Suwałki. Powstanie solarna wiata dla rowerów i hulajnóg

Suwałki. Powstanie solarna wiata dla rowerów i hulajnóg

W Suwałkach powstanie solarna strefa mobilności przy ul. Szczęsnowicza 2 i 4.

Zarząd Budynków Mieszkalnych w Suwałkach TBS otrzymał 23 989 zł dofinansowania na budowę wiaty rowerowej z instalacją fotowoltaiczną oraz punktami ładowania hulajnóg elektrycznych.

Nowa infrastruktura ma służyć mieszkańcom osiedla i okolic, szczególnie osobom korzystającym z rowerów oraz hulajnóg. Projekt ma poprawić warunki bezpiecznego parkowania i ładowania jednośladów.

Inwestycja ma też promować ekologiczny transport i odnawialne źródła energii. ZBM wskazuje, że potrzeba takiego miejsca wynikała między innymi ze zgłoszeń mieszkańców oraz rosnącego zainteresowania zrównoważoną mobilnością.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Obchody 86. rocznicy deportacji na Sybir

Białystok. Obchody 86. rocznicy deportacji na Sybir

W Białymstoku odbędą się obchody 86. rocznicy masowych deportacji obywateli polskich na Sybir.

Program rozpocznie się 20 czerwca o godz. 13:00 warsztatami edukacyjnymi „Przyszli o świcie” oraz oprowadzaniem kuratorskim po wystawie „Art of Remembrance – Sztuka Pamięci” w Muzeum Pamięci Sybiru.

21 czerwca o godz. 11:45 zaplanowano zwiedzanie wystawy stałej z przewodnikiem pod hasłem „Tamtego lata zabrano nas z domu”. Spotkanie ma przypomnieć czerwcowe deportacje z 1940 i 1941 roku oraz losy rodzin wywożonych w głąb Związku Sowieckiego.

Oficjalne uroczystości rocznicowe odbędą się 22 czerwca. O godz. 11:00 uczestnicy spotkają się przy Pomniku-Grobie Nieznanego Sybiraka przy kościele Ducha Świętego. Następnie zaplanowano złożenie kwiatów przy ul. Traugutta oraz przed Muzeum Pamięci Sybiru przy ul. Węglowej.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Groził nożem policjantowi po służbie

Białystok. Groził nożem policjantowi po służbie

Policjant po służbie został zaczepiony przez nieznanego mężczyznę, który groził mu pozbawieniem życia i wyciągnął nóż.

Funkcjonariusz powiadomił dyżurnego białostockiej komendy. Na miejsce przyjechali policjanci z białostockiego oddziału prewencji, którzy zatrzymali napastnika. Okazał się nim 29-letni mieszkaniec Białegostoku.

W chwili zatrzymania mężczyzna był nietrzeźwy. Policjanci znaleźli przy nim nóż oraz niewielkie ilości suszu, który po wstępnym badaniu narkotesterem okazał się marihuaną. Kolejne niewielkie ilości suszu znaleziono podczas przeszukania jego mieszkania.

29-latek trafił do policyjnej celi. Po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty gróźb karalnych, naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia funkcjonariusza oraz posiadania narkotyków. Grozi mu do 3 lat więzienia.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Lekarze USK uratowali pacjenta po ciężkim urazie kręgosłupa

Białystok. Lekarze USK uratowali pacjenta po ciężkim urazie kręgosłupa

Lekarze z Kliniki Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku uratowali 72-letniego pacjenta po bardzo ciężkim urazie kręgosłupa szyjnego.

Do wypadku doszło 1 kwietnia podczas prac w ogrodzie. Mężczyzna chorujący na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa upadł na plecy. Badania wykazały całkowite rozerwanie połączenia między szóstym i siódmym kręgiem szyjnym oraz pogarszający się stan neurologiczny.

Pacjent przeszedł dwie skomplikowane operacje. Pierwsza, wykonana 9 kwietnia, trwała ponad 8 godzin i polegała na nastawieniu oraz stabilizacji kręgosłupa od strony przedniej. Druga odbyła się 16 kwietnia i trwała ponad 6 godzin. Wykorzystano w niej śródoperacyjną tomografię oraz technikę robotyczną.

Po leczeniu udało się zachować funkcje neurologiczne. U pacjenta ustąpił niedowład ręki, porusza kończynami i stawia pierwsze kroki. Lekarze podkreślają, że bez operacji groził mu trwały paraliż, zależność od respiratora, a nawet śmierć.

Robot neurochirurgiczny i specjalistyczna tomografia użyte podczas leczenia zostały kupione dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy.

Zdjęcie ilustracyjne

Pierwszy pociąg do Łomży jeszcze nie wyjechał, a już wyprzedany!

Pierwszy pociąg do Łomży jeszcze nie wyjechał, a już wyprzedany!

Bilety na pierwszy pociąg POLREGIO z Ostrołęki do Łomży zostały wyprzedane w aplikacji mPOLREGIO już pierwszego dnia sprzedaży. Oznacza to, że osoby, które liczyły na zakup biletu bezpośrednio u konduktora, nie będą miały takiej możliwości. Inauguracyjny przejazd zaplanowano na jutro, w sobotę 13 czerwca.

Przewoźnik uprzedza, że ze względu na wyjątkowo duże zainteresowanie pierwszym kursem bilety zakupione online będą sprawdzane już przy wejściu na peron w Ostrołęce. Pasażerowie bez ważnego biletu nie zostaną wpuszczeni ani na peron, ani do pociągu. To rozwiązanie ma pomóc w zachowaniu limitów bezpieczeństwa i uniknięciu sytuacji, w której do składu próbowałoby wejść więcej osób, niż przewidziano.

Powrót kolei do Łomży po 33 latach budzi ogromne emocje. Dla wielu mieszkańców regionu to nie tylko wydarzenie komunikacyjne, ale też symboliczny moment przywrócenia miasta na kolejową mapę pasażerskich połączeń. Zainteresowanie pierwszym przejazdem pokazuje, że na takie połączenie czekano od dawna.

Atrakcje w Łomży

Podróżni korzystający z inauguracyjnego przejazdu, a także mieszkańcy Łomży, będą mogli wziąć udział w wydarzeniach przygotowanych przez POLREGIO oraz PKP Polskie Linie Kolejowe. Na rynku w Łomży powstanie specjalna strefa relaksu, która będzie dostępna od godziny 10:00.

Na miejscu zaplanowano między innymi loterię, fotobudkę, kącik dla dzieci, kolorowanki oraz bańki mydlane. Będzie to więc nie tylko okazja do uczestnictwa w historycznym przejeździe, ale też do rodzinnego spędzenia czasu w centrum miasta.

Pociąg POLREGIO w trasę powrotną wyruszy o godzinie 13:30. Również w tym przypadku obowiązywać będą limity bezpieczeństwa.

Regularne kursy od niedzieli

Regularne połączenia kolejowe do Łomży ruszą dzień później, w niedzielę 14 czerwca, wraz z letnią korektą rozkładu jazdy. W dni robocze z Białegostoku do Łomży kursować będą cztery pary pociągów POLREGIO, natomiast w weekendy trzy pary.

Dwa kursy zostaną wydłużone, dzięki czemu pasażerowie zyskają bezpośredni dojazd z Białegostoku do Ostrołęki. Składy do Łomży będą odjeżdżały z Białegostoku o godzinie 5:40, tylko w dni robocze, a także o 11:05, 16:05 i 19:50.

Powrót pociągów pasażerskich do Łomży po ponad trzech dekadach to jedna z najważniejszych zmian komunikacyjnych w regionie. Dla mieszkańców oznacza większą dostępność transportu publicznego, łatwiejsze podróże do Białegostoku i Ostrołęki oraz nowe możliwości codziennych dojazdów.

Bezpłatne przejazdy PKP Intercity

Do świętowania powrotu kolei do Łomży włącza się także PKP Intercity. Już jutro przewoźnik zaprasza na bezpłatne przejazdy promocyjne na trasie Łomża – Ostrołęka – Łomża. Pociągi pojadą według specjalnego rozkładu: z Łomży do Ostrołęki o godz. 14:30, z Ostrołęki do Łomży o godz. 15:11, ponownie z Łomży do Ostrołęki o godz. 15:52 oraz z Ostrołęki do Łomży o godz. 16:33.

Od niedzieli 14 czerwca mieszkańcy zyskają również codzienne połączenia PKP Intercity. Na trasę wyjadą pociągi IC Omulew i IC Orzyc, które połączą Łomżę z Białymstokiem i Olsztynem. Według przewoźnika podróż do Białegostoku zajmie około 1 godziny i 20 minut, a do Olsztyna około 2 godzin i 20 minut. To kolejny element przywracania Łomży na kolejową mapę Polski i zwiększania dostępności połączeń dla mieszkańców mniejszych miast.

To będzie fantastyczny dzień! Rodzinny piknik, ryby z potencjałem i francuska nuta.

To będzie fantastyczny dzień! Rodzinny piknik, ryby z potencjałem i francuska nuta.

Są takie letnie dni, które aż proszą się o to, żeby nie spędzać ich w domu. Wystarczy trochę słońca, dobry pretekst do wyjazdu, dzieciaki gotowe na przygodę i miejsce, w którym od rana do wieczora coś się dzieje. W niedzielę, 21 czerwca 2026 roku, takim miejscem będą Siemiatycze.

W ramach Dni Siemiatycz odbędzie się tam rodzinny piknik „Bardzo Cenne Małocenne” — wydarzenie bezpłatne, całodniowe i pomyślane tak, żeby dobrze czuły się na nim całe rodziny.

To nie będzie zwykły piknik z kilkoma stoiskami i muzyką w tle. Organizatorzy zapowiadają wydarzenie, które połączy rekreację, edukację ekologiczną, dobrą kuchnię, regionalne produkty, atrakcje dla dzieci i koncerty. PodlaskieTV objęło piknik patronatem medialnym, więc tym bardziej zachęcamy: warto wpisać tę datę do kalendarza i wybrać się do Siemiatycz.

Małocenne, czyli bardzo cenne

Nazwa wydarzenia nie jest przypadkowa. Projekt „Bardzo Cenne Małocenne” zwraca uwagę na coś, o czym na co dzień mówi się zdecydowanie za rzadko — na potencjał małocennych gatunków ryb. To ryby często pomijane, niedoceniane, mniej modne od tych, które regularnie pojawiają się na stołach i w sklepach. Tymczasem mądre korzystanie z naturalnych zasobów może być jednocześnie dobre dla środowiska, zdrowia i lokalnej kuchni.

W tym właśnie tkwi najciekawszy wymiar wydarzenia. Nie chodzi tylko o to, żeby przyjechać, pospacerować i coś zjeść. Chodzi też o to, żeby spojrzeć na naturę trochę uważniej. Zobaczyć, że lokalne zasoby nie są czymś oczywistym i niewyczerpanym. Że edukacja ekologiczna nie musi oznaczać nudnego wykładu, ale może wydarzyć się przy dobrej muzyce, rozmowie, warsztatach, degustacji i rodzinnym spędzaniu czasu.

Dzień pełen atrakcji dla dzieci i dorosłych

W programie pikniku znajdą się między innymi zawody wędkarskie, strefa animacji dla dzieci, stoiska z rękodziełem oraz targ produktów regionalnych. To dobra wiadomość dla tych, którzy lubią wydarzenia z klimatem — takie, gdzie można nie tylko popatrzeć na scenę, ale też przejść między stoiskami, porozmawiać z twórcami, spróbować lokalnych smaków i po prostu pobyć wśród ludzi.

Dla rodzin z dziećmi szczególnie ważna będzie strefa animacji. Bo każdy rodzic wie, że udany wyjazd zaczyna się wtedy, gdy najmłodsi nie pytają co pięć minut: „a kiedy wracamy?”. Tu powinno być inaczej. Dzieci będą miały swoją przestrzeń do zabawy, a dorośli — okazję, by złapać trochę oddechu i skorzystać z pozostałych atrakcji.

Nie zabraknie też strefy edukacyjnej z warsztatami i wykładami poświęconymi zdrowemu jedzeniu. To element, który dobrze wpisuje się w ideę całego projektu: pokazać, że jedzenie może być nie tylko smaczne, ale też mądre, lokalne i bardziej świadome.

Kuchnia na żywo i smaki, które mogą zaskoczyć

Jednym z najmocniejszych punktów programu będzie strefa kulinarna z degustacjami oraz live cookingiem prowadzonym przez Mikołaja Reya — kucharza i finalistę programu „MasterChef”. To zapowiada się jako ta część wydarzenia, przy której trudno będzie przejść obojętnie.

Live cooking ma w sobie coś z małego spektaklu. Jest ogień, zapach, tempo, rozmowa z publicznością i ten moment, kiedy zwykłe składniki zaczynają zmieniać się w coś, czego naprawdę chce się spróbować. A jeśli do tego dochodzi temat małocennych gatunków ryb, można spodziewać się nie tylko dobrego jedzenia, ale też inspiracji do własnej kuchni.

Być może właśnie takie wydarzenia są najlepszym sposobem na zmianę przyzwyczajeń. Nie przez moralizowanie, ale przez smak. Przez pokazanie, że coś niedocenianego może być ciekawe, zdrowe i bardzo dobre.

Muzyka, scena i François Martineau

Na scenie głównej wystąpią lokalni artyści, a gwiazdą wieczoru będzie François Martineau — francuski muzyk mieszkający w Polsce, znany między innymi z programu „Mam talent!”. W 2018 roku zdobył złoty przycisk i dotarł do półfinału programu, a publiczność pokochała go za francusko-polskie interpretacje piosenek i wyjątkową sceniczną energię.

To może być bardzo przyjemny finał całego dnia. Po zawodach, warsztatach, degustacjach, spacerach między stoiskami i zabawie z dziećmi przyjdzie czas na muzykę. A muzyka François Martineau ma w sobie coś, co dobrze pasuje do letniego, rodzinnego wydarzenia — lekkość, uśmiech, kontakt z publicznością i most między polską a francuską kulturą.

Dlaczego warto pojechać?

Bo to jeden z tych wyjazdów, które nie wymagają wielkich przygotowań, a mogą zostawić po sobie bardzo dobre wspomnienia. Wystarczy zebrać rodzinę, zaplanować niedzielę i ruszyć do Siemiatycz. Na miejscu czeka piknik, który łączy wiele światów: naturę, kuchnię, muzykę, edukację, regionalność i rodzinną atmosferę.

„Bardzo Cenne Małocenne” to wydarzenie dla tych, którzy lubią spędzać czas aktywnie, ale bez pośpiechu. Dla tych, którzy chcą pokazać dzieciom coś więcej niż ekran telefonu. Dla tych, którzy cenią lokalne inicjatywy i lubią odkrywać Podlasie przez wydarzenia, ludzi i smaki.

W niedzielę, 21 czerwca 2026 roku, Siemiatycze będą dobrym kierunkiem na rodzinny wyjazd. Bez biletów, bez wielkiej logistyki, za to z całodniowym programem i atmosferą letniego święta. Warto tam być.

Rozkład jazdy – 21 czerwca 2026

7:00: Zawody wędkarskie – nad Zalewem Cypel w Siemiatyczach

13:00: Rozpoczęcie pikniku – ul. Pałacowa w Siemiatyczach

18:00: Koncert François Martineau – ul. Pałacowa w Siemiatyczach

Promocja partnera

Białystok. Przy X LO powstaje amfiteatr z Budżetu Obywatelskiego

Białystok. Przy X LO powstaje amfiteatr z Budżetu Obywatelskiego

Przy X Liceum Ogólnokształcącym im. Wisławy Szymborskiej w Białymstoku powstaje nowa przestrzeń z amfiteatrem.

Inwestycja jest realizowana w ramach projektu z Budżetu Obywatelskiego „Zielono, komfortowo, przyjaźnie w XLO na Stołecznej”. Projekt zdobył 7788 głosów mieszkańców, a jego wartość przekracza 1,1 mln zł.

Prace są już zaawansowane. Wykonano część nasadzeń i alejek, a w kolejnych etapach mają pojawić się ławki, hamaki, stoły do gry w szachy i inne elementy małej architektury.

Centralnym punktem terenu będzie amfiteatr przeznaczony do szkolnych i lokalnych inicjatyw. Z nowej przestrzeni mają korzystać nie tylko uczniowie, ale także mieszkańcy.

10 czerwca pod budowanym obiektem zakopano kapsułę czasu z pamiątkami związanymi ze szkołą, uczniami i miastem.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. Wakacyjny bilet za 50 zł od 1 lipca

Podlaskie. Wakacyjny bilet za 50 zł od 1 lipca

Od 1 lipca mieszkańcy i turyści będą mogli korzystać z Podlasko-Białostockiego Biletu Wakacyjnego.

Bilet ma kosztować 50 zł i pozwoli przez siedem dni podróżować autobusami PKS Nova oraz komunikacją miejską w Białymstoku. Ma obowiązywać na około 50 połączeniach regionalnego przewoźnika, prowadzących między innymi do miejsc atrakcyjnych turystycznie.

Razem z biletem wakacyjnym ma ruszyć oferta dla seniorów. Osoby, które ukończyły 70 lat, będą mogły korzystać z przejazdów autobusami PKS Nova ze stuprocentową ulgą komercyjną. Do skorzystania z niej wystarczy dokument potwierdzający tożsamość.

Do projektu dołącza również Białystok. Przygotowany ma zostać projekt uchwały określający zasady funkcjonowania zintegrowanego biletu w autobusach BKM i PKS Nova.

Pierwsze 50 osób, które kupią nowy bilet, ma otrzymać podróżny zestaw kosmetyków.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Studenci PB zbudowali rękawice pokazujące objawy Parkinsona

Białystok. Studenci PB zbudowali rękawice pokazujące objawy Parkinsona

Studenci Politechniki Białostockiej zbudowali rękawice, które pomagają zrozumieć codzienne trudności osób z chorobą Parkinsona.

Urządzenie powstało w Kole Naukowym Alios na Wydziale Mechanicznym PB. Rękawice symulują drżenie rąk charakterystyczne dla choroby, dzięki czemu uczestnicy zajęć mogą sprawdzić, jak trudne stają się proste czynności, takie jak napisanie wiadomości czy zawiązanie sznurówki.

Z takiej formy edukacji skorzystało już ponad 200 uczniów z podlaskich szkół. Celem jest nie tylko pokazanie możliwości technicznych studentów, ale też budowanie większej empatii wobec osób przewlekle chorych.

Projekt łączy automatykę, robotykę i edukację przez doświadczenie. Ma pomóc młodym ludziom lepiej zrozumieć, z czym mierzą się osoby żyjące z chorobą Parkinsona.

Zdjęcie ilustracyjne

PKS Nova ma znów nowego prezesa. O co w tym chodzi?
Nowy Prezes PKS Nova - Wojciech Sienicki, fot. PKS NOVA

PKS Nova ma znów nowego prezesa. O co w tym chodzi?

PKS Nova ma nowego prezesa zarządu. Został nim Wojciech Sienicki, dotychczasowy doradca ds. restrukturyzacji w spółce. To kolejna w tym roku zmiana we władzach przewoźnika podległego samorządowi województwa podlaskiego. I choć na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak następny odcinek personalnej karuzeli, tym razem sprawa jest bardziej logiczna, niż mogłoby się wydawać.

Jak poinformowała spółka, 9 czerwca 2026 roku odbyło się posiedzenie Rady Nadzorczej PKS Nova S.A., podczas którego wybrano prezesa zarządu. W toku procedury kwalifikacyjnej wpłynęły dwie oferty. Po zasięgnięciu opinii kancelarii prawnej potwierdzono, że tylko jedna z nich spełniła wszystkie wymogi wynikające z obowiązujących przepisów prawa. Funkcję prezesa powierzono Wojciechowi Sienickiemu.

I tu właśnie dochodzimy do sedna. Adam Byglewski, który od początku roku faktycznie przejął kierowanie spółką, formalnie nie był prezesem zarządu, lecz prokurentem samoistnym. To nie był przypadek ani wyłącznie polityczna konstrukcja językowa. Byglewski, mimo ogromnego doświadczenia w transporcie, logistyce i biznesie, nie spełniał jednego z formalnych wymogów stawianych kandydatom na prezesa zarządu – wymogu posiadania wyższego wykształcenia. Mówiąc prościej: to wysokiej klasy fachowiec, ale „bez papierka”.

W biznesie wykształcenie ma trzecio jak nie czwartorzędne znaczenie. Można mieć imponujące doświadczenie, prowadzić duże przedsięwzięcia, znać branżę od podszewki i wciąż nie mieć na to „papierów”. Ale gdy mówimy o spółce publicznej, wykształcenie jest wymagane.

Dlatego obecna zmiana może wyglądać dziwnie tylko wtedy, gdy patrzymy na nią jak na kolejne „odwołanie i powołanie”. W rzeczywistości bardziej przypomina uporządkowanie stanu, który od początku był tymczasowy. Adam Byglewski został wprowadzony do spółki jako człowiek od operacyjnej naprawy i praktycznego zarządzania, ale nie jako klasyczny prezes zarządu. Teraz, po konkursie, spółka otrzymuje prezesa spełniającego wymogi formalne, a Byglewski ma pozostać w PKS Nova jako dyrektor operacyjny.

Wojciech Sienicki nie przychodzi z zewnątrz jako osoba przypadkowa. Do tej pory pełnił funkcję doradcy ds. restrukturyzacji i – jak informuje spółka – uczestniczył w działaniach związanych z rozwojem oraz zmianami organizacyjnymi. PKS Nova przedstawia więc tę decyzję nie jako zerwanie z dotychczasowym kierunkiem, lecz jako wzmocnienie obecnego pionu zarządczego. Marszałek Łukasz Prokorym mówi o tandemie, który ma doprowadzić do tego, że przewoźnik będzie samowystarczalny.

To słowo – samowystarczalny – brzmi jednak w przypadku PKS Nova wyjątkowo ryzykownie. Bo o tym pisaliśmy już wcześniej: największym problemem tej spółki nigdy nie było samo nazwisko na drzwiach gabinetu prezesa. Problemem był model, w którym od przewoźnika oczekiwano rzeczy wzajemnie sprzecznych. PKS Nova miała nie przynosić strat, a jednocześnie nie zamykać nierentownych połączeń. Miała działać jak przedsiębiorstwo, ale pełnić społeczną misję. Miała wozić mieszkańców tam, gdzie autobus jest potrzebny, choć wiele takich tras nie ma szans utrzymać się wyłącznie z biletów.

W jednym z poprzednich tekstów pisaliśmy, że sama zmiana personalna niczego nie rozwiąże, jeśli za nią nie pójdzie nowy model finansowania i organizacji transportu. Bo autobus publiczny nie jest zwykłym produktem rynkowym. Nie można przykładać do niego wyłącznie miary zysku i straty, a potem dziwić się, że linie do mniejszych miejscowości wypadają z rozkładu. Dla młodzieży, seniorów, osób bez samochodu czy mieszkańców oddalonych wsi takie połączenie nie jest luksusem. To często warunek normalnego życia.

Dlatego ważniejsze od tego, kto formalnie zostaje prezesem, jest pytanie, czy województwo rzeczywiście zbuduje dla PKS Nova stabilne zasady działania. Wcześniej pojawiła się zapowiedź, że od 1 stycznia spółka ma stać się podmiotem powierzonym województwa i działać w formule in-house. To byłaby zmiana znacznie ważniejsza niż każda roszada personalna. Oznaczałaby bowiem, że samorząd województwa traktuje transport autobusowy jako usługę publiczną, a nie jako biznes, który ma sam się bilansować nawet tam, gdzie z definicji jest deficytowy.

Na tym tle nominacja Wojciecha Sienickiego jest raczej domknięciem formalnego układu niż politycznym trzęsieniem ziemi. Adam Byglewski pozostaje w spółce tam, gdzie jego doświadczenie może być najbardziej użyteczne – przy operacyjnym zarządzaniu, zmianach, analizie przewozów i codziennej logistyce. Sienicki ma natomiast wziąć na siebie formalną odpowiedzialność prezesa zarządu. Jeżeli ten tandem rzeczywiście ma działać, to jego sens będzie można ocenić nie po tytułach stanowisk, lecz po rozkładach jazdy, liczbie połączeń i kondycji finansowej spółki.

A ta kondycja wciąż jest trudna. Według informacji podawanych przy okazji sejmikowych dyskusji strata netto PKS Nova na koniec lutego 2026 roku wynosiła ponad 2,6 mln zł. W kwietniu większość w sejmiku zdecydowała o zwiększeniu poręczenia kredytu do 20 mln zł, głównie na działalność bieżącą. To pokazuje, że przed nowym prezesem nie stoi zadanie wizerunkowe, lecz bardzo konkretna i ciężka praca: modernizacja taboru, uporządkowanie siatki połączeń, stabilizacja finansów i przygotowanie spółki do nowego modelu działania.

Nie ma więc sensu sprowadzać tej zmiany do prostego pytania: „dlaczego znowu nowy prezes?”. Ważniejsze jest pytanie, czy tym razem za zmianą personalną idzie realny porządek. W styczniu można było odnieść wrażenie, że władze województwa próbują przykryć głębszy problem wymianą nazwiska. Teraz sytuacja jest inna. Formalny prezes został wybrany w konkursie, a człowiek od praktycznego zarządzania ma zostać w strukturze spółki. To może być logiczne rozwiązanie, pod warunkiem że nie stanie się tylko kolejnym komunikatem do mediów.

Bo mieszkańców Podlasia naprawdę nie obchodzi, czy PKS NOVA prowadzi prezes, prokurent, dyrektor operacyjny czy doradca ds. restrukturyzacji. Mieszkańców interesuje, czy autobus przyjedzie. Czy dowiezie dziecko do szkoły. Czy senior dotrze do lekarza. Czy z mniejszej miejscowości da się wyjechać rano i wrócić po południu. Czy rozkład będzie miał sens, a nie będzie jedynie tabelą pełną martwych godzin.

Dlatego nowy prezes PKS Nova nie dostaje czystej karty. Dostaje spółkę z historią błędów, napięć, politycznych uników i finansowych problemów. Ale dostaje też moment, w którym można jeszcze uporządkować system. Jeśli Wojciech Sienicki i Adam Byglewski rzeczywiście stworzą skuteczny duet, a samorząd województwa nie cofnie się przed odpowiedzialnością za transport publiczny, ta zmiana może okazać się czymś więcej niż kolejną roszadą.

Na razie warto powiedzieć jedno: sama nominacja nie rozwiązuje problemów PKS Nova. Ale tym razem przynajmniej da się ją logicznie wytłumaczyć. To nie tyle wymiana fachowca na fachowca, ile próba pogodzenia praktyki z formalnościami. A w spółce publicznej, niestety, czasem nawet najlepszy kierowca nie pojedzie dalej, jeśli nie ma właściwego prawa jazdy.

Granica polsko-litewska. Zatrzymano kuriera i 16 cudzoziemców

Granica polsko-litewska. Zatrzymano kuriera i 16 cudzoziemców

Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali obywatela Ukrainy oraz 16 cudzoziemców, którzy nielegalnie przekroczyli granicę polsko-litewską.

Do działań doszło we wtorek, 9 czerwca. W gminie Szypliszki funkcjonariusze z placówki w Rutce-Tartak zatrzymali obywatela Maroka i sześciu obywateli Somalii, którzy chwilę wcześniej mieli przedostać się do Polski.

W rejonie miejscowości Krejwiany funkcjonariusz z Sejn, pełniący służbę z żołnierzem WOT, skontrolował audi na opolskich tablicach rejestracyjnych. Kierujący nim 30-letni obywatel Ukrainy miał przyznać, że przyjechał po migrantów. W pobliżu pojazdu zatrzymano pięciu obywateli Afganistanu.

Kolejnych czterech mężczyzn z Afganistanu zatrzymano po południu. Wszyscy ujawnieni cudzoziemcy zostali przekazani stronie litewskiej w ramach readmisji, a zatrzymany kurier pozostaje w dyspozycji Straży Granicznej.

Zdjęcie ilustracyjne

Sokółka. Kierowca stracił prawo jazdy po jeździe 141 km/h

Sokółka. Kierowca stracił prawo jazdy po jeździe 141 km/h

Policjanci z sokólskiej drogówki zatrzymali prawo jazdy 26-letniemu kierowcy BMW.

Do kontroli doszło na drodze wojewódzkiej W673 w pobliżu Grabowa. Mężczyzna jechał 141 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 90 km/h. Oznacza to przekroczenie prędkości o 51 km/h.

Kierowca, mieszkaniec powiatu augustowskiego, został ukarany mandatem w wysokości 1500 zł i 13 punktami karnymi.

Prawo jazdy stracił na 3 miesiące.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Ireneusz Gliniecki będzie dyrektorem Teatru Dramatycznego

Białystok. Ireneusz Gliniecki będzie dyrektorem Teatru Dramatycznego

Ireneusz Gliniecki od 1 września będzie dyrektorem Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku.

Decyzję podjął we wtorek zarząd województwa podlaskiego. Wcześniej kandydaturę Glinieckiego rekomendowała komisja konkursowa. Nowy dyrektor ma prowadzić instytucję przez pięć sezonów artystycznych.

Gliniecki dotychczas pełnił obowiązki dyrektora teatru, a wcześniej był zastępcą dyrektora do spraw finansowych. Jest też byłym burmistrzem Rajgrodu i byłym komendantem policji w Grajewie.

Jednym z jego głównych zadań ma być zakończenie modernizacji siedziby teatru i przywrócenie działalności w tym miejscu.

Zdjęcie ilustracyjne

Śniadowo. Auto wjechało w przepust na DW 677

Śniadowo. Auto wjechało w przepust na DW 677

Na drodze wojewódzkiej nr 677 niedaleko Śniadowa samochód osobowy wypadł z trasy i uderzył w przepust.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek przed południem. Zgłoszenie do służb wpłynęło około godziny 11:40. Na miejscu pracowali policjanci, zespół ratownictwa medycznego, strażacy z JRG Łomża oraz druhowie z OSP Konarzyce i OSP Śniadowo.

Autem podróżowały dwie osoby. Mężczyzna wydostał się z pojazdu sam, a kobietę wyciągnęli strażacy. Oboje trafili na badania do szpitala.

Zdjęcie ilustracyjne

Łomża. Pijany kursant prowadził ciężarówkę podczas nauki jazdy

Łomża. Pijany kursant prowadził ciężarówkę podczas nauki jazdy

Pod Łomżą policjanci zatrzymali pijanego kursanta kierującego ciężarówką z naczepą podczas nauki jazdy.

Do kontroli doszło w Starych Kupiskach, w czasie działań „Trzeźwy Poniedziałek”. Za kierownicą pojazdu szkoleniowego siedział 39-latek przygotowujący się do egzaminu na kategorię C+E.

Badanie alkomatem wykazało u niego prawie 1,6 promila alkoholu. Policjanci zatrzymali mężczyźnie prawo jazdy kategorii B. Za jazdę w stanie nietrzeźwości grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Sprawdzane jest również, czy konsekwencje poniesie instruktor, który dopuścił kursanta do prowadzenia pojazdu. Instruktor był trzeźwy.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. Odbędzie się ćwiczenie BLACKOUT ’26

Podlaskie. Odbędzie się ćwiczenie BLACKOUT ’26

W kilku miejscach województwa podlaskiego 10 i 11 czerwca odbędzie się ćwiczenie BLACKOUT ’26.

Podlaski Urząd Wojewódzki zapowiada epizody na terenie Mielnika, Turośni Kościelnej, Poświętnego, Suraża, Łap i Łomży. Scenariusz zakłada rozległą awarię sieci energetycznej.

W działania będą zaangażowane samorządy oraz służby, między innymi Państwowa Straż Pożarna, Policja, 1 Podlaska Brygada Obrony Terytorialnej i Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Celem jest sprawdzenie procedur działania w sytuacji kryzysowej.

Mieszkańcy proszeni są o ostrożność przy pojazdach służb oraz nierozpowszechnianie zdjęć ani danych dotyczących lokalizacji i działań mundurowych.

Zdjęcie ilustracyjne

Sejny. Nastolatkowie odpowiedzą za jazdę „na jednym kole”

Sejny. Nastolatkowie odpowiedzą za jazdę „na jednym kole”

Sprawą dwóch nastolatków zatrzymanych na ulicach Sejn zajmie się sąd rodzinny.

Według policji 15- i 16-latek jechali motorowerami mimo znaku zakazu wjazdu, a następnie popisywali się jazdą „na jednym kole”. Zauważyli ich funkcjonariusze sejneńskiej drogówki patrolujący miasto nieoznakowanym radiowozem.

Nastolatkowie stracili prawa jazdy. Policjanci zatrzymali też dowody rejestracyjne jednośladów ze względu na ich niewłaściwy stan techniczny.

O dalszych konsekwencjach zdecyduje sąd rodzinny. W takich sprawach możliwy jest między innymi zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Zdjęcie ilustracyjne

Wielki test dla Łomży. Pociągi wracają tam po bardzo wielu latach.

Wielki test dla Łomży. Pociągi wracają tam po bardzo wielu latach.

14 czerwca 2026 roku Łomża ponownie znajdzie się na kolejowej mapie regionu. Po ponad trzech dekadach przerwy z miasta mają ruszyć regularne pociągi pasażerskie. Dla mieszkańców to wiadomość długo wyczekiwana, bo kolej oznacza wygodniejsze dojazdy do Białegostoku, nowe możliwości dla studentów, pracowników, rodzin i przedsiębiorców. To może być jeden z tych momentów, które realnie zmieniają codzienne życie miasta.

Ale powrót pociągów do Łomży będzie też czymś więcej niż transportowym świętem. Będzie wielkim testem odpowiedzialności kierowców, pieszych i rowerzystów. Przez ponad 30 lat mieszkańcy nie funkcjonowali w mieście, w którym regularny ruch kolejowy jest częścią codzienności. Wielu kierowców mogło przyzwyczaić się do przejazdów traktowanych niemal jak zwykły fragment drogi. Od 14 czerwca takie myślenie może być śmiertelnie niebezpieczne.

Ostrzeżenia te nie są przesadą i nie biorą się znikąd. W województwie podlaskim w ostatnich latach dochodziło do wielu niebezpiecznych zdarzeń z udziałem samochodów i pociągów. Szczególnie alarmujący był 2025 rok, gdy w regionie doszło do serii wypadków na przejazdach kolejowych. Według informacji podawanych przez lokalne media i służby, tylko w tym jednym miesiącu odnotowano siedem takich zdarzeń, a dwa z nich zakończyły się tragicznie.

Na początku lipca 2025 roku w Szyszkach pod Sokółką ciężarówka wjechała pod pociąg Polregio relacji Czyżew – Kuźnica. Siła uderzenia była tak duża, że wykoleił się pierwszy wagon. Pasażerowie zostali ewakuowani, kierowca ciężarówki został ranny, a straty po stronie kolei szacowano nawet na kilka milionów złotych. To przykład, że wypadek na przejeździe nie kończy się wyłącznie na uszkodzonym aucie. Może zatrzymać ruch kolejowy, narazić życie pasażerów i doprowadzić do ogromnych strat.

Kilka tygodni później niebezpiecznie zrobiło się także w okolicach Łomży. W miejscowości Modzele-Wypychy samochód osobowy zderzył się z pociągiem relacji Białystok – Ostrołęka. Według relacji świadków kierowca wjechał wprost pod jadący skład, który uderzył w tył auta. Mężczyzna sam wyszedł z pojazdu, ale trafił do szpitala na badania. Pociągiem jechało ponad 70 pasażerów. Tym razem obyło się bez ofiar, ale przebieg zdarzenia pokazuje, jak niewiele potrzeba, by zwykły przejazd przez tory zamienił się w dramat.

Jeszcze tragiczniejsze skutki miał wypadek na trasie Śniadowo – Mężenin. Kierujący volkswagenem 77-letni mężczyzna wjechał przed nadjeżdżający pociąg. Zginął na miejscu. Według wstępnych ustaleń policji najprawdopodobniej nie zatrzymał się przed znakiem STOP. To szczególnie ważna lekcja dla wszystkich kierowców: znak STOP przed torami nie jest formalnością. Nie jest sugestią. Nie jest czymś, co można zignorować, bo „przecież nic nie jedzie”. Przy torach taki odruch może decydować o życiu.

Do groźnego zdarzenia doszło również w Wołyńcach w powiecie sejneńskim, gdzie 19-letni kierowca osobówki wjechał na niestrzeżony przejazd pod nadjeżdżający pociąg towarowy. Mężczyzna został przewieziony do szpitala, a na miejscu interweniowały służby ratunkowe. W Dziękoniach natomiast opel wjechał na niestrzeżony przejazd i zderzył się z lokomotywą PKP Cargo. Kierowca samochodu zginął.

Te zdarzenia układają się w bardzo czytelny obraz. Problemem nie jest sama kolej. Problemem jest rutyna, pośpiech, ignorowanie znaków, jazda „na pamięć” i przekonanie, że skoro przez lata nic się nie działo, to nic się nie stanie również tym razem. W Łomży to ryzyko może być szczególnie duże, bo powrót regularnych pociągów zmieni sytuację, do której wielu uczestników ruchu nie jest przyzwyczajonych.

Dlatego apel, by przy przejazdach kolejowych zachować szczególną ostrożność, trzeba potraktować poważnie. W rejonie torów nie powinno się jechać z głośną muzyką, rozmawiać przez telefon, patrzeć w ekran, przechodzić w słuchawkach odcinających od otoczenia ani przejeżdżać rowerem bez upewnienia się, że nic nie nadjeżdża. Pociąg nie zatrzyma się tak jak samochód. Maszynista może widzieć zagrożenie, może hamować, może użyć sygnału dźwiękowego, ale fizyki nie oszuka.

Powrót kolei do Łomży jest ogromną szansą. Może ułatwić codzienne dojazdy, poprawić dostępność komunikacyjną miasta, wzmocnić lokalną gospodarkę i sprawić, że Łomża stanie się atrakcyjniejszym miejscem do życia, pracy i inwestowania. Ale ten sukces będzie pełny tylko wtedy, gdy mieszkańcy od pierwszych dni potraktują tory z należytą powagą.

14 czerwca nie zaczyna się wyłącznie nowy rozdział w komunikacji. Zaczyna się także test. Test dla kierowców, pieszych i rowerzystów. Test z cierpliwości, wyobraźni i odpowiedzialności. Oby Łomża zdała go bez wypadków.

Łosieniec. Motocyklista zderzył się z dzikim zwierzęciem

Łosieniec. Motocyklista zderzył się z dzikim zwierzęciem

W pobliżu Łosieńca doszło dziś po południu do wypadku z udziałem motocykla.

Na trasie Ostra Góra – Niemczyn motocykl zderzył się z dzikim zwierzęciem. Pojazdem podróżowały dwie osoby.

Na miejsce wezwano strażaków, policję i zespół ratownictwa medycznego. Po przebadaniu uczestników zdarzenia okazało się, że nie wymagają hospitalizacji.

Okoliczności wypadku ustala sokólska policja.

Zdjęcie ilustracyjne

Powiat sokólski. Strażacy interweniowali przy drzewach i ognisku

Powiat sokólski. Strażacy interweniowali przy drzewach i ognisku

Strażacy z powiatu sokólskiego mieli w sobotę kilka interwencji związanych z powalonymi drzewami, pomocą medykom i zagrożeniem pożarowym.

Rano zastęp OSP Sidra usuwał drzewo, które spadło na drogę w Wandzinie. W Krynkach strażacy pomagali medykom otworzyć drzwi do mieszkania przy ul. Bema. Przebywający tam mężczyzna został przewieziony do szpitala.

Przed południem zabezpieczano też skrzyżowanie ul. Skłodowskiej-Curie i Obwodowej, gdzie drzewo oparło się o przewody elektryczne i doszło do iskrzenia. Awarię usunęli energetycy.

Po południu zastępy z Dąbrowy Białostockiej i OSP Ostrowie interweniowały w Kropiwnie. Przy domu paliło się duże ognisko, a ogień zagrażał budynkowi. Strażacy szybko je ugasili. Kolejna akcja dotyczyła usunięcia drzewa z drogi.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlasie. Oddano hołd sierż. Mateuszowi Sitkowi

Podlasie. Oddano hołd sierż. Mateuszowi Sitkowi

Dziś, 6 czerwca, mijają dwa lata od śmierci sierż. Mateusza Sitka, żołnierza 1 Warszawskiej Brygady Pancernej.

W rocznicę przy tablicy pamiątkowej na barierze technicznej zapalono znicze i złożono kwiaty. To miejsce, w którym żołnierz został śmiertelnie ugodzony nożem podczas służby na granicy polsko-białoruskiej.

W upamiętnieniu uczestniczyli przedstawiciele Placówki Straży Granicznej w Dubiczach Cerkiewnych i żołnierze Zgrupowania Zadaniowego Podlasie. Znicze zapalono także przy replice tablicy w komendzie Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej w Białymstoku.

Sierż. Mateusz Sitek został zaatakowany 28 maja 2024 roku podczas próby siłowego przekroczenia granicy przez grupę migrantów. Zmarł 6 czerwca 2024 roku.

Zdjęcie ilustracyjne

Featured Video Play Icon

35 lat temu święty Jan Paweł II odwiedził Białystok

5 czerwca 1991 roku Białystok przeżył jeden z najważniejszych dni w swojej najnowszej historii. Tego dnia do stolicy Podlasia przybył Jan Paweł II, odbywający swoją czwartą pielgrzymkę do Polski. Dziś, dokładnie 35 lat później, warto wrócić pamięcią do wydarzenia, które zgromadziło setki tysięcy wiernych i pozostawiło trwały ślad w dziejach miasta, regionu oraz Kościoła białostockiego.

Wizyta Papieża Polaka w Białymstoku była czymś więcej niż tylko wielkim religijnym zgromadzeniem. Była spotkaniem z człowiekiem, który dla wielu Polaków stanowił moralny punkt odniesienia w czasie wielkich przemian. Polska dopiero uczyła się życia w nowej rzeczywistości po upadku komunizmu, a słowa Jana Pawła II o Dekalogu, sumieniu, wolności i odpowiedzialności brzmiały wtedy wyjątkowo mocno.

Centralnym punktem pielgrzymki była Msza święta odprawiona na lotnisku Krywlany. To tam zgromadziły się tłumy wiernych z Białegostoku, Podlasia i całej północno-wschodniej Polski. Dla wielu uczestników był to dzień, którego nie da się zapomnieć: wspólna modlitwa, oczekiwanie, wzruszenie i poczucie uczestniczenia w wydarzeniu historycznym.

Podczas tej Mszy świętej Jan Paweł II dokonał beatyfikacji Bolesławy Marii Lament, założycielki Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Jej życie i działalność były szczególnie związane z ideą jedności chrześcijan, co w wielokulturowym i wielowyznaniowym Białymstoku miało znaczenie wyjątkowe.

Ważnym elementem papieskiej wizyty było także spotkanie ekumeniczne w cerkwi św. Mikołaja. W mieście, w którym od pokoleń współistnieją różne tradycje, języki, religie i kultury, gest ten miał ogromną symboliczną siłę. Jan Paweł II przypominał, że jedność nie oznacza zatarcia różnic, lecz szacunek, dialog i wspólne szukanie dobra.

Po 35 latach warto zapytać, co zostało z tamtego dnia. Czy pamiętamy jeszcze atmosferę spotkania na Krywlanach? Czy słowa Papieża o sumieniu, Dekalogu i odpowiedzialności za Ojczyznę nadal są obecne w naszym życiu publicznym i prywatnym? Czy potrafimy wracać do nich nie tylko przy okazji rocznic, ale również wtedy, gdy podejmujemy codzienne decyzje?

Dla starszych mieszkańców Białegostoku tamten dzień jest osobistym wspomnieniem. Pielgrzymka Jana Pawła II do Białegostoku była bowiem nie tylko wydarzeniem religijnym, ale także ważnym momentem w budowaniu tożsamości regionu.

Suwałki. IMGW wydał ostrzeżenie drugiego stopnia przed burzami

Suwałki. IMGW wydał ostrzeżenie drugiego stopnia przed burzami

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał dla Suwałk ostrzeżenie meteorologiczne drugiego stopnia dotyczące burz.

Komunikat opublikowano 5 czerwca. Mieszkańcy powinni zachować ostrożność, zabezpieczyć przedmioty na balkonach i posesjach oraz unikać przebywania na otwartej przestrzeni podczas burzy.

Ostrzeżenie drugiego stopnia oznacza możliwość wystąpienia zjawisk, które mogą powodować utrudnienia, straty materialne oraz zagrożenie dla zdrowia.

Zdjęcie ilustracyjne

Sidra. Sprawa podpisów pod petycją przeciw fermie trafiła do prokuratury

Sidra. Sprawa podpisów pod petycją przeciw fermie trafiła do prokuratury

Sprawa podpisów pod petycją przeciw planowanej fermie drobiu w gminie Sidra została zgłoszona do prokuratury.

Inwestycja ma powstać we wsi Ogrodniki i zakłada chów brojlerów wraz z infrastrukturą towarzyszącą. Część mieszkańców sprzeciwia się budowie. Pod petycją złożoną do Urzędu Gminy w Sidrze miało znaleźć się 331 podpisów.

Inwestor podważa autentyczność części podpisów i przekazał sprawę organom ścigania. Według jego stanowiska część osób figurujących na listach miała nie wiedzieć o umieszczeniu tam swoich danych albo kwestionować złożenie podpisu.

Ostateczna ocena należy teraz do właściwych organów.

Zdjęcie ilustracyjne

Drozdowo. Paweł Deląg szuka śladów łomżyńskiej husarii do filmu

Drozdowo. Paweł Deląg szuka śladów łomżyńskiej husarii do filmu

Aktor i producent filmowy Paweł Deląg odwiedził Muzeum Przyrody – Dwór Lutosławskich w Drozdowie, szukając w regionie materiałów do planowanego filmu z wątkiem łomżyńskiej chorągwi husarskiej spod Wiednia.

W bitwie pod Wiedniem w 1683 roku jedną z chorągwi husarskich była chorągiew łomżyńska, dowodzona przez Zbigniewa Zbierzchowskiego. Podczas wizyty aktorowi towarzyszyli lokalni pasjonaci husarii z Białegostoku i Łomży.

Projekt jest na etapie poszukiwania zaplecza i źródeł finansowania. Temat odwołuje się do mniej znanego wątku lokalnej historii związanego z udziałem ziemi łomżyńskiej w wydarzeniach 1683 roku.

Zdjęcie ilustracyjne

Nie wiesz, kim jest Edward Warchocki? Twój dzieciak będzie zachwycony, gdy go spotka.

Nie wiesz, kim jest Edward Warchocki? Twój dzieciak będzie zachwycony, gdy go spotka.

W sobotę, 6 czerwca, Dziedziniec Pałacu Branickich w Białymstoku zamieni się w miejsce, w którym spotkają się stare autobusy, klasyczne samochody, rodzinne wspomnienia i… robot, którego dzieci mogą znać lepiej niż wszystkie zabytkowe pojazdy razem wzięte. PKS Nova zaprasza na II Rodzinny Retro Piknik PKS. Start o godzinie 12:00, a wstęp na wszystkie atrakcje jest bezpłatny.

Dla dorosłych będzie to sentymentalna podróż do czasów, gdy autobus PKS był czymś więcej niż środkiem transportu. Był codziennością, przygodą, drogą do szkoły, pracy, rodziny, wakacji albo pierwszej samodzielnej wyprawy. Dla dzieci będzie to natomiast dzień pełen animacji, dmuchańców, mega klocków, malowania twarzy, konkursów, regionalnych smakołyków i spotkania z kimś naprawdę nietypowym.

Tym kimś będzie Edward Warchocki, czyli najsłynniejszy w Polsce humanoidalny roboinfluencer. Jeżeli nazwa nic Ci nie mówi, to bardzo możliwe, że Twoje dziecko i tak od razu uzna go za jedną z największych atrakcji pikniku. Charakterystyczny „Edek” pokazuje, że robotyka i sztuczna inteligencja nie muszą kojarzyć się z czymś odległym, zimnym i trudnym. Wręcz przeciwnie — mogą budzić ciekawość, uśmiech i świetnie oswajać najmłodszych z technologią, która coraz mocniej wchodzi do codziennego życia.

Rodzinny Piknik Retro PKS potrwa od 12:00 do 18:00. W programie znalazły się prezentacje zabytkowych autobusów i klasycznych samochodów, strefa retro, animacje i zabawy dla dzieci, dmuchańce, mega klocki, malowanie twarzy, konkurs wiedzy o PKS oraz województwie podlaskim, foodtrucki, regionalne smakołyki, strzelnica łucznicza oraz spotkanie z Edwardem Warchockim.

Nie zabraknie również tematów związanych z bezpieczeństwem. Swoje stoiska przygotują między innymi Wojskowe Centrum Rekrutacji w Białymstoku oraz Komenda Województwa Policji w Białymstoku. Dzięki temu piknik będzie nie tylko zabawą, ale też okazją do rozmów, pokazów i edukacji.

Wydarzenie łączy dwa światy: z jednej strony historię regionalnego transportu, z drugiej nowoczesność i technologie. PKS Nova podkreśla, że pielęgnuje pamięć o przeszłości, ale jednocześnie inwestuje w rozwój floty, innowacje oraz rozwiązania poprawiające komfort i bezpieczeństwo pasażerów.

Po części piknikowej wydarzenie przeniesie się do pałacowych ogrodów. O godzinie 20:30 rozpocznie się kino plenerowe, podczas którego wyświetlony zostanie kultowy film „Król Lew II”.

Sejneńszczyzna. Będzie spotkanie w sprawie poligonu w Kopciowie

Sejneńszczyzna. Będzie spotkanie w sprawie poligonu w Kopciowie

W Wilnie ma odbyć się spotkanie dotyczące planowanego poligonu w litewskim Kopciowie i jego wpływu na mieszkańców po polskiej stronie granicy.

W rozmowach mają uczestniczyć przedstawiciele rządów Polski i Litwy oraz samorządowcy. Tematem ma być oddziaływanie strefy strzelań na przygraniczne miejscowości w gminie Giby.

Mieszkańcy obawiają się o bezpieczeństwo oraz o przyszłość lokalnej turystyki. Wśród zgłaszanych postulatów pojawia się przesunięcie strefy ognia dalej od granicy albo rekompensaty dla mieszkańców i samorządu.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. Nowe przepisy o schronach oznaczają zadania dla samorządów

Podlaskie. Nowe przepisy o schronach oznaczają zadania dla samorządów

Nowe przepisy dotyczące budowli ochronnych oznaczają dodatkowe obowiązki dla samorządów przy planowaniu nowych obiektów użyteczności publicznej.

Po zgłoszeniu inwestycji wójt, burmistrz albo prezydent miasta ma określić parametry przyszłej budowli ochronnej, w tym jej pojemność i kategorię odporności. Decyzja ma być wydana w określonym terminie i odpowiednio uzasadniona.

Jeżeli samorząd nie rozstrzygnie sprawy, inwestor może zaprojektować obiekt o minimalnych parametrach. W praktyce oznacza to, że gminy będą musiały szybciej analizować potrzeby mieszkańców i planować miejsca ochrony w nowych inwestycjach.

Zdjęcie ilustracyjne

Podlaskie. SG zatrzymała podejrzanego o pomoc przy nielegalnym przekroczeniu granicy

Podlaskie. SG zatrzymała podejrzanego o pomoc przy nielegalnym przekroczeniu granicy

Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali 25-letniego obywatela Ukrainy podejrzanego o pomocnictwo przy organizowaniu nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej.

Do zatrzymania doszło 28 maja w województwie mazowieckim. Według ustaleń służb mężczyzna miał pomagać innym osobom w nielegalnym przekroczeniu granicy. Podczas przeszukania pojazdu i mieszkania funkcjonariusze zabezpieczyli materiał dowodowy oraz niewielkie ilości marihuany.

Podejrzany usłyszał zarzuty, do których się przyznał. Prokurator zastosował wobec niego dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju. Sprawa jest rozwojowa.

Zdjęcie ilustracyjne

Od 3 czerwca dzieci do 16 lat muszą jeździć w kaskach

Od 3 czerwca dzieci do 16 lat muszą jeździć w kaskach

Od 3 czerwca wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące bezpieczeństwa dzieci i młodzieży na drogach.

Osoby, które nie ukończyły 16 lat, będą musiały używać kasku podczas jazdy rowerem, hulajnogą elektryczną oraz urządzeniami transportu osobistego. Obowiązek ma ograniczyć ryzyko poważnych urazów głowy.

PKS Nova i Podlaska Policja prowadzą kampanię informacyjną. Specjalne grafiki pojawiły się na wybranych autobusach, a w autobusach szkolnych umieszczono plakaty edukacyjne dla dzieci.

Zdjęcie ilustracyjne

Hajnówka. Dzielnicowa po służbie zatrzymała nietrzeźwego kierowcę

Hajnówka. Dzielnicowa po służbie zatrzymała nietrzeźwego kierowcę

Dzielnicowa z Narewki, będąc w czasie wolnym od służby, zatrzymała nietrzeźwego kierowcę w Hajnówce.

Policjantka zauważyła volkswagena, który na ulicy Lipowej jechał całą szerokością jezdni i zjeżdżał na przeciwległy pas. Gdy auto zatrzymało się na sklepowym parkingu, funkcjonariuszka podeszła do samochodu i zabrała kierowcy kluczyki, uniemożliwiając dalszą jazdę.

Badanie wykazało, że 45-latek miał ponad półtora promila alkoholu w organizmie. Mężczyzna miał też cofnięte uprawnienia do kierowania, a pojazd nie posiadał aktualnych badań technicznych.

Za jazdę w stanie nietrzeźwości grozi do 3 lat więzienia. Kierowanie pomimo cofniętych uprawnień jest zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Archidiecezja ma nowego kapłana i dwóch diakonów

Białystok. Archidiecezja ma nowego kapłana i dwóch diakonów

Archidiecezja białostocka ma nowego kapłana i dwóch nowych diakonów.

Święcenia prezbiteratu w archikatedrze białostockiej przyjął ks. Michał Wiszowaty, absolwent Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku. Udzielił ich metropolita białostocki abp Józef Guzdek.

Dzień wcześniej bp Henryk Ciereszko udzielił święceń diakonatu alumnom piątego roku seminarium. Diakonami zostali Kacper Galimski z parafii NMP Matki Kościoła w Białymstoku oraz Krystian Puzanowski z parafii Wniebowzięcia NMP w Sokółce.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Dziewięć osób oskarżonych w sprawie wyłudzeń VAT

Białystok. Dziewięć osób oskarżonych w sprawie wyłudzeń VAT

Prokuratura Regionalna w Białymstoku skierowała do Sądu Okręgowego akt oskarżenia przeciwko dziewięciu osobom podejrzanym w sprawie wyłudzeń podatku VAT.

Według śledczych sprawa dotyczy obrotu biżuterią srebrną oraz granulatem srebra i mechanizmu tzw. karuzeli podatkowej. Postępowanie obejmowało okres od stycznia 2012 roku do sierpnia 2020 roku.

Oskarżeni mieli posługiwać się nierzetelną dokumentacją, fakturami zawierającymi nieprawdziwe dane oraz dokumentami potwierdzającymi fikcyjne transakcje. Zarzuty dotyczą m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i przestępstw skarbowych. Grozi im do 10 lat więzienia.

Zdjęcie ilustracyjne

Mońki. Nowe miejsca dla pacjentów w odnowionym szpitalu

Mońki. Nowe miejsca dla pacjentów w odnowionym szpitalu

W szpitalu w Mońkach powstanie 50 nowych miejsc dla pacjentów wymagających opieki długoterminowej.

Były budynek pediatrii jest przebudowywany na zakład opiekuńczo-leczniczy. Inwestycja ma kosztować około 18 mln zł, w większości z KPO, a pierwsi pacjenci mają trafić na oddział na przełomie września i października.

Zdjęcie ilustracyjne

Wiżajny. Straż Graniczna zatrzymała cztery osoby przy granicy polsko-litewskiej

Wiżajny. Straż Graniczna zatrzymała cztery osoby przy granicy polsko-litewskiej

Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali czterech mężczyzn przy granicy polsko-litewskiej.

Do zatrzymania doszło 29 maja przed południem w gminie Wiżajny. Według Straży Granicznej obywatele Somalii pieszo przekroczyli zieloną granicę i nie mieli dokumentów uprawniających do wjazdu oraz pobytu w Polsce. Po czynnościach mają zostać przekazani stronie litewskiej.

Zdjęcie ilustracyjne

Suwałki. Rozmowy o kolejowych inwestycjach w Ministerstwie Infrastruktury

Suwałki. Rozmowy o kolejowych inwestycjach w Ministerstwie Infrastruktury

W Ministerstwie Infrastruktury rozmawiano o kolejowych inwestycjach ważnych dla Suwałk.

Prezydent Suwałk Czesław Renkiewicz, radni miejscy Kamil Lauryn i Filip Olszewski oraz posłowie Jacek Niedźwiedzki i Krzysztof Truskolaski spotkali się z wiceministrem infrastruktury Piotrem Malepszakiem. Tematem była Rail Baltica, przebudowa infrastruktury kolejowej w mieście, przeniesienie stacji towarowej z centrum do Papierni oraz elektryfikacja odcinka Suwałki-Sokółka.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. Zakończył się proces w sprawie przemytu papierosów balonami

Białystok. Zakończył się proces w sprawie przemytu papierosów balonami

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się proces trzech młodych mężczyzn oskarżonych o udział w przemycie papierosów z Białorusi przy użyciu balonów meteorologicznych.

Sprawa dotyczy łącznie 11,5 tys. paczek papierosów. Prokuratura chce dla dwóch oskarżonych kar więzienia bez zawieszenia, a wyrok ma zostać ogłoszony za niespełna dwa tygodnie.

Zdjęcie ilustracyjne

Popularna atrakcja zamknięta. Narew umiera i tylko jedno uratuje „Polską Amazonię”.
Tak mogłaby wyglądać Siemianówka po zmianie jej przeznaczenia.

Popularna atrakcja zamknięta. Narew umiera i tylko jedno uratuje „Polską Amazonię”.

Jedna z największych atrakcji turystycznych Narwiańskiego Parku Narodowego została zamknięta po zaledwie dwóch miesiącach działania. Chodzi o kładkę Waniewo-Śliwno, czyli popularną przeprawę przez dolinę Narwi, która od lat przyciąga turystów chcących zobaczyć jedną z najbardziej niezwykłych rzek w Polsce z bliska. Powód zamknięcia jest bardzo konkretny: stan wody w Narwi jest zbyt niski, by mogła bezpiecznie funkcjonować przeprawa wodna.To nie jest tylko drobna niedogodność dla turystów. To kolejny sygnał ostrzegawczy, że z Narwią dzieje się coś bardzo niepokojącego. Rzeka, która historycznie była wielokorytowa, rozlewiskowa, pełna odnóg, mokradeł i życia, coraz częściej staje się symbolem suszy, zaburzonego przepływu i problemów, których nie da się dłużej zamiatać pod dywan.

Kładka Waniewo-Śliwno działa dzięki połączeniu pomostów i przepraw pływających. Gdy wody jest za mało, cała ta atrakcja przestaje być bezpieczna i funkcjonalna. A skoro tak ważny punkt na turystycznej mapie regionu trzeba zamykać już po dwóch miesiącach, to trudno udawać, że mówimy wyłącznie o „chwilowo niskim stanie wody”. Tu chodzi o kondycję całej doliny Narwi.

15 czerwca ma odbyć się robocze spotkanie urzędników i przedstawicieli instytucji odpowiedzialnych za wodę i przyrodę. Przy jednym stole mają spotkać się między innymi przedstawiciele Wód Polskich oraz Narwiańskiego Parku Narodowego. Tematem ma być to, co dalej robić z Siemianówką i Narwią. I bardzo dobrze, że do takiego spotkania dojdzie, bo ten temat wymaga wreszcie poważnej rozmowy, a nie kolejnych półśrodków.

Problem polega na tym, że Siemianówka od dawna nie jest tylko zbiornikiem rekreacyjnym. To ogromna ingerencja w system Narwi. Woda, która powinna pracować w naturalnym rytmie rzeki, jest zatrzymywana, nagrzewa się, stoi, paruje, a potem trafia dalej w zupełnie innym stanie niż rzeka potrzebowałaby do prawidłowego funkcjonowania. Zbiornik, który miał być rozwiązaniem, coraz częściej wygląda jak część problemu.

fot. Narwiański Park Narodowy, Przeprawa przez kładkę szoruje po dnie. fot. Narwiański Park Narodowy.

Co uratuje Narew?

Dlatego warto wrócić do pomysłu, o którym pisaliśmy już wcześniej: zamiast kurczowo bronić Siemianówki w obecnym kształcie albo sprowadzać rozmowę wyłącznie do hasła „likwidować albo nie likwidować”, trzeba pomyśleć o trzeciej drodze. Siemianówkę można przekształcić w rozległy obszar mokradeł, rozlewisk, trzcinowisk, wysp, płycizn i fragmentów otwartej wody. Innymi słowy: w rezerwat przyrody, który zamiast szkodzić Narwi, zacząłby jej pomagać.

To nie jest fantazja oderwana od rzeczywistości. Płytkie zbiorniki wodne naturalnie przechodzą proces zarastania. Najpierw są otwartym akwenem, później pojawiają się płycizny, roślinność wodna, trzcinowiska i bagna. Siemianówka już dziś zdradza taki kierunek przemian. Zamiast więc walczyć z naturą, można wykorzystać ten proces świadomie i mądrze.

Mokradła są jednymi z najlepszych naturalnych filtrów wody. Roślinność bagienna oraz mikroorganizmy żyjące w osadach wychwytują związki azotu i fosforu, czyli substancje odpowiedzialne między innymi za zakwity glonów i sinic. Taki obszar działa jak ogromna gąbka: zatrzymuje wodę wtedy, gdy jest jej więcej, i oddaje ją powoli w czasie suszy. Dla Narwi mogłoby to oznaczać stabilniejszy przepływ, chłodniejszą wodę i lepsze warunki dla życia biologicznego.

Przekształcenie Siemianówki w kierunku mokradeł nie musi oznaczać zniszczenia turystyki. Wręcz przeciwnie. Może stworzyć coś znacznie cenniejszego niż obecny, problematyczny zbiornik z zakwitającą wodą. Wyobraźmy sobie obszar podobny charakterem do bagien biebrzańskich, ale z fragmentami jeziora, wieżami obserwacyjnymi, ścieżkami przyrodniczymi, kładkami, miejscami do obserwacji ptaków i edukacji ekologicznej. Takie miejsce mogłoby stać się jedną z najważniejszych atrakcji przyrodniczych w regionie.

Brud, zakwity i sinice

Dziś Siemianówka jest często kojarzona z brudem, zakwitami, sinicami i płytką, przegrzaną wodą. Mogłaby być kojarzona z czymś zupełnie innym: z odważną renaturyzacją, ratowaniem Narwi, odbudową mokradeł i nowoczesnym podejściem do ochrony przyrody. Podlaskie nie musi kopiować betonowych pomysłów z innych regionów. Może pokazać, że największą siłą tej ziemi jest przyroda.

Zamknięcie kładki Waniewo-Śliwno po dwóch miesiącach od poprzedniego zamknięcia powinno być potraktowane jak alarm. Bo jeżeli jedna z ikon Narwiańskiego Parku Narodowego przestaje działać z powodu zbyt niskiego stanu wody, to znaczy, że nie rozmawiamy już o teorii. Rozmawiamy o realnych konsekwencjach złej gospodarki wodnej, suszy i decyzji, które przez lata zmieniały naturalny rytm rzeki.

15 czerwca urzędnicy będą rozmawiać o przyszłości Siemianówki i Narwi. Oby nie skończyło się na kolejnych ogólnikach. Narew potrzebuje decyzji, które będą odważne, długofalowe i zgodne z tym, jak działa przyroda. A Siemianówka, zamiast dalej zagrażać rzece swoim istnieniem w obecnej formie, może stać się miejscem, które pomoże ją uratować.

To jest moment, w którym trzeba przestać pytać wyłącznie o to, jak utrzymać zbiornik. Trzeba zacząć pytać, jak ocalić Narew. Bo bez zdrowej Narwi nie będzie ani kładki Waniewo-Śliwno, ani unikalnej doliny, ani tej przyrodniczej magii, dla której ludzie przyjeżdżają do Narwiańskiego Parku Narodowego.

Tama na Siemianówce

Co musi się wydarzyć, by Siemianówka stała się rezerwatem?

Największą przeszkodą nie jest sama przyroda, lecz obecny status zbiornika. Siemianówka formalnie funkcjonuje jako element gospodarki wodnej, związany między innymi z potrzebami rolnictwa, retencji i zarządzania wodą. Dlatego nie wystarczy powiedzieć: „zróbmy tu rezerwat”. Najpierw państwo musiałoby zmienić sposób myślenia o tym miejscu. Zbiornik musiałby przestać być traktowany przede wszystkim jako urządzenie wodne służące określonym celom gospodarczym, a zacząć być traktowany jako obszar o strategicznym znaczeniu przyrodniczym dla Narwi. Potrzebna byłaby więc decyzja na poziomie krajowym, że celem nie jest już konserwowanie obecnego modelu, lecz zmiana funkcji zbiornika w kierunku mokradeł, rozlewisk i obszaru chronionego.

Choć na co dzień za gospodarkę wodną odpowiadają Wody Polskie, to tak duża zmiana nie byłaby zwykłą decyzją administracyjną jednego urzędu. W praktyce musiałaby za nią stać decyzja polityczna: rządu, właściwego ministerstwa oraz instytucji odpowiedzialnych za wodę i środowisko. To one musiałyby uznać, że interes publiczny polega dziś nie na utrzymywaniu Siemianówki jako problematycznego, płytkiego zbiornika, lecz na ochronie Narwi, odbudowie naturalnej retencji i przywracaniu mokradeł. Dopiero wtedy Wody Polskie mogłyby przygotowywać działania techniczne zgodne z nowym celem, a nie jedynie zarządzać zbiornikiem według starej logiki.

Kolejnym etapem byłaby dokumentacja przyrodnicza. Trzeba byłoby dokładnie opisać, które fragmenty Siemianówki i jej otoczenia powinny zostać objęte ochroną, jakie siedliska już tam istnieją, jakie gatunki ptaków, roślin i zwierząt korzystają z tego obszaru oraz jakie działania renaturyzacyjne byłyby potrzebne. Na tej podstawie regionalny dyrektor ochrony środowiska mógłby rozpocząć procedurę ustanowienia rezerwatu przyrody. Rezerwat powstaje bowiem nie przez hasło czy deklarację, ale przez akt prawa miejscowego, który określa jego nazwę, granice, cele ochrony, zakazy oraz zasady funkcjonowania.

W praktyce oznacza to więc kilka równoległych ruchów: zmianę krajowej polityki wobec Siemianówki, aktualizację dokumentów gospodarki wodnej, przygotowanie ekspertyz przyrodniczych, uzgodnienie działań między Wodami Polskimi, administracją rządową, samorządami i służbami ochrony przyrody, a następnie formalne ustanowienie rezerwatu. Dopiero po tym można byłoby bezpiecznie przejść do zmian faktycznych: likwidacji zbiornika w obecnym kształcie, wspierania naturalnego zarastania, tworzenia rozlewisk, odtwarzania trzcinowisk, wyznaczania stref dla ptaków, budowy kładek edukacyjnych i punktów obserwacyjnych.

Najważniejsze jest jednak to, by najpierw zapadła decyzja o zmianie celu. Bez niej Siemianówka pozostanie zbiornikiem, który formalnie trzeba utrzymywać, nawet jeśli przyrodniczo coraz wyraźniej widać, że lepszą przyszłością dla tego miejsca byłyby mokradła. Jeśli państwo naprawdę chce ratować Narew, musi uznać, że Siemianówka nie może być wiecznie traktowana jak techniczny magazyn wody. Powinna stać się obszarem odbudowy przyrody.

Augustów. Ruszyło Lokalne Centrum Sterowania na linii Sokółka-Suwałki
fot. PKP PLK

Augustów. Ruszyło Lokalne Centrum Sterowania na linii Sokółka-Suwałki

W Augustowie uruchomiono Lokalne Centrum Sterowania, które ma zwiększyć bezpieczeństwo podróży i przewozów na linii Sokółka – Suwałki.

Centrum przejmuje obsługę czterech stacji, a od 14 czerwca także mijanki Szczepki. Inwestycja PKP Polskich Linii Kolejowych kosztowała 82 mln zł i ma pozwolić na uruchamianie większej liczby pociągów.

Podlaskie. Sąd uniewinnił żołnierza po sprawie strzałów przy granicy

Podlaskie. Sąd uniewinnił żołnierza po sprawie strzałów przy granicy

Sąd uniewinnił żołnierza oskarżonego po strzałach oddanych przy granicy z Białorusią w okolicach Dubicz Cerkiewnych.

Sprawa dotyczy zdarzenia z marca 2024 roku. Według ustaleń sądu żołnierz oddał strzały ostrzegawcze podczas interwencji wobec grupy migrantów i nie ponosi odpowiedzialności karnej za przekroczenie uprawnień.

Zdjęcie ilustracyjne

Tu potrzebna jest interwencja państwa. Nie da się dzwonić na 112!
Zdjęcie ilustracyjne

Tu potrzebna jest interwencja państwa. Nie da się dzwonić na 112!

Mieszkańcy przygranicznych miejscowości w województwie podlaskim od dawna żyją z problemami, których nie widać z perspektywy dużych miast. Jednym z nich jest zasięg telefonii komórkowej. A dokładniej sytuacja, w której telefon, mimo że znajduje się po polskiej stronie granicy, automatycznie loguje się do sieci białoruskiego operatora.

To nie jest drobna niedogodność technologiczna. To sygnał, że po drugiej stronie granicy nadajnik potrafi być silniejszy niż infrastruktura działająca po naszej stronie. Dla mieszkańców oznacza to konkretne problemy: dodatkowe koszty, ryzyko przypadkowego roamingu, a przede wszystkim niepewność w sytuacjach nagłych.

Pierwszy problem jest finansowy. Telefon może samoczynnie przełączyć się na sieć zagraniczną, a użytkownik nie zawsze od razu to zauważy. Wystarczy rozmowa, transmisja danych, pobranie wiadomości, automatyczna synchronizacja aplikacji albo korzystanie z internetu, by pojawiło się ryzyko naliczenia opłat roamingowych. Dla kogoś, kto nie przekraczał granicy, lecz zwyczajnie przebywał w swojej miejscowości, taki rachunek jest czymś absurdalnym.

Drugi problem jest jednak znacznie poważniejszy. Chodzi o bezpieczeństwo. Jeżeli telefon znajduje się w białoruskiej sieci, pojawia się pytanie, czy w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia mieszkaniec będzie mógł skutecznie połączyć się z polskim numerem alarmowym 112. Dla osób mieszkających przy granicy to nie jest teoretyczna dyskusja. To pytanie o to, czy w chwili wypadku, pożaru, zasłabnięcia albo innego nagłego zdarzenia pomoc zostanie wezwana szybko i we właściwe miejsce.

W normalnym państwie obywatel nie powinien zastanawiać się, do jakiej sieci zalogował się jego telefon, zanim zadzwoni po karetkę, policję albo straż pożarną. Nie powinien sprawdzać, czy na ekranie widzi polskiego operatora, czy nazwę zagranicznej sieci. W sytuacji kryzysowej liczą się sekundy, a nie szukanie operatora w ustawieniach telefonu albo fizyczna zmiana lokalizacji, by go złapać.

Problem przygranicznego zasięgu pokazuje też szerszą sprawę. Miejscowości położone przy granicy nie mogą być traktowane jak techniczny margines kraju. To są normalne polskie wsie i miasteczka, w których ludzie mieszkają, pracują, prowadzą gospodarstwa, firmy, wychowują dzieci i opiekują się seniorami. Mają prawo do stabilnego sygnału polskich sieci komórkowych, tak samo jak mieszkańcy Białegostoku, Warszawy czy Gdańska.

Jeżeli po polskiej stronie granicy telefon częściej „łapie” sieć białoruską niż polską, to nie jest wina mieszkańca. To problem infrastrukturalny, który powinien zostać potraktowany poważnie przez operatorów, Urząd Komunikacji Elektronicznej, administrację rządową i samorządy. Potrzebne są pomiary zasięgu, wskazanie miejsc szczególnie problematycznych oraz konkretne działania wzmacniające polską infrastrukturę telekomunikacyjną.

Nie chodzi tu wyłącznie o wygodę rozmów telefonicznych czy komfort korzystania z internetu. Chodzi o bezpieczeństwo obywateli na terenie Polski. O to, by mieszkaniec przygranicznej miejscowości nie musiał płacić za przypadkowy roaming, choć nigdzie nie wyjechał. I o to, by w razie zagrożenia mógł bez wahania zadzwonić pod 112, mając pewność, że połączenie zostanie obsłużone przez polski system alarmowy.

Granica państwa nie powinna być miejscem, w którym kończy się odpowiedzialność operatorów i instytucji. Przeciwnie — właśnie tam ta odpowiedzialność powinna być szczególnie widoczna. Bo silny polski zasięg przy granicy to nie luksus. To element bezpieczeństwa.

Białystok. Na osiedlach Słoneczny Stok zamontowano nowe defibrylatory AED

Białystok. Na osiedlach Słoneczny Stok zamontowano nowe defibrylatory AED

Na trzech osiedlach Spółdzielni Mieszkaniowej Słoneczny Stok w Białymstoku pojawiły się nowe przenośne defibrylatory AED.

Urządzenia zamontowano przy biurze zarządu przy ul. Armii Krajowej, przy administracji przy ul. Witosa oraz przy ul. Magnoliowej na Zielonych Wzgórzach. Spółdzielnia podkreśla, że sprzęt ma poprawić bezpieczeństwo mieszkańców.

Zdjęcie ilustracyjne

Właśnie dlatego ten szalet kosztował tyle co mieszkanie. Idioci zdewastowali wejście.
Zdjęcie ilustracyjne

Właśnie dlatego ten szalet kosztował tyle co mieszkanie. Idioci zdewastowali wejście.

Białostocki szalet na Plantach znów wrócił do miejskiej debaty. Ten sam, który kilka lat temu stał się bohaterem ogólnopolskich żartów, memów i komentarzy o „toalecie za cenę mieszkania”. Teraz jednak cała ta historia nabiera innego znaczenia. Bo kiedy słyszymy, że publiczna toaleta kosztowała ponad 400 tysięcy złotych, łatwo wzruszyć ramionami i zapytać: „po co aż tyle?”. Przypomnijmy, że kiedy inni wyśmiewali cenę szaletu, pisaliśmy już – że musi tyle kosztować, ponieważ nie brakuje w mieście idiotów, którzy zaraz będą chcieli go zdewastować. Dlatego wszystko musi być w nim niemalże „pancerne”. I cóż… mieliśmy rację. Niedawno ktoś wyrwał ze ściany szaletu panel płatniczy, a naprawa ma kosztować 20–30 tysięcy złotych, odpowiedź sama ciśnie się na usta.

Właśnie dlatego.

Szalet przy bulwarach Kościałkowskiego stanął jesienią 2022 roku. Od początku budził emocje. Jedni mówili, że taka toaleta w centrum miasta, przy Plantach, zabytkach i popularnych trasach spacerowych, jest po prostu potrzebna. Inni wyliczali, że za podobne pieniądze można kupić mieszkanie. Później było jeszcze ciekawiej, bo obiekt przez długi czas nie mógł zostać otwarty, a pierwszy moduł ostatecznie zdemontowano, ponieważ nie spełniał wymogów prawa budowlanego. Temat idealny do kpin. Miasto, szalet, setki tysięcy złotych i brak możliwości skorzystania z toalety. Internet dostał paliwo, jakiego potrzebował.

Tylko że dzisiaj warto spojrzeć na tę sprawę z drugiej strony. Publiczna toaleta to nie jest łazienka w prywatnym mieszkaniu, z której korzystają domownicy i zaproszeni goście. To obiekt stojący w przestrzeni publicznej, dostępny dla tysięcy osób, także nocą, także w weekendy, także wtedy, gdy ktoś wraca z imprezy, nudzi się, chce coś sprawdzić „dla zabawy” albo po prostu jest zwyczajnym idiotą.

I niestety właśnie pod takich ludzi często trzeba projektować miejską infrastrukturę.

Bo w przestrzeni publicznej nie wystarczy, żeby coś było ładne, funkcjonalne i wygodne. To musi być odporne na kopanie, szarpanie, wyrywanie, zalewanie, podpalanie, bazgranie, rozkręcanie i wszystkie inne pomysły, które rodzą się w głowach wandali. Zwykła toaleta, taka jak w mieszkaniu, w takim miejscu nie przetrwałaby długo. Publiczny szalet musi być pancerny nie dlatego, że urzędnicy mają fantazję, tylko dlatego, że część użytkowników zachowuje się tak, jakby jedynym celem istnienia wspólnej przestrzeni było jej zniszczenie.

Według informacji miasta szalet na Plantach został wyłączony z użytkowania właśnie z powodu aktów wandalizmu. Zniszczony został przede wszystkim główny panel, umożliwiający płatności kartą. Mówiąc prościej: ktoś wyrwał go ze ściany. Sprawa została zgłoszona na policję, trwają czynności śledcze, a ponowne uruchomienie obiektu planowane jest do 30 czerwca, o ile nie pojawią się kolejne komplikacje. Szacowany koszt naprawy wynosi 20–30 tysięcy złotych.

I tu dochodzimy do sedna. Można oczywiście dalej śmiać się z „najdroższego szaletu w Białymstoku”. Można liczyć kafelki, moduły, przyłącza i porównywać wszystko do cen mieszkań. Ale każda taka inwestycja w przestrzeni publicznej musi uwzględniać coś, czego nie ma w prywatnym domu: ryzyko konfrontacji z idiotami. A głupota, jak widać, potrafi być bardzo droga.

Od otwarcia w lipcu 2023 roku z toalety miało skorzystać około 16 tysięcy osób. To pokazuje, że obiekt nie był fanaberią. Był potrzebny. Szczególnie w miejscu, gdzie spacerują mieszkańcy, gdzie pojawiają się turyści, gdzie odbywa się normalne życie miasta. Problem nie polega więc na tym, że w centrum Białegostoku postawiono publiczną toaletę. Problem polega na tym, że nawet tak prosta i potrzebna rzecz musi być zabezpieczana tak, jakby miała przetrwać najazd barbarzyńców.

Publiczne pieniądze nie znikają tylko przez nietrafione decyzje, procedury i przetargi. Znikają też wtedy, gdy ktoś niszczy wspólne mienie. Gdy wyrywa panel. Gdy dewastuje ławkę. Gdy rozbija przystanek. Gdy traktuje miasto jak cudzą własność, choć w rzeczywistości niszczy coś, za co płacimy wszyscy. Potem wszyscy płacimy drugi raz: za naprawy, monitoring, solidniejsze materiały, odporniejsze konstrukcje i kolejne zabezpieczenia.

Dlatego białostocki szalet z Plant jest czymś więcej niż tylko miejską ciekawostką. Jest smutnym symbolem tego, jak bardzo przestrzeń publiczna musi być projektowana nie pod normalnych użytkowników, ale pod idiotów. Pod ludzi, którzy nie potrafią skorzystać z toalety, ławki czy przystanku bez zostawienia po sobie śladu zniszczenia.

Więc kiedy następnym razem ktoś zapyta, dlaczego publiczny szalet kosztował tyle co mieszkanie, odpowiedź może być prosta: bo w mieszkaniu nie trzeba zakładać, że ktoś przyjdzie i wyrwie ze ściany panel płatniczy. W mieście, niestety, trzeba.

Białystok. Ruszyło pierwsze miodobranie w Miejskiej Pasiece

Białystok. Ruszyło pierwsze miodobranie w Miejskiej Pasiece

W Białymstoku rozpoczęło się pierwsze tegoroczne miodobranie w Miejskiej Pasiece na skwerze przy ul. Branickiego i Miłosza.

Od 2019 roku pasieka rozrosła się z pięciu do ośmiu uli, a w ubiegłym sezonie zebrano tam 211 kg miodu. Miasto podkreśla, że pasieka, łąki kwietne i miejsca dla dzikich zapylaczy są częścią działań na rzecz ochrony owadów.

Zdjęcie ilustracyjne

Łomża. Na konferencji o leczeniu żywieniem przypomniano o roli żywienia klinicznego

Łomża. Na konferencji o leczeniu żywieniem przypomniano o roli żywienia klinicznego

Żywienie kliniczne było głównym tematem konferencji naukowej w Łomży z udziałem lekarzy z całej Polski.

Uczestnicy spotkania podkreślali, że odpowiednie odżywianie w czasie choroby może realnie wspierać terapię. W łomżyńskim szpitalu działa już poradnia leczenia żywieniowego, więc pacjenci mogą korzystać z takiej pomocy na miejscu.

Zdjęcie ilustracyjne

Białystok. W USK po raz pierwszy wszczepiono bezelektrodowy przedsionkowy stymulator serca

Białystok. W USK po raz pierwszy wszczepiono bezelektrodowy przedsionkowy stymulator serca

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku po raz pierwszy w regionie wszczepiono bezelektrodowy przedsionkowy stymulator serca. Zabieg wykonano 22 maja w Pracowni Elektrofizjologii Serca.

Nowe urządzenie trafia do serca przez żyłę udową i nie wymaga klasycznych elektrod. Lekarze podkreślają, że takie rozwiązanie może ograniczać ryzyko uszkodzeń i trudnych do leczenia infekcji.

Pierwszym pacjentem był 64-letni mieszkaniec regionu, u którego wcześniej trzeba było usuwać klasyczne stymulatory z powodu nawracających zakażeń. Po zabiegu szybko wrócił do aktywności.

Zdjęcie ilustracyjne