Każdej wiosny scenariusz wygląda identycznie. Pojawiają się pierwsze cieplejsze dni, trawy wysychają po zimie, a w wielu miejscach Podlasia ktoś podpala łąkę. Później pojawiają się kolejne ognie, a strażacy przez tygodnie gaszą pożary, które nie powinny się wydarzyć. W samym 2025 roku pożary zapoczątkowane wypalaniem traw objęły w Polsce 100 km kwadratowych powierzchni, spowodowały straty w wysokości ponad 28 mln zł i kosztowały życie siedmiu osób. W województwie podlaskim miało miejsce aż 801 takich wydarzeń, osiem osób zostało poszkodowanych.
Równolegle pojawia się drugi stały element tego rytuału: konferencje prasowe i apele. Strażacy, policja i przedstawiciele administracji apelują do rozsądku. Apelują, aby nie wypalać traw, o odpowiedzialność i o to by zgłaszać pożary. W tym roku nie było inaczej. O zaprzestanie wypalania traw apelowali podlascy strażacy, wojewoda podlaski, zastępca komendanta wojewódzkiego Policji oraz dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.
Pytanie brzmi – czy apelowanie to jednak nie jest za mało? Problem polega na tym, że od lat nic z tych apeli nie wynika. Straty liczone są w milionach złotych. W praktyce jest to działanie pozorne, bo apelowanie nie zatrzymuje pożarów.
Wypalanie traw jest w Polsce nielegalne. Grożą za to wysokie grzywny, a nawet kara więzienia. Istnieją przepisy, istnieją sankcje, istnieją kampanie społeczne. A mimo to liczba pożarów jest gigantyczna. To oznacza jedno: sama edukacja nie działa. Jeżeli co roku w tym samym regionie dochodzi do setek podpaleń, to znaczy, że system reaguje dopiero wtedy, gdy ogień już płonie. Cała strategia polega na gaszeniu skutków zamiast zapobieganiu przyczynom.
Tymczasem w ochronie przeciwpożarowej najważniejsza jest jedna rzecz – czas reakcji. Gdy ogień zostanie wykryty w ciągu kilku minut. Dobrym przykładem jest Biebrzański Park Narodowy. Po katastrofalnym pożarze w 2020 roku, który strawił ponad 5500 hektarów torfowisk i trzcinowisk, rozpoczęto rozbudowę systemu wczesnego wykrywania ognia. W ramach projektu wprowadzono monitoring przeciwpożarowy oparty na kamerach i wieżach obserwacyjnych. Do tego są samochody patrolowe i lekkie gaśnicze.
Dzięki temu różnica między wykryciem pożaru po 5 minutach a po godzinie może oznacza niwelację strat między spalonym hektarem a spalonymi tysiącami hektarów. Ogień w suchych trzcinowiskach lub na wyschniętej łące rozprzestrzenia się błyskawicznie. Gdy zostanie zauważony dopiero wtedy, gdy dym widoczny jest z kilku kilometrów, jest już za późno na łatwą akcję gaśniczą.
Jeżeli Podlaskie co roku mierzy się z setkami pożarów traw, to oznacza, że potrzebny jest system wczesnego wykrywania ognia obejmujący większe obszary regionu. Wieże obserwacyjne z kamerami, automatyczne systemy wykrywania dymu, monitoring satelitarny czy nawet drony patrolowe to technologie, które już istnieją. Ich koszt jest niewielki w porównaniu z kosztami wielodniowych akcji gaśniczych, w których uczestniczą setki strażaków, wojsko i lotnictwo.
Przykład Biebrzy pokazuje, że inwestycje w monitoring są możliwe i realne. To jest realna prewencja. Miliony na gaszenie, grosze na zapobieganie. Gdy dochodzi do wielkiego pożaru, uruchamiane są ogromne siły: setki strażaków, śmigłowce, samoloty gaśnicze, wojsko i służby leśne. Koszty takich operacji idą w miliony złotych. Jednocześnie inwestycje w wielkoobszarowe systemy wykrywania ognia są wyjątkiem, a nie standardem.
W efekcie państwo wydaje ogromne pieniądze na gaszenie pożarów, które można byłoby zdusić w zarodku – gdy ogień ma jeszcze kilka metrów, a nie kilka kilometrów frontu. Dopóki będą tylko apele, pożary będą co roku. Nie ma wątpliwości, że wypalanie traw jest głupotą i przestępstwem. Ale równie oczywiste jest to, że same apele nie zmienią rzeczywistości.
Rolnicy, którzy podpalają łąki, robią to od dziesięcioleci. Kampanie społeczne nie zmieniły tego w ciągu ostatnich lat i nie zmienią tego w ciągu kolejnych. Dlatego prawdziwe pytanie nie brzmi: czy powinniśmy apelować? Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego w regionie, w którym co roku płoną setki hektarów traw, nadal nie istnieje powszechny, spójny system wczesnego wykrywania pożarów? I niech nikt nie mówi o braku pieniędzy. Szczególnie patrząc na to, ile w Polsce bezużytecznych projektów unijnych zostało zrealizowanych za gigantyczne kwoty.
Dlatego dopóki jedyną odpowiedzią władz będą konferencje prasowe i apele o rozsądek, Podlaskie będzie płonąć każdej wiosny.


