Zegar tyka i nic nie wskazuje na to, by obecnie obowiązująca dwukadencyjność w samorządzie miała zostać wyrzucona do kosza. A to oznacza, że w 2029 roku Tadeusz Truskolaski po ponad 20 latach będzie musiał się pożegnać z urzędem. Wcześniej mamy wybory do Sejmu i Senatu – być może obecny prezydent skusi się razem z synem startować którejś z izb Parlamentu. Wtedy urząd opróżniłby jeszcze szybciej. Ale uczciwie trzeba przypomnieć, że prezydent po wyborach w 2024 roku zapowiedział, że nawet gdyby zmieniły się przepisy, kolejny raz już nie wystartuje.
Tak czy inaczej warto już teraz zadać sobie pytanie – co będzie, gdy Truskolaski wreszcie odejdzie.
Dla części mieszkańców będzie to sytuacja niemal abstrakcyjna, bo całe ich dorosłe życie upłynęło pod rządami jednego człowieka. Truskolaski wygrał pięć kolejnych wyborów, a w tym czasie zmieniali się premierzy, prezydenci Polski, marszałkowie województwa, radni i burmistrzowie okolicznych miejscowości. W białostockim ratuszu pozostawał jednak ten sam prezydent.
Partnerzy portalu:
Dlatego pytanie o Białystok po Truskolaskim nie powinno sprowadzać się wyłącznie do pytania o nazwisko następcy. Znacznie ciekawsze jest to, co stanie się z tematami, które przez ostatnie kilkanaście lat były przez obecne władze miasta odrzucane, odsuwane albo uznawane za nieopłacalne. Każda wieloletnia prezydentura ma bowiem swoją naturalną konsekwencję: z czasem decyzje przestają być postrzegane jako wybór jednego z kilku możliwych kierunków, a zaczynają funkcjonować niemal jak obowiązująca doktryna. Skoro przez kilkanaście lat czegoś nie robiono, kolejne pokolenie urzędników zaczyna traktować to jako dowód, że robić tego nie należy.
Nie chodzi przy tym o kwestionowanie wszystkiego, co w Białymstoku wydarzyło się od 2006 roku. Bilans dwóch dekad obejmuje ogromne inwestycje drogowe, przebudowę centrum, nowe obiekty publiczne, rozwój infrastruktury i wykorzystanie środków unijnych. Sam urząd miasta podaje, że od 2007 roku Białystok zdobył około 2 miliardów złotych dofinansowania do inwestycji wartych około 3 miliardów złotych.
Po ponad dwudziestu latach warto jednak zadać inne pytanie: czy model rozwoju wypracowany w pierwszych latach po wejściu Polski do Unii Europejskiej nadal odpowiada na problemy miasta, które będzie funkcjonowało w latach trzydziestych XXI wieku? Tym bardziej że najnowsze dane nie dają powodów do samozadowolenia. W opublikowanym w sierpniu 2026 roku rankingu Business Insidera, porównującym 16 miast wojewódzkich pod względem m.in. bezrobocia, wynagrodzeń, cen mieszkań, dostępu do lekarzy, bezpieczeństwa i jakości powietrza, Białystok znalazł się na ostatnim, 16. miejscu. Epoka Truskolaskiego kończy się zatem paradoksem.
Polega on na tym, że początki tej prezydentury przypadały na okres, gdy Białystok potrafił być przedstawiany jako jedno z najlepszych miejsc do życia. Już pierwsze europejskie badania jakości życia w miastach, prowadzone od 2006 roku, pokazywały bardzo wysokie zadowolenie białostoczan, a kilka lat później „Gazeta Prawna” pisała wręcz o Białymstoku jako – według jego mieszkańców – najlepszym mieście do życia. Dwie dekady później stolica Podlasia przez kolejne edycje rankingu Business Insidera regularnie znajdowała się na samym dole zestawienia 16 miast wojewódzkich. Metodologii tych badań nie można bezpośrednio porównywać, ale zestawienie pokazuje coś istotnego: im dłużej Truskolaski rządzi Białymstokiem, tym gorzej dla Białegostoku.
Kolej Miejska niezasadna
Jednym z najlepszych przykładów jest kolej. Przez Białystok przebiegają linie kolejowe, a układ torów przecina miasto w kilku kierunkach. Od lat pojawiają się więc pomysły wykorzystania istniejącej infrastruktury do stworzenia kolei miejskiej lub aglomeracyjnej, która nie byłaby wyłącznie połączeniem Białegostoku z innymi miejscowościami, lecz także elementem codziennego transportu wewnątrz miasta. Problem polega na tym, że przez lata dyskusja bardzo szybko dochodziła do punktu, w którym wskazywano, dlaczego obecna infrastruktura się do tego nie nadaje: za mało przystanków, niewłaściwe położenie torów, problemy z częstotliwością kursowania, konieczność współpracy z koleją i samorządem województwa.
To wszystko są realne argumenty, ale właśnie tutaj ujawnia się charakterystyczny dla białostockiego ratusza sposób myślenia. Skoro infrastruktura kolejowa nie jest dziś dostosowana do pełnienia funkcji kolei miejskiej, to projekt zostaje uznany za niezasadny. Tymczasem można przecież odwrócić pytanie: co należałoby zrobić, aby za pięć czy dziesięć lat była dostosowana? Gdzie potrzebne są nowe przystanki, jak połączyć je z autobusami, które połączenia mają największy potencjał i ile kosztowałby pilotaż? W odpowiedzi na jedną z interpelacji Truskolaski wprost wskazywał, że szybka kolej miejska nie jest zasadna, ponieważ istniejąca infrastruktura nie zapewni oczekiwanych korzyści mieszkańcom. Po zmianie prezydenta będzie można więc po prostu wrócić do tematu i policzyć go od początku, bez założenia, że skoro przez dwie dekady kolei miejskiej nie zbudowano, to nie należy jej budować również przez następne dwie.
Białystok ma pozostać w swoich granicach
Jeszcze bardziej czytelnym przykładem jest kwestia powiększania miasta. Już w 2012 roku większość radnych opowiadała się za rozpoczęciem procedury przyłączenia do Białegostoku terenów położonych po jego zachodniej stronie, między innymi kolonii Porosły, Krupnik, Łysek i Porosłów. Truskolaski nie poparł tego pomysłu, argumentując, że byłoby to zbyt dużym obciążeniem finansowym dla miasta. Podobne stanowisko prezentował również później, wskazując na koszty, jakie Białystok poniósł po wcześniejszym przyłączeniu Dojlid Górnych i Zawad.
Ekonomiczny argument da się zrozumieć: nowe tereny oznaczają konieczność budowy ulic, kanalizacji, oświetlenia, szkół czy komunikacji. Tylko że po kilkunastu latach sytuacja przestrzenna Białegostoku wygląda inaczej. Zabudowa nie zatrzymała się na granicy administracyjnej miasta. Porosły, Kleosin, Zaścianki, Grabówka czy inne miejscowości otaczające Białystok są z nim funkcjonalnie coraz silniej związane. Tysiące ludzi codziennie przekraczają granice gmin, żeby pracować, uczyć się, robić zakupy i korzystać z usług w stolicy województwa. Nowa gmina Grabówka zaczęła działać w 2025 roku, a Truskolaski deklarował, że nie będzie dążył do włączenia jej terenów do Białegostoku.
Po 2029 roku temat może więc wrócić w zupełnie innej formie. Być może przyszłe władze dojdą do tego samego wniosku i uznają, że powiększanie granic się nie opłaca. Ale równie dobrze mogą uznać, że miasta nie można planować wyłącznie według administracyjnej mapy stworzonej kilkadziesiąt lat wcześniej. Można rozważać zarówno rozszerzenie Białegostoku, jak i znacznie silniejszy model aglomeracyjny: wspólny transport, taryfę, planowanie przestrzenne, infrastrukturę i inwestycje obejmujące miasto oraz otaczające je gminy. Co ciekawe, sam Truskolaski jako prezes Unii Metropolii Polskich mówił o potrzebie integracji transportu, planowania przestrzennego i rozwoju gospodarczego w obszarach metropolitalnych. W Białymstoku takie rozwiązania wciąż jednak pozostają daleko od skali znanej z największych polskich aglomeracji.
Trzy spółki autobusowe, bo tak jest od lat
Podobny konserwatyzm instytucjonalny widać w samej Białostockiej Komunikacji Miejskiej. Białystok pozostaje jednym z niewielu dużych miast, w których przewozy autobusowe wykonują trzy komunalne spółki: KPK, KPKM i KZK. O pomyśle ich połączenia mówi się od lat. Zwolennicy wskazują na jeden zarząd, wspólne zaplecze administracyjne, warsztaty i możliwość łatwiejszego zarządzania całym taborem. Truskolaski konsekwentnie bronił jednak modelu trzech przedsiębiorstw, argumentując, że konkurują one między sobą o zlecenia miasta i dzięki temu mogą świadczyć usługi taniej. Takie stanowisko przywoływano między innymi przy kolejnych dyskusjach o kosztach funkcjonowania komunikacji miejskiej.
Czy rzeczywiście trzy miejskie zarządy, trzy administracje i trzy struktury organizacyjne są dla prawie 300-tysięcznego miasta rozwiązaniem najbardziej efektywnym? Być może tak. Tyle że po 2029 roku po raz pierwszy od bardzo dawna będzie można zlecić niezależną analizę i sprawdzić to bez konieczności bronienia modelu, którego przez kilkanaście lat broniły te same władze. Nowy prezydent może dojść do wniosku, że obecnego systemu nie należy ruszać. Może jednak również stwierdzić, że zamiast trzech przewoźników konkurujących o miejskie zlecenia potrzebny jest jeden silny operator przygotowany do integracji autobusów z koleją aglomeracyjną i transportem gmin ościennych.
Historia bezpłatnych przejazdów dla uczniów pokazuje zresztą, że rzeczy uznawane początkowo za trudne lub zbyt kosztowne mogą po pewnym czasie stać się normalnym elementem miejskiej polityki. W 2017 roku pomysł bezpłatnych przejazdów dla uczniów pojawił się jako inicjatywa radnych opozycji i został wpisany do budżetu poprzez poprawkę. Od września 2018 roku bezpłatna komunikacja dla uczniów szkół podstawowych już funkcjonowała, a dziś nikt nie traktuje jej jako rewolucji. To dobry przykład tego, że „nie da się” w samorządzie często oznacza po prostu „nie chcemy tego robić w tej chwili albo w tej formule”.
Lotnisko, którego przez lata nie dało się uruchomić
Jeszcze ciekawszym symbolem białostockiej polityki inwestycyjnej są Krywlany. Tutaj nie można powiedzieć, że Truskolaski był przeciwnikiem lotniska. Przeciwnie, był jednym z jego najważniejszych orędowników. Problem polega jednak na czymś innym: historia Krywlan pokazuje, jak długo w Białymstoku może trwać realizacja projektu, który formalnie cały czas pozostaje priorytetem.
Wybudowano pas startowy, ale regularne połączenia pasażerskie nie ruszyły. Później pojawiły się problemy dotyczące przeszkód lotniczych i Lasu Solnickiego, postępowania administracyjne, sądy, kwestie środowiskowe, terminal oraz pytanie o operatora i finansowanie. W 2024 roku, przed kolejnymi wyborami, Truskolaski deklarował już, że w następnej kadencji lotnisko powinno zostać uruchomione, jednocześnie zastrzegając, że wymaga to współpracy miasta, województwa i innych instytucji. Dwa lata później temat nadal pozostaje otwarty.
Nie chodzi nawet o to, żeby kolejny prezydent wyrzucił dotychczasowy projekt do kosza. Wręcz przeciwnie. Powinien dostać na biurko całe dossier Krywlan i odpowiedzieć mieszkańcom na proste pytanie: co konkretnie trzeba jeszcze zrobić, ile to będzie kosztowało, kto ma za to zapłacić i kiedy z Białegostoku rzeczywiście odleci pierwszy regularny samolot pasażerski? Po dwóch dekadach można będzie zacząć rozliczać takie inwestycje nie z kolejnych zapowiedzi, lecz z efektu.
A gdzie jest miejska kultura z prawdziwego zdarzenia?
Jest jeszcze jedna dziedzina, której na pierwszy rzut oka trudno cokolwiek zarzucić, bo kalendarz wydarzeń w Białymstoku nigdy nie jest pusty. Są festiwale, wystawy, spektakle, koncerty, Dni Miasta i dziesiątki mniejszych przedsięwzięć. Kiedy jednak przyjrzeć się temu, kto właściwie tworzy najważniejsze instytucje artystyczne w Białymstoku, obraz zaczyna wyglądać inaczej. Białystok prowadzi siedem instytucji kultury, ale tylko jedną z nich klasyfikuje jako instytucję artystyczną. Jest nią Białostocki Teatr Lalek. Pozostałe to Białostocki Ośrodek Kultury, Dom Kultury „Śródmieście”, Galerie Arsenał i Sleńdzińskich oraz Muzeum Wojska i Muzeum Pamięci Sybiru.
To zestaw ważnych i potrzebnych instytucji, ale zwraca uwagę czego w nim nie ma. Białystok nie prowadzi dużej sceny muzycznej, filharmonii ani teatru dramatycznego. Opera i Filharmonia Podlaska, będąca największą instytucją muzyczną miasta, jest prowadzona przez Województwo Podlaskie wspólnie z Ministerstwem Kultury. Podlaski Instytut Kultury również jest instytucją wojewódzką. Tym samym znacząca część najbardziej rozpoznawalnej oferty artystycznej dostępnej mieszkańcom stolicy województwa powstaje nie dzięki samorządowi Białegostoku, lecz dzięki instytucjom innych szczebli.
Nie oznacza to, że miasto na kulturę nie wydaje pieniędzy. W 2024 roku na kulturę i ochronę dziedzictwa przeznaczyło ponad 73 mln zł, czyli około 2,5 proc. wszystkich wydatków budżetowych. W 2026 roku przyznano również 50 dotacji na przedsięwzięcia kulturalne o łącznej wartości ponad 2,2 mln zł. Pytanie dotyczy więc raczej tego, jaki efekt po ponad dwóch dekadach przyniósł ten model i czy następne władze miasta powinny go po prostu kontynuować.
Szczególnie dobrze widać to przy koncertach. Białystok potrafi zorganizować duży bezpłatny koncert plenerowy podczas Dni Miasta — w 2026 roku wystąpili między innymi Alicja Majewska, Ania Rusowicz, Aga Zaryan, Mietek Szcześniak i Wojtek Cugowski. Jednocześnie przez znaczną część roku ciekawsza oferta koncertowa wymagająca regularnego śledzenia repertuaru skupia się w miejscach takich jak Opera i Filharmonia Podlaska czy prywatna Zmiana Klimatu. Ta ostatnia tylko we wrześniu i na początku października 2026 roku miała w kalendarzu koncerty, wydarzenia literackie, jazz i kilka innych formatów muzycznych.
Można oczywiście odpowiedzieć, że urząd miasta nie musi prowadzić klubu muzycznego ani organizować co tydzień koncertu. I będzie to prawda. Tylko po ponad dwudziestu latach można również zapytać, czy niemal 300-tysięczny Białystok nie powinien mieć silniejszej własnej infrastruktury dla muzyki i dużych wydarzeń artystycznych, zamiast opierać znaczną część najbardziej atrakcyjnej oferty na Operze należącej do województwa, prywatnych klubach oraz kilku dużych imprezach plenerowych w roku.
To również będzie pytanie dla następcy Truskolaskiego. Nie o to, czy zorganizować jeszcze jeden koncert na Rynku Kościuszki, lecz czy miasto chce samo stać się poważnym organizatorem życia artystycznego, czy nadal przede wszystkim finansować istniejące instytucje i liczyć, że najbardziej interesującą ofertę zapewnią województwo, organizacje społeczne oraz prywatni przedsiębiorcy.
Po 2 dekadach można zapytać jeszcze raz
I właśnie na tym może polegać najważniejsza zmiana po 2027 lub 2029 roku. Nie na tym, że następca Tadeusza Truskolaskiego będzie musiał zrobić wszystko odwrotnie. Część obecnych rozwiązań może okazać się najlepsza również po ponownym przeliczeniu. Kolej miejska może być tak kosztowna, że nie będzie się opłacać nawet w modelu dofinansowania. Ewentualna oferta mieszkańcom, by wstąpili do Białegostoku może nie przynosić miastu korzyści nawet po wielu latach. Trzy spółki autobusowe mogą rzeczywiście okazać się efektywniejsze niż jedna. Krywlany mogą nadal napotykać problemy i kolejne lata funkcjonować tak jak teraz. W kulturze ktoś może dojść do wniosku, że obecny podział między miasto, województwo i sektor prywatny działa wystarczająco dobrze.
Różnica będzie polegała na czymś innym. Po raz pierwszy od 2006 roku do gabinetu prezydenta wejdzie ktoś, kto nie będzie autorem decyzji podejmowanych przez ponad 20 lat. Nie będzie musiał bronić własnej odpowiedzi sprzed dekady ani tłumaczyć, dlaczego kiedyś uznał jakiś projekt za niezasadny. Będzie mógł wziąć do ręki te same dokumenty, liczby i mapy i dojść do zupełnie innych wniosków.
Po ponad dwóch dekadach Białystok nie potrzebuje więc burzenia wszystkiego, co powstało za Truskolaskiego. Potrzebuje natomiast sprawdzenia, czy odpowiedzi udzielone przez jego administrację wiele lat temu nadal są właściwymi odpowiedziami dla miasta w latach trzydziestych XXI wieku. Bo największym problemem tak długiego sprawowania władzy nie musi być nawet to, że podejmuje się złe decyzje. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestaje się zadawać pytania, ponieważ odpowiedzi na nie zostały udzielone pięć, dziesięć albo piętnaście lat wcześniej, a skutkiem jest zajmowanie ostatnich miejsc w rankingach i ucieczka mieszkańców poza granice Białegostoku.


