Featured Video Play Icon

Pamięć o białostockich Żydach jest obowiązkiem wobec historii

Są takie tematy, przy których łatwo wpaść w pułapkę uproszczeń. A jeszcze łatwiej w czasach, gdy świat dzieli się w mediach społecznościowych na obozy, hasła i natychmiastowe wyroki. Jednym z takich tematów jest pamięć o Żydach zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej i dzisiejsza ocena państwa Izrael.

Te dwie sprawy trzeba umieć od siebie oddzielić. I to bardzo wyraźnie.

Dzisiejszy Izrael jako państwo zasługuje na ocenę skrajnie krytyczną. Działania izraelskich władz w Strefie Gazy, polityka wobec Palestyńczyków, okupacja, przemoc wobec ludności cywilnej, niszczenie infrastruktury, blokady humanitarne, przymusowe przesiedlenia i język polityczny oparty na etnicznej wyższości — to wszystko są sprawy, obok których nie wolno przechodzić obojętnie. Nie da się udawać, że chodzi wyłącznie o „skomplikowany konflikt”, w którym każdy argument unieważnia poprzedni. Są granice, po których przekroczeniu należy mówić jasno: państwo może stać się sprawcą przemocy, a jego działania mogą nosić znamiona zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości.

Partnerzy portalu:

Izrael coraz częściej nie jest już postrzegany jedynie jako państwo broniące swojego bezpieczeństwa. Jest postrzegany jako państwo nacjonalistyczne, brutalne, oparte na polityce uprzywilejowania jednej grupy kosztem drugiej. To nie jest antysemityzm. To jest krytyka konkretnego państwa, konkretnych władz, konkretnych decyzji i konkretnego systemu politycznego. Tak samo jak krytyka Rosji putina nie jest nienawiścią do wszystkich Rosjan, krytyka Turcji Erdogana nie jest nienawiścią do Turków, a krytyka Chin nie jest nienawiścią do Chińczyków.

I właśnie dlatego trzeba bardzo mocno powiedzieć drugą rzecz: krytyka Izraela nie może być przenoszona na Żydów jako ludzi, na judaizm, na żydowską kulturę ani na pamięć o żydowskich mieszkańcach Polski. Tym bardziej nie może dotyczyć tych, którzy nie mieli z dzisiejszym Izraelem nic wspólnego, bo zostali zamordowani kilkadziesiąt lat przed powstaniem dzisiejszego porządku politycznego na Bliskim Wschodzie.

Białostoccy Żydzi byli częścią naszego miasta. Nie byli „obcym elementem”, nie byli przypisem do historii, nie byli wyłącznie ofiarami opisanymi w podręcznikach. Przez stulecia współtworzyli Białystok — jego handel, rzemiosło, kulturę, religijność, język ulicy, codzienność i charakter. Miasto, które dziś znamy, wyrasta także z ich obecności. Z tego, że tu mieszkali, pracowali, modlili się, zakładali rodziny, prowadzili sklepy, warsztaty, szkoły, drukarnie, organizacje społeczne. Byli sąsiadami.

27 czerwca 1941 roku rozpoczęła się jedna z najczarniejszych kart w historii miasta. Niemieccy okupanci rozpoczęli zagładę białostockich Żydów. Tego dnia spalili Wielką Synagogę przy ulicy Bożniczej, obecnie Suraskiej, wraz z setkami uwięzionych w niej ludzi. Do tych, którzy próbowali uciekać, strzelano. Szacuje się, że w płomieniach zginęło od 700 do nawet 2,5 tysiąca osób.

To nie była „śmierć w czasie wojny”. To był mord. Zaplanowany, wykonany z zimną konsekwencją, wymierzony w ludzi tylko dlatego, że byli Żydami. Dlatego pamięć o nich nie jest dodatkiem do lokalnej historii. Jest jednym z jej fundamentów.

W 85. rocznicę tamtych wydarzeń Białystok oddał hołd ofiarom „Czarnego piątku”. Pod Pomnikiem-Kopułą Wielkiej Synagogi przy ul. Suraskiej spotkali się mieszkańcy, przedstawiciele władz samorządowych, organizacji i środowisk żydowskich oraz zaproszeni goście. Wspominano ludzi, których świat został brutalnie przerwany. Nie abstrakcyjną grupę, nie symbol, nie polityczny argument, ale konkretnych mieszkańców miasta, którzy mieli swoje domy, rodziny, imiona i życie.

I tutaj właśnie zaczyna się najważniejsza lekcja. Oddanie hołdu białostockim Żydom zamordowanym przez Niemców nie oznacza poparcia dla polityki dzisiejszego Izraela. Tak samo jak krytyka dzisiejszego Izraela nie zwalnia nikogo z obowiązku pamięci o Żydach zamordowanych w Polsce przez niemieckich okupantów. Łączenie tych spraw jest intelektualnie fałszywe i moralnie niebezpieczne.

Bo jeżeli ktoś mówi: „Nie będę upamiętniał Żydów, bo nie popieram Izraela”, to w rzeczywistości popełnia dokładnie ten błąd, który prowadzi do zbiorowej odpowiedzialności. Przenosi winę państwa i jego współczesnej polityki na ludzi, którzy żyli w innym czasie, w innym miejscu i zostali zamordowani jako bezbronne ofiary niemieckiego ludobójstwa. To nie jest krytyka Izraela. To jest wejście na drogę antysemickiego uproszczenia.

Można — a nawet trzeba — stanowczo potępiać zbrodnie wojenne. Można krytykować izraelski nacjonalizm, kolonizację, okupację, przemoc wobec Palestyńczyków i politykę władz w Tel Awiwie oraz Jerozolimie. Można domagać się odpowiedzialności karnej przed trybunałami międzynarodowymi. Można mówić, że cierpienie Palestyńczyków nie może być relatywizowane Holocaustem. Można mówić, że pamięć o Zagładzie nie daje żadnemu państwu immunitetu na łamanie prawa międzynarodowego.

Ale nie wolno z tej krytyki robić nienawiści do Żydów. Nie wolno niszczyć pamięci o dawnych mieszkańcach Białegostoku. Nie wolno udawać, że białostocki Żyd z 1941 roku jest politycznym reprezentantem rządu Izraela z XXI wieku. To absurdalne, okrutne i historycznie fałszywe.

Pamięć o Wielkiej Synagodze jest pamięcią o Białymstoku. O mieście, którego część została spalona razem z ludźmi zamkniętymi w świątyni. O sąsiadach, których Niemcy najpierw odczłowieczyli, potem zamknęli, a następnie zamordowali. O świecie, którego już nie ma, ale którego ślady nadal są pod naszymi stopami — w nazwach ulic, w pustych miejscach, w archiwalnych zdjęciach, w rodzinnych historiach, w miejskiej tożsamości.

Dlatego obecność pod Pomnikiem-Kopułą Wielkiej Synagogi nie jest gestem wobec dzisiejszego państwa Izrael. Jest gestem wobec dawnych mieszkańców Białegostoku. Wobec ofiar niemieckiej zbrodni. Wobec historii, która wydarzyła się tutaj, w naszym mieście, nie gdzieś daleko.

W świecie, w którym polityka coraz częściej próbuje zawłaszczać pamięć, trzeba jej bronić przed prostymi hasłami. Można jednocześnie płakać nad losem Palestyńczyków i oddawać hołd Żydom zamordowanym przez Niemców. Można potępiać izraelskie zbrodnie i zapalić znicz pod pomnikiem Wielkiej Synagogi. Można nie zgadzać się na nacjonalizm państwa Izrael i jednocześnie uznawać żydowskie dziedzictwo Białegostoku za część naszego wspólnego dziedzictwa.

Nie ma w tym sprzeczności. Jest dojrzałość.

Bo pamięć nie powinna być zakładnikiem bieżącej polityki. A ofiary nie powinny po raz drugi tracić swojego miejsca w historii tylko dlatego, że współczesne państwo, które powołuje się na żydowską tożsamość, prowadzi politykę zasługującą na potępienie.

27 czerwca 1941 roku w Białymstoku Niemcy spalili ludzi żywcem. To jest fakt, którego nie wolno rozmywać. I o tych ludziach mamy obowiązek pamiętać — niezależnie od tego, jak surowo oceniamy dzisiejszy Izrael.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.