Zalew Siemianówka zostanie osuszony? Zapadły ważne decyzje!
Po lewej przyszłość Siemianówki bez zmian, po prawej - gdy zmiany będą wprowadzone.

Zalew Siemianówka zostanie osuszony? Zapadły ważne decyzje!

Jeszcze niedawno mówienie o zmianie przyszłości Siemianówki brzmiało dla wielu jak fantazja. Gdy pisaliśmy, że obecny model funkcjonowania zbiornika jest problemem dla Narwi, że płytki, nagrzewający się akwen paruje, zarasta, zakwita i coraz słabiej pełni swoją rolę, łatwo było machnąć ręką. Ot, kolejna publicystyczna wizja. Kolejny głos z internetu. Kolejna dyskusja, która pewnie rozejdzie się po kościach.

A jednak coś się zmieniło

Do dyskusji o przyszłości Siemianówki dochodzą kolejne konkrety. 15 czerwca odbyło się następne robocze spotkanie przedstawicieli instytucji zajmujących się tym tematem — między innymi Narwiańskiego Parku Narodowego, Wód Polskich, RDOŚ, Polskiego Związku Wędkarskiego, Białowieskiego Parku Narodowego oraz SGGW. Na razie nie ma jeszcze oficjalnego harmonogramu działań. Ale w niedalekiej przyszłości konieczna będzie aktualizacja wielu dokumentów i analiz. Stąd też można wywodzić bardzo wstępny termin: około 2029 roku mogłyby rozpocząć się głębsze prace naprawcze na Siemianówce.

Partnerzy portalu:

Już dziś wiadomo jednak jedno: aby ratować Narew, od marca do czerwca potrzebne są interwencyjne zrzuty wody ze zbiornika, które nasycą koryta rzeki i torfy w Narwiańskim Parku Narodowym. Co ważne, mówimy o około 7000 hektarów nieużytków, więc takie okresowe zalewanie nie uderza w mieszkańców ani rolnictwo, a daje ogromną korzyść przyrodzie. Czysty zysk. Szczególnie istotny jest też fakt, że na Siemianówce wstrzymano produkcję prądu właśnie po to, by oszczędzać wodę dla Narwi. To pokazuje, że zmiana myślenia o zbiorniku już się zaczęła. Nieoficjalnie mówi się o stałym spuszczeniu wody (by pozostały tylko mokradła) od torów do granicy państwa.

Dziś o częściowym osuszaniu Siemianówki, ograniczaniu parowania i zmianie sposobu gospodarowania wodą mówimy nie tylko my. Temat wszedł do poważnej debaty instytucjonalnej. Rozmawiają o nim przyrodnicy, Narwiański Park Narodowy, Wody Polskie, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, naukowcy i samorządowcy. To ogromny sukces samej idei. Nie dlatego, że ktokolwiek chce komukolwiek coś odebrać. Przeciwnie. Dlatego, że wreszcie zaczynamy rozmawiać o Siemianówce nie jak o świętym obrazku, którego nie wolno dotknąć, ale jak o miejscu, które wymaga nowej, mądrej i odważnej wizji.

Najważniejsze jest jednak coś innego: ta zmiana nie musi oznaczać końca lokalnej turystyki. Może oznaczać jej początek na zupełnie nowym poziomie.

Dziś wielu mieszkańców, przedsiębiorców i samorządowców boi się, że jakakolwiek ingerencja w zbiornik zabije turystykę. Ten lęk jest zrozumiały. Przez ponad trzy dekady wokół Siemianówki powstały gospodarstwa agroturystyczne, miejsca noclegowe, punkty gastronomiczne, plaże, wypożyczalnie sprzętu wodnego, działki rekreacyjne i cały lokalny sposób myślenia o rozwoju. W Siemianówkę zwyczajnie wpompowano miliony złotych. Trudno się teraz pogodzić z faktem, że po 30 latach okazało się to zabójcze.

Dla wielu osób zalew nie jest abstrakcyjnym „obiektem hydrotechnicznym”, tylko źródłem utrzymania, wspomnieniem dzieciństwa, miejscem pracy albo miejscem do życia.

