Tykocin

Podlaskie na długi weekend! Plan na 5 dni zwiedzania

Przed nami długi weekend. Każdy zacznie go w innym momencie, nie każdy będzie miał wszystkie dni wolne, ale każdy z tego tekstu skorzysta. Przygotowaliśmy dla Was plan zwiedzania Podlaskiego, który można modyfikować lub wykorzystać w pełni. Zakładamy, że skończycie pracę po południu przed dniem wolnym i od razu wyruszycie do naszego regionu lub już tu jesteście na miejscu i możecie dojechać na pierwszy punkt wyprawy. Czasu jest wiele, bo zachód słońca jest dosyć późno.

Zobaczyć zachodzące słońce w Mielniku

Dla takiego widoku warto jechać do Mielnika. To właśnie tam na Górze Zamkowej można podziwiać rzekę Bug oraz ruiny dawnego kościoła, do których prowadzą charakterystyczne drewniane schody. Wszystko w połączeniu z wieczornym zachodem słońca daje niesamowity wygląd. Jeżeli przyjedziecie z Mazowsza, to możecie przedostać się do Mielnika promem z Zabuża lub klasycznie przez Sokołów Podlaski. Podlasianie najszybciej dostaną się przez Siemiatycze.

Jacek Karczmarz / Wikipedia

Po drodze do kolejnego punktu warto zahaczyć o Koterkę. Piękna cerkiew przy samej granicy zachwyci każdego.

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Nocleg i poranek w Białowieży

Nocleg polecamy w Białowieży. Konkretnego miejsca wskazywać nie będziemy, ale stosunkowo ciepła noc skłania do tego, by nocować jak najbliżej lasu, by wieczorem pijąc herbatę nasłuchiwać odgłosów i oglądać gwiaździste niebo. Kolejnego dnia warto wybrać się do ścisłego rezerwatu z przewodnikiem (czekają gotowi w punkcie PTTK), warto też pospacerować po parku i wybrać się do rezerwatu żubrów.

Świątynie, plaża i kanał

fot. P. Jakubczyk

Po wycieczce przez Puszczę Białowieską, kolejny punkt wycieczki to Jałówka i ruiny kościoła. Wyglądają naprawdę ciekawie i warto je uwzględnić w swojej wyprawie. Szczególnie, że dzięki temu nasza trasa będzie przebiegać przez przepiękne krajobrazowo tereny. Wyjeżdżając z Białowieży wybierzmy drogę narewkowską (na poniższej mapie nie jest uwzględniona), a następnie mijając Zalew Siemianówka zajedźmy do Jałówki. Gdy już ją zwiedzimy będziemy mieli wspaniałą krajobrazowo drogę do Kruszynian. Tam koniecznie zwiedźmy meczet i mizar (cmentarz). Możecie też spróbować tatarskiego jadła. To nie koniec wycieczki tego dnia. Nocleg proponujemy w Augustowie. Teraz nad jeziorami i rzekami natura dosłownie krzyczy. Dlatego warto spędzić wieczór właśnie tam. A następnego dnia warto pokusić się o wycieczkę statkiem albo nad Rospudę albo wzdłuż Kanału Augustowskiego do sanktuarium w Studzienicznej. Alternatywnie możecie wybrać się na spacer bulwarami oraz na plażę. A jeśli macie czas to warto zrobić i jedno i drugie.

Meczet w Kruszynianach

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Twierdza, bagna i łosie

fot. P. Jakubczyk

Kolejny punkt wycieczki to wypad do Rajgrodu. Tam poszukajmy kolejnego noclegu. Miasteczko nieprzypadkowo ma taką nazwę. Znajduje się na półwyspie, który jest z 3 stron otoczony przez jezioro. Naprawdę wspaniałe miejsce do spędzenia kolejnego wieczoru. Następnego dnia wyspani ruszamy do Osowca-Twierdzy, gdzie możemy obejrzeć twierdzę, bunkry oraz przejść się kładką. Później ruszmy carskim traktem – zbaczając choćby na kładkę, gdzie można napotkać łosia. Kolejny przystanek to Strękowa Góra i tamtejszy punkt widokowy. Na koniec jedziemy wzdłuż Narwi do Tykocina, gdzie warto odwiedzić rynek, kościół (i zobaczyć znajdujące się dzieła sztuki), synagogę. Warto też spędzić czas nad rzeką. Tam też poszukajmy noclegu.

Szlachecka i drewniana Rzeczpospolita

Ostatni dzień wyprawy to dawne tereny szlacheckie. Odwiedźmy Grądy-Woniecko oraz tamtejsze wydmy, a także Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi i miasteczko Nowogród – gdzie znajduje się wspaniały skansen, gdzie jest mnóstwo drewnianej architektury. Warto też poznać historię Stacha Konwy. Zapoznajcie się także z historią walk z 1944 roku, które upamiętnia czołg i działa artyleryjskie. W Nowogrodzie jest także plaża oraz miejsce, gdzie Narew łączy się z Pisą. Spacerując wzdłuż tej pierwszej rzeki – napotkamy dawne schrony. Były to tak zwane punkty oporu.

Wydmy w okolicach miejscowości Grądy-Woniecko

Featured Video Play Icon

Piękno dzikiej przyrody pokazane na filmie. Tak się prezentuje Biebrzański Park Narodowy.

Kiedy wybuchł pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym, to w większości relacji powtarzano informację, że palą się łąki. W czasach, gdy wszyscy szybko przetwarzają newsy, by zaraz o nich zapomnieć, taki film jak powyżej to prawdziwy skarb. Przedstawia on bardzo dokładnie to, co na tych łąkach mieszka. Różnorodność zwierząt i ptaków jest naprawdę przeogromna. Zobaczcie sami.

Biebrzański Park Narodowy to miejsce życia wielu gatunków dlatego, że jest to bardzo dziki zakątek Polski. Pełno tam bagien i torfowisk. Film oprócz pokazania jak wyglądają konkretne gatunki, a nawet to, czym różni się wodniczka od rokitniczki czyli bardzo podobne do siebie ptaki. Dostrzeżenie przyrody to jedno. Żeby nagrać tyle ujęć, trzeba było poświęcić na to mnóstwo czasu! Dlatego też gratulujemy autorowi cierpliwości.

Biebrzański Park Narodowy to bardzo dobre miejsce na wypad z rodziną. Jest tam mnóstwo atrakcji jak kładki na bagnach czy droga do wędrowania wzdłuż rzeki. Oprócz tego są też wieże widokowe. Szansa na spotkanie łosia jest bardzo duża. Wystarczy przejść się jedną z kładek znajdującą się przy carskim trakcie, by na jej końcu spokojnie poczekać i w ciszy obserwować. Jest tam sporo odwiedzających, więc dyscyplina, by nie spłoszyć zwierzęcia musi być grupowa.

Pamiętajcie, że to naprawdę dzikie tereny. Dlatego tez nie schodźcie ze szlaków, bo to proszenie się o utknięcie na bagnach, które nie raz turystom się zdarzało. Biebrzański Park Narodowy to gigantyczny teren, więc jest co zwiedzać. A jeżeli jesteście miłośnikami przyrody, to weźcie koniecznie lornetki. Wiosna i lato to bowiem czas, gdy dzieje się tam bardzo wiele. Tylko obserwować i nasłuchiwać!

Featured Video Play Icon

Magia Podlasia rowerem. Zobaczcie ile pięknych zakątków można zwiedzić.

Podlasie i rower to dwa wdzięczne tematy, o których można rozprawiać godzinami. Szczególnie, gdy mówimy o tym – gdzie by tu pojechać w naszym pięknym regionie. To, co byłoby tematem wielu dysput pokazali na swoim filmie blogerzy “Z aparatem w plecaku”. We dwoje zwiedzili rowerem obszerny kawał województwa i pokazali naprawdę wiele. Odwiedzili Puszczę Knyszyńską, Puszczę Białowieską, a także okolice rzeki Bug.

Wycieczka zaczyna się w zasadzie w Białymstoku. Autorzy filmu trafili akurat na rekonstrukcję historyczną. Potem objechali jeszcze Pałac Branickich i Rynek Kościuszki, by następnie pojechać do Supraśla. W kolejnym dniu wyprawy uczestnicy znaleźli się nad Siemianówką. Blogerzy byli także w Białowieskim Parku Narodowym. Później pojechali przez Hajnówkę do miejscowości Nurzec-Stacja – niedaleko Siemiatycz. Ostatecznie wyprawa kończy się w Niemirowie – na trójstyku granic województw i państw.

Jeżeli znaliście te wszystkie lokalizacje, co jest bardzo prawdopodobne, to i tak warto zobaczyć film, by obejrzeć je z perspektywy kogoś, kto na Podlasiu na co dzień nie mieszka. Czasem inspiruje to do wycieczki w te same miejsca, ale odkrywając je zupełnie na nowo.

 

Featured Video Play Icon

Wyjątkowe miejsce w Podlaskiem! Tutaj krowy przepływają rzekę.

Niedaleko podłomżyńskiego Nowogrodu w Jankowie-Młodzianowie jest takie wyjątkowe miejsce, gdzie można zaobserwować pływające krowy. Jest to jedne z niewielu, jak nie jedne z ostatnich miejsc, gdzie przeprawia się zwierzęta przez rzekę. W tym przypadku przepływają one przez Narew. Jak widać nie sprawia im to problemu.

Trzeba przyznać, że jest to widok codzienny dla okolicznych mieszkańców, ale dla przyjezdnych to już prawdziwy unikat. Dawniej takie scenki można było zaobserwować dużo częściej, gdyż rolnictwo na wsi było powszechne. Teraz dominuje uprawa i hodowla wielkoobszarowa, zaś wieś często jest miejscem odpoczynku od zgiełku miasta. Tak samo jest w Podlaskiem. Wiele miejsc żyje z agroturystyki lub mieszkańcy jadą do miasta do pracy, a wieczorem wracają do domostw.

Na szczęście Podlaskie, to miejsce gdzie czas mija dużo wolniej, a czasem stoi w miejscu. Dzięki temu możemy właśnie zaobserwować coś takiego jak krowy przepływające Narew. Widok jest to wspaniały, bo przypomina niektórym dzieciństwo, a innym pokazuje różnorodność świata. Dlatego też Jankowo-Młodzianowo trzeba traktować w formie atrakcji turystycznej.

Featured Video Play Icon

W sam raz na wiosnę! Placki z pokrzywy po Podlasku.

Podlaska kuchnia kojarzy się przede wszystkim z ziemniakami. Babka, placki, pyzy, kartacze to główne dania zamawiane przez turystów, którzy chcą posmakować regionalnych potraw. Tymczasem nasze gospodynie lubią także eksperymenty. I tak powstały placki z pokrzywy Pani Wali ze Starego Berezowa pod Hajnówką. Przepis jest aktualny wiosną, bo wtedy najłatwiej o główny składnik.

