Zbliża się jesień. Co można wtedy robić na Podlasiu? Bardzo wiele!

Lato umiera jesieni czas – śpiewał kiedyś pewien gwiazdor jednej piosenki. Na wsiach trwają obecnie żniwa, które przyciągają bociany. Stołują się tym co odkryje przed nimi skoszone pole. To też czas organizowania się do odlotu. Zaraz zaczną się wykopki, pojawi się więcej deszczowych dni, a temperatura spadnie. Wtedy na Podlasiu można robić zupełnie inne rzeczy niż latem. Wszystko reguluje natura.

 

Jedne z miejsc, które stanie się bardziej przyjazne człowiekowi to las. Można bowiem wybrać się przede wszystkim na grzyby. Każdego roku daje on obfite zbiory jeżeli tylko solidnie popada. Gdy w lesie jest mokro to także znika zagrożenie pożarowe, więc jest po prostu bezpieczniej. Dodatkowo ścieżki w lesie są bardziej utwardzone, dzięki czemu wygodniej po nich chodzić a także jeździć rowerem. Podlaskie ma to szczęście, że na swoim terenie ma aż 3 Puszcze – Białowieską, Knyszyńską oraz Augustowską. W każdej z nich można także napotkać na dziko żyjące żubry. Do tego też nie brakuje jeleni czy saren. Biebrzański Park Narodowy, który też oprócz rozległych łąk składa się z lasu obfituje w łosie. Wszystkie te miejsca pełne są również kleszczy, więc po powrocie warto obejrzeć się dokładnie.

 

Inną alternatywą związaną z jesienią są piesze wycieczki. Nie jest tak gorąco, dzięki czemu można przemierzać wiele kilometrów. Jest to nie tylko zdrowe, ale też przyjemne. Oczywiście nie mówimy tu o chodzeniu po zabetonowanym Białymstoku i wąchaniu spalin. Warto wybrać się na jakiś szlak. Wystarczy zacząć iść po oznaczonych drzewach, na których namalowane jest które rozwidlenie to szlak oraz gdzie ewentualnie skręcić. Jest to dość dobra zabawa. Możecie wypróbować choćby na wylocie z Białegostoku na Augustów. Tam idąc w stronę Jurowiec z obwodnicy jest zejście w prawo do lasu. Tam zaczyna się pieszy szlak, którym dojdziemy najpierw do Wasilkowa, a następnie Nowodworc, Supraśla i jeszcze dalej. Kolejny taki szlak zaczyna się w Supraślu i prowadzi leśnymi drogami przez przepiękne rezerwaty przyrody ukryte w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Jesienią nie warto jeszcze skreślać roweru. Całkiem przyjemnie się nim jeździ póki temperatura nie spadnie poniżej 15 stopni. Można wypróbować nowe ścieżki rowerowe – Zabłudów – Soce, można objechać dookoła Białystok, a można wybrać się Green Velo oraz przy okazji skorzystać z kładki Śliwno – Waniewo. Jesienią, gdy wody będzie więcej w Narwi – przeprawa powinna działać bez problemu.

Zdjęcie wykonane w okolicach Niewodnicy

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.

Najbliższe noce warto spędzić na powietrzu. A konkretnie gdzieś, gdzie jest bardzo ciemno, bo na niebie zapowiada się niesamowity spektakl. Jak co roku Ziemia będzie ułożona w taki sposób, że będzie można oglądać rój meteorów – Perseidy. Gołym okiem będzie widać mnóstwo spadających gwiazd. Ktoś, kto kiedykolwiek widział to na żywo doskonale wie, jak bardzo fascynującee jest oglądanie Perseidów. Ktoś, kto tego nie robił – koniecznie musi spróbować!

 

Perseidy czyli noce spadających gwiazd są każdego roku w połowie lipca i widać je prawie do końca sierpnia. Najwięcej meteorów dostrzeżemy z 12 na 13 i 13 na 14 sierpnia. Trzeba tylko znaleźć jakieś miejsce, gdzie jest bardzo ciemno a światła miasta nie dochodzą. Polecamy Puszczę Białowieską, Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Puszczę Knyszyńską albo którąś z górek na Suwalszczyźnie. Kawałek polany, koc, wino na rozgrzanie, druga osoba do towarzystwa. To wszystko zagwarantuje Wam niezapomnianą noc!

 

Wiele osób próbuje sfotografować choć jeden meteoryt. Jest to jak błyśnięcie podczas burzy, więc nie liczcie na refleks. Da się jednak to zrobić ustawiając w aparacie lub komórce fotografowanie interwałem. Wtedy co sekundę aparat wykonuje fotografię, a my liczymy na to, że po kilkuset próbach trafi chociaż raz. Dobrze jest też mieć obiektyw szerokokątny lub taki, który polem widzenia obejmuje 180 stopni. Wtedy da się złapać wszystko, co na niebie się dzieje. Życzymy powodzenia w obserwacjach!

Featured Video Play Icon

Co Podlasie ma wspólnego z ogórkami? Bardzo wiele!

Podlasie kocha ogórki! Co roku organizujemy im święto, a stolicą jest Kruszewo. Mamy też wieś i unikalną produkcję. W tym roku ze świętem ogórka może być różnie, ale jedno jest pewne. Tym razem był urodzaj. Dlatego nigdzie nie powinno braknąć tych przepysznych warzyw. Szykujcie słoiki w ogromnych ilościach! Ogórki można jeść surowe, małosolne, kiszone czy jako korniszony. Co roku gospodynie robią przetwory, by potem zimą można było zajadać się przy obiedzie. Warto sobie jednak zadać pytanie – ile wspólnego z tymi przysmakami ma Podlasie. Okazuje się, że sporo.

 

Przede wszystkim w województwie podlaskim znajduje się wieś… Ogórki. konkretnie w powiecie sejneńskim w gminie Puńsk na pograniczu Polski i Litwy. To jeszcze nie wszystko. Jedyne w kraju są kwaszone ogórki “Narwiańskie”. Do produkcji wykorzystuje się warzywa nieskażone żadnym przemysłem czy wielkimi miastami. Dolina Narwi charakteryzuje się specyficznym mikroklimatem. Uprawa ogórków (masowo) odbywa się w takich gminach jak Choroszcz, Kobylin-Borzymy, Sokoły, Łapy, Suraż, Turośń Kościelna czy Tykocin. Co ważne, produkcja nie oznacza, że są tu jakieś fabryki ogórów. Uprawa jest tradycyjna, nawożona organicznie dzięki czemu warzywa mają niesamowity, unikalny smak.

 

Tradycja produkcji ogórków kwaszonych w dolinie rzeki Narew sięga lat 60-tych ubiegłego wieku. Działalność taką zapoczątkowała Spółdzielnia Ogrodniczo – Pszczelarska „Witamina”, która w Śliwnie rozpoczęła skupowanie zielonych ogórków od okolicznych rolników oraz ich kwaszenie. Odbywało się to w drewnianych beczkach, które następnie zatapiano w rzece Narew. Jednak tradycja uprawy oraz kwaszenia ogórków pozostała do dziś, a tajemnice produkcji były przekazywane z pokolenia na pokolenie i są ściśle chronione przez każdego producenta.

Featured Video Play Icon

Podlasie na weekend. Co lubią zwiedzać turyści?

Kolejny film nagrany i opublikowany w mediach społecznościowych zdaje się potwierdzać to, co lubią zwiedzać turyści na Podlasiu. Autor powyższego filmu zabrał nas w dobrze znane zakątki – Skit w Odrynkach, Kraina Otwartych Okiennic czy Puszcza Białowieska. Po rejestracji samochodu można zauważyć, że turyści byli z województwa łódzkiego. Jak ich oczami wypadło nasze ukochane Podlasie? Nie zabrakło pięknych widoków, zwierząt i cudownej drewnianej architektury.

 

Warto zauważyć, że to już kolejny film, na którym widać jasno co lubią zwiedzać turyści na Podlasiu. Dawniej latem oblężenie zwiedzających przeżywał jedynie Augustów. Teraz w każdy słoneczny weekend nie brakuje ludzi także w innych zakątkach. Ogromnym zainteresowaniem cieszy się oczywiście Puszcza Białowieska i jej rezerwat. Przyjezdni mogą tam podziwiać żubry, których w takim województwie łódzkim nie ma, ale też ogromne kilkuset letnie dęby. Nie brakuje też fanów drewnianych cerkwi, które można spotkać na Podlasiu czy Podkarpaciu. U nas jednak jest coś jeszcze – drewniany meczet w Kruszynianach, gdzie mieszkają od setek lat polscy Tatarzy.

 

Jednym z ostatnich hitów jest także kładka Śliwno – Waniewo. Niestety, nie zawsze atrakcja jest dostępna. Jeżeli w Narwi jest za mało wody, to platformy, którymi przeprawiamy się na drugi brzeg nie mogą płynąć. Drugie niestety dotyczy władz gminy Sokoły. O ile w Narwiańskim Parku Narodowym postarali się i wyremontowali swoją część kładki biegnącą od Śliwna, tak też władze gminy Sokoły mają turystów gdzieś. Kładka w Waniewie jest zapuszczona i nie nadaje się do korzystania. Mimo wszystko warto wybrać się do Śliwna i skorzystać z tego co jest.

Podlaskie na kajaku. Zobacz najlepsze szlaki wodne w regionie.

Województwo Podlaskie ma ogromną ilość miejsc, gdzie można popływać kajakiem. Nie będziemy jednak ich wszystkich tu przedstawiać. Wybraliśmy te szlaki wodne, które najbardziej mogą przypaść do gustu także Wam. Teoretycznie woda to woda, więc wybór miejsca może wydawać się drugorzędny. Warto jednak wiedzieć, że jedne trasy będą bardziej wymagające, a inne mniej. Jedne będą prowadziły przez kompletne zarośla, inne będą miały też przepiękne widoki. Co najlepiej wybrać? To zależy ile czasu chcemy przeznaczyć na pływanie. Spływ kajakowy trwa zwykle kilka dni, jednak nie każdy ma ochotę przez tyle czasu siedzieć i wiosłować. Niektórym przecież starczy tylko kilka godzin.

Suwalszczyzna

Na Suwalszczyźnie są 3 miejsca, gdzie warto wypożyczyć sprzęt i zacząć drogę. To okolice Budy Ruskiej, gdzie zaczniemy piękną przeprawę rzeką Czarną Hańczą. Pierwszy odcinek możemy zakończyć w Głębokim Brodzie po kilkunastu kilometrach. Jeżeli to dla nas za mało kolejna okazja na koniec będzie w Rygolu po kolejnych kilkunastu kilometrach. Aczkolwiek na tym drugim odcinku będzie trudniej, więc jeżeli to nasz pierwszy raz to lepiej wybrać coś innego. W Rygolu natomiast możemy dołączyć do Kanału Augustowsiego, którym dopłyniemy do pięknej Przewięzi. Trasa wyniesie około 30 kilometrów. Jej zasadniczym plusem jest to, że bardzo często będzie okazja do zejścia na ląd, czego nie można powiedzieć o Czarnej Hańczy.

 

Teoretycznie możemy płynąć dalej aż do Augustowa, jednak na jeziorze Białym pomiędzy obiema miejscowościami panuje spory ruch. Jeżeli irytują Was fale robione przez inne przepływające jednostki, to lepiej sobie darować. Jeżeli jesteście zdeterminowani, to możecie dopłynąć do Jeziora Rospuda. Jeżeli to nie jest spływ kajakowy, a jednorazowe rekreacyjne pływanie, to polecamy od razu zacząć na tym jeziorze, by popłynąć dziką rzeką i Doliną Rospudy. Przed Wami będzie około 20 kilometrowa piękna trasa, którą zakończycie w Raczkach. Pamiętajmy, że po drodze będzie bardzo mała szansa na to, by zejść na ląd.

Białostocczyzna

Jeżeli chcemy wybrać coś bliżej Białegostoku, to proponujemy dwie miejscówki. Jedna to Supraśl i jego okolice. Zacząć możemy w pobliskim Surażkowie, by przepłynąć piękną i malowniczą trasą do miejscowości Supraśl przez Krzemienne. A możemy od razu w miejscowości Supraśl zacząć płynąć przez Nowodworce do Wasilkowa. Jeżeli chcielibyśmy urządzić jakiś kilkudniowy spływ, to rzeka wpada do Narwi za Fastami, a dalej możemy nawet dotrzeć do Tykocina albo i do Wizny. Po drodze będzie można zejść na ląd w wielu miejscach – Supraślu, Nowodworcach, Wasilkowie, Sielachowskich. W Dobrzyniewie Fabrycznym trzeba będzie przenieść kajak, bo jest śluza. Potem kolejna okazja do zejścia na ląd będzie w Złotorii i Tykocinie.

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia – szczególnie na jednodniową wyprawę to Suraż. Tam możemy wypożyczyć kajaki. Następnie zostaniemy z nimi zawiezieni do Doktorc, po to by wrócić do Suraża. Trasa jest dosyć łatwa i przyjemna. Jej przepłynięcie zajmie nam kilka godzin, bo do przepłynięcia będzie około 15 kilometrów. Nie ma przeciwwskazań, by płynąć dalej przez Narwiański Park Narodowy. To jednak już wyprawa na więcej niż 1 dzień. Warto zaznaczyć, że niezależnie czy będziemy płynąć tylko na trasie Doktorce – Suraż czy dalej, to miejsc, by zejść na ląd będzie bardzo mało, bo to dzikie tereny.

Południowe Podlasie

Rzeka Bug to kolejne miejsce, gdzie warto wypłynąć kajakiem. Konkretnie to warto wypłynąć z Niemirowa. Pierwszy przystanek (lub dzień) zrobimy po 15 km w Mielniku. Jeżeli komuś mało, to kolejny przystanek warto zrobić w Drohiczynie czyli po kolejnych 30 kilometrach. Po kolejnych trzydziestu dopłyniemy do miejscowości Granne. Cała wyprawa przeniesie nas do czasów I Rzeczypospolitej. Po drodze mijać będziemy historyczne miejscowości, na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

 

Jeżeli planujemy kilka dni spływu, to na wszystkich trasach bez problemu znajdziecie noclegi. Pod tym kątem nasz region jest bardzo rozwinięty. Warto tylko przed wypłynięciem sprawdzić prognozy pogody, tak by mieć pewność, że nie będzie żadnych burz, bo nie zawsze będzie jak uciec z wody, gdyby nagle na niebie zmieniła się sytuacja. Nie zapominajmy też o kapokach. Nawet, gdy umiemy pływać, to ryzyko utonięcia jest zawsze. Trzymamy jednak kciuki, by wyprawy odbywały się w spokoju.

Plaże i kąpieliska. Gdzie można odpoczywać nad wodą?

W województwie podlaskim od 1 czerwca do 30 września oficjalnie można plażować. Oczywiście jak ktoś ma ochotę, to może i w grudniu, tyle że w tym okresie oficjalnym woda jest badana. Najważniejsza wiadomość w tym roku jest taka, że podczas kąpieli w wodzie nie można zarazić się koronawirusem, co nie oznacza, że nie można wrócić do domu z wysypką, a tak może być jeżeli będziemy korzystać z miejsc do kąpieli, gdzie nikt nie sprawdza stanu wody. Warto tu zwrócić uwagę szczególnie na 2 miejsca: Siemianówka – zajeżdżając na miejsce – może się wydawać, że to dobre miejsce na plażowanie, bo przecież znajduje się tam nawet sprzęt rekreacyjny czy plac zabaw. Podobnie wiele osób dawniej jeździło do Plosek, a dziś mimo dobrej “miejscówki” woda również nie spełnia wymagań, by bezpiecznie się tam kąpać.

Na powyższej mapie zaznaczyliśmy te kąpieliska, w których woda została już przebadana. Oznacza to, że brakuje tu wielu popularnych plaż, ale nie dlatego że jest tam brudna woda. Po prostu nie doszło tam jeszcze do badania. Dlatego, gdy w końcu przyjdą ciepłe dni to te miejscówki są już pewne. Co z popularnymi, ale nie przebadanymi miejscami? Zmieniły się przepisy prawa dotyczące organizacji kąpielisk. Dlatego w tym roku będzie wiele takich miejsc, które będą otwarte tylko na miesiąc –  najpewniej w lipcu lub sierpniu.

 

Pamiętajmy też, że trwa nadal epidemia zatem trzeba uważać na plażach, by zachować odpowiedni odstęp od innych ludzi. Takie ściski jak w poprzednich latach chyba nie będą możliwe. Oczywiście można przewidzieć, że w tym roku jak nigdy popularne będą wyśmiewane parawany. Te osoby, które nad morzem je rozstawiały chyba coś pod skórą czuły, że lepiej odgradzać się od innych. Zwykle jest tak, że geniusza rozumiemy dopiero po latach. Życzymy udanej pogody i dużo ciepłych i słonecznych dni!

Majówka w czasach zarazy. Gdzie jechać i co robić?

Rząd znosi obostrzenia dopiero po majówce właśnie po to, by Polacy nie szturmowali wszystkiego jak leci z powodu dni wolnych. Są jednak miejsca, gdzie można się wybrać i bez kłopotu trzymać się z dystansem do innych. Oto nasze bezpieczne, majówkowe propozycje.

Kładka Śliwno-Waniewo

Kładka została ponownie otwarta. Pamiętać jednak należy, że jest na niej wąsko i będziemy mijać się z wieloma osobami. Dlatego podczas przepraw promem nie wchodźmy, gdy nie będzie gdzie stanąć w oddali oraz na drogach przepuszczajmy ludzi, by nie mijać się z nimi na wąskich odcinkach tylko na szerokich miejscach. Kładkę warto odwiedzić jeszcze dlatego, że idzie ogromna susza. To kwestia czasu, gdy poziom Narwi spadnie na tyle, że znów kładkę trzeba będzie zamykać. Korzystajcie póki można!

Puszcza Knyszyńska

Przepiękny kompleks leśny jest pełen szlaków. Warto pojechać do Supraśla i pospacerować bularami. Jeżeli ktoś preferuje dłuższą wycieczkę to warto przejść szlakiem przez rezerwaty Krzemienne i Surażkowo. Można też odwiedzić Kołodno i Królowy Most oraz tamtejszą wieżę widokową na Wzgórzach Świętojańskich. Można również przejść się leśną trasą do Czarnej Białostockiej, by wrócić potem pociągiem do Białegostoku. Puszcza Knyszyńska oferuje również Silvarium w Poczopku, Arboretum w Kopnej Górze oraz przepiękne bagna obok zbiornika Wyżary.

Suwalszczyzna i tamtejsze jeziora

fot. Krzysztof Mizera / Wikipedia

Nie trzeba jechać na Mazury, by odpocząć nad jeziorem. Równie dobrze można zajechać do Augustowa oraz do pobliskiej Przewięzi, Suchej Rzeczki, Serw, Płaskiej czy Mikaszówki. Warto też pojechać do miejscowości Giby i pobliskie Kukle, które są w powiecie sejneńskim. Na deser zostawmy sobie Wigry oraz tamtejszy Park Narodowy wraz z klasztorem.

 

Te wszystkie miejsca w majówkę na pewno znajdą sporo chętnych do odwiedzenia, jednak są na tyle obszerne, by móc skutecznie trzymać dystans.

To wyjątkowe miejsce trzeba odwiedzić. Idealne, by uniknąć tłumów.

Oto miejsce, które warto będzie odwiedzić, gdy zniosą już zakaz wchodzenia do lasów, parków i na bulwary. A to stanie się lada moment. Natura, cisza i spokój. Oto co nas czeka na wyspie pomiędzy stawami w Ośrodku Edukacji Leśnej “Cyraneczka” Nadleśnictwa Rudka pod Surażem. Już sama nazwa wskazuje, że to musi być gdzieś daleko od cywilizacji. Idealne miejsce, by uniknąć tłumów – a zatem zmniejszyć ryzyko zarażenia się (lub nieświadomie kogoś), a zarazem by zażyć trochę natury.

 

Najpierw postaramy się wyjaśnić jak trafić w te magiczne miejsce, gdzie pełno pięknych ptaków i widoków. Szczególnie warto wybrać się tam o poranku, gdy zastaniemy mgły oraz wschód słońca. Jeżeli jedziemy z Białegostoku to wpierw kierujemy się drogą na Łapy. Następnie skręcamy na Suraż. Kolejny kierunek to Brańsk. W Pietkowie skręcamy na Pietkowo Drugie, a następnie jedziemy prostą drogą mając po obu stronach pola. Na rozstaju dróg przed lasem skręcamy w lewo. Dojeżdżamy do końca drogi. Prawda, że łatwy dojazd? Jeżeli zbyt skomplikowany – użyjcie nawigacji, na pewno Wam pomoże.

Tuż za otwartym szlabanem będzie wiata. Tam możemy zostawić samochód, by dalej wybrać się pieszo. Można iść na kładkę, można do wieży widokowej, można też do czatowni. Trochę dalej jest kolejna wieża widokowa. Będziemy wędrować pomiędzy takimi stawami jak Elżbieta I, Elżbieta II, Michał I, Michał II, Maria, Marylka, Zofia, Józef, Witold oraz Gabriela. Skąd te wszystkie imiona? To dzieci. Stawy Pietkowskie w leśnictwie Zwierzyniec, które zajmują łącznie 208 hektarów zbudował hrabia Starzeński na przełomie XIX i XX wieku. Wcześniej znajdowały się tam naturalne rozlewiska. Nazwy stawów pochodzą od imion dzieci Starzeńskich oraz ich spadkobierców Krasickich oraz Komarów.

Z wieży widokowej możemy podziwiać między innymi rozległe tereny wilgotnych łąk pomiędzy Surażem i Zawykami. To słynne “Taplary” z kultowej powieści Edwarda Redlińskiego “Konopielka”. “Na zebraniu przeczytała uczycielka z gazety, co pisano o bagnie i Taplarach: że za rok woda będzie spuszczona i zaczno się melioracje, układanie szosy i stawianie słupów do elektryczności. I pokazała narysowane w gazecie: u góry było tak jak jest teraz, Narew ze wszystkimi odnogami i Taplary. A u dołu jak będzie: jedna rzeka koło Zawykow i Suraża, a na bagnie łąki i drogi”. Gdy już będziecie na miejscu przeczytajcie jeszcze raz ten fragment, a następnie się rozejrzyjcie.

 

Turystyczne atrakcje pozamykane. Ludzie wciąż nie siedzą w domach.

Od kilku dni obowiązują liczne ograniczenia, które mają na celu zatrzymanie rozprzestrzenianie się epidemii. Jest jednak wielu ludzi, którzy nie zamierzają siedzieć w domu i chyba tylko wojsko na ulicach ich by do tego zmusiło. Wychodzą pod byle pretekstem, szukają luk w prawie, trzymają się kurczowo tego co można a czego nie można, kompletnie ignorując to co najważniejsze – czyli przebywanie w domu. Wystarczy byle pretekst do wyjścia. Nie będziemy krytykować takich osób, bo dla niektórych siedzenie w domu to psychiczna udręka. Gdyby mogli, to by 24 godziny na dobę spędzali swój czas poza domem. Ale nie będziemy też chwalić tego zachowania, bowiem w czasie epidemii najważniejsza jest grupowa odpowiedzialność a nie indywidualne potrzeby.

 

W ostatnim czasie Narwiański Park Narodowy pozamykał wszystkie kładki – w Śliwnie i Waniewie, a także w Kurowie. Stało się tak dlatego, że ludzie zaczęli masowo tam przyjeżdżać. W ich ślad poszły Biebrzański i Białowieski Parki Narodowe. Tam również wszystko już zamknięto. Póki pogoda była kiepska, to ludzi było łatwo utrzymać w domu. Teraz idzie ocieplenie, więc każdy będzie chciał gdzieś wyjść szukając miejsc odosobnienia. O ile wszyscy, którzy mają domy z ogrodami – sobie poradzą, to w ludzie z bloków nie usiedzą na swoich mikrobalkonach. Nie będziemy apelować “zostań w domu”, bo każdy odpowiedzialny to robi, a pozostali i tak mają to gdzieś. Chcielibyśmy prosić, byście pomyśleli o innych.

 

Nawet jak nie macie żadnych objawów, to możecie być zarażeni koronawirusem i zarażać innych o tym nie wiedząc. Nawet unikając ludzi, wszystko co dotkniecie może potem dotknąć ktoś jeszcze niezarażony. I ten ktoś tego spotkania z wirusem może nie przeżyć.

Wielkie atrakcje Podlaskiego mogą przestać istnieć! Zniszczy je głupota ludzi.

Jeszcze w styczniu żyliśmy ogromnymi pożarami w Australii, patrząc na dramatyczne obrazy z tamtego kontynentu. Wydaje się, że to co działo się tam jest takie odległe. Tymczasem w Podlaskiem możemy niedługo zmagać się z tym samym! Nieprawdopodobne, ale prawdziwe i realne jeszcze w tym roku. Rok 2020 może być jeszcze bardziej katastrofalny niż nam się wydaje. Epidemia, kryzys gospodarczy i jeszcze duże prawdopodobieństwo wielkich pożarów. Nie chcemy pisać czarnych scenariuszy, ale wszystko co się dzieje – układa się w całość.

 

Już w tamtym roku pisaliśmy, że rzeka Biała w Białymstoku wsiąka i za jakiś czas może jej już nie być. Każdy, kto przechodzi koło niej może gołym okiem zauważyć jak niski jest jej stan. Zaś latem podczas ogromnych ulew – rzeka potrafi wylać jak 100 lat temu. Wszystko dlatego, że po powodzi w 1920 roku postanowiono rzekę uregulować, by więcej miasta nie zalała. Zadziałało, ale po kilkudziesięciu latach zaczął się zmieniać klimat. My zaś zamiast dać przestrzeń rzece – kompletnie ją zabudowaliśmy. Przebudowana rzeka działa jak rynna. Woda spływa szybko, a następnie wpada do Supraśli za Dobrzyniewem.

 

Wielką atrakcją turystyczną jest sztuczny zbiornik Siemianówka. Jest on naprawdę ogromny. Dawniej w jego miejscu było kilka wsi. Ludzie z nich zostali przeniesieni, zaś ogromne tereny zalano wodą. Ogromny zalew pozwala regulować stan rzeki Narew. Dzięki temu można było zmniejszyć jej poziom, by odsłoniło się na przykład więcej pól uprawnych. Pamiętajmy, że zbiornik postał w czasach PRL, gdy był duży nacisk na rolnictwo. Nikt wtedy jednak nie przewidział zmian klimatu. W konsekwencji – dzisiaj stan rzeki jest stale niski. Problem jest też z inną rzeką w okolicy. Od lat w opracowaniach naukowych pisze się o problemach z brakami wody w gruntach Puszczy Białowieskiej. Są one zasilane przez wody rzeki Narewki, która wypływa za bagien Dzikiego Nikoru i Kuty na Białorusi. Potem wpływa do Narwi. Problem z tym, że w XVIII wieku wyprostowano rzekę, by łatwiej spławiać nią drewno.

 

Z dzisiejszej perspektywy wszystkie te działania mają nie tylko negatywny wpływ na okoliczne środowisko, ale są również niebezpieczne. W tym roku drugi rok z rzędu będziemy mieli suszę. Nie było opadów śniegu, więc ten nie wsiąkł podczas roztopów i nie zasilił rzek oraz gruntów w ich pobliżu. W konsekwencji ogromne tereny są wysuszone. Wystarczy iskra, by doszło do wielkiej tragedii. I tu dochodzimy do sedna problemu. W ostatnim czasie kilka razy na szczęście udało się zapobiec pożarom w Puszczy Białowieskiej. W ubiegły weekend natomiast płonęły trzcinowiska w Narwiańskim Parku Narodowym. Spaliło się aż 15 hektarów trzcinowisk. Susza i silny wiatr spowodowały, że ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko po całej okolicy.

 

Do pożaru doprowadził człowiek. Jakiś idiota podpalił łąki doprowadzając do jeszcze większego niszczenia środowiska. Trzcinowiska to bowiem dom dla wielu gatunków ptaków i zwierząt. Obecnie trwa okres lęgowy. W przypadku Puszczy Białowieskiej – mimo, że udało się zapobiec pożarom, to też mieliśmy do czynienia z podpaleniami. Nie ma jednak wątpliwości, że przez idiotów możemy stracić nasze wielkie atrakcje. Zagrożenie jest ogromne, bo za oknami jest coraz cieplej. Skoro do pożarów dochodzi w miejscu, gdzie powinny być rozlewiska oraz na terenach, które powinny być podmokłe, to wyobraźcie sobie co się będzie działo latem.

 

Zapewne zastanawiacie się kto jest takim idiotą, by podpalać Narwiański Park Narodowy czy Puszczę Białowieską. Najczęściej zaczyna się od wypalania traw. Niektórzy rolnicy wierzą, że od tego ich gleba będzie bardziej żyzna a uprawy lepsze. Problem w tym, że podpalonych traw nie da się kontrolować. Wiatr może rozdmuchać wszystko w suche okolice. A wtedy może dojść do prawdziwej katastrofy. Od wielu lat co roku strażacy apelują, by traw nie wypalać. Niestety co roku jest to samo – pożary na łąkach dalej się pojawiają. Niereformowalni idioci doprowadzą w końcu do katastrofy, a susza, która jest drugi rok z rzędu w tym pomoże. Mimo, że nie chcemy pisać czarnych scenariuszy, to niestety, ale w tym roku może dojść do niewyobrażalnych pożarów w Puszczy Białowieskiej oraz w Parkach Narodowych. To co się działo do tej pory było dopiero “preludium”.

Podlaskie będzie w tym roku turystyczym hitem? Wiele na to wskazuje.

Drohiczyn to dawna stolica Podlasia, którego częścią jest dzisiejsze województwo podlaskie oraz w którym Drohiczyn leży. Przepiękne miasteczko nad Bugiem będzie miało coś naprawdę unikatowego. To Ośrodek Promocji Produktu Lokalnego. Budynek będzie miał 400 metrów kwadratowych a swoim wyglądem będzie przypominać dworek. W środku będzie funkcjonować sklep z lokalnymi produktami, hala targowa i escape room o tematyce kuchni lokalnej. Do tego będą organizowane również warsztaty kulinarne.

 

Lokalne produkty warto promować, bo jest ich sporo. To między innymi sery, wędliny, miody, soki czy zioła. Warto wspomnieć choćby o znanym w całej Polsce wyjątkowym w smaku Serze Korycińskim. Dzięki inicjatywie ośrodka z Drohiczyna takich produktów – znanych nie tylko w danej gminie, powiecie czy województwie, ale w całej Polsce może być jeszcze więcej. Przyciągając ludzi w miejsce, które skupia wszystko co najlepsze do jedzenia na Podlasiu sprawimy, że lokalna turystyka będzie się rozwijać, zaś w kieszeniach lokalnych przedsiębiorców będzie więcej pieniędzy. Oni zaś oddadzą część zarobku w podatkach, które to zasilą budżety samorządu. Zatem im więcej osób przyjedzie, tym więcej sfinansuje nam drogi, szkoły, szpitale itd.

 

A wspominamy o tym przy okazji drohiczyńskiego ośrodka dlatego, że turystyka przez wielu rządzących traktowana jest jak piąte koło u wozu. Brak myślenia w szerszej perspektywie i szerszym ujęciu czasowym ma swoje negatywne konsekwencje. Dla przykładu – obecny rząd obniżył podatek dochodowy z 18 proc. do 17,75 proc. w 2019 roku, a następnie do 17 proc. w 2020 roku. Z perspektywy każdego pracującego obywatela i małych firm to niewiele. W przypadku dużych przedsiębiorców to już bardzo dużo. Jednak to czego oni wszyscy razem nie wpłacili – nie dostał nie tylko rząd ale właśnie i samorząd. Wszyscy prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, którzy się zapożyczali na potęgę i wyłącznie budowali drogi, place i wprowadzali inne udogodnienia jednocześnie podpisywali na swoje miasta i gminy wyroki, bo nie wykorzystali tych pieniędzy ażeby w przyszłości się zwróciły. Każdy, kto rozwijał turystykę oraz inne dziedziny z nią powiązane – dziś może tylko zachęcać do przyjazdów na Podlasie. Bo jeżeli wybudował infrastrukturę, to ma do czego zapraszać.

 

Dlatego zyskały wszystkie gminy, które inwestowały ścieżki rowerowe, rewitalizacje zbiorników wodnych, wieże widokowe, kładki przyrodnicze i inne rzeczy, które przyciągają. Wystarczy, że kilka gmin z jednej okolicy dogadało się i każda stworzyła po jednej atrakcji – to dziś wygrywa przed tymi, które tego nie zrobiły. Przypuszczalnie – zajeżdżając do Drohiczyna – by poznać i kupić regionalne produkty możemy też zajrzeć do pięknego Niemirowa, Mielnika, Siemiatycz, Grabarki i Grannego. Wszędzie tam znajdziemy coś godnego uwagi. Można też podać inne przykłady jak kładka Waniewo-Śliwno, która po remoncie zyskała takie tłumy, że aż stała się ofiarą własnej popularności i musiała być zamknięta. Ale jeżeli poziom wody w Narwi się utrzyma to w tym roku te tłumy wrócą. I znów zostawią pieniądze w okolicy – zasilając kasę Narwiańskiego Parku Narodowego, gminy Sokoły oraz gminę Choroszcz, a także być może gmin sąsiednich. Bo dziś niemalże wszyscy dysponują samochodami, więc gdy wybierają się w miejsce danej atrakcji – zwiedzają też inne okolice.

 

Podobnie wygrane mogą czuć się inni, którzy jakiś czas temu zainwestowali w turystykę – Kruszyniany, Siemianówka, Supraśl, Białowieża, a dawniej Augustów, który postanowił konkurować z jeziorami w Warmińsko-Mazurskiem a teraz od wielu lat zbiera tego plony. A przegrani? To na przykład Białystok, który jest w tarapatach finansowych a turystyką nigdy nie był zainteresowany. Gdyby był, to może to co stracił na zmianach podatkowych, to w części by odzyskał w podatkach od turystów.

 

Województwo Podlaskie w tym roku może być jednym z turystycznych hitów. W ubiegłym roku intensywnie się promowano, robiąc zarówno dobry i zły PR. Jednak ciągle o nas było głośno. Bez wątpienia wiele osób będzie chciało zobaczyć na własne oczy te wszystkie cuda, atrakcje i inne ciekawostki. Swoje zrobił też Zenek Martyniuk – zarówno występując często i gęsto w telewizji oraz będąc bohaterem filmu, gdzie można było zobaczyć wiele podlaskich miejsc jak Bondary czy Kleszczele. Do tego dorzucić należy seriale telewizyjne – Rodzinka.pl, Kruk, Chyłka oraz częste emisje serii “U Pana Boga…”. To wszystko zaprocentuje i to dość szybko.

fot. Narwiański Park Narodowy

Kładka Waniewo-Śliwno znowu czynna. Jest jednak kilka zmian!

Dobra wiadomość z Narwiańskiego Parku Narodowego. Po ostatnich opadach stan wody poprawił się już na tyle, że znów można korzystać z kładki Waniewo-Śliwno. Jednak to, że się poprawił nie oznacza że jest już dobrze. Stan wody ciągle jest niski. Dlatego zmiana w porównaniu z tamtym rokiem jest taka, że jeżeli ktoś będzie się przeprawiać, to musi użyć bardzo dużo siły by przeciągnąć pomost na drugą stronę. Obecnie na kładkę najlepiej wybierać się po opadach. Stan wody może ulec zmianie.

 

Warto też wiedzieć, że kładka od strony Waniewa w tym roku zaczyna się od pomostu pływającego i należy do niego dojść ścieżką przy rzece, bo część kładki należąca do gminy Sokoły jest w fatalnym stanie technicznym. Dosłownie się rozpada. Jak wytłumaczył nam Wójt Gminy Sokoły Józef Zajkowski – w przyszłości również i ta część będzie wyremontowana. W tej sprawie przygotowywany jest wniosek do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Kiedy dokładnie jednak przeprowadzona będzie inwestycja – jeszcze nie wiadomo.

fot. Narwiański Park Narodowy

Jeżeli potwierdzą się prognozy pogody, to w przyszłym tygodniu będzie dużo padać. Jeżeli tak się stanie to zarówno w ten i następny weekend jest szansa na skorzystanie kładki. Jak będzie później nie wiadomo. Przez brak zimy czeka nas susza, zatem i stan wody w Narwi w tym roku wysoki raczej nie będzie. Dobrze by było, by chociaż się utrzymał na minimalnym poziomie potrzebnym do przepraw. To są jednak pobożne życzenia.

Nowa atrakcja na Podlasiu. Prawdziwe widowisko na niebie!

W Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi zbudowano wieżę widokową. Można z niej podglądać na przykład drapieżne bieliki. Ptaki te rozpoczęły budowę gniazda w okolicy. Wieża widokowa znajduje się w miejscowości Rakowo-Czachy niedaleko Łomży. Na wyprawę warto zabrać ze sobą lunetę lub lornetkę. W marcu trwają gody bielików i jest to prawdziwe widowisko. Choć to amory, dzięki którym ptaki łączą się w pary, to wygląda jak bitwa. Ptaki z charakterystycznymi żółtymi dziobami robią niesamowite rzeczy w powietrzu!

Warto dodać, że oprócz wieży widokowej w Łomżyńskim Parku Krajobrazowym Doliny Narwi powstał również Ośrodek Rehabilitacji Ptaków, w którym specjaliści opiekują się przede wszystkimi bocianami oraz wodno-błotnymi gatunkami ptaków, a także drapieżnikami. Ponadto w ośrodku gotowi są tymczasowo nieść pomoc również ssakom – sarnom, łosiom, jeleniom a nawet jeżom.

Trzeba zauważyć, że w Podlaskiem powstaje coraz więcej wież widokowych. Najciekawsze możemy spotkać choćby w Bondarach z widokiem na Zalew Siemianówka czy na górze Św. Anny obok Królowego Mostu i Kołodna z widokiem na Puszczę Knyszyńską. Wieża znajduje się również w Nadleśnictwie Browsk, gdzie możemy podglądać żubry na polanie. Przyjemnym miejscem do obserwacji jest również kładka Waniewo-Śliwno, gdzie na jej środku można odpocząć i również podglądać naturę. W samym Waniewie również jest wieża. Jak widać drewnianych obiektów nie brakuje. Świetne miejsca do relaksu – wiosną – gdy natura budzi się do życia, a także latem czy jesienią.

