Dyrekcja Narwiańskiego Parku Narodowego powinna zabrać się do roboty! Ich milczenie zabija Narew.
fot. Narwiański Park Narodowy

Dyrekcja Narwiańskiego Parku Narodowego powinna zabrać się do roboty! Ich milczenie zabija Narew.

Rozlewiska Narwi schną w oczach. Mokradła, które jeszcze niedawno pulsowały życiem, zamieniają się powoli w wymarłe tereny. W takich okolicznościach Narwiański Park Narodowy ogranicza się do komunikatów: kładka Waniewo–Śliwno nieczynna z powodu niskiego stanu wody, wypożyczalnia kajaków zamknięta. To są decyzje oczywiste, wręcz elementarne. Ale od dyrekcji Parku Narodowego społeczeństwo oczekuje roli większej niż rola megafonu odczytującego stan wodowskazu.

Susza hydrologiczna nie jest nagłą anomalią – to zjawisko, które się nasila i którego skutki dla bagiennej doliny Narwi są destrukcyjne. Wody Polskie mają kompetencje do zarządzania rzeką, a Zbiornik Siemianówka od lat degraduje Narew. To wiemy wszyscy. Właśnie dlatego Narwiański Park Narodowy powinien dziś być liderem presji publicznej, a nie biernym obserwatorem. Tylko że tej presji nie widać. Widać za to suche koryta i zamknięte atrakcje turystyczne.

Park – informator czy rzecznik rzeki?

Park narodowy nie jest od tego, by „pilnować rzeki”. Jest od tego, by bronić procesów przyrodniczych, które stanowią o sensie jego istnienia. Jeśli rozlewiska znikają, to znika także przedmiot ochrony. W takiej sytuacji dyrekcja parku ma nie tylko prawo, ale i obowiązek wyjść poza codzienną logistykę i sięgnąć po narzędzia wpływu: stanowiska, raporty, konferencje, koalicje, konsekwentny nacisk na decydentów. Ma prawo głośno żądać zmian w zarządzaniu wodą i – co ważniejsze – powinna to robić publicznie, transparentnie i bez owijania w bawełnę. Dla porządku przypomnijmy, że dyrektorów parków narodowych zatrudnia Minister Środowiska.

Nie chodzi o to, by park udawał, że może samodzielnie przestawić przepusty czy zlikwidować zbiornik. Chodzi o to, by był głosem, którego nie da się zignorować. By przedkładał konkretne postulaty nie tylko swojemu szefostwu, ale także Wodom Polskim. By regularnie wzywał parlamentarzystów regionu do interwencji. By zapowiadał i inicjował procesy, a nie wyłącznie na nie reagował. Dzisiaj narracja ogranicza się do tego, że „stan wody jest niski”. To stanowczo za mało.

Czego oczekujemy od dyrekcji NPN – naprawdę

Po pierwsze, odwagi. Odwagi, by wprost postawić na agendzie likwidację Zbiornika Siemianówka jako rozwiązanie systemowe i przedstawić publicznie warianty hydrologiczne dla odtwarzania naturalnej retencji w dolinie Narwi. Społeczeństwo ma prawo usłyszeć, jak według ekspertów Parku wygląda scenariusz „Narew z wodą” za pięć, dziesięć i dwadzieścia lat. Bez tej mapy drogowej każdy kolejny sezon to tylko pasmo doraźnych zamknięć.

Po drugie, konsekwentnego nacisku na instytucje. Park powinien – co miesiąc, nie od święta – publikować raport z działań: jakie pisma wysłano do Wód Polskich, jakie odpowiedzi przyszły, jakich decyzji domagają się ludzie, jakie wnioski trafiły do ministerstw i parlamentarzystów. Bez tego opinia publiczna nie ma punktu odniesienia, a decydenci nie mają dyskomfortu, który popycha do działania.

Po trzecie, pracy w terenie i z samorządami. Odtwarzanie drobnej retencji, zatykanie dawnych rowów melioracyjnych, przywracanie mikroprzepływów, współpraca z rolnikami nad zatrzymywaniem wody w krajobrazie – to wszystko może i powinno być koordynowane przez park, nawet jeśli wymaga partnerstw. W Narwi woda musi nie tylko dopłynąć – ona musi mieć gdzie zostać. I na pewno nie jest to Siemianówka.

Po czwarte, mobilizacji sojuszy. Środowiska naukowe, organizacje przyrodnicze, lokalne wspólnoty – te głosy istnieją, ale potrzebują wspólnego stołu i wspólnego komunikatu. Park ma autorytet, by taki stół nakryć.

Kiedy instytucje mówią głośno

Narwiański Park Narodowy musi wyjść z gabinetów, mówić głośno i konsekwentnie, pokazywać dane, naciskać, organizować, domagać się decyzji. Nie ma bowiem żadnego powodu, by umierać w milczeniu. Skoro kładka Waniewo–Śliwno potrafi stać się symbolem krajobrazu, niech stanie się symbolem zmiany. Niech komunikat o jej zamknięciu będzie ostatnim z serii czysto reaktywnych ogłoszeń, a pierwszym krokiem do otwartej, ambitnej strategii ratowania wody w Narwi.

Narwiański Park Narodowy potrzebuje „białej księgi” Narwi: publicznego dokumentu, który krok po kroku określi cele hydrologiczne, zestawi postulaty wobec Wód Polskich, wskaże plan wygaszania Siemianówki, wskaże harmonogram działań terenowych i oczekiwane decyzje administracyjne. Taki dokument powinien być aktualizowany, tak jak aktualizowane są komunikaty o stanie wody – tylko że z ambicją, by ten stan zmienić.

Narew nie ma czasu na grzeczności. Każdy sezon suszy to kolejne utracone centymetry życia, których nie da się odzyskać jednym opadem. Milczenie jest też decyzją – decyzją o zgodzie na wysychanie. Jeśli dyrekcja parku nie zamierza podejmować roli rzecznika rzeki, powinna powiedzieć to wprost. Jeśli zamierza – to najwyższa pora, byśmy usłyszeli coś więcej niż „zamknięte”.

Partnerzy portalu: