Nie dawno minęły 42 lata od śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Polska, za którą oddał życie, jest dziś zupełnie innym państwem. Nie ma już komunistycznej dyktatury, cenzury, Służby Bezpieczeństwa ani prześladowań za działalność w „Solidarności”. Tymczasem w rodzinnych Okopach powstaje nowoczesne muzeum poświęcone zamordowanemu kapłanowi. Można więc postawić prowokacyjne pytanie: po co właściwie budować za dziesiątki milionów złotych muzeum człowieka, którego walka zakończyła się zwycięstwem ponad trzy dekady temu? Odpowiedź okazuje się znacznie ciekawsza, niż mogłoby się wydawać.
19 października 2026 roku minęły dokładnie 42 lata od zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki przez funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. W Okopach niedaleko Suchowoli, gdzie przyszedł na świat, trwa budowa poświęconego mu muzeum. Inwestycja osiągnęła już około 60 procent zaawansowania, a jej otwarcie zapowiedziano na wrzesień 2027 roku, kiedy przypadnie 80. rocznica urodzin kapłana.
Partnerzy portalu:
Na pierwszy rzut oka to kolejny sposób upamiętnienia ważnej postaci polskiej historii. Tylko że od wydarzeń, które uczyniły księdza Jerzego symbolem walki o wolność, minęło już tyle czasu, że dla ogromnej części społeczeństwa są one historią równie odległą jak inne wydarzenia poznawane ze szkolnych podręczników. Ludzie, którzy świadomie przeżywali stan wojenny, rozumieli atmosferę strachu, uczestniczyli w działalności opozycyjnej albo choćby pamiętają, jak wyglądała codzienność w cieniu komunistycznej władzy, są dziś przeważnie po sześćdziesiątce. Młodsi pamiętają co najwyżej dzieciństwo w PRL, a całe pokolenia urodziły się już w wolnej Polsce.
Zresztą spójrzmy wokół siebie. Żyjemy w nowoczesnym europejskim kraju. Możemy podróżować, prowadzić przedsiębiorstwa, krytykować polityków, głosować na opozycję, publicznie spierać się o religię, gospodarkę czy światopogląd. Mamy internet, sztuczną inteligencję, rozwiniętą infrastrukturę i możliwości, o których Polacy w 1984 roku mogli tylko marzyć. Oczywiście Polska ma swoje problemy, ale trudno poważnie porównywać współczesne państwo demokratyczne z komunistyczną dyktaturą.
Dlaczego więc mamy wracać do tamtych czasów? Po co kolejne miejsce przypominające o cierpieniu, represjach i walce, skoro nikt rozsądny nie chciałby przywrócenia rzeczywistości, z którą walczył ksiądz Jerzy? Czy jego spuścizna nie jest przypadkiem czymś, co wraz z upadkiem komunizmu wypełniło już swoje historyczne zadanie?
To prowokujące do myślenia pytania. Ale warto je postawić, ponieważ odpowiedź wymaga spojrzenia na księdza Popiełuszkę nie tylko jak na ofiarę komunistycznego systemu, lecz przede wszystkim jak na człowieka, który pozostawił po sobie pewną koncepcję życia społecznego. I właśnie ona może okazać się zaskakująco aktualna pod koniec 2026 roku.
Co pozostawił po sobie ks. Jerzy?
Najczęściej przywoływane przesłanie księdza Jerzego brzmi: „Zło dobrem zwyciężaj”. To słowa zaczerpnięte z Listu świętego Pawła do Rzymian, które kapłan uczynił jednym z fundamentów swojego nauczania. Dzisiaj brzmią może nieco banalnie. Ładnie prezentują się na pomnikach, tablicach pamiątkowych i podczas rocznicowych przemówień. Problem w tym, że bardzo łatwo powtarzać je wtedy, gdy nie trzeba ich stosować.
Popiełuszko rozumiał je w sposób znacznie bardziej wymagający. Zwyciężanie zła dobrem nie oznaczało dla niego biernego przyglądania się niesprawiedliwości, udawania, że nic się nie dzieje, ani rezygnacji z walki o własne przekonania. Przeciwnie. Publicznie krytykował władzę, upominał się o więzionych i represjonowanych, pomagał ich rodzinom, wspierał ludzi pracy. Wiedział, jakie grożą mu konsekwencje. Jednocześnie odrzucał nienawiść i przemoc jako metody działania.
I tutaj pojawia się pierwsza lekcja dla współczesnej Polski. Żyjemy w czasach, w których coraz częściej utożsamiamy odwagę z agresją. Najgłośniejszy polityk uchodzi za najbardziej zdecydowanego, najbardziej obraźliwy komentarz zdobywa największy zasięg, a przeciwnik światopoglądowy przestaje być człowiekiem o innych poglądach i staje się wrogiem, którego należy publicznie upokorzyć. Internet tylko wzmacnia ten mechanizm, ponieważ emocje, zwłaszcza negatywne, znakomicie przyciągają uwagę.
Tymczasem ksiądz Jerzy proponował coś trudniejszego: można bezkompromisowo sprzeciwiać się złu, nie stając się przy tym podobnym do tych, z którymi się walczy. Można stanowczo bronić prawdy bez pogardy dla człowieka. Można nie zgadzać się z kimś fundamentalnie, a jednocześnie szanować jego godność. To nie jest wezwanie do politycznej obojętności ani do zgadzania się ze wszystkimi. To przypomnienie, że nawet słuszna sprawa nie usprawiedliwia wszystkich metod jej prowadzenia.
Dobro, ale i prawda
Drugim wielkim tematem nauczania Popiełuszki była prawda. W rzeczywistości PRL miała ona szczególne znaczenie. Państwo potrafiło budować całe oficjalne opowieści na kłamstwie, a propaganda była jednym z podstawowych narzędzi sprawowania władzy. Ksiądz Jerzy przekonywał, że życie w prawdzie jest niezbędnym warunkiem zachowania ludzkiej godności i wewnętrznej wolności.
Dzisiaj nikt nie musi odbierać potajemnie drukowanych ulotek ani słuchać zagranicznych rozgłośni, żeby dowiedzieć się, co dzieje się w kraju. Informacji mamy wręcz za dużo. Problem polega na tym, że obok prawdy pojawiła się niemal nieograniczona możliwość produkowania fałszu. Dezinformacja, manipulacje, spreparowane nagrania, fałszywe zdjęcia i materiały generowane przez sztuczną inteligencję sprawiają, że coraz trudniej odróżnić rzeczywistość od starannie przygotowanej fikcji.
Co więcej, bardzo często sami nie chcemy znać prawdy. Wolimy informację, która potwierdza nasze przekonania. Jesteśmy gotowi uwierzyć w najbardziej absurdalną historię, jeżeli przedstawia w złym świetle polityka, którego nie lubimy, albo grupę społeczną, do której czujemy niechęć. Prawda przestała być dla wielu ludzi wartością samą w sobie. Stała się narzędziem wykorzystywanym wtedy, kiedy jest wygodna.
Popiełuszko przypominał, że prawda wymaga odwagi właśnie dlatego, że nie zawsze jest wygodna. I to przesłanie dotyczy dziś nie tylko polityków czy dziennikarzy, ale każdego, kto udostępnia niesprawdzone informacje, powtarza oskarżenia albo świadomie przemilcza fakty niewygodne dla własnego środowiska.
Godność i sprawiedliwość
Jest jeszcze jeden, nieco zapomniany element jego nauczania. Ksiądz Jerzy był przecież przede wszystkim duszpasterzem ludzi pracy. Nie tylko symbolem antykomunistycznego oporu, ale człowiekiem, który mówił o godności robotników, sprawiedliwości społecznej i prawie do uczciwego traktowania. W kazaniu ze stycznia 1984 roku przestrzegał przed sprowadzaniem człowieka do roli narzędzia produkcji i przed pracą, która wyniszcza jego siły.
To wyjątkowo interesujące, gdy spojrzymy na współczesną gospodarkę. Polska stała się znacznie bogatsza, lecz nie zniknęły problemy ludzi pracujących ponad siły, pozbawionych stabilności zatrudnienia, traktowanych wyłącznie przez pryzmat wyników, kosztów i wydajności. Wielu ludzi żyje dziś w świecie nieustannej konkurencji, kredytów, presji finansowej i lęku przed utratą źródła utrzymania.
Oczywiście współczesnych relacji pracowniczych nie można porównywać z represjami komunistycznego państwa. Jednak zasada, że gospodarka powinna służyć człowiekowi, a nie człowiek być wyłącznie narzędziem gospodarki, nie straciła aktualności. Dotyczy zarówno wielkich korporacji, jak i niewielkich przedsiębiorstw. Dotyczy pracowników, pracodawców, polityków i konsumentów, którzy chcą kupować coraz taniej, nie zawsze zastanawiając się, kto ponosi rzeczywisty koszt tej taniości.
