Ten wyjazd może sprawić wiele problemów czekającym na pozytywną decyzję Polski

Ten wyjazd może sprawić wiele problemów czekającym na pozytywną decyzję Polski

Andrzej Poczobut wrócił na Białoruś. Po pięciu latach spędzonych w białoruskim więzieniu, zaledwie kilka miesięcy po odzyskaniu wolności, przekroczył 8 września granicę w Bobrownikach i pojechał do Grodna. Jego decyzję można rozumieć. To jego rodzinne miasto, tam mieszka część jego bliskich, tam działają ludzie ze Związku Polaków na Białorusi. Sam Poczobut mówił wcześniej wprost: w Grodnie jest jego dom.

Można jednak jednocześnie podziwiać jego odwagę i uważać, że z punktu widzenia innych ludzi była to decyzja bardzo ryzykowna. Nie tylko dla niego.

Partnerzy portalu:

Kilka dni przed wyjazdem Poczobuta Związek Polaków na Białorusi zdecydował o przełożeniu swojego zaplanowanego na wrzesień zjazdu aż do marca 2027 roku. Oficjalnym powodem były względy bezpieczeństwa. Nie ma podstaw, aby twierdzić, że decyzja zapadła z powodu samego Poczobuta — tym bardziej że uczestniczył on w posiedzeniu, podczas którego ją podjęto. Trudno jednak nie zauważyć kontrastu: organizacja polskiej mniejszości uznaje sytuację na Białorusi za na tyle niebezpieczną, że odkłada duże spotkanie o pół roku, a jeden z najbardziej znanych represjonowanych działaczy chwilę później sam jedzie do Grodna.

I właśnie tutaj pojawia się problem, o którym mówi się znacznie mniej.

Od lat tysiące Białorusinów próbują w Polsce udowodnić, że powrót do ich kraju może wiązać się z represjami. Są wśród nich opozycjoniści, dziennikarze, uczestnicy protestów, działacze społeczni czy osoby, które po prostu znalazły się na celowniku tamtejszych służb. W 2025 roku Białorusini byli jedną z największych grup występujących w Polsce o ochronę międzynarodową. Taka ochrona przysługuje jednak nie dlatego, że ktoś jest Białorusinem, lecz wtedy, gdy grozi mu prześladowanie albo rzeczywiste niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Każda sprawa jest więc oceniana indywidualnie.

I teraz wyobraźmy sobie taką rozmowę w urzędzie.

Człowiek tłumaczy, że boi się wrócić na Białoruś, ponieważ działał przeciwko reżimowi albo był związany z niezależnym środowiskiem. Po drugiej stronie biurka może paść bardzo proste pytanie: skoro Andrzej Poczobut, jeden z najbardziej znanych przeciwników białoruskich władz, człowiek skazany tam na osiem lat więzienia, mógł po uwolnieniu dobrowolnie wrócić do Grodna, spędzić tam kilka dni i ponownie wyjechać do Polski, to dlaczego właśnie panu ma grozić niebezpieczeństwo?

Oczywiście byłoby to ogromne uproszczenie. Bezpieczeństwo Poczobuta nie oznacza bezpieczeństwa każdego Białorusina. Wręcz przeciwnie — właśnie dlatego, że Poczobut jest osobą znaną na świecie, jego sytuacja może być zupełnie inna. Reżim doskonale wie, że ponowne zatrzymanie człowieka, którego uwolnienie było wynikiem międzynarodowych negocjacji, natychmiast stałoby się wydarzeniem politycznym. Zwykły działacz z Grodna, Brześcia czy Mińska takiej ochrony rozgłosu nie ma.

Problem polega jednak na tym, że administracja lubi argumenty proste.

Poczobut sam podkreśla, że represje wobec Związku Polaków na Białorusi się nie skończyły. Także sam ZPB nie zachowuje się jak organizacja działająca obecnie w normalnych, bezpiecznych warunkach — skoro właśnie z powodów bezpieczeństwa przesuwa swój zjazd o pół roku. Dlatego jeżeli Poczobut zgodnie z planem po około tygodniu wróci do Polski cały i zdrowy, powstaną dwa zupełnie różne obrazy tej samej Białorusi.

Pierwszy: państwa, które przez pięć lat więziło polskiego dziennikarza, nadal represjonuje przeciwników politycznych i członków niezależnych organizacji. Drugi: państwa, do którego ten sam były więzień polityczny kilka miesięcy po uwolnieniu dobrowolnie przyjeżdża w odwiedziny, porusza się po Grodnie, spotyka ze znajomymi, a następnie spokojnie wyjeżdża.

Dla Poczobuta może to być manifestacja wolności i pokazanie białoruskim władzom, że nie są w stanie wypędzić go z własnego domu. Z jego osobistej perspektywy można to nawet podziwiać. Tyle że bohaterstwo jednej osoby potrafi czasem skomplikować życie ludziom, których nazwisk nikt nie zna. Nie chodzi przy tym o wszystkich Białorusinów starających się w Polsce o pobyt stały. Posiadacze Karty Polaka czy osoby polskiego pochodzenia mają odrębne podstawy prawne i powrót Poczobuta na Białoruś niczego tutaj automatycznie nie zmienia.

Znacznie bardziej kłopotliwa może być jego historia dla osób, które muszą przekonać polskie instytucje, że właśnie ze względu na represje nie mogą bezpiecznie wrócić do swojego kraju. I oby żaden urzędnik nigdy nie sprowadził ich sytuacji do zdania: „skoro Poczobut mógł wrócić, to pan też może”. Bo byłby to fatalny argument. Ale po tej podróży Andrzeja Poczobuta taki argument właśnie dostał do ręki.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.