Charakterystyczny drewniany dom przy Mazowieckiej będzie zabytkiem

Ten budynek jest przedmiotem różnych dyskusji od wielu lat. Jedni widzieliby go w skansenie pod Białymstokiem, inni chcieliby tam zrobić muzeum związane z Ryszardem Kaczorowskim, a jeszcze inni, by po prostu komuś służył wyremontowany. Po latach miasto postanowiło sprzedać ten budynek, ale póki co nie słychać by ktoś chciał go kupić. Teraz Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków prowadzi postępowanie, którego celem jest wpisanie drewnianego domu do rejestru zabytków.

Budynek powstał jeszcze przed 1932 rokiem. Po raz pierwszy oznaczono go na mapie Białegostoku z 1937 r. Do 1939 r. właścicielami budynku byli Wałłachowie. Wiadomo, że wcześniej w tym samym miejscu również istniała nieruchomość. Nie wiadomo jednak czy ta sama. Z dokumentów wiemy, że wcześniejszymi właścicielami obiektu byli Dawid Muler i Mordchela Efrona. Od 1896 r. budynek stanowił zastaw Wileńskiego Banku Ziemskiego. W 1903 r. nieruchomość należała do Fredy i Zuski Lewinów.

Jest to dom wolnostojący, dwukondygnacyjny, zbudowany z drewna w konstrukcji zrębowej. Wyróżnia się wysokim dachem. Nieruchomość została podzielona na dwa lokale mieszkalne. Początkowo dolna kondygnacja pełniła funkcję usługową. W latach 60. XX w. lokal przekształcono na mieszkanie. Budynek zachował się do naszych czasów w praktycznie niezmienionej formie. Wartości artystyczne obiektu przejawiają się m.in. w tzw. „jodełce” umieszczonej w partii podokiennej, co jest charakterystyczne dla drewnianego budownictwa Białegostoku.

Dlaczego budynek zasługuje na miano zabytku? Dom drewniany z ul. Mazowieckiej 31/1 w Białymstoku prezentuje szeroko rozumiane wartości zabytkowe (głównie artystyczne ale także i historyczne oraz naukowe). Budynek bez wątpienia wpisuje się w dawny, drewniany krajobraz miasta Białegostoku tak charakterystyczny jeszcze dla drugiej połowy XX wieku. Niestety z ubolewaniem postrzegam, że ostatnich latach wiele domów miejskich, w tym drewnianych zniknęło z przestrzeni Białegostoku. Także i dlatego nie można mieć żadnych wątpliwości, iż dom stojący przy ulicy Mazowieckiej 31/1 powinien być objęty najwyższą ochroną konserwatorską poprzez jego wpis do rejestru zabytków województwa podlaskiego.- tłumaczy prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz. – Podlaska Wojewódzka Konserwator Zabytków. – Ochrona ta daje gwarancję zachowania obiektu, jego nienaruszalność pod względem zachowania tkanki zabytkowej. Przypomnieć też należy, co wpływa na jego wartość naukową i historyczną, niniejszy budynek mieszkalny należy do tzw. „Kwartału Kaczorowskiego”, zachowanych obiektów drewnianych leżących blisko siebie w okolicy ul. Mazowieckiej. Kwartał ten, związany jest z postacią Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego Prezydenta Polski na uchodźctwie, związanego również z Białymstokiem  –  podkreśla prof. Dajnowicz.

Jest to o tyle dobra wiadomość, że drewniane, zabytkowe domy w Białymstoku płoną jeden za drugim, a wszyscy urzędnicy udają że nie ma sprawy. Potem w tych miejscach powstają bloki. Tak zostały zniszczone Bojary, tak teraz niszczone jest os. Przydworcowe. Drewniany dom przy Kaczorowskiego jest “rodzynkiem” w nowym otoczeniu, a pusty kawał ziemi na pewno śni się po nocach niektórym.

Obskurny mur idzie w zapomnienie. W końcu rusza remont ogrodzenia Pałacu Branickich.

Tynk z ogrodzenia odpadał już od kilku lat. W końcu zabezpieczono mury Pałacu Branickich specjalną folią. Wyglądało to szpetnie. Turyści i białostoczanie narzekali, że nie można zrobić bramie ładnego zdjęcia. A warto podkreślić, że to jest jeden z najstarszych budynków w mieście, który przetrwał wojenne, niemalże całkowite zniszczenie miasta. Teraz to wszystko się zmieni. Miasto w końcu postanowiło wyremontować ogrodzenie.

Przypomnijmy, że Pałac Branickich jest własnością Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Jego ogrodzenie, brama z zegarem oraz ogród są własnością miasta. Trudno powiedzieć dlaczego wcześniej nie znaleziono funduszy na przeprowadzenie tego remontu. Obecne pracę będą kosztować prawie 3 miliony złotych. To dość spora kwota, ale bez przesady – na najbardziej reprezentacyjne miejsce w mieście nie ma co żałować.

Remont ogrodzenia ma być ukończony do końca listopada bieżącego roku. Dlatego jeżeli planujecie piękne zdjęcia, to zimą gdy spadnie śnieg i będą świąteczne ozdoby – miejsce będzie jak znalazł. Warto jeszcze dodać, że w ramach tej samej inwestycji i kwoty będzie także przeprowadzony remont alejki prowadzącej do pawilonu włoskiego.

Rozkład jazdy MPK Białystok

Nowa linia autobusowa w Białymstoku. 30 szybko zawiezie na Dojlidy Górne.

Dojlidy Górne dołączone do Białegostoku są od dosyć niedawna. Dlatego wszystkie usługi publiczne świadczone przez Białystok docierają tam z pewnym opóźnieniem względem innych osiedli. Do końca 2005 roku była to jeszcze miejscowość należąca do gminy Zabłudów. Od 1 stycznia 2006 roku wraz z miejscowościami Zagórki i Kolonia Halickie, Dojlidy Górne są częścią gminy Białystok.

Najpierw mieszkańcy nowego osiedla zyskali kanalizację i wodociągi. Później otrzymali też nowe drogi. Na początku wydłużona została dla nich linia 2 – komunikacji miejskiej. Później przy ul. Halickiej powstała pętla, gdzie zaczęła się zatrzymywać także linia 15. Teraz Dojlidy Górne zyskały trzecią już linię – 30. Jest ona o tyle korzystna dla mieszkańców, że można nią dosyć szybko dojechać do domu z centrum. Trzydziestka jedzie z centrum przesiadkowego przy Al. Piłsudskiego do pętli prostą drogą – Mickiewicza. Przejazd trwa lekko ponad 20 minut. Czyli w zasadzie podobnie co samochodem.

Tego właśnie brakuje w białostockiej komunikacji miejskiej. Jest sporo linii, które krążą po wszystkich osiedlach po kolei, niepotrzebnie wydłużając czas przejazdu. Już dawno powinna nastąpić w tej kwestii zmiana polegająca na utworzeniu krótkich, szybkich linii – konkurencyjnych do tras samochodowych. Ale niestety, w Białostockiej Komunikacji Miejskiej – jeszcze sprzed ery Tadeusza Truskolaskiego – dyrektorem jest Bogusław Prokop. O ile, na przestrzeni lat można mu wytknąć wiele niedociągnięć, to też nie można mu zarzucić wiedzy na temat funkcjonowania komunikacji miejskiej. Jednak fakt, że tak wiele lat jedna osoba pełni jedną funkcję trzeba ocenić negatywnie. BKM-owi od lat potrzebne jest świeże spojrzenie i głęboka reforma.

Wystarczy spojrzeć na Warszawę. Tam jeżdżenie samochodem do pracy czy na uczelnię to w zasadzie chory pomysł. U nas niestety odwrotnie. Białostoczanie jadą autobusem tylko wtedy, gdy muszą. To wszystko pokłosie podejścia do komunikacji władz miasta i dyrektora Prokopa. Kilka lat temu postawili na realizację strategii “smart”. Wszystko co się da miało być elektronicznie. Oczywiście dla dobra pasażera. Problem w tym, że pasażer ma gdzieś czy jest elektronicznie czy nie. Po prostu chce jak najszybciej dojechać tam gdzie planuje. A w tej kwestii niewiele się w Białymstoku zmieniło.

17 września to nie tylko rocznica. To ostrzeżenie.

Dziś będzie trochę gorzkich słów. Przywykliśmy, że we wrześniu każdego roku wyją syreny alarmowe. Najpierw 1 września, a następnie 17 września. Wtedy we wszystkich chyba mediach po kolei, we wszystkich social media jesteśmy zalewani grafikami i stwierdzeniami “pamiętamy”. Mamy pamiętać, że o to 1 września 1939 roku nad ranem Niemcy napadły Polskę, a potem 17 września z drugiej strony napadła nas Rosja sowiecka. Nikt jednak nie chce pamiętać dlaczego byliśmy bezbronni.

Związek Sowiecki przyszedł na gotowe

Jest taka zasada w świecie. Nie jest ona może zbyt chwalebna, ale jest. Nikt nie chce iść pod rękę z przegranym, zaś wszyscy chcą dołączyć do wygranego. Gdyby Polska była silna, to nie zostałaby napadnięta z dwóch stron. Polskę od wschodu zaatakowało blisko 500 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. Zgrupowane były w dwa Fronty: Białoruski i Ukraiński. Wzdłuż zaatakowanej przez Związek Sowiecki granicy stacjonowało ok. 12 tys. żołnierzy KOP (pełna mobilizacja wynosiła 17,5 tys.). Granica wschodnia była słabo obsadzona, a w garnizonach sporą część stanowili rezerwiści. Polska doktryna wojenna nie zakładała wojny na dwa fronty. Gdy zaatakowali nas Niemcy, to rzuciliśmy do walki wszystkie siły jakie mamy. Trzeba jednak podkreślić, że nie było tego zbyt wiele. 17 września Rosja wchodziła do Polski w zasadzie “na gotowe”. Po kilku dniach z jednej strony armia niemiecka stała na linii Knyszyn – Białystok – Narew – Hajnówka – Brześć Litewski. Zaś po drugiej stronie Białostocczyzny znajdowała się armia rosyjska, która wyparła polskich żołnierzy z Białegostoku w nocy z 21 na 22 września 1939r. Niemcy w dwa tygodnie zajęli nasz kraj, zaś Związek Sowiecki w kolejne 4 dni zajęła Kresy, gdzie żołnierze KOP albo szybko się wycofywali w głąb kraju albo trafiał do niewoli. Prawda jest taka, że gdyby Sowieci nas 17 września nie napadli, to Polska w najbardziej optymistycznym scenariuszu broniłaby się kilka miesięcy, a nie dwa tygodnie. Czy coś to by zmieniło? Jeżeli wrócimy do przywołania tej zasady, o której wspomnieliśmy powyżej, to odpowiedź jest jasna.

“Flirt” Polski z Hitlerem

Trzeba też się rozprawić z mitem o sojusznikach Polski. Czy Francja i Anglia nas zdradziły? Tak. Nikt jednak nie chce pamiętać dlaczego to zrobili. W 1933 roku w Niemczech u władzy był już Hitler. Od 1934 roku Stalin w Związku Sowieckim zdobywa pełnie władzy. 12 maja 1935 umiera Józef Piłsudski. Nikt w Polsce jeszcze nie wie, że za 4 lata dojdzie do IV rozbioru. Kilka godzin po pogrzebie było już wiadomo, że władzę w kraju przejmie Edward Śmigły-Rydz oraz dalej będzie ją pełnić jako prezydent (bardziej reprezentacyjnie) Ignacy Mościcki. Od 1932 roku ministrem spraw zagranicznych jest Józef Beck. Wcześniej wykonujący polecenia Piłsudskiego, teraz zaczyna grę, która doprowadzi Polskę do upadku. Beck widział Polskę jako mocarstwo.

Hitler doskonale odczytuje intencje Polaków i co raz proponuje alianse obiecując różne wpływy. Wszytko po to, by odciągnąć nas od wpływu Francji i Wielkiej Brytanii. Nasz kraj jednak w tego rodzaju gierki nie wchodzi, jednak z drugiej strony gdy 12 marca 1938 roku Hitler siłą przyłącza Austrię do Niemiec. Polska 17 marca 1938 r. stawia ultimatum Litwie, by ta nawiązała z Polską normalne stosunki dyplomatyczne. W kraju organizowano demonstracje pod hasłem “Wodzu prowadź na Kowno”. 29 września 1938 roku podpisano układ monachijski zezwalający III Rzeszy na aneksję części Czechosłowacji. 2 października 1938 wojska polskie zajęły obszar Zaolzia.

Ten “flirt” z Hitlerem nie jest zrozumiały dla Francji czy Wielkiej Brytanii (które w Europie są mocarstwami i przeciwnikami Niemiec). Z obawy o to, że nasz kraj dołączy do sojuszu z Niemcami – najpierw Wielka Brytania 6 kwietnia 1939 roku ogłasza, że udzieli pomocy w wypadku zagrożenia niepodległości Polski czy Wielkiej Brytanii (jako pretekst po zajęciu Czechosłowacji). W zamian Polska ma udzielić pomocy, gdyby doszło do napaści na Wielką Brytanię. Kilka dni później rząd Francuski również udziela takiej pomocy. Dokumenty historyczne potwierdzają – to był blef, które miał odciągnąć Polskę od Niemiec.

Hitler stawia Polsce ultimatum w sprawie Gdańska. Propozycja ze strony Niemiec padnie jeszcze kilka razy. Dochodzi do pogorszenia stosunków pomiędzy naszym krajem a Niemcami. Minister Sprawy Zagranicznych Józef Beck w polskim parlamencie wygłasza słynną mowę, w której stwierdza, że “My Polacy nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę”. O ile taki bojowy nastrój podoba się rodakom, o tyle na Hitlerze nie robi wrażenia. Zarządza, że Niemcy mają być gotowi do wojny z Polską przy pierwszej okazji.

23 września Niemcy i Rosja zawierają tajny pakt o podziale wpływów na mocy którego Polska miała przestać istnieć. Szybko dowiadują się o tym wywiady innych krajów. Ale nie nasz. Dlatego 25 września Wielka Brytania a w ślad za nią Francja dają kolejne gwarancje Polsce. Jest to kolejny blef, który ma za zadanie odciągnąć Polaków od ulegania Hitlerowi oraz wystraszyć go przed uderzaniem we Francję i Wielką Brytanię. Jeżeli wojna ma być to niech się zacznie w Polsce. U nas natomiast dalej panują bojowe nastrojowe i przekonanie o własnej potędze, a także o tym że Niemcy się nas boją. Józef Beck był natomiast przekonany, że Hitler jeżeli uderzy to zajmie wyłącznie Gdańsk. 1 września 1939 szybko zweryfikuje nasze przekonania.

Nasze zbrojenia

Warto jeszcze dodać kilka informacji o naszych zbrojeniach. 80 procent budżetu inwestycyjnego przeznaczaliśmy na wojsko. Niestety pieniądze te były po prostu przejadane. Budowaliśmy nowe fabryki broni, gdy inne produkowały 30 proc. tego co mogły. Bardzo dużo pochłaniały nas… konie. Tak rządzący obdarzali te zwierzęta miłością, że przysłoniło to im rozum. Do tego warto jeszcze wspomnieć, że Polacy byli mamieni potęgą polskiego wojska pod wodzą Śmigłego-Rydza. Nikt nie był kompletnie świadomy jak bardzo zagrożona jest Polska.

Oto gorzka prawda, którą musimy pamiętać, gdy wyją syreny. Nie mieliśmy armii, nie mieliśmy wywiadu, który uświadomiłby nas, że nie zawarliśmy realnych sojuszy, mieliśmy za to polityka z manią wielkości, który doprowadził nas do upadku. Mieliśmy generała, który uciekł do Rumunii, a razem z nim prezydent i minister Beck.

My wojnę przegraliśmy dawno przed tym, gdy się rozpoczęła.

Featured Video Play Icon

Grajewo czy Ełk? Gdzie jest lepiej mieszkać?

W ostatnim czasie trafiliśmy w internecie na ciekawą dyskusję mieszkańców na temat tego, gdzie lepiej mieszkać – w Grajewie czy może jednak Ełku. Przypomnijmy, że historycznie oba miasta znajdowały się w różnych krajach, co zdeterminowało ich późniejszy rozwój. Grajewo było granicą zaboru rosyjskiego. Ełk natomiast należał do Prus Wschodnich. Obecnie Ełk ma 60 000 mieszkańców zaś Grajewo 3 razy mniej. Ełk ma piękne położenie nad jeziorem i potencjalnie jest atrakcyjniejsze. Jednak Grajewo ma lepsze położenie pod względem drogowym – do stolicy województwa jest zaledwie 80 km w miarę prostą drogą. Z Ełku do Olsztyna zaś 2 razy tyle i to trudną, krętą drogą.

Ogólnie Ełk z resztą kraju jest źle połączony. Brakuje w tamtych rejonach dobrej infrastruktury drogowej. To powoli się jednak zmienia. Ełk jest miastem turystycznym, co z perspektywy mieszkańca może niektórych męczyć. Jeżeli chodzi o Grajewo, to jego mieszkańcy są zadowoleni z życia w swoim mieście. Nie ma problemów z różnymi rozrywkami czy pracą. Ogólnie więc można stwierdzić, że zarówno w Ełku jak i Grajewie można się śmiało odnaleźć. Obiektywnie Ełk jest ładniejszy – co można zauważyć już na pierwszy rzut oka w powyższych filmach.

Grajewo ma podobną historię co Białystok. Ze względu na graniczne położenie zamieszkiwane było przez żydowskich kupców. Podczas II wojny światowej zostali oni wywiezieni do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. W okresie PRL do miasta sprowadzili się nowi mieszkańcy. Ełk natomiast należał do Królestwa Polskiego jeszcze długo przed zaborami. Ostatni raz w 1657 roku. Późniejsze prawie 300 lat było związane z Prusami, a później Niemcami. Po II wojnie światowej w mieście zamieszkali przesiedleńcy z Grodzieńszczyzny i Wileńszczyzny – terytoriów utraconych przez nasz kraj. Wysiedlono natomiast Niemców i Mazurów.

W nowoczesnej historii miasta Grajewo zasłynęło jednym z najbrzydszych kościołów w Polsce, zdjęciem konia na balkonie i memem o tym, że nie warto wyjeżdżać do Indii, bo wystarczy do Grajewa. Jeżeli chodzi o te ostatnie, to miasto zmieniło już swoje oblicze na dużo ładniejsze. Nie przypomina starej, zapuszczonej, post-prl-owskiej, zapomnianej mieściny.

Wiele osób kupuje mieszkania w Grajewie i dojeżdża do pracy do pobliskiego Ełku. W tym drugim ceny mieszkań prezentują się podobnie jak jeszcze 3 lata temu w Białymstoku – wahają się od 150 000 – 300 000 zł. Dwie pracujące osoby – nie miałyby problemu ze spłacaniem kredytu. W Grajewie natomiast jest jeszcze odrobinę taniej. Oba miasta są ze sobą połączone drogą i koleją. Pociąg jedzie 16 minut zaś samochodem dojedziemy w nieco ponad 30 minut.

Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć po której stornie granicy (dziś już województw) lepiej mieszkać. Warto jednak zauważyć, że oba miasta mają swoje walory. Liczba mieszkańców przemawia jednak za Ełkiem. Nowych ciągle tam przybywa. W Grajewie natomiast delikatnie się wyludnia. Nie ma co jednak przekreślać. Jeżeli ktoś rozważa mieszkanie w tamtych okolicach warto przetestować oba miejsca.

Wiatrak w Dąbrowie Białostockiej, fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Będzie świetna zabawa. Podlaskie Dożynki przed nami!

Będą pokazy tradycyjnych obrzędów dożynkowych, prezentacja rękodzieła ludowego, degustacja regionalnych potraw oraz koncerty. W najbliższą niedzielę (12 września) mieszkańcy regionu będą świętować i dziękować za tegoroczne plony w Dąbrowie Białostockiej. Jak co roku, odbędzie się procesja z wieńcami i ich poświęcenie.

O godz. 13 uroczystości dożynkowe przeniosą się na dąbrowski stadion miejski. Nie zabraknie tu ludowego rękodzieła i lokalnych produktów. Smakoszy powinny zachęcić stragany z regionalnymi potrawami, a na nich babki ziemniaczane, krokiety, pierogi, a także słodkie przekąski – faworki i ciasta własnego wypieku. Odbędą się także konkursy – na najpiękniejszy wieniec i stoisko dożynkowe. Na scenie wystąpią m.in. „Kurpie Zielone”, Narwianie, Buńczuk, Sorakina, Studio Poezji i Solatium. Dożynki Wojewódzkie 2021 zakończą koncerty zespołów Miły Pan i Defis.

Dożynki to także świetna okazja, by spędzić czas z ludźmi. Ostatnie półtora roku próbowano ludzi zamknąć w domach. Niewątpliwie to czas stracony dla każdego. Dlatego teraz warto wykorzystywać wszystkie możliwe okazje, by wspólnie bawić się i celebrować życie. Przy okazji warto zwiedzić Sokółkę i Dąbrowę Białostocką, które mają wiele do zaoferowania.

Wojszki, fot. Mikołaj Smykowski / Wikipedia

Droga Białystok – Wojszki prawie gotowa. Koniec udręki wielu mieszkańców się zbliża.

Trwa jeszcze wylewanie asfaltu na ostatnich 11 kilometrach drogi, lecz w październiku będzie można już jeździć. To kolejny pomnik po Gierku i jego socjalistycznym świecie, który właśnie idzie w zapomnienie. Droga “Angielka” była przygotowywana na Dożynki Centralne. Z tego całego, bezmyślnego rozmachu zabrakło jednak pieniędzy. Dlatego droga była w pół-asfaltowa a pół-żwirowa. Kierowcy jeździli z Białegostoku do Wojszek (a dalej Bielska Podlaskiego) asfaltową częścią pod prąd, zjeżdżając na żwir by ustąpić jadącym prawidłowo z drugiego kierunku. Stąd nazwa “Angielka”. Na szczęście po prawie 50 latach droga będzie już normalna.

W przyszłości będzie ona się w kilku miejscach stykać z planowaną ekspresową Via Carpatią. Najbardziej na obu inwestycjach zyskają mieszkańcy gminy Zabłudów. Jeżeli zobaczymy mapę zaludnienia naszego regionu to możemy zauważyć na niej, że we wszystkich gminach otaczających Białystok przybywa mieszkańców zaś w gminie Zabłudów ubywa. Ma to zapewne związek właśnie z fatalnym rozwojem tego samorządu. Jest to tak bardzo źle zarządzana gmina, że przez pewien czas nawet nie były odbierane śmieci u mieszkańców. Nie dopilnowano bowiem by na czas przedłużyć odpowiednie umowy. Dlatego nowe drogi są też nową okazją, by coś się zmieniło w zarządzaniu.

Planowany termin zakończenia prac na “Angielce” to 22 października 2021 roku.

Rozkład jazdy MPK Białystok

Zmiany w komunikacji miejskiej. Bardzo zyska na nich gmina Wasilków.

Zmiany w białostockiej komunikacji miejskiej. Nie chodzi jednak o tradycyjne dostosowanie rozkładu jazdy do powakacyjnej rzeczywistości. Powróciła linia 111, ale nie jedzie do Supraśla. Jest też linia 102, która zyskała nowe warianty – 122 i 132. Zyskają na tym mieszkańcy Wasilkowa i jego okolic oraz oczywiście wszyscy, którzy zwiedzają różne ciekawe miejsca w tamtych rejonach.

Zacznijmy od linii 111. Dawniej jeździła ona do samego Supraśla. Teraz tylko do miejscowości Ciasne. Przypomnijmy taki stan rzeczy wynika z konfliktu pomiędzy Tadeuszem Truskolaskim a Radosławem Dobrowolskim. Jeden lewituje wokół środowiska Platformy Obywatelskiej drugi zaś wokół Prawa i Sprawiedliwości. I tak oto wojenka pomiędzy dwoma ugrupowaniami przeniesiona na lokalny poziom powoduje, że obie strony nie mogą się dogadać w sprawie autobusów. I tak 111 jeździ tylko do Ciasnego (też Gmina Supraśl) natomiast każdy kto chce dojechać do podbiałostockiego uzdrowiska musi skorzystać z linii 500, która to jest organizowana przez gminę Supraśl, co powoduje oczywiście problem związany z oddzielnymi biletami.

Jeżeli chodzi o linie 102, 122 i 132 to tutaj jest sytuacja odwrotna. Porozumienie między Białymstokiem i Wasilkowem jest. W efekcie – 102 jeździ z centrum przesiadkowego w Białymstoku z Al. Piłsudskiego przez Muzeum Wsi, Jurowce, Sochonie do Wasilkowa do ul. Kościelnej (os. Lisia Góra). Natomiast 122 jedzie tą samą trasą lecz w Jurowcach nie skręca do Sochoń. Jedzie prosto do Wasilkowa przez Rynek aż do cmentarza. Z kolei 132 z Jurowiec jedzie do Katrynki. Jest jeszcze linia 108, której trasa została wydłużona do ul. Żwirowej w Wasilkowie (os. Lisia Góra). Wcześniej autobus zalicza Karakule i Nowodworce. Warto dodać, że Wasilków ma też własną komunikację.

Jeżeli chodzi o pozostałe linie to zmieniły się rozkłady jazdy linii: 2, 3, 5, 11, 13, 22, 24, 25, 28, 29, 100, 106.

fot. Bialystok.pl

Perony rozkopane, umowy podpisane. Podlaska kolej prze do przodu!

Dziś mamy trochę dobrych wiadomości dotyczących podlaskiego transportu kolejowego. Każdy, kto ostatnio wizytował dworzec kolejowy w Białymstoku widzi trwające tam prace ziemne. Powstaje właśnie tunel pod torami. Zastąpi on kładkę, której schody w dzieciństwie przyprawiały niejednego o dreszcze. Na początku planowano, że będzie to także przejazd dla samochodów, ale zabrakło pieniędzy i ograniczono się tylko do pieszych i rowerzystów.

Z kolejowych inwestycji to jednak nie wszystko. Jak wielokrotnie informowaliśmy w planach rządu jest utworzenie Centralnego Portu Komunikacyjnego pod Warszawą. Gigantyczne lotnisko ma być połączone szybkimi drogami kolejowymi z wieloma miastami w Polsce. Oczywiście do samych planów należy zawsze podchodzić z rezerwą. To, że coś sobie wymyślą politycy, nie oznacza jeszcze że wejdzie w życie. W tym przypadku sprawa posuwa się już do przodu. Spółka Centralny Port Komunikacyjny podpisała umowę na studium wykonalności na trasę, która w ramach drogi na lotnisko połączy trzy województwa: mazowieckie, podlaskie i warmińsko-mazurskie. Mowa tu o 140-kilometrowym odcinku linii kolejowej nr 29: Ostrołęka – Łomża – Kolno – Giżycko. Miejmy tylko nadzieję, że władze naszego województwa połączą też kolejowo Białystok z tymi miastami. Kuriozalne by było gdyby do Łomży można było dojechać z Warszawy, a z Białegostoku nie. Wówczas ostatecznie potwierdziłoby się, że łączenie Łomży i Białegostoku w jedno województwo nie miało sensu.

Jest jeszcze kwestia kolejowej obwodnicy Białegostoku. Przypomnijmy, że obecnie przyjazd do Białegostoku innym składem niż elektryczny zespół trakcyjny (czyli pociąg, który na początku i końcu ma kabinę dla maszynisty) powoduje, że na ewentualny powrót trzeba odpinać lokomotywę, manewrować i podpinać się z drugiej strony. To zajmuje sporo czasu, a każdy chciałby szybko. Powstała więc koncepcja stworzenia obwodnicy, dzięki której pociąg bez odpinania lokomotywy pojedzie w odwrotną stronę. Problem polega na tym, że pierwsze koncepcje przebiegu trasy wywołały protesty mieszkańców, którzy się pobudowali pod miastem i teraz nie chcą mieć w pobliżu torów. Dlatego też trwają konsultacje, są przedstawiane nowe warianty. Póki co na żaden się nie zdecydowano, ale pomysłu nie porzucono.

 

fot. Muzeum Historyczne w Białymstoku

Czy pod Pałacem Branickich powstanie wielka aula? Oby nie.

Czy pod Pałacem Branickich powinna powstać aula? Tego chce uczelnia, która zajmuje budynek. Jest to jednak pomysł bardzo kontrowersyjny, bo wizytówka miasta to zabytek i to jeszcze jeden z najważniejszych. Czy z tego powodu należy jednak przekreślać plany Uniwersytetu Medycznego? Decyzję będzie podejmować Podlaska Wojewódzka Konserwator Zabytków – Małgorzata Dajnowicz. Warto jednak rozpatrzyć za i przeciw tego pomysłu.

Zacznijmy od argumentów “za”. Po pierwsze aula ma znajdować się pod ziemią, więc z zewnątrz nic się nie zmieni. Przy okazji być może zniknęłyby te okropne betonowe płyty, które robią obecnie za parking. Konieczność rozkopania terenu spowodowałaby zdjęcie tej nawierzchni i położenie nowej. Kolejnym argumentem “za” jest fakt, że obecny Pałac po wojennych zniszczeniach jest odwzorowany bardzo dobrze, lecz jego otoczenie już nie. Ogród jest dwa razy krótszy, a na jego boku zamiast stawu z wyspą jest po prostu trawa. Skoro tak, to tym bardziej można coś dobudować pod ziemią. Szczególnie, że niezauważalne modyfikacje zabytków mają miejsce na całym świecie.

Jeżeli chodzi o argumenty “przeciw”, to przede wszystkim rozbudowa Pałacu o aulę spowodowałaby zwiększoną eksploatację zabytku. W praktyce oznacza to, że wentylacja i klimatyzacja auli oraz odpowiednie utrzymanie jej spowoduje zużycie ogromnych zasobów energetycznych. O ile nie martwi nas uczelniany rachunek za prąd, o tyle – tego typu wielkie budynki emitują potężną dawkę ciepła. W zabetonowanym centrum to pomysł karygodny. Wystarczy zwrócić uwagę na dwa inne tego typu inwestycje – opera oraz kampus. Oba stoją w miejscach pochłoniętych przez zieleń. Ciepło w lesie czy zazielenionym terenie jest pochłaniane przez rośliny. Natomiast otoczenie Pałacu to wyłącznie beton. Z tego względu inwestycja nie powinna powstać.

Przedstawiliśmy jednak argumenty środowiskowe. Tymczasem decyzję w tej sprawie wydawać będzie konserwator zabytków. Czy są przeciwwskazania? To się okaże już niedługo.

Jeżeli lubisz nietoperze, to musisz tam być. Będzie nocny spacer i ognisko.

VIII Noc Nietoperzy w Parku Krajobrazowym Puszczy Knyszyńskiej przed nami. 27 sierpnia 2021 roku w siedzibie tej instytucji o godz. 17.45 rozpocznie się interesujący wieczór. Najpierw zacznie się prezentacją dotyczącą tych niesamowitych, latających ssaków. Będzie mówić Grzegorz Błachowski z Lasonauci.pl. Następnie będzie można zobaczyć kolejną prezentację w wykonaniu Adama Sacharewicza z Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej i wspomnianego już Grzegorza Błachowskiego. Ta będzie dotyczyć działań dotyczących nietoperzy i dalszych planach rozwojowych.

Po części formalnej zacznie się już trochę lżej. O godz. 19.15 rozpoczną się konkursy chiropterologiczne, zaś o 19.45 rozpocznie się spacer z nietoperzami w plenerze. Będzie to przechadzka w okolicach siedziby Parku połączona z warsztatami chiropterologicznymi, badaniami, obserwacjami, nasłuchami i rozmowami na tematy nietoperzy. Następnie uczestnicy wrócą na teren siedziby, gdzie będzie czekać już ognisko.

Wstęp na imprezę jest bezpłatny, Park Krajobrazowy Puszczy Knyszyńskiej prowadzi zapisy telefoniczne: (85) 718 37 85 oraz e-mailowe sekretariat@pkpk.pl. Warto tam być. Wieczorny klimat Supraśla w piątek na pewno sprawi, że to będzie świetnie spędzony czas. Siedziba parku znajduje się przy ul. Chodakowskiego 6.

Featured Video Play Icon

Białoruski Festiwal Prymackaja Biasieda w Michałowie to wyjątkowa impreza. Zobacz jak grali w tym roku.

Prymackaja Biasieda w Michałowie co roku przyciąga tłumy. Nic dziwnego muzykę pogranicza uwielbiają tysiące mieszkańców Podlaskiego. W ostatniej edycji oprócz wspaniałych artystów na scenie, nie zabrakło pieczonego prosiaka. Przy okazji świętowano 25-lecie znanego i lubianego zespołu Prymaki. Celem imprezy jest zachowanie i kultywowanie tradycji związanych z regionalnym folklorem mniejszości białoruskiej. Trzeba przyznać, że mniejszość Białoruska na Podlasiu ma się dobrze. Obejrzyjcie sami.

 

Featured Video Play Icon

Siabrouskaja Biasieda 2021 za nami! Nie było Cię? Możesz obejrzeć w domu.

To jedna z ważniejszych imprez o zasięgu międzynarodowym, która prezentuje dorobek kulturowy regionu i twórczość ludową z naciskiem na kulturę mniejszości białoruskiej. Tegoroczna, XXI edycja festiwalu Siabrouskaja Biasieda, odbyła się w sobotę, 31 lipca, w amfiteatrze w Zarzeczanach, przyciągając tłumy wielbicieli lokalnej tradycji. Ze wszystkich, cyklicznych podlaskich imprez ta jest jedną z najlepszych. Dlatego szykujcie sobie już czas na kolejny rok. Jeżeli nie byliście w tym roku, to możecie obejrzeć w domu.

Impreza ma charakter koncertu połączonego ze wspólną zabawą, w której uczestniczą wykonawcy i publiczność. Nawiązuje do tradycyjnego, zakorzenionego w kulturze słowiańskiej, przyjacielskiego spotkania, na którym nie może zabraknąć muzyki, śpiewu i tańca. W tym roku na scenie wystąpili artyści w różnym wieku – dorośli, młodzież, dzieci. Gwiazdą wieczoru był zespół Czeremszyna. Wydarzenie urozmaiciły występy dziecięcego zespołu taneczno-wokalnego „Padlaski wianok” oraz kapeli „Batareja”. Wystąpiły również zespoły promujące muzykę białoruską: AS, Dobryje Grajki oraz Souvenir.

Przystanek na Zielonych Wzgórzach już powstaje. fot. PKP PLK SA

Białystok zyska kolejny przystanek kolejowy. Przydałoby się jeszcze kilka innych.

Trwa budowa przystanku kolejowego pomiędzy ulicami Zielonogórska i Starosielce w Białymstoku. Jest to część trasy Rail Baltica. Wszystko będzie tak skonstruowane, że pociągi jadące na przykład z Ełku do Bielska Podlaskiego oraz z Łap do Ełku nie będą musiały zajeżdżać do Białegostoku. To wszystko w teorii. W praktyce pociągi będą jeździć tak, jak zaplanuje przewoźnik. Szczególnie, że pomijanie głównej stacji w mieście nie ma żadnego sensu.

Trzeba jednak pamiętać o dwóch sprawach. Transport kolejowy nie polega na przewożeniu wyłącznie pasażerów. Dlatego jeżeli nawet nie będzie połączeń pasażerskich pomiędzy stacjami “Ełk – Bielsk Podlaski” czy też “Łapy – Ełk”, toteż istnienie takiej infrastruktury pozwoli na planowanie nowych łańcuchów dostaw, co przyczyni się do rozwoju naszego regionu.

Jednak nie wolno być minimalistą. W interesie wszystkich mieszkańców jest rozwój kolei także dla pasażerów. W ostatnim czasie pisaliśmy, że największym w zasadzie problemem jest brak połączenia ze Śniadowem (mimo istniejących przejezdnych torów) oraz brak połączenia kolejowego z Białowieżą. Jest też problem wykluczenia Łomży. Od 1993 roku nie było tam pociągu pasażerskiego. Mają one wrócić, ale plany są bardzo mgliste. Ogólnie mówiąc jakieś plany są, ale żadnych realnych terminów. Prace projektowe (czyli konkretny plan budowy) mają zostać ukończone dopiero w 2023 roku). Zaś rozpoczęcie robót budowlanych ma być w nowej perspektywie finansowej UE. W praktyce oznacza to, że takie połączenie będzie jeżeli Unia w kolejnym rozdaniu środków będzie łożyć dalej na rozwój kolei. Bo urzędnicy z Brukseli mogą powiedzieć “dość”, tak jak to było w przypadku lotnisk regionalnych. Wtedy zostaniemy sobie z planami.

Niezależnie od tych planów ma być budowane z połączenie kolejowe łączące Ostrołękę z Łomża i Giżyckiem. Tutaj jednak również terminy nie są zbyt napięte. Ogólnie wszystkie inwestycje kolejowe związane z budową CPK mają potrwać do 2034 roku. Trudno też powiedzieć czy do tego czasu projekt dotrwa, gdyż może zniknąć w momencie zmiany władzy w Polsce.

Oprócz wspomnianego wyżej problemu Łomży, który może zostanie w końcu rozwiązany przez odpowiednie inwestycje, powstaje jeszcze Rail Baltica. Połączenie w naszym regionie przebiega po obecnych torach kolejowych, tyle że na nowoczesnej infrastrukturze. Przy okazji budowane są również przystanki kolejowe. Jadąc do Warszawy pociągiem można zauważyć, że niektóre z nich zatrzymują się w zupełnie nowych miejscach. Czy zatem pociąg pośpieszny w przyszłości będzie też zatrzymywać się na Nowym Mieście? Bardzo możliwe. Nowoczesne składy dużo szybciej sobie radzą z zatrzymaniem i ponownym ruszeniem niż maszyny starego typu. Dlatego też nie powoduje to zbyt wielkich opóźnień w rozkładzie jazdy. Ciekawe jednak czy nie odbędzie się to kosztem stacji Starosielce?

Trzeba się jeszcze przyjrzeć czy jest sens omijania przez pociągi pasażerskie Białegostoku. Obecnie pociąg z Hajnówki do Gdyni jedzie przez stację główną i tak powinno zostać. Jeżeli będzie połączenie Olsztyn – Warszawa przez Białystok (które samo w sobie nie ma sensu), to także jeszcze głębszym nonsensem byłoby omijanie stolicy województwa podlaskiego i zatrzymywanie się wyłącznie na stacji na Zielonych Wzgórzach. Dlatego nowa infrastruktura łącząca 3 kierunki w tamtym miejscu będzie raczej przydatna tylko dla pociągów towarowych.

Tak czy siak inwestycje kolejowe cieszą. Patrząc z perspektywy ostatnich dekad, to po upadku PRL z powodów finansowych kolej w Podlaskiem bardziej dogorywała. Teraz rozkwita. Warto jednak zauważyć, że w Białymstoku i jego okolicach przydałoby się jeszcze kilka innych przystanków kolejowych. Zauważalny jest mocno brak takowego na osiedlu Białostoczek, Szczególnie, że planowane są dodatkowe dwa przystanki w Wasilkowie – jeden przy ul. Nadawki obok działek, drugi na osiedlu Lisia Góra. Gdyby jeszcze dodać do tego przystanek na wspomnianym Białostoczku to od stacji głównej można by było stworzyć całkiem dobre, lokalne połączenie z Czyżewa aż do Grodna. Tego typu propozycji snuć można jeszcze więcej. Póki co kolej jest u nas traktowana podobnie jak ścieżki rowerowe. Są to inwestycje przy okazji. Gdyby Unia nie dawała, to sami by nie budowali.

Featured Video Play Icon

Rowerem po Białymstoku. Mapy to jedno, zobacz jak wygląda to w praktyce.

Wycieczki po Białymstoku rowerem można zaliczyć bardziej do przyjemności, a nie udręki. Szczególnie, gdy zobaczymy jak to wygląda w innych miastach. Do ideału jeszcze nam daleko, ale nie wynika to z infrastruktury, a bardziej z przekonania, że rowerzysta stoi niżej w hierarchii uczestników ruchu drogowego niż kierowca samochodu. Za zachodnią granicą Polski jest zupełnie inaczej. Tam chociażby w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii – nikogo nie frustruje fakt, że po jednej ulicy jedzie samochodem obok wolniejszego rowerzysty. Może też zaskakiwać fakt, że na skrzyżowaniach są światła drogowe dla rowerzystów. Zielone dla nich włącza się tam 10 sekund szybciej niż dla samochodów. I mamy taki oto widok, że przy linii skrzyżowania stoi kilkanaście rowerów, które na zielonym ruszają. Zaś samochody startują chwilę później. I jest to tam dla każdego normalne. U nas tego typu rozwiązania mogłyby doprowadzić do zamieszek albo bijatyk pomiędzy uczestnikami ruchu drogowego na ulicy.

W Białymstoku jest jedna ulica, gdzie ruch samochodowy w zasadzie się “miesza” z rowerowym. To ul. Sienkiewicza. Jest to jednak umowne, gdyż tu także mamy dość ciekawy mix. Bo nie ma żadnych granic pomiędzy jezdnią, drogą dla rowerów i chodnikiem. Wygląda to bardziej jako namiastka tego co na zachodzie. Jeszcze inaczej jest na granicy Białegostoku i Wasilkowa. Tam również jest fragment drogi łączącej oba miasta, która jest przyklejona do jezdni lecz odgrodzona specjalnymi gumowymi “zaporami”. To także jest jednak “namiastka”. Takiego prawdziwego pasa biegnącego razem z drogą u nas nie ma.

Póki co w kraju oprócz miejskich dróg dla rowerów połączonych z chodnikami, królują też trasy widokowe. Nadmorska R-10, mazursko-podlasko-lubelsko-świętokrzyskie Green Velo to najbardziej znane. Ostatnio w Białogardzie (woj. zachodniopomorskie) zwężono jezdnie dla samochodów i namalowano czerwone pasy dla rowerów. Czyli wprowadzono 1:1 dokładnie to co na zachodzie. Efekt? Bliski zamieszek. Aczkolwiek na dodatkową uwagę zasługuje “fiokołek” urzędników, którzy zbudowali taką drogę niezgodnie z prawem (chociaż wypierają się że tak nie jest). Otóż szerokość jezdni wynosi tam 2 metry, przez co brakuje 50 cm by było zgodne z przepisami. Jednak urzędnicy tłumaczą, że “wytyczone pasy dla rowerów nie są wyłącznie dla nich. Nadal samochody mogą po tych pasach jeździć. Linia jest przecież przerywana, a nie ciągła.” – czytamy w gk24.pl. Tymczasem tam urzędnicy prawo jazdy to chyba znaleźli w czipsach. Prawo o ruchu drogowym mówi jasno: Art. 16. 1. Kierującego pojazdem obowiązuje ruch prawostronny. 4. Jeżeli pasy ruchu na jezdni są wyznaczone, nie może zajmować więcej niż jednego pasa.

Dlatego też, gdy patrzymy z różnych perspektyw na Białystok to naprawdę nie jest źle. Naprawdę lepiej przepychać się pomiędzy pieszymi, którzy wolą chodzić miękkim asfaltem niż twardą kostką brukową niż użerać z kierowcami samochodów. Nie jesteśmy jeszcze gotowi, by było u nas tak jak być powinno. Czyli cały ruch drogowy osobno, a piesi osobno. Póki co jesteśmy na etapie miksów.

Białystok ma już prawie 160 km ścieżek rowerowych. Będą następne.

Dopiero co oddano do użytku podwieszaną ścieżkę rowerową przy ul. Kalinowskiego, a już znane są plany kolejnych inwestycji rowerowych w mieście. Białystok jest jednym z liderów rozwoju infrastruktury rowerowej w Polsce. Każdy, kto odwiedza inne miasta może to zauważyć gołym okiem.

W trakcie realizacji są w Białymstoku są drogi dla rowerów m.in. na Alei Tysiąclecia Państwa Polskiego, dzięki której można dogodnie jechać na Jurowce. Inwestycje są także na ulicy Depowej i Słonecznej. A w najbliższym czasie rozpocznie się także rozbudowa infrastruktury rowerowej na ulicach Łomżyńskiej, Bohaterów Monte Cassino, Św. Rocha. Będzie również ścieżka na Raginisa, dzięki której rowerzyści będą mieli dogodny wyjazd na Supraśl. Powstanie także ścieżka w planowanym przejściu podziemnym pod torami dworca kolejowego. Ścieżki powstaną także wraz z rozbudową ulic Kolejowej i Zwycięstwa.

Podwieszana ścieżka rowerowa na Kalinowskiego wraz z chodnikiem ochrania systemy korzeniowe kasztanowców rosnących wzdłuż ulicy. Konstrukcja ma długość 30 m i 4 m szerokości. Nawierzchnia z betonowych płyt wspiera się na palisadzie z betonowych bloczków, co odciąża korzenie drzew. Przejażdżka tą bezpieczną dla drzew ścieżką, w cieniu pięknych kasztanowców, to czysta przyjemność.

fot. 500kajakow.pl

Największy spływ kajakowy wraca. Podlaskie znów bije rekord!

Zaczęło się w 2013 roku. Wówczas obchodzono 500-lecie województwa podlaskiego. Wtedy też postanowiono zorganizować wielki spływ kajakowy, w którym uczestniczyły 232 załogi kajakowe. Tak się spodobało, że impreza była organizowana co roku. W 2019 roku były to już 563 załogi czyli ponad 1000 osób! Potem było to co było i spływ się nie odbył.

7 sierpnia 2021 czeka nas kolejny spływ Bugiem. Organizatorzy postanowili wrócić do wielkiego spływu po pandemii. Wszystko zacznie się w Drohiczynie, a zakończy w miejscowości Granne. Tam w Nadbużańskim Centrum Turystycznym, przy ognisku i muzyce na żywo będzie można spróbować lokalnej kuchni. Zapowiada się świetna impreza! Jeżeli komuś będzie mało, to kolejnego dnia spływ będzie kontynuowany. Tym razem z Grannego pod Ciechanowiec, do miejscowości Nur. Po wszystkim uczestnicy zostaną dowiezieni do Grannego i Drohiczyna. Dlatego jeżeli ktoś planuje przyjechać samochodem – to problemu z powrotem mieć nie będzie. Cała wyprawa przeniesie nas do czasów I Rzeczypospolitej. Po drodze mijać będziemy historyczne miejscowości, na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

Dla uczestników spływu dwudniowego organizatorzy przygotowali pole namiotowe przy Centrum Turystycznym w Grannem. Jest także przygotowana baza noclegowa dla tych, którzy w namiocie się nie wyśpią.

Przypomnijmy, że w Drohiczynie od 15 lipca 2020 funkcjonuje Nadbużańskie Centrum Turystyki Kajakowej. Mieści się przy ul. Kraszewskiego 13 i warto zapisać sobie ten adres, bo to jedyne takie miejsce w Polsce! W Centrum znajdują się eksponaty z Muzeum Kajakarstwa oraz wystawa zdjęć. Dodatkowo można też oglądać nowoczesne kajaki. Jest też basen, na którym można testować sprzęt oraz… skorzystać z symulatora pływania kajakiem.

Zapisać się na spływ można pod adresem: http://500kajakow.pl

Featured Video Play Icon

Kolejna powódź w Białymstoku. Kiedy Truskolaski zacznie coś robić?

W 1922 roku miała miejsce w Białymstoku wielka powódź. Było to 28 lipca. Prawie po 100 latach widzimy, że miasto znów jest ofiarą powodzi, ale tym razem cyklicznych i częstych. Zalane są samochody i posesje. Dlaczego do tego dochodzi od kilku lat, każdego lata w mieście? 28 lipca 1922 roku – Dziennik Białostocki – napisał o wielkiej powodzi w Białymstoku. Zatopione zostały m.in. Bank Przemysłu i Handlu i firma “Textil” przy ul. Sienkiewicza, a także synagoga przy ul. Nadrzecznej (nieistniejąca droga, dziś część Al. Piłsudskiego). Komunikacja piesza przez Białkę była możliwa tylko przez most przy ulicy Pałacowej, bo pozostałe skryła woda. Zalane zostały nawet piętra w budynkach położonych bliżej rzeki.Do akcji wkroczyły służby wojewody i prezydenta miasta, korzystano z pomocy wojska.

1 lipca 2021 roku – zalany został Uniwersytecki Szpital Kliniczny, woda pływała w autobusach komunikacji miejskiej, które przewoziły pasażerów. Pod wodą znalazły się także ulice Branickiego, Miłosza, Piastowska, Towarowa, Wasilkowska, Tysiąclecia, Jurowiecka, Wierzbowa, Poleska, Wiewiórcza, Ciołkowskiego, Legionowa, Pogodna. Prognozy pogody sugerują że to nie koniec, a początek. Kto miał być jednak zaskoczony, to mógłby być już wiele lat temu, bo cykliczne powodzie w mieście to żadna nowość.

Kto za to odpowiada? Przeglądając lokalne media wiemy już, że nie będziemy pierwsi we wskazaniu winnego. To Tadeusz Truskolaski – Prezydent Białegostoku. Czy on odkręca jakiś magiczny kurek i potem zalewa nam miasto? Czytając komentarze osób, które go bronią, można odnieść wrażenie – że taki jest główny zarzut lokalnych mediów do włodarza. Tak jednak nie jest. Truskolaski nie odkręca żadnego kurka i woda nie zalewa miasta. Powodzie są, bo padają obfite deszcze, a ten sam Truskolaski od wielu lat nic z tym nie robi. Mimo, że chyba już każdy wie, że im więcej betonu, tym jeszcze większe powodzie. Tymczasem prezydent i jego ekipa dalej betonują. Mimo, że chyba każdy już wie żeby nic nie budować przy rzece, to Truskolaski betonuje przy rzekach.

Przyjrzyjmy się zalanym ulicom. Branickiego – Rzeka Biała płynie tam prosta niczym od linijki. Teoretycznie powinna działać jak rynna, którą woda szybko spływa dalej. W praktyce widzimy, że to nie działa. Przyjrzyjmy się ile tam jest betonu. Pętla autobusowa, wielkie “apartamenty”, zabetonowany plac przy teatrze. Ulice Wasilkowska, Jurowiecka, Legionowa czy Pogodna to w zasadzie jeden wielki beton.

Odkąd można było przewidzieć powtarzalność powodzi, to Truskolaski mógł wcześniej zakontraktować sprzęty do szybkiego usuwania skutków powodzi. Dodatkowo zamiast wszystko betonować, powinien uwzględnić równowagę pomiędzy stosunkiem terenów zielonych do inwestycji. Każde blokowisko powinno mieć nie tylko miejsca parkingowe, ale uwzględniony zbiornik retencyjny z terenami zielonymi. I to w ilości 50 do 50 proc. To jeszcze nie wszystko – plany zagospodarowania przestrzennego powinny absolutnie zakazywać budowania czegokolwiek przy rzece. Tymczasem jak wyglądają ul. Jurowiecka czy Wierzbowa? Odpowiedzcie sobie sami.

Jedno jest pewne. Dopóki nie zmieni się prezydent w mieście, nie widać nawet perspektyw na to, by białostoczanie nie byli podtapiani latem i paraliżowani zimą.

Marszałku, czas na kolejowe połączenie z Białowieżą!

Od 1 lipca 2021 roku zwiększyła się siatka dostępnych połączeń kolejowych w województwie podlaskim. Obecnie z Hajnówki da się dojechać do miejscowości Narewka i Siemianówka. I chociaż negatywnie oceniamy to miejsce turystycznie, toteż rozszerzanie siatki połączeń kolejowych w regionie trzeba pochwalić. Gdy się przyjrzymy na to, gdzie można dojechać, a gdzie nie – po istniejącej infrastrukturze, to okazać się może, że niewiele już zostało do zrobienia. Dlatego też apelujemy do Marszałka Województwa Artura Kosickiego, by ten zainicjował inwestycję przedłużenia trasy kolejowej do Białowieży, uruchomił połączenia do Śniadowa i przedłużył trasy z Walił do Gobiat oraz z Siemianówki do Cisówki.

 

Tak jak na powyższej mapie wyglądają obecne możliwości kolejowe Podlaskiego. Na zielono zaznaczone są aktywne trasy, zaś na czerwono trasy, gdzie pasażerowie nie mogą dojechać. W kwestii połączenia z Łomżą, to coś zaczęło się dziać już w tamtym roku. Pod koniec czerwca 2020 roku PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. podpisały z Marszałkiem Województwa Podlaskiego umowę o dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego 2014-2020 na wykonanie dokumentacji projektowej dla remontu tej trasy. Zarząd Województwa Podlaskiego przyznał ponad 4 mln zł dofinansowania z funduszy unijnych. Czy ostatecznie powstanie, jeszcze nie wiadomo. Dokumentacja projektowa ma być gotowa na 2023 rok. Dopiero wtedy zapadną dalsze decyzje, czy kontynuować inwestycje. W polityce niestety nic nie wiadomo. Już raz tak było, gdy wydano mnóstwo pieniędzy na dokumentację dotyczącą lotniska regionalnego, by potem ówczesny marszałek Dworzański stwierdził, że lotniska nie będzie. Miejmy nadzieję jednak, że niezależnie kto w 2023 roku będzie marszałkiem, to inwestycja będzie kontynuowana i docelowo pociągi do Łomży wrócą w 2027 roku. Przewozy pasażerskie do Łomży zawieszono w 1993 roku.

Zostańmy jeszcze przy obecnej trasie. Obecnie droga kolejowa Śniadowo – Czerwony Bór – Łapy – Białystok nie jest wykorzystywana mimo zadowalającego stanu technicznego. Czy tak powinno być? Zdecydowanie nie. Dlatego nie czekając do 2027 roku – na tej trasie powinien jeździć pociąg pasażerski już teraz. Niestety, w naszym regionie o mniejszych miejscowościach prawie się nie myśli. Nawet w kontekście dostępności dla mieszkańców i możliwości turystycznych. Podobna sytuacja jest na trasie Białystok – Waliły (Gródek). Po drodze pociąg zahacza o małe miejscowości, ale mógłby dojeżdżać do granicy. Jak widać na mapie – Gobiaty nie są aż daleko. Mowa tu o odcinku 16 km i kilku stacjach – takich jak Straszewo czy Zubki Białostockie, gdzie oprócz mieszkańców chętnie dojechaliby turyści, by spacerować po puszczy, zbierać grzyby czy jeździć rowerem. Brakuje też jednej stacji na nowej trasie Hajnówka – Narewka – Siemianówka. Mimo, że po drugiej stronie zalewu mamy niemalże odludzie, to ze względu na walory turystyczne pociąg powinien przejeżdżać przez zalew do Cisówki.

Ostatni fragment z mapy to Białowieża. Tutaj sytuacja jest skomplikowana, ale realna. Przede wszystkim zacznijmy od tego, że władze powiatu hajnowskiego były zdecydowane linię odbudować. Zwróciły się z prośbą o dofinansowanie do marszałka Kosickiego. Ten niestety odmówił. Problemem był fakt, że beneficjentem byłby Powiat hajnowski, a pieniądze na inwestycje kolejowe były przeznaczone dla PKP. Te jednak nie mogło samodzielnie inwestycji przeprowadzić (nawet gdyby chciało), bo musiałoby realizować ją na gruntach powiatu. Jak widać potrzebne przy tej inwestycji są przede wszystkim wola polityczna i porozumienie. Póki co o takowym nie słychać. Tu mógłby zadziałać marszałek województwa, który dysponując pieniędzmi dla jednych i drugich – może skłonić obie strony do współpracy. Białowieża, to bardzo popularne miejsce turystyczne, które potrzebuje dojazdu. Szczególnie, że teraz nie ma nawet autobusowych połączeń Hajnówka – Białowieża powiązanych czasowo z przyjazdami pociągów z Warszawy i Białegostoku.

Obecnie tory do Białowieży są kompletnie zdezelowane. Szybkość przelotowa to 0 km/h. Oczywiście warto wspomnieć, że po tych zdezelowanych torach jeździ czasem prywatny pociąg-restauracja. Jednakże o publicznych przejazdach nie ma mowy. Spróchniałe podkłady gniją w ziemi. Trzeba by było wszystko rozebrać i położyć od nowa. Miejmy nadzieję, że tak się w końcu stanie. Tak naprawdę nie ma czasu do stracenia. Turystyka, to bardzo dużą gałąź gospodarki, z której wciąż z jakiegoś powodu nie chcemy zarabiać pieniędzy pełną parą. A to będzie możliwe, jeżeli pozwolimy ludziom dojechać do wszystkich naszych atrakcji bez samochodu.

21 dni po pożarze drewnianego domu jest decyzja. Powstaną 2 bloki.

Paliło się tam w kwietniu, a także pożar drewnianego domu obserwowaliśmy jeszcze 3 czerwca. Mowa o okolicy ulicy Bema i Angielskiej w Białymstoku. 24 czerwca 2021 roku Rafał Rudnicki – wiceprezydent Białegostoku – wydał decyzję zezwalającą na budowę w tym miejscu bloków. Powstaną dwa. Miasto zmienia się bardzo dynamicznie, z zawrotną prędkością wręcz. Inwestycję będzie realizować spółka komandytowa “Apartamenty Rogowski”.

Inny dom przy ul. Młynowej – graniczący z popularnym Street Foodem, który jest zabytkowy – miasto postanowiło wystawić na sprzedaż. Chce za to prawie 2 mln zł. Wcześniej wystawiany był na sprzedaż charakterystyczny, drewniany dom przy ul. Mazowieckiej na tak zwanym “kwartale Kaczorowskiego”. Oba są zabytkowe, ale wielokrotnie się przekonaliśmy, że to żadna przeszkoda, bo one są zabytkowe tylko do czasu pożaru.

Na sprzedaż jest dom po lewej
Dom przy ul. Kaczorowskiego również jest na sprzedaż

Można powiedzieć, że nadchodzi zmierzch pewnej ery w Białymstoku. Drewniana i zabytkowa architektura na raty odchodziła w zapomnienie na rzecz “apartamentowców”. Wiele domów najpierw płonęło w dzielnicy Bojary, następnie płonęły domy w okolicach ul. Bema. To, co na świecie uznane zostałoby za pewien fenomen, u nas zostało spalone i zniszczone. A tym fenomenem było przeplatanie się tych wszystkich domów z nowoczesną architekturą. Wystarczyło odpowiednio o to zadbać i zagospodarować.

Ludzie muszą gdzieś mieszkać, to fakt. Jednak nie ma naszej akceptacji do tego, co się działo na przestrzeni lat. Najgorsze jest to, że wszyscy udawali, że nie ma tematu. Nie ma żadnego winnego pożaru, żadnych oskarżonych, a białostockie uchwały Rady Miejskiej – plany zagospodarowania przestrzennego wręcz zachęcały do palenia kolejnych domów.

Proceder zaczął się jeszcze zanim Tadeusz Truskolaski został prezydentem. Jest nim już 15 lat. Miał mnóstwo czasu – tak jak i wszyscy radni, którzy dotąd zasiadali w radzie – by zainicjować zmiany w lokalnym prawie, by bandyckie wypalanie domów nie miało żadnego sensu. Tak się jednak nie stało.

Nikt nie przegrał, nikt nie wygrał. Tłumaczymy o co chodzi z decyzją w sprawie Krywlan.

Dla niektórych zawiłości prawne tego zagadnienia mogą być na tyle skomplikowane, że nie wiedzą co właściwie oznacza decyzja sądu w sprawie Krywlan, która wstrzymała wycinkę Lasu Solnickiego. Dlatego też wytłumaczymy to, a także czy jest szansa na to, że lotnisko w Białymstoku w końcu ruszy. Zacznijmy od tego, że tej sprawy nikt nie przegrał, ani nikt nie wygrał. Zawiłości związane ze zmianą prawa zadecydowały o tym, że decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Białymstoku została uchylona. Teraz są dwie drogi – można dalej się sądzić, co nie ma żadnego sensu lub wydać nową, prawidłową decyzję o wycince Lasu Solnickiego, co trochę potrwa.

Zacznijmy jednak od początku. Każda decyzja, którą wydaje na przykład Prezydent Miasta Białegostoku (czyli w rozumieniu przepisów Organ) podlega pewnej kontroli. Decyzja zawsze dotyczy kogoś – osoby, organizacji, firmy (Strony). Jeżeli ta Strona nie jest zadowolona z decyzji, to ma prawo się odwołać. Wtedy sprawą zajmuje się “Organ wyższego stopnia”. W przypadku Prezydenta Miasta Białegostoku jest to Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Od decyzji tego Organu nie ma już odwołania.

Jak widzicie, mimo że nie ma odwołania, to sprawa lotniska znalazła się w sądzie. I tu dochodzimy do sedna. Sąd Administracyjny nie stwierdza czy decyzja była słuszna czy niesłuszna, lecz czy była legalna. Czy organ, który ją wydawał – miał prawo ją wydać. Bowiem każda decyzja musi być wydana na podstawie przepisów prawa. W przypadku Krywlan – przepisy się zmieniały. Najpierw o wycince miał decydować Urząd Lotnictwa Cywilnego, potem Prezydent Białegostoku, który nie chciał tego robić, więc robił wszystko, by inny urząd zrobił to za niego. Tak się jednak nie stało. Dlatego też prezydent Truskolaski w końcu postanowił, że policzy ile jest drzew w Lesie Solnickim i wyda decyzję. Tak też się stało. Wydał decyzję, w której przesądził ile drzew ma zostać wyciętych jako przeszkody lotnicze.

Tej decyzji sprzeciwili się przedstawiciele Lasów Państwowych – jako Strona. Druga ze stron było Stowarzyszenie Okolica, które postanowiło walczyć o zachowanie Lasu Solnickiego. Z mocy prawa – mieli prawo również być stroną podstępowania dotyczącego Krywlan. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uznało, że decyzją Prezydenta Miasta Białegostoku była słuszna. Leśnicy zaskarżyli jej legalność do sądu. Ten przyznał im rację – nie była ona legalna, ale nie z powodów, które w skardze wskazali (ochrona środowiska). Okazało się, że od 2 października 2020 roku do 12 lutego 2021 roku nie obowiązywało w Polsce żadne prawo regulujące usuwanie przeszkody lotnicze. Tadeusz Truskolaski podjął decyzję 23 grudnia 2020 roku na podstawie prawa, które w październiku wygasło.

Teraz Prezydent Miasta Białegostoku oraz Strony mogą od decyzji odwołać się jeszcze do Sądu w sprawie kasacji. Nie ma to jednak najmniejszego sensu, bo takie postępowanie potrwałoby bardzo długo, zaś raczej nikt nie spodziewałby się tam przełomu. Dlatego też racjonalne jest wydanie nowej decyzji, na podstawie nowego już prawa z 12 lutego 2021 roku. Jeżeli decyzja będzie taka sama, lecz nowa podstawa prawna, to wtedy leśnicy czy stowarzyszenie nawet jak odwołają się, to tym razem Prezydent wygra i w końcu będzie można przygotować teren pod działanie Krywlan w pełni.

Dlatego też nikt nie wygrał i nikt nie przegrał. Leśnicy i stowarzyszenie Okolica zyskali tylko czas. Być może liczą, że Tadeusz Truskolaski nie podejmie się kolejnej próby. Pamiętajmy, że wydanie takiej decyzji trochę trwa. Zaś im bliżej wyborów, tym kontrowersyjne sprawy schodzą na bok. Trudno powiedzieć, jakie ma plany obecny prezydent. Z jednej strony, zgodnie z nowym prawem może po raz ostatni poddać się weryfikacji wyborczej w 2023 roku. Z drugiej sprawia wrażenie jakby już mu się nie chciało. Na stronie internetowej magistratu w niemal każdym newsie przewija się twarz Rafała Rudnickiego, zaś Truskolaski zajmuje się sprawami krajowymi i polityką. Dlatego też – jeżeli jeszcze w tym roku nie zapadnie nowa decyzja w sprawie Krywlan, to być może nie zapadnie w ogóle. Chyba, że Tadeusz Truskolaski postawi sobie za punkt honoru dokończenie tej sprawy. Chociaż jak widać – były już momenty, gdy zamiast przeć do przodu, to strasznie zwlekał. Człowiek – zagadka.

Wielka synagoga płonęła, 700 osób było w środku. Bohaterski Polak uratował 29 z nich.

27 czerwca to data, która na stałe wpisała się do historii Białegostoku. Była dniem, w którym okupujący Niemcy urządzili coś niewyobrażalnego. W okrutny sposób, masowo zabili ludzi tylko dlatego, że byli Żydami. Spędzili około 700 osób do wielkiej synagogi stojącej przy ul. Bożniczej (dziś zaplecze Suraskiej), a następnie podpalono budynek. Bohaterska postawa Józefa Bartoszki spowodowała, że przeżyło 29 osób. Dozorca wykorzystując nieuwagę Niemców otworzył boczne drzwi płonącego budynku. W ostatniej chwili wydostali się ludzie stłoczeni w przedsionku. W tym czasie Niemcy strzelali do Żydów, którzy uciekali z drewnianych domów, które chwilę później również zajęły się ogniem.

Łącznie tego dnia w Białymstoku Niemcy zabili ponad 2000 osób. Niemcy spalili synagogę, dzielnicę Schulhof, a także wiele budynków z Rynku Kościuszki, Suraskiej, Rynku Siennego, a także to co napotkali na Legionowej i Akademickiej. W kolejnych dniach Niemcy dalej masowo mordowali Żydów. Do 12 lipca zamordowano łącznie prawie 8000 osób. 2 tygodnie później utworzono w mieście getto. Zabito prawie 20 proc. wszystkich Żydów z miasta.

“Widziałem jak Niemcy pozamykali wyjścia i kordonem otoczyli budynek i podpalili go”

Białystok co roku upamiętnia to wydarzenie, by przypomnieć ludziom jakie piekło zostało zgotowane kiedyś. 27 czerwca 2021 roku o godz. 12.00 w miejscu pomnika po Synagodze odbędą się oficjalne uroczystości. Ponadto odbędą się też wydarzenia kulturalne. W sobotę, 26 czerwca, o godz. 17.00 w sali kina Forum będzie miał miejsce koncert zespołu KROKE, co w języku jidysz oznacza Kraków. Grupę stworzyła w 1992 r. trójka przyjaciół: Tomasz Kukurba, Jerzy Bawoł i Tomasz Lato. Zespół, początkowo kojarzony głównie z twórczością klezmerską, oscyluje obecnie wokół różnych gatunków muzycznych. Artyści czerpią inspirację z muzyki etnicznej całego świata, zawsze jednak wzbogacają utwory autorskimi improwizacjami. W ten sposób zespół KROKE tworzy własny, unoszący się ponad granicami, czasem i formami styl o światowym charakterze.

Tak Polacy ratowali Żydów przed śmiercią. Na całym Podlasiu!

W poniedziałek, 28 czerwca, o godz. 18 w kawiarni Fama przy ul. Legionowej wystąpi natomiast Katarzyna Breczko, stypendystka Prezydenta Miasta Białegostoku. Jej koncert “Muzyczny dar serca” poświęcony będzie pamięci wspomnianego wyżej Józefa Bartoszko.

Featured Video Play Icon

Nowe drogi rowerowe w Białymstoku już gotowe. Teraz przejazd przez centrum jest wygodniejszy.

Kalinowskiego i Kaczorowskiego – to dwie ulice, gdzie przejazd rowerem w pewnym sensie był utrudniony, gdyż nie było ciągłości dróg rowerowych. Niestety policja jest na tyle opresyjna, że specjalnie czatowała w okolicach tych ulic, by nie raz wlepić mandat mieszkańcom za przejazd przez przejście, którzy jadąc ścieżką po jednej stronie ulicy musieli przepychać rower na drugą stronę ulicy, by tam dalej jechać ścieżką. Teraz te problemy się skończyły.

Nowa droga rowerowa prowadzi przez ul. Kalinowskiego już do Placu NZS, a dalej wokół Parku Centralnego i Młynową aż do Rynku Siennego i Kaczorowskiego. Tam natomiast za skrzyżowaniem Św. Anny można już jechać do skrzyżowania z Waszyngtona i dalej bez narażania się na mandat jak dotychczas. Dlatego też poruszanie się niemalże po całym centrum jest bardzo wygodne. Warto wspomnieć to, o czym zostało wspomniane na powyższym filmie na koniec. Ul. Poleska jest do zmiany. Tak jak Jurowiecka, Bohaterów Getta, Włókiennicza mają ścieżki rowerowe, tak też na Poleskiej jest tylko byle jaki fragmencik.

O ile w Białymstoku na wiele spraw można narzekać, tak też na dogadzanie rowerzystom raczej nie. Małe aferki się zdarzały jak stojaki rowerowe, na które długo żałowano pieniędzy, ale ogólnie to wszystko jest na plus. Trzeba jednak przyznać, że skoro mamy taką dobrą infrastrukturę rowerową, to musimy iść wzorem brytyjskich miast i stworzyć więcej miejsc do zostawiania rowerów. Na samym Rynku Kościuszki jest ich tyle co kot napłakał. Tymczasem to bardzo popularne miejsce – szczególnie, gdy stoją ogródki. Liczba rowerzystów stale rośnie, o czym można się dowiedzieć łapiąc się za głowę gdy w sklepach są dostępne tylko egzemplarze w cenach używanych samochodów. Ponadto jeżdżąc po mieście widać także “korki” na rowerowych światłach i mnóstwo jednośladów na trasie.

Festiwal marnotrawienia wody czas zacząć. Na Rynku Kościuszki zaczęła pracę kurtyna wodna.

Niedługo dołączą do niej kolejne. Kurtyny całymi dniami będą wylewać i marnotrawić wodę. Wszystko po to żeby schłodzić beton, którym Truskolaski z ekipą zabudował w 2010 Rynek Kościuszki. O ile wtedy uważano, że to prawdziwa odmiana na lepsze, tak teraz widać jak na dłoni jak zła była to decyzja. Latem w centrum nie da się po prostu przebywać. Przypomnijmy też, że czekają nas jeszcze letnie ulewy, które kończą się zwykle podtopieniami, bo woda nie ma gdzie spływać. Dlatego też od kurtyn marnotrawiących wodę czas zacząć letni festiwal w Białymstoku. Zagrane będą te same hity co, co roku.

Ilość marnowanych zasobów na świecie jest przerażająca. Dodajmy do tego, że nawet na Podlasiu stany rzek były przez dłuższy czas bardzo niskie. Było tak sucho, że doszło do przerażającego pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym. Teraz, gdy poziomy wód są wysokie lub normalne, to warto by było wodę magazynować na gorsze czasy. Tymczasem my ją wylewamy żeby chłodzić beton. To może skuć trochę tego betonu i posadzić trawę lub inną roślinność? W Wielkiej Brytanii, ogromne jak Rynek Kościuszki, zielone tereny to norma. Dlaczego nie możemy brać z nich przykładu?

Warto też dodać, że woda nie jest za darmo. Za to bezsensowne wylewanie wody zapłacą w podatkach białostoczanie. Na szczęście jest jeszcze gdzie uciec z tej betonowej patelni. Zupełnie obok funkcjonują jeszcze Planty, chociaż zakusy by je zniszczyć już były. Nawet fragment, gdzie rosły ogromne tuje ogołocono. Można też wybrać się do Parku i Lasu Zwierzynieckiego. Tutaj czeka na nas natura w pełnej krasie.

fot. milewszczyzna.pl

Noc Świętojańska przed nami! Zobacz obrzędy słowiańskie i marsz z pochodniami.

W najbliższy weekend, w Parku Kulturowym w Milewszyczyźnie będzie się działo! Od godz. 18.00 zobaczyć będziemy mogli słowiańskie obrzędy, marsz stu uzbrojonych wojowników z pochodniami nad rzekę oraz obrzędy złożenia ofiary z wianków, jedzenia i miodu. To będzie prawdziwe widowisko! W sobotę, o godz. 21 rozpocznie się także potańcówka na grodzisku. Warto mieć na nią własny koszyczek. Można też upleść własny wianek, bo będzie konkurs na najpiękniejszy wianek nocy świętojańskiej.

W niedzielę od godz. 11 będzie można podziwiać pokazy i animacje grup rekonstrukcyjnych. Będą stare zabawy takie jak gra w jarla, przeciąganie liny, kurs mleczarza czy tor wyzwań. Nie zabraknie również pokazów walk, prezentacji zbroi i broni. Będzie także stał obóz – dokładnie taki jakie stawiano na przełomie VIII i IX wieku.

Na terenie Parku podziwiać można odtworzone słowiańskie grodzisko podchodzące z X wieku oraz XIX wieczny drewniany dwór i folwark z budynkami gospodarczymi. Jest także drewniany wiatrak, który został przywieziony z Jatwiezi Dużej. Na miejscu chętni mogą również przenocować w wiatraku! Nie brakuje też atrakcji wodnych: kajaków, łódek, rowerków czy tratwy.

 

 

Featured Video Play Icon

Brudna woda władzy nie przeszkadza. Teraz chcą jeszcze pieniędzy.

W 2019 roku pisaliśmy o inwestycji Gminy Michałowo nad znanym Zalewem Siemianówka. Postanowiono tam stworzyć całą infrastrukturę turystyczną. Mamy tam wieżę widokową, pomosty i miejsca do kempingu. W tym roku burmistrz Michałowa planuje jeszcze postawić domek barowy, namiot i duży napis marketingowy znany z wielu miast. Duże litery pokazywać będą słowo “SIEM(i)ANÓWKA” czy jakoś tak. I teoretycznie powinniśmy przyklasnąć jeszcze takim pomysłom, bo rozwijają Podlasie i przyciągają turystów. Jednak z uporem będziemy przypominać to co najważniejsze.

Wiele osób być może nie zwróci na to uwagi, ale nad Siemianówką nie ma kąpieliska. Tak – jest woda, dużo wody, ale nie ma kąpieliska. Może to wydawać się dziwne, że burmistrz tak inwestuje w plażę, a kąpieliska nie tworzy. Czyli plaży z ratownikami i wyznaczonymi miejscami do kąpieli. Odpowiedź jest dosyć jasna dla tych co pamiętają przeszłość. Wszystko rozchodzi się o badania wody. Ta w Siemianówce od wielu lat prawdopodobnie jest bardzo zła i brudna. Nie ma nowych badań, w których byłoby stwierdzone, że spełnia wymagania sanitarno-epidemiologiczne. Zalew został sztucznie utworzony w czasach PRL. Żeby go stworzyć wysiedlono 8 wsi. Warto też dodać, że taki sam los spotkał okoliczny cmentarz. Nie pozostało to obojętne na jakość wody.

