Featured Video Play Icon

Kult ikon na Podlasiu. Tu przenikają się dwie kultury: wschodniosłowiańska i łacińska.

Bogurodzica – któż nie zna tej pięknej pieśni, która nie tylko jest religijna, ale przede wszystkim wryła się istotnie w istnienie Polski. Jest jej dziedzictwem. Jako pierwszy tekst została napisana w języku polskim. Była także polskim hymnem przed Mazurkiem Dąbrowskiego. Śpiewali ją rycerze walczący pod Grunwaldem oraz przy innych ważnych, dziejowych bitwach naszego kraju. To właśnie ona wspaniale łączy ze sobą kulturę wschodniosłowiańską oraz łacińską. Polskę oraz Wielkie Księstwo Litewskie. Pieśń powstała na przełomie XIII i XIV wieku. Zaś dziś, w XXI wieku kult Bogurodzicy jest wciąż żywy na Podlasiu. Obecnie w naszym regionie znajduje się 30 ikon uznawanych za cudowne, z czego 20 przedstawia wizerunek Bogurodzicy. To właśnie dzięki temu Podlasie jest wielokulturowe, mentalnie, zwyczajowo i religijne będąc nadal pograniczem Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 

Warto o tym wszystkim wiedzieć przede wszystkim, gdy wybieramy się na zwiedzanie różnych zakątków naszego regionu. W wielu przewodnikach, blogach turystycznych i innych miejscach skupiana jest bowiem cała uwaga na architekturę. Tak jakby kolorowe cerkwie były po prostu ładnymi, kolorowymi budyneczkami i nic więcej. Próba oderwania ich od znaczenia religijnego to zwyczajne ignoranctwo. Zarówno na podlaskie cerkwie jak i zabytkowe kościoły patrzeć należy przede wszystkim przez pryzmat ich znaczenia dziejowego. Są to nie tylko ładne budyneczki, ale prawdziwe pomniki polskiej historii. Dawnej potęgi naszego kraju.

 

Stąd też kult ikon na Podlasiu ma bardzo wielkie znaczenie i trzeba o tym pamiętać. Bo jeżeli będziecie zwiedzać, sprowadzając to wszystko co widzicie jedynie do przedmiotów, to tak naprawdę pozbawiacie się odczuwania tego. Będziecie konsumentami, a nie antropologami. A tylko postawienie się w tej drugiej roli ma prawdziwy sens w zwiedzaniu naszego regionu.

Featured Video Play Icon

Czy jedliście kiedyś Hałoczki? Zobacz jak zrobić ten podlaski przysmak!

Hałoczki to wspaniała kartoflana przyprawa, która jest już nieco zapomniana, a warto dodać, że bardzo pyszna. Idealna na obiad lub dla gości jako część obiadu. Możecie zobaczyć na powyższym filmie jak powstaje.

 

Jeżeli macie problemy ze zrozumieniem tego co mówi gospodyni z filmu, bo nie howorycie po swojomu, to śpieszymy z tłumaczeniem. Najpierw trzeba ugotować ziemniaki oraz rozdrobnić je łyżką (lub widelcem). Następnie dosypujemy mąki – oczywiście na oko, tak by nie zasypać całkowicie ziemniaków, ale je równomiernie wymieszać. Potem formujemy rękami ciasto aż będzie miało jednolitą konsystencję. Gdy to zrobimy, to rolujemy ciasto i rozwałkowujemy w cienką rurkę. Następnie spłaszczamy i kroimy na małe kopytka czyli hałoczoki.

 

I jak to mawia gospodyni – Ot i cała procedura. Następnie wrzucamy nasze hałoczki na patelnię i smażymy aż się zarumienią. Dorzucamy też do tego cebulkę pokrojoną w kostkę. Razem wszystko przesypujemy do miski, gdzie jeszcze możemy podobnie jak gospodyni na filmie wymieszać. Potem potrawa będzie gotowa. Nie zapomnijcie dorobić do tego jakiejś pysznej surówki! Alternatywnie możecie zajadać się hałoczkami popijając je zsiadłym mlekiem, kefirem czy jogurtem naturalnym. Smacznego!

Żubry będą miały nowe oczka wodne i dostęp do sadów

Żubry z Puszczy Białowieskiej będą miały jeszcze lepsze warunki bytowe. Przypomnijmy, że to duże i piękne zwierze jest pod stałą opieką człowieka, gdyż pozostawione samo sobie mogłoby wyginąć. Wszystko dlatego, że żubrów jest jeszcze zbyt mało. To duży problem podczas rozmnażania, bo jak wiemy bardzo ważna jest różnorodność genetyczna. Drugim problemem są potrzeby obszarowe zwierząt, które bez żadnej kontroli niszczyłyby uprawy rolnikom.

 

Dlatego też leśnicy z Nadleśnictwa Browsk postanowili zadbać o to, by żubrom, które znajdują się w północnej części Puszczy Białowieskiej żyło się jeszcze lepiej. Na obszarze, którym dysponują zostaną wyczyszczone z mułu i lepiej dostępne wodopoje. Dodatkowo na terenie nadleśnictwa znajduje się ogromny sad dzikich jabłoni. Jego część zostanie również przygotowana, tak by żubry mogły zajadać się swoimi przysmakami. Nadleśnictwo planuje także zakup pasz, siana, sianokiszonki czy buraków.

 

Wodopoje dla zwierząt, oprócz życiodajnej funkcji, pełnią na obszarach leśnych także inną rolę: są niezbędne w przeciwpożarowej ochronie lasów oraz stanowią walor krajobrazowy upiększający środowisko. W ramach prac oczyszczających każdy z 18 zbiorników podlegnie odmuleniu, a brzegi ich będą przywrócone do stanu w którym żubry (i inne zwierzęta) będą miały łagodny dostęp do wody. Ograniczy to także dalszy proces zamulania. Konserwacja takich oczek wodnych wpłynie też pozytywnie na ich możliwości retencyjne, co w sytuacji obecnej suszy ma ogromne znaczenie dla ekosystemów.

fot. Lasy Państwowe w Białymstoku

Bielsk Podlaski mocno się rozwija. Białystok był wschodzący, teraz trwa szybki zachód.

24 kilometrowy odcinek łączący Bielsk Podlaski z Hajnówką zostanie przebudowany. Każdy, kto jechał tą drogą wie że jest ona w nie najlepszym stanie. Teraz szczególnie, gdy dojazd do Białowieży przez Trześciankę i Narew jest mocno utrudniony, przekonało się o tym również wielu turystów. Droga z Bielska do Hajnówki jest więc alternatywnym połączeniem dla wszystkich tych, którzy chcą zwiedzać rezerwat z żubrami i wiele innych atrakcji. Jednak ta droga służy również mieszkańcom.

 

Warto dodać, że obecnie Bielsk Podlaski jest jednym z lepiej rozwijających się miast w naszym regionie. Wiele osób z Białegostoku jeździ do pracy tam, a nie odwrotnie. To też o czymś świadczy. Dobrze o Bielsku, gorzej o Białymstoku. A potwierdzeniem tych słów niech będzie fakt, że umowę na drogę z marszałkiem województwa podpisywał przedstawiciel wykonawcy – czyli firmy Unibep – Adam Poliński. Niektórzy być może pamiętają, że to były wiceprezydent Białegostoku. Trzeba też uczciwie przyznać, że był dobry w tym, czym się zajmował. To Poliński był twarzą rewolucyjnych zmian na Rynku Kościuszki, a także innych inwestycji, które przewróciły “stary ład miasta”. Skoro po zakończeniu kariery w urzędzie wybrał mniejszy Bielsk, a nie Białystok, to trzeba sobie zadać pytanie dlaczego? Nie trzeba być geniuszem, by domyślać się że tam są lepsze pieniądze i ciekawsze stanowiska do objęcia niż w stolicy województwa.

Niestety z Białymstokiem jest coraz gorzej. Prezydent miasta ciągle zajmuje się polityką i lansuje się z innymi prezydentami miast w mediach. Ostatnio – o czym pisaliśmy – zajmowano się zmianą logo miasta. Konkretnie to tylko jednym słowem w tym logo – “wschodzący”. Rządzący radni w koalicji z Truskolaskim uznali, że Białystok już nie jest “wschodzący”, więc napis trzeba zlikwidować. Teraz jest po prostu Białystok. I można powiedzieć, że to symboliczne nawet. Białystok przestał wschodzić, ale niestety nie jest w zenicie, lecz trwa szybki zachód.

 

Przebudowywany odcinek DW 689 znajduje się w gminach Bielsk Podlaski, Orla, Czyże i Hajnówka. W ramach inwestycji ponad 24 kilometrowy odcinek drogi zostanie rozbudowany i poszerzony do 7 m, a także m.in. powstanie obwodnica miejscowości Hołody, przebudowane będą zjazdy, skrzyżowania i most na Orlance. W miejscowościach, przez które droga przebiega powstaną chodniki. Koszt inwestycji to blisko 115 mln zł. Całość zostanie sfinansowana ze środków centralnych – samorząd województwa podlaskiego nie poniesie żadnych kosztów.
Remontowany odcinek ma być gotowy do użytku pod koniec 2023 r.

Featured Video Play Icon

Była rozczarowana, że Podlasie jest tak niedocenione turystyczne. Gdy tu dotarła była zaskoczona.

Zawsze wydawało nam się, że więcej jest blogerów czy też blogerek modowych, a tu miłe zaskoczenie – sporo jest też turystycznych. Serwis YouTube pełen jest filmów i filmików z wypadów – także na Podlasie. Tym razem zwróciliśmy uwagę i postanowiliśmy z Wami się podzielić filmem Gosia – girlontrail. Musimy przyznać, że blogerka wybrała całkiem ciekawy zestaw do odwiedzania w naszym regionie.

 

Najpierw widzimy Ziołowy zakątek w Korycinach, następnie Kaszteltik znajdujący się pod Siemiatyczami, następnie Chatkę Baby Jagi w Orzeszkowie pod Hajnówką. Kolejny kadr to Kraina Otwartych Okiennic oraz ruiny kościoła w Jałówce. Następnie Puchły, Grabarka czy Kruszyniany. Blogerka odwiedza też rezerwat żubrów w Białowieży oraz na koniec zajada się podlaskimi przysmakami.

 

Warto też jeszcze przytoczyć komentarz blogerki – jest rozczarowana, że Podlasie jest niedocenionym turystycznie regionem. Wcześniej kojarzyło jej się z szaro-burym i ponurym miejscem pod granicą z Białorusią. Tymczasem na miejscu okazało się zupełnie inaczej. Jest kolorowo, swojsko oraz z bogatą historią, kulturą i wspaniałą kuchnią. Zgadzacie się? Bo my oczywiście jak najbardziej.

 

W tym roku wiele osób postanowiło nie wyjeżdżać za granicę na wakacje, co też było zauważalne również w naszym regionie. Podlasie przezywało dosłownie oblężenie turystyczne. Szczególnie to było widać w najpopularniejszych miejscach jak Białowieża, Augustów czy Kruszyniany. Po pożarze sporo osób odwiedziło także Biebrzański Park Narodowy, a gdy stan w rzece pozwalał to tłumy szturmowały kładkę łączącą Śliwno i Waniewno. Potężny ruch obserwowaliśmy także w Krainie Otwartych Okiennic. Był tam nawet kamper na czeskich rejestracjach! Miejmy nadzieję, że kolejny sezon będzie również udany. Warto podkreślić jednak, że Podlasie atrakcyjne jest także jesienią i zimą (o ile nie zabraknie śniegu).

Pociąg do Walił znika na zimę, a od maja będzie jeździć codziennie!

Nareszcie jakieś dobre wiadomości płyną z województwa podlaskiego. Kolej przestała się zwijać, a zacznie się rozwijać. Oczywiście to tylko jakiś promyk, ale przynajmniej odwrócenie kursu. Od maja 2021 pociąg z Białegostoku do Walił będzie jeździć codziennie. W nadchodzący weekend ostatnia szansa, by się nim przejechać przed przerwą.

 

Zacznijmy od tego, że pociągi na tej trasie kursowały regularnie przez 114 lat. W 2000 roku linia została zamknięta. Na szczęście, kilka lat temu poprzedni marszałek województwa linie reaktywował na weekendy dla turystów. Propozycja okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż wiele osób chętnie z niej korzystało. Teraz kolejny marszałek stawia krok do przodu i zamierza wprowadzić kursy codziennie. Póki co tylko w sezonie letnim od 3 maja do 26 września. Jeżeli będzie zainteresowanie linią, to nie sądzimy by nie chciano stawiać kolejnego kroku i zostawić kursy również zimą. Oczywiście nie wszystko na raz, megalomania nie jest tu potrzebna, a wożenie powietrza mogłoby znów zawrócić kurs i linie kolejowe na Podlasiu zwijać.

 

A więcej połączeń kolejowych jest nam po prostu potrzebna! Mimo istniejących torów kolejowych nie można obecnie dojechać ani do Białowieży, nie ma też bezpośredniego połączenia między Białymstokiem a Siemiatyczami. Warto też wspomnieć o braku bezpośredniego połączenia do Siedlec i Lublina. W obu tych przypadkach problem jest natury technicznej – brak prądu. Województwo Mazowieckie, przez które przebiega linia ma modernizację linii po prostu gdzieś. Mimo wszystko do 2025 roku ma ruszyć tak zwana Magistrala Wschodnia, która rozwiąże ten problem za rządowe pieniądze. O ile do władzy nie dojdzie jakaś ekipa, która znów, tak jak kiedyś będzie uprawiać politykę pod tytułem “j..ać Polskę wschodnią”.

 

Wracając do Podlaskiego. Wciąż nie wiadomo nic o połączeniu kolejowym Białystok – Łomża. Obecne plany są takie, by z tego drugiego miasta można było dojechać tylko do… Warszawy, co jest kuriozalne. Nie wiadomo też dlaczego nie planuje się elektryfikacji odcinka między Augustowem a Sokółką. Wcześniej liczono, że załatwi ro Rail Baltica, jednak jej przebieg sprawił, że odcinek ten będzie pominięty. Brak prądu jednak pozostał.

Kopalnia torfu Karaska, fot. Sylwester Górski / Wikipedia

To jest chore! Chcą budować kopalnię. To zrujnuje środowisko, rolnictwo i zabije Narew i żubry!

Wójt gminy Czyże godzi się na dewastację swojej lokalnej ojczyzny, a w konsekwencji większego obszaru Podlasia! I to wszystko dodatkowo wbrew mieszkańcom gminy, wbrew rolnikom. Nie możemy pozwolić na katastrofę! Ta inwestycja musi zostać zablokowana. Żadnych kopalni na Podlasiu!

 

Gmina Czyże (okolice Narwi i Bielska Podlaskiego) chce sprowadzić na swoich mieszkańców katastrofę oraz zniszczyć przepiękne tereny? Jak podało Radio Białystok na terenach gminy Czyże ma być zorganizowana gigantyczną, 170 hektarową kopalnia torfu! Miejmy nadzieję, że nigdy to się nie stanie. Jakiekolwiek kopalnie na Podlasiu to całkowita pomyłka! Gdy przeczytaliśmy informację o planach kopalni to załamaliśmy ręce. Każdy kto zwiedzał choćby tatarskie Bohoniki pod Sokółką na pewno widział jak zniszczony został krajobraz przez tamtejsze kopalnie żwiru. I chociaż od lat tam się dyskutuje o szkodliwości przedsięwzięcia, to proceder trwa w najlepsze… bo jest legalny. Ponadto wydobywający ponoszą opłaty eksploatacyjne, podatki od wielkich nieruchomości (kopalnia to duży teren) oraz dodatkowo płaci podatek dochodowy – przez co pieniądze trafiają w połowie do gminy, gdy to w niej zarejestrowana jest firma. Czysty biznes, ale jakim kosztem?

 

Teraz gmina Czyże ostrzy sobie apetyt na kopalnie torfu u siebie. Istnienie kopalni oznacza zagładę przepięknych terenów Doliny Górnej Narwi. Ale to nie wszystko każda kopalnia to degradacja środowiska. Spowodować to może wyschnięcie wody w Narwi innych okolicznych wodach i przede wszystkim studniach! A warto dodać, ze obecnie od lat stan wody w rzece Narew jest niski, więc kopalnia ją tylko dobije. Wtedy zlikwidować będzie można także i Narwiańśki Park Narodowy, bo bez wody nie będzie ani kładek ani ptaków, które prowadzą życie na podmokłych terenach. W promieniu kilku kilometrów od kopalni może po prostu być pustynia, co też będzie skutkować zmianami w przyrodzie na kolejnych kilkudziesięciu kilometrach. Doprowadzi to do upadku rolnictwa w tamtych rejonach. Do wypasania bydła potrzeba zarośniętych łąk i wody. Na pustyni to nie będzie możliwe.

 

Mało tego, w okolicy mieszka też wiele żubrów, bocianów i innych dużych ptaków. Istnienie kopalni to skazanie ich na śmierć, bo bez wody nie ma życia. Patrzymy na tą inwestycję z przerażeniem i mamy nadzieję, że poruszymy tysiące ludzi, by słali protesty do gminy Czyże, do ministerstw Środowiska i ministerstwa Klimatu, a także do wszystkich po kolei instytucji i organizacji zajmujących się ochroną środowiska. Jeżeli nic nie zrobimy w tej sprawie, to nasze piękne, malownicze Podlasie będzie niedługo wielką pustynią.

Featured Video Play Icon

Nic tak nie przyciąga na Podlasie jak meczet i prawosławie

W sieci pojawił się kolejny film nagrany przez turystów, tym razem z Warszawy, którzy postanowili zwiedzić Podlasie w jeden dzień. 2 godziny drogi samochodem i pojawili się w Supraślu. Tam zwiedzili prawosławny monastyr. Kolejnym punktem wycieczki były Kruszyniany oraz tamtejszy meczet i tatarski cmentarz. Następnie Trześcianka i Puchły – gdzie również zwiedzających najbardziej zainteresowały drewniane cerkwie. Na koniec jeszcze skoczyli do Grabarki.

 

Dawniej rekordy popularności bił Augustów, potem Białowieża. Parę lat temu palmę pierwszeństwa biła Sokółka i jej kościół za sprawą cudu. Teraz natomiast niejako wizytówką Podlasia stali się Tatarzy – polscy muzułmanie, a także prawosławie i drewniane, kolorowe cerkwie. To wszystko pokazuje, że gusta turystów się zmieniają. Oczywiście należy pamiętać, że w Augustowie dalej są tłumy, w Białowieży w weekend pełno samochodów na obcych rejestracjach, zaś do Sokółki przyjeżdżają pielgrzymki. Zaś Kruszyniany oraz Kraina Otwartych Okiennic wraz z kolorowymi cerkwiami dopiero stają się popularne. Gdyby nie niski stan rzeki oraz zamknięta kładka Śliwno – Waniewo, to również i to miejsce byłoby w czołówce. Warto zaznaczyć, że przed sezonem turystycznym pisaliśmy, że Kruszyniany i kładki będą hitem. Przeładowana ludźmi platforma, która wywróciła się do wody tylko to potwierdziła. Tak samo tłumy na wschodzie Podlasia, w maleńkiej, tatarskiej wiosce.

 

Warto zauważyć, że przy tym wszystkim gdzieś z boku stoi zarówno Białystok jak i regionalny kościół katolicki. Stolica Podlaskiego ma wiele do zaoferowania, ale jakoś tak pomijana jest. Zobaczcie sami, że turyści przez miasto tylko przejechali udając się od razu do Supraśla. Nie oni jedni – robi tak wiele osób. Ale nie ma co się dziwić, bo w Białymstoku nikogo turystyka zbytnio nie obchodzi. Wszystko organizowane jest minimalnym wysiłkiem, bez większej promocji. W efekcie turyści dalej będą nas omijać, a my tracić, bo jak turysta przyjeżdża to zostawia pieniądze. Podobnie jak z Białymstokiem jest także z regionalnym kościołem katolickim. Zabytków u nas nie brakuje i to naprawdę pięknych, a jednak turyści wolą tylko cerkwie i meczet. Można by pomyśleć, że po prostu kościoły są wszędzie, ale to nie jest prawda. Po prostu wiele osób włożyło wiele wysiłku, by te cerkwie i ten meczet zauważono. I tak też się stało, a zainteresowani mogą odcinać kuponu. W przypadku kościoła ktoś zaspał. Ale może się jeszcze obudzi.

Jechaliśmy kolejką wąskotorową. Piękne widoki i regionalne jadło!

Kiedyś służyły do transportu drewna, dzisiaj przewozi turystów i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Mowa o kolejce wąskotorowej z Hajnówki do miejscowości Topiło. Podróż kolejką przez Puszczę Białowieską to wyjątkowa atrakcja. Postanowiliśmy sami się przekonać jak się nią jedzie. Było naprawdę super!

Spadek po zaborach

Kolejkę wąskotorową mamy w spadku zaborach. W 1916 roku, gdy Polski jeszcze nie było na mapie, to na terenie Puszczy Białowieskiej urzędowali Niemcy. Potrzebowali drewna, więc wybudowali w Białowieży tartaki i stolarnie, zaś w Hajnówce fabrykę półproduktów chemicznych z drewna. Stąd też przewożono drewno. Kiedy na terenach zaborczych nastała już Rzeczypospolita Polska to do II Wojny Światowej państwo polskie rozbudowało sieć kolejek leśnych. W 1939 roku było ich łącznie 360 km! Dopiero transformacja ustrojowa i wszechobecna, pokomunistyczna bieda w 1992 roku zakończyła eksploatację kolejek.

Piękne zakątki i rezerwaty

Dziś wąskotorówka kursuje z Hajnówki do miejscowości Topiło. Można się przejechać do końca września i warto to zrobić, by zobaczyć piękne zakątki Puszczy Białowieskiej. Kolejka mknie przez rezerwaty przyrody. Maszyna zatrzymuje się na stacji Topiło, by turyści mogli podziwiać piękno nie tylko przejazdem. Tam można wybrać się na spacer po lesie szlakami lub też skorzystać na miejscu z gastronomii. Można najeść się lokalnych przysmaków lub napić się kwasu chlebowego, naparu z ziół czy regionalnego piwa. Jest też sklep z pamiątkami.

 

Jak się jedzie?

Sama jazda jest bardzo przyjemna, aczkolwiek niektórzy narzekają na hałas. Nie jest on jednak uciążliwy. Cała podróż to wspaniała medytacja. Oglądamy piękne widoki za oknem, zielone kolory lasu uspokajają nas, zaś regularny stukot kół wprowadza niemalże w trans. To także doskonałą atrakcja dla dzieci. Pierwszy i ostatni wagon zawiera podłużne ławy do siedzenia, zaś pozostałe mają tradycyjne siedziska. Wszystko jest z drewna. Oprócz rzecz jasna lokomotywy. Podróż odbywa się z prędkością około 20 km na godzinę. W jedną stronę jedziemy przez godzinę, potem postój trwa godzinę i kolejka kolejną godzinę wraca. Można też wyjechać z Hajnówki porannym kursem zaś wrócić popołudniowym. Wtedy będziemy mieć wiele godzin na zwiedzanie Puszczy Białowieskiej.

Ceny i informacje 2020

Cena biletów to:

  • normalny 50 zł
  • ulgowy 40 zł (młodzież w wieku 15-19 lat, seniorzy, niepełnosprawni)
  • ulgowy – 30 zł (dzieci od 3 do 14 roku życia oraz psy)
  • bezpłatnie – dzieci do lat 3

Można płacić gotówką lub kartą w kasie przy stacji. Bilet należy kupić w tym samym dniu co odbywać się będzie przejazd. Nie można zarezerwować przejazdu wcześniej, więc dobrze jest nie przyjeżdżać na ostatnią chwilę, bo może zabraknąć miejsc. W wakacje kursy odbywają się we wtorki, czwartki, soboty i niedziele o godz. 10.00 i 14.00. Przez cały wrzesień w czwartki i soboty o 10.00 i 14.00. Stacja znajduje się na uboczu Hajnówki.

 

Telefon kontaktowy: 693-337-290

Zbliża się jesień. Co można wtedy robić na Podlasiu? Bardzo wiele!

Lato umiera jesieni czas – śpiewał kiedyś pewien gwiazdor jednej piosenki. Na wsiach trwają obecnie żniwa, które przyciągają bociany. Stołują się tym co odkryje przed nimi skoszone pole. To też czas organizowania się do odlotu. Zaraz zaczną się wykopki, pojawi się więcej deszczowych dni, a temperatura spadnie. Wtedy na Podlasiu można robić zupełnie inne rzeczy niż latem. Wszystko reguluje natura.

 

Jedne z miejsc, które stanie się bardziej przyjazne człowiekowi to las. Można bowiem wybrać się przede wszystkim na grzyby. Każdego roku daje on obfite zbiory jeżeli tylko solidnie popada. Gdy w lesie jest mokro to także znika zagrożenie pożarowe, więc jest po prostu bezpieczniej. Dodatkowo ścieżki w lesie są bardziej utwardzone, dzięki czemu wygodniej po nich chodzić a także jeździć rowerem. Podlaskie ma to szczęście, że na swoim terenie ma aż 3 Puszcze – Białowieską, Knyszyńską oraz Augustowską. W każdej z nich można także napotkać na dziko żyjące żubry. Do tego też nie brakuje jeleni czy saren. Biebrzański Park Narodowy, który też oprócz rozległych łąk składa się z lasu obfituje w łosie. Wszystkie te miejsca pełne są również kleszczy, więc po powrocie warto obejrzeć się dokładnie.

 

Inną alternatywą związaną z jesienią są piesze wycieczki. Nie jest tak gorąco, dzięki czemu można przemierzać wiele kilometrów. Jest to nie tylko zdrowe, ale też przyjemne. Oczywiście nie mówimy tu o chodzeniu po zabetonowanym Białymstoku i wąchaniu spalin. Warto wybrać się na jakiś szlak. Wystarczy zacząć iść po oznaczonych drzewach, na których namalowane jest które rozwidlenie to szlak oraz gdzie ewentualnie skręcić. Jest to dość dobra zabawa. Możecie wypróbować choćby na wylocie z Białegostoku na Augustów. Tam idąc w stronę Jurowiec z obwodnicy jest zejście w prawo do lasu. Tam zaczyna się pieszy szlak, którym dojdziemy najpierw do Wasilkowa, a następnie Nowodworc, Supraśla i jeszcze dalej. Kolejny taki szlak zaczyna się w Supraślu i prowadzi leśnymi drogami przez przepiękne rezerwaty przyrody ukryte w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Jesienią nie warto jeszcze skreślać roweru. Całkiem przyjemnie się nim jeździ póki temperatura nie spadnie poniżej 15 stopni. Można wypróbować nowe ścieżki rowerowe – Zabłudów – Soce, można objechać dookoła Białystok, a można wybrać się Green Velo oraz przy okazji skorzystać z kładki Śliwno – Waniewo. Jesienią, gdy wody będzie więcej w Narwi – przeprawa powinna działać bez problemu.

Zdjęcie wykonane w okolicach Niewodnicy

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.

Najbliższe noce warto spędzić na powietrzu. A konkretnie gdzieś, gdzie jest bardzo ciemno, bo na niebie zapowiada się niesamowity spektakl. Jak co roku Ziemia będzie ułożona w taki sposób, że będzie można oglądać rój meteorów – Perseidy. Gołym okiem będzie widać mnóstwo spadających gwiazd. Ktoś, kto kiedykolwiek widział to na żywo doskonale wie, jak bardzo fascynującee jest oglądanie Perseidów. Ktoś, kto tego nie robił – koniecznie musi spróbować!

 

Perseidy czyli noce spadających gwiazd są każdego roku w połowie lipca i widać je prawie do końca sierpnia. Najwięcej meteorów dostrzeżemy z 12 na 13 i 13 na 14 sierpnia. Trzeba tylko znaleźć jakieś miejsce, gdzie jest bardzo ciemno a światła miasta nie dochodzą. Polecamy Puszczę Białowieską, Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Puszczę Knyszyńską albo którąś z górek na Suwalszczyźnie. Kawałek polany, koc, wino na rozgrzanie, druga osoba do towarzystwa. To wszystko zagwarantuje Wam niezapomnianą noc!

 

Wiele osób próbuje sfotografować choć jeden meteoryt. Jest to jak błyśnięcie podczas burzy, więc nie liczcie na refleks. Da się jednak to zrobić ustawiając w aparacie lub komórce fotografowanie interwałem. Wtedy co sekundę aparat wykonuje fotografię, a my liczymy na to, że po kilkuset próbach trafi chociaż raz. Dobrze jest też mieć obiektyw szerokokątny lub taki, który polem widzenia obejmuje 180 stopni. Wtedy da się złapać wszystko, co na niebie się dzieje. Życzymy powodzenia w obserwacjach!

Gdy będziesz na spacerze w lesie, zwróć uwagę na ptaki

Zwykle słyszymy ich śpiew, widzimy jak siedzą na drzewach lub przelatują w pobliżu. Rzadko kiedy możemy przyjrzeć się im z bliska, stąd warto obejrzeć powyższy film, by zobaczyć jak wygląda życie ptaków. Jest ono fascynujące, a także niezwykle potrzebne naturze. Gdyby nie one, to owady sprawiłyby, że lasy nie byłyby tak piękne. Ponadto także i ludzie by mieli problemy z normalnym funkcjonowaniem.

 

Jednym z bohaterów lasu jest Głuszec, który wydaje bardzo charakterystyczne dźwięki i można je spotkać czasem w lesie. Klapanie, trelowanie, korkowanie i szlifowanie to cała pieśń godowa tego ciekawego ptaka. Ludzie mogą go spotkać bardziej przypadkiem. Już szybciej spotkamy w naszych puszczach i parkach narodowych orły bieliki czy myszołowy. Innym ptakiem, którego spotkać to jak wygrać w totolotka to czarny bocian. Zwykle na wsiach napotykamy te białe. Gdyby tak zapuścić się w Puszczę Białowieską to może i byśmy ujrzeli czarnego.

 

Co ciekawe, ptaki w lasach występują cały rok. Zatem jeżeli na spacer będziemy szli także zimą, to jest opcja że usłyszymy ich śpiew. Jednym ze “śpiewaków” jest kos. Czarny ptak z pomarańczowym dziobem. Ich menu to głównie dżdżownice, pajęczaki i inne bezkręgowce. Na powyższym filmie warto zobaczyć jak radzą sobie inni, latający mieszkańcy lasu. Można też po prostu przejść się do lasu i zacząć obserwować ich życie. Zanurzenie się w śpiewie na pewno nas zrelaksuje.

Przyjeżdżają skuszeni, wyjadą rozczarowani? Coś trzeba zrobić z Green Velo!

W ostatnim czasie w RMF FM i Radiu Zet (a pewnie i innych mediach) promowało się Green Velo. W tym samym czasie odbywaliśmy dyskusję z turystami z innego regionu Polski, którzy zostali zachęceni do rodzinnego wypadu na Podlasie dzięki właśnie reklamom Green Velo. Warto zaznaczyć, że trasa biegnie z Elbląga po Kielce i Przemyśl, ale nas interesuje podlaski odcinek. Już kiedyś pisaliśmy i teraz przypomnimy, że postawienie tabliczek “tu jest Green Velo” to jeszcze żadna inwestycja. Mimo wszystko skuszeni turyści jak widać przyjeżdżają i to do nas na Podlasie. Tylko czy mają wyjeżdżać z Podlasia rozczarowani?

 

Przede wszystkim wiele osób nastawia się, że skoro jest to szlak rowerowy, to oznacza, że całość jest jedną wielką ścieżką rowerową. Niestety także i nam się tak wydawało, gdy Green Velo powstało. Najgorzej, że po kilku latach nic się nie zmieniło. Dodatkowo, gdy już się zdecydują na wycieczkę to po drodze nie zawsze coś ciekawego zobaczą, bowiem szlak omija wiele ciekawych miejsc.

 

Z perspektywy turystów, z którymi rozmawialiśmy rozczarowanie może być jeszcze większe. Bo z Białegostoku do granicy województwa podlaskiego i lubelskiego – czyli po ich trasie – ścieżka rowerowa wystąpi tylko z Białegostoku do Supraśla, kawałek za Michałowem oraz pod Hajnówką. Pozostałe drogi to takie, gdzie trzeba jechać obok samochodów. Komfort wówczas jest zerowy, bo bardzo wielu kierowców do dziś nie potrafi zaakceptować faktu, że drogi są nie tylko dla samochodów. Często spychają rowerzystów swoimi agresywnymi zachowaniami, nie zachowują bezpiecznego odstępu lub przejeżdżają bardzo szybko obok tworząc niebezpieczny podmuch wiatru. Proszę teraz wytłumaczyć rodzinie z dziećmi, że warto jechać Green Velo.

 

Druga kwestia to przebieg szlaku podlaskiego. O ile od Suwałk do Białegostoku nie można mieć żadnego zarzutu (ewentualnie tylko to, że trasa omija Narwiański Park Narodowy, a nie musi), to też przebieg na południe jest po prostu zły. Pomijając już braki dróg rowerowych, to trasa w zasadzie omija wszystkie, największe atrakcje jakie są na południu naszego województwa. I tak zamiast przez Michałowo, Siemianówkę czy Puszczę Białowieską do Hajnówki można by było poprowadzić turystów choćby przez Krainę Otwartych Okiennic oraz trasą malowniczych kolorowych cerkwi. Dodatkowo warto zachęcić, by Puszczę oglądać z perspektywy kolejki wąskotorowej, a nie roweru. Można zobaczyć dzięki temu więcej i oszczędzić siły na dalszą  trasę.

 

Kolejna kwestia to problem z noclegami. Ciężko jechać po kilkadziesiąt kilometrów dziennie trasą Green Velo, by można było zaplanować sensownie nocleg dla grupy osób. Zwykle nie ma z czego wybierać. Czasem w grę wchodzi jedynie namiot. Jednak nie każdy preferuje taki sposób nocowania. Green Velo bez wątpienia trzeba rozwijać jako projekt, ale mamy wrażenie, że będzie tak samo ja z innymi unijnymi projektami. Kasa wzięta, to można zapomnieć… Warto też naciskać na PKP, które w swoich nowoczesnych pociągach pozwala przewieźć zaledwie 6 sztuk rowerów, co jest ilością śmiesznie niską. Jak widać turystycznie jest jeszcze dużo do zrobienia. Tylko czy to nie jest wołanie w Puszczy?

Film Zenek bije rekordy popularności!

Tyle hejtu się polało na ten film, a okazało się że jest na tyle dobry, że na popularnym serwisie Netflix jest w czołówce oglądanych filmów. Sami go widzieliśmy już w kinie i szczerze zachęcamy do obejrzenia wszystkich tych, którzy jeszcze nie widzieli. Zenek to nie jest film w stu procentach biograficzny o królu disco polo Zenku Martyniuku. To jest film, który jest niejako powrotem do przeszłości, na podlaską wieś i jej okolice. Były to czasy, gdy disco polo jeszcze nie istniało, zatem w filmie też nie usłyszymy takiego gatunku. Jedyny moment z disco polo to napisy końcowe.

 

Zobaczymy za to nasze piękne Podlasie – wspaniałą naturę, drewniane zabytki i inne kultowe miejsca jak Bondary nad zalewem Siemianówka i tamtejszy Bar Disco Czar. Co ciekawe – Jakub Zając – grający młodego Zenka zagrał lepiej niż wydawałoby się doświadczony “stary Zenek” czyli Krzysztof Czeczot. W ogóle było błędem zatrudnianie tego drugiego. Pierwszy powinien zagrać całość! Ale to już na inną opowieść.

 

Przesłanie jest takie, że nie warto hejtować, a szczególnie gdy się nie widziało filmu. A tak właśnie było z Zenkiem. Ludzie zaczęli przed premierą wylewać pomyje na film tylko dlatego, że wyprodukowała go upolityczniona TVP. A gdy się okazało, że to naprawdę dobry film, to wszyscy trochę ucichli. A w każdym dziele jest tak samo – jeżeli to szmira, to nikt tego oglądać nie będzie. A Zenek, który obecnie króluje w serwisach VOD dotrze też na łamy tradycyjnej telewizji. Warto go będzie obejrzeć ponownie i sobie przypomnieć. Czasem oglądanie drugi raz tego samego filmu powoduje, że mamy zupełnie inne spostrzeżenia. Tym razem może być podobnie.

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Podlaskie kolorowe i drewniane. Okiennice i cerkwie hitem turystycznym

W ostatnim czasie w internecie prawdziwy wysyp materiałów z Podlasia. Wiele turystów czy blogerów postanowiło przybyć do naszego regionu. Te dwa motywy przewijają się najczęściej – czyli zdobienia domów – otwarte okiennice oraz kolorowe, drewniane cerkwie. Kolejnym przykładem jest TraveLove, które zrobiły dwuczęściowy, solidny materiał na ten temat. Warto oba filmy obejrzeć.

 

Pierwszy dotyczy Krainy Otwartych Okiennic. Jak słusznie zauważyli autorzy filmu to nie tylko Soce, Puchły i Trześcianka, ale wiele innych miejscowości, które omawiają w swoim filmie (do obejrzenia poniżej).

Druga część dotyczy kolorowych, drewnianych cerkwi w regionie. Można się dowiedzieć sporo ciekawych informacji, a także przede wszystkim usłyszeć o wioseczkach z takimi świątyniami, o których nie przeczytamy raczej w przewodnikach.

Autorzy dodają także poniższą mapę cerkwi, by wygodniej się zwiedzało.

Warto zauważyć, że to już kolejny taki materiał. Można śmiało powiedzieć, że okiennice i cerkwie są hitem wśród turystów. Dawniej znany był w naszym regionie Augustów, później nieśmiało zaczęła być popularna Białowieża, następnie Kruszyniany i Supraśl. Dziś Kraina Otwartych Okiennic oraz podlaskie wsie. Cieszyć się trzeba, że mamy coraz więcej do zaoferowania. Ostatnio obserwując w maleńkich Pawłach obok Ryboł ruch samochodów – można było zobaczyć bardzo dużo obcych rejestracji. Nawet był kamper z Czech! Gdy wszystko na świecie wróci do normy, to turystyczny ruch u nas będzie naprawdę spory! Do tego czasu jednak warto zadbać o to, na co zwrócili uwagę autorzy filmu. Mianowicie, by była lepsza baza noclegowa, bo obecnie jest po prostu mała.

Do Krainy Otwartych Okiennic można bezpiecznie dojechać rowerem!

Dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy spędzają urlop na Podlasiu z rowerami lub po prostu są aktywnymi rowerzystami. Mimo trwających robót na trasie Zabłudów – Hajnówka jest już możliwy bezpieczny przejazd ścieżką rowerową do miejscowości Soce.

 

Każdy, kto jechał kiedyś drogą wojewódzką wie jak nieprzyjemne to i niebezpieczne jest, gdy co chwilę zza pleców wyjeżdża nam samochód. Kierowcy zazwyczaj nie trzymają dystansu, spychają rowerzystów, a o liczbie śmiertelnych potrąceń już nie będziemy nawet wspominać. Generalnie lepiej nie jechać niż jechać taką trasą. Podobnie było również na trasie z Białegostoku do Puszczy Białowieskiej. Dojechać tam było ciężko. Ale wkrótce to się zmieni, gdy tylko ukończony zostanie remont drogi wojewódzkiej. Razem z nią powstaje ścieżka rowerowa. Jako, że nowa droga jest już gotowa z Zabłudowa do Soc, oznacza to, że można bezpiecznie dojechać do Krainy Otwartych Okiennic nawet z Białegostoku!

 

Wpierw należy wyjechać z Białegostoku. Można wybrać w sumie 2 bezpieczne trasy. Najpierw ścieżką rowerową ul. Mickiewicza, cały czas prosto aż do miejscowości Halickie. Następnie kierujemy się w stronę miejscowości Białostoczek, by wyjechać do krajowej 19. To jedyny minus, bo trzeba będzie przejechać nią 750 metrów, by skręcić w Protasy. Dalej możemy się cieszyć już bezpieczną jazdą do samego Zabłudowa skręcając w Dobrzyniówce.

 

Drugi wariant zakłada, że do krajowej 19 nie będziemy musieli się nawet zbliżać. Wystarczy wyjechać z miasta ul. Filipowicza i tamtejszą ścieżką rowerową dojechać do Juchnowca Kościelnego. Następnie na rondzie kierujemy się na Janowicze, a potem na Janowicze Kolonię. Tu też niestety będzie minus, bo kolejne 9 kilometrów do Zabłudowa przez Nowosady nie będzie miało asfaltu. Alternatywnie możemy podjechać z Janowicz Kolonii w prawo i za 2 kilometry skręcić w Krynickie, a dalej do Zabłudowa.

 

Niezależnie, którą trasę wybierzemy to w Zabłudowie dalej wyboru nie ma. Droga na Hajnówkę jest jedna, wyżej wspominana ze ścieżką rowerową. W miejscowości Soce skończy się droga, a zacznie się remont. Wtedy musimy zjechać na drogę bez nawierzchni, a następnie by skręcić do wsi. Zwiedzając malownicze domy możemy objechać dalej Puchły, Ciełuszki oraz Pawły i Ryboły. Wrócić do Białegostoku najbezpieczniej będzie przez Zabłudów. Z Ryboł prowadzi tam droga krajowa, więc żeby ominąć ją trzeba pojechać na Rzepniki i Krynickie lub po prostu wrócić tą samą trasą co przyjechaliśmy.

O tej podlaskiej trasie mało kto wie. Dawniej to była najważniejsza droga w państwie!

Władysław Jagiełło (u góry). Ilustracja z książki „Wizerunki książąt i królów polskich“ / Ksawery Pilati (1843-1902) / Wikipedia

Ostatnio obchodziliśmy kolejną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem, którego konsekwencje doprowadziły do rozpadu państwa Zakonu Krzyżackiego i długoletniej dominacji Królestwa Polskiego. A wspominamy o tym, by skłonić do refleksji – co dziś pozostało nam po tym wielkim zwycięstwie. Złotymi głoskami w historii zapisał się Władysław Jagiełło. Po wielu latach polskiej dominacji przyszły jednak zabory. Gdy odzyskaliśmy niepodległość – trzeba było zszyć kraj. Mało kto wie, ale w 1918 roku obowiązywało na terenach II RP pięć różnych porządków prawnych! Jednak krok po kroku do 1939 roku Polska zaczęła się odradzać. Potem wielkie zniszczenia II wojny światowej obróciły wiele miejsc w gruz i znów trzeba było odbudowywać. W czasach PRL byliśmy niejako znów pod zaborem rosyjskim. Przez to choćby nasz region kulturowo powrócił do tych czasów. Polityka “rusyfikacyjna” prowadzona była jednak bardziej subtelnie. Mamy jednak 2020 rok, jesteśmy bogatszym krajem niż jeszcze 10, 20 czy 30 lat temu. Możemy sobie pozwalać na coraz więcej. Dlatego też przyszedł czas na to, by zrobić pewien bilans, którym odpowiemy sobie czy nadal chcemy kontynuować dzieło zaborcy czy zacząć przywracać pamięć i dziedzictwo o świetnych czasach Królestwa Polskiego oraz odrodzić te elementy kultury polskiej, o których zapomnieliśmy.

Z perspektywy podlaskiej

Król Polski oraz Wielki Książę Litewski Władysław Jagiełło, gdy rządził zarówno Polską jak i Litwą rezydował głównie w ówczesnej polskiej stolicy – Krakowie, ale wielokrotnie podróżował również do Wilna, by doglądać tamtejszych spraw osobiście. Chcąc nie chcąc królewski orszak musiał jakoś się przetransportować. Gdy spojrzymy na mapę, to zastanawiamy się czy król Jagiełło podróżował też przez dzisiejsze Podlasie. Drogi z Krakowa prowadzące do Wilna były dwie, jedna prowadziła przez dzisiejsze Podlasie. Należy jednak zaznaczyć, że wówczas nasz region był “rozdarty” pomiędzy Księstwo Litewskie, a lenno Królestwa Polskiego. Choć granica była umowna, to gdyby jej się trzymać, to można by było powiedzieć że Jagiełło jadąc przez nasz region kilkukrotnie by przekraczał granicę raz w jedną raz w drugą stronę. Jak wyglądała trasa?

 

Pierwszym większym przystankiem podczas wyprawy z Krakowa był zamek w Lublinie. Następnie wybierano wariant kierując się albo na Brześć albo na Mielnik . Gdy padał wybór tej drugiej trasy, to przekraczając rzekę Bug orszak kierował się następnie na Milejczyce. Kolejny przystanek to Bielsk oraz miejscowość Narew. Ostatnim punktem dzisiejszego Podlasia były Krynki. Dodać należy także, że trasą tą nie poruszał się jedynie orszak, ale była ona stale uczęszczana przez kupców, urzędników, dyplomatów, rycerzy, duchownych, uczonych, artystów i innych. A od 1569 roku, gdy utworzona została Rzeczypospolita Obojga Narodów była to najważniejsza droga w państwie!

Szlak Jagielloński

Patrząc z dzisiejszej perspektywy zaborcy rosyjskiemu skutecznie udało się doprowadzić do degradacji kultury polskiej bowiem dziś między Lublinem a Białymstokiem nie ma porządnej drogi (która dopiero powstaje). O dawnej trasie nie ma nawet co wspominać. Na 130 kilometrowym odcinku pomiędzy Mielnikiem a Krynkami mimo, że istnieją drogi to tak naprawdę niewiele pozostało. Warto jednak podkreślić, że 11 lat temu utworzono turystyczny “Szlak Jagielloński”. Niestety nie poszły za tym żadne inwestycje. Upowszechnianie kultury i historii nie powinno mieć miejsca tylko w sposób teoretyczny przy pomocy książek czy mediów. Warto przywracać to, co zaborca doprowadził do upadku. Gdyby tak zrobić “inwentaryzacje”, to wyszłoby, że jest wiele obiektów (choćby ruiny w Mielniku), które można by było przywrócić, spójnie ze sobą połączyć, a także zorganizować wokół nich turystykę. Byłby to niewątpliwie pierwszy krok, by przywrócić pamięć o świetnych polskich czasach, które nasi protoplaści wywalczyli na polach Grunwaldu.

Rowerem przez Podlasie. Mnóstwo pięknych widoków i sama przyjemność!

W okresie wakacyjnym warto chociaż raz zorganizować sobie wycieczkę rowerową po Podlasiu. Najlepiej tak jak na powyższym filmie z noclegiem – wtedy będziemy mogli zobaczyć świetne widoki, unikalną architekturę oraz całkiem przyjemną przyrodę.  Każde z tych miejsc ma swoje walory. Jeżeli tak jak autor filmu zaczniemy od przejazdu koleją z Białegostoku do Czeremchy, by do tego miasta wrócić to przed nami około 100 km drogi rowerem.

 

Kolejne kadry filmu to także przejażdżka kolejką wąskotorową, która kursuje na trasie Hajnówka – Białowieża – Topiło. Warto się przejechać nią, by podziwiać Puszczę Białowieską od takiej strony, z której piechotą ani rowerem nie dotrzemy. Tory bowiem przebiegają przez dzikie zakątki. Kolejny przystanek to Zalew Siemianówka. Warto nie tylko obejrzeć go z góry, z wieży widokowej – szczególnie jak na filmie – o zachodzie słońca, ale też dobrze jest objechać rowerem zbiornik dookoła, bowiem z każdej jego strony znajdziemy ciekawe zakątki.

 

Ostatni etap – w filmie już w kolejnym dniu – to długa kładka prowadząca do pustelni w Odrynkach, a także Kraina Otwartych Okiennic, do których w ostatnich latach uderzają tłumy turystów. Za sprawą kolorowych domów z pięknymi ornamentami na okiennicach oraz kolorowych cerkwi, które w zależności od barwy powierzają się opiece Matce Boskiej, Duchowi Świętemu lub konkretnemu patronowi świętemu.

 

Warto też pamiętać, że sama jazda rowerem to ogromna przyjemność. Szczególnie w podlaskich warunkach przyrodniczych. Dodać też trzeba, że trasa jest w miarę płaska. Pod górkę robi się dopiero jeżeli zapuścimy się na południe województwa podlaskiego – w okolice Bugu. Wypatrujcie więc ładnej pogody i w drogę!

Podlaskie pod namiotem. Gdzie można się wybrać i jak szukać idealnej miejscówki?

Jeżeli macie ochotę wybrać się pod namiot, to na Podlasiu jest wiele miejsc, gdzie można urządzić kemping. Nie wszędzie jednak warto, bo o ile miejsce do rozbicia biwaku może być prawie każde, to potrzebujemy też podstawowej infrastruktury – bieżącej wody czy prądu. Dlatego musimy ocenić co będzie nam potrzebne, a wtedy wybrać. Lokalizacja geograficzna też ma znaczenia, bo jeżeli chcemy odpoczywać w lesie albo nad jeziorem lub tu i tu na raz – to wybór też będzie inny. Kolejna sprawa to towarzystwo innych ludzi. Czy wolimy duży kemping czy jednak kameralny? Tu pamiętać należy, że na tym drugim można więcej niż na tym pierwszym, ale na tym pierwszym z pewnością wszystko jest bardziej rozwinięte.

 

Gdzie można pojechać? Mało kto wie, ale namioty można rozbić nawet na plaży w Dojlidach. Jest tam pełna infrastruktura oraz możliwość wynajmowania sprzętu wodnego. Jeżeli zamiast zalewu wolimy jezioro to możemy pojechać za Augustów nad kanał. Tam za Śluzą Paniewo znajduje się pole namiotowe. Minusem tego miejsca jest infrastruktura. Na całym polu stoi jeden domek, gdzie są toalety. Tam też znajduje się dostęp do prądu elektrycznego. Nieopodal mamy jednak karczmę.

 

Jeżeli zależy nam na odpoczynku w lesie, to miejsc kempingowych możemy szukać w Puszczy Knyszyńskiej, Puszczy Białowieskiej, a także przy kwaterach agroturystycznych. Tu warto dodać, że Lasy Państwowe w ostatnim czasie zezwoliły na bushcrafting w wyznaczonych miejscach. Oznacza to, że możemy tam kompletnie na dziko nocować. Pamiętajmy jednak, że w lesie absolutnie nie można palić ognia, bo możemy doprowadzić w moment do tragedii. Dlatego jeżeli zależy nam na ognisku z kiełbaskami, to lepiej wybrać takie miejsce, gdzie jest przygotowane palenisko. Warto też spróbować znaleźć dobre miejsce w Biebrzańskim Parku Narodowym. Tam będzie bardziej dziko, ale pamiętajmy, żeby nie szukać miejsca na bagnach, bo możemy się zgubić!

 

Najważniejsze, by zabrać ze sobą dużo dobrego humoru. Wyjazd pod namioty zawsze wiąże się z utratą wygody. Śpimy w wygodnych łóżkach, w ciepłych i wytłumionych mieszkaniach. Tu nawet na materacu będzie mniej wygodnie, dużo chłodniej (o ile nie mamy grubych śpiworów), a przede wszystkim nasz mózg będzie miał problem, by od razu zasnąć w takich okolicznościach. Od otoczenia będziemy odsłonięci cienkim okryciem. Dlatego wszystkie dźwięki z otoczenia będą nas rozpraszać. Po przełamaniu wrażenia, że “coś lub ktoś chodzi” w pobliżu, powinniśmy w końcu zasnąć.

 

Taka forma aktywności szczególnie polecana jest alergikom. Nie będą oni mieli problemu z przytkanym nosem i innymi dolegliwościami. Świeże leśne lub wiejskie powietrze sprawi, że organizm trochę odpocznie od tego, z czym ma problem w mieście.

Featured Video Play Icon

Podlasie na weekend. Co lubią zwiedzać turyści?

Kolejny film nagrany i opublikowany w mediach społecznościowych zdaje się potwierdzać to, co lubią zwiedzać turyści na Podlasiu. Autor powyższego filmu zabrał nas w dobrze znane zakątki – Skit w Odrynkach, Kraina Otwartych Okiennic czy Puszcza Białowieska. Po rejestracji samochodu można zauważyć, że turyści byli z województwa łódzkiego. Jak ich oczami wypadło nasze ukochane Podlasie? Nie zabrakło pięknych widoków, zwierząt i cudownej drewnianej architektury.

 

Warto zauważyć, że to już kolejny film, na którym widać jasno co lubią zwiedzać turyści na Podlasiu. Dawniej latem oblężenie zwiedzających przeżywał jedynie Augustów. Teraz w każdy słoneczny weekend nie brakuje ludzi także w innych zakątkach. Ogromnym zainteresowaniem cieszy się oczywiście Puszcza Białowieska i jej rezerwat. Przyjezdni mogą tam podziwiać żubry, których w takim województwie łódzkim nie ma, ale też ogromne kilkuset letnie dęby. Nie brakuje też fanów drewnianych cerkwi, które można spotkać na Podlasiu czy Podkarpaciu. U nas jednak jest coś jeszcze – drewniany meczet w Kruszynianach, gdzie mieszkają od setek lat polscy Tatarzy.

 

Jednym z ostatnich hitów jest także kładka Śliwno – Waniewo. Niestety, nie zawsze atrakcja jest dostępna. Jeżeli w Narwi jest za mało wody, to platformy, którymi przeprawiamy się na drugi brzeg nie mogą płynąć. Drugie niestety dotyczy władz gminy Sokoły. O ile w Narwiańskim Parku Narodowym postarali się i wyremontowali swoją część kładki biegnącą od Śliwna, tak też władze gminy Sokoły mają turystów gdzieś. Kładka w Waniewie jest zapuszczona i nie nadaje się do korzystania. Mimo wszystko warto wybrać się do Śliwna i skorzystać z tego co jest.

Tutaj można zwiedzać, plażować i uzdrowić. To miasto niedaleko Puszczy Białowieskiej.

6 razy dziennie z Białegostoku możemy dojechać pociągiem do Kleszczel. Przywita nas przepiękna, stara zabytkowa stacja. To jednak nie jest jedyny powód, dla którego warto tam się przejechać. Już sama wycieczka koleją może być atrakcją, bowiem prowadzi przez tereny, które leżą nieco na uboczu. Nie jeździ tamtędy żaden pociąg krajowy. Od lat Białystok nie ma bezpośredniego połączenia z Lublinem. Dlatego też trasy nie zobaczymy “przy okazji”. Chyba, że jeździmy regularnie do Bielska Podlaskiego.

 

Gdy dojedziemy do Kleszczel, to przywita nas piękny drewniany dworzec został wybudowany w 1900 roku. Można zauważyć w nim tak zwany styl “szwajcarski”. W tamtych czasach w ten sposób budowano także hotele, pensjonaty, wille czy dwory. Sam dworzec zbudowano, gdy łączono torami Brześć z Grajewem. Przypomnijmy, że istniało już połączenie z Petersburga i Warszawy. Zatem była to druga nitka przebiegająca przez nasz region. Obie trasy krzyżują się w Białymstoku.

 

Kleszczele mają jeszcze jedną zaletę, dla której warto je odwiedzić. Około 2 km od miasta znajduje się Zalew w Repczycach razem z plażą, na którą uczęszcza każdego lata wiele osób. Po relaksie zanim jeszcze wrócimy na stację, można przejść się do miejscowości Dobrowoda. Tam znajduje się święte źródełko, a konkretnie studnia z wodą, której warto się napić, bo ma moce uzdrawiające.

Featured Video Play Icon

Niesamowity film o Podlasiu. Każdy, kto go zobaczy natychmiast się spakuje i tu przyjedzie!

W kultowym filmie Stanisława Barei “Miś” mogliśmy usłyszeć takie oto stwierdzenie, że istnieje prawda czasu i prawda ekranu. Te drugie w dzisiejszych czasach “social mediów” bardzo często jest przez wszystkich nadużywane. Piękne ujęcia, wspaniałe kolory i to wszystko dopełnione poruszającą muzyką powoduje, że po obejrzeniu filmu natychmiast odczuwamy jakieś emocje. Tak też jest i w przypadku wszelkich filmów o Podlasiu. Czy są one prawdziwie? Czy to tylko “prawda ekranu”?

 

Na powyższym filmie, autorstwa Marka Bejgiera, widzimy wiele wspaniałych miejsc z przewodników turystycznych. Autor skupił się tu przede wszystkim na barwnej architekturze drewnianej. W zasadzie nie musiał nic robić, bo Podlasie jest naprawdę takie piękne jak na tym filmie. Dlatego można powiedzieć, że film “nagrał mu się sam”. Oczywiście umiejętność doboru muzyki i umiejętność sztuki montażu pomogła, jednak bez dobrych ujęć nic by z tego nie wyszło. Trochę jak z konkursem Miss. Można sprawić, by piękna kobieta stała się jeszcze piękniejsza.

 

Dlatego, jeżeli myślicie o tym, czy przyjechać na Podlasie pod wpływem tego filmu, to podpowiadamy – tak, warto to zrobić! Ten film nie jest umiejętną manipulacją, jaką często, wiele ludzi stosuje na potrzeby “social mediów”. To autentyczny obraz wspaniałego regionu w północno-wschodniej Polsce. Podpowiemy też lokalizacje, bo być może nie wiecie gdzie szukać tych dzieł sztuki z filmu. Na filmie możemy zobaczyć między innymi Krainę Otwartych Okiennic, Tykocin, Kruszyniany, Pentowo, Białowieżę.

Puszcza Białowieska staje się pastwiskiem. Jak nie zaczniemy jej ratować, to będziemy wypasać tam bydło.

To taki temat, który warto powtarzać, bo gołym okiem widać że z roku na rok problem jest coraz większy. Być może niektórzy z Was sobie myślą, że jakiś czas temu straszyliśmy suszą, a w ostatnie dni przyroda dała popalić tak bardzo, że o suszy nie ma mowy. To tylko jednak złudzenie. Wystarczy spojrzeć na twarde dane z czujników pomiarowych, by zobaczyć, że nadal jest źle. Jak to możliwe? Poniżej tłumaczymy.

 

Jest wiele osób, które mimo przedstawiania twardych, naukowych danych negują zmiany klimatyczne. Na niepodlegające dyskusji liczby mają opinie. I teraz jest trochę podobnie. W ostatnim czasie była niemiłosierna susza. Przypomnijmy sobie, jak Biebrzański Park Narodowy zapłonął niczym zapałka, gdy zostały podpalone trawy na czyimś wysuszonym polu. Ostatnie dni natomiast to ogromne ulewy, ściany deszczu, nieustające burze. Tak dużo wody, że ulice i zabetonowane place tradycyjnie zamieniły się w rzeki i jeziora. Podlało przy okazji wszystkie rośliny. Więc o co chodzi? Czy nie ma suszy? Tak może się wydawać, ale to że czegoś nie widzimy to jeszcze nie znaczy, że to nie istnieje. Tak jak boleśnie możemy się przekonać o istnieniu niewidzialnej grawitacji, gdy skoczymy na przykład z wysokości pierwszego piętra.

 

Wystarczy zrobić samodzielnie prosty eksperyment, by naocznie zobaczyć, że jak po suszy spadnie dużo deszczu na raz, to nie zlikwiduje to suszy. Jeżeli macie doniczkę z kwiatami, a następnie przez kilka tygodni nie będziecie podlewać ziemi, to stanie się ona bardzo twarda. Gdy wlejecie do doniczki nagle wiaderko wody, to ciecz zamiast wsiąkać rozleje się na boki. W ogromnej skali działa to dokładnie tak samo. Zabetonowane chodniki i ulice wody nie wchłoną w ogóle, zaś twarda ziemia wchłonie tylko trochę. Reszta rozleje się na boki, aż trafi do rzek. Wtedy woda przez zmiany jakie wywołał człowiek, szybko spłynie do morza i stanie się słona – ani nam ludziom ani roślinom nieprzydatna. Dopiero wyparowanie wody i powrót do chmur spowoduje, że woda zostanie odsolona. Nie ma jednak gwarancji, że to znów u nas spadnie deszcz.

 

Teraz spójrzmy na poniższe mapy, gdzie wszystko potwierdzają twarde dane z czujników. Oto badanie z 21 czerwca 2020. Południe Polski jest kompletnie pod wodą. Pierwsze 7 centymetrów to jedno wielkie błoto. Na Podlasiu natomiast jest grząsko, zaś w okolicach Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej – ilość wody jest w normie.

graf. IMGW

Jednak, gdy zajrzymy głębiej można zauważyć, że ilość wody Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej jest już poniżej normy. To dlatego, że woda z nieba nie wchłonęła się w całości tylko spłynęła dalej.

graf. IMGW

Gdy zajrzymy poniżej 28 centymetrów to zaczyna robić się już dramatycznie. Ziemia jest bardzo sucha. Dopiero poniżej metra sytuacja wraca do normy. Wniosek jest taki, że woda znajduje się tylko powierzchownie.

graf. IMGW

Zapewne zadajecie sobie teraz pytanie. Co mnie obchodzi ziemia poniżej 28 centymetrów. Otóż w uproszczonym skrócie – jeżeli powstają niedobory wody w ziemi jak obecnie, to skład chemiczny gleby ulega zmianie. Oznacza to, że rolnicy muszą nawozić swoje pola, by utrzymać właściwe proporcje pierwiastków i minerałów w glebie. Jednak jak spojrzymy na mapy – to problem suchej gleby na głębokości 28-100 cm dotyczy Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej. To właśnie na takich głębokościach znajdują się korzenie. Wyjałowiona gleba powoduje, że ziemia traci swoje potrzebne właściwości i staje się jałowa. Teren na powierzchni powoli obumiera i staje się pastwiskiem.

 

A pomaga w tym kornik, który pojawia się właśnie gdy panuje susza. Obecnie 25 procent drzew w Puszczy Białowieskiej jest już martwa. Na pewno pamiętacie nie tak odległą awanturę o kornika. Jedni chcieli wycinać martwe drzewa, drudzy na to się nie godzili. Nie będziemy do tego wracać, ale chyba dla każdego jest jasne, że pozbycie się problemów z kornikiem trzeba zacząć z uporaniem się z suszami. Czyli, by woda, która spadnie nie uciekała do morza. Na szczęście w Polsce otworzono oczy na problem, ale jego minimalistyczne rozwiązanie planuje się na 2027 rok. Obecnie 97 procent wody spuszczamy do morza, a za 7 lat ma to być 85 procent. W tym tempie to jeszcze za naszego życia Puszcza Białowieska zacznie stawać się pastwiskiem, zaś Puszcza Knyszyńska zacznie obumierać.

Featured Video Play Icon

Pociąg turystyczny przez Siemianówkę byłby hitem. Czy jest na to szansa? Jest i to spora.

Rok temu reaktywowano po kilkunastu latach przerwy połączenie kolejowe Hajnówka – Siemianówka. W 2019 roku funkcjonowało jako letnia atrakcja turystyczna. W około 25 minut można było przejechać malowniczą trasą. Ostatni pociąg wyjechał 31 sierpnia. Potem mieliśmy zimę, następnie epidemię (która trwa). Teraz wszystko powoli wraca do normy, a wraz z powrotami zasadne jest pytanie czy wróci też połączenie Hajnówka – Siemianówka – Cisówka czyli nie tylko przez malowniczą Puszczę Białowieską, ale też torami przez Zalew Siemianówka, co byłoby turystycznym hitem.

 

W ubiegłym roku portal Rynek Kolejowy przytoczył słowa rzeczniczki Podlaskiego Oddziału Polregio, która to mówiła tak: W przypadku dużej popularności połączeń rozważone zostanie wydłużenie trasy pociągów do Cisówki. Pani rzecznik zastrzegła jednak, że najpierw ocenione będzie zainteresowanie, gdy pierwszy sezon się zakończy. Od tego czasu jednak trochę się namieszało. Na trasie Czeremcha (istotny punkt kolejowy) – Hajnówka funkcjonuje autobusowa komunikacja zastępcza, która miała być tylko do… lutego. Mamy czerwiec, a obecnie datą końcowa komunikacji zastępczej jest 21 lipca.

 

Warto tu dodać, że Hajnówka obecnie nie jest skomunikowana bezpośrednio z Białymstokiem ani kolejowo ani drogowo. Jedno i drugie jest w remoncie. Dlatego też ewentualni turyści z Białegostoku, by skorzystać z atrakcji musieliby jechać od razu samochodem do Siemianówki przez Michałowo, a tam wsiadać do pociągu albo też tradycyjnie dojechać pociągiem do Czeremchy, a potem komunikacją zastępczą do Hajnówki, co nie ma większego sensu. Z Białegostoku regularny pociąg do Hajnówki pojawi się w styczniu 2021 roku. Pisaliśmy już przy tej okazji, że marszałek województwa popełnił fatalny błąd nie przeznaczając pieniędzy na remont odcinka Hajnówka – Białowieża, tak by do serca Puszczy dojechać koleją.

/marszalek-nie-dal-pieniedzy-nie-dojedzie-pociag-do-bialowiezy/

Ubiegłoroczny pociąg jeździł reaktywowaną linią Siedlce – Siemianówka. Zatem oprócz białostoczan, także Podlasianie z południa mogli zwiedzić zalew, bo mieli dogodne połączenie. Generalnie zarówno osoby z Podlaskiego jak i Lubelskiego musiały dojechać najpierw do Czeremchy. Potem czekał na nie pociąg do Hajnówki, a tam do Siemianówki. Dlatego dopóki nie będzie znów połączenia z Czeremchy do Hajnówki (do 21 lipca) to wznowienie linii nie ma większego sensu. Chyba, że wyłącznie dla mieszkańców Hajnówki oraz wszystkich tych, którzy tam dojadą. Miejmy nadzieję, że chociaż w przyszłym roku wróci to połączenie. Szczególnie ważne jest, by pociąg dojechał do Cisówki. Przejazd nasypem kolejowym przez Siemianówkę byłby atrakcją samą w sobie. Przypomnijmy, że na zalewie żyje mnóstwo unikalnych gatunków ptaków. Cisówka to nieco tajemnicze miejsce, na pewno cieszyłoby się ogromnym zainteresowaniem. Wystarczy zobaczyć na powyższym filmie jak wyglądał przejazd pociągiem specjalnym po trasie.

Rajgród

Długi Weekend 2020 – 5 najlepszych miejscówek, gdzie zapiera dech z wrażenia!

Przed nami kolejny długi weekend. Moglibyśmy wymienić to samo co przewodniki turystyczne i strony regionalne, ale nie bylibyśmy sobą. Dlatego zaproponujemy Wam takie miejsca, żeby miło spędzić czas i żeby zaparło dech w piersiach z wrażenia! Wybraliśmy 5 najlepszych.

Nad Kanałem Augustowskim w Puszczy

Zaczniemy od północy województwa. Ostatnio promowaliśmy i Suwałki i Augustów. Tym razem polecamy zaszyć się w Puszczy Augustowskiej. Siedząc na pomoście nad jeziorem w środku lasu? Szczególnie ciepłą nocą, gdy będzie można obserwować gwiazdy oraz zanikający księżyc. Gdzie dokładnie? Tuż za Augustowem – wybierzcie sami Sucha Rzeczka, Serwy, Płaska, Gorczyca, Perkuć, Jazy, Mikaszówka. Nasze ulubione miejsce to Śluza Paniewo. Jest tam taki camping na wzgórzu, z którego można obserwować jezioro i palące się wieczorami nad nim ogniska. Można też wykąpać się w bardzo czystej wodzie. Jak ktoś namiotów nie lubi, to last minute nocleg w okolicy powinien znaleźć. Ludzi może być sporo, ale o tłumach nie ma mowy.

Jak w raju

Kolejną destynacją, jaka może zachwycić to Rajgród. Jak sama nazwa wskazuje będą tam panować rajskie klimaty. Szczególnie wschody słońca są przepiękne. Wokół jezior Stackiego, Rajgrodzkiego i Drenstwa na pewno znajdziemy też coś jeszcze last minute. Jak mieszkamy w Białymstoku, to daleko jechać nie trzeba i można na wieczór wrócić. Możliwości jest wiele. W samym Rajgrodzie koniecznie zajdźcie na Górę Zamkową – widok z niej przedni.

Odpoczynek nad Bugiem

W cieniu Siemiatycz (chociaż niezasłużenie) leży kolejna nasza propozycja – Mielnik. Miasteczko znajduje się nad samym Bugiem. Na miejscu jest Wieża widokowa, Góra Zamkowa, kopalnia kredy, rezerwat przyrody oraz oczywiście tereny rekreacyjne nad rzeką. Można też przepłynąć się promem na drugą stronę rzeki i zobaczyć jak urządzili tam się ludzie. Tam znajduje się już Województwo Mazowieckie. Niby żadna różnica, ale możecie być zaskoczeni. Warto też zobaczyć podlaskie okolice. W pobliżu będzie dużo ciekawych miejsc. Najpopularniejsza jest góra krzyży na świętej górze Grabarce. Miejsce naprawdę ma w sobie moc, która działa niezależnie od naszego wyznania.

Kolejką wąskotorową nad wodę

Skoro mówimy o mocy, to nie można wspomnieć o Białowieskim Parku Narodowym. Nie będziemy jednak rozpisywać się o Białowieży, gdzie pewnie w długi weekend jest szturm, ale o dwóch świetnych atrakcjach. Pierwsza to kolejka wąskotorowa, którą pojedziemy z Hajnówki przez Puszczę Białowieską. Warto wysiąść w miejscowości Topiło. To wyjątkowe miejsce ze zbiornikiem wodnym w środku lasu. Tam odnajdziemy ciszę i spokój i solidnie wypoczniemy. Szczególnie polecamy to miejsce osobom, które chcą zregenerować umysł i ciało. Długie leśne spacery i odpoczynek nad wodą – na pewno w tym pomogą.

Rozlewiska

Ostatnią miejscówką, która jest naszą ulubiona polecamy szczególnie. Nie wiemy co w niej jest, ale ma ogromną moc przyciągania. Dodatkowo znajduje się niedaleko Białegostoku. To zbiornik Wyżary w Puszczy Knyszyńskiej. Na miejscu jest wiata, gdzie można grillować, obok są piękne malownicze rozlewiska, a także kładka, leśna galeria rzeźb, wieża obserwacyjna, z której może uda nam się wypatrzeć dzikie zwierzęta. Generalnie można tam spędzić cały dzień albo i dłużej. Kwestia załatwienia noclegu. Jedno jest pewne – aura tego miejsca naładuje nas energią na kolejne tygodnie.

Trześcianka

Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków.

Przeglądając różne przewodniki turystyczne, gdzie wspomina się o Podlasiu dla turystów z całego kraju, można natrafić bardzo często na dwa słowa klucze “cerkwie” oraz “drewniane domy”. Oczywiście wskazuje się konkretne lokalizacje i taki turysta najczęściej przyjeżdża właśnie tam – gdzie przyjeżdżają wszyscy. Co z tymi, którzy chcą zobaczyć i poznać więcej? Z pomocą dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć pełen obraz, a nie tylko jego skrawek przychodzimy my. Dlatego tym razem zabierzemy Was za Zabłudów. To tam znajduje się Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków. Jak w bajce.

Ryboły

Jadąc Drogą Krajową nr 19 z Białegostoku do Lublina lub z Lublina do Białegostoku będziemy mijać wieś między Bielskiem Podlaskim i Zabłudowem. Mowa tu o Rybołach. To nasz punkt startowy, gdzie zjedziemy z głównej drogi i zanurzymy się w Podlasiu. O istnieniu Ryboł można było się dowiedzieć już w XV wieku. Wtedy to pojawiły się pierwsze dokumenty dotyczące wsi. Jej nazwa, jak można się domyśleć pochodzi od ryb. Mieszkańcy trudnili się ich połowem z Narwi. Następnie przewożono je do zamku w Bielsku Podlaskim. Wieś w XVI wieku została zniszczona podczas Potopu Szwedzkiego, a potem jeszcze zdziesiątkowana przez epidemię cholery w 1710 roku. W XVIII wieku Ryboły były prężnie działającym folwarkiem. W kolejnym stuleciu zaś utworzono we wsi szkołę oraz gorzelnię.

 

Niestety I wojna światowa dotarła i do Ryboł. Po jej zakończeniu przetrwało tylko 8 domów. Nic więcej. II wojna światowa również nie oszczędziła wioski. Obecnie jest zamieszkiwana przez mniejszość białoruską. Ryboły są jedną z niewielu miejscowości, gdzie można porozmawiać gwarą podlaską. Warto przyjechać tutaj, także by zwiedzić szlak “Drzewo i Sacrum”, na którym to podziwiać będziemy tradycyjne, podlaskie drewniane budownictwo. Zachwycą nas prawosławne świątynie – Cerkiew Świętych Kosmy i Damiana oraz przepiękna cmentarna Cerkiew św. Jerzego. Oczywiście charakterystyczne są również drewniane domy z pięknie wymalowanymi okiennicami.

Pawły

fot. Lotek70 / Wikipedia

Po takim wstępie kolejnym punktem będzie pobliska miejscowość Pawły. Tam będziemy mogli podziwiać kolejne piękne drewniane domy z kolorowymi okiennicami, a także prześliczną Cerkiew cmentarną pod wezwaniem św. Apostoła Jana Teologa. Wioska jeszcze pod nazwą “Pawłowicze” powstałą ok. 1540 roku. Cmentarna cerkiew natomiast pochodzi z 1824 roku. Jako ciekawostkę warto dodać, że Pawły były jedną ze wsi, w której dawniej stał pomnik cara Aleksandra II z podpisem Miłościwy Imperator Samodzierżca Całej Rosji Aleksander-Wyzwoliciel panował od 1855 do 1881 roku. Gdy tylko Polska odzyskała niepodległość, to pomnik został zniszczony. Gdy będziemy tak podróżować przez wioskę być może natrafimy na charakterystycznie przystrojony prawosławny krzyż. Można będzie też napotkać pomnik Polski Walczącej upamiętniający bitwę pomiędzy partyzantami Armii Krajowej a Niemcami.

Ciełuszki

fot. PanBe / Wikipedia

Kolejną miejscowością uwielbianą przez turystów i fotografów są Ciełuszki. Być może taki urok na nich rzuca pogańska nazwa wsi – od czczonego Cielca. Rodzimy kult zaginął ostatecznie pod wpływem religii prawosławnej. Ważnym ośrodkiem, który się do tego przyczynił była kolejna wieś – Puchły. W ogóle Ciełuszki mają w sobie jakąś “moc religijną”. W okresie międzywojennym dotarł tutaj kult proroka Eliasza Klimowicza ze Starej Grzybowszczyzny, który założył w okolicach Krynek sektę w osadzie Wierszalin. W Ciełuszkach natomiast istniała świątynia, która należała do tej samej sekty. O mieszkańcach Ciełuszek mówi się, że są to Podlaszuki albo Tutejsi. Są to prawosławni Białorusini. Z nimi również porozmawiamy regionalną gwarą. Oczywiście wioska to kolejny punkt, gdzie są drewniane domy z kolorową ornamentyką.

Kraina Otwartych Okiennic

Kolejne punkty na mapie są zwane Krainą Otartych Okiennic. To Puchły, Soce i Trześcianka. Bardzo popularne, turystyczne miejsca. Oprócz wspaniale przyozdobionych i pomalowanych drewnianych domów będzie można zobaczyć piękną, zieloną, drewnianą cerkiew. Zieleń ma symbolizować opiekę Ducha Świętego. Do niedawna było można w Socach jeszcze przejść się dawnym typem drogi – kocimi łbami. Niestety nawierzchnia została zmieniona na “nowocześniejszą”.

Ancuty i Narew

W tej pierwszej miejscowości znajduje się kładka, którą możemy powędrować sobie przez rzekę Narew. Co ciekawe, dojdziemy nią do miejscowości Narew. Tam oprócz kolejnej drewnianej, przepięknej cerkwi (w kolorze niebieskim) będziemy mogli również napotkać 270-letni drewniany kościół katolicki. A takich zostało już naprawdę niewiele. Warto zwrócić również uwagę, że na placu stoi dwukondygnacyjna również drewniana dzwonnica. Warto też przejść się po “centrum” miasteczka. Przepiękne drewniane domy na pewno nas urzekną. Podobnie przyjemnie będzie popatrzeć na rzekę z mostu.

Kaczały i Ploski

To ostatnie dwie miejscowości w naszej podróży. Tutaj głównie będą nam towarzyszyć walory przyrodnicze, ale po drodze nie zabraknie kolejnych drewnianych cerkwi. Będzie można też obserwować w nich przepiękne wschody słońca przy rzece Narew, a przy odrobinie szczęścia natrafimy na żubry czy wilki. Pamiętajmy jedno, że na Podlasiu czas płynie wolno. Tutaj nie należy się śpieszyć. Dlatego przy powolnym i spokojnym zwiedzaniu dostrzeżemy znacznie więcej aniżeli, gdy “oblecimy” wszystko samochodem. Zamiast niego lepiej wziąć rower – objechanie wszystkich miejscowości startując z Ryboł to odległość 60 km. W sam raz na całodniową wycieczkę.

Most w Ploskach / fot. Robert Wielogórski / Wikipedia

Warto odwiedzić cerkiew Św. Mikołaja. Dziś Podlasie wspomina tego świętego.

Św. Mikołaj ludziom kojarzy się z siwym dziadkiem, który po niebie jeździ na saniach ciągniętych przez renifery. Wiemy też o Laponii – mroźnej krainie, w której mieszka, a na miejscu cały rok elfy produkują mu prezenty, które potem rozda dzieciom. Dlaczego wspominamy o tym w maju? Bo dziś (22 maja) na Podlasiu wspominamy prawdziwego świętego Mikołaja – patrona wielu cerkwi – oczywiście najbardziej znana ta w Białymstoku oraz w Białowieży, Grodzisku, Hajnówce, Kleszczelach, Michałowie, Milejczycach, Topilcu czy Narewce.

 

Kim był prawdziwy Święty Mikołaj? To biskup Miry Licyjskiej, który słynął z dobroci i troski o swoich wiernych. Żył w 270 roku a zmarł w 345 roku. Jego ciało wydzielające leczniczą mirrę pochowano tam gdzie żył czyli w Mirze Licyjskiej. Jednak po kilkuset latach w 1087 roku przeniesiono je do włoskiego miasta Bari. To tam spoczywa do dziś. Dziadek w czerwonym kubraczku jest wytworem amerykańskiej kultury, ale warto przypomnieć, że wbrew pozorom chodzi o tą samą osobę, tylko w inny sposób przedstawianą. Święty Mikołaj – ten prawdziwy – cały majątek rozdał biednym. Skąd pomysł, że wchodził zostawiać prezenty przez komin? Jest pewna legenda, która mówi, że pewien mężczyzna, który popadł w nędzę postanowił sprzedać swoje 3 córki do domu publicznego. Gdy biskup Mikołaj dowiedział się o tym, to nocą wrzucił przez komin 3 sakiewki z pieniędzmi. Wpadły one do pończoch i butów, które suszyły się przy kominku. Stąd też w amerykańskich filmach widzimy powszechnie wieszanie kolorowych skarpetek przy kominkach.

 

W Polsce natomiast mamy choinkę, ale nie będziemy się o tym rozpisywać w maju. Skupimy się na tym, co z Podlasiem się kojarzy. A mowa tu o ikonie św. Mikołaja. Jest on przedstawiany na niej z brodą, w szatach biskupich z mitrą i pastorałem. Przy okazji wspomnienia warto wybrać się do cerkwi św. Mikołaja w Białymstoku. Nawet jeżeli nie jesteśmy prawosławni, to ten cudny wystrój w środku warto obejrzeć. Szczególnie, że freski zostały kilka lat temu odnowione.

Kolejny kretyn w akcji. Zastrzelił wilka w Puszczy Białowieskiej!

10-letni, bardzo zdrowy i najedzony wilk padł ofiarą kolejnego kretyna. Jeden otruł orły, bociany i inne ptaki w okolicach Drohiczyna, drugi podpalił Biebrzański Park Narodowy, a teraz trzeci. A to wszystko w przeciągu ostatniego miesiąca. A kretynów będzie jeszcze więcej – wszystko dlatego, że ich przestępstw nikt nie traktuje poważnie.

 

Sprawą pierwszego, drugiego i trzeciego kretyna bada prokuratura. I co? I nic. Będą tak badać, badać, badać aż najprawdopodobniej uznają, że już wystarczy i zostanie ona umorzona z powodu nie wykrycia sprawców. A te sprawy nie są skomplikowane – w przypadku Biebrzańskiego Parku Narodowego – w grę wchodzą 3 małe wsie, gdzie ktoś wypalał łąki. Ponadto z tych terenów wcześniej było 12 zgłoszeń dotyczących pożarów. Dla sprawnej Policji to byłaby szybka sprawa. Z jakiegoś powodu nie jest. Z trucicielem ptaków mogłoby być trudniej, bo Drohiczyn i wsie w okolicy to sporo mieszkańców, jednak przypadki trucia ptaków w tamtym rejonie powtarzają się. Wystarczy porządnie zabrać się za tą sprawę, by złapać winnego.

 

Wilk został zastrzelony we wsi Przybudki w gminie Narew 25 kwietnia. Sprawa wyszła na jaw dopiero 5 maja. Minęło 10 dni i znana już jest przyczyna śmierci zwierzęcia. Zabezpieczono także fragment kuli. Miejmy nadzieję, że sprawcę poznamy szybko, aczkolwiek gdy patrzymy na podejście organów ścigania do pozostałych spraw, to można mieć wątpliwości. Zastrzelone zwierzę było w bardzo dobrej kondycji, aktywnie polowało. Prawdopodobnie był to “ojciec” wilczej rodziny. Jego śmierć osłabia całą watahę, co będzie miało wpływ również na środowisko. Gdy nie ma wilków to w lasach pojawia się więcej roślinożernych jeleni czy saren. A te ogołacają drzewa – szczególnie te młode. Gdy są wilki, to roślinożerne są bardzo czujne i nie żerują w jednym miejscu zbyt długo. Dlatego osłabienie watahy może spowodować w dłuższej perspektywie mniejszą ilość drzew, a więc i ptaków. Ich brak natomiast poskutkuje większą liczbą wszelkiej maści owadów, które prędzej czy później dotrą w dużych ilościach do domów okolicznych mieszkańców.

 

Widać jak na dłoni jak bardzo natura jest ze sobą związana, a każda ingerencja człowieka powoduje, że człowiek sam na siebie sprowadza nieszczęście. Dlatego tak ważne jest by kretynów ścigać tak jak groźnych przestępców, bo czynią szkody, które są niewidoczne gołym okiem, ale które odczujemy za jakiś czas.

fot. Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Turystyki w Korycinie

Atrakcje na Podlasiu otwierają się jedna za drugą! Wysyp propozycji spędzania wolnego czasu.

Można powiedzieć, że to wysyp nowych propozycji spędzania czasu w Podlaskiem. W Białowieskim Parku Narodowym po remoncie powstała nowa atrakcja, w Korycinie wraca po pandemii Park Kulturowy Korycin-Milewszczyzna zaś w Białymstoku można znów wybrać się na plażę w Dojlidach.

Białowieża

W ramach modernizacji w Białowieży zmodernizowano Park Dyrekcyjny. Można teraz spacerować specjalnie przygotowaną ścieżką, czerpać informacje z tablic edukacyjnych, ale przede wszystkim upajać się wspaniałą przyrodą. Park Dyrekcyjny powstał w 1890 roku, rozbudowano go dodatkowo kilka lat przed II Wojną Światową. Znajduje się on 1,5 km od carskiego Parku Pałacowego (z którym pierwotnie stanowił całość). By dotrzeć do atrakcji wystarczy kierować się albo na ul. Stoczek albo na ul. Tropinka.

Korycin

Drugi sezon zaczyna wielka atrakcja w Korycinie. Park Kulturowy w ubiegłym roku odwiedziło 50 000 osób. 5 maja otwarto wrota do średniowiecznego grodziska, ale wyłącznie do samodzielnego zwiedzania. Dzięki tablicom informacyjnym oraz wytycznym alejkom każdy turysta może bez przodownika zwiedzać obiekt oraz poznać ciekawostki parku. Informacje są w 3 wersjach językowych – polska, angielska i rosyjska. Park dostosowany jest dla osób niepełnosprawnych zarówno na wózkach inwalidzkich oraz niedowidzących (opisy atrakcji są napisane także językiem Braille’a). Oprócz tego dostępna jest infrastruktura rekreacyjna na plaży – wiaty, miejsce ogniskowe oraz grillowe. Do końca maja będzie jeszcze zamknięty wiatrak oraz sala etnograficzna z uwagi na bezpieczeństwo odwiedzających. Wstęp na teren Parku jest bezpłatny.

 

Badania archeologiczne, przeprowadzone w 2014 roku odkryły wiele tajemnic z przeszłości Milewszczyzny w Korycinie. Istniejące tam grodzisko powstało w X wieku i funkcjonowało do XII. Gród otoczony był trzema wałami i prawdopodobnie trzema fosami. Sprawne oko obserwatora może dostrzec wszystkie te elementy podczas wędrówki po jego umocnieniach. Jedną z atrakcji jest wiatrak z 1949 r. posadowiony w centrum parku, na majdanie – podobno stał w tym miejscu w XIX w. Został on przeniesiony z pobliskiej miejscowości Jatwieź Duża. To jeden z najpiękniejszych wiatraków w Polsce. Dzięki temu, że posiada pełne wyposażenie, odwiedzający poznają konstrukcję młynów wiatracznych oraz historię młynarstwa. Każdy chętny może „zostać młynarzem” i spróbować własnych sił przy produkcji mąki na żarnie nieckowatym i żarnie obrotowym. Natkniemy się tu również na ślady XVI – XVII wiecznej strażnicy czy powstałego na przełomie XIX i XX w. dworku, na którego fundamentach stanęła szklana wiata edukacyjna. Można też zajrzeć do starej, zbudowanej z kamienia piwniczki, która jest charakterystycznym elementem korycińskiej wsi. Przechowywane są w niej dary ziemi (ziemniaki, marchew, buraki) i wytwory pracy rąk mieszkańców, takie jak: konfitury, soki, kompoty czy sery korycińskie.

Dojlidy

Plaży w Dojlidach raczej nie trzeba szerzej opisywać. Sztuczny zbiornik służył dawniej tylko dla okolicznej szkoły rolniczej. Dziś to miejsce, gdzie wielu mieszkańców odpoczywa na złotym piasku. W tym roku zapewne nie będzie jednak legendarnych tłumów z powodu pandemii, ale obiekt nie powinien stać pusty. Plaża bowiem ma nie tylko do zaoferowania zbiornik wodny, ale też sprzęt do pływania – kajaki, rowery wodne, łodzie deski windsurfingowe, łodzie żaglowe. Naprawdę warto skorzystać!

fot. Biebrzański Park Narodowy

Ogromny pożar nad Biebrzą, otrute ptaki nad Bugiem, kłusownicy i braki wody. Oto Podlaskie w 2020 roku.

Przyroda województwa podlaskiego jest ogromnym darem, dzięki któremu wszyscy mieszkańcy mają blisko swoich domów czyste jeziora, 3 ogromne puszcze, unikalne w skali światowej bagna, wspaniałe rzeki, a także mieszkające tam wilki, rysie, łosie, orły, sokoły czy bociany. Na co dzień nie dostrzega się tego wszystkiego, bo to po prostu jest. Jednak, gdy spojrzy się z jakimi problemami zmagają się mieszkańcy innych miast dopiero ukazuje jaki skarb mamy na miejscu.

 

W województwie małopolskim jeżeli nie zawieje porywisty wiatr, to mieszkańcy mają problem ze smogiem. Województwo śląskie natomiast ma natomiast 5 razy więcej mieszkańców niż podlaskie. Przez rozbudowany przemysł ludzie cierpią na wiele chorób. W Polsce jest to najbardziej zanieczyszczony region. Łódzkie jest największym producentem enegretycznym w kraju, co wiąże się również z emisją zanieczyszczeń. Tylko te regiony zajmują całkiem spory kawałek kraju.

 

Podlaskie nie ma w zasadzie żadnego przemysłu, ma za to bogatą przyrodę, dzięki której mamy czyste powietrze, brak zanieczyszczeń gleby, a zatem możemy pić czystą wodę oraz jeść czyste uprawy. Do tego bogaty świat zwierząt i ptaków powoduje, że nie zmagamy się ani z robactwem, ani szczurami. A takie problemy występują właśnie tam, gdzie człowiek wypędził naturę ze swojego otoczenia. Trzeba z problemem walczyć chemicznie, a potem tą chemię przyjmować na siebie. Tak jak mieszkańcy innych województw w Polsce muszą wdychać pyły, zanieczyszczone gazy oraz smog. Dodatkowo w ostatnich latach zapanowała idiotyczna “moda” na pozbywanie się drzew z miast. Ludzie na własne życzenie zmniejszyli sobie ilość czystego powietrza w otoczeniu.

 

Nie licząc Białegostoku, to ze smogiem i zanieczyszczonym powietrzem w Podlaskiem problemu nie ma. Nie ma też (także w Białymstoku) problemu ze szczurami czy robactwem. Niestety nasz region zmaga się z całą masą różnych idiotów. W Biebrzańskim Parku Narodowym strażacy walczą z gigantycznym pożarem. Wszystko dlatego, że od lat idioci (mimo próśb i apeli) nadal wypalają trawy na swoich łąkach. Ogromna susza – za którą odpowiadają inni idioci, którzy wiedzą o problemie od lat, a nic jeszcze nie zrobili – oraz porywisty wiatr rozdmuchały ogień na wiele stron.

Inny idiota lub idioci w ostatnim czasie zaczęli natomiast w pobliżu Drohiczyna nad Bugiem truć ptaki. Ich ofiarą padł orzeł bielik, bocian oraz jedenaście kruków. Gdy sprawa została nagłośniona, okazało się, że w ubiegłych latach również w okolicy dochodziło do podobnych czynów. Kolejny raz nikt nic z tym nie zrobił. O sprawie szerzej wiadomo tylko dlatego, że idioci otruli ściśle chroniony gatunek i Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków skutecznie nagłośniło problem.

Nie należy zapominać jeszcze o innych idiotach – kłusownikach, którzy tak rozmiłowali się w zabijaniu zwierząt będąc jednocześnie myśliwymi, że przestały starczać im te gatunki, których populację regulują bronią. Zaczęli zastawiać w lasach wnyki skazując zwierzęta na okropne męczarnie. Ich ofiarą padały niejednokrotnie ściśle chronione wilki, rysie a w styczniu nawet żubr, który udusił się we wnykach! Są też tacy, co jeżdżą na Białoruś, by nie tylko móc zastawiać wnyki, ale też móc legalnie zabijać żubry czy wilki. Wszystko po to, by na koniec rytualnie odciąć głowę martwemu zwierzęciu nożem i zdobyć kolejne “trofeum”.

 

Na koniec nasuwa się pytanie. Co robić z tymi wszystkimi idiotami? Izolować i leczyć? Kłusowników i trucicieli ptaków – na pewno. Natomiast te osoby, które odpowiadają za ogromne straty w Biebrzańskim Parku Narodowym powinni dodatkowo na zawsze stracić całą swoją ziemię. To może nauczy innych, by przestali wypalać łąki. Problem w tym, że przyrodę wszyscy ignorują. Dopiero teraz, gdy koronawirusa opanował cały świat, wszystko wyhamowało i dało odetchnąć naturze. Niestety to za mało. Gdy uporamy się z pandemią, to problemy braku ochrony środowiska wrócą. Susza nadal postępuje i postępować będzie skoro w Polsce 94 proc. wody wylewamy do Bałtyku zamiast ją magazynować. Jeżeli wszyscy będziecie ignorować niszczenie przyrody, to za 20 lat cała Polska będzie wyglądała jak pustynia, gdzie będzie mnóstwo robactwa i szczurów. Zobaczycie to na własne oczy o ile wcześniej nie umrzecie z pragnienia.

 

Powiew normalności. Znów można spacerować po lesie. Bez maseczki.

Jako, że nie zajmujemy się na tym portalu polityką, to nie będziemy komentować zasadności tego zakazu, który od dziś przestał obowiązywać. Można znów spacerować po lesie i to bez maseczki. To świetna wiadomość, bo jest to jakiś powiew normalności. Nie można siedzieć cały czas w domu, a wychodzenie do sklepu naraża nas bardziej niż wychodzenie do pustego lasu. Aczkolwiek – ten po zniesieniu zakazu taki pewnie nie będzie, więc dla wszystkiego pamiętajcie, by mijać ludzi z 2 metrowym odstępem. Dla własnego bezpieczeństwa. Pandemia cały czas trwa i każdy zastanawia się, kiedy to się skończy.

 

Na szczęście województwo podlaskie ma do zaoferowania Puszczę Białowieską, Puszczę Knyszyńską oraz Puszczę Augustowską. Lasu starczy dla każdego z pewnością. Jednak pamiętajcie, że brak zakazu nie zwalnia was z myślenia. Jeżeli będziecie widzieć wiele zaparkowanych samochodów, to pojedzcie po prostu dalej. Nie jedzcie na żadne kładki, bo istnieje ryzyko że będziecie się mijać w bardzo bliskiej odległości z innymi. A gdy zobaczycie, że ktoś idzie niewzruszony tym, że jesteście blisko i nie wygląda jakby miał zachować odstęp, to ustąpcie mu. To wszystko, by nie zachorować.

 

Po lesie można chodzić bez maseczki. Tym bardziej wybierajcie miejsca, gdzie nie ma ludzi. Warto skierować się na przykład na Wzgórza Świętojańskie w Kołodnie czy jeden z wielu leśnych szlaków. Najbliższy Białegostoku zaczyna się tuż przy wylocie na Augustów, zaraz za obwodnicą miasta. Wystarczy skręcić w prawo do lasu i iść zgodnie ze znakami na drzewach. Dojdziemy wpierw do Wasilkowa, a dalej do Nowodworców. Jeżeli będzie Wam mało, to szlakiem dojdziemy do Supraśla. Idealna trasa do spacerów.

 

Można też zacząć w Supraślu, a następnie idąc przez Jałówkę dojść do Czarnej Białostockiej. Z powrotem do miasta nie będzie problemu – można skorzystać choćby z pociągu. Warto tylko sprawdzić rozkład jazdy, bo teraz z powodu koronawirusa połączeń jest mniej. Najlepiej jest poprosić kogoś, by nas do Supraśla zawiózł zaś z Czarnej Białostockiej odebrał. Wtedy ryzyko zarażenia jest małe, a przyjemność z długich spacerów po lasach – duża.

Turystyczne atrakcje pozamykane. Ludzie wciąż nie siedzą w domach.

Od kilku dni obowiązują liczne ograniczenia, które mają na celu zatrzymanie rozprzestrzenianie się epidemii. Jest jednak wielu ludzi, którzy nie zamierzają siedzieć w domu i chyba tylko wojsko na ulicach ich by do tego zmusiło. Wychodzą pod byle pretekstem, szukają luk w prawie, trzymają się kurczowo tego co można a czego nie można, kompletnie ignorując to co najważniejsze – czyli przebywanie w domu. Wystarczy byle pretekst do wyjścia. Nie będziemy krytykować takich osób, bo dla niektórych siedzenie w domu to psychiczna udręka. Gdyby mogli, to by 24 godziny na dobę spędzali swój czas poza domem. Ale nie będziemy też chwalić tego zachowania, bowiem w czasie epidemii najważniejsza jest grupowa odpowiedzialność a nie indywidualne potrzeby.

 

W ostatnim czasie Narwiański Park Narodowy pozamykał wszystkie kładki – w Śliwnie i Waniewie, a także w Kurowie. Stało się tak dlatego, że ludzie zaczęli masowo tam przyjeżdżać. W ich ślad poszły Biebrzański i Białowieski Parki Narodowe. Tam również wszystko już zamknięto. Póki pogoda była kiepska, to ludzi było łatwo utrzymać w domu. Teraz idzie ocieplenie, więc każdy będzie chciał gdzieś wyjść szukając miejsc odosobnienia. O ile wszyscy, którzy mają domy z ogrodami – sobie poradzą, to w ludzie z bloków nie usiedzą na swoich mikrobalkonach. Nie będziemy apelować “zostań w domu”, bo każdy odpowiedzialny to robi, a pozostali i tak mają to gdzieś. Chcielibyśmy prosić, byście pomyśleli o innych.

 

Nawet jak nie macie żadnych objawów, to możecie być zarażeni koronawirusem i zarażać innych o tym nie wiedząc. Nawet unikając ludzi, wszystko co dotkniecie może potem dotknąć ktoś jeszcze niezarażony. I ten ktoś tego spotkania z wirusem może nie przeżyć.

Wielkie atrakcje Podlaskiego mogą przestać istnieć! Zniszczy je głupota ludzi.

Jeszcze w styczniu żyliśmy ogromnymi pożarami w Australii, patrząc na dramatyczne obrazy z tamtego kontynentu. Wydaje się, że to co działo się tam jest takie odległe. Tymczasem w Podlaskiem możemy niedługo zmagać się z tym samym! Nieprawdopodobne, ale prawdziwe i realne jeszcze w tym roku. Rok 2020 może być jeszcze bardziej katastrofalny niż nam się wydaje. Epidemia, kryzys gospodarczy i jeszcze duże prawdopodobieństwo wielkich pożarów. Nie chcemy pisać czarnych scenariuszy, ale wszystko co się dzieje – układa się w całość.

 

Już w tamtym roku pisaliśmy, że rzeka Biała w Białymstoku wsiąka i za jakiś czas może jej już nie być. Każdy, kto przechodzi koło niej może gołym okiem zauważyć jak niski jest jej stan. Zaś latem podczas ogromnych ulew – rzeka potrafi wylać jak 100 lat temu. Wszystko dlatego, że po powodzi w 1920 roku postanowiono rzekę uregulować, by więcej miasta nie zalała. Zadziałało, ale po kilkudziesięciu latach zaczął się zmieniać klimat. My zaś zamiast dać przestrzeń rzece – kompletnie ją zabudowaliśmy. Przebudowana rzeka działa jak rynna. Woda spływa szybko, a następnie wpada do Supraśli za Dobrzyniewem.

 

Wielką atrakcją turystyczną jest sztuczny zbiornik Siemianówka. Jest on naprawdę ogromny. Dawniej w jego miejscu było kilka wsi. Ludzie z nich zostali przeniesieni, zaś ogromne tereny zalano wodą. Ogromny zalew pozwala regulować stan rzeki Narew. Dzięki temu można było zmniejszyć jej poziom, by odsłoniło się na przykład więcej pól uprawnych. Pamiętajmy, że zbiornik postał w czasach PRL, gdy był duży nacisk na rolnictwo. Nikt wtedy jednak nie przewidział zmian klimatu. W konsekwencji – dzisiaj stan rzeki jest stale niski. Problem jest też z inną rzeką w okolicy. Od lat w opracowaniach naukowych pisze się o problemach z brakami wody w gruntach Puszczy Białowieskiej. Są one zasilane przez wody rzeki Narewki, która wypływa za bagien Dzikiego Nikoru i Kuty na Białorusi. Potem wpływa do Narwi. Problem z tym, że w XVIII wieku wyprostowano rzekę, by łatwiej spławiać nią drewno.

 

Z dzisiejszej perspektywy wszystkie te działania mają nie tylko negatywny wpływ na okoliczne środowisko, ale są również niebezpieczne. W tym roku drugi rok z rzędu będziemy mieli suszę. Nie było opadów śniegu, więc ten nie wsiąkł podczas roztopów i nie zasilił rzek oraz gruntów w ich pobliżu. W konsekwencji ogromne tereny są wysuszone. Wystarczy iskra, by doszło do wielkiej tragedii. I tu dochodzimy do sedna problemu. W ostatnim czasie kilka razy na szczęście udało się zapobiec pożarom w Puszczy Białowieskiej. W ubiegły weekend natomiast płonęły trzcinowiska w Narwiańskim Parku Narodowym. Spaliło się aż 15 hektarów trzcinowisk. Susza i silny wiatr spowodowały, że ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko po całej okolicy.

 

Do pożaru doprowadził człowiek. Jakiś idiota podpalił łąki doprowadzając do jeszcze większego niszczenia środowiska. Trzcinowiska to bowiem dom dla wielu gatunków ptaków i zwierząt. Obecnie trwa okres lęgowy. W przypadku Puszczy Białowieskiej – mimo, że udało się zapobiec pożarom, to też mieliśmy do czynienia z podpaleniami. Nie ma jednak wątpliwości, że przez idiotów możemy stracić nasze wielkie atrakcje. Zagrożenie jest ogromne, bo za oknami jest coraz cieplej. Skoro do pożarów dochodzi w miejscu, gdzie powinny być rozlewiska oraz na terenach, które powinny być podmokłe, to wyobraźcie sobie co się będzie działo latem.

 

Zapewne zastanawiacie się kto jest takim idiotą, by podpalać Narwiański Park Narodowy czy Puszczę Białowieską. Najczęściej zaczyna się od wypalania traw. Niektórzy rolnicy wierzą, że od tego ich gleba będzie bardziej żyzna a uprawy lepsze. Problem w tym, że podpalonych traw nie da się kontrolować. Wiatr może rozdmuchać wszystko w suche okolice. A wtedy może dojść do prawdziwej katastrofy. Od wielu lat co roku strażacy apelują, by traw nie wypalać. Niestety co roku jest to samo – pożary na łąkach dalej się pojawiają. Niereformowalni idioci doprowadzą w końcu do katastrofy, a susza, która jest drugi rok z rzędu w tym pomoże. Mimo, że nie chcemy pisać czarnych scenariuszy, to niestety, ale w tym roku może dojść do niewyobrażalnych pożarów w Puszczy Białowieskiej oraz w Parkach Narodowych. To co się działo do tej pory było dopiero “preludium”.

Featured Video Play Icon

Udało się policzyć żubry w Podlaskiem. Jest ich coraz więcej!

Udało się już policzyć żubry w województwie Podlaskim, co w tym roku było trudne ze względu na brak śniegu. Na wolności łącznie żyje 2048 osobników. Dodatkowo są jeszcze zwierzęta w zagrodach. To 221 sztuk czyli 2269 żubrów. Warto wiedzieć, że na wypadek jakiegoś kataklizmu – żubry w zagrodach służyć mają do tego, by ewentualnie przywrócić osobniki naturze. Póki co na szczęście – liczba wolnych żubrów systematycznie rośnie. Najwięcej zwierzą znajduje się oczywiście w Puszczy Białowieskiej, która leży w Polsce i na Białorusi. Po naszej stronie żyje 1363 osobników zaś u sąsiadów 593.

 

Żubry można spotkać szczególnie zimą. Wtedy chętniej szukają pożywienia poza lasem. Szczególnie zainteresowane są paśnikami – przygotowanymi przez leśników. Zwierzęta te są ostatnio popularnym tematem fotografów. Szczególnie duże wycieczki tej zimy jeździły w okolice Krynek i Szudziałowa, gdzie można było w dogodnych warunkach napotkać spore stadko. Żubry to symbol naszego regionu nie przypadkowo. Nigdzie indziej tak licznie nie występuje.

 

Warto przytoczyć także przykład Puszczy Augustowskiej, gdzie takich zwierząt nie było, ale w ostatnich latach założono tam nowe stadko. Te chętnie zaadaptowało się do nowych warunków. Zwierzęta poczuły się tam na tyle pewnie, że urodziły się już pierwsze młode. Co ciekawe mieszkańcy okolicznych wsi początkowo niechętni byli pomysłowi zakładania stada, jednak bardzo szybko się przekonali jak bardzo żubry przyciągają turytów. Dlatego też założenie stada miało wpływ na rozwój turystyki. Z tego samego powodu Puszcza Białowieska przyciąga przyjezdnych, zaś Puszcza Knyszyńska – fotografów.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Kaplica Bazylewskich stała się zabytkiem. To nie jedyny powód, dla którego warto odwiedzić Dubiny.

Grobowiec rodzinny księdza Parteniusza Bazylewskiego ww Dubinach, wybudowany w 1898 roku został wpisany do rejestru zabytków. Jest to jedyna w całym regionie kaplica, która została wzniesiona dla duchownego prawosławnego. Od razu stała się miejscem kultu. Kaplica została zbudowana w stylu eklektycznym z wyraźnymi wpływami stylu cerkiewno–bizantyjskiego. Kaplicę założono na rzucie zbliżonym do kwadratu, o boku 4,5 m. Jest to obiekt murowany z cegły czerwonej, na podmurówce z kamienia. Szeroki, dekoracyjnie opracowany gzyms koronujący zdobią szczyciki w formie kokosznika, charakterystycznego dla budownictwa cerkiewnego przełomu XIX i XX wieku.

 

Kaplicę rodziny Bazylewskich, która obecnie nazywana jest kaplicą p.w. Św. Tomasza w Dubinach wpisano do rejestru zabytków województwa podlaskiego ze względu na zachowane wartości artystyczne zawarte w bryle budynku. Szczególnie ma tu znaczenie styl eklektyczny z wyraźnymi wpływami stylu cerkiewno – bizantyjskiego. Ponadto wpisano również do rejestru zabytków cmentarz oraz jego ogrodzenie. Dopisano je ze względu na wartości historyczne o zasięgu lokalnym, jako autentyczny, materialny dokument świadczący o historii prawosławnej parafii w Dubinach.

 

Dubiny to wieś w powiecie hajnowskim. Jest jedną z niewielu, gdzie mieszkają jeszcze Podlaszuki czyli wschodniosłowiańska autochtoniczna grupa etniczna zamieszkująca obszar Podlasia. Część Podlaszuków posługuje się własnym archaicznym dialektem, wywodzącym się z języka ruskiego. Pod względem wyznaniowym na północnym Podlasiu (w województwie podlaskim) przeważają prawosławni, natomiast na Podlasiu południowym głównie katolicy (konwertyci z prawosławia). Istnieją grupy Podlaszuków przyjmujących białoruską, ukraińską bądź polską tożsamość narodową, istnieje również grupa Podlaszuków nieutożsamiających się z jakimkolwiek z narodów.

 

Dlatego jeżeli będziecie odwiedzać Puszczę Białowieską warto również przyjechać do Dubin. Nie tylko będziecie mogli zobaczyć na żywo zabytkową kaplicę, ale też porozmawiać z wyjątkowymi mieszkańcami Dubin.

na podst. informacji Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Białymstoku

 

fot, Karol Kundzicz / Wikipedia

270-letni zabytek ukryty za drzewami. Można go łatwo przeoczyć.

Narew może się kojarzyć wielu osobom z prawosławiem. Jadąc bowiem jedną z głównych ulic miniemy bowiem przepiękną, niebieską, drewnianą cerkiew. Tymczasem, po wjechaniu do wsi od strony Zabłudowa, po prawej stronie zaraz za mostem znajduje się przepiękny, drewniany kościół z XVIII wieku. Możemy go łatwo przeoczyć, bo nieco zakrywają go drzewa. Ostatnio mogliśmy go zobaczyć w filmie “Zenek”.

 

Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Biskupa Męczennika to prawdziwa perełka architektoniczna, bowiem jest jednym z niewielu kościołów na Podlasiu, który jest drewniany. Został budowany przez 10 lat poczynając od 1738 roku. Świątynia była uszkodzona podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Wówczas budynek ostrzelano. Historia powtórzyła się podczas II wojny światowej. W 1944 roku kościół ostrzelano z broni artyleryjskiej. W środku podziwiać możemy dwa obrazy z XVI wieku, które przedstawiają sceny Ukrzyżowania. Jest też obraz Marki Boskiej z XVII wieku. Warto także przyjrzeć się prezbiterium. Jest tam nagrobna tablica z wizerunkiem rycerza lub myśliwego. Postać jest podparta włócznią. Zaś przy nodze siedzi pies.

 

Z historii wiemy, że w 1517 roku w Narwi (o istnieniu której wiemy co najmniej od 1421 roku, z prawami miejskimi od 1514 roku) istniała kaplica dworska. W 1528 roku król Zygmunt I Stary wraz z małżonką i królową Boną ufundowali kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Biskupa Męczennika nadając mu ziemię, młyn, karczmy, dziesięciny oraz inne przywileje. W 1738 roku proboszczem narewskim został kanonik gnieźnieński i oficjał generalny okręgu brzeskiego ks. Ludwik Ignacy de Riaucour. Przypuszcza się, że to on zlecił rozebranie starego budynku i wzniesienia nowego, który stoi do dziś. Warto zwrócić również uwagę, że na placu stoi dwukondygnacyjna również drewniana dzwonnica, która powstawała w latach 1773 – 1792. Wówczas proboszczem był już ks. Adam Kłokocki. W 1914 roku, podczas I wojny światowej Rosjanie ukradli dwa duże dzwony.

 

Dawniej na Podlasiu drewno było ulubionym budulcem miejscowej ludności. Dlatego też do dziś można napotkać w regionie przede wszystkim wiele drewnianych cerkwi, ale także i kościołów a nawet meczety. Wszystkie te budynki doskonale oddawały kulturę panującą w naszym regionie.

fot. Karol Kundzicz / Wikipedia
fot. Przykuta / Wikipedia

Ten dworzec z 1900 roku to architektoniczna perełka. Można go tanio kupić!

Piękny zabytkowy dworzec kolejowy w Kleszczelach jest jednym z nielicznych, jaki się zachował jako drewniana konstrukcja. W ostatnim czasie mogliśmy zauważyć w filmie “Zenek”. Obecnie jest do kupienia. Cena nie jest wygórowana.

 

Był kiedyś taki film “Dróżnik”, w którym główny bohater cierpiał na karłowatość. Jako, że z tego powodu czuł się “odludkiem” postanowił zamieszkać na… starej stacji kolejowej. Wkrótce jednak poznał przyjaciół, z którymi początkowo nie chciał mieć nic do czynienia, jednak powoli zmieniali jego nastawienie. Film ukazuje przede wszystkim introwertyka, który pragnie mieć święty spokój. Zaś dwoje przyjaciół ekstrawertyków nie daje mu żyć. Ostatecznie razem udaje się im koegzystować wzajemnie szanując swoje charaktery. Jeżeli poczuliście w sobie nić inteowertyzmu, to może warto kupić sobie starą stację w Kleszczelach i tam po remoncie zamieszkać?

 

Piękny drewniany dworzec został wybudowany w 1900 roku. Można zauważyć w nim tak zwany styl “szwajcarski”. W tamtych czasach w ten sposób budowano także hotele, pensjonaty, wille czy dwory. Sam dworzec zbudowano, gdy łączono torami Brześć z Grajewem. Przypomnijmy, że istniało już połączenie z Petersburga i Warszawy. Zatem była to druga nitka przebiegająca przez nasz region. Obie trasy krzyżują się w Białymstoku. Dworzec w Kleszczelach ma jeszcze jedną zaletę. Około 2 km od niego znajduje się Zalew w Repczycach razem z plażą, na którą uczęszcza każdego lata wiele osób.

 

Jeżeli serio myślicie o dworcu w Kleszczelach jako o miejscu, które warto kupić to powiemy, że nie jest on drogi. Kosztuje “zaledwie” 75 000 zł. co przy dzisiejszych cenach nieruchomości jest dosyć atrakcyjną kwotą. Przypomnimy jednak jeszcze drugi film “Skarbonka”, gdy młode małżeństwo omal nie zrujnowało się, gdy kupili przepiękny dom i zaczęli go remontować. Okazało się, że budżet, który zaplanowali nie był delikatnie mówiąc wystarczający, gdyż wszystko zaczęło się sypać.

 

W przypadku dworca w Kleszczelach dodamy tylko, że ostatni remont był w latach 90, więc nie jest jeszcze tak źle. Budynek ma 250 metrów. Jeżeli chcielibyśmy poznać więcej informacji lub obejrzeć go w środku należy zgłaszać się do PKP S.A oddział gospodarowania nieruchomościami w Warszawie.

Podlaskie będzie w tym roku turystyczym hitem? Wiele na to wskazuje.

Drohiczyn to dawna stolica Podlasia, którego częścią jest dzisiejsze województwo podlaskie oraz w którym Drohiczyn leży. Przepiękne miasteczko nad Bugiem będzie miało coś naprawdę unikatowego. To Ośrodek Promocji Produktu Lokalnego. Budynek będzie miał 400 metrów kwadratowych a swoim wyglądem będzie przypominać dworek. W środku będzie funkcjonować sklep z lokalnymi produktami, hala targowa i escape room o tematyce kuchni lokalnej. Do tego będą organizowane również warsztaty kulinarne.

 

Lokalne produkty warto promować, bo jest ich sporo. To między innymi sery, wędliny, miody, soki czy zioła. Warto wspomnieć choćby o znanym w całej Polsce wyjątkowym w smaku Serze Korycińskim. Dzięki inicjatywie ośrodka z Drohiczyna takich produktów – znanych nie tylko w danej gminie, powiecie czy województwie, ale w całej Polsce może być jeszcze więcej. Przyciągając ludzi w miejsce, które skupia wszystko co najlepsze do jedzenia na Podlasiu sprawimy, że lokalna turystyka będzie się rozwijać, zaś w kieszeniach lokalnych przedsiębiorców będzie więcej pieniędzy. Oni zaś oddadzą część zarobku w podatkach, które to zasilą budżety samorządu. Zatem im więcej osób przyjedzie, tym więcej sfinansuje nam drogi, szkoły, szpitale itd.

 

A wspominamy o tym przy okazji drohiczyńskiego ośrodka dlatego, że turystyka przez wielu rządzących traktowana jest jak piąte koło u wozu. Brak myślenia w szerszej perspektywie i szerszym ujęciu czasowym ma swoje negatywne konsekwencje. Dla przykładu – obecny rząd obniżył podatek dochodowy z 18 proc. do 17,75 proc. w 2019 roku, a następnie do 17 proc. w 2020 roku. Z perspektywy każdego pracującego obywatela i małych firm to niewiele. W przypadku dużych przedsiębiorców to już bardzo dużo. Jednak to czego oni wszyscy razem nie wpłacili – nie dostał nie tylko rząd ale właśnie i samorząd. Wszyscy prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, którzy się zapożyczali na potęgę i wyłącznie budowali drogi, place i wprowadzali inne udogodnienia jednocześnie podpisywali na swoje miasta i gminy wyroki, bo nie wykorzystali tych pieniędzy ażeby w przyszłości się zwróciły. Każdy, kto rozwijał turystykę oraz inne dziedziny z nią powiązane – dziś może tylko zachęcać do przyjazdów na Podlasie. Bo jeżeli wybudował infrastrukturę, to ma do czego zapraszać.

