Białystok bez zmian. Znowu spalił się stary drewniany dom. Tyle że już nikogo to nie obchodzi.

Białystok bez zmian. Znowu spalił się stary drewniany dom. Tyle że już nikogo to nie obchodzi.

W Białymstoku wszystko po staremu. We wtorek, 13 października, przy ulicy Poleskiej znów płonął drewniany dom. Przyjechali strażacy, pojawiły się wozy gaśnicze, nad miastem uniósł się czarny dym. Budynek spłonął. I właściwie na tym można byłoby zakończyć informację. Bo w mieście, w którym stare drewniane domy płoną od kilkudziesięciu lat, trudno już mówić o jakimkolwiek zaskoczeniu.

Tym razem ogień pojawił się w opuszczonym budynku na Białostoczku, w okolicach skrzyżowania ulic Poleskiej i Włókienniczej. Strażacy walczyli z pożarem, kierowcy musieli uważać na utrudnienia, a mieszkańcy mogli przez chwilę popatrzeć na kłęby dymu. Kolejny pożar, kolejny pustostan, kolejny fragment starego Białegostoku, który znika z miejskiego krajobrazu. Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane. I oczywiście nie ma podstaw, żeby z góry przesądzać, co się wydarzyło. Ale chyba każdy wie jak jest. Tylko nie policja i prokuratorzy.

Partnerzy portalu:

Problem w tym, że Białystok ma już tak bogatą historię pożarów drewnianych domów, że można byłoby poświęcić im osobny rozdział w miejskiej kronice. Bojary, Młynowa, Piasta, Skorupska, Starobojarska, Grunwaldzka. Przez lata płonęły budynki stare, opuszczone, zaniedbane, niekiedy zabytkowe. Czasami pożary wzbudzały ogromne emocje. Mieszkańcy protestowali, społecznicy alarmowali, dziennikarze zadawali pytania, urzędnicy udawali że to nie ich sprawa. I co? I nic. A przynajmniej niewiele, skoro po tylu latach znowu oglądamy dokładnie te same obrazki.

Kiedyś każdy taki pożar wywoływał dyskusję o ochronie dziedzictwa, interesach właścicieli nieruchomości i przyszłości historycznej zabudowy. Dzisiaj można odnieść wrażenie, że wszyscy już przywykli. Ogień? Trudno. Drewniany dom? Pewnie i tak był do rozbiórki. Pustostan? To nawet lepiej, bo przynajmniej nikt tam nie mieszkał. Za chwilę zostanie pogorzelisko, później pusta działka, a potem być może coś zupełnie nowego. Białystok przecież musi się rozwijać.

I właśnie ta obojętność jest w całej historii najbardziej przygnębiająca. Nie chodzi nawet o to, że każdy stary drewniany budynek powinien zostać zabytkiem i stać przez następne trzysta lat. Chodzi o to, że miasto przez dekady traciło swoją tożsamość kawałek po kawałku, a jego mieszkańcy zdążyli się do tego przyzwyczaić. Dawne ulice, charakterystyczne domy, podwórka, ogrody i całe fragmenty przedwojennego Białegostoku znikały, ustępując miejsca coraz bardziej przypadkowej zabudowie. Nie wszystko dało się uratować, ale z pewnością można było uratować więcej.

Najbardziej ironiczne jest to, że Białystok jednocześnie uwielbia opowiadać o swojej historii. Powstają szlaki turystyczne, tablice informacyjne, publikacje, wystawy i materiały promocyjne. Zachwycamy się wielokulturowym dziedzictwem, dawnymi mieszkańcami i niepowtarzalnym charakterem miasta. Tyle że tę historię najłatwiej pielęgnować wtedy, gdy została już tylko na archiwalnych fotografiach. Nie wymaga remontów, pieniędzy, konfliktów z inwestorami ani trudnych decyzji urzędniczych.

Nie wiemy, dlaczego zapalił się dom przy Poleskiej. Ale wiemy jaki los czeka teraz tę działkę (nie dotyczy policji i prokuratury). Wiemy też natomiast, że w Białymstoku kolejny pożar starego drewnianego domu nie jest już żadną sensacją. To wydarzenie niemal rutynowe, na które reagujemy wzruszeniem ramion.

I być może właśnie to jest największa porażka Białegostoku. Nie fakt, że kolejny dom spłonął. Ale to, że po tylu latach niszczenia starej zabudowy przestaliśmy nawet pytać, dlaczego wciąż się to dzieje. Bo przecież w Białymstoku bez zmian. Znowu się paliło. Strażacy ugasili. Można się rozejść.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.