Home / Posts Tagged "Białystok"


Rozgorzała dyskusja na temat placu NZS (dawniej Plac Uniwersytecki)… bo magistrat właśnie próbuje takową uciąć. Wszystko przez konsultacje społeczne. Ludzie skupieni wokół “Inicjatywy Plac NZS” oraz Gazeta Wyborcza nie mogą się pogodzić, że wynik konsultacji społecznych nie był dla nich korzystny. Wszystko dlatego, że ludzie w konsultacjach powiedzieli, że nie chcą ograniczenia ani zamykania ruchu na Placu NZS, który obecnie jest wielkim, okrągłym skrzyżowaniem.

 

Wiele osób doskonale zdaje sobie sprawę (w tym nasza redakcja), że potencjał tego miejsca bardzo mocno się marnuje. My optowaliśmy za totalną rewolucją – wyrzuceniem wielkiego pomnika, zburzeniem socjalistycznego budynku Uniwersytetu, który chyba dla żartu został zabytkiem, a także zbudowaniem wielkiego podziemnego parkingu, na którego dachu byłby zielony plac i mały pomnik zamiast tego wielkiego. A wszystko to połączone z dawnym, zasypanym cmentarzem żydowskim, na którego powierzchni znajduje się teraz Park Centralny.

 

Inicjatywa Plac NZS natomiast zorganizowało konkurs i pokazało kilka różnych koncepcji zagospodarowania placu stworzonych przez uczestników. Wszystko to na nic. Wredny Truskolaski ogłosił konsultacje społeczne, a wredni białostoczanie potwierdzili – ŻADNYCH ZMIAN. I co teraz? “A co to za demokracja, gdzie każdy może mieć swoje zdanie?” – mówił zdziwiony Kargul. Gazeta Wyborcza natomiast pyta czy “Vox populi, vox dei” – a tłumacząc czy głos ludu to głos Boga. Gazeta Wyborcza mocno wspierająca Komitet Obrony Demokracji i wiele innych ruchów tego typu nie może się pogodzić z demokratycznym wynikiem konsultacji, gdzie zdecydowana większość zmianom na NZS powiedziała nie. I co teraz? Demokracja jest nieważna, bo by gdyby demokracja to ludzie dalej by chcieli bazaru zamiast Galerii Jurowieckiej oraz ruchu na Rynku Kościuszki łącznie z przystankami autobusowymi zamiast ogródków i koncertów latem. A tak chytry prezydent Truskolaski wtedy nie zapytał i osiągnął co chciał, a teraz zapytał i… osiągnął co chciał?

 

Może tak się wydawać. Prezydent bowiem najpierw szastał pieniędzmi na lewo i prawo, aż wkopał się w potwornie drogą inwestycje, której nie mógł nie zrealizować – a mianowicie mowa tu o węźle Porosły. Przez to musiał rezygnować z innych inwestycji. Dlatego też roboty Placu NZS są mu obecnie potrzebne jak na d… pryszcz. Stąd też konsultacje społeczne. Należy sobie jednak zadać pytanie – czy ludzie to idioci, którzy nie wiedzą co dla nich dobre? Gdyby wewnętrznie czuli, że dany pomysł jest dobry – to czy by nie zagłosowali? Odpowiedź jest prosta – jeżeli o czymś nie wiem, to trudno bym to popierał. Inicjatywa Plac NZS zrobiła zdecydowanie za mało, by rozpropagować swój pomysł. Wystarczyło skrzyknąć wszystkich sympatyków swojej inicjatywy, ich rodziny a może wynik konsultacji byłby inny. A tak: GAME OVER.

Wkrótce zacznie się sezon na śluby i wesela. Jednym z nieodłącznych elementów tych wydarzeń są zazwyczaj sesje fotograficzne. Gdzie się fotografować, by pamiątka cieszyła później oko i była powodem do dumy, gdy będziemy ją prezentować znajomym? Oto naszym zdaniem 5 miejsc, które warto wziąć pod uwagę przy planowaniu sesji.

Pałac Branickich

Miejsce to nie jest wyjątkowo oryginalne jeżeli chodzi o wybór, jednak nie ma co sztucznie silić się na wyszukiwania skoro Pałac Branickich tak dużo oferuje. Można fotografować się w ogrodzie z fontannami, w dolnej części przy stawach, a także w samym budynku i na dziedzińcu. Mimo, że przewinęło się tam setki par, to nadal można zrobić świetne zdjęcia.

Muzeum Wsi

fot. Gumisza / Wikipedia

Pod Białymstokiem jeszcze przed Jurowcami znajduje się Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej. Miejsce świetne to fotografowania jeżeli ktoś lubi klimat rustykalny, który obecnie jest bardzo modny. Drewniane chaty świetnie będą się prezentować jako tło pamiątkowych zdjęć.

Opera

To również popularne miejsce, które bardzo wiele daje od siebie. Można się fotografować przed pięknym wejściem, a także przy amfiteatrze. Nie będzie też problemu by fotografować się na tarasach budynku oraz na dachu. Wprawne oko fotografa znajdzie tam bardzo wiele interesujących kadrów.

Kraina Otwartych Okiennic

Trześcianka, Soce czy Puchły to kolejna propozycja rustykalna. Bardziej skierowana do osób prawosławnych ze względu na barwne cerkwie w okolicy, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by pamiątkowe zdjęcia robili sobie także nowożeńcy innych wyznań. Wspaniale ozdobione, drewniane domy na pewno będą cieszyć oko podziwiających młodą parę.

Kampus UwB

To dosyć interesująca propozycja ze względu na wygląd budynku, który jest mocno przeszklony. Jeżeli fotograf będzie potrafił wykorzystać tak charakterystyczną konstrukcję, to udane zdjęcia są gwarantowane! Tutaj jednak fachowiec musi zaawansowaną wiedzę fotograficzną, gdyż uzyskanie najlepszego efektu to przede wszystkim umiejętność operowania światłem.

 

Jeżeli temat przypadnie Wam do gustu, to temat plenerów fotograficznych będzie kontynuowany…

Wkrótce minie 33 lata od wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Przy tej okazji przypomnimy mało znaną historię związaną z późniejszymi skutkami wybuchu. W wielu miejscowościach pod Białymstokiem spadł… żółty deszcz. Zdezorientowani ludzie dzwonili do Instytutu Meteorologii pytać co się dzieje. Usłyszeli, że powietrze jest zanieczyszczone siarką oraz intensywnym pyleniem roślin na wiosnę. Komitet PZPR kłamał jak tylko się dało, byleby nie mówiono źle o Związku Radzieckim. Wszystko to oczywiście w ślad za Komunistyczną Partią Związku Radzieckiego, która wyznawała zasadę, że należy blokować informację w nadziei, że skutki katastrofy jakoś same znikną, albo że nikt ich nie zauważy.

 

Nic podobnego. Wieści o katastrofie dotarły między innaymi do Białegostoku o godz. 18 dnia następnego czyli około 16 godzin po wybuchu. Wszystko to za sprawą brytyjskiego radia BBC. Ludzie przekazywali sobie wieści pocztą pantoflową. W telewizji zaczęto kłamać. Mówiono o radioaktywnym jodzie, który jest wysoko nad ziemią i jego wartości radioaktywne spadają. Ludzie oczywiście w to nie uwierzyli. Przychodnie lekarskie zapełniły się ludźmi. Tam jednak pomocy nikt nie otrzymał. Zapobiegawczo zaczęto podawać płyn “Lugola”, jednak tylko dzieciom i młodzieży. Łącznie w ciągu 2 dni – radziecką “coca-colę” podano 180 tys. osobom. Ile dorosłych przyjęło płyn? Nie wiadomo.

 

Radio emitowało komunikaty, w których radzono jak zachowywać się. Ton ich był oczywiście uspokajający. Władze prowadzili akcję dezinformacyjną. W rzeczywistości jednak trzeba było działać. Zakazano sprzedaży lodów oraz zaapelowano do mieszkańców by ograniczyli spożycie zielonych roślin. Rodzice dzieciom natomiast podawać mieli tylko mleko w proszku. Żeby nie wywoływać paniki – nie zamknięto szkół oraz zachęcano do udziału w pochodach pierwszomajowych. Gazeta Współczesna – dawniej organ prasowy KC PZPR – podała informację iż radioaktywność na terenie województw białostockiego, łomżyńskiego i suwalskiego powróciła do normy. Jednocześnie zalecano, by nie wypuszczać krów na pastwiska, zaś dzieci do piaskownic.

 

Propaganda swoje, a życie swoje. Ludzie wszędzie mówili tylko o tej katastrofie, a także o jej skutkach. Mieszkańcy wzajemnie straszyli się wypryskami, łysieniem i metalicznym smaku w ustach. W dodatku z nieba spadł żółty deszcz, który wzmógł tylko pytania i obawy. Dziś, po wielu latach wiemy już, że skażenie atmosfery nad Polską radioaktywnym jodem było znacznie poniżej progu zagrożenia. Jednak dmuchanie na zimne nikomu nie zaszkodziło. Szczególnie przy tak wielkiej dezinformacji komunistów, nie wiadomo było czego się spodziewać. Dziś Czarnobyl i opuszczone miasto Prypeć jest miejscem, gdzie przyjeżdżają wycieczki z całego świata. Mimo iż do dziś obowiązuje tam zakaz wstępu.

Oficjalne przejęcie Białegostoku przez Sowietów, którzy odbierali miasto od Niemców, po napaści jakiej dokonali 17 września zostało udokumentowane filmowo na potrzeby propagandy. Na filmie można zobaczyć spotkanie władz obu okupantów w Pałacu Branickich.

 

Najpierw szybka powtórka z historii. 1 września 1939 roku Polska została zaatakowana przez Hitlera i Niemców. 17 września nasz kraj otrzymał cios od drugiego sąsiada – Rosjan. O 3 nad ranem oddziały Armii Czerwonej przekraczały polską granicę kierując się na Wilno, Grodno, Nowogródek i Kobryń. Zaskoczeni polscy żołnierze pełniący warte na pograniczach (kiedyś ochroną granic zajmowało się wojsko) szybko ulegli wrogowi. Sprawy nie ułatwił naczelny wódz Polski, który zalecił by unikać konfrontacji z Sowietami. Po kilku dniach z jednej strony armia niemiecka stała na linii Knyszyn – Białystok – Narew – Hajnówka – Brześć Litewski. Zaś po drugiej stronie Białostocczyzny znajdowała się armia rosyjska, która wyparła polskich żołnierzy z Białegostoku w nocy z 21 na 22 września 1939r. 

 

Kilka dni wcześniej uzgodniono, że Niemcy ewakuują się z Białegostoku. Zaś miasto zostanie przekazane Rosjanom. Przebieg ewakuacji 20 września 1939 r. w Bia­łymstoku w Pałacu Branickich omawiali lokalni dowódcy Armii Czerwo­nej i Wehrmachtu. Spotkanie zakończyło się uroczystym obiadem na cześć komisji sowieckiej wydanym w Hotelu Ritz. Ostatni akt przekazania miasta w ręce sowieckie odbył się na dziedziń­cu Pałacu Branickich. Jego przebieg tak opisywał: M. Czajkowski naoczny świadek tamtych wydarzeń: Kompanie honorowe obu obcych wojsk dzie­lił (a może lepiej byłoby powiedzieć łączył) wysoki maszt, na którym po­wiewała czerwona flaga z czarnym, o złamanych ramionach, krzyżem na białym polu. Orkiestra grała „Deutschland, Deutschland uber Alles”. Obie kompanie sprezentowały broń i flaga ze swastyką zaczęła się opuszczać. Do masztu podszedł oficer sowiecki i założył inną, czerwoną flagę, z sierpem i młotem. Obie sojusznicze kompanie prezentowały broń, grano hymn Związku Sowieckiego. Kiedy zawisła flaga na szczycie masztu, podeszli do siebie oficerowie obu wojsk. Odsalutowali wyciągniętymi szablami, scho­wali je do pochew i podali sobie przyjaźnie ręce. Wreszcie poklepali się po­ufale. Za chwilę padły komendy z obu stron, kompanie raz jeszcze spre­zentowały broń. Po chwili odmaszerowali w swoich kierunkach, a czarne limuzyny zaczęły opuszczać dziedziniec. Za nimi w równych odstępach po­ruszały się motocykle z żołnierzami Wehrmachtu. Relacja ta została zawarta przez Wojciecha Śleszyńskiego w książce Okupacja sowiecka na Białostocczyźnie w latach 1939–1941. Propaganda i indoktrynacja.

Warszawa, Kraków, Gdańsk, Poznań czy Wrocław biją Białystok na głowę w wielu dziedzinach. Jest jednak coś, czego mogą nam pozazdrościć mieszkańcy tych dużych miejscowości. A mianowicie centrum połączonego z… 33 hektarowym lasem. Oczywiście mowa tu o parku i lesie zwierzynieckim. Rezerwat przyrody jest na wyciągnięcie ręki. Czegoś takiego nie ma żadne duże miasto.

 

Jest to oczywiście powód do dumy, którym można chwalić się wszystkim przyjezdnym. Oto można wyjść z pociągu, przejść przez całe Centrum, a następnie podziwiając piękny Pałac Branickich i Planty dojść w 30 minut piechotą do lasu niemalże w środku miasta! Samochodem jeszcze szybciej. Warto tu przypomnieć, że dawniej rezerwat przyrody był miejscem, gdzie żyło bardzo dużych zwierząt – między innymi jelenie, bażanty, daniele, kuropatwy a także łabędzie i dzikie kaczki. To wszystko było ogrodzone i służyło Branickim jako miejsce polowań. W XIX wieku las Zwierzyniec został skurczony, bo miasto zaczęło się rozrastać. Jednak, gdy spojrzymy na inne miasta, to tam lasów w centrum nie ma, a jedynie parki. Dlatego też mogą nam tego bez wątpienia pozazdrościć.

 

Integralną częścią Lasu Zwierzynieckiego jest oczywiście park. Tych w innych miastach oczywiście nie brakuje. Nasz jednak jest wyjątkowy właśnie dzięki temu połączeniu z lasem. Każdy, kto przyjdzie do Zwierzyńca może odwiedzić ZOO, może zabrać dzieci na plac zabaw lub też zwiedzić cmentarz wojskowy. Może też po prostu posiedzieć wśród zieleni i pooddychać świeżym powietrzem. Latem park odwiedzany jest przez tłumy. Tak samo jak pobliskie Planty czy Pałac Branickich.

Ul. Szkolna nie będzie kojarzyć się tylko z byłym kandydatem na prezydenta, którego popularność w internecie nie słabnie. Centrum rekreacyjno-sportowe, które tam się znajduje zostanie rozbudowane o linarium i park trampolin. Obecnie znajduje się tam siłownia pod chmurką, szachownice i plac zabaw. Miasto szuka wykonawcy dokumentacji projektowej, a następnie prac budowlanych.

 

W ramach inwestycji przy ul. Szkolnej zostaną zrealizowane następujące prace: budowa linarium i parku trampolin, rozbudowa street workoutu, budowa nowego ogrodzenia i utwardzenie nawierzchni, wykonanie zdroju ulicznego. Wykonawca dostarczy i zamontuje altanę, ławki, kosze na śmieci, stojaki na rowery. Będą urządzone trawniki, nasadzone drzewa i krzewy. Zostanie rozbudowana instalacja oświetleniowa, a teren – objęty monitoringiem. Wykonawca od dnia podpisania umowy będzie miał 50 dni na opracowanie dokumentacji projektowej i 120 dni na wykonanie robót budowlanych.

 

Gdy inwestycja na Szkolnej będzie skończona, to będzie to kolejne takie miejsce na mapie w Białymstoku. Warto tutaj nadmienić, że takich miejsc, gdzie cała rodzina może spędzić czas jest w mieście niewiele. Nie licząc galerii handlowych, gdzie jest na przykład ścianka wspinaczkowa, to miejskich atrakcji dla całej rodziny ciągle jak na lekarstwo. Obecnie rodzicie z pociechami mogą wybrać się na przykład na wielki plac zabaw na Plantach czy też stawy na Marczukowskiej. Jest jeszcze ZOO oraz “Balaton” na Wygodzie.

Za 10 dni będziemy mieli Wielkanoc. Na Podlasiu istnieje wspaniała tradycja malowania pisanek. Dawniej nie tylko barwiło się jajka na jednolite kolory, lecz tworzyło się na skorupce prawdziwe małe dzieła sztuki! Czy dziś ta tradycja gdzieś jeszcze przetrwała? Trudno powiedzieć. Wciąż jednak można w internecie znaleźć zapisy na różnorakie warsztaty zdobienia pisanek, na których można nauczyć się techniki pokrywania jajek na różne sposoby. Jednym z popularniejszych sposobów jest także tworzenia “kraszanki” czyli farbowania jajek przy pomocy łupin z cebuli. W ten sposób wszystkie jaja mają intensywny czerwony kolor. Dodatkowo można wtedy na nich wydrapać różne wzorki. Warto zaznaczyć, że w podlaskiej tradycji nie robiono tego tylko dla zabawy. Każdy wzór coś konkretnego symbolizował.

 

Nie zapomnijmy jeszcze o kolejnych zwyczajach polewania wodą w drugi dzień świąt. Ten zwyczaj także zanika – gdyż polewanie ludzi w miastach skończyłoby się odpowiadaniem za chuligański czyn. Jak jest na wsiach dziś? Na wielu podtrzymuje się tą tradycję, która oczywiście jest skierowana na polewanie kobiet. Młodzi kawalerowie dawniej polewali wodą panny. Ta, która została oblewana najczęściej – była uznawana za najładniejszą i mającą największe powodzenie. Jeżeli, któraś nie została oblana, to była to dla niej prawdziwa obraza. Wierzono, że zostanie takowa starą panną. A na wsi takie życie było koszmarem. Stare panny musiały pomagać w wychowywaniu dzieci rodzeństwa, a także im gotować, sprzątać i prasować. A gdy się nie lubiły z bratową to już w ogóle nie było wesoło… dlatego też starym zwyczajem młode dziewczyny na wszelki wypadek nie powinny unikać polewania wodą.

20 lat temu rząd Jerzego Buzka wprowadził nowy podział terytorialny kraju. Z mapy zniknęło 49 województw, a w ich miejsce pojawiło się 16. W tym Podlaskie, które zlepione zostało z Białostocczyzny, Ziemi Łomżyńskiej oraz Suwalszczyzny. Mało kto pamięta, że eksperci ustalili, że dla Polski najlepiej będzie gdy będzie składać się z 10-12 województw. Politycy jednak nie mogli się z tym pogodzić i między sobą wynegocjowali właśnie 16 województw. Po 20 latach już wiemy, że Buzkowi nie wyszły reforma zdrowotna (nie ma już Kas Chorych), reforma edukacyjna (nie ma już gimnazjów), reforma emerytalna (praktycznie nie ma już OFE), ale też reforma administracyjna. Niestety chyba niewiele można z tym zrobić.

 

Spójrzmy na to z perspektywy Podlaskiego. Przyłączenie południowego Podlasia do Lublina, a północnego do mazowieckiej Łomży sprawiło, że obie strony czują się poszkodowane. Łomża jest pomijana przy największych inwestycjach, gdyż to Białystok jest stolicą województwa. To tutaj znajdują się wszystkie ważniejsze urzędy czy instytucje. Białystok natomiast nie jest nawet z Łomża solidnie połączony. Nie da się tam dojechać pociągiem. Zaś dojazd samochodem nie jest specjalnie komfortowy. Oba miasta nie są ze sobą kulturowo związane. Od zawsze były po dwóch różnych stronach granic.

 

Głównym miastem południowego Podlasia są Siedlce. Jest tez Biała Podlaska, Łuków i Radzyń Podlaski. Tereny te dawniej należały do Księstwa Warszawskiego, a w 1816 roku roku przekształcone zostały w województwo podlaskie. Dlaczego po reformie Buzka “zagrabiono” je na rzecz Mazowsza? Warto też przypomnieć, że historyczne Podlasie to także miasta Korony Polskiej – Drohiczyn, Mielnik czy Granne – leżące na szczęście w naszym województwie. Niewątpliwie brakuje tu uzupełnienia o Siedlce i Białą Podlaską.

 

Zabrać podlaskie ziemie lubelskiemu i mazowieckiemu, oddać Łomżę Mazowszu i co dalej? Przesunięcie granic województwa we właściwe miejsca byłoby jednak tylko uporządkowaniem historii. Z perspektywy mieszkańców Łomży, Białej Podlaskiej czy Siedlec nie miałoby to żadnego sensu, a jedynie utrudniłoby życie. Wszystko przez odległości – między Łomża a Białymstokiem jest 80 km, zaś miedzy Łomżą a Warszawą prawie 2 razy tyle. Biała Podlaska do Lublina ma 120 km, do Białegostoku 140 km. Siedlce do Warszawy prostą drogę i niecałe 100 km. Do Białegostoku natomiast 150 i to gorszą drogą. Pociągiem też nie lepiej. Ściana wschodnia kompletnie nie jest ze sobą skomunikowana. Do Lublina nie dojedziemy przez Czeremchę i Siedlce lecz przez Warszawę i Siedlce. Podobnie do Białej Podlaskiej. Ta miejscowość również nie ma lepiej z połączeniem do Lublina.

 

Przywrócenie dawnych granic nie miałoby sensu. Dlatego też musimy porzucić marzenia o powrocie wielkiego, historycznego Podlasia na rzecz ciężkiej pracy na to, byśmy nie byli takimi biedakami. Nie będzie to jednak takie łatwe. Mimo wspaniałych walorów turystycznych – nie przyjeżdża do nas tyle osób co choćby w biedne, podkarpackie Bieszczady. Pensje w naszym regionie względem innych są żenująco niskie. Najbliższe lotnisko jest pod Warszawą. Jedyne co mamy to jedną szybką drogę ekspresową i komfortowe połączenie kolejowe również z Warszawą. Niezbyt wiele jak na 20 lat istnienia województwa podlaskiego. Wystarczająco jednak, by stąd uciec na zawsze jeżeli natrafi się dobra okazja.

fot główne: Facebook – Nowy Podział Administracyjny Polski (koncepcja podziału na 10 województw

Niestety nie mamy dobrych wieści. Lotnisko na Krywlanach w tym roku może nie wystartować. Jedyna szansa to zima 2019, a to scenariusz bardzo mało realny.

 

Od dziesiątek lat dyskutowano na zmianę o lotnisku w Białymstoku oraz o porcie regionalnym w województwie Podlaskim. Kiedy wreszcie Tadeusz Truskolaski podjął męską decyzję, że trzeba kończyć dyskusję tylko robić przycisnął opozycyjnych radnych PiS i przeforsował odpowiednie uchwały. Radni poprzedniej kadencji byli “za, a nawet przeciw”. Krytykowali Truskolaskiego, ale gdy przyszło do głosowania to dali mu zielone światło. Potem kolejne dyskusje trwały nad tym czy przyjąć dodatkowe pieniądze od województwa podlaskiego. Znów były jakieś dyskusje, ale finał był szczęśliwy i przed wyborami wybudowano pas startowy na Krywlanach z opcją, że w przyszłości jest szansa na więcej.

 

Kolejnym etapem potrzebnym do uruchomienia lotniska jest pozytywna decyzja Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Zanim jednak taka zapadnie musi nastąpić certyfikacja, którą się otrzyma po spełnieniu pewnych warunków. ULC będzie musiało dać wytyczne Białemustokowi – co trzeba zrobić, by start i lądowanie było na Krywlanach bezpieczne. Nikt nie ukrywa, że wiąże się to z wycinką fragmentu lasów w okolicy Krywlan. Problem w tym, że drzew nie można wycinać kiedy się chce, gdyż są one domem ptaków. Gdy trwa okres lęgowy, to żadne prace nie mogą być wtedy wykonywane. Ptaki muszą bez obaw doczekać wyklucia się z jaj potomstwa. Okres lęgowy większości gatunków trwa od 1 marca do 15 października. Oznacza to, że nawet jeżeli ULC wyda wytyczne, to ich realizacja może nie być możliwa w tym roku.

 

Dlatego też pierwszy samolot pasażerski najprawdopodobniej wyląduje w Białymstoku najwcześniej w 2020 roku. Oczywiście zakładając wariant optymistyczny, że Tadeusz Truskolaski namówi jakąkolwiek firmę, by chciała z Krywlan transportować ludzi na inne lotniska. Wariant pesymistyczny jest taki, że nikt taki się nie znajdzie, a lotnisko będzie służyć doraźnie biznesmenom i piłkarzom Jagiellonii, którzy z pewnością nie zawsze będą tłuc się autobusem przez całą Polskę np. do Szczecina czy Zabrza (lub za granicę) tylko klub wynajmie im czarter. Na lotnisku w Białymstoku nie wyląduje też Prezydent RP ani nikt z rządu. Gulfstream G550 potrzebuje dłuższego pasa.

 

Warto zaznaczyć, że niemalże podobne lotnisko powstaje w Suwałkach. Tam jednak podeszli do sprawy bardziej pragmatycznie niż w Białymstoku i port lotniczy będzie zawierał również część cargo. Dzięki temu nikt nie powinien mieć pretensji jeżeli o korzystanie z lotniska tylko przez czartery. Gorzej jeżeli nikt nie będzie również chciał korzystać z cargo. Ale to już temat na inny artykuł o potencjale gospodarczym regionu. Warto też przypomnieć, że radni PiS poprzedniej kadencji dając zielone światło Truskolaskiemu – mówili o potrzebie budowania lotniska regionalnego na Podlasiu. Podczas kampanii prezydenckiej Jacek Żalek krytykował natomiast Truskolaskiego za zbyt krótki pas startowy. Teraz, gdy zarówno w kraju jak i w samorządzie województwa podlaskiego władze ma PiS – lokalni politycy tej partii jakoś milczą w sprawie lotniska regionalnego.

Kładka łącząca Śliwno i Waniewo nad rozlewiskami Narwi od wypadku została zamknięta do odwołania już 3 tygodnie temu. Niestety nie mamy dobrych wiadomości dla zwiedzających – trudno jest nawet oszacować ile czasu może potrwać taki stan. Wszystko dlatego, że po wypadku Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie. Musi przesłuchać wiele osób, które wówczas znajdowały się albo w pobliżu albo wpadły do wody. Dopiero po wykonaniu tych czynności zapadnie decyzja czy ktoś usłyszy zarzuty. Kładka zostanie najprawdopodobniej otwarta ponownie, gdy śledztwo wykaże przyczynę zdarzenia. O ile wyjdzie, że platforma do przeprawy nie zawiniła.

 

Nie jesteśmy ekspertami, ale zanim doszło do wypadku byliśmy na tej kładce. Platforma, która się wywróciła wyraźnie różniła się od pozostałych trzech. Tamte były wielkie, masywne i bardzo stabilne – można było nawet po nich skakać i bujać na boki. Natomiast ta, która się wywróciła była krótka, lekka i prawdopodobnie źle skonstruowana. Bowiem niezależnie ile osób się na niej znajdowało przechylała się na prawy bok. Dlatego podczas przeprawy trzeba było stawać na niej równomiernie po obu stronach. Z relacji świadków wynika, że w momencie felernej przeprawy na platformie znajdowało się kilka osób.

 

Jeżeli również śledztwo wykaże wadę konstrukcyjną, to władze Narwiańskiego Parku Narodowego będą musiały poprawić jej działanie. Warto tu dodać, że to te same promy, które były przed remontem. Wówczas jednak nie było problemu z krótką przeprawą. Zatem dlaczego po remoncie się pojawił? Tego dowiemy się zapewne jeszcze w tym roku. Jednak szanse na otwarcie przeprawy w tegoroczną majówkę są nikłe. Nie wiadomo czy w ogóle będzie można tam się przejść w tym sezonie letnim.

Już w przyszłym roku rowerzyści bezpieczniej będą mogli dojechać do miejscowości Wólka za Juchnowcem Kościelnym. 31 października 2019 roku powinna być gotowa ścieżka rowerowa. Dotychczas kierowcy jednośladów mogli jechać tylko drogą asfaltową. Problem w tym, że na tym odcinku kierowcy urządzili sobie “autostradę” omijając drogę krajową nr 19. Wszystko przez to, że tam znajduje się odcinkowy pomiar prędkości.

 

I tak do tej pory rowerzyści jechali drogą, a za plecami mieli pędzące samochody. Każdy, kto jechał główną drogą wie jak bardzo jest to nieprzyjemne i niebezpieczne. Teraz na szczęście będzie ścieżka rowerowa, ale warto sobie zadać pytanie – czy można przymykać oczy na pseudo “autostradę”, która tam funkcjonuje. Nawet nawigacja Google sugeruje, by do Bielska Podlaskiego jechać właśnie tą drogą, a nie krajową 19.

 

Chociaż dziewiętnastka nie jest w złym stanie, to jadąc nią – współuczestniczymy w ruchu z TIR-ami, a także musimy pilnować prędkości bo od miejscowości Zwierki do Zabłudowa panuje odcinkowy pomiar ruchu. System rejestruje nasz przejazd na początku odcinku oraz na końcu. Jeżeli średnia prędkość przekroczy 90 km/h – dostaniemy mandat. Natomiast na trasie Białystok – Juchnowiec – Ploski – kierowcy uprawiali “hulaj dusza piekła nie ma”. Jedyne ograniczenia były w Śródlesiu oraz w Lewickich – gdzie znajdują się wyspy zwalniające.

 

Sytuacja częściowo się rozwiążę, gdy powstanie ekspresowa dziewiętnastka. Jednak nie stanie się to prędko. Do tego czasu warto by było przypilnować by kierowcy nie rozwijali tam prędkości. Sytuacja policji powinna być znana – o ile zaglądają na własną krajową mapę zagrożeń, gdzie ludzie zgłaszają online różne wykroczenia. Czy coś z tym robią? Nigdy tam kontroli policyjnej nie widzieliśmy, ale to jeszcze nie dowód.

Kto by pomyślał, że obraz ze świętym może dosłownie uratować życie. Zwykle w religiach wierni modlą się do obrazu. Tym razem ksiądz proboszcz Marcin Kuczyński z kościoła katolickiego, ksiądz wikary Piotr Borowik z cerkwi prawosławnej oraz imam Meczetu w Kruszynianach wystąpili we wspólnej akcji Krajowej Izby Kominiarzy – “Znak Floriana”. Duchowni spotykając się z wiernymi edukują ich jak mają się ustrzec zatruciem tlenkiem węgla. Obrazek z wizerunkiem świętego Floriana rozdawany był w trakcie kolędy. Można nim było również sprawdzić drożność wentylacji w domu.

 

Pomysł na akcję jest zaskakujący. Wszelkie ekumeniczne działania duchownych pokazują, że Podlasie było wielokulturowe oraz że nadal jest. Nie ma co ukrywać, że antagonizmy pomiędzy wiernymi różnych religii zdarzają się do dziś. Jednak jak tłumaczy w filmie ks. Piotr Borowik – My tu na Podlasiu często razem się śmiejemy, ale też razem płaczemy. Jednak czad zabija wszystkich – wierzących, niewierzących – prawosławnych, katolików, bogatych, biednych. To zabójca wszystkich tych, którzy zapominają o swoim bezpieczeństwie.

 

Dlatego w tym roku duchowni podczas kolędy rozdawali obraz ze świętym Florianem – patronem strażaków. Jeżeli przyłożony obrazek do wentylacji zostanie przyssany, to znaczy że ta działa poprawnie. Jeżeli odpadnie – to znak, by zadzwonić do kominiarza. Ten prosty przekaz jest skuteczny. Zaś ludzie, którzy przyjmują duchownych mogą się przekonać o tym od razu sprawdzając jak jest z tym u nich w domu.

 

Wystarczy kilka minut by czad zabił mieszkańców. Co roku swoje życie traci trując się nim 2000 osób! Czad – czyli “cichy zabójca” (bo ani go nie czuć ani nie widać) zaczyna działać, gdy zaczyna się sezon grzewczy. Pierwsze objawy działania czadu na organizm to zawroty głowy, duszności, osłabienie, wymioty, szybszy oddech czy uczucie oszołomienia. Jak się nie dać czadowi? Warto pamiętać o tym, by wentylacja działała poprawnie. Zatem należy poddawać ją regularnym przeglądom. Można dodatkowo zainstalować czujnik.

Okazały budynek na ul. Świętojańskiej to dziś siedziba Muzeum Podlaskiego i ich oddziału – Rzeźby Alfonsa Karnego. Dawniej przechodził z rąk do rąk co kilka lat. Każdy, kto go odwiedzi będzie mógł zobaczyć jak mieszkali bogaci białostoczanie w XIX wieku.

 

Dawniej, bo w 1878 roku willa przy Świętojańskiej należała do rodziny Malinowskich. W 1889 roku nieruchomość tą kupił niejaki Mikołaj Fiodorowicz, baron von Driesen. Nie wiadomo jednak zbyt wiele o nim, poza tym że był wojskowym, który dowodził jednym z kozackich pułków, które stacjonowały w mieście. To jednak dzięki niemu willa mieszcząca się przy Świętojańskiej jest dziś taka okazała. Gdyż wojskowy rozpoczął gruntowną przebudowę domu do tak okazałej formy. Niestety mężczyzna nie nacieszył się nią zbytnio, gdyż w 1898 roku musiał się przenieść do twierdzy na Łotwie. Wille sprzedał Abramowi Tyktinowi – jednemu z kupców. Ten jednak zadłużył się – zastawiając budynek. Po kilku latach, bo 1904 roku sprzedał willę Adeli Hasbach – z rodziny znanych fabrykantów. Po jej śmierci budynek trafił na własność innych fabrykantów – Beckerów.

 

Kolejni właściciele to Marian i Anna Łukasiewiczowie. Niestety wtedy willa została podzielona na kilka mieszkań. Pod koniec II Wojny Światowej w 1944 roku w budynku mieściły się różne urzędy, przedszkole czy przechodnie. Zaś na poddaszu mieszkała poprzednia właścicielka. W 1984 roku budynek był ruiną, który odkupiła Krajowa Agencja Wydawnicza. W 1990 roku jednak budynek został przejęty, przez Muzeum Podlaskie. 3 lata trwał remont. Następnie otworzono tu właśnie oddział muzeum – Rzeźby Alfonsa Karnego. Przywrócono też dawny układ pomieszczeń, są też dawne tapety, sztukaterie, polichromie, plafony, boazerie i posadzki. Jeżeli chcecie wiedzieć jak bogaci ludzie mieszkali w XIX wieku w Białymstoku, to w muzeum można się o tym przekonać na własne oczy. Przy okazji zwiedzając ekspozycje muzeum. Alfons Karny to jeden z najwybitniejszych artystów II RP.

Ten rezerwat istnieje od 1987 roku, jednak nie jest aż tak popularną atrakcją. To duży błąd, bowiem w tym fragmencie Puszczy Knyszyńskiej można nie tylko zaobserwować różnorodność natury, ale także wybrać się z całą rodziną na przyjemny spacer. Kładka ma długość 1 km. Cały rezerwat jest jednak większy. Zacznijmy od walorów przyrodniczych. Krzemianka jest doliną na bagnach obfitą w wiele różnych gatunków roślin. Można powiedzieć, że w rezerwacie jest trochę jak w dżungli. Wszędzie pełno roślin, do tego różne odgłosy ptaków. Brakuje tylko małp i tarzana. Inaczej można by było się pomylić.

Warto zaznaczyć, że Krzemianka pozwala dotrzeć do miejsc, których człowiek normalnie by nie mógł odwiedzić bez ryzyka zagubienia, a nawet narażania życia. Tu jest o tyle bezpiecznie, że można przybyć z dziećmi. Warto jednak pamiętać o dobrym obuwiu. Nie tylko będziemy poruszać się po samej kładce. Na przykład bardzo ciekawie będzie na terenach, gdzie dawniej była kopalnia krzemienia. Nie zapominajmy, że przebywanie w lesie ma dobroczynne właściwości. Zwalcza stres, pomaga się skupić, łągodzi złe samopoczucie oraz dotlenia organizm. W dzisiejszych elektronicznych czasach to bardzo ważne, by nie tracić kontaktu z naturą.

 

Rezerwat Krzemianka mieści się obok miejscowości Rybniki. Możemy tam się dostać na 2 sposoby. Samochodem – wyruszając z Białegostoku w kierunku Augustowa. Możemy także wybrać się tam rowerem jadąc z Białegostoku przez Jurowce, Sochonie, Woroszyły, Zaścianek, a następnie z Rybnik do Katrynki (1,5 km drogą główną). Wypad może być też częścią większej wycieczki po okolicy. Oprócz rezerwatu Krzemianka można zwiedzić Knyszyn, Czarną Wieś Kościelną oraz zalew w Czarnej Białostockiej. Z tej miejscowości natomiast dojedziemy leśną drogą do Supraśla. Możliwości jest wiele. Wystarczy znaleźć chwilę dla siebie i to wykorzystać.

fot główne: Przemysław Wierzbowski / Wikipedia

Jezioro Komosa znajdujące się po drodze między Białymstokiem a Supraślem to idealne miejsce na spacer o każdej porze roku. Można spacerować lasem do samego Supraśla (lub dojechać tam rowerem).

 

Komosa znajduje się w miejscowości Krasne ok. 3 km od Supraśla. Dlatego też lepiej będzie najpierw dojechać do tego miasteczka, by z niego przejść się piechotą nad jezioro. Wystarczy wejść na polanę przy ul. Lewitówka obok Letniskowej. Następnie trzeba wystarczy wejść w leśną drogę po lewej stronie, a na rozwidleniach iść szerszą drogą aż dotrzemy nad piękne jezioro, które ma swoją wyspę. Nie jest to zwykła wyspa. Kryje ona swoje tajemnice. Legenda mówi, że w letnie sierpniowe noce, przy pełni księżyca, nieraz usłyszymy tam zawodzący płacz i krzyk bezsilności. Wyspa miała być miejscem tragicznych losów pewnych kochanków.

Przed laty na wysepce mieszkał rzemieślnik zwany Rudobrodym. Dzięki swej ciężkiej pracy udało mu się wybudować dom i kupić dużą działkę. Mimo majątku brakowało mu czegoś, czego nie można kupić za żadne pieniądze – odwzajemnionej miłości. Wszystko to przez swą chorobliwą nieśmiałość. Przeciwieństwem Rudobrodego był jego brat Zbyszko, który to prowadził hulaszczy tryb życia. Wszelkie pieniądze przeznaczał na kobiety, wino i śpiew. Braci połączyło jedno – uczucie do tej samej kobiety o imieniu Helena.

 

Rudobrody niestety nie był wystarczająco odważny. Opieszałość wykorzystał Zbyszko, co szybko doprowadziło do gorącego romansu. Ten nawet był gotów w końcu się ustatkować, lecz ojciec dziewczyny nie chciał nawet o słyszeć o ślubie. Kochankowie zmuszeni byli do spotkań w tajemnicy. Na miejsce schadzek wybrali wyspę na jeziorze. Rudobrody niejednokrotnie śledził kochanków. Pewnej letniej nocy uznał, że popełni samobójstwo. Jednak w ostatniej chwili zmienił zdanie i postanowił zabić brata. Tym samym usunąłby konkurenta i od nowa rozpoczął walkę o serce Heleny. Zanim doszło do schadzki, na drodze ukrył się Rudobrody. Czekał tam na brata z kamieniem w ręku. Słysząc szelest kroków, wyskoczył na ścieżkę i zadał cios. Bezwładne ciało opadło na ziemię. Nastała głucha cisza. Księżyc, który wyszedł zza chmur, pokazał okrutną prawdę. Ofiarą Rudobrodego padł nie jego brat, lecz Helena. Do dziś pozostał tylko płacz i jęki dobiegający z traw porastających jezioro.

 

Oczywiście na samą wyspę się nie dostaniemy. W jeziorze też nie można pływać Hodowane są tam bowiem ryby. Jednak warto tam się wybrać dla samych widoków. Tafla wody niezwykle nas uspokoi, zaś spędzanie czasu w lesie ma tylko dobre korzyści. Komosa to także dobre miejsce na relaks wiosną, jesienią i zimą. Jezioro nie jest bowiem typowe. Przepływa przez nie rzeka Podsokołda. Dzięki temu zimą na zamarzniętej tafli można zauważyć płynący ciek wodny.

