PKS Nova ma nowego prezesa zarządu. Został nim Wojciech Sienicki, dotychczasowy doradca ds. restrukturyzacji w spółce. To kolejna w tym roku zmiana we władzach przewoźnika podległego samorządowi województwa podlaskiego. I choć na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak następny odcinek personalnej karuzeli, tym razem sprawa jest bardziej logiczna, niż mogłoby się wydawać.
Jak poinformowała spółka, 9 czerwca 2026 roku odbyło się posiedzenie Rady Nadzorczej PKS Nova S.A., podczas którego wybrano prezesa zarządu. W toku procedury kwalifikacyjnej wpłynęły dwie oferty. Po zasięgnięciu opinii kancelarii prawnej potwierdzono, że tylko jedna z nich spełniła wszystkie wymogi wynikające z obowiązujących przepisów prawa. Funkcję prezesa powierzono Wojciechowi Sienickiemu.
Partnerzy portalu:
I tu właśnie dochodzimy do sedna. Adam Byglewski, który od początku roku faktycznie przejął kierowanie spółką, formalnie nie był prezesem zarządu, lecz prokurentem samoistnym. To nie był przypadek ani wyłącznie polityczna konstrukcja językowa. Byglewski, mimo ogromnego doświadczenia w transporcie, logistyce i biznesie, nie spełniał jednego z formalnych wymogów stawianych kandydatom na prezesa zarządu – wymogu posiadania wyższego wykształcenia. Mówiąc prościej: to wysokiej klasy fachowiec, ale „bez papierka”.
W biznesie wykształcenie ma trzecio jak nie czwartorzędne znaczenie. Można mieć imponujące doświadczenie, prowadzić duże przedsięwzięcia, znać branżę od podszewki i wciąż nie mieć na to „papierów”. Ale gdy mówimy o spółce publicznej, wykształcenie jest wymagane.
Dlatego obecna zmiana może wyglądać dziwnie tylko wtedy, gdy patrzymy na nią jak na kolejne „odwołanie i powołanie”. W rzeczywistości bardziej przypomina uporządkowanie stanu, który od początku był tymczasowy. Adam Byglewski został wprowadzony do spółki jako człowiek od operacyjnej naprawy i praktycznego zarządzania, ale nie jako klasyczny prezes zarządu. Teraz, po konkursie, spółka otrzymuje prezesa spełniającego wymogi formalne, a Byglewski ma pozostać w PKS Nova jako dyrektor operacyjny.
Wojciech Sienicki nie przychodzi z zewnątrz jako osoba przypadkowa. Do tej pory pełnił funkcję doradcy ds. restrukturyzacji i – jak informuje spółka – uczestniczył w działaniach związanych z rozwojem oraz zmianami organizacyjnymi. PKS Nova przedstawia więc tę decyzję nie jako zerwanie z dotychczasowym kierunkiem, lecz jako wzmocnienie obecnego pionu zarządczego. Marszałek Łukasz Prokorym mówi o tandemie, który ma doprowadzić do tego, że przewoźnik będzie samowystarczalny.
To słowo – samowystarczalny – brzmi jednak w przypadku PKS Nova wyjątkowo ryzykownie. Bo o tym pisaliśmy już wcześniej: największym problemem tej spółki nigdy nie było samo nazwisko na drzwiach gabinetu prezesa. Problemem był model, w którym od przewoźnika oczekiwano rzeczy wzajemnie sprzecznych. PKS Nova miała nie przynosić strat, a jednocześnie nie zamykać nierentownych połączeń. Miała działać jak przedsiębiorstwo, ale pełnić społeczną misję. Miała wozić mieszkańców tam, gdzie autobus jest potrzebny, choć wiele takich tras nie ma szans utrzymać się wyłącznie z biletów.
W jednym z poprzednich tekstów pisaliśmy, że sama zmiana personalna niczego nie rozwiąże, jeśli za nią nie pójdzie nowy model finansowania i organizacji transportu. Bo autobus publiczny nie jest zwykłym produktem rynkowym. Nie można przykładać do niego wyłącznie miary zysku i straty, a potem dziwić się, że linie do mniejszych miejscowości wypadają z rozkładu. Dla młodzieży, seniorów, osób bez samochodu czy mieszkańców oddalonych wsi takie połączenie nie jest luksusem. To często warunek normalnego życia.
