Białystok wyda pół miliarda na halę, która nie jest nikomu potrzebna

Białystok wyda pół miliarda na halę, która nie jest nikomu potrzebna

Ten tytuł może zabrzmieć jak jakaś herezja, ale gdy zapoznacie się z merytorycznymi argumentami, sami powiecie, że Białystok wyda pół miliarda na halę, która nie jest nikomu potrzebna.

Stolica województwa jest coraz bliżej budowy hali widowiskowo-sportowej. Do przetargu zgłosiły się trzy firmy, a najtańsza oferta opiewa na blisko 485 milionów złotych. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, po podpisaniu umowy wykonawca będzie miał 30 miesięcy na zakończenie inwestycji.

Partnerzy portalu:

Można byłoby więc powiedzieć: wreszcie. O hali mówi się przecież w Białymstoku od kilkunastu lat. Problem polega na tym, że przez te kilkanaście lat zmieniło się miasto, zmienił się rynek wydarzeń, zmieniły się oczekiwania publiczności i zmieniła się skala przedsięwzięć organizowanych w Polsce. Tymczasem Białystok nadal próbuje zrealizować pomysł będący odpowiedzią na potrzeby z zupełnie innej epoki.

To nie jest zarzut do prezydenta Tadeusza Truskolaskiego, że hali wcześniej nie zbudował. Historia tej inwestycji sięga co najmniej 2012 roku, kiedy rozstrzygnięto konkurs architektoniczny. Później przedsięwzięcie na lata utknęło między kolejnymi procedurami, dokumentami, decyzjami i zastrzeżeniami dotyczącymi planowanej lokalizacji. Pozwolenie na budowę miasto otrzymało dopiero w 2024 roku. Można więc przyjąć, że władze Białegostoku rzeczywiście próbowały doprowadzić projekt do końca, lecz przez wiele lat nie mogły tego zrobić.

Tyle że właśnie dlatego należało w pewnym momencie zatrzymać się i zadać podstawowe pytanie: czy hala wymyślona kilkanaście lat temu nadal jest tym, czego Białystok potrzebuje najbardziej?

Hala dla sportu, którego w Białymstoku nie ma

Planowany obiekt ma mieć ponad 30 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni, cztery kondygnacje i widownię na około 6,4 tysiąca osób. W środku powstaną boiska, trybuny, zaplecze treningowe, strefa odnowy biologicznej, przestrzenie dla zawodników, artystów i mediów, lokale gastronomiczne oraz centrum konferencyjne.

Na papierze wygląda to imponująco. Tylko komu właściwie ma służyć największa funkcja tego obiektu, czyli arena sportowa na kilka tysięcy widzów?

Białystok nie ma dziś ani w koszykówce, ani w siatkówce, ani w piłce ręcznej zespołu grającego w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tym bardziej nie ma drużyny, której regularne mecze przyciągałyby sześć tysięcy kibiców. Duża hala może pomóc klubom się rozwinąć, ale nie stworzy automatycznie silnej drużyny, sponsorów, wieloletniego finansowania ani tysięcy kibiców. Wznoszenie ogromnego obiektu z nadzieją, że kiedyś pojawi się zespół, który będzie go regularnie zapełniał, przypomina budowę portu w oczekiwaniu, że później znajdą się statki. Najpierw musi być popyt.

Na największe koncerty hala będzie za mała

Drugim argumentem mają być koncerty. I tu problem z wielkością obiektu staje się jeszcze bardziej widoczny. Stadion miejski ma ponad 22 tysiące miejsc na trybunach. Podczas koncertów dochodzi do tego publiczność stojąca na płycie. Koncert Sanah pokazał, że w Białymstoku można zgromadzić około 25 tysięcy widzów. Stadion, który przede wszystkim służy Jagiellonii, jest jednocześnie miejscem zdolnym przyjąć największe wydarzenia muzyczne organizowane w regionie.

Hala z widownią na około 6,4 tysiąca osób, nawet po ustawieniu części publiczności na płycie, pozostanie obiektem kilka razy mniejszym. Nie będzie więc realną konkurencją dla stadionów, na których występują największe gwiazdy. Stadion ma 22 372 miejsca na trybunach, a sam obiekt reklamuje się również jako przestrzeń do organizowania koncertów i dużych wydarzeń kulturalnych.

Nowa hala może oczywiście przyciągnąć wykonawców, dla których stadion jest za duży. Ale w tym segmencie rynku Białystok nie znajduje się na pustyni. Są kluby, sale widowiskowe, kampus Uniwersytetu w Białymstoku, obiekty sportowe, a przede wszystkim Opera i Filharmonia Podlaska. Nie chodzi więc o to, że w hali nie odbędzie się żaden koncert. Odbędą się. Pytanie brzmi, czy sporadyczne występy na kilka tysięcy osób uzasadniają wydanie niemal pół miliarda złotych i późniejsze ponoszenie kosztów utrzymania całego obiektu.

Opera już ma scenę, której może pozazdrościć wiele miast

W oficjalnych zapowiedziach hali pojawiają się również spektakle i wydarzenia kulturalne. Tyle że Białystok posiada Operę i Filharmonię Podlaską – obiekt stworzony właśnie do realizacji wymagających przedsięwzięć scenicznych.

Duża Scena Opery ma około 20 metrów szerokości i 16 metrów głębokości. Wyposażono ją w cztery dwupoziomowe zapadnie, scenę obrotową, 53 sztankiety, automatyczną mechanikę sceniczną oraz rozbudowany system oświetlenia i nagłośnienia. Widownia może być konfigurowana na ponad tysiąc osób. To nie jest zwykła sala ze sceną ustawioną na końcu parkietu, lecz jeden z najbardziej zaawansowanych technologicznie obiektów teatralnych w tej części Polski.

Hala sportowa może przyjąć objazdowy musical, kabaret, widowisko telewizyjne albo koncert z własną produkcją. Nie zastąpi jednak Opery jako miejsca stworzonego do wystawiania spektakli. Będzie po prostu kolejną przestrzenią, którą trzeba będzie zapełnić wydarzeniami, aby nie świeciła pustkami.

Konferencje i targi? Miejsce już jest

Kolejnymi funkcjami mają być konferencje, wystawy i wydarzenia biznesowe. Również tutaj trudno wskazać brak infrastruktury, który uzasadniałby inwestycję tej skali.

Stadion miejski dysponuje dwunastoma salami rozmieszczonymi na czterech kondygnacjach. Największe przestrzenie mają prawie 1300 metrów kwadratowych i mogą przyjmować kilkaset osób. Sam stadion oferuje organizację konferencji, szkoleń, wydarzeń firmowych i targów. Do wykorzystania są również powierzchnie wystawiennicze wewnątrz i na zewnątrz obiektu, a w szczególnych przypadkach nawet płyta główna o powierzchni około 7500 metrów kwadratowych.

Do tego dochodzą hotele, uczelnie, Opera, Białostocki Park Naukowo-Technologiczny oraz liczne prywatne centra konferencyjne. Białystok może potrzebować lepszej koordynacji i promocji tych przestrzeni, ale trudno twierdzić, że cierpi na brak sal, w których da się przeprowadzić konferencję.

Pół miliarda za uzupełnienie istniejącej oferty

Najtańsza oferta w przetargu wynosi niemal 485 milionów złotych brutto. Najdroższa przekracza 537 milionów. Do tego trzeba będzie doliczyć późniejsze wyposażenie, bieżące utrzymanie, ogrzewanie, ochronę, remonty, obsługę techniczną i ewentualne dopłaty do funkcjonowania obiektu. Za te pieniądze Białystok nie otrzyma ani hali odpowiadającej na potrzeby istniejącego klubu z wielotysięczną publicznością, ani największej areny koncertowej we wschodniej Polsce, ani obiektu kulturalnego przewyższającego możliwości Opery, ani jedynego miejsca zdolnego przyjmować targi i kongresy.

Otrzyma bardzo drogi obiekt, który będzie po trochu halą sportową, salą koncertową, centrum konferencyjnym, powierzchnią targową i zapleczem rekreacyjnym. Każdą z tych funkcji będzie spełniał, ale w niemal każdej będzie konkurował z miejscami, które już w Białymstoku istnieją.

I właśnie tutaj znajduje się największa słabość tej inwestycji. Nie chodzi o to, że hala będzie całkowicie bezużyteczna. Z pewnością znajdzie zastosowanie. W tak dużym mieście zawsze da się zorganizować mecze, gale, targi, koncerty, widowiska, kongresy i imprezy szkolne. Pytanie nie brzmi jednak: czy cokolwiek będzie się tam odbywać? Pytanie brzmi: czy korzyści będą warte pół miliarda złotych?

Albo naprawdę duża arena, albo znacznie tańszy obiekt

Gdyby Białystok zdecydował się stworzyć obiekt o rzeczywiście ponadregionalnej skali, zdolny przyciągać największe koncerty i wydarzenia z całej Polski oraz krajów sąsiednich, rozmowa wyglądałaby inaczej. Musiałaby to jednak być arena mieszcząca dziesiątki tysięcy osób – w skrajnym wariancie nawet około 40–50 tysięcy – a więc obiekt o znaczeniu krajowym, nie lokalna hala powiększona o centrum konferencyjne.

Taka inwestycja również byłaby niezwykle droga i obarczona ogromnym ryzykiem. Miałaby jednak przynajmniej czytelny cel: sprawić, aby Białystok stał się jednym z najważniejszych miejsc wielkich wydarzeń w Polsce.

Alternatywą byłaby dużo mniejsza i tańsza hala sportowa, odpowiadająca realnym potrzebom miejscowych klubów, szkół, zawodników i mieszkańców. Bez monumentalnej formy, bez kosztownego udawania centrum wszystkiego i bez tworzenia obiektu, który od pierwszego dnia będzie musiał walczyć o wydarzenia z Operą i stadionem.

Miasto wybrało rozwiązanie pośrednie, a rozwiązania pośrednie bywają najdroższe. Hala będzie zbyt duża dla większości lokalnych drużyn, ale za mała dla największych koncertów. Będzie oferowała rozbudowaną scenę wydarzeń, choć Białystok ma Operę. Będzie posiadała sale konferencyjne i powierzchnie targowe, choć takie przestrzenie działają już na stadionie.

Kilkanaście lat temu hala na 6,4 tysiąca miejsc mogła być symbolem skoku cywilizacyjnego Białegostoku. Dzisiaj wygląda raczej jak spóźniona odpowiedź na pytanie, którego nikt już nie zadaje.

Najgorszym argumentem za jej budową byłoby stwierdzenie, że skoro mieszkańcy czekali na nią tak długo, to teraz trzeba ją wybudować za wszelką cenę. Czasem długo oczekiwana inwestycja staje się jeszcze bardziej potrzebna. Czasem jednak po latach okazuje się, że świat poszedł dalej, a projekt został w miejscu.

Białystok powinien więc jeszcze raz policzyć nie tylko koszt budowy hali, lecz także cenę jej późniejszego utrzymania i realną liczbę wydarzeń, których nie da się zorganizować w żadnym z istniejących obiektów. Bo pół miliarda złotych to zbyt duża kwota, by wydawać ją wyłącznie po to, aby po kilkunastu latach móc powiedzieć: wreszcie ją mamy.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.