Zarząd Podlaskich Dróg Wojewódzkich ogłasza konsultacje społeczne dotyczące budowy drogi rowerowej z Hajnówki do Białowieży. Brzmi dobrze. Demokratycznie. Nowocześnie. Problem w tym, że gdy zajrzymy do szczegółów, okaże się, że „wybór” sprowadza się do trzech wersji tego samego pomysłu: ścieżka ma biec wzdłuż drogi wojewódzkiej. Różnica? Czy bliżej jezdni, czy za rowem melioracyjnym.
Jeśli konsultacje mają polegać na wyborze między spalinami po lewej stronie a spalinami po prawej, to trudno mówić o realnym dialogu społecznym. Trudno też nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z klasycznym odhaczaniem procedury. Środowiska rowerowe od lat powtarzają jedno: człowiek nie wsiada na rower po to, by jechać wzdłuż ruchliwej trasy i wdychać spaliny. Tym bardziej, gdy mowa o trasie do Białowieży – symbolu dzikiej przyrody, ciszy i unikalnego krajobrazu. Ale kto by się przejmował tym co chcą ludzie. Urzędnik wie przecież lepiej.
Trasa rowerowa Hajnówka – Białowieża mogłaby być wizytówką regionu. Leśnym korytarzem prowadzącym przez jeden z najcenniejszych obszarów w Europie. Produktem turystycznym z prawdziwego zdarzenia. Tymczasem proponuje się rowerzystom jazdę wzdłuż asfaltu w cieniu osobówek czy autobusów. To nie jest infrastruktura turystyczna. To jest infrastruktura techniczna, zaprojektowana z perspektywy zarządcy drogi, a nie użytkownika roweru.
Klucz do zrozumienia całej sytuacji jest prosty: Podlaski Zarząd Dróg Wojewódzkich ma kompetencje i „władztwo” nad pasem drogowym dróg wojewódzkich. Poza nim – już nie. Budowa ścieżki wzdłuż drogi wojewódzkiej jest więc najprostsza administracyjnie. Najłatwiej zaprojektować, najłatwiej rozliczyć, najłatwiej przeprowadzić inwestycję w ramach własnych kompetencji. Tyle że pytanie brzmi: czy konsultacje społeczne mają służyć wygodzie instytucji?
Jeżeli z góry wiadomo, że inwestor realnie może budować tylko w pasie drogowym, to po co udawać, że analizowane są różne koncepcje? Po co zapraszać mieszkańców i rowerzystów do „wyboru”, skoro wybór dotyczy detali technicznych, a nie kierunku inwestycji? Na mapach PZDW pojawiają się także cztery inne warianty – prowadzące wzdłuż torów kolejowych i przez tereny leśne. I tu pojawia się kolejne pytanie: jak PZDW zamierza realizować inwestycję poza swoim terenem?
Tory to własność innych podmiotów. Lasy – zarządzane przez Lasy Państwowe. Każdy z tych wariantów wymagałby współpracy międzyinstytucjonalnej, uzgodnień, być może zmian kompetencyjnych i odwagi decyzyjnej. Albo inaczej – to te instytucje bezpośrednio mogłyby zbudować ścieżki samodzielnie. Szczególnie Lasy Państwowe, które śpią na pieniądzach. Może nie warto forsować na siłę rozwiązań, które nie są akceptowane przez tych, którzy mają korzystać.
Nie jest to zresztą pierwsza próba budowy tej drogi. Poprzednie władze wojewódzkie również zapowiadały inwestycję i również organizowały konsultacje. Wtedy także mówiło się o wariantach, a w praktyce wszystko sprowadzało się do jednego – ścieżki wzdłuż drogi wojewódzkiej. Był szum, były mapki, były spotkania. A na końcu – cyrk wokół rozwiązania, które od początku budziło sprzeciw części środowiska rowerowego. A dziś historia zdaje się powtarzać.
Konsultacje społeczne mają sens wtedy, gdy istnieje realna przestrzeń do zmiany projektu. Gdy mieszkańcy mogą wpłynąć na przebieg inwestycji, a nie tylko wybrać między rowem po lewej a rowem po prawej. Jeśli jednak ramy inwestycji są tak wąskie, że jedynym dopuszczalnym kierunkiem jest pas drogowy drogi wojewódzkiej, to uczciwiej byłoby powiedzieć wprost: „możemy budować tylko tutaj”.
Wtedy rozmowa byłaby szczera. Można by dyskutować o standardzie, bezpieczeństwie, oddzieleniu od jezdni, ekranach zieleni. Ale dziś mamy wrażenie, że to nie mieszkańcy mają decydować, tylko mają legitymizować wcześniej przyjęte założenia.
Nie po to jedzie się do Białowieży, by pedałować wzdłuż ruchliwej trasy. Jeśli inwestycja nie będzie atrakcyjna, bezpieczna i odseparowana od ruchu samochodowego w sposób rzeczywisty, może okazać się kosztownym symbolem źle rozumianej infrastruktury. Miliony złotych wydane na ścieżkę, która nie stanie się turystycznym magnesem, tylko kolejnym pasem technicznym przy drodze.
Może więc zamiast organizować pseudo-konsultacje, warto zadać fundamentalne pytanie: czy naprawdę chcemy stworzyć trasę rowerową do Białowieży, czy tylko dobudować asfalt w granicach własnych kompetencji? Bo jeśli to drugie, to nie róbmy parodii z konsulacji.


