Jeszcze niedawno słyszeliśmy głównie ciszę. Gdy alarmowaliśmy, że Siemianówka odbiera Narwi życie, że rzeka wysycha, zarasta i powoli umiera – wielu traktowało to jak kolejną medialną burzę. Tymczasem dziś rano w Radiu Białystok padły słowa, które jeszcze jakiś czas temu wydawały się nie do pomyślenia.
Dyrektor Narwiańskiego Parku Narodowego otwarcie mówił o tym, że Narew umiera. Że trzeba zmniejszyć powierzchnię Siemianówki, która zatrzymuje ogromne ilości wody. Że konieczne będzie naturalne piętrzenie i zatrzymywanie wody w środowisku. To ogromna zmiana. Wcześniej była tylko głucha cisza.
Przez długi czas krytykowaliśmy dyrekcję za bierność. Podkreślaliśmy, że nawet jeśli Park nie ma bezpośredniego wpływu na działania poza swoim obszarem, to może wpływać pośrednio — nagłaśniając problem, wywierając presję społeczną i mobilizując instytucje takie jak Wody Polskie. Bo właśnie od tego są dziś media, organizacje i instytucje publiczne: by mówić głośno o zagrożeniach, zanim będzie za późno.
I wygląda na to, że nasze apele zostały w końcu usłyszane!
Teraz czas, by o Siemianówce i umierającej Narwi usłyszeli także politycy. By przestali traktować temat jak lokalny problem kilku ekologów czy mieszkańców regionu, a zaczęli realnie wpływać na podległe sobie instytucje i podejmować konkretne decyzje. Bez nacisku z góry wiele urzędów nadal będzie wybierało wygodną bezczynność. A Narew nie może już czekać kolejnych lat.
Cieszy nas, że temat ochrony Narwi przestaje być zamiatany pod dywan. Jeśli nasze publikacje i wielomiesięczne alarmowanie choć trochę pomogły przesunąć tę dyskusję do przodu — to znaczy, że warto było o tym mówić. Bo Narew nie ma czasu na polityczne kalkulacje i wygodne milczenie. Ona po prostu potrzebuje wody.



