Leje, a Narew nadal wysycha. Są konkretne wyliczenia o ile zmniejszyć Siemianówkę.

Leje, a Narew nadal wysycha. Są konkretne wyliczenia o ile zmniejszyć Siemianówkę.

Podstawę merytoryczną niniejszego tekstu stanowią raport z 2021 roku oraz artykuł naukowy z 2022 roku poświęcone gospodarowaniu wodą w Siemianówce i jej wpływowi na Dolinę Górnej Narwi.

W ostatnim czasie na Podlasiu regularnie pada. Przechodzą ulewy, a mimo to Dolina Górnej Narwi nadal pozostaje na krytycznie niskim poziomie. To pokazuje, że problem nie sprowadza się już tylko do braku deszczu. Narew przez lata została pozbawiona naturalnych wezbrań, które powinny nawadniać całą dolinę. Badania wskazują jasno, że jednym z głównych powodów jest sposób gospodarowania wodą w zbiorniku Siemianówka.

Partnerzy portalu:

Kiedy po wielu dniach deszczu patrzymy na niemal pustą Dolinę Górnej Narwi, trudno nie zadać prostego pytania: gdzie podziała się cała ta woda? Problem powstał dawno temu. Nie w lipcu, nie podczas ostatniej suszy i nawet nie w czasie tegorocznej wiosny. To efekt trwającej od ponad 30 lat zmiany naturalnego rytmu Narwi.

Siemianówka nie zabiera rzece każdej kropli. Wręcz przeciwnie – podczas największej suszy zbiornik może podtrzymywać minimalny przepływ i nie pozwalać, by Narew tuż pod zaporą całkowicie przestała płynąć. Tyle że rzeka nie potrzebuje wyłącznie minimalnej ilości wody sączącej się przez cały rok.

Zamiast rzeki powstał system podtrzymywania minimalnego przepływu

Przed uruchomieniem Siemianówki Narew regularnie wylewała na okoliczne łąki, wypełniała starorzecza, boczne koryta i zagłębienia terenu. Nie były to katastrofalne powodzie zalewające miasta. Były to naturalne wezbrania rzeki nizinnej, od których zależało funkcjonowanie całej doliny. Woda rozlewała się szeroko, wsiąkała w gleby, zasilała mokradła i podnosiła poziom wód podziemnych. Później, gdy przychodziły cieplejsze i suchsze miesiące, stopniowo wracała do rzeki. Dolina działała jak gigantyczny naturalny zbiornik.

Po wybudowaniu zapory i zbiornika Siemianówka ten mechanizm został przerwany. Badacze porównali przepływy Narwi w Bondarach z okresu przed uruchomieniem Siemianówki i z lat, w których zbiornik już działał. Przed powstaniem zalewu średnia wartość najwyższych rocznych przepływów wynosiła 31,8 m³ na sekundę. Po uruchomieniu zbiornika spadła do 10,6 m³ na sekundę.

To oznacza, że typowa wysoka woda została ograniczona mniej więcej do jednej trzeciej wcześniejszej wartości. Zmniejszył się również średni przepływ Narwi – z 5,54 do około 4 m³ na sekundę. Jednocześnie nieco wzrosły przepływy najniższe: z 1,21 do 1,82 m³ na sekundę. I właśnie te liczby najlepiej pokazują, co Siemianówka zrobiła z Narwią. Zbiornik spłaszczył rzekę. Ograniczył największe wezbrania i nieznacznie podniósł najniższe stany. Zabrał wielką wiosenną falę, a w zamian zaoferował dolinie niewielki, bardziej równomierny odpływ.

Tyle że dolina nie potrzebuje kroplówki. Potrzebuje okresowego napełnienia wodą.

Najbardziej wymowne są dane dotyczące przepływu brzegowego, czyli takiej ilości wody, przy której Narew w Bondarach zaczyna wypełniać koryto i może dochodzić do terenów położonych w dolinie. Naukowcy określili ten przepływ na 6,65 m³ na sekundę. Przed powstaniem Siemianówki w większości lat pomiędzy początkiem kwietnia a połową maja występowało ponad 15 dni z takim przepływem. Po uruchomieniu zbiornika sytuacja zmieniła się radykalnie. W 15 spośród 28 analizowanych lat Narew ani przez jeden dzień nie osiągnęła wiosną przepływu brzegowego. Nie chodzi więc o to, że wezbrania stały się trochę mniejsze. W ponad połowie badanych lat praktycznie przestały istnieć.

Dlaczego pada, a dolina nadal pozostaje sucha?

To właśnie brak wiosennych wezbrań pozwala wyjaśnić obecny paradoks. Kilka tygodni deszczowej pogody może podnieść poziom w rowach, małych ciekach i samym korycie Narwi. Nie jest jednak w stanie w krótkim czasie odbudować zapasu wody, który wcześniej był gromadzony przez całą dolinę podczas długiego wiosennego rozlewiska. Przesuszona dolina nie zachowuje się jak nasiąknięta gąbka. Woda szybko spływa do koryta i odpływa dalej. Nie wypełnia już w takim stopniu starorzeczy, odnóg i mokradeł, ponieważ poziom rzeki jest zbyt niski, a połączenia pomiędzy korytem i doliną są coraz słabsze.

Badania terenowe wskazują dodatkowo, że dno Narwi poniżej Siemianówki najprawdopodobniej się obniża. W okolicach Bondar stwierdzono możliwość pogłębienia koryta o około 15–20 centymetrów. Może się wydawać, że to niewiele. W płaskiej dolinie rzecznej kilkanaście centymetrów ma jednak ogromne znaczenie. Im głębiej znajduje się dno, tym więcej wody potrzeba, by rzeka osiągnęła brzegi. Pogłębione koryto zaczyna też działać jak kanał odwadniający, który przyspiesza odpływ wód powierzchniowych i podziemnych.

W ten sposób powstaje błędne koło. Siemianówka ogranicza wysokie przepływy, przez co Narew rzadziej wychodzi z koryta. Dolina wysycha, a samo koryto stopniowo się pogłębia. Później potrzeba jeszcze większego przepływu, aby woda ponownie dotarła na łąki i mokradła.

Dlatego nawet deszczowy okres nie wystarcza. Dzisiejsza Narew coraz częściej działa jak kanał, którym woda ma odpłynąć, zamiast jak rozbudowany system, który potrafi ją zatrzymać.

Siemianówka nie tylko zatrzymuje wodę

Negatywne oddziaływanie zbiornika nie kończy się na zmniejszeniu wiosennych wezbrań. Siemianówka jest bardzo rozległa i płytka. Przy normalnym poziomie piętrzenia ma średnio zaledwie około 2,5 metra głębokości. Wielkie, płytkie lustro wody szybko się nagrzewa, a podczas ciepłych miesięcy intensywnie paruje. Ma to coraz większe znaczenie, ponieważ temperatura w regionie wyraźnie rośnie. W analizowanym okresie średnia roczna temperatura zwiększyła się z około 6,6 stopnia w latach sześćdziesiątych do niemal 8 stopni obecnie. Roczna suma opadów nie wzrosła w podobnym stopniu.

Oznacza to, że coraz więcej wody jest tracone przez parowanie. Jeżeli jednocześnie próbuje się utrzymywać wysokie i możliwie stabilne napełnienie Siemianówki, straty trzeba uzupełniać wodą, która w innych warunkach mogłaby popłynąć Narwią. Zbiornik wpływa również na jakość wody poniżej zapory. Woda opuszczająca Siemianówkę jest cieplejsza niż woda rzeczna docierająca do akwenu. Badacze obserwowali to nie tylko latem, ale także poza sezonem wegetacyjnym.

W rzece poniżej zbiornika stwierdzono większe stężenie azotu całkowitego, fosforu całkowitego oraz zawieszonych i rozpuszczonych form węgla organicznego. W Siemianówce i w Narwi pod zaporą występowało również ponad dwukrotnie większe zapotrzebowanie na tlen potrzebny do rozkładu materii organicznej niż w Narwi przed wpłynięciem do zbiornika.

Zbiornik zatrzymuje część azotanów i łatwo przyswajalnych form fosforu, więc nie każda zmiana jakości wody jest negatywna. Jednocześnie jednak w osadach dennych Siemianówki zgromadzone są ogromne ilości fosforu. Przy niedoborze tlenu może on być uwalniany do wody, a ponieważ płytki zbiornik jest często mieszany przez wiatr, trafia do warstw powierzchniowych i zasila rozwój glonów.

Siemianówka nie jest więc neutralnym magazynem, w którym przechowuje się tę samą wodę, jaka wcześniej płynęła rzeką. Zmienia jej temperaturę, natlenienie, skład chemiczny i ilość materii organicznej. Najpierw zatrzymuje naturalną wodę rzeczną, a później oddaje Narwi wodę przetworzoną przez płytki, nagrzewający się i podatny na zakwity zbiornik.

Dla Narwi w obecnej instrukcji nie przewidziano konkretnej ilości wody

Największy absurd kryje się jednak w zasadach gospodarowania Siemianówką. Obecna instrukcja bardzo dokładnie określa zadania zbiornika. Minimalny przepływ Narwi ma wynosić 1 m³ na sekundę. Jedna turbina elektrowni może wykorzystywać do 1,46 m³ na sekundę, a dwie łącznie do 2,92 m³. Określono również poziomy potrzebne gospodarce rybackiej, terminy obniżania zbiornika przed odłowami ryb, sezon turystyczny oraz wielkość rezerwy przeciwpowodziowej.

W instrukcji zapisano także ochronę walorów przyrodniczych Doliny Górnej Narwi. Tyle że w tym przypadku nie podano ani wymaganej ilości wody, ani terminu jej wypuszczania, ani czasu trwania zrzutu. W efekcie wszystkie funkcje gospodarcze mają konkretne wartości, a Narew ma wyłącznie ogólne zdanie.

W modelu przygotowanym przez naukowców zapotrzebowanie doliny na wodę musiało zostać więc w podstawowym wariancie przyjęte jako równe zeru. Nie dlatego, że dolina nie potrzebuje wody. Dlatego, że obowiązująca instrukcja nie określa, ile tej wody należy jej zapewnić. Jeszcze bardziej wymowny jest podział pojemności zbiornika. Kiedy Siemianówka jest nisko napełniona, woda może być wypuszczana wyłącznie dla zachowania minimalnego przepływu. Przy wyższym poziomie dostęp do niej uzyskuje jedna turbina, a następnie obie turbiny elektrowni.

W sezonie wegetacyjnym dopiero po przekroczeniu 53,6 mln m³ w zbiorniku pojawia się warstwa, z której wodę można przeznaczyć na inne zadania, w tym na potrzeby doliny. W praktyce oznacza to, że Narew może dostać więcej wody dopiero wtedy, gdy wcześniej zabezpieczono minimalny przepływ i odpowiednio wysokie napełnienie Siemianówki. Rzeka znajduje się na końcu kolejki po własną wodę.

Badania pokazują, jak to zmienić

Najważniejszą zmianą musi być wpisanie do instrukcji konkretnego obowiązku zasilania Narwi wiosną. Naukowcy przeanalizowali wariant, w którym od 1 kwietnia do 15 maja przepływ w Bondarach miał osiągać przynajmniej 6,65 m³ na sekundę. Jest to poziom odpowiadający wodzie brzegowej, a więc momentowi, w którym Narew zaczyna odzyskiwać kontakt z doliną. Nie oznacza to, że przez półtora miesiąca zbiornik zawsze musi wypuszczać dokładnie taką samą ilość wody. Instrukcja powinna określać, przy jakim napełnieniu Siemianówki rozpoczyna się zrzut, jak długo powinien trwać i ile dni w danym sezonie należy utrzymać wymagany przepływ.

W latach zasobnych w wodę należałoby dążyć do przywrócenia co najmniej kilkunastu dni z przepływem brzegowym. Przed wybudowaniem Siemianówki było to naturalne zjawisko. Po uruchomieniu zbiornika stało się wyjątkiem.

Zrzut nie powinien przy tym przypominać nagłego spuszczenia wody, która w ciągu kilku godzin przejdzie korytem i odpłynie dalej. Potrzebna jest możliwie długa, spokojna fala, naśladująca naturalne wiosenne wezbranie. Tylko wtedy woda ma szansę dotrzeć do bocznych odnóg i podnieść poziom wód w dolinie.

Mniejsza Siemianówka jest ceną za większą Narew

Wypuszczanie większej ilości wody wiosną ma oczywiście konsekwencje. Latem Siemianówka częściej będzie miała niższy poziom. Linia brzegowa miejscami się cofnie, część płycizn zostanie odsłonięta, a wielkie napełnienia przekraczające 50 czy 60 mln m³ będą występowały rzadziej. To może pogorszyć warunki dla rekreacji, gospodarki rybackiej i wędkarstwa nad samym zbiornikiem. Nie należy tego ukrywać.

Tyle że dzisiaj cały koszt utrzymywania wysokiego poziomu Siemianówki ponosi Narew. Rzeka otrzymuje 1 m³ na sekundę i zapewnienie, że przepływ minimalny został zachowany. Badania wskazują jednocześnie, że zwiększenie wiosennych przepływów nie powinno zaszkodzić rolnikom korzystającym z doliny. Woda pojawiałaby się przed sianokosami i głównym okresem wypasu. Mogłaby nawet poprawić wilgotność i żyzność łąk, ograniczając skutki późniejszej suszy. Prawdziwy konflikt nie przebiega więc pomiędzy Narwią i rolnikami. Przebiega pomiędzy żywą doliną a przekonaniem, że Siemianówka powinna wyglądać jak pełne jezioro.

Jeżeli chcemy uratować rzekę, musimy pogodzić się z mniejszym zbiornikiem. Na początku nie musi to oznaczać rozbierania zapory. Wystarczy, że Siemianówka zostanie zmniejszona funkcjonalnie – będzie utrzymywana na niższym poziomie, a większa część wody zostanie wcześniej oddana Narwi.

Dopiero kolejnym etapem powinna być analiza fizycznego zmniejszenia powierzchni stale zalanej wodą. Najgłębsza część wzdłuż dawnego koryta mogłaby pozostać zbiornikiem, natomiast rozległe płycizny mogłyby stać się terenami okresowo zalewanymi, mokradłami i trzcinowiskami. Badania nie przedstawiają gotowego projektu takiej przebudowy. Wyraźnie pokazują jednak, że nie da się jednocześnie utrzymywać wielkiego, płytkiego i możliwie pełnego akwenu oraz zapewnić Narwi regularnych wiosennych wezbrań. Trzeba wybrać priorytet.

Nie uratujemy Narwi jednym letnim zrzutem

Najgorszym możliwym rozwiązaniem byłoby czekanie do momentu, gdy Narew ponownie osiągnie krytyczny poziom, a następnie domaganie się jednorazowego otwarcia zapory. Kiedy dolina jest już wysuszona, a zbiornik ma mało wody, pole manewru jest niewielkie. Duży zrzut może na kilka dni poprawić sytuację, ale większość wody szybko odpłynie pogłębionym korytem. Siemianówka zostanie dodatkowo opróżniona, a kryzys niedługo później powróci.

Narwi nie da się ratować dopiero wtedy, gdy zaczyna wysychać. Trzeba ją zasilić kilka miesięcy wcześniej. Woda powinna być wypuszczana wiosną, zanim rozpocznie się okres największego parowania. Musi docierać do doliny wtedy, gdy może podnieść poziom wód gruntowych, wypełnić starorzecza i stworzyć zapas na lato.

Równocześnie poniżej zapory należy ograniczać dalsze odwadnianie doliny, przywracać połączenia rzeki z bocznymi korytami oraz zatrzymywać wodę w miejscach, z których dziś szybko odpływa. Samo wypuszczenie jej z Siemianówki nie pomoże, jeżeli Narew nadal będzie funkcjonowała jak pogłębiony kanał.

Siemianówka nie jest jedyną przyczyną kryzysu. Znaczenie mają także zmiany klimatu, osuszone tereny, melioracje i coraz mniejsze zasoby wód podziemnych. Zbiornik jest jednak najważniejszym elementem, którym można świadomie sterować.

To właśnie na zaporze można zdecydować, czy wiosenna woda pozostanie w wielkim, płytkim akwenie, czy popłynie dalej i zasili całą Dolinę Górnej Narwi z Narwiańskim Parkiem Narodowym włącznie. Dziś ten wybór niemal zawsze dokonywany jest na korzyść Siemianówki.

Trzeba odwrócić kolejność. Najpierw należy zapewnić wodę Narwi, później rybactwu i turystyce. Zbiornik powinien służyć rzece, a nie rzeka zbiornikowi. Pada, a Dolina Górnej Narwi nadal wysycha, ponieważ kilka tygodni deszczu nie naprawi szkód wywoływanych przez dziesięciolecia. Rzece zabrano regularne wiosenne wezbrania, odcięto ją od doliny i pozostawiono minimalny przepływ, który wystarcza do wypełnienia instrukcji, ale nie do utrzymania żywego systemu rzecznego.

Dlatego zmniejszenie Siemianówki jest konieczne. Najpierw poprzez obniżenie poziomu wody zarezerwowanego dla rekreacji i gospodarki rybackiej. Następnie poprzez zmianę rezerwy przeciwpowodziowej i zapewnienie wiosennego przepływu wynoszącego przynajmniej 6,65 m³ na sekundę w Bondarach. W dalszej perspektywie również poprzez przebudowę zbiornika tak, aby zajmował mniejszą powierzchnię i tracił mniej wody przez parowanie.

Nie da się zachować obecnej Siemianówki i jednocześnie odzyskać dawnej Narwi. Im większy zbiornik będziemy próbowali utrzymywać, tym mniejsza będzie rzeka poniżej zapory.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.