Zalew Siemianówka od lat wzbudza emocje. Dla jednych jest miejscem wypoczynku, łowiskiem ryb i ogromnym akwenem wodnym na skraju Puszczy Białowieskiej. Dla innych – przykładem zbiornika, który nadaje się tylko do likwidacji. Zielona woda, zakwity glonów i ogromne płytkie strefy przy brzegach pojawiają się tu niemal co roku. Bez dwóch zdań zbiornik jest „wadliwy”. Natomiast zamiast likwidacji oraz zostawienia tego w obecnej formie, jest jeszcze trzecia droga. Bowiem Siemianówka znajduje się w naturalnym procesie, który można wykorzystać, zamiast z nim walczyć.
Płytkie zbiorniki wodne na całym świecie przechodzą z czasem bardzo podobną drogę. Najpierw są otwartym akwenem, potem pojawiają się płycizny, roślinność wodna i trzcinowiska. Z biegiem lat zaczynają przypominać mozaikę rozlewisk, wysp i bagien. W hydrologii jest to zjawisko dobrze znane i często prowadzi do powstania jednych z najcenniejszych ekosystemów – mokradeł. Dlatego może warto wykorzystać to czym jest obecnie Siemianówka i przekształcić ją w coś bardzo wartościowego przyrodniczo?
Jeżeli spojrzeć na mapę Podlaskiego, nietrudno zauważyć pewną analogię. Kilkadziesiąt kilometrów dalej znajduje się dolina Biebrzy – jedno z najcenniejszych mokradeł w Europie. To obszar rozległych bagien, płytkich rozlewisk i torfowisk, który przyciąga tysiące ptaków i turystów z całego świata. Siemianówka mogłaby w pewnym sensie pójść podobną drogą, z jedną istotną różnicą. W środku takiego obszaru nadal mogłoby istnieć jezioro. Powstałaby niezwykła mozaika krajobrazów: mokradła, trzcinowiska, zatoki, wyspy i fragmenty otwartej wody. Najprościej można to opisać jednym obrazowym porównaniem – coś na kształt Bagien Biebrzańskich z jeziorem w środku.
Taka wizja nie jest tylko romantyczną fantazją. Mokradła są jednymi z najbardziej efektywnych systemów oczyszczania wody, jakie istnieją w naturze. Roślinność bagienna, taka jak trzciny czy turzyce, wraz z mikroorganizmami żyjącymi w osadach potrafi wychwytywać ogromne ilości fosforu i azotu. Są to dokładnie te substancje, które odpowiadają za zakwity glonów i sinic w zbiornikach wodnych. Woda przepływająca przez mokradła jest stopniowo filtrowana, ochładza się i staje się bardziej stabilna chemicznie. W wielu krajach wykorzystuje się nawet specjalnie tworzone mokradła jako naturalne oczyszczalnie wody. Gdyby podobny system powstał w Siemianówce, mógłby działać jak ogromny filtr dla Narwi.
A właśnie Narew jest w tej historii kluczowa. To jedna z najbardziej niezwykłych rzek w Europie Środkowej. Historycznie była rzeką wielokorytową, która płynęła przez szeroką dolinę bagien i torfowisk. Zbiornik Siemianówka zmienił naturalny rytm tej rzeki. Woda jest zatrzymywana, długo stoi w zbiorniku, nagrzewa się i dopiero to, co nie zdąży później wyparować – trafia do rzeki poniżej zapory. Rozległe mokradła mogłyby częściowo przywrócić naturalne procesy hydrologiczne. Działają one jak ogromna gąbka – zatrzymują nadmiar wody podczas opadów, a w czasie suszy powoli ją oddają. Dzięki temu przepływ w rzece staje się bardziej stabilny i bliższy naturalnemu.
Siemianówka już dziś pokazuje, jak duży potencjał przyrodniczy kryje się w tym miejscu. W czasie migracji zatrzymują się tu tysiące ptaków wodnych. Nad wodą można zobaczyć bieliki, czaple, rybitwy, a wiosną i jesienią ogromne stada gęsi. Dla wielu gatunków zbiorniki z rozległymi płyciznami są idealnym miejscem żerowania i odpoczynku. Gdyby część akwenu zamieniła się w rozległe mokradła, Siemianówka mogłaby stać się obok Biebrzy jednym z najważniejszych miejsc obserwacji ptaków w tej części Europy. W wielu krajach turystyka ornitologiczna generuje znacznie większe dochody niż klasyczna rekreacja nad wodą.
Najbardziej zaskakujące w tej koncepcji jest jednak to, że nie wymaga ona spektakularnych i kosztownych inwestycji. Wbrew powszechnemu przekonaniu przekształcenie części zbiornika w mokradła nie musi oznaczać likwidacji zapory ani całkowitego spuszczenia wody. Wystarczyłoby zmienić sposób gospodarowania poziomem wody w zbiorniku. Siemianówka jest tak płytka, że obniżenie poziomu wody odsłoniłoby ogromne połacie dna. Na takich terenach roślinność bagienna pojawia się bardzo szybko – często już w pierwszym sezonie. W ciągu kilku lat mogłyby powstać rozległe trzcinowiska, płycizny i zatoki. Siemianówka już dziś przyciąga tysiące ptaków w czasie migracji, ale większa powierzchnia mokradeł mogłaby zamienić ją w jedno z najważniejszych ptasich miejsc w tej części Europy.
Drugim elementem mogłoby być przywrócenie bardziej naturalnego przepływu Narwi przez zbiornik. W praktyce oznaczałoby to wyznaczenie głównego koryta rzeki przez środek akwenu. Wtedy rzeka przestałaby „stać” w zbiorniku, a zaczęłaby znów płynąć przez szeroką dolinę. Takie rozwiązanie jest stosowane w wielu projektach renaturyzacji rzek w Europie.
Co szczególnie ważne, taki scenariusz nie oznacza końca turystyki nad Siemianówką. Wręcz przeciwnie. Najgłębsza część zbiornika – w rejonie zapory w Bondarach, gdzie woda może osiągać nawet kilka metrów głębokości – mogłaby pozostać dużym akwenem. Tam nadal mogliby łowić wędkarze, podczas gdy płytsze fragmenty zbiornika stopniowo zamieniałyby się w rozlewiska i mokradła. Jednocześnie powstałaby niezwykła mozaika krajobrazów – rozlewiska, trzcinowiska, wyspy i zatoki. W takich miejscach często buduje się wieże obserwacyjne, kładki przez bagna i ścieżki przyrodnicze. Dla wielu osób to właśnie takie dzikie krajobrazy są największą atrakcją.
Najbardziej fascynujące jest jednak tempo, w jakim przyroda potrafi działać. Mokradła nie powstają wyłącznie w skali dziesięcioleci. W sprzyjających warunkach pierwsze błotniste wyspy i płycizny pojawiają się w ciągu jednego sezonu. W ciągu kilku lat roślinność bagienna może całkowicie zmienić krajobraz zbiornika.
Zmiana byłaby jednak odczuwalna nie tylko na samej Siemianówce, ale również poniżej zapory. Narew wypływająca ze zbiornika mogłaby stopniowo odzyskać bardziej naturalny charakter. Dziś woda długo stoi w zalewie, nagrzewa się i trafia do rzeki już naładowana azotem, fosforem, zakwitnięta z małą ilością tlenu. Jeśli część zbiornika zamieniłaby się w rozległe mokradła, woda przepływająca przez trzcinowiska i płycizny byłaby naturalnie filtrowana i wolniej oddawana do rzeki. Oznaczałoby to stabilniejszy przepływ, chłodniejszą wodę i lepsze warunki dla organizmów żyjących w Narwi.
W praktyce w wielu miejscach nie trzeba byłoby wykonywać żadnych dużych prac hydrotechnicznych. Rzeka sama zaczęłaby odzyskiwać swój naturalny rytm przepływu. W niektórych odcinkach można byłoby jedynie pomóc temu procesowi – na przykład poprzez odtworzenie starorzeczy, połączenie dawnych odnóg rzeki z głównym nurtem lub usunięcie części sztucznych umocnień brzegów. Takie działania nie podnoszą poziomu rzeki w sposób sztuczny, lecz pozwalają wodzie rozlewać się szerzej w dolinie. Dzięki temu Narew zatrzymuje więcej wody w swoim naturalnym systemie rozlewisk, zamiast szybko odprowadzać ją w dół rzeki.
Na razie jest to jednak tylko koncepcja – wizja tego, jak można by wykorzystać naturalne procesy zachodzące w Siemianówce, zamiast ją likwidować. Aby taka zmiana mogła się kiedyś wydarzyć, potrzebne byłyby decyzje polityczne oraz działania instytucji odpowiedzialnych za gospodarkę wodną. A takie decyzje pojawiają się zwykle dopiero wtedy, gdy temat zaczyna żyć w przestrzeni publicznej.
Dlatego pierwszym krokiem nie są koparki ani projekty hydrotechniczne, lecz presja społeczna. Jeśli uznacie, że warto poważnie porozmawiać o przyszłości Siemianówki, najprostszą rzeczą jest nagłośnienie tej wizji i przekazywanie dalej tego artykułu – do radnych, samorządowców, posłów, ministrów czy instytucji zajmujących się wodami i ochroną przyrody. Wasze działanie pokaże, że temat nie jest tylko ciekawostką przyrodniczą, lecz pomysłem, który trzeba zrealizować jak najszybciej, by uratować Rzekę Narew i Narwiański Park Narodowy przez katastrofą jaka je czeka, gdy nie zrobimy nic.


