Supraśl od lat był symbolem spokoju, drewnianych domów, uzdrowiskowego klimatu i przestrzeni, w której człowiek oddycha inaczej. Kameralne miasteczko na skraju puszczy przyciągało tych, którzy uciekali od zgiełku i blokowisk. Dziś coraz częściej słychać jednak pytanie, czy ten rozdział właśnie się nie kończy.
Wraca temat dużej zabudowy mieszkaniowej na końcu ulicy Nowy Świat. Chodzi o teren dawnej fabryki – miejsce z historią, położone niedaleko rzeki, dotąd otoczone przestrzenią i ciszą. W planach jest nowe osiedle, które wraz z adaptacją zabytkowego budynku mogłoby pomieścić około 300 osób. To już nie wizja kilku domów jednorodzinnych, lecz większe budynki mieszkalne o zupełnie innym charakterze niż dotychczasowa zabudowa tej części miasta.
To początek końca Supraśla. Bo nowe osiedle to nie tylko elewacje i metry kwadratowe. To setki dodatkowych samochodów, większy ruch, presja na infrastrukturę i zmiana krajobrazu. Spokojna część miasteczka przeobrazi się w gęściej zabudowaną strefę mieszkaniową, która coraz mniej przypominać będzie dawny Supraśl. I tyle zostanie z naszej turystycznej perełki.
O wszystkim mają zadecydować radni. Dokument ma jasno określić, co i w jakiej formie będzie można tam wybudować. Wiadomo już, że wysokość zabudowy nie przekroczy 12 metrów – to maksimum przewidziane w obowiązujących dokumentach planistycznych. Jednak nawet przy takim ograniczeniu skala inwestycji budzi emocje. Szczególnie, że podobne napięcie towarzyszy planom zagospodarowania terenu po innej fabryce w centrum Supraśla. Tam również mówi się o osiedlu dla około 300 osób. Zabudowa miałaby powstać obok zachowanych elementów poprzemysłowych – wieży, komina czy dawnej szmaciarki. W praktyce oznacza to kolejne setki mieszkańców w ścisłym centrum niewielkiego miasta.
To decyzja krótkowzroczna i po prostu głupia. Sprzedawanie charakteru miasta za kilka milionów złotych rocznie to rachunek, który w dłuższej perspektywie po prostu się nie spina. Supraśl nie konkuruje z Białymstokiem liczbą mieszkań ani metrażem bloków. Jego siłą jest klimat, skala, krajobraz i spójność przestrzenna. Jeśli to zniszczymy, nie będziemy mieli już niczego, czym można się wyróżnić.
Wpychanie kilkuset nowych mieszkańców w tkankę małego, uzdrowiskowego miasteczka bez realnej odpowiedzi na pytania o dodatkowe drogi, parkingi, szkoły, komunikację to działanie na zasadzie „jakoś to będzie”. Nie, nie będzie. Będzie korek, chaos przestrzenny i narastający konflikt społeczny. Będzie beton tam, gdzie była przestrzeń. Będzie ruch tam, gdzie była cisza. Turystyczne walory zostaną zaorane.
To także uderzenie w lokalną markę budowaną latami. Supraśl promuje się jako miejsce odpoczynku, natury i oddechu. Trudno sprzedawać turystom wizję sielskiego miasteczka, gdy w tle rosną kolejne bloki. Trudno mówić o uzdrowisku, gdy zwiększa się natężenie ruchu i zagęszczenie zabudowy. Tak traci się reputację szybciej, niż się ją buduje.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że ignoruje się głos mieszkańców, którzy widzą w tym zagrożenie dla tożsamości miejsca. Rozwój nie polega na bezrefleksyjnym dogęszczaniu przestrzeni, tylko na mądrym planowaniu. Jeśli jedyną wizją na przyszłość jest przekształcenie Supraśla w kolejną sypialnię aglomeracji, to rzeczywiście możemy mówić o końcu miasta, jakie znamy. Bo kiedy zniknie klimat, spokój i wyjątkowość, nie da się ich już odzyskać uchwałą ani kolejnym planem zagospodarowania.