 

Dlatego zyskały wszystkie gminy, które inwestowały ścieżki rowerowe, rewitalizacje zbiorników wodnych, wieże widokowe, kładki przyrodnicze i inne rzeczy, które przyciągają. Wystarczy, że kilka gmin z jednej okolicy dogadało się i każda stworzyła po jednej atrakcji – to dziś wygrywa przed tymi, które tego nie zrobiły. Przypuszczalnie – zajeżdżając do Drohiczyna – by poznać i kupić regionalne produkty możemy też zajrzeć do pięknego Niemirowa, Mielnika, Siemiatycz, Grabarki i Grannego. Wszędzie tam znajdziemy coś godnego uwagi. Można też podać inne przykłady jak kładka Waniewo-Śliwno, która po remoncie zyskała takie tłumy, że aż stała się ofiarą własnej popularności i musiała być zamknięta. Ale jeżeli poziom wody w Narwi się utrzyma to w tym roku te tłumy wrócą. I znów zostawią pieniądze w okolicy – zasilając kasę Narwiańskiego Parku Narodowego, gminy Sokoły oraz gminę Choroszcz, a także być może gmin sąsiednich. Bo dziś niemalże wszyscy dysponują samochodami, więc gdy wybierają się w miejsce danej atrakcji – zwiedzają też inne okolice.

 

Podobnie wygrane mogą czuć się inni, którzy jakiś czas temu zainwestowali w turystykę – Kruszyniany, Siemianówka, Supraśl, Białowieża, a dawniej Augustów, który postanowił konkurować z jeziorami w Warmińsko-Mazurskiem a teraz od wielu lat zbiera tego plony. A przegrani? To na przykład Białystok, który jest w tarapatach finansowych a turystyką nigdy nie był zainteresowany. Gdyby był, to może to co stracił na zmianach podatkowych, to w części by odzyskał w podatkach od turystów.

 

Województwo Podlaskie w tym roku może być jednym z turystycznych hitów. W ubiegłym roku intensywnie się promowano, robiąc zarówno dobry i zły PR. Jednak ciągle o nas było głośno. Bez wątpienia wiele osób będzie chciało zobaczyć na własne oczy te wszystkie cuda, atrakcje i inne ciekawostki. Swoje zrobił też Zenek Martyniuk – zarówno występując często i gęsto w telewizji oraz będąc bohaterem filmu, gdzie można było zobaczyć wiele podlaskich miejsc jak Bondary czy Kleszczele. Do tego dorzucić należy seriale telewizyjne – Rodzinka.pl, Kruk, Chyłka oraz częste emisje serii “U Pana Boga…”. To wszystko zaprocentuje i to dość szybko.

Życie rysia wygląda tak jakby było wbrew naturze. Te wielkie koty są w podlaskich lasach i właśnie szukają pary.

Wygląda prawie tak samo jak kot, tylko że jest dużo większy. Mowa tu o Rysiu – dzikim, pięknym zwierzęciu, które mimo iż prowadzi żywot samotnika, to każdego roku pamięta o tym, by się rozmnażać. Jeszcze przez miesiąc potrwa okres godowy. To daje większą szansę na spotkanie tego zwierzęcia, gdyż nie jest ono tak ostrożne. Później napotkanie zwierzęcia jest niemal niemożliwe.

 

Ryś jest przeciwieństwem wilka tak jak kot jest przeciwieństwem psa. Wilk to zwierzę, które tworzy watahę. Basior spędza swoje życie z waderą, jej siostrami, braćmi oraz swoimi dziećmi. Tylko w ten sposób mogą podtrzymać swój gatunek oraz sprawić, że nikomu nie zabraknie jedzenia. U Rysia natomiast jest zupełnie odwrotnie. Samiec prowadzi samotny tryb życia. Raz do roku, gdy zaczyna się okres godowy, to Ryś zaczyna szukać swojej samicy. Jeżeli odnajdzie jakąś w gęstych podlaskich lasach i jest między nimi “chemia” czy jak kto woli nie drą ze sobą kotów, to dochodzi do zapłodnienia. Pani Ryś po 70 dniach zostaje mamą jednego, dwóch, trzech a nawet czterech rysi. A tatuś? No cóż, w poczuciu spełnionej misji ulatnia się czym prędzej do lasu nie dając więcej znaku życia.

 

 

Żeby jednak nie było że panie rysice są takie święte. Gdy tylko odchowają swoje młode natychmiast je porzucają, by być gotowe na kolejne urodzenia. Młode rysie muszą zaś zacząć radzić sobie same. Nauczyć się polować, a potem dobrać się w pary, by na koniec prowadzić życie samotnika. To wszystko niemalże brzmi jak życie wbrew naturze, a jednak ma miejsce i działa. Rysie mają jednak mają z wilkami coś wspólnego. Zarówno jedne i drugie zwierzęta to drapieżniki, które jedzą mięso. Przysmakiem rysia są nie tylko ptaki, myszy, zające, a niekiedy i sarny. Jest jeszcze coś. Tak jak wilki, także rysie trzymają się z dala od ludzi. Wszystko po to, by potomstwo było bezpieczne.

 

 

W Podlaskich lasach żyje około 40 rysi. W całej Polsce jest około 200 sztuk. Zwierzę można zobaczyć w białowieskim rezerwacie. Na wolności praktycznie nie jest to możliwe. Udaje się to tylko nielicznym i to bardzo rzadko. Ryś prowadzi swoją aktywność głównie nocą. Nie ma problemu wtedy z widzeniem w ciemności. Od stycznia do marca trwa natomiast okres godowy. Wówczas zwierzę staje się mniej czujne i  można je napotkać również w dzień.

 

https://www.youtube.com/watch?v=QqKQY8Ddvy0

Marszałek nie dał pieniędzy. Nie dojedzie pociąg do Białowieży.

Złe wieści na podlaskiej kolei. Chociaż były plany na reaktywację, to bezpośrednie połączenie kolejowe do Białowieży może nigdy nie powrócić. Linia była oddana w 1897 roku. Regularny ruch pasażerski został wstrzymany w 1994 roku, a całkowicie zlikwidowano połączenie z sercem Puszczy Białowieskiej w 2000 roku. Po 20 latach wizja jego przywrócenia była bliska, ale władze powiatu hajnowskiego nie otrzymały dofinansowania na inwestycje od marszałka województwa.

 

– Powiat Hajnowski nie uzyskał dofinansowania do realizacji inwestycji i w związku z tym nie rozpoczęła się jej realizacja – informuje „Rynek Kolejowy” Walentyna Pietroczuk, Naczelnik Wydziału Promocji i Rozwoju w Starostwie Powiatowym w Hajnówce. – Na dzień dzisiejszy projekt nie będzie realizowany z RPO WP – dodaje.

 

W praktyce oznacza to, że 28 milionów złotych na remont torów między Hajnówką a Białowieżą, władze powiatu hajnowskiego muszą znaleźć same. Jeżeli nie znajdą dobrego wujka, który “zainwestuje”, to szanse na dojechanie do Białowieży pociągiem będą bliskie zeru. Dochody powiatu hajnowskiego to 58 milionów złotych zaś wydatki 59 milionów złotych. Brakująca różnica pochodzi z kredytu bankowego. Dlatego jasne jest, że powiat sam nie zrealizuje inwestycji za prawie połowę budżetu. Gdyby marszałek Artur Kosicki przeznaczył unijne pieniądze na remont tej trasy kolejowej, to powiat musiałby wyłożyć “jedynie” 4 miliony złotych.

 

To, że tak się nie stało jest bardzo złą decyzją. Białowieski Park Narodowy to wyjątkowa, unikalna w skali kraju atrakcja turystyczna. Umożliwienie dojazdu do niej pociągu spowodowałoby, że nasz region odwiedzałoby zdecydowanie więcej turystów. Warto dodać, że w październiku tego roku zakończą się remonty na trasie Białystok – Lewki (Bielsk Podlaski) oraz Lewki – Hajnówka. Trasa łącząca Hajnówkę z Białowieżą byłaby uzupełnieniem tych pozostałych, dzięki czemu podróż do Puszczy Białowieskiej z Białegostoku (a także Warszawy) przebiegałaby błyskawicznie.

Zaznaczyliśmy niebieską linią trasę kolejową, która miała powstać przy okazji trwającej budowy bezpośredniego połączenia Białegostoku z Hajnówką. Tak się jednak nie stanie.

 

Pierwsze Bociany w Podlaskiem! Gdzie są pozostałe?

Pierwsze bociany pojawiły się w Wigierskim Parku Narodowym. Do Polski powróciły również żurawie, dzikie gęsi oraz inne ptaki. Kalendarzowa wiosna za niecały miesiąc, za oknem coraz cieplej. Podlaskie budzi się do życia po szarej, bezśnieżnej i ponurej zimie. Na pozostałe bociany jeszcze poczekamy.

 

Na Suwalszczyźnie zwykle zima przychodzi najwcześniej zaś odchodzi najpóźniej. Tym razem jednak również i tam było bardzo ciepło. To jednak nie skusiło bocianów by pozostać. Zarówno z Suwalszczyzny jak z reszty województwa podlaskiego odleciały do Afryki. W tamtym roku o tej samej porze bociany były w Turcji. W tym roku są dużo dalej bo w Etiopii, zatem na nasze wspaniałe ptaki jeszcze sobie poczekamy. W ubiegłym roku większość bocianów wracała dopiero w maju.

 

Dla wszystkich tych, którzy bliżej lata chcieliby na żywo poobserwować bociany mogą wybrać się na Podlasie w szczególności na Podlaski Szlak Bociani. Przebiega on przez całe nasze województwo. Zaczyna się w Białowieskim Parku Narodowym. Tam mając szczęście możemy dostrzec czarnego bociana. Warto także zajrzeć do Pentowa – Europejską Wieś Bociana – gdzie znajduje się aż 26 gniazd tych ptaków! Szlak kończy się w Stańczykach, gdzie są dawne, wielkie akwedukty kolejowe – tuż za granicami województwa.

Trzy podlaskie puszcze czekają! Można wrócić z pamiątką.

Przełom lutego i marca to najlepszy cas na to, by wybrać się do lasu i wrócić z niesamowita pamiątką. Bowiem o tej porze roku jelenie zrzucają poroża. Dzieje się tak przed każdą wiosną. Zbieranie poroży jest dozwolone jednak należy przestrzegać pewnych zasad!

 

W trakcie poszukiwań poroży nie wolno płoszyć zwierząt, zmuszając ich do biegu, licząc że podczas ucieczki odpadnie stare poroże. Należy także unikać miejsc, które są pod ochroną i oznaczone jako ostoja zwierząt. Jeżeli znajdziemy poroże – staje się ono naszą własnością. Możemy je zabrać do domu na pamiątkę lub sprzedać. Z poroży tworzy się między innymi biżuterię. Im okazalsze poroże – tym większa cena. Podlaskie obfituje w lasy – możemy wyjechać do Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej oraz Puszczy Augustowskiej.

 

Dlaczego jelenie zrzucają poroże? Co roku jesienią odbywają się gody jeleni, czyli rykowisko. To wtedy byki chcą zdobyć uznanie łań. Ich największym atrybutem jest potężne poroże, dumnie noszone na głowie mniej więcej do końca lutego. Po okresie godów „stary oręż” staje się zbędny. Proces jego zrzucania jest związany ze zmianami zachodzącymi w tkankach u podstawy poroża. W tkance kostnej tworzą się jamy, które z czasem się powiększają i w końcu poroże się odłamuje.

Są z nami od zawsze, omal nie wyginęły. Żubry żyją we wszystkich podlaskich puszczach!

Są z nami od zawsze, chętnie na nie polowano w czasach królewskich. Mięso z żubra spławiane było rzekami w pobliże pogranicza Królestwa Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim. Tam szykowano się do wielkiej bitwy, która w 1410 roku dała wielkie zwycięstwo Polakom pod wodzą Jagiełły. Kilkaset lat później po dwóch wojnach światowych żubry niemalże wyginęły. Na szczęście udało się rozmnożyć te piękne zwierzęta. Dziś zachwycają i przyciągają coraz więcej turystów. Żubry w Podlaskiem liczą łącznie ponad 1000 osobników.

 

Chwilę po nadejściu niepodległości Polski bo w 1919 roku okazało się, że żubry niemalże wyginęły. Obecnie na świecie żyje ponad 3 tysiące tych zwierząt – z czego w Polsce jedna czwarta. By ratować wymierający gatunek zaczęto odtwarzać populację zaledwie z 12 przodków. Dlatego zwierzęta są ze sobą mocno spokrewnione. W Białowieży, gdzie dokonywano odrodzenia – pierwsze żubry opuściły rezerwat w 1952 roku. Łącznie do 1966 roku wypuszczono 38 osobników. W całej Puszczy Białowieskiej (łącznie po stronie białoruskiej) żyje około 1000 osobników.

 

W Puszczy Knyszyńskiej pierwszy osobnik pojawił się dopiero w 1969 roku w okolicach Walił. Samotny wędrowiec przybył z Puszczy Białowieskiej. Cztery lata później postanowiono mu dobrać towarzystwo. Odłowiono 5 osobników – również z Puszczy Białowieskiej i wypuszczono w okolicach Walił. Od tego momentu stado rozrosło się znacznie i liczy sobie obecnie około 100 sztuk. Najwięcej żubrów napotkać można w okolicach Krynek i Szudziałowa.

 

Obecnie stado żubrów rozrasta się także w Puszczy Augustowskiej, gdzie początkowo niechętnie patrzono na te zwierzęta jednak szybko doceniono, że przyciągają turystów. W 2018 roku przywieziono w okolice Augustowa małe stadko – dwa samce i cztery samice. Potem jeszcze dowieziono jeszcze jedną samicę. Z tego stada przyszły już na świat dwa młode żuberki. Do stada dołączył także wcześniej dziko żyjący żubr, który starł się z innym młodym osobnikiem, co doprowadziło do śmierci tego drugiego. Docelowo opiekunowie stada liczą, że rozrośnie się ono do 50 sztuk.

Maslenicę świętuje się głównie w Rosji oraz na Białorusi i Ukrainie. Zwyczaj ten obchodzony jest również przez Białorusinów na Podlasiu.

Podlaskie zwyczaje przed postem. Na stołach królują pączki, faworki, jagodzianki oraz bliny. Zabawa trwa w najlepsze.

Pączki, faworki, jagodzianki – dziś takie przysmaki będą królować na podlaskich stołach. Tłusty czwartek czyli ostatni czwartek przed Wielkim postem to czas, gdy można sobie pofolgować. Później jeszcze przez tydzień potrwa karnawał, który kończy się w środę popielcową. Od następnego czwartku aż do Wielkanocy trzeba zachować post. Warto nie tylko ze względów religijnych. Ogólnie dzięki stronieniu od jedzenia do świąt można zrzucić kilka kilogramów, co będzie miało dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Ale zanim to nastąpi chcielibyśmy Wam przedstawić zwyczaje obchodzone na Podlasiu. Zdradzimy też przepis na wyśmienite pączki.

Skakano przez drewniany kloc

Dawniej na Podlasiu nie było tłustego czwartku. Okres trzech dni przed środą popielcową nazywano “Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach zabawa trwała w najlepsze. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego “na len” oraz na “owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili “przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

 

Dziś tłusty czwartek głównie kojarzy się z gigantycznymi kolejkami do cukierni oraz do objadania się na potęgę. Warto jednak podtrzymywać również dawne tradycje. Nie musicie się od razu polewać wodą, ale warto spotkać się w rodzinnym gronie oraz w gronie osób najbliższych. Niech każdy przyniesie swój, własnoręcznie wykonany poczęstunek i nim wkupi się w łaski pozostałych biesiadników. Później niech zabawa i tańce potrwają do późna, by po środzie popielcowej nie było niedosytu.

Córka Dziadka Mroza

Odpowiednikiem ostatków w religii prawosławnej jest maslenica. Nie obchodzą jej jednak wszyscy prawosławni, bo to święto popularne bardziej w Rosji, Ukrainie i Białorusi. Maslenica w dawnych wierzeniach to była córka Dziadka Mroza, która żyła daleko na północy, ukrywając się przed ludźmi za śnieżnymi zaspami. Żeby lepiej radzić sobie z mrozami wyobrażano sobie maleńką dziewczynkę, od której biło ciepło oraz radość. Podczas maslenicy dawniej symbolicznie żegnało się zimę, witało wiosnę, jednało z bliźnimi oraz wybaczało im krzywdy. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa na tereny Rusi przejęto maselnicę jako obchody ostatków w kościele prawosławnym. Wyznaczono ją na siedem tygodni przed Wielkanocą. Trwa ona przez cały tydzień i jest to czas, gdy można ucztować oraz bawić się do woli.

 

Zamiast pączków są bliny (naleśniki) – symbol słońca i nadchodzącej wiosny. Te przyrządzane są w poniedziałek – pierwszy dzień rozpoczynający święto. Kolejny dzień jest przeznaczony na gry i zabawy. W środę trzeba odwiedzić teściów oraz łakomie ucztować. “Obszerny czwartek” to czas na największą zabawę. Wtedy są tańce i muzyka. Na piątek i sobotę trwają spotkania z rodziną. Natomiast w niedzielę – ludzie wybaczają sobie nawzajem i proszą o przebaczenie win, tak by wielki post rozpocząć z czystym sercem. Maslenicę świętują również Białorusini mieszkający na Podlasiu.

U Tatarów zabawa jest później

Podlascy Tatarzy natomiast zamiast Wielkiego Postu obchodzą związany z ich religią Ramadan. Jest to czas postu i wyciszenia. Ten w tym roku przypada dopiero 23 kwietnia i trwa do 23 maja. Ich kalendarz różni się od naszego i jest oparty na fazach księżyca. Dlatego też czas świąt islamskich ulega przesunięciom w kalendarzu powszechnym. Tatarzy bawią się dopiero po zakończeniu Ramadanu. Wtedy obchodzą Ramadan Bajram.

Na zakończenie przepis na pączki:

Składniki:
– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

Sposób wykonania:
1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

Smacznego!

Jak polują wilki i dlaczego dzięki nim rosną drzewa? Oto tajemnice ich królestwa.

Nie było zimy oraz śniegu to i szansa na jego ujrzenie w podlaskich lasach była niewielka nawet dla zapalonych i cierpliwych. Warto jednak wiedzieć, że w naszym regionie żyje aż 200 osobników, więc cień szansy na spotkanie ich w środowisku naturalnym zawsze jest. Tym razem zabierzemy Was do królestwa wilka.

 

W całym kraju żyje około 500 osobników – w tym prawie połowa na Podlasiu. Wilki zamieszkują lasy, bagna oraz równiny. Mało kto wie, że gdyby bajka o Czerwonym Kapturku nie była bajką, to wilk nie zjadłby babci, bo wilki ludzkiego mięsa zwyczajnie nie lubią. Dla tych wspaniałych zwierząt – człowiek po prostu śmierdzi. A twarz wydaje się być okropna! Dlatego płochliwy wilk, gdy ujrzy człowieka ucieka czym prędzej. Wilki nie są samotnikami tylko zwierzętami stadnymi. Trzon rodziny składa się z basiora – samca oraz wadery – samicy. Na początku, gdy para ma młode, to uczy je na pasącym się bydle jak polować, przez co rolnicy często domagają się ich odstrzałów. Gdy już młode wilczki trochę dorosną – to przychodzi czas na rodzinne polowania na dorodne jelenie. To, co się dzieje w lesie można nazwać “efektem motyla”.

