Płonęły Bojary, płonęło Bema, teraz płoną Dojlidy! Czy to zemsta za protest?

Ostatnio bardzo głośno było o akcji “Ręce precz od Dojlid”, która wywołała ogromne poruszenie w mediach. Pokrótce przypomnijmy – na kameralnym osiedlu Dojlidy, gdzie są domy jednorodzinne oraz piękne zabytki – deweloperzy próbują wcisnąć bloki (jak wszędzie). Gdyby jeszcze chodziło tylko o zagospodarowanie przestrzenne, to pewnie wiele osób by nie zwróciło na ten protest uwagi. Tymczasem bloki miałyby powstać w dolinie Rzeki Białej. Nie dość, że środowisko zostałoby zniszczone, to jeszcze poziom wody gruntowej podniósłby się na tyle, że ludziom zalałoby posesje. A to już się dzieje właśnie tam, gdzie udało się wepchać bloki.

Przypomnijmy też kontekst sprawy od strony urzędników. Jeżeli deweloper kupuje ziemię i chce zbudować na niej blok, to jego wygląd musi zaprojektować zgodnie z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Jeżeli takiego nie ma, to deweloper zwraca się o specjalną decyzję zwaną “warunkami zabudowy”. To w niej urzędnik wydaje indywidualne wytyczne jak dany budynek może wyglądać. Jeżeli w okolicy są budynki niskie, to blok też nie może być wysoki. To w teorii. W praktyce, gdy przyjrzymy się wydanym warunkom zabudowy w ostatnich latach, to te decyzje są mocno dyskusyjne.

Kolejną sprawą są pożary starych domów w Białymstoku. To od lat bardzo częsta praktyka. Najpierw na Bojarach, ostatnio na Bema, a teraz być może na Dojlidach. Tam, gdzie płonęły stare drewniane domy, w ich miejsce później pojawiał się blok. Chyba każdy głupi widzi tu jakiś powtarzalny związek tych dwóch zjawisk. Każdy – tylko nie urzędnicy, nie policja i nie prokuratura. Tylko dlaczego?

Pisaliśmy już, że urzędnicy mogliby spowodować, że wywoływanie takich pożarów nie miałoby sensu. Wystarczyłoby doprecyzować i zmienić prawo lokalne, uchwalić plany zagospodarowania przestrzennego. Tymczasem od 16 lat rządzący miastem Tadeusz Truskolaski i jego ekipa radnych wspierających nie wyglądają na zainteresowanych rozwiązaniem tego problemu. Opozycyjni radni z PiS też nie bardzo wyglądają na zainteresowanych tymi pożarami. Przynajmniej nie w działaniu. Tak jak potrafią się kłócić o nazwy ulic, tak trudno znaleźć publiczne wypowiedzi któregokolwiek radnego na temat pożarów.

Kiedy białostoczanie siedzieli przy świątecznych stołach, to znów doszło do pożaru. Tymczasem zapłonął drewniany dom na Dojlidach. Czy to zemsta za ostatnie działania “Ręce precz od Dojlid” czy też powrót do “starych dobrych praktyk, które najwyraźniej są powszechnie akceptowane przez urzędników, policję i prokuraturę”. Warto też dodać, że po głośnych protestach dojlidzkich aktywistów Tadeusz Truskolaski cały czas milczy. Nie chce się też z nimi spotkać.