Wielka Kronika Białegostoku – miasta, którego już nie ma. Część V.

Wielka Kronika Białegostoku – miasta, którego już nie ma. Część V.

EPILOG. OSTATNI SPACER PRZEZ NIEISTNIEJĄCE ULICE

Wróćmy jeszcze na chwilę do rynku, od którego wszystko się zaczęło. W wyobraźni ustawmy ratusz w jego dawnej, handlowej roli. Niech za jego drzwiami otwierają się kramy, niech wokół fontanny zbierają się ludzie, którzy próbują znaleźć pracę. Niech restauracje kuszą zapachem potraw, a sąsiednie sklepy wystawiają towary w kilku językach. Dalej idzie się na Warszawską, gdzie pałacyki i kamienice podkreślają zamożność gospodarzy. Potem zawraca się ku Krakowskiej, ogląda kamienicę Ginzburgów i schodzi w zaułki Chanajek, w których życie jest ciaśniejsze, biedniejsze i równie rzeczywiste.

W tym spacerze nie ma jednego bohatera. Bohaterami są ludzie. Żydowski kupiec, który dorabia się na suknie. Robotnik, który płaci za prąd zbyt wiele i przyłącza się do strajku. Kobieta prowadząca kawiarnię, nauczycielka zapisująca uczniom zadania, dziewczęta uczące się niegdyś w pałacu, ksiądz marzący o kamiennej Gwieździe Zarannej. Jest budowniczy ratusza, jest też człowiek postulujący jego usunięcie. Jest przybysz szukający w mieście przyszłości i emigrant, który dawne ulice już na zawsze nosi w pamięci po drugiej stronie oceanu.

Partnerzy portalu:

A potem ten spacer nagle urywa się w najciemniejszym miejscu całej historii. Płonie synagoga. Powstaje getto. Giną mieszkańcy, których obecność była podstawą białostockiej codzienności. Front wraca, miasto płonie ponownie, a z ulic zostają ruiny. Tego rozdziału nie wolno zamknąć wzruszeniem nad utratą ładnej architektury. To byłaby zamiana tragedii ludzi w żal po dekoracji. Musimy pamiętać o zabitych i wypędzonych także wtedy, gdy nie mamy żadnej fotografii ich twarzy.

Po wojnie przychodzą nowi mieszkańcy i zaczynają żyć na nowo. Odbudowują, uczą się, pracują, zakładają rodziny. Powstaje Białystok, który znamy, i który sam po latach zacznie się zmieniać. On również ma prawo do wspomnień, swoich domów i swoich marzeń. Nie trzeba mu odbierać wartości po to, żeby uczcić dawny. Historia nie jest konkursem piękności między dwoma stuleciami. Jest rozmową o tym, co zrobiliśmy z otrzymanym dziedzictwem i czego nie zdołaliśmy ocalić.

Stara fotografia ma niezwykłą moc: potrafi zatrzymać człowieka, który już dawno umarł, przy ulicy, która już nie istnieje. Gdy ją powiększamy i odtwarzamy szczegóły, na moment wydaje się, że dystans pomiędzy nami a dawnym miastem maleje. Możemy zobaczyć szyld, cegłę, okno, twarz przechodnia. Nie usłyszymy jednak jego myśli, nie dowiemy się, do kogo szedł i co miał robić następnego dnia. Dobra kronika nie udaje, że zna te odpowiedzi. Pokazuje nam za to, jak wiele pytań warto nadal zadawać.

Jeżeli więc ktoś zapyta, gdzie podział się najpiękniejszy Białystok, odpowiedź nie zmieści się w jednym zdaniu. Część zniszczyła wojna. Część przekształciliśmy sami. Część nigdy nie była tak piękna, jak sugerują pocztówki. A część — najważniejsza — wciąż istnieje: w ocalałych murach, dawnych artykułach, starych zdjęciach, nazwach ulic i pamięci ludzi. Trzeba jedynie zechcieć spojrzeć uważniej.

Bo miasto umiera ostatecznie nie wtedy, kiedy runie jego ostatnia kamienica. Umiera wtedy, kiedy nikt już nie potrafi opowiedzieć, kto przez nią kiedyś przechodził.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.