 

Czym on jest? Trzepot skrzydeł motyla, np. w Ohio, może po trzech dniach spowodować w Teksasie burzę piaskową. Podobnie jest w podlaskich lasach. Dzięki wilkom rosną drzewa. Jak to możliwe? Gdy drzewka są jeszcze młode to często padają ofiarą roślinożernych jeleni. Te jednak muszą być czujne, bo w każdej chwili może na nie zapolować wilcza rodzina. Dlatego tam gdzie jest wilk, jeleń nie żeruje w jednym miejscu, tylko ciągle poszukuje pożywienia na dużym obszarze. Czasem zdarza się tak, że przechadzając się leśnymi ścieżkami natrafia na swojej drodze na basiora. W panice zaczyna uciekać, lecz za plecami czeka wadera z młodymi. Jeleń nie ma szans. Właśnie stał się obiadem na 2 lub 3 tygodnie. Z taką częstotliwością bowiem odżywiają się wilki. Ponadto żeby ułatwić sobie życie – polują na stare i schorowane zwierzęta. Zatem wykonują robotę za myśliwych. Są jednak zwierzęta, które wilków aż tak bardzo się nie boją. To żubry.

Wilki mają również zaawansowany system komunikowania się poprzez różnego rodzaju odgłosy, wydzielanie feromonów i oznaczanie terenu poprzez pozostawianie odchodów. Ponadto warto wiedzieć, że wilcza rodzina to nie tylko basior, wataha i ich młode. W stadzie często żyją jeszcze starsze siostry, bracia, ciocie, wujkowie. Gdyby każda z wilczyc miała młode, to całe stado narażone byłoby na śmierć głodową. Dlatego zawsze tam gdzie wataha – tylko jedna para wilków dominuje.

 

Mała jest szansa na to, że spotkamy wilka w środowisku naturalnym. Trzymają się one z dala od człowieka. Najwytrwalsi czekają na nie zimą wiele godzin w ambonach myśliwskich i specjalnych namiotach tylko po to by zrobić zdjęcie. Czasem jakiś osobnik przemknie przez wieś czy pole, albo w oddali w lesie. Jest jednak możliwość zobaczenia wilka z bliska w Białowieskim Rezerwacie Pokazowym oraz w białostockim ZOO. Jako ciekawostkę dodamy iż w USA żyją… czarne wilki. Jak wiadomo psy wyewoluowały z wilków. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych doszło do czegoś odwrotnego. To znaczy kilkanaście tysięcy lat temu psy ponownie stały się wilkami, bo zmieszały się z nimi, gdy przybyły razem z człowiekiem, który zasiedlał Amerykę. Naturalna selekcja doprowadziła do tego, że czarna sierść wilka stała się coraz bardziej popularna w USA. Tymczasem w Europie na skutek ocieplenia się klimatu (nie obecnego tylko tego, gdy stopniał lód i pojawiły się jeziora) wilki poszarzały.

 

Kadr z filmu Zenek (2020), TVP Dystrybucja Kinowa

Piękne Podlasie pokazane w filmie Zenek. Trzeba kuć żelazo póki gorące.

W ubiegły weekend miała miejsce premiera filmu Zenek. Ostatnio wokalista zespołu Akcent, mimo że nadal jest skromny i bardzo sympatyczny to zyskuje coraz więcej hejterów. Tylko dlatego, że… jest bardzo mocno promowany przez TVP. Czy to jest powód do hejtu? Trudno żeby sam zainteresowany się temu przeciwstawiał. Jeżeli ktoś chce mu robić wielką, ogólnopolską reklamę to dlaczego miałby odmówić?

 

Koncerty sylwestrowe w Zakopanem być może nie wywołały jeszcze aż tak skrajnych reakcji. Niektórzy po prostu gdzieś napominali, że TVP promuje disco polo. Jednak już benefis Zenka w białostockiej Operze rozsierdził wiele osób do reszty. Dobry tydzień trwała zażarta dyskusja czy to odpowiednie miejsce na takiego typu imprezy. Być może wiele osób nie wie, że w Białymstoku po prostu innego miejsca nie mamy. Wiele osób znów grzmiało, że promowane jest disco polo. Tym razem przy okazji premiery filmu Zenek wszyscy hejterzy grzali się w boksach startowych, by wyruszyć do ataku od razu po premierze. A tu niespodzianka. Film okazał się bardzo przyjemny w odbiorze, zaś Jakub Zając grający młodego Zenka zachwycił widzów. Film nie jest idealny, ale warto go obejrzeć. Jeżeli ktoś nie lubi disco polo to i tak go w filmie nie usłyszy, chyba że postanowi siedzieć w kinie na napisach końcowych.

 

Warto ten film zobaczyć przede wszystkim dlatego, by zobaczyć jak piękne jest nasze Podlasie. Twórcy zabrali nas w podróż, w której nie tylko można będzie zobaczyć w Zenku dawną dyskotekę w Bondarach nad Siemianówką – Bar Disco Czar, można będzie również zobaczyć przepiękny dworzec w Kleszczelach oraz Świętą Górę Grabarka czy most kolejowy na rzece Bug. W tym filmie jest jednak coś ponadto – nasze wielokulturowe Podlasie, antropologiczna uczta oraz sentymentalny powrót do dzieciństwa wielu z nas. Ten film to momentami 200 procent Podlasia w Podlasiu. Dawniej były filmy – U Pana Boga za piecem, U Pana Boga w Ogródku oraz U Pana Boga za miedzą. Trylogia Jacka Bromskiego zachwyciła całą Polskę. Później na bazie popularności powstał serial, w którym mogliśmy jeszcze dokładniej poznać losy bohaterów. W przypadku Zenka władze województwa podlaskiego powinny pójść za ciosem i starać się z TVP wyprodukować również serial – kontynuujący film.

 

Nie chcemy tu wchodzić w politykę, bo nie taki jest cel, jednak warto zauważyć, że gdy u władzy w Polsce, ale też województwie rządzili inni ludzie (nie ważne z jakiej partii), to reprezentanci naszego regionu – posłowie i senatorowie, a także kolejni marszałkowie – nie potrafili nic załatwić. Logiczne jest więc, że skoro obecnie w Polsce i w województwie rządzi ta sama ekipa i akurat udało się, że zorganizowano najpierw wielką imprezę w Białymstoku Disco pod gwiazdami w Polsacie, następnie pokazywano w TVP2 serial Rodzinka z Białymstokiem w tle zaś teraz TVP zrealizowało wspólnie film Zenek na Podlasiu a nie jakiś inny na przykład na Podkarpaciu, to trzeba kuć żelazo póki gorące. Od 1989 roku w Polsce i od 1999 roku w województwie podlaskim władza zmieniała się wielokrotnie. Zmieni się także nie raz. Bez wątpienia to jest czas naszego województwa i musimy go wykorzystać. Bo jeżeli tego nie zrobimy, to przyjdą następni i będą produkować u siebie.

 

Myślicie że przy okazji realizacji wielkiej inwestycji kolejowej między Warszawą a Krakowem stacja w małej Włoszczowej, gdzie do dziś zatrzymują się pociągi powstała przypadkowo? A czy Euro w 2012 roku odbyło się w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu także dlatego, że to takie fajne miasta? A co z lotniskiem w Radomiu, w które nadal się inwestuje mimo że było kompletnym niewypałem? Czy w województwie podlaskim lokalni politycy z jakiejkolwiek opcji politycznej, kiedykolwiek, cokolwiek wielkiego załatwili? Nic. Dlatego teraz jest czas, by to wszystko zmienić. Tylko trzeba aktywnie zabiegać o to, by realizowano u nas nie tylko kolejne koncerty, filmy i seriale, ale także wielkie inwestycje. Drogi i tory to jednak nie wszystko. To dopiero początek. Musimy mieć tu warunki do tego, by w Białymstoku i całym województwie podlaskim było więcej możliwości do zarabiania dużych pieniędzy. To zadanie dla władz naszego województwa, które współrządzą naszym krajem.

 

Sandomierz ma Ojca Mateusza czy tego chce czy nie. My zaś mamy Zenka i Krzysztofa Kononowicza, o których Polska wciąż nie zapomina czy chcemy tego czy nie. Sympatyczny, skromny Zenek – jest naszym ambasadorem, który promowany w całym kraju – koncertując czy występując w telewizji oraz internecie – nieustannie promuje nasz region i zachęca kolejne osoby, by przyjeżdżały właśnie u nas swój wolny czas, wydawały tu pieniądze, a może i zostały tu na dłużej. Jeżeli zabraknie Zenka, to zostanie Krzysztof Kononowicz i nie będzie niczego. Czy tego właśnie chcecie?

Nowa atrakcja na Podlasiu. Prawdziwe widowisko na niebie!

W Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi zbudowano wieżę widokową. Można z niej podglądać na przykład drapieżne bieliki. Ptaki te rozpoczęły budowę gniazda w okolicy. Wieża widokowa znajduje się w miejscowości Rakowo-Czachy niedaleko Łomży. Na wyprawę warto zabrać ze sobą lunetę lub lornetkę. W marcu trwają gody bielików i jest to prawdziwe widowisko. Choć to amory, dzięki którym ptaki łączą się w pary, to wygląda jak bitwa. Ptaki z charakterystycznymi żółtymi dziobami robią niesamowite rzeczy w powietrzu!

Warto dodać, że oprócz wieży widokowej w Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi powstał również Ośrodek Rehabilitacji Ptaków, w którym specjaliści opiekują się przede wszystkimi bocianami oraz wodno-błotnymi gatunkami ptaków, a także drapieżnikami. Ponadto w ośrodku gotowi są tymczasowo nieść pomoc również ssakom – sarnom, łosiom, jeleniom a nawet jeżom.

Trzeba zauważyć, że w Podlaskiem powstaje coraz więcej wież widokowych. Najciekawsze możemy spotkać choćby w Bondarach z widokiem na Zalew Siemianówka czy na górze Św. Anny obok Królowego Mostu i Kołodna z widokiem na Puszczę Knyszyńską. Wieża znajduje się również w Nadleśnictwie Browsk, gdzie możemy podglądać żubry na polanie. Przyjemnym miejscem do obserwacji jest również kładka Waniewo-Śliwno, gdzie na jej środku można odpocząć i również podglądać naturę. W samym Waniewie również jest wieża. Jak widać drewnianych obiektów nie brakuje. Świetne miejsca do relaksu – wiosną – gdy natura budzi się do życia, a także latem czy jesienią.

Pogańskie Podlasie. Kim była Południca oraz Morowa Dziewica?

Nim w Polsce i Litwie nastąpiło czasy chrześcijańskie to na ziemiach dzisiejszego Podlasia prawdziwym utrapieniem były czarownice, wilkołaki i demony. Ludzie bali się przede wszystkim Południcy oraz Morowej Dziewicy. Kim były?

 

Południca to inaczej baba o żelaznych zębach. Według wierzeń słowiańskich była złośliwym i morderczym demonem, który polował latem na tych, którzy w samo południe przebywali w polu. Słowianie zamieszkujący tereny dzisiejszego Podlasia wierzyli, że Południcami stawały się wszystkie kobiety, które zmarły w trakcie ślubu lub wkrótce po weselu. Swoje ofiary zabijały lub okaleczały sierpem, dusiły w polu lub porywały dzieci bawiące się w jego pobliżu. Ludowe wierzenie w Południce miało też racjonalne wytłumaczenie. Prawdopodobnie ludzie nazywali w ten sposób udar słoneczny.

 

Morowa dziewica to kolejny demon o jakim mówiono na pogańskim Podlasiu. Kobieta przemierzała świat pod postacią chudej, bladej niewiasty. Kto ją spotkał musiał na karku nieść do wsi lub miasta. Wszyscy mieszkańcy zmagali się następnie z chorobami, a nawet umierali. Dlatego też ludzie panicznie bali się, że ich wieś lub miasto taka osoba nawiedzi. Warto oczywiście dodać, że morowa dziewica to była po prostu zaraza. Dlatego, gdy ludzie na wieść o tym, że taka może wystąpić we wsi lub w mieście w popłochu uciekali do lasu. W tym czasie często wykorzystujący sytuację plądrowali opuszczone tereny. Strach przed morową dziewicą przetrwał do czasów chrześcijańskich. Od powietrza, głodu, ognia i wojny – wybaw nas Panie – tak brzmiały modlitwy błagalne. W 1831 roku ze strachu przed zarazą zakopano żywcem kobietę wraz z kogutem i wroną. Trudno powiedzieć dlaczego, jednak w strachu ludzie racjonalnie nie postępują.

 

Na Podlasiu – z racji terenów, gdzie jest dużo lasów i bagien wierzono również że te zamieszkiwane są przez diabły przybierające różne rozmiary i wygląd. Diabły lubiły psoty oraz towarzystwo ludzi. Na tyle, że powodowały iż wędrowcom myliła się droga. Czasem też diabły przybierały postać sowy.

Zdjęcie z 2018 roku. Pracownicy Białowieskiego Parku Narodowego, którzy uratowali kolejnego żubra. To już trzeci w 2018 roku, który padł ofiarą kłusowników, a drugi, którego udało się z uratować z wnyków. Mamy 2020 a kłusownictwo w Puszczy Białowieskiej kwitnie. fot. Białowieski Park Narodowy.

Żubr zadusił się we wnykach! Nadszedł czas, by ktoś wypowiedział wojnę kłusownikom z Puszczy Białowieskiej.

Coś nieprawdopodobnego. Puszcza Białowieska na listach światowego dziedzictwa UNESCO, wielka atrakcja turystyczna, XXI wiek i technika dająca bardzo wiele możliwości. Tymczasem w Nadleśnictwie Browsk w okolicy Babiej Góry (Siemianówka) grasują kłusownicy. Ich ofiarą padł żubr, który zadusił się we wnykach pozostawionych w lesie. Mało tego! Jak powiedział Radiu Białystok Michał Krzysiak (szef Białowieskiego Parku Narodowego) – to nie pierwszy przypadek. Mało tego! Na początku XX wieku o mało co żubry całkowicie by wyginęły – między innymi przez kłusowników. Nikt nic z tej lekcji nie wyciągnął.

 

Można zrozumieć, że Puszcza Białowieska jest ogromna i przewija się przez nią bardzo wiele osób. Jednak dzisiejsza technika pozwala na bardzo wiele. W zasadzie trzeba tylko chcieć. Odnosimy wrażenie, że jednak nikomu się nie chce tępić kłusowników. Puszcza Białowieska to Białowieski Parku Narodowy oraz trzy nadleśnictwa (Browsk, Białowieża, Hajnówka). Gdyby razem ze Strażą Leśną i Policją wypowiedzieli totalną wojnę kłusownikom, to problem można by było rozwiązać raz na zawsze. Szczególnie, że wyłapanie idiotów nie byłoby trudne.

 

Białowieski Park Narodowy na swojej stronie pisze “W Puszczy Białowieskiej obserwuje się szczególnie okrutny rodzaj kłusownictwa – wnykarstwo. Wnyk wykonany jest zazwyczaj z plecionej z kilkunastu drutów pętli, a jego koniec zamocowany jest do drzewa. Wnyki nastawiane są na trasach wędrówek zwierząt. Żubry stają się raczej przypadkowymi ofiarami i trafiają we wnyki nastawiane na jelenie, dziki czy sarny. Co roku notuje się kilka przypadków okaleczenia, a nawet śmierci żubrów z tego powodu. Najczęściej pętla zaciska się na kończynach, czasem na szyi, rogach lub głowie. Niebezpieczne są zarówno grube stalowe liny uniemożliwiające uwolnienie się zwierzęcia, jak i cienkie, które zrywane zaciskają się na kończynie powodując okaleczenie zwierzęcia.

 

Dlaczego nie byłoby trudne wyłapanie idiotów? Po pierwsze chociażby pracownicy nadleśnictw puszczę znają jak własną kieszeń. Skoro wnyki są na trasach wędrówek zwierząt, to wystarczy sporządzić mapę z tymi trasami i je obserwować fotopułapkami. Po drugie – nie trzeba obserwować wszystkich osób. Nie trzeba być wyjątkowo bystrym by wiedzieć, że kłusownictwem zajmują się niektórzy myśliwi. Problem chyba jest jednak bardziej złożony. Puszcza Białowieska to Hajnówka i trochę wiosek z okolicy. Leśnicy i myśliwy – to wszystko znajomi, koledzy, przyjaciele, rodzina. Wszyscy się znają bo są z okolicy. W tym gronie nie ma przypadkowych osób. Być może problemem dla leśniczych byłoby donoszenie na znajomych?

 

Dlatego problemem kłusownictwa powinna zająć się instytucja niezależna od nadleśnictw. Oto informacja z 2015 roku: W zeszłym roku na terenie wszystkich nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji w Białymstoku straż leśna odnalazła ponad 320 sztuk potrzasków, wnyków czy innego sprzętu wykorzystywanego przez kłusowników – informuje Polskie Radio Białystok. Minęło 5 lat a jakby nic się nie zmieniło. Nadszedł czas, by ktoś wypowiedział wojnę kłusownikom z Puszczy Białowieskiej.

 

Już raz udowodniliście, że presja ma sens. To idealny moment, by spróbować ponownie poruszyć wiele osób do działania! Prosimy, udostępniajcie tą informację wszędzie – Na Facebooku, Twitterze, Instagramie, blogach i innych miejscach z dopiskiem “Nadszedł czas, by ktoś wypowiedział wojnę kłusownikom z Puszczy Białowieskiej”. Im więcej osób zobaczy, że kłusownictwo w Puszczy Białowieskiej ciągle kwitnie, to być może znajdzie się ktoś kto problem postanowi rozwiązać raz na zawsze!

Featured Video Play Icon

Babka ziemniaczana. Ukochana potrawa na Podlasiu.

Co ciekawe babka ziemniaczana jest tradycyjną potrawą kuchni białoruskiej. Jednak to na Podlasiu w ostatnim czasie ma swoje pięć minut. Jak grzyby po deszczy pojawiają się nowe restauracje oferujące to danie. A wydawałoby się, że skoro jest ono mało skomplikowane, to każdy może sobie je zrobić sam. Z myślą o tych osobach postanowiliśmy przybliżyć babkę ziemniaczaną od kuchni.

 

Babka ziemniaczana to nic innego jak tarkowane ziemniaki z dodatkiem kawałków boczku (skwarek) lub słoniny. Kartoflak, pyrczok, kugel – to wszystko to samo danie. Warto dodać, że raz do roku w Supraślu na Podlasiu co roku organizowane są mistrzostwa świata w pieczeniu kiszki i babki ziemniaczanej. Jak zrobić przygotować takie danie? Bardzo prosto – potrzebować będziemy przede wszystkim ziemniaków (co oczywiste), tarki, boczku, czosnku, cebuli, jajek, mąki i oleju lub innego tłuszczu, a także pieprzu, soli i piekarnika. Warto też zaopatrzyć się w siadłe mleko, kefir, jogurt naturalny. W połączeniu z wypieczoną babeczką smakują wyśmienicie.

 

Babka ziemniaczana – składniki:

1,5 kg obranych ziemniaków

2 duże cebule (300 g)

3 jaja – 1 na każde pół kilo ziemniaków

150 g mąki – 50 g na każde pół kilo ziemniaków

3 ząbki czosnku

500 g – mięsa (boczek, kiełbasa, podgardle itp)

sól, pieprz, tłuszcz (olej) do pieczenia