Nowe prawo wchodzi w życie. 30 tys. zł kary za spowodowanie zagrożenia pożarowego.

Nowe prawo wchodzi w życie. 30 tys. zł kary za spowodowanie zagrożenia pożarowego.

Od 2 stycznia 2026 roku w polskim prawie zaczyna obowiązywać zmiana, która na pierwszy rzut oka sprowadza się do jednej liczby: 30 tysięcy złotych. Tyle wynosi nowa, maksymalna grzywna za wykroczenia polegające na spowodowaniu zagrożenia pożarowego. Wcześniej górny próg sankcji wynosił pięć tysięcy złotych. Różnica jest na tyle duża, że sama w sobie przyciąga uwagę, ale sens tej nowelizacji nie polega na redefinicji ognia ani na odkrywaniu nowych zagrożeń. To raczej korekta skali odpowiedzialności, dostosowana do realiów, w których ogień coraz rzadziej bywa zjawiskiem lokalnym i łatwym do opanowania.

Ważne jest, by od razu oddzielić to, co rzeczywiście się zmieniło, od tego, co pozostało takie samo. Polskie prawo od dziesięcioleci penalizuje nie tylko wywołanie pożaru, lecz także samo sprowadzenie niebezpieczeństwa jego powstania. Nieostrożne obchodzenie się z ogniem, używanie go w sposób mogący doprowadzić do rozprzestrzenienia się płomieni czy lekceważenie podstawowych zasad bezpieczeństwa od dawna były wykroczeniami. Konstrukcja czynu zabronionego nie została więc przebudowana. Państwo nie zaczęło nagle „widzieć” ryzyka tam, gdzie wcześniej go nie dostrzegało. To, co uległo zmianie, to wycena tego ryzyka w kategoriach karnych.

Podwyższenie maksymalnej grzywny z pięciu do trzydziestu tysięcy złotych jest sygnałem, że ustawodawca uznał dotychczasowe sankcje za niewspółmierne do skutków, jakie może przynieść nawet pozornie drobne naruszenie przepisów przeciwpożarowych. Ogień, który wymknie się spod kontroli, generuje koszty znacznie większe niż dawny mandat. To koszty akcji gaśniczych, zniszczonego mienia, degradacji środowiska i ryzyka dla zdrowia oraz życia ludzi. W tym sensie nowa kwota nie jest arbitralna. Ma odzwierciedlać realną wagę zagrożenia.

Nie jest też przypadkiem, że zmiana wchodzi w życie zimą. Ostatnie lata pokazały, że tradycyjny kalendarz pór roku coraz słabiej pokrywa się z warunkami atmosferycznymi. Zimy bez trwałej pokrywy śnieżnej, długie okresy suszy glebowej i silne wiatry sprawiają, że roślinność wysycha także w miesiącach, które kiedyś uchodziły za bezpieczne. W takich warunkach ogień zachowuje się inaczej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Rozprzestrzenia się szybciej, trudniej go opanować, a granica między kontrolowanym płomieniem a pożarem zaciera się niemal natychmiast.

Statystyki od lat pokazują, że zdecydowana większość pożarów traw, nieużytków i terenów otwartych w Polsce ma swoje źródło w działalności człowieka. Nie są to zjawiska naturalne, lecz efekt wypalania, zaprószenia ognia albo nieostrożności. To doświadczenie codziennej pracy służb ratowniczych, w tym takich jak Państwowa Straż Pożarna, które wielokrotnie wskazywały, że ogień rzadko bywa „przypadkowy”. Zwykle jest konsekwencją decyzji podjętej w przekonaniu, że sytuacja jest pod kontrolą.

Nowelizacja nie zmienia tej diagnozy, ale wzmacnia jej konsekwencje prawne. Nie oznacza to jednak unifikacji wszystkich przepisów dotyczących ognia w przestrzeni otwartej. To istotne rozróżnienie, bo regulacje przeciwpożarowe w Polsce są rozproszone i zależne od miejsca. Inne normy obowiązują w lasach, inne na gruntach rolnych, inne na terenach chronionych, a jeszcze inne na działkach rekreacyjnych czy w ogrodach. W lesie obowiązują szczególne zakazy dotyczące używania otwartego ognia i palenia tytoniu w określonej odległości od jego granicy. Wypalanie traw na polach regulowane jest przez przepisy dotyczące ochrony przyrody. Do tego dochodzą lokalne regulaminy i rozporządzenia przeciwpożarowe, które mogą nakładać dodatkowe obowiązki.

Wspólnym mianownikiem tych regulacji jest jednak odpowiedzialność za sprowadzenie zagrożenia pożarowego. To właśnie ona podlega teraz surowszej sankcji w ramach Kodeksu wykroczeń. Maksymalna kara jest jedna, ale droga do jej wymierzenia może wyglądać inaczej w zależności od tego, gdzie i w jakich okolicznościach doszło do naruszenia przepisów. Dla przeciętnego obywatela oznacza to konieczność większej świadomości kontekstu, w którym używa ognia. Nie wystarczy ogólne przekonanie, że „wolno rozpalić ognisko”. Liczy się miejsce, warunki i obowiązujące w danym obszarze zakazy.

Podwyższenie grzywny nie wprowadza więc nowej odpowiedzialności ani nie przesuwa momentu jej powstania. Odpowiedzialność pojawia się dokładnie tam, gdzie pojawiała się wcześniej: w chwili, gdy zachowanie człowieka tworzy realne niebezpieczeństwo pożaru. Różnica polega na tym, że konsekwencje takiego zachowania stały się znacznie poważniejsze. To zmienia kalkulację ryzyka, nawet jeśli sama definicja wykroczenia pozostaje taka sama.

Z perspektywy społecznej ta zmiana może mieć znaczenie większe niż sama liczba w taryfikatorze. Przez lata niskie kary sprzyjały bagatelizowaniu przepisów. Mandat bywał traktowany jak koszt, który można wkalkulować w działanie. Przy kwocie rzędu trzydziestu tysięcy złotych taka logika przestaje działać. Ogień przestaje być narzędziem codziennym, a zaczyna być decyzją obciążoną realnym ryzykiem finansowym.

Jest w tym także wymiar edukacyjny. Prawo nie tylko karze, ale też komunikuje, co uważa za społecznie nieakceptowalne. Wysoka grzywna sygnalizuje, że nieostrożne obchodzenie się z ogniem nie jest drobnym uchybieniem, lecz zachowaniem potencjalnie groźnym dla wielu osób. To próba przesunięcia norm obyczajowych, podobna do tej, która dokonała się w przypadku jazdy pod wpływem alkoholu czy palenia w miejscach publicznych.

W tle pozostaje kwestia środowiska. Pożary traw i nieużytków niszczą siedliska zwierząt, jałowią glebę i przyczyniają się do emisji zanieczyszczeń. Przez długi czas te straty pozostawały poza rachunkiem ekonomicznym sprawcy. Wysoka grzywna jest próbą nadania im konkretnej wartości, zrozumiałej dla każdego, kto podejmuje decyzję o użyciu ognia.

Od 2 stycznia 2026 roku nie zmienia się więc samo prawo ognia, lecz jego ciężar gatunkowy w systemie odpowiedzialności. Ogień nadal jest zjawiskiem znanym i oswojonym, ale jego użycie w przestrzeni otwartej wymaga dziś większej ostrożności niż kiedykolwiek wcześniej. Trzydzieści tysięcy złotych nie jest symbolem nowego zakazu. Jest sygnałem, że stare zasady zaczęto traktować poważnie.

Partnerzy portalu: