Ostrzeżenie dla Polski i Polaków. Sami zapraszamy wojnę na swój teren.

Ostrzeżenie dla Polski i Polaków. Sami zapraszamy wojnę na swój teren.

W Polsce coraz częściej widzę jedno – szczucie na Ukraińców i powtarzanie bzdur, które żywcem wyglądają jak pisane w Moskwie. I to nie jest żaden spontaniczny „gniew narodu”, tylko robota Kremla, który gra na naszych emocjach jak na pianinie. Internet zalany jest trollami i botami, które w kółko puszczają te same kłamstwa, aż człowiekowi zaczyna się wydawać, że „wszyscy tak myślą”. A prawda jest taka, że hasło „wyłącz TV, włącz myślenie” to żadne myślenie, tylko łykanie propagandy. I jeśli się damy w to wciągnąć, to sami sobie strzelimy w stopę – bo zamiast bronić Polski, będziemy stali z kwiatami na ulicy, gdy ruski czołg wjedzie do miasta.

17 września 1939 roku Polska walczyła na śmierć i życie z Niemcami, a od wschodu weszła na nas Armia Czerwona. Wbili nam nóż w plecy, tłumacząc, że „państwa polskiego już nie ma”. Tak naprawdę chodziło o tajny układ Ribbentrop-Mołotow, w którym dwóch bandytów podzieliło nasz kraj między siebie. Od pierwszych godzin tej agresji ruscy mordowali żołnierzy i cywilów, wywozili ludzi na Sybir, torturowali, robili czystki. A Zachód? Wiedział o pakcie, ale milczał. Polska została sama. I to jest lekcja, którą powinniśmy wbić sobie do głowy – nie wierzyć na ślepo w obietnice i zawsze dbać o własne bezpieczeństwo.

Dziś jest inaczej, bo mamy NATO i Unię Europejską. Mamy sojusze, które realnie działają, co widać w wojnie na Ukrainie – tym razem Zachód nie zostawił napadniętego kraju, tylko daje mu pieniądze, broń i wsparcie. To jest solidarność, która naprawdę istnieje.

Ale równocześnie w Polsce szerzy się coś, co może wszystko rozwalić od środka. Rosja wie, że nie pokona nas czołgami, dopóki jesteśmy razem, więc wali w nasze głowy. Podrzuca filmy wyrwane z kontekstu, tworzy fake newsy, karmi ludzi strachem – że Ukraińcy zabiorą pracę, że robią przestępstwa, że „rząd daje im wszystko”. To są proste schematy. I niestety, wielu to kupuje, a politycy, widząc nastroje społeczne, zaczynają gadać pod publikę, osłabiając nasze relacje z Ukrainą.

I teraz posłuchajcie – to może doprowadzić do chorej sytuacji. Jeśli dziś, w 2025 roku, Polska odwróci się od Ukrainy, jutro, gdy sami będziemy potrzebowali pomocy, nikt nam jej nie udzieli. I naprawdę może nadejść taki nowy „17 września”, że ruska armia wejdzie do Polski, a zmanipulowani ludzie będą stali przy drogach z kwiatami, bo wmówiono im, że to „wyzwoliciele”. Właśnie do tego prowadzi bezmyślne powielanie ruskiej propagandy.

Unia i NATO dają nam narzędzia, o których nasi dziadkowie mogli tylko marzyć. Ale żaden sojusz nas nie uratuje, jeśli my sami damy się ogłupić i podzielić. Trzeba być odpornym na propagandę, trzeba mieć trochę zdrowego rozsądku i empatii. Patriotyzm to nie plucie na innych, tylko odpowiedzialność – żeby Polska była bezpieczna i żebyśmy nie powtarzali błędów przeszłości.

17 września przypomina nam, co się dzieje, kiedy jesteśmy sami. A 2025 rok daje nam wybór: albo jesteśmy silnym narodem, który trzyma się razem z sojusznikami, albo dajemy się ograć rosyjskim trollom i powtarzamy historię. Wybór należy do nas.

Partnerzy portalu: