Home / Posts Tagged "E2"


W ostatnich latach bardzo modne było rzucanie pracy w dużej korporacji na rzecz realizowania własnych pasji na przykład w Bieszczadach. Powstał nawet na ten temat ciekawy dokument Discovery – Przystanek Bieszczady. Pokazano w nim ludzi na co dzień mieszkających w tych przepięknych górach, które rokrocznie przyciągają wielu marzycieli nucących Bieszczadzkie Anioły i roztaczających wizje nad małym, niszowym biznesikiem w otoczeniu przepięknych gór. Od razu uprzedzimy – nie namawiamy do takich ruchów, bo mogą skończyć się bardzo źle. Jednak czasem pomysł na niszowy biznes w małym miasteczku może okazać się strzałem w dziesiątkę. Dlatego czysto hipotetycznie, postanowiliśmy roztoczyć wizję rzucenia pracy w korporacji i zamieszkania na Podlasiu… na przykład w Hajnówce.

 

Hajnówka to bardzo urokliwe miejsce tuż przy samej Puszczy Białowieskiej. Wydaje się “eko”? Nic bardziej mylnego – Hajnówka to najbardziej zanieczyszczone miasto w całym województwie. Stężenie smogu (dane z 2017 r.) jest tu najwyższe. Pozom zalecany przez WHO to 20µg/m3. Przy Puszczy średnioroczne stężenie to 27,5, zaś liczba dni z przekroczeniami wynosi 30. Oczywiście nie ma tu co porównywać z Krakowem, ale miasteczko, które powinno kojarzyć się z najbardziej czystym powietrzem na Podlasiu – ma je najbardziej zanieczyszczone.

 

 

Na plus można zaliczyć dla Hajnówki brak problemu bezrobocia. Wskaźnik ten w październiku 2018 wynosił tylko 7,4 proc. dla całego powiatu. Oznacza to, że każdy kto chce – pracuje. Zejście do zera nie jest możliwe, zaś bezrobocie poniżej 7 proc. jest uznawane za naturalne. Wiadomo nie od dziś, że nie każdy chce pracować. Niektórym wygodnie na zasiłkach. Dlatego jeżeli nie wypali pomysł z własnym biznesem, ale małe podlaskie miasteczko przypadnie do gustu – pracy tu nie braknie. W 2019 roku minimalna krajowa wyniesie 2250 zł brutto. Przy umowie o pracę jest to 1634 zł na rękę. Czy za taką kwotę można wyżyć w Hajnówce? To zależy co nazywamy życiem. Jeżeli wynajmowanie mieszkania i kupowanie jedzenia i innych artykułów domowych to zdecydowanie tak. Wynajem pokoju lub całego mieszkania to koszt kilkuset złotych miesięcznie. 

 

 

Hajnówka i jej okolice są typowo turystyczne. Każdy, kto się pojawi w tych okolicach nie powinien sobie odmówić zwiedzenia Puszczy Białowieskiej oraz oglądania żubrów. Dodatkową atrakcją jest kolejka wąskotorowa i drezyny, którymi można zwiedzić Puszczę. Ostatnim ważnym elementem całej układanki jest Kraina Otwartych Okiennic. W zasadzie jeżeli mamy pomysł na biznes, to powinien być z tym związany jeżeli liczymy na duże szanse jego powodzenia. Wszystkie te tereny zachwycają zarówno latem jak i zimą. W cieplejsze dni warto pojeździć tamtędy rowerem, zimą zaś warto spróbować nart biegówek lub kuligu. Dla odważniejszych jest także możliwość przejażdżki na koniu.

 

Hajnówka, Białowieża oraz okolice

 

Niestety transportowo Hajnówka i okolice mają się średnio. Dojazd jest możliwy tylko samochodem lub autobusami. Dojazd w tamte rejony pociągiem to póki co katorga. Można dojechać tylko z Czeremchy lub Siedlec. Z Białegostoku, Warszawy, Suwałk czy Olsztyna bezpośrednio póki co nie. W przyszłości prawdopodobnie będzie to możliwe. Po remontach prawdopodobnie pojawi się weekendowe połączenie z Warszawy aż do Białowieży.

 

Czy mieszkając w tamtych okolicach na co dzień jest co robić? I tak i nie. Jeżeli interesuje nas coś więcej niż chodzenie do małej galerii handlowej w Hajnówce czy do kilku lokali gastronomicznych to do wyboru jest tylko basen. Sama Białowieża to wieś jak każda inna. Dlatego też – jeżeli myślicie o rzuceniu pracy w korporacji i zamieszkaniu w Hajnówce, by poczuć “slow life”, zamiast życia w pędzie, to jest to dobre miejsce. Nie wiemy jednak czy na pewno na całe życie. Jeśli ktoś szuka nocnego, miejskiego życia, imprez, szerokiej oferty kulturalnej – to lepiej o tym mieście w ogóle zapomnieć. Wszyscy, którzy wstają wcześnie rano, kochają piękne widoki, leśne wycieczki oraz aktywny tryb życia, a także chcą żyć z żubrami jak z sąsiadami, to Hajnówka będzie dobrym wyborem.

 

Pogoda za oknem nie rozpieszcza, ale każdy kto kocha aktywnie spędzać czas powtarza, że nie ma złej pogody tylko za mało warstw ubrania. Idąc tym tropem możemy Wam zaproponować niesamowitą wycieczkę w miejsca, które są mało znane, ale wyjątkowe. Być może dopiero zyskujące na popularności turystycznej. Mowa tu o terenach, które formalnie leżą na granicy powiatów białostockiego i hajnowskiego, lecz logika nakazuje, by były odrębnym bytem – bo ani one nie są związane z Hajnówką ani z Białymstokiem. Mowa tu o terenach między Wysoczyzną Białostocką a Wysoczyzną Wołkowyską.

 

 

Najlepiej wyruszyć, gdy będzie jeszcze bardzo wcześnie, by załapać się na piękny wschód słońca. Najpierw kierujemy się na Zabłudów, następnie odwiedzamy Krainę Otwartych Okiennic – czyli Soce, Puchły i Trześciankę. Po drodze być może miniemy żubry. Kolejnym punktem powinna być Narew, z której udajmy się do Narewki. Po drodze w Trześciance, Narwi i Narewce zobaczymy 3 różne cerkwie – każda przepiękna. Następnie jadąc przez Olchówkę w stronę Siemianówki powinniśmy zatrzymać się w okolicach miejscowości Pasieki – tam znajduje się wieża, z której można przy odrobinie szczęścia podejrzeć żubry.

 

 

W samej Siemianówce ciekawym miejscem są tory kolejowe, które biegną przez Zalew. Co prawda zobaczymy tylko początek tej trasy, ale jest to miejsce klimatyczne. Kolejnym przystankiem powinny być Bondary. Tam zarówno z pomostu jak i z wieży można podglądać naturę i sam zalew. Kolejnym punktem naszej wycieczki powinna być Jałówka – na którą skręcamy w okolicach Juszkowego Grodu. Ta przygraniczna miejscowość słynie z ruin kościoła, które warto zobaczyć. Następnie kierujmy się wzdłuż granicy na północ mijając przepiękne i malownicze Mostowlany i Świsłoczany nad rzeką Świsłocz. Między Turowem a Gobiatami znajduje się dawne przejście graniczne kolejowe. Tam również jest bardzo klimatycznie.

 

 

Później jadąc dalej na północ powinniśmy pojechać przez Chomontowce do miejscowości Rudaki by zobaczyć jak wygląda koniec świata – na końcu drogi. To również miejsce niezwykle piękne. Podróż zakończmy w Kruszynianach – gdzie jest meczet i cmentarz tatarski. Tam też warto spróbować lokalnej kuchni. Jeżeli komuś mało wycieczek to warto pojechać do Gródka, Michałowa i wrócić do Białegostoku przez Żednię. Po drodze zobaczymy kolejne urokliwe cerkwie, a także niesamowite leśne krajobrazy.

 

Około 1000 macew spoczywa pod ziemią w samym centrum miasta. Jakiś czas temu chcieli je odkopać. Czy to dobry moment, by wrócić do tego pomysłu? Czy Park Centralny z problematycznym pomnikiem na czele powinny zniknąć z białostockiego krajobrazu? Czy zatęchła siedziba Uniwersytetu powinna stać się nowoczesnym biurowcem? Zaś pod placem parking podziemny. To wszystko warto zrealizować. Potrzeba tylko śmiałej decyzji. 

 

Cmentarz żydowski z lotu ptaka. Zdjęcie lotnicze z 1939 roku.

 

W dawnym Białymstoku między ul. Sosnową, Odeską, Surażską oraz Mińską znajdował się cmentarz żydowski. W 1890 roku otwarto nową nekropolię na ul. Wschodniej. Zaś ten między czterema ulicami stał zamknięty. W 1939 roku przyszła II wojna światowa. Niemcy spalili lub wywieźli praktycznie wszystkich żydów w mieście. W 1945 roku Polska stała się krajem komunistycznym. Zaraz po wojnie cmentarz był miejscem, gdzie wysypywano śmieci a także urządzano libacje alkoholowe. W latach 1952 – 1954 głównym architektem w mieście był Michał Bałasz. To on, gdy pełnił swoją funkcję zasugerował białostockim władzom by cmentarz zasypać, by uchronić go przed dalszą dewastacją. Nikt żadnej oficjalnej decyzji nie podjął. Po prostu cmentarz zasypano. Bez ruszania nagrobków. Dlatego też przechodząc przez centrum miasta natrafiamy na park położony dużo wyżej niż reszta terenu. Pod ziemią bowiem spoczywają szczątki 1000 dawnych mieszkańców. Charakterystyczna jest też mała górka, z której każdej zimy dzieci zjeżdżają na sankach. Prawdopodobnie pod jej powierzchnią znajdują się kolejne nagrobki. Czy decyzja o zasypani cmentarza była dobra? Sądząc po tym z czego składał się dawny murek przy białostockim ratuszu, sucha fontanna na Plantach, czy też niektóre drogi – tak. Dla tych, którzy nie pamiętają – przypomnimy – wszystkie wymienione składały się z rozbitych na części macew. Jaki los spotkałby te 1000 grobów, gdyby ich nie zasypano? Zapewne taki sam.

 

Pomnik w latach PRL, autor nieznany

 

W 1972 władze zorganizowały konkurs na projekt obiektu, który miałby upamiętnić białostoczan walczących o Ziemie Białostocką podczas II Wojny Światowej. I tak w 1975 roku powstał Pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej, który stanął na krawędzi zasypanego cmentarza. W 1990 roku czyli już po transformacji ustrojowej postanowiono “odkomunizować” pomnik. Przybyli kapłani katoliccy oraz prawosławni, poświęcili pomnik, zaś u podnóża pomnika na kamieniu zmieniono napis. “W hołdzie bohaterom Ziemi Białostockiej poległym w walce o Polskę Ludową – Mieszkańcy Ziemi Białostockiej” został zastąpiony na “Poległym i pomordowanym za Wolną Polskę”. Doczepiono też orła w koronie. Po 25 latach od tego wydarzenia dostawiono jeszcze na wielkim głazie obok kolejne napisy “Chwała i cześć żołnierzom I i II Armii Wojska Polskiego, którzy walczyli i zginęli za wolność i niepodległość ojczyzny”. W 2011 roku członkowie Klubu Więzionych, Internowanych i Represjonowanych oraz Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego podjęli się bez pytania o jakąkolwiek zgodę modyfikacji pomnika. Jak widać dodanie napisów na kolejnym kamieniu to byłoby za mało. Dlatego doczepiono napisy “Bóg Honor Ojczyzna” zaś orzeł na górze pomnika zyskał koronę. Generalnie akcja wywołała oburzenie tylko części mieszkańców. Sam autor pomnika również wyraził swój sprzeciw. Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach, zaś napisy pozostały. Na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości – kolejne osoby postanowiły doczepić kolejny napis – Niepodległość. I tak każdy po swojemu pomnik modyfikował.

 

Obecny pomnik – 2018

 

Mówi się, że modyfikowano pomnik, by go “odkomunizować”. Tak naprawdę, to jeżeli ktoś chciałby podjąć się “odkomunizowania”, to musiałby zająć się całym otoczeniem. Sam pomnik, stojący obok dawny “Dom partii”, a także siedziba sądu są wybudowane w stylu socrealistycznym – czyli charakterystycznym dla czasów polskiego komunizmu. Wszystko to szare, monumentalne budynki, które dodatkowo stały się zabytkami. Dlatego też wszystko co stoi wokół Placu NZS (dawniej Uniwersyteckiego) jest jednym wielkim pomnikiem komunizmu w centrum Białegostoku. O ile wyburzenie budynku sądu byłoby problematyczne, to zmiana elewacji na podobną – jaką ma Sąd przy ul. Mickiewicza już nie takie straszne. Zamiast “Domu partii” wybudowanie w tym miejscu normalnego, nowoczesnego biurowca także nie byłoby takie straszne. A pomnik? Wyburzyć i postawić nowy – Pomnik Bohaterów Białegostoku – przy, którym znalazłoby się miejsce do upamiętnienia wszystkich tych, którzy walczyli o Białystok. Do którego doczepianoby kolejne tablice czy inne kamienie za każdym razem, gdy będzie trzeba. Sam pomnik natomiast powinien stanąć na środku Placu NZS.

 

Park Centralny należałoby natomiast rozkopać, macewy wyczyścić, a teren symbolicznie ogrodzić tworząc lapidarium. Warto tutaj dodać, że nekropolia ta powstała w 1760 roku, zatem byłoby to odkopanie prawdziwego 258-letniego zabytku, a nie pamiątek po komunie. Takie lapidarium z miejsca stałoby się wielką atrakcją turystyczną. A wszyscy, którzy przyjeżdżają do Tykocina – nie omijaliby też Białegostoku. 

 

Pomysł całkowitej zmiany ścisłego centrum miasta być może jest śmiały, ale warty realizowania nawet nie w imię ideałów “odkomunizowania”, lecz z racjonalnego punktu widzenia. Przede wszystkim – Uniwersytet chce się pozbyć śmierdzącego jaja – jakim jest dawny “Dom partii”. Dlaczego śmierdzącego? Bo taniej jest ten zatęchły budynek wyburzyć niż wyremontować. Poza tym nie oszukujmy się, nie jest to żadna perła architektury tylko zwykły, betonowy kloc. Pomnik? Stał się własną karykaturą. Nawet jeżeli intencje pomysłodawców doczepiania do niego były słuszne, to wykonanie spowodowało, że obecnie coś co ma upamiętniać bohaterów prezentuje się komicznie szare, brudne, betonowe kloce z tymi wszystkimi napisami – złotymi, srebrnymi w różnych stylach. A na tym wszystkim czarny orzeł w koronie.

 

 

Sam park też jest bezużyteczny. Wspomniana górka, pod którą zapewne są szczątki służy do zjeżdżania na sankach zimą. Ławeczki najczęściej odwiedzane przez meneli. Taki wniosek można wyciągnąć po ilości i częstotliwości patroli tego miejsca. Jest też plac zabaw – jeden z wielu. O tym, jak beznadziejny jest ten park może świadczyć pewna “afera” z 2014 roku. Rządząca wtedy miastem Platforma Obywatelska chciała w parku tym urządzić piknik z okazji częściowo wolnych wyborów – 4 czerwca. Wywołało to oburzenie ze względu właśnie na spoczywające szczątki. Ostatecznie z pomysłu się wycofano. Z tego też samego powodu wybuchła “afera”, gdy na Rynku Siennym zorganizowano pokazy mody i dużą imprezę. A to wszystko na szczątkach dawnych mieszkańców miasta – ewangelików. Dziś to teren pusty i ogrodzony, gdzie podobno miał powstać jakiś pomnik i miejsce zadumy. Na razie nic się nie dzieje.

 

Podsumowując należy zadać sobie pytanie – co jest atrakcyjniejsze? Betonowe kloce, zatęchły budynek przypominające komunizm i bezużyteczny park? Czy też prawie 260-letni zabytek, nowoczesny biurowiec oraz pomnik bardziej funkcjonalny i zaprojektowany na nowo przez artystę, który ma poczucie estetyki a nie samozwańczych dekomunizatorów? Warto też zbudować w końcu parking podziemny – pod placem – do czego przekonywaliśmy w innym tekście.  Pomysł jest kontrowersyjny, ale warto go zrealizować.

 

fot. główne: Autor: T. Sumiński, źródło: http://www.ladniej.uwb.edu.pl/

Gdy tam trafimy, to możemy poczuć się jak podczas gry w ruletkę. Nie wiadomo co wypadnie. Możemy zastać głuchą ciszę, wycie wilków lub ryki jeleni. Możemy napotkać żubry lub inne zwierzęta. Jeżeli chcemy kompletnie się odciąć od cywilizacji, wyciszyć, nabrać mocy lub po prostu przeżyć przygodę, to właśnie miejsce stworzone dla nas.

 

Puszcza Knyszyńska jest drugim co do wielkości kompleksem leśnym na Podlasiu. Pośród drzew znajduje się wiele niesamowitych miejsc, które warto zobaczyć na własne oczy. Jednym z nich są właśnie Wyżary, na których znajdziemy przepiękny zbiornik wodny, kładkę, leśne rzeźby, bagna, rezerwat przyrody, mogiły powstańców, uroczysko, źródlisko oraz karmowisko żubrów. Zwiedzanie całości może nam zająć kilka godzin. Wyprawę warto zaplanować o świcie. Można skończyć nawet następnego dnia! Spędzenie nocy w tym zakątku będzie jedną z lepszych przygód, jakie Was może spotkać. Na Wyżary wybrać się można na dwa sposoby – samochodem oraz rowerem. Lepszy będzie ten pierwszy sposób, gdyż zwiedzanie tego zakątka Puszczy Knyszyńskiej wygodniejsze będzie w sposób pieszy. Najważniejsze będą ciepłe i nieprzemakalne buty oraz trochę jedzenia i picia. By dojechać na miejsce, wybieramy się samochodem późnym wieczorem. Plan? Usłyszeć lub najlepiej zobaczyć wilki. Te przepiękne zwierzęta prowadzą aktywność w nocy. Największe prawdopodobieństwo ich spotkania jest wtedy gdy występuje pełnia. Na niebie księżyc jest ogromny i świeci jak mocny reflektor. Noc zapowiada się ekscytująco.

 

Tajemnicze rzeźby

Po dojechaniu na miejsce wybraliśmy się na kładki, które przeprowadziły nas bezpiecznie przez bagno. Momentami wody było jednak sporo i trzeba było przeskakiwać, by nie zanurzyć butów. Za kładkami znaleźliśmy się w leśnej galerii rzeźb. Jedyne źródła światła to były nasze latarki oraz księżyc. Kolega postanowił zrobić “podpuchę” i poświecił najpierw na wielką drewnianą dłoń. Ja trochę zaskoczony zacząłem rzeźbę podziwiać. On w tym czasie poświecił na coś leżącego i z niepokojem w głosie zapytał “Co to jest?”. Napędził mi takiego stracha, że gotów byłem uciekać gdzie pieprz rośnie. Okazało się, że to kolejna rzeźba – leżącego człowieka. Punktem kulminacyjnym naszej wyprawy była polana, na której znajdowała się wieża widokowa. To na niej usiedliśmy, przykryliśmy się ciepłymi śpiworami, by zminimalizować zapach i zaczęliśmy oczekiwać na zwierzęta, które można by było dyskretnie sfotografować. Tym razem jednak trafiliśmy na głuchą ciszę. Tak wypadło na wyżarskiej ruletce.

 

Pierwszym punktem i “bazą” po dotarciu na miejsce jest zbiornik Wyżary. Znajduje się 3 km od Radunina, gdzie należy zostawić samochód, by nie łamać przepisów. Dalej pieszo. Gdy będziemy mieli 30 min drogi za sobą ujrzymy taflę wody oraz wiatę ze stołami, ławami, kominkiem i miejscem na grilla. Tam możemy się posilić. Warto pamiętać, że jeżeli zostawimy resztki, to prawdopodobnie zwabimy tym jakieś zwierzęta. Niecały kilometr na wprost za wiatą znajduje się niesamowite bagno. Jeżeli wybierzemy się tam w dzień, to w zależności od pory roku będziemy mogli ujrzeć te miejsce w niesamowitych barwach. Najlepiej pójść na koniec długiego pomostu i posiedzieć ciszy. Duże prawdopodobieństwo że usłyszymy kumkanie żab oraz śpiew ptaków. Takie dźwięki w połączeniu z zastanym widokiem powinny nas mocno zrelaksować. Innym kierunkiem są wyżej wspominane kładki, które doprowadzą nas do leśnej galerii rzeźb.

 

Rezerwaty, uroczyska, bagna, karmowiska

Podczas wyprawy na Wyżary warto też wybrać się trochę dalej na rezerwat Chomontowszczyzna. Napotkać tam możemy rzekę, a w jej pobliżu oczywiście zwierzęta. Choćby jelenia lub jego poroże! Obok rezerwatu znajdziemy też Źródlisko Średniej. Rozlewisko jest gospodarowane przez naturę. Tę część Wyżar warto zakończyć zwiedzając Uroczysko Piereciosy. Punktem orientacyjnym jest tam wiata oraz wielki kamień – pomnik po Powstańcach Styczniowych, gdzie znajdowało się pole bitwy w 1863 roku. Ostatnim punktem wyprawy jest karmowisko żubrów. Oczywiście samo w sobie miejsce nie jest “atrakcyjne”, ale warto w pobliżu czymś się przykryć i poczekać na żubry, by podejrzeć je w naturalnym środowisku. Zwierzę te o majestatycznym wyglądzie, spokojnie się porusza całym stadem. Jeżeli go nie wystraszymy, a najlepiej pozostaniemy dla niego niezauważeni, to z pewnością nic nam nie grozi.

 

Warto pamiętać, że Wyżary to tylko skrawek Puszczy Knyszyńskiej, a cały kompleks leśny przepełniony jest wieżami widokowymi, kładkami, karmowiskami, bagnami i zbiornikami wodnymi. Jeżeli “złapiemy bakcyla” na Wyżarach, to warto odkrywać resztę tego przepięknego lasu.

 

Film zaczyna się niczym kryminał. Do Polski z Białorusi wjeżdża stary autobus, który zaraz za granicą zostaje napadnięty, a pasażerowie okradzeni. Jedną z ofiar jest młoda dziewczyna Marusia, która postanawia nie odpuszczać bandytom. Trafia do Królowego Mostu, gdzie pod wpływem okoliczności zostaje wśród lokalnej społeczności mieszkańców Królowego Mostu – tak zaczyna się wspaniała historia “U Pana Boga za piecem”, która 20 lat temu zachwyciła całą Polskę.

 

Jacek Bromski – reżyser zaadoptował scenariusz Tadeusza Chmielewskiego, gdzie miejsce akcji toczyło się gdzie indziej, a bohaterowie różnili się od tych, których widzieliśmy na ekranach. Decyzja reżysera okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż film tak zachwycił, że doczekał się kolejnych dwóch części i serialu w TVP. – Czytając pamiętniki Marii Dąbrowskiej natknąłem się na refleksję dotyczącą jakiejś wizyty w małym miasteczku, jakiejś kolacji w towarzystwie lekarza, proboszcza i aptekarza: “Jakaż ta prowincja duchowo samowystarczalna, jak właściwie ona nas do niczego nie potrzebuje…”. Pomyślałem sobie, że jeśli mamy gdzieś szukać jakichś wartości, o których w mieście dawno zapomnieliśmy, to właśnie w prowincjonalnym miasteczku na Białostocczyźnie” – powiedział w wywiadzie reżyser filmu Jacek Bromski.

 

 

U Pana Boga za piecem było pewnym eksperymentem. Akcja toczyła się na prowincji, występowali nieznani szerzej aktorzy Białostockiego Teatru Lalek i… ukazanie magii Podlasia zadziałało. W 1997 roku, gdy film kręcono, a w lokalnej prasie ukazały się ogłoszenia o castingu do filmu. Producenci szukali statystów. Pod Białostockim Teatrem Lalek, gdzie przeprowadzono casting ustawiły się tłumy. Nie wszyscy otrzymali szansę, ale osoby które ją dostały mogły poczuć na własnej skórze jak wielką harówką jest tworzenie filmu. Zdjęcia ze statystami nagrywano między innymi w lesie pod Sokółką (scena napadu na autobus), a także w dyskotece Panderoza w Janowie, na bazarze w Białymstoku oraz samej Sokółce – w kościele (scena ślubu). Wyjazd na plan odbył się w zasadzie jeszcze w nocy, tak by bladym świtem statyści wraz z aktorami mogli już kręcić sceny. Każdą z nich powtarzano wielokrotnie.

 

My po 20 latach postanowiliśmy jeszcze raz odwiedzić miejsca, w których nagrywano film. Naprawdę wiele się zmieniło! Akcja toczyła się głównie w Sokółce – obok kościoła, ale też w Wierzchlesiu oraz w tytułowym Królowym Moście, gdzie do nazwy, przy pomocy magii kina dobudowano nieistniejące w rzeczywistości miasteczko. Poniżej zdjęcia przedstawiające kadry z filmu oraz dzisiejszą próbę odwzorowania kadrów sprzed lat.

 

 

kadry pochodzą z filmu U Pana Boga za piecem – dystrybucja: Vision

Reżyseria: Jacek Bromski, scenariusz: Tadeusz Chmielewski (pseudonim Zofia Miller), adaptacja scenariusza: Jacek Bromski, zdjęcia: Ryszard Lenczewski

Produkcja: Telewizja Polska – Telewizyjna Agencja Produkcji Teatralnej i Filmowej, Studio Filmowe Oko. Dystrybucja: Vision.

Premiera: 13 listopada 1998.

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nałożyło na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies. Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez podlaskie.tv, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW. Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono AAOO.pl Kamil Gopaniuk z siedzibą w Białymstoku, 15-875 Białystok, ul. Kalinowskiego 8/51 Cele przetwarzania danych 1.profilowanie i cele analityczne 2.świadczenie usług drogą elektroniczną 3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań 4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach 5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług Podstawy przetwarzania danych 1.profilowanie oraz cele analityczne – zgoda 2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi 3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych Odbiorcy danych Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa. Prawa osoby, której dane dotyczą Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą. Informacje dodatkowe Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności" Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close