Co za kuriozum! Białystok zamyka się na noc. Ostatni pociąg o 20.15.

Co za kuriozum! Białystok zamyka się na noc. Ostatni pociąg o 20.15.

W Polsce są dworce kolejowe, na których życie trwa przez całą noc. Pociągi przyjeżdżają, odjeżdżają, ludzie przesiadają się między składami, wracają z pracy, koncertów, spotkań i podróży. Jest też Białystok. Stolica województwa podlaskiego, która pod względem połączeń kolejowych z Warszawą (i resztą Polski) zachowuje się tak, jakby zaraz po godzinie 20.00 obowiązywała cisza nocna. Kto nie zdążył, ten niech czeka do rana.

Wystarczy zajrzeć do rozkładu jazdy. Ostatni pociąg z Białegostoku do Warszawy odjeżdża o godzinie 20.19. Z kolei ostatni pociąg z Warszawy Centralnej do Białegostoku rusza o 20.57. Tak, dobrze czytacie. Nie o 23.57, nie o pierwszej w nocy, nawet nie o 22.30. O 20.57! O godzinie, o której w wielu domach dopiero kończy się kolację, a ludzie wychodzący do kina zastanawiają się, co obejrzeć.

Partnerzy portalu:

I mówimy tutaj o połączeniu stolicy województwa z Warszawą, czyli najważniejszym węzłem komunikacyjnym w Polsce. Nie o lokalnej kolejce kursującej między dwiema wioskami. Mówimy o trasie, na której za ogromne pieniądze modernizowano infrastrukturę, przebudowywano stacje, podnoszono prędkości i skracano czas przejazdu. Dziś między Białymstokiem a Warszawą można podróżować pociągiem w niespełna dwie godziny. Pod warunkiem, że człowiek zamierza żyć według kolejowego rozkładu dnia.

Warszawa może żyć nocą. Białystok ma iść spać.

Wyobraźmy sobie zupełnie zwyczajną sytuację. Mieszkaniec Białegostoku jedzie do Warszawy na koncert. Wydarzenie zaczyna się o 19.00 i kończy około 22.00. Chciałby wrócić do domu. Nie może. Przynajmniej nie pociągiem. Może oczywiście zarezerwować hotel, znaleźć autobus albo pojechać samochodem. Tylko dlaczego człowiek mieszkający niespełna dwie godziny jazdy koleją od stolicy ma w ogóle rozważać nocleg z powodu tak banalnej rzeczy jak wieczorne wydarzenie?

Podobnie wygląda sytuacja w odwrotnym kierunku. Ktoś przyjeżdża do Białegostoku na spotkanie biznesowe, konferencję, rodzinne wydarzenie albo po prostu odwiedzić znajomych. Jeśli spotkanie przeciągnie się do wieczora, może zapomnieć o powrocie pociągiem do Warszawy. Po 20.15 możliwość takiego wyjazdu znika. Kolejne połączenie dopiero rano.

Jeszcze bardziej absurdalnie wygląda to w kontekście lotniska Chopina. Warszawa jest dla mieszkańców Podlasia również bramą do świata. Samoloty lądują tam przecież późnym wieczorem i nocą. Człowiek może wrócić z drugiego końca Europy, wylądować w Warszawie o 22.00 i odkryć, że pokonanie ostatnich 200 kilometrów do Białegostoku jest większym problemem logistycznym niż wcześniejszy lot przez pół kontynentu.

Owszem, funkcjonują FlixBus, PlusBus i inni przewoźnicy autobusowi. Tyle że istnienie komercyjnych połączeń autobusowych nie jest usprawiedliwieniem dla braku wieczornej i nocnej oferty kolejowej. Autobusy stanowią ważne uzupełnienie transportu, ale nie zastępują kolei dalekobieżnej. Zwłaszcza że ta ostatnia ma być podstawą nowoczesnego systemu komunikacyjnego, w który państwo inwestuje miliardy złotych.

W innych miastach pociągi kursują nawet po północy

Wystarczy spojrzeć na większe węzły kolejowe. Z Warszawy Centralnej odjeżdżają późnym wieczorem pociągi dalekobieżne, między innymi w kierunku Gdyni, Wrocławia czy Zakopanego. Kraków Główny obsługuje połączenia także po północy. Pociągi kursują nocą, ponieważ transport kolejowy nie musi kończyć działalności wraz z zamknięciem biur i urzędów.

Ponadto Białystok jest szczególnym przypadkiem, ponieważ niemal cały jego dalekobieżny kontakt z centralną i zachodnią Polską opiera się na połączeniu z Warszawą. Kiedy znika możliwość podróży do najważniejszego węzła przesiadkowego w kraju, znika również możliwość skorzystania z wielu dalszych połączeń. To także zasadnicza różnica między Białymstokiem a miastami położonymi na wielkich magistralach przecinających Polskę. Przez tamte przejeżdżają pociągi tranzytowe, również nocne. Białystok pozostaje na uboczu tej sieci, a rozkład jazdy tylko pogłębia jego komunikacyjną peryferyjność.

Można oczywiście tłumaczyć, że późnowieczorny kurs byłby mniej rentowny. Zapewne miałby mniej pasażerów niż pociąg o 16.00. Tyle że z tej logiki wynikałoby również, że nocą należałoby zamykać wiele innych usług publicznych, bo przecież korzysta z nich mniej osób niż w ciągu dnia. Transport publiczny nie może być oceniany przez pryzmat tego, czy każde pojedyncze połączenie przyniesie zysk. Liczy się dostępność całej sieci i możliwość podróżowania wtedy, kiedy rzeczywiście jest to potrzebne.

Zresztą nikt rozsądny nie domaga się pociągów z Białegostoku do Warszawy co pół godziny przez całą noc. Ale czy naprawdę tak wielkim wyzwaniem byłoby uruchomienie choćby jednego dodatkowego połączenia po 22.00 lub około 23.00, a także umożliwienie późniejszego powrotu ze stolicy? Taki kurs mógłby całkowicie zmienić możliwości podróżowania mieszkańców regionu.

Przez 22 lata przesunęliśmy ostatni pociąg o 30 minut

Najbardziej zdumiewające jest jednak coś innego. Ten problem wcale nie jest nowy. W październiku 2004 roku, a więc dokładnie 22 lata temu, ukazał się artykuł zatytułowany „Kryzys kolejowy na Podlasiu: brak nocnych połączeń”. Opisywano w nim niemal identyczną sytuację. Ostatni pociąg z Białegostoku do Warszawy odjeżdżał wtedy o 19.50, a na następny trzeba było czekać do rana. Już wówczas alarmowano, że stolica województwa podlaskiego wieczorem zostaje komunikacyjnie odcięta od reszty kraju.

Minęły 22 lata. Polska zmodernizowała setki kilometrów linii kolejowych. Białystok doczekał się odnowionego dworca, nowych peronów, tuneli, wind i szybkich pociągów. A ostatni wieczorny odjazd do Warszawy? W porównaniu z 2004 rokiem przesunął się z 19.50 na około 30 minut.

Dwadzieścia dwa lata rozwoju i zaledwie pół godziny różnicy. Trudno o bardziej wymowny symbol kolejowej stagnacji w godzinach wieczornych.

Problem polega bowiem na tym, że rozwój infrastruktury nie jest równoznaczny z rozwojem dostępności transportowej. Można wyremontować dworzec za ogromne pieniądze, zbudować piękne perony, postawić nowoczesne wyświetlacze i kupić szybkie pociągi. Jeśli jednak pasażer, który chce wrócić do domu o 23.00, dowiaduje się, że najbliższy skład odjedzie dopiero następnego dnia, to cała ta nowoczesność staje się dla niego bezużyteczna.

Białystok potrzebuje nie tylko szybszych pociągów, ale również normalnego rozkładu jazdy. Takiego, który uwzględnia fakt, że ludzie żyją także wieczorem i nocą. Pracują, podróżują, uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych, odwiedzają rodziny i wracają z lotnisk. Bo dziś wygląda to tak, jakby ktoś uznał, że mieszkańcom Podlasia wystarczy możliwość podróżowania w godzinach urzędowania.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.