 

Nie można też zapomnieć o wartościach przyrodniczych tego miejsca. Puszcza Knyszyńska jest ona jedynym w Europie Środkowej obszarem zbliżonym pod wieloma względami (strukturalnym, geobotanicznym czy zoogeograficznym) do południowo-zachodniej tajgi. To także miejsce, gdzie żyje wiele gatunków zwierząt i ptaków. Można tu spotkać żubra, jelenia, wilka czy rysia. Po jeziorze Komosa pływają także łabędzie.

Ten film to prawdziwy unikat. Pokazuje codzienne życie białostoczan w 1941 roku czyli podczas II Wojny Światowej. Zdjęcia te zostały nagrane na potrzeby propagandy III Rzeszy, która dość mocno udokumentowała swoje “sukcesy” na polach bitwy. Tego typu filmów są całe godziny. Ten jednak jest unikatowy, gdyż przez Białystok w 1941 roku armia niemiecka przechodziła dalej. 22 czerwca rozpoczęto atak na osi Białystok (Grodno) – Mińsk – Smoleńsk. Niestety w Białymstoku zostali wtedy zapamiętani bardzo źle. Spędzili kilkuset Żydów do synagogi stojącej przy ul. Suraskiej. A następnie doszczętnie świątynię z ludźmi w środku spalili. To była odrażająca zbrodnia, o której możecie więcej przeczytać tu:

Niemcy urządzili w Białymstoku rzeź. Tak wybili prawie wszystkich Żydów w mieście

Po wizycie Niemców w Białymstoku pozostało też sporo zdjęć. Mimo, że film w sieci jest od 6 lat, to dotychczas nie był na Podlasiu w takiej wersji nigdzie opisany. Można jedynie natrafić na fragmenty tego filmu. Już na pierwszym kadrze widzimy fragmenty budynku, w którym mieścił się hotel. Trudno powiedzieć jaki. Fragmenty nieco przypominają Ritz. Tyle, że zdjęcia musiałyby pochodzić nie z 1941 roku lecz z 1944. Jaki to był hotel? Trudno powiedzieć. Na pewno ani Grand ani hotel Ostrowskich. Te wyglądały zupełnie inaczej.

 

Mniej wątpliwości jest z kolejnym kadrem. To prawdopodobnie kamienica stojąca do dziś na ul. Nowy Świat. Na kolejnym ujęciu aż tak dużej pewności nie ma. Przypuszczalnie jest to dzisiejsza ul. Malmeda (dawniej Kupiecka). W kolejnej scenie natomiast widzimy brukowany plac, a także konie z drewnianymi wozami. Jest to prawdopodobnie jeden z białostockich bazarów. Można stawiać na Rynek Rybny (w okolicach dzisiejszego Opałka). Kolejne fragmenty być może pochodzą z tego samego bazaru. Trudno dokładnie dojść do tego po budynkach, mimo że są bardzo charakterystyczne. Gdyby wideo było w lepszej jakości, to można by było odczytać napisy na drogowskazach. Niestety nie jest to możliwe.

 

Niemalże wszystkie kadry są bardzo ciasne. Przypomnijmy, że film był kręcony na potrzeby propagandy, a nie dla walorów turystycznych. Stąd też filmujący bardziej skupiał się na ukazaniu ludzi. I tych na filmie nie brakuje. Uśmiechnięci, jak gdyby nie było wojny. Niestety film kończy się kadrem z mężczyzną siedzącym wśród ruin. Przypomnijmy, że po II wojnie światowej Białystok był praktycznie całkowicie zniszczony, zaś większość mieszkańców, którzy stanowili Żydzi – zostali wymordowani. 1945 rok to dla miasta całkowicie nowy rozdział. Czeka ja totalna odbudowa oraz wypełnienie nowymi mieszkańcami.

Jak już niegdyś pisaliśmy – wówczas zatwierdzony plan dotyczący Centralnego Portu Komunikacyjnego zaczyna powoli być wprowadzany w życie. Dotyczy to nie tylko wsi pod Warszawą, która zyska ogromne lotnisko, ale też województwa podlaskiego. Plan bowiem zakładał, że do największego aeroportu w Polsce będzie można dojechać z Suwałk, Sokółki i Białegostoku koleją pędzącą od 120 do 200 km/h.

 

Więcej tutaj:

Podlaskie za 15 lat. Bez dużego lotniska, z koleją jadącą 200 km/h. Jest zatwierdzony plan.

Jest jednak rzecz, która budzi nieco zdziwienie. Otóż do CPK i Warszawy będzie można dojechać również z Łomży, ale… połączeniem Giżycko – Pisz – Łomża – Ostrołęka – Warszawa. Dziś w Łomży żadnych pasażerskich pociągów nie ma. Jest trasa kolejowa biegnąca przez Łapy. Miała być wyremontowana, jednak PKP zarezerwowane pieniądze na ten cel przesunęła na inną inwestycję – pod Sokółką. Jeżeli inwestycja związana z CPK zostanie zrealizowana to może dojść do kuriozalnej sytuacji. W Łomży pojawi się ruch pasażerski, ale nie będziemy można dojechać tam z Białegostoku i odwrotnie. Dziwna to by była sytuacja, ale możliwa.

 

To, jakie inwestycje są w kraju kluczowe a jakie nie – jest w gestii polityków. Niestety podlascy parlamentarzyści od lat nie potrafili nic załatwić. Ekspresowa droga krajowa do Warszawy powstała w bólach przez bardzo wiele lat. Ekspresowej drogi do Lublina jak nie było tak jeszcze nie ma (niedługo będzie). Połączenie z Augustowem jak było fatalne, tak pozostanie fatalne – gdyż wszystkie ważne drogi ominą letnią stolicę Polski. Żaden pociąg nie jedzie trasą Suwałki – Sokółka – Białystok – Czeremcha – Siedlce – Lublin. O braku lotniska regionalnego już nie wspominając. Byliśmy infrastrukturalną dziurą. Obecnie można wyjechać w normalnych warunkach tylko do Warszawy.

 

Za chwile znów wybory parlamentarne, za chwile znów zacznie się żenujący festiwal w postaci pseudo obietnic bez pokrycia. Albo będą obiecywać to co jest w planach na najbliższe lata albo będą obiecywać niestworzone historie, a potem klasycznie słać pisma z pytaniami i nic więcej. A my tu w Podlaskiem nadal będziemy dziurą.

Być może siedzenie pod mostem źle się kojarzy, ale siedzenie nad rzeką już nie. Najbliżej Białegostoku (nie licząc oczywiście małej rzeczki Białej) płynie większa rzeka – Supraśl. Dzięki temu, jeżeli ktoś ma ochotę odpocząć od miejskiego zgiełku, to szybko może wyskoczyć pod miasto. Nowodworce, Wasilków, Sielachowskie, Dobrzyniewo Fabryczne i Złotoria – między innymi przez te 5 miejscowości przepływa rzeka Supraśl. Jeżeli ktoś lubi posiedzieć , wyciszyć się lub zwyczajnie zrelaksować się obserwując wodę, to nasze propozycje będą doskonałą alternatywą dla ostatnio zatłoczonego Supraśla i tamtejszych bulwarów.

Nowodworce

To wioseczka między trasą z Białegostoku do Supraśla a Wasilkowem. Posiedzieć nad rzeką można po obu stronach mostu. Z jednej na małym mostku, z drugiej na maleńkiej plaży. Oba te miejsca mają swój indywidualny urok. Warto więc przetestować i jedno i drugie.

Plaża w Nowodworcach nocą

Wasilków

Obok znajduje się Wasilków. Idealnym miejscem do posiedzenia nad rzeką Supraśl jest tamtejszy zalew. Są pomosty i wiele innych miejsc, które bardzo dobrze się nadają do spoglądania na wodę i relaksowania się. Do wyboru do koloru!

Zalew w Wasilkowie

Sielachowskie

Kolejne warte odwiedzenia miejsce to wieś Sielachowskie. Tam znajduje się kolejny most, z którego możemy spoglądać nad rzekę lub posiedzieć pod nim (jakkolwiek  to nie brzmi). Z jednej strony plaża, z drugiej łąka. Kto co woli. Oba miejsca równie przyjemne!

Dobrzyniewo Fabryczne

Przedostatnie miejsce to Dobrzyniewo Fabryczne. Tam znajduje się tama, która reguluję rzekę. Jest to również wspaniałe miejsce do odpoczynku. Wpatrywanie się w chlupiącą wodę jest na pewno hipnotyczne. Może nas wprowadzić w błogi spokój. Jeżeli tego właśnie potrzebujecie – to ruszajcie jak najprędzej.

Tama w Dobrzyniewie Fabryczym / fot. Athantor / Wikipedia

Złotoria

Na sam koniec – pożegnanie z Supraślą czyli miejsce, gdzie wpada do Narwi. Mowa tu o Złotorii po drodze na Tykocin. Za starą szkołą wystarczy zejść do brzegu. Nieopodal znajduje się także ławeczka. Nikt nie wygoni wędrowca, który chciałby posiedzieć i popatrzeć na rzekę. Dlatego polecamy i zapraszamy!

Zakończyła się już inwestycja w postaci przebudowy drogi z Białegostoku do Supraśla. Bez wątpienia kierowcy mają dużo większy komfort podczas jazdy do uzdrowiska, a jak jest z rowerzystami? Postanowiliśmy to sprawdzić na własnej skórze.

 

Najpierw warto jednak przypomnieć jak było. Asfaltowa ścieżka prowadząca z jednego miasta do drugiego była już dość zniszczona. Pod asfaltem znajdowały się korzenie przez co jazda rowerem była nierówna. Ponadto był fragment, gdzie ścieżka szła przez jedną ze wsi bokiem i gdy jechał ktoś pierwszy raz mógł się zgubić lub jechać wąskim krawężnikiem przy drodze głównej – nie zauważając, że ścieżka skręca. To wszystko jest rekompensowała Puszcza Knyszyńska. Jazda przy samym lesie powodowała, że podróż mimo wszystko była w miarę przyjemna. Teraz Puszczy już nie czuć. Przy całej ścieżce została mocno wygolona. Większość drogi czujemy się jakbyśmy nie opuścili Białegostoku tylko byli na jego przedmieściach. Nawet, gdy kończą się domy. O ile wcześniej droga była w miarę wyrównana, tak teraz z Białegostoku będziemy mieli zdecydowaną większość z góry, zaś powrót będzie pod górę. Dlatego lepiej wracać przez Krasny Las do Grabówki. Będzie wygodniej, szybciej i przyjemniej.

 

Ogólne wrażenia są na plus. Jeżeli ktoś chce jechać rowerem do Supraśla nową drogą to na pewno bardziej warto teraz aniżeli to było, gdy była jeszcze stara droga. Alternatywnie do Supraśla możemy dostać się przez Wasilków i Dąbrówki. Można też jechać z Wasilkowa na Nowodworce, a dalej wyżej omawianą ścieżką rowerową. Kolejna droga, którą warto pojechać jest przez Grabówkę i Majówkę.

Kładka Śliwno-Waniewo jest już czynna po remoncie, aczkolwiek ostatni fragment w Waniewie póki co nie prowadzi do wieży widokowej. Wójt gminy Sokoły postanowił, że ta część kładki zostanie obłożona płytami i wystarczy. Dlatego od Śliwna zupełnie nową trasą, po całkowicie nowej kładce możemy zwiedzać rozlewiska Narwi. Po drodze oprócz starej wieży widokowej napotkamy też dwie dodatkowe budki i daszek. Wyremontowana kładka prowadzi aż do samego Waniewa. Dopiero po przeprawie ostatnim promem znajdziemy się na starej konstrukcji obłożonej płytami. W porównaniu z resztą efekt koszmarny. Ponadto nie da się dojść do wieży w Waniewie, można wyjść do wsi inną trasą. Jednak nie ma co ukrywać, że całość robi niesamowite wrażeni, co można zobaczyć na poniższym filmie i zdjęciach.

Przede wszystkim zmienione zostały wejścia na prom. Teraz kładka rozdziela się na 3 alejki. Żeby przyciągnąć do siebie prom trzeba stanąć w środkowej i złapać za łańcuch. Na drugiej przeprawie od Śliwna kilka osób miało problem z przeprawą. Stalowa lina trzymająca prom utknęła między deskami. Na szczęście udało nam się odblokować mechanizm i ludzie mogli już korzystać z kładki bez problemu. Piszemy o tym jednak nie dlatego, by się chwalić, ale dlatego że sytuacja może się powtórzyć. Stalowa linka jest nieco za długa, stąd ten problem. Inaczej mówiąc widać było pośpiech w działaniach.

Nie ma co się dziwić. Wszyscy czekali na powrót kładki z utęsknieniem. Nie była dostępna przez cały rok! Na szczęście już wróciła i wydaje nam się, że będzie to hit 2019 roku. Już dziś na trasie było sporo osób. Nie ma co się dziwić. Przejście nią w obie strony to 3 km wspaniałego spaceru pośród pięknych rozlewisk, śpiewu ptaków – oraz wyróżniających się odgłosów dzikich gęsi. Można też obserwować klucze innych ptaków. Dodatkowo jest wiele miejsc, gdzie można sobie posiedzieć. Wcześniej była to tylko jedna wieża. Teraz mamy do wyboru 3 takie miejsca plus wieża w Waniewie, która  zapewne za jakiś czas również będzie dostępna. Chyba nikogo specjalnie nie musimy namawiać na wyjazd do Śliwna bądź Waniewa. Każda okazja jest dobra, a czas tam spędzony nie będzie czasem straconym.

 

 

Prawdawna historia ziem Podlasia i Suwalszczyzny nierozerwalnie wiąże się się z Jaćwingami. Nasze tereny leżały na granicy Mazowsza i Sudowii, w której te plemię żyło pomiędzy rzekami, borami i moczarami. Nie wiadomo od jak dawna, ale wiadomo że w XIII wieku naród jaćwieski przestał istnieć. Jak do tego doszło?

Okrutnicy

Jaćwingowie byli plemieniem bardzo okrutnym, a w dodatku pogańskim. Wierzyli w coś w rodzaju reinkarnacji. Uważali, że dusze jednych po śmierci zajmują kolejne ciała, zaś innych ciała zwierząt. Nawet dla swojego plemienia nie mieli litości. Gdy rodziły się dziewczynki – zabijano je. Gdy kobiety chowały je po kryjomu, to odcinano im piersi, by nie mogły karmić. Plemię zapuszczało się na tereny Mazowsza, by grabić, palić i zabijać. Wyprawy te kończyły się powrotem z dużymi łupami. Po jednej z takich grabieży Sudowię najechał Bolesław Wstydliwy, książę krakowski i sandomierski. Jaćwingowie zostali przepędzeni aż na tereny Litwy. Po kilkunastu latach jednak zorganizowali odwet. Jednak gdy wracali z łupami, książę Leszek Czarny ponosząc minimalne straty wygrał z wojskami wroga. Jednak to inna bitwa była początkiem końca Jaćwingów. Miała ona miejsce na w okolicach dzisiejszego Brańska na rzece Nurzec.

Najpierw Polacy, potem Krzyżacy

Dowodzący wojskami Leszek i Bolko dowiedzieli się, że sojusznik Jaćwingów – władca litewski Trojnat nie żyje. Postanowili wtedy zaatakować plemię. Uderzyli ogniem od strony lądu zmuszając barbarzyńców do cofnięcia się w stronę rzeki. Po drugiej stronie jednak czekali polscy wojacy. Polacy puścili po wodzie płonące tratwy, czym rozcięli armię przeciwnika na dwie części i ostatecznie wygrali bitwę. Był to ogromny sukces militarny, który spustoszył dzisiejsze Podlasie i Suwalszczyznę na wiele lat. Po tych wydarzeniach Jaćwingowie zajmując tereny Litwy nie mieli jednak spokoju. Wciąż byli najeżdżani przez potężnych wtedy Krzyżaków. Powodem oczywiście było pogaństwo. Wojska zakonu były wówczas potężne co spowodowało, że w 1283 roku wybito ostatniego władcę Sudowii. Zakon krzyżacki, by ie dopuścić w przyszłości do powstań – zaczął przesiedlać Jaćwingów. Deportacje sprawiły, że naród jaćwieski rozpadł się.

Herb powiatu białostockiego zostanie zmieniony. Obecny jest nieprawidłowo wykonany. Obawiamy się jednak, że nowy będzie jakąś tragedią. Dlaczego? Bo jego zmianą zajmują się urzędnicy. Zamiast jednak poprosić wybitnego artystę o stworzenie nowego – poprosili dzieci i młodzież by podesłali im swoje inspiracje. Do tego będą konsultacje społeczne, które wykażą czy obecny łoś ma zostać czy może jednak dać żubra czy jelenia. To wszystko brzmi jak przepis na koszmar. Tak właśnie powstaje nowy symbol.

 

Obecny herb powiatu białostockiego

Zacznijmy od dwóch zasadniczych problemów. Pierwszy jest taki, że powiat białostocki jest trochę sztucznym tworem. Łączy bowiem ze sobą odmienne gminy. Zupełnie inaczej należy bowiem patrzeć na Tykocin i jego narwiańskie okolice, a zupełnie inaczej Michałowo, Gródek i Sokole – które leżą w Puszczy Knyszyńskiej. Drugi problem jest taki, że te 3 wymienione gminy, ale nie tylko one powinny być zupełnie oddzielnym powiatem. Jest jeszcze Białystok, który jest miastem na prawach oddzielnego powiatu (niż wyżej omawiany), a jednocześnie znajduje się w środku powiatu białostockiego. Z historycznego punktu widzenia – powinien zostać utworzony powiat gródecki. Gdyż to miasteczko widnieje na najstarszych mapach. To dopiero koleje losu sprawiły, że Białystok stał się ważniejszy.

Dlatego też zaznaczony fragment powinien zostać wydzielony i naturalnie mieć oddzielny herb niżeli powiat białostocki właśnie (nie mylić z Białymstokiem stanowiącym oddzielny powiat). Tu dochodzimy do sedna. Skoro część gródecką traktować należałoby oddzielnie, to na herbie powinny być symbole związane z Narwią i Tykocinem. Tylko, że historycznie było to już Mazowsze a nie Podlasie. Zatem symbole powinny być zbieżne z tymi mazowieckimi. Powiat białostocki z mazowiecką symboliką? Jak sami widzicie jest tutaj wiele pułapek. Powiat białostocki obecnie w miarę pokrywa się z mezoregionem Wysoczyzną Białostocką. To kolejny błąd reformy administracyjnej z 1999 roku, która powiaty przywróciła. Bowiem historycznie powiaty służyły do zupełnie innych celów niż obecnie. Dawniej starosta był kimś w rodzaju prokuratora, który sprawował władzę administracyjno-sądową. Zajmowano się wtedy wszelkimi rzezimieszkami i tymi, którzy mieli kłopoty z płaceniem podatków.

 

W tym całym misz-maszu historyczno-geograficzno-administracyjnym należy sobie zadać pytanie co właściwie ma przedstawiać herb. Obecnie jest na nim orzeł biały oraz głowa łosia. Herb jest przecięty ukosem. Ponadto orzeł nie jest tworem oryginalny, a łoś wykonany nieprecyzyjnie. Wszystko to trzeba zmienić było już w 2001 roku. Temat przez 18 lat został mówiąc krótko “olany”. teraz znaleźli się śmiałkowie (urzędnicy), którzy chcą w końcu herb zmienić. Niestety zabrali się do tematu od najgorszej strony. Prosząc uczniów powiatowych podstawówek o prace konkursowe. Całe szczęście wygrana praca nie stanie się herbem. Autor dostanie 700 zł, zaś nie wiadomo co ostatecznie przesądzi o wyglądzie herbu.

 

O ile orzeł biały nie wzbudza żadnych kontrowersji, to inaczej sprawa ma się z łosiem. To zwierzę związane kulturowo z terenami wokół Biebrzy, a nie Białostocczyzny. Ewentualny żubr natomiast to zwierzę które najliczniej występuje w Puszczy Białowieskiej. Warto jednak zauważyć, że licznie występuje też w Puszczy Knyszyńskiej, która to nie powinna należeć do powiatu białostockiego. W województwie podlaskim jest 14 powiatów. Nas interesują w tym przypadku tylko związane z historycznym Podlasiem. Augustowski w herbie ma królewską koronę, bielski ma orła białego i prehistoryczne zwierzę – tura, grajewski i moniecki – mają oczywiście łosia. Hajnowski – żubra, sokólski – sokoła. Wysokomazowiecki i siemiatycki mają herby wojskowe – oba mają orła. Ten pierwszy dodatkowo krzyż kawalerski, drugi zaś Pogoń Litewską. Obecny białostocki na tym tle wygląda tak jakby chciałby nawiązywać i do herbów ze zwierzętami oraz herbów wojskowych. Kolejny misz-masz. Dlatego musimy się najpierw zdecydować – czy herb ma nawiązywać do geografii czy historii. Połączenie obu w symbolice jest komiczne.

 

Jeżeli nawiązujemy do historii to Białostocczyzna odznaczyła się przede wszystkim Powstaniem Styczniowym. Do dziś istnieje wiele miejsc, które do dziś są silnie związane z tym wydarzeniem. Zatem symbolika na herbie powinna być jak najbardziej wojskowa oraz niepodległościowa. Jeżeli jednak spojrzymy na powiat białostocki geograficznie to tu mamy problem. Bowiem w herbie zarówno powinna być Narew, powinny być bociany czy też lasy. Nie wygląda to wszystko zbyt dobrze w kontekście tego co herb powinien sobą reprezentować. Nazwa “Herb” została przyjęta z języka niemieckiego. “Erbe” to “dziedzictwo”. Czy naszym dziedzictwem jest rzeka, las i ptak? Nie. Naszym dziedzictwem jest nieustanna walka o upragnioną niepodległość. I to powinno zostać zawarte w nowym herbie. I miejmy nadzieję, że niepodległościowa symbolika zwycięży, bo póki co urzędnicy sami nie wiedzą nawet w jakim kierunku ma pójść zmiana.

Jego życie zaczyna się jeszcze przed 1500 rokiem w Gródku. Okazały budynek dziś stoi w Supraślu. Mowa tu oczywiście o Monasterze. Jego historia jest bardzo zawiła, zaś przedstawienie jej kompleksowo w całości to raczej próba napisania książki. Jednym z fragmentów tej historii jest Bazyliańska drukarnia, której starodruk właśnie trafił do zbiorów Książnicy Podlaskiej. I to nie byle jaki!

 

Jednym z autorów drukowanych w supraskiej drukarni był Franciszek Karpiński. Wiele osób kompletnie nie wie, że pieśni śpiewane do dziś są jego autorstwa. Kolęda “Bóg się rodzi”, czy też zaczynająca się od słów “Kiedy ranne wstają zorze” – czyli Pieśń poranna. Kolęda po raz pierwszy zagrana została na organach właśnie w Białymstoku. Wówczas w jedynym kościele – Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Dzieła Franciszka Karpińskiego zostały wydrukowane po raz pierwszy w Supraślu. I tak pierwsze wydanie “Pieśni Porannej” z 1792 roku prosto z aukcji trafiło właśnie do zbiorów specjalnych Książnicy.

 

Dlaczego Monaster stoi dziś w Supraślu a nie Gródku? Wiąże się z tym pewna legenda. Otóż w 1498 roku wojewoda nowogrodzki i marszałek Wielkiego Księstwa Litewskiego Aleksander Chodkiewicz wraz z arcybiskupem smoleńskim Józefem Sołtanem postanowili ufundować w Gródku cerkiew, w której będzie znajdować się zgromadzenie zakonników. Miasteczko wyznaczone na budowę cerkwi w tamtych czasach bardzo tętniło dworskim życiem, co kłóciło się z życiem zakonników. Mnisi, którzy przybyli ze Świętej Góry Athos, skarżyli się na hałas, a duchowni potrzebują spokoju aby zagłębić się w modlitwie. Po dwóch latach, w związku z uciążliwością przebywania mnichów w ludnym i gwarnym Gródku, zakonnicy poprosili swojego dobroczyńcę, aby ulokował ich w innym miejscu, lecz nad tą samą rzeką. Fundator pozwolił przenieść siedzibę klasztoru z Gródka na nowe, spokojne miejsce. O wyborze nowej siedziby zakonnej miał zdecydować Bóg. Według legendy w 1498 roku zakonnicy puścili nurtem rzeki drewniany krzyż, a ten zatrzymał się na terenie ówczesnego uroczyska Suchy Hrud. W ten sposób krzyż wskazał miejsce na budowę monasteru. Dziś ten zabytek jest jednym z najchętniej odwiedzanych w Supraślu.

 

W 1693 roku po różnych zawirowaniach historycznych metropolita kijowski Cyprian Żochowski sprowadził z Wilna do Supraśla prasę drukarską. Na początku nie działała zbyt aktywnie. Dopiero w latach 1711 – 1728 wydrukowano 65 różnych tekstów, z czego 40 w języku polskim, 13 po łacinie, a 12 zapisanych cyrylicą. W 1790 roku oficyna otrzymała przywilej króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, zaś już związany z Branickimi (Izabela Branicka była z rodu Poniatowskich) Franciszek Karpiński był drukowany właśnie w Supraślu. W jaki sposób oryginalny starodruk trafił na aukcję w Krakowie tego nie wiadomo. Jedno jest pewne, księga ma gigantyczną wartośc dla Podlasia. Dlatego cieszy nas, że trafiła na ziemie, gdzie została wydrukowana.

fot. Książnica Podlaska

Najbliższy weekend to idealny czas na wypad do Narwiańskiego Parku Narodowego oraz jego okolic. Pogoda ma niezwykle sprzyjać, bo wiosna zbliża się wielkimi krokami, czego potwierdzeniem są klucze ptaków. Tych w okolicach Narwi pojawia się mnóstwo! Wciąż niedostępna jest w całości kładka łącząca Śliwno i Waniewo. Wszystko przez to, że jej dwie części należą do dwóch różnych podmiotów. Kładka Śliwno należy do Narwiańskiego Parku Narodowego i jest już wyremontowana, zaś druga część w Waniewie należąca do gminy Sokoły na remont wciąż czeka i jest zamknięta.

 

Nie stoi jednak nic na przeszkodzie, by wybrać się nad zerwany most w Kruszewie, a następnie na kładkę w Śliwnie. Następnie pojechać przez Kościuki i Zaczerlany do Baciut, gdzie będzie można przejechać na drugą stronę rozlewisk. Następnie dojechać do Waniewa. Tam wysoki poziom wody sprawił, że można wejść tylko od strony Centrum Informacji Turystycznej. Kolejnym przystankiem powinno być Kurowo, gdzie będziemy mogli podziwiać XIX wieczne zabudowania. To dworek otoczony parkiem z alejkami świerkowymi i lipowymi. Tam właśnie znajduje się największe siedlisko ptaków, które możemy podziwiać. Można też podglądać bobry, gdyż po zimie trzcina nie jest jeszcze wysoka. W Narwiańskim Parku Narodowym można też napotkać na niebieską żabę! Tak, to nie żart. W okresie godowym samce tych płazów potrafią zmienić kolor.

 

Ostatnim przystankiem może być Tykocin, w którym to będziemy mogli po całodziennej wyprawie dobrze zjeść, a także zwiedzić synagogę po remoncie elewacji, a także kościół. Warto też raczyć się widokiem Narwi z mostu, szczególnie gdy trafimy na zachód słońca.

Gmina Michałowo planuje zainwestować w Zalew Siemianówka. Mają pojawić się pomosty, tarasy, stacje rowerowe, pola namiotowe i inne rzeczy które przyciągną turystów. Gmina chce na ten cel pozyskać dofinansowanie z Unii Europejskiej – 8 mln zł, zaś sama dołożyć jeszcze 1,5 mln. Brzmi atrakcyjnie? Tak jakby. Ktoś zapomniał o najważniejszym problemie z Siemianówką. Woda w niej od lat jest bardzo zła. Zalew został sztucznie utworzony w czasach PRL. Żeby go stworzyć zalano wysiedlono 8 wsi, a następnie zalano wodą. Warto też dodać, że taki sam los spotkał okoliczny cmentarz. Wszystko zalano tak jak stało. Bez rozbiórek, bez niczego. Nie pozostało to obojętne na jakość wody. A ta jest bardzo kiepska. Od lat nie spełnia wymagań sanitarno-epidemiologicznych. Teoretycznie nie można się tam kąpać. W praktyce rozbudowując turystycznie to miejsce – zachęca się ludzi, by tam przyjeżdżali i właśnie kąpali w brudzie. O wywłaszczeniu ludzi z dzisiejszej Siemianówki powstał film pt. “Czy słyszysz jak płacze Ziemia”.

Siemianówka to bardzo ciekawe miejsce. Na uboczu, niedaleko Puszczy Białowieskiej, można tam liczyć na ciszę i spokój. Od jakiegoś czasu zaczyna przyciągać coraz więcej turystów. Nic dziwnego, że władze chcą to jakoś wykorzystać. Tylko co zrobić z brudną wodą? Tu odpowiedzi nie ma. Nie można po prostu spuścić wody, uporządkować terenu i zalać ponownie. Raz próbowano zrobić coś w tym stylu. Ucierpiało od tego środowisko. Po kilku latach od powstania zalewu zaczęły tam się intensywnie rozwijać sinice. By je zlikwidować postanowiono wymienić wodę oraz uprzątnąć linię brzegową. W związku z tym obniżono poziom wody do niskiego stanu. Takie działania sprawiły, że zniszczono miejsca lęgowe ptactwa. Mało tego po obniżeniu stanu wody nie dokonano zbyt wielu zmian. Nie było żadnego sprzątania linii brzegowej, nie wymieniono roślinności. Za to doszło do spustoszenia wśród ptaków i ryb. A wystarczyło podnieść poziom wody, by schłodzić zalew. Wtedy sinice nie mogłyby się rozwijać.

 

W 2010 roku nad Siemianówką wybudowano pomosty, wiaty na ogniska, boiska do różnych sportów, place zabaw, miejsca dla caravaningu. Jest też wieża widokowa, z której można podziwiać zalew. Czy warto rozwijać to miejsce turystycznie? Trudno powiedzieć. Nie można ignorować tego, że woda jest brudna i nie można się w niej kąpać. Ludzie zakazy te ignorują, a rozbudowa pod względem turystycznym jeszcze bardziej do tego zachęca.

fot. główne: Wojsyl / Wikipedia

Wydawałoby się że takie miasta jak Białystok i Nowy Jork nie mają ze sobą nic wspólnego. Nic bardziej mylnego. Statua wolności – jest pomnikiem niepodległościowym. W Białymstoku taki stanowi Bazylika św. Rocha. To jednak tylko pierwsze skojarzenie, gdyż Białystok w świadomości mieszkańców (nie wszystkich) Nowego Jorku był swoistym rajem. Sentymentalnym powrotem do przeszłości, miastem idealnym, istniejącym bez odniesienia geograficznego jedynie w świadomości. Miejsce, które wielokrotnie pojawia się w literaturze nowojorskich pisarzy, a także bohaterowie powieści: Joanna Clark – białostoczanka, “Żydzi z Białegostoku” czy też kobieta nazywająca się Blanche Bialystok (Blanche po francusku znaczy Białe”) czyli zupełnie tak samo jak pewien klub w znakomitej polskiej komedii “Piłkarski poker”.

 

Białystok intensywnie się rozwijał dzięki kupcom i fabrykantom

Białystok na skutek dynamicznego rozwoju przemysłu był nazywany “Manchesterem Północy”. Siłą tego rozwoju byli zamieszkujący miasto Żydzi, którzy przenieśli się do Białegostoku leżącego na granicy Imperium Rosyjskiego z Królestwa Polskiego. W 1830 roku wybuchło Powstanie Listopadowe. Po jego upadku Imperium Rosyjskie postanawia ograniczyć autonomię Królestwa Polskiego oraz nałożyć różne restrykcje. Dlatego mimo, że Imperium i Królestwo były złączone władzą zaborcy rosyjskiego, to istniejąca granica pod Białymstokiem sprawiła, że bardziej opłacało się produkować i handlować po stronie rosyjskiej, a nie w Królestwie. Tak zaczyna budować się gospodarcza potęga Białegostoku. Powstają fabryki, zaś ratusz (faktycznie będący kramem) zapełnia się kupcami.

 

Niestety Żydzi w Imperium Rosyjskim nie mieli zbyt dobrze. Od 1881 roku władze carskie regularnie zaczęły inspirować pogromy żydowskie – także w Białymstoku. Łącznie Rosjanie byli odpowiedzialni za kilkaset pogromów w kilkuset miastach i miasteczkach. Na skutek tych pogromów wielu Żydów postanowiło wyemigrować jak najdalej, głównie do Stanów Zjednoczonych. Kolejne wydarzenia historyczne wywołują kolejne ucieczki. Wszyscy emigranci byli utożsamiani jako Żydzi wschodnioeuropejscy. Mimo, że uciekali z wielu miast, to Białystok w ich świadomości był jednym z najważniejszych ośrodków życia. Tym Żydom, którzy nie przyjechali z Białegostoku lecz z innych miast – gród nad rzeką Białą kojarzył się z pracowitymi rzemieślnikami, fabrykantami oraz miastem przepełnionym kulturą (za sprawą hotelu Ritz). Białystok w świadomości nie umarł wraz z pierwszymi emigrantami. Przetrwał wraz z kolejnymi pokoleniami0. Dzieci migrantów, które zostały w przyszłości pisarzami niekiedy w literaturze pięknej opisywali swoich bohaterów jako białostoczan.

 

Bialystoker Synagogue w Nowym Jorku fot. Beyond My Ken / Wikipedia

Białystok nie pozostał jedynie w książkach lecz też istnieje namacalnie – jako miejsca i rzeczy w Nowym Jorku. Wyśmienite białe pieczywo “Bialystoken Kuchen”, świątynia oraz miejsce wielu spotkań społeczności żydowskiej – Bialystoker Synagogue, a także nie istniejący już “Bialystoker Home fo Aged” – dom starców, który dziś pozostał zabytkiem z niezmienioną nazwą. Jest też Bialystoker Center, gdzie powstawało kiedyś czasopismo “Bialystoker Stimme” czyli Głos Białegostoku. Dlatego też Białystok w świadomości potomków wschodnioeuropejskich, żydowskich emigrantów jest mitem-miasta. Nie jest to miejsce, które w jakikolwiek sposób koresponduje z dzisiejszym Białymstokiem, tak jak prawdziwy Królowy Most nie jest tym samym miasteczkiem naprawdę co w filmie “U Pana Boga za piecem” i kolejnych. Amerykańska literatura ukazuje gród nad Białą jako miasto będące wielkim bazarem, otoczonym przez kominy, z których wydobywa się dym. Jednakże te miasto jest również miejscem, gdzie biło serce żydowskiej kultury oraz religii. Chociaż potomkowie wschodnioeuropejskich Żydów prawdopodobnie nigdy w Białymstoku nie byli, to myślą o nim ciepło.

Źródło: Lucyna Aleksandrowicz-Pędich – “Białystok jako symbol w powieściach pisarzy żydowsko-amerykańskich”

Za oknem piękna pogoda i wysoka temperatura, a bociany są jeszcze od Polski daleko. Kiedy nasze polskie ptaki wrócą ostatecznie potwierdzając nadejście wiosny? Powinny być w połowie marca, jednak nie wszystkie tak się do Polski spieszą. W ostatnim czasie pierwsze bociany wyleciały z Izraela nad Morze Czarne w Turcji oraz nad Morze Egejskie w Grecji. Dlatego przed nimi jeszcze długa droga. Jeszcze dalej, bo w RPA znajdują się obecnie orły bieliki oraz krzykliwe.

 

To, że ptaki wybierają zawsze nasz kraj nie jest przypadkowe. Są tutaj dla nich idealne warunki do rozmnażania. Czyli umiarkowany klimat, a także pola pełne owadów i… żab. Tego wszystkiego nie brakuje im właśnie wiosną, a także gdy lato nie jest przesadnie suche. Dopiero coraz niższe temperatury oraz suche pola skłaniają te ptaki do odlotów z Polski. Bociany bardzo też lubią towarzyszyć rolnikom przy żniwach. Bowiem kombajny odsłaniają pola i łatwo wtedy o pożywienie.

 

W ostatnim czasie były też przypadki, że niektóre bociany nie wylatywały nigdzie. Tak było w ostatnim czasie w okolicach Sokółki. Wtedy ptaki narażały się na śmierć, jednak żerowały blisko gospodarstw rolnych. Warto też wspomnieć bocianach, które do Polski nie wracają przez głupotę ludzką. W Libanie strzelanie do bocianów jest “sportem narodowym”, przez co ginie dużo naszych bocianów. Naszych, bo co czwarty bocian na świecie to Polak.

Kamienica przy ul. Dąbrowskiego 14 od wielu lat niszczeje. Została sprzedana w 2014 roku, by prywatna osoba mogła ją wyremontować i korzystać. Tak się jednak do dziś nie stało. Co prawda między urzędnikami a właścicielem płynie korespondencja, ale żadnego remontu jak nie było tak i nie ma. Czy będzie? Plan zagospodarowania dla tego miejsca zezwala na budowę bloków. Wystarczy, że budynek sam się rozpadnie ze starości albo przypadkiem oczywiście dojdzie do pożaru i wtedy kompletnej ruiny nie trzeba będzie remontować. Wtedy wystarczy zgłosić się z wnioskiem o wykreślenie obiektu z rejestru zabytków. Obiekt może zostać wykreślony jeżeli uległ zniszczeniu powodującemu utratę jego wartości historycznej, artystycznej lub naukowej lub jego wartość będąca podstawą wpisy nie została potwierdzona w nowych badaniach naukowych. Zatem jak widać wystarczy spokojnie poczekać nic nie robiąc.

 

Czy urzędnicy mogą spokojnie patrzeć na to co się dzieje? Miasto może odkupić kamienicę od obecnego właściciela. Może też próbować wymusić remont nakładając kary administracyjne. To jednak trudna i zawiła droga. A właściciel może pogrywać z administracją na wiele sposobów. Zaskarżając decyzje urzędników, częściowo wykonywać, przeciągać sprawę. Wystarczy do tego trochę pieniędzy i wola by budynek został ruiną, która nie będzie już zabytkiem.

 

To nie jedyna historia z blokami w mieście, które powstały na zabytkach. Szerzej sprawę opisaliśmy tutaj: https://podlaskie.tv/bojary-zabytki-pozary/ Dlatego też dla ekipy Tadeusza Truskolaskiego ten zabytek powinien być sprawą honorową. Jeżeli za jakiś czas na Dąbrowskiego 14 pojawi się blok, to będzie świadczyć to tylko o jednym – że w Białymstoku urząd ochrony zabytków jest fikcyjny tak samo jak i ochrona.

fot główne: Historyczka / Wikipedia

Jedna kładka a dwóch właścicieli. Mowa tu o przeprawie łączącej Waniewo i Śliwno – chyba jednej z większych atrakcji w ostatnim czasie. Kładka została rozebrana na czas remontu. Okazało się jednak, że wymieniona została tylko jej połowa. Co z drugą częścią? Ma zupełnie innego właściciela, który dopiero remont będzie zaczynać. A wiosna już praktycznie nadeszła. Sytuacja jest trochę absurdalna, by jeden obiekt miał dwóch różnych właścicieli. Część kładki należąca do Śliwna należy do Narwiańskiego Parku Narodowego. Zaś część należąca do Waniewa – już do gminy Sokoły. I to właśnie ta druga część stoi nieruszona. Wójt gminy Józef Zajkowski zapowiedział w Radiu Białystok, że zdąży wymienić starą część przed sezonem. Czyli dokładnie kiedy? Przed majówką. Dlaczego kładkę trzeba było wymienić? Okazało się, że poprzednia została zrobiona z drewna olchowego. Po kilku latach okazało się, że takie drewno nie nadaje się na kładkę. Dlatego też nowa kładka już powinna służyć dużo dłużej.

 

Kładka Śliwno-Waniewo jest jedną z większych atrakcji. Jej długość to około 1,5 km. Oprócz możliwości przejścia przez bagna suchą stopą – można się przeprawić promami rzecznymi. Po drodze czekają nas aż 4 takie przeprawy. Trasa między wsiami prowadząca przez bagna posiada także wieżę obserwacyjną, na której można odpoczywać lub obserwować ptaki, gdyż jest ich tam całkiem sporo. Zwiedzanie można zacząć z obu stron – przyjeżdżając do Śliwna (jadąc przez Kurowo od Choroszczy) lub przyjeżdżając do Waniewa (jadąc ekspresówką przez Jeżewo). Niezależnie, z której strony zaczniemy wycieczkę, to naprawdę warto. Przypomnijmy też, że zupełnie obok są dwie wsie, których też lepiej nie pomijać. Mowa tu Kruszewie i Kurowie – obie wsie, które są rozdzielone, ale połączone wspólną legendą – o zerwanym moście. Ten istnieje naprawdę, jednak nikt nie myśli by go znów odbudować. Za pierwszym razem, gdy połączono wsie mostem wybuchła wojna. Następnie po wojnie go odbudowano i znów wybuchła wojna. Postanowiono, że trzeci raz nie ma co ryzykować. Dlatego w Kruszewie i Kurowie można podziwiać rozlewiska Narwi z zerwanego mostu właśnie. W tej drugiej wsi mieści się siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego. Bardzo urokliwe miejsce.

Tuż obok Białegostoku mieszczą się Tykocin, Wasilków, Choroszcz i Suraż. Wszystkie z nich były ważniejsze od tego pierwszego. Koleje losu sprawiły, że dziś stolicą województwa podlaskiego jest właśnie gród nad rzeką Białą, zaś Suraż to jedno z najmniejszych miast w Polsce. Wasilków i Choroszcz stały się “sypialnią” Białegostoku, zaś Tykocin leży sobie na uboczu goszcząc czasem turystów. Tykocin prawa miejskie uzyskał od księcia mazowieckiego Janusza I Starszego już w 1425 roku. Suraż został obdarowany prawami miejskimi w 1445 roku nadanymi przez Kazimierza Jagiellończyka. W 1507 roku – takie prawa już Zygmunta I uzyskała Choroszcz. Wasilków otrzymało takie prawa od Zygmunta Augusta w 1566 roku. W tym czasie Białystok był ledwo co powstałą osadą, którą mijano podróżując między ważnymi Surażem, Wasilkowem i Choroszczą czy Tykocinem. Dzisiejszy Rynek Kościuszki zaś był skrzyżowaniem tych wszystkich szlaków. W 1450 roku w Białymstoku powstały dwa dwory oraz kościół. W 1578 roku przy kościele karczma. Co się stało, że dziś Białystok jest właśnie największy i najważniejszy w województwie Podlaskim, zaś Suraż najmniejszym w Polsce? Dlaczego Choroszcz i Wasilków się nie rozwinęły? Dlaczego Tykocin pozostał na uboczu? Żeby poznać odpowiedzi postanowiliśmy prześledzić kilkaset lat historii naszego regionu.

 

Tykocin, który wystartował jako pierwszy rozwijał się dzięki temu że trafił w ręce Zygmunta Augusta, który postanowił że w mieście będą znajdować się dobra królewskie. W twierdzy umieszczono arsenał, skarbiec oraz bibliotekę. Zamek w Tykocinie został zniszczony podczas Potopu szwedzkiego. Stefan Czarniecki postanowił go odbudować i umieścić w nim osobisty skarbiec, na czym skorzystały także jego córki. Tykocin ostatecznie trafił w ręce rodu Branickich. Mniej więcej w 1550 roku zaczyna się intensywnie rozwijać Choroszcz. Liczy sobie 1200 mieszkańców. Podobnie jak Tykocin staje się własnością Branickich. Hetman Jan Klemens wybudował tam letnią rezydencję, która szczęśliwie stoi do dnia dzisiejszego. Suraż nigdy nie miał szczęścia. W 1390 roku król Władysław Jagiełło przekazał księciu Januszowi I Starszemu takie grody jak Suraż, Bielsk, Drohiczyn i Mielnik. Zamek w tym pierwszym mieście trafił później w ręce Wielkiego Księstwa Litewskiego. Później zniszczony został przez Krzyżaków. Kolejny, który odbudowano został zniszczony przez potop szwedzki. Później jednak nastał 1445 rok i Suraż stał się miastem. W 1569 roku całe Podlasie zostało włączone do Korony Polskiej. Miasteczko było zamieszkiwane przez Polaków, Żydów, a także osadników z Rusi. 300 osób było wyznania prawosławnego, stąd też w 1560 roku wybudowano trzy cerkwie.

 

W 1683 roku Choroszcz zostaje doszczętnie zniszczona przez pożar. 600 domów, klasztor, kościół i cerkiew znikają. W 1707 roku dochodzi du ostatecznego upadku miasta, gdy wybucha kolejny pożar. W 1734 roku Tykocin zostaje poważnie zniszczony podczas wojny domowej. W 1753 pożar wybucha w Białymstoku również doprowadzając do ogromnych zniszczeń. Zamieszkujący miasto hetman Branicki jednak nie szczędzi grosza na solidną odbudowę. W 1771 roku w Choroszczy stoi zaledwie 126 domów. W mieście funkcjonuje aż 15 browarów, gdyż wszyscy zachwycają się piwem. W tym samym czasie Wasilków zamieszkiwany jest przez 1500 mieszkańców. Nawet dwa razy więcej mieszkańców zamieszkuje Białystok.

Makieta Białegostoku w czasie, gdy miastem rządził Branicki. fot. Muzeum Historyczne w Białymstoku

W 1772 roku następuje I rozbiór Polski. Podlaskie tereny wciąż jednak leżą w Rzeczypospolitej. Także i II rozbiór Polski w 1793 roku nie zmienia tego stanu rzeczy. Niestety 3 lata później następuje III rozbiór Polski. Podlaskie tereny trafia w ręce Prus. W 1807 roku następują jednak zmiany na mapach Europy. Napoleon wojnami z Prusami i Rosją doprowadził do powstania między innymi Księstwa Warszawskiego. Państwo to przez 8 kolejnych lat będzie podporządkowane Cesarstwu Francuskiemu i jego władcy Napoleonowi. Granica na Podlasiu przebiega po Bugu przez Niemirów, Mielnik, Drohiczyn aż do Białobrzegów. Następnie przez Ciechanowiec po rzece Nurzec, dalej rozlewiskami do wsi Mień, dalej rzeką Mianka do Pietkowa, a stamtąd do Suraża – odcinając od siebie przedmieścia – Daniłowo, Łapy, Gąsówki, Grochy. Trafiają one do Królestwa Polskiego, zaś Suraż pozostaje w Imperium Rosyjskim. Granica następnie przebiega rozlewiskami Narwi do miejscowości Ruszczany obok Choroszczy, a potem już zakręcając jak rzeka na Tykocin aż do Wizny. Po zachodniej stronie polskie Królestwo, po wschodniej rosyjskie Imperium. Suraż znajdował się na samej granicy podobnie jak i Choroszcz oraz Wasilków. Wschodnie tereny dzisiejszego Podlaskiego zaczęły należeć do Obwodu Białostockiego. Tykocin zaś był w Księstwie Warszawskim. Izabela Branicka sprzedała rządowi pruskiemu tykocińskie dobra. W 1808 roku umiera pozostawiając w Białymstoku barokowy pałac. Miasto jest już pod rządami Imperium Rosyjskiego.

Pałac Branickich podczas zaboru rosyjskiego. Wszelkie zdobienia kojarzące się z polską kulturą zostały usunięte.

W 1815 roku ma miejsce kongres wiedeński podczas którego utworzono Kongresowe Królestwo Polskie. Niestety nie jest ono niepodległe. “Ziemie Księstwa Warszawskiego pozostające pod kontrolą rosyjską zostają połączone z Rosją nieodzownie przez swoją konstytucję i oddane na wieczne czasy w ręce Najjaśniejszego Cesarza Wszechrosji.” Granica między Królestwem Polski a Imperium Rosyjskim nie zmienia się. Jednak oba kraje zostają faktycznie połączone, zaś wszystkim zaczyna rządzić car. Skutkiem czego będzie kilka istotnych wydarzeń.

 

W 1830 roku wybucha Powstanie Listopadowe. Na terenie Obwodu Białostockiego zostaje ogłoszony stan wojenny. Rosjanie wytypowali potencjalnych przywódców powstania, skonfiskowali broń, a także uwięziono podejrzanych lub odesłano na Syberię. Po upadku tego powstania ograniczona została autonomia Królestwa Polskiego. Nałożono też restrykcje. Łódzcy fabrykanci masowo zaczęli przenosić się do miast na granicy Imperium i Królestwa. Zasiedlają Supraśl, Choroszcz, Wasilków i Białystok. Z jakiegoś powodu omijają przygraniczny Suraż. Nie interesuje ich także Tykocin, który leży po stronie Królestwa Polskiego.

Spuścizna po Manchesterze Północy. Galeria Alfa została dobudowana do dawnej manufaktury Eugeniusza Beckera.

W 1851 roku rosyjski car decyduje o wielkiej inwestycji. Petersburg zostanie połączony drogą kolejową z Warszawą. Trasa biegnie przez Wilno, Grodno, a dalej Kuźnicę, Sokółkę, Wasilków, Białystok. Dalszy odcinek jest dosyć intrygujący. Kolejnym dużym miastem po drodze jest Suraż. Tymczasem tory biegną przez maleńkie wioski – Starosielce, Klepacze, następnie przez kompletnie opustoszałe tereny do Markowszczyzny. Dalej trasa biegnie przez Uhowo, gdzie trasa kolejowa przebiega przez bagnistą granicę Imperium Rosyjskiego i Królestwa Polskiego. Następnie utworzona zostaje stacja kolejowa w Łapach oraz zakład naprawczy dla parowozów oraz wagonów. To oznacza jedno – koniec Suraża.

Takie parowozy opalane drewnem kursowały między Petersburgiem a Warszawą jadąc przez Białystok i Łapy.

Ostatnie z ważnych wydarzeń w tym miasteczku to Powstanie Styczniowe. W 1862 roku ukończona zostaje cała trasa kolei warszawsko-petersburskiej. Dokładnie 15 grudnia. Miesiąc później wybucha powstanie. Polacy chcą odzyskać niepodległość Królestwa Polskiego i zagrabione ziemie. Między innymi w naszym regionie dochodzi do wielu krwawych walk. Suraż jest ważnym centrum oporu. Niestety po 3 miesiącach oddział powstańców zostaje rozbity przez Rosjan. Żołnierze zaczynają świętować w Surażu. W tym celu udają się do proboszcza prawosławnej parafii Konstantego Prokopowicza. Tydzień później proboszcz zostaje powieszony przez mieszkańców.

 

Kolej Warszawsko-Petersburska, która przebiegała przez Wasilków i Białystok istotnie wpłynęła na rozwój tego drugiego. W Wasilkowie zaś pracę znalazło wiele osób, gdy linia powstawała. Później kursowano pociągiem do Białegostoku. Gdyż w Wasilkowie kolej zatrzymywała się 4 razy dziennie. Wszystko za sprawą Sergiusza Sazana, carskiego posła, który posiadał majątek Jurowce w pobliżu stacji. Niestety w 1895 roku pół Wasilkowa zostało strawione przez pożar. Kolejny raz żywioł spowodował o upadku miasta. Kolejne lata to czas, gdy to Białystok jest już numerem jeden. Nie zmieni tego nawet fakt, że podczas II Wojny Światowej zostaje w 95 procentach zniszczony. Po wojnie zamieszkuje go 56 tys. osób. Tyle co w 1889 roku. Jan Klemens Branicki i jego pieniądze na odbudowę miasta po pożarze, Powstanie Listopadowe, a w następstwie silny rozwój Białegostoku, którego wtedy zwali “Manchesterem Północy” oraz wybudowanie linii kolejowej zrobiły swoje. Białystok na przestrzeni kilkuset lat z malutkiej osady stał się najważniejszym miastem województwa podlaskiego.

fot główne: Muzeum Historyczne w Białymstoku

XVI wieku to czas, gdy do Białegostoku sprowadził się Jan Klemens Branicki. W mieście wybucha wielki pożar, zaś po nim miasto zaczyna się mocno rozwijać. Jednym z budynków, który wtedy powstał był ten najbardziej charakterystyczny – ratusz. Co ciekawe, budynek ten nigdy nie pełnił funkcji urzędu miejskiego. W pewnym czasie obiekt został zburzony, zaś w jego miejsce pojawić się miał wielki pomnik Józefa Stalina. Na szczęście tak się nie stało, a dziś budynek nazywany często “uśmiechniętym ratuszem” jest bardzo rozpoznawalnym symbolem w mieście, ale też i poza jego granicami. Dzisiejszy budynek to okrojona wersja tego, który stał wcześniej. Oprócz głównego budynku i wieży, a także czterech kramów będących halą targową – była jeszcze waga miejska, z której korzystali kupcy by dokonać miar. Na planie miasta z 1770 roku widać także jeszcze zaznaczonych 5 innych, małych budynków – 2 od strony katedry oraz 3 z drugiej strony. Można powiedzieć, że po wybudowaniu ratusz były ówczesną “galerią handlową”.

Na początku nie było wieży. Początkowo w prostokątnym budynku znajdowało się 10 sklepów. Następnie pojawiły się 4 pawilony – ufundowane przez samych kupców. Dopiero po kilkunastu latach pojawiła się jedna kondygnacja wieży. Dopiero w 1798 roku została ona podwyższona. W 1772 roku w ratuszu znajdowało się już 48 sklepów! Ponadto miejsce tam miała izba sądowa i areszt. Handel na Rynku tak mocno się rozwijał, że dziedziniec przed ratuszem zabudowano kolejnymi budynkami. W 1868 roku na ratuszowej wieży pojawił się zegar. W kolejnych latach umieszczono na wieży także “galeryjkę”, z której strażacy obserwowali miasto (które w tamtych czasach z wieży w całości było widoczne).

 

W 1922 roku w ratuszu mieściło się ponad 100 sklepów! Niestety stan techniczny budynku był fatalny. Dlatego rok później postanowiono o przeprowadzeniu rekonstrukcji budynku. Tak się jednak nie stało. W 1940 roku Białystok jest okupowany przez Rosjan. W centrum miasta ma pojawić się pomnik Józefa Stalina. W tym celu ratusz zostaje rozebrany. A plac jest pusty. Ostatecznie pomnik stanął przed Pałacem Branickich. Po II Wojnie Światowej, gdy cały zagruzowany Białystok odbudowuje się na nowo, w 1953 roku ratusz znów się pnie do góry, by w 1958 roku stać się budynkiem muzeum, które znajduje się tam do dnia dzisiejszego. Warto zwrócić uwagę na otoczenie ratusza. W XVI wieku – na miejscu dzisiejszego pasażu prowadzącego z ul. Spółdzielczej do Suraskiej znajdowały się na jego początku i końcu dwa podłużne budynki. Między nimi 4 mniejsze. Tu gdzie obecnie mamy bar “Podlasiak” oraz ciąg sklepów – stały obok siebie identyczne budynku. Po przeciwległej stronie – tak samo.

Warto też wspomnieć o wędrującej fontannie. Ta pojawiła się na rynku dopiero w 1892 roku. Wtedy też ówczesne władze budowały w mieście wodociągi. Przy okazji zlecono budowę fontanny. Dlaczego? Tego nie wiadomo. Dekoracja pojawiła się przy dzisiejszej ul. Sienkiewicza (wtedy Mikołajewskiej). Fontanna przypadła mieszkańcom do gustu. Prawdopodobnie w 1900 roku dostawiono do niej rzeźbę trzech młodzieńców – jeden symbolizował muzykę, drugi rolnictwo, a trzeci rybołówstwo.

 

W 1962 roku ktoś wpadł na pomysł, by obiekt przenieść bliżej ratusza. Wszystko dlatego, że postanowiono połączyć ul. Legionową z ul. Sienkiewicza. Co ciekawe w 1996 roku ktoś ukradł rzeźby zdobiące fontannę. Dziś podziwiamy replikę. W 2009 roku Tadeusz Truskolaski zadecydował, że fontanna wróci na swoje dawne miejsce. Przypomnijmy też że wtedy też plac przed ratuszem został przebudowany tak, by przypominał pierwotny wygląd. Usunięto dawny skwerek, przeniesiono pomnik Józefa Piłsudskiego. Tylko wagi miejskiej brak. Podczas prac budowlanych odkopano jej fundamenty. Niestety postanowiono ją tylko oznaczyć, a pozostałości pozostawić pod ziemią.

Od kilku dni w serwisie YouTube można obejrzeć klip Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej promujący województwo podlaskie. Główne przesłanie jest do osób, rzecz jasna, które w Podlaskiem nie mieszkają. Dlatego całość zaczyna się zachętą “Dwie godziny drogi od Warszawy znajdziesz świat, który przywraca utraconą równowagę”. Następnie widzimy przepiękne kadry ukazujące najciekawsze miejsca województwa podlaskiego, które warto odwiedzić. Nie zabrakło takich atrakcji jak klasztor w Wigrach, Biebrzański Park Narodowy, Narwiański Park Narodowy, Łomżyński Park Krajobrazowy w Narwi, Puszcza Białowieska, Puszcza Knyszyńska, Tykocin, skit w Odrynkach, Kraina Otwartych Okiennic, meczet w Kruszynianach, Green Velo, Drohiczyn, Suwalski Park Krajobrazowy, Czarna Hańcza czy Kanał Augustowski. To wszystko pod hasłem “Podlaskie zasil się naturą”.

 

Klipowi nie można nic zarzucić. Tak samo jak i hasłu przewodniemu. Nie da się ukryć, że w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie trudno zasilać się naturą. A to właśnie do mieszkańców dużych aglomeracji kierowana jest kampania. Należy sobie zadać pytanie – a gdzie konkretnie mają przyjechać? Żeby zwiedzić wszystkie wymienione – trzeba by było 2 dni jeździć samochodem po całym regionie. I tu jest pies pogrzebany. Białystok powinien być “hubem”, z którego będzie można wszędzie dotrzeć w sposób zorganizowany i logiczny. Brakuje połączeń turystycznych i ogólnie wszystkiego brakuje by można było zapewnić na przykład weekend pełen atrakcji w Podlaskiem – tylko przyjedź, kup jakiś karnet i korzystaj – wszędzie Cię dowieziemy, a na koniec przywieziemy do Białegostoku.

 

Jako region zrobiliśmy pierwszy krok – zaczęliśmy się promować jako wspaniałe, unikalne miejsce w Polsce, które jest trochę dzikie, przepełnione naturą, gdzie można poczuć slow-life. Teraz czas na krok drugi – osoby, które przekonaliśmy muszą się dowiedzieć jak to wszystko w sposób zorganizowany zwiedzić. Jest przewodnik “Podlaskie na weekend”. Są różne wersje – jeżeli chodzi o rejony Białowieży, to przewodnik zachęca do przyjechania w piątek do Krainy Otwartych Okiennic, gdzie mamy skosztować kuchni regionalnej i odprężyć się w ruskiej bani. Problem w tym, że nie wiadomo gdzie posmakujemy takiej kuchni i kto ma ruską banię w Krainie Otwartych Okiennic. Po próbie “wygooglowania” tych informacji – niestety dalej nie wiemy.

 

Na sobotę przewodnik proponuje wizytę w Odrynkach i wyjazd do Krynoczki. Jeżeli kogoś nie interesują religijne eskapady, to przewodnik proponuje mu “questowe trasy” – cokolwiek to znaczy. Bynajmniej nie dowiemy się tego z przewodnika. Propozycja na wieczór to ognisko, lokalna muzyka i śpiew. Gdzie? Nie wiadomo. Na ostatni dzień przewodnik znów proponuje religijną eskapadę – tym razem na Świętą Górę Grabarkę. Alternatywa? Rower lub kajak. A zimą, wiosną, późną jesienią? Trudno powiedzieć. Generalnie z przewodnika niewiele się dowiadujemy. Z propozycjami w okolicach Biebrzy jest jeszcze gorzej. Na piątek przewodnik proponuje jakieś warsztaty, a potem wypad na łąki i bagna. To brzmi trochę jak żart. Jeżeli ktoś nigdy tam nie był, to co – ma szukać jakichś konkretnych bagien czy może obojętnie? Na sobotę przewodnik proponuje podglądanie ptaków. Tutaj też nie wiadomo gdzie to robić. Na niedzielę wreszcie jakiś konkret – Twierdza Osowiec.

 

Cały przewodnik dzieli się na Puszczę Białowieską i Białowieżę, do tego Biebrza, Suwalszczyzna, Puszcza Knyszyńska, Augustów, a także Tykocin i rzeka Narew. Niestety, ale nie polecamy tego przewodnika. Mimo, że przygotowali go najlepsi fachowcy z Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, to w broszurze nie dowiemy się nic konkretnego. Same ogólniki, pseudopropozycje i przykładowe dane teleadresowe miejsc w pobliżu. Dlatego do tak pięknego filmu – przydałby się równie piękny przewodnik, bo ten obecny to gniot.

Ostatnio dużym echem odbiła się zapowiedź prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że zamierza reaktywować PKS-y. Zakładając, że zostanie to zrealizowane to warto się zastanowić czy w województwie podlaskim jest co reaktywować i czy jest po co. Obecna sytuacja wygląda następująco: Mamy firmę PKS Nova – która połączyła upadający PKS Białystok, z dobrze prosperującym PKS Suwałki oraz z PKS Łomża, PKS Siemiatycze, PKS Zambrów.  Warto pamiętać, że oprócz PKS Nova na rynku są takie firmy jak Voyager, Arriva, Kurier czy Podlasie Express (Plus Bus) – które świadczą swoje usługi na różnych terenach. Należy też pamiętać – że funkcjonują w regionie też szynobusy. Zatem warto sobie zadać pytanie – gdzie w Podlaskiem w takim razie nie można dojechać niczym innym niż samochód?

 

W województwie podlaskim jest 40 miast (miastem nazywamy miejscowości zamieszkałe powyżej 1000 osób). Postanowiliśmy sprawdzić do których z nich można dojechać z Białegostoku czymkolwiek (autobusem bądź pociągiem). Okazało się, że do wszystkich. Zatem problemem jeżeli istnieje to tylko w relacji połączenia typu wieś – miasto. Jak nie trudno się domyślić – najbardziej poszkodowane są te wsie, które nie leżą przy głównej drodze między miastami. Sprawdziliśmy czy da się przykładowo dojechać do maleńkiej wsi Rudaki przy granicy z Białorusią. Niestety nie da się, ale do pobliskich Kruszynian (5 km) już tak. Zatem należy sobie zadać pytanie – czy PKS-y mają dojeżdżać do każdej wsi? Trudno to sobie wyobrazić.

 

W województwie podlaskim jest 3277 wsi. Najwięcej położonych jest w gminie Zambrów (70), zaś najmniej w gminie Białowieża (4). Utworzenie w każdej gminie siatki połączeń tak by dojechać do głównego miasta w gminie, tak by wydostać się dalej może być bardzo trudne gdy trzeba skomunikować 70 wsi. Komunikując 4 wsie już jest łatwiej. Dlatego prawdopodobnie ktoś, komu przyjdzie realizować plan Jarosława Kaczyńskiego (zapewne będzie to ktoś z Urzędu Marszałkowskiego) weźmie mapę do ręki i zobaczy, że skomunikowanie całego województwa ze sobą – od miasta po wieś będzie kosztować kosmiczne pieniądze. Wtedy też będzie trzeba wybierać – kogo przyłączyć, a kogo nie. Oczywiście ucierpią mieszkańcy najmniej zaludnionych wsi.

Cmentarz ewangelicki znajdujący się na Rynku Siennym w centrum Białegostoku od jakiegoś czasu jest odgrodzony, zaś już niedługo będzie przypominać prawdziwe miejsce pamięci. Na obecnym wielkim placu powstanie zielony skwer i instalacja artystyczna, która ma upamiętnić XVIII wieczny cmentarz. To już druga nekropolia, która zostanie w taki sposób upamiętniona. Pierwsza to żydowski cmentarz przy budynku ZUS – tam chowano zmarłych na epidemię cholery. Nie dawno się okazało, że cmentarz ten był większy i odgrodzono kolejną część – likwidując dziki parking przed instytucją. Łącznie w centrum miasta znajdowało się 5 cmentarzy, które obecnie są pod ziemią. Cmentarz wielowyznaniowy znajdował się na górce prowadzącej do obecnej cerkwi na wzgórzu Św. Magdaleny. Tam gdzie stoi Opera i Filharmonia (wcześniej Amfiteatr) zaczynał się cmentarz żydowski, który prowadził aż przez cały Park Centralny. Kolejne dwa cmentarze znajdowały się tam gdzie dziś Kościół Św. Rocha oraz katedra.

 

Przez lata niewiele sobie robiono z tego, że na Rynku Siennym znajduje się cmentarz. Bez żadnych oporów zorganizowano tam kiedyś imprezę “Inwazja Mocy RMF” czy imprezę Fashionable East Białystok. Na tym samym cmentarzu zorganizowano także strefę kibica podczas, gdy w Polsce odbywały się mistrzostwa w piłce nożnej – Euro. Przed laty znajdował się tam też postój taksówek i parking. W 1996 roku, gdy odbyła się Inwazja Mocy RMF – rządził miastem Ryszard Tur. To jeszcze za jego kadencji przy ratuszu znajdował się murek wybudowany z żydowskich macew oraz dawna fontanna na Plantach. Ostatecznie w 2004 roku konserwator zażądał rozebrania tych murków.

 

Imprezy Euro i Fashionable odbyły się już za kadencji Tadeusza Truskolaskiego – bo w 2012 roku. Wtedy najwyraźniej nie przeszkadzało mu organizowanie imprez na cmentarzu. Archiwalne zdjęcia pokazują, że teren w tym czasie był już odgrodzony. Co takiego się stało, że prezydent nagle zmienił zdanie i to miejsce godnie upamiętniać? Po latach ruszyło go sumienie? Nie nam to oceniać, ale jest to zaskakujące. Szczególnie, że obok istnieje nieodgrodzone Plac Moniuszki, Park Centralny – również dawny cmentarz. Zaś z małej górki, każdej zimy zjeżdżają dzieci na sankach. Pod spodem zakopanych jest wiele macew.

 

Podlaskie to nie tylko natura ale i kultura. Sztuka na najwyższym poziomie, o czym często nie wiedzą sami mieszkańcy Podlasia. Doskonałym przykładem jest Festiwal Kalejdoskop, jeden z najbardziej prestiżowych festiwali tańca współczesnego od 16-stu lat organizowany w Białymstoku. Festiwal to marka sama w sobie, znana w całej Polsce w środowisku tancerzy. Tylko sami Białostoczanie wiedzą o tym w sumie nie wiele. Dlaczego?

 

Kultura w naszym regionie to niedoceniony i trudny kawałek chleba. Pasjonaci festiwalu rok rocznie walczą o jego realizację i o jego wysoką jakość, głównie dzięki sile pasji i zaangażowania środowiska tanecznego. Zaczynali z budżetem 500 zł, miłością do tańca i grupą tancerzy – którzy godzili się na występy bez wynagrodzenia. Festiwal Kalejdoskop to obecnie jeden z najważniejszych festiwali tego typu w kraju – cztery dni pełne najlepszych spektakli tańca oraz wydarzeń towarzyszących – wystaw, spotkań, warsztatów itp. W tym czasie zjeżdżają do Białegostoku najwybitniejsi tancerze, choreografowie, krytycy, teoretycy tej dziedziny sztuki oraz miłośnicy.

 

Na ten czas Białystok staje się wiosenną stolicą tańca współczesnego. I powinniśmy o tym wiedzieć. Nasz region to nie tylko puszcze, natura, kultura ludowa i ciekawa historia. To miejsce, gdzie kwitnie sztuka, gdzie rodzą się rzeczy nowe, niezwykłe. Bądźmy z tego dumni. Edycja XVI festiwalu Kalejdoskop odbędzie się 9-12 maja 2019r. w Białymstoku

 

autor: Anna Kalinowska

1915 roku miał dla naszego regionu kluczowe znaczenie. Od roku trwała I Wojna Światowa. Przypomnijmy, że w tym czasie Polski nie było na mapie. Oficjalnie istniało Kongresowe Królestwo Polski – będące w Unii Personalnej z Cesarstwem Rosyjskim. Oznaczało to, że rosyjski car był jednocześnie królem polskim. Nasz region nie należał jednak do Kongresowego Królestwa Polskiego, a bezpośrednio do Cesarstwa. Po przeciwnej stronie konfliktu stały Niemcy, które walczyły jednocześnie na kilku frontach – na zachodzie z Belgią, Francją i Wielką Brytanią. Niemcy walczyli także we Włoszech i na Bałkanach. Istotnym z naszego punktu widzenia był front wschodni – czyli walki z cesarstwem rosyjskim, które zajmowały nie tylko nasz region – ale też sporą część kraju. Gdy wybuchła wojna w 1914 roku – najpierw na teren Prus Wschodnich (dzisiejsze Mazury i obwód Kaliningradzki) wkroczyła armia rosyjska, gdzie starła się z armią niemiecką. Niemcy nie byli gotowi na atak, więc bez większych walk oddali te ziemie Rosjanom. Międzyczasie wymienili dowództwo i przygotowali się do ataku – wspomagając się nowoczesną techniką. W efekcie Rosjanie stracili 92 tys. żołnierzy, którzy trafili do niewoli. Było też dziesiątki tysięcy zabitych i rannych. W ciągu tygodnia wojska niemieckie rozprawiły się z Rosjanami. Takie działania rozochociły Niemców. Po mobilizacji i przygotowaniach uderzyli ponownie na Rosjan po kilku miesiącach (w tym czasie walki trwały też na innych frontach). Zimowe uderzenie na Prusach Wschodnich również dało sukces Niemcom. Tym razem straty rosyjskie wyniosły 190 tys. żołnierzy.

 

Nastał rok 1915. Międzyczasie Niemcy zdobywali południe dzisiejszej Polski i Ukrainy – Przemyśl i Lwów. 5 sierpnia 1915 wojska niemieckie pojawiły się w Warszawie. Wtedy też rosyjska armia zaczęła coraz bardziej cofać się na wschód. Oznaczało to dla naszego regionu spore zmiany. W Białymstoku nie było większych wydarzeń. Wycofujące się wojska rosyjskie jednak wysadziły w powietrze most i wieżę ciśnień przy dworcu kolejowym. Wojska niemieckie zaczęły też gromadzić się między Biebrzą, Narwią i Bugiem. Według dowództwa pojawiła się szansa oskrzydlenia Rosjan i zniszczenia w rejonie Białegostoku i Bielska Podlaskiego. W tym celu armia niemiecka przystąpiła do czołowego uderzenia właśnie w tych kierunkach. Z południowego zachodu wojska niemieckie szły w stronę Kleszczel i Milejczyc.

Nie wszystko jednak poszło po myśli Niemców. Natrafili na potężny opór Rosjan w tych rejonach. W ten sposób doszło do niezwykle krwawych i zaciętych walk w rejonie Lipin, Bociek i Żurobic. Zarówno Niemcy jak i Rosjanie ponieśli ogromne straty. Niemcy zajęli bez walki Siemiatycze, które zostały ostrzelane artylerią, przez co spłonęło kilkadziesiąt domów. Dzień wcześniej – Rosjanie uciekając palili i wysadzali wszystko co mogło się dostać w ręce wroga. Dlatego tak jak przejęcie Białegostoku przez Niemców nie wywołało większych skutków, tak też w Siemiatyczach mocno to odczuli mieszkańcy. Pozostałością po tamtych czasach jest cmentarz wojenny, na którym pochowano 53 niemieckich żołnierzy i 63 rosyjskich. Nekropolia ta jest zabytkiem, którą warto odwiedzić – co uczynił nasz Czytelnik Adam Nowaczuk. Za dokumentację fotograficzną bardzo dziękujemy.

Po II Wojnie Światowej Polska utraciła ziemie wschodnie, a zyskała zachodnie. Dla Białegostoku oznaczało to, że będą miastem przygranicznym z ZSRR. W kraju zaś panuje “demokracja” ludowa. Żadnym krajem jednak nie da się rządzić centralnie, stąd też naturalne jest powstanie administracji terenowej, która będzie odpowiedzialna za odbudowę kraju po wojnie. Białystok w 95 proc. jest kompletnie zniszczony. Pozostały pojedyncze budynki – bazylika mniejsza czy kościół św. Rocha. Pałac Branickich i centrum jest kompletną ruiną. Do Białegostoku przyjechała specjalna komisja, która ogłosiła miesiąc odbudowy miasta. Przede wszystkim mieszkańcy odbudowywali fabryki i inne budynki przemysłowe. Do życia powróciła także elektrownia. W mieście zaczynał się nowy rozdział w kartach historii.

 

Kompletnie zniszczony Białystoku. Zdjęcie lotnicze z 1944 roku.

 

Jedną z osób, której zawdzięczamy kształt powojennego miasta to Stanisław Bukowski. Architekt i urbanista nadzorował odbudowę Pałacu Branickich, barokowego centrum miasta, Pałacyk Gościnny, budynek Loży Masońskiej (potem książnicy podlaskiej), klasztor Sióstr Miłosierdzia czy też budynek zbrojowni (dawne Archiwum Państwowe). Architekt dopilnował też budowę wielu kamienic w centrum. Czuwał też nad dokończeniem kościoła Świętego Rocha. Za największe dzieło Bukowskiego uznaje się jednak gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR (obecnie wydział historyczny UwB). Kolejne charakterystyczne dla PRL budynki powstawały w latach 50, 60 i 70. Poczta przy ul. Kolejowej oraz “Okrąglak” po drugiej stronie ulicy. Galeriowec, Spodki i dworzec autobusowy PKS. W centrum natomiast pojawiło się “Kino Pokój”, Hotel Cristal, EMPIK, Pedet i Central. Pojawiły się też gmach sądu przy ul. Skłodowskiej, Dom Technika, budynek uniwersytetu “ONZ”, szpital “Gigant”, Filharmonia na Podleśnej oraz pawilony na ul. Akademickiej. Nie można też pominąć stadionu “Gwardii”, który powstał na potrzeby organizacji Dożynek Centralnych, które miały miejsce 1 września 1973 roku.

 

 

Międzyczasie pojawiły się także bloki mieszkalne, które wyrastały między drewnianymi chatami. Do mieszkań sprowadzali się przede wszystkim ludzie z pobliskich miejscowości. Potrzebnych było mnóstwo rąk do pracy w odbudowanych fabrykach. Zaś po poprzednich mieszkańcach zostało tylko wspomnienie. Zamieszkujący Białystok Żydzi zostali spaleni żywcem w synagodze, zamordowani w Getcie lub wywiezieni do obozów koncentracyjnych. W 1939 roku w mieście żyło 107 tys. osób. W 1946 roku powojenne liczenie wykazało 56,7 tys. osób. Liczba ta zaczęła w kolejnych latach rosnąć. Zaś nowi mieszkańcy zamieszkiwali głównie bloki.

 

 

W latach 60. wykonano kolejny spis powszechny, który wykazał, że w Białymstoku mieszka już 120 921 osób. W 1976 roku liczba przekroczyła 200 tys. Zaś w 2017 roku już 297 288 mieszkańców – przeskakując Katowice i zajmując 10 miejsce. Niestety prognozy wskazują, że nie przebijemy już 300 000 mieszkańców. Eksperci obliczyli, że na pewno nie stanie się tak do 2050 roku. W ciągu następnych 10 lat liczba mieszkańców ma spaść w całym województwie podlaskim. W samym Białymstoku tendencja rosnąca ma się utrzymywać 2022 roku. Warto jednak zauważyć, że wiele mieszkańców ucieka na przedmieścia. Za jakiś czas mogą one jednak być włączone do Białegostoku – tak jak kiedyś uczyniono z Dojlidami Górnymi, Zawadami czy Halickimi. Wtedy osiągnięcie magicznych 300 000 mieszkańców będzie możliwe.

Droga krajowa nr 19, rozkłady jazdy pociągów POLRegio oraz Plac NZS. To sprawy, w których mieszkańcy mają więcej do powiedzenia niż tylko głos przy urnie. Demokracja pośrednia wiąże się z tym, że wybierając przedstawicieli dajemy im w zasadzie wolną rękę w kształtowaniu naszego otoczenia. Są jednak takie sprawy, które cieszą się wyjątkowo dużym zainteresowaniem przez co dodatkowo są konsultowane z lokalnymi społecznościami.

Droga Krajowa nr 19

fot. GDDKiA

 

Tak też jest z drogą krajową nr 19, która od lat jest obietnicą wyborczą. “Droga ta musi być ekspresowa. Tylko wybierzcie właśnie mnie!”. Takie stwierdzenie można w zasadzie dopisać do każdego, kto ubiegał się o jakiś urząd, niezależnie czy ten urząd ma wpływ na S19 czy nie ma. Na szczęście po wielu latach, być może i dekadach dyskusji coś zaczyna się dziać w tym temacie. Jest aż 5 wariantów przebiegu nowej ekspresówki.

 

W ostatnim czasie dyskutowano nad najnowszą koncepcją, która ma szanse na realizacje. Droga krajowa nr 19 zaczyna się na granicy Polski i Białorusi w Kuźnicy. Prowadzi do Białegostoku przez Sokółkę, Straż i Czarną Białostocką, a następnie łączy się z krajową ósemką, biegnie obwodnicą Białegostoku, następnie przez osiedle Piasta i Dojlidy, dalej prowadząc do Zabłudowa, Bielska Podlaskiego i Lublina. W takim wariancie nie ma mowy, by droga była ekspresowa, dlatego musi być zmieniony jej przebieg. W najnowszej koncepcji droga ekspresowa prowadziłaby omijając Sokółkę, Straż i Czarną Białostocką. Pozostała część koncepcji nie zmieniłaby się – tj. prowadząc przez Dobrzyniewo, łącząc się z obecną krajową 19 dopiero w Ploskach.

Kolejowe rozkłady jazdy

 

Kolejną sprawą, w której dodatkowo mogą wypowiedzieć się mieszkańcy Podlasia są rozkłady jazdy kolei regionalnych PolRegio. Rozkład ten zacznie obowiązywać dopiero od 15 grudnia 2019 roku. Warto jednak, by mieszkańcy skorzystali z tej okazji. Wiadome jest, że nie ma co się wypowiadać w sprawach oczywistych – czyli połączeń, które już są, lecz warto też wypowiedzieć się w sprawie połączeń, których nie ma a być powinny.

 

Obecnie z Białegostoku można dojechać kolejami regionalnymi do Suwałk oraz miejscowości po drodze tj. Wasilków, Czarna Białostocka, Sokółka, Dąbrowa Białostocka czy Augustów. Można też dojechać do Ełku przez Mońki, Osowiec i Grajewo. Na zachód dojedziemy do Szepietowa przez Łapy. Jest także pociąg do Kuźnicy po trasie suwalskiej. Można także dostać się do Czeremchy przez Bielsk Podlaski.

 

Mimo istniejących torów nie dojedziemy do Sokola i Gródka. Tam szynobus jeździ tylko w wakacje i to w weekendy. Nie ma też bezpośredniego połączenia Białegostoku z Hajnówką i Siemianówką. Nie ma też bezpośredniego połączenia Białegostoku z Siemiatyczami oraz Siedlcami. Pociągi jadące do Szepietowa nie dojeżdżają też do granicy z województwem w Czyżewie. Osobną kwestią są remonty. Pociągi mogłyby jeździć z Białegostoku przez Łapy, Łomżę, Śniadowo do Ostrołęki. Jednak póki co nie ma tam dobrej infrastruktury kolejowej. Podobnie jest z dojazdem do Białowieży. W przyszłości ma to się jednak zmienić.

Plac NZS

 

Ostatnią kwestią którą mogą opiniować mieszkańcy jest przyszłość placu NZS (dawniej Plac Uniwersytecki). Jak wiadomo stoi wielki kawał ziemi w samym centrum, który jest pusty. A mógłby być na przykład wielkim parkingiem (każdy wie, że w zaparkowanie w Centrum to jak wygrana w totolotka). Inną koncepcją jest wpuszczenie tam ludzi i utworzenie miejsca do rekreacji, co byłoby akurat pomysłem niemądrym, bo takich miejsc w Białymstoku można utworzyć wiele – a tam gdzie jest ruch samochodowy dookoła może skutkować wypadkami i wdychaniem spalin. I tu dochodzimy do kolejnej kluczowej kwestii – co z ruchem samochodowym wokół placu – czy ma zostać w obecnej formie? Na te i inne pytania można odpowiedzieć w specjalnej ankiecie.