Pogańskie Podlasie. Kim była Południca oraz Morowa Dziewica?

Nim w Polsce i Litwie nastąpiło czasy chrześcijańskie to na ziemiach dzisiejszego Podlasia prawdziwym utrapieniem były czarownice, wilkołaki i demony. Ludzie bali się przede wszystkim Południcy oraz Morowej Dziewicy. Kim były?

 

Południca to inaczej baba o żelaznych zębach. Według wierzeń słowiańskich była złośliwym i morderczym demonem, który polował latem na tych, którzy w samo południe przebywali w polu. Słowianie zamieszkujący tereny dzisiejszego Podlasia wierzyli, że Południcami stawały się wszystkie kobiety, które zmarły w trakcie ślubu lub wkrótce po weselu. Swoje ofiary zabijały lub okaleczały sierpem, dusiły w polu lub porywały dzieci bawiące się w jego pobliżu. Ludowe wierzenie w Południce miało też racjonalne wytłumaczenie. Prawdopodobnie ludzie nazywali w ten sposób udar słoneczny.

 

Morowa dziewica to kolejny demon o jakim mówiono na pogańskim Podlasiu. Kobieta przemierzała świat pod postacią chudej, bladej niewiasty. Kto ją spotkał musiał na karku nieść do wsi lub miasta. Wszyscy mieszkańcy zmagali się następnie z chorobami, a nawet umierali. Dlatego też ludzie panicznie bali się, że ich wieś lub miasto taka osoba nawiedzi. Warto oczywiście dodać, że morowa dziewica to była po prostu zaraza. Dlatego, gdy ludzie na wieść o tym, że taka może wystąpić we wsi lub w mieście w popłochu uciekali do lasu. W tym czasie często wykorzystujący sytuację plądrowali opuszczone tereny. Strach przed morową dziewicą przetrwał do czasów chrześcijańskich. Od powietrza, głodu, ognia i wojny – wybaw nas Panie – tak brzmiały modlitwy błagalne. W 1831 roku ze strachu przed zarazą zakopano żywcem kobietę wraz z kogutem i wroną. Trudno powiedzieć dlaczego, jednak w strachu ludzie racjonalnie nie postępują.

 

Na Podlasiu – z racji terenów, gdzie jest dużo lasów i bagien wierzono również że te zamieszkiwane są przez diabły przybierające różne rozmiary i wygląd. Diabły lubiły psoty oraz towarzystwo ludzi. Na tyle, że powodowały iż wędrowcom myliła się droga. Czasem też diabły przybierały postać sowy.

Rok się właśnie kończy. Oto najpopularniejsze teksty Podlaskie.TV z tego roku!

Koniec roku to także czas podsumowań. W związku z tym postanowiliśmy przypomnieć nasze najlepsze teksty z tego roku i opatrzeć je liczbami i dodatkowym komentarzem. W tym roku mieliśmy aż 194 148 unikalnych użytkowników. Jak na portal, który nie zieje sprawami kryminalnymi, patologią, nie uprawia polityki oraz nie stosuje chwytliwych tytułów, po których Czytelnik czuje się oszukany, to jest to całkiem przyzwoity wynik.

Nasz numer jeden to:

Ten film to absolutny unikat! Niemcy przekazują Sowietom Białystok w Pałacu Branickich
/bialystok-1939-historia-sowieci-niemcy

 

Kto jeszcze nie widział może obejrzeć na własne oczy dramatyczne sceny z miasta. Jest także nasz nowy materiał, gdzie film z życia w Białymstoku podczas II Wojny Światowej jest dłuższy: /bialystok-1939-1944-film/

Drugi najpopularniejszy artykuł w tym roku to:

Absolutny skandal! Nadleśnictwo uważa, że wilk to szkodnik?
/absolutny-skandal-nadlesnictwo-uwaza-ze-wilk-to-szkodnik/

 

Mnóstwo udostępnień tego artykułu w internecie pokazało, że presja ma sens. Zaraz po naszej publikacji nadleśnictwo usunęło swoje “przemyślenia” z Facebooka. Do dziś jednak nie przeprosiło. Jednak Lasy Państwowe będące nad nadleśnictwem – stanowczo stwierdziły – wilk to nie jest szkodnik.

Kolejne popularne artykuły to:

Bimber Podlaski. Znasz tylko Ducha Puszczy? Oto najpopularniejsze regionalne trunki.
/bimber-podlaski-duch-puszczy/

Podejrzewamy, że popularność tego artykułu wynika przede wszystkim z faktu, że w innych częściach Polski usłyszano o naszym regionalnym trunku i postanowili sprawdzić cóż to za wynalazek.

 

To była luksusowa dzielnica Białegostoku. Mieszkali tu najbogatsi.
/to-byla-luksusowa-dzielnica-bialegostoku-mieszkali-tu-najbogatsi/

Przedwojenna Warszawska była przeciwieństwem Chanajek. Zobaczcie sami kto mieszkał dawniej w tej części miasta.

 

Dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są?
/dlaczego-prawoslawni-sa-akurat-na-podlasiu-i-kim-wlasciwie-sa/

Ostatni tekst, który zdobył popularność dotyczy tożsamości osób prawosławnych. Zrobiliśmy bardo dokładną analizę w oparciu o statystyki ze spisów powszechnych, a także innych źródeł by odpowiedzieć na pytanie dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są (tożsamościowo).

 

Dziękujemy, że byliście z nami w tym roku a także w poprzednich. Pokazaliście, że w polskim internecie jest miejsce również na tematy, które nie wywołują niepotrzebnych, fałszywych i chwilowych sensacji. Miejsce, w którym można wzajemnie dyskutować z poszanowaniem drugiej osoby. W przyszłym roku będziemy się starać pokazać i napisać jeszcze więcej. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż nie stoją za nami wielkie korporacje ze swoimi wielkimi budżetami, stąd też Podlaskie.TV nie jest czymś co przynosi stałe dochody. Zatem, by mogło funkcjonować autorzy najpierw zarabiają pieniądze w swoich pracach, a dopiero potem przygotowują kolejne materiały do publikacji. Jeżeli zależy Ci tak jak nam ażeby portal się rozwijał jeszcze bardziej możesz wesprzeć nas dodatkowymi środkami, które przeznaczone będą na utrzymanie serwera, domeny, a także na produkcję kolejnych filmów i zdjęć  oraz przyczynią się do powstawania kolejnych artykułów: /wsparcie/

 

Wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2020 roku!

Kamil Gopaniuk

Remontują dworce w regionie. Prawie wszędzie brakuje najważniejszego.

Zauważaliśmy pewną prawidłowość. PKP od jakiegoś czasu intensywnie remontuje dworce także w naszym regionie. Trwają właśnie prace w Białymstoku by wrócić do dawnego świetnego wyglądu, będą też remonty w Szepietowie i Jabłoni Kościelnej w powiecie wysokomazowieckim. Nie inaczej będzie w Siemiatyczach, Suwałkach, Czeremsze wielu innych. Remonty te na pewno cieszą jednak praktycznie wszędzie w nich brakuje istotnego elementu.

 

Tym istotnym elementem jest zadaszenie peronów. W Białymstoku od lat tylko na jednym peronie stoją maleńkie wiaty jak na przystanku autobusowym. Nie mamy pojęcia skąd to wynika, że pieniądze na remont budynku, ba nawet na budowę przejść podziemnych zamiast kładek w Białymstoku się znalazły, a na zadaszenie peronów już nie. Nie są to bowiem zbyt wielkie koszty. Dach przecież nie musi być gigantyczny. Wystarczy spojrzeć jak to wygląda w pobliskich Łapach. Tam zadaszenie już jest od dawna. Szansa na dach w Białymstoku pojawi się wraz z budową Rail Baltica, która ma być ukończona w 2025 roku. Sam Białystok ma być ukończony wcześniej. Przy dobrych wiatrach pod dachem będziemy stali gdzieś w 2022-2023 roku. Jakby nie było można tego zrobić wcześniej. A inne miasta Podlaskiego, przez które nie przebiega Rail Baltica?

 

Problemu w zasadzie nie ma tam gdzie jest tylko jeden peron. Zawsze można powiedzieć, że tam gdzie nie ma dachu można czekać w budynku. Chyba każdy jednak lubi wsiąść do pociągu bez pośpiechu czyli w sytuacji, gdy stoi na peronie. Wsiadanie na ostatnią chwilę to nie jest najlepszy pomysł.

Historyczne Podlasie. Jak zwiedzać to co pozostało? Można zorganizować 4 wycieczki.

Turystyka związana z województwem podlaskim głównie skupia się na Puszczy Białowieskiej i jej okolicach. Oczywiście nie brakuje również zachęt by odwiedzić Suwalszczyznę. Jest też wiele miejsc, które proponuje się do zwiedzania ludziom, związanych z Białymstokiem i miasteczkami obok Tykocinem czy Choroszczą. Są też takie atrakcje, które można powiedzieć dopiero zyskują popularność od niedawna – tatarskie Kruszyniany, kładka Śliwno-Waniewo, Biebrzański Park Narodowy. Niewiele jest zachęt dla turystów natomiast, by zwiedzali najbardziej rdzenne tereny Podlasia. A szkoda, bo tam również jest na co popatrzeć!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na mapie z 1665 roku tereny dzisiejszego województwa podlaskiego były podzielone pomiędzy Księstwo Mazowieckie i Księstwo Litewskie złączone Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Na tej samej mapie między Bugiem a Narwią znajdowało się “Masovie Duché et Polaquie” – tak nazwane przez francuskiego kartografa Abrahama Peyrounina, który ów mapę sporządził.

 

Dawną mapę można podzielić na “rejony”. Na północy znajdował się Augustów, Rajgród, Goniadz. Na górnej części województwa, lecz trochę niżej położone były Supraśl, Wasilków, Choroszcz, Waniewo, Tykocin oraz Suraż. Do dziś poniżej przetrwały zupełnie odludne tereny, za którymi znajduje się Brańsk, Bielsk oraz na granicy województwa (rzeką Nur) Ciechanowiec. Na południu znajdowały się takie miasta jak Mielnik, Drohiczyn, Siemiatycze.

 

Dlatego też jeżeli chcemy eksplorować historyczne Podlasie to najlepiej właśnie robić to w takiej kolejności. Wówczas wszystkie zabytki i miejsca historyczne jakie napotkamy będą ze sobą w jakiś sposób powiązane. Oczywiście po ponad 300 latach od stworzenia mapy, na której opieramy się w niniejszej publikacji, trzech rozbiorach, powstaniach, dwóch wojnach światowych i innych bitwach spuścizna z tamtych czasów praktycznie nie istnieje, a jednak coś przetrwało. To polska kultura, architektura, zwyczaje.

 

Podróżując między Augustowem, Rajgrodem i Goniądzem będziemy mogli zaobserwować trochę inne budownictwo niż na przykład w Mielniku, Drohiczynie i Siemiatyczach. Wynika to z tego, że kolejne pokolenia żyjące na tych ziemiach podtrzymywały zupełnie inne kultury i dziedzictwo. Najbardziej to widać po wszelkiej maści dworkach, które były budowane, a także po kościołach, które przetrwały lub zostały w tym samym miejscu odbudowane tak, by były zbliżone do oryginału.

 

Podobnie ze zwiedzaniem Tykocina i Choroszczy, które są do siebie podobne oraz Ciechanowca, Brańska i Bielska oraz Siemiatycz, Drohiczyna i Mielnika. Nie tylko jednak miasta są do siebie podobne w tych rejonach – podobne są także wsie. Dlatego też w każdej możliwej wolnej chwili warto sobie zaplanować aż 4 wycieczki.

  1. Augustów – Rajgród – Goniądz
  2. Supraśl – Wasilków – Choroszcz – Tykocin – Waniewo – Suraż
  3. Ciechanowiec – Brańsk – Bielsk Podlaski
  4. Mielnik – Drohiczyn – Siemiatycze
Featured Video Play Icon

Te 4 wsie znajdują się obok siebie. W każdej są inne atrakcje!

Kruszewo to miejsce, które raz do roku ściąga do siebie tłumy za sprawą Dnia Ogórka. W tym roku ne było inaczej. Warto jednak wiedzieć, że Kruszewo dobrze jest odwiedzić nie tylko od święta, ale przy każdej możliwej okazji. Znajduje się tam bowiem zerwany most oraz od niedawna prywatna wieża widokowa. Dobrze jest też się wybrać na drugą zerwanego mostu czyli do Kurowa. Tam zwiedzający mogą spacerować po kładce przyrodniczej nad rzeką. Raz do roku odbywa się tam także Biesiada Miodowa. Idealnie by było zahaczyć jeszcze o pobliskie Śliwno i Waniewo. Jednak w tym roku to pechowe miejsce. Najpierw było zamknięte z powodu remontu. Po ponownym otwarciu nadmiar chętnych doprowadził do wywrócenia jednej z platform służącej do przepraw. To spowodowało zamknięcie kładki. Gdy po kolejnej dłuższej przerwie otwarto kładkę, to stan wody w Narwi spadł na tyle, że przeprawa znów stała się niemożliwa.

 

Ten swoisty czworokąt w Narwiańskim Parku Narodowym ma wiele do zaoferowania. W Kurowie oprócz kładki znajduje się też zabytkowy dworek z parkiem. Sama kładka ma 1 km długości i prowadzi przez bagna. Zwiedzający zobaczyć mogą z bliska trzcinowisko, turzycowisko, rzekę, dziką łąkę oraz zarosła. Wszystko na miejscu jest obszernie opisane na tablicach. Dodatkowo – gdy Narew pozwala – można skorzystać z Pychówek. Są to specjalne łódki, którymi można zwiedzać park narodowy z pozycji tafli wody. Po drugiej stronie zerwanego mostu w Kruszewie jest doskonałe miejsce widokowe. Siedząc na skraju konstrukcji można wypocząć. Warto też dodać, że sama droga prowadząca do mostu jest atrakcyjna. Po obu stronach znajdują się bowiem rozległe bagna i zarośla. Przy odrobinie szczęścia można napotkać łabędzie.

 

Waniewo oprócz kładki ma do zaproponowania jeszcze wieżę widokową, z której możemy podziwiać nie tylko przyrodę. Otóż w zarośla przy rzece jeden z gospodarzy często wypuszcza swoje konie. Ich obserwacja może być fascynująca. W Śliwnie natomiast również możemy napotkać koniki. Znajduje się tam również wiata, gdzie możemy urządzić sobie piknik. Jeżeli wybierzemy się na środek kładki łączącej obie wsie to tam również jest wieża obserwacyjna. Świetne miejsce by posiedzieć i porozmyślać patrząc na przyrodę.

To mało odkryte miejsca na Podlasiu. Nasze 3 propozycje do zwiedzania samochodem, rowerem i pieszo.

Każda okazja jest dobra, by zwiedzać województwo podlaskie. Jedną z nich może być na przykład najbliższy weekend. Dlatego też przygotowaliśmy Wam 3 ciekawe propozycje krótkich wycieczek w miejsca, które nie są aż tak dobrze znane, a które warto odwiedzić. Sposób zwiedzania dowolny – samochodem, rowerem lub pieszo. Punkt startowy to Białystok.

Opowieści z Narwi

Pierwsza wycieczka samochodem – należy ekspresową ósemką ruszyć na Warszawę. Następnie zjechać dopiero w miejscowości Mężenin i podróżować przez Rutki-Kossaki. Następnie kierujmy się na Wiznę mijając malownicze i urokliwe tereny wzdłuż rozlewisk Narwi w Grądach-Woniecko. Następnie odwiedźmy miejscowość Ruś, następnie Wiznę, później Jedwabne i Osowiec-Twierdzę. Później warto przejechać Carską drogą do Strękowej Góry. Powrót wzdłuż Narwi przez Zajki do Tykocina. Na zakończenie warto jeszcze w Złotorii za starą szkołą obejrzeć jak Supraśl wpada do Narwi.

Puszcza Knyszyńska w pełnej krasie

Tym razem naszą wycieczkę możemy rozpocząć od wyjazdu pod Supraśl. Możemy rowerem lub pieszo. Pierwszy przystanek – ukryte w lesie Jezioro Komosa, które na środku ma wyspę, na której według legend spotykali się kochankowie. Niezwykle ciche i przyjazne miejsce. Dalej powinniśmy się wybrać do miejscowości Ciasne, z której to powinniśmy kierować się na Krasną Rzeczkę – również piękne i ciche miejsce ukryte w środku Puszczy. Tam można spotkać jedynie wędkarzy, którzy to hałasu nie lubią, by im rybek nie płoszyć. Ostatni przystanek to już Wasz wybór. Kierujmy się do Krasnego Lasu a dalej albo do Supraśla w lewo albo do Traktu Napoleońskiego i Grabówki w prawo. Przez całą wycieczkę nie wyjdziemy z lasu. To będzie ciekawe doświadczenie.

Odwiedzić Taplary

Taplary to fikcyjna wieś z Konopielki. Tereny jednak jak najbardziej prawdziwe. Edward Redliński – autor kultowej powieści osadził ją w miejscu, z którego pochodzi czyli z małej wsi w okolicy Suraża. Cały ten rejon to jedna wielka przypominająca coś pomiędzy Sawanną a Stepami – w zależności od pogody. Tutaj lepiej wziąć ze sobą GPS, żeby się nie zgubić. Możemy dojechać pociągiem do Strabli, przyjechać rowerem lub samochodem. W pobliskich Doktorach znajduje się park linowy. Warto też obejrzeć Zawyki i kierować się na Suraż. Można z Doktorc przypłynąć do Suraża kajakiem. Wystarczy zgłosić się w Surażu do Centrum Turystyki Aktywnej Bajdarka. To nie koniec wycieczki. Warto przejechać się z Suraża do Pietkowa, a następnie skręcić na Ostrów Tam w pobliżu znajduje się czatownia, wiata biwakowa oraz wieża widokowa. Jeżeli chcemy to możemy tam zostać, jeżeli nie – to warto wracać do domu. To koniec naszej wycieczki!

fot główne: Dariusz Kowalczyk / Wikipedia

Kładka Śliwno-Waniewo znów całkowicie zamknięta! Nie mamy dobrych wieści.

Tym razem nie było na szczęście żadnego wypadku, ale susza spowodowała, że wody w Narwi jest na tyle mało, że platformy do przechodzenia między kładkami opadły na dno. Niestety nie wiadomo kiedy sytuacja się zmieni i czy w ogóle się zmieni. Najbliższe dni mają być chłodniejsze. Być może coś popada, ale jak wiadomo – jest to loteria. Dopóki stan rzeki nie polepszy się – z kładki nie będzie można korzystać.

 

Jeżeli już podniesie się poziom Narwi to z kładki będzie można korzystać w całości, a nie jak do tej pory. Wszystkie platformy będą dostępne dla turystów i możliwe będzie przejście ze Śliwna do Waniewa (oraz odwrotnie). Przypomnijmy, że kładka była zamknięta, a później częściowo otwarta po wypadku jaki miał miejsce. Jedna z platform wywróciła się do wody z turystami. Skończyło się na strachu i mokrych ubraniach. Na szczęście ofiar nie było, ale sprawę trzeba było wyjaśnić. Teraz pozostaje tylko czekać na deszcz. Tu jednak może być pewien spory problem.

 

Warto tutaj zaznaczyć, że brak wody na początku lata na rozlewiskach to wina działalności człowieka. Wiele miesięcy temu pisaliśmy, że Polska pustynnieje a Rzeka Biała w Białymstoku może wsiąknąć. Okazuje się, że jest jeszcze gorzej! Istotną rolę w gromadzeniu wody odgrywają rzeki. Im bardziej są one naturalne tym lepiej. Poprzedni mieszkańcy Białegostoku regulując rzekę spowodowali, że nurt jest szybszy, a woda się nie gromadzi na danym obszarze. Nie ma też naturalnych terenów zalewowych. Swoje dołożyli też developerzy zabudowując dolinę Białej. Na rzece tworzą się siedliska zwierząt i roślin. Te drugie są swoistym filtrem. Rośliny absorbują fosfor i azot. Dla człowieka to zanieczyszczenie, zaś dla rośliny to pokarm. Jeżeli chodzi o Narew to tutaj nie było developerów, ale rolnicy. Adaptując kolejne tereny pod uprawy również zdeformowali naturalny bieg rzeki. Ulewne i gwałtowne deszcze powodują, że woda szybko spływa dalej, a upalne dni doprowadzają do suszy. Czy oprócz rzeki Białej wsiąknie też Narew?

Kobieta-instytucja z Podlasia. Stworzyła tu dzieło, które przetrwało zabory, wojny i komunizm.

Życiorys Stefanii Karpowicz, o której mowa, to doskonały scenariusz na film. Miała majątek, solidne wykształcenie, talent plastyczny, znała wielkich. Mogła być, kim tylko zapragnęła i brylować w świecie. Wybrała skromne życie, które w pełni oddała drugiemu człowiekowi. Jej wielkie, ponadstuletnie dzieło – stworzone z własnych pieniędzy, bez pomocy państwa – przetrwało zabory, obie wojny światowe i komunizm. Dziś trud Stefanii Karpowicz może pójść na marne.

 

Stefania Karpowicz urodziła się 11 stycznia 1876 roku w Wilnie. Rodzice posiadali majątek ziemski w Janowiczach koło Zabłudowa, gdzie pani Stefania spędziła dzieciństwo. Do nauki sprowadzono francuską guwernantkę, która nauczyła dziewczynę języka francuskiego. 8 maja 1893 roku, kiedy miała 17 lat, zmarł jej ojciec. Pochowano go w Białymstoku. W Warszawie pobierała nauki na prestiżowej pensji u pani Jadwigi Sikorskiej, a następnie w szkole średniej również w stolicy. W Warszawie poznała Stefana Żeromskiego i Władysława Reymonta oraz Marię Skłodowską-Curie, z którą się zaprzyjaźniła.

 

Podczas pobytu w Paryżu pomagała materialnie przyszłej noblistce. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie uczęszczała na wykłady z historii Polski, historii powszechnej i historii sztuki. Malarstwa uczyła się u Jacka Malczewskiego i Włodzimierza Tetmajera. Kurs, w szkole sztuk pięknych Teofili Certowicz, ukończyła ze srebrnym medalem. Następnie, w latach 1900-1901, kontynuowała studia malarskie w Monachium, Paryżu oraz Szwajcarii. Po powrocie do majątku Janowicze postanowiła zagłębić się w życie ludu. Po sprzedaży w 1903 roku majątku w Janowiczach matka pani Stefanii kupiła około 400-hektarowy majątek Krzyżewo, w którym był skromny dom mieszkalny. Ten zakup miał być posagiem córki, jednak ta nigdy nie wyszła za mąż.

 

W Krzyżewie kobiety postanowiły zbudować szkołę rolniczą dla synów średnich i zamożniejszych rolników. Chciały, aby placówka przygotowywała ich do samodzielnej i nowoczesnej pracy we własnych gospodarstwach. Żeby stworzyć jak najlepsze warunki do kształcenia, wyjechały do Szwecji i Danii, gdzie odwiedziły wiele nowoczesnych szkół rolniczych i gospodarstw. Do Krzyżewa powróciły ze sprecyzowaną wizją szkoły. Między wiosną 1911 roku a jesienią 1912 roku powstała w Krzyżewie szkoła rolnicza z internatem i mieszkaniami dla nauczycieli oraz zabudowania gospodarcze. 28 stycznia 1912 roku umarła matka Stefanii Karpowicz, która spoczęła na cmentarzu w Waniewie koło Krzyżewa.

 

Po stracie najbliższej osoby pani Stefania dalej realizowała swoją misję. 15 stycznia 1913 roku nastąpiło otwarcie szkoły, w której założycielka przez 47 lat nauczała między innymi języka polskiego, francuskiego, historii, ogrodnictwa, a także kultury towarzyskiej i właściwych manier. Była to pierwsza w regionie północno-wschodnim i trzecia na ziemiach polskich placówka oświatowa tego typu. Ze światłem elektrycznym, centralnym ogrzewaniem, wodociągiem, napędzanym konnym kieratem. Szkoła – co ciekawe – posiadała łaźnię, szpitalik i mleczarnię. Masło i sery wysyłano do polskich miast oraz eksportowano do Anglii. Placówka szybko zyskała opinię jednej z najlepszych w Europie.

 

Za okupacji radzieckiej pani Karpowicz musiała opuścić dwór i pomieszkiwać u okolicznych mieszkańców. Bardzo z tego powodu cierpiała, uważała, że w takiej sytuacji nie ma po co żyć. Po II wojnie światowej szkoła została upaństwowiona i po 1950 roku przeniesiono ją do Karolewa koło Kętrzyna. A pani Stefania przeszła na emeryturę w wieku 75 lat. Ostatnie 23 lata życia spędziła w pobliskich Roszkach-Ziemakach. Placówkę przywrócono do Krzyżewa w 1958 roku. Natomiast w latach 60. społeczniczce przyznano rentę dla zasłużonych. W 1967 roku rozpoczęto rozbudowę szkoły, a pani Stefania nadal interesowała się losem swojego dzieła. Zapraszana była na ważne uroczystości szkolne jako gość honorowy.

 

Stefania Karpowicz zmarła 7 stycznia 1974 roku w wieku 98 lat. Spoczęła na cmentarzu w Płonce Kościelnej, w skromnej mogile obok swojej siostry. W uroczystościach pogrzebowych brali udział okoliczni mieszkańcy, byli pracownicy i członkowie ich rodzin, absolwenci, uczniowie oraz grono pedagogiczne szkoły. Od czerwca 1981 roku Zespół Szkół Rolniczych w Krzyżewie nosi imię Stefanii Karpowicz. W szkole stworzono izbę pamięci poświęconą patronce z zachowanymi po niej pamiątkami, które przywiozła z Janowicz, a może nawet i z Wilna. Jest też tablica pamiątkowa, umieszczona na budynku dawnej szkoły. W 2018 roku uczczono Stefanię Karpowicz, nadając rondu w Sokołach jej imię.

 

Bohaterka z Krzyżewa leczyła bezpłatnie ziołami, sprowadzała na własny koszt lekarza, kupowała lekarstwa dla ubogich, dbała o higienę na wsi. Zwalczała pijaństwo, pomagała dotkniętym wypadkami losowymi, przekazywała drewno na dom lub budynek gospodarski, wyposażała nowożeńców. Jako przedstawicielka inteligencji aktywnie działała w Polskim Towarzystwie Krajoznawczym, radzie opiekuńczej szkół ludowych i ochronek. Propagowała zakładanie kół gospodyń wiejskich, a okolicznej ludności służyła radą i pomocą. Po latach pokojówka wspominała, że Stefania Karpowicz modliła się po francusku i prowadziła rozmowy z gośćmi przybyłymi do Krzyżewa w tym języku. 1931 i 1937 roku została odznaczona przez Prezydenta RP Ignacego Mościckiego Złotym Krzyżem Zasługi.

 

Stefania Karpowicz została zapamiętana jako dziedziczka o dobrym sercu, która swoją ciężką pracą i determinacją dążyła do polepszenia warunków mieszkańców wsi. Własnymi pieniędzmi finansowała budowę i rozwój szkoły, nigdy nie odmawiała pomocy tym, którzy o nią prosili. Pani Karpowicz stała się wzorem społeczniczki, filantropki i patriotki. Była skromną i niedbającą o zaszczyty kobietą. Nie przywiązywała wagi do wygód osobistych. Mogła zostać wielką, znaną postacią, wybrała proste życie, oddając je w całości służbie społecznej i pedagogicznej. Dzięki swojemu oddaniu to życie było bogate w idee i bardzo wartościowe. Dla Krzyżewa to wielki dar i duma ze wspaniałej historii. Pani Karpowicz powtarzała: Najważniejsze to pracować dla tych, którzy nas potrzebują oraz Zapragnęłam wejść głęboko między lud i dźwigać przed nim kaganek oświaty.

 

Dzieło pani Stefanii rozwijało się przez wiele dekad, by dziś stać się najlepszą placówką swego typu w województwie podlaskim, posiadającą bogate zaplecze, niezbędne do nauki. W 2019 roku magazyn Perspektywy przyznał szkole w Krzyżewie Złotą Tarczę dla najlepszego technikum. Jednak dziś Zespół Szkół Rolniczych walczy o przetrwanie. Problemem instytucji jest brak naboru przez ostatnie trzy lata. Zresztą miejscowi decydenci też mają swoje wizje dotyczące szkoły, z którymi nie zgadzają się obrońcy szkoły. Twierdzą, że nie ma to nic wspólnego z oświatą. Nie przekonują sukcesy ani wieloletnia tradycja placówki. Radni powiatu wysokomazowieckiego zagłosowali za likwidacją. Nadzieją jest obecnie prowadzony nabór. Oby los uśmiechnął się do szkoły w Krzyżewie, a włodarze zastanowili się nad swoimi decyzjami i pomogli, bo – jak widać po fundatorce – jedna osoba może zdziałać wiele. Szkoda byłoby zatracić to dziedzictwo.

Autor: Rafał Górski

Plażowanie w Białymstoku, okolicach i województwie. Zobacz, gdzie warto pojechać nad wodę.

Dojlidy, Jurowce, Nowodworce, Supraśl, Wasilków a może Czarna Białostocka? W tych miejscach mieszczą się najpopularniejsze plaże w Białymstoku i jego okolicach. W upalne dni warto się ochłodzić w wodzie. Tylko co z jej jakością?

 

Zapewne każdy przed wyborem miejsca, gdzie chciałby odpocząć zastanawia się czy woda jest czysta? Tylko co to właściwie oznacza? Odpowiednie instytucje badają wodę pod kątem bakterii tam występujących oraz wszystkiego tego, co może nam zaszkodzić. Jednak każdy, kto był choć raz na Suwalszczyźnie i kąpał się w tamtejszych jeziorach – zapewne widzi uderzającą różnicę między tamtymi wodami a białostockimi. Polodowcowe jeziora są tak czyste, że przejrzystość wody jest bardzo wysoka.

Trzeba jednak zaznaczyć, że jakość wody na zalewie w Dojlidach polepszyła się. W 2018 roku zbiornik przeszedł rewitalizację. Dzięki czemu możemy kąpać się tam bez żadnych obaw o swoje zdrowie. Nadaje się do kąpieli również rzeka Supraśl czyli możemy plażować zarówno na plaży miejskiej Supraśla, ale też w innych miejscowościach, przez które przepływa rzeka i jest bezpieczne zejście do wody tj w Nowodworcach przy moście, zalew w Wasilkowie oraz plaża w Jurowcach.

 

W ubiegłym roku nie było również zastrzeżeń do zalewów w Zarzeczanach (Gródek), Michałowie, Czarnej Białostockiej, Siemiatyczach oraz na rzece Bug w Drohiczynie oraz na rzece Brok w Czyżewie. Nic nie wskazuje na to, by w tym roku było inaczej. Jak widać, w całym województwie pełno jest zbiorników wodnych – jeziora, rzeki, zalewy. Nic tylko brać urlop i odpoczywać!

Te drewniane cuda stoją w Podlaskiem. Jedna ze świątyń przetrwała od 1610 roku!

W województwie podlaskim mamy 115 kościołów oraz 67 cerkwi. Wiele z tych budynków przyciąga do naszego regionu turystów. Obecnie w wielu filmach i materiałach promocyjnych można znaleźć zachęty, by odwiedzać Podlaskie na przykład po to, by zobaczyć na własne oczy piękne, drewniane kolorowe cerkwie. To fakt – warto je zobaczyć na własne oczy zarówno od zewnątrz jak i w środku. Jednak mimo wszystko nie warto zapominać również o zwiedzaniu kościołów. Tym razem chcemy się skupić na świątyniach zbudowanych z drewna. Mają one swój wyjątkowy urok. Dlatego, jeżeli planujecie wycieczki tematyczne w naszym regionie – to warto uwzględnić również i zwiedzanie pod takim kątem. Żałować nie będziecie, gdyż Podlaskie ma do zaoferowania prawdziwe cuda architektoniczne.

Drewniane kościoły na Suwalszczyźnie

fot. Witia / Wikipedia

Jednym z takich cudów jest kościół Św. Anny w Gibach w powiecie sejneńskim. Pierwotnie była to molenna, przez co stylem przypomina budynek w Wodziłkach czy Gabowych Grądach. Z tym, że te dwa należą do staroobrzędowców. Budynek w Gibach także do nich należał jeszcze przed II Wojną Światową.

fot. E.giedraitis / Wikipedia

Kolejnym, drewnianym cudem jest katolicki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Berżnikach (powiat sejneński). Parafia w tym miejscu powstała już w 1447 roku. Obecny budynek pochodzi natomiast z 1819 roku. Później był jeszcze restaurowany.

fot. Marek i Ewa Wojciechowscy / Wikipedia

Następna świątynia również leży na Suwalszczyźnie a konkretnie w Jeleniewie. Jest to Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa. Świątynia została wzniesiona w 1878 roku, a poświęcona w 1899 roku. Warto tutaj dodać, że ołtarz oraz konfesjonały pochodzą z innego kościoła i są w stylu rokoko. We wnętrzu obejrzymy również XIX wieczne obrazy oraz przepiękne stacje drogi krzyżowej także z tamtego wieku. Jako ciekawostkę można dodać iż na strychu kościoła znajduje się bardzo wiele nietoperzy objętych ścisłą ochroną gatunkową.

fot. Ejkum / Wikipedia

Kolejny drewniany kościół stoi w Mikaszówce. Przypomina wyglądem molennę. Wiadomo o nim tylko tyle, że został wybudowany na początku XX wieku.

fot. Thebleeding / Wikipedia

Drewniane kościoły na Podlasiu

Warto również na własne oczy zobaczyć Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Sokołach (powiat wysokomazowiecki). Świątynia została wzniesiona pierwotnie jako cerkiew unicka w 1758 roku w Tykocinie. Następnie w 1833 roku przeniesiono ją na cmentarz w Sokołach (tak – drewniane budynki można przenosić) i tam została kościołem katolickim. Aż do dzisiaj.

fot. Simpledot / Wikipedia

Grzechem byłoby nie zobaczenie wspaniałego kościoła św. Anny w Kalinówce Kościelnej. Świątynia została wybudowana w 1774 roku na bazie innej, spalonej w 1761 roku. Rzeźby w środku datowane są na XVII wiek. Warto także zobaczyć obraz św. Mikołaja z XIX wieku oraz XVII wieczne renesansowe tabernakulum (czyli szafki na eucharystię). Przy kościele stoi także wspaniała dzwonnica.

fot. Yarl / Wikipedia

Warto także wybrać się do Starej Kamiennej, gdzie znajduje się Kościół Św. Anny – najstarszy drewniany budynek na Podlasiu, zachowany do dnia dzisiejszego. Świątynia została ufundowana przez Piotra Wiesiołowskiego (który w Białymstoku wzniósł zamek, z którego powstał Pałac Branickich). Drewniana świątynia znajduje się w powiecie sokólskim.

Pozostałe kościoły, które warto zobaczyć to XIX wieczny Kościół Matki Bożej Szkaplerznej w Studzienicznej, XVI-wieczne Sanktuarium Matki naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa w Domanowie (rozbudowywane w XIX wieku), XVIII-wieczny Kościół św. Stanisława w Milejczycach, Kościół Matki Bożej Anielskiej w Monkiniach z XX wieku, a także XVI-wieczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława w Narwi, XX-wieczny Kościół Trójcy Przenajświętszej w Pawłówce oraz Kościół św. Jana Chrzciciela w Turośli z XIX wieku.

fot. Ludwig Schneider / Wikipedia
Featured Video Play Icon

Znani blogerzy na Podlasiu. Zachwyceni naszym regionem – “najbardziej niesamowite i egzotyczne”.

Blogerzy “Busem przez świat” postanowili przyjechać na Podlasie i pokazać swoim widzom 10 miejsc, które warto zobaczyć na Podlasiu. Warto obejrzeć film, by zobaczyć jakie podlaskie atrakcje przyciągają. Serce też się raduje, że robi się wreszcie moda na nasz region. Przestajemy być “dziurą”. Teraz jesteśmy “popularną dziurą”. Dalej ludzie stąd uciekają na rzecz bardziej rozwiniętych miejsc i tutaj raczej nic się nie zmieni, ale przynajmniej jesteśmy drugimi Bieszczadami. Rzadko zamieszkanym regionem, w którym jest dziko, niesamowicie i egzotycznie właśnie. A jak widzą nas blogerzy z “Busem przez świat”?

 

Na pierwszym miejscu wymieniają Kruszyniany oraz zamieszkałych tam Tatarów. Na drugim miejscu postanowiono ukazać prywatny zamek “Kasztelnik”. Oczywiście nie mogło zabraknąć podlaskich, kolorowych, drewnianych cerkwi. Kolor – niebieski oznacza powierzenie matce boskiej, zaś zielona świątynia powierzona duchowi świętemu bądź męczennikowi. Kolejna propozycja blogerów to Kraina Otwartych Okiennic. Kolejne miejsce to Święta Góra Grabarka pod Siemiatyczami.

 

Następnie blogerzy polecają wybrać się do Odrynek, gdzie znajduje się skit prawosławny. Tak samo jak podlaskich cerkwi, tak nie mogło zabraknąć w propozycjach Puszczy Białowieskiej. Kolejna wycieczka proponowana przez podróżników to kładka Waniewo i Śliwno. Kolejnym punktem na mapie był Supraśl. Ostatnie miejsce to Europejska Wieś Bociania.

 

Warto dodać, że blogerzy mają na kanale YouTube – 94 tys. subskrypcji. Właśnie tyle osób dzięki nim zobaczy piękno Podlasia i być może zdecyduje się na przyjazd do nas.

5 ekscytujących miejsc, które w Podlaskiem nie są znane. Warto je odwiedzić.

