Drohiczyn nie należy do miejsc, które krzyczą swoją obecnością z billboardów czy pierwszych stron przewodników turystycznych. Leży cicho, nad rzeką Bug, na południowych krańcach województwa podlaskiego, trochę jakby poza głównym nurtem podróżniczych szlaków. A jednak ci, którzy choć raz się tu zatrzymali – nawet na krótki dzień – wracają z poczuciem, że odkryli coś bardzo osobistego. Miejsce, gdzie czas płynie nieco inaczej, a historia i natura żyją obok siebie w zadziwiającej harmonii.
Jeśli masz tylko jeden dzień, Drohiczyn nie będzie cię poganiał. Wręcz przeciwnie – zaprosi cię do niespiesznej wędrówki przez swoją historię, przyrodę i duchowe dziedzictwo. Poranek najlepiej zacząć od spaceru po nadrzecznych bulwarach. To tutaj Bug pokazuje swoją najłagodniejszą twarz – szeroki, spokojny nurt odbijający niebo, ciche trzcinowiska, zapach mokrej trawy. To także świetny moment na pierwsze spojrzenie na panoramę miasta z dołu.
Warto od razu skierować się na Górę Zamkową – to tylko kilkuminutowe podejście, a z jej szczytu roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na dolinę Bugu. Tu kiedyś stał zamek, o którym dziś przypomina już tylko nazwa i niewielki obelisk. Ale nawet bez ruin, to miejsce ma w sobie coś z majestatu dawnej siedziby książąt.
Schodząc z góry, niemal automatycznie trafisz do serca Drohiczyna – niewielkiego rynku i jego okolic. To właśnie tu skupia się większość zabytków. Drohiczyn był przez wieki miastem trzech kultur – katolickiej, prawosławnej i unickiej – co dziś można dostrzec w zaskakująco dużej liczbie świątyń jak na tak małe miasteczko.
Zbliżając się do południa, dobrze jest zrobić przerwę na posiłek. Choć Drohiczyn nie oferuje bogatej sceny gastronomicznej, znajdzie się kilka miejsc, które serwują tradycyjne podlaskie dania z prostotą i autentycznością. Kartacze, pierogi, babka czy chłodnik to lokalne rarytasy. Kuchnia, która nie próbuje nikogo zaskakiwać, tylko karmi jak w domu.
Popołudnie warto poświęcić na spotkanie z przyrodą. Można wypożyczyć rower lub po prostu wybrać się na spacer wzdłuż rzeki, kierując się w stronę przystani. Jeśli pogoda sprzyja, możliwe są także krótkie rejsy na drugi brzeg po Bugu.
Na koniec dnia dobrze jest wrócić na Górę Zamkową lub usiąść na jednej z ławek przy rzece. Zachód słońca nad Bugiem ma w sobie coś z kontemplacji. Nie chodzi nawet o spektakularność barw, choć i one bywają zachwycające, ale o spokój, który w tym miejscu wydaje się być czymś naturalnym, nienarzuconym.