Wreszcie pozostaje kwestia solidarności. Nie tej pisanej wielką literą, będącej nazwą historycznego związku zawodowego, lecz zwyczajnej ludzkiej solidarności. Popiełuszko nie ograniczał się do wygłaszania przemówień o krzywdzie. Organizował realną pomoc osobom represjonowanym, interesował się ich rodzinami i konkretnymi problemami. Wiedział, że samo oburzenie na niesprawiedliwość niewiele znaczy, jeżeli nie towarzyszy mu działanie.
A my? Żyjemy w społeczeństwie, w którym niezwykle łatwo deklarować solidarność. Możemy w kilka sekund poprzeć internetową akcję, zamieścić odpowiedni symbol w mediach społecznościowych albo wyrazić publiczne oburzenie. Znacznie trudniej poświęcić komuś swój czas, stanąć w obronie niesłusznie atakowanej osoby, pomóc człowiekowi samotnemu czy sprzeciwić się niesprawiedliwości wtedy, gdy robią ją ludzie z naszego własnego środowiska.
I być może właśnie tutaj znajduje się najważniejszy sprawdzian aktualności nauczania księdza Jerzego.
Łatwo bowiem czcić człowieka, który sprzeciwiał się złu czterdzieści lat temu. Znacznie trudniej przyjąć, że jego zasady mogłyby dziś wymagać od nas wystąpienia przeciwko własnemu środowisku politycznemu, pracodawcy, przełożonemu. Trudno wyobrazić sobie, żeby ksiądz głoszący prymat prawdy, godności i sumienia uważał, że można usprawiedliwiać krzywdę tylko dlatego, że dopuszcza się jej ktoś stojący po naszej stronie.
To również powód, dla którego nie warto pozwolić, aby pamięć o Popiełuszce stała się własnością jednego obozu politycznego czy wyłącznie elementem kościelnej tradycji. Był katolickim kapłanem, jego wiara stanowiła źródło działania i nie ma sensu tego pomijać. Ale wartości, w obronie których występował, mogą być zrozumiałe również dla ludzi niewierzących. Prawda, wolność sumienia, godność człowieka, sprzeciw wobec przemocy i odpowiedzialność za słabszych nie są przecież zarezerwowane dla jednej grupy.
To już inne czasy
Warto przy tym zachować właściwe proporcje. Współczesna Polska nie jest PRL-em. Dzisiejsze spory polityczne, nawet bardzo ostre, nie są odpowiednikiem działalności komunistycznej bezpieki. Nie potrzebujemy sztucznego tworzenia nowych dyktatur po to, aby udowodnić, że przesłanie księdza Jerzego pozostaje aktualne. Byłoby to zarówno nadużycie historyczne, jak i pomniejszenie rzeczywistego dramatu jego życia.
Nie musimy jednak żyć w dyktaturze, żeby potrzebować uczciwości, odwagi i solidarności. Nie musimy doświadczać politycznych represji, żeby stanąć przed wyborem między wygodą a sumieniem. Nie musimy walczyć z komunizmem, żeby sprzeciwić się krzywdzie.
I dlatego powstające w Okopach muzeum może mieć znacznie większy sens, niż wynikałoby to z samego obowiązku pielęgnowania pamięci historycznej. Oczywiście powinno pokazywać realia PRL, działalność „Solidarności”, represje i tragiczne okoliczności śmierci kapłana. Jednak jeśli ograniczy się wyłącznie do opowieści o bohaterze i jego oprawcach, będzie przede wszystkim miejscem wspominania przeszłości.
Znacznie cenniejsze byłoby muzeum, z którego młody człowiek wyjdzie nie tylko z wiedzą o tym, jak straszliwym systemem był komunizm, ale również z pytaniem o własne życie. Czy potrafię zachować się przyzwoicie, kiedy jest to nieopłacalne? Czy umiem przyznać rację człowiekowi, którego nie lubię? Czy jestem gotów bronić kogoś, kto nie należy do mojej grupy? Czy odwaga oznacza dla mnie obronę zasad, czy jedynie głośne atakowanie przeciwników?
Przez 42 lata zmieniło się niemal wszystko. Ustrój, granice naszych możliwości, technologia, gospodarka, sposób komunikowania się i codzienne problemy. Nie zmienił się jednak człowiek ze swoją skłonnością do kłamstwa, strachu, wygodnictwa, nienawiści, ale również zdolnością do odwagi, poświęcenia i czynienia dobra. Może więc największym paradoksem historii księdza Jerzego Popiełuszki jest to, że człowiek, którego zamordowano w imię obrony systemu już dawno nieistniejącego, pozostawił po sobie przesłanie wykraczające daleko poza tamten system.



