Featured Video Play Icon

Przelotem nad Łomżą. Tak wygląda miasto i jego najważniejsze miejsca z góry.

Łomża, to miasto położone w województwie podlaskim, nad rzeką Narew. Historycznie należy jednak do Mazowsza. Stąd niekończące się antagonizmy i złośliwości pomiędzy łomżyniakami i białostoczanami. To właśnie ci pierwsi często o tych drugich mówią „śledziki” i upowszechniają te żartobliwe określenie. Mieszkańcy stolicy podlaskiego nie pozostają dłużni i żartują, że w Łomży jedyne co warto kupić, to bilet do Białegostoku. To wszystko nie wychodzi poza sferę żartów, bo w rzeczywistości zarówno Białystok jak i Łomża są pięknymi miastami, które warto odwiedzić. Dziś będzie o walorach tego drugiego.

Na powyższym filmie możemy między innymi zobaczyć takie obiekty jak Góra Królowej Bony, Pałac Biskupi, Wieża ciśnień, Ławeczka Hanki Bielickiej, Kamienne Schodki, Port Łomża, Łomżyńskie Bulwary, a także Twierdza Łomża. To jednak nie wszystko co oferuje mazowieckie miasteczko. Warto też przejechać się do Starej Łomży oraz Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Generalnie życie toczy się wokół tej rzeki.

Warto jeszcze dodać, że historia Łomży jest fascynująca. Pierwsze wzmianki o grodzisku na tych terenach pochodzą z IX wieku! W późniejszych latach istnienie miasta było zagrożone przez ciągłe najazdy Litwinów. To jednak się zmieniło w momencie, gdy zawarto unię z tym krajem. Największy rozkwit Łomża zawdzięcza książętom Mazowieckim. W XVI wieku znajdował się tu dwór królewski, ludwisarnię (wykonywano tam odlewy dzwonów), arsenał, łaźnię, spichlerze zbożowe, magazyny soli i inne budowle.

Niestety kolejne stulecie nie było tak łaskawe. Wojny, pożary, powodzie i zarazy, które w XVII wieku nawiedzały szczególnie często ziemię łomżyńską, za każdym razem dziesiątkowały mieszkańców i ich zwierzęta. Po każdej z tych nawałnic coraz trudniej było podnieść się nie tylko poszczególnym rodzinom, ale także całemu miastu. Pod koniec wieku liczba ludności miasta wynosiła zaledwie 300 osób. Późniejsze zabory wcale nie dawały nadziei na lepsze zmiany. Podczas II wojny światowej Łomża zostaje zniszczona w ok. 70%. W wyniku deportacji i mordów liczba ludności maleje o około 60%. Zakończenie niemieckiej okupacji Łomży następuje 13 września 1944 roku, gdy do miasta ponownie wkracza Armia Czerwona.

Featured Video Play Icon

Wielka wycieczka po Podlaskiem. Zobaczyli prawie wszystko.

Takiego filmu jeszcze nie było. YouTuber 58 OsA przemierzył z kamerą Podlaskie chyba tak dogłębnie, jak nie zrobił to jeszcze nikt. Dzięki temu każdy, kto nie był w naszym regionie może dowiedzieć się o wszystkich najważniejszych punktach naszego regionu. Osoby, które tu mieszkają także znajdą coś dla siebie, bowiem nie wszystkie atrakcje Podlaskiego są tak samo znane.

Film rozpoczyna się od Narwiańskiego Parku Narodowego i Tykocina. Widzimy, że nie przeszkadza w zwiedzaniu brzydka pogoda. Kolejny przypadek to Biebrzański Park Narodowy. Pierwszy zgrzyt jakiego doznał zwiedzający był właśnie tam. Konkretnie to w Osowcu, gdzie twierdzę można zwiedzać od poniedziałku do piątku od 9 do 13. Jak widać obiekt działa tylko dla uczniów i urlopowiczów. Weekendowe zwiedzanie tu nie wchodzi w grę.

Kolejny przystanek to Wigry i tamtejszy klasztor. W kolejnych kadrach filmu możemy zobaczyć jak pięknym terenem jest Suwalszczyzna. Z drona podziwiać możemy wszelkie pagórki. Szkoda tylko tej pogody. O ile do spacerów się nadaje, to do podziwiania już trochę gorzej. Autor dotarł nad sławną Górę Cisową, która jest położona 256 m n.p.m. W filmie nie mogło zabraknąć Białegostoku i jego atrakcji. Zwiedzić Podlaskie i nie zobaczyć jego stolicy? Byłoby to bez sensu. A jak i Białystok to także pobliski Supraśl. Kolejne przystanki to tatarskie Bohoniki, Krynki czy Kruszyniany. Nie zabrakło też ruin w Jałówce.

Następnie 58 OsA wybrał się do Krainy Otwartych Okiennic, która w ostatnim czasie jest prawdziwym hitem turystycznym. Nie mogło też zabraknąć Dębu Dunin, Grabarki czy Kaszteliku. Zauważalne jest ominięcie Puszczy Białowieskiej. Mimo wszystko pokazane zostało i tak bardzo wiele. I to trzeba docenić, bo objechanie naszego regionu i przemierzenie wielu kilometrów piechotą jest sporym wysiłkiem.

Featured Video Play Icon

Jest takie miejsce na podlaskiej mapie, gdzie o wschodzie dzieje się magia.

Na mapie, w samym sercu Podlasia leżą znane przez turystów: Mielnik, a także z powodu swojego specyficznego położenia – Niemirów. Warto wspomnieć, że pomiędzy nimi jest jeszcze jedno – mniej znane, a warte odwiedzenia miejsce. Nazywa się Sutno.

Mielnik jest bramą pomiędzy południowym i północnym Podlasiem. Tu rzeka Bug rozdziela województwa podlaskie i mazowieckie, a trochę obok jest także i lubelskie, po których Podlasie jest rozlane. Przeprawa pomiędzy województwami możliwa jest dzięki małemu promowi na rzece. W Mielniku znajduje się także kopalnia kredy, tarasy i wieże widokowe, a także góra zamkowa. W średniowieczu było to bardzo ważne miejsce położone pomiędzy Królestwem Polski i a Wielkim Księstwem Litewskim. Stałe osadnictwo w tym miejscu datowane jest na XI – XII wiek. Gród mielnicki powstał być może w 1038r. podczas wyprawy Wielkiego Księcia Kijowskiego Jarosława przeciw Jaćwingom.

Niemirów

Niemirów aż tak bogatej historii nie ma, ale jest wyjątkowy. To granica granic. Mała wioska jest miejscem, gdzie stykają się Polska i Białoruś, a dodatkowo województwa podlaskie i lubelskie. Tuż obok wspomniane mazowieckie. Wszystkie 3 województwa stykają się nieopodal we wsi Borsuki.

Pomiędzy Mielnikiem a Niemirowem jest jeszcze jedno miejsce, które możecie oglądać na filmie powyżej. To jest Sutno. Tam możemy podziwiać wyspę na Bugu. Szczególnie pięknie jest tam nad ranem o wschodzie. Jesienią dochodzą do tego jeszcze niesamowite mgły, które rozdzierają promienie słońca. Niesamowity, kapitalny widok zachwyci każdego, kto tam przyjedzie. W ogóle warto wybrać się na pieszą wycieczkę. Z Mielnika do Niemirowa jest 10 km. Latem w drugą stronę można wrócić na przykład kajakiem. Ten środek transportu na Bugu jest bardzo popularny.

Featured Video Play Icon

Narew to polska Amazonka? Park Narodowy to miejsce z fantastycznym klimatem!

Narew to jedna z najdłuższych, a zarazem naturalnych polskich rzek. Najpiękniejsze jej fragmenty znajdują się dolinie Narwi i są objęte ochroną. Z resztą wyjątkowej przyrody oraz zwierzętami tworzą Narwiański Park Narodowy. Splątane koryta, rozległe i nieprzebyte trzcinowiska, rejon ten nazywany jest polską Amazonią. Główną atrakcją tego miejsca jest kładka w Śliwnie, którą można ręcznie przeprawiać się pływającymi platformami. To jednak nie jedyne miejsce, które warto tam zobaczyć.

W ostatnim czasie powstał odcinek internetowego programu na temat tego miejsca. Seria „Zasilani” pokazuje magiczne miejsca Podlasia. Prowadzący Magda i Petros razem ze swoimi gośćmi barwnie opowiadają o wielu atrakcjach naszego regionu. W najnowszym odcinku odwiedzili Narwiański Park Narodowy, gdzie oprócz wspomnianego Śliwna usłyszeć możemy o wyjątkowości Kurowa, gdzie jest ośrodek edukacyjny Parku oraz kolejna kładka. Tam możemy także popływać kajakiem.

To, co wyróżnia powyższy film od wielu podobnych to ujęcia z góry. Mało kto wie, że Narwiański Park Narodowy to obszar, gdzie latanie dronami jest zakazane bez zezwolenia. Zabrania tego polskie prawo, by chronić cenne obszary przyrodnicze. Lot dronem mógłby nękać zamieszkujące tam ptaki. Szczególnie wrażliwe są w okresie lęgowym czyli na przełomie lipca i sierpnia. Dlatego film Zasilani bez trudu mógł powstać właśnie jesienią.

Featured Video Play Icon

Przepiękne widoki, cudowna natura! To niedocenione Wzgórza Sokólskie.

Wzgórza Sokólskie w ogólnopolskiej świadomości raczej nie istnieją. Sama Sokółka już bardziej jako miejsce cudu. Wiele osób też wie, że to tam głównie nakręcono większość scen z kultowego filmu U Pana Boga za piecem. Jednak jako Wzgórza Sokólskie ważna część Podlasia ogólnie już nie. Co bardziej lokalni znają takie miejsca jak Stara Rozedranka, Lebiedzin, Podtrzcianka, Gibowszczyzna czy Bogusze. Miejsca te zachwycają każdego, kto się tam wybierze. Mimo, że na mapie nic konkretnego nie dojrzymy. Po prostu są tam cudowne widoki.

Jest też jednak niestety coś, co powoduje, że miejsce to z roku na rok coraz bardziej staje się brzydkie. Ziemia Wzgórz Sokólskich kryje ogromne pokłady żwiru. Dlatego jadąc w tamte strony na pewno napotkamy mnóstwo małych kopalni, które w ostatnich latach istotnie zmieniły krajobraz na gorsze. Dlatego śpieszmy się zwiedzać tamte tereny, póki coś można zobaczyć.

Featured Video Play Icon

Cudowne źródełko w Puszczy Białowieskiej. Tu naładujesz się mocą.

Podlaskie to wyjątkowy region nie tylko dlatego, że jest wielokulturowy i bogaty przyrodniczo. To także miejsce, gdzie egzystuje ze sobą równolegle religia i ludowe wierzenia. Nie powinniśmy jednak mieć z tego powodu żadnych kompleksów. W takiej Islandii ludzie wierzą w elfy i jest to nawet brane pod uwagę przez aparat państwowy przy podejmowaniu decyzji. Żeby nie być gołosłownym – była tam taka sprawa, że trasa nowej drogi kolidować miała z miejscem egzystencji elfów właśnie, przez co ostatecznie ba wniosek mieszkańców miejsce ważne dla lokalnej społeczności inwestycja ominęła.

I tu przejdźmy płynnie do Krynoczki w Puszczy Białowieskiej. Ważną rolę odgrywa tutaj drzewo. Mimo, że we wspomnianej Puszczy jest ich bardzo, ale to bardzo wiele, to te jedno jest wyjątkowe. Według wierzeń (i to jeszcze z XIII wieku!) objawiła się na nim Matka Boża. Dlatego tuż obok wybudowano niewielki monaster. Krynoczka dawniej nazywała się Miednoje. Dziś jest miejscem wielu pielgrzymek. Co ważne, istniejące na miejscu święte źródło jest kultywowane jedynie lokalnie. Obrzędy religijne odbywają się tu zupełnie z innego powodu – w dniu wspomnienia Braci Machabeuszy oraz w święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego. Widać jak na dłoni, to co powyżej napisaliśmy. W Podlaskiem równolegle egzystują ze sobą religia i ludowe wierzenia.

Sama cerkiew i źródełko powstały w połowie XIX wieku. W 1846 została wybudowana drewniana cerkiew pod wezwaniem Świętych Braci Machabeuszy należąca do parafii Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy w Dubinach. Przy studzience (znajdującej się obecnie pod wiatą) zbudowano natomiast w 1848 z ofiar miejscowych wiernych niewielką drewnianą kaplicę. Cudowne miejsce znajduje się tuż za obrzeżami Hajnówki w kierunku Białowieży. Dojść można tam drogą leśną „Tryb Hajnowski”.

Featured Video Play Icon

Cerkiew w Gródku. Piękna na zewnątrz, piękna w środku.

Cerkiew Narodzenia Najświętszej Bogurodzicy wzniesiono w Gródku w latach powojennych na miejscu, gdzie wedle źródeł cerkiew stała już w XV wieku. Wówczas miejscowość była dosyć sporym ośrodkiem, który był zaznaczany już na starych mapach. Gródek jest związany z rodem Chodkiewiczów. W 1498 r Aleksander Chodkiewicz ufundował tu klasztor prawosławny, który później został przeniesiony do Supraśla. W Połowie XVI wieku Gródek otrzymał prawa miejskie. W późniejszych czasach miejscowość przechodziła kolejno w ręce Paców, Sapiehów oraz Radziwiłów. W 1897 r. utracił prawa miejskie.

Obecna cerkiew w Gródku mimo że powstała wiele lat temu, była monumentalna, jak na tamte czasy. Budowla została wypełniona równie niesamowitą ikonografią. W środku znajdują się malunki prof. Adama Stalony-Dobrzańskiego oraz prof. Jerzego Nowosielskiego. Wypełniły one wielkie powierzchnie ścian i sklepień tworząc z Cerkwi w Gródku dzieło niespotykane nigdzie indziej. W wielkoformatowych kompozycjach, w olbrzymich partiach tekstów wypisanych na ścianach i w kolorowych witrażach nieustannie powtarzają się motywy Maryjne. Program ikonograficzny wnętrza przedstawia Kosmiczną Wizję Bogurodzicy jako Królowej i Matki, którą zapowiadali prorocy, a apostołowie i wszyscy święci wychwalają po dziś dzień.

Będzie można dojechać pociągiem z Krakowa przez Białystok do Wilna! Jest już data.

Bardzo długo o tej sprawie było cicho, ale nareszcie coś się ruszyło. Przypomnijmy od kilku lat planowano połączyć kolejowo Warszawę z Wilnem (przez Białystok). Na początku plany pokrzyżowała pandemia, później okazało się, że dosyć sporym problemem jest różnica szerokości torów. Na terenie dawnego ZSRR, czyli także na Litwie budowano tory szersze niż w Polsce i innych krajach Europy zachodniej. Oczywiście PKP dysponuje pociągami, które mogą jeździć po różnej szerokości torów, ale nikt nie chce ich na co dzień eksploatować. Traktowane są bardziej jako zapasowe.

W tym roku podawaliśmy już informację o tym, że połączenie z Warszawy do Wilna ruszy jeszcze w tym roku z jedną przesiadką. Wiadomo już więcej o szczegółach tego połączenia. Obecnie do Suwałk dojeżdża pociąg „Hańcza” z Krakowa. Po zmianie rozkładu jazdy w grudniu 2022 nastąpi wydłużenie jego trasy 40 km. Oznacza to, że Wilno zostanie skomunikowane z wieloma polskimi miejscowościami. Pasażerowie dojadą najpierw do litewskiej Mockavy (Maćkowo). Tam będzie na nich czekać skład, którym dojadą do Wilna przez Kowno.

Jest jeszcze jeden problem na tej trasie. To elektryfikacja, której nie ma. Dlatego obecne połączenie jest jeszcze tymczasowe. Będzie obowiązywać do czasu aż strona litewska zapewni lokomotywę spalinową, która mogłaby przejąć prowadzenie polskiego pociągu na odcinku litewskim. Gdy tak się stanie, to docelowo aż do Kowna będzie dojeżdżać pociąg „Nałkowska”, który kursuje na co dzień na trasie Białystok – Wrocław. Później z Kowna będzie można dojechać pociągiem do Wilna. Tylko ten odcinek wynosi zaledwie 90 km.

Featured Video Play Icon

Podlasie na weekend – Puszcza Knyszyńska i Supraśl

Puszcza Knyszyńska w Polsce nie jest tak znana jak Puszcza Białowieska, nie mniej jednak jest równie atrakcyjna. Supraśl, Kopna Góra, Poczopek, Krynki, Kołodno, Wyżary, Kruszyniany – te wszystkie miejscowości położone są nad tym kompleksem leśnym. W weekend można zrobić trasę objazdową. W przerwie między jazdą samochodem można sporo pospacerować. Poczynając od Supraśla, gdzie możemy zwiedzać zabytki, spacerować bulwarami i leśnymi ścieżkami. W pobliskiej Kopnej Górze i Poczopku znajdują się kolejne miejsca do spacerów – Arboretum i Silvarium.

Krynki natomiast to miasteczko, gdzie możemy zobaczyć na własne oczy wielkie rondo, z którego odchodzi mnóstwo ulic. Inną atrakcją przygranicznego miasteczka jest spory cmentarz żydowski. Ponadto zimą w okolicach napotkać możemy stado żubrów. Niedaleko znajdują się tatarskie Kruszyniany, gdzie możemy podziwiać drewniany meczet, mizar (cmentarz). Jest także możliwość skosztowania kuchni od polskich Tatarów.

Kołodno to natomiast miejsce, z którego możemy podziwiać Puszczę Knyszyńską z góry. To tam znajduje się jedna z niewielu na płaskim Podlasiu góra Św. Anny. Można tam wejść na wieżę widokową. Wyżary to natomiast miejsce, gdzie znajduje się okazały zbiornik wodny, wiata do grillowania z miejscem do ogniska. Niedaleko znajduje się bagno Śianożątka z bardzo długą kładką, dzięki której dostaniemy się na ich środek.

Bez wątpienia weekend to dobry czas, by odwiedzić te wszystkie miejscówki. Szczególnie, że wszystkie są otoczone Puszczą Knyszyńską, toteż możemy się nastawić na wiele kilometrów spacerów w czystym i świeżym, leśnym powietrzu.

Dobra wiadomość. Można legalnie nocować w lesie pod Supraślem!

Od jakiegoś czasu istnieje taki program Lasów Państwowych, dzięki któremu bez narażania się na mandat możemy przenocować w lesie. Jest to odpowiedź na prężnie rozwijającą się grupę ludzi uprawiającą w Polsce „bushcraft” czyli trenowanie umiejętności związanych z przetrwaniem i życiem w dziczy przy użyciu jej naturalnych zasobów. Początkowo pilotaż dopuszczał jedną lokalizację niedaleko Białegostoku. Nie była ona jednak zbyt atrakcyjna. Teraz zmienia się wszystko na lepsze i możemy nocować przy samym Supraślu!

Po ponad rocznym okresie trwania pilotażu, został on przekształcony w szerszy program pn. „Zanocuj w lesie”. Wyznaczona przez Nadleśnictwo Supraśl strefa, to obszar ponad 1500 ha przeznaczony nie tylko dla miłośników bushcraftu i surwiwalu, ale także tych osób, które chcą przeżyć przygodę i zanocować w lesie „na dziko” bez specjalnej infrastruktury i bez obaw o naruszenie Ustawy o lasach.

Przed wyruszeniem w drogę należy pamiętać o kilku ważnych aspektach. Las to miejsce wspólne dla wielu obszarów działania państwa. Jednym z nich jest wycinka i prowadzenie gospodarki leśnej, natomiast swoje terminy mają też myśliwi. Zatem najpierw musimy sprawdzić czy w miejscu, gdzie planujemy spać nie ma wprowadzonego zakazu wstępu oraz nie jest planowany tam odstrzał. Miejsca do palenia ognisk są konkretnie wyznaczone. Drewno trzeba zdobyć osobiście samemu. Nie wolno jednak niszczyć drzew, krzewów i runa leśnego! W jednym miejscu może nocować maksymalnie dziewięć osób, przez nie dłużej niż dwie noce z rzędu. Jeżeli ma być więcej osób i więcej nocy potrzebna jest zgoda nadleśniczego danego obszaru.

Najważniejsze jednak pamiętać, by absolutnie nie zostawiać po sobie żadnych śmieci i resztek jedzenia. Wracając wyrzućmy wszystko do worka, a ten zabierzmy ze sobą.

Featured Video Play Icon

Zwiedzanie Suwałk w kilka godzin. Co można zobaczyć?

Suwałki znane są szerszemu gronu Polaków z trzech rzeczy. Podczas prognozy pogody od zarania dziejów występują zawsze na mapie, w przeciwieństwie do Białegostoku. Wiąże się to z drugim skojarzeniem, czyli polskim biegunem zimna. Tak oto miasto jest nazywane. A że właśnie tak to trzecią rzeczą jest skojarzenie z białymi niedźwiedziami. Jeden z nich jest maskotką miasta. Dla turystów zwiedzanie Suwałk to prawdziwe wyzwanie. Bo trzeba się sporo napocić by tam dojechać.

Samochodem możemy od Białegostoku marnej jakości krajową ósemką, a możemy jeszcze gorszymi, krętymi drogami na Mazurach. Swoją drogą, jeżeli dotrzemy na Mazury, to nie będzie chciało się jechać dalej. Podobnie z kierunku białostockiego. Może nas zatrzymać Augustów. Druga opcja dojazdowa, czyli pociąg wcale nie jest lepsza. Do Suwałk prowadzi linia kolejowa z Sokółki. Gdy jedziemy na przykład z Warszawy, to w Białymstoku postój trwa 25 minut!

Jeżeli jednak udało nam się dotrzeć na miejsce, to warto Suwałki zwiedzić. Miasto samo w sobie nie jest winne, że ciężko tam dojechać. Nadrabia za to urokiem. Ważną postacią dla tego miasta była pisarka Maria Konopnicka. Na tyle docenia się ją, że stoi tam jej pomnik. Warto jednak zwrócić uwagę, że przyjemne jest całe otoczenie tegoż pomnika. To park nazwany od imienia pisarki. Jest także centrum miasta z rozwiniętą gastronomią. Warto spróbować regionalnych specjałów, na szczególną uwagę zasługują oczywiście kartacze. Danie to bowiem pochodzi z sąsiedniej Litwy, jednak to w Podlaskiem ostatnio robi wielką furorę.

Miasto ma także zalew Arkadia. Gdy tylko przyjedziemy pociągiem, to przywita nas stary, zabytkowy dworzec z 1896 roku. Jadąc samochodem zapewne natrafimy na stare wojskowe koszary po drodze. To pamiątka po rosyjskim zaborcy.

Jeżeli mamy więcej czasu to warto zobaczyć też Wigierski Park Narodowy i Szelment, bo są w pobliżu. Można też skusić się na wypad do wspomnianego wcześniej Augustowa. Tam w otoczeniu jezior i rzek spędzimy kolejne miłe chwile.

Featured Video Play Icon

Kiedyś popularne miejsce dla dzieci, teraz przyciąga fanów campingu.

Dawniej w wakacje jeździły tam dzieci na kolonie, dziś to miejsce, które przyciąga fanów campingu. Mowa o Woźnejwsi, która jest przepiękna, jest atrakcyjna, ale jest też w cieniu cudownego i mocno turystycznego Rajgrodu. Miejscowość leży w bardzo dogodnym miejscu. Na skraju Biebrzańskiego Parku Narodowego, pomiędzy dwoma jeziorami: Tajenko i Dreństwo. Obok jeszcze płynie rzeka Jegrznia. To prawdziwa kraina jezior, lasów i rzek! Dodatkowym atutem tego miejsca jest cisza i spokój, której w sezonie letnim w Rajgrodzie raczej nie zaznamy.

Warto jednak podkreślić, że Woźnawieś i jej okolice są także dobrym miejscem do odpoczynku w inne pory roku. Jesienią jest tam bardzo kolorowo i przyjemnie. Zima – oczywiście wtedy, gdy leży śnieg – to także czas, gdy warto się tam wybrać. Trzeba się po prostu ciepło ubrać, bo klimat jest w tym miejscu surowy. Wiosna to natomiast czas rozlewisk w tym miejscu. Ogólnie tereny Biebrzańskiego Parku Narodowego to niekończące się bagna, co za tym idzie możemy tam obserwować prawdziwe koncerty przyrodnicze.

Przypomnijmy też, że w okolicy króluje łoś. Zwierzę to można bardzo łatwo napotkać, jeżeli tylko wstaniemy wcześnie rano. Obserwacje należy rozpocząć jeszcze przed wschodem słońca. Gdy tylko nasza gwiazda wyjrzy znad horyzontu to będzie można dostrzec tego ogromnego zwierzaka, a jeszcze jak pogoda dopisze to i dobre zdjęcie zrobimy. Do Woźnejwsi dojedziemy najszybciej od strony Grajewa lub Augustowa.

fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Ogromna wieża widokowa do podziwiania miasta. Warto tam się wybrać.

Ciechanowiec, to jedno z wielu polskich, starych miast (powstało w 1429 roku), które nie podniosło się po II wojnie światowej. Liczba mieszkańców nie przekracza tu 5000. Najwięcej osób mieszkało tu w 1911 roku, bo prawie 12 000. Dekadę później było to już 5000 mieszkańców. Bez wątpienia spowodowała to I wojna światowa. W dwudziestoleciu tkanka miejska jednak zaczęła się odbudowywać i przed uderzeniem Niemiec i Rosji w Polskę mieszkało tu 7500 mieszkańców. Po wojnie już tylko 3300. Lata PRL spowodowały, że Ciechanowiec nie rozwijał się. Taki sam los spotkał mnóstwo polskich miast, które w przeszłości były królewskie. Zaczęły się rozwijać natomiast te, które w historii I RP niewiele lub nic nie znaczyły.

Dzisiaj Ciechanowiec to przepiękne miasto. Ostatnio zagospodarowany został teren wokół zalewu. Jedną z nowych atrakcji jest wieża widokowa. W ramach tegoż zagospodarowania powstały także nowe nasadzenia drzew i krzewów, instalacje elementów małej architektury, tablice interaktywno-edukacyjne, a także nowe szlaki turystyczne. Inwestycja zwiększyła atrakcyjność terenów nad zalewem.

Główną atrakcją Ciechanowca jest Muzeum Rolnictwa, które będzie nawet interesujące dla osób, które w temacie upraw i hodowli na co dzień nie siedzą. Przypomnijmy, że architektura tam znajdująca się posłużyła między innymi za plan teledysku do „My Słowianie” – Kleo i Donatana. Spacer terenami zielonymi wśród dawnych budynków spowoduje, że poczujemy się jakbyśmy cofnęli się w czasie.

Od teraz kolejną atrakcją jest wspomniana wieża widokowa, dzięki której będzie można podziwiać miasto z góry. Swoją drogą warto podkreślić, że to jedna z niewielu wież bez zadaszenia, dzięki czemu widok nie jest ograniczony.

Featured Video Play Icon

Będzie nowa atrakcja turystyczna w Supraślu. Widok na rzekę i dzikie zwierzęta.

Być może nie wszyscy wiedzą, ale w Supraślu istnieje coś takiego jak Szlak Bioróżnorodności. Teraz jest aktywnie rozwijany. Właśnie budowana jest wieża widokowa na zakolu rzeki, niedaleko mostu. Ponad 8 metrowa konstrukcja będzie miała kilka różnych poziomów, w tym także podjazd dla osób na wózkach inwalidzkich. Wokół wieży widokowej powstaną również drewniane wiaty oraz inne elementy małej architektury.

Z wieży będzie można podpatrywać dzikie zwierzęta. Podczas rykowiska wypatrzymy jelenie. Ponadto w tamtej okolicy zaobserwujemy bażanty, sarny czy dziki. W pobliżu jest też żerowisko orlika krzykliwego. Dlatego też warto zaopatrzyć się w jakąś lornetkę, a jak fotografujemy to w długi obiektyw. Dodamy od siebie jeszcze, że oglądanie dzikich zwierząt wymaga silnego charakteru. Największa szansa na to, że coś zobaczymy będzie wtedy, gdy jest już jasno, ale jeszcze przed wschodem słońca. To właśnie czas, gdy zwierzęta wychodzą z ukrycia w poszukiwaniu pożywienia.

Oczywiście o innej porze napotkamy ptaki. Na bażanta czy orlika trafimy także w środku dnia. Jedno jest pewne, gdy wieża już powstanie będzie kolejnym punktem na mapie Supraśla, który warto odwiedzić.

Featured Video Play Icon

Tak się jeździ zabytkowym jelczem. Autobusy były na ulicach miasta jeszcze 2 dekady temu.

Przez całe lato można było jeździć zabytkowym jelczem przez Białystok. Komu się nie udało załapać, to zapewne będzie mógł spróbować za rok. Zanim to nastąpi, może obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak jeżdżono po mieście jeszcze 2 dekady temu. Bo chociaż autobusy są dużo starsze, to na ulicach Białegostoku nie zniknęły razem z komuną. Pierwsze lata po transformacji były na tyle ciężkie, że wszystkie usługi publiczne się zwijały. W Białymstoku natomiast wybuchł wielki protest kierowców autobusów. Było to w 1991 roku.

Jelcze i ikarusy w Białymstoku zostały‬ wypierane powoli na rzecz lotniskowych mercedesów, białoruskch mazów i niemieckich manów. To głównie za sprawą tych ostatnich nasze miasto dowiedziało się co to jest autobus niskopodłogowy, do którego można wsiąść z dużą łatwością. Zamiast wdrapywać się po schodach, wystarczyło po prostu przejść przez drzwi.

W kolejnych latach pojawiła się kasa ze środków unijnych i zaczęła się cykliczna wymiana dróg i autobusów w mieście. Dlatego teraz jelczem możemy jeździć już tylko z sentymentu. Organizatorem wycieczek jest Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej w Białymstoku.

Idealny spacer pod Białymstokiem na jesienną porę. Prawie nie wyjdziecie z lasu!

Czy można spacerować po Białymstoku i jego okolicach nie wychodząc z lasu? Postanowiliśmy sprawdzić jakie są możliwości. Okazuje się że ogromne. Jesień to czas, gdy wspaniale spaceruje się po lasach. Kolorowe dywany z liści, rześkie powietrze i ogólnie dobra atmosfera do przemyśleń, skłania nas do tego by zażyć trochę ruchu. Jeszcze innych motywują nadprogramowe kilogramy, które zyskali od jedzenia lodów i grilla w nadmiarze.

Kiedy wejdzie się do lasu, to aż nie chce się z niego wychodzić. Dlatego też postanowiliśmy sprawdzić czy jest taka trasa w Białymstoku i jego okolicach, która pozwoli z lasu praktycznie nie wychodzić. Okazuje się że owszem. Wystarczy zacząć w Rezerwacie Antoniuk, by następnie przejść na tereny Nadleśnictwa Dojlidy. Tam na chwilkę wychodzimy z lasu, by przejść na drugą stronę szosy do Augustowa. Następnie czerwonym szlakiem pieszym dojdziemy do pętli autobusowej na granicy Białegostoku i Wasilkowa. Tym sposobem przejdziemy 8 km.

Jeżeli będzie nam mało, to po drugiej stronie drogi lasem przejdziemy, a następnie niebieskim szlakiem aż do Nowodworców. To kolejne 3 km. Następnie, po wyjściu z miejscowości możemy skierować się do drogi na Supraśl. Kolejne 5 km będziemy szli trasą rowerową przez Ogrodniczki. Wszystko w otoczeniu lasu. Za górką możemy wejść głębiej do lasu. Tam w otoczeniu Jeziora Komosa możemy dojść na przedmieścia Supraśla.

Jeżeli zdecydujemy się na tak długą wycieczkę to nasz spacer wyniesie prawie 20 km. I to prawie wszystko lasem! Przykładowo wędrówka Rezerwatem w Lesie Zwierzynieckim daje możliwość przejścia około 5 km. Dla prawdziwych piechurów to często tylko rozgrzewka.

Featured Video Play Icon

Chcecie dobrze zwiedzić Białystok? Ten film bardzo w tym pomoże.

Białystok coraz chętniej jest odwiedzany przez turystów. Dla nich tego typu film jak powyżej może być dobrą pomocą i odpowiedzią co dokładnie zobaczyć i dlaczego. Warto jednak zaznaczyć, że zwiedzają miasto również sami mieszkańcy. Robią to jednak inaczej niż turyści, bo przecież w gruncie rzeczy znają już różne zakątki, zabytki i ciekawe miejsca. Jest jednak pewien szkopuł. Gdy chodzimy po własnym mieście, to robimy to zwykle po utartych szlakach. Tymczasem, po obejrzeniu wideo przewodnika możemy zmienić swoje podejście.

Zaznaczmy, że na filmie zobaczymy tradycyjne już miejsca do odwiedzania: Pałac Branickich, Rynek, Operę, kościoły, cerkwie. To, na co jednak warto zwrócić uwagę to gruntowne, merytoryczne przygotowanie autorki. Na YouTube jest mnóstwo tego typu filmów, ale zwykle możemy je tylko pooglądać. Tu możemy dodatkowo się czegoś dowiedzieć. Warto też przypomnieć sobie historię najnowszą, czyli na przykład to, skąd i dlaczego znalazły się rzeźby na Lipowej.

Warto też przypomnieć sobie historię białostockich Żydów. Pamięć po nich utrwala pomnik schowany między blokami ulicy Suraskiej. Na osobną uwagę zasługuje zapomniany nieco Ludwik Zamenhof. Co prawda w Białymstoku są po nim różne pamiątki, a nawet istnieje centrum jego imienia, ale nie oszukujmy się. Temat esperanto w Białymstoku praktycznie nie istnieje i nikogo nie porywa. Tak czy inaczej, zwiedzając miasto warto sobie przypomnieć historię tego zacnego człowieka.

Featured Video Play Icon

To jedna z ciekawszych atrakcji Podlaskiego. Warto ją odwiedzić.

Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie im. Adama Chętnika to wbrew pozorom bardzo ciekawe miejsce do zwiedzania. Generalnie w Polsce idea muzealnictwa kuleje. Interesujących i nowoczesnych placówek prawie w kraju nie ma. Większość tego typu obiektów posiada wystawy stałe przez wiele lat, przez co nie ma po co tam zaglądać częściej niż raz.

Zupełnie inaczej jest ze Skansenem Kurpiowskim. Chociaż nazwa nie wskazuje, to jest tam naprawdę co oglądać i nie tylko to! Tam można poczuć klimat poprzednich epok. A wszystko to położone w pięknych okolicznościach przyrody. Warto zobaczyć stary wiatrak i liczne drewniane domy, kapliczki, bramy, studnie. Warto posiedzieć także nad rzeką.

Ogólnie w miejscu tym dowiemy się jak żyła dawniej ludność Kurpiowska. W kilkudziesięciu obiektach poznamy przeszłość ludzi najbiedniejszych i najbogatszych. Warto podkreślić, że wiele z tych budynków można zobaczyć także od środka. Na terenie Skansenu funkcjonuje też karczma, gdzie zjemy specjały regionu.

Featured Video Play Icon

Piękne obrazy Podlasia. Wspaniały film je ukazuje!

Lato ma to do siebie, że natura ubrana jest w wiele kolorów, a słońce jeszcze podbija efekt ich odbioru. Do tego panuje taka idylliczna atmosfera, czas wije się powoli, a jednocześnie po cichu zasuwa jak zawsze. I tak oto mamy koniec wakacji, zaś Podlasie szykuje się jesień. Nim to się stanie, warto raz jeszcze spojrzeć na letnie obrazy.

Powyższy film pokazuje Puszczę Białowieską, żubry, Krainę Otwartych Okiennic, a także Pojezierze Augustowskie. Wszystko to przeplecione jest tęsknotą za latem, które przemija. Obrazy można oglądać w kółko i rozmyślać czy to o jeżdżeniu kolejką wąskotorową czy też pływaniu kajakiem. Na szczęście inne pory roku też mają na Podlasiu urok, więc nie trzeba tylko rozmyślać, można też przyjechać i zwiedzać. Atrakcje które mamy nigdy się nie nudzą.

Featured Video Play Icon

Dla niektórych to okazja by pierwszy raz zobaczyć żubra na własne oczy

Chociaż dla wielu z nas, mieszkańców, żubry to zwierzęta, które widzimy dosyć często na polach czy w lasach, to dla turystów, spotkanie z nimi jest wyjątkową atrakcją. Mało prawdopodobne jest napotkanie zwierzęcia na wolności dla kogoś, kto tu nie mieszka. Dlatego też jedną z okazji będzie przyjazd do rezerwatu pokazowego pod Białowieżą.

Na powyższym filmie zobaczyć możemy, jak się prezentuje. Warto wiedzieć, że i tu czasem żubry potrafią być ukryte. Zależy to od pogody. Na pewno zwierzęta nie lubią leżeć w pełnym słońcu, toteż szukają cienia. W rezerwacie są one oddalone od ogrodzeń, dlatego większą szansę będziecie mieli z rana lub gdy będzie pochmurno. Oczywiście to nie jest reguła.

Warto pamiętać, że żubry żyjące dziko są niebezpieczne ze względu na swoje gabaryty. Dlatego jeżeli takiego zwierza napotkać podczas wędrówek po Podlasiu, to nie róbcie sobie selfie ani nie podchodźcie. Król podlaskich puszcz jest strachliwy i może stratować w samoobronie.

Hajnówka – Białowieża nie tylko samochodem. Zobacz inne opcje.

Hajnówkę od Białowieży dzieli około 20 km. Do tego pierwszego miasta dojedziemy z łatwością pociągiem, lecz to ta druga – wieś – od lat jest pożądana przez turystów. Dlatego zawsze planując tu podróż trzeba pomyśleć nad środkami lokomocji. Samochód to wiadomo, gwarantuje najłatwiejszy dojazd. Co, jeśli jednak nie możemy na niego liczyć? Jak dotrzeć z Hajnówki do Białowieży?

Puszcza Białowieska była ukochanym miejscem polowań polskich królów, później pod zaborami – carów. To tu w 1991 roku oficjalnie rozpadał się ZSRR. Miejsce pełne magii, przyrody i różnorodnych stworzeń. Nie bez powodu prof. Simona Kossak z tym miejscem związała swe życie i popularyzowała je. Do dziś zjeżdżają tu rzesze turystów. Atrakcji bowiem nie brakuje.

Niestety gorzej z dojazdem. Do Białowieży prowadzi w zasadzie tylko jedna droga. To znaczy są inne, ale zupełnie oficjalna, to wojewódzka 689. Pozostałe, jak choćby droga narewkowska, znają tylko lokalsi. Na domiar złego, droga wojewódzka jest bardzo wąska. Dwa samochody obok siebie mieszczą się na styk. Wystarczy kretyn za kierownicą, który będzie szybko jechać nie trzymając się krawędzi i nieszczęście gotowe. Dlatego warto rozważyć dojazd pociągiem do Hajnówki, a dalej można autobusem, rowerem a nawet pieszo.

Te dwie ostatnie opcje pozwolą nam wybrać inne drogi niż wojewódzka. Jedna trasa to 23 km, druga 25 km. Pierwsza oznaczona jest na mapie jako droga rowerowa. Prowadzi przez piękne rezerwaty i inne zakątki Puszczy Białowieskiej. Po drodze miniemy takie wsie jak Budy Leśne, Budy czy Teremiski. Atutem drugiej jest to, że zdecydowana większość jest drogą na wprost. Dopiero na końcówce skręcimy w prawo, kierując się na Szlak Dębów Królewskich.

Warto dodać, że Puszcza Białowieska jest przepiękna o każdej porze roku. Zarówno, gdy mieni się w słońcu, pływa w kolorowych liściach, drzemie pod śnieżnym puchem czy rozkwita wiosną.

Featured Video Play Icon

Cerkiew w Hajnówce jest wizytówką miasta. To co w środku zachwyca.

Sobór Świętej Trójcy jest wizytówką Hajnówki. To, co pierwsze rzuca się w oczy, to nieregularna bryła cerkwi i zwieńczony stożkowymi kopułami falisty dach fascynują i przyciągają do siebie uwagę. To jeden z najciekawszych przykładów współczesnej architektury sakralnej.

Zwiedzając Podlaskie często natrafiamy na cerkwie drewniane lub takie z żółtej cegły. Oprócz nich jest jeszcze kilka perełek architektonicznych, które nie wpisują się ani w jedną ani drugą kategorię. To budownictwo współczesne. Jednym z takich przykładów jest właśnie Sobór Świętej Trójcy w Hajnówce. Tutaj odbywają się doroczne, od lat cieszące się międzynarodową renomą, Festiwale Muzyki Cerkiewnej.

Nie sama bryła jest jednak interesująca. Koniecznie trzeba zobaczyć także przepiękne wnętrze obiektu. Można to zrobić na żywo lub przy pomocy powyższego filmu.  Cerkiew pod wezwaniem Świętej Trójcy w swoim programie ikonograficznym skupia się na wykonawcy Boskiego Dzieła Zbawienia, Chrystusie. Wnętrze rozświetla niepowtarzalne witrażowe panikadilo (żyrandol), a ściany pokryte są przedstawieniami najważniejszych Ewangelicznych wydarzeń, które zamykają się w przedstawieniu Świętej Trójcy w centralnym miejscu nad ołtarzem.

Moc pięknych widoków i natury. Wycieczka wzdłuż Kanału Augustowskiego.

Augustów przyciąga mnóstwo turystów każdego lata. Jedną z jego wielu atrakcji jest Kanał Augustowski. Nie każdy jednak zwiedza go w całości. Wbrew pozorom nie trzeba tego robić z pozycji tafli wody, czyli kajakiem. Można też rowerem czy samochodem. Postanowiliśmy Wam pokazać, jakie perełki można napotkać po trasie tej konstrukcji.

Kanał Augustowski w pierwszej połowie XIX wieku posłużył do połączenia dorzeczy Wisły i Niemna w celu usprawnienia – poprzez ominięcie terytorium ówczesnych Prus narzucających dyktat celny – transportu towarów do portów bałtyckich. Była to największa inwestycja Królestwa Polskiego. Warto tu dodać, że budowla tworzy wraz z otaczającym go krajobrazem integralną całość. Jej fenomen polega na harmonijnym połączeniu naturalnych, wyjątkowo cennych obszarów. W 2025 roku będziemy świętować 200 rocznicę utworzenia budowy Kanału Augustowskiego.

Naszą wycieczkę zaczynamy od śluzy w Kudrynkach tuż przy granicy z Białorusią. Niestety, w pobliskiej Rudawce, niedostępna jest śluza graniczna Kurzyniec. Na tym terenie obowiązuje zakaz wstępu ze względu na budowę metalowej zapory granicznej. Chociaż konstrukcja już stoi, to montowana jest jeszcze elektronika. Kudrynki to miejsce bardzo ciche i spokojne. Postanowiliśmy tam dojechać od strony Lipska. Na miejsce prowadziła kręta, leśna, wąska asfaltowa droga. Miało to swój urok, ale trzeba było mocno uważać na samochody jadące z naprzeciwka, które pojawiały się w ostatniej chwili.

Kolejny przystanek to elektrownia wodna w Rygolu. Niesamowita betonowa konstrukcja na rzece cały czas pracuje. Warto dodać, że jest ona obok Kanału Augustowskiego. Niedaleko elektrowni znajduje się śluza Sosnówek. Zaraz obok Mikaszówka. Tam oprócz samej konstrukcji hydrotechnicznej mamy przepiękny drewniany kościół. Parafia pod wezwaniem św. Marii Magdaleny od lat jest już zabytkiem. Warto też podkreślić, że katolickich świątyń zbudowanych z drewna, w naszym regionie praktycznie nie ma. Ta z Mikaszówki została wybudowana na początku XX wieku.

Kolejna śluza, którą warto zobaczyć znajduje się w gminie Płaska i nazywa się Paniewo. Jest o tyle wyjątkowa, że podwójna. Łączy ze sobą jeziora Krzywe z Jeziorem Paniewo. Różnica w poziomach wody jest naprawdę ogromna, a przelanie jej przez oba kanały trwa 30 minut. Jest to o tyle ciekawy proces, że wszystko obserwuje mnóstwo turystów. W pobliżu, na Jeziorze Paniewo znajduje się fantastyczne miejsce do plażowania.

Następne śluzy to Gorczyca i Przewięź. Ta druga słynie z plaży zwanej „Patelnią”. Tu możemy obserwować statki płynące z Augustowa do Studzienicznej i z powrotem. Sanktuarium na półwyspie także przyciąga mnóstwo turystów. To nie tylko kościół, ale cały kompleks, gdzie można wśród zieleni spacerować i odpoczywać. Warto zwrócić uwagę na ogromne dęby, które tam rosną. Są bardzo wysokie i grube, co oczywiście świadczy o ich zaawansowanym wieku.

Kolejne przystanki to już znany turystom Augustów. Kolejne śluzy biegną już przez okolice Biebrzańskiego Parku Narodowego. Tam przepłyniemy przez śluzy Dębowo i Sosnowo.

Featured Video Play Icon

Piękna cerkiew w Gródku. Tak się prezentuje w środku.

Wielu turystów zwiedzających Podlasie bardzo chętnie zajeżdża na tereny, gdzie znajdują się różne cerkwie. Jest to coś, czego u nich nie ma, więc naturalnie chcą to zobaczyć. Niestety nie zawsze mają możliwość obejrzenia ich w środku. Nie oszukujmy się, pozostawienie otwartych obiektów bez opieki mogłoby skończyć się źle. Dlatego turyści niekiedy widzą tylko dzieło z zewnątrz. Natomiast kultura Bizancjum, to kultura wielkiego przepychu, co odwzorowują wnętrza prawosławnych świątyń.

Nie inaczej jest w Gródku. Już same złote kopuły świadczą o tym, że tam na wystroju nikt nie oszczędzał. Prezbiterium to najważniejsza część świątyni, tam znajduje się ołtarz. Według symboliki religijnej cerkiew to dom Boga, miejsce kultu i oddawania Jemu czci przez wiernych. Budynek powinien być orientowany, a więc zwrócony prezbiterium na wschód. Cerkiew swym kształtem powinna przypominać okręt płynący w kierunku wschodnim. Całość świątyni podzielona jest na dwie podstawowe części, a wszystkie inne pomieszczenia są późniejszymi dodatkami nie mającymi już znaczenia symbolicznego.

Cerkiew pw. Narodzenia Bogurodzicy w Gródku z majestatyczną kopułą w środku wystrój ma wprost oszałamiający. Przepiękne freski i wszelkie ozdoby wprowadzą niejednego w zachwyt. Warto też obejrzeć z bliska dzwon stojący na dziedzińcu.

Featured Video Play Icon

Puszcza Białowieska ciągle zachwyca! Ten film pokazuje jej najlepsze strony.

Długotrwały zakaz wjazdu do Białowieży z powodu napiętej sytuacji na granicy spowodował, że wiele osób poczuło „głód Puszczy”. Dlatego powoli ruch turystyczny zaczyna tam wracać. Jeżeli już nie pamiętacie, dlaczego to takie dobre miejsce na zwiedzanie, to powyższy film Wam pomoże. 35 odcinek z kanału Podróże Wojager dotyczy naszego podlaskiego skarbu. Autor zwiedza Park Pałacowy w Białowieży, Rezerwat Ochrony Ścisłej, dogląda żubry i oczywiście smakuje lokalnej kuchni. Można powiedzieć, że to takie zwiedzanie jednej z głównych atrakcji w pigułce.

Warto powtórzyć za filmem, że jednym z kluczowych miejsc, gdzie powinniście się udać po przyjeździe do Białowieży jest ścisły rezerwat. Można tam wejść jedynie z przewodnikiem. Ten kosztuje aż 300 zł, ale nie trzeba samodzielnie tych kosztów ponosić. Wystarczy zgłosić się do punktu obsługi turystów przy wejściu do Parku Narodowego. Stamtąd ruszają grupy 10-osobowe. Zatem każdy daje od siebie po 30 zł.

Nie można pomijać również tego, z czego Puszcza słynie. Żubry to majestatyczne zwierzęta, które królują na Podlasiu. Możemy je napotkać podczas zwiedzania różnych miejsc w okolicach Białowieży, ale też znajdują się one w specjalnym rezerwacie.

Jeżeli jesteście z innego regionu niż Podlasie, to zapewne lokalna kuchnia nie jest Wam zbyt dobrze znana. Dlatego nie bójcie się nowych smaków. Kartacze, babka ziemniaczana ze skwarkami, ogórkami i kapustą kiszoną to prawdziwe rarytasy. Musicie jednak wiedzieć, że jest też wiele innych potraw. W Podlaskiej kuchni króluje ziemniak i możecie na niego przy zamawianiu napotkać w wielu różnych odmianach i potrawach.

Nie zapomnijcie też zwiedzić okolic Białowieży. W pobliskiej Hajnówce możecie skorzystać z kolejki wąskotorowej, która zawiezie Was przez Puszczę do miejscowości Topiło. To piękne, ciche i spokojne miejsce, które skradnie Wasze serca. Jest tam, gdzie się posilić, a także pospacerować.

Featured Video Play Icon

Podlaskie mocno się promuje. Internet, telewizja, radio opanowane!

Województwo Podlaskie zabiera się za porządną promocję. Do tej pory jakieś działania na przestrzeni lat były widoczne, ale nie oszukujmy się – najwięcej dobrego dla naszego regionu zrobił film U Pana Boga za piecem. Do dziś jest popularny w telewizji i do dziś przyciągają takie miasta jak Supraśl, Tykocin, ale też Sokółka. Turystów przyciągają też atrakcje z tych wszystkich okolic, które są niejako po drodze.

Swoje robi także trasa Green Velo, która wabi rowerzystów z całego kraju. Chociaż nie jest to cud architektury i infrastruktury, to ogólnie warto się nią przejechać. Ktoś, kto nie ma takich terenów przyrodniczych jak my na co dzień będzie zachwycony.

Jest także tak zwana turystyka religijna. Wszelkie sanktuaria i inne świątynie również przyciągają turystów, którzy przy okazji modlitwy poznają nasze piękne zakątki. I mowa tutaj zarówno o katolikach jak i prawosławnych. Tatarzy przyciągają do swych meczetów zainteresowanych innymi kulturami.

Ostatnią kategorią jest Augustów i Suwalszczyzna. Te pierwsze miasto jest uznawane za „letnią stolicę Polski” i cały czas udaje mu się utrzymywać zainteresowanie turystów – dokładnie tak jak to robi Zakopane. Natomiast Suwalszczyzna to miks różnego typu podróżnych – od zwykłych ciekawych, po tych religijnych.

Nie zapominajmy, że Podlasie to także cel wielu motocyklistów, którzy całymi grupami zwiedzają kraj. Ich również można spotkać w naszym regionie w sporych ilościach.

Jak widać zainteresowanie naszym regionem nie ustaje, ale ten ogień należy podtrzymywać. Do tej pory działo się to na zasadzie „każdy sobie rzepkę skrobie”, natomiast później pojawiła się epidemia, następnie przez białoruskiego dyktatora wprowadzono stan wyjątkowy na granicy. Gdy został on zniesiony, na czas budowy zapory również nie było można pojawiać się w okolicach granic Polski i Białorusi. Niestety to także „promieniowało” na resztę regionu. Turyści masowo odwoływali rezerwacje nawet w oddalonym od granicy Supraślu. Swoje dołożyli też ogólnopolscy dziennikarze, którzy w pewnym momencie zaczęli grzać bzdurny temat „Przesmyku Suwalskiego”, przedstawiając to tak jakby Putin właśnie szykował na Polskę jakieś czołgi, a ten teren miałby iść w pierwszej kolejności pod ogień. I znów turyści zaczęli bać się do Podlaskiego przyjeżdżać.

W ostatnim czasie wszystko się uspokoiło. Ani granicą, ani Przesmykiem w Polsce nikt się nie interesuje. Turystyka powoli wraca do normy. Niestety szkody wyrządzone tymi wszystkimi działaniami były na tyle duże, że rozkręcanie tego może potrwać latami przy założeniu, że już nic się nie wydarzy. Dlatego do akcji wkroczył Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego.

Jednym z działań jest kampania „Wszystko przed Tobą” w serwisie Facebook, która pokazuje najpiękniejsze miejsca i najciekawsze wydarzenia w regionie. – To Noc Kupały w Dubiczach Cerkiewnych, Białowieża, Kruszyniany, Bohoniki, Kanał Augustowski i wiele innych – wymieniał marszałek na konferencji poświęconej turystyce województwa.

Z kolei w serwisie YouTube przez cały lipiec prezentowany był cykl audycji „Zasilani”. O turystycznych atrakcjach czekających w miejscowościach przygranicznych i w ogóle naszego województwa opowiadali dziennikarka Magdalena Gołaszewska oraz naukowiec i odkrywca Petros Psyllos.– Były ciekawostki, spotkania z interesującymi ludźmi, a przede wszystkim zachęta do odwiedzin – mówił Artur Kosicki i dodał, że pierwszy odcinek miał około 100 tys. wyświetleń. – To nas cieszy, tym bardziej że są to wyświetlenia użytkowników spoza naszego regionu. To świadczy o zainteresowaniu i z pewnością przełoży się na liczbę odwiedzających nasz region.

Obok kampanii internetowej w lipcu, Podlaskie było mocno obecne także w telewizji. Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna we współpracy z urzędem marszałkowskim przygotowała spot „Świat jak z baśni”. Reklama, w której o urokach Podlaskiego opowiada Krystyna Czubówna była wyświetlana praktycznie we wszystkich kanałach telewizji publicznej. W ciągu miesiąca reklama została wyświetlona około 40 mln razy – informował Artur Kosicki, marszałek.

Promocja Podlaskiego odbywała się też w popularnym programie telewizyjnym „Pytanie na Śniadanie”. Widzowie zobaczyli m.in. relacje z Białowieży, Mielnika, Krynek, a także znad Kanału Augustowskiego. Samorząd województwa był również partnerem dwóch tegorocznych przystanków „Letniej trasy Dwójki” w Augustowie i Łomży. Pierwszy z nich obejrzało średnio 1,6 mln widzów, natomiast drugi rekordowe 2,5 mln.

Podsumowując, dobrze, że Podlaskie aktywnie się reklamuje. Trzeba jednak pamiętać, że przed nami zima. Dlatego już teraz trzeba przygotowywać wszelkie materiały, dzięki którym turystów nie zabraknie i w taką porę roku. Podlaskie pod śniegiem jest tak samo cudowne jak wtedy, gdy skąpane jest letnim słońcem.

Featured Video Play Icon

Tykocin i jego piękne zakątki. Zobacz film przewodnika.

Zwiedzając samemu można skupić się na tym, co przyciąga naszą uwagę. Przewodnik turystyczny ma to do siebie, że pokaże Wam palcem to, czego sami być może nie dojrzycie lub nie będzie to dla was początkowo interesująco. Sztuka opowiadania o przeszłości, zabytkach i zaciekawianie danym miejscem ma się na Podlasiu cały czas dobrze. Wiadomo, że ostatnie lata były „chudsze” przez epidemię i stan wyjątkowy, ale turystyka w regionie ogólnie ma się dobrze, a w Tykocinie to się zaczęła nawet mocno rozwijać.

Pierwsze czym może pochwalić się to wyjątkowe, stare miasteczko oficjalne otwarcie ścieżki spacerowej wokół rzeki Narew. Dawniej były tam zarośla, teraz elegancki chodnik, dzięki któremu możemy chodzić nie tylko w ciężkich butach, ale normalnie z rodziną, wózkiem czy rowerem. Największą uwagę zapewne przyciągać będzie synagoga. Żydowska świątynia w kolorach miętowym i łososiowym to obiekt nie tylko niecodzienny ze względu na kolorystykę, ale również dlatego że po II wojnie światowej w naszym regionie synagog zostało kilka. Przypomnijmy, że przed wojną tylko w samym Białymstoku było 100 (tak, sto!) takich miejsc.

Niedługo Tykocin być może zacznie przyciągać turystów z zagranicy. A to za sprawą filmu My name is Sara. Świetny film, który realizowany był między innymi w tym miasteczku, ale również w pięknej cerkwi w Puchłach (Kraina Otwartych Okiennic) w Polsce już oglądaliśmy. Teraz promowany jest w Stanach Zjednoczonych. Trzymamy kciuki, by przypadł zagranicznym widzom do gustu i by tłumnie wykupili bilety lotnicze do Polski. Potem to już z górki, bo pojadą z lotniska w Warszawie na stację kolejową, a dalej pociągiem do Białegostoku, po to by móc się przesiąść do autobusu jadącego do Tykocina.

Oczywiście pod warunkiem, że ktoś tym Amerykanom powie, że akcja filmu dzieje się na Ukrainie, ale za to Tykocin jest w Polsce.

Featured Video Play Icon

Nowy film promocyjny Podlaskiego. Zapiera dech w piersiach, ale…

W ostatnim czasie w telewizji (a teraz też i w internecie) można podziwiać najnowszy film promujący województwo podlaskie. Jest w 99 procentach perfekcyjny. Zawiera wszystko to, za co kochamy nasz region, czyli przepiękne widoki, dziką naturę, niesamowite zwierzęta, a to wszystko na różnokolorowych obrazach, których doświadczamy w zależności od tego jaka jest pora dnia czy roku. Dzieło zachęcające do przyjazdu w nasze strony opatrzone jest głosem znanej i lubianej z filmów przyrodniczych Krystyny Czubówny. Widać, że autorzy wiedzieli, jak zagrać tą melodię, którą odbiorca lubi najbardziej. Czyli tęsknotę za dzieciństwem na wsi, ale tylko od tej dobrej strony.

Nuta sentymentalna miała wpasować się z ostatnimi zdaniami na filmie, że Podlaskie znajduje się zaledwie dwie godziny od Warszawy. Miało zachęcać, że to „tak blisko”, ale w gruncie rzeczy wychodzi w tym jakiś ukryty kompleks na punkcie stolicy. Bo czy informacja o tym, że nasz piękny wspaniały region jest niedaleko stolicy jest najlepszym powodem, by tu przyjechać? A z tego by wynikało, skoro ktoś tym puentuje cały przekaz. Czy Bieszczady reklamują się, by przyjeżdżać do nich, bo są 2 godziny od Rzeszowa? No nie. Tam kompleksów nie mają. Znają swoją wartość na tyle, by puentować to stwierdzeniem „Uwolnij się w Bieszczadach”.

Dlatego film jako dzieło oceniamy bardzo wysoko, ale to tak jakby ostatni akord ktoś zafałszował. Dobrze by było, gdyby ktoś uwolnij się (może być w Bieszczadach) od kompleksu Warszawy i usunął z filmu to zbędne powiedzenie. Ludzie naprawdę mają mapy i doskonale wiedzą, gdzie leży Podlaskie. Do tej pory jednak nie byli przekonani po co tam jechać. Ostatnio przed Polską odsłaniamy trochę karty, a tych mamy wystarczająco mocno by nie reklamować się bliskością do stolicy.

5 miejscowości położonych wzdłuż wylewów rzek. Przepiękne miejsca Podlaskiego!

Brzostowo, Burzyn, Ruś, Wizna i Bronowo. Te 5 miejscowości położonych jest wzdłuż wylewów Biebrzy i Narwi. W miejscu krzyżowania się tych rzek piękne widoki zachwycają przez cały rok. Najlepszy czas obserwacji przyrodniczych przypada na wiosnę, jednak czy warto tam zajrzeć również i latem? Oczywiście! Poznajcie styk Biebrzańskiego Parku Narodowego z Łomżyńskim Parkiem Krajobrazowym Doliny Narwi.

Zacznijmy od Brzostowa. Miejsce to jest nieco niepozorne, ale gdy tam spędzimy trochę czasu, to się zakochamy! Zacznijmy od nocy. W sierpniu zacznie się coroczny, przepiękny spektakl na niebie. Ułożenie Ziemi będzie takie, że obserwować będziemy mogli rój Perseidów. Inaczej mówiąc każdej nocy zobaczymy mnóstwo „spadających gwiazd”. Niektóre będą zjawiskowo rozbłyskiwać. Brzostowo idealnie się do tego nadaje. Jest tam punkt widokowy, jest dostatecznie ciemno w nocy, zaś lustro wody będzie podkreślać doznania wizualne. Szczególnie odnajdą się tam fotografowie, którzy będą chcieli przywieźć niesamowite zdjęcia.

Kolejny punkt na mapie to Burzyn. A w nim kolejna wieża widokowa. Nosi imię Wiktora Wołkowa, niezwykłego, nieżyjącego już fotografa, który Podlasie obfotografował tak, jak nikt inny. Wspaniałe jest to miejsce, by o poranku zrobić tam kolejne zdjęcia. Wschód w połączeniu z mgiełką nad rzeką da niesamowite zdjęcia. Zaś te widoki w pamięci zapadną Wam na lata!

Ruś to natomiast miejsce, które pomoże Wam rozpocząć lub zakończyć wyprawę. W pięknych okolicznościach przyrody możecie tam przenocować, posilić się, przygotować do drogi czy zacząć wyprawę kajakiem. W pobliżu rozpoczyna się także Carski Trakt. Piękna, prosta droga prowadzi przez Biebrzański Park Narodowy.

Wizna to wieś, która jest dawnym miastem – założonym w 1400 roku, a zdegradowanym w 1870 roku czyli podczas zaborów. Miejsce, gdzie znajdują się Wylewy Narwi, wydmy, kempingi, plaża i mnóstwo miejsc do spacerów. Tam koniecznie trzeba pojechać i zobaczyć wszystko na własne oczy!

Bronowo to natomiast brama Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Znajduje się tam kilka ciekawych miejsc. Pierwsze, jakie powinno nas zainteresować to drewniany most, na którym nagrywano film pt. Wołyń. Oprócz tego mostu warto zobaczyć to, co z niego widać czyli rzekę i okolicę. Jeżeli znajdziecie więcej czasu, to warto Park Krajobrazowy objechać w całości. Niezależnie na co się zdecydujecie, spędzicie czas w pięknych okolicznościach przyrody. A to w tej wycieczce jest najważniejsze!

Featured Video Play Icon

Będzie nowa atrakcja turystyczna. Kładka poprowadzi wzdłuż zalewu.

Turyści spędzający czas w Podlaskiem najbardziej kojarzą trzy rzeki – Bug, Narew i Biebrzę. To wokół nich są skupione atrakcje turystyczne. Osobno traktujemy też mniejsze rzeki z Augustowa i Suwalszczyzny. Tam również atrakcji nie brakuje. Tymczasem Wysokie Mazowieckie również chce przyciągać do siebie ludzi latem, ale gdyby tak spojrzeć na mapę okolicy, to nie bardzo jest czym. I to wkrótce może się zmienić.

Nie oszukujmy się, stworzenie plaży przy jakimś zbiorniku wodnym to zdecydowanie za mało żeby ktoś chciał tam specjalnie przyjechać. Dziś nie wystarczy wysypać piachu przy wodzie. Nowoczesna plaża to cały zespół atrakcji. Zwykłych miejsc do kąpania nigdzie nie brakuje. Dlatego też myśląc o konkurencji z innymi atrakcjami trzeba tworzyć inwestycje kompleksowo, zaczynając od gastronomii i wypożyczalni sprzętów po tężnie solankowe czy miejsca do spacerów.

Dobrze o tym wszystkim powinni wiedzieć również w Wysokiem Mazowieckiem. Władze planują na rzece Brok dużą inwestycję. Są na etapie tworzenia dokumentacji projektowej. Będzie to 9 hektarowy zalew. Tak jak wspomnieliśmy wyżej, samą wodą i plażą nikogo by nie przyciągnęli, dlatego wokół inwestycji powstaną również dodatkowe atrakcje. Wzdłuż całego zalewu prowadzić będzie kładka z mostami pozwalającymi zejść nad zbiornik. Coś podobnego istnieje od niedawna w Czarnej Białostockiej i widać tego efekty. Dawniej tłumy przyjeżdżały tylko do Supraśla, teraz również zaglądają i do Czarnej. Jeżeli zalew w Wysokiem Mazowieckiej będzie się tak samo rozwijać, to turystów nie zabraknie również tam.

Inwestycja kosztować będzie około 15 milionów złotych. Dokumentacja będzie tworzona najbliższe półtorej roku. Później rozpocznie się budowa. Wszystko ma być gotowe za około 3-4 lata.

fot. M. Kowalik-Strapczuk / UM Białystok

Koniec remontu! Można znów spacerować po moście ogrodu w Pałacu Branickich.

Zakończyła się przebudowa mostu nad kanałem w Ogrodzie Branickich. Brama wejściowa na dziedziniec Pałacu od strony ulicy Akademickiej została ponownie otwarta. Przypomnijmy, że właścicielem budynków jest Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, zaś za ogród i bramę zegarową odpowiada Miasto Białystok. Przed remontem na moście była stara, asfaltowa nawierzchnia. Chociaż jest wygodna, to od takich rozwiązań odchodzi się. Podczas upałów i przez upływ lat dochodzi do deformacji nawierzchni. Dlatego też rozebrano ją, a także pobliskie schody. Wymieniono również stare, brzydkie barierki na nowe w żywym, miętowym kolorze. Przebudowa kosztowała ponad 1 mln 350 tys. zł.

Rekultywacja i renowacja ogrodu trwa od 2009 roku. Jest to proces trudny i bardzo drogi. Podczas II wojny światowej budynek Pałacu Branickich został zbombardowany. Za jego odbudowę w latach 50. odpowiadał wybitny architekt Stanisław Bukowski. Ostatecznie odsunięto go od prac ze względu na konflikt z PRL-owskimi władzami. Renowację dokończyli jego koledzy po fachu, lecz by „uczcić” dzieło Bukowskiego, na szczycie budynku postawiono betonową głowę z twarzą architekta. Można ją podziwiać do dziś.

Jeżeli chodzi o sam ogród to również zaszło wiele zmian. Ze starych rycin zauważyć można, że w oryginale był on dwa razy dłuższy, lecz po wojnie przy Akademickiej postawiono bloki.  Za czasów Branickich na terenie ogrodu był na przykład teatr. Teraz nie ma już na niego miejsca. Powróciła za to „Ptaszarnia” czyli ten czarny budynek na boku ogrodu. Jeszcze w latach 90. ogród miał inną nawierzchnię niż obecnie i był porośnięty wysokimi krzewami ułożonymi w labirynty. Obecnie ogród wypiękniał, zasadzono mnóstwo roślin, drzewek. Do tego wyczyszczono rzeźby, a i przybyło mnóstwo nowych. Prace prowadzono również z drugiej strony Pałacu, gdzie pojawiły się fontanny i miejsca do spacerów.

Do zwieńczenia brakowało remontu mostu, który był brzydki i zdewastowany. Teraz to wszystko się zmieniło. Białostoczanie mogą cieszyć się swoim zabytkiem – symbolem miasta w pełnej okazałości.

Featured Video Play Icon

Po obu stronach rzeki. Fantastyczne widoki Podlasia Nadbużańskiego.

Drohiczyn i Mielnik to idealne miejsca do tego by przeprawić się promem na drugą stronę rzeki. Dzięki temu można objechać czy to rowerem czy samochodem Podlasie Nabużańskie po obu stronach rzeki. Warto dodać, że obie strony mają mnóstwo do zaoferowania. Szczęśliwi będą ci, którzy chcą podziwiać przyrodę oraz ci, którzy wolą architekturę. Jedni i drudzy będą mogli kosztować również ulubionych potraw serwowanych w naszym regionie. Szczególnie, gdy przejedziemy wiele kilometrów rowerem.

Drohiczyn jest najstarszym miastem Podlasia. Został założony w I połowie XI w. przez ludność ruską (nie mylić z Rosjanami). I tak dotrwał do dzisiejszych czasów mimo, że po drodze wydarzyły się najazdy Tatarów, Potop Szwedzki, trzy rozbiory kraju, I wojna światowa, wojna polsko-bolszewicka, II wojna światowa. Gdyby nie te wydarzenia, przez te prawie 1000 lat prawdopodobnie byłby dziś prawdziwą metropolią, a tak jest spokojnym miasteczkiem, w spokojnym regionie. Będzie tam na nas czekać Góra Zamkowa z pięknymi widokami, okazała katedra czy nawet bunkry. Warto tu przyjechać i miasteczko zwiedzać.

Mielnik natomiast obecnie jest wsią, lecz przez niemal 500 lat był miastem – lokację uzyskał w 1440 roku, zdegradowano go w 1934 roku. Obecnie to równie piękne miejsce, gdzie można wypoczywać i podziwiać piękne widoki burzańskich zakoli. Jest tam również kopalnia kredy czy ruiny dawnego kościoła na górze zamkowej. Warto dodać, że również jego okolice zachwycają, dlatego żeby poczuć moc tego miejsca, trzeba objechać wszystkie okolice po dwóch stronach rzeki pomiędzy Mielnikiem a Drohiczynem.

Featured Video Play Icon

Teraz wszystko tam kwitnie. Jest przepięknie!

Tykocin to jedno z najstarszych miast na Podlasiu. Jakiś czas temu, w jednym z artykułów porównaliśmy je do Kazimierza Dolnego. Mimo wielu lat, dopiero teraz jest powoli, aczkolwiek coraz bardziej masowo, odkrywane przez turystów. Przyciągają nie tylko piękne, stare domy, ale również różowo-zielona synagoga, klasztor, a ostatnio nawet i nowo powstałe bulwary nad rzeką. Tak jak pisaliśmy wtedy, tak teraz możemy powtórzyć, że brakuje tam mocno rozbudowanej gastronomii na głównym rynku.

Wracamy jednak do tematu Tykocina z zupełnie innego powodu. Uważamy, że warto obejrzeć miasteczko nie tylko z dołu, ale też z góry. Powyższy film z drona pokazuje jak miasteczko prezentuje się obecnie, czyli w środku lata. Jest przepięknie nie tylko ze względu na swoją architekturę, ale również dlatego że położone przy rzecze, wśród cudownych okoliczności przyrody. A ta właśnie kwitnie w najlepsze.

Wszędzie są całe bukiety zieleni wśród rozlewającej się rzeki. Idąc wspomnianymi bulwarami możemy to wszystko dostrzec gołym okiem. Warto dodać, że miejsc do spacerów tam nie brakuje. Dlatego gdy przejdziemy już rynek, bulwary, to możemy obejrzeć także pozostałe okolice. Czas spędzony w Tykocinie nie będzie stracony.

Featured Video Play Icon

Kozi Rynek to wyjątkowe miejsce. Dostrzeżono to niedługo po wojnie.

Jeżeli przejadła się Wam już Puszcza Białowieska, to możecie zacząć eksplorować równie ciekawą Puszczę Augustowską. Od niedawna i tam są żubry, jest także las zbliżony do pierwotnego – z cała surowością i dzikością jakie rzadko w Polsce występują. Konkretnym punktem na mapie wspomnianego kompleksu leśnego jest Rezerwat przyrody, ścieżka edukacji leśnej i uroczysko „Kozi Rynek”. Osobliwa nazwa i miejsce również. Zostało utworzone jako obszar chroniony w 1959 roku. Jak widać, całkiem niedługo po wojnie dostrzeżono w tym miejscu potencjał.

Obszar rezerwatu został ukształtowany w wyniku procesów geologicznych, zachodzących podczas okresu zlodowacenia. Generalnie cały teren Suwalszczyzny został ukształtowany w podobny sposób. Teren jest równinny aczkolwiek wyniesiony 125 metrów nad poziom morza. W „Kozim Rynku” stwierdzono 197 gatunków roślin, w tym takie, które są objęte ochroną ścisłą. Mnóstwo jest także roślin objętych ochroną częściową. Niedostępność terenu powodowała, że była dogodnym miejscem dla stacjonowania oddziału powstańców styczniowych w latach 1863-1864. Dlatego zwiedzając rezerwat możemy natrafić na pomnik upamiętniający to miejsce.

Na trasie ścieżki edukacyjnej znajdują się tablice, z których możemy się dowiedzieć dużo więcej szczegółów o całym rezerwacie. Wjazd do rezerwatu znajduje się przy drodze wojewódzkiej 664 prowadzącej z Augustowa do Lipska.

Featured Video Play Icon

Dworzec kolejowy w Białymstoku zyskuje zadaszenie. Filary już stoją.

To historyczna chwila. Pierwszy raz od 1862 roku, perony białostockiego dworca kolejowego będą miały zadaszenie. Filary już ustawiono. Podróżni będą się cieszyć, że w komfortowych warunkach będzie można czekać na pociąg. My natomiast czekamy na ukończenie prac z niecierpliwością, bo ponoć architektura nowego dachu ma nawiązywać do reszty budynku. Wizualizacje to jedno, ale życie często pokazuje, że w rzeczywistości tak pięknie nie jest. Miejmy nadzieję, że w tym przypadku wszystko cudnie się ze sobą zgra.

Jak widać, na początku dworzec kolejowy nie był specjalnie urodziwy jako całość, ale główny budynek był piękny zarówno z zewnątrz jak i w środku. Każdy, kto znajdował się w środku mógł poczuć się luksusowo. Nie dawno pierwotny wygląd został częściowo przywrócony. Oprócz dworca w Przemyślu, nasz budynek jest jednym z najpiękniejszych w Polsce. Dlatego ważne jest, by to co do niego dobudowujemy również takie było.

Warto jednak podkreślić, że w XIX wieku, dachy nie były specjalnie zdobione. Po prostu miały być użyteczne. Toteż nie należy oczekiwać od zadaszenia peronów efektu „wow”. Po prostu mają pasować do reszty.

Warto podkreślić, że zmienia się całkowicie otoczenie dworca. Najpierw wyburzono stary dworzec autobusowy, zmieniając go na mniejszy. Rozległe tereny po dawnych peronach zajęła galeria handlowa. Później zburzono Centrum Park, gdzie powstanie węzeł komunikacyjny miasta. Rozebrano także jedną z kładek. Dla drugiej przyszłości nie ma również. Zamiast nich będzie można przechodzić podziemnymi tunelami. Zadaszenie peronów jest wisienką na torcie.

graf. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.
Featured Video Play Icon

Najpiękniejsze miejsca Suwalszczyzny. Zapierają dech w piersiach!

Popularny bloger „Kołem się toczy” odwiedził Suwalszczyznę i uwiecznił film z cudownymi widokami. Dzięki temu możemy zobaczyć sami czy warto tam jechać. My uważamy, że nie należy pytać „czy” tylko kiedy.

Najpierw zacznijmy od pewnej irytującej sprawy. W ramach wojny na Ukrainie, politycy zaczęli ostatnio uprawiać jakieś dziwne „show” na oddalonym od konfliktu o półtora tysiące kilometrów Przesmyku Suwalskim. Jak mantrę powtarzają – tam jest bezpiecznie. Każdy, kto wie jak prawdomówni są politycy, może zaraz zacząć się doszukiwać drugiego dna, którego nie ma. W efekcie liczba chętnych do przyjazdu na Suwalszczyznę spadnie. A to duży błąd. Podlaskie rolnictwem i turystyką stoi. Jeżeli chodzi o samo bezpieczeństwo, to najlepiej by było gdyby politycy nie wypowiadali nawet tej nazwy. Wtedy my byśmy nie musieli w kółko powtarzać, że tam naprawdę jest bezpiecznie, a hipotetyczny, ewentualny, bardzo mało prawdopodobny problem „Przesmyku Suwalskiego”, to problem Litwy, a nie Polski. I tu należy postawić definitywną kropkę na ten temat.

Wracając do piękna Suwalszczyzny, to oczywiście wszystkie miejsca są fantastyczne, ale jeżeli nie macie czasu by wszędzie być, to warto skupić się nie tylko na najbardziej rozpowszechnionych atrakcjach jak klasztor i Wigry. Warto przejść się choćby przez pagórki wśród Głazowiska w Bachanowie. Można poczuć się jak w jakimś filmie historyczno-fantastycznym. Pierwsze co nam przychodzi do głowy to Braveheart – walczeczne serce. Kolejne miejsce, którego nie powinniście omijać to cichy i spokojny Turtul, który ma naprawdę wiele pięknych widoków do zaoferowania. Nie brakuje tam też jeziora. Zresztą nie tylko tam. Na Suwalszczyźnie jest ich całe mnóstwo! Dlatego niektórzy mylą ten region z Mazurami. Jeżeli lubicie się wdrapywać, to koniecznie wybierzcie się na Górę Zamkową.

Jeżeli chcecie poznać wszystkie miejscówki, jakie zaproponował bloger, to koniecznie obejrzyjcie film powyżej.

Featured Video Play Icon

Wycieczka przez Podlaski Szlak Bociani. Same piękno po drodze!

Kolejny film, który warto pokazać pochodzi z kanału YouTube – Follow My Flow Lifestyle. Wycieczka przez Podlaski Szlak Bociani zaczyna się w Kiermusach. Tam nad Narwią znajduje się przepiękne miejsce, w którym można wypoczywać w ciszy i spokoju. Kolejne miejsce to Pentowo, gdzie bocian jest prawdziwym symbolem. Dodajmy tylko, że te wyjątkowo piękne ptaki nie występują w całej Polsce, więc dla przyjezdnych niekiedy są prawdziwą atrakcją, chociaż z perspektywy lokalsa może to wydawać się dziwne. Podobnie mnóstwo osób przyjeżdża na Podlasie by podglądać orlika.

Na wycieczce szlakiem bocianim nie może zabraknąć Tykocina. To w ostatnim czasie bardzo popularne miejsce. Nie tylko ze względu na różowo-zieloną synagogę, ale także ze względu na piękny barokowy kościół czy klasztor. Do tego ostatnio można się przejść piękną ścieżką spacerową nad samą rzeką.

Następnym przystankiem jest Biebrzański Park Narodowy. O tym miejscu właściwie to można rozpływać się godzinami. Turyści z innych regionów przyjeżdżają tu najczęściej po to, by na własne oczy zobaczyć łosia. Na specjalnej kładce niekiedy zbierają się tłumy. Co ciekawe, niektóre zwierzęta zamieszkujące okolicę są już przyzwyczajone do tych gapiów i nie zwracają na nie uwagi. Poruszają się sprawnie, swoimi długimi kopytami po bagnach i mokradłach i doskonale wiedzą, że nikt do nich nie da rady podejść.

Spór o ten budynek trwał od lat. Ostatni z rodu Zachertów nie dożył tej chwili.

Niewiele osób wie, że Park Krajobrazowy Puszczy Knyszyńskiej to nie tylko forma ochrony przyrody, ale podobnie jak w przypadku parku narodowego – konkretna siedziba, gdzie na co dzień pracują urzędnicy. A piszemy o tym dlatego, że ostatnio po 34 latach, wspomniani wyżej urzędnicy musieli przenieść się z z supraskiego Dworku Zacherta w inne miejsce. Wszystko dlatego, że budynek stał się własnością spadkobierców rodu Zachertów.

Przybyli z Łodzi, uciekając przed wysokim cłem na towary z Królestwa Polskiego. Fabryka sukna Wilhelma Zacherta i Adolfa Buchholtza seniora w krótkim czasie stała się jednym z największych w regionie. W jej pobliżu powstał murowany dom stanowiący podwaliny dla przyszłego pałacu. Pałac powstał dzięki teściom Adolfa Bucholtza. Gdy gdy młody przedsiębiorca chciał żenić się z jedną z najbogatszych panien łódzkich fabrykantów – Adelą Scheibler, rodzice narzeczonej zawitali na Podlasie sprawdzić, gdzie będzie mieszkać ich córeczka. Adolf usłyszał, że jeśli chce mieć za żonę Scheilblerównę, musi najpierw wybudować dla niej pałac. Jego budowa trwała ponad 13 lat. Do dziś stoi i pięknie się prezentuje na głównym placu w Supraślu.

To nie jest jedyna pamiątka po tym wielkim rodzie. Kolejna to Kaplica Zachertów. Powstała w 1885 roku zaprojektowana przez Henryka Żydoka. Wybudowano ją w stylu neoklasycystycznym, murowana z piaskowca. Nad jej wejściem widnieje herb rodziny. Stoi na supraskim cmentarzu. Wspomniany na początku dworek stoi nieco na uboczu miasteczka. Żeby do niego dojść trzeba wybrać się uliczką na tyłach Monasteru, prowadzącą równolegle do bulwarów. To właśnie ten budyneczek przez lata stanowił za siedzibę Parku Krajobrazowego. Co zrobią z nim spadkobiercy? Tego jeszcze nie wiadomo.

Wilhelm Fryderyk Zachert zmarł bezpotomnie, a jego majątek odziedziczyła żona Józefina Zachert. Kobieta zmarła bezdzietnie w 1924 roku, a zgodnie z jej wolą supraskie dobra dostał Konstanty Ernest Zachert, stryj Jana Zacherta. Licząca 1,5 tys. ha nieruchomość ziemska Supraśl należąca do Konstantego Zacherta przeszła na własność państwa z mocy dekretu z 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej. W 1991 r. wspomniany Jan Zachert i Andrzej Grzędziński, spadkobiercy Konstantego, rozpoczęli batalię o zwrot 32 ha miejskich gruntów w Supraślu, przejętych wraz z zespołem pałacowo-parkowym i zabudowaniami dawnej fabryki włókienniczej na podstawie tego dekretu. Ostatni wniosek złożyli 16 maja 2011 r. Jan Zachert zmarł w 2015 roku. Warto podkreślić, że był on honorowym obywatelem Supraśla i miasteczko odwiedzał bardzo często. Całe swoje życie starał się być kimś w rodzaju patrona Supraśla.

Ten dworek, który wreszcie trafił do spadkobierców Zacherta, to tylko jedna z niewielu nieruchomości. Wielokrotnie w debacie publicznej podnoszono, że przez spór o hektary zablokowany jest rozwój Supraśla. Nikt jednak do Zachertów o to pretensji nie miał. W końcu walczyli o swoją własność. My jednak uważamy, że ten „brak rozwoju” to najlepsze co się mogło Supraślowi trafić. Zrządzenie losu spowodowało, że deweloperzy nie mogą tam wepchać bloków, a urzędnicy skazić terenów „betonem za dotacjami”.

fot. WOSiR Szelment sp. z o.o.

Szelment nie tylko na zimę. Obecnie mnóstwo jest tam atrakcji.

Wypożyczalnia sprzętu wodnego, wyciąg nart wodnych, czarter katamarana, a także dmuchany tor przeszkód na wodzie – to atrakcje, które w swojej ofercie ma Wojewódzki Ośrodek Sportu i Rekreacji (WOSiR) Szelment. Dostępne są przez cały tydzień nad Jeziorem Szelment Wielki. Jak widać, słynące z zimowego wyciągu narciarskiego miejsce, również wiele oferuje latem.

Standardowo dostępne są narty wodne i wakeboard, czyli pływanie po powierzchni wody na desce. Miłośnicy sportów wodnych mają do dyspozycji kilometrowy tor. Mogą także wypożyczyć kajak, rowerek wodny lub deskę sub. W każdy weekend można skorzystać z rejsu katamaranem ze sternikiem w godz. 11-13. Przez cały tydzień jest możliwość czarteru sprzętu bez uprawnień. Nowością są dodatkowe przeszkody składające się na tor w parku wodnym. Kładka równoważnia, pływający most, zjeżdżalnia, a także trampolina i huśtawka na linie to tylko niektóre jego elementy.

– Największą popularnością cieszy się katamaran oraz dmuchany tor przeszkód na wodzie. Jest pod nadzorem ratownika i kamer. To świetna zabawa dla dzieci, ale także dla dorosłych ­– zachęca Daniel Racis, prezes WOSiR Szelment dodając, że w tym roku otworzona została także nowa plaża ze złocistym piaskiem, wyposażona w parasole. Tym, którzy stronią od wody, Szelment przygotował atrakcję na świeżym powietrzu. Wszyscy, którzy lubią aktywnie spędzać czas, mogą spróbować swoich sił w paintballu.

Warto podkreślić, że baza noclegowa jest zajęta do września, więc jeżeli chcecie pobyć tam więcej dni, to poszukajcie łóżek w okolicy.

Featured Video Play Icon

Tu zobaczycie podlaskie okazy z bliska. Wyjątkowe muzeum w Podlaskiem.

Jest taki film z 1991 roku, w którym udokumentowano pierwsze, całkowicie wolne wybory w Polsce. Były to czasy egzotyczne, w których startowało mnóstwo partii i partyjek oraz jeszcze więcej różnorodnych kandydatów. Jeden z nich zapadł nam w pamięć do dziś na tyle, że sobie o nim przypomnieliśmy od razu, gdy ten tekst miał powstać. Jest to żywa reklama Muzeum Przyrody na Dworze Lutosławskich w Drozdowie.

Tak jak w we wspomnianych wyborach była różnorodność kandydatów, tak też w Muzeum jest wielka różnorodność eksponatów. A są to niektóre wspominane wyżej w filmie zwierzęta. Niektóre normalnie dla człowieka niedostępne, bo bardzo dzikie i trzymające się z dala. Inne możliwe to zaobserwowania przy włożeniu odrobiny wysiłku. Tu w muzeum jednak można patrzeć z bliska bez obawy o spłoszenie.

Muzeum Przyrody znajduje się na terenie pięknego kompleksu, który warto również zwiedzić. Szczególnie teraz, gdy pogoda dopisuje. Można przejść się kładką, na której znajdują się choćby tropy zwierząt. Samo Drozdowo znajduje się na terenie Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Cudne miejsce do wszelkich wycieczek pieszych czy rowerowych. Ogólnie rzeka Narew ma wiele do zaoferowania, tylko trzeba chcieć to dostrzec.

Featured Video Play Icon

Nie trzeba jechać nad morze żeby zobaczyć wydmy. Pod Łomżą też są.

Grądy-Woniecko w gminie Rutki (powiat zambrowski) to miejsce, które co najwyżej niektórym może kojarzyć się z zakładem karnym. Tymczasem znajduje się tam wyjątkowa atrakcja przyrodnicza. Pozostałości po lądolodzie ukształtowały teren, zaś wiatr utworzył na nim wydmy.

Na początku przypomnijmy czym one są. Bo przecież nie jest to taka zwyczajna góra piachu. Powstawanie wydmy jest ściśle związane z tym materiałem. Piasek bowiem pędzony wiatrem blisko powierzchni lub wleczony po niej zatrzymuje się za takimi przeszkodami jak głazy, zarośla czy nierówności gruntu. Specyficznie ukształtowany teren po lądolodzie stał się takim naturalnym miejscem, gdzie utworzyła się wydma. Pojedyncza składa się ze stoków dowietrznego i zawietrznego, które rozdzielają jej grzbiet. Stoki te są zazwyczaj asymetryczne. Nakładające się wydmy tworzą nieregularne, rozległe formy poprzeczne do kierunku wiatru – pola wydmowe.

To wszystko można podziwiać właśnie w Grądach-Woniecko. Ale nie tylko ten specyficzny teren jest atrakcyjny. W pobliżu znajduje się ogromny, naturalny basen z wylewem Narwi oraz miasteczko Wizna, które słynie przede wszystkim z bohaterskiej postawy majora Raginisa (wówczas kapitana). Został on heroicznym dowódcą obrony wspomnianej Wizny. Jego postawa pozwoliła opóźnić natarcie wroga. W pobliskiej Górze Strękowej możemy podziwiać miejsce pamięci tego wydarzenia. To miejsce nie jest przypadkowe, tam łączą się ze sobą dwie rzeki: Biebrza i Narew. Taki teren spowodował, że będzie to dobre stanowisko obronne.

Jeżeli mamy więcej czasu, to warto też rzutem na taśmę zwiedzić Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Piękna ścieżka przyrodnicza prowadzi przez Bronowo, Krzewo i Drozdowo, zaś powrót w stronę wydm może odbywać się przez Starą Łomżę, Siemień Nadrzeczny, Pniewo i Gać. Przyda nam się co najmniej rower, bo objechanie całości zajmie kilka godzin. Długość trasy to około 60 km. Samochodem oczywiście szybciej, ale nie oszukujmy się zwiedzanie miejsc przyrodniczych takim środkiem lokomocji nie ma większego sensu, bo skupiając się na jeździe pomijamy wiele szczegółów. Dlatego jak już nie chcecie rowerem, to nie objeżdżajcie samochodem na raz, tylko róbcie dłuższe postoje.

Featured Video Play Icon

Chcecie zwiedzać Podlaskie, ale nie wiecie co dokładnie? Ten film Wam pomoże.

Podlaskie jest piękne i różnorodne. Na jego pełne zwiedzanie potrzeba by było tygodnia. Nie każdy jednak ma tyle czasu i nie każdy chce aż tak dokładnie przeczesywać region. Dlatego wiele osób skupia się tylko na najważniejszych atrakcjach. Z naszej perspektywy – wszystkie są tak samo ważne, dlatego warto przekazać pałeczkę komuś z zewnątrz. Wtedy wszystko nabiera innej perspektywy.

Tak też jest w powyższym filmie. Autorzy zaproponowali zwiedzanie Mielnika nad piękną rzeką Bug, a także pobliskiej Koterki. Do tego mamy Skit w Odrynkach, kładkę w Śliwnie, a także tatarskie Kruszyniany. Jeżeli chodzi o przygraniczną Koterkę oraz Kruszyniany, to te miejsca póki co nie są dostępne. Ze względu na kryzys na granicy były nieczynne do czasu budowy specjalnej zapory. Inwestycja jest już prawie ukończona, więc ruch przy granicy może wrócić 1 lipca. Dlatego od tego dnia bez przeszkód zajedziecie do podlaskich Tatarów. Inaczej będzie prawdopodobnie z Koterką. Świątynia stoi przy samej granicy, a od 1 lipca będzie obowiązywać zakaz zbliżania się do niej na 200 metrów. Zatem cerkiew podziwiać będzie można prawdopodobnie jedynie z oddali.

Jeżeli chodzi o Śliwno, to przypominamy że druga część kładki, należy do Gminy Sokoły, której wójt nic sobie od lat nie robi z remontu. Dlatego to co stoi w Waniewie to już nie kładka, ale jej ruiny. Dlatego korzystać można tylko z inwestycji od strony Śliwna. Tak jak przeprawa przez zerwany most w Kruszewie już nie funkcjonuje, tak przez wójta Sokołów nie można też się dostać na drugą stronę Narwi w Waniewie. Jedyna opcja to miejscowość Baciuty. Tam jest most samochodowy.

Żadnych problemów nie ma ze zwiedzaniem Mielnika i Odrynek. Te pierwsze miasteczko oferuje wieże widokowe, ruiny i kopalnię kredy. Ta druga to wieś z prawosławną pustelnią, która znajduje się na wyspie pośród bagien. Niezależnie od okoliczności, zachęcamy do objechania wszystkich propozycji z filmu.

Featured Video Play Icon

Podlaskie cały czas zachwyca. Ten film o tym przypomina.

Ostatnie lata sprawiły, że turystyka w Podlaskiem trochę przygasła, ale na szczęście całkowicie nie wymarła. Teraz sytuacja nieco się uspakaja, aczkolwiek ludzie niechętnie wydają pieniądze na wyjazdy, gdy nastąpił diametralny wzrost za wszystkie rachunki i kredyty. Mimo wszystko wybór naszego regionu na przyjazd nie będzie tak kosztowny jak wycieczka w góry czy nad morze. Podlaskie oferuje mnóstwo innych, lepszych doznań.

Możemy sobie o tym przypomnieć z powyższego filmu. Zobaczymy na nim tatarski meczet w Bohonikach, cerkwie w Puchłach, Narwi i Trześciance. Do tego między innymi podziwiać możemy też Hajnówkę czy Białystok. Najlepsze w tych wszystkich miejscach jest to, że można je zwiedzać nie tylko samochodem, ale także rowerem. W regionie mamy mnóstwo dróg rowerowych oraz takich wiejskich, lokalnych, gdzie jazda obok kierowców nie powoduje zagrożenia życia i zdrowia – jak na drogach wojewódzkich, nie mówiąc już o krajowych.

Przy okazji odkrywając nasz region, przypomnieć sobie można o wielokulturowości. A to nie jest takie zupełnie puste hasło. Rzeczpospolita Obojga Narodów miała powierzchnię miliona kilometrów kwadratowych. Sięgała swoimi granicami aż po Smoleńsk, Rygę i Kijów. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie koegzystowanie wielu kultur razem ze sobą. Dziś Podlaskie jest zaledwie wspomnieniem po tamtych czasach. I podczas jego zwiedzania warto o tej historii pamiętać.

Featured Video Play Icon

Pociągi do Walił wrócą z opóźnieniem

Letnia atrakcja, jaką są pociągi do Walił, wrócą w tym sezonie z opóźnieniem. Wszystko z powodu prowadzonych prac remontowych na dworcach w Białymstoku oraz na torach pomiędzy tą stacją i stacją Białystok Fabryczny. Pierwsi turyści mogą planować podróż od 1 lipca. Warto jednak dodać, że dzień wcześniej kończy się quasi-stan wyjątkowy na granicy, przez który nie można wjeżdżać do prawie dwustu miejscowości w Podlaskiem i Lubelskiem. Waliły natomiast znajdują się blisko granicy, więc ktoś kto będzie chciał pojechać pociągiem z rowerem – miałby ograniczone możliwości.

A tak zarówno można planować fantastyczne piesze wycieczki jak i rowerowe. Niedaleko są takie miejscowości jak Gródek, Michałowo. Do tego piękne tereny spacerowo-rowerowe znajdują się w kierunku miejscowości Waliły-Dwór. Tamtejszą drogą można dojść do wspaniałej atrakcji w środku Puszczy Knyszyńskiej – czyli na Sianożątka. To wielkie i urocze bagno z długą kładką. Do tego obok znajduje się zbiornik Wyżary, wiata do grillowania oraz kolejna kładka przez kolejne bagna. Wszystko to dostępne jest nawet dla tych, którzy ze stacji kolejowej udadzą się piechotą.

Kolejny kierunek, który obecnie nie jest możliwy do obrania, a będzie 1 lipca to tatarskie Kruszyniany. Znajduje się tam zabytkowy meczet, a także mizar (cmentarz). Do tego można posmakować lokalnej kuchni tatarskiej. Są także piękne widoki na Dolinę Świsłoczy. Warto też dodać, że dużo oferują Gródek i Michałowo. To pierwsze miasteczko ma piękną cerkiew, a także wiele terenów spacerowych po Puszczy. Michałowo zaś ma zalew oraz także wiele terenów spacerowych. Ciekawym miejscem są również Zubki, gdzie znajduje się stara, opuszczona stacja kolejowa.

Tak jak w poprzednich latach, pociągi będą kursować w weekendy aż do końca września. W piątki pociąg z Białegostoku odjedzie o godz. 15:30, a z Walił będzie wracać o 16:34. W soboty i niedziele będą kursować dwie pary pociągów. Z Białegostoku pociągi będą odjedzie o godz. 9:00 i 15:30. Natomiast powrót z Walił zaplanowany jest na godz. 10:25 i 16:34. Dodajmy też, że przy okazji okolicznościowych imprez, na tej trasie będą też dodatkowe połączenia. Każdy, kto zechce dotrzeć koleją na „Siabrowską Biasiedę” w Gródku, „Dożynki w Waliłach” i „Święto Grzyba” w Sokolu Białostockim będzie miał taką możliwość.

To już pewne! Będzie można jechać do Białowieży i Kruszynian!

Nie będziemy się rozpisywać dlaczego obecnie nie można jechać ani do turystycznej Białowieży, ani także do tatarskich Kruszynian, ale od razu przejdziemy do sedna. Jest już potwierdzone że zakaz, który obecnie obowiązuje nie zostanie przedłużony po 30 czerwca. Oznacza to właściwie jedno. Można już rezerwować pobyt w Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej. Zniesienie zakazu oznacza, że zapora na granicy rzeczywiście zostanie zbudowana na czas. Już teraz wiadomo, że próby nielegalnego przekroczenia granicy Białorusi z Polską w ostatnim czasie zmalały. Warto pamiętać, że w nowej sytuacji nie będzie można zbliżać się do granicy na odległość 200 metrów.

Przy okazji przypominamy dwa teksty, dzięki którym przybliżone zostaną Wam miejsca o których mowa.

Puszcza Białowieska na weekend. 15 najlepszych atrakcji Białowieży i jej okolic.

Wołano za nimi Lipki, Muślimy. Są z nami od kilkuset lat

Nie zapominajmy, że Białowieża i Kruszyniany to tylko dwa najbardziej znane miejsca, które zostały objęte zakazem wjazdu z powodu sytuacji na granicy. Oprócz nich jest mnóstwo innych miejscówek, które warto odwiedzić na granicy. To choćby Jałówka, Krynki, Niemirów czy Nowy Dwór. Trudno przewidzieć sytuację na świecie, ale jedno jest pewne – dopóki można wjeżdżać, trzeba korzystać. Także pamiętajcie – zakaz zostanie zniesiony 1 lipca.

Dolina Świsłoczy. Przepiękne miejsce, które trzeba jeszcze kiedyś zobaczyć!

Ta droga potrzebna jest jak powietrze. Starodrożem pojadą bezpiecznie rowerzyści.

22-kilometrowa droga łącząca Suwałki z Augustowem zostanie połączona również ścieżką rowerową. To dobra wiadomość, bo mimo istnienia obwodnicy Augustowa i dobrej jakości trasy do Suwałk, wielu kierowców wciąż wybiera krótsze starodroże. W efekcie jazda rowerem tamtędy nie jest bezpieczne. Dlatego powstałą oddolna inicjatywa, która przerodziła się w realną inwestycję. Właśnie podpisano umowę na wykonanie dokumentacji projektowej remontu starodroża, w którym uwzględniona będzie już oddzielnie droga dla rowerów.

Koszt przygotowania dokumentacji to ponad 3,5 mln zł. Pieniądze pochodzą z budżetu województwa. Dokumentacja projektowa ma powstać w ciągu maksymalne dwóch lat. Gdy będzie już gotowa, to można będzie zająć się poszukiwaniem wykonawcy. Szkoda tylko, że potrwa to tyle czasu. Bo jak powiedziano na spotkaniu, gdzie podpisywano umowę. Ta drogą potrzebna jest jak powietrze.

Suwalszczyzna rowerzystom oferuje wiele przepięknych miejsc do objechania. Wigierski Park Narodowy, Ziemia Sejneńska, Augustów, Serwy i kanał Augustowski – to tylko podstawowe miejsca, które należy zaliczyć do „koniecznie trzeba zobaczyć”. A oprócz nich jest jeszcze 3 razy tyle mniej znanych. Dlatego też droga rowerowa z Augustowa do Suwałk będzie doskonałym uzupełnieniem połączeń pomiędzy wspaniałymi miejscami w tamtym rejonie kraju.

Pociągi Białystok – Kowno wracają. Przywrócą to tak, że kompletnie nie opłaca się jechać!

Zawsze nas bawi pewien mechanizm. Jest pewna „dobra wiadomość”, którą media natychmiast „chwytają” i pieją z zachwytu. Nastrój się udziela czytającym i wszyscy są zadowoleni. A szczególnie ten, kto daną „dobrą wiadomość” wprowadził w życie. W praktyce jednak, gdy człowiek posprawdza i poanalizuje okazuje się, że nie tylko wiadomość nie jest dobra, nawet nie jest średnia. Jest po prostu fatalna. Tak możemy również napisać o powracającym po pandemii połączeniu kolejowym Białystok – Kowno. Jeżeli to ma się utrzymać w takiej formie, to jest to wielka kompromitacja.

Od lipca znów będzie można podróżować pociągami z Białegostoku do litewskiego Kowna. Przypomnijmy, że połączenie to zostało całkowicie zawieszone na ponad 2 lata ze względu na pandemię. Chociaż w Polsce nie obyło się bez wielu awantur o bezsensowne ograniczenia, to Litwa podchodziła do tych spraw jeszcze bardziej rygorystycznie. W efekcie utrzymywanie takiego połączenia nie miało głębszego uzasadnienia – szczególnie ekonomicznego. Teraz, gdy wszystko wraca do normy – wraca również połączenie kolejowe. Warto zaznaczyć, że będą one odbywać się tak jak poprzednio tylko w weekendy. I niestety, ale póki co tylko latem.

Komfort pasażera? A po co to komu.

To jednak jeszcze byłoby do przełknięcia. Połączenia kolejowe, by istnieć nie tylko w weekendy muszą być oparte na stabilnym rozkładzie jazdy. I mamy tu na myśli stabilność wieloletnią, a nie kilkumiesięczną. Tymczasem w Polsce rozkłady jazdy na kolei zmienia się dwa razy do roku. Pod koniec roku i na wakacje. Generalnie o absurdach kolei można byłoby napisać doktorat, ale skupimy się tylko na jednym wątku. Rozkład jazdy Białystok – Kowno i z powrotem. Normalnie powinno być tak, że jedziemy rano, po 4 godzinach dojeżdżamy i na wieczór mamy pociąg powrotny. Ale nieee, to przerasta tęgie głowy zarządzające koleją.

Rynek Kolejowy podaje, że wyjazd do Kowna będzie odbywać się tak: Szynobus będzie ruszać w piątek i w sobotę o 14.58 z Białegostoku. W Suwałkach wysiadamy, czekamy pół godziny i przesiadamy się na kolejny pociąg jadący do Kowna. Na miejscu jesteśmy o 21:21 (na Litwie jest inna strefa czasowa, wskazówki przesuwamy o godzinę do przodu). Powrót wygląda tak, że o 9:10 w sobotę i niedzielę możemy wrócić z Kowna do Suwałk, a dalej do Białegostoku. Nie wiemy jak w tym roku, ale przed pandemią bilet kosztował 50 zł.

Nie możemy powiedzieć, że nie ma w tej organizacji zupełnie sensu. Jakiś ogólnie jest. Ale trzeba pamiętać, że kolej nie działa w oderwaniu od reszty. Jest ona częścią transportu publicznego. I tak wybieramy przykładowo FlixBus, zaznaczamy że chcemy jechać w lipcowy piątek z Białegostoku do Kowna i mamy możliwość o 6.25 za 38 zł. Można? Można. Różnica jest taka, że w publicznej kolei można przejadać pieniądze, bo są to pieniądze obywateli, którzy już się przyzwyczaili do fatalnej jakości usług publicznych. Natomiast w prywatnej firmie wyrzuca się „na zbity pysk” każdego, kto nie zna takich podstaw, żeby być konkurencyjnym. Kolej pod tym względem nie jest wyjątkiem. Wystarczy przejechać się do Hajnówki, by zobaczyć jak prywatny przewoźnik autobusowy konkuruje z publicznym o pasażerów. Kto jest prawie zawsze pełny, a kto często wozi powietrze? Domyślcie się sami.

Szerokie tory ZSRR

Z technicznych aspektów sprawy kolejowej, to powinniście wiedzieć, że Litwa jest niepodległym krajem, który dawniej był w granicach ZSRR. A tam, od czasów carskiej Rosji budowano szersze tory kolejowe niż w Polsce. Dlatego każdy pociąg, który wyjeżdża za wschodnią granicę musi mieć specjalny system zmieniający rozstaw kół. W innym przypadku potrzebna by była zmiana lokomotywy. Kolejną kwestią jest elektryka. Polski odcinek wiedzie z Białegostoku przez Sokółkę, Augustów, Suwałki na granicę Trakiszkach. Pomiędzy Sokółką a Augustowem nie ma trakcji elektrycznej, przez co mogą się tam poruszać jedynie pociągi spalinowe.

A piszemy o tym wszystkim w kontekście tej przesiadki w Suwałkach. Mimo, że polski szynobus nadaje się do jazdy po szerokich torach, bo ma specjalny system, to jednak z jakiegoś powodu zdecydowano się, by przesiadać się do innego taboru. Dlaczego? Zapewne taniej było wypuścić pociąg Suwałki – Kowno elektryczny niż by dojeżdżał tam z Białegostoku szynobus spalinowy. Może to być jednak też wstęp do połączenia kolejowego z Wilnem.

Jazda po całej trasie lokomotywy spalinowej to gigantyczne koszty i nikt na to by się nie zgodził. Jazda elektrycznym zespołem trakcyjnym natomiast powoduje, że dojedziemy tylko do Sokółki. Tam musi nastąpić zmiana lokomotywy na spalinową. Potem mamy granicę i zmianę szerokości torów, więc w Suwałkach znów by trzeba było zmieniać lokomotywę na elektryczną, z mechanizmem zmiany rozstawy kół. Każda zmiana lokomotywy to jakieś 20 minut postoju. Pociągi zwyczajowo tyle stoją również w dużych miastach. Czyli taka podróż kosztowałaby godzinę niepotrzebnych postojów. Do tego mamy zmianę czasu na Litwie i robi się dwie godziny. Dlatego w kontekście tych przesiadek w Suwałkach jest to najrozsądniejsze. Ale pod warunkiem dojazdu do Wilna, bo z Kowna do Suwałk jest lekko ponad 100 km. Dla takiej odległości to zbyt duży cyrk.

fot. Adam Tarasiuk

Wielka wieża widokowa już czeka. Ale ciągle jest zamknięta.

Uhowo to niewielka miejscowość, która leży tuż przy Narwiańskim Parku Narodowym. W ostatnim czasie władze postanowiły wybudować tam wieżę widokową dla turystów, by mogli podziwiać przyrodę z wysokości 10 piętra. Póki co inwestycja łapie opóźnienie. Sama konstrukcja jest już gotowa, ale plac wokół niej nie jest jeszcze zagospodarowany. Firma, która realizuje projekt nie wykonała wszystkiego w zakładanym czasie.

Wydawałoby się, że zagospodarowanie terenu to najprostsza sprawa w tej inwestycji. Tak by było, gdyby nie fakt, że trzeba ułożyć chodnik – kosteczka po kosteczce. Efekt końcowy będzie prezentować się pięknie, ale skoro zdecydowano się zrobić elegancką nawierzchnię, a nie prostą, to teraz trzeba czekać. Zwyczajnie nie da się tego zrobić szybko. Dokładna data końca tej realizacji nie jest znana, ale przypuszczalnie będzie to trwało miesiąc. Dlatego na wakacyjne miesiące lipiec i sierpień można wstępnie wycieczkę do Uhowa planować.

fot. Adam Tarasiuk

Miejscowość ma stację kolejową, która znajduje się na trasie Białystok – Warszawa. Najbliżej z Uhowa jest jednak do Łap. Obie miejscowości są właściwie ze sobą sklejone. Dzieli je jedynie most nad rzeką Narew. Dodajmy, że okolicy miejscowości jest kilka wież widokowych, zatem najnowsza inwestycja, to kolejne miejsce, gdzie będzie można podziwiać z góry Narwiański Park Narodowy.

 

 

Wakacje w Kruszynianach i Białowieży będą możliwe? Brakuje połowy zapory na granicy.

Przygraniczne miejscowości turystyczne – Białowieża i Kruszyniany od kilku lat mają gigantyczny problem z prowadzeniem biznesu. W tej drugiej miejscowości w 2018 roku wybuchł potężny pożar, w 2020 roku gdy można było w pełni stanąć na nogi, to wybuchła epidemia i niemożliwe było przyjmowanie turystów. W kolejnych latach białoruski dyktator zgotował kryzys na granicy z Polską. W efekcie podjęto decyzję o wprowadzeniu stanu wyjątkowego, który uniemożliwił wjazdu osobom postronnym na tereny przygraniczne. Gdy stan wyjątkowy się zakończył – zgodnie z wymaganiami Konstytucji, to parlament uchwalił ustawę wprowadzającą quasi-stan wyjątkowy, który trwa do teraz. Miał obowiązywać do 1 marca 2022 roku, następnie przedłużono go do 30 czerwca. Przez ten cały czas Białowieża i Kruszyniany muszą funkcjonować bez turystów.

Skoro raz przedłużono obecny stan, to wiele osób zadaje sobie pytanie czy nie będzie przedłużony ponownie. Pewne jest, że determinuje to proces powstawania zapory. Obecnie zbudowano już 90 km. Całość ma mieć 186 km. Jak widać brakuje połowy. Czy w ciągu miesiąca powstanie reszta? Inwestorem jest Straż Graniczna, która utrzymuje że wszystko przebiega zgodnie z planem i zapora powstanie na czas. Niestety samo zapewnienie to za mało. Bez twardych gwarancji – obie miejscowości zaczną przyjmować turystów dopiero wtedy, gdy wjazd będzie oficjalnie otwarty.

Czyli pierwsze, ewentualne rezerwacje, zapewne pojawią się w okolicach końca czerwca. Białowieskie hotele (i wiele innych w regionie) mają jeszcze problem dodatkowy. Otóż obecnie w Podlaskiem sporo miejsc noclegowych zajmują policjanci z innych części kraju. Funkcjonariusze czekają „w pogotowiu” jakby znów białoruski dyktator zgotował jakieś okrutne przedstawienie z afrykańskimi imigrantami w roli głównej.

Teoretycznie właściciele obiektów noclegowych powinni być zadowoleni, lecz niestety nie wiedzą ile czasu dokładnie będą gościć policjantów. Dlatego w pewnym momencie nastanie czas, gdy funkcjonariusze wyjadą i zrobią to z dnia na dzień. Właściciele obiektów będą mieli puste pokoje, których wcześniej nie będą mogli wystawić do rezerwacji. Śmiało można stwierdzić, że jeżeli nic się więcej nie wydarzy, to dopiero w 2023 w Podlaskiem zacznie wracać wszystko do normy. Bo to nie jest tak, że obecna sytuacja dokucza tylko dwóm miejscowościom. To całe łańcuchy przedsiębiorstw związanych i powiązanych z turystyką dostają w kość, a tych strat już niestety nie da się odrobić.

fot. Adam Tarasiuk

Nowa droga ułatwi życie turystom. Lada moment drogowcy zakończą prace.

Dobra wiadomość dla wszystkich mieszkańców i turystów odwiedzających Narwiański Park Narodowy. Drogowcy wylewają asfalt na drodze Jeńki – Pszczółczyn. Oznacza to, że każdy, kto odwiedzi narwiańskie rozlewiska i będzie chciał zajechać zarówno do Kurowa, Waniewa, Śliwna i Kruszewa będzie mógł wreszcie zrobić to po porządnej nawierzchni.

Mimo, że to mała lokalna droga, to jest ona bardzo uczęszczana. Ze względu na brak mostu pomiędzy Kruszewem i Kurowem, objazd wszystkich atrakcji Parku jest możliwy tylko trasą Kruszewo – Śliwno – Izbiszcze – Topilec – Baciuty – Bokiny – Jeńki – Waniewo – Kurowo. Obranie innej trasy powoduje, że trzeba mocno nadrabiać drogi. Dlatego też ważne jest, by cała wymieniona trasa była jak najbardziej komfortowa. Brak asfaltu to nieustające kurzenie się pod wpływem przejeżdżania samochodów.

Wylewanie asfaltu pomiędzy Kurowem a Waniewem oznacza, że wkrótce zakończą się wszelkie prace drogowe w tym miejscu. Gdy tak się stanie – kierowcy będą mieli do dyspozycji asfalt na większości trasy prowadzącej dookoła Narwiańskiego Parku Narodowego. Jedynie będzie trzeba wybierać – jazdę dłuższą drogą z Baciut przez Kościuki do Śliwna lub gorszą, ale krótszą przez Topilec. Pozostaje jeszcze brak mostu pomiędzy Kruszewem a Kurowem. Obecnie trasa pomiędzy miejscowościami urywa się ze względu na zerwany most. Nikt nie proponuje jego odbudowy, gdyż dwukrotnie gdy to czyniono, to wybuchała zaraz wojna światowa i był on niszczony. Nie ma co kusić losu.

fot. Adam Tarasiuk