Przeglądając różne przewodniki, blogi i inne miejsca gdzie ktoś coś napisał o Podlasiu najczęściej wymieniane były 3 miejsca – Meczet w Kruszynianach, kolorowe cerkwie między Bielskiem a Hajnówką oraz Białowieża. Nie ma wątpliwości, że są to miejsca fascynujące, ale nie oszukujmy się – dla tych co mieszkają na Podlasiu – prawdopodobnie się… przejadły, tak samo jak dla białostoczan – Pałac Branickich. Miło jest tamtędy przechodzić, ale specjalnie raczej nikt nie planuje tam wycieczek. Tak to jest, gdy ma się coś na co dzień.

Dlatego też tym razem postanowiliśmy napomnieć o takich miejscach, które nie są oczywiste, mało znane, ale zdecydowanie warto zobaczyć je na własne oczy. Znaleźliśmy specjalnie dla Was 5 takich miejsc.

Czerwone Bagno w Grzędach

Biebrzański Park Narodowy kryje w sobie wiele wspaniałych atrakcji, miejsc do odkrycia, a także przyrody do podziwiania. Grzędy – miejscowość na północ od Goniądza to zdecydowanie ciekawe, mało znane miejsce, w którym można drewnianą kładką wybrać się na spacer, po to by podziwiać torfowiska, lasy bagienne i ogólnie klimatyczne bagna. Po drodze miniemy też “świętą sosnę” z kapliczką. Można będzie także zobaczyć z bliska łosie, dziki, lisy i inne zwierzęta, które aktualnie przebywają w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt.

Pałac Starzeńskich w Ciechanowcu

fot. Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu

Osoby, które już tam były – polecają pałac. Dlaczego? Jest to budynek z XIX wieku, w którym możemy podejrzeć jak dawniej żyli polscy artystokraci. Obecnie pełni on siedzibę Muzeum Rolnictwa. Zaś wcześniej mieszkała tam Elżbieta Starzeńska, hrabina z Ożarowskich wraz mężem Michałem Konstantym, hrabim Starzeńskim. To własnie oni przeprowadzili przebudowę oraz modernizację całego pałacu będącego obecnie chlubą całego Ciechanowca. Każdy, kto odwiedzi pałac może podziwiać zabytkowe wnętrza oraz salonik. Można też poznać historię Ciechanowca. Naprawdę warto!

Biała Synagoga w Sejnach

fot. Andwieczor / Wikipedia

Bez wątpienia jest to miejsce, które warto zobaczyć w Sejnach. Biała Synagoga powstała w XVIII wieku! Wówczas z drewna. Obecny budynek to budowla z 1885 roku, który powstał za sprawą rabina Mojżesza Becalela Lurii. Podczas II Wojny Światowej żydowska świątynia została zdewastowana przez Niemców. Po wojnie natomiast budynek pełnił rolę remizy strażackiej, magazynu, a nawet zajezdni! Budynek prezentuje się naprawdę ciekawie zarówno na zewnątrz jak i w środku.

Wierszalin

fot. Krzysztof Maria Różański (Upior polnocy) / Wikipedia

Był sobie prorok Eljasz Klimowicz, który założył sektę. Razem ze swoimi wyznawcami mieszkał w drewnianej chacie w Wierszalinie. Tam też znajdują się fragmenty stawianej przez proroka świątyni. Wierszalin miał być nową stolicą świata. Warto tam zajrzeć, by poczuć niezwykły klimat tego miejsca. Może trochę straszny, może intrygujący? Bez wątpienia krąży tam jakaś dziwna moc. Szczególnie, gdy dowiemy się więcej o tym kim był prorok “Ilja”.

Kasztelik w Olendrach

Pod Siemiatyczami możemy napotkać kamienny “Kasztelik” czyli prywatny zamek wybudowany przez Pana Jurka. Jest to osoba otwarta, którą warto poznać i osobiście wysłuchać historii – po co budował ten zamek. Kamienny obiekt znajduje się w miejscowości Olendry. Wstęp jest bezpłatny, jednak warto wrzucić coś do puszki.

Majówka 2019. Najlepsze miejscówki w całym województwie Podlaskim!

Co robić podczas Majówki 2019? Trudno przewidzieć jaka będzie pogoda, ale może być jednego dnia kiepska, a innego słonecznie. Dlatego też najlepiej mieć do dyspozycji cały wachlarz możliwości. Dlatego też specjalnie dla Was przygotowaliśmy różne warianty w każdym powiecie!

Majówka w miastach:

Długi weekend w większym mieście wiąże się głównie z rozrywką w obiektach zamkniętych – kino, teatry, puby, restauracje, a gdy jest ładna pogoda to ewentualnie można odwiedzać place zabaw, parki czy nawet plaże. Tego typu atrakcji nie brakuje również w trzech największych miastach województwa podlaskiego. Białystok, Łomża, Suwałki mogą zaoferować to wszystko oprócz spacerów po centrach miast i okolicach.

A co można robić w mniejszych miastach na Majówkę?

Powiat augustowski

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Tutaj bezapelacyjnie rządzą plaża, bulwary i Rynek. W okolicach warto wybrać się nad Kanał Augustowski oraz do sanktuarium w Studzienicznej.

Powiat białostocki

Supraśl

Jest to rozległy obszar, który można podzielić aż na trzy części – pierwsza to tereny Puszczy Knyszyńskiej – Supraśl, Cieliczanka, Kołodno, Królowy Most, Gródek czy Michałowo. Druga zaś to Tykocin i wycieczka wzdłuż Narwi aż do Góry Strękowej. Warto też odwiedzić Choroszcz i zerwany most w Kruszewie oraz Czarną Białostocką i jej zalew. Każde z tych miasteczek ma coś do zaoferowania przyjezdnym. Od spaceru to ciekawe zabytki i inne miejsca, gdzie można zwyczajnie się zrelaksować.

Powiat bielski

Synagoga w Orli, fot. Emmanuel Dyan

Tutaj najciekawsze tereny to przede wszystkim wioseczki między Orlą a Ploskami. Po trasie możemy napotkać wiele elementów wielokulturowości. Jednym z elementów będzie synagoga w Orli oraz cerkwie.

Powiat grajewski

Jezioro Dręstwo pod Rajgrodem

Te tereny to przede wszystkim Biebrzański Park Narodowy oraz Rajgród. W tym pierwszym można spacerować po wspaniałym bagnistym lesie. W drugim przypadku to odpoczynek nad jeziorami.

Powiat hajnowski

Kolej wąskotorowa w Hajnówce

Bezapelacyjnie w powiecie hajnowskim rządzi Puszcza Białowieska. Warto ją odwiedzić oraz skorzystać z licznych atrakcji – takich jak kolej wąskotorowa, drezyny, zwiedzanie Parku Narodowego i rezerwatu. Oprócz tego warto spotkać żubry i stare dęby.

Powiat kolneński

Brama cmentarza żydowskiego w Kolnie, fot. PanSG / Wikipedia

Czy jest coś ciekawego w Kolnie i jego okolicach? Miasteczko ostatnio zasłynęło z tego, że TVN nagrywał tam jeden ze swoich seriali. W Kolnie możemy zwiedzić cmentarz żydowski i synagogę. Możemy też się dowiedzieć kim był Jan z Kolna, który podobno odkrył Amerykę jeszcze przed Kolumbem. Warto też przejść się po centrum miasta oraz na cmentarz z 1809 roku.

Powiat łomżyński

Ujście Biebrzy do Narwi,fot. SilverTree / Wikipedia

Tutaj przede wszystkim można zwiedzać Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Miejsce, gdzie będzie można podziwiać wspaniałe rozlewiska Narwi. Warto też wybrać się do miejscowości Ruś pod Wizną. Tam obejrzeć możemy z bliska ujście Biebrzy do Narwi.

Powiat moniecki

Biebrzański Park Narodowy

Na tych terenach przy odrobinie szczęścia możemy napotkać łosia. Biebrzański Park Narodowy od strony powiatu monieckiego to przede wszystkim Osowiec-Twierdza, gdzie możemy zobaczyć bunkry oraz przejść się kładką. Warto też odwiedzić Goniądz i tamtejszy punkt widokowy. Warto też wdrapać się na górkę, by odpocząć przy św. Florianie. Jest też drugi punkt widokowy w Dawidowiznie. Można też wybrać się wzdłuż Biebrzy – od Dolistowa Starego do Jagłowa.

Powiat sejneński

Kukle, fot. Darek Sołtysiński / Wikipedia

Jeżeli powiat sejneński to jeziora w miejscowości Giby i Kukle. Można też wybrać inne jeziora na przykład leżące na granicy Polski i Litwy – Gaładuś.

Powiat siemiatycki

Niemirów

Okolice dawnej stolicy Podlasia czyli Drohiczyna to wspaniałe miejsce na dłuższą wycieczkę. Zachwycimy się w Niemirowie, Mielniku czy Drohiczynie właśnie. Dodatkowo warto obejrzeć z bliska klasztor na Grabarce. Można też wybrać się do Koterki, by zobaczyć piękną cerkiew na granicy polsko-białoruskiej. Powiat siemiatycki to także rzeka Bug, gdzie możemy popływać kajakiem.

Powiat sokólski

Meczet w Kruszynianach

Kruszyniany, Bohoniki to miejsca, gdzie możemy poznać Tatarów – polskich muzułmanów, mieszkających w naszym kraju od kilkuset lat. Czy różnią się od muzułmanów z krajów arabskich? Jeszcze jak! O tym wszystkim dowiecie się choćby odwiedzając meczet w Kruszynianach. Powiat sokólski to także miejsca związane z filmem “U Pana Boga za Piecem”, które mimo dwóch dekad nie zmieniły się zbytnio. W samej Sokółce znajduje się też kościół, w którym doszło do cudu. Pod samym miasteczkiem całkiem przyjemnie można spędzić czas nad zalewem.

Powiat suwalski

Klasztor w Wigrach fot. Krzysztof Mierzejewski / Wikipedia

Wigierski Park Narodowy to miejsce, którego specjalnie przedstawiać nie trzeba. Pisaliśmy na naszych łamach o nim wiele razy. Pokamedulski klasztor czeka! Oprócz tego oczywiście Szelment ze swoimi atrakcjami – wyciągiem nart wodnych, mini-golfem i parkiem linowym, do tego Wiżajny i trójstyk granic. A jakby komuś było mało, to niech zajrzy jeszcze na Stańczyki tuż za granicą województwa podlaskiego.

Powiat wysokomazowiecki

Muzeum w Ciechanowcu, to miejsce gdzie Donatan nagrywał swój znany kawałek “My Słowianie”. Zobaczcie te wyjątkowe miejsce na własne oczy. Żałować nie będziecie! Warto też zajechać do Waniewa – gdzie niestety nie skorzystamy ze wspaniałej kładki, ale miło spędzimy czas nad rozlewiskami. Do tego na liście “do zobaczenia” powinna znaleźć się siedziba Parku Narwiańskiego Parku Narodowego w Kurowie.

Powiat zambrowski

Popiersie Józefa Piłsudskiego w Paproci Dużej fot. Jolanta Dyr / Wikipedia

Tutaj najciekawszym miejscem jest “Paproć Duża”. Miejscowość, która znajduje się wewnątrz wielkiego ronda. W kościele znajdującym się w miejscowości żenił się Józef Piłsudski.

 

Jak widzicie na Majówkę jest wiele atrakcji. Nudzić się nie będzie kiedy. Byleby pogoda dopisała. Bo jak szklana pogoda, to szyby niebieskie od telewizorów. A tak – można zwiedzać i zwiedzać. Udanego wypoczynku!

Oto dawne, podlaskie zwyczaje na Wielkanoc. Czy przetrwały?

Za 10 dni będziemy mieli Wielkanoc. Na Podlasiu istnieje wspaniała tradycja malowania pisanek. Dawniej nie tylko barwiło się jajka na jednolite kolory, lecz tworzyło się na skorupce prawdziwe małe dzieła sztuki! Czy dziś ta tradycja gdzieś jeszcze przetrwała? Trudno powiedzieć. Wciąż jednak można w internecie znaleźć zapisy na różnorakie warsztaty zdobienia pisanek, na których można nauczyć się techniki pokrywania jajek na różne sposoby. Jednym z popularniejszych sposobów jest także tworzenia “kraszanki” czyli farbowania jajek przy pomocy łupin z cebuli. W ten sposób wszystkie jaja mają intensywny czerwony kolor. Dodatkowo można wtedy na nich wydrapać różne wzorki. Warto zaznaczyć, że w podlaskiej tradycji nie robiono tego tylko dla zabawy. Każdy wzór coś konkretnego symbolizował.

 

Nie zapomnijmy jeszcze o kolejnych zwyczajach polewania wodą w drugi dzień świąt. Ten zwyczaj także zanika – gdyż polewanie ludzi w miastach skończyłoby się odpowiadaniem za chuligański czyn. Jak jest na wsiach dziś? Na wielu podtrzymuje się tą tradycję, która oczywiście jest skierowana na polewanie kobiet. Młodzi kawalerowie dawniej polewali wodą panny. Ta, która została oblewana najczęściej – była uznawana za najładniejszą i mającą największe powodzenie. Jeżeli, któraś nie została oblana, to była to dla niej prawdziwa obraza. Wierzono, że zostanie takowa starą panną. A na wsi takie życie było koszmarem. Stare panny musiały pomagać w wychowywaniu dzieci rodzeństwa, a także im gotować, sprzątać i prasować. A gdy się nie lubiły z bratową to już w ogóle nie było wesoło… dlatego też starym zwyczajem młode dziewczyny na wszelki wypadek nie powinny unikać polewania wodą.

Południowe Podlasie powinno połączyć się z północnym, a Łomża z Mazowszem?

20 lat temu rząd Jerzego Buzka wprowadził nowy podział terytorialny kraju. Z mapy zniknęło 49 województw, a w ich miejsce pojawiło się 16. W tym Podlaskie, które zlepione zostało z Białostocczyzny, Ziemi Łomżyńskiej oraz Suwalszczyzny. Mało kto pamięta, że eksperci ustalili, że dla Polski najlepiej będzie gdy będzie składać się z 10-12 województw. Politycy jednak nie mogli się z tym pogodzić i między sobą wynegocjowali właśnie 16 województw. Po 20 latach już wiemy, że Buzkowi nie wyszły reforma zdrowotna (nie ma już Kas Chorych), reforma edukacyjna (nie ma już gimnazjów), reforma emerytalna (praktycznie nie ma już OFE), ale też reforma administracyjna. Niestety chyba niewiele można z tym zrobić.

 

Spójrzmy na to z perspektywy Podlaskiego. Przyłączenie południowego Podlasia do Lublina, a północnego do mazowieckiej Łomży sprawiło, że obie strony czują się poszkodowane. Łomża jest pomijana przy największych inwestycjach, gdyż to Białystok jest stolicą województwa. To tutaj znajdują się wszystkie ważniejsze urzędy czy instytucje. Białystok natomiast nie jest nawet z Łomża solidnie połączony. Nie da się tam dojechać pociągiem. Zaś dojazd samochodem nie jest specjalnie komfortowy. Oba miasta nie są ze sobą kulturowo związane. Od zawsze były po dwóch różnych stronach granic.

 

Głównym miastem południowego Podlasia są Siedlce. Jest tez Biała Podlaska, Łuków i Radzyń Podlaski. Tereny te dawniej należały do Księstwa Warszawskiego, a w 1816 roku roku przekształcone zostały w województwo podlaskie. Dlaczego po reformie Buzka “zagrabiono” je na rzecz Mazowsza? Warto też przypomnieć, że historyczne Podlasie to także miasta Korony Polskiej – Drohiczyn, Mielnik czy Granne – leżące na szczęście w naszym województwie. Niewątpliwie brakuje tu uzupełnienia o Siedlce i Białą Podlaską.

 

Zabrać podlaskie ziemie lubelskiemu i mazowieckiemu, oddać Łomżę Mazowszu i co dalej? Przesunięcie granic województwa we właściwe miejsca byłoby jednak tylko uporządkowaniem historii. Z perspektywy mieszkańców Łomży, Białej Podlaskiej czy Siedlec nie miałoby to żadnego sensu, a jedynie utrudniłoby życie. Wszystko przez odległości – między Łomża a Białymstokiem jest 80 km, zaś miedzy Łomżą a Warszawą prawie 2 razy tyle. Biała Podlaska do Lublina ma 120 km, do Białegostoku 140 km. Siedlce do Warszawy prostą drogę i niecałe 100 km. Do Białegostoku natomiast 150 i to gorszą drogą. Pociągiem też nie lepiej. Ściana wschodnia kompletnie nie jest ze sobą skomunikowana. Do Lublina nie dojedziemy przez Czeremchę i Siedlce lecz przez Warszawę i Siedlce. Podobnie do Białej Podlaskiej. Ta miejscowość również nie ma lepiej z połączeniem do Lublina.

 

Przywrócenie dawnych granic nie miałoby sensu. Dlatego też musimy porzucić marzenia o powrocie wielkiego, historycznego Podlasia na rzecz ciężkiej pracy na to, byśmy nie byli takimi biedakami. Nie będzie to jednak takie łatwe. Mimo wspaniałych walorów turystycznych – nie przyjeżdża do nas tyle osób co choćby w biedne, podkarpackie Bieszczady. Pensje w naszym regionie względem innych są żenująco niskie. Najbliższe lotnisko jest pod Warszawą. Jedyne co mamy to jedną szybką drogę ekspresową i komfortowe połączenie kolejowe również z Warszawą. Niezbyt wiele jak na 20 lat istnienia województwa podlaskiego. Wystarczająco jednak, by stąd uciec na zawsze jeżeli natrafi się dobra okazja.

fot główne: Facebook – Nowy Podział Administracyjny Polski (koncepcja podziału na 10 województw

Kiedy kładka Śliwno-Waniewo znowu będzie działać? Nie wiadomo czy w tym sezonie!

Kładka łącząca Śliwno i Waniewo nad rozlewiskami Narwi od wypadku została zamknięta do odwołania już 3 tygodnie temu. Niestety nie mamy dobrych wiadomości dla zwiedzających – trudno jest nawet oszacować ile czasu może potrwać taki stan. Wszystko dlatego, że po wypadku Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie. Musi przesłuchać wiele osób, które wówczas znajdowały się albo w pobliżu albo wpadły do wody. Dopiero po wykonaniu tych czynności zapadnie decyzja czy ktoś usłyszy zarzuty. Kładka zostanie najprawdopodobniej otwarta ponownie, gdy śledztwo wykaże przyczynę zdarzenia. O ile wyjdzie, że platforma do przeprawy nie zawiniła.

 

Nie jesteśmy ekspertami, ale zanim doszło do wypadku byliśmy na tej kładce. Platforma, która się wywróciła wyraźnie różniła się od pozostałych trzech. Tamte były wielkie, masywne i bardzo stabilne – można było nawet po nich skakać i bujać na boki. Natomiast ta, która się wywróciła była krótka, lekka i prawdopodobnie źle skonstruowana. Bowiem niezależnie ile osób się na niej znajdowało przechylała się na prawy bok. Dlatego podczas przeprawy trzeba było stawać na niej równomiernie po obu stronach. Z relacji świadków wynika, że w momencie felernej przeprawy na platformie znajdowało się kilka osób.

 

Jeżeli również śledztwo wykaże wadę konstrukcyjną, to władze Narwiańskiego Parku Narodowego będą musiały poprawić jej działanie. Warto tu dodać, że to te same promy, które były przed remontem. Wówczas jednak nie było problemu z krótką przeprawą. Zatem dlaczego po remoncie się pojawił? Tego dowiemy się zapewne jeszcze w tym roku. Jednak szanse na otwarcie przeprawy w tegoroczną majówkę są nikłe. Nie wiadomo czy w ogóle będzie można tam się przejść w tym sezonie letnim.

Featured Video Play Icon

Ksiądz, Batiuszka oraz Imam we wspólnej akcji. Ten wspaniały film powstał na Podlasiu!

Kto by pomyślał, że obraz ze świętym może dosłownie uratować życie. Zwykle w religiach wierni modlą się do obrazu. Tym razem ksiądz proboszcz Marcin Kuczyński z kościoła katolickiego, ksiądz wikary Piotr Borowik z cerkwi prawosławnej oraz imam Meczetu w Kruszynianach wystąpili we wspólnej akcji Krajowej Izby Kominiarzy – “Znak Floriana”. Duchowni spotykając się z wiernymi edukują ich jak mają się ustrzec zatruciem tlenkiem węgla. Obrazek z wizerunkiem świętego Floriana rozdawany był w trakcie kolędy. Można nim było również sprawdzić drożność wentylacji w domu.

 

Pomysł na akcję jest zaskakujący. Wszelkie ekumeniczne działania duchownych pokazują, że Podlasie było wielokulturowe oraz że nadal jest. Nie ma co ukrywać, że antagonizmy pomiędzy wiernymi różnych religii zdarzają się do dziś. Jednak jak tłumaczy w filmie ks. Piotr Borowik – My tu na Podlasiu często razem się śmiejemy, ale też razem płaczemy. Jednak czad zabija wszystkich – wierzących, niewierzących – prawosławnych, katolików, bogatych, biednych. To zabójca wszystkich tych, którzy zapominają o swoim bezpieczeństwie.

 

Dlatego w 2019 roku duchowni podczas kolędy rozdawali obraz ze świętym Florianem – patronem strażaków. Jeżeli przyłożony obrazek do wentylacji zostanie przyssany, to znaczy że ta działa poprawnie. Jeżeli odpadnie – to znak, by zadzwonić do kominiarza. Ten prosty przekaz jest skuteczny. Zaś ludzie, którzy przyjmują duchownych mogą się przekonać o tym od razu sprawdzając jak jest z tym u nich w domu.

 

Wystarczy kilka minut by czad zabił mieszkańców. Co roku swoje życie traci trując się nim 2000 osób! Czad – czyli “cichy zabójca” (bo ani go nie czuć ani nie widać) zaczyna działać, gdy zaczyna się sezon grzewczy. Pierwsze objawy działania czadu na organizm to zawroty głowy, duszności, osłabienie, wymioty, szybszy oddech czy uczucie oszołomienia. Jak się nie dać czadowi? Warto pamiętać o tym, by wentylacja działała poprawnie. Zatem należy poddawać ją regularnym przeglądom. Można dodatkowo zainstalować czujnik.

Wycieczka wzdłuż granicy. Te 7 miejscowości trzeba odwiedzić!

7 miejscowości na południowo zachodniej granicy województwa podlaskiego to na pewno jeden z ciekawych pomysłów na zwiedzanie w regionie tego co nie jest oczywiste. Pomysł nie jest zupełnie nielogiczny. Bowiem jeżeli będziemy chcieli zwiedzić województwo podlaskie wzdłuż północono-wschodniej granicy to zauważymy aż 4-krotnie zmieniające się krajobrazy, architekturę i gwarę miejscowych. Jak jest na południowo-zachodniej granicy? Jest to wycieczka po miejscach związanych z Królestwem Polskim, a także z Księstwem Mazowieckim. Oczywiście upłynęło wiele czasu i nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka, ale znając kontekst historyczny danego miejsca można zauważyć pewne, charakterystyczne szczegóły.

Niemirów

Pierwszym punktem naszej osobliwej wycieczki powinien być Niemirów. To bardzo ciekawe miejsce, będące trójstykiem granic wojewódzkich i łączeniem granic Polski i Białorusi. Jest tam też wspaniały punkt widokowy na rzece Bug, góra zamkowa, resztki cmentsarza żydowskiego, a także kościół, którego brama z dzwonnicą pochodzą z XIX wieku. W wieży natomiast znajdują się barokowe dzwony z XVIII wieku. Jest też przeprawa promowa, ale działa nieregularnie. Badania archeologiczne dowodzą że dawniej również w tym miejscu znajdowała się granica między wschodnią a zachodnią cywilizacją.

Mielnik

To miasteczko, w którym możemy przede wszystkim zwiedzić ruiny kościoła (na fot. głównym), a także zobaczyć odkrywkową kopalnię kredy i rozejrzeć się po okolicy na wieży widokowej. W Mielniku można też przeprawić się na drugą stronę rzeki bezpłatnym promem. Nie działa on jednak przez cały rok. Mielnik można porównać także do San Francisco. Część miasteczka jest położona bardzo wysoko, część (bliższa rzeki) bardzo nisko. Przez co spacerując po miasteczku odczujemy różnice wysokościowe.

Drohiczyn

fot. Bladyniec / Wikipedia

To kolejne miasteczko na Bugu, które warto zobaczyć. Tam również znajduje się góra zamkowa, przeprawa promowa, a także wspaniałe zabytki w centrum miasta. Warto tu wspomnieć, że w czasach, gdy Polska była jeszcze królestwem, to Drohiczyn był stolicą Podlasia.

Granne

To ostatnie miejsce związane z Królestwem Polskim. Zostały tam pozostałości po moście, który był częścią szlaku łączącego Grodno z Warszawą. Przechodziła przez ten obiekt wielka armia Imperium Rosyjskiego. Tą samą drogą Król Stanisław August wyjechał do Grodna i już nie wrócił. Był to także szlak dla wojsk Napoleona podczas jego wojny z Imperium Rosyjskim. Część z nich zmarło z zimna, głodu i chorób i zostało pochowanych we wsi Dzierzby – po drugiej stronie Bugu. Dziś po moście zostały tylko pozostałości widoczne tylko wtedy, gdy jest niski poziom rzeki.

Ciechanowiec

W Ciechanowcu możemy zwiedzać dawny rynek z kościołem, cerkwią i dawną synagogą. Najważniejszy jednak obiekt to Muzeum Rolnictwa słynny między innymi z tego, że wystąpił w teledysku Donatana i Cleo. Znajduje się w nim pałac i bogato wyposażony skansen. Gdy były rozbiory miasto początkowo przypadło Prusom, a potem Rosji. W późniejszych czasach – pół miasta należało do Kongresowego Królestwa Polskiego zaś drugie pół do Imperium Rosyjskiego. De facto to wszystko było jedno państwo złączone unią personalną. W czasach II Wojny Światowej Ciechanowiec był miejscem, gdzie Niemcy utworzyli getto dla Żydów, następnie ich wymordowali lub wywieźli do swoich obozów śmierci w Treblince (pod Warszawą). Po II Wojnie Światowej Ciechanowiec nie odzyskał już dawnego znaczenia. Pozostało też na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych. Dlatego dziś najważniejszym miastem w powiecie jest Wysokie Mazowieckie.

Paproć Duża

To wieś, w której w kościele ewangelickim ślub brali Maria i Józef Piłsudscy. Jednak to tak na marginesie. Wieś bowiem jest założoną przez osadników niemieckich osadą na pla nie koła! Wjeżdżając do wsi można jeździć w kółko do woli – wracając cały czas do tego samego miejsca, w którym zaczęło się jazdę. Z tego koła odchodzi promieniście osiem dróg do kolejnych osad. Na zdjęciach satelitarnych prezentuje się to bardzo ciekawie. Z dołu zwiedzanie Paproci Dużej to także ciekawe doświadczenie.

Sosnowiec

Zwieńczeniem wycieczki powinien być Sosnowiec… oczywiście nie ten na Śląsku. Podlaskie ma własny. Jest to wieś w gminie Miastkowo. Nic ciekawego nie możemy na jej temat napisać, ale wiemy jedno na pewno – warto tam pojechać dla samego faktu sfotografowania się przy tabliczce.

fot. główne: Jacek Karczmarz / Wikipedia

Kładka Śliwno-Waniewo po remoncie. Nowa trasa i nowe miejsca! Sprawdziliśmy ją dla Was.

Kładka Śliwno-Waniewo jest już czynna po remoncie, aczkolwiek ostatni fragment w Waniewie póki co nie prowadzi do wieży widokowej. Wójt gminy Sokoły postanowił, że ta część kładki zostanie obłożona płytami i wystarczy. Dlatego od Śliwna zupełnie nową trasą, po całkowicie nowej kładce możemy zwiedzać rozlewiska Narwi. Po drodze oprócz starej wieży widokowej napotkamy też dwie dodatkowe budki i daszek. Wyremontowana kładka prowadzi aż do samego Waniewa. Dopiero po przeprawie ostatnim promem znajdziemy się na starej konstrukcji obłożonej płytami. W porównaniu z resztą efekt koszmarny. Ponadto nie da się dojść do wieży w Waniewie, można wyjść do wsi inną trasą. Jednak nie ma co ukrywać, że całość robi niesamowite wrażeni, co można zobaczyć na poniższym filmie i zdjęciach.

Przede wszystkim zmienione zostały wejścia na prom. Teraz kładka rozdziela się na 3 alejki. Żeby przyciągnąć do siebie prom trzeba stanąć w środkowej i złapać za łańcuch. Na drugiej przeprawie od Śliwna kilka osób miało problem z przeprawą. Stalowa lina trzymająca prom utknęła między deskami. Na szczęście udało nam się odblokować mechanizm i ludzie mogli już korzystać z kładki bez problemu. Piszemy o tym jednak nie dlatego, by się chwalić, ale dlatego że sytuacja może się powtórzyć. Stalowa linka jest nieco za długa, stąd ten problem. Inaczej mówiąc widać było pośpiech w działaniach.

Nie ma co się dziwić. Wszyscy czekali na powrót kładki z utęsknieniem. Nie była dostępna przez cały rok! Na szczęście już wróciła i wydaje nam się, że będzie to hit 2019 roku. Już dziś na trasie było sporo osób. Nie ma co się dziwić. Przejście nią w obie strony to 3 km wspaniałego spaceru pośród pięknych rozlewisk, śpiewu ptaków – oraz wyróżniających się odgłosów dzikich gęsi. Można też obserwować klucze innych ptaków. Dodatkowo jest wiele miejsc, gdzie można sobie posiedzieć. Wcześniej była to tylko jedna wieża. Teraz mamy do wyboru 3 takie miejsca plus wieża w Waniewie, która  zapewne za jakiś czas również będzie dostępna. Chyba nikogo specjalnie nie musimy namawiać na wyjazd do Śliwna bądź Waniewa. Każda okazja jest dobra, a czas tam spędzony nie będzie czasem straconym.

 

 

Na naszych ziemiach żyli Jaćwingowie. Dlaczego przestali istnieć?

Prawdawna historia ziem Podlasia i Suwalszczyzny nierozerwalnie wiąże się się z Jaćwingami. Nasze tereny leżały na granicy Mazowsza i Sudowii, w której te plemię żyło pomiędzy rzekami, borami i moczarami. Nie wiadomo od jak dawna, ale wiadomo że w XIII wieku naród jaćwieski przestał istnieć. Jak do tego doszło?

Okrutnicy

Jaćwingowie byli plemieniem bardzo okrutnym, a w dodatku pogańskim. Wierzyli w coś w rodzaju reinkarnacji. Uważali, że dusze jednych po śmierci zajmują kolejne ciała, zaś innych ciała zwierząt. Nawet dla swojego plemienia nie mieli litości. Gdy rodziły się dziewczynki – zabijano je. Gdy kobiety chowały je po kryjomu, to odcinano im piersi, by nie mogły karmić. Plemię zapuszczało się na tereny Mazowsza, by grabić, palić i zabijać. Wyprawy te kończyły się powrotem z dużymi łupami. Po jednej z takich grabieży Sudowię najechał Bolesław Wstydliwy, książę krakowski i sandomierski. Jaćwingowie zostali przepędzeni aż na tereny Litwy. Po kilkunastu latach jednak zorganizowali odwet. Jednak gdy wracali z łupami, książę Leszek Czarny ponosząc minimalne straty wygrał z wojskami wroga. Jednak to inna bitwa była początkiem końca Jaćwingów. Miała ona miejsce na w okolicach dzisiejszego Brańska na rzece Nurzec.

Najpierw Polacy, potem Krzyżacy

Dowodzący wojskami Leszek i Bolko dowiedzieli się, że sojusznik Jaćwingów – władca litewski Trojnat nie żyje. Postanowili wtedy zaatakować plemię. Uderzyli ogniem od strony lądu zmuszając barbarzyńców do cofnięcia się w stronę rzeki. Po drugiej stronie jednak czekali polscy wojacy. Polacy puścili po wodzie płonące tratwy, czym rozcięli armię przeciwnika na dwie części i ostatecznie wygrali bitwę. Był to ogromny sukces militarny, który spustoszył dzisiejsze Podlasie i Suwalszczyznę na wiele lat. Po tych wydarzeniach Jaćwingowie zajmując tereny Litwy nie mieli jednak spokoju. Wciąż byli najeżdżani przez potężnych wtedy Krzyżaków. Powodem oczywiście było pogaństwo. Wojska zakonu były wówczas potężne co spowodowało, że w 1283 roku wybito ostatniego władcę Sudowii. Zakon krzyżacki, by ie dopuścić w przyszłości do powstań – zaczął przesiedlać Jaćwingów. Deportacje sprawiły, że naród jaćwieski rozpadł się.

Ujrzeć niebieską żabę, podglądać bobry i słuchać ptaków. Ten weekend może być ekscytujący!

Najbliższy weekend to idealny czas na wypad do Narwiańskiego Parku Narodowego oraz jego okolic. Pogoda ma niezwykle sprzyjać, bo wiosna zbliża się wielkimi krokami, czego potwierdzeniem są klucze ptaków. Tych w okolicach Narwi pojawia się mnóstwo! Wciąż niedostępna jest w całości kładka łącząca Śliwno i Waniewo. Wszystko przez to, że jej dwie części należą do dwóch różnych podmiotów. Kładka Śliwno należy do Narwiańskiego Parku Narodowego i jest już wyremontowana, zaś druga część w Waniewie należąca do gminy Sokoły na remont wciąż czeka i jest zamknięta.

 

Nie stoi jednak nic na przeszkodzie, by wybrać się nad zerwany most w Kruszewie, a następnie na kładkę w Śliwnie. Następnie pojechać przez Kościuki i Zaczerlany do Baciut, gdzie będzie można przejechać na drugą stronę rozlewisk. Następnie dojechać do Waniewa. Tam wysoki poziom wody sprawił, że można wejść tylko od strony Centrum Informacji Turystycznej. Kolejnym przystankiem powinno być Kurowo, gdzie będziemy mogli podziwiać XIX wieczne zabudowania. To dworek otoczony parkiem z alejkami świerkowymi i lipowymi. Tam właśnie znajduje się największe siedlisko ptaków, które możemy podziwiać. Można też podglądać bobry, gdyż po zimie trzcina nie jest jeszcze wysoka. W Narwiańskim Parku Narodowym można też napotkać na niebieską żabę! Tak, to nie żart. W okresie godowym samce tych płazów potrafią zmienić kolor.

 

Ostatnim przystankiem może być Tykocin, w którym to będziemy mogli po całodziennej wyprawie dobrze zjeść, a także zwiedzić synagogę po remoncie elewacji, a także kościół. Warto też raczyć się widokiem Narwi z mostu, szczególnie gdy trafimy na zachód słońca.

Bociany już wracają do Polski, ale się nie spieszą

Za oknem piękna pogoda i wysoka temperatura, a bociany są jeszcze od Polski daleko. Kiedy nasze polskie ptaki wrócą ostatecznie potwierdzając nadejście wiosny? Powinny być w połowie marca, jednak nie wszystkie tak się do Polski spieszą. W ostatnim czasie pierwsze bociany wyleciały z Izraela nad Morze Czarne w Turcji oraz nad Morze Egejskie w Grecji. Dlatego przed nimi jeszcze długa droga. Jeszcze dalej, bo w RPA znajdują się obecnie orły bieliki oraz krzykliwe.

 

To, że ptaki wybierają zawsze nasz kraj nie jest przypadkowe. Są tutaj dla nich idealne warunki do rozmnażania. Czyli umiarkowany klimat, a także pola pełne owadów i… żab. Tego wszystkiego nie brakuje im właśnie wiosną, a także gdy lato nie jest przesadnie suche. Dopiero coraz niższe temperatury oraz suche pola skłaniają te ptaki do odlotów z Polski. Bociany bardzo też lubią towarzyszyć rolnikom przy żniwach. Bowiem kombajny odsłaniają pola i łatwo wtedy o pożywienie.

 

W ostatnim czasie były też przypadki, że niektóre bociany nie wylatywały nigdzie. Tak było w ostatnim czasie w okolicach Sokółki. Wtedy ptaki narażały się na śmierć, jednak żerowały blisko gospodarstw rolnych. Warto też wspomnieć bocianach, które do Polski nie wracają przez głupotę ludzką. W Libanie strzelanie do bocianów jest “sportem narodowym”, przez co ginie dużo naszych bocianów. Naszych, bo co czwarty bocian na świecie to Polak.

Wiemy kiedy ruszy kładka Waniewo-Śliwno! Można już odliczać.

Jedna kładka a dwóch właścicieli. Mowa tu o przeprawie łączącej Waniewo i Śliwno – chyba jednej z większych atrakcji w ostatnim czasie. Kładka została rozebrana na czas remontu. Okazało się jednak, że wymieniona została tylko jej połowa. Co z drugą częścią? Ma zupełnie innego właściciela, który dopiero remont będzie zaczynać. A wiosna już praktycznie nadeszła. Sytuacja jest trochę absurdalna, by jeden obiekt miał dwóch różnych właścicieli. Część kładki należąca do Śliwna należy do Narwiańskiego Parku Narodowego. Zaś część należąca do Waniewa – już do gminy Sokoły. I to właśnie ta druga część stoi nieruszona. Wójt gminy Józef Zajkowski zapowiedział w Radiu Białystok, że zdąży wymienić starą część przed sezonem. Czyli dokładnie kiedy? Przed majówką. Dlaczego kładkę trzeba było wymienić? Okazało się, że poprzednia została zrobiona z drewna olchowego. Po kilku latach okazało się, że takie drewno nie nadaje się na kładkę. Dlatego też nowa kładka już powinna służyć dużo dłużej.

 

Kładka Śliwno-Waniewo jest jedną z większych atrakcji. Jej długość to około 1,5 km. Oprócz możliwości przejścia przez bagna suchą stopą – można się przeprawić promami rzecznymi. Po drodze czekają nas aż 4 takie przeprawy. Trasa między wsiami prowadząca przez bagna posiada także wieżę obserwacyjną, na której można odpoczywać lub obserwować ptaki, gdyż jest ich tam całkiem sporo. Zwiedzanie można zacząć z obu stron – przyjeżdżając do Śliwna (jadąc przez Kurowo od Choroszczy) lub przyjeżdżając do Waniewa (jadąc ekspresówką przez Jeżewo). Niezależnie, z której strony zaczniemy wycieczkę, to naprawdę warto. Przypomnijmy też, że zupełnie obok są dwie wsie, których też lepiej nie pomijać. Mowa tu Kruszewie i Kurowie – obie wsie, które są rozdzielone, ale połączone wspólną legendą – o zerwanym moście. Ten istnieje naprawdę, jednak nikt nie myśli by go znów odbudować. Za pierwszym razem, gdy połączono wsie mostem wybuchła wojna. Następnie po wojnie go odbudowano i znów wybuchła wojna. Postanowiono, że trzeci raz nie ma co ryzykować. Dlatego w Kruszewie i Kurowie można podziwiać rozlewiska Narwi z zerwanego mostu właśnie. W tej drugiej wsi mieści się siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego. Bardzo urokliwe miejsce.

Plan na komunikację. Czy dojedziemy do każdej wioski w Podlaskiem?

Ostatnio dużym echem odbiła się zapowiedź prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że zamierza reaktywować PKS-y. Zakładając, że zostanie to zrealizowane to warto się zastanowić czy w województwie podlaskim jest co reaktywować i czy jest po co. Obecna sytuacja wygląda następująco: Mamy firmę PKS Nova – która połączyła upadający PKS Białystok, z dobrze prosperującym PKS Suwałki oraz z PKS Łomża, PKS Siemiatycze, PKS Zambrów.  Warto pamiętać, że oprócz PKS Nova na rynku są takie firmy jak Voyager, Arriva, Kurier czy Podlasie Express (Plus Bus) – które świadczą swoje usługi na różnych terenach. Należy też pamiętać – że funkcjonują w regionie też szynobusy. Zatem warto sobie zadać pytanie – gdzie w Podlaskiem w takim razie nie można dojechać niczym innym niż samochód?

 

W województwie podlaskim jest 40 miast (miastem nazywamy miejscowości zamieszkałe powyżej 1000 osób). Postanowiliśmy sprawdzić do których z nich można dojechać z Białegostoku czymkolwiek (autobusem bądź pociągiem). Okazało się, że do wszystkich. Zatem problemem jeżeli istnieje to tylko w relacji połączenia typu wieś – miasto. Jak nie trudno się domyślić – najbardziej poszkodowane są te wsie, które nie leżą przy głównej drodze między miastami. Sprawdziliśmy czy da się przykładowo dojechać do maleńkiej wsi Rudaki przy granicy z Białorusią. Niestety nie da się, ale do pobliskich Kruszynian (5 km) już tak. Zatem należy sobie zadać pytanie – czy PKS-y mają dojeżdżać do każdej wsi? Trudno to sobie wyobrazić.

 

W województwie podlaskim jest 3277 wsi. Najwięcej położonych jest w gminie Zambrów (70), zaś najmniej w gminie Białowieża (4). Utworzenie w każdej gminie siatki połączeń tak by dojechać do głównego miasta w gminie, tak by wydostać się dalej może być bardzo trudne gdy trzeba skomunikować 70 wsi. Komunikując 4 wsie już jest łatwiej. Dlatego prawdopodobnie ktoś, komu przyjdzie realizować plan Jarosława Kaczyńskiego (zapewne będzie to ktoś z Urzędu Marszałkowskiego) weźmie mapę do ręki i zobaczy, że skomunikowanie całego województwa ze sobą – od miasta po wieś będzie kosztować kosmiczne pieniądze. Wtedy też będzie trzeba wybierać – kogo przyłączyć, a kogo nie. Oczywiście ucierpią mieszkańcy najmniej zaludnionych wsi.

Oto 3 przepiękne miejsca w Podlaskiem do odwiedzenia w przedwiośnie

Przedwiośnie na Podlasiu to czas kiedy tworzą się niesamowite rozlewiska. W tym roku śnieg, który spadł – szybko zamienił się w wodę, która niedługo po opadach zamarzała. Miejscami pojawiła się “lodowa kraina”. Teraz pod wpływem ciepłego powietrza lody ustępują. Ten proces najbardziej zauważalny jest właśnie tam, gdzie są rozlewiska. Oto 3 miejsca w regionie, gdzie z wysokiego punktu możecie podziwiać szerszy krajobraz – rozlewisk.

Waniewo

Kładka pomiędzy Śliwnem a Waniewiem jest jeszcze nieczynna. Mimo iż remont się skończył to trzeba poczekać na wiosnę, by promy wodne mogły swobodnie transportować ludzi między korytami rzeki. Jednak żeby podziwiać rozlewiska warto wybrać się tylko do Waniewa. Tam z wieży widokowej można dostrzec przepiękny krajobraz przedwiośnia ciągnący się po sam horyzont. Drugim takim miejscem obok Waniewa, lecz bliżej bo od strony Białegostoku jest zerwany most w Kruszewie. Tam również możemy podziwiać niesamowite rozlewiska Narwi.

 

Wizna

Pod Wizną mamy największe i najwspanialsze widoki. Można pojechać bezpośrednio na “Wylewy Narwi”, a można jechać od Białegostoku do Złotorii – gdzie rzeka Supraśl wpada do Narwi i jadąc przez miejscowości wzdłuż rzeki do Góry Strękowej obserwować rozlewiska na różnych punktach.

Goniądz

W tym miasteczku, ale też i kilku obok jak Dawidowizna czy Dolistowo Stare są wspaniałe punkty do obserwacji Biebrzy. Oprócz rozlewisk można też zwiedzić ciekawą okolicę – zarówno wdrapać się na górę, gdzie stoi kaplica św. Floriana czy też zobaczyć zabytkowy młyn wodny. Może się wydawać, że rzeka jak rzeka – wszędzie podobnie. Nic bardziej mylnego – każde z wymienionych miejsc – Waniewo, Kruszewo, Wizna, Góra Strękowa, Goniądz, Dawidowizna czy Dolistowo Stare dadzą nam zupełnie inne doznania. Wszędzie tam przyroda zaprezentuje nam unikatowe, niesamowite obrazy. Dlatego też, w najbliższy wolny dzień przedwiośna – nie czekajcie. Spróbujcie odwiedzić je wszystkie.

Featured Video Play Icon

Te 3 podlaskie miejsca warto odwiedzić w 2019 roku

Turyści mają swoje preferencje, ale też chęć poznawania czegoś nowego. Ten, kto myśli że znów odwiedzą w tym roku Białowieżę i Augustów może się grubo pomylić. Owszem tam zawsze warto przyjechać, ale tegoroczne kierunki turystyczne województwa Podlaskiego zapewne będą się różnić od tych z lat poprzednich. Przede wszystkim nasz region zaczął się profesjonalnie promować. Co to znaczy? Właśnie to, że Podlaskie to nie tylko Białowieża i Augustów, a cała gama różnych niesamowitych miejsc. Tak jak była swoista moda, by rzucić wszystko i jechać w Bieszczady, tak teraz powoli można zauważyć to samo w stosunku co do Podlaskiego. Ludzie chcą tu odnaleźć siebie w ciszy, spokoju i niezmąconej naturze. Gdańsk, Kraków, Warszawa czy Wrocław są wielkimi ośrodkami miejskimi, ale wokół nich nie ma gdzie pojechać, by odpocząć oraz się wyciszyć. Z tego pierwszego miasta najpopularniejsze i najbliższe są przepełnione Sopot czy Hel. Mieszkańcy stolicy Małopolski może sobie pozwolić na szybki wypad w Zakopane, które też jest pełne. W okolicach Warszawy jest Zalew Zegrzyński, zaś z Wrocławia można pojechać choćby do turystycznego Kłodzka. Białostoczanie zaś od lat odwiedzali Białowieżę i Augustów.

 

Zarówno lokalni turyści jak i krajowi są głodni nowych miejsc – a dzięki różnym inicjatywom i reklamom pojawia się wiele innych alternatyw dla tych dwóch turystycznych miasteczek. Jakie więc będą najpopularniejsze kierunki Podlaskie w 2019 roku?

Śliwno – Waniewo

Miejscowości oddzielone od siebie rozlewiskami Narwi, gdzie można dojść kładką i przeprawiając się rzecznymi promami w tym roku będą miały tłumy odwiedzających. Bowiem tam trwał remont. Poprzednie kładki zostały kompletnie rozebrane i zastąpione zupełnie nowymi. Na pewno bardzo wiele osób po ponad rocznej przerwie będzie chciało znów tam przyjechać. Pojawi się też wiele osób, które o tym miejscu dowiedziały się między czasie.

 

Supraśl

Nie ma co ukrywać, że Supraśl jest już popularny, ale nie miał jeszcze swego apogeum. W tym roku może je osiągnąć z dwóch powodów – przede wszystkim jest nowa, wyremontowana droga dojazdowa. Po drugie istnieje szansa, że pojawią się autobusy komunikacji miejskiej, które od 3 lat już do uzdrowiska nie dojeżdżają. Ostatni argument przemawiający za tym jest taki, że Supraśl dołączy do systemu rowerów miejskich, dzięki czemu będzie można dojechać tam BiKeR-em.

 

Ziemia Sejneńska

Tak, to nie żart. W tym roku Ziemia Sejneńska może również przeżyć oblężenie. Zacznijmy od tego, że to przepiękne miejsce, które nie jest tak bardzo znane dla większości. Ma bardzo wiele jezior i jest przy samej granicy z Litwą. Dlaczego w tym roku turyści mogą licznie odwiedzić właśnie tamte rejony? Augustów jest rokrocznie coraz bardziej przepełniony. Wiele osób, nie chcąc tracić uroku tego miejsca wybiera coraz częściej inne miejscowości w pobliżu. Dlaczego więc nie Giby, Kukle czy Sejny właśnie? Jeziora również są polodowcowe, a zatem bardzo czyste. Dodatkowo nie są aż tak tłumnie odwiedzane.

 

Województwo Podlaskie z roku na rok ma coraz więcej do zaoferowania. Mamy taką przewagę nad resztą kraju, że u innych atrakcyjne są pojedyncze miejsca, zaś u nas takich miejsc jest bardzo wiele, tyle że jeszcze nie zostały odkryte przez turystykę masową. Ma to oczywiście swoje plusy – jesteśmy nadal drugimi Bieszczadami. Czy lepszymi? To już kwestia gustu.

Featured Video Play Icon

Rzeki się podniosły. Wkrótce może być powódź albo piękne rozlewiska.

Choć do wiosny jeszcze zostało sporo czasu, a za oknami leży śnieg to w ostatnim czasie na Rzekach Bug i Narew poziom przekroczył stan ostrzegawczy. Ta druga rzeka podniosła się szczególnie w Ploskach. Niebezpiecznie było także w Bondarach, Surażu i Wiźnie. Wszystko to miało miejsce z pierwszymi roztopami. Najpierw spadły duże ilości śniegu, później temperatura wzrosła i biały puch popłynął. Na szczęście temperatura wkrótce znów spadła, ale nie spadło już aż tak dużo śniegu, dzięki czemu nie wszystko popłynęło i nie doszło do lokalnych podtopień. A te są szczególnie uciążliwe dla mieszkańców przyrzecznych miejscowości.

 

Przed laty skutkiem podtopień były nie tylko zalane posesje. Na przykład w Narewce i Brańsku zagrożone podtopieniem były przepompownia i oczyszczalnia ścieków. Robiono wszystko, by woda z Nurcu ich nie zalała. Dlatego droga ściekowa była zabezpieczana workami z piaskiem. Natomiast pod Zambrowem wysoki poziom rzeki uszkodził drogę asfaltową na moście. W Sokółce natomiast zamknięto drogę z Suchowoli do Karpowicz.

 

Miejmy nadzieję, że w tym roku przejście z zimy na wiosnę będzie dużo łagodniejsze i nie wywoła negatywnych skutków. A warto powiedzieć sobie, że są też i pozytywne. Każdego roku wspaniałe rozlewiska rozciągają się w okolicach Narwi i Biebrzy. Jest wiele punktów widokowych, z których można je podziwiać. Dlatego gdy przyjdzie już wiosna – warto sobie zaplanować wycieczkę na rozlewiska. Widoki z dołu będą równie olśniewające jak z góry (tak jak na filmie).

Masakra dzików przed wyborami. Rolnicy głosują, zwierzęta nie

Przed nami rok wyborczy. Niestety nie wszystkie głosy da się załatwić pieniędzmi z 500 plus. Istnieje bowiem taka grupa, która ma pieniądze, bo przez lata otrzymała potężne sumy z dotacji unijnych. To rolnicy. Dlatego jeżeli rządzący chcą coś ugrać na wsi, to w inny sposób. W jaki? Wybijając dziki. Praktycznie wszystkie jakie są. Skalą przedsięwzięcia są nawet zszokowani myśliwi, którzy zabijać będą zwierzęta. Mają strzelać nawet do loch będących w ciąży! Mimo, że naukowcy alarmują, że to nie ma żadnego sensu. Owszem jest – dziki znikną z oczu rolników, a oni wtedy zagłosują na rządzących. Skalą przedsięwzięcia są nawet zszokowani myśliwi, którzy zabijać będą zwierzęta. Mają strzelać nawet do loch będących w ciąży!

Dlaczego dziki przeszkadzają rolnikom?

Odpowiedź jest bardzo prosta – dziki niszczą uprawy. Locha by w spokoju wychować młode uwija sobie miejsce gdzieś ukryte w polu właśnie ryjąc przy okazji. Drugim problemem jest wirus ASF, który nie jest żadnym zagrożeniem dla człowieka, ale dla świni owszem. Stąd też producenci trzody chlewnej ponoszą gigantyczne straty. Przyjmuje się, że nosicielami tegoż wirusa są dziki. 

Dlaczego masakra dzików nie ma sensu?

Przede wszystkim w walce z ASF nic nie poskutkuje wybicie dzików. Wirus występuje na terenach w pobliżu z Białorusią, Ukrainą oraz Obwodem Kaliningradzkim. Oznacza to, że nawet po wybiciu wszystkich dzików w Polsce – te będą migrować dalej. Nie bez powodu były minister rolnictwa chciał stawiać siatki ochronne na granicy. Abstrahując od absurdalności tego rozwiązania, to jego myślenie było słuszne – nie o wybijanie tu chodzi lecz o powstrzymanie migracji zwierząt ze wschodu. Ponadto naukowcy podnoszą, że masowe wybijanie dzików spowoduje, że przestraszone dziki zaczną jeszcze bardziej migrować rozprzestrzeniając wirusa ASF.

 

ASF rozprzestrzeniany jest także przez rolników – np poprzez buty czy odzież. Jeżeli myśliwi wkroczą do lasów – to oni i ich psy będą kolejnym osobami, które rozprzestrzeniają wirusa. Zamiast tego w w ramach walki z ASF należałoby utworzyć kordon sanitarny.

Po co są dziki?

Dzik to bardzo pożyteczne zwierzę. Ryjąc glebę jednocześnie spulchniają ją i mieszają ze ściółką. Ponadto żywią się larwami i owadami, które zagrażają drzewom. Żywią się też chorymi ssakami i ptakami ograniczając rozprzestrzenianie się innych chorób. Dlatego też wybijając je rządzący poczynią głębokie szkody w naturze. Tylko po to by przed wyborami zrobić dobrze rolnikom.

Czy interes rolników i mieszkańców się nie liczy?

Zarówno w tej spawie jak i w wielu innych gdzie mieszkańcy wsi koegzystują ze środowiskiem naturalnym zawsze powstają konflikty. W ostatnich latach na przykład mieliśmy do czynienia na przykład z wycinką bardzo starych drzew na rzecz bezpieczeństwa lub inwestycji, budowa asfaltowej drogi w puszczy, zagryzanie krów przez wilki oraz wirus ASF właśnie. Sam fakt że Ministerstwo Ochrony Środowiska zmieniło nazwę na Ministerstwo Środowiska już o czymś świadczy. Ponadto warto się zastanowić czy za środowisko i rolnictwo nie powinna odpowiadać jeden a nie dwaj ministrowie. Wtedy zawsze należałoby poszukiwać kompromisu. A ten we wszystkich problemach na styku rolnictwa i ochrony przyrody jest zawsze potrzebny. Wszelka ingerencja w naturę powinna być minimalna jak tylko się da. Tylko wyjątkowe okoliczności powinny sprawiać, że będziemy w nią ingerować. Z drugiej strony nie należy zwyczajnie dziadować. Najczęściej zbyt mocna i krzywdząca ingerencja w naturę wynika z chęci przeprowadzenia jakiejś inwestycji tanio. Lepiej jednak zrobić coś drożej, lecz w taki sposób, by straty dla środowiska były minimalne.

Randka na Podlasiu. Oto najlepsze miejsca, by kogoś lepiej poznać

Przyjęło się, że na randki chodzimy tylko do restauracji czy pubu. Takie podejście jednak może sprawić, że zanim poznamy wybrankę lub wybranka to wypłukamy się z pieniędzy. Dlatego też przedstawiamy propozycje romantycznych miejsc, gdzie podczas spaceru będzie Wam łatwiej zdobyć serce drugiej połówki. Nasze propozycje miejsc są na tyle uniwersalne, że można tam jeździć przez cały rok.

Kładka Waniewo – Śliwno

 

Po przerwie na remont w 2019 roku będzie można już wybrać się na kładki łączące Waniewo i Śliwno, które znajdują na rozlewiskach Narwi. Idealne miejsce by kogoś przytulić, złapać za rękę i zrobić wspólne selfie. Do tego ręczna przeprawa promami sprawdzi czy umiecie ze sobą współpracować, by przedostać się na drugi brzeg. Na miejsce można dotrzeć zarówno od wsi Waniewo jak i od wsi Śliwno. Tak czy inaczej jeżeli przyjedziemy samochodem to będziemy musieli do niego wrócić. Jeżeli jednak przyjedziemy od strony Śliwna, to warto zobaczyć przy okazji zerwany most w Kruszewie. Po drugiej stronie można zobaczyć siedzibę Narwiańskiego Parku Narodowego w Kurowie.

Spacer nad Nettą w Augustowie

 

W Augustowie poznałem Cię – śpiewał o Beacie Janusz Laskowski w swoim wielkim hicie. Poznać kogoś w letniej stolicy Polski to zdecydowanie dobry pomysł. Najprzyjemniejsze miejsce to bulwary prowadzące na plażę. Można także skorzystać z usług żeglugi i zabrać się z partnerem lub partnerką na rejs statkiem, z którego zobaczyć będzie można wspaniałą Rospudę. Latem możemy także wypożyczyć sprzęt wodny, by popatrzeć na Augustów z tafli jeziora lub rzeki. Jeżeli zdecydujemy się na kajaki to możemy płynąć Kanałem Augustowskim aż do granicy z Białorusią.

Bagna w Krzemiance

 

Rezerwat przyrody Krzemianka pod Białymstokiem to dobre miejsce dla wszystkich tych, którzy lubią styl “eko”. Wędrówka po bagnistym lesie ma nie tylko walor edukacyjny, ale też leczniczy. Można odetchnąć naprawdę świeżym powietrzem, którego w miastach w ostatnim czasie ciągle brakuje. W czasach pradawnych ludzie wydobywali w dzisiejszym rezerwacie krzemień. Wędrując możemy mieć takowy pod nogami. Niezależnie od pory roku warto mieć dobre buty, gdyż nie wszędzie jest kładka, a podłoże może być błotniste. Jak to w głębokim lesie.

