Są takie momenty, kiedy można pochwalić władze Miasta Białystok. Nie jest tajemnicą, że do działań ekipy Tadeusza Truskolaskiego podchodzimy zazwyczaj z dystansem. Czasem neutralnie, często krytycznie. Bo zbyt wiele decyzji przez lata było fatalnych dla miasta albo zwyczajnie oderwanych od realnych problemów mieszkańców. Tym razem czas na dobre słowa. I to nie dlatego, że nagle wszystko zaczęło działać idealnie. Raczej dlatego, że – wyjątkowo – ktoś w urzędzie zrobił coś po prostu sensownego. Rozwiązano konkretny, trudny i bardzo ludzki problem.
Miasto wprowadza funkcję koronera, czyli lekarza, który w sytuacjach „pomiędzy przepisami” będzie mógł stwierdzić zgon i wystawić kartę zgonu. W teorii temat wydaje się techniczny. W praktyce – dotyczy jednych z najtrudniejszych momentów w życiu. Do tego powodował konkretne skutki.
Oto przykład z Białegostoku. Na przystanku autobusowym w centrum umiera mężczyzna. Na miejsce przyjeżdżają kryminalni. Szybko stwierdzają, że nic na to nie wskazuje, by doszło do zabójstwa. Ich czynności się kończą w tym momencie, a ciało należy zabrać do prosektorium. Problem w tym, że nie można go ruszyć dopóki lekarz nie stwierdzi zgonu. Tylko skąd wziąć lekarza? Karetka pogotowia przyjeżdża do żywych.
Co mówią na to przepisy? Zgon musi stwierdzić lekarz leczący w ostatniej chorobie (czyli w szpitalu), lekarz zespołu ratownictwa medycznego (w przypadku zgonu podczas akcji medycznej) lub lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. W tym ostatni przypadku policja najczęściej dzwoniła do najbliższej przychodni. I czekała godzinami. Bo lekarz nie był skory porzucić czekających w kolejce. Dlatego czekali policjanci ze zwłokami na ulicy. Cała sytuacja przeciągała się w sposób, który trudno nazwać godnym.
Rozwiązanie z koronerem jest znane, ale z jakiegoś powodu (czyt. pieniądze) nie stosowane. Teoretycznie powinna wejść w życie ustawa, która rozwiązuje ten problem. W praktyce rząd musiałby albo wszystkie gminy – w tym te najbiedniejsze skłonić do kolejnych wydatków tudzież samodzielnie to finansować. A tak obecnie mamy koronera tylko tam, gdzie gmina sobie sama powoła.Takie rozwiązanie jest w Suwałkach czy Poznaniu.
Teraz w Białymstoku policjant zgłosi sprawę do Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, a te na miejsce zgonu wyśle koronera.
Warto podkreślić – przepisy się nie zmieniają. Nadal w pierwszej kolejności robią to lekarze prowadzący, ratownicy czy lekarze POZ. Koroner wchodzi tam, gdzie system do tej pory miał lukę. I właśnie tę lukę w końcu ktoś zauważył. Czy to rewolucja? Nie. Czy to coś, co powinno działać od lat? Zdecydowanie tak.
I tu dochodzimy do sedna. Szkoda, że tak późno. Bo problem nie pojawił się wczoraj. On istniał od dawna i przez lata był zamiatany pod dywan, choć dotykał ludzi w najbardziej wrażliwych momentach. Ale mimo wszystko – lepiej późno niż wcale. Miasto podpisało umowę z firmą medyczną, która będzie pełnić funkcję koronera do końca 2026 roku. Koszt jednej interwencji to 700 zł, a na cały program przeznaczono 7 700 zł. Niewielkie pieniądze, jak na zmianę, która realnie poprawia działanie służb i – co ważniejsze – sytuację mieszkańców.

