Przez lata była jedną z największych atrakcji Podlasia – drewniana kładka Waniewo–Śliwno wiodąca przez rozlewiska Narwi, gdzie można było poczuć prawdziwy „polski Amazon”. Spacer po drewnianych pomostach i przeprawa ruchomymi platformami stały się symbolem Narwiańskiego Parku Narodowego. Dziś jednak kładka to już przeszłość. Chociaż istnieje, to nie można z niej korzystać, bo poziom wody w rzece spadł tak bardzo, że nie ma już warunków do jej funkcjonowania.
Narwiański Park Narodowy powstał, by chronić unikalną rzekę o anastomozującym charakterze czyli rozlewającą się na wiele koryt, tworzącą wyspy, starorzecza i mokradła. Ten krajobraz od zawsze zależał od wiosennych roztopów i regularnych opadów. Dziś jednak klimat się zmienił. Zimy są coraz łagodniejsze, opady śniegu – symboliczne, a wiosenne wezbrania rzeki praktycznie zanikły. Do tego dochodzą długie okresy suszy, które sprawiają, że wody w Narwi jest dramatycznie mało.
Ponadto melioracje prowadzone w poprzednich dekadach, osuszanie bagien i regulacje rzek w dorzeczu sprawiły, że woda szybciej spływa, zamiast naturalnie rozlewać się i zatrzymywać na mokradłach. Narew stała się rzeką bardziej „techniczną” – węższą, płytszą, coraz mniej przypominającą dawną, dziką rzekę.
Ratunek dla Narwi wymaga działań na ogromną skalę. Żeby cokolwiek się zmieniło potrzebujemy odtwarzania bagien i torfowisk, które zatrzymują wodę jak gąbka. Ważne jest także przywracanie naturalnych rozlewisk, powstrzymywanie melioracji oraz mądre gospodarowanie wodą w rolnictwie. Bez tego każda kolejna sucha wiosna i upalne lato będą tylko pogłębiać kryzys.
Tylko z odbudową retencji jest jak z wycinką drzewa. Można posadzić nowe, ale nim ono porządnie wyrośnie minie kilkadziesiąt lat. Tak samo jest z retencją. Nawet jeśli zaczniemy działać dziś, efekty nie pojawią się od razu. Dlatego kładka Waniewo–Śliwno najprawdopodobniej pozostanie już tylko wspomnieniem – symbolem tego, jak szybko zmienia się nasza przyroda i jak kosztowne są skutki braku troski o zasoby wodne.
Oczywiście prędzej czy później pojawi się pomysł „dobudowania” kładki w miejscach, gdzie wcześniej funkcjonowały platformy do przeprawy. Ale umówmy się, nie będzie to już to samo. Ponadto nikt nie będzie przyjeżdżać na dawne rozlewiska, bo będzie to martwy przyrodniczo teren.
Historia kładki to nie tylko opowieść o jednej atrakcji turystycznej, ale ostrzeżenie dla całego Podlasia, a nawet całej Polski. Jeśli nie zaczniemy odbudowywać naturalnych systemów zatrzymywania wody, podobny los może spotkać inne rzeki i jeziora. Narew można jeszcze ratować, ale wymaga to decyzji politycznych i inwestycji w renaturyzację rzek. Jak wszyscy doskonale wiemy – nie nastąpi to. Wystarczy zobaczyć jakimi tematami politycy zajmują się od 1989 roku. Tak – to ciągle te same tematy.
Teoretycznie możliwe są okresy, gdy wody w Narwi będzie więcej – na przykład w wyniku wyjątkowo śnieżnej zimy lub serii deszczowych wiosen i chłodnych lat. Taki „naturalny powrót” do dawnych warunków wymagałby jednak całkowitej zmiany klimatu na chłodniejszy i bardziej wilgotny. Prognozy niestety są odwrotne – średnia temperatura w Polsce rośnie, a okresy suszy stają się coraz dłuższe. Bez działań człowieka raczej nie ma szans, by poziom wody w Narwi na stałe wrócił do dawnych wartości. Możliwe są krótkie epizody podniesionych stanów wody, ale będą one rzadkie i nietrwałe, niewystarczające, by kładka mogła regularnie działać jak dawniej. Dlatego kładka Waniewo–Śliwno to już historia.