Dlatego ważniejsze od tego, kto formalnie zostaje prezesem, jest pytanie, czy województwo rzeczywiście zbuduje dla PKS Nova stabilne zasady działania. Wcześniej pojawiła się zapowiedź, że od 1 stycznia spółka ma stać się podmiotem powierzonym województwa i działać w formule in-house. To byłaby zmiana znacznie ważniejsza niż każda roszada personalna. Oznaczałaby bowiem, że samorząd województwa traktuje transport autobusowy jako usługę publiczną, a nie jako biznes, który ma sam się bilansować nawet tam, gdzie z definicji jest deficytowy.
Na tym tle nominacja Wojciecha Sienickiego jest raczej domknięciem formalnego układu niż politycznym trzęsieniem ziemi. Adam Byglewski pozostaje w spółce tam, gdzie jego doświadczenie może być najbardziej użyteczne – przy operacyjnym zarządzaniu, zmianach, analizie przewozów i codziennej logistyce. Sienicki ma natomiast wziąć na siebie formalną odpowiedzialność prezesa zarządu. Jeżeli ten tandem rzeczywiście ma działać, to jego sens będzie można ocenić nie po tytułach stanowisk, lecz po rozkładach jazdy, liczbie połączeń i kondycji finansowej spółki.
A ta kondycja wciąż jest trudna. Według informacji podawanych przy okazji sejmikowych dyskusji strata netto PKS Nova na koniec lutego 2026 roku wynosiła ponad 2,6 mln zł. W kwietniu większość w sejmiku zdecydowała o zwiększeniu poręczenia kredytu do 20 mln zł, głównie na działalność bieżącą. To pokazuje, że przed nowym prezesem nie stoi zadanie wizerunkowe, lecz bardzo konkretna i ciężka praca: modernizacja taboru, uporządkowanie siatki połączeń, stabilizacja finansów i przygotowanie spółki do nowego modelu działania.
Nie ma więc sensu sprowadzać tej zmiany do prostego pytania: „dlaczego znowu nowy prezes?”. Ważniejsze jest pytanie, czy tym razem za zmianą personalną idzie realny porządek. W styczniu można było odnieść wrażenie, że władze województwa próbują przykryć głębszy problem wymianą nazwiska. Teraz sytuacja jest inna. Formalny prezes został wybrany w konkursie, a człowiek od praktycznego zarządzania ma zostać w strukturze spółki. To może być logiczne rozwiązanie, pod warunkiem że nie stanie się tylko kolejnym komunikatem do mediów.
Bo mieszkańców Podlasia naprawdę nie obchodzi, czy PKS NOVA prowadzi prezes, prokurent, dyrektor operacyjny czy doradca ds. restrukturyzacji. Mieszkańców interesuje, czy autobus przyjedzie. Czy dowiezie dziecko do szkoły. Czy senior dotrze do lekarza. Czy z mniejszej miejscowości da się wyjechać rano i wrócić po południu. Czy rozkład będzie miał sens, a nie będzie jedynie tabelą pełną martwych godzin.
Dlatego nowy prezes PKS Nova nie dostaje czystej karty. Dostaje spółkę z historią błędów, napięć, politycznych uników i finansowych problemów. Ale dostaje też moment, w którym można jeszcze uporządkować system. Jeśli Wojciech Sienicki i Adam Byglewski rzeczywiście stworzą skuteczny duet, a samorząd województwa nie cofnie się przed odpowiedzialnością za transport publiczny, ta zmiana może okazać się czymś więcej niż kolejną roszadą.
Na razie warto powiedzieć jedno: sama nominacja nie rozwiązuje problemów PKS Nova. Ale tym razem przynajmniej da się ją logicznie wytłumaczyć. To nie tyle wymiana fachowca na fachowca, ile próba pogodzenia praktyki z formalnościami. A w spółce publicznej, niestety, czasem nawet najlepszy kierowca nie pojedzie dalej, jeśli nie ma właściwego prawa jazdy.




