikać– wołać

kocik – mały kotek

kokrzysko, kukrzysko – stare siedlisko

kołdoby – wyboje

kołduny – pyzy, kartacze

kondon – kondom

kopańka – dłubanka, naczynie wykonane z jednego kawałka drewna

koperkaczka – puszka z podziurawionymi bokami, mocowana na drucie, wypełniona czymś palnym i rozpalona. Służyła dla zabawy do kręcenia otwartym ogniem wokół głowy.
kordła – kołdra

korp – gołębnik

koza – piecyk żeliwny

kozytkać – łaskotać

kozytki – łaskotki

kozyrek – daszek od czapki

kruczek – pogrzebacz

krupa – kasza

któren – który

kucia, kutia – potrawa bożonarodzeniowa składająca się z ryżu z makiem i bakaliami

kumać – rozumieć, nie kumaty – człowiek mający trudności w zrozumieniu czegoś

kupalim – kąpaliśmy

kupywać – kupować

kurzyć – palić papierosy

 

L

latoś – tego roku

leci jakby jemu soli na ogon nasypał – biegnie prędko, spieszy się

letko – lekko

lewszun – leworęczny, mańkut

limo – siniec

liszni – zbędny

 

Ł

ładyszka – dzbanek

łajza – powsinoga

łepetyna, łbicho – głowa

łoj – oj, łoj boże – oj boże

łoncki dziadzio – staromodny, nieaktualny człowiek

łoni – ubiegłego roku

łypa – warga

 

M

machorka – lichy tytoń

magazyn – sklep

masłobojka – maselnica, przyrząd do ubijania masła

maść nabolenie – środek na chorobę

mata – macie

mamona, mamonka – pieniądze

manera – pusta puszka ( banerka )

maszyna – kuchnia gazowa

mączka – cukier

melon – zamiast dynia i dynia – zamiast melon

menel – pijak

meszty – kapcie

mieć kołtun – fryzura w nieładzie, siano na głowie

mleko uciekło – mleko wykipiało

mielim – mielimy, mielta – mielcie

mlon – nielubiany mężczyzna

modzele, mozole – odciski

mogiłki – cmentarz

mordownia – kiepska knajpa

możno – można

musi – pewnie, prawdopodobnie, częste jest powiedzenie: musi tak…

murzyk – mężczyzna

mutra – nakrętka

myszorec – pomocnik woźnicy towarowej konnej platformy, ładowacz

myszygene – zwariowany, stuknięty

 

N

na zaś – na później, na zapas

nadajeli – dali popalić

nahula – natrętny, upierdliwy

namolny – natrętny, upierdliwy

napchać kałdun – napełnić brzuch

nastojka – nalewka

nawarzyć – ugotować

nazukoś – ukosem (przechodzić przez jezdnię nazukoś)

nie duż głowy – nie zawracaj mi głowy

nie zdzierżyłem – nie wytrzymałem

nie zniese – nie zniosę

nie zawracaj gitary – daj mi spokój, nie nudź

niehadliwy – nie brzydzący się

nos – pijak

nyje mnię – mdli mnię

 

O

obied – obiad

obiedać – jeść obiad

obrzyn – broń zazwyczaj kłusownicza, karabin z obciętą lufą

obuwaj się – nakładaj buty

ocipiał? – zwariowałeś?

odczmuchać sie – otrząsnąć się

odkazać – odmówić

odkluczyć – otworzy

odracha – niechluja

odziać się – ubrać się, opatulić

odwietki – odwiedziny nowonarodzonego dziecka

oładki, ołatki – placki ziemniaczane

otot jaki ty głupi – (oj) jaki ty głupi

otawa – drugi pokos trawy

 

P

pacan – smarkacz, pędrak

padaka – coś bardzo śmiesznego, ale padaka – ale śmieszne

pajucina – pajęczyna

pała – głowa

pampuchy – pączki dla ubogich

paniał? – zrozumiał(eś)?

papcie – obuwie domowe

patrzaj – patrz

parszuk – świnia

paszcza – buzia, usta

patałach – ktoś niezadbany, poniżenie

peniak – tchórz

pepegi – tenisówki

perelina – peleryna

pet, kip – niedopałek, papieros

pieczka – legowisko na piecu do spania

pietuch – kogut

pinda – narząd płciowy kobiety, również używane jako obelga

piterka – portfelik

piston – smarkacz

plita – płyta kuchenna

placforma – platforma np. konna do przewożenia dużych ładunków

plajster – plaster

plaskaty – płaski, spłaszczony

płastynki – blaszki z owalnym otworem przybijane do obcasa, służące do mocowania łyżew

płaszczadka – drewniany podest do tańca

po pociemku – po ciemku, siedzę po pociemku – siedzę po ciemku

po poslednim – jeszcze jednym, kolejnym, to jak, po poslednim? – to jak, zapalimy jeszcze?

pocelować – trafić

pociopać – posiekać

pochlopka – cieńka zupa

pochłodnieje – ochłodzi się

podpierdalanka – rodzaj biednej zupki z ziemniaków

podprowadził pod durnego chate – zrobił ze mnie głupca

podwórekchodź na podwórek – chodź na dwór

poka – (czyt. paka) cześć

pokinunć – zgubić

poklikać – zawołać

pomalej – pomału

popelina – wstyd, jaka popelina – jaki wstyd

potoknąć – wypłukać, także znaczyło polać wodę np. drugiej osobie na dłonie przy myciu się

porwał – podarł, uszkodził, rozerwał

poślim – poszliśmy

pośpieszaj – szybciej

poszed w kibini macier – wypchaj się, idź do diabła

poszła ty w buraki – przekleństwo typu idź do diabła, won

poszedł w bołoto – przekleństwo typu idź do diabła, won

poszła w czortu – przekleństwo typu idź do diabła, won

powiestka – wezwanie

pójdziem – pójdziemy

pójść w odwiedki – odwiedzić rodzinę, w której niedawno urodziło się dziecko; nie należy przychodzić z pustymi rękami

półpierdun – wierzchnie okrycie długości ¾

prodziż – prodiż

prukwa – obelżywie kobieta „rozlazła”

prynuka – namawianie

przebrać się – przeprowadzić się

przedzierzgać się-przebierać się

przylepka – kromka chleba

przylimonić – walnąć, stuknąć

przytrzódka – pomocnik kierownika stada krów ( naczelnego pastucha)

psiuk – mały pies

 

R

raby – plamisty (stąd często łaciata krowa nazywana jest: Raba)

ramkaramka papierosów – paczka papierosów

raszpla – kobieta bardzo lekkiego prowadzenia

razdziawa – gapa, niezdara

rećka – rzodkiewka

rezać – ciąć, rżnąć, piłować

rodyska – rzodkiewka

rogatka – proca

rozdziewaj się – zdejmij odzienie

rozgawenia – osoba roztargniona

rozkołupać – powiększyć otwór

rozpuszczanierozpuścić dzieci – rozpieścić dzieci, rozpuszczony jak bisurmański bicz – rozpieszczone dziecko

roztropa – osoba roztargniona

roztworzyć – otworzyć np. okno, słoik, buzię

roździawa jedna – krzykaczka, głośna osoba

rubaszka – koszula męska

rugać się – przeklinać

rychtyk – akurat, właśnie, samo rychtyk – w samą porę, o czasie

ryło – twarz

rypać się – tłuc/bić się

ryży – rudy

 

S

saczek – bluzka

samogon – bimber, nielegalnie pędzony alkohol

sałata, sałaciarz – taksówka, taksówkarz

saławiej – słowik

słychowaćco słychować? – co słychać?

sarafan – sukienka bez rękawów

se – sobie – weź se kup – weź sobie kup

siaszka – kosa

sień – weranda

siniak (akcent na „a”) – rodzaj grzyba, którego kapelusz sinieje po potarciu

sinka – niebieski barwnik używany do krochmalenia

siurek smarkacz, „mały interesik” u chłopczyka

skakinaty skakino jedna, ty bydlaku

skibki – kanapki

skołowacieć – stracić orientację, zgłupieć

skowroda – patelnia

skrobać marchewki – deptać komuś po piętach

smark – niedorostek, smarkacz

słychać – czuć, słychać spaleniznę – czuć spaleniznę

sobaka – pies

starszy – drużbant, świadek ślubu

stojali – stały

stojało – stało

stolarzowaty – znający się na stolarce

struchlałe – zmurszałe np „patyki struchlałe”

stukkarta stuk – w grze w karty, karta nie do wycofania

suchna – owca

sulan – leworęczny, mańkut, szmaja

swarycsa – kłócić się

swołocz – łobuz, drań

szantrapa – osoba roztargniona

szałaputa – człowiek bezmyślny

szaszok – tchórz

szlauch – rura gumowa

szparko – szybciej, poganianie

szpuk – gołąb pospolity, nierasowy

szpurc – niedorostek, smarkacz

sztanga – obciążnik zegara ściennego

sztany – spodnie

szajbus, szajbnięty – wariat

sztafirować – stroić się

szczun – smarkacz

szkodowiery, szkodowieki – skąpca

szmaja– leworęczny, mańkut

szmuc – brud

szpilorek – szydło

szprechać – mówić

szpurt – szybki bieg

sztafirować – stroić się

szuba – sałatka kartoflano-śledziowo-warzywna

szurganiec – łobuziak

szulaki – określenie na ptaki drapieżne polujące na gołębie

szypszyna – nasienie, owoc dzikiej róży

szwajsować – spawać

szwendać się – spacerować bezmyślnie

 

Ś

ślozy – łzy (częste powiedzenie: i po co tak lejesz ślozy?)

śniedać – jeść śniadanie

śrubstag – imadło

świeżynka – świeża pieczeń wykonana zaraz po uboju prosiaka

 

T

taborek – taboret

tako – w ten sposób

taksowka – nazwa każdego samochodu osobowego, nie koniecznie taxi

taskać – nieść

temu – dlatego

tenten pomarańcz – ta pomarańcz, ten winogron – ta winogron

terperda, torpeda – mały pociąg osobowy złożony z dwóch jednostek

telepać się – trząść się, ale dziś telepejszen – ale dziś zimno

toczka – głośnik zakładowego radia

tok – bateria

tołkować – tłumaczyć, bez tołku – bez sensu, bez pomyślunku, nietołkowny – nie dający sobie wytłumaczyć

tutaj babcia koszyk nosiła – „gest kozakiewicza”, tu się zgina…

trafić na chanajki – przed wojną dzielnica znana z pośledniejszych pań lekkiego prowadzenia

turza (czyt. tur-za) – boli

 

U

uchażor – starający się o rękę panny

uczycielka – nauczycielka

ugotujem – ugotujemy

ukatrupić, zakatrupić – zabić

unaj, undzi – tam

ulnik – babka ziemniaczana

upioką – upieką

upioke – upiekę

 

W

wajcha – dźwignia

walonki – obuwie z filcu na mróz i śnieg

wałatakiego wała – „gest kozakiewicza”, tu się zgina…

watacha, wataszka – grupa, gromada

wchodziny – parapetówka

wcinać – jeść

wentroba – wątroba

wieczera – kolacja
wieczerać – jeść kolację

wiernusa – zawrócić się

wiszczeć – piszczeć, krzyczeć

wiuga – zawieja

włanczać, wyłanczać – włączyć, wyłączyć

wołoczebne – prezent od matki chrzestnej

wredota – o osobie wrednej

wrzaskun – awanturnik, pieniacz, także głośno krzyczące dziecko

wsio –wszystko

wycierucha – kobieta bez zasad

wycug – dożywotnie, utrzymanie

wyczmuchać – przewietrzyć

wygrużać – wywalać, usuwać

wykipiło – wykipiało

wyskipło – wykipiało

wyrko – łóżko

wzion – zabrał

 

Z

za biezdurno – za nic, za darmo

za frajer – za nic, za darmo

za im – za nim

zaciągnąć się – zagłodzić, brak apetytu

zadawać – dać

zaidrosny – zazdrosny

zajedno – wszystko jedno, to samo

zajzajer – kwas, coś bardzo kwaśnego

zakluczyć – zamknąć

zakolegować – zaprzyjaźnić

zalatywać do kogoś – wejść do kogoś na chwilkę

zamaniło – zachciało się

zapalić – włączyć (np. światło, telewizor)

zapluszczyć oczęta – zamknąć oczy

zapojka – napój do zapijania alkoholu

zasynać – zasypiać

zaszpilić – zapiąć na guziki

zawtrakać – jeść

zbuk – zepsute jajko

zdurniał, czy co? – czyżby człowiek ogłupiał, dziwnie się zachowuje

zdym – zdejmij

zgliwiały ser – psujący się twaróg

zeksastać na zeksie – stać na czatach, okrzyk „zeksa” służy również jako ostrzeżenie alarmowe

zezwać – wyzwać, nakrzyczeć na kogoś

zieziulka – kukułka

ziomal – rodak, kuzyn

zjechać do domu – wrócić do domu

zołza – o osobie wrednej

zrobić rezultat – policzyć się z kimś, zrobić z kimś lub z czymś porządek

zrobim – zrobimy

 

Ż

żeb – żeby

żulik – mały chłopczyk

żywina – trzoda

żywiuszczyj – żywotny

Rok obrzędowy na Podlasiu wyznaczony był na przełomie XIX i XX w. wyznaczony przez kalendarz liturgiczny. Wiele zwyczajów na pewno znacie, ale jeśli nie mieszkacie na wsi, o niektórych raczej nie słyszeliście. Tak być może z dniem świętej Tekli.

 

Czci się ją 23 września, kiedy to należy rozpocząć kopanie ziemniaków. Czasu rolnicy mają niemało, bo aż do 15 października. Do dziś w małych miejscowościach można usłyszeć powiedzenie ” W dzień świętej Tekli, ziemniaki będziem jedli”. Czy wcześniejsze wykopki mogły przynieść pecha. Należy w to wątpić, ale tradycja musiała być podtrzymana. 

 

Kim była św. Tekla? Wyznawcy prawosławia uważają ją za pierwszą męczennicę. Wiążą się z nią liczne niezwykłe opowieści. Wielokrotnie cudem unikała śmierci. Miała zostać spalona na stosie za zerwanie zaręczyn, lecz egzekucję przerwał deszcz. W Rzymie natomiast, rzucona na pożarcie lwom, wyszła z opresji bez szwanku. Zwierzęta bowiem nie były głodne. Uciekając przed cesarskimi  prześladowcami, natrafiła na wielki blok skalny. Dzięki modlitwom ten się rozstąpił, tworząc wąwóz. 

Już po raz dwunasty na drohiczyńskiej ziemi odbędzie się Zlot Wojowników Słowian, Bałtów i Wikingów. Nad Bugiem od 8 lipca czekają więc nie lada atrakcje dla wszystkich pasjonatów historii.

 

Takie imprezy to idealne połączenie przyjemnego z pożytecznym. To coś innego niż zdobywanie wiedzy z podręczników. Na własnej skórze można przekonać się jak wyglądało życie we wczesnym średniowieczu. Służyć będzie do tego specjalnie odtworzono wioska rzemieślnicza. Odwiedzimy  warsztaty rzemieślnicze kowala bądź garncarza. Nie zabraknie też…wróżki.

 

Na drohiczyńskim zlocie wojowników jest nie tylko rzemieślnicza praca i wojownicza rywalizacja ( rekonstrukcja napaści Polan na Drohiczyn przewidziana jest w sobotę 8 lipca. Jest również miejsce na zabawę. O nią zadbają zespoły muzyczne. Ten rekonstrukcyjny festiwal historyczny łączy pasjonatów historii – ludzi, którzy na te kilka dni mogą przenieść się w tak odległe, a jednocześnie tak bliskie im średniowiecze.

 

Wiejska ławeczka. Dla przejezdnych to lokalny monitoring. Dla mieszkańców osad to miejsce spotkań, szczerych rozmów czy nawet śpiewów. Oczywiście młodych na niej nie zobaczymy. Do ławeczki trzeba bowiem…dojrzeć. Niestety, nawet wśród starszych mieszkańców wsi są już rzadziej wykorzystywane. Obyczaj powoli zanika.

 

Jeszcze 10 lat temu nie można było wyobrazić podlaskiej wsi bez ławeczki. Zdawałoby się, że na stałe wpisały się w tamtejszy idylliczny krajobraz. Czasy się jednak zmieniają. Dzisiejsze osady coraz częściej przypominają miasta. Przybywa murowanych budynków, często bogato zdobionych. Ich właścicielami są bowiem uciekinierzy z aglomeracji. Rosnąca liczna ”obcych” na wsi zmienia jej obraz.

 

Trudno sobie wyobrazić, aby Warszawiak pasjonował się przejeżdżającymi autami po jedynej drodze na wsi. Bo co innego można obserwować z wiejskiej ławeczki. Starszych na ławeczce można porównać do obserwatorów wyścigów formuły 1. Głowę przekręcają z lewa do prawa, skupiając wzrok na maszynie.

 

Podlasie wsie, zresztą jak w całym kraju powoli się wyludniają. Z wielu zabudowań zamieszkałych zostaje kilka. Są to najczęściej Ci, których rodzina nie rusza się ze wsi od pokoleń. Zbyt bardzo przywiązani do rodzinnej ziemi, nawet nie myślą o przeprowadzce, nawet jeśli nie ma już z kim porozmawiać. Wiejskie ławeczki służyły właśnie konwersacjom, zapewne nie raz przy małym piwku.  

 

To tam plotkowano, gadano o wszystkim i o niczym, a więc o przysłowiowych tirach i naczepach. Do ławeczki trzeba jednak dotrzeć. Ci, którzy pamiętają czasy jej świetności, często są już schorowani. Nieraz poruszanie się po domostwie sprawia problem. Dojście do ławeczki stanowi więc swego rodzaju mission immposible.

 

Każda ławka to inna historia. Często poniszczone stanowiły jedyne źródło rozrywki dla mieszkańców wsi. Widząc je mamy mieszane uczucia. Jedni pytają ”Po co oni tak się gapią’?’, drudzy stwierdzają ”Ależ to urocze”. Miejmy nadzieje, że ławeczki nie znikną na stałe. Na wiejskie salony raczej nie wrócą, ale tradycja być musi!

 

W Osmoli (powiat siemiatycki) organizowana jest jedyna taka impreza w Europie. Jedną z czterech konkurencji Amatorskiego Turnieju Paintballowego stanowi rywalizacja osób niepełnosprawnych na wózkach. Turniej zorganizowało Paintball Podlasie, które udostępniło zawodnikom sprzęt, stroje, maski oraz miejsce do gry. Wszyscy uczestnicy otrzymali dyplomy, drobne upominki od sponsorów oraz ufundowane przez Gminę Dziadkowice.

 

Jak nie łatwo się domyśleć ostrzeliwania się na wózkach nie jest łatwym zadaniem. Jako, że plac był wyboisty nie obyło się bez pomocy kolegów, których zadaniem było pchanie pojazdów. Przy trudniejszym terenie trzeba bardziej uważać, gdyż łatwiej się wywrócić. Jednocześnie trzeba pilnować gry. Rywalizujące drużyny nie kryły wdzięczności dla organizatorów. Dzięki nim mogli poczuć dreszczyk emocji. Przypływ adrenaliny potrzebny jest przecież dla każdego.

 

W rozgrywkach na wózkach wzięło udział łącznie pięć drużyn, w tym jedna kobieca oraz jedna z przewagą liczebną pań. Imprezę docenił marszałek województwa obejmując nad nią patronat.

Czerwiec to dogodny czas na zbieranie wielu gatunków ziół jak choćby, skrzypu polnego czy liści malin. Dlatego też Ziołowy Zakątek w Korycinach zorganizował imprezę pod nazwą ”Nadbużańskie Ziołowe Spotkania”. Event ma na celu promocję zbieractwa dobroczynnych roślin.

 

Atrakcji nie brakowało. Każdy mógł wziąć udział w konkursie ”Co to za zioło”. Rozpoznanie roślin po samym zapachu okazało się nie lada sztuką. Nawet najwięksi pasjonaci ziół mieli problemy. Ponadto stworzono możliwość stworzenia własnej unikalnej mieszanki. Powstały więc oryginalne receptury. Nie mogło odbyć się również bez aromaterapii. Cudownym zapachom nie było końca. Dużą atrakcją był również pokaz pozyskiwania naturalnych barwników roślinnych

 

Ziołowy Zakątek to jedyne takie miejsce w regionie. Na ponad 12 ha zgromadzono blisko 1500 gatunków roślin. Obiekt powstał w 2002 r. ale przygotowania do jego uruchomienia poczyniono już na początku lat. 90.Placówka zrodziła się z pasji. Jej właściciel już jako dziecko zbierał zioła ze swoją babcią. Zarobione pieniądze ze skupu przeznaczał na atlasy roślin i inne przyrodnicze publikacje. 

Na podlaskiej  wsi wszystkie święta religijne mają niezwykle barwną i bogatą oprawę. Dzieje się tak, ponieważ obok treści sakralnych ważną rolę odgrywa tam tradycja i ludowa obrzędowość. Nie inaczej jest podczas Święta Bożego Ciała. 

 

Szczególne właściwości magiczne przypisywano zebranym z ołtarzy kwiatom, wiankom i gałązkom. Do wicia wianków używa się do dziś wielu ziół i traw, bo jak mówi stare przysłowie: ”Każde ziele mówi: święć mnie”. Były używane zioła o znaczeniu leczniczym i gałązki drzew chroniących od piorunów. Wśród ziół najważniejsza była bylica boże drzewko – ziele o czarodziejskiej mocy.