Dlatego nie chcemy mówić o zmianie Siemianówki językiem wojny. To nie może być opowieść: przyrodnicy przeciwko mieszkańcom, Narew przeciwko turystyce, mokradła przeciwko lokalnym biznesom. To byłaby najgorsza możliwa droga. Prawdziwe pytanie brzmi inaczej: jak zmienić Siemianówkę, żeby ratować Narew, ograniczyć straty wody, poprawić stan przyrody, a jednocześnie stworzyć mieszkańcom nowy, silniejszy i bardziej odporny model zarabiania na turystyce?

Bo obecny model wcale nie jest tak bezpieczny, jak się wydaje.

Jeżeli zbiornik będzie coraz płytszy, coraz cieplejszy, coraz bardziej podatny na zakwity i coraz mniej atrakcyjny latem, to lokalna turystyka i tak będzie słabnąć. Jeżeli wody będzie mniej, plaże będą się oddalać. Jakość wody już budzi wątpliwości. Dlatego samo trzymanie się obecnego stanu nie uratuje przedsiębiorców. Może tylko odwlec problem w czasie. A najgorsze w takim scenariuszu jest to, że region zostanie z degradującym się akwenem, coraz większą suszą, coraz słabszą Narwią i turystyką opartą na czymś, co powoli traci swoją atrakcyjność.

Nowa wizja Siemianówki daje szansę, by wyjść z tego zaklętego kręgu. Wyobraźmy sobie nie wysychającą kałużę z zakwitami, ale jeden z najciekawszych obszarów przyrodniczych w Polsce. Mozaikę otwartej wody, trzcinowisk, płycizn, rozlewisk, wysp, bagien, kanałów i punktów widokowych. Miejsce, w którym nadal istnieje akwen, ale obok niego powstaje wielki, żywy system mokradeł. Coś pomiędzy jeziorem, rezerwatem, ptasim rajem i dziką doliną rzeczną. Nie kopia Mazur, bo Podlasie nigdy nie powinno kopiować Mazur. Raczej coś własnego: Siemianówka jako brama do dzikiej Narwi, Puszczy Białowieskiej i wschodnich mokradeł.

To mogłoby być znacznie mocniejsze turystycznie niż dzisiejszy zalew. Współczesna turystyka coraz częściej ucieka od betonu, hałasu i masowości. Ludzie szukają ciszy, krajobrazu, autentyczności, ptaków, ścieżek, wież widokowych, lokalnego jedzenia, opowieści i miejsc, których nie da się podrobić w innym województwie. Siemianówka przekształcona w kierunku mokradeł mogłaby stać się dokładnie takim miejscem. Nie tylko dla wędkarzy i plażowiczów, ale także dla fotografów przyrody, obserwatorów ptaków, rodzin z dziećmi, seniorów, szkół, grup edukacyjnych, kajakarzy, rowerzystów, miłośników slow travel i turystów z zagranicy.

To nie jest mała nisza. Turystyka ornitologiczna, przyrodnicza i krajobrazowa potrafi przyciągać ludzi przez cały rok, a nie tylko w kilka ciepłych weekendów wakacji. Ptaki migrują wiosną i jesienią. Mgły nad rozlewiskami są najpiękniejsze o świcie. Zimą dzikie mokradła też mają swój surowy urok. Taki model wydłuża sezon. A wydłużenie sezonu to więcej noclegów, więcej posiłków, więcej przewodników, więcej lokalnych usług i mniej uzależnienia od tego, czy w lipcu będzie upał i dobra woda do kąpieli. Lokalsi mogliby na tym zyskać bardzo konkretnie.

Gospodarstwa agroturystyczne mogłyby przestać sprzedawać wyłącznie „nocleg nad zalewem”, a zacząć sprzedawać pobyt w jednym z najciekawszych obszarów mokradłowych w Polsce. To zupełnie inny produkt. Można tworzyć pakiety weekendowe: świt z ptakami, kolacja z lokalnych produktów, spacer z przewodnikiem, ognisko, opowieści o zatopionych wsiach, wycieczka rowerowa, obserwacja bielików, czapli, gęsi i żurawi. Taki turysta nie przyjeżdża tylko po to, żeby poleżeć na ręczniku. On zostawia pieniądze w kilku miejscach naraz.

Właściciele wypożyczalni sprzętu również nie musieliby znikać. Mogliby się przebranżowić częściowo z ciężkiej rekreacji motorowodnej na spokojniejszą turystykę wodną: kajaki, canoe, łodzie płaskodenne, rowery wodne w wyznaczonych strefach, rejsy przyrodnicze z przewodnikiem, bezpieczne trasy po otwartej części akwenu. Jeśli najgłębsze fragmenty zbiornika pozostałyby wodą, nadal mogłyby funkcjonować jako przestrzeń rekreacyjna. Różnica polegałaby na tym, że reszta obszaru nie byłaby traktowana jak „stracona woda”, lecz jak nowa atrakcja.

Nowe możliwości!

Przewodnicy lokalni mogliby zyskać zupełnie nowy rynek. Dziś wiele osób przejeżdża przez Podlasie, widzi kilka znanych punktów i jedzie dalej. Tymczasem Siemianówka jako obszar mokradeł mogłaby wymagać opowieści. A tam, gdzie potrzebna jest opowieść, pojawia się praca dla ludzi. Ktoś musi oprowadzać po kładkach. Ktoś musi tłumaczyć, dlaczego Narew jest rzeką wyjątkową. Ktoś musi pokazywać ptaki, dawne wsie, historię budowy zbiornika, relację z Puszczą Białowieską, granicę, kolej, Bondary, Narewkę i Michałowo. To wszystko można zamienić w doświadczenie turystyczne, nie tylko w mapkę z parkingiem.

Restauracje i mała gastronomia mogłyby oprzeć się na kuchni regionalnej, nie na przypadkowej wakacyjnej ofercie. Turysta przyrodniczy bardzo często szuka lokalności. Chce zjeść coś z regionu, kupić miód, sery, kiszonki, zioła, rękodzieło, chleb, coś z tatarskich, białoruskich, podlaskich albo kresowych inspiracji. Jeśli wokół Siemianówki powstałaby silna marka miejsca, zarabialiby nie tylko właściciele noclegów, ale też rolnicy, koła gospodyń, małe przetwórnie, twórcy ludowi i lokalne sklepy.

Samorządy mogłyby zyskać nie problem, lecz nową strategię rozwoju. Zamiast inwestować wyłącznie w klasyczną infrastrukturę nadwodną, można byłoby budować produkt turystyczny oparty na przyrodzie: wieże obserwacyjne, parkingi buforowe, ścieżki rowerowe, kładki edukacyjne, punkty informacji, małe centra interpretacji przyrody, aplikacje terenowe, oznakowane trasy, miejsca odpoczynku, lokalne targowiska, wydarzenia tematyczne i festiwale przyrodnicze. To nie musi być betonowy moloch. W Podlaskiem często największą siłę mają rzeczy proste, dobrze wpisane w krajobraz.

Taką zmianę można też powiązać z pieniędzmi zewnętrznymi. Renaturyzacja, adaptacja do zmian klimatu, ochrona mokradeł, retencja naturalna, edukacja ekologiczna, turystyka zrównoważona, infrastruktura rowerowa i ochrona bioróżnorodności to dziś tematy, na które łatwiej pozyskać środki niż na kolejną zwykłą plażę. Gdyby region dobrze przygotował projekt, Siemianówka mogłaby stać się nie ciężarem, ale wizytówką nowoczesnego myślenia o wodzie, przyrodzie i lokalnym rozwoju.

Najważniejsze jest jednak to, by mieszkańcy nie zostali z tym sami

Jeżeli państwo, przyrodnicy i instytucje chcą zmieniać sposób gospodarowania wodą, muszą równolegle mówić o rekompensacie rozwojowej dla regionu. Nie chodzi o jednorazowe odszkodowania, ale o realny program przejścia z jednego modelu turystyki do drugiego. Szkolenia dla przewodników. Wsparcie dla agroturystyk. Pomoc w zmianie profilu wypożyczalni. Promocję nowej marki Siemianówki. Dofinansowanie małej infrastruktury. Włączenie lokalnych firm w tworzenie produktu turystycznego. Kampanie promujące nie „osuszony zalew”, ale nową perłę przyrodniczą Podlasia.

