Dziewczynka z konewką będzie odratowana. Taki przedsiębiorca to wzór!

Dziewczynka z konewką będzie odratowana. Taki przedsiębiorca to wzór!

W Białymstoku przez lata przyzwyczailiśmy się do osobliwego modelu „rozwoju”. Stary budynek? Najlepiej zburzyć lub spalić. Cenny kawałek miasta? Wycisnąć z niego tyle metrów kwadratowych, ile pozwoli plan miejscowy – albo spróbować przekonać urzędników, żeby pozwolili na jeszcze więcej. Zieleń przeszkadza? Wyciąć i zaorać. Historia komplikuje inwestycję? Tym gorzej dla historii. Dlatego warto zauważyć sytuację odwrotną. Są jeszcze przedsiębiorcy, którzy potrafią kupić nieruchomość nie po to, by wycisnąć z niej wszystko do ostatniego metra, lecz po to, by połączyć biznes z szacunkiem do miejsca.

Tak właśnie może być z budynkiem dawnego żydowskiego Gimnazjum Dawida Druskina przy al. Piłsudskiego i znajdującą się na jego ścianie słynną „Dziewczynką z konewką”. Mural Natalii Rak ma już 13 lat i dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów Białegostoku. Powstał w ramach „Folk on the Street”, ale szybko przestał być po prostu kolejnym miejskim muralem. Dziewczynka podlewająca prawdziwe drzewo stała się wizytówką miasta, fotografowaną przez turystów i wielokrotnie reprodukowaną także poza Polską.

Partnerzy portalu:

Tyle że czas robi swoje. Farba blednie, tynk odpada, a mural coraz wyraźniej potrzebuje ratunku. I tutaj zaczyna się historia, która na tle wielu wcześniejszych białostockich inwestycji jest zwyczajnie budująca.

Można było powiedzieć: przeszkadza

Budynek przez lata należał do Uniwersytetu w Białymstoku. Gdy uczelnia próbowała go sprzedać, pojawił się inwestor, którego koncepcja przebudowy nie przewidywała zachowania muralu. Wywołało to protest mieszkańców i organizacji społecznych. W 2016 roku radni zmienili plan zagospodarowania przestrzennego, obejmując ochroną zarówno mural, jak i stojące przed nim drzewo będące integralną częścią całej kompozycji. Mural otrzymał status dobra kultury współczesnej, sam budynek znajduje się natomiast pod ochroną konserwatorską.

Dla inwestora nastawionego wyłącznie na maksymalizację powierzchni użytkowej taki zakup wygląda jak zestaw problemów. Zabytkowy budynek. Chroniona elewacja. Mural, którego nie można usunąć. Drzewo, którego też nie można potraktować piłą mechaniczną pierwszego dnia budowy.

A jednak w 2025 roku nieruchomość znalazła nabywcę

Kupił ją podlaski przedsiębiorca Tadeusz Wojtkowski, związany między innymi z firmami Tedi Spedycja, Tedi Logistic oraz Grupą Chorten. I zamiast rozpoczynać kolejną batalię o to, jak przeszkody zlikwidować, przygotowano projekt, który uwzględnia istniejące ograniczenia i historię tego miejsca. I tu się należą Panu Tadeuszowi wielkie brawa.

Planowana jest przebudowa i rozbudowa dawnych budynków gimnazjum, częściowe usunięcie wtórnych elementów i uporządkowanie terenu. Obiekt ma zostać przeznaczony na nowe funkcje. Sam właściciel mówił w TVP3 Białystok między innymi o szkole językowej. Najważniejsze jest jednak co innego: mural ma pozostać.

I właśnie tak powinien wyglądać biznes w mieście

Nie chodzi o to, żeby przedsiębiorca zajmował się działalnością charytatywną. Firma ma zarabiać. Inwestycja ma się opłacać. Nikt rozsądny nie oczekuje, że prywatny właściciel kupi nieruchomość za własne pieniądze, a później urządzi tam bezpłatne muzeum ku chwale miasta. Ale między zarabianiem pieniędzy a traktowaniem miasta jak kopalni metrów kwadratowych istnieje ogromna przestrzeń.

Białystok niestety przez dziesięciolecia widział aż za wiele inwestycji, w których wartość miejsca sprowadzała się do powierzchni działki, współczynnika zabudowy i liczby mieszkań, które da się sprzedać. Kolejne fragmenty dawnego miasta znikały, zabytkowa zabudowa przegrywała z nową, a architektura bardzo często podporządkowana była jednej zasadzie: ma się zmieścić jak najwięcej.

Wiele fortun powstałych jeszcze w latach 90., a czasem wcześniej, nie przełożyło się niestety na równie wielkie ambicje dotyczące przestrzeni miejskiej. Można mieć ogromną firmę, olbrzymi majątek i dziesiątki nieruchomości, a jednocześnie pozostawić po sobie w mieście głównie kolejne bloki, ogrodzenia i parkingi.

Tym bardziej trzeba pokazywać przykłady przeciwne. Bo przedsiębiorca może zostawić po sobie coś więcej. Może wziąć stary budynek i zamiast zastąpić go kolejną anonimową bryłą, nadać mu nowe życie. Może zachować coś, co już stało się częścią lokalnej tożsamości. Może zarabiać na swojej inwestycji, jednocześnie sprawiając, że miasto po jej zakończeniu jest ciekawsze, a nie uboższe.

To nie jest wielkie bohaterstwo. Tak naprawdę powinien to być standard. Tyle że w Białymstoku przez lata standardem zdecydowanie nie było.

Dziewczynka ma szansę przetrwać

Teraz pojawiła się także realna szansa na odnowienie samego muralu. Doszło do pierwszego spotkania przedstawicieli instytucji i firm zainteresowanych renowacją. Podlaski Instytut Kultury ma przygotować projekt odnowienia w uzgodnieniu z Natalią Rak i sfinansować prace. To ważne również dlatego, że przez lata kwestia renowacji nie była oczywista. Sama autorka wcześniej podchodziła sceptycznie do ingerowania w swoje dzieło. Dziś sytuacja się zmieniła. Według zastępcy dyrektora Podlaskiego Instytutu Kultury Bartłomieja Trzeciaka artystka jest zainteresowana udziałem w przedsięwzięciu i chce doprowadzić do odnowienia muralu.

Właściciel nieruchomości również deklaruje zainteresowanie zachowaniem dzieła. I nagle okazuje się, że można. Można mieć prywatny biznes, zabytkowy budynek, ograniczenia konserwatorskie, chroniony mural, drzewo stojące przed elewacją i mimo wszystko przygotować inwestycję.

Nie trzeba zaczynać od pytania: „jak się tego wszystkiego pozbyć?”. Można zacząć od pytania: „jak zrobić z tego atut?”.

Miasto potrzebuje takich inwestorów

Najciekawsze w całej tej historii nie jest więc nawet to, czy dziewczynka dostanie nową warstwę farby w przyszłym roku czy trochę później. Najważniejsza jest pewna zmiana myślenia. Bogaty przedsiębiorca nie musi traktować miasta wyłącznie jako miejsca, z którego można coś wziąć. Może również coś po sobie zostawić. Przedwojenny budynek może nadal stać. Może dostać nowe funkcje. Mural może zostać odnowiony. Drzewo może nadal być częścią kompozycji. W środku może działać normalny komercyjny biznes. Właściciel może na tym zarabiać. I nikt na tym nie traci. Wręcz przeciwnie.

Właśnie takich inwestycji Białystok potrzebuje znacznie więcej. Nie kolejnego wyścigu o to, kto wciśnie więcej metrów mieszkalnych na działkę. Nie kolejnych budynków, które mogłyby równie dobrze stać w dowolnym mieście w Polsce. Potrzebujemy ludzi, którzy rozumieją, że prowadzenie biznesu w mieście oznacza również korzystanie z czegoś, czego samemu się nie stworzyło: jego historii, ulic, przestrzeni, mieszkańców i całej wartości budowanej przez poprzednie pokolenia.

Czasami warto więc coś temu miastu oddać. Choćby zostawiając w spokoju dziewczynkę z konewką.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.