Stare drewniane domy zwykle znikają po cichu. Najpierw przestają w nich mieszkać ludzie. Później zaczyna przeciekać dach, próchnieją belki, wypadają okna. W końcu przyjeżdża koparka albo ktoś rozbiera budynek na opał. Razem z nim znika jednak coś więcej niż tylko sterta desek. Znika fragment krajobrazu, lokalnej historii i świata, który przez setki lat kształtował podlaską wieś.
Mirosław Angielczyk od ponad dwóch dekad próbuje ten proces zatrzymać. Przedsiębiorca, zielarz i ekologiczny rolnik stworzył w Korycinach Ziołowy Zakątek — miejsce, w którym dawna architektura nie jest martwą dekoracją, lecz ponownie staje się częścią codziennego życia. W najnowszym filmie Jonathan Ramsey zabiera widzów w podróż po tym niezwykłym świecie. Razem z Mirosławem Angielczykiem zagląda do drewnianych domów, stodół, budynków gospodarczych i jednego z najcenniejszych obiektów znajdujących się na terenie Ziołowego Zakątka — trzystuletniego drewnianego kościoła.
Partnerzy portalu:
Nie jest to jednak klasyczny skansen, w którym eksponaty ogląda się zza sznurka. W wielu uratowanych budynkach nadal toczy się życie. Przyjmowani są goście, odbywają się spotkania, przygotowywane jest jedzenie, a stare wnętrza ponownie wypełniają się rozmowami, zapachem ziół i odgłosami gospodarstwa.
Ponad 45 budynków uratowanych przed zniszczeniem
W ciągu ponad dwudziestu lat Mirosław Angielczyk ocalił przeszło 45 historycznych obiektów. Część z nich została dokładnie rozebrana w swoich dawnych lokalizacjach, przewieziona do Korycin, a następnie złożona ponownie. Belka po belce, ściana po ścianie. Nie zawsze dało się jednak uratować cały dom. Zdarzało się, że dach już się zawalił, część konstrukcji była spróchniała albo budynek przez lata stał opuszczony. W takich przypadkach odzyskiwano to, co jeszcze mogło przetrwać — drewniane bale, drzwi, okna, elementy zdobień i więźby dachowe.
Z tych fragmentów powstawały później nowe obiekty, które zachowały ducha dawnego budownictwa. Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów jest siedemnastopokojowy budynek agroturystyczny stworzony z części aż ośmiu starych domów. W innym miejscu stoi monumentalna brama przypominająca wjazd do XIX-wiecznego dworu. Choć dziś stanowi część jednej spójnej przestrzeni, składa się z elementów, które wcześniej mogły być rozproszone po różnych podlaskich wsiach i skazane na powolne zniszczenie.
Budynki to nie wszystko
W filmie Jonathana Ramseya kamera nie skupia się wyłącznie na samych budynkach. Pojawiają się zwierzęta, ogrody, podlaska przyroda oraz ludzie, dzięki którym to miejsce nie zamieniło się w nieruchomą wystawę. W centrum opowieści pozostaje jednak Mirosław Angielczyk i pytanie, które trudno pozostawić bez odpowiedzi: co sprawia, że ktoś poświęca dużą część swojego życia, aby ocalać cudze, stare domy?
Być może świadomość, że gdy raz pozwolimy im zniknąć, nie będziemy już mogli ich odtworzyć. Można postawić drewniany budynek stylizowany na dawną chatę, ale nie da się przyspieszyć czasu o sto czy dwieście lat. Nie da się wyprodukować historii, śladów siekiery na belkach ani pamięci zapisanej w kolejnych warstwach drewna.
W Korycinach ta historia nadal istnieje. Nie dlatego, że przetrwała przypadkiem, lecz dlatego, że ktoś postanowił jej nie porzucać.