Bo ludzie nie boją się samej przyrody. Ludzie boją się, że ktoś podejmie decyzję nad ich głowami, a oni zostaną z rachunkami. Dlatego ta rozmowa musi być prowadzona uczciwie. Mieszkańcy Narewki, Michałowa, Bondar, Siemianówki i okolicznych miejscowości nie mogą być przedstawiani jako przeciwnicy ratowania Narwi. To oni powinni być pierwszymi beneficjentami zmiany. Jeżeli Narew ma zostać uratowana, lokalna społeczność musi dostać jasny sygnał: nie zabieramy wam przyszłości, tylko pomagamy zbudować nową.

Warto też powiedzieć rzecz niewygodną: turystyka oparta wyłącznie na dużym, płytkim zbiorniku w czasach suszy hydrologicznej jest ryzykowna. Można przez jakiś czas udawać, że problemu nie ma. Można powtarzać, że „zalew nas utrzymuje”. Ale jeśli ten zalew będzie coraz bardziej nagrzany, coraz płytszy i coraz częściej będzie kojarzony z zakwitami, to sam stanie się zagrożeniem dla lokalnej gospodarki. O wiele rozsądniej jest wyprzedzić kryzys i stworzyć nową markę, zanim stary model zacznie się sypać.

Siemianówka mogłaby stać się podlaskim symbolem mądrej transformacji. Miejscem, w którym nie walczono do końca o utrzymanie problemu, tylko odważnie zamieniono go w szansę. Zamiast opowieści o stracie mogłaby powstać opowieść o odrodzeniu. Zamiast „kiedyś był zalew” — „tu powstał jeden z najciekawszych obszarów przyrodniczych w Polsce”. Zamiast sporu między ekologami a mieszkańcami — wspólny projekt dla Narwi, turystyki i lokalnej gospodarki.

To jest właśnie moment, w którym trzeba zmienić język debaty. Nie pytajmy wyłącznie, ile wody zniknie z płytkiej części zbiornika. Pytajmy, co może się tam pojawić w zamian. Ile wież obserwacyjnych? Ile kilometrów kładek i ścieżek? Ile nowych usług? Ile miejsc pracy dla przewodników, gospodarzy, edukatorów, gastronomii i lokalnych producentów? Ile nowych powodów, by przyjechać tu nie tylko latem, ale także wiosną, jesienią i zimą?

Nasz postulat zaczyna być traktowany poważnie. To sukces, ale nie koniec drogi.

Teraz najważniejsze jest dopilnować, by rozmowa o Siemianówce nie została sprowadzona do prostego konfliktu: osuszyć albo nie osuszyć. Prawdziwa rozmowa powinna dotyczyć tego, jak uratować Narew i jednocześnie zbudować lepszą przyszłość dla ludzi żyjących wokół zbiornika.

Bo jeśli ta zmiana zostanie dobrze zaplanowana, Siemianówka nie straci turystyki. Ona może wreszcie zyskać turystykę, której nie zabije susza, brudna woda ani zakwity. Turystykę opartą na tym, co w Podlaskiem najcenniejsze: dzikiej przyrodzie, ciszy, przestrzeni, ptakach, wodzie, historii i krajobrazie, którego nie da się znaleźć nigdzie indziej.

I właśnie dlatego nie należy bać się nowej wizji Siemianówki. Trzeba ją mądrze zaprojektować, uczciwie skonsultować z mieszkańcami i wykorzystać tak, by Narew odzyskała oddech, a lokalni ludzie dostali nowe źródło rozwoju. To może być nie koniec Siemianówki, ale jej najlepszy początek.

Kamil Gopaniuk
Po lewej przyszłość Siemianówki bez zmian, po prawej - gdy zmiany będą wprowadzone.
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.