Planty w Białymstoku

 

W naszym zestawieniu nie mogło zabraknąć Alei Zakochanych na białostockich Plantach. To miejsce jest dobre na każdą okazję, także na randkę. Można przejść nie tylko cały park Planty, ale też pójść do parku Zwierzynieckiego, a następnie do Lasu Zwierzynieckiego. Byleby nie wystraszyć naszej wybranki proponując od razu przechadzki po lesie. Lepiej poczekać z tym do kolejnego spotkania. Warto też przejść przez ogrody i dziedziniec okazałego Pałacu Branickich – najlepszej wizytówki miasta.

Bulwary w Supraślu

 

Supraśl jest modnym uzdrowiskiem. Niemalże w każdy weekend przyjeżdżają tam tłumy. Warto zabrać ukochanego lub ukochaną na spacer wzdłuż bulwarów, a gdy lubicie dużo chodzić to także na szlaki w Puszczy Knyszyńskiej. Tak naprawdę cały Supraśl to jedno wielkie miejsce do spacerów – każdy jego zakątek dosłownie zachwyca. Jeżeli ktoś lubi bardziej aktywnie, to może skoczyć także do Kołodna, by wspólnie wdrapać się na Wzgórza Świętojańskie. A na wieży widokowej, przytulić i wreszcie pocałować swoją wybrankę. W samym Supraślu grzechem byłoby nie spróbować kartaczy czy też babki ziemniaczanej z kapustą kiszoną.

Brakuje pół miliarda na inwestycję. Dorzucą?

Do końca 2021 roku pociągi do stolicy z Białegostoku mają przyśpieszyć do 160 km/h (obecnie jeżdżą 120 km/h), a później nawet do 200 km/h (w ciągu 10 lat). Inwestycja na interesującym nas odcinku podzielona jest na 3 etapy – modernizację odcinków Warszawa – Sadowne, Sadowne – Czyżew oraz Czyżew – Białystok. Problem jest z tym ostatnim. Do przetargu na jego realizację stanęły dwie firmy. Tańsza zaproponowała przebudowę za kwotę 1,777 mld zł brutto. Tymczasem inwestor – PKP PLK założyła na ten cel 1,275 mld zł brutto. Teraz inwestor musi zadecydować – ogłaszać kolejny przetarg z naiwną nadzieją, że ktoś się zgłosi by zrobić taniej lub podnieść budżet o brakujące pół miliarda złotych.

 

Przy takich pieniądzach zawsze jest to decyzja polityczna. Miejmy nadzieję, że z racji tego iż jest to projekt transgraniczny (Rail Baltica zaczyna się w Estonii, biegnie przez Łotwę oraz Litwę) to Polacy nie dopuszczą do międzynarodowej kompromitacji. Chociaż, nigdy nic nie wiadomo. Warto jednak pamiętać, że rządowym priorytetem obecnie jest Centralny Port Lotniczy pod Warszawą. Stąd też, jakieś tory do Białegostoku mogą być mniej ważne i ostatecznie brakujące pieniądze mogą się nie odnaleźć tak szybko. 

 

Zabytkowe dzwonnica, wnętrza kościoła oraz plebania zyskały nowe życie!

 

Jest wielu turystów, którzy uprawiają tak zwaną turystykę kościelną – pielgrzymują po kraju, modlą się w sanktuariach a przy okazji zwiedzają przepiękne zabytkowe kościoły oraz ich wnętrza. W Podlaskiem takich miejsc nie brakuje. Warto zobaczyć pod tym względem sanktuarium w Studzienicznej pod Augustowem, sanktuarium w Różanymstoku pod Sokółką, a także sanktuarium w Sokółce czy Krypnie pod Białymstokiem. W samej stolicy województwa podlaskiego można zobaczyć Kościół św. Rocha, Katedrę, Kościół św. Wojciecha, ale też miejsca związane z ks. Michałem Sopoćką.

 

Do tej długiej listy warto dopisać jeszcze trzy: Rosochate Kościelne w gminie Czyżew, Stawiski pod Łomżą oraz Kulesze Kościelne pod Wysokiem Mazowieckiem. Bowiem dla turystów  raczej miejsca to nieznane. Warto zobaczyć w Rosochatem Kościelnym 243-letnia dzwonnicę, która jest unikalnym zabytkiem. Natomiast w Stawiskach zwiedzać można kościół, w którym znajdują się małe obiekty zwane malaturą – każde z nich to oddzielne dzieło sztuki. W Kuleszach Kościelnych natomiast znajduje się zabytkowa plebania – z 1874 roku. Wszystkie te miejsca w ostatnim czasie skorzystały ze środków unijnych, dzięki czemu dzwonnica, malatura oraz plebania zyskały nowe życie!

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać. Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go „ubrać w ramy”. Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

Featured Video Play Icon

Oto Podlasianie, którzy mieli pomysł. Dziś mogą świętować sukces.

Burmistrz Szczuczyna Artur Kuczyński, Wójt gminy Łomża Piotr Kłys, Mirosław Angielczyk – szef firmy “Ziołowy zakątek”, Beata Osiecka szefowa BP Projekt, Michał Szubski – szef Stanicy Kresowej, Marek Chmielewski – prezes Kółka Rolniczego w Orli, Marcin Seliwoniuk i Piotr Marzęcki z firmy Selmar, ks. kan. Antoni Loro – proboszcz parafii św. Doroty w Rosochatem Kościelnym. To wszystkie osoby, które dziś mogą świętować sukces. Wszystko dlatego, że nie bały się podjąć decyzji, by sięgnąć po unijne fundusze z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego. Dzięki temu rozwijają swoje firmy, pasje, a także dali drugie życie zabytkom, zbudowali boiska i nowe drogi.

 

Jak widać, by skorzystać ze środków unijnych z programu RPOWP wystarczy mieć dobry pomysł. W ramach środków pochodzących z Funduszy europejskich w tym z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich możemy zrealizować zarówno duże inwestycje tj. infrastruktura drogowa, jak również sfinansować mniejsze działania np. szkolenia. Wiedza zdobyta podczas szkoleń może nam się przydać do założenia własnej działalności. Ale we wspomnianym przypadku rzeczywiście należy mieć pomysł: co będziemy produkować, oferować czy sprzedawać.

 

Ale są też środki unijne, które mają na celu skutecznie zachęcić wyłącznie do aktywności w momencie, kiedy dopiero szukamy pomysłu. Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich (KSOW-red.) to platforma, która jest kierowana do mieszkańców – jak sama nazwa mówi z obszarów wiejskich, którzy mają pomysł, ale nie do końca wiedzą jak go zrealizować lub jak go “ubrać w ramy”.
Środki z KSOW to fundusze, które przeznaczane są na działania służące do zachęcania społeczności wiejskiej do tworzenia wspólnych inicjatyw.

 

Więcej o Podlasianach, którzy odnieśli sukces dowiesz się w powyższym filmie. 

W tych miastach będzie tylko po jednym kandydacie. Nikt nie chce z nimi konkurować?

Kolno i Wysokie Mazowieckie to dwa miasta w województwie podlaskim, gdzie wybory samorządowe w zasadzie zostały rozstrzygnięte już teraz. Zarówno w jednym jak i o fotel burmistrza ubiega się jeden kandydat. Nie oznacza to jednak, że Panowie Andrzej Duda (nie Prezydent) i Jarosław Siekierko zostaną burmistrzami z automatu. W przypadku, gdy o urząd ubiega się tylko jeden kandydat to musi on zdobyć głosy “na Tak”. Oczywiście głosów tych musi być więcej niż “na Nie”. Najwięcej osób bije się o fotele prezydenckie – Białegostoku (5 kandydatów), Łomży (7 kandydatów) i Suwałk (5 kandydatów).

 

Warto sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego oprócz obecnych włodarzy Kolna i Wysokiego Mazowieckiego nikt nie chce rządzić. Są tak idealni, że nie mają opozycji czy też Kolno i Wysokie Mazowieckie mają tak duże problemy, że nikt nie chce się za nie łapać?

Kolno

Miasteczko liczy sobie 10 000 mieszkańców, zaś prawa miejskie ma od 1425 roku! Wydawałoby się, że tak stare miasta w dzisiejszych czasach powinny sobie radzić najlepiej. Jednak przypomnijmy, że Białystok względem Suraża, Supraśla czy Tykocina zyskał dopiero, gdy zaborca wybudował u nas linię kolejową. Najbliższymi sąsiadami Kolna są Grajewo, Pisz, Ostrołęka i Łomża. Pierwsze dwa mają dwa razy więcej mieszkańców niż Kolno, zaś kolejne dwa 6 razy więcej. Taka dysproporcja powoduje, że potencjał gospodarczy Kolna jest mocno ograniczony – bowiem wokół ma silną konkurencję. Tereny Kolna to także w 86 procentach użytki rolne, zatem jego mieszkańcy w głównej mierze mogą żyć z rolnictwa i drobnej przedsiębiorczości oraz usług. W Kolnie jednak znajdują się zakłady, które zatrudniają ponad 500 osób. Dodatkowo są też duże sklepy.

 

Dlaczego więc tylko jeden kandydat? Budżet na 2018 rok Kolna zakłada dziurę budżetową w wysokości 3 mln zł. – Budżet jest napięty, ale musimy wykorzystać szanse na rozwój miasta jakie niosą możliwości pozyskania dofinansowania zewnętrznego na miejskie inwestycje. Dlatego ten budżet ma tak ambitne założenia i przewiduje rekordowo duży front inwestycyjny – mówił Burmistrz Kolna Andrzej Duda na łamach portalu UM Kolno.

 

Andrzej Duda jest związany z PiS. W 2015 roku przymierzano go do objęcia stanowiska Wojewody Podlaskiego, ten jednak postanowił zostać w Kolnie na stanowisku burmistrza. Na forach lokalnych portali można przeczytać wiele negatywnych komentarzy o burmistrzu, jednak wydaje się, że Andrzej Duda w Kolnie ma po prostu spokój – w postaci braku realnej opozycji. Stąd też nie ma nawet chętnego, by stanąć z Dudą do rywalizacji, której wątpliwą nagrodą byłoby kombinowanie skąd wziąć brakujące w budżecie 3 miliony.

Wysokie Mazowieckie

Miasteczko leży obok Szepietowa – gdzie jest linia kolejowa Białystok – Warszawa oraz obok Zambrowa, gdzie jest prawie ukończona droga ekspresowa Białystok – Warszawa. Co ciekawe, w Wysokiem Mazowieckiem mieszka więcej ludzi niż w Szepietowie. Zambrów ma “tylko” dwa razy więcej mieszkańców. Dlatego Wysokie Mazowieckie nie ma tak silnej konkurencji sąsiedzkiej jak Kolno. Do tego bliskość ekspresówki i linii kolejowej powinno nadawać miastu silny potencjał gospodarczy. Warto też przypomnieć, że w mieście znajduje się znana w całej Polsce Mlekovita.

 

Co ciekawe dochody budżetu wynoszą dokładnie tyle samo co wydatki budżetu. Dla potencjalnych kontrkandydatów sytuacja wręcz idealna, gdyż przejmując urząd nie wskoczyliby na minę. Jednak jest pewien szkopuł – skoro burmistrz nie zadłuża miasta i prowadzi racjonalną gospodarkę finansową, to w takim razie po co go zmieniać? Być może i tutaj chętnych na zmianę nie było, bo każdy z potencjalnych rywali uznał z góry, że nie ma żadnych szans.

 

Wyniki wyborów “Na Tak” i “na Nie” potwierdzą czy obaj Panowie Burmistrzowie rzeczywiście nie mają potencjalnej konkurencji.

 

na zdj. Kolno, fot. PanSG / Wikipedia

Featured Video Play Icon

Maciej Sikorski. Pochodzący z Podlasia aktor dubbinguje pierwszoplanowego aktora!

Jeszcze 8 lat temu jego początki można było obejrzeć na YouTube. Naśladował głosy znanych osób i szło mu całkiem nieźle. Dziś jego głos można usłyszeć w filmie 303. Bitwa o Anglię, gdzie dubbinguje jedną z postaci. Mowa tu Macieju Sikorskim, który pochodzi z miejscowości Kobylin-Borzymy (pow. wysokomazowiecki).

 

Maciej Sikorski później dał się poznać jako uczestnik programu “Mam talent”. Wówczas 21-letni student Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku przeszedł eliminacje i wystąpił w odcinku programu na żywo. Za swój występ od jury usłyszał “3 razy tak”. Niestety w pierwszym półfinale chłopak odpadł. Parodiował Kamila Durczoka, co nie przypadło do gustu jury. Dziś Maciej Sikorski jest dyplomowanym aktorem, który ukończył Akademie Teatralną w Warszawie, a także wspominany Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku na kierunku aktorskim. Od 2013 roku Sikorski jest aktorem Teatru Lalek Pleciuga w Szczecinie, współpracuje też z innymi teatrami ze Szczecina. Mężczyzna jest także wokalistą w kapeli Domofon. Reżyseruje teledyski i etiudy filmowe.

 

W najnowszym filmie “303. Bitwa o Anglię” dubbinguje Iwana Rheona grającego Jana Zumbacha. Jest to główny bohater w filmie. Jak sobie poradził? Zobaczcie sami – film emitowany jest w kinach. My składamy gratulację dla pochodzącego z Podlasia aktora i życzymy kolejnych sukcesów.

Wspólnoty lokalne mogą otrzymać 5000 zł na swoje inicjatywy

W wielu miejscowościach są mieszkańcy, którzy lubią angażować się społecznie. To dla nich ciekawa propozycja – by otrzymać mikrodotację na swoją inicjatywę. Od 11 sierpnia, młode organizacje pozarządowe, grupy nieformalne (minimium 3 osoby) oraz samopomocowe mogą starać się o dofinansowanie swoich pomysłów w ramach projektu Podlaskie Lokalnie realizowanego przez fundację Podlaski Instytut Rzeczypospolitej Suwerennej oraz fundację Okno na Wschód. Wnioski można składać do 31 sierpnia Realizatorzy udzielą wybranym projektom dofinansowania w wysokości do 5 000 zł. Podmiotami uprawnionymi są wnioskowania o dotację są nie tylko organizacje społeczne, lecz także nieformalne grupy, w skład których wchodzą mieszkańcy województwa podlaskiego. Wszystko po to, by rozwijać społeczeństwo obywatelskie.

 

W planach są także kolejne konkursy. Jeszcze w tym roku odbędzie się konkurs na rozwój instytucjonalny, w ramach którego młode organizacje pozarządowe będą mogły uzyskać dotację np. na zakup sprzętu, umeblowanie biura, szkolenie merytoryczne kadr czy sfinansowanie innych działań potrzebnych do bieżących prac i realizacji celów statutowych. Łącznie w latach 2018-2019 w ramach projektu Podlaskie Lokalnie przewidzianych jest 5 konkursów, w trakcie których do rozdania jest 650 tysięcy złotych.

 

Spotkania informacyjne:

Suwałki: 21 sierpnia godz. 17:00 – Centrum Trójki, ul. Kościuszki 71

Suchowola: 22 sierpnia godz. 17:00 – Sala Płomyk, Plac Kościuszki 13

Łomża: 23 sierpnia godz. 17.00 – Sala konferencyjna Radia Nadzieja, ul. Sadowa 3

Wysokie Mazowieckie: 24 sierpnia godz. 17.00 – Miejski Ośrodek Kultury, ul. Ludowa 19

 

Szczegółowe informacje dostępne są pod adresem www.podlaskielokalnie.pl, tam również będzie można złożyć wniosek poprzez elektroniczny generator. Zachęcamy także do odwiedzenia profilu projektu na Facebooku: www.facebook.com/podlaskielokalnie/

 

Kładka Waniewo – Śliwno kompletnie rozebrana. Została sterta drewna

Kładka Waniewo – Śliwno jest nieczynna, ale od przyszłego roku się to zmieni. Obecnie w Narwiańskim Parku Narodowym trwają prace remontowe. Po starej kładce nic nie zostało, gdyż została rozebrana. Teraz robotnicy stawiają nową, która będzie służyć wszystkim od przyszłego roku. A wybrać się do Waniewa lub Śliwna zawsze warto.

 

Między miejscowościami Śliwno i Waniewo, oddalonymi od Białegostoku o około 30 km znajdują się rozlewiska Narwi, które w zależności od pory roku znajdują się gruncie bądź są na powierzchni. Na niektórych fragmentach jest tak dużo wody, że jest ona cały rok. Wtedy musimy użyć siły mięśni aby przyciągnąć platformę, która pozwoli dostać się na drugi brzeg wody. Znajdujące się na kołowrotku liny nie powinny sprawić żadnego kłopotu. Dlatego też siłować się mogą też dzieci. Łącznie na trasie przygotowano cztery takie tratwy.

 

Kilometrowa drewniana kładka posiada także wieżę obserwacyjną, na której można odpoczywać lub obserwować ptaki, gdyż jest ich tam całkiem sporo. Kładkę można zwiedzać z obu stron – przyjeżdżając do Sliwna (jadąc przez Kurowo od Choroszczy) lub przyjeżdżając do Waniewa (jadąc ekspresówką przez Jeżewo). Niezależnie, z której strony zaczniemy wycieczkę, to naprawdę warto. Mimo wszystko, trzeba z tym poczekać do przyszłego roku.

 

fot. Narwiański Park Narodowy

Pociągi Białystok – Warszawa pojadą 160 km/h

Jeszcze 3 lata poczekamy na to, by do stolicy z Białegostoku można było jechać 160 km/h. Nie wygląda to zbyt rozwojowo, szczególnie że już teraz pociągi jeżdżą na tej trasie 120 km/h. W Warszawie Wschodniej obecnie wysiądziemy po równo 2 godzinach podróży. W 2021 roku podróż potrwa jeszcze krócej. Oczywiście należy się cieszyć z tego co mamy, ale warto sobie uświadomić, że obecny rekord prędkości osiągnięty na świecie to 603 km/h.

 

Żeby w Polsce w ogóle było można marzyć o podobnych prędkościach musi się zmienić myślenie. Mimo, że komunizmu formalnie nie ma od 1989 roku, to mentalnie jest on w urzędnikach cały czas. Niczym w piosence Perfectu – Nie Płacz Ewka – w głowach urzędników telewizor, meble, mały fiat – oto marzeń szczyt. Dlatego potem wszystko co inwestujemy, to nie robimy tego perspektywicznie. Drogi mają po 2 pasy ruchu (gdzie samochodów przybywa), pociągi osiągają zawrotną prędkość 160 km/h zamiast budować takie tory jak we Francji czy Japonii i tak dalej…

 

Jeżeli chcemy rzeczywiście dogonić zachód, to musimy przyspieszyć i to mocno, a my będziemy gonić jeszcze 50 lat i i tak nie dogonimy. Polska dziś jest tam, gdzie zachód był, gdy rozszerzono Unię Europejską o nowe kraje. Tak – nasz rozwój obecnie to 2004 rok w Niemczech, Francji, Holandii czy Anglii. Jesteśmy zapóźnieni prawie o 20 lat. To teraz spójrzmy na jeszcze bardziej zastopowane Podlasie – o ile jesteśmy cofnięci? Dlatego z inwestycji PKP można się cieszyć przez łzy.