Teoretycznie nie można się tam kąpać. W praktyce rozbudowując turystycznie to miejsce – zachęca się ludzi, by tam przyjeżdżali i właśnie kąpali w brudzie. Czy jest to etyczne zachowanie? Na pewno nie. Jeżeli burmistrz chciałby być fair wobec korzystających, to powinien nad Siemianówką utworzyć legalne kąpielisko – czyli takie z regularnymi badaniami wody. Szczególnie, że od tego roku chce pobierać tam opłaty! Za parking zapłacimy 10 zł za dobę, za namiot 20 zł za dobę, a gdy będziemy chcieli palić ognisko pod wiatą zapłacimy 150 zł. Będzie też możliwość umycia się po kąpieli w brudzie. Płatne za 1 zł.

 

 

Nocne zwiedzanie w Korycinie. Park kulturowy czeka na chętnych!

15 maja to nie tylko “Zimna Zośka”, ale też gratka dla tych, co kochają zwiedzać. Odbędzie się Noc Muzeuów, a w jej ramach wiele ciekawych wydarzeń. Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się nocne zwiedzanie połączone z warsztatami w Parku Kulturowym Korycin Milewszczyzna. Będzie przewodnik i będą pochodnie. Warto tam pojechać i poczuć ten klimat. Początek o godz. 20.00.

Do wyboru będą warsztaty tkackie. Będzie można zrobić sobie na przykład unikalną bransoletkę na dysku kumihimo z wełnianych nici. Do tego dostępny będzie warsztat ekologicznych mydełek oraz warsztat garncarski. Uczestnicy pod okiem instruktora ulepią garnki, talerzyki oraz inne naczynia. Trzeba dodać, że to bardzo relaksujące zajęcie. Dlatego z dużą dozą pewności wrócicie z tych warsztatów odprężeni.

Żeby wziąć udział w wydarzeniu trzeba zapisać się telefonicznie pod numerem 85 722 91 87. Warsztaty oraz zwiedzanie jest bezpłatne. Przygotowane zostanie też stanowisko z przekąskami, serem korycińskim, lemoniadami, pamiątkami i rękodziełem. Tam naprawdę warto być!

Podlaskie się wyludnia! Nawet Białystok traci mieszkańców. Zobacz najnowsze dane.

Jest takie powiedzenie – każdy kij ma dwa końce. Dlatego to co dla jednych może być wadą – dla innych zaletą. W tym przypadku mowa tu o pewnym procesie, który będzie miał miejsce w ciągu najbliżej dekady. Wyludnianie się gmin. Zostało bowiem policzone – gdzie, ile ubędzie ludzi. Jest to dosyć ciekawa informacja dla wszystkich tych, którzy na przykład szukają świętego spokoju. Przykład Sejn i okolic tego miasteczka pokazał, że tam pandemia dotarła bardzo późno. Ogólnie – jeśli wierzyć specjalistom, to z powodu zmian klimatycznych – różnych pandemii będzie coraz więcej. Nawet minister zdrowia pokusił się o stwierdzenie, że “powrót do normalności” nigdy już nie nastąpi – w tym właśnie kontekście. Dlatego też jeżeli nie zamierzacie całe życie spędzić w maseczce, to raczej rozważajcie wyprowadzkę z dużych miast. Tak robi coraz więcej osób. Dane GUS wskazują jasno – wyludnia się Białystok, a zaludniają się wszystkie gminy dookoła (oprócz gminy Zabłudów). W Podlaskiem są też jednak małe gminy, które się mocno wyludniają.

Zgodnie z danymi GUS najbardziej wyludniające się miejsce w Polsce w przeciągu najbliżej dekady to będzie Hel. Dlatego jeżeli marzycie o mieszkaniu nad morzem – to właśnie tam poza sezonem turystycznym będzie spokój największy. Jeżeli jednak nie lubicie turystów albo ogólnie tłumów, to koniecznie wybierzcie Podlaskie. Dubicze Cerkiewne w ciągu dekady stracą 17,1 proc. swoich obecnych mieszkańców, Milejczyce – 16 proc., Orla – 14,6 proc., Czyże – 13,3 proc., Nurzec-Stacja – 12,9 proc., Grodzisk – 12,5 proc., Czeremcha – 12,1 proc., Szudziałowo – 11,3 proc.

Zestawiając to z danymi z reszty Polski – nigdzie nie będzie się tak wyludniać jak w Podlaskiem. Trochę mniej ubędzie ludzi w Lubelskiem oraz na Warmii i Mazurach. Dlatego jeżeli te dane napawają Was optymizmem, a nie pesymizmem, to możecie już planować zamieszkanie właśnie w tych gminach.

fot. areekw / Wikipedia

Ulica Krzysztofa Krawczyka w Białymstoku coraz bardziej realna!

Zaczęło się od naszego pomysłu, by wybitnego piosenkarza, kochanego przez miliony Polaków uhonorować w Białymstoku ulicą. Argumentowaliśmy to tym, że nie tylko przemawiają za tym jego talent i moc zjednywania sobie ludzi, ale sam fakt, że jako nieświadomy roczny malec mieszkał w stolicy Podlaskiego. Po publikacji – bardzo mnóstwo osób wyraziło swoją aprobatę na Facebooku. Liczba “lajków” nie przeszła bez echa i w kolejnych dniach – kolejne podlaskie media podawały pomysł z ulicą “Krzysztofa Krawczyka” dalej, przedstawiając to jako pomysł “niesprecyzowanych internautów”. Trochę, to śmieszne z ich strony, ale to już inna historia.

Najważniejsze jest to, że pomysł z ulicą Krawczyka nabrał realnych kształtów. Łukasz Prokorym, Przewodniczący Rady Miasta Białegostoku napisał interpelację do Tadeusza Truskolaskiego, że zwrócili się do niego mieszkańcy z pomysłem uczczenia piosenkarza. W związku z tym Prokorym poprosił o wpisanie artysty na listę proponowanych patronów (czyli takich, których można wykorzystać przy okazji powstawania nowych ulic – red.).

Pomysł ma szansę na realizację, bo Prokorym i Truskolaski są po tej samej stronie politycznej. A jest to ważne, bowiem prezydent Truskolaski ma problemy z uznawaniem pomysłów radnych z opcji mu przeciwnych (nawet gdy są dobre). Tu tylko, w ramach dygresji napiszemy o słynnych stojakach na rowery w ZOO, na które trzeba by było wydać kilkaset złotych. Gdy radny opozycyjny do Truskolaskiego o nie poprosił, to w odpowiedzi przeczytał, że ma wskazać źródło ich finansowania. Stąd też, późniejszy nasz prześmiewczy artykuł o słodyczach za 100 tys. zł, który wywołał lawinę komentarzy i nagłą akcję rozdawania słodyczy (ułamka tego co zamówili).

Koniec końców – inny radny sprzyjający Truskolaskiemu także poprosił o stojaki w ZOO i tym razem odpowiedź była pozytywna. Dlatego też mamy nadzieję, że Truskolaski Prokorymowi także nie odmówi i Krawczyka dopisze do listy.

Marszałku! Zostaw babcię w spokoju!

Najpierw ktoś tworzy dzieło sztuki, a potem bez refleksji inni chcą je niszczyć. Mowa tu o muralach, dzięki którym o Białymstoku jest głośno nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Najpierw planowano usunąć Dziewczynkę z konewką, ale ostatecznie udało się ją ochronić. Teraz podobnie rzecz ma się z muralem “Wyślij pocztówkę do babci”. Może niedługo zniknąć. Ale pamiętajcie, że presja ma sens – nie raz to już wspólnie udowodniliśmy – i dopóki prace się nie zaczęły, możemy zrobić wszystko by marszałek zostawił babcię w spokoju.

Przypomnijmy najpierw historię Dziewczynki z konewką. Powstała ona na budynku należącym do Uniwersytetu w Białymstoku. Uczelnia odkąd ma ogromny kampus w Lesie Zwierzynieckim, to regularnie pozbywa się budynków z centrum. Tak też deweloper postawił bloki i hotel w miejscu dawnego wydziału fizyki przy Lipowej. Natomiast przy Al. Piłsudskiego budynek planowała kupić firma, która zamierzała przerobić dawny wydział chemii go na biuro. Kiedy wyszło, że mural Dziewczynka z konewką ma zniknąć przy okazji remontu, to wiele osób wówczas zaprotestowało na tyle skutecznie, że firma budynku niestety nie kupiła, ale też mural Natalii Rak decyzją radnych w 2016 roku został objęty ochroną. Uznano go za dobro kultury współczesnej.

Teraz podobna historia wraca do nas przy okazji sprzedaży innego budynku. Również Uniwersytet w Białymstoku pozbył się swego słynnego biurowca “ONZ” ze Skłodowskiej. Tym razem kupującym był marszałek województwa. Zanim jednak urzędnicy będą mieli tam swoje gabinety, to podobnie jak firma prywatna przy wydziale chemii – jest plan położenia styropianowego docieplenia na ścianie, na której znajduje się wyjątkowy mural – Wyślij pocztówkę do babci. Tym razem jednak nikt nie mówi o ochronie murala. Czy słusznie?

Urzędnicy na łamach prasy zapewniali, że po dociepleniu budynku wróci. Nie jest to jednak aż takie pewne. Przede wszystkim żeby coś wróciło – muszą być do tego warunki. Obecne malowidło powstało w 2019 roku przy okazji festiwalu Up to Date. Jest dziełem artystów z Good Looking Studio na podstawie projektu Jana Estrady-Osmyckiego oraz zespołu kreatywnego FUTD. Czy po przykryciu obecnego muralu da się przekonać cały sztab ludzi, by stworzył replikę swojego unikatowego dzieła?

Dodano później: Jak się okazuje, sprawa ma jeszcze drugie dno. O ile – nawet, jeżeli mural mógłby powrócić na styropianie, to miejscowe przepisy zabraniają tego. Zatem możliwe jest, że muralu długo nie zobaczymy. Zgodę na jego odmalowanie będzie wydawać Tadeusz Truskolaski. Na łamach Gazety Wyborczej – jego zastępca zapowiedział, że plan zagospodarowania przestrzennego nawet nie zezwala na docieplenie ściany. Czy czeka nas sądowa batalia o mural pomiędzy niechętnym sobie Kosickim i Truskolaskim? Jedno jest pewne – gra nie jest warta zachodu.

Dlatego urzędnicy powinni obejść się bez ciepłej ściany. Bez wątpienia mural z ul. Skłodowskiej jest takim samym dobrem kultury współczesnej jak Dziewczynka z Konewką. Dlatego też powinien zostać objęty również ochroną. Machina urzędnicza mieli jednak powoli i nie wiadomo czy byśmy doczekali działania ze strony radnych. Dlatego też możemy jedynie zaapelować do marszałka o dobrą wolę, by zostawił mural w spokoju.

Być może apelu z portalu nie posłucha, ale jeżeli nasi Czytelnicy – jak wiele razy udowodnili – pokażą, że im też zależy, to być może plany nakładania styropianu na mural legną w gruzach. Poniżej lista co możesz zrobić:

  • Udostępnij ten tekst wszystkim znajomym, by wiedzieli o planach urzędników
  • Napisz maila do kancelaria@wrotapodlasia.pl – i wyraź swoje ubolewanie z powodu planów marszałka oraz wyraź swój stanowczy protest przeciwko zakrywaniu ściany i próby “odmalowania” muralu
  • Skorzystaj z https://www.gov.pl/web/gov/wyslij-pismo-ogolne – by wysłać oficjalne pismo do urzędu – nie wychodząc z domu – i wyraź w nim swoje ubolewanie z powodu planów marszałka oraz wyraź swój stanowczy protest przeciwko zakrywaniu ściany i próby “odmalowania” muralu
  • Wyślij list tradycyjny o treści jak powyżej na adres:

Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego
ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego 1
15-888 Białystok

Pamiętajcie – presja ma sens! Dzięki nam możemy uratować piękny mural przed bezsensownym zniszczeniem.

W ostatnich dniach w przestrzeni medialnej rozgorzała dyskusja na temat białostockiego muralu z Babcią Eugenią i jego…

Opublikowany przez Marszałek Artur Kosicki Piątek, 23 kwietnia 2021

Featured Video Play Icon

Udręka mieszkańców się skończy. Suchowola będzie miała obwodnicę.

Suchowola to piękne miasteczko położone pomiędzy Białymstokiem a Augustowem. Nie jest to tylko środek całej Europy, ale też miejsce przez które przebiega droga krajowa nr 8. Dzień i noc przez sam środek miasta przejeżdża mnóstwo tirów. Już nie chodzi o sam hałas, ale też o bezpieczeństwo. Przejście przez ulicę to niekiedy katorga.

Już niedługo to się zmieni. Suchowola bowiem zyska w końcu obwodnicę. Właśnie rozstrzygnięto przetarg w tej sprawie. Warto dodać, że dzięki nowej drodze spokojniej będzie też w okolicznym Skindzierzu, Chodorówce Nowej, Poświętnem, Krzywej, Wysokiem i Zagórzu. W okolicy miejscowości Kumiała powstanie rondo i tam zacznie się obwodnica. Będzie ona prowadzić aż do Głęboczyzny.

W ramach inwestycji powstaną ronda, mosty, estakada, przejścia dla zwierząt i wiele innych. Co najważniejsze – polepszą się warunki jazdy. Ósemka od zawsze była nazywana “drogą śmierci”. Trudno zliczyć ile osób na niej zginęło. W wyniku politycznych perturbacji odcinek drogi pomiędzy Białymstokiem a Augustowem jest “u góry” nieco zapomniany. Białystok dostał ekspresówkę do Warszawy, Łomża dostała Via Balticę, a szlak pomiędzy Białymstokiem a Augustowem interesuje już tylko lokalnych działaczy, którzy jeszcze wierzą w moc petycji.

Dlatego też droga Białystok – Katrynka, obwodnica Augustowa, obwodnica Suwałk, a teraz obwodnica Suchowoli – to naprawdę i tak dużo w porównaniu z tym, co było wcześniej. Już niedługo wszystkie większe ośrodki będą mogły odetchnąć od tranzytu.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Tunel na Hetmańskiej zabytkiem. Gdyby nie urzędnicy, można by było tam coś urządzić.

W lipcu 2019 roku pisaliśmy o tym, że tunel przy ul. Hetmańskiej powinien zostać zabytkiem. Na początku kwietnia tego roku obiekt został wpisany do ewidencji przez Podlaską Wojewódzką Konserwator Zabytków – Małgorzatę Dajnowicz. Trzeba się cieszyć, że walory tego obiektu zostały dostrzeżone. Jego wartości historyczne, związane z rozwojem komunikacyjnym miasta, ukazują pewien etap w rozwoju technik inżynieryjnych i planowania urbanistycznego.” – prof. Małgorzata Dajnowicz podlaska konserwator zabytków. Tunel świadczył o strategicznych walorach komunikacyjnych Białegostoku jako istotnego garnizonu i węzła komunikacyjnego. Zachowana pierwotna forma i oryginalny materiał pozwalają na prowadzenie dalszych badań i analiz dotyczących rozwoju na tym terenie inżynierii komunikacyjnej i wojskowej.

Największym atutem tunelu jest jego solidne wykonanie, które pozwoli mu przetrwać nawet 400 lat. Pytanie tylko czy musi przez ten czas stać nieużywany. Żeby to zmienić, trzeba najpierw rozwiązać sztuczny problem, jaki stworzyli urzędnicy uznając go za obiekt strategiczny. O tym decyduje wojewoda czyli przedstawiciel Premiera RP w terenie. Czy tunel rzeczywiście jest strategiczny? Zdecydowanie nie – szczególnie, że opiera się to na bezsensownych argumentach sprzed 14 lat. Przede wszystkim że ktoś mógłby podłożyć bombę w tunelu (tak jakby teraz nie mógł) albo gdyby doszło do awarii w nowym obiekcie, to ruch zostałby skierowany do starego. Przypomnijmy jednak, że nie ma już połączenia drogowego pomiędzy ul. Kopernika a starym obiektem. Nawet gdyby kiedykolwiek sztab kryzysowy rzeczywiście potrzebowałby tunelu, to można to załatwić prawem służebności. Z jednej strony “kupujący” lub “wynajmujący” dostaje obiekt do własnych potrzeb nawet na zawsze, z drugiej tunel nie jest jego własnością. Jednakże nie można mu tego tunelu tak po prostu odebrać. Sztab kryzysowy jednak może sobie zagwarantować wejście do obiektu bez pozwolenia.

Ruch pojazdów odbywał się tunelem do 2005 roku. Później próbowano stworzyć tam pub, strzelnice czy muzeum. Żadne przedsięwzięcie nie udało się właśnie ze względu na upór urzędników, których nie udało się przekonać, by dać sobie spokój ze strategicznym znaczeniem nieużywanego obiektu.

Dziwny przetarg miasta. Chcą się pozbyć zabytku bez podpalania?

Ten tekst z początku miał mieć neutralny wydźwięk. Oto Prezydent Miasta Białegostoku Tadeusz Truskolaski, a konkretnie z jego upoważnienia działający wiceprezydent Zbigniew Nikitorowicz wystawił na sprzedaż piękny drewniany, zabytkowy budynek, który jakimś cudem nie spłonął jak inne w okolicy. Tylko od lat stoi i niszczeje bez pomysłu na zagospodarowanie. W końcu prezydent zdecydował się go sprzedać. Cena wynosi 650 000 zł. I chociaż z pozoru wszystko wydawało się w porządku, a my w dalszej części tekstu pisaliśmy o kosztach ewentualnego remontu i o tym, że firma, która na to się zdecyduje nie powinna nastawiać się na zyski, to pewien szczegół wprawił nas w osłupienie.

Diabeł tkwi w szczegółach. Przeglądając ogłoszenie o sprzedaży stwierdzić trzeba, że wszystko jest w porządku. Ale w załączniku do ogłoszenia już robi się dziwnie. W tabelce “przeznaczenie” możemy się dowiedzieć, że ktoś, kto kupi budynek będzie mógł go przeznaczyć na hotel, handel, gastronomię, administrację, obsługę bankową, kulturę, edukację lub ochronę zdrowia. Wachlarz jest szeroki. Możliwości jest wiele. Dalej jednak jest zdanie, po którym osłupieliśmy.

“W odniesieniu do budynku przy ul. Mazowieckiej 31/1 dopuszcza się a) przebudowę i zmianę sposobu użytkowania oraz remont; b) przeniesienie budynku

Co to oznacza w praktyce? To o czym kiedyś dyskutowano – by budynek przenieść w inne miejsce na przykład do muzeum w Jurowcach. Gdzie budynek może być przeniesiony, jeżeli kupi go na przykład deweloper? W ten sposób można będzie się pozbyć zabytku bez podpalania. Wystarczy przenieść go na inną działkę, by zyskać kawałek terenu w centrum. Po co w ogóle dano możliwość przenoszenia budynków? Dziwne by było nawet gdyby pozwolono przenosić budynek wyłącznie w obrębie działki. Tu ograniczeń jednak wywnioskować nie można. Jest to kuriozalne, dlatego przetarg jest dziwny.

Zakładając brak złej woli można zastanawiać się nad kosztami remontu – z zachowaniem zaleceń konserwatora. Dlatego, ktoś kto go kupi może nadziać się na minę w postaci gigantycznych kosztów. Zabytków nie remontuje się w ten sam sposób, co pozostałe budynki. Trzeba często używać unikatowych materiałów, które nie są powszechnie dostępne w sklepach budowlanych, a to generuje koszty. Dlatego też odkupienie budynku i remont może mieć charakter wyłącznie prestiżowy.

Budynek przy Mazowieckiej 31/1 w Białymstoku położony jest w tak zwanym “kwartale Kaczorowskiego”. Nazwa pochodzi od nazwiska nieżyjącego, byłego Prezydenta RP na uchodźstwie – Ryszarda Kaczorowskiego. Białostoczanin, gdy był młodzieńcem chodził tą okolicą do szkoły. Dom przy ul. Mazowieckiej powstał w 1932 roku. Jego pierwsi właściciele to Freina Wałłach oraz Kiwa Wałłach. Po II Wojnie Światowej jego właściciele to Maria Boruto i Piotr Borysienko.

Do kwartału należą też budynki stojące przy Mazowieckiej 33 i Mazowieckiej 35. Jeden jest już wyremontowany, a drugi właśnie remontowany. Ceglane, piękne kamienice doskonale prezentują się. Tylko ten drewniany domek stoi taki opustoszały, zabity deskami i czekający na drugie życie.

Dziki parking znajduje się pomiędzy tym skwerkiem a ZUS.

Powstaną kolejne bloki. Tym razem obok ZUS i dawnego cmentarza.

Od lat parkowały tam samochody, teraz to się zmieni. Miasto postanowiło sprzedać działkę przy ZUS czyli prawie w samym centrum miasta. Jak nie trudno się domyślić – powstaną tam kolejne bloki. W tym przypadku to jednak zmiana na lepsze. Niemal każda informacja o budowie nowych bloków wywołuje duże emocje i w tym przypadku może być podobnie. Jednak gdy racjonalnie podejdziemy do tej inwestycji, to zauważymy, że jest słuszna.

Historia powstawania niektórych “apartamentów” to walka z zabytkami, które są palone po to, by nimi być przestały. W ten sposób wypalono osiedle Bojary, a teraz wypalane jest osiedle Przydworcowe. W tym przypadku również będzie powstawać blok na tym osiedlu, ale nie ma nic do wypalenia. Tym razem jest to dziki parking, z którego korzystają wszyscy, którzy pracują w ZUS i jego interesanci. Oczywiście unikając opłat za parkowanie. Tymczasem tendencja w Europie jest taka, by do centrum jeździć komunikacją miejską. W Białymstoku w godzinach szczytu i tak nie ma czym oddychać. Wieczorami w okolicy ZUS także. I chociaż parking czy też garaże zapewne też powstaną, to zdecydowanie zmniejszy się w tym miejscu rotacja aut. A to oznacza też mniej skumulowanych spalin.

Zupełnie obok jest odgrodzony teren dawnego cmentarza, który powstał gdy epidemia cholery masowo zabijała mieszkańców. Chociaż dawne dokumenty i fotografia tego nie wskazuje, to może się okazać, że rozkopując parking – ekipa budowlana natrafi na szczątki. Jeżeli tak się stanie, to deweloper może mieć problem. Na cmentarzu obok działki pochowani są Żydzi, a w ich kulturze nie ma zgody na przenoszenie miejsca pochówku. Dlatego jeżeli ktoś będzie próbował tak zrobić ryzykuje konflikt. Nawet jeżeli skończy się on po myśli dewelopera, to cała inwestycja może potrwać bardzo długo. Współczuć należy tylko przyszłym mieszkańcom “apartamentów”, bo to za ich pieniądze będzie realizowana inwestycja. Może być tak, że poczekają na swoje “M” nawet kilka lat.

Jeżeli jednak żadnych szczątków nie będzie, to likwidacja parkingu jest dobrym krokiem. Całe otoczenie ZUS-u to bloki i pawilony. Po drugiej stronie stoją też domy, ale jesteśmy przekonani, że to kwestia czasu, gdy zamienią się w blokowisko, bowiem wypalanie w tamtym rejonie idzie dosyć sprawnie. Szczególnie, że nikogo z władz to nie interesuje, które gdyby chciały to zatrzymać zmieniłyby lokalne prawo zagospodarowania przestrzennego. Nie interesuje to także organów ścigania, bo nawet jak wszczynają śledztwa, to nie potrafią złapać podpalaczy.

Można się zastanawiać tylko dlaczego miasto sprzedaje działkę zamiast ją zagospodarować. Teoretycznie mogliby stworzyć tam tereny zielone, by skwerek, dawny cmentarz i ten obecny parking tworzyły jedność. Pamiętajmy jednak, że do kasy budżetu miasta pieniądze muszą wpływać jeżeli mają powstawać kolejne inwestycje. Sprzedaż działki za miliony to możliwość pozyskania wkładu własnego na konkretną inwestycję za unijne pieniądze. Dlatego kolejny blok w blokowisku to lepszy pomysł niż dziki parking.

Kto by nie chciał mieszkać w takiej okolicy?

Białystok zaprasza do spalenia zabytku? Atrakcyjna lokalizacja pod blok.

Mimo, że prawie 4 lata temu dokładnie opisaliśmy proceder palenia zabytków w Białymstoku, mimo ogromnej liczby czytelników, a także pozostawionych reakcji, udostępnień, komentarzy, nikt z miasta nie kiwnął nawet palcem. Od tamtego czasu spłonęły “tylko” stare domy w okolicach Kopernika czy Sosnowskiego. Tym razem wchodzi w grę spalenie zabytku stojącego w atrakcyjnym miejscu – przy ul. Św. Rocha 11. Idealne miejsce pod blok.

Przypomnijmy na czym polega proceder. Otóż uchwalone w Białymstoku plany zagospodarowania przestrzennego (czyli lokalne prawo) są tak skonstruowane, że nie tylko w żaden sposób nie chronią zabytków, ale wręcz zachęcają do jego spalenia po to, by mógł pojawić się tam blok. Jak to działa? W skrócie tak:

Jeżeli próbowalibyście przeczytać uchwałę Rady Miasta Białystok nr XXVI/417/16 z 24 października 2016r. to prawdopodobnie niewiele byście zrozumieli. Jest napisana rzecz jasna urzędowym i zawiłym językiem, przerzucając “czytelnika” po gąszczu przepisów. Dzięki takiej konstrukcji bardzo łatwo coś ukryć przed tymi, którzy “nie są w temacie”. Powiedzmy sobie szczerze czy przeciętnego białostoczanina obchodzi plan zagospodarowania przestrzennego? O ile nie chce urządzać przestrzeni w mieście to nie. Plan jest dla tych, którzy budują w mieście budynki – a tak się składa, że w ostatnich latach bardzo aktywnie budują wszelkiej maści deweloperzy. Wpychają swoje “apartamenty” gdzie się da.

Zatem jesteśmy oto świadkami takiej oto sytuacji. Otóż urzędnik przygotowujący treść uchwały sformułował taki sprytny przepis. Radni przegłosowali plan i tym samym uchwalili sytuację, w której jeżeli dojdzie do przypadku, że zabytek zostanie zniszczony to można budować 6 a nawet 7-piętrowy blok.

Zabytkowa willa z 1929 roku znajduje się po lewej stronie – przy budynku Białostockiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Więcej o tym procederze:

Skandal w Białymstoku! Lokalne prawo zachęca do podpalenia! Spalony zabytek stoi na działce dewelopera.

Proceder trwa od kilkunastu lat. Poniżej opis jak znikała dzielnica historyczna – Bojary.

Płoną i niszczeją zabytki w Białymstoku. Developer i znana spółka medyczna właścicielami działek

Wracając do ul. Rocha 11. Dokładnie tak samo jest i w przypadku budynku z 1929 roku, który tam stoi. Budynek jest zdewastowany i opuszczony. Po co remontować? Szkoda pieniędzy. Dlatego mimo że zabytkowa, to jednak “rudera” jest na sprzedaż. Za 1,1 mln zł. Cóż z tego, że budynek jest objęty ochroną konserwatorską, skoro w planie zagospodarowania przestrzennego jest zapisane, że można w tym miejscu zbudować 20-metrowy blok. Oczywiście, jeżeli dotychczasowy budynek przestanie istnieć, a zatem zostanie z niego ochrona zdjęta. Czy potrzeba lepszego zaproszenia do spalenia? Oczywiście, że nie, bo od kilkunastu lat taki proceder doskonale się sprawdza, a władze miasta mimo możliwości naprawienia błędu w postaci zmiany prawa – nadal ignorują temat. Przypomnijmy jeszcze na koniec, że jeszcze w 2012 roku budynek władze chciały wyburzyć. Wówczas zainterweniował konserwator, który wpisał go do ewidencji zabytków.

Prezydent ma zielone światło. Może wycinać las pod lotnisko. Przeciwnicy już się mobilizują.

Prezydent może już planować dokończenie inwestycji na Krywlanach, ale wycięcie lasu to ogromna operacja. Nie tylko logistyczna. Potrzebna mu będzie równie silna psychika. Naprawdę bardzo wiele osób przeciwnych lotnisku już się organizuje w internecie, by “uratować” las Solnicki. Impulsem do działania było zatrzymanie innej (skądinąd bezsensownej) wycinki – Lasu Turczyńskiego. Ponadto wiele protestujących mieszka blisko Krywlan, zatem trudno by byli zadowoleni, że w końcu po wielu latach może się udać tam utworzenie lotniska. Szczególnie, że daje się we znaki im działalność toru wyścigowego.

Chociaż wielokrotnie pisaliśmy, że utworzenie na Krywlanach lotniska lokalnego jest dobrą decyzją i trzeba ją dokończyć jak najszybciej, to i tak nie mamy zamiaru przekonywać mobilizujących się. Mamy jednak nadzieję, że gdy nastąpi już moment “próby sił”, to jednak zwyciężą Krywlany, a nie ich przeciwnicy. Po prostu musimy spojrzeć prawdzie w oczy – to jedyne lotnisko na Podlasiu jakie ma szanse powstać dla zwykłych mieszkańców.

Nieprawdziwie przytacza się argument o jakiejś grupie biznesmenów, która będzie na wyłączność korzystać z Krywlan. Przede wszystkim u nas praktycznie nie ma wielkich biznesmenów, bo po co mieliby u nas być – skoro zaledwie 200 km obok jest Warszawa i dużo większe możliwości? Póki co wiemy o jednym, który będzie korzystać z Krywlan. Tylko, że on już to robi od dawna i nie potrzebuje nowego pasa. Jest jeszcze inny biznesmen, ale on ma nie tylko swój własny samolot, ale też i własne lotnisko – w Narwi.

Dlatego też jeżeli uda się dokończyć Krywlany, to zaistnieje szansa na regularne loty dla zwykłych mieszkańców. Szczególnie, że zainteresowanie Białymstokiem okazywała firma LOT. Pamiętać należy również, że firmy lotnicze nie zarabiają na pasażerach “kokosów”. Te przynosi transport towarów. Dzięki Krywlanom poprawimy swoje możliwości importu i eksportu. Warto pamiętać też, że bez lotniska nie mamy szans na imprezy o charakterze międzynarodowym. Możecie wierzyć lub nie – gdyby było można wylądować w Białymstoku – to na stadionie można by było organizować więcej imprez sportowych niż Ekstraklasa. Tak samo w mieście mogłyby wystąpić gwiazdy, które teraz co najwyżej pojawiają się w Warszawie, Krakowie, Katowicach czy Łodzi.

Jeżeli chcemy wyjść z gospodarczego, kulturalnego i transportowego “doła”, to Krywlany są dla nas ostatnią deską ratunku. Lasu szkoda, ale utraconej szansy jeszcze bardziej.

Tak mógłby wyglądać Tadeusz Truskolaski - gdyby zjadł wszystkie słodycze, które zamówiono do jego urzędu.

Truskolaski zamówił słodycze, kawy, herbaty na prawie 100 tys. zł! Kilkaset kilo cukierków, ciastek, czekoladek oraz 800 butelek coli.

Przyznamy szczerze, że ta sprawa nas nieco rozśmieszyła. Oto Pan Prezydent Tadeusz Truskolaski i jego ekipa okazali się niezłymi łasuchami! Gdyby kupowali za swoje, to nic nam do tego, bo sami też lubimy słodycze. Ale oni kupili te słodycze za nasze – wydając nasze prawie 100 000 zł. Kuriozum. Warto przypomnieć w tym kontekście, że pożałowano 200 zł (dwieście złotych) na stojaki rowerowe. Dodajmy też, że byle czego jeść nie będą. Rafaello, Merci, Michałki, a także migdały i pistacje. Wytykanie zakupu wody, kawy i herbaty darujemy. Słodyczy nie. Miejmy nadzieję, że prezydent nie zamawiał tylko dla siebie. Tyle się ostatnio mówi o cukrzycy.

Najbardziej zaskoczyła nas jednak kwota zamówienia – słodycze, woda, kawa i herbata kosztować będą prawie 100 000 zł i ma to starczyć na cały rok. Inaczej mówiąc Urząd Miejski w Białymstoku będzie przejadać i popijać słodycze za nasze dokładnie 97 063,23 zł. Złożono zapotrzebowanie na konkretne produkty (pełna lista poniżej). Między innymi kilkadziesiąt bombonierek, kilkaset opakowań ciastek, 800 butelek coli, ponad 100 kg cukierków. Kto tyle zje i czy nie boi się o zdrowie?

Być może gdyby Truskolaski w 2019 roku nie utyskiwał na brak pieniędzy, a w 2020 roku nie mówił że budżet “nie potrzeb, a możliwości”, gdyby nie “afera” o brak pieniędzy na stojaki rowerowe za kilkaset złotych, to o tych słodyczach byśmy nie mówili. Niestety urosły one do rangi jednak ważnych wydatków, bo skoro jest tak źle – to kto wpada na pomysł kupowania słodyczy na prawie 100 000 złotych? Za prywatne pieniądze w życiu by tyle nie kupili, ale skoro to publiczne to trwonią na lewo i prawo. Wstyd Panie Prezydencie!

Słodyczami będą się zajadać pod adresami: Słonimska 1 (główny Urząd), Kilińskiego 6 (Pałacyk Gościnny, Urząd Stanu Cywilnego), Składowa 11 (Inwestycje, drogi, komunikacja miejska), Św. Rocha 3 (Centrum Aktywności Społecznej).

Oto czego sobie zażyczono sobie konkretnie:

Jakich połączeń kolejowych brakuje? Urząd czeka na propozycje.

Rok temu w podobnych konsultacjach zgłaszaliśmy swoje propozycje dotyczące rozkładu jazdy podlaskich kolei i zostały one częściowo uwzględnione. Dlatego też postanowiliśmy w tegorocznej edycji zachęcić do udziału również Was, bo być może ma to sens. Oczywiście stuprocentowej pewności nie mamy, że ktoś głosami mieszkańców na serio się przejmuje, ale skoro zmiany w rozkładzie nastąpiły i są zbieżne z tym, co proponowaliśmy – jakaś szansa jest.

Rozkład jazdy co prawda będzie obowiązywać dopiero od 12 grudnia 2021 roku, ale czy coś zrobicie czy nie – czas i tak minie. W komunikacie urzędowym czytamy: Za punkt odniesienia przy składaniu wniosków proszę przyjąć obecny rozkład i jednocześnie prosimy o ocenę obowiązującego rozkładu. Państwa opinie wskażą jakie zmiany należy wprowadzić w przyszłym rozkładzie jazdy w celu lepszego dostosowania oferty do potrzeb.

Na ocenę i propozycje zmian urzędnicy czekają w okresie od 22 lutego do 8 marca 2021 roku. Wnioski, uwagi i sugestie należy przesyłać na specjalnie do tego celu przygotowanym formularzu, do pobrania tutaj:

  • ankieta 2021 – 2022 (PDF)ankieta na temat rozkładu jazdy pociągów w celu lepszego dostosowania oferty do Państwa potrzeb
  • ankieta 2021 – 2022 wersja edytowalna (DOCX)
    ankieta na temat rozkładu jazdy pociągów w celu lepszego dostosowania oferty do Państwa potrzeb na  adres e-mail: dit.sekretariat@wrotapodlasia.pl, bądź w formie papierowej na adres: Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego, 15-888 Białystok,  ul.Kardynała Stefana Wyszyńskiego 1.

W tytule e-maila należy wpisać wpisać: „Konsultacje społeczne RJP 2021/2022.

Nie będą rozpatrywane wnioski:

1. ogólnikowe i niewnoszące konkretnego postulatu

2. dotyczące połączeń dalekobieżnych (np.: pociąg relacji Białystok – Warszawa, Hajnówka – Warszawa) i międzynarodowych – organizatorem tych połączeń jest minister właściwy do spraw transportu.

3. zawierające uwagi o stanie linii kolejowych, dworców i przystanków (adresatami takich uwag są spółki odpowiadające za utrzymanie linii i infrastruktury kolejowej m.in.: PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. i PKP Nieruchomości).

Na przyszły kształt oferty przewozowej wpływać będzie szereg czynników m. in.: ilość środków finansowych w dyspozycji województwa, popyt i  oczekiwania podróżnych, stan i dostępność infrastruktury jak również zasoby personalne i taborowe oraz uzgodnienia z sąsiednimi organizatorami na liniach stycznych z innymi województwami.

Kiedy przyszli…

Martin Niemöller, 1892-1984
(niemiecki pastor luterański; wiersz napisany w obozie w Dachau w 1942 r.)

Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem.
Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

Naszym wrogiem, wrogiem śmiertelnym, nie jest drugi człowiek. Nie jest nawet ten, który ma inne przekonania, innych wartości się ima, by sobie jakoś ten skomplikowany świat poskładać w spójną całość.

Naszym wrogiem jest nasza obojętność. Wobec zła. Jeśli bowiem widzisz zło lub nieprawość i nie reagujesz, stajesz się tego zła i tej nieprawości współuczestnikiem. A na końcu ofiarą.

 

Zdecydowanie sprzeciwiamy się używaniu epidemii, jako pretekstu do wprowadzenia kolejnego, nowego, wyjątkowo dotkliwego obciążenia mediów. Obciążenia trwałego, które przetrwa epidemię Covid-19.

Jeśli plany rządu się powiodą, nasz portal być może będzie zlikwidowany. Możesz też stracić możliwość korzystania z innych mediów i źródeł informacji.

Polski rząd chce obciążyć firmy medialne – działające legalnie, nieuchylające się od opłat i składek – dodatkowym podatkiem od reklam. Argumentuje to zwalczaniem skutków pandemii COVID-19. Rezultatem takiego działania w trudnym czasie pandemii może być likwidacja części mediów.

Rolą mediów nie jest walka ze skutkami pandemii – to rola rządu. Naszą rolą jest rzetelne informowanie Obywateli. Nie ma wolnego kraju bez niezależnych mediów. Nie ma wolności bez wolności wyboru. Dlatego walczymy o wielość i różnorodność mediów w Polsce. A przede wszystkim – o prawo wyboru dla Was.

fot. Dawid Gromadzki / UM Białystok

Jaki ma być Białystok w 2030 roku? Bez Truskolaskiego.

Ostatnio prezydent Białegostoku przeprowadzał konsultacje społeczne. Zainteresowanie nimi było umiarkowane. Mieszkańcy wypełnili łącznie 593 ankiety na temat oczekiwań co do przyszłości miasta. Wynik nie jest powalający, ale i magistrat niespecjalnie “promował” konsultacje. Wcale się nie dziwimy, bo Tadeusz Truskolaski w swoim wieloletnim rządzeniu ze zdaniem mieszkańców nigdy się nie liczył. Zatem im mniej ankiet tym mniej osób oburzonych na jego przyszłe decyzje.

Najpierw zacznijmy od tego, dlaczego uważamy, że Tadeusz Truskolaski nigdy się nie liczył ze zdaniem mieszkańców. Wróćmy do “prehistorii”. Gdy tylko prezydent zajął stołek po Ryszardzie Turze, nastały roboty na wielu ulicach na raz. Najpierw utrudnienia, a potem nowe drogi. To szybko zrobiło wrażenie na mieszkańcach, którzy do dziś wybierają Truskolaskiego właśnie za te remonty dróg kilkanaście lat temu. Jednak równolegle ze zmianą nawierzchni – mimo protestów – wyrzucono ludzi z bazarem przy ul. Jurowieckiej, zabetonowano Rynek Kościuszki (nieco ulegając mieszkańcom pozostawiono kilka drzew), wybudowano pas startowy na Krywlanach, a ostatnio utworzono skwerek im. Pawła Adamowicza – nie mającego nic wspólnego z Białymstokiem, zamordowanego kolegi prezydenta Truskolaskiego. Czy te wszystkie były słuszne? Tego nie rozpatrujemy. Wskazujemy tylko, że były one wbrew białostoczanom. Przykłady tego typu decyzji można by było mnożyć.

Według opinii mieszkańców najważniejszymi aspektami rozwoju Białegostoku do 2030 r. są:
– atrakcyjne miejsca pracy – 167 odpowiedzi (12,79% ogółu odpowiedzi),
– działania w zakresie ochrony środowiska – 133 odpowiedzi (10,18% ogółu odpowiedzi),
– rozwój miejskich terenów zielonych – 132 odpowiedzi (10,11% ogółu odpowiedzi),
– rozwój lotniska i połączeń lotniczych – 118 odpowiedzi (9,04% ogółu odpowiedzi),
– rozwój transportu publicznego – 88 odpowiedzi (6,74% ogółu odpowiedzi),
– tolerancyjność – 87 odpowiedzi (6,66% ogółu odpowiedzi)

Zacznijmy od oczekiwań mieszkańców. Odkąd rządzi Truskolaski jest aktualne ciągle oczekiwanie, by do Białegostoku ściągnąć jakieś firmy, które zatrudniają specjalistów i lepiej płacą. Kilkanaście lat i prezydent nadal nic nie zdziałał. Oczywiście na Dojlidach stoi Białostocki Park Naukowo-Technologiczny i jest specjalna strefa ekonomiczna, ale przegrywany z pobliską Warszawą. Nie mamy nic do zaoferowania wielu firmom, bo kończący specjalistyczne studia w Białymstoku (inżynieryjne, medyczne i prawnicze) w zdecydowanej większości uciekają z miasta z dyplomem. Póki co w Białymstoku tylko koszty utrzymania przypominać zaczynają warszawskie.

Jeżeli chodzi o ochronę środowiska oraz rozwój miejskich terenów zielonych – to odpowiedź mieszkańców na to, co do tej pory Truskolaski robił z Białymstokiem. Betonował i wycinał. Dopiero ostatnio powstały ciekawe inwestycje przyrodnicze na os. Marczuk czy Mickiewicza. Sprawdziły się też łąki kwietne. Na kilkanaście lat to jednak zdecydowanie za mało. Szczególnie, że nic nie zrobiono z ulewami podtapiającymi miasto latem.

Jeżeli chodzi o temat lotniska, to nie będziemy tutaj rozwijać zbytnio wątku. Temat jest obszernie znany i Truskolaskiemu akurat trzeba zapisać na plus, że mimo protestów i wszystkich innych przeciwności zrobił w temacie lotniska całkiem sporo. Teoretycznie pozostało wycięcie drzew. Coś czujemy, że jednak długo to jeszcze nie nastąpi. A szkoda by było.

Jeżeli chodzi o transport publiczny, to od dawna krytykujemy Tadeusza Truskolaskiego, że komunikacją miejską rządzi od bardzo dawna ten sam człowiek i to jest bardzo złe. Nie ma żadnego powiewu świeżości na tym stanowisku. A przez to Białystok zapycha się samochodami, a autobusami jeżdżą osoby tylko te, które muszą. Bilety są bardzo drogie, nie ma linii “ekspresowych”, nie ma też kolei miejskich (lub aglomeracyjnych) mimo możliwości. W efekcie jest zapchane centrum, w którym nie da się zaparkować. A można by było zorganizować wszystko tak, by autobusem czy koleją miejską opłacało się jeździć bardziej niż samochodem. Szczególnie, gdy chcemy dostać się do centrum.

Tolerancja jako najważniejszy aspektu rozwoju miasta to natomiast coś, czego zupełnie nie rozumiemy. Być może odpowiadającym chodziło o to, by promować się jako wielokulturowe miasto i przyciągać tym turystów. Tyle, że to robi się zarówno w mieście jak i całym Podlaskiem od dawna. Efekty? Gdyby nie epidemia, może by było coraz lepiej. Turystów widać latem coraz częściej.

Organizacje pozarządowe uznały za najważniejsze czynniki do rozwoju miasta:
– budowa i rozbudowa infrastruktury drogowej, optymalizacja organizacji ruchu – 9 odpowiedzi (13,43% ogółu odpowiedzi),
– działania w zakresie ochrony środowiska – 5 odpowiedzi (7,46% ogółu odpowiedzi),
– rozwój transportu publicznego – 5 odpowiedzi (7,46% ogółu odpowiedzi),
– rozwój miejskich terenów zielonych – 4 odpowiedzi (5,97% ogółu odpowiedzi),
– spójna polityka przestrzenna miasta 4 odpowiedzi (5,97% ogółu odpowiedzi

Tu odniesiemy się tylko do ostatniego punktu, bo nie jest zbieżny z tym co oczekują mieszkańcy. Ostatni raz efekty polityki przestrzennej było widać przy okazji remontu Rynku Kościuszki w 2010 roku. Wtedy to zaczęły też znikać brzydkie szyldy, zaś cała przestrzeń nabrała nowej jakości. Dziś natomiast mamy politykę przestrzenną pod dyktando deweloperów. Zabytki i to co stare płonie przy udawaniu ze strony miasta, że problemu nie ma, zaś później w tych samych miejscach powstają bloki.

Jeżeli zestawimy oczekiwania mieszkańców i to co zrobił do tej pory przez kilkanaście lat Tadeusz Truskolaski, to prezydent wypada bardzo blado. Szanse, że za 9 lat oczekiwania zostaną spełnione są bardzo niskie. To co oferuje świat nowoczesnych technologii, to jak wyglądają i jak działają dziś europejskie miasta i jak daleko w tyle jest Białystok świadczy tylko o jednym. Z tym prezydentem nie ruszymy już dalej z miejsca. Remont Rynku, wymiana nawierzchni dróg i rozpoczęcie budowy lotniska to trochę za mało jak na kilkanaście lat rozwoju miasta. Dlatego odpowiadając na pytanie jaki ma być Białystok w 2030 roku? Bez Tadeusza Truskolaskiego.

Białystok i Łomża będą połączone kolejowo? Jest duża szansa!

Jakiś czas temu pisaliśmy, że Województwo Podlaskie ma specyficzny problem. Otóż w 1999 roku powstało zlepione z województw białostockiego, suwalskiego i łomżyńskiego. Później z upływem czasu oczekiwać by należało, że zasypane będą różnice społeczne, kulturowe i brak wspólnych interesów mieszkańców dawnych województw. Jednym z narzędzi do realizacji takiego celu byłoby stworzenie sieci połączeń, by suwalczanom wygodniej było załatwiać różne sprawy i prowadzić interesy w Białymstoku, a nie Ełku czy Olsztynie. Podobnie, by mieszkańcy Łomży chętniej skłaniali się ku nowej stolicy województwa niż Ostrołęce czy Piszowi.

Tymczasem mamy rok 2021, a wszystko jest po staremu. Droga łącząca Białystok i Suwałki komfortowa jest tylko miejscami. Od dawna jakość drogi od podbiałostockiej Katrynki aż daleko za Suchowolę jest kiepska. Mało tego, nowa droga z Augustowa do Suwałk jest tak położona, że wielu kierowców nadal wybiera starodroże. Kolejowo też nie jest dobrze. Od Sokółki do Suwałk nie ma elektryfikacji i nie ma planów, by ją budować. Połączeń krajowych przez Białystok – Suwałki jest bardzo mało, bo w Sokółce trzeba zmieniać lokomotywę. Dlatego mieszkańcy są skazani na spalinowe szynobusy. Jednak miarą rozwoju regionu jest pierwszy typ połączeń.

Z Łomżą jest zupełnie inaczej. Droga jest kiepska, ale tylko częściowo, bo Białystok jest połączony ekspresówką z Warszawą. Natomiast połączenie kolejowe nie istnieje. Co ciekawe, obecna ekipa rządząca zapowiadała utworzenie Centralnego Portu Komunikacyjnego oraz sieć połączeń kolejowych, dzięki którym z wielu miast w Polsce bardzo szybko byłoby można do portu dojechać. Między innymi szybką koleją miałą być połączona Łomża, ale z Warszawą i Mazurami. Oznaczało to kuriozalną sytuację, gdzie nie byłoby połączenia Białegostoku i Łomży – miast z tego samego województwa. Nie wiemy, czy plany z budową CPK są aktualne, ale na szczęście powstał inny plan i to bardziej pewny!

Ruszył drugi etap programu Kolej Plus. Województwo Podlaskie się do niego zakwalifikowało, dzięki czemu zostanie zrealizowany projekt “Stworzenie ciągu komunikacyjnego Łomża – Białystok poprzez rewitalizację wraz z elektryfikacją linii kolejowej nr 49 Łomża – Śniadowo oraz elektryfikacja i odbudowa infrastruktury pasażerskiej na linii kolejowej nr 36 na odcinku Śniadowo – Łapy”.

W drugim etapie samorządy mają 12 miesięcy na opracowanie wstępnego studium planistyczno-prognostycznego. Mają też pozyskać niezbędne dokumenty, opinie oraz wnioski z konsultacji społecznych. Projekt wymaga, by na trasie były między innymi 4 pary pociągów przez 5 lat. Gdy Urząd Marszałkowski spełni wszystkie zalecenia projektowe, stworzona zostanie wówczas lista rankingowa projektów i kwalifikacja ich do realizacji w Programie Kolej Plus.

W praktyce oznacza to, że jako pierwsze będą realizowane projekty z tych regionów, gdzie politycy mają siłę przebicia w kraju. Zatem jeżeli podlascy politycy coś znaczą, to powinni stanąć na uszach, by doprowadzić do realizacji podlaskiego projektu w pierwszej kolejności. Chociaż jak się patrzy ile czasu walczyli o ekspresową drogę nr 19, która powstaje, ile lat walczą by droga krajowa nr 8 od Katrynki do Augustowa była ekspresowa, ile lat prosili o budowę ekspresówki do Warszawy, to ich skuteczność jest po prostu marna. Ale pamiętajmy, że ekipy rządzące i ludzie orbitujący wokół najważniejszych osób w państwie się zmieniają. Dlatego to co było kiedyś, nie musi się równać temu co jest teraz oraz temu co będzie w niedalekiej przyszłości. Dlatego szanse na połączenie Białegostoku z Łomżą poprzez regularne połączenia kolejowe oceniamy jako większe niż 50 procent.

Nowe, maleńkie osiedle w Białymstoku. To dawna wieś Bagnówka.

Powstało nowe, 29. osiedle w Białymstoku. Jest malutkie, ale za to nawiązuje do historii. Mieszkańcy zabiegali o odrębność i stała się ona faktem. Z osiedla Jaroszówka i osiedla Wygoda wydzielono Bagnówkę – dawną wieś. Zacznijmy od tego, że taka nazwa i tak funkcjonowała w nieformalnym obrocie już od dawna. Teraz może widnieć już na tablicach ulic. Osiedle mieści się pomiędzy ul. 42 Pułku Piechot, ul. S. Nowakowskiego, ul. J. Szapiro oraz ul. Bagnówka-kolonia. Nowe osiedle leży na skraju miasta granicząc z Sowlanami. Bagnówka to tylko kilkanaście ulic. Zmiana ma więc charakter symboliczny.

W XIX wieku we wsi znajdował się młyn wodny nad rzeką Dolistówka, karczma oraz zakład kowalski. Część mieszkańców zatrudniona była w Białymstoku jako robotnicy w fabrykach. Pozostali żyli z pracy na roli. Pod koniec dziewiętnastego stulecia wieś nawiedziła epidemia cholery. Po tym okresie pozostała w okolicy góra choleryczna, gdzie pochowano bardzo wiele osób.

Mieszkańcom nowego osiedla życzymy rozwoju ich lokalnej wspólnoty. Mimo, że osiedla są podzielone tylko umownymi granicami, to jednak więzi konkretnych sąsiadów na tych osiedlach są zawsze prawdziwe i silne.

 

Nareszcie! Stacja Białystok będzie miała zadaszone perony!

Obecnie w okolicach dworca kolejowego w Białymstoku trwają prace modernizacyjne. Wymieniane są tory kolejowe, ale to dopiero początek. Z perspektywy pasażera intersujące są przede wszystkim dwie informacje.

Pierwsza jest taka, że pomiędzy stacjami Starosielce a Nowe Miasto powstaną tory kolejowe, dzięki czemu w przyszłości będzie możliwe stworzenie połączenia regionalnego na przykład z Ełku do Hajnówki. Obecnie pociąg musiałby manewrować w Białymstoku lub zajeżdżać do głównej stacji przy ul. Kolejowej. Po zmianie będzie mógł stację pominąć, zatrzymując się tylko w Starosielcach i Nowym Mieście, zyskując sporo czasu. To oczywiście tylko hipotetyczne, bo raczej takiego połączenia nigdy nie będzie, bo u nas rozwój kolei nie polega na rozwoju połączeń pasażerskich. Dlatego połączenie obu stacji ma służyć przede wszystkim pociągom towarowym.

Dla białostoczan ważniejsza jest informacja druga, bo zmieni się w końcu to, na co narzekali od lat. Po remoncie dworca kolejowego czas na zmiany w peronach. Te zyskają w końcu zadaszenie! Dodatkowo będą też tunele prowadzące na nie z budynku dworca. Cały obiekt będzie też połączony z powstającym przy Bohaterów Monte Cassino centrum przesiadkowym.

Gdy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A ukończy wszystkie prace, które obecnie trwają, to w efekcie przyśpieszą też pociągi łączące Białystok z Warszawą. Dojazd potrwa 30 minut krócej niż obecnie, czyli zajmie 1,5 godziny.

 

 

Featured Video Play Icon

Czy Białystok jest najlepszym miejscem do życia na tle innych miast Europy?

Komisja Europejska zbadała jakość życia mieszkańców 83. miast Europy i opublikowała raport „Jakość życia w miastach europejskich”. Badał on poziom życia mieszkańców i wyszło, że w Białymstoku jest najlepiej. Miasto Białystok z tego powodu natychmiast stworzyło propagandowy filmik (do obejrzenia powyżej) i oczywiście się pochwaliło. Ale czy jest czym?

W raporcie zbadano między innymi poziom życia mieszkańców w ostatnich pięciu latach. W raporcie, poza Białymstokiem, uwzględniono jeszcze trzy polskie miasta: Gdańsk, Kraków i Warszawę. Ale co to znaczy, że jest Białystok najlepszy? Tak naprawdę, to przeprowadzono po prostu ankietę wśród mieszkańców. Ankieterzy Komisji Europejskiej zapytali 58,1 tys. mieszkańców różnych miast, jak oceniają czystość, szeroko rozumiane bezpieczeństwo, opiekę zdrowotną, rynek pracy, udogodnienia dla osób starszych, dostęp do terenów zielonych i placówek kulturalnych, a także otwartość światopoglądową i wiele innych czynników. Pytania dotyczyły aż 27 kategorii związanych z życiem każdego z miast.

W większości kategorii Białystok otrzymał wyższy procentowy wynik, niż średnia europejska dla danej kategorii:

  • dobre miejsce do życia dla osób starszych – 96 proc.
  • miejsce dobre do życia dla ludzi w ogóle – 95 proc.
  • zadowolenie z życia w mieście – 94 proc.
  • bezpieczeństwo przed kradzieżą – 94 proc.
  • transport publiczny jest bezpieczny – 93 proc.
  • czyste miasto – 92 proc.
  • dobre miejsce do życia dla rodzin z małymi dziećmi – 92 proc.
  • zadowolenie z transportu publicznego – 92 proc.
  • zadowolenie z obiektów kultury – 91 proc.
  • zadowolenie z terenów zielonych – 91 proc.
  • bezpieczeństwo spacerów w nocy – 91 proc.
  • dobra jakość powietrza w mieście – 88 proc.
  • łatwo dostępne usługi on-line w lokalnej administracji publicznej – 86 proc.
  • obiekty sportowe – 85 proc.
  • dobra sytuacja finansowa gospodarstw domowych – 71 proc.
  • czas na załatwienie wniosku w lokalnej administracji publicznej – 70 proc.
  • brak korupcji w lokalnej administracji publicznej – 59 proc.

Czy można wyliczyć na podstawie takich kryteriów, że miasto jest najlepsze? To przecież wielkie skupisko społeczności, gdzie są różne interesy i potrzeby. Zaczynając od administracji. Gdyby nas zapytał ankieter o korupcję w lokalnej administracji, to byśmy nie umieli powiedzieć czy taka jest czy nie, bo nigdy nie załatwialiśmy spraw w urzędzie, w których jakiś urzędnik wymagał płacenia “pod stołem”. Czy to przesądza o braku korupcji? Od tego są odpowiednie organy państwowe, a nie widzimisię mieszkańców. Czas na załatwienie wniosku w lokalnej administracji wynika natomiast z przepisów prawa. Zatem także nie ma tak, że w różnych miastach te czasy różnią się od siebie diametralnie. Usługi online także nie są wdrażane przez samorządy, tylko Ministerstwo ds. cyfryzacji.

Jak traktować natomiast dane związane z bezpieczeństwem? Policja w Polsce działa przecież jednakowo i także nie ma nic wspólnego z danym miastem, a z organizacją państwową. Dlatego jak traktować wyniki dotyczące bezpieczeństwa przed kradzieżą, bezpiecznym transportem publicznym czy bezpiecznymi spacerami w nocy.

To za co rzeczywiście odpowiada miasto, to obiekty sportowe, obiekty kultury, czystość w mieście – gdzie zarzutów do Białegostoku mieć nie można oraz tereny zielone, transport publiczny, jakość powietrza, – gdzie zarzuty mieć można. Ale są one naszym subiektywnym odczuciem na podstawie takich faktów jak wysokie ceny biletów oraz brak innych środków transportu niż autobusy, złe trasy autobusów, zabetonowanie centrum i doprowadzenie do gigantycznym temperatur latem i lokalnych podtopień przy ulewach. Zimą zaś gryzące gardło powietrze od smogu. Ale jak widać jesteśmy z zdecydowanej mniejszości, której te rzeczy przeszkadzają na tyle, by wydać pozytywną opinię.

Osobny wątek to zarobki. Powyższe wyniki pokazują, że białostoczanie chyba są bardzo bogaci, skoro 71 proc. ankietowanych uważa, że sytuacja finansowa ich gospodarstw jest dobra. Nie zaglądamy nikomu do portfela i nikomu nie zazdrościmy, ale chodząc do sklepu czy w normalnych czasach do lokali usługowych mamy zupełnie inne odczucia. Szczególnie, że spędziliśmy trochę czasu na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu, Małopolsce, Śląsku, Dolnym Śląsku, Pomorzu i Pomorzu Zachodnim, a także Warmii i Mazurach. Tam poziom życia jest podobny, a niekiedy i dużo lepszy co w Białymstoku, a ceny w produktów i usług relatywnie niższe do zarobków. W Białymstoku natomiast ceny są “warszawskie”, mimo, że nasze miasto nie przypomina stolicy.

Proboszczowi się odmieniło. Budynek z 1803 roku właśnie został wyburzony.

Tym razem się nie spalił, a został zwyczajnie wyburzony. Mowa o domu stojącym przy ul. Św. Mikołaja 4 na tyłach cerkwi. 28 grudnia zniknął z powierzchni ziemi za sprawą ciężkiego sprzętu wyburzającego. Mimo swojej pięknej historii budynek nie był prawnie chroniony. A jego historia sięga 1803 roku. Budynek został wybudowany jeszcze za czasów zaborów. Konkretnie przez władze pruskie. Jego pomieszczenia zostały przeznaczone pod depozytorium Kamery Wojny i Domen. Później przeznaczono go na potrzeby opieki nad inwalidami. W 1901 roku budynek został przekazany na własność parafii. Rok później przeprowadzono kapitalny remont i urządzono domową cerkiew. Po dwóch dekadach budynek przeznaczono pod szkołę.

Trzeba przyznać, że to szokujące iż taki budynek, z taką historią nigdy nie był objęty przez konserwatora ochroną. A trzeba dodać, że wszystkie, pozostałe budynki na działce cerkwi są zabytkowe – poczynając od sklepików przy Lipowej, budynek pod numerem 4a oraz oczywiście sama cerkiew. Jak to w ogóle możliwe? No cóż ochrona zabytków w Białymstoku nigdy nie stała na właściwym poziomie. Więc tym bardziej nikt się nie przejmował starym budynkiem spoza rejestru.

Latem budynek został ogrodzony. W lipcu ks. Jan Fiedorczuk, proboszcz parafii św. Mikołaja Cudotwórcy w Białymstoku na łamach Kuriera Porannego deklarował, że budynek nie będzie rozbierany a jedynie wymieniony zostanie płot. Do zimy proboszczowi się odmieniło i jednak rozebrali wszystko. Akurat zrobiło się tyle miejsca, by powstał tam “apartament”. Czy tak się stanie? Poczekamy, zobaczymy.  Jedno jest pewne już dziś. To, co się dzieje w Białymstoku to po prostu patologia.

Featured Video Play Icon

50 lat temu Białystok był mięsną potęgą! Ten film archiwalny to pokazuje.

Powyższy film oczywiście powstał na potrzeby PRL-owskiej propagandy, więc nie można go traktować jako źródło całkowitej prawdy, ale coś jednak pokazuje. A mianowicie jak w Białymstoku zakłady mięsne produkowały gigantyczne ilości wędlin, kiełbas i konserw. Gdyby przeliczyć to na dzisiejsze pieniądze, to roczna wartość produkcji wynosiłaby na dzisiejsze pieniądze około 72 miliony złotych rocznie. Do tego warto zauważyć, że zatrudniano 2000 ludzi. Dla porównania dodamy, że jedna z najnowocześniejszych firm mięsnych na pobliskim Mazowszu zatrudnia około 1300 osób. Jako, że przez 50 lat technika poszła do przodu, to obie te liczby można ze sobą porównać.

Dzisiejszy rynek rządzi się zupełnie innymi prawami. Mamy globalizację, komputeryzację, outsorcing oraz mnóstwo lokalnych firm ze “swojskimi” wyrobami zamiast produkowanych na gigantyczną skalę. Stąd nie potrzeba już zatrudniać tak wielu osób i produkować aż tak dużych ilości. Ponadto trend jest taki, że ludzie powoli odwracają się od mięsa. Nie stali się jeszcze wegetarianami, ale ograniczyli spożycie na rzecz innych “smakołyków”.

Dlatego trzeba pogodzić się, że tamte czasy już minęły i raczej nie wrócą. Jeżeli ktoś marzy, że w Białymstoku znów zacznie się masowa produkcja i przemysł to raczej się rozczaruje. Dziś gra toczy się oto, gdzie ludzie będą mieszkać, bo pracować mogą wszędzie. Na dzień 30 czerwca 2020 roku wyliczono, że stolica Podlaskiego zamieszkała jest przez 297 585 osób. Warto jednak dodać, że od lat miasto nie powiększa granic, a ludzie wyprowadzają się na obrzeża. Gdyby doliczyć osoby z powiatu białostockiego, to okazałoby się że jest nas tutaj ponad 400 000. Czyli tyle ile mniej więcej mieszka w Szczecinie czy Gdańsku.

Czy Białystok będzie jeszcze potęgą w jakiejś dziedzinie? Miejmy nadzieję, że tak. Od upadku PRL zrobiliśmy znaczący krok do przodu. Ale ostatnia dekada to czas, gdy nasze miasto jest w letargu. Mieszkając na co dzień nie jest to odczuwalne, bo wszystkie zmiany, przebudowy i inne nowości wydarzyły się jakby wczoraj. Stracony rok przez koronawirusa pokazał, że nie można stać w miejscu. Że ten krok do przodu trzeba robić cały czas. Po to żebyśmy w kółko nie mówili “oj, kiedyś to było”.

Urząd Miejski na Dojlidach? Truskolaski chce wydać 18 milionów.

Ta decyzja Tadeusza Truskolaskiego będzie zapewne dyskutowana bardzo długo. Dość nieoczekiwanie, jak grom z jasnego nieba, wczoraj podczas zdalnego posiedzenia Komisji Infrastruktury Komunalnej – wiceprezydent Zbigniew Nikitorowicz ujawnił, że miasto chce odkupić od syndyka masy upadłościowej ogromny budynek jaki pozostał po Wyższej Szkole Administracji Publicznej na Dojlidach. Miałyby się znajdować tam wszystkie departamenty obecnie “rozrzucone po mieście”. Między innymi z ul. Białówny, Bema czy Warszawskiej.

Dojlidy to obrzeża miasta. Zaletą dawnego WSAP jest jednak wielkość budynku oraz ogromny parking. Na auli miałaby obradować Rada Miejska, która to spotykała się w Urzędzie Wojewódzkim, a teraz obraduje na stadionie. Z jednej strony – znacznie ułatwi to załatwianie spraw zmotoryzowanym. Z drugiej jednak, wiele osób będzie musiało jechać bardzo długo autobusem. Połączenie z Dojlidami jest bowiem koszmarne. Szybko dojedziemy tylko z centrum. Z pozostałych osiedli, nie będących w sąsiedztwie z Dojlidami stracimy godzinę w jedną stronę.

Warto zaznaczyć, że nie dawno miasto mogło odkupić piękny zabytek – Pałac Lubomirskich. W tym przypadku zainteresowania nie było widać. Po co miasto (które nie ma pieniędzy i jest mocno zadłużone) chce kupować budynek za prawie 18 milionów złotych? Nikitorowicz tłumaczył podczas komisji radnym, że jeżeli skumuluje “rozrzucone” urzędu na Dojlidach, a sprzeda nieruchomości po obecnych, to miasto wyjdzie “na zero”. To tylko pół prawdy, bo to ewentualne “wyjście na zero” potrwa wiele lat.

Jest jeszcze coś bulwersującego w tej całej kwestii. Obecny plan zagospodarowania przestrzennego dopuszcza w budynku prowadzenie działalności naukowej, a nie urzędu miejskiego. Jednak Truskolaski ma większość w radzie, więc kupując budynek i działkę z łatwością uzyska zmianę planu zagospodarowania na taki, jaki będzie potrzebować. Co z automatu wyklucza konkurencję. Dla wszystkich innych potencjalnych kupców taki budynek to kukułcze jajo. Bo na ich życzenie nikt planu nie zmieni. Teoretycznie grając na czas – ekipa prezydenta mogłaby niejako zmusić syndyka do obniżek ceny w kolejnych przetargach. Pewne bowiem jest, że nikt żadnej uczelni tam otwierać nie będzie. W praktyce jednak może znaleźć się jakiś “cwaniak” co pod pozorem działalności naukowej będzie rozwijać swój biznes z wykorzystaniem budynków.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Miasto jest mocno zadłużone. Teraz zamiast skupić się, by po całym tym dziwnym okresie wyjść gospodarczo do przodu, to on planuje dogadzać urzędnikom. Z perspektywy obywatela nie ma to aż takiego znaczenia, bo od dawna może załatwiać wszystko przez internet. Zatem inwestycja w poprawienie poziomu biurokracji sensu większego nie ma.

Wykupienie przez miasto budynku po WSAP było na komisji przedstawiane jako “wyjątkowa okazja, z której trzeba skorzystać”. Czy tak jest w rzeczywistości? To zależy jakie mamy priorytety. Jeżeli w pierwszej kolejności inwestujemy w biurokrację, to jest to okazja. Z perspektywy rozwoju Białegostoku – to pieniądze wyrzucone w błoto.

Czy głos mieszkańców się liczy? Można się przekonać wypełniając formularz.

Jakie cele i jakie zadania mają być priorytetem Białegostoku na najbliższą dekadę? Takie pytanie zadaje magistrat i oczekuje odpowiedzi od mieszkańców w postaci formularza konsultacyjnego. Nie omieszkamy go wypełnić i zachęcamy też Was do zrobienia tego. Nie wiemy czy ktoś weźmie pod uwagę pojedynczy głos, ale setki podobnych – chyba raczej tak? Aczkolwiek trudno powiedzieć.

Nie ma przecież takiego przymusu, by ze zdaniem mieszkańców się liczyć. Ich zdanie ważne jest tylko przy urnie wyborczej. Trudno uwierzyć w to, że głos mieszkańców z konsultacji będzie się liczyć. Szczególnie, że na stronie urzędu czytamy, kto pełni ważną rolę w procesie tworzenia strategii: W proces przygotowania strategii są zaangażowani przedstawiciele Urzędu Miejskiego i jego jednostek organizacyjnych, z uwagi na znajomość wewnętrznych uwarunkowań instytucjonalnych rozwoju Białegostoku. Ważną rolę odgrywają również eksperci, którzy mają wiedzę i narzędzia inne niż urzędnicy, a ich spojrzenie na rozwój miasta jest bardziej bezstronne i analityczne.

Mieszkańcy mają natomiast stanowić “istotną” grupę. Czy tak będzie? Wątpimy, ale dajemy szanse. A nasze powątpiewania biorą się z tego, że nie pamiętamy, by Prezydent Truskolaski w jakiejś istotnej sprawie liczył się ze zdaniem mieszkańców. Miasto przygotowując strategię rozwoju na lata 2021 – 2030 chce się skupić na takich tematach jak: rozwój gospodarczy, kapitał ludzki i społeczny, środowisko, zagospodarowanie przestrzenne, smart city, powiązania funkcjonalne.

Warto więc sprawdzić czy głos mieszkańców rzeczywiście się liczy. Można się przekonać o tym wypełniając formularz na stronie https://strategia2030.bialystok.pl/strategia-2030 a następnie, gdy strategia będzie gotowa – sprawdzić czy ktoś ją wziął pod uwagę.

 

Featured Video Play Icon

Białostockie blokowiska w najnowszym klipie hip-hopowym

Białostocki raper Lukasyno z gościnnym występem poznańskiego rapera Palucha opublikował dziś najnowszy klip do utworu “Nie napisze o tym nikt”. Na zdjęciach możemy zobaczyć białostockie blokowiska – między innymi z osiedla Piaski, galeriowiec z Przydworcowego, a także charakterystyczny “apartamentowiec” z Wiejskiej. To nie wszystko – nie brakuje też obrazków z innych miejskich terenów. Utwór jest już czwartym singlem promującym album “Pachnę ogniem”, którego premiera odbędzie się 11 grudnia 2020r.

Utwór został wyprodukowany przez panów: Kriso i Kubika. Raper Lukasyno na swoim koncie ma bardzo wiele dobrych utworów, w wielu teledyskach widać jak bardzo utożsamia się z Białymstokiem oraz Podlasiem. Najnowszy utwór także bez wątpienia wpisze się do kanonu. Spokojny utwór promuje Białystok. Oczywiście widzimy przede wszystkim blokowiska, ale są też migawki z innych miejsc, które być może ktoś zechce eksplorować – gdy kiedyś przyjedzie do naszego regionu śladami teledysków białostockiego rapera.

Prezydent Truskolaski zaprasza gościa z USA do oglądania ruiny?

Najpierw zacznijmy od zaskakującej sytuacji zza oceanu, która wywołała dosyć zabawne skutki w Białymstoku. W sumie niespodziewanie, wybory w USA wygrał Joe Biden. W późniejszym czasie przedstawił swój planowany skład administracji. Jednym z członków elekta ma być Antony Blinken. Jego ojczymem jest Samuel Pisar, białostoczanin, patron jednej z ulic w mieście, doradca prezydenta Kennedy’ego.

Fakt ten postanowił rezolutnie wykorzystać Tadeusz Truskolaski. Pod koniec listopada zadeklarował, że zaprosi do miasta Blinkena, ale chyba po cichu liczy, że ten kurtuazyjnie odmówi. Ważny gość z USA gdyby chciał przyjechać, to na pewno zależałoby mu by zobaczyć ulicę, której patronuje jego ojczym. I tu jest problem. Całe otoczenie to nowoczesny “apartamentowiec”, piękna zabytkowa kamienica i to wszystko stojące pomiędzy biedą i nędzą. Najbardziej razi w oczy odrapana od lat kamienica, która jest w coraz gorszym stanie.

Tak pisaliśmy o niej w marcu ubiegłego roku:

Kamienica przy ul. Dąbrowskiego 14 od wielu lat niszczeje. Została sprzedana w 2014 roku, by prywatna osoba mogła ją wyremontować i korzystać. Tak się jednak do dziś nie stało. Co prawda między urzędnikami a właścicielem płynie korespondencja, ale żadnego remontu jak nie było tak i nie ma. Czy będzie? Plan zagospodarowania dla tego miejsca zezwala na budowę bloków. Wystarczy, że budynek sam się rozpadnie ze starości albo (oczywiście) przypadkiem dojdzie do pożaru i wtedy kompletnej ruiny nie trzeba będzie remontować. Wtedy wystarczy zgłosić się z wnioskiem o wykreślenie obiektu z rejestru zabytków. Obiekt może zostać wykreślony jeżeli uległ zniszczeniu powodującemu utratę jego wartości historycznej, artystycznej lub naukowej lub jego wartość będąca podstawą wpisu nie została potwierdzona w nowych badaniach naukowych. Zatem jak widać wystarczy spokojnie poczekać nic nie robiąc.

Ten budynek mógłby być perełką. Czy wkrótce powstanie tu blok?

Powyżej możecie więcej przeczytać o tej sprawie. Wniosek jest jednak smutny. Kamienica prawdopodobnie będzie niszczeć dalej, bo plan zagospodarowania przestrzennego stworzony przez urzędników i uchwalony przez radnych – do tego zachęca. Nie tylko tutaj. W ten sam sposób zniknęły stare Bojary i w ten sam sposób znikają teraz stare budynki na osiedlu Przydworcowym. Występuje tajemniczy pożar, a potem deweloper buduje tam blok. Prezydent Truskolaski od wielu lat przygląda się tej patologii. Ale nie tylko on. Ostatnio białostocka prokuratura stwierdziła, że na 3 pożary w jednym miejscu na Grunwaldzkiej to nie przypadek, a celowe podpalenie, ale nie wiadomo kto to zrobił i po co. Dodajmy tylko że działka należy do dewelopera.

By być obiektywnym należy też przypisać Tadeuszowi Truskolaskiemu, że mimo ciągłego utrzymywania, że miastu brakuje pieniędzy, to takowe znalazły się na remont VI Liceum Ogólnokształcącego. Na razie zaczną od najstarszego skrzydła szkoły. O tym zabytku przeczytacie poniżej. Trzeba też go pochwalić za remont kamienicy przy Waszyngtona oraz kamienicy przy Sukiennej.

Wędrująca szkoła. Dziś jest przodkiem dwóch ogólniaków!

Trzeba także przytoczyć, że pieniądze przeznaczył Zarząd Województwa Podlaskiego. O ile krytykujemy marszałka w niektórych sprawach, to tu musimy pochwalić. Zarząd województwa przyznał 380 tysięcy złotych na remont Bramy Carskiej w Białowieży z XIX wieku. Szkoda tylko, że jej blaskiem będą cieszyć się tylko ci co dojadą tam samochodem lub ewentualnie męcząc się autobusem. Bo ten sam marszałek pożałował pieniędzy na remont torów pomiędzy Hajnówką a Białowieżą.

Oprócz bramy carskiej odnowione będą także ikony z cerkwi pw. Św. Apostoła Jakuba w Łosince. Pieniądze dostanie także prawosławna parafia Św. Mikołaja Cudotwórcy w Michałowie. Nie zabraknie też pieniędzy dla zabytkowej katolickiej kaplicy w Pogorzałkach.

Każdy kto odwiedzał ostatnio ruiny kościoła w Jałówce mógł być zaskoczony stojącymi tam rusztowaniami. Odbudowują? Nie. Ruiny są zabezpieczane. Stabilizowane były fragmenty sklepień, mury i łuki. Dawny kościół jest zabytkiem dopiero od 2017 roku. Zaś prowadzone prace pod okiem Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków to pierwsze tego typu prace w regionie.