Home / Historia  / Pomnik człowieka, który nie miał czasu dla Tykocina stoi na głównym placu… Tykocina

Pomnik człowieka, który nie miał czasu dla Tykocina stoi na głównym placu… Tykocina

pomnik Stefana Czarnieckiego w Tykocinie. Rok 1918.

Na początku Was uspokoimy, nie chcemy żadnego pomnika obalać. Tytuł jest jednak prawdziwy. Na głównym placu w Tykocinie stoi pomnik Stefana Czarnieckiego, który to dla tego miasteczka czasu nie miał. Jak to się stało, że mimo to się tam znalazł? Pomnik przedstawia hetmana w pełnym stroju szlacheckim. W prawej dłoni dzierży buławę, lewą zaś podpiera się na szabli. Akcentuje to wszelkie przymioty narodowego bohatera. Z każdej strony wyryto również dyplom nadania Czarnieckiemu dóbr tykocińskich. Rzeźbę wykonał francuski artysta Pierre de Coudray. Do rejestru zabytków została wpisana w połowie lat 60.

Ilustracja Encyklopedii staropolskiej T.4 090 wykonana między 1900 a 1903 rokiem – Pomnik Stefana Czarnieckiego w Tykocinie. Autor: Zygmunt Gloger.

Zanim odpowiemy na to pytanie skąd Czarniecki w Tykocinie, to musimy odpowiedzieć sobie najpierw kim on był. Można to zrobić ogólnikowo, a można to zrobić jak należy czyli rzetelnie! Człowiek z pomnika to bohater przez duże B i legenda przez duże L szlacheckiej Polski. Jego postać była na tyle wybitna, że razem z Janem Henrykiem Dąbrowskim oraz Napoleonem Bonaparte został wymieniony w Pieśni Legionów Polski we Włoszech, która od 1927 roku jest polskim hymnem. Co musiał zrobić Czarniecki, by dostąpić takiego zaszczytu? Pieśń Legionów Polski we Włoszech miała porwać do walki żołnierzy polskich. Jednak warto sobie uporządkować to wszystko, bo pieśń pochodzi z 1797 roku, a Czarniecki wtedy od 132 lat już nie żył.

 

Polska w swojej ponad 1000-letniej historii ma takie daty, które zostały wyryte w umysłach kolejnych pokoleń. Gdyby zapytać przeciętnego Polaka o to jakie lata mu się kojarzą z historią Polski to odpowiedziałby, że 1989, 1939, 1918, 1795, 1410, 966. Czyli to co wryła nam do głów podstawówka. Jak widzicie pomiędzy 966 a 1410 rokiem jest ogromna przepaść tak samo jak między 1410 a 1795 rokiem. Marginalne traktowanie dziejów Polski między 966 a 1410 oraz 1410 a 1795 rokiem to poważny błąd. W pierwszym przedziale czasowym rodziła się polska gigantyczna potęga, wielkie mocarstwo w Europie. 1410 rok był właśnie momentem, gdy po raz pierwszy Polacy nadali nowy bieg historii. To właśnie wtedy miała miejsce złota era naszej historii, gdy rozbiliśmy nękające nas latami państwo krzyżackie oraz gdy w kolejnych latach rozbijaliśmy Carstwo Rosyjskie, gdy nie daliśmy się stłamsić podczas Potopu szwedzkiego ostatecznie doprowadzając do wycofania się wojsk wroga i zaprowadzenia pokoju oraz gdy miała miejsce legendarna bitwa chocimska, gdzie gromiliśmy wojska Imperium Osmańskiego.

I właśnie w tym momencie trzeba przywołać Stefana Czarnieckiego, który do Poznania wracał się przez morze dla ojczyzny ratowania po szwedzkim rozbiorze. Co to w ogóle znaczy? Żeby to zrozumieć trzeba przywołać kontekst historyczny. Szwedzi dziś kojarzeni są z bardzo łagodnymi, blondwłosymi sąsiadami, którzy są mili i dbają o przyrodę. W 1655 roku tacy mili to oni nie byli, a wręcz zachłanni. Nie dość, że chcieli by Morze Bałtyckie było ich prywatnym basenem, to jeszcze podczas najazdów ścierali w pył całe miasta wcześniej grabiąc co tylko się da. Nie inaczej było u nas, gdy najechali Podlasie. Wówczas bardzo ważnym punktem na mapie był Tykocin. Krzyżowały się tu drogi handlowe z Wilna do Warszawy oraz z Brześcia do Królewca. Ponadto na Narwi znajdował się port rzeczny. W Tykocinie była też twierdza, w której znajdował się ogromny arsenał Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Trzymaliśmy tam 500 armat. Ponadto znajdował się tam także skarbiec i biblioteka. Po rajdzie Szwedów zniszczono miasto, zaś liczba mieszkańców (1500) spadła o jedną trzecią.

Nasi przodkowie nie byli jednak bierni. Miało miejsce pospolite ruszenie. Stefan Czarniecki z Czarncy, wojewoda ruski miał taktykę, która się sprawdziła. Zamiast bezpośredniej konfrontacji postanowił nękać Szwedów napadami partyzanckimi. Poleceniem Króla Jana Kazimierza wojska polskie udały się do Danii, by wesprzeć tamtejsze wojska. 14 grudnia 1658 roku Polacy razem z Duńczykami prowadząc wojnę ze Szwecją znajdowali się w pobliżu wyspy Als, na której to stacjonowali Szwedzi. Słynne przeprawienie się przez morze było w rzeczywistości przeprawą przez cieśninę Als Sund po to, by dostać się na wyspę. Udało się to zrobić i zdobyć twierdzę Sonderborg. Szwedzi byli bardzo zaskoczeni, bo nie spodziewali się ataku od strony wody. A słynną przeprawę urządził właśnie Stefan Czarniecki.

 

W 1659 roku król Jan Kazimierz odwołał swoje wojska z Danii. Stefan Czarniecki powrócił do kraju. W dowód uznania od króla otrzymał na własność Starostwo Tykocińskie. A to był kawał terenu! Tykocin, Bierki, Łopuchowo, Stelmachowo, Proniszewo, Lipniki, Siekierki, Saniki, Złotorię, Sawino, Młynary, Białystok, Starosielce, Bojary, Wysoki Stok, Zawady, Dolistowo, Radzie, Radule, Smogorówkę, Trzcianne, Brzezinę, Jeżewo, Leśniki i Pajewo. Po wojnie polsko – szwedzkiej Tykocin potrzebował kogoś, kto je odbuduje. Pogromca Szwedów nie miał jednak na to czasu. Przepisał więc w testamencie wszystko na córkę Aleksandrę Katarzynę, a sam wyjechał na Ukrainę, na kolejną wojnę. Tym razem z Rosją. Córka Aleksandra Katarzyna Czarniecka była żoną Jana Klemensa Branickiego (dziadek białostockiego Jana Klemensa Branickiego). Stefan Czarniecki zmarł podczas wojny w 1665 roku. Małżeństwo Branickich przejęło dobra tykocińskie i odbudowali je. Fundatorem pomnika pogromcy Szwedów, co nie miał czasu dla Tykocina, ale na pomnik absolutnie zasługuje do dziś, był właśnie Jan Klemens Branicki.

 

Te wszystkie zwycięstwa, między innymi Stefana Czarnieckiego pamiętali w 1797 roku, zaraz po trzecim rozbiorze Polski, wszyscy ci, co nie chcieli słyszeć o braku Polski na mapie i wyemigrowali tam, gdzie mogli uformować wojsko czyli do Włoch i do Francji. To właśnie dla nich Józef Wybicki napisał specjalną pieśń, która zagrzewać miała do walki, która miała przekazać – zobaczcie jak wygrywaliśmy, jak dawaliśmy łupnia, jak nie daliśmy się stłamsić. Na polskich mundurach legionów był napis “Ludzie wolni są braćmi”. Niestety rzeczywistość była bardzo brutalna. W 1799 roku polskie wojska dostały bardzo mocno w kość. Na początku liczyły 8000 żołnierzy podzielonych na 2 legie. W pierwszej zginęło 2000 żołnierzy. W drugiej przeżyło tylko 800. Po takim ciosie morale nie były zbyt wysokie. Dąbrowskiemu jednak udało się odbudować wojska i w roku 1800 Polacy mieli własny, 6-tysięczny legion. Mimo, że przez kolejne 118 lat Polski było na mapie, a w polskich legionach zginęło łącznie 20 tysięcy ludzi. Nasi żołnierze walczyli jednak w obcych wojnach z nadzieją, że rozstrzygną one także los Polski. W Legionach Polskich łącznie walczyło ok. 35 tysięcy osób. Do boju prowadziła ich pieśń mówiąca o tym, że Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy.

Napisz komentarz:

komentarze

Bądź na bieżąco z Podlaskie.TV. Dołącz do nas na Facebooku!