Żeby zrobić placuszki z pokrzywy należy zalać wrzątkiem pokrzywę, by się sparzyła. Następnie kroimy cebulę i szczypior. W kolejnym kroku wbijamy jajka do miski i je ze sobą mieszamy. Gdy już mamy przygotowane składniki to zaczynamy je łączyć. Do pokrzywy wlewamy zmieszane jajka oraz wsypujemy trochę szczypioru. Dodajemy też mąkę. Następnie formujemy wszystko w jednolitą masę i smażymy na złoty kolor. Placuszki warto zjeść z jogurtem naturalnym bądź śmietaną.

Pokrzywa jest bardzo zdrowa. Można ją nie tylko jeść, ale też pić. Dobra jest choćby na krążenie. W dalszej części filmu można zobaczyć jak wygląda pokrzywa z miodem oraz nalewka z pokrzywy. Warto dodać, że roślina ta rozrzedza krew, dlatego też trzeba zachować pewien umiar. Jedno jest pewne – na pewno warto ją jeść dla zdrowia i przyjemności!

Featured Video Play Icon

Takie są kolory Podlasia. Przepiękne widoki tutaj to codzienność!

Blogerzy Travelove-travels dosyć pieczołowicie udokumentowali kolory Podlasia będąc w Krainie Otwartych Okiennic, a także w pustelni w Odrynkach. Te dwa miejsca cieszą się nieustanną popularnością odwiedzających. Zarówno wsie Trześcianka, Soce i Puchły (a także wszystkie obok) oraz skit goszczą naprawdę wiele osób. W tym roku nie powinno być inaczej, a powyższy film może być tylko zachętą by tam jechać.

Kolory Podlasia to nie jest wymysł. Malowania domów w konkretnych barwach mają swoje znaczenie. Tak jak drewnianych cerkwi. Na przykład zielonym powierza się opiekę Duchowi Świętemu. Żółty to natomiast powierzenie domu konkretnemu świętemu. Dlatego też warto pojechać na Podlasie i zapytać na miejscu komu powierzono dany dom. Dodamy tylko, że jeżeli ktoś jeszcze nie był, to może się zdziwić jak otwarci mieszkają tu ludzie. Bardzo chętnie porozmawiają nawet z obcymi.

Warto też zwrócić uwagę na przyrodę. Obecnie wszystko kwitnie, toteż kolory Podlasia występują również na łąkach, polach, drzewach i przydomowych ogrodach. Pięknie zazielenił się krajobraz. Dlatego, gdy będziecie mieli kilka dni wolnych koniecznie przyjedźcie!

Ritowisko potrzebuje pomocy po pożarze! Zbiórka na odbudowę znanej agroturystyki.

W wyniku pożaru nasi przyjaciele – Rita i Czarek, stracili nie tylko dorobek swojego życia, ale i poczucie bezpieczeństwa jakie dawał im własny dom. Kto zna tych wspaniałych ludzi, wie, że zawsze z otwartym sercem i życzliwością podchodzą do każdego człowieka i swoich ukochanych zwierząt – kilkunastu koni, ferajny psów i kotów, którymi nadal się zajmują. Zawsze chętni do pomocy, dziś sami jej potrzebują. Pomimo błyskawicznej akcji wielu jednostek straży pożarnej dom uległ zniszczeniu w takim stopniu, że nie nadaje się do zamieszkania. Wszyscy stracili dach nad głową. Pożar strawił większość sprzętów. Zniszczeniu uległ cały dach, poddasze, część stropu. Parter i piwnica wymagają generalnego remontu.. Na szczęście wszyscy są cali i zdrowi.

Śródki ze zbiórki zostaną przeznaczone na remont Ritowiska – agroturystyki oraz rodzinnego domu. Na razie nie wiadomo jeszcze, jakie będą koszty odbudowy, ale potrzeby są ogromne, a od czegoś trzeba zacząć. Po uzbieraniu tej kwoty, będziemy organizować kolejne wsparcie. Na pewno w tym sezonie przyjmowanie Gości nie będzie już możliwe, dlatego tak ważna jest każda pomoc.Każda złotówka przybliży nas do celu, jakim jest odbudowa tego wspaniałego miejsca. Wierzymy, że dobro wraca.

Tu mieszkała Simona Kossak. Jej dom stał się zabytkiem.

Drewniana leśniczówka została wybudowana w 1935 roku w uroczysku Dziedzinka w granicach rezerwatu Białowieskiego Parku Narodowego. Z tego samego okresu pochodzi znajdująca się na działce stodoła ze spichlerzem. Najpierw w 1971 roku w leśniczówce zamieszkał fotograf dzikiej przyrody – Lech Wilczek, a po pewnym czasie, do drugiej części domu wprowadziła się prof. Simona Kossak – biolog, miłośniczka lasów i dzikiej przyrody, popularyzatorka nauki. Oboje stworzyli dom i miejsce przyjazne zwierzętom.

“Dziedzinka” dzięki swemu położeniu jest doskonałym punktem obserwacyjnym zwierząt w ich naturalnym środowisku. Dlatego też duet swoją działalnością naukową i artystyczną doprowadził do rozpropagowania unikatowych walorów przyrodniczych Puszczy Białowieskiej. A trzeba wziąć pod uwagę czas, kiedy to robili. Z dzisiejszej perspektywy może to nie być takie oczywiste, ale bardzo długo w Polsce zainteresowanie ochroną przyrody było bardzo niskie. Dlatego wkład Kossak i Wilczka jest tak wielki.

Sama Leśniczówka to oryginalna, zwarta, proporcjonalna i prosta bryła, której wyrazistym akcentem jest wydatny dach naczółkowy. Stodoła ze spichlerzem pomimo, że jest obiektem typowo gospodarczym, to swoim wyrazem nawiązuje do architektury leśniczówki. Obiekty przetrwały do dziś w niezmienionej formie, co świadczy o zachowanym walorze autentyczności. Oba budynki są nośnikiem wartości naukowych i historycznych – stanowią źródło badań nad drewnianą architekturą związaną z terenami Puszczy Białowieskiej. Ponadto, zespół budynków na uroczysku Dziedzinka posiada walor malowniczości. Zlokalizowany na płaskim terenie, otoczony lasem, wykonany z tradycyjnego, naturalnego budulca doskonale wpisuje się w puszczański krajobraz. – tłumaczy prof. Małgorzata Dajnowicz, podlaska wojewódzka konserwator zabytków.

Featured Video Play Icon

Dolina Szeszupy. Kraina skaczących ryb i pięknych widoków.

Wiele lat temu obecna partia rządząca, gdy rządziła po raz pierwszy, próbowała zbudować obwodnicę Augustowa na terenach Doliny Rospudy. Koniec, końców nie udało się im to, ale reklama tego miejsca poszła chyba na całą Europę. I takim to sposobem Dolina Rospudy przyćmiła Dolinę Szeszupy. Ale to chyba dobrze. Ta druga jest zdecydowanie piękniejsza i gdyby ściągnęła na siebie tłumy, to być może turyści by ją zadeptali. Kiedyś w Polsce nie dbało się o przyrodę. Mimo, że Dolina Szeszupy leży w obszarze Natura 2000, to dawniej ludziom tego typu formy ochrony przeszkadzały. Panował pogląd, że “politycy wpisali ich tereny do Natury i nie można tam nic budować”. Dziś zdecydowana większość wie, że mieszkanie w pobliżu Natury, to prawdziwy skarb.

Dolina Szeszupy położona jest na Pojezierzu Wschodniosuwalskim i stanowi część Pojezierza Litewskiego. Płynąca tam Rzeka Szeszupa, stanowi lewobrzeżny dopływ Niemna, przepływa ona przez pogranicze dwóch mikroregionów: Garbu Wiżajn i Wzgórz Jeleniewskich. Źródła tej rzeki znajdują się koło osady Turtul w Suwalskim Parku Krajobrazowym. Na miejscu możemy poczuć się nieco jak w górach. Jest to zdecydowanie najmniej odkryta przez turystów część województwa podlaskiego. Nawet tych, co jeżdżą często w okolice Augustowa, Sejn i Suwałk. Jazda tam przypomina jazdę na koniec świata. Mijać będziemy puste drogi, a w komórce czy innym urządzeniu nie działać będzie GPS. Ale jak już dojedziemy, to będziemy zachwyceni.

Większość lasów znajduje się tam na bagnach, dlatego też lepiej je podziwiać z zewnątrz lub wędrować tylko oznaczonymi szlakami. Nie brakuje tam też torfowisk. Cały ten piękny świat otoczony jest jeziorami. Są i plaże z kąpieliskami i taras widokowy. Warto dodać, że te miejsce jest przepiękne latem ale także zimą kiedy spadnie śnieg. Jedno jest pewne – jeżeli chcecie tam jechać, to szukajcie na mapie Rutki-Tartak.

Featured Video Play Icon

Brudna woda władzy nie przeszkadza. Teraz chcą jeszcze pieniędzy.

W 2019 roku pisaliśmy o inwestycji Gminy Michałowo nad znanym Zalewem Siemianówka. Postanowiono tam stworzyć całą infrastrukturę turystyczną. Mamy tam wieżę widokową, pomosty i miejsca do kempingu. W tym roku burmistrz Michałowa planuje jeszcze postawić domek barowy, namiot i duży napis marketingowy znany z wielu miast. Duże litery pokazywać będą słowo “SIEM(i)ANÓWKA” czy jakoś tak. I teoretycznie powinniśmy przyklasnąć jeszcze takim pomysłom, bo rozwijają Podlasie i przyciągają turystów. Jednak z uporem będziemy przypominać to co najważniejsze.

Wiele osób być może nie zwróci na to uwagi, ale nad Siemianówką nie ma kąpieliska. Tak – jest woda, dużo wody, ale nie ma kąpieliska. Może to wydawać się dziwne, że burmistrz tak inwestuje w plażę, a kąpieliska nie tworzy. Czyli plaży z ratownikami i wyznaczonymi miejscami do kąpieli. Odpowiedź jest dosyć jasna dla tych co pamiętają przeszłość. Wszystko rozchodzi się o badania wody. Ta w Siemianówce od wielu lat prawdopodobnie jest bardzo zła i brudna. Nie ma nowych badań, w których byłoby stwierdzone, że spełnia wymagania sanitarno-epidemiologiczne. Zalew został sztucznie utworzony w czasach PRL. Żeby go stworzyć wysiedlono 8 wsi. Warto też dodać, że taki sam los spotkał okoliczny cmentarz. Nie pozostało to obojętne na jakość wody.

Teoretycznie nie można się tam kąpać. W praktyce rozbudowując turystycznie to miejsce – zachęca się ludzi, by tam przyjeżdżali i właśnie kąpali w brudzie. Czy jest to etyczne zachowanie? Na pewno nie. Jeżeli burmistrz chciałby być fair wobec korzystających, to powinien nad Siemianówką utworzyć legalne kąpielisko – czyli takie z regularnymi badaniami wody. Szczególnie, że od tego roku chce pobierać tam opłaty! Za parking zapłacimy 10 zł za dobę, za namiot 20 zł za dobę, a gdy będziemy chcieli palić ognisko pod wiatą zapłacimy 150 zł. Będzie też możliwość umycia się po kąpieli w brudzie. Płatne za 1 zł.

 

 

Przepiękna trasa w Puszczy Knyszyńskiej. Warto ją zwiedzić rowerem.

Niektórzy śmieją się z wożenia roweru pociągiem, ale czasem naprawdę warto zacząć gdzieś indziej niż w miejscu zamieszkania. Taka jest też propozycja i tym razem. Dla wszystkich, którzy mieszkają w Białymstoku lub planują zwiedzać Podlasie i w stolicy województwa przebywają. Jeżeli nie macie swojego roweru, to na pewno znajdzie się jakiś z wypożyczalni. Kiedy już rozwiąże się problem jednośladu, to trzeba kupić bilety. Jeden na odcinku Białystok – Waliły, a drugi na odcinku Czarna Białostocka – Białystok. Bilety normalne kosztują około 5 zł, zaś przewóz roweru 7 zł. Po tych sprawach organizacyjnych możemy ruszać w trasę!

Zaczynamy na stacji Białystok

Zaczynamy na dworcu kolejowym w Białymstoku. Jeżeli jesteście turystami, to konieczne zajrzyjcie do budynku. Stacja jest odremontowana i stylizowana na swój pierwotny XIX-wieczny styl. Prawdziwa perełka! Na peronach każdego dnia będzie czekać o określonej godzinie szynobus. Wsiadamy, zwiedzamy Puszczę Knyszyńską i wysiadamy na przystanku końcowym Waliły-Stacja. Następnie ruszamy w drogę. Pierwszy odcinek może Was lekko zniechęcić, ale nie przejmujcie się jest krótki! Droga przez Królowe Stojło jest wybrukowana kocimi łbami, więc trzeba będzie sobie znaleźć miejsce na poboczu żeby nie trzęsło nami. Po dojechaniu do mostu, mijamy pierwszy drogowskaz i skręcamy dopiero w drugą drogę w lewo.

Po 8 km dojedziemy do przepięknego i popularnego ostatnio miejsca w Puszczy Knyszyńskiej czyli nad rozlewiska Sianożątka. Tam znajduje się kładka, z której możemy podziwiać bagna. Ostatnio bardzo tam głośno za sprawą żab. Kolejny przystanek to pobliskie Wyżary, na których możecie ruszyć do galerii leśnych rzeźb kładką. Później jedziemy dalej przez Radunin do drogi głównej. Pokieruje nas pomarańczowy znaczek “Green Velo”. Gdy dojedziemy do krajowej 65, to przecinamy ją, by żwirówką dojechać do szerokiej, równej, żwirowej, leśnej drogi idealnej dla rowerzystów.

Dach Puszczy Knyszyńskiej

Kolejny przystanek to słynny Królowy Most i Kołodno. W tej pierwszej miejscowości możemy podziwiać piękną cerkiew lub odpocząć nad rzeką przy moście. W tej drugiej miejscowości możemy wspiąć się na górę św. Anny, gdzie znajduje się wieża widokowa. Jest to swoisty dach Puszczy Knyszyńskiej. By tam się dostać, to z głównej drogi musimy zjechać na prawo przy cmentarzu. Jadąc w las należy spodziewać się drewnianego drogowskazu na wieżę.

Po zjechaniu z góry w Kołodnie jedziemy przez Puszczę do Cieliczanki, a następnie du Supraśla. Tam możemy coś zjeść, odpocząć nad zalewem, czy też ruszyć mostem nad zalewem świetnym szlakiem leśnym. Pod koniec zwiedzania kierujemy się na drogę do Krynek, a następnie obieramy kierunek Jałówka. Jadąc kolejną szutrową drogą dojedziemy do pięknych bagien w Budzisku.

Następnie kolejny przystanek i zarazem ostatni to Czarna Białostocka i zalew. Gdy już go zwiedzimy i objedziemy dookoła, to możemy udać się na stację kolejową by wrócić po pełnej przygód 60-kilometrowej wycieczce.

Jeżeli nam mało, to przez Czarną Wieś Kościelną możemy udać się do Jurowiec przez Wólkę Ratowiecką, Zaścianek i Sochonie. W samych Jurowcach zwiedzać możemy Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej czy Park Dinozaurów. Możemy też wypocząć na plaży. Po wszystkim ostatnia prosta do Białegostoku, gdzie zaczęliśmy przygodę. Warto jednak dodać, że żeby przejechać całą trasę, to potrzebujemy do Walił jechać pierwszym pociągiem. Większość drogi to leśne odcinki i szutry, więc prędkość będzie niższa niż na asfalcie.

Featured Video Play Icon

Mogliście nie wiedzieć, że w Białymstoku jest aż tyle cerkwi! Czy znacie je wszystkie?

Z perspektywy Białegostoku czy ogólnie Podlasia cerkwie nie wzbudzają zbyt wielkiego zainteresowania. Po prostu jest to świątynia osób prawosławnych, tak jak kościoły są świątyniami katolików. Jednak przyjeżdżający do naszego regionu z innych rejonów kraju są bardzo nimi zainteresowani. Co ciekawe w innych regionach też są cerkwie, ale liderem jest Podlaskie. Zaś sam Białystok jest miastem, gdzie stoi ich najwięcej bo 12. Powyższy film pokazuje je wszystkie.

Największą cerkwią jest ta znajdująca się na Antoniuku. Przepiękny budynek zyskał niedawno ogromną dzwonnicę. Warto też zainteresować się najstarszym budynkiem w Białymstoku czyli świątynią stojącą na wzgórzu Św. Marii Magdaleny u zbiegu ulic Kalinowskiego, Krakowskiej i Kijowskiej. Warto też zobaczyć przepiękną cerkiew Haga Sofia, która jest prawdziwą perłą architektury. Warto zwrócić uwagę, że nie jest to po prostu kopia świątyni z Konstantynopola.

Według autora projektu białostockiej Hagia Sophia architekta Michała Bałasza kopie zazwyczaj wyglądają źle, gdyż nie uwzględniają kontekstu historycznego ani krajobrazowego. Teren, na którym powstała białostocka świątynia jest otwarty, równinny, nieco wywyższony. Dlatego przyjęto, że będzie on stanowił jego zasadniczą dominantę. Zaprojektowano pięciokopułową świątynię, z wyraźnie dominującą centralną kopułą o rozpiętości 16 metrów.

Nie można nie wspomnieć także o cerkwi św. Mikołaja stojącej w samym centrum Białegostoku. Szczególnie zwiedzając ten przybytek koniecznie wejdźcie do środka. To, co namalowane w środku to prawdziwe dzieło sztuki. Można je oglądać z zachwytem przez długi czas, analizując każdy szczegół. Podobnie interesujący wystrój jest w pozostałych świątyniach. Tym właśnie różnią się cerkwie prawosławne od kościołów. Te drugie w środku są przeważnie bardzo skromne.

Nocne zwiedzanie w Korycinie. Park kulturowy czeka na chętnych!

15 maja to nie tylko “Zimna Zośka”, ale też gratka dla tych, co kochają zwiedzać. Odbędzie się Noc Muzeuów, a w jej ramach wiele ciekawych wydarzeń. Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się nocne zwiedzanie połączone z warsztatami w Parku Kulturowym Korycin Milewszczyzna. Będzie przewodnik i będą pochodnie. Warto tam pojechać i poczuć ten klimat. Początek o godz. 20.00.

Do wyboru będą warsztaty tkackie. Będzie można zrobić sobie na przykład unikalną bransoletkę na dysku kumihimo z wełnianych nici. Do tego dostępny będzie warsztat ekologicznych mydełek oraz warsztat garncarski. Uczestnicy pod okiem instruktora ulepią garnki, talerzyki oraz inne naczynia. Trzeba dodać, że to bardzo relaksujące zajęcie. Dlatego z dużą dozą pewności wrócicie z tych warsztatów odprężeni.

Żeby wziąć udział w wydarzeniu trzeba zapisać się telefonicznie pod numerem 85 722 91 87. Warsztaty oraz zwiedzanie jest bezpłatne. Przygotowane zostanie też stanowisko z przekąskami, serem korycińskim, lemoniadami, pamiątkami i rękodziełem. Tam naprawdę warto być!

Edward Georg Schulz (w centrum) wraz z żoną Katarzyną i resztą rodziny, 1895. Fot. z archiwum B. Szulc-Olech

Mógł być pastorem jak ojciec, dziadek i pradziadek. Prawosławny Niemiec związał się z Podlasiem.

Przemierzając podlaskie miasta i wioseczki bardzo często można natrafić na rzeczy związane z religią. Na przykład przydrożne krzyże. Warto jednak zwrócić uwagę również na kapliczki. Szczególnie piękne są te – będące pamiątkami rodowymi. Jedną z takich ciekawych, jest pamiątka po Schulzach w Pawlinowie niedaleko Bielska Podlaskiego. Prawosławna kapliczka została ufundowana przez Edwarda Georga Schulza (1839 – 1898). Był to bałtycki Niemiec, syn ewangelickiego pastora. Cóż robił na prawosławnych ziemiach? Tu zaczyna się fascynująca opowieść o tym – jak wielokulturowe było (i chyba nadal jest) nasze Podlasie.

Fragment dworu w Pawlinowie, przed 1914. Fot. z archiwum Bogumiły Szulc-Olech / źródło: Kaplica Schulzów w Pawlinowie: zarys problematyki prawosławnych grobowców rodowych na Podlasiu, W. Konończuk

Pochówek w kaplicach rodowych znany jest od starożytności. W Polsce popularne stało się to w XVIII wieku. Zamożni w ten sposób upamiętniali bliskich, którzy odeszli. Chociaż na na Podlasiu jest wiele takich kaplic, to w tym tekście skupimy się a Schulzach, ze względu na ciekawą historię. Sama kaplica znajduje się w gminie Orla. Niewielki budyneczek położony jest w lesie niedaleko dawnego dworu Schulzów.

Edward Georg Schulz był nadleśniczym Leśnictwa Bielskiego. Odpowiadał za dobrostan Puszczy Białowieskiej. Urodził się w 1839 roku w Szawlach (dziś Litwa) w rodzinie niemieckiego pastora wyznania luterańskiego. Swoją drogą jego dziadek i pradziadek również byli pastorami. Dlatego za ciekawostkę można uznać fakt, że Edward ukończył studia w Instytucie Leśniczym w Petersburgu i został potem leśniczym w podbielskich Hołodach, gdzie pracował już do samej emerytury. W 1874 roku Schulz kupił folwark Kruhłe-Pawlinowo od Weroniki Zawadzkiej. Łącznie 340 hektarów terenu. Pośrodku majątku znajdowało się siedlisko z pięknym ogrodem i gospodarstwem. W 1888 roku Schulz rozbudował swój dom po tym jak przez Puszczę Białowieską przeszła ogromna wichura, która połamała tysiące drzew. Drewna nie brakowało. Dwór po rozbudowie wyglądał jak mieszanka polskiego dworu i rosyjskiego domu ziemiańskiego. Były też stawy i park przechodzący w las.