 

Na terenach położonych nad Narwią, starzy ludzie, szanujący dawny zwyczaj, powiadają że w wielu domach wito po dziewięć małych wianków. Każdy z nich był z innego ziela. Wianki takie kładziono pod podwaliny nowo budującego się domu, a także w stodole pod pierwszy przywieziony z pola snopek zboża. Kadzono nimi ponadto naczynia do rozczyniana mąki, tzw. dzieże. okadzano także chorych na gardło. Wierzono np., że rozchodnik i macierzanka rozpędzają chmury gradowe.  

 

Zioła, które wykorzystywano do wianków i bukietów stosowano jako lekarstwo przeciwko wszelkim dolegliwościom. Według wierzeń uzdrawiały one ludzi, ale chroniły też bydło od zarazy, a dym ze spalonych wianków odpędzał ponoć chmury gradowe. Poświęconej macierzanki używano do okadzania krów podczas cielenia, lubczyk leczył ból gardła, dzięki rozchodnikowi ustępowały wszystkie choroby, a gałązki leszczyny były niezawodnym środkiem od piorunów i grzmotów.

Sporządzanie kawy z żołędzi to na terenach nadbużańskich długoletnia tradycja. Mieszkańcy do dziś dysponują wiedzą zaczerpniętą od swych przodków. Napój ten był jeszcze popularny tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Ze względu na swe zdrowotne właściwości wzmianki o kawie żołędziowej znajdują się w literaturze wielu polskich pisarzy. Jednym z przykładów jest ” Zielnik Ekonomiczno-Techniczny” z 1845 r. autorstwa Józefa Geralda Wyżyckiego, gdzie można wyczytać, że napój wzmaga układ trawienny i limfatyczny. 

 

Najistotniejszym potwierdzeniem tradycji produktu oraz jego związku z nadbużańskim Podlasiem można odnaleźć w utworach u ks. Krzysztofa Kluka, który zachwycał się kawą żołędziową w jednym ze swych dzieł. Dzięki możliwościom korzystania z bogatej biblioteki i gabinetu przyrodniczego w Siemiatyczach ks. Kluk dokonał przełomu w polskich naukach przyrodniczych i rolniczych. Nadbużańska kawa to zdrowy, posilny i wzmacniający napój, dający poczucie sytości, wzmacniający żołądek, wątrobę i śledzionę, likwidujący zaburzenia żołądkowe.

Od wczoraj trwają spotkania tegorocznych maturzystów na Świętej Górze Grabarce. Ich organizatorem jest Bractwo Młodzieży Prawosławnej.  Uczestniczą w nim nie tylko pielgrzymi z Polski, ale także z Gruzji, Rosji Estonii, Rumuni, Słowacji oraz z Syrii i Islandii. Jest to dobra okazja do wymiany poglądów i doświadczeń. Myślą przewodnią 38. spotkań są słowa apostoła Tymoteusza „…wiem, komu zawierzyłem i pewien jestem tego, że On jest w mocy zachować to, co mi powierzono do owego dnia”.

 

Spotkanie rozpoczęło się wspólnym nabożeństwem oraz poświęceniem wody w studni przy Świętej Górze. Został ustawiony wielki drewniany krzyż w intencji wszystkich przybyłych. Sobota to czas dyskusji w ramach warsztatów ”100 pytań do..”. Hierarchowie odkryją przed zainteresowanymi wszystkie tajemnice.

 

Jako że cerkiew pod wezwaniem ikony Matki Bożej Wszystkich Strapionych Radość, przeszła generalny remont,w niedzielę nastąpi jej ponowne wyświęcenie. Będzie to doskonale zwieńczenie pielgrzymki. Spotkania maturzystów są najważniejszą inicjatywą młodzieży prawosławnej w Polsce, odbywającą się nieprzerwanie od 35 lat. W latach 80-tych gromadziła ponad 3000 uczestników i była największym spotkaniem młodzieży prawosławnej w Europie i na świecie. W ciągu 35 lat historii w Paschalnej pielgrzymce wzięło udział blisko 50 tys. młodych osób.

Choć o Pana Eugeniusza upomniały się niebiosa, pamięć po nim żyje wśród mieszkańców wsi Skiwy Małe, leżącej nieopodal Siemiatycz. Długo przetrwa też jego dzieło – prywatne miejsce mocy. Oznak wyjątkowości działki rolnej było wiele. Mimo że w pobliżu nie ma dębów, na polu zasiały się same.  Dlatego też teren miejscowi nazywają ”dębitką”. Dziwnie zachowywało się też ptactwo. Stado bocianów niejednokrotnie raptownie zmieniało kierunek lotu, okrążając miejsce. Inne zwierzęta po prostu kochały się tam wylegiwać. 

 

Jako, że Pan Eugeniusz od lat zajmował się radiestezją, postanowił sprawdzić rozmiary promieniowania. Uznaje się, że miejsca mocy wykazują 18 tys jednostek w tzw. skali Bovisa. Na polu norma ta została znacznie przekroczona – 28 tys. jednostek. Z dnia na dzień, co dziwne,  promieniowanie jeszcze rosło. Coś było trzeba z tym zrobić.

 

Rozwiązanie przyszło we śnie. Tajemniczy głos nakazał mu usypać kopiec a z kamieni stworzyć spiralę. Tak też uczynił. Zajęło mu to kilka dni, mimo że kilka dni wcześniej wyszedł ze szpitala. Starannie wyselekcjonowane kamienie pan Eugeniusz sprowadził ze żwirowni. Największe z nich waży ponad 100 kg, ale nie sprawiały żadnego problemu przy transporcie. Budowa kręgu skończyła się 26 lipca, co jest pierwszym dniem w roku kalendarza Majów. Przypadek?

Promieniowanie wzrastało w szybkim tempie. W pewnej chwili zbliżyło się do poziomu, jaki znamy w czakramu na Wawelu – 120 tys. jednostek. Pan Eugeniusz postanowił skonsultować się ze specjalistami. Okazało się, że jego pomiary były całkowicie prawidłowe. Sytuację ustabilizowało dołożenie do kopca kolejnych warstw ziemi. Dołożone zostały też dodatkowe kamienie.

 

Gdy kopiec został usypany, w okolicy doszło do ciekawych zjawisk. Ze żwirowni zniknęła woda, na łąkach pojawiły się zaś lecznicze rośliny. Z pól pouciekały nawet krety. Na ptaki zaś miejsce działało jak magnes. Całe stada zlatywały bowiem nad kopiec. Często w pobliżu miejsca mocy przestawały działać urządzenia elektroniczne. Trudno było więc zrobić zdjęcie dla kręgu. Nad kopiec przychodzili oczywiście miejscowi, w celu naładowania akumulatorów. Niektórzy mieli nawet prorocze wizje.

 

Skąd pochodzi niespotykana siła miejsca. Przypuszcza się, że zamieszkujący dawniej owe tereny Celtowie, stworzyli tam miejsce kultu. Ziemia była więc świadkiem wielu rytuałów. Co ciekawe, Sikwy Małe znajdują się w jednej linii prostej z innymi cudownymi lokalizacjami. Jest to chociażby Koterka, gdzie ukazała się Matka Boska, czy też Grabarka, pełniąca rolę Jasnej Góry prawosławia. W niewielkim oddaleniu od wsi odnaleźć można wzgórek. Chodzą słuchy, że spoczywa tam celtycki książę. Inni są przekonani, że mogiła pochodzi z okresu szwedzkiego potopu.

