Śnieżna zima zrobiła coś, czego nie było od lat

Śnieżna zima zrobiła coś, czego nie było od lat

Przez lata brak śniegu sprawił, że sanki stały w piwnicach, jabłuszka kurzyły się na strychach, a dziecięce zimowe zabawy zniknęły same, bez żadnych zakazów. Po prostu nie było warunków. W tym roku wystarczyło kilka solidnych opadów, by wszystko wróciło — jakby czekało w gotowości. Na osiedlach znów pojawiły się górki pełne dzieci, kolejki bez regulaminu, krzyk, śmiech i dźwięk sanek sunących po ubitym śniegu. W wielu miejscach wróciły też anioły na śniegu, bałwany czy  nawet igloo, bo zimy kończyły się na błocie i deszczu.

Zima przypomniała także rzeczy drobne, ale bardzo konkretne: termosy z herbatą, mokre rękawiczki suszące się na kaloryferach, zapach wełnianych czapek w klatkach schodowych. Rzeczy, których nie da się zaplanować ani kupić — pojawiają się tylko wtedy, gdy pogoda na to pozwala. Co ciekawe, wielu rodziców zwraca uwagę na coś jeszcze: dzieci nie chcą wracać do domu. Mimo zimna, czerwonych rąk i przemoczonych butów. Przez kilka godzin ekrany przestają być pierwszym wyborem, nie dlatego, że ktoś je zabrał, ale dlatego, że na zewnątrz w końcu znowu coś się dzieje.

Po latach zim bez śniegu, znów dostrzegliśmy, że podwórka, górki i osiedlowe przestrzenie wciąż są gotowe do życia. Potrzebowały tylko trochę puchu i ludzi. To wszystko paradoksalnie pokazuje nam jak bardzo na zewnątrz obecnie jest „nieciekawie”. Deweloperskie place zabaw, zabetonowane place, galerie handlowe – to miejsca „tylko na chwilę”. Brakuje takich na wiele godzin. Dlatego wszyscy najpierw uciekają za miasto – na przykład do Supraśla, Szelmentu czy do Rybna, by potem finalnie w tamte okolice się z miasta wyprowadzić. Co nam to wszystko mówi? Że człowiek nie chce tego co mu urzędnicy zaserwowali. Woli naturę. Las, rzekę, górki – latem miejsca do spacerów, wielogodzinnych pikników, czy ognisk z kiełbaskami, a zimą do nart, sanek i snowboardu, a także kuligów.

Może więc ta zima nie jest tylko pogodową ciekawostką, ale sygnałem ostrzegawczym. Pokazała, że wystarczy jeden naturalny impuls, by ludzie masowo wrócili do przestrzeni, które dają swobodę, czas i prawdziwe bycie razem. I że jeśli miasta nie zaczną oferować miejsc do życia, a nie tylko do „szybkiego skorzystania”, to śnieg będzie być może wracał co roku, a ludzie — coraz rzadziej.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.

Partnerzy portalu: