Home / Posts Tagged "ID02"


Jeszcze 3 lata poczekamy na to, by do stolicy z Białegostoku można było jechać 160 km/h. Nie wygląda to zbyt rozwojowo, szczególnie że już teraz pociągi jeżdżą na tej trasie 120 km/h. W Warszawie Wschodniej obecnie wysiądziemy po równo 2 godzinach podróży. W 2021 roku podróż potrwa jeszcze krócej. Oczywiście należy się cieszyć z tego co mamy, ale warto sobie uświadomić, że obecny rekord prędkości osiągnięty na świecie to 603 km/h.

 

Żeby w Polsce w ogóle było można marzyć o podobnych prędkościach musi się zmienić myślenie. Mimo, że komunizmu formalnie nie ma od 1989 roku, to mentalnie jest on w urzędnikach cały czas. Niczym w piosence Perfectu – Nie Płacz Ewka – w głowach urzędników telewizor, meble, mały fiat – oto marzeń szczyt. Dlatego potem wszystko co inwestujemy, to nie robimy tego perspektywicznie. Drogi mają po 2 pasy ruchu (gdzie samochodów przybywa), pociągi osiągają zawrotną prędkość 160 km/h zamiast budować takie tory jak we Francji czy Japonii i tak dalej…

 

Jeżeli chcemy rzeczywiście dogonić zachód, to musimy przyspieszyć i to mocno, a my będziemy gonić jeszcze 50 lat i i tak nie dogonimy. Polska dziś jest tam, gdzie zachód był, gdy rozszerzono Unię Europejską o nowe kraje. Tak – nasz rozwój obecnie to 2004 rok w Niemczech, Francji, Holandii czy Anglii. Jesteśmy zapóźnieni prawie o 20 lat. To teraz spójrzmy na jeszcze bardziej zastopowane Podlasie – o ile jesteśmy cofnięci? Dlatego z inwestycji PKP można się cieszyć przez łzy.

Teremiski to jedna z miejscowości w Puszczy Białowieskiej. Turyści często tam się zatrzymują, by poczuć klimat pierwotnego kompleksu leśnego. Teraz dodatkowo w Teremiskach będzie można skorzystać z Puszczańskiego Punktu Informacyjnego. Każdy, kto przyjedzie do Teremisek będzie mógł dowiedzieć się o ciekawych miejscach w Puszczy, trasach, a także jak zorganizować wyprawę do rezerwatu ścisłego, gdzie można pożyczyć kajak na spływ Narewką czy też gdzie wypożyczyć rower, by popedałować przez las oraz gdzie warto przenocować, gdzie zjeść i co w ogóle zwiedzić. Punkt prowadzą za darmo lokalni społecznicy, którzy chcą dzielić się swoją wiedzą lokalną z przyjezdnymi, których w Puszczy Białowieskiej nie brakuje.

 

Teremiski to bardzo ciekawy punkt na mapie nie tylko Puszczy Białowieskiej, ale w ogóle całego województwa podlaskiego. We wsi znajdują się domy agroturystyczne, ale też niekiedy można spotkać żubra. Co ciekawe w miejscowości jest też nieformalna uczelnia – Uniwersytet Powszechny im. Jana Józefa Lipskiego. Współtworzył go Jacek Kuroń. Oprócz tego jest też Teatr – współprowadzony przez tą samą organizację co uniwersytet. We wsi można spotkać także znanego ekologa Adama Wajraka, który tam mieszka.

 

To wszystko powoduje, że licząca niecałe 100 mieszkańców wieś jest pełna życia i kolorytu. Dlatego warto ją odwiedzić. A teraz, by dowiedzieć się od „lokalsów” jak najwięcej o Puszczy – Teremiski są punktem obowiązkowym każdej wyprawy do Puszczy Białowieskiej.

 

 

Po wielkiej suszy, jaka dotknęła nasz region nareszcie przyszły deszcze. Dzięki ich obfitości w lasach pojawiły się grzyby! Puszcza Knyszyńska to idealne miejsce by je zbierać. Warto zabezpieczyć się przed kleszczami i można wyruszać w drogę! Wiadomo, że każdy grzybiarz ma „swoje miejscówki”, których nie zdradziłby nawet na łożu śmierci, ale dzielenie się informacjami jest przyjemnością – szczególnie wtedy, gdy można kogoś zarazić pasją zbierania grzybów. Dlatego też „podpowiemy” gdzie szukać grzybów w Puszczy Knyszyńskiej. Najpierw mapa, następnie opis miejsc.

 

 

Żednia (Kozi Las)

To miejsce, w którym napotkać można sporo innych grzybiarzy, więc tutaj obowiązuje zasada – kto pierwszy ten ma kurki. Wjazd jest przy samej miejscowości Żednia. Wystarczy wejść do lasu i zbierać. Przy odrobinie szczęścia możemy napotkać Rysia. Nie przestraszmy się tego dużego kota.

 

Ruda (Waliły Stacja)

To mały lasek, ale sporo w nim grzybów. Wystarczy dobrze się rozejrzeć. Dojeżdżamy do Walił, a następnie skręcamy na Waliły-Stacja. Kilkaset metrów dalej po prawej stronie szukamy wejścia do lasu i można zaczynać zbiory.

 

Zubry

Miejsce najbardziej odległe, ale najlepsze bo mało tam grzybiarzy, więc sporo możemy zebrać tylko dla siebie. Zubry znajdują się niedaleko granicy z Białorusią. Dojeżdżamy do wsi i po prostu wchodzimy do lasu.

 

Krzemienne

Tutaj miejsce dla osób z dobrą kondycją, gdyż znajdziemy się w górach Krzemiennych. Dlatego nasza przechadzka zajmie nam dużo więcej czasu. Ale dla grzybków warto, prawda?

 

Wyżary

Najmniej dostępne miejsce. Trzeba iść kładką przez bagna. Dopiero za nimi w lesie możemy zacząć spokojnie zbierać grzybki.

 

Udanych znalezisk!

Muzeum Podlaskie w Białymstoku w ostatnim czasie było bardzo aktywne, dzięki czemu będziemy mogli niedługo ponownie zwiedzać Dom talmudyczny w Tykocinie, a także podziwiać portrety Jana Klemensa oraz Izabeli Branickich. Kierownictwo Muzeum doprowadziło do wylicytowania ich na monachijskiej aukcji. Obrazy zakupiono za 55 tysięcy euro. Dom talmudyczny czyli tak zwana „mała synagoga” to jedna z atrakcji Tykocina, budynek stojący przy synagodze, w którym właśnie kończy się remont. Obrazy zaś było można oglądać od lutego, teraz potrwa ich ważna renowacja.

 

Dom talmudyczny w Tykocinie będzie otwarty dla zwiedzających już od 22 lipca. Budynek postawiono w latach 1772-1798. Było to bardzo ważne miejsce na mapie polskich Żydów. Podczas II Wojny Światowej Niemcy doszczętnie zniszczyli synagogę. Dopiero w 1974 roku odnowiono ją. Teraz budynek przechodził po raz kolejny remont. Zwiedzający będą mogli obejrzeć w środku cztery różne wystawy.

 

Obrazy Branickich są namalowane przez nieznanego autora bądź autorów. Prace konserwatorskie być może wyjaśnią kim był twórca. Będzie też próba odpowiedzi na pytanie czy ktoś przemalowywał obrazy i kiedy, z jakiego kręgu artystycznego pochodzą oraz kiedy zostały namalowane. To, co zostało namalowane sugeruje, że portrety powstały około 1766 roku. Już w grudniu będzie można znów oglądać odrestaurowane obrazy przedstawiające Branickich.

 

fot. Emmanuel Dyan

Czasy II Wojny Światowej. Jednym z więźniów łomżyńskiego więzienia jest kapitan Jan Tabortowski, pseudonim Bruzda, szef inspektoratu łomżyńskiego AK. Do celi trafił wraz z kilkunastoma towarzyszami w wyniku zasadzki gestapo. Przyjaciele postanawiają go odbić. Zaczyna się igranie z ogniem.

 

Na szczęście dla żołnierzy wśród Niemców znalazł się zdrajca. Strażnik więzienny umożliwił kontakt z przetrzymywanymi. Wraz z córką dostarczał aresztowanym broń i podrobione do cel klucze. W nocy z 12 na 13 stycznia 1943 r. aresztowani wyszli z cel, sterroryzowali obsługę więzienia i przedostali się na zewnątrz muru okalającego budynek. Ze względu na bezpieczeństwo Bruzdy komendant okręgu Mścisław skierował jego na nowe stanowisko – inspektora Inspektoratu IV Suwałki”.

 

Po wojnie Tabortowski uczestniczył w licznych akcjach zbrojnych, m.in. w maju 1945 r. 200 ludzi pod jego komendą zajęło Grajewo. Mimo amnestii okazało się, że nadal grozi mu aresztowanie i 3 lata później ponownie zszedł do podziemia. Zaczął się ukrywać m.in. na Bagnach Biebrzańskich. Uważa się go za ostatniego akowca, który zginął w walce. Doszło do tego w Przytułach, w obecnym powiecie łomżyńskim.

Żydzi w ciągu kilkuset lat stopniowo napływali na teren Mazowsza i Podlasia. Miasta północno-wschodniej Polski ubożały na skutek licznych wojen. Prawo Rzeczpospolitej nie sprzyjało działalności finansowej szlachty,dyskryminowało „stan trzeci”. Dominowały niewielkie miasteczka, których właściciele chętnie godzili się na osiedlenie każdego, kto wnosił jakikolwiek kapitał. Żydzi byli idealnymi wprost kandydatami, zajmując się handlem,
dysponowali ”gotowymi” pieniędzmi

 

Aż do wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej (1941) prawie połowę mieszkańców Łomży stanowili Żydzi. Pierwsze wzmianki dotyczące ich obecności w mieście pochodzą z roku 1494. Pół wieku później, a dokładnie w 1556 r., dotknął ich zakaz osiedlania się w obrębie miasta, powtórzony pod koniec XVI stulecia. Przywilej de non tolerandis Judaeis, praktykowany w miastach królewskich, miał chronić chrześcijańskich kupców przed konkurencją.

 

Wyznawcy judaizmu, nie mogąc mieszkać w samej Łomży, osiedlali się w jej okolicach, np. we wsi Rybaki (dziś ulica w obrębie Łomży). Formalną zgodę na ich powrót do miast narodowych (dawniej królewskich) wydały dopiero władze zaborcze w 1822 r. Od tego momentu Żydów w Łomży szybko przybywało. W pierwszych dziesięcioleciach XX w. gmina żydowska dysponowała okazałą synagogą, jesziwą, szpitalem i kilkoma szkołami, wydawała też swoje gazety. Żydzi mieli także własne partie polityczne. Kres temu położyło zajęcie Łomży przez Niemców w czerwcu 1941 r.

 

Tuż po wkroczeniu do miasta hitlerowcy utworzyli getto i do września wymordowali kilka tysięcy Żydów w okolicznych lasach, m.in. koło Giełczyna i Sławca. Likwidacja getta nastąpiła w listopadzie 1942 r., a pozostałych przy życiu Żydów przetransportowano do obozu w Zambrowie, a potem do Treblinki. Warto wspomnieć, że łomżyńskie korzenie miał prezydent Izraela Chaim Herzog (1918–97), który to odwiedził miasto w 1992 r. W Łomży urodził się jego ojciec, Isaak Herzog. Mając kilka lat, Isaak wyjechał z rodzicami do Wielkiej Brytanii. Został następnie naczelnym rabinem Irlandii, a w 1937 r., kiedy przeniósł się do Palestyny – naczelnym rabinem wspólnoty aszkenazyjskiej.

Po trzech miesiącach w końcu się udało. W ramach projektu ”Ostatnie drzewo” Puszcza Białowieska została przeniesiona w skali 1:1 do świata wirtualnego, a mianowicie słynnej gry Minecrafta. Autorom przyświecała przede wszystkim dokładność. Odtworzono nie tylko drzewostan, ale i każdy najmniejszy strumyczek.

 

Łącznie do cyfrowej wersji trafiło ponad  700 km kw. powierzchni Puszczy, co zajmuje 18 GB . W praktyce oznacza to, że cała mapa zbudowana jest z ponad 50 miliardów bloków. Zdecydowano się uwzględnić tylko 5 obszarów, na których widać ludzką działalność. Wszystko to oczywiście zobaczymy w typowej dla Minecrafta, kanciastej grafice. Kwadratowe jest więc też…słońce. Powstał również film promocyjny. Przewodnikiem po kompleksie leśnym jest głos niezastąpionej Krystyny Czubównej. 

 

Sięgnięcie do Minecrafta nie jest przypadkiem. Jego użytkownikami są przede wszystkim młodzi ludzie, którzy mogą nie zdawać sobie sprawy z obecnego konfliktu o Puszczę. Dzięki mapie mogą zapoznać się z tematem. Teraz tylko trzeba mieć nadzieję, że kopia zapasowa nie pozostanie jedyną wersją.

 

 

Hotel Cristal w Białymstoku to jeden z wielu obiektów zaprojektowanych w czasach PRL przez Stanisława Bukowskiego. Otwarto został w 1952 r. jako Hotel Miejski ”Żubr”, lecz na wykończenie trzeba było jednak czekać latami. Obecnie  przyjmuje około 50 tys. gości rocznie.

 

Kilka elementów hotelu nie przetrwało do dnia dzisiejszego. Chodzi tu zwłaszcza o jeden z pierwszych neonów w mieście. Zaprojektowała go Placyda Bukowska, żona projektanta, uczennica Ludomira Sleńdzińskiego na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.

 

Fasadę budynku rozświetlała tzw. Dama Kameliowa będącej zarysem kobiecej postaci, która trzyma trójkątny kieliszek do martini. Neon zniknął w latach 90. podczas prac remontowych. Instalacja miała pełnić również reklamową funkcję.  Zatem nie tylko wzbogacała walory estetyczne gmachu, lecz także zachęcała do skorzystania z oferty hotelu.

 

Z okazji zbliżającego się 65-lecia otwarcia hotelu dyrekcja postanowiła odtworzyć neon w pierwotnej formie. Domagali się tego starsi klienci. Co prawda nie znalazł się na elewacji, ale na szklanej dobudówce, gdzie mieści się wejście do restauracji. 

 

W Polsce miejscami, gdzie spotkanie żmii jest najbardziej prawdopodobne, są tereny górzyste, szczególnie Bieszczady i Beskidy. Jednak mieszkańcy nizinnych terenów nie powinni jednak wyzbywać się czujności. Ostatnimi czasy zaobserwowano pojawienie się sporej liczby żmij również na Podlasiu. Przekonała się o tym mieszkanka gminy Rajgród (powiat grajewski).

 

Do jednostki policji zgłosił się mężczyzna z prośbą pomocy dla swej żony, która odczuwa silny ból głowy i nogi. Okazało się, że kobietę ugryzła żmija. Wszystko działo się na terenie posesji letniskowej. Funkcjonariusze bez chwili zawahania umieścili cierpiącą w radiowozie po czym na sygnale popędzili do szpitala. Na szczęście kobieta doszła do siebie.

 

Czy na Podlasiu nie można spokojnie spacerować czy leżakować? Bez przesady. Inwazja żmij nam nie grozi. Najczęściej do ataków gada dochodzi przypadkiem. One również kochają słońce i korzystają z pięknej pogody. Niekiedy nasze drogi dosłownie się krzyżują i dochodzi do nadepnięcia żmii. Tej już instynkt podpowiada atak. Można się jednak zabezpieczyć.

 

Przed wyprawą w tereny, gdzie ryzyko spotkania ze żmiją jest większe, trzeba zwrócić uwagę na odpowiedni strój. By ograniczyć ryzyko ukąszenia przez żmiję, warto nosić długie spodnie włożone w skarpety oraz kryte buty za kostkę.

 

Powoduje on mocne oparzenia, które w skrajnych przypadkach mogą zakończyć się zgonem. Władze robią wszystko co w swej mocy aby wyplenić te diabelskie zielsko. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Nasiona są lekkie, a przenoszone przez wiatr sieją się na potęgę. Przełom czerwca i lipca to miesiące, kiedy kontakt z barszczem Sosnowskiego jest najbardziej niebezpieczny.

 

Duże skupiska rośliny występują  w Suwałkach i okolicach.Tamtejsza straż miejska wzywa wszystkich mieszkańców, aby informowali o pojawieniu się barszczu na ich posesjach. To właśnie funkcjonariusze zajmą się sprawą osobiście. Służby prowadzą również kampanię informacyjną na temat tego jak zachować się w przypadku kontaktu.

 

Samo wycięcie rośliny nic nie daje. Trzeba użyć odpowiednich środków chemicznych aby nie wyrosła ponownie za rok. Barszcz Sosnowskiego został sprowadzony do Polski w okresie komunizmu, jako roślina pastewna. Jako, że jej wysokość dochodziła do 4 m, szybko stała się popularna wśród rolników. Uprawa jednak wymknęła się spod kontroli. Dlatego też nazywana jest ”zemstą Stalina”. W dużym niebezpieczeństwie są zwłaszcza dzieci, które nie zdają sobie sprawę z zagrożenia. Należy więc uważać na bawiące się pociechy. Barszcz może zostawić blizny do końca życia.

 

 

Już wkrótce mieszkańcy Łomży będą mogli podziwiać historyczne postacie na ścianach kilku budynków. Kosztem blisko 60. tys. zł powstaną bowiem murale odnoszące się do ważnych dla miasta wydarzeń. Jest to doskonała metoda  na promocję Łomży. Istotny jest jednak również aspekt edukacyjny.

 

Największy mural zostanie stworzony przy ul. Wojska Polskiego. Będzie przedstawiał epizod powstania styczniowego. Następny upamiętni postać Jakuba Ignacego Wagi, prekursora działalności ekologicznej. Ozdobi on budynek na ul. Polnej.  Z kolei sylwetkę kapitana Mariana Raganowicza i jego 33. Pułk Piechoty. artyści namalują na ul. Rządowej.

 

Grafiką zajmą się studenci z Gdańskiej Szkoły Muralu, założonej przez dr Rafał Roskowiński. Jego podopieczni działali już w regionie, mianowicie w Wiźnie. Czy ścienne malowidła przyciągną do Łomży turystów? Na odpowiedź na to pytanie należy poczekać.

 

Ile czasu może powstawać wypasiony rower? Wszystko zależy od tego, dla kogo został projektowany. Dla Adama Zdanowicza z Białegostoku stworzenie ”maszyny” dla legendarnego gitarzysty Slasha zajęło blisko rok.

 

W rowerze można odnaleźć wszystkie elementy, jakie ubóstwia muzyk. Rama w kształcie instrumentu, pedały w formie małych gitar, czaszka na kierownicy czy węże na zębatce – od tego wszystkiego każdy pasjonat może umrzeć z zazdrości.

 

A wszystko zaczęło się od…Dody, która supportowała Gun’s N Roses na koncercie w Gdańsku. To ona była pomysłodawczynią nietypowego prezentu. Poprzez wspólną znajomą skontaktowała się z Adamem Zdanowiczem,a ten jako wieloletni fan zespołu, mógł spełnić swoje marzenie. Nie dość, że poznał kultowego muzyka, to jeszcze zrobił mu rower.

 

Z długiego procesu powstawania egzemplarza powstał cały film , a link do niego został zamieszczony w siodełku roweru. Slash uznał produkcję za genialną i umieścił ją na swoim kanale na YT.Już niedługo rower z Białegostoku będzie śmigał po ulicach Los Angeles. Możemy być dumni z dzieła Podlasianina.

Kompleks więzień w Łomży zaczął swe funkcjonowanie w 1892 r. Składał się on z kilku murowanych z czerwonej cegły budynków dwu i trzypiętrowych, otoczonych wysokim murem. Na bokach zlokalizowano zaś strażnice. Łącznie gwarantował odsiadkę dla trzystu przestępców.

 

Wycofujący się w 1944 roku Niemcy zniszczyli budynki więzienne. Po wyzwoleniu, w drugiej połowie lat czterdziestych ubiegłego wieku, ruiny, mimo iż były pilnowane przez uzbrojonych ormowców, były penetrowane przez mieszkańców miasta, którzy wykorzystywali niektóre fragmenty (blachy, fragmenty wyposażenia, elementy drewniane) do naprawy zniszczonych w czasie wojny domów, jak też przez szukających przygód młodszych mieszkańców Łomży.

 

Zniszczone wybuchami budynki więzienia, a także ceglane mury ogrodzenia zostały rozebrane prawdopodobnie na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. O przyczynach tych rozbiórek krążyły różne pogłoski. Słyszało się między innymi, że cegłę i inne materiały pochodzącą z rozbiórek tych budowli łomżyńskie władze przekazały na odbudowę Warszawy. Z większych budowli, pozostał tylko dawny budynek administracyjny z bramą wjazdową, w którym, po przebudowie, znalazła siedzibę szkoła muzyczna.

Na Podlasiu do niczego nie przywiązuje się wagi.  Na byle czym skacze się do wody w Augustowie, na byle czym zjeżdża się na nartach w Szelmencie. Wyobraźnia mieszkańców naszej krainy nie ma końca. Tylko pozazdrościć pomysłowości.

 

I co z tego, że wehikuły są zwykle jednorazowe. Chociaż praktycznego zastosowania nie posiadają, sprawiają więcej radości niż przejażdżka bolidem formuły 1. W sumie w czym brodzik od prysznica, wykorzystany do przejażdżki na stoku, jest gorszy od super maszyn, jakie znamy z plakatów motoryzacyjnych. Czy Porsche można wstawić do łazienki? Czy schłodzi nasze ciało po upalnym dniu? No właśnie…

 

Chociaż dystanse do pokonania są krótkie, kilka sekund radości, prędzej utkwi nam w pamięci, niż podróż dookoła świata. Globtroterzy pewnie czują się już urażeni…Aby wystartować w skokach czy zjazdach na byle czym, należy włożyć całe serce w przygotowania. Nieraz trwają one wiele miesięcy. Ludzie nie śpią po nocach, dłubiąc w warsztacie, udoskonalając swe pojazdy. Dla kilku metrów lotu czy stu metrów zjazdu naprawdę warto. Zawody to też doskonała okazja na poznanie podobnych sobie freaków. Kto wie, może druga połówka też się znajdzie…

Już blisko 6 lat trwają starania leśników z Poczopka (Nadleśnictwo Krynki) o przywrócenie populacji sokoła wędrownego. Do tymczasowego gniazda w środku lasu trafiły właśnie dwie opierzone samiczki. Mają kilka tygodni i czują się doskonale w nowym środowisku. Konstrukcja przypominająca klatkę wisi 20 m nad ziemią.

 

Dlaczego tak wysoko? Ptaki muszą trenować skrzydła, a w wyższych partiach drzewa jest to możliwe dzięki większym porywom wiatru. Przez trzy tygodnie sokoły będą szczegółowo obserwowane po czym zostaną wypuszczone w świat. Wraz z otwarciem klatki czeka ich ważny egzamin. Same muszą nauczyć się zdobyć pokarm.

 

W latach 60. liczba sokołów wędrownych drastycznie spadła. Jednak dzięki programowi reintrodukcji, a więc przywracania, udało się uratować te wyjątkowe ptaki, które potrafią pikować nawet do 300 km/h.

 

Gdzie jest foka? Takie pytanie można było usłyszeć nie jeden raz w Augustowie, głównie z ust starszych mieszkańców kurortu. Rzeźba zlokalizowana w centrum miejskiego parku przez ponad 20 lat cieszyła odwiedzających. Jako, że mieściła się w źle zaprojektowanej fontannie, było tylko kwestią czasu, aż dokona żywota. Tak też się stało. 

 

W 1991 r. wadliwą konstrukcję zasypano. Foka natomiast przepadła bez wieści. Zapewne w umysłach mieszkańców powstały różne teorie na temat jej losów. Tych spiskowych też, za pewne, nie brakowało. Jedni byli przekonani, że została zniszczona, drudzy z nieufnością patrzyli na sąsiadów, którzy mogli sobie ją przecież przywłaszczyć. Inni jeszcze przypisywali jej magiczne właściwości. Była więc czymś w rodzaju artefaktu (dobry temat na film swoją drogą). Prawda okazała się zgoła odmienna. Betonowa foka odnalazła się na jednej z posesji spółek miejskich. Stała smutna i opuszczona przy kubłach na śmieci. Czy tak można traktować dawną atrakcję?

 

Na wieść o tym ruszała lawina komentarzy. Co prawda, na ulicach nie pojawiły się transparenty z napisem ”Uwolnić fokę”, ale mnóstwo mieszkańców domagało się powrotu rzeźby z emerytury. Większość planów spaliła jednak na panewce. W końcu rzeźba znalazła nowy dom.  Właściciel sanatorium nad rzeką Nettą umieścił ją, za zgodą władz, w tamtejszym stawie. Przedsiębiorca chciał nawet zwierzę ozłocić. ”Złota foka” – czy to nie brzmi epicko? Niestety na ten, trzeba przyznać, zwariowany pomysł, burmistrz się nie zgodził. 

7 lat temu się nie udało. Może tym razem? Władze Augustowa po raz kolejny rozpoczęli batalię o wpisanie Kanału na Listę Światowego Dziedzictwa. Specjalny pełnomocnik już przygotowuje specjalny wniosek. Ważne by nie popełnić błędów z przeszłości, które przekreśliły szansę kurortu.

 

Kanał Augustowski był największą inwestycją XIX-to wiecznej Polski. Liczy sobie 100 km długości, z czego 80 km przebiega przez nasz piękny kraj. 20-oma kilometrami muszą zadowolić się Białorusini.Wpis na listę byłby ogromną promocją miasta. Choć kurort i tak jest oblegany, kilku turystów więcej nie zaszkodzi.

 

Potencjału Kanału nadal nie udało się jednak wykorzystać. Bazy turystyczne powstały w okresie międzywojennym co mówi samo za siebie. Bez inwestycji się nie obędzie. Przedłużą one sezon odwiedzin. Wpis na listę oznaczałby ogromny zastrzyk finansowy. Do miasta trafiłoby kilkadziesiąt milionów złotych.

Biebrzański Park Narodowy rozciągający się na kilka powiatów Podlasia pełny jest dzikiej zwierzyny. Ich miłośnicy muszą jednak obejść się z makiem. Zwierzaki najczęściej są nieuchwytne. Aby wyjść na przeciw oczekiwaniom, pracownicy Parku stworzyli sieć fotopułapek. W sumie zainstalowano ponad 60 sztuk.

 

Dzięki nim mieszkańcy Parku mają spokój, a ich fani przynajmniej zobaczą świeże fotki. Choć pierwsze próby monitoringu podejmowane były już 6 lat temu, popularność pułapek przyszła właśnie teraz. W krótkim okresie czasu zarejestrowały tysiące gatunków. Ustawione są w miejscach szlaków wędrówek, a także przy gniazdach szczególnych ptaków, jak orzeł bielik i bocian czarny. 

 

Fotopułapki umożliwiają zdobycie wielu cennych informacji o gatunkach. Dzięki nim leśnicy dowiedzieli się chociażby, że wilki chodzą ścieżkami przeznaczonymi dla turystów. Kładki, mosty i drogi – tam można ich spotkać. Niektóre zwierzęta nie zauważają kamerki, inne wręcz przeciwnie. Pozują przed nimi całymi godzinami.

W latach 20. Białostoccy oszuści do swego kanciarskiego repertuaru dorzucili coś nowego. Chodzi tu o sprzedaż domniemanych brylantów z carskiej korony. Ofiary procederu należy liczyć w setkach. Najczęściej byli to wieśniacy, którzy na chwilę przyjechali do miasta. Wracali zwykle w dobrych humorach, sądząc że zrobili interes życia, kupując cenne klejnoty.

 

W rzeczywistości oszuści wciskali szkło i tomblak. Nie jeden z nich posiadał umiejętności aktorskie. Zwykle sprzedawali bajeczkę o konieczności wyjeździe do Warszawy. Łamiącym się głosem opowiadali kupcom o chorych i głodnych dzieciach. Pieniądze na bilet do lepszego świata mogli zaś zdobyć pozbywając się za odpowiednią kwotę rodzinnych pamiątek.

 

Historie były tak poruszające, że chwytały za serce, głównie panie. Czar prysł, gdy klejnoty zanoszono do jubilera. Kosztowności, za które zapłacono kilkadzieścia złotych były warte dosłownie grosze. Chociaż zgłoszenie sprawy do Urzędu Śledczego zakończyło przygodę kilku kanciarzy, to pieniędzy zwykle nie udawało się odzyskać.

 

 

Choć chcieli zamieszkać na stałe w Wilnie, wojenna zawierucha i sprawy rodzinne sprawiły, że osiedlili się  w Białymstoku. Uzdolnione małżeństwo – Stanisław i Placyda Bukowscy przyczynili się jak mało kto do odbudowy miasta.

 

Architekt Bukowski szybko znalazł pracę przy odbudowie zniszczonych białostockich zabytków. Wraz z ówczesnym wojewódzkim konserwatorem, przywrócił do czasów świetności centrum miasta zniszczone na skutek wojny. To jemu zawdzięcza się odbudowę chociażby Rynku Kościuszki i strategicznych obiektów.

 

Niedługo po przybyciu do miasta objął dowodzenie nad budową kościoła Świętego Rocha. Zaprojektował ołtarze, a także skonstruował mur, mający na celu zaprzestanie osuwania się skarpy. Żona Placyda, absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, zajęła się z kolei witrażami.

 

Architekt zajmował się również budynkami o publicznej użyteczności. To spod jego ręki wyszedł między innymi Dom Partii przy Placu Uniwersyteckim oraz Hotel Cristal.  Warto nadmienić, że budynek hotelu zdobił pierwotnie neon który ukazywał  Damę Kameliową autorstwa Placydy.

 

Najważniejszym projektem była jednak Pałac Branickich wraz z ogrodami. Nie zgadzał się z władzami komunistycznymi, co do jego przeznaczenia. Umieszczono w nim Akademię Medyczną, choć wedle jego projektu miał powstać dom kultury. Spór doprowadził do usunięcia architekta od dalszych prac. Stanisława nagrodzili jednak znajomi, którzy zamówili jego popiersie i w tajemnicy umieścili je na tympanonie ogrodowej fasady pałacu.

 

Ręcznie kute żelazne krzyże, które umieszcza się na wierzchołkach kapliczek i krzyży drewnianych należą do charakterystycznych wytworów polskiej sztuki ludowej. Na Podlasiu tradycja takiego zdobnictwa sięga XVIII w. Jednak większość tych, które się zachowały, ufundowana została na przełomie XIX I XX w. Krzyże były sponsorowane zarówno przez katolików i wyznawców prawosławia.

 

Podlaskie kute krzyże stanowią nie tylko świadectwo pobożności wiejskich społeczności. Wyróżniają się walorami plastycznymi, bogactwem form oraz kunsztem artystycznym miejscowych rzemieślników. Różnorodność rozwiązań kompozycyjnych zaskoczy nie jednego obserwatora. Nie oznacza to jednak, że każdy krzyż posiada bogate dekoracje. W krajobrazie Podlasia można również odnaleźć skromniejsze formy formy. Śmiało mogą więc konkurować z krzyżami litewskimi, które zostały wpisane na listę dziedzictwa kultury UNESCO.

 

Z roku na rok niszczeją kapliczki, a więc i krzyże. W społecznościach lokalnych należy więc zaszczepić ideę ochrony tych tych niezwykłych form kowalskich. Inaczej znikną z krajobrazu kulturowego na dobre.

 

Nie od dzisiaj wiadomo, że każdy uczeń czekał na lekcje w plenerze. Ile można w końcu siedzieć w ławce. Solidną dawkę wiedzy zapewnić może chociażby Szlak Orla Białego w Augustowie. Rozległe tereny Puszczy stwarzały niegdyś doskonałe warunki do działań partyzanckich. Wytyczeniem szlaku zajęli się pracownicy nadleśnictwa. Odnajdziemy na nim ponad 34 ciekawe miejsca. Można dojść do nich na pieszo, bądź też podjechać rowerem.

 

Chętni mają do wyboru kilka wariantów trasy. Każda ma inną długość. W zależności od kondycji można wybrać 12-sto kilometrową drogę po okolicach Augustowa, bądź też pętlę o łącznej długości ponad 70-ciu kilometrów. Jest to jednak propozycja dla wytrwałych cyklistów. Również z okazji uruchomienia szlaku zorganizowano wyścig rowerowy. Piękno przyrody możemy podziwiać obok samotnych krzyży, mogił czy odbudowanych schronów.

Do produkcji Ogórków Kwaszonych ”Narwiańskich” wykorzystuje się ogórki wyprodukowane w otulinie Narwiańskiego Parku Narodowego, na czystych ekologicznie terenach nieskażonych przemysłem i wielkomiejską cywilizacją. Dolina Narwi charakteryzuje się specyficznym mikroklimatem, który wpływa na oryginalne walory smakowe uprawianych ogórków.

 

Uprawa ogórków odbywa się na terenie następujących gmin: Choroszcz, Kobylin Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna i Tykocin. Produkcja prowadzona jest metodą tradycyjną, to znaczy używa się nawozów organicznych z niewielkim dodatkiem nawozów sztucznych. Do produkcji surowca używa się odmian odpornych lub o dużej tolerancji na choroby po to, aby w jak najmniejszych ilościach stosować środki ochrony roślin. Duża ilość nawozów sztucznych oraz środków ochrony wpływa niekorzystnie na jakość ogórków kwaszonych.

 

Tradycja produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew sięga lat 60-tych ubiegłego wieku. Działalność taką zapoczątkowała Spółdzielnia Ogrodniczo – Pszczelarska „Witamina”, która w Śliwnie rozpoczęła skupowanie zielonych ogórków od okolicznych rolników oraz ich kwaszenie. Odbywało się to w drewnianych beczkach, które następnie zatapiano w rzece Narew. Jednak tradycja uprawy oraz kwaszenia ogórków pozostała do dziś, a tajemnice produkcji były przekazywane z pokolenia na pokolenie i są ściśle chronione przez każdego producenta.

Powiat Łomżyński już wkrótce będzie miał nowe logo. Wybór padł na bociana, który na terenie starostwa zakłada liczne gniazda. Jako, że budzi on raczej pozytywne emocje, na pewno nie wzbudzi kontrowersji. Grafice  towarzyszy hasło ”Powiat Łomżyński. Ja tu zostaję”. Bocian więc z logo nigdzie nie odleci. 

 

Ptak nie posiada jednak biało – czerwonej kolorystyki. Uznano, że kolor niebieski, bardziej będzie odpowiadał założeniom, nawiązując do przepływającej przez powiat rzeki Narew. Zarówno logo jak i hasło jeszcze w tym roku pojawią się na materiałach promocyjnych Starostwa. Życzymy powodzenia w propagowaniu bociana.

Muzeum Rolnictwa w Białymstoku zmieniło się w plac budowy. Wszystkie zabytkowe budynki, a także same pawilony doczekają się liftingu. Dawny blask odzyskała już chociażby stajnia, w której mieści się muzeum weterynarii. To samo dotyczy się piwnicy, która do tej pory pełniła funkcję chłodni.

 

Wszystko to oczywiście dla turystów. Skończą się czasy przeciekającego dachu i deszczu kropiącego na eksponaty. Nowe granitowe i kamienne nawierzchnie dróg zadbają o komfort spacerowiczów.  Na 350 m2 już będą odbywać się wystawy i pokazy filmowo – muzyczne. Pojawi się też nowa ekspozycja poświęcona w całości historii rolnictwa – od feudalizmu po czasy obecne. Połączy ona nowoczesność z tradycyjnymi elementami.

 

Całość remontu, szacowana na 7 mln zł. jest możliwa dzięki dofinansowaniu z UE. Prace potrwają do końca przyszłego roku i zamkną okres dziesięcioletniej modernizacji obiektu.

Czerwiec to dogodny czas na zbieranie wielu gatunków ziół jak choćby, skrzypu polnego czy liści malin. Dlatego też Ziołowy Zakątek w Korycinach zorganizował imprezę pod nazwą ”Nadbużańskie Ziołowe Spotkania”. Event ma na celu promocję zbieractwa dobroczynnych roślin.

 

Atrakcji nie brakowało. Każdy mógł wziąć udział w konkursie ”Co to za zioło”. Rozpoznanie roślin po samym zapachu okazało się nie lada sztuką. Nawet najwięksi pasjonaci ziół mieli problemy. Ponadto stworzono możliwość stworzenia własnej unikalnej mieszanki. Powstały więc oryginalne receptury. Nie mogło odbyć się również bez aromaterapii. Cudownym zapachom nie było końca. Dużą atrakcją był również pokaz pozyskiwania naturalnych barwników roślinnych

 

Ziołowy Zakątek to jedyne takie miejsce w regionie. Na ponad 12 ha zgromadzono blisko 1500 gatunków roślin. Obiekt powstał w 2002 r. ale przygotowania do jego uruchomienia poczyniono już na początku lat. 90.Placówka zrodziła się z pasji. Jej właściciel już jako dziecko zbierał zioła ze swoją babcią. Zarobione pieniądze ze skupu przeznaczał na atlasy roślin i inne przyrodnicze publikacje. 

Ogrody Przyjazne Przyrodzie. Tak właśnie nazywa się organizowany przez Biebrzański Park Narodowy konkurs dla mieszkańców gmin lezących na jego terenie. We wzorowym ogródku nic nie może się marnować. Pozornie niepotrzebne przedmioty mogą stać się dekoracją, która zachwyci nie tylko znajomych.

 

Ogród stanowić powinien schronienie dla licznych zwierząt, jeży czy też drobnych płazów i gadów. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem jest tradycyjny drewniany płot. Obecnie wiejskie ogrody upodobniają się do tych z miast. Idealnie przystrzyżona trawa czy krzewy nie są jednak dobrym miejscem dla dzikiej przyrody.

 

Każdy właściciel posesji, których ogród spełnia ”naturalne” kryteria może przystąpić do konkursu. W sumie zasięg akcji obejmuje 14 nadbiebrzańskich gmin. Ma ona na celu promocję przyjaznych praktyk ogrodniczych i zachęcenie do obcowania z przyrodą. Na zgłoszenia organizatorzy czekają do 10 sierpnia. Po więcej informacji zapraszamy na stronę: https://www.biebrza.org.pl/

Zalew Arkadia to malowniczo położony sztuczny zbiornik wodny niedaleko centrum Suwałk. Jest największą atrakcją miasta w upalne, letnie dni. W okresie letnim Zalew Arkadia tworzy ogólnodostępną, strzeżoną plażę miejską. W sąsiedztwie kąpieliska znajduje się plac zabaw dla najmłodszych, skate park, kawiarnia, a na przystani wypożyczalnia sprzętu wodnego. Można tu popływać łódką z żaglem, rowerem wodnym czy odpocząć na trawie lub na jednym z kilku pomostów. Dla osób lubiących sport na świeżym powietrzu została przygotowana mini siłownia. Na terenie Zalewu Arkadia można bezpłatnie skorzystać z sieci internetowej wi-fi.

 

Uroku temu miejscu nadaje wysepka położona na środku akwenu. Nad Zalewem Arkadia znajduje się hala Ośrodka Sportu i Rekreacji, z basenem i zapleczem hotelowym. Ze względu na położenie kawiarni, korzystają z niej nie tylko ludzie przebywający nad kąpieliskiem ale i ludzie z miasta. W pobliżu Zalewu Arkadia znajduje się najnowocześniejszy w województwie podlaskim Eurocamping. Cały teren jest ogrodzony i przygotowany pod najbardziej wymagających wczasowiczów.

 

Dużą atrakcją dla dzieci jest oswojone ptactwo, które podpływa do pomostów i oczekuje na kawałek chleba czy bułki. Wokół zalewu Arkadia znajdują się liczne ścieżki rowerowe, piesze i wiele ławek tuż nad brzegiem wody. Na terenie zalewu Arkadia mają miejsce różnego rodzaju imprezy rekreacyjno – sportowe, które przyciągają rzesze zainteresowanych. Woda Zalewu Arkadia spełnia wszystkie wymogi Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej obowiązujące dla kąpielisk publicznych. Zbiornik zasilany jest przez rzekę Czarna Hańcza, która uchodzi do Niemna na Białorusi.

 

Uroczyste otwarcie Zalewu Arkadia miało miejsce 22 lipca 1976 roku, jednocześnie nastąpiło zarybienie stawu, przez co zaczął przyciągać rzesze amatorów wędkowania. Każdego roku Zalew Arkadia przyciąga do siebie rzesze miłośników sportów wodnych. Dostępność krytej pływalni oraz siłowni w hali Ośrodka Sportu i Rekreacji sprawia, że tereny nad Zalewem Arkadia są atrakcyjne o każdej porze roku.

Łopuchowo, gmina Tykocin. Jedno z wielu rolnych gospodarstw, tylko że jej mieszkanka jest wyjątkowa. Owca Weronika została mamą trojaczków! Wcześniej już dwa razy wydała na świat bliźniaki. Dodatkowy potomek wywołał szok u jej pana. Do tej pory nie może wyjść on z podziwu.

 

Teraz głowi się nad imionami. Na razie rozważa nad Kasią i Marysią. Pomysłu na imię baranka nadal nie ma. Gospodarz żartuje, że tymczasowo zawiesi na jednej z owieczek ziemniaka, aby nie pomylić zwierząt. Trojaczki wśród owiec to rzadkie zjawisko, szczególnie w tak maleńkich stadach jak w naszym rejonie. To prawie jak „szóstka” w totka. Gospodarz wierzy, że cudowne narodziny i małe jagniątka przyniosą jego rodzinie… potrójne szczęście.

W Bielsku Podlaskim pomiędzy rzekami Białą i Lubką, wznosi się Góra Zamkowa – miejsce pierwotnego grodu bielskiego. Jego początek przypada na przełom XII i XIII-go w. Góra ta jest sztucznym usypiskiem o wysokości siedmiu metrów. W obrębie grodu na górze stał drewniany zamek z siedzibą zarządu oraz władz sądowych ziemskich i grodzkich, a nieopodal zamku znajdowała się cerkiew.

 

Usytuowany na ”Łysej Górce” zamek był dobrze przygotowany do obrony przed najeźdźcami. Z dwóch stron opływały go rzeczki, dalej ciągnęły się bagna i sztucznie przekopane fosy. W 1377 r. na Bielsk napadli Krzyżacy zdobywając jedynie gród i podgrodzia. Niestety dwa lata później podczas ich najazdu nie udało się już ocalić zamku. Szybko go jednak odbudowano. Nastąpił potem długi czas spokoju, miasto odbudowało się i rozwijało. W przeciągu wieków na zamku gościli chociażby Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt I Stary z królową Boną czy Stefan Batory.

Biebrzański Park Narodowy wiedzie w Polsce prym jeśli chodzi o wielkość. Chroni niezwykle cenne tereny bagienne. Szczególnym miejscem jest zwłaszcza północna część doliny, nazywana Górną Biebrzą. Rok 2017 należy właśnie do niej.

 

Obszary bagienne Górnej Biebrzy należą w przeważającej części do osób prywatnych, a nie do Skarbu Państwa. Aby przeciwdziałać ich zarastaniu, koniecznością jest regularne koszenie. Otrzymują za to dopłaty z UE, ale równocześnie chronią cenne gatunki zwierząt, w tym siedlisk ptaków. Niektóre z nich zagrożone są wymarciem.

 

Do tej pory Górna Biebrza nie cieszyła się szczególnym zainteresowaniem turystów. Nie wiedzą, że czeka na nich cala infrastruktura, jak kładki czy wieże widokowe. A podziwiać jest naprawdę co. Tereny te to jednak nie tylko przyroda, ale i bogate dziedzictwo kulturowe. Nadal możemy tam posłuchać lokalnej gwary ludzi zamieszkujących urocze drewniane chaty.

 

Najwięcej atrakcji dla przyjezdnych Park planuje latem i jesienią. Zorganizowane będą chociażby dni otwarte z mieszkańcami rejonu, spływy kajakowe czy konkurs sianokosów.

Od 1919 r. był jedną z najważniejszych postaci w mieście. Napoleon Cydzik objął wówczas stanowisko komisarza rządowego w Białymstoku. Mimo, że po wyborach jego misja dobiegła końca, działał dalej, stając się niezręcznym partnerem dla lokalnych elit.

 

Doświadczenie Napoleona Cydzika przydało się w kryzysowej sytuacji Białegostoku zimą 1920 r. Narastał bowiem konflikt polsko – żydowski, miasto posiadało też problem z zaopatrzeniem. Jako komisarz codziennie zajmował się też chociażby karaniem właścicieli nieodśnieżonych chodników czy też sprawą rynsztoków. W następnym roku objął urząd radcy wojewody. Mimo niemałej pensji żył bardzo skromnie, wynajmując pokój w jednej z kamienic.

 

W styczniu 1920 w owym mieszkaniu miała miejsce nie typowa sytuacja. Nieznani sprawcy w czasie niedzielnego obiadu zakradli się na strych zabierając… bieliznę. Domownicy o zajściu dowiedzieli się dopiero kilka godzin później. Rabusie wrócili w nocy. Jeden z nich dostrzegł w pokoju Napoleona Cydzika walizkę. Rozciął ją nożem, ale zamiast kosztowności znalazł letnie ubrania. Nie dał jednak za wygraną. Uwagę zwróciła poduszka, na której spał urzędnik. Złodziej tak nieporadnie wsunął dłoń, że obudził Cydzika. Ten chwycił rewolwer i rozpoczął pościg za rzezimieszkami. Po drodze złodziej zdołał zdobyć cenne trofeum jakim było futro urzędnika. Cydzikowi nie udało się złapać złodziei, którzy zniknęli w ciemnych ulicach miasta.

 

W stan spoczynku Napoleon Cydzik przeszedł w 1925 r. Radca został pożegnany huczną imprezą, którą zwieńczyła wspólna fotografia. Niedługo potem przeniósł się do Warszawy gdzie zmarł w 1946 r.

Tego nie można przegapić. Już po raz 13-sty na ulicach Podlasia pojawią się maszyny z duszą. Niektóre z nich mają nawet 100 lat i napędzane są silnikiem parowym. W sumie w rajdzie będzie uczestniczyć ok. 70 załóg z Polski, Litwy, Białorusi i Rosji. Jeśli mówią Ci takie marki pojazdów jak Rambler czy Metz – lepiej zakasaj rękawy. 

Zabytkowe pojazdy wyruszą 16 czerwca z Augustowa do Sejn, mijając po drodze malownicze miejscowości Augustowszczyzny. Tam też zaprzyjaźnione Gminy Litewskie zaprezentują swoje dziedzictwo kulturowe oraz wyroby kulinarne. W drodze powrotnej przez Wigry kolumna zatrzyma się pod klasztorem kamedułów. W samych Suwałkach na placu miejskim odbędzie się parada, a finałowa część rajdu, a więc pokaz elegancji czeka miłośników motoryzacji z powrotem w Augustowie. Zobaczymy wówczas pojazdy i ich kierowców przebranych zgodnie do danej epoki.

Rajd organizuje tradycyjnie już Białostockie Stowarzyszenie Moto Retro. Jego głównym celem jest turystyczna promocja  północno-wschodniej Polski i popularyzacja wiedzy o motoryzacji.

To drzewo pilnie potrzebuje naszego wsparcia. Na szczęście nie chodzi jednak o żadną wycinkę. Wręcz przeciwnie. Jako jedynie na Podlasiu zostało zakwalifikowane do finału konkursu na drzewo roku. Mowa to o Dębie niepodległości z Augustowa.

 

Plebiscyt ma na celu wyszukanie przykładów ciekawych i trwałych związków pomiędzy kulturą i historią lokalnej społeczności, a drzewem, które jest przez nią szczególnie doceniane. Tak jest oczywiście z Dębem Niepodległości. Został on zasadzony tuż przed budynkiem szkoły w dziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę Wolności. Gdy w gmachu powstało liceum, nazywano je ”Liceum z Dębem”. Na logotypie szkoły widniało nawet półkole uplecione z gałęzi dębowych.

 

Autorzy zakwalifikowanych do finału zgłoszeń muszą przygotować się do zaciętej rywalizacji, bowiem zwycięzcę wybiorą sami internauci podczas czerwcowego głosowania. Głosy należy oddawać tu: Drzewo Roku

 

Przyjezdni odwiedzający Białystok często pytają czym właściwie jest rzeźba o kształcie koła stojąca na ulicy Lipowej. Choć robią sobie przy niej zdjęcia, nie mają pojęcia o jej symbolice.

 

Wykonana z brązu rzeźba autorstwa Michała Jackowskiego nosi nazwę Podróż. Oznacza koniec zmian, jakie w ostatnich latach przeszła reprezentatywna ulica stolicy Podlasia. Pomnik nawiązuje do miejsc i wydarzeń związanych z teatrem w Białymstoku. Ustawienie jej pomiędzy ulicami Nowy Świat i Częstochowską symbolicznie wytycza drogę do Białostockiego Teatru Lalek. W tamtą stronę spogląda przez lunetę jedna z postaci na rzeźbie. 

 

Rzeźba zdobyła w 2008 roku drugie miejsce w konkursie na opracowanie projektu obiektu małej architektury. Miała to być teatralna forma przestrzenna, która mogłaby ozdobić wybrane miejsce w Białymstoku. Efektem tego samego konkursu jest teatralna „Maska”, która zamknęła – od strony placu Uniwersyteckiego – ulicę Suraską.

W 1889 r. Fajwel Janowski uruchomił w Białymstoku fabrykę tytoniu. Produkowano tam takie znane marki papierosów jak ”Dukat” czy ”Nr.30”. Z maszyn wychodziły również cygara oraz tabaka. Właściciel nie był szczególnie lubiany przez mieszkańców. Wszystko przez złe traktowanie pracowników.

 

W fabryce działały głównie kobiety. Nie dość że ich pensje były bardzo małe to musiały płacić karę za zepsucie jednego papierosa. Ta osiągała monstrualne rozmiary. Za jej równowartość można było wytworzyć ponad tysiąc sztuk towaru.

 

W 1896 roku, protestując przeciw złym warunkom pracy oraz słabym zarobkom, pracownice fabryki zainicjowały nietypową akcję strajkową. Dobrowolnie zgłosiły się do policyjnego aresztu, aby zostać usprawiedliwionymi z niestawienia się do pracy. Janowski nie miał wyboru i musiał pójść na ustępstwa. Pod jego rządami firma prowadziła swą działalność w 1924 roku. Następnie została upaństwowiona.

Jatwieź mała to miejscowość oddalona od Białegostoku o około 50 km. Już sama jej nazwa wskazywałyby na to, że posiada związek z plemieniem Jaćwingów. Obszar między północnym skrajem Puszczy Knyszyńskiej a Biebrzą stanowiły swoiste pogranicze kultur i religii. Od wczesnego średniowiecza ścierały się tu wpływy bałtyckie, mazowieckie i ruskie. 

 

Grodzisko na tym terenie zostało założone przez ocalałych z krwawej bitwy pod Wasilkowem. W 1281 roku Leszek Czarny miał w okolicy rozgromić Jaćwingów powracających z wyprawy łupieżczej do Małopolski. Nieopodal wsi z sosnowym zagajniku można odnaleźć ślady dawnego cmentarzyska uchodźców. Nie prowadzą jednak do niego żadne drogowskazy. Trzeba dokładnie znać teren by dotrzeć na miejsce. Licznie głazy narzutowe formują w miarę regularny krąg, oznaczając miejsce pochówku. 

 

Las przez miejscowych nazywany jest Budką. Ma to związek z epidemią dżumy w nieokreślonej przeszłości. Na obrzeżach zagajnika wzniesiono drewnianą chatkę, która to służyła do izolacji śmiertelnie chorych. Ich ciała były grzebane przez kolejnych zarażonych, którzy zajmowali ich miejsce w ”poczekalni śmierci”. Prawdopodobnie pochówki miały miejsce na cmentarzysku Jaćwingów.

Tradycja strzelania z łuku w czasie jazdy konnej nadal jest żywa. Wszystko dzięki zawodom rozgrywanym zawodom towarzyszącym Festiwalowi Tatarskiemu. To właśnie bowiem Tatarzy pod koniec XIV wieku w polskim wojsku ”wypromowali” krótki łuk.

 

Choć w Polsce odnotować należy kilka imprez w podobny stylu, ta zdążyła już wypracować sobie renomę. Część zawodników występuje w tradycyjnych strojach tatarskich, co jeszcze zwiększa atrakcyjność dla widza. Obserwatorzy mogą poczuć się jakby przenieśli się w czasie.

 

W ramach mistrzostw rozgrywa się trzy konkurencje – tzw. tor węgierski, polski i koreański. Różnią się one długością, a także rozmieszczeniem tarcz. Każdy z zawodników strzela przed siebie, w bok i do tyłu, siedząc przez cały czas na rozpędzonym koniu. Łucznictwo konne zyskuje coraz więcej sympatyków na całym świecie. W poprzednich edycjach imprezy brali udział zawodnicy chociażby ze Szwecji, Luxemburga czy nawet z odległej Brazylii.

 

W latach 30. XVIII w. władze carskie wprowadziły wysokie cło na wszystkie towary sprowadzone z Rosji. Jak nie trudno się domyślić, spowodowało to duże skutki ekonomiczne. Właściciele przedsiębiorstw z Królestwa Polskiego zaczęli przenosić swe fabryki na wschód kraju, w tym do Białegostoku. Na terenach dotychczas pozbawionych przemysłu, zaczęły powstawać mniejsze i większe manufaktury i fabryki, głównie tekstylne.

Jako, że w mieście dominował przemysł tekstylny, zaczęto je określać mianem Manchesteru Północy. Z geograficznego punktu widzenia nie trzyma się to kupy, gdyż Białystok leży bardziej na południe od brytyjskiego miasta. Skąd więc takie nazewnictwo. W tamtych czasach Polskim Manchesterem określano Łódź. Jako, że faktycznie Białystok leży na południu od tego miasta – zagadka rozwiązuje się sama.

3o sekund. Tyle trwa najnowszy spot reklamujący Augustów. Mogą go zobaczyć pasażerowie ponad 60-u linii komunikacji miejskiej w Warszawie. Zalet kurortu nie można jednak oglądać codziennie. Na dni promocji wyznaczono poniedziałek i środę. Filmik będzie się pojawiał 6 razy w ciągu godziny aż do 20 września. Czy akcja przyniesie spodziewane rezultaty? Czy w ogóle trzeba jeszcze kogoś zachęcać by odwiedził owe miasto? Wielu turystów i tak skarży się na tłumy.

 

 

Półtora kilometra od granicy z Białorusią, został odnowiony zegar słoneczny, który liczy sobie już 200 lat. Znajduje się on na obok śluzy Kanału Augustowskiego, Wołkuszek.

 

Granitowy zegar odnaleziono już kilkanaście lat temu przy pracach nad przebudowa Kanału. Konserwacja polegała na nałożeniu nowych podziałek do odczytywania godziny,  a także na wymianie wskazówki. Jako, że pogoda nie dopisywała trzeba było kilku dni aby sprawdzić czy zegar działa poprawnie.

 

Planowane jest też umieszczenie przy zegarze odpowiedniej tablicy informacyjnej. Nie zabraknie też kamiennej ławeczki. Miejscowe władze otwierając nowe atrakcje nad białoruską częścią Kanału Augustowskiego, zamierzają przyciągnąć jak najwięcej turystów. Od października ubiegłego roku w ten rejon oraz do Grodna można przyjeżdżać bez wiz.

Cmentarz ten zajmuje niespełna pół hektara. W jego pobliżu odnajdziemy wielkie centra handlowe. Białostocka nekropolia na ulicy Produkcyjnej należy do zapominanych obiektów w mieście. Powstał on najprawdopodobniej w połowie XIX wieku. Cmentarz założyła grupa niemieckich tkaczy z Saksonii, których sprowadzono do fabryk włókienniczych zlokalizowanych w Choroszczy.  22 rodziny zamieszkały w północnej dzielnicy miasta, na terenie dzisiejszego osiedla Bacieczki. 

 

Na cmentarzu niemieckim w Białymstoku odnajdziemy tylko kilka nagrobków. Na trzech z nich można odczytać nazwiska zmarłych. Największy, z figurą Jezusa, pozbawiony jest głowy. Reszta to betonowe obramowania mogił. Ostatni pochówek na cmentarzu przy ulicy Produkcyjnej odbył się  po II wojnie światowej. W 2009 roku urząd miasta nieco uporządkował nekropolię.

W Polsce tradycje bartnicze powiązane z dzikimi pszczołami zaczęły znikać w XVIII w. Przyczyniły się do tego choroby, rozwój przemysłu, a także biurokratyczne zakazy. Miód tworzony przez dzikie pszczoły osiąga astronomiczne kwoty na rynku. Jest to bowiem rzadki towar.

 

Na terenie Puszczy Augustowskiej przeprowadzono projekt mający na celu przywrócić zawód bartnika do łask. Stworzono specjalny ogródek z ponad setką gatunków drzew, krzewów czy kwiatów. Nie zapomniano oczywiście o roślinach uprawnych. Mają z niego korzystać pszczoły mieszkające w kłodach bartnych zawieszonych na drzewach nadleśnictwa. Ogródek stanowi również część ścieżki edukacyjnej.

 

Cała akcja odbyła się przy współpracy ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego a także Uniwersytetem w Białymstoku. W odtworzeniu tradycji bartniczych duży udział mieli też Rosjanie. Na dalekim wschodzie od lat pomoc dla dzikich pszczół jest na porządku dziennym. Projekt kosztował blisko milion złotych.

Góra Cisowa w Suwalskim Parku Krajobrazowym to doskonały punkt widokowy. Wznosi się blisko 250 m. ponad poziom morza. Umożliwia podziwianie niepowtarzalnego krajobrazu jezior, łąk czy torfowisk.

 

Góra Cisowa w przeszłości kilkakrotnie zmieniała nazwę. Jedni określają ją jako ”Suwalską Fudżijamę”, drudzy przywiązali się do nazywania wzniesienia ”Górą Sypaną”.  Ma to dużo sensu. Według opowieści została usypana z ziemi wydobytej z miejsca, gdzie obecnie znajduje się Jezioro Kopane. Aktualna zaś nazwa pochodzi od rosnącego niegdyś na szczycie góry potężnego cisa. 

 

Panorama, która rozpościera się ze szczytu Góry Cisowej jest jedną z najpiękniejszych i najciekawszych na Suwalszczyźnie. Przy dobrej pogodzie widać stąd nawet kilkanaście jezior. Podziwiając panoramę, warto wiedzieć, co ukazuje się naszym oczom. Warto więc skorzystać z oferty przewodnika. Warto wspomnieć, że na szczycie góry znajduje się krzyż i tablica, upamiętniająca pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1999 r.