Na owym wzgórku pewien mężczyzna wykopał miecz. Nocą przyśnił mu się właściciel oręża, rozkazując zanieść je na miejsce. Odkrywca skarbu nie zamierzał jednak tego czynić. Od tej pory nawiedzała go tajemnicza siła. Przedmioty latały, szafki same się przesuwały. Odpowiedź wysuwa się sama – to sprawka ducha. Mężczyzna nie mógł znieść życia w strachu i postanowił odnieść miecz na wzgórz. Poskutkowało. Hałasy ustały.

 

W okolicy obecnego kopca w latach 50. doszło do niewytłumaczalnego zjawiska. Stało się to 24 czerwca, w dniu św. Jana. W słoneczny dzień znikąd pojawiła się ciemna chmura, ale zamiast zwykłego deszczu, z nieba spadła gęsta krew. Opad był tak duży, że miejscowy potok cały zabarwił się na czerwono. Mieszkańcy uznali, że doszło do cudu. Na pamiątkę tego wydarzenia postawiono krzyż.

 

Na Podlasiu istnieje wiele miejsc mocy. Wiele z nich czeka na odkrycie. Być może jedno z nich znajduje się właśnie na twej działce! Szukajcie, a znajdziecie…

Jednym ze średniowiecznych zakonów powstałym na polskich ziemiach byli tzw. Bracia Dobrzyńscy. Zaczął on działać w XII w. Bracia mieli na celu bronić Mazowsze i Kujawy przed pruskimi atakami. Przez kilka lat sprawowali władzę w Drohiczynie, a ich rządy zostały przerwane przez Daniela Halickiego, późniejszego króla Rusi.

 

Aby upamiętnić zakon, w miasteczku, co roku organizuje się turniej rycerski. Dzięki niemu możemy zobaczyć jak walczono na miecze kilkaset lat wstecz, ale i nie tylko. Zasady pojedynków są proste. Wygrywa ten, kto trzykrotnie trafi rywala. Wszyscy przybyli do obozowiska nad Bugiem są zawsze pod ogromnym wrażeniem.

 

Boje z Braćmi Dobrzyńskimi toczą Templariusze i Joanici. Oczywiście nie są to już przedstawiciele dawnych zakonów. Pasjonaci walk przyjeżdżają z Białegostoku, Warszawy, Lublina oraz Białej Podlaskiej.

Księżna Anna z Sapiehów była jedną z najznakomitszych postaci związanych z Siemiatyczami. Podupadającą miejscowość w XVIII. w zmieniła w tętniący życiem ośrodek. W 2012 r. w tym postawiono jej pomnik, jeden z nielicznych w całych Siemiatyczach.

 

Nie zawsze jednak cieszyła się szacunkiem i uznaniem.  Chcąc wybudować drogę z ratusza do pałacu, musiała ona zniszczyć żydowski cmentarz. Nie mogło to się oczywiście spodobać tej społeczności. Opowieści mówią, że w czasie spaceru ktoś w akcie zemsty ją uprowadził. Dochodziły również słuchy, że na księżną rzucono klątwę. W jej wyniku miał umrzeć jej syn. Zrozpaczona postanowiła więc udobruchać żydowskich mieszkańców, oferując im im wschodnią część miasta pod budowę cmentarza.

 

Największym zainteresowaniem księżnej były nauki biologiczne. Współpracowała z księdzem Janem Krzysztofem Klukiem, autorem pierwszej w Polsce książki o florze. Z licznych wypraw przywoziła ze sobą rośliny. Niektóre z nich musiano przewozić statkami. W swym pałacu posiadała nawet gabinet historii naturalnej.

 

W Pałacu gościła wiele znanych osobistości, jak Hugo Kołłątaja czy cesarza Austrii Józefa II. Dla wielu kobiet stanowiła wzór kobiety idealnej. Na jednym z balów organizowanych przez Stanisława Augusta Poniatowskiego została uznana na najlepiej ubraną. Aby dobrze wyglądać musiała też nie mało wydawać. Szał zakupów sprawił, że pod koniec życia narobiła sobie ogromnych długów.

Drohiczyn to miasto z bogatą historią. Jedną z jego głównych atrakcji jest Muzeum Diecezjalne. Jego zbiory mieszczą się w kilku salach. Główna z nich – papieska – wyposażona jest w obrazy, pamiątkowe medale, monety okolicznościowe znaczki oraz pocztówki. W innych pomieszczeniach można odnaleźć przedmioty ze srebra czyli kielichy, relikwiarze, monstrancje, a wśród nich te należące niegdyś do rodów Sapiehów czy Radziwiłłów. Na specjalnych stojakach wiszą  bogato zdobione i haftowane ornaty.

 

Nie przejdziemy również obojętnie obok gabloty z pastorałem samego papieża Piusa XII. Można też obejrzeć zabytkowe rzeźby i obrazy, a także oryginalne dokumenty królewskie podpisane przez Władysława IV, Jana Kazimierza i Augusta II.  Każdy eksponat ma swoją unikatową historię. Nie inaczej jest w przypadku Krzyża Virtuti Militari z powstania kościuszkowskiego. Na szczególną uwagę zasługuje czarna biżuteria przypominająca kajdany, którą nosiły żony Polaków zesłanych po 1863 roku na Sybir. Warto wspomnieć o wykonanym na Syberii kielichu mszalnym z dwiema duszami, w które wkładało się rozgrzany kawałek metalu, by podczas mszy św. nie zamarzało wino.

W Korczewie nieopodal Drohiczyna odbywają się Mistrzostwa Polski o tytuł Chłopa Roku. Nagrody w konkursie są typowo rolnicze – chwytak, widły czy kosa spalinowa. Dla miastowych zdobycze owe zdobycze mogą wydawać się nieco abstrakcyjne, ale dla mieszańców wsi to nie lada gratka. Czym muszą się wykazać panowie by wygrać? Niezbędna jest głównie siła, zdecydowanie i pracowitość. Zmagania poprzedza mały konkurs wiedzy rolniczej.

W pierwszej konkurencji należy wykazać się zręcznością w pracy na traktorze wyposażonym w chwytak. Druga konkurencja polega na jak najszybszym zbieraniu ziemniaków. Zadanie trzecie z kolei wymaga wbicia kilku ogromnych gwoździ – tak, by w całości schowały się w pniu. Ostatnia konkurencja pokazuje, kto ma najzręczniejsze ręce. Dojenie krowy na czas to nie przelewki. Warto nadmienić, iż obiektem starań jest sztuczna krasula, a więc i mleko jest bardziej wodniste niż normalnie.

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało listę najbardziej popularnych imion nadanych w ubiegłym roku. Choć na wymyślenie imienia rodzice mają zwykle trochę czasu, nieraz decyzję podejmują dopiero po narodzinach. Ile głów, tyle pomysłów. Presję wywierają dziadkowie, przyjaciele, a nawet sąsiedzi. 

 

Zaskoczymy wszystkich. Na Podlasiu nie dominuje Brajan i Angela. Na czoło wśród chłopców wysunęły się takie imiona jak Jakub, Szymon czy Antonii. Stawia się więc na klasyczne pozycje. Na szarym końcu odnajdziemy takie imiona jak Maksym, Władysław i Albert. Brajanów zarejestrowano tylko pięciu. Szok i niedowierzanie! Jeśli chodzi o dziewczynki, najbardziej popularna okazała się Zuzia, która nieznacznie wyprzedziła Julię i Hannę. Na przeciwległym biegunie znalazła się Vanessa, Nicole czy Sabina.

 

Jak widać rodzice z Podlasia stosują raczej konserwatywne podejście przy wybieraniu imion. Całkiem inaczej jest w Warszawie. Tam zarejestrowano, delikatnie mówiąc dosyć egzotyczne imiona, jak Maxim czy Nathan.

 

 

Nie jest to ogród zoologiczny ani botaniczny. Jedyny taki obiekt na Podlasiu, nazywany enigmatycznie Silvarium stanowi kwintesencję Puszczy Knyszyńskiej. Odnajdziemy go w miejscowości Poczopek położonej na trasie Krynki-Białystok. Zwiedzanie praktycznie rozpocząć już można od wyjścia z auta.

 

Na parkingu bowiem umieszczono dokładną mapę zakątka. Dzięki niej żadna atrakcja nam nie umknie, a jest ich całkiem sporo. Będziemy przechodzić przez urokliwe mostki, podziwiać ciekawe drewniane rzeźby, odwiedzimy też dom sów. Dużą popularnością wśród przyjezdnych cieszy się też Park Megalitów, gdzie skały ułożono na celtycki wzór. Dzięki wielu planszom informacyjnym zapoznamy się ze licznymi ciekawostkami na temat roślin i zwierząt, jakie napotkamy na szlaku. Do spaceru czy jazdy rowerem przygotowano specjalne trasy, tzw. leśne wędrownice. Wytyczono je tak aby pokazać to, co najlepsze w lesie.

Właśnie ukazała się bogato ilustrowana książka ”Bolek i Lolek zwiedzają Polskę”. Jej autorkami są Zuzanna Kiełbasińska i Anna Nowacka. Kultowi bohaterowie latającym dywanem przemierzają wzdłuż i wszerz kraj w poszukiwaniu zaginionego smoka wawelskiego.

 

Na Podlasiu oczywiście również nie mogło ich zabraknąć. Odwiedzili Puszczę Białowieską, Tatarów w Kruszynianach i Świętą Górę na Grabarce. Z pewnością na naszych terenach przeżyli niezapomniane przygody. Nie może być przecież inaczej. Doskonała pozycja czytelnicza nie tylko dla najmłodszych. Na majówkę, jak znalazł.

Jeśli macie problem ze zdrowiem, a farmaceutyki przepisane przez lekarze nie pomagają, warto skorzystać z dobrodziejstw natury. Zioła rozwiążą sprawę. Album o roślinach o właściwościach zdrowotnych wydawało właśnie Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. Patron obiektu stworzył pierwszy podręcznik botaniki. On też zasłynął z pionierskiego opisu komórkowej budowy roślin. Terminologia wypracowano przez ks. Kluka przetrwała do dnia dzisiejszego.

 

Album stanowi nawiązanie do ogrodu roślin leczniczych, który działa na terenie muzeum od lat 80. Tam też możemy zgłębić tajniki ziołolecznictwa. Książkę podzielono na kilka działów, dzięki którym łatwo odnajdziemy ziołowy specyfik na konkretną dolegliwość. Ból zębów, gorączka czy katar już nigdy nie będą nam dokuczać. Obok opisów odnajdziemy też liczne przepisy na syropy czy przetwory. Dowiemy się też, jakie dobroczynne rośliny znajdziemy w przydomowym ogrodzie. Przewodnik po ziołolecznictwie to doskonała propozycja dla tych, który medycyna tradycyjna zawiodła.

 

Spotkać tego ptaka to nie lada zaszczyt. Mieszka w podmokłych lasach unikając człowieka jak ognia. Bocian czarny, bo o nim tu mowa jest niczym biały kruk. Wyjątkowy w każdym calu. Potocznie nazywa się go hajstrą. Podlasie to jeden z nielicznych terenów gdzie można na niego wpaść.

 

Podczas gdy zwykłe białe boćki cieszą się uznaniem, stanowiąc symbol szczęścia, to bocian czarny nie kojarzył się dawniej dobrze. Wszystko przez jego ubarwienie piór, uznawane jako dosyć żałobne. Uważa się je jako pustelników, chociaż w chwili odlotu widywano stada liczące nawet do 100 bocianów czarnych.

 

Tak, jak biali kuzyni, wędrują do Afryki. Wiele z nich jednak nie dolatuje na miejsce. Ptaki wracają do nas w okolicach kwietnia. Zwykle posiadają nawet kilka gniazd. Dlatego też niektóre z nich pozostają puste nawet na kilka lat. 

 

Utarła się opinia, że nigdy nie można spotkać bociana czarnego przy białym krewniaku. To mit. Żerować mogą obok siebie, lecz raczej się nie dogadają. Bocian czarny nie klekoce, a porozumiewa się tylko i wyłącznie gestami. Ptaki te nadal skrywają tajemnice. 

Aukcja na serwisie internetowym, jakich wiele. ”Stara plomba” – taki przedmiot wystawił na niej mieszkaniec Mielnika. Towar został zakupiony przez użytkownika z Gdańska za kwotę 150 zł.  Okazało się jednak, że owa plomba to bezcenny zabytek archeologiczny, mianowicie fragment bulli papieża Marcina V. Pochodziła więc z XV w. Bullą określano metalowe płytki służące do odciskania pieczęci. Z biegiem czasu bullą nazywano wszelkie dokumenty ze stolicy apostolskiej.

 

Do akcji wkroczyła podlaska policja. Funkcjonariusze od razu byli przekonani, że przedmiot pochodził z niekoniecznie  legalnego źródła. Dzięki współpracy z nadmorską komendą, udało się ustalić nową właścicielką skarbu. Okazała się nią 38 -letnia kobieta, która jako medalik ofiarowała bullę dla członka rodziny. Badania wykazały ślady ziemi na przedmiocie. Dlatego też w świetle naszego prawa stanowi własność Skarbu Państwa. Okaz przekazano do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Gdańsku.

 

Wiek pochodzenia bulli pokrywa się z początkiem parafii w Mielniku. Przypuszcza się, że papież mógł opatrzyć pieczęcią chociażby przywilej na odpusty. Mimo, że papież Marcin V wysłał wiele dokumentów do naszego kraju, odnaleziono tylko jeden, mianowicie w Ostrowie Tumskim. Teraz do ubogiej kolekcji dołączyła bulla z Mielnika.

 

Na Podlasiu obchodzi się wiele imprez. Niekiedy powody do świętowania mogą być zaskakujące. We wsi Poczopek, nadleśnictwo Krynki organizuje ”Dzień Brzozy”.

 

Drzewa te na stałe wpisały się w krajobraz podlaskich ziem. Uważa się, że są magiczne, dlatego zaleca się ich przytulanie. To doskonała recepta na dobry nastrój. Brzoza dawniej uratowała wielu ludzi przed głodem. W czasach biedy jej kora była mielona na mąkę, dzięki czemu można było wypiekać chleb. Dobroczynne właściwości posiada głównie sok brzozowy, którego degustacja to jeden z głównych punktów obchodów. Niektórzy twierdza, że ma właściwości rakobójcze. Sok można zbierać jedynie przez dwa tygodnie, więc należy dosłownie wycisnąć z drzewa ile się da.

 

Przez wieś co roku, zgodnie z tradycją przemierza korowód na czele z grajkiem i brzozową panią. Leśnicy barwnie opowiadają przyjezdnym historie związane z dobroczynnym drzewem. Co roku na święto brzozy przyjeżdża kilkaset osób z okolic.

Ostatnio pisaliśmy o kontynuowaniu tradycji walk rycerskich w Drohiczynie. Boje są toczone przy użyciu prawdziwych, ostrych mieczy, a nie jakiś lekkich replik. W tym mieście o bogatej historii organizuje się również zlot Słowian, Bałtów i Wikingów. Pod namioty od kilku lat ściągają pasjonaci dawnych dziejów. W ramach imprezy również odbywa się ostra rywalizacja, z tym że uzbrojenie i ekwipunek wygląda nieco inaczej, niż przy bitwach naśladowców zakonnych rycerzy.

W czasie imprezy można zaobserwować jak wyglądały prace rzemieślnicze. Odwiedzimy chociażby hutnika, którego zajęcie wymagało anielskiej cierpliwości. Rekonstrukcja procesu dymarskiego trwa nawet kilka godzin. O odpowiednią atmosferę powrotu do przeszłości dbają również muzycy grający średniowieczną muzykę. Dobra zabawa łączy się z nauka historii. Czy może być coś lepszego? To doskonała rozrywka nie tylko dla cosplayerów. Idealna propozycja na wakacyjny weekend. My polecamy z czystym sumieniem. O terminie najbliższej edycji będziemy informować.

Kiedyś to były czasy. Panny można było wrzucić do koryta i sadzawki bez konsekwencji. Teraz za takie działania, do aresztu może nie trafimy, ale każda ceni sobie nietykalność. Ciało to bowiem świątynia. Dzisiaj w lany poniedziałek w mało kto kultywuje dawne tradycje. Jeśli już ktoś się polewa to w minimalnych ilościach. Zamiast wiader czy konewek używa się mikroskopijnych jajeczek jako sikawkę.

Śmigus dyngus wywodzi się z czasów pogańskich. Oczywiście był więc początkowo zwalczany przez kościół. Nie miał jednak wyjścia. Przywiązanie do mokrego zwyczaju zakorzeniło się na dobre. Polewanie wodą miała oczyszczać z grzechów i cielesnych nieczystości. Ponadto miał przywoływać przyszły deszcz, niezbędny do udanych zbiorów.

Dziewczyny przed laty nie miały oporów przed polewaniem. Jeśli któraś w poniedziałek była sucha, oznaczało to, że nie ma powodzenia u płci przeciwnej. Panowała zasada – im piękniejsza dziewczyna, tym więcej wody na nią przeznaczano. Wizyta w stawie stanowiła zaś spełnienie najskrytszych marzeń. Dlatego też panny wystawiały się nawet na publiczny widok. 

Według dawnych zwyczajów, za oblewanie wodą w świąteczny poniedziałek kobiety po świętach wielkanocnych aż do Zielonych Świątek mogły brać odwet na mężczyznach i również lać ich wodą.

Każdy z nas chce dobrze wyglądać, a w święta to już w ogóle. W kościele każdy musi zwrócić na nas uwagę. Szczególnie ważna jest nieskazitelna skóra. Nie potrzeba jednak markowych kosmetyków. Jeszcze w pierwszej połowie XX w. w wielu podlaskich domach do koszyczka ze święconką wkładano małą buteleczkę wody, w której wcześniej gotowane były jajka.

Po powrocie do domu ze święconką młode dziewczyny obmywały sobie twarz pobłogosławioną przez księdza wodą. Wierzono powszechnie, że zlikwiduje ona wszelkie niedoskonałości w postaci pryszczów czy piegów. Doskonała kuracja! Warto spróbować. W końcu woda jest tańsza niż chemiczne specyfiki. Wodę święconą można stosować też do innych celów, ale o tym napiszemy już wkrótce.

Jednym z elementów świątecznego śniadania jest zwyczaj dzielenia się jajkiem. Choć nie każdy lubi składać życzeń, tego dnia odmówić jednak nie wypada. Jako że Wielkanoc stanowi połączenie tradycji chrześcijańskich i pogańskich, wiąże się z nią wiele przesądów związanych ze święconką. Praktykowano je głównie na terenach nadbużańskich.

Czasami jedno poświęcone jajko trzymali aż do późnego maja. Wówczas gospodarze szli na pole gdzie rosło żyto i zakopywali w ziemi jajko razem z kością po szynce wielkanocnej. Obok zaś sadzili poświęconą gałązkę wierzbową. W dniu rozpoczęcia żniw odkopywano jajko i uroczyście zjadano dzieląc się nim jak na Wielkanoc. Taka praktyka miała zapewnić pomyślne zbiory.

Powszechnie przestrzegano zasady, by święconki nie wyrzucać, ani nie poniewierać. Jeśli zostały resztki pokarmu, zbierano go  i wysypywano pod drzewka owocowe, wierząc że wyrośnie z nich marynka — ziele o białych kwiatkach. Okruchy dawano również kurom by lepiej się niosły. Od nadmiaru jaj głowa przecież nie boli. Również ich skorupki były dokładnie sprzątane. Dawano je ptakom  lub wysiewano do ziemi podczas siania lnu.

Kończy się Wielki Post a zaczyna czas świątecznego obżarstwa. Przed laty, również na Podlasiu, okres ten witano w niezwykły sposób. Wszystko działo się późną porą w Wielki Piątek, bądź też rankiem w Wielką Sobotę. Jako, że główną potrawą spożywaną w poście był żurek, wylewano go całymi garnkami na ziemię. Czasem nawet zakopywano całe naczynia. Nieraz  do środka dodawano jeszcze trochę popiołu. Był to znak nastania końca pokuty. Ową tradycję nazwano ”pogrzebem żuru”. 

 

Ciekawy los czekał również śledzie. Wybierano tego najbardziej okazałego i przybijano do drzewa.  Niekiedy była to sztuczna ryba wycięta z drewna lub tektury. Śledzia w ten sposób karano za to, że przez całe sześć tygodni  wypierał inne potrawy. Był więc swego rodzaju ”dominatorem”. Wieszanie ryby odbywało się z uśmiechem na ustach. W końcu można było jeść do syta.

Katolicy mają Jasną Górę w Częstochowie, a prawosławni Górę Grabarkę. W dniu Przemienienia Pańskiego okolice Siemiatycz przeżywają oblężenie. Ściągają tam również najwyżsi dostojnicy kościoła wschodniego. Chociaż tradycja pielgrzymowania sięga już 1710 r., to na dobre rozpoczęła się po II Wojnie Światowej. Wówczas to zdecydowana większość sanktuariów znalazła się w w granicach Związku Radzieckiego. Czas poznać bliżej historię tego fascynującego miejsca ukrytego w Puszczy Mielnickiej.

Najstarsze dzieje góry pokryte są mgłą tajemnicy. W XIII w. okoliczne lasy stanowiły idealne miejsce schronienia. Takiego zdania byli też mnisi z mielnickiego zakonu, ukrywając się przed tatarami. Szczególną ochroną objęli ikonę Spasa Izbawnika. Zapiski historyczne mówią, że przed nią modlił się sam książę Rusi Halickiej, Daniel. Duchowni ikonę ukryli prawdopodobnie właśnie na grabarce. Ze względu na patrona ikony, do dziś istnieje stwierdzenie, że ”jedziemy na Spasa”.

 

Na początku XVIII w. cały region nawiedziła epidemia. Do tej pory nie wiadomo, jaka to była dokładnie choroba. Jedni są przekonani, że ludność dziesiątkowała dżuma, drudzy skłaniają się do wersji z cholerą. Być może w okolicy nie przetrwałby nikt, gdyby nie cudowne wydarzenie. Pewien staruszek z Siemiatycz doznał wizji. Niezidentyfikowany głos wskazał mu sposób na ocalenie. Przed śmiercią ludzi mogła ocalić tylko wizyta z krzyżem na uroczysku. Odezwa była ogromna. Pełni nadziei wierni udali się na górę całymi tłumami. Przypuszcza się, że mogło zebrać się na niej wówczas 10 tys. pielgrzymów.

Według wyliczeń na górze obecnie spotkamy ponad 10 tys. krzyży. Każdy z nich to inna intencja, ale też podziękowanie za otrzymane łaski. Co ciekawe raczej nie odnajdziemy dwóch podobnych krzyży. Wzrok oczywiście przyciągają te najbardziej masywne, niekiedy metalowe. Coraz częściej można na nich przeczytać imię właściciela i jego prośbę skierowaną do niebios. To takie małe urozmaicenie pośród tysięcy anonimowych krucyfiksów. Na krzyżach odnajdziemy też napisy ”Spasi i Sochrani” co oznacza ”Zbaw i zachowaj”.

 

Nieopodal sanktuarium znajduje się cudowne źródełko. Pod kapliczką zawsze gromadzą się kolejki. Każdy chce nabrać w butelkę jak najwięcej wody. Jej uzdrawiające właściwości pomogły niezliczonej rzeszy cierpiących. Spora grupa wiernych korzysta również ze strumienia. Namoczoną chusteczką ocierają chore miejsca, a następnie zostawiają ją nad brzegiem. Tym samy w sposób niezwykle symboliczny dosłownie pozbywają się choroby.

 

Świątynia cudem ocalała z obu wojen światowych. Przegrała jednak z pożarem, który wybuchł w lipcu 1990 r. Śledczy uznali, że to było dzieło podpalaczy. Wierni nie mogli nawet myśleć o tym, że w tym miejscu zabraknie cerkwi. Odbudowali ją na wzór poprzedniczki. Budulcem głównym był już jednak kamień. Wyświęcenie miało miejsce osiem lat po tragedii. Wkrótce przystąpiono też do tworzenia muru wokół świątyni. Metropolita Sawa zwrócił się do wiernych o pomoc. Wraz z krzyżami mieli również przynosić…kamienie. Tak też się stało. Dzięki wsparciu pielgrzymów i lokalnych przedsiębiorców zbudowano mur długi prawie na kilometr.

Drohiczyn to jedno z ulubionych miejsc poszukiwaczy skarbów. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się góra zamkowa stanowiąca pozostałość średniowiecznej warowni. Regularnie od XIX w. na jej terenie znajdowano ołowiane plomby. Nieraz cenne przedmioty znajdowali rolnicy w czasie zwykłych prac polowych o czym pisaliśmy tutaj

 

Skąd tyle skarbów w Drohiczynie? W połowie XI wieku Drohiczyn był położony na granicy Mazowsza  i Podlasia, w którym władza, zmieniała się niczym kalejdoskop. Przez miasto przebiegał niezwykle ważny szlak handlowy. Zachód wymieniał się na towary ze wschodem. Z tego powodu powstała komora celna.  Podczas drogi na zachód wszystkie towary musiały być plombowane i dopiero gdy cło zostało opłacone, transport mógł ruszyć dalej. Plomby z pieczęciami książąt ruskich stanowiły gwarancję ochrony i bezpieczeństwa. W komorze celnej były odrywane i wyrzucane. Stąd właśnie obecność ołowianych plomb, którymi  pieczętowano choćby sól.

 

Za handlem szły ogromne pieniądze. Dlatego również ziemia drohiczyńska pełna jest srebrnych monet, głównie arabskich.  Warto wspomnieć, że w XI w. obszary te zasiedlili Waregowie, którzy przypłynęli łodziami z terenów dzisiejszej Ukrainy.  Świadectwem ich obecności są  cmentarzyska  w obudowach kamiennych, rozciągające się na północ od Bugu.  Drohiczyn w tamtych czasach był także ośrodkiem produkcji rzemieślniczej.

Podlaska ziemia skrywa wiele skarbów. Wiele z nich pewnie nigdy nie zostanie odkrytych. Co robić jednak gdy nam się uda? Przed takim dylematem stanął przed laty mieszkaniec miejscowości Klukowicze niedaleko Siemiatycz.

 

W 1945 r. gospodarz w trakcie prac polowych natknął się na tajemnicze naczynie. W środku brzęczały monety. Jako że zapadał już zmierzch część z nich wsypał do kieszeni i wrócił do domu. Wizja bogactwa okazała się silniejsza. Mimo totalnych ciemności z powrotem dotarł na pole. Gdy wzeszło słońce, okazało się, że nie są to carskie rublówki. Pokryte napisami w obcym języku zmniejszyły jego ciekawość. Zawiedziony mężczyzna część monet rozdał dzieciom do zabawy, część schował na strych, traktując je jako rupieć. Wieść o domniemanym skarbie szybko się jednak rozniosła. Machina ruszyła.

 

Do Klukowicz przybył sławny numizmatyk. Rolnik wskazał mu miejsce odkrycia. Monety, które wykopał to arabskie dirhemy. Przez miejscowość przechodził niegdyś istotny szlak handlowy. Kupcy z Bizancjum przybywali na owe tereny po bursztyn, futra i niewolników. Być może jeden z nich zapomniał o swej gotówce.

Przez niewielką miejscowość w powiecie siemiatyckim, Granne przebiegał niegdyś istotny szlak. Kamienna przeprawa stanowiła najkrótszą drogę z Królestwa Polskiego do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Prowadziła od Warszawy do Wilna.

 

Zapiski historyczne z końca XVIII w. wspominają o przejeździe samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przeprawa przez rzekę Bug była modernizowana w celach wojskowych, głównie w okresie wojen napoleońskich. Wcześniej rozegrała się tam jedna z ostatnich bitew w obronie Konstytucji 3 Maja. Trakt możemy podziwiać obecnie tylko w przypadku..suszy. Niski poziom wody odsłania malowniczą przeprawę na krótko, wiec jeśli zaistnieje okazja, warto ją zobaczyć na własne oczy. To w końcu kawał historii. Przeprawę musiało pokonać wielu rycerzy i władców.

Kontynuując przeglądanie strony, zgadzasz się na ciasteczka Czytaj więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close