Dzień bez samochodu w Białymstoku. BKM nie daje żadnego powodu, by zostawić auto.

Dzień bez samochodu w Białymstoku. BKM nie daje żadnego powodu, by zostawić auto.

Dziś Europejski Dzień Bez Samochodu. Białostocka Komunikacja Miejska zapewnia przejazdy autobusami bezpłatnie. To dobra okazja, by zapytać, czy BKM jest dziś rzeczywiście systemem, który może stanowić wygodną alternatywę dla własnego samochodu.

I tu zaczynają się problemy. Bo Białystok przez ostatnie kilkadziesiąt lat zmienił się ogromnie. Powstały nowe osiedla, inne zostały radykalnie dogęszczone, zabudowa mieszkaniowa przesunęła się daleko poza miejsca, które kiedyś wyznaczały naturalne granice miasta. Tymczasem podstawowy układ białostockich linii autobusowych prawie się nie zmienił.

Partnerzy portalu:

Trzon siatki połączeń wciąż stanowią linie oznaczone numerami od 1 do 30. Do tego doszła w tym roku linia 50. Oficjalne rozkłady BKM pokazują również osobną grupę linii podmiejskich oznaczanych numerami od 100 wzwyż oraz sześć linii nocnych N1–N6. Sam numer oczywiście o niczym nie przesądza. Problem w tym, że rozwój sieci autobusowej trudno porównywać z tempem, w jakim rozwijało się samo miasto.

Bardzo charakterystyczna jest linia 50. Nie powstała jako element wielkiej przebudowy systemu transportowego przygotowanej przez BKM. Została uruchomiona 2 lutego 2026 roku jako realizacja projektu Budżetu Obywatelskiego. Połączenie prowadzące przez Trasę Niepodległości i łączące między innymi Nowe Miasto, Starosielce, Leśną Dolinę i Bacieczki zostało więc w praktyce wywalczone przez mieszkańców w głosowaniu.

I właśnie ten przypadek doskonale pokazuje szerszy problem. Aleja Niepodległości jest jedną z najważniejszych nowych osi komunikacyjnych zachodniej części Białegostoku. Jeżeli połączenie autobusowe wykorzystujące tę trasę musiało pojawić się poprzez Budżet Obywatelski, można zasadnie pytać, gdzie wcześniej była inicjatywa organizatora transportu.

Kto zarządza komunikacją?

Białostocką komunikacją miejską od dziesięcioleci zarządza w gruncie rzeczy bardzo wąskie grono ludzi. Do 2003 roku organizatorem transportu był Zakład Obsługi Komunikacji Miejskiej kierowany przez Alicję Wróbel. ZOKM został zlikwidowany w 2004 roku, a jego zadania przejął Urząd Miejski. Niedługo później ujawniono poważne nieprawidłowości z okresu funkcjonowania zakładu, a jego była dyrektorka została skazana. Tymczasem już od 2002 roku przy organizacji białostockiej komunikacji pracował Bogusław Prokop. Po likwidacji ZOKM pozostał w strukturach odpowiedzialnych za transport, kierował organizacją przewozów, a od 2007 roku odpowiadał za funkcjonowanie transportu zbiorowego w mieście. W 2010 roku został dyrektorem nowo utworzonego Zarządu Białostockiej Komunikacji Miejskiej i pozostaje nim do dziś. Nie mówimy więc o szesnastu latach. Mówimy o człowieku, który ma wpływ na kształt białostockiej komunikacji od niemal ćwierć wieku, a za jej funkcjonowanie na szczeblu kierowniczym odpowiada od około dziewiętnastu lat.

Nie można przy tym BKM odmówić zmian technologicznych ani unowocześniania taboru. W lipcu miasto informowało choćby o kolejnych 30 autobusach elektrycznych i łącznie 50 pojazdach bezemisyjnych. Warto jednak pamiętać o konstrukcji całego systemu. Przewozy wykonują trzy miejskie spółki: KPKM, KPK i KZK, natomiast ZBKM jest organizatorem komunikacji – odpowiada między innymi za politykę transportową, linie, rozkłady i nadzór nad przewoźnikami. Nowy autobus jest więc bardzo widocznym symbolem zmian, ale nawet najlepszy autobus nie rozwiąże problemu, jeżeli jeździ po siatce połączeń niedostosowanej do współczesnego miasta.

Brak odwagi i ambicji

Białemustokowi brakuje przede wszystkim odważniejszego myślenia o całej sieci. Nie ma miejskich linii ekspresowych, które łączyłyby duże osiedla i najważniejsze punkty miasta z ograniczoną liczbą przystanków. Nie powstał też system komunikacji aglomeracyjnej, który dla mieszkańca Wasilkowa, Choroszczy, Supraśla czy coraz większych miejscowości bezpośrednio otaczających Białystok tworzyłby jeden spójny organizm z transportem miejskim.

Owszem, autobusy BKM wyjeżdżają poza granice miasta. Oficjalnie system obejmuje również gminy Choroszcz, Dobrzyniewo Duże, Grabówka, Juchnowiec Kościelny, Supraśl, Wasilków i Zabłudów. To jednak wciąż przede wszystkim przedłużenie komunikacji autobusowej, a nie pełnoprawny system transportu aglomeracyjnego zbudowany wokół szybkich przesiadek, kolei i wspólnej, czytelnej oferty.

Szczególnie zastanawiający jest brak kolei miejskiej lub aglomeracyjnej wykorzystującej istniejące linie kolejowe. W wielu rozwijających się miastach właśnie kolej staje się kręgosłupem transportu między centrum i przedmieściami. W Białymstoku dyskusje na ten temat wracają od lat, ale dla przeciętnego mieszkańca nadal nie istnieje coś, co można byłoby nazwać białostocką SKM.

W tym samym czasie miasto konsekwentnie rozwija rower miejski BiKeR. W 2026 roku system wrócił z 55 stacjami i 500 rowerami, w tym aż 210 elektrycznymi, a obecna umowa obejmuje sezony do 2029 roku. I bardzo dobrze. Rower miejski jest potrzebny.

Tylko rower powinien być uzupełnieniem dobrej komunikacji zbiorowej, a nie jej substytutem. Nie zawiezie rodziny z dzieckiem zimą z jednego końca miasta na drugi. Nie rozwiąże problemu codziennych dojazdów mieszkańców aglomeracji. Nie zastąpi szybkiego autobusu ani kolei. Można mieć świetny system rowerowy i jednocześnie mieć znacznie bardziej ambitną komunikację autobusową.

Nocą trzeba spać, a nie jeździć

Jeszcze bardziej widać słabość systemu późnym wieczorem i w nocy. Białystok ma sześć linii nocnych – N1, N2, N3, N4, N5 i N6. To lepiej niż nic, szczególnie że przez pewien czas komunikacja nocna była zawieszona. Jednak jak na miasto wojewódzkie Białystok nadal bardzo szybko wieczorem przechodzi w tryb: radź sobie sam. I tutaj właśnie samochód wygrywa z komunikacją zbiorową nie dlatego, że mieszkańcy mają szczególne zamiłowanie do stania w korkach. Wygrywa dlatego, że daje pewność powrotu. Można zostać dłużej u znajomych, wyjść z restauracji, kina, koncertu czy pracy i nie zastanawiać się, czy właśnie odjechał ostatni sensowny autobus.

Tego problemu nie rozwiążą przystanki na żądanie, czyli jedna z największych tegorocznych zmian BKM. Równocześnie wprowadzono tzw. „ciepły guzik” – pasażer sam otwiera drzwi autobusu. To akurat rozwiązanie racjonalne: ogranicza niepotrzebne otwieranie wszystkich drzwi, poprawia komfort termiczny i pozwala zmniejszyć zużycie energii. Znacznie bardziej dyskusyjny jest sposób korzystania z przystanków na żądanie. BKM instruuje, że osoba stojąca na takim przystanku ma „wyraźnie zasygnalizować kierowcy chęć wejścia do pojazdu”. Innymi słowy: pasażer ma dodatkowo pokazać kierowcy, że stojąc na przystanku autobusowym, rzeczywiście czeka na autobus.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to przykład ulepszania szczegółów w systemie, który potrzebuje znacznie poważniejszej dyskusji o swojej konstrukcji. Białystok nie potrzebuje kolejnej wielkiej debaty o tym, czy pasażer powinien machać ręką. Potrzebuje odpowiedzi na pytanie, jak za pięć, dziesięć i dwadzieścia lat ludzie mają poruszać się po całej aglomeracji.

Co z biletami?

Podobnie wygląda kwestia sprzedaży biletów. BKM ma elektroniczną kartę miejską, biletomaty i system Smart Taryfa. Bilety przez telefon można jednak kupować za pośrednictwem zewnętrznych aplikacji mPay, SkyCash i PeoPay. To działa, ale trudno nazwać taki model szczególnie ambitnym cyfrowo jak na rok 2026. Organizator transportu posiadający setki tysięcy potencjalnych klientów nie ma własnej kompletnej aplikacji będącej jednym centrum podróży: z biletem, rzeczywistym położeniem autobusów, planowaniem przejazdu, informacją o utrudnieniach, przesiadkami i obsługą konta pasażera. Podamy przykład Tallina. W stolicy Estonii wsiadamy do autobusu, przykładamy kartę płatniczą do czytnika i… tyle.

Dochodzi cena. Od sierpnia 2026 roku papierowy bilet jednoprzejazdowy w pierwszej strefie kosztuje 5 zł, elektroniczny 4 zł, bilet 30-minutowy również 5 zł, a 60-minutowy 7 zł. Miesięczny bilet imienny kosztuje 130 zł. Przy regularnych dojazdach miesięczny abonament nadal ma oczywisty sens. Znacznie gorzej wygląda konkurencyjność pojedynczego przejazdu dla dwóch czy trzech osób. W takim przypadku różnica między komunikacją zbiorową a okazjonalnym przejazdem samochodem lub usługą przewozową potrafi szybko stopnieć.

Jakiego sukcesu potrzebujemy?

I właśnie tutaj dochodzimy do sedna Dnia Bez Samochodu. Można raz w roku zrobić darmowe autobusy. Można kupować pojazdy elektryczne. Można postawić kolejne stacje BiKeRa, wprowadzić przyciski do drzwi i przystanki na żądanie. Każda z tych rzeczy może mieć sens. Ale prawdziwym sukcesem nie będzie sytuacja, w której mieszkaniec zostawi samochód 22 września, bo autobus jest akurat bezpłatny. Sukcesem będzie dzień, w którym zostawi go 23 września, mimo że za autobus trzeba już zapłacić – ponieważ będzie szybciej, wygodniej i równie pewnie.

I właśnie tego sprawdzianu Białostocka Komunikacja Miejska wciąż nie zdała. Co więcej, nie jest to problem, który pojawił się wczoraj. Dyskusja o sposobie zarządzania białostockim transportem publicznym trwa już ponad dwie dekady. Jeszcze na początku lat 2000. krytykowano działalność ówczesnego Zakładu Obsługi Komunikacji Miejskiej, którym kierowała Alicja Wróbel. ZOKM został później zlikwidowany, jego zadania przejęły struktury Urzędu Miejskiego, a wokół działalności dawnego zakładu ujawniono poważne nieprawidłowości. Była dyrektorka została następnie skazana przez sąd w sprawie dotyczącej m.in. sprzedaży biletów z wysokimi upustami bez przetargu.

W tym samym czasie w systemie pojawił się Bogusław Prokop. Spór o to, czy Białystok ma nowoczesną, ambitną i odpowiadającą rozwojowi miasta komunikację publiczną, nie trwa od kilku lat. Trwa od ponad dwudziestu. Zmieniały się nazwy jednostek, struktury organizacyjne, autobusy, technologie i kolejne programy inwestycyjne. Nie zmieniło się natomiast podstawowe pytanie: czy system rozwija się wystarczająco szybko w stosunku do miasta, które w tym czasie rozrosło się, zagęściło i funkcjonalnie wyszło daleko poza swoje dawne granice.

I być może właśnie to jest najbardziej gorzką puentą tegorocznego Dnia Bez Samochodu. Białystok od ponad dwóch dekad dyskutuje o problemach swojej komunikacji. Tymczasem mieszkaniec wciąż ma zostać przekonany do zostawienia auta głównie jednym argumentem: że akurat dziś autobus jest za darmo.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.