 

Nasz pomysł jest dużo radykalniejszy – by przebudować nie tylko sam plac. Przede wszystkim pozbyć się pomnika na wzgórzu i utworzyć nowy, mniejszy w innym miejscu. Zburzyć też relikt PRL jakim jest budynek Uniwersytetu w Białymstoku, który chyba dla żartu został zabytkiem. Następnie na wielkiej przestrzeni stworzyć wielki, dwupoziomowy parking podziemny, zaś na górze zasiać łąki kwietne i utworzyć przestrzeń do rekreacji. Ruch samochodowy zaś puścić tworząc skrzyżowanie Grochowej z ulicą Odeską (którą trzeba wybudować przy Teatrze Lalek, następnie w Mariańskiego i Skłodowskiej. Liniarskiego i Kalinowskiego zaś służyłyby tylko do dojazdu do podziemnego parkingu.

Czy ktoś w ogóle weźmie to pod uwagę?

Konsultacje społeczne, w których bierze udział kilka osób raczej nie mają znaczenia. Jednak jeżeli jest wielkie zainteresowanie tą formą, to urzędnikom trudno będzie zignorować głos obywateli. Dlatego też najnowszy wariant drogi ekspresowej nr 19 jest możliwy. Na jego prezentację i dyskusję przyszło tyle osób, że nie wszystkich pomieściła sala. Jeżeli skrzynki Urzędu Marszałkowskiego w sprawie rozkładów i skrzynki Urzędu Miejskiego w sprawie placu także zostaną zasypane, to wtedy urzędnicy nie powinni głosu obywateli ignorować. W innym przypadku dostaniemy coś, czego nie chcemy. A wtedy urzędnicy zapytają – a gdzie byliście gdy były konsultacje?

Dzieje Białegostoku 100 lat temu były trochę szalone i niestety krwawe. Warto wspomnieć o tym wszystkim właśnie dziś, gdyż 19 lutego 2019 roku mija równo 100 lat odkąd Białystok stał się częścią niepodległego państwa polskiego. To właśnie tego dnia do miasta wkroczyły polskie wojska. Warto pamiętać, że Białystok był miastem, w którym większość mieszkańców stanowili Żydzi. Trochę mniej było Polaków. Na ulicach można było też usłyszeć rosyjski i niemiecki język. Wymieszany, wielokulturowy, wielonarodowościowy Białystok odzyskujący niepodległość w ocenie żydowskiej społeczności powinien pozostać wolny na wzór Gdańska jako autonomiczne miasto-państwo pod ochroną Ligi Narodów. Polacy zaś cieszyli się, że został częścią niepodległej II RP. Dopiero w kolejnych miesiącach ludność Żydowska, gdy dostrzegła że Rzeczypospolita mimo trwającej wojny polsko-bolszewickiej jest stabilna – coraz mniej optowali za autonomią. Coraz silniej zaczęły dominować głosy o polsko-żydowskiej jedności na rzecz rozwoju miasta.

 

W 1914 roku wybuchła I Wojna Światowa. Wielka Brytania, Francja, Imperium Rosyjskie, USA, Włochy i inne państwa zaczęły walczyć przeciwko Turcji, Bułgarii oraz zajmujących tereny Królestwa Polskiego – Austro-Węgry i Niemcami. Białystok wówczas zamieszkiwało 90 tys. osób. 61,5 tys. to byli Żydzi. Pozostali poza małymi grupkami byli zaliczani do narodowości polskiej. To właśnie dla nich pojawiła się nadzieja, że państwo które istnieje tylko w ich świadomości – zacznie funkcjonować w rzeczywistości. Dla Żydów natomiast wojna ta była wielkim nieszczęściem. Musieli oni bowiem walczyć przeciwko sobie. W niemieckiej armii było 100 tys. żydowskich żołnierzy. Zaś w austro-węgierskiej armii 320 tys. żydowskich żołnierzy. Przeciwko nim walczyło 660 tys. żydowskich żołnierzy z krajów Ententy.

Rosjanie uciekli, miasto przejęli Niemcy

Białystok znajdował się na terenie Imperium Rosyjskiego. Wybuch I Wojny światowej przerwał rozwój Białegostoku. Wprowadzono w nim stan wojenny, aresztowano wiele osób, wysiedlono podejrzanych o działalność rewolucyjną. Ponadto przeprowadzono mobilizację wojskową, wstrzymano wypłaty i zamknięto fabryki. Dopiero po miesiącu ponownie otwarto fabryki, które miały obsługiwać armię po cenach niekorzystnych.

 

W 1915 roku Rosjanie uciekli z miasta, a ich miejsce zajęli Niemcy. 26 sierpnia Białystok znajdował się pod zarządem Ober-Ostu. Rozpoczęły się konfiskaty mienia. Handel był pod rygorystyczną kontrolą. Zaczęto racjonować żywność i wywozić ludzi na roboty do Niemiec. Odcięto Białystok od kongresowego Królestwa Polskiego (wcześniej pod reżimem rosyjskiego cara). Białostockie zakłady włókiennicze zawiesiły produkcję. Zaczęło brakować opału, jedzenia, zaś miasto opanowały epidemie przez kiepską sytuację sanitarną. Ceny jedzenia poszły mocno w górę. W 1916 roku Niemcy złagodzili ucisk narodowy i kulturalny. Zaczęto reaktywować działalność włókienniczą – na potrzeby armii. Okupanci mieli zaufanie do żydowskich fabrykantów. Stąd też to oni byli faworyzowani przy reaktywacji przedsiębiorstw.

 

Koniec I Wojny Światowej

W 1918 roku podczas gdy wszyscy spoglądali w błękitne niebo wyczekując końca wojny, pogoda była zupełnie niecodzienna. Wrzesień, październik i listopad był wyjątkowo ciepłe, suche i słoneczne. Już od 9 lat nie było tak ciepło na terenach zamieszkiwanych przez Polaków, a faktycznie należących do Austro-Węgier, Prus i Rosji. Z Południa nie przyszło jednak tylko ciepłe powietrze, ale też klimat zmian politycznych. 29 września Bułgaria podpisała zawieszenie broni. 4 dni później to samo uczyniło Cesarstwo Niemieckie. 30 października dalej walczyć nie chciała już Turcja. 4 listopada Austro-Węgry podpisały rozejm, które skutkowało rozpadem monarchii. 9 listopada rozpadło się Cesarstwo Niemieckie. Zatem już 2 z 3 krajów, które zagrabiły polskie ziemie rozpadły się. Ten trzeci rozpadł się rok wcześniej. 11 Listopada Niemcy podpisały rozejm z państwami Ententy – czyli między innymi z nowym państwem rosyjskim. Jako, że Białystok był pod panowaniem niemieckim, to taki rozwój sytuacji oznaczał, że wkrótce nadejdą wielkie zmiany. Na ulicach miasta panował wtedy prawdziwy mętlik językowy. Można było usłyszeć rozmowy po polsku, rosyjsku, niemiecku i jidysz. Dyskutowano o tym jaka rysować się będzie przyszłość. Polacy marzyli o własnym państwie.

Samozwańczy naczelnik przyłącza miasto do Białorusi

Rada Regencyjna przekazała zwierzchnią władzę nad wojskiem brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu oraz mianowała go naczelnym dowódcą wojsk polskich. Nowy wódz zaczął pertraktować z Centralną Radą Żołnierską by wojska niemieckie zaczęły wycofywać się z Królestwa Polskiego. Doszło do porozumienia. Jednak żołnierze przebywający w Białymstoku wypowiedzieli posłuszeństwo swoim zwierzchnikom. Zawiązali Radę  Żołnierską. W nocy z 11 na 12 listopada Centralny Komitet Narodowy na Obwód Ziemi Białostockiej podpisał umowę z przedstawicielami tego militarnego organu, by w mieście był spokój. Polacy oczekiwali, że żołnierze wkrótce się wyniosą. Tak się jednak nie stało. Komendant żołnierskiej rady wraz z oficerem polskiego wojska i przedstawicielem lokalnej samoobrony uformowanej przez mieszkańców wyjechali wspólnie samochodem do Warszawy, by zorientować się jak wygląda sytuacja. Gdy po 2 dniach wrócili to zapowiedzieli, że za kilka godzin Białystok stanie się niepodległy. W mieście wybuchła euforia. Na próżno. 14 listopada na ulicach miasta oczekiwano polskich żołnierzy. Miał być to wielki oddział. Tymczasem z Łap przyjechało 150 osób, a następnie tam się wycofało po kilku godzinach.

 

Zrobiło się niestabilnie w Białymstoku. Niemieccy żołnierze kręcili się po mieście bez dowództwa, strzelali dla zabawy wzbudzając chaos. Na początku stycznia w Grodnie doszło do kolejnych rozmów polsko-niemieckich. Ich celem była bezpieczna ewakuacja żołnierzy z Białegostoku. 19 stycznia rozmowy były już na tyle zaawansowane, że były kontynuowane w Białymstoku. Tymczasem brak jakiejkolwiek władzy w mieście postanowił wykorzystać Konstanty Jezowitom z Białorusi, która ogłosiła niepodległość 25 marca 1918 roku (jeszcze w trakcie I Wojny Światowej). Mężczyzna ogłosił że Białystok zostaje przyłączony do Białorusi, zaś on zostaje naczelnikiem miasta. Zanim cokolwiek samozwańczy gospodarz zdołał cokolwiek zrobić, to przyjechał komisarz polskiego rządu Ignacy Mrozowski, który zawarł wreszcie porozumienie z żołnierzami niemieckimi. Ostatecznie, 5 lutego 1919 roku osiągnięto sukces. 18 lutego z miasta wyjechali żołnierze niemieccy. 19 lutego 1919 roku zaś do miasta wjechały polskie wojska. Konstanty Jezowitom uciekł w głąb Białorusi.

 

Tymczasowy prezydent

22 lutego odbyło się uroczyste przywitanie polskich żołnierzy. Stali oni w kilku szeregach w tym miejscu, gdzie dziś odbywają się wszelkie uroczystości związane ze świętami państwowymi oraz gdzie stoi pomnik Józefa Piłsudskiego. Mowa o reprezentacyjnym placu przed katedrą. W jednej z charakterystycznych kamienic, które stoją do dziś przy ul. Świętojańskiej zamieszkał Józef Puchalski. Został on przewodniczącym Tymczasowego Komitetu Miejskiego oraz Tymczasowym Prezydentem Białegostoku. To na jego barkach leżało faktyczne wcielenie miasta do Rzeczypospolitej Polskiej. Było przed nim bardzo dużo pracy. Jednym z pierwszych jego zadań było właśnie uroczyste przywitanie wojsk. Niestety później jego praca nie została uznana przez białostoczan. Gdy odbyły się wybory jesienią 1919 roku, to nie uzyskał za wiele głosów.

 

Józef Puchalski miał problemy z sercem spowodowane otyłością. Tęgi mężczyzna zmarł nagle w 1924 roku. Został pochowany na cmentarzu farnym. Tymczasowy prezydent miasta pochodził z okolic Białegostoku. Dziś wspomnieniem po nim jest funkcjonująca do dziś zabytkowa kamienica przy ul. Świętojańskiej 21. Obecnie jest to budynek, w którym funkcjonuje restauracja oraz biura.

Polski Białystok

Białystok, który był częścią II Rzeczypospolitej zaczął się zmieniać. U zbiegu dzisiejszej ul. Krakowskiej, Lipowej i Al. Piłsudskiego znajdowało się wzgórze na którym znajdował się stary cmentarz i kapliczka. To tu w przyszłości pojawi się kościół Św. Rocha – wielki jak skała pomnik odzyskania niepodległości. Kontrowersyjny projekt postanowił zrealizować ks. Adam Abramowicz. Budowa rozpoczęła się dopiero w 1927 roku.

 

Istotnym elementem państwa polskiego były polskie szkoły oraz polska prasa. Stąd też wkrótce w Białymstoku otwarto Publiczną Szkołę Powszechną i bibliotekę miejską. Jako, że w mieście większość stanowili Żydzi, to wielu z nich obawiało się, że II RP nie utrzyma się zbyt długo. Dlatego Białystok powinien zostać wolnym miastem na wzór Gdańska, które jest autonomicznym miasto-państwem pod ochroną Ligi Narodów. 10 miesięcy później wszystko wyglądało już na tyle stabilnie, że Żydzi nie chcieli w mieście ani komunistów, ani bolszewików oraz też nie byli już takimi entuzjastami autonomii. Interesowało ich pojednanie polsko-żydowskie i wspólna praca na rzecz miasta.

Międzywojnie w Białymstoku

Kolejne lata trwania Rzeczypospolitej Polskiej sprawiły, że w Białymstoku było coraz mniej Żydów. Choć nie byli już najliczniejszą grupą zamieszkującą miasto, to nadal byli zauważalni wszędzie. Zamieszkiwali Chanajki – czyli Surażską, Cichą, Gęsią, Ciemną, Rynek Sienny i Rybny, a także drugą stronę Rynku Kościuszki – Zamenhofa, gdzie znajdowały się opisywane przez Marię Dąbrowską “ohydne trzypiętrowe kamienice – budowane z kremowych, bladoróżowych i czerwonych cegieł – układanych wzorzyście – najeżone, nazdobione, nabrzydzone”. Pośród nich znajdowały się niezliczone sklepy których brudne okna pełne są pstrokatych wystaw. Zewsząd bije skisła woń obrzydliwości. Wszędzie cuchną i szumią fontanny brudów, spływających gęstą cieczą do rynsztoków. Centrum Białegostoku było bardzo stłoczone. Oprócz kamienic wiele było drewnianych, parterowych domków.

 

1 sierpnia 1920 w Białymstoku Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski stworzony przez bolszewików wydał manifest zapowiadający m.in. stworzenie Polskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej oraz obalenie rządów „szlachecko-burżuazyjnych”. Kilkutygodniowe rządy tej formacji na Wileńszczyźnie i Podlasiu były okresem krwawego terroru. Komitet powołał trybunały rewolucyjne, które mordowały patriotów polskich, sprzeciwiających się obcej władzy i narzuconemu przez nią porządkowi społeczno-gospodarczo-politycznemu. 22 sierpnia 1920 1 pułk piechoty Legionów starł się z resztkami rosyjskich sił, które próbowały zdobyć Warszawę. Oczywiście Polacy urządzili bolszewikom pogrom. Setki sowietów rozproszyło się po lasach. Byli wyłapywani kilka dni po bitwie. W Białymstoku znów zapanował spokój. Niestety tylko na kolejne 2 dekady.

 

źródła:
Piotr Wróbel – Studia Podlaskie UwB
Wiesław Wróbel – Polskie Radio Białystok
Tomasz Mikulicz – Kurier Poranny
Andrzej Lechowski – Muzeum Podlaskie

Przedwiośnie na Podlasiu to czas kiedy tworzą się niesamowite rozlewiska. W tym roku śnieg, który spadł – szybko zamienił się w wodę, która niedługo po opadach zamarzała. Miejscami pojawiła się “lodowa kraina”. Teraz pod wpływem ciepłego powietrza lody ustępują. Ten proces najbardziej zauważalny jest właśnie tam, gdzie są rozlewiska. Oto 3 miejsca w regionie, gdzie z wysokiego punktu możecie podziwiać szerszy krajobraz – rozlewisk.

Waniewo

Kładka pomiędzy Śliwnem a Waniewiem jest jeszcze nieczynna. Mimo iż remont się skończył to trzeba poczekać na wiosnę, by promy wodne mogły swobodnie transportować ludzi między korytami rzeki. Jednak żeby podziwiać rozlewiska warto wybrać się tylko do Waniewa. Tam z wieży widokowej można dostrzec przepiękny krajobraz przedwiośnia ciągnący się po sam horyzont. Drugim takim miejscem obok Waniewa, lecz bliżej bo od strony Białegostoku jest zerwany most w Kruszewie. Tam również możemy podziwiać niesamowite rozlewiska Narwi.

 

Wizna

Pod Wizną mamy największe i najwspanialsze widoki. Można pojechać bezpośrednio na “Wylewy Narwi”, a można jechać od Białegostoku do Złotorii – gdzie rzeka Supraśl wpada do Narwi i jadąc przez miejscowości wzdłuż rzeki do Góry Strękowej obserwować rozlewiska na różnych punktach.

Goniądz

W tym miasteczku, ale też i kilku obok jak Dawidowizna czy Dolistowo Stare są wspaniałe punkty do obserwacji Biebrzy. Oprócz rozlewisk można też zwiedzić ciekawą okolicę – zarówno wdrapać się na górę, gdzie stoi kaplica św. Floriana czy też zobaczyć zabytkowy młyn wodny. Może się wydawać, że rzeka jak rzeka – wszędzie podobnie. Nic bardziej mylnego – każde z wymienionych miejsc – Waniewo, Kruszewo, Wizna, Góra Strękowa, Goniądz, Dawidowizna czy Dolistowo Stare dadzą nam zupełnie inne doznania. Wszędzie tam przyroda zaprezentuje nam unikatowe, niesamowite obrazy. Dlatego też, w najbliższy wolny dzień przedwiośna – nie czekajcie. Spróbujcie odwiedzić je wszystkie.

PKP Intercity wycofuje się z głupiego pomysłu jakim była likwidacja popularnego połączenia Suwałki – Kraków. Na początku grudnia popularna “Hańcza” zaczęła kursować do Gliwic. Mieszkańcy podlaskiego bieguna zimna jeżeli muszą więc wyruszając do Krakowa jeździć na raty. Każdorazowo trzeba dojechać do Białegostoku i tam się przesiąść. Nie tylko do Krakowa. Suwałk wyjeżdżają 2 pociągi dziennie – “Podlasiak” do Warszawy Zachodniej oraz wspomniana “Hańcza” na trasie Suwałki – Białystok – Warszawa – Katowice – Zabrze – Gliwice. Okazało się, że warto jest protestować. Masowe apele studentów, zbiórka 5 tysięcy podpisów poskutkowała. Do akcji włączyły się też władze Suwałk. PKP Intercity od 9 czerwca przywróci połączenie Suwałki – Kraków. Dlaczego w ogóle zostało zlikwidowane te połączenie? Według PKP Intercity jest ono nierentowne.

 

Teraz należy sobie zadać pytanie czy działalność spółki ma być rentowna jako całość czy na każdym odcinku. Wiadomo przecież, że im większe miasta tym więcej połączeń potrzeba, zaś Suwałki mają 70 000 mieszkańców, więc pod tym względem są 4 razy mniejsze od Białegostoku, z którego bezpośrednio nie dojedziemy z większych miast tylko do Lublina i Rzeszowa. Skoro stolica województwa podlaskiego jest tak dobrze skomunikowana z resztą kraju, to jaki byłby problem żeby te same pociągi zaczynały bieg już w Suwałkach? Pociąg startowałby tam 2 godziny wcześniej. Z perspektywy logistycznej nie ma to żadnego znaczenia. Bowiem to nie jest tak jak w samolocie, że jest jedna ekipa przez całą podróż. Drużyny konduktorskie zmieniają się w każdym województwie. Zatem żeby zrealizować taki pomysł wystarczyłoby powiększyć podlaską drużynę, by każdemu zgadzała się ilość przepracowanych godzin.

Współczesna historia Domku Napoleona jest bardzo przykra. Przez wiele lat (jeszcze za kadencji poprzedniego prezydenta) funkcjonowała tutaj agencja towarzyska, natomiast później funkcjonował tam lokal gastronomiczny. Ostatecznie został opuszczony przez najemcę i zaczął pusty popadać w ruinę. Międzyczasie był chętny by otworzyć tu restaurację francuską jednak zrezygnował. Kolejna próba miała nastąpić w przyszłym tygodniu. Do niczego jednak nie dojdzie, gdyż w wymaganym terminie nikt nie wpłacił wadium, które jest potrzebne by do przetargu stanąć. Oznacza to, że nie ma chętnych na Domek Napoleona. Który to już raz?

 

Dlaczego jest taki kłopot ze sprzedażą wydawałoby się takiego ciekawego budynku? Z zewnątrz obiekt nie prezentuje się najlepiej, ale to nie jest najgorsze, bo w środku niestety to kompletna ruina. Mimo wszystko miasto liczy, że sprzeda ten ciekawy architektonicznie budynek. A to podejście błędne. Po tak wielu nieudanych próbach urzędnicy powinni przestać się łudzić. Albo prezydent znajdzie pieniądze na jego modernizację oraz pomysł na zagospodarowanie albo będzie tak jak z innymi zapuszczonymi zabytkami w mieście – będą dogorywać w najlepsze.