Zastanawialiście się kiedyś gdzie jest środek Europy? Oczywiście, że na Podlasiu! A dokładnie w miejscowości Suchowola koło Białegostoku. Zaszczyt ten dzierży dumnie od 1775 r. Wówczas to kartograf  króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przeprowadził odpowiednie wyliczenia.

 

Linie poprowadzone z punktów najbardziej wysuniętych na naszym kontynencie krzyżują się na suchowolskim rynku. Obecnie jest to Park Miejski. Aby upamiętnić ten fakt w centrum miasta postawiono pamiątkowy głaz. Jest to więc duża gratka dla odwiedzających

 

Co ciekawe, Suchowola to nie jedyny ”pępek Europy”. Granice kontynentu są trudne do jednoznacznego określenia. Dlatego też co jakiś czas za jego centrum uznaje się inne miasto. Ile głów, tyle rozumów chciałoby się powiedzieć. Jedni twierdzą, że środek Europy jest na Litwie, drudzy, że w Niemczech. My jednak swoje wiemy.

Spokojnie. Nie chodzi to o zjazd Talibów. Wszystko działo się w 1928 r. Białystok został przystankiem na trasie do Moskwy króla Afganistanu – Ammanulaha. Cała wizyta trwała mniej niż pół godziny. Wieści o przyjeździe gościa wzbudziły ogromne zainteresowanie w mieście. Dworzec zgromadził wielu ciekawskich. Na perony wpuszczano tylko za okazaniem specjalnej przepustki.

Pociąg salonowy pojawił się na dworcu o godz. 12:50. Rozbrzmiał hymn Afganistanu grany przez kompanię honorową, na wietrze trzepotały flagi. Król ubrany był po cywilnemu. Zasalutował w podziękowaniu za godną oprawę. Polscy oficjele – gen. Sosnkowski i płk. Wieniawa Długoszewski przywitali się z królewską strażą. Do wagonu wkroczył wicewojewoda Skrzyński ze swoją świtą. Po francusku życzył królowi przyjemnej podróży. Ten odpowiedział w swoim języku. Wyraził również podziw dla polskiej armii. Nie minęła chwila a skład ruszył dalej.W nadgranicznych Stołpcach król Amanullah przesiadł się do pociągu sowieckiego.

Dziś pamięć po nim jest, delikatnie mówiąc, znikoma. Przed wybuchem II Wojny Światowej jego imię nosiła jedna z ulic Białegostoku. Józef Chazanowicz niemal całe swoje życie spędził w stolicy Podlasia. Pora przypomnieć jego osiągnięcia.

 

Urodzony w Goniądzu J. Chazanowicz studiował nauki medyczne w Królewcu i Sankt Petersburgu. Do Białegostoku przybył w 1878 r. Jako lekarz okulista cieszył się wielkim uznaniem. Za darmo pomagał ubogim przez co zyskał miano społecznika. Nie mogąc patrzeć, jak traktuje się pacjentów w szpitalu, założył towarzystwo dobroczynne Linas Hacedek, co w tłumaczeniu oznacza dosłownie dyżury przy chorych. Działalność owego towarzystwa szybko się rozrosła. Wpierw powstała jadłodajnia, następnie apteka, a tuż po śmierci Chazanowicza, pogotowie ratunkowe.

 

Pasją lekarza była głównie literatura. Planował utworzenie żydowskiej książnicy narodowej, a część jej zasobów miało pochodzić z jego prywatnej biblioteki. Przyświecało mu ocalenie od zapomnienia hebrajskich pism. Jego marzenie się ziściło. W 1895 przesłał na Bliski Wschód pierwszą partię 8800 książek. Tak powstała Uniwersytecka Biblioteka w Jerozolimie. Chazanowicz opuścił Białystok po wkroczeniu Niemców do miasta, w 1915 roku i udał się w głąb Rosji. Dotarł do Jekaterynosławia, gdzie w domu starców, w nędzy i opuszczeniu zakończył życie 28 listopada 1918 roku”

 

 

Ryszard Skibiński to legenda polskiej muzyki i założyciel białostockiej grupy Kasa Chorych. W swej barwnej karierze współpracował z samym liderem zespołu Dżem, Ryszardem Riedlem. W latach 70. stworzył od podstaw pierwszy w kraju festiwal bluesowy. Organizowany jest do dziś.  Do tej pory w Białymstoku mogliśmy podziwiać jego gwiazdę w ”Alei Bluesa”. Już wkrótce doczekamy się również tablicy pamiątkowej na bocznej ścianie Białostockiego Ośrodka Kultury.

 

Owa tablica zastąpi płytę upamiętniającą Dawida Abelowicza Kaufmana, znanego pod pseudonimem Dżiga Wiertow. Urodzony w Białymstoku artysta należy do grona najwybitniejszych twórców filmów dokumentalnych. Zasłynął dzięki awangardowej produkcji ”Człowiek z kamerą”, którą przedstawiała jeden dzień z życia mieszkańców Związku Radzieckiego. Powiązania z komunistami nie przeszły bez echa. IPN zdecydował, że upamiętnienie ”współpracownika” sowietów jest nie na miejscu. Dlatego też tablica zostanie usunięta na zawsze.

 

W ubiegłą niedzielę w Suchowoli już po raz dwudziesty pierwszy wystartował Cross Trzeźwości. To największa impreza sportowa w tej gminie, która od lat przyciąga zawodników z całego województwa. Biegacze przemierzyli szlak, który wielokrotnie pokonywał bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

 

Wydarzenie rozpoczęło się od  marszu Nordic Walking ”Krokiem po zdrowie”. Sam Cross Trzeźwości przebiegł na atestowanej trasie 10km. Z Suchowoli  zawodnicy tradycyjnie biegli do wsi Okopy, rodzinnej miejscowości ks. Jerzego, gdzie następował nawrót do miasteczka, które uważane jest za centrum Europy.

 

Cross Trzeźwości zalicza się do cyklu PCK Podlasie Tour i Grand Prix Podlasia w Biegach Ulicznych. W tym roku po raz pierwszy zorganizowano dodatkowo wyścig na wózkach dla osób niepełnosprawnych. Nie zabrakło też konkurencji biegowych dla najmłodszych.

Białystok może pochwalić się wieloma znanymi osobistościami. Niestety, niekiedy są zapomniane. Jedną z takich wybitnych postaci jest śpiewaczka operowa, która w latach 30. ubiegłego wieku zawładnęła scenami za oceanem.

 

Rosa Raisa a właściwie Róża Bursztyn urodziła się w żydowskiej rodzinie w Białymstoku. Ze względu na prześladowania, już w wieku 14 lat wyemigrowała do Włoch. Tam też podjęła naukę śpiewu, początkowo w Palermo u Ewy Tetrazzini – znakomitej solistki operowej, później w Konserwatorium w Neapolu. 

 

Debiut na deskach opery przyszedł w 1913 r. Wykonała partię Leonory w operze ”Oberto” Giusepe Verdiego z okazji 100-lecia urodzin kompozytora. W tym samym roku rozpoczęła się jej kariera za oceanem. Dzięki występowi ze słynnym wówczas zespołem Chicago Grand Opera Company, nawiązała współpracę na scenach w Filadelfii. 

 

Wkrótce artystka rozpoczęła gościnne występy w mediolańskiej La Scali. Na dziesięciolecie wspólnych działań wykonała tytułową partię opery Turandot Giacomo Pucinniego. Lata trzydzieste wieku to okres sukcesów artystki, które odnosiła na największych festiwalach i scenach operowych Ameryki i Europy.

 

Po zakończeniu kariery scenicznej poświęciła się pracy pedagogicznej prowadząc wraz z mężem – włoskim tenorem Giacomo Riminim studia wokalne w Chicago. Po śmierci męża w 1952 roku zamieszkała w Los Angeles, gdzie zmarła.

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nałożyło na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies. Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez podlaskie.tv, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW. Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono AAOO.pl Kamil Gopaniuk z siedzibą w Białymstoku, 15-875 Białystok, ul. Kalinowskiego 8/51 Cele przetwarzania danych 1.profilowanie i cele analityczne 2.świadczenie usług drogą elektroniczną 3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań 4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach 5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług Podstawy przetwarzania danych 1.profilowanie oraz cele analityczne – zgoda 2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi 3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych Odbiorcy danych Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa. Prawa osoby, której dane dotyczą Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą. Informacje dodatkowe Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności" Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close