Wasilków przez lata wygrywał z Białymstokiem czymś bardzo prostym: był blisko miasta, ale nie próbował go bezmyślnie kopiować. Można było tu mieszkać spokojniej, dojechać nad zalew bez analizowania aplikacji parkingowych, parkometrów i regulaminów, a przestrzeń publiczna nie była jeszcze traktowana wyłącznie jako okazja do pobierania kolejnych opłat.
Od 10 lipca ma się to zmienić. Parking przy zalewie od strony ul. Jurowieckiej będzie płatny przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Każda godzina postoju ma kosztować 5 zł, doba 35 zł, a za brak opłaty kierowca może zapłacić dodatkowe 200 zł. Darmowych godzin jak w galerii handlowej czy innym sklepie – brak. Innymi słowy – skok na kasę.
Partnerzy portalu:
I trudno oprzeć się wrażeniu, że burmistrz Wasilkowa – Adrian Łuckiewicz właśnie strzelił sobie w stopę.
Wasilków nie konkuruje przecież z Białymstokiem liczbą biurowców, apartamentowców, parkometrów i miejskich zakazów. Wygrywa właśnie tym, że nie ma tu jeszcze wszystkich „wielkomiejskich” głupot. Nie trzeba płacić za każdą chwilę postoju. Nie wciska się bloków w każdy możliwy kawałek wolnej ziemi. Nie tworzy się regulaminu, systemu opłat i aplikacji mobilnej tylko dlatego, że ktoś zostawił samochód na kilka godzin.
Oczywiście urząd przedstawia całą sprawę inaczej. Płatny parking ma zwiększyć rotację pojazdów, poprawić dostępność miejsc dla osób wypoczywających i ograniczyć parkowanie samochodów pracowników okolicznych firm. Dodatkowo gmina liczy na wpływy pozwalające pokrywać koszty utrzymania zalewu oraz odzyskanie 350 tys. zł zapłacone przy budowie obiektu.
Brzmi rozsądnie — dopóki nie spojrzymy na cennik. Pięć złotych za każdą godzinę oznacza, że rodzina, która przyjedzie nad zalew na pięć godzin, zapłaci 25 zł wyłącznie za możliwość pozostawienia samochodu. Jeśli ktoś chce spędzić nad wodą niemal cały dzień, bardziej opłaca mu się kupić postój dobowy za 35 zł. To nie jest symboliczna opłata porządkowa. To stawka znana z centrów większych miast albo komercyjnych parkingów przy atrakcjach turystycznych. Tymczasem mówimy o gminnym zalewie, wybudowanym z publicznych pieniędzy, który miał służyć mieszkańcom.
Szczególnie kuriozalnie brzmi informacja, że system będzie działał 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Jeszcze dziwniej wygląda argument, że parking zajmowali pracownicy okolicznych firm. Jeżeli rzeczywiście to był główny problem, można było wprowadzić ograniczenie czasu postoju i kontrolę w wybranych godzinach albo bezpłatny okres parkowania. Zamiast precyzyjnego rozwiązania wybrano najprostsze: zapłacą wszyscy, przez całą dobę.
Urząd zachęca jednocześnie, by nad zalew przyjeżdżać komunikacją publiczną, rowerem miejskim albo przychodzić pieszo. To klasyczna urzędowa odpowiedź, która dobrze wygląda w komunikacie, ale gorzej w codziennym życiu. Nie każdy mieszka obok zalewu. Nie każdy może przyjechać rowerem z dziećmi, torbami, ręcznikami, jedzeniem, parasolem i sprzętem plażowym. Nie każdy w gminie Wasilków ma dogodne połączenie autobusowe.
Wasilków stał się atrakcyjnym miejscem do życia (według rankingów drugie miejsce po Supraślu) właśnie dlatego, że dawał wygody miasta bez jego uciążliwości. Był blisko Białegostoku, ale pozostawał bardziej dostępny, swobodny i ludzki. Decyzja o płatnym parkingu nad zalewem idzie dokładnie w przeciwnym kierunku.
Dziś parkometr pojawia się nad zalewem. Jutro może paść argument, że kolejne miejsce też jest oblegane przez pracowników lokalnej firmy i również powinno „na siebie zarabiać”. Potem następne i następne. W ten sposób małe miasto przestaje oferować alternatywę dla dużego, a zaczyna kopiować jego najgorsze pomysły.
Gmina oczywiście ma prawo szukać pieniędzy na utrzymanie obiektu. Powinna jednak pamiętać, że przestrzeń publiczna nie jest zwykłym biznesem, a mieszkaniec nie jest klientem, którego należy obciążyć opłatą przy każdej możliwej okazji.
Burmistrz Wasilkowa być może zyska wpływy i ładne tabelki w budżecie. Może jednak stracić coś znacznie ważniejszego: przekonanie mieszkańców, że Wasilków jest miejscem przyjaznym, prostym i wolnym od absurdów, z których coraz częściej słyną większe miasta.