 

Domek Napoleona to spuścizna po zaborach. Władze carskie wybudowały budynek dla celników. Podczas II Wojny Światowej budynek został zniszczony, a następnie odbudowany.

Tuż przy okręgowej stacji kontroli pojazdów na Nowym Mieście, na Pułaskiego powstanie wkrótce nowy przystanek kolejowy. Podlaska Kolej na Tak poinformowała o tym na Facebooku i umieściła zdjęcia, na których widać, że zostały już zwiezione materiały potrzebne do budowy przystanku kolejowego. Linia kolejowa prowadzi z dworca głównego z Białegostoku, następnie za wiaduktem przy Kopernika skręca w lewo omijając osiedle Ścianka (Bażantaria). Później pojawia się między Nowym Miastem i Kleosinem. I to właśnie tam będzie teraz kolejny przystanek. Pociąg jedzie dalej w kierunku stacji Białystok – Stadion na łączeniu Kawaleryjskiej i Kleosina. Kolejne stacje to Lewickie-Stacja, Hołówki, Zimnochy, Strabla, Rajsk i Bielsk Podlaski.

 

Budowa przystanku na Nowym mieście jest inwestycją tzw. Magistrali Wschodniej, która połączyć ma ze sobą stolice 5 województw. Gdy projekt zostanie zrealizowany w naszej części w całości to trasa Białystok – Siedlce będzie do pokonania o 45 minut krócej niż obecnie. Teraz nie ma nawet bezpośredniego połączenia, ale gdyby takie istniało to pociąg jechałby 3 godziny. Zatem po modernizacji zmiana byłaby mocno zauważalna. Obecnie można do Siedlec dojechać z przesiadką w Czeremsze. Pociąg z Białegostoku jedzie tam 1,5 godziny. Po modernizacji będzie jechać 23 minuty szybciej. Cała inwestycja ma skończyć się już w przyszłym roku, zaś pociągi mają rozwijać na trasie 120 km/h.

Wiosna idzie pełną parą. Za oknami temperatura rośnie, co odczuł już niedźwiedź Grześ, który mieszka w białostockim ZOO. Mogłoby się wydawać, że zwierzę w takim miejscu nie będzie spało, gdyż pobyt tutaj będzie dla niego stresujący.

Żona jeszcze śpi

Nic bardziej mylnego. 30-letni miś większość swego życia spędził w cyrku, zaś jego mieszkanie to była ciasna klatka. Wtedy zimą rzeczywiście nie spał. Gdy trafił Białegostoku dopiero zaczął zasypiać na zimę. Oznacza to, że życie niedźwiedzia w stolicy Podlaskiego odmieniło się na lepsze. Grześ wypuszczony samopas np do lasów w Bieszczadach nie miałby szans na przeżycie. U nas ma trochę więcej przestrzeni niż w ciasnej klatce. Grześ to nie jedyny niedźwiedź w białostockim ZOO – Jola – niedźwiedzica jeszcze śpi. Ona ze snem problemów nigdy nie miała. Oznacza to, że zarówno w przeszłości jak i teraz zwierzę powodów do stresu nie miało.

Lew, co urwał głowę dziecku

Krąży taka opowieść o białostockim ZOO, ale trudno doszukać się konkretnych źródeł na ten temat, zatem nie możemy potwierdzić prawdziwości tej historii. Jedno jest pewne – przed remontem w ZOO znajdował się lew. Wiele osób mieszkających w okolicy mówiło jak rano latem zwierze budziło je ryczeniem. Już w latach 90-tych jego klatka była podwójnie odizolowana. Miało to być związane z tragedią jaka miała mieć w latach 80-tych. Wówczas lew miał oderwać głowę dziewczynce, która mieszkała w pobliskim hotelu asystenta z rodzicami. Poniżej można zobaczyć jak wyglądało ZOO w latach 90-tych.

 

Żubry, wilki i rysie

ZOO przed przebudową wyglądało fatalnie. Obecnie jest to miejsce zadbane. Pojawiły się też zwierzęta związane z naszym regionem. Nie ma tu już egzotycznych lwów. Można za to podziwiać żubry, wilki, muflona, dziki, żbika czy też różnorodne ptactwo.

94 proc. badanych mieszkańców czuje się w Podlaskim bezpiecznie, 86 proc. ankietowanych ma zaufanie do ludzi, sąsiadów i nieznajomych, 83 proc. badanych mieszkańców województwa podlaskiego jest usatysfakcjonowana z ilości terenów zielonych, a 70 proc. jest zadowolona ze swoich warunków do życia. Niestety jest też nad czym pracować. W Podlaskiem jest jeden z najwyższych wskaźników relatywnego ubóstwa (czyli ludzie czują się biedni). Gorzej pod tym względem czują się mieszkańcy Lubelszczyzny. Także z zaufaniem do władz lokalnych jest kiepsko, bo takie deklaruje lekko ponad 50 proc. mieszkańców. Za to policja i kościół mogą się poszczycić zaufaniem na poziomie 70 proc. mieszkańców. Przy takich wynikach trudno podejrzewać mieszkańców o malkontenctwo. Ogólne zadowolenie z życia deklaruje aż 79 proc.

 

Takie dane pokazują przede wszystkim, że Podlaskie jest przyjemnym miejscem do życia, ale biednym. Najlepiej pod tym kątem czują się na Mazowszu. I to najbliższy kierunek dla osób mieszkających u nas, które nie zgadzają się na swoją obecną sytuację finansową. Miejmy nadzieję, że dożyjemy takich czasów, by nie trzeba było uciekać do Warszawy. Dzisiaj kierunki migracyjne są dosyć jasne. Osoby z małych miejscowości – przyjeżdżają do Białegostoku, Suwałk czy Łomży. Zaś osoby z tych miejscowości najczęściej uciekają już na studia do innych miast. Jeszcze inni po studiach w Białymstoku wyjeżdżają do innych miast. Jeżeli nikt nie zatrzyma tego procesu, to czeka nas prawdziwa katastrofa demograficzna.

Turyści mają swoje preferencje, ale też chęć poznawania czegoś nowego. Ten, kto myśli że znów odwiedzą w tym roku Białowieżę i Augustów może się grubo pomylić. Owszem tam zawsze warto przyjechać, ale tegoroczne kierunki turystyczne województwa Podlaskiego zapewne będą się różnić od tych z lat poprzednich. Przede wszystkim nasz region zaczął się profesjonalnie promować. Co to znaczy? Właśnie to, że Podlaskie to nie tylko Białowieża i Augustów, a cała gama różnych niesamowitych miejsc. Tak jak była swoista moda, by rzucić wszystko i jechać w Bieszczady, tak teraz powoli można zauważyć to samo w stosunku co do Podlaskiego. Ludzie chcą tu odnaleźć siebie w ciszy, spokoju i niezmąconej naturze. Gdańsk, Kraków, Warszawa czy Wrocław są wielkimi ośrodkami miejskimi, ale wokół nich nie ma gdzie pojechać, by odpocząć oraz się wyciszyć. Z tego pierwszego miasta najpopularniejsze i najbliższe są przepełnione Sopot czy Hel. Mieszkańcy stolicy Małopolski może sobie pozwolić na szybki wypad w Zakopane, które też jest pełne. W okolicach Warszawy jest Zalew Zegrzyński, zaś z Wrocławia można pojechać choćby do turystycznego Kłodzka. Białostoczanie zaś od lat odwiedzali Białowieżę i Augustów.

 

Zarówno lokalni turyści jak i krajowi są głodni nowych miejsc – a dzięki różnym inicjatywom i reklamom pojawia się wiele innych alternatyw dla tych dwóch turystycznych miasteczek. Jakie więc będą najpopularniejsze kierunki Podlaskie w 2019 roku?

Śliwno – Waniewo

Miejscowości oddzielone od siebie rozlewiskami Narwi, gdzie można dojść kładką i przeprawiając się rzecznymi promami w tym roku będą miały tłumy odwiedzających. Bowiem tam trwał remont. Poprzednie kładki zostały kompletnie rozebrane i zastąpione zupełnie nowymi. Na pewno bardzo wiele osób po ponad rocznej przerwie będzie chciało znów tam przyjechać. Pojawi się też wiele osób, które o tym miejscu dowiedziały się między czasie.

 

Supraśl

Nie ma co ukrywać, że Supraśl jest już popularny, ale nie miał jeszcze swego apogeum. W tym roku może je osiągnąć z dwóch powodów – przede wszystkim jest nowa, wyremontowana droga dojazdowa. Po drugie istnieje szansa, że pojawią się autobusy komunikacji miejskiej, które od 3 lat już do uzdrowiska nie dojeżdżają. Ostatni argument przemawiający za tym jest taki, że Supraśl dołączy do systemu rowerów miejskich, dzięki czemu będzie można dojechać tam BiKeR-em.

 

Ziemia Sejneńska

Tak, to nie żart. W tym roku Ziemia Sejneńska może również przeżyć oblężenie. Zacznijmy od tego, że to przepiękne miejsce, które nie jest tak bardzo znane dla większości. Ma bardzo wiele jezior i jest przy samej granicy z Litwą. Dlaczego w tym roku turyści mogą licznie odwiedzić właśnie tamte rejony? Augustów jest rokrocznie coraz bardziej przepełniony. Wiele osób, nie chcąc tracić uroku tego miejsca wybiera coraz częściej inne miejscowości w pobliżu. Dlaczego więc nie Giby, Kukle czy Sejny właśnie? Jeziora również są polodowcowe, a zatem bardzo czyste. Dodatkowo nie są aż tak tłumnie odwiedzane.

 

Województwo Podlaskie z roku na rok ma coraz więcej do zaoferowania. Mamy taką przewagę nad resztą kraju, że u innych atrakcyjne są pojedyncze miejsca, zaś u nas takich miejsc jest bardzo wiele, tyle że jeszcze nie zostały odkryte przez turystykę masową. Ma to oczywiście swoje plusy – jesteśmy nadal drugimi Bieszczadami. Czy lepszymi? To już kwestia gustu.

Królowy Most znany jest z dwóch przyczyn – pierwsza to oczywiście znakomita seria komedii Jacka Bromskiego ukazująca perypetie mieszkańców fikcyjnego miasteczka Królowy Most, gdzie filmowcy nagrali kilka scen. W Rzeczywistości większość scen filmu zrealizowano w Sokółce. Druga przyczyna to Wzgórza Świętojańskie. Wszyscy, którzy dowiedzieli się, że pod Białymstokiem istnieją jakieś większe wzniesienia zaraz wybrali się tam, by się wdrapać. Dziś na jednym ze wzniesień stoi wieża widokowa.

 

Mało kto jednak zadaje sobie pytanie o króla z nazwy Królowego Mostu. Przed laty dociekać próbował tego były dziennikarz Wojciech Koronkiewicz, który prowadził program w TVP Białystok – “Magazyn Osobliwości”. Tradycją było, że na koniec programu wybierał się do jakiejś podlaskiej wsi ze śmieszną nazwą i pytał mieszkańców skąd właśnie taka. W jednym z odcinków programu dziennikarz pojawił się też w Królowym Moście i pytał o króla. Było to jednak tak dawno temu, że nie pamiętamy czy dziennikarz ustalił właściwą odpowiedź.

 

Dzisiaj, w czasach internetu jest to dużo łatwiejsze. Można na przykład skorzystać z Wikipedii, która nam powie, że Królowy Most wcześniej nazywał się Annopolem, a potem Janopolem (od Jana III Sobieskiego). Mamy króla! Jednak zanim rozpalimy ten zapał do końca warto tu przytoczyć pewną legendę jakoby Zygmunt August (aktywny w naszych rejonach – szczególnie uwielbiał przebywać w Knyszynie) podróżując do Wołkowyska zatrzymał się na jedną noc w okolicach Królowego Mostu. Przez ten czas w jedną noc zbudowano dla niego most, by jechał dalej. Trudno powiedzieć czy to prawda, bo istniejący “Trakt Napoleoński” powstał 300 lat później. Czy na bazie istniejącego szlaku? Z pomocą może nam przyjść mapa Księstwa Mazowieckiego z 1665 roku. Na niej widzimy, że zarówno Gródek jak i Wołkowysk są już zaznaczone, oznacza to że były to ważniejsze ośrodki. Zatem należy przypuszczać, że były połączone jakąś drogą.

 

 

Warto sobie jeszcze odpowiedzieć na pytanie czy może król z Królowego Mostu to nie Jan III Sobieski? Sprawdźmy czy monarcha ma coś z Podlasiem wspólnego. Warto wspomnieć o licznych podróżach Jana. Jednak te odbywały się na zachód. Związki jego z Podlasiem jeżeli są to wątpliwe. Wystarczy spojrzeć na mapę Rzeczypospolitej z 1686 roku. Wówczas najważniejszym ośrodkiem był Drohiczyn. W pobliżu innego miasta nie było, do którego król mógłby przejeżdżać przez Puszczę Knyszyńską.

Choć do wiosny jeszcze zostało sporo czasu, a za oknami leży śnieg to w ostatnim czasie na Rzekach Bug i Narew poziom przekroczył stan ostrzegawczy. Ta druga rzeka podniosła się szczególnie w Ploskach. Niebezpiecznie było także w Bondarach, Surażu i Wiźnie. Wszystko to miało miejsce z pierwszymi roztopami. Najpierw spadły duże ilości śniegu, później temperatura wzrosła i biały puch popłynął. Na szczęście temperatura wkrótce znów spadła, ale nie spadło już aż tak dużo śniegu, dzięki czemu nie wszystko popłynęło i nie doszło do lokalnych podtopień. A te są szczególnie uciążliwe dla mieszkańców przyrzecznych miejscowości.

 

Przed laty skutkiem podtopień były nie tylko zalane posesje. Na przykład w Narewce i Brańsku zagrożone podtopieniem były przepompownia i oczyszczalnia ścieków. Robiono wszystko, by woda z Nurcu ich nie zalała. Dlatego droga ściekowa była zabezpieczana workami z piaskiem. Natomiast pod Zambrowem wysoki poziom rzeki uszkodził drogę asfaltową na moście. W Sokółce natomiast zamknięto drogę z Suchowoli do Karpowicz.

 

Miejmy nadzieję, że w tym roku przejście z zimy na wiosnę będzie dużo łagodniejsze i nie wywoła negatywnych skutków. A warto powiedzieć sobie, że są też i pozytywne. Każdego roku wspaniałe rozlewiska rozciągają się w okolicach Narwi i Biebrzy. Jest wiele punktów widokowych, z których można je podziwiać. Dlatego gdy przyjdzie już wiosna – warto sobie zaplanować wycieczkę na rozlewiska. Widoki z dołu będą równie olśniewające jak z góry (tak jak na filmie).

Podczas II Wojny Światowej Białystok uległ gigantycznemu zniszczeniu. W 1941 roku – Niemcy bez wypowiadania wojny postanowiły zaatakować ZSRR. Armia Czerwona, która stacjonowała w Białymstoku dostała od swego dowództwa nakaz ewakuacji. 22 czerwca Białystok został zbombardowany przez niemieckie samoloty. 25 czerwca w okolicach doszło do wymiany ognia pomiędzy Armią Czerwoną a nowym okupantem. Oddziały Wehrmachtu wkroczyły do miasta 27 czerwca. Razem z niemieckimi nazistami do miasta weszły specjalne grupy operacyjne  policji bezpieczeństwa oraz służb bezpieczeństwa. Od razu po zajęciu Białegostoku nowi okupanci rozpoczęli zaplanowany na szeroką skalę terror wśród mieszkańców. Był to tak zwany “krwawy piątek”. To właśnie wtedy życie straciło kilkaset Żydów, spędzonych do synagogi, która została podpalona. Z relacji świadków wynika, że żołnierze synagogę podpalili ze wszystkich stron. Do uciekających przez okna żydów strzelali. Zginęli prawie wszyscy Żydzi, tylko nieliczni zdołali się uratować. Niemcy spalili także drugą synagogę – przy ul. Nabrzeżnej (dziś Branickiego). W tym samym dniu zginęło w mieście od 2 do 2500 Żydów. Niemcy odbyli po prostu polowanie na ludzi.

 

W ciągu pierwszego miesiąca okupacji hitlerowskiej w masowych egzekucjach zginęło łącznie około 8 tys. osób. Swoimi zbrodniami Niemcy rozpoczęli planową eksterminację społeczności żydowskiej. To w Białymstoku zaczął się Holocaust. Jest to mało znany fakt w ogólnej historii polskich Żydów. Obecnie wszyscy skupiają się na Warszawie, a nie na prowincjonalnym podlaskim miasteczku. A to błąd. O Historii należy mówić jak najpełniej. Dla Białostoczan wydarzenia “krwawego piątku” pozostały traumą. Ich żydowscy sąsiedzi, koledzy ze szkół, nauczyciele czy lekarze jednego dnia zostali zamordowani. W mieście kłębił się gęsty dym, który przeszywał nozdrza zapachem palonych ciał. Miasto stało się jednym, wielkim krematorium.

 

Zdjęcia pochodzą z niemieckich archiwów oraz z Niemieckiego Muzeum Historycznego w Berlinie.

 

 

 

 

 

 

 

Krynki to bardzo specyficzne podlaskie miasto, a jeszcze do nie dawna wieś, położone jest przy samej granicy Polski i Białorusi. Z jednej strony można o nim usłyszeć jako o miejscu, które warto odwiedzić, z drugiej strony – gdy człowiek tam pojedzie na pierwszy rzut oka nie potrafi dostrzec nic ciekawego. Zwykłe miasteczko, które wyróżnia się tylko dziwacznym rondem – przez co jest porównywane do Paryża. Rynek i park wybudowane zostały na planie sześcioboku. Zaś od ronda ulice odchodzą jak promienie zupełnie jak w stolicy Francji. Wszystko w układzie gwiazdy.

 

 

Dopiero, gdy zasiądziemy na jednej z ławeczek w parku w samym środku ronda zobaczymy, że całe życie miasteczka kręci się wokół tej ulicy. Wiele samochodów objedzie rondo dookoła kilka razy zanim ich kierowcy zdecydują się na jakąś drogę. Przy okrągłej drodze znajdują się także wszystkie najważniejsze miejsca skupiające społeczność. Warto wiedzieć, że Krynki nie są zwykłym miejscem. W przeszłości odbyło się tu spotkanie Króla Władysława Jagiełły z wielkim księciem litewskim Zygmuntem Kiejstutowiczem. To właśnie Krynki posłużyły za miejsce, gdzie zacieśniono unię Litwy i polskiej Korony.

 

 

Niestety, dziś Krynki – jako całe miasteczko to obraz nędzy i rozpaczy. Jak większość tego typu gmin – cierpi na wyludnienie. Zimą pełno tu fotografów, którzy ochoczo fotografują wielkie stada żubrów. Latem pełno turystów szukających pobliskich tatarskich Kruszynian. Czasem ktoś szuka żydowskiego cmentarza, który niestety od wielu lat jest potwornie zapuszczony. A nekropolia składa się aż z 3 tysięcy macew! A warto wiedzieć, że w Krynkach przed II Wojną Światową mieszkało około 6 tysięcy Żydów. Niemcy utworzyli w 1941 roku getto, które zajmowało połowę miasteczka. Rok później zlikwidowano je – zaś Żydów wywieziono do obozów zagłady pod Grodnem i do podwarszawskiej Treblinki.

 

W Krynkach – jak w wielu innych miastach znajdują się także inne zabytki warte odwiedzenia. Synagoga chasydów, dzwonnica czy Kosmata Góra z punktem widokowym. Żeby przyjechać do Krynek i być usatysfakcjonowanym z wycieczki trzeba spełnić jeden warunek. Należy miasteczko zwiedzać wyłącznie piechotą. Wędrować uliczkami, między domami i innymi budynkami. Wtedy dopiero poczujemy klimat tego miejsca.

 

×

Niczego nie przegap

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nałożyło na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies. Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez podlaskie.tv, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW. Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono AAOO.pl Kamil Gopaniuk z siedzibą w Białymstoku, 15-875 Białystok, ul. Kalinowskiego 8/51 Cele przetwarzania danych 1.profilowanie i cele analityczne 2.świadczenie usług drogą elektroniczną 3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań 4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach 5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług Podstawy przetwarzania danych 1.profilowanie oraz cele analityczne – zgoda 2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi 3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych Odbiorcy danych Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa. Prawa osoby, której dane dotyczą Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą. Informacje dodatkowe Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności" Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close