Schulz na co dzień posługiwał się językami rosyjskim i niemieckim. Za żonę wziął sobie Katarzynę z Schoneberów, która to była prawosławną Niemką. Sam też przekonwertował się na prawosławie. Ich ślub odbył się w cerkwi. Zakup folwarku przez Schulza to był początek. Następnie na swoich ziemiach utworzył także cmentarz rodzinny. Pierwszym pochowanym tam został jego brat Konrad. Niedługo potem Schulzowie pochować musieli swoje dzieci – synów Pawła i Hermana. Do nich dołączyła jeszcze córka kuzynów – Ksenia Szymanowska. Kaplica powstała przypuszczalnie w latach 80. XIX wieku. Warto też dodać, że Edward Schulz miał jedenaścioro dzieci! Siedmioro dożyło starości. Osiedli oni w Moskwie, Petersburgu, ale też niektórzy spędzali czas w Pawlinowie. Stąd też pochowane są tam nie tylko dzieci Schulzów, ale także wnuki. Sam Edward został pochowany w 1898 roku.

W budowie kaplicy widać wyraźnie cerkiewno-bizantyjski styl eklektyczny. Ma to związek z wpływami Imperium Rosyjskiego, które jak wiemy z historii było jednym z trzech zaborców Polski w omawianym okresie. Pierwotnie kaplica i cmentarz były ogrodzone murem z żółtej cegły – jak kaplica. Jednak w czasie wojny został on rozebrany. Dziś żeby zobaczyć kaplicę trzeba się postarać, bo jest ona ukryta w lesie. Dlatego odrobina cierpliwości przy szukaniu nie zaszkodzi. Nie mniej jednak warto ją zobaczyć na własne oczy.

źródło: Kaplica Schulzów w Pawlinowie: zarys problematyki prawosławnych grobowców rodowych na Podlasiu, W. Konończuk

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu w końcu ciepłe dni. Zobacz jak zrobić Chołodok.

Po bardzo długiej, zimnej i deszczowej wiośnie w końcu można powiedzieć, że nadchodzi lato. Dni są coraz cieplejsze i wszystko wskazuje na to, że tak zostanie. Zanim nie zrobiło się jeszcze zupełnie gorąco, to już teraz warto poznać przepis na Chołodok. Prosto z pięknej wsi Budy z głębokiej Puszczy Białowieskiej. Przy okazji zobaczcie na filmie jakie to są piękne miejsca! Uwzględnijcie je koniecznie, gdy będziecie się wybierać w tamte rejony.

Przepis na Chołodok czy też Chłodnik jest z bardzo dawnych czasów. Dlatego też – jak zachwala Pani Marysia, która na filmie pokazuje jak się go robi – to samo zdrowie. Jak to wszystko zacząć? Na początku warto wyhodować własny szczypior. Musimy też przyrządzić “kwas” z ogórków. Kiedyś robiono chłodnik z kwasu chlebowego, teraz kwasi się ogórki zaś późniejszego “kwasu” się nie wylewa tylko robi się z niego chłodnik. Dlatego jeżeli chcecie zjeść przepyszny chłodnik musicie najpierw kupić ogórki i je zakwasić.

Do samego chłodnika potrzebna będzie też biała cebula, którą musimy drobno pokroić. Następnie wrzucamy ją do miski i lekko solimy. Następnie obieramy i kroimy krótkie ogórki również na małe kawałki. Dodajemy koperek, który musi być również drobno posiekany. Dodajemy też łyżeczkę cukru dla przełamania smaku. Wszystko zalewamy wcześniej przyrządzonym “kwasem” z ogórków. Najlepiej, gdy jest schłodzony. Po zalaniu wszystko mieszamy, dodajemy pieprzu i śmietany. Wszystko mieszamy i degustujemy. Warto też do chłodnika ugotować lub upiec ziemniaki. Połączenie tych dwóch smaków to prawdziwa, podlaska poezja.

 

Featured Video Play Icon

Park Krajobrazowy Puszczy Knyszyńskiej. Co warto tu zobaczyć?

Na początku wyjaśnijmy czym właściwie jest Park Krajobrazowy. Chociaż już sama nazwa nam wskazuje, to jednak może nie wszyscy wiedzą co za nią właściwie się kryje. Jest to forma ochrony przyrody. A właściwie dosyć spory obszar, na który składają się przede wszystkim rezerwaty przyrody. I na omawianym terenie jest ich całkiem sporo. Dlatego postanowiliśmy przedstawić Wam – gdzie warto się wybrać.

Najstarszym jest Budzisk. Powstał on w 1970 roku i jest w nim zachowany w naturalnym stanie fragment Puszczy Knyszyńskiej ze zbiorowiskami leśnymi grądowymi i torfowiskowymi, łąkowymi i licznymi źródliskami. Możemy go zobaczyć na własne oczy, gdy wybierzemy się leśną drogą z Supraśla do Czarnej Białostockiej (lub odwrotnie). Możemy to zrobić rowerem, samochodem czy pieszo. Kolejnym najstarszym jest rezerwat Karczmisko z 1971 roku. Tam podziwiać możemy zachowane naturalne siedliska leśne charakterystyczne dla Puszczy Knyszyńskiej. Rezerwat znajduje się po drodze z Białegostoku do Augustowa zaraz za Rybnikami. Zupełnie obok, jeszcze bliżej tej miejscowości znajduje się młodszy rezerwat Krzemianka, który możecie zobaczyć na powyższym filmie. Charakteryzuje się dużym bogactwem szaty roślinnej, wysokim stopniem jej naturalności i urozmaiconą rzeźbą terenu, oraz obszaru źródliskowego strumienia.

Bliżej Supraśla znajdują się takie rezerwaty jak Jałówka, Krzemienne Góry, Las Cieliczański, Krasne czy Surażkowo. Chociaż warto pospacerować w każdym z nim, to naprawdę świetna wyprawa spotka Was w Krzemiennych Górach. Jak sama nazwa wskazuje – płasko tam nie będzie. Odrobina wspinaczki zaś pobudzi krążenie.

Warto też wybrać się do rezerwatu Chomontowszczyzna. To młody rezerwat, bo z 1999 roku, ale jest to teren chroniony ze względów naukowych i dydaktycznych. Odznacza się wysokim stopniem naturalności, stanowiącym ostoję żubrów. Poniżej przedstawiamy całą tabelę z rezerwatami.

Nazwa rezerwatu

Data utworzenia

Powierzchnia [ha]

Cel ochrony

Typ rezerwatu

Typ ochrony

Bahno w Borkach

1990

286,90

zachowanie cennych, dobrze wykształconych zbiorowisk torfowiskowych o charakterze borealnym, odznaczających się bogactwem flory roślin naczyniowych i mszaków oraz występowaniem dużej liczby gatunków chronionych

leśny

ścisła, czynna

Budzisk

1970

328,51

zachowanie w naturalnym stanie fragmentu Puszczy Knyszyńskiej ze zbiorowiskami leśnymi grądowymi i torfowiskowymi, łąkowymi i licznymi źródliskami

leśny

czynna

Chomontowszczyzna

1999

234,42

zachowanie ze względów naukowych i dydaktycznych fragmentu Puszczy Knyszyńskiej odznaczającego się wysokim stopniem naturalności, stanowiącym ostoję wolnożyjącego stada żubrów

leśny

czynna

Góra Pieszczana

1987

220,10

zachowanie naturalnych drzewostanów świerkowo-sosnowych,

leśny

czynna

Jałówka

1990

277,03

zachowanie cennego fragmentu Puszczy Knyszyńskiej obejmującego charakterystyczne dla jej obszaru układy geomorfologiczne i wyróżniającego się bogactwem zbiorowisk roślinnych

leśny

czynna

Jesionowe Góry (*)

1987

376,55

zachowanie fragmentu Puszczy Knyszyńskiej z licznymi cennymi zbiorowiskami roślinnymi, zachowanymi przeważnie w stanie naturalnym

leśny

czynna

Karczmisko

1971

16,57

zachowanie naturalnych siedlisk leśnych charakterystycznych dla Puszczy Knyszyńskiej

leśny

czynna

Kozłowy Ług

1997

139,45

zachowanie rozległego torfowiska, będącego w początkowym stadium sukcesji leśnej, odznaczającego się wysokim stopniem naturalności oraz występowaniem wielu gatunków roślin rzadkich i chronionych

torfowiskowy

czynna

Krasne

1990

85,22

zachowanie cennego fragmentu Puszczy Knyszyńskiej obejmującego dobrze wykształcone zbiorowiska leśne, głównie z grupy borów i borów mieszanych

leśny

czynna

Krzemianka

1987

230,91

Zachowanie fragmentu Puszczy Knyszyńskiej, charakteryzującego się dużym bogactwem szaty roślinnej, wysokim stopniem jej naturalności i urozmaiconą rzeźbą terenu, oraz obszaru źródliskowego strumienia o nazwie Krzemianka

leśny

czynna

Krzemienne Góry

1987

73,56

zachowanie zbiorowisk leśnych typowych dla Puszczy Knyszyńskiej, występujących na wale kemowym

leśny

czynna

Kulikówka (+)

1987

10,88

zachowanie fragmentu łęgów  w Puszczy Knyszyńskiej z obfitym  stanowiskiem pióropusznika strusiego

florystyczny

czynna

Las Cieliczański

1990

370,58

zachowanie fragmentu Puszczy Knyszyńskiej z licznymi, cennymi zbiorowiskami leśnymi o charakterze naturalnym, reprezentowanymi głównie przez grądy z rzadkim w naszych lasach wiązem górskim, bory mieszane i olsy

leśny

czynna

Międzyrzecze

1990

249,86

zachowanie fragmentu Puszczy Knyszyńskiej z licznymi źródliskami i zbiorowiskami roślinnymi, jak też wielu chronionych gatunków roślin

leśny

czynna

Stara Dębina

1987

33,68

zachowanie starodrzewu dębowego występującego na siedlisku lasu mieszanego oraz stanowisk dębu bezszypułkowego na północnej granicy jego zasięgu

leśny

czynna

Stare Biele

1987

255,65

zachowanie cennych fragmentów Puszczy Knyszyńskiej, obejmujących dobrze wykształcone zbiorowiska roślinne z szeregiem roślin chronionych i rzadkich oraz zachowanie kompleksów bagien i zarastających łąk będących ostoją zwierząt

leśny

czynna

Starodrzew Szyndzielski

1990

79,74

zachowanie fragmentu Puszczy Knyszyńskiej, obejmującego starodrzew typu ciepłolubnego lasu sosnowo-świerkowo-dębowego, charakterystycznego dla północnej części Puszczy Knyszyńskiej, odznaczającego się dużym stopniem naturalności i występowaniem wielu gatunków roślin rzadkich i chronionych

leśny

czynna

Surażkowo

1987

134,05

zachowanie fragmentu Puszczy Knyszyńskiej, obejmującego liczne zbiorowiska leśne o wysokim stopniu naturalności ze znacznym udziałem leśnych zbiorowisk torfowiskowych.

torfowiskowy

czynna

Taboły

1999

302,44

zachowanie boru świerkowego torfowcowego oraz lasu brzozowo-sosnowego z licznymi gatunkami roślin rzadkich i chronionych

leśny

czynna

Wielki Las

1990

129,33

zachowanie fragmentu Puszczy Knyszyńskiej obejmującego głównie liczne zbiorowiska leśne o charakterze borowym i wysokim stopniu naturalności

leśny

czynna

Woronicza

1989

133,80

zachowanie doliny, strumienia oraz przyległych wzniesień morenowych wraz z występującymi tu licznymi, charakterystycznymi dla tego regionu zbiorowiskami roślinnymi, jak też chronionych i rzadkich gatunków roślin

florystyczny

czynna

 

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Tatarski bohater narodowy odzyskiwał Polsce niepodległość. Podlaskie o nim nie pamięta.

Bohater narodowy Tatarów, urodzony na pograniczu polsko-litewskim, mieszkał z matką w Suwałkach i Sejnach. W dorosłym życiu pracował w między innymi Suwałkach. W 1892 roku poznał Józefa Piłsudskiego i tak razem z nim przez kolejne dekady parł do odzyskania przez Polskę niepodległości. Mowa o Aleksandrze Sulkiewiczu, który pochowany jest na warszawskich Powązkach, który nie tylko walczył o to by wyrwać nasz kraj z rąk zaborców, ale te walki organizował! W naszym regionie kompletnie zapomniany. W Suwałkach czy Sejnach nie ma nawet swojej ulicy.

Aleksander Sulkiewicz / fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Mówili na niego Michał, Czarny albo Tatar. Wszystko za sprawą pochodzenia. Iskander Mirza Duzman Beg Sulkiewicz urodził się w patriotycznej, tatarskiej rodzinie. Jego ojciec był rotmistrzem Armii Imperium Rosyjskiego. W dzieciństwie uczył się w tureckim Konstantynopolu. Później, gdy zmarł jego ojciec – przyjechał do Suwałk i Sejn. Wspólnie działał z Józefem Piłsudskim w Polskiej Partii Socjalistycznej. Aczkolwiek trzeba tu podkreślić, że ich działanie nie było tym samym czym działanie dzisiejszych partii typu PiS, PO czy Lewica. Polska była bowiem pod zaborami Niemiec, Rosji i Austrii. Dlatego głównym punktem programu było odzyskanie przez nasz kraj upragnionej niepodległości. Zaś zjazd założycielski miał miejsce… w lesie.

Piłsudski zawdzięcza także Sulkiewiczowi wolność. Gdyby nie ucieczka przyszłego naczelnika Polski z petersburskiego szpitala, to kto wie jakby potoczyły się losy Rzeczpospolitej. A tak, po latach prowadzonego terroru na zaborcy, Piłsudski, Sulkiewicz i reszta doczekali się upragnionej szansy. W 1914 roku wybuchła I wojna światowa. Działacze PPS uformowali ze swoich bojówek wojsko i ruszyli, by odzyskać krajowi miejsce na mapie. Niestety “towarzysz Michał” upragnionej wolnej Polski nie doczekał. Zginął 18 września 1916 roku na polu bitwy pod Sitowiczami (dzisiaj Ukraina). Prochy Sulkiewicza sprowadzono w listopadzie 1935 roku do Warszawy i złożono na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Na Aleksandra Sulkiewicza olbrzymi wpływ miała postawa jego rodziny wobec wydarzeń związanych z losami Rzeczypospolitej. Tatarzy od wieków służyli Polsce i nigdy nie szczędzili wysiłków w jej obronie — uważając ją za swoją Ojczyznę. Stąd dziś między innymi tatarska wioski na Podlasiu – Kruszyniany czy Bohoniki. Walka tatarów u boku Jana III Sobieskiego to jedno, ale przykładów zbrojnego wsparcia dla Polski jest więcej. W czasie konfederacji barskiej pułkownik Józef Bielak pradziadek Sulkiewicza zebrał ok. 400 Tatarów i oddał się pod rozkazy dowódców polskich. Polscy muzułmanie brali także udział w powstaniu kościuszkowskim. W walkach wyróżnili się m.in. Józef Bielak, pułkownik Jakub Azulewicz, pułkownik Mustafa Achmatowicz.

Patriotyzm i miłość do Polski silnie zakorzenione były w domu rodzinnym Sulkiewicza. Brat matki Aleksander Stefan Kryczyński, który obok wielu Tatarów, brał czynny udział w powstaniu 1863 roku został skazany na śmierć, a w wyniku amnestii zesłany na Syberię. Szczególny wpływ na swego syna i jednego z ojców polskiej niepodległości miała matka, która oprócz wychowania religijnego szczególną uwagę poświęcała także wychowaniu patriotycznemu. Za swój obowiązek uważała wychowanie syna w tradycji narodowej. Trzeba powiedzieć, że jest się to udało bezbłędnie. W pamięci potomnych Sulkiewicz zawsze pozostanie jako cichy i skromny bohater, który w nielegalnej pracy rewolucyjnej obrał sobie najtrudniejszy, najmniej efektowny, ale najbardziej odpowiedzialny dział pracy. Każdy, kto się z nim stykał, zachował jak najlepsze o nim wspomnienie. Nikt mu w PPS nie dorównał jako konspiratorowi.

Szkoda tylko, że wspaniałego życiorysu nie dostrzeżono za bardzo w naszym regionie. Ani w Białymstoku, ani Suwałkach, ani Sejnach, ani nawet w związanej mocno z Tatarami Sokółce – nie ma choćby ulicy Iskandera Mirzy Duzmana Bega Sulkiewicza (lub po prostu Aleksandra Sulkiewicza). Póki co tylko Tatarzy pamiętali o swoim bohaterze. Muzułmański Związek Religijny w RP w setną rocznicę śmierci Sulkiewicza zorganizował uroczystości. Było to w 2016 roku. O dzielnym działaczu niepodległościowym można także się dowiedzieć odwiedzając Bohoniki czy Kruszyniany.

fot. Dawid Gromadzki / UM Białystok

Rynek Kościuszki będzie można oglądać z wysokości 30 metrów. Diabelski młyn przy ratuszu.

Co prawda nie jest to drugie “London Eye”, ale “Diabelski młyn”. Taka atrakcja od 8 maja do 13 czerwca będzie stała na Rynku Kościuszki. Różnica jest taka, że ten pierwszy ma 135 metrów wysokości, ten drugi tylko 28. “Nasz” to widok mniej więcej 9 piętra.  Białostoczanie będą mogli popatrzeć na miasto niczym dziennikarze TVN24 z Błękitnego wieżowca przy Legionowej, niczym mieszkańcy wieżowców z pobliskiego osiedla Piaski, niczym mieszkańcy pobliskiego wieżowca z ul. Grochowej. To najbliższe wysokie obiekty w okolicy, nie licząc oczywiście kościołów.

Średnica ustawionego pionowo koła wynosi 28 metrów. Młyn jest wyposażony w 20 sześcioosobowych gondoli. Łącznie pomieści 120 osób. Firma ma też inny sprzęt – 50-metrowe koło widokowe, ale te służy mieszkańcom Krakowa. Podobną atrakcję co w Białymstoku, Krakowie czy Londynie można zobaczyć również w Budapeszcie. Zapewne interesująca jest dla chętnych cena tej przyjemności. Firma na swojej stronie podaje, że atrakcja w dawnej stolicy Polski kosztuje 30 zł (ulgowy 20 zł), a przejażdżka trwa 10 minut. Wszystkie dzieci do lat 2 mogą korzystać za darmo. W Krakowie istnieje też możliwość wykupienia przejażdżki VIP. 60 minut patrzenia z góry na miasto kosztuje 250 zł.

Niewątpliwe białostoczanie najbardziej czekają na powrót ogródków na Rynek Kościuszki. Takie koło widokowe jednak na pewno urozmaici centrum miasta. Przypomnijmy, że jest także dostępna wieża widokowa w kościele św. Rocha – jeżeli ktoś lubi patrzyć na świat z wysoka. Alternatywnie pozostają pobliskie wieżowce.

 

Kto jest najbardziej narażony na oparzenia słoneczne?

W momencie gdy słońce zaczyna świecić mocniej, a promienie słoneczne stają się intensywniejsze, wiele osób z dużym entuzjazmem postanawia nadać swojej skórze kolorytu poprzez opalanie. Niestety zbyt długie przebywanie na słońcu bez odpowiedniej ochrony przeciwsłonecznej może skutkować bolesnymi oparzeniami słonecznymi, które w niektórych przypadkach mogą doprowadzić nawet do powstania zmian nowotworowych na skórze. Dowiedz się, jak im zapobiegać oraz kto w największym stopniu jest narażony na ich szkodliwe działanie.

Czym są i jak powstają oparzenia słoneczne?

Każdy z nas chociaż raz w swoim życiu doświadczył niekomfortowego, a często także bolesnego uczucia, jakim są oparzenia słoneczne. Są one efektem niekorzystnego wpływu, jaki promienie słoneczne mają na naszą skórę. Warto tutaj zaznaczyć, że słońce i jego działanie mają istotny wpływ na nasze życie i zdrowie (poprawa nastroju, samopoczucia, synteza witaminy D3), dlatego nie należy unikać ich całkowicie. Jednak aby nie dopuścić do nieodwracalnych zmian w naszej skórze, do jakich dochodzi w trakcie oparzenia słonecznego, ważna jest świadomość, w jaki sposób powstają one na naszej skórze.

W naszym organizmie naturalną ochronę przed promieniowaniem ultrafioletowym stanowi barwnik, jakim jest melanina. W momencie gdy dochodzi do zwiększonej ekspozycji na słońce, nasza skóra zaczyna się bronić, produkując zwiększone ilości melaniny, czego efektem jest opalenizna. Jednak zanim ta pojawi się na naszej skórze, u niektórych osób dochodzi do podrażnienia wierzchnich warstw naskórka, co objawia się m.in. zaczerwienieniem. Oparzenia słoneczne to naturalna reakcja naszego organizmu na szkodliwe działanie promieni UVB (to one przede wszystkim odpowiadają za uszkodzenia naskórka).

Kogo najczęściej dotyczą oparzenia słoneczne?

Z pewnością zauważyłeś, że u jednych osób oparzenia słoneczne są bardziej dotkliwe, a u innych znacznie mniej. Wpływ na tę sytuację ma oczywiście ilość czasu spędzonego na słońcu i to, czy został użyty odpowiednio wysoki filtr przeciwsłoneczny. Oprócz tego na oparzenia słoneczne w dużej mierze narażone są dzieci, których skóra jest znacznie cieńsza niż dorosłych i nie posiada odpowiedniej ilości melaniny, przez co jest mniej odporna na podrażnienia. Do osób narażonych na szkodliwe działanie promieni UV należy także zaliczyć osoby o bardzo wrażliwej i delikatnej skórze, a także jasnej karnacji lub osoby zaliczające się do fototypu I i II.

Jak rozpoznać oparzenia słoneczne?

W zależności od fototypu naszej skóry, intensywności promieni słonecznych oraz czasu spędzonego na słońcu, objawy oparzenia słonecznego mogą wystąpić po upływie 2-4 godzin, choć w niektórych przypadkach mogą stać się widoczne nawet po 15 minutach. Z kolei największa intensywność objawów pojawia się po upływie 12-14 godzin.

Do najczęstszych objawów oparzeń słonecznych zalicza się:

  • wyraźne zaczerwienienie skóry;
  • świąd;
  • pieczenie;
  • wrażliwość na dotyk i ból przy kontakcie ze skórą;
  • obrzęk skóry;
  • łuszczenie skóry.

W poważniejszych przypadkach (oparzenie II stopnia) objawy są o wiele bardziej intensywne, na skórze mogą powstawać pęcherze wypełnione płynem surowiczym, a oprócz tego gorączka i ogólne osłabienie.

Czy opalanie usuwa zaskórniki?

Poparzenia słoneczne często pojawiają się u osób, które celowo wystawiają skórę na działanie promieni słonecznych, aby pozbyć się uporczywego problemu, jakim są zmiany trądzikowe i uporczywe zaskórniki. Choć słońce rzeczywiście przyczynia się do wysuszenia niedoskonałości i sprawia, że rozszerzone pory i zaskórniki przestają być problemem, jest to jedynie efekt tymczasowy, a objawy trądziku i przetłuszczająca się skóra po pewnym czasie powracają ze zdwojoną siłą.

Jak chronić skórę przed oparzeniami słonecznymi?

Aby przebywanie na słońcu nie zakończyło się obolałą, czerwoną i piekącą skórą, warto pamiętać o kilku zasadach bezpiecznego opalania:

  • unikaj opalania pomiędzy 11:00 a 15:00 – w tym czasie działanie promieni słonecznych jest najsilniejsze;
  • pamiętaj o aplikacji kremu z odpowiednio wysokim filtrem SPF;
  • jeśli przebywasz na słońcu kilka godzin, nie zapominaj o ponownej aplikacji kremu do opalania (co 2 godziny lub natychmiast po wyjściu z wody);
  • zadbaj o odpowiednie nakrycie głowy;
  • pamiętaj o nawadnianiu swojego organizmu;
  • po opalaniu zaaplikuj na skórę balsam, który złagodzi podrażnienia i zregeneruje skórę.

Materiał partnera

Featured Video Play Icon

Rowerem po Podlasiu. Od Knyszyna przez Tykocin do Choroszczy.

Rowerzyści na Podlasiu mają raj. Niezliczona liczba ścieżek, dróżek i dróg, którymi można pojechać zachęca do rekreacyjnej jazdy jednośladami. Tym razem na powyższym filmie możemy zobaczyć trasę z Knyszyna przez Tykocin do Choroszczy. Warto dodać, że do miasta początkowego wyprawy można dojechać pociągiem, co jest dosyć dobrym pomysłem dla tych, co nie chcą robić bardzo dużo kilometrów. Często jest tak, że wielu turystów przyjeżdża do Białegostoku (bo tu najłatwiej dojechać pociągiem z Polski) i dopiero dalej wybiera się w drogę – w głąb Podlasia.

Zarówno Białystok jak i jego okolice oferują wiele ciekawych tras, jednak jeżeli ktoś często jeździ jednośladem, to w końcu może mu się znudzić trasa, w której zawsze trzeba pierwsze kilometry pokonać poprzez przebijanie się przez miasto. Jest to o tyle uciążliwe, że co chwilę trzeba stać na światłach, a ci co bardziej przestrzegają prawa – przez niektóre przejścia muszą rower przeprowadzać. Co innego, gdy startujemy w takim Knyszynie. Wówczas możemy jechać bez zatrzymywania się na przykład do samej Choroszczy.

Chyba, że po drodze zwiedzamy, robimy zdjęcia, jemy obiad. Wtedy przerwy oczywiście są, ale dużo przyjemniejsze niż takie, gdzie patrzymy na sygnalizator czekając na zielone światło. Dlatego też wyprawa pociągiem do Knyszyna i powrót rowerem lub tego typu podobne wyprawy do innych podlaskich miast, to doskonały pomysł na spędzenie aktywnie czasu. Dużo rowerzystów można także spotkać w pociągu do Walił czy Augustowa.

Featured Video Play Icon

Robert Makłowicz nie skończył z Podlasiem. Stół się uginał od jedzenia!

Robert Makłowicz – na swoim kanale na YouTube opublikował już drugi odcinek poświęcony Podlasiu. Tym razem usmażył placki ziemniaczane (aczkolwiek inaczej niż to zwykle się robi) i podał je z sosem grzybowym. Później wybrał się do Słuczanki, gdzie został przywitany tak, jak chciałby być przywitany każdy, kto na Podlasie dotrze. Lokalne gospodynie ugotowały tyle jedzenia, że stół się uginał!

Warto jednak dodać, że Robert Makłowicz nie tylko rozprawia o gotowaniu, ale także o zwiedzaniu. Pokazał podlaskie bagienka, żubry, a na koniec wspominaną gościnność. Przy okazji sam się czegoś dowiedział – a mianowicie jakie to znane osobistości pochodzą ze Słuczanki. Nie zabrakło też wycieczki do niedoszłej stolicy całego świata w Starej Grzybowszczyźnie oraz posmakowania lokalnego bimberku.

Trzeba przyznać, że film bardzo szybko odbił się echem w Polsce. Nasz region za każdym razem jest odbierany tak samo nostalgicznie. Jako świat, który oparł się wielkiemu rozwojowi cywilizacyjnemu i paradoksalnie zyskał na tym dużo więcej niż te wszystkie wielkie miasta, które mają problemy z powietrzem, korkami i zniszczoną przyrodą. Dlatego też zarówno Robert Makłowicz jak i wszyscy, którzy do nas przybywają przypominają sobie dawno zapomnianą prawdę iż nie wszystko złoto, co się świeci. Ten fałszywy blask wielkich miast widać właśnie z perspektywy Podlasia najlepiej.

Cerkiew św. Alekdandra Newskiego w Sokółce

Katolicy odpoczywają w majówkę, a prawosławni będą świętować Wielkanoc. Poznaj różnice w obrzędach.

Dla katolików majówka, a dla prawosławnych Święta Wielkanocne. Tak będzie w najbliższy weekend na Podlasiu, ale nie tylko. W Polsce znajduje się ponad 300 prawosławnych obiektów sakralnych. Z czego 240 to parafie. Funkcjonuje także 6 klasztorów – w tym w Supraślu, na Świętej Górze Grabarce oraz w Białymstoku. Na Białostocczyźnie znajduje się 40 proc. ze wszystkich polskich parafii prawosławnych. Tutaj też znajduje się prawie połowa wiernych. Dlatego też nigdzie indziej nie jest tak akcentowane jak na Podlasiu podwójne świętowanie. Mało kto wie, że prawosławie na ziemiach Polskich obecne jest od tysiąca lat. A dokładnie od 988 roku, kiedy miała miejsce chrystianizacji Rusi.

Książę Kijowski zdobywał kolejne ziemie i latami były kolonizowane. W 1240 roku powstała cerkiew w Mielniku, a w 1341 kolejną. Wpływ na to, że dzisiaj na Podlasiu mamy tak wielki odsetek wiernych prawosławia wynika z tego o czym pisaliśmy nie dawno. Przez nasz region przebiegała granica Królestwa Polskiego i Rusi. W okolicznych osadach mieszkali obok siebie katolicy, którzy przybywali z Mazowsza i prawosławni przybywali z Grodzieńszczyzny i Wołynia.

Świętowanie w różnych terminach Wielkanocy wynika ze stosowania różnych kalendarzy w obu religiach. Ale czy poza tym Wielkanoc katolicka od prawosławnej czym się różni? Tak jak u katolików, tak też u prawosławnych Wielkanoc jest najważniejszym świętem w kalendarzu liturgicznym. Największa różnica to nazewnictwo. Osoby prawosławne częściej na swoje najważniejsze święto mówią “Pascha”. Jest ona poprzedzona 40-dniowym okresem Wielkiego Postu, który jest bardziej rygorystyczny niż katolicki. Wierni całkowicie powstrzymują się od jedzenia mięsa czy picia alkoholu.

Różnica jest także w obchodach. Katolicy mają triduum paschalne, zaś prawosławni uczestniczą w nabożeństwach cały Wielki Tydzień. A od piątku do paschy obowiązuje bardzo ścisły post. Można jeść tylko chleb i pić wodę. W sobotę natomiast wierni spotykają się w świątyniach przed północą i uczestniczą w nabożeństwach do rana. Inaczej też wygląda koszyczek wielkanocny. Nie ma tam ani zajączków ani baranków. Są za to pisanki czy wielkanocne babki.

Jeszcze 40 dni po świętach, wierni witają się słowami Chrystos Woskres, a odpowiadają na to Woistynno Woskres. Oznacza to “Chrystus Zmartwychwstał” – “Zaiste Zmartwychwstał”.

Podlaskie się wyludnia! Nawet Białystok traci mieszkańców. Zobacz najnowsze dane.

Jest takie powiedzenie – każdy kij ma dwa końce. Dlatego to co dla jednych może być wadą – dla innych zaletą. W tym przypadku mowa tu o pewnym procesie, który będzie miał miejsce w ciągu najbliżej dekady. Wyludnianie się gmin. Zostało bowiem policzone – gdzie, ile ubędzie ludzi. Jest to dosyć ciekawa informacja dla wszystkich tych, którzy na przykład szukają świętego spokoju. Przykład Sejn i okolic tego miasteczka pokazał, że tam pandemia dotarła bardzo późno. Ogólnie – jeśli wierzyć specjalistom, to z powodu zmian klimatycznych – różnych pandemii będzie coraz więcej. Nawet minister zdrowia pokusił się o stwierdzenie, że “powrót do normalności” nigdy już nie nastąpi – w tym właśnie kontekście. Dlatego też jeżeli nie zamierzacie całe życie spędzić w maseczce, to raczej rozważajcie wyprowadzkę z dużych miast. Tak robi coraz więcej osób. Dane GUS wskazują jasno – wyludnia się Białystok, a zaludniają się wszystkie gminy dookoła (oprócz gminy Zabłudów). W Podlaskiem są też jednak małe gminy, które się mocno wyludniają.

Zgodnie z danymi GUS najbardziej wyludniające się miejsce w Polsce w przeciągu najbliżej dekady to będzie Hel. Dlatego jeżeli marzycie o mieszkaniu nad morzem – to właśnie tam poza sezonem turystycznym będzie spokój największy. Jeżeli jednak nie lubicie turystów albo ogólnie tłumów, to koniecznie wybierzcie Podlaskie. Dubicze Cerkiewne w ciągu dekady stracą 17,1 proc. swoich obecnych mieszkańców, Milejczyce – 16 proc., Orla – 14,6 proc., Czyże – 13,3 proc., Nurzec-Stacja – 12,9 proc., Grodzisk – 12,5 proc., Czeremcha – 12,1 proc., Szudziałowo – 11,3 proc.

Zestawiając to z danymi z reszty Polski – nigdzie nie będzie się tak wyludniać jak w Podlaskiem. Trochę mniej ubędzie ludzi w Lubelskiem oraz na Warmii i Mazurach. Dlatego jeżeli te dane napawają Was optymizmem, a nie pesymizmem, to możecie już planować zamieszkanie właśnie w tych gminach.

