Cztery i pół roku temu Rosja napadła na Ukrainę. Jeśli istniał moment, w którym polskie państwo powinno było zrozumieć, że ochrona ludności cywilnej przestała być teoretycznym zagadnieniem z podręcznika zarządzania kryzysowego, to był właśnie 24 lutego 2022 roku. Można nawet powiedzieć, że powinni zacząć coś robić w październiku 2021.
W ostatnich latach Polska kupowała czołgi, samoloty, wyrzutnie rakiet i amunicję. Rozbudowywano armię, wzmacniano granicę, powstawały kolejne plany obronne. Tymczasem zwykły mieszkaniec Polski nadal może usłyszeć syrenę alarmową, dostać SMS od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z poleceniem znalezienia bezpiecznego miejsca i… zacząć się zastanawiać, gdzie właściwie ma się schować.
Partnerzy portalu:
17 września 2026 roku RCB wysłało mieszkańcom województw lubelskiego i podkarpackiego komunikat: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce”. Kilka dni wcześniej mieszkańcy części Lubelszczyzny otrzymali jeszcze bardziej jednoznaczną instrukcję: „Udaj się w bezpieczne miejsce”.
Tylko gdzie?
I właśnie to pytanie obnaża jedno z największych kuriozów polskich przygotowań do możliwego konfliktu. Po rozpoczęciu wojny Państwowa Straż Pożarna zinwentaryzowała obiekty mogące służyć ochronie ludności. Wyniki przedstawione w 2023 roku były porażające. W całym kraju stwierdzono 1903 schrony oraz 8719 ukryć. Reszta z ponad 234 tysięcy zinwentaryzowanych miejsc to przede wszystkim obiekty mogące służyć jako doraźne miejsca schronienia – piwnice, garaże i inne przestrzenie, których nie należy mylić z prawdziwymi schronami.
Nie ma przy tym aktualnego oficjalnego zestawienia pozwalającego uczciwie stwierdzić, że dokładnie 1903 schrony istnieją również we wrześniu 2026 roku. Część dawnych obiektów po dokładniejszej weryfikacji może nie spełniać wymaganych parametrów. Ale właśnie w tym tkwi problem: po ponad czterech latach od rozpoczęcia największej wojny w Europie od II wojny światowej nadal nie możemy wskazać wielkiej sieci nowych schronów wybudowanych w całej Polsce. Możemy za to wskazać ustawy, rozporządzenia, programy, kryteria, nabory, punktacje i procedury.
I tu przestaje być śmiesznie
Bo kiedy polskie państwo naprawdę chce coś wybudować szybko, doskonale wie, jak to zrobić. Gdy Polska przygotowywała Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, już w 2007 roku przyjęto specjalną ustawę o przygotowaniu finałowego turnieju UEFA EURO 2012. Ustawa określała specjalne zasady realizacji inwestycji niezbędnych do przeprowadzenia imprezy, w tym dotyczące projektowania, budowy, przebudowy i remontów obiektów. Miała nawet osobny rozdział dotyczący postępowania administracyjnego dla tych przedsięwzięć.
Kiedy państwo uznało za strategiczną budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego, również powstała osobna ustawa. Określono w niej specjalny tryb przygotowania i realizacji inwestycji, zasady pozyskiwania nieruchomości, decyzji lokalizacyjnych, a w określonych sytuacjach nawet możliwość niezwłocznego zajęcia nieruchomości z rygorem natychmiastowej wykonalności. Czyli można.
Można powiedzieć: ta inwestycja jest dla państwa tak ważna, że nie będziemy jej przepychać przez dokładnie ten sam biurokratyczny labirynt, przez który przechodzi zwykła inwestycja. Tworzymy szczególne przepisy, skracamy procedury, ustalamy jednoznaczne kompetencje i budujemy.
Skoro można było stworzyć specustawę po to, żeby zdążyć ze stadionami i infrastrukturą na turniej piłkarski, a później osobną ustawę dla wielkiego lotniska i prowadzących do niego inwestycji, to tym bardziej można było stworzyć SPECUSTAWĘ SCHRONOWĄ. I należało zrobić to już w 2022 roku. Jej filozofia powinna być banalnie prosta: budujemy jak najwięcej i jak najszybciej.
Państwo powinno wskazać strategiczne lokalizacje, przygotować katalog powtarzalnych projektów schronów, uprościć procedury budowlane i administracyjne, zapewnić wieloletnie finansowanie, umożliwić błyskawiczną modernizację istniejących obiektów i uruchomić masowy program budowy schronów przy szkołach, szpitalach, blokach, parkingach podziemnych i budynkach publicznych.
Dostaliśmy konkurs piękności między gminami
Nie sytuację, w której jeden samorząd dostanie dodatkowe punkty za to, że jest biedniejszy, drugi za położenie przy granicy, trzeci za większy obiekt, a czwarty ma kombinować, jak do inwestycji dopisać kolejne elementy, żeby zdobyć wymagane punkty. Tylko państwowy program budowy infrastruktury krytycznej.
Tymczasem na Podlasiu samorządy mają właśnie przechodzić przez system kryteriów i punktacji dotyczących obiektów ochrony zbiorowej. Według zasad premiowane mają być m.in. inwestycje już zaawansowane, większe obiekty, określone wyposażenie i lokalizacja w powiatach przygranicznych. Innymi słowy: zamiast rozpocząć wyścig z czasem, organizujemy wyścig po punkty. A przecież nie chodzi o kolejny plac zabaw, ścieżkę rowerową albo projekt rewitalizacji rynku. Chodzi o miejsca, w których ludzie mają przeżyć atak.
Obecny rząd może oczywiście wskazywać na ustawę o ochronie ludności i obronie cywilnej przyjętą pod koniec 2024 roku oraz ogromne pieniądze przeznaczone na program w latach 2025–2026. To blisko 34 miliardy złotych, z których finansowane są jednak nie tylko schrony, lecz cały szeroki system ochrony ludności: sprzęt, łączność, szkolenia, służby, zapasy, alarmowanie i wiele innych zadań.
I bardzo dobrze, że te pieniądze w końcu się pojawiły. Tylko nie zmienia to podstawowego pytania.
Dlaczego dopiero teraz?
Od lutego 2022 roku Polska miała dwa rządy, różnych premierów i zmieniającą się większość parlamentarną. Za stan ochrony ludności po czterech latach wojny nie da się więc uczciwie obciążyć wyłącznie jednej partii. Można natomiast obciążyć polskie państwo jako całość. Bo sygnałów alarmowych nie brakowało. Mateusz Morawiecki mówił przed komisją sejmową, że już pod koniec października 2021 roku otrzymał od Amerykanów informacje o przygotowywanej rosyjskiej agresji. Wojna rozpoczęła się cztery miesiące później.
Dziś kolejny rząd również mówi obywatelom, że zagrożenie jest poważne. Polskie lotnictwo jest podrywane podczas rosyjskich ataków na Ukrainę. RCB wysyła ostrzeżenia. Na Lubelszczyźnie wyją syreny. Władze mówią mieszkańcom, żeby śledzili komunikaty i znajdowali bezpieczne miejsca. Tyle że państwo najpierw powinno takie miejsca przygotować. Bo co właściwie ma zrobić mieszkaniec, gdy telefon zacznie wyć, a na ekranie przeczyta:
„Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce”?
Jeżeli obok jego domu nie ma schronu, nie wie, gdzie znajduje się najbliższe ukrycie, a jedyną realną możliwością jest piwnica własnego bloku, to alert nie rozwiązuje najważniejszego problemu. Ostrzeganie ludności jest potrzebne. Syreny są potrzebne. Alerty RCB są potrzebne. Ale syrena nie zatrzymuje odłamków. SMS nie zastępuje stropu.
A aplikacja pokazująca, gdzie kiedyś znajdował się schron, nie zastąpi schronu, którego przez cztery lata nie wybudowano. Polskie państwo potrafiło stworzyć nadzwyczajne przepisy, żeby zdążyć na mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Potrafiło stworzyć nadzwyczajne przepisy dla budowy wielkiego lotniska. Po największym konflikcie zbrojnym w Europie od dziesięcioleci powinno było zrobić dokładnie to samo dla ochrony własnej ludności.
Specustawa. Wieloletni budżet. Gotowe projekty. Uproszczone procedury. Jednoznaczne standardy. I zasada nadrzędna: budujemy jak najwięcej i jak najszybciej. Bo jeśli rządzący sami mówią ludziom, że nadchodzą niebezpieczne miesiące, to po czterech latach od rosyjskiej napaści obywatel ma prawo oczekiwać czegoś więcej niż kolejnego SMS-a z instrukcją: „Znajdź bezpieczne miejsce”. Państwo powinno móc od razu dodać: „Tutaj ono jest”.


