Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Białowieża to miejsce, w którym dominuje tylko jedno – las. I trudno się dziwić, bo Puszcza Białowieska przyciąga jak magnes. Ale jeśli pozwolić sobie na chwilę ciszy, wsłuchać się w rytm tego miejsca i zejść z utartych ścieżek, okazuje się, że w Białowieży można robić znacznie więcej niż tylko spacerować między drzewami.
Dla wielu pierwszą myślą są żubry – symbol regionu i całej Puszczy. Rzeczywiście, możliwość zobaczenia ich z bliska to wyjątkowe przeżycie, ale nie trzeba zaczynać od Rezerwatu Pokazowego. Dużo ciekawsze, choć mniej przewidywalne, jest spotkanie z żubrem na jednej z mniej uczęszczanych ścieżek, na przykład o świcie w jakiejś puszczańskiej wiosce.
Jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń jest wyprawa do ścisłego rezerwatu Białowieskiego Parku Narodowego. Wstęp tutaj jest możliwy tylko z licencjonowanym przewodnikiem (czekają w gotowości przy punkcie obsługi turystów nieopodal wejścia do Parku Pałacowego).
To miejsce, w którym przyroda rządzi się własnymi prawami – martwe drzewa nie są usuwane, leżą, rozpadają się, karmią inne organizmy, a człowiek może być tylko cichym obserwatorem. Nie ma tam wytyczonych ścieżek, są tylko ślady. Trzeba patrzeć pod nogi, ale i ponad głową – tam, gdzie wysoko krążą dzięcioły trójpalczaste albo przelatuje samotny orlik krzykliwy. To nie jest zwykły spacer. To zanurzenie się w przestrzeni, która działa na zmysły i wyobraźnię.
Dla tych, którzy wolą bardziej aktywne formy spędzania czasu, Białowieża oferuje rozbudowaną sieć tras pieszych i rowerowych. Najbardziej znana z nich to Szlak Dębów Królewskich, gdzie każde drzewo ma swoje imię – na cześć dawnych władców Polski i Litwy. To miejsce, gdzie natura spotyka się z historią w sposób symboliczny, ale bardzo czytelny. Równie interesujące są dłuższe wyprawy rowerowe do Grudek, Teremisek czy Narewki. Każda z tych tras prowadzi przez inne oblicze puszczy – od gęstych, mrocznych lasów po otwarte polany, gdzie czasem można natknąć się na tropy dzikich zwierząt.
Szczególnym przeżyciem może być też wyprawa o świcie lub o zmierzchu. Wtedy las zaczyna mówić innym językiem – skrzypi, szumi, czasem zawyje. Można poczuć się wtedy trochę jak intruz, a trochę jak uczestnik pradawnego rytuału.
Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym – o czasie. W Białowieży płynie on inaczej. Bez neonów, centrów handlowych i miejskiego zgiełku, łatwiej tu oddychać, myśleć i patrzeć szerzej. Dlatego nie trzeba planować każdej godziny. Czasem wystarczy pójść na spacer, usiąść na ławce, posłuchać ptaków albo po prostu nic nie robić. Bo to też jest część podróży – tej wewnętrznej, którą Białowieża oferuje każdemu, kto zdecyduje się na chwilę zatrzymać.