Featured Video Play Icon

Majówka 2021 w Podlaskiem. Gdzie pojechać i co zwiedzić?

Tegoroczna majówka może być zimna, a może być ciepła. Prognozy są takie, że w sumie nie wiadomo. Dlatego też mamy dla Was propozycję, która będzie dobra zarówno na dwa warianty – w przypadku brzydkiej pogody jak i ładnej. Potrzebny będzie samochód, gdyż trasa objazdowa z Białegostoku, przez zaproponowane miejsca do Białegostoku to prawie 300 km. Dlatego wystarczy zatankować, wziąć trochę ciepłych ubrań do bagażnika i w drogę. Na końcu tekstu mapa.

Zalew na start

Startujemy w Białymstoku i od razu ruszamy w na Grabówkę. Pierwszy przystanek to Zalew Siemianówka i tamtejsza wieża widokowa. Warto wziąć ze sobą lornetkę gdyż na ogromnym zbiorniku jest sporo pięknych ptaków. Dodatkowo przyjemnie może być na pomostach – o ile będzie pogoda. Pamiętajcie, by po drodze zrobić sobie pamiątkową fotkę przy znanym z filmie Zenek – Bar Disco Czar w Bondarach.

Siemianowka / fot. Wojsyl / Wikipedia

Kolejny przystanek to ruiny w Jałówce. Dawny kościół zachwyca zawsze, gdy tam pojedziemy. Dlatego zarówno w ładnej i brzydkiej pogodzie będzie na co popatrzeć.

fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Po pierwszej porcji zwiedzania na pewno zgłodniejecie, dlatego możecie następny punkt zrobić w Kruszynianach. Gościł tam nie dawno Robert Makłowicz i pokazał swoim widzom tatarskie specjały. Ślinka poleciała… Nie zapomnijcie z tego wszystkiego zwiedzić meczetu i mizaru (cmentarza). To naprawdę przepiękne miejsca.

Meczet w Kruszynianach

U Pana Boga w Sokółce

Kolejny przystanek to Sokółka, gdzie możecie odwiedzić Kościół Rzymskokatolicki pw. Św. Antoniego Padewskiego oraz jego okolice, by przypomnieć sobie klimaty filmu U Pana Boga za piecem, a także zainteresować się historią cudu. Dodatkowo warto w tym miasteczku odwiedzić miejscowy zalew.

Kolejny przystanek to okolice Dąbrowy Białostockiej. Tam też możecie podziwiać stary wiatrak. Oprócz niego koniecznie zajedźcie na kładkę Jałowo-Nowy Lipsk. Znajduje się na niej nie tylko fantastyczna droga przyrodniczymi terenami wokół Biebrzy, ale też jest platforma do przeprawy rzecznej – taka jak w Śliwnie.

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Kanałem do Augustowa

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Ostatni przystanek naszej wycieczki to Augustów. Tam możecie wybrać się przez Rygol odwiedzając kolejne przystanki Kanału Augustowskiego lub pojechać drogą wojewódzką prosto do miasta, gdzie możecie wybrać się w rejs po Rospudzie czy też wspomnianym kanale. Życzymy wszystkim dobrej pogody i udanej wyprawy!

Featured Video Play Icon

Tylko przepiękne widoki! Tak wygląda Wschodnie Podlasie z góry. Zobacz dokument.

Kanał Planete+ wyemitował na swojej antenie dokument “Polska z góry – Wschodnie Podlasie”. Jak sam tytuł wskazuje – ujęcia są z góry. Zarówno architektura jak i przyroda z tej perspektywy prezentują się wspaniale. Można dowiedzieć się także o historii naszego regionu. Takie coś przyjemnie się ogląda! Możemy zobaczyć między innymi Siemianówkę, Supraśl, Kruszyniany czy Białowieżę. Pokazany jest także Białystok.

Warto też zauważyć, że w ostatnich latach Podlaskie zaczyna być coraz to większe rekordy popularności. Wyszło to przede wszystkim w tamtym roku, gdy wiele osób zrezygnowało z wyjazdu za granicę. W tym roku w nadchodzące wolne dni może być podobnie. Białowieża, Kruszyniany, Siemianówka, a także Supraśl czy kraina otwartych okiennic – Trześcianka, Puchły i Soce to zauważalnie w ostatnim czasie miejsca, gdzie przyjeżdża coraz więcej ludzi.

Bardzo dużo turystów można także spotkać w podlaskich Puszczach – Białowieskiej, Knyszyńskiej i Augustowskiej. Nieustanna atmosfera zamknięcia spowodowała, że ludzie zaczęli szukać aktywności z dala od dużych skupisk ludzi, a blisko natury.

fot. areekw / Wikipedia

Ulica Krzysztofa Krawczyka w Białymstoku coraz bardziej realna!

Zaczęło się od naszego pomysłu, by wybitnego piosenkarza, kochanego przez miliony Polaków uhonorować w Białymstoku ulicą. Argumentowaliśmy to tym, że nie tylko przemawiają za tym jego talent i moc zjednywania sobie ludzi, ale sam fakt, że jako nieświadomy roczny malec mieszkał w stolicy Podlaskiego. Po publikacji – bardzo mnóstwo osób wyraziło swoją aprobatę na Facebooku. Liczba “lajków” nie przeszła bez echa i w kolejnych dniach – kolejne podlaskie media podawały pomysł z ulicą “Krzysztofa Krawczyka” dalej, przedstawiając to jako pomysł “niesprecyzowanych internautów”. Trochę, to śmieszne z ich strony, ale to już inna historia.

Najważniejsze jest to, że pomysł z ulicą Krawczyka nabrał realnych kształtów. Łukasz Prokorym, Przewodniczący Rady Miasta Białegostoku napisał interpelację do Tadeusza Truskolaskiego, że zwrócili się do niego mieszkańcy z pomysłem uczczenia piosenkarza. W związku z tym Prokorym poprosił o wpisanie artysty na listę proponowanych patronów (czyli takich, których można wykorzystać przy okazji powstawania nowych ulic – red.).

Pomysł ma szansę na realizację, bo Prokorym i Truskolaski są po tej samej stronie politycznej. A jest to ważne, bowiem prezydent Truskolaski ma problemy z uznawaniem pomysłów radnych z opcji mu przeciwnych (nawet gdy są dobre). Tu tylko, w ramach dygresji napiszemy o słynnych stojakach na rowery w ZOO, na które trzeba by było wydać kilkaset złotych. Gdy radny opozycyjny do Truskolaskiego o nie poprosił, to w odpowiedzi przeczytał, że ma wskazać źródło ich finansowania. Stąd też, późniejszy nasz prześmiewczy artykuł o słodyczach za 100 tys. zł, który wywołał lawinę komentarzy i nagłą akcję rozdawania słodyczy (ułamka tego co zamówili).

Koniec końców – inny radny sprzyjający Truskolaskiemu także poprosił o stojaki w ZOO i tym razem odpowiedź była pozytywna. Dlatego też mamy nadzieję, że Truskolaski Prokorymowi także nie odmówi i Krawczyka dopisze do listy.

Featured Video Play Icon

Robert Makłowicz w Kruszynianach! Zobacz film jak mistrz gotuje na Podlasiu!

Popularny i uwielbiany Robert Makłowicz w ostatnim czasie zwiedza Polskę oraz gotuje tu i ówdzie. W najnowszym odcinku swojego kanału na YouTube odwiedził nasze ukochane Podlasie. Konkretnie to znane wszystkim Kruszyniany. Co ugotował mistrz u Tatarów? Na pewno zobaczycie mnóstwo podlaskiej kuchni (w tatarskim wydaniu). Mało tego, Dżenneta Bogdanowicz zradziła Makłowiczowi swój przepis na mohliki czyli ichniejszą babkę ziemniaczaną. Zatem możecie spróbować także u siebie tego wypieku! Serdecznie zapraszamy do oglądania!

 

 

Marszałku! Zostaw babcię w spokoju!

Najpierw ktoś tworzy dzieło sztuki, a potem bez refleksji inni chcą je niszczyć. Mowa tu o muralach, dzięki którym o Białymstoku jest głośno nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Najpierw planowano usunąć Dziewczynkę z konewką, ale ostatecznie udało się ją ochronić. Teraz podobnie rzecz ma się z muralem “Wyślij pocztówkę do babci”. Może niedługo zniknąć. Ale pamiętajcie, że presja ma sens – nie raz to już wspólnie udowodniliśmy – i dopóki prace się nie zaczęły, możemy zrobić wszystko by marszałek zostawił babcię w spokoju.

Przypomnijmy najpierw historię Dziewczynki z konewką. Powstała ona na budynku należącym do Uniwersytetu w Białymstoku. Uczelnia odkąd ma ogromny kampus w Lesie Zwierzynieckim, to regularnie pozbywa się budynków z centrum. Tak też deweloper postawił bloki i hotel w miejscu dawnego wydziału fizyki przy Lipowej. Natomiast przy Al. Piłsudskiego budynek planowała kupić firma, która zamierzała przerobić dawny wydział chemii go na biuro. Kiedy wyszło, że mural Dziewczynka z konewką ma zniknąć przy okazji remontu, to wiele osób wówczas zaprotestowało na tyle skutecznie, że firma budynku niestety nie kupiła, ale też mural Natalii Rak decyzją radnych w 2016 roku został objęty ochroną. Uznano go za dobro kultury współczesnej.

Teraz podobna historia wraca do nas przy okazji sprzedaży innego budynku. Również Uniwersytet w Białymstoku pozbył się swego słynnego biurowca “ONZ” ze Skłodowskiej. Tym razem kupującym był marszałek województwa. Zanim jednak urzędnicy będą mieli tam swoje gabinety, to podobnie jak firma prywatna przy wydziale chemii – jest plan położenia styropianowego docieplenia na ścianie, na której znajduje się wyjątkowy mural – Wyślij pocztówkę do babci. Tym razem jednak nikt nie mówi o ochronie murala. Czy słusznie?

Urzędnicy na łamach prasy zapewniali, że po dociepleniu budynku wróci. Nie jest to jednak aż takie pewne. Przede wszystkim żeby coś wróciło – muszą być do tego warunki. Obecne malowidło powstało w 2019 roku przy okazji festiwalu Up to Date. Jest dziełem artystów z Good Looking Studio na podstawie projektu Jana Estrady-Osmyckiego oraz zespołu kreatywnego FUTD. Czy po przykryciu obecnego muralu da się przekonać cały sztab ludzi, by stworzył replikę swojego unikatowego dzieła?

Dodano później: Jak się okazuje, sprawa ma jeszcze drugie dno. O ile – nawet, jeżeli mural mógłby powrócić na styropianie, to miejscowe przepisy zabraniają tego. Zatem możliwe jest, że muralu długo nie zobaczymy. Zgodę na jego odmalowanie będzie wydawać Tadeusz Truskolaski. Na łamach Gazety Wyborczej – jego zastępca zapowiedział, że plan zagospodarowania przestrzennego nawet nie zezwala na docieplenie ściany. Czy czeka nas sądowa batalia o mural pomiędzy niechętnym sobie Kosickim i Truskolaskim? Jedno jest pewne – gra nie jest warta zachodu.

Dlatego urzędnicy powinni obejść się bez ciepłej ściany. Bez wątpienia mural z ul. Skłodowskiej jest takim samym dobrem kultury współczesnej jak Dziewczynka z Konewką. Dlatego też powinien zostać objęty również ochroną. Machina urzędnicza mieli jednak powoli i nie wiadomo czy byśmy doczekali działania ze strony radnych. Dlatego też możemy jedynie zaapelować do marszałka o dobrą wolę, by zostawił mural w spokoju.

Być może apelu z portalu nie posłucha, ale jeżeli nasi Czytelnicy – jak wiele razy udowodnili – pokażą, że im też zależy, to być może plany nakładania styropianu na mural legną w gruzach. Poniżej lista co możesz zrobić:

  • Udostępnij ten tekst wszystkim znajomym, by wiedzieli o planach urzędników
  • Napisz maila do kancelaria@wrotapodlasia.pl – i wyraź swoje ubolewanie z powodu planów marszałka oraz wyraź swój stanowczy protest przeciwko zakrywaniu ściany i próby “odmalowania” muralu
  • Skorzystaj z https://www.gov.pl/web/gov/wyslij-pismo-ogolne – by wysłać oficjalne pismo do urzędu – nie wychodząc z domu – i wyraź w nim swoje ubolewanie z powodu planów marszałka oraz wyraź swój stanowczy protest przeciwko zakrywaniu ściany i próby “odmalowania” muralu
  • Wyślij list tradycyjny o treści jak powyżej na adres:

Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego
ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego 1
15-888 Białystok

Pamiętajcie – presja ma sens! Dzięki nam możemy uratować piękny mural przed bezsensownym zniszczeniem.

W ostatnich dniach w przestrzeni medialnej rozgorzała dyskusja na temat białostockiego muralu z Babcią Eugenią i jego…

Opublikowany przez Marszałek Artur Kosicki Piątek, 23 kwietnia 2021

fot. Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Wędkarze to śmieciarze? Akcja sprzątania Narwi to pokazała.

Ogromne ilości śmieci, których służby nie nadążają wywozić – tak prezentuje się jedna z najważniejszych rzek województwa podlaskiego. Takie coś wystawia nam – mieszkańcom świadectwo. Szczególnie niektórym wędkarzom, bo nagromadzenie śmieci jest największe właśnie tam, gdzie oni łowią. Ale nie tylko oni są winni. Podobnie zachowują się także niektórzy “turyści”, którzy spacerują wzdłuż rzeki.

W ostatniej akcji sprzątania rzeki Narew brały udział Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza Scubmaniak, WOPR oraz łomżyńskie Morsy. – Przecież to nasza rzeka. Chcąc miło i przyjemnie spędzać nad nią czas, trzeba od czasu do czasu posprzątać po innych – odpowiedział na pytanie o motywację inny mors, Wojciech Michalak.- Poświęcamy na to sprzątanie prywatny czas, bo później, też chcemy spędzać miłe chwile na czystych ścieżkach wzdłuż rzeki czy na plaży – powiedział Andrzej Gutowski, prezes Scubamaniaka – jeden z organizatorów akcji.

Żeby ktoś nie myślał, że przesadzamy z takimi dosadnymi określeniami. Tylko przez kilka godzin zebrano… 3 tony śmieci! Papiery, butelki, puszki, opakowania, opony, felgi, sprzęt AGD. Trafiła się także torba zawierająca 30 telefonów komórkowych, mały telewizorek, ubrania, ponton i wiosła, aparat fotograficzny, komplet dokumentów z kartami płatniczymi. Przyznamy szczerze, że nie jest to dla nas zrozumiałe co wyprawiają ludzie. W dobie wszędobylskich reklamówek – wystarczy zabrać jedną ze sobą jako śmietnik, a na koniec wyrzucić w miejscu przeznaczonym. Takie proste, a takie trudne.

Bardzo cieszy nas, że komuś chce się sprzątać po śmieciarzach, ale jeszcze bardziej cieszyłoby nas gdyby w końcu weszły w życie kary zwiększające mandaty z 500 zł do 5000 zł. Może wszystkich idiotów otrzeźwiłoby to, by nie zostawiać śmieci wszędzie tam, gdzie uważają za stosowne.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Niesamowite odkrycie. Pod tynkiem znajdował się wizerunek mnicha!

Czegoś takiego nikt się nie spodziewał. Podczas prac renowacyjnych w sejneńskim klasztorze odkryto XVII-wieczne polichromie. Po skuciu tynku ujrzano wizerunek mnicha. W podominikańskim klasztorze w Sejnach trwają prace budowlane związane z adaptacją obiektu na cele muzealno-wystawiennicze. Malowidło znajduje się w części zachodniej budynku. Podczas prowadzonych prac został odkryty także otwór okienny wraz z fragmentem stolarki okiennej. Zgodnie z zaleceniami Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oba relikty zostaną zachowane.

Skąd wiadomo, że pochodzi ono z XVII wieku? Jest to najprawdopodobniejsza hipoteza, bo wówczas w Sejnach przebywali Dominikanie, budowę klasztoru ukończyli po 1690 roku. Dlatego też bardzo możliwe, że i polichromia powstała również w tym samym czasie. Dominikanie przybyli do Sejn w 1603 roku. Ich tymczasowa siedziba mieściła się w drewnianych zabudowaniach w pobliżu kościoła. Projekt kompleksu klasztoru z kościołem został wykonany przez nieznanego architekta około 1610 roku. Styl budowli zaplanowano w formach późnorenesansowych, był realizowany etapami, a prace trwały kilkadziesiąt lat.

Podczas zaborów klasztor został zubożony. W pewnym momencie zakonnicy przenieśli się do Różanegostoku. Ostatni dominikanie opuścili sejneński klasztor 1 grudnia 1804 roku, odeszli wydziedziczeni przez najeźdźcę. W okresie Księstwa Warszawskiego, w roku 1807 w zabudowaniach poklasztornych rozpoczęło działalność liceum, którego rektorem został ks. Wojciech Szwejkowski. Liceum funkcjonowało do 1841 roku. W pewnym momencie jednocześnie w budynku funkcjonowało seminarium. Było tam do początku 1915 roku. W lutym 1915 roku w pomieszczeniach poklasztornych, rozlokował się szpital wojenny. Po II wojnie światowej do lat 70-tych w budynku dawnego klasztoru funkcjonowała szkoła zawodowa. Przez te wszystkie lata wizerunek mnicha czekał na “lepsze czasy”. Te właśnie nastają, dzięki czemu polichromia znów będzie cieszyć oko.

fot. P. Jakubczyk

Majówka 2021. Nasze 5 propozycji na fantastyczny weekend w Podlaskiem!

Majówka 2021 będzie trwała 3 dni oraz w związku z decyzją rządu – wszystkie hotele i inne miejsca noclegowe pozostaną zamknięte. Oznacza to, że ewentualne planowanie dłuższego wyjazdu jest mocno utrudnione. Co nie oznacza, że nie jest możliwe. Dlatego jeżeli macie możliwość pozostania w regionie na noc lub też mieszkacie na tyle blisko, by codziennie wracać do domu – te propozycje będą dla Was.

Wyżary zawsze w modzie

Ostatni rok to miejsce przeżywa nieustanne oblężenie. Bagna w środku lasu tak zachwycają, że co chwilę ktoś tam podjeżdża samochodem, rowerem czy też spaceruje po okolicy. Wyżary to przede wszystkim 3 miejsca – okazały zbiornik wodny (bez możliwości kąpieli) wraz z wiatą grillową, mini-wieża widokowa na polanę oraz kładka na bagno – Sianożątka.

Można tam dojechać samochodem od miejscowości Radunin, a można też pojechać od maja codziennie pociągiem Białystok – Waliły i dojść piechotą. Sianożątka znajdują się 7 km od stacji. Zbiornik wodny odrobinę dalej. Zaprowadzi nas leśna droga prowadząca Puszczą Knyszyńską.

Jeżeli wybierzemy się rowerem – to także możemy zabrać go do pociągu, a następnie zaliczyć Wyżary – Królowy Most i Kołodno – Supraśl. Jeżeli wyjedziemy z Białegostoku i tam planujemy wracać, to trasa wyniesie 50 km.

Kolejką po Puszczy

Puszcza Białowieska to drugi kierunek, który można obrać na Majówkę 2021. Szczególnym zainteresowaniem powinniśmy w tym roku obdarzyć Hajnówkę. Po pierwsze po latach jest tam nareszcie dobry dojazd koleją z Białegostoku, a po drugie na miejscu funkcjonują fantastyczne kolejki wąskotorowe. Możemy się przejechać do miejscowości Topiło w środku Puszczy Białowieskiej, a tam pójść na długi leśny spacer i wrócić kolejnym połączeniem. Można też pojechać w tą i z powrotem z przerwą na relaks w okolicznym barze na świeżym powietrzu.

Sam przejazd kolejką wąskotorową to także atrakcja sama w sobie. Można przez okna obejrzeć dzikie zakątki Puszczy Białowieskiej, podziwiać przyrodę oraz oddychać świeżym powietrzem.

Kładki na rozlewiskach

Wiosna to idealny czas żeby podziwiać rozlewiska. Dlatego też powinniśmy wybrać się do Śliwna, gdzie czekają na nas piękne – odnowione kładki z różnymi punktami widokowymi oraz platformami do przepływania po rozlewiskach. Niestety w tym roku należy tylko zajrzeć do Śliwna, gdyż wójt Waniewa – znajdującego się po drugiej stronie rozlewisk obiecywał remont swojej części kładek, ale na obietnicach tylko się skończyło. Do Śliwna możemy dotrzeć samochodem albo rowerem (około 25 km). Można też próbować powrotu przez pobliskie Baciuty. Są one odległe o 14 km. Zatem śmiało możecie zaplanować nawet rowerowy wypad rodzinny.

Warto także zajrzeć do Kruszewa, gdzie znajduje się nie tylko zerwany most i piękny widok na rozlewiska, ale także prywatna wieża widokowa, z której oczywiście można korzystać. Warto też zabrać ze sobą lornetki – jeżeli macie. Rozlewiska to miejsce, gdzie dostrzeżemy wiele niezwykłych gatunków ptaków.

Od Podlaskich Wydm po Kanał Augustowski

Jeżeli do tej pory nazwa Grądy-Woniecko nic Wam nie mówiły to powinno w tym roku się to zmienić. Od tej miejscowości warto zrobić sobie dłuższą wycieczkę zachodnimi terenami regionu, by zobaczyć wiele pięknych, dzikich zakątków. Tym razem potrzebny będzie samochód. Cała trasa to 165 km.

Prowadzi ona przez niesamowite tereny. W Grądach-Woniecko znajdują się podlaskie wydmy, następny punkt to Stara Łomża i okoliczny park krajobrazowy. Później Wizna i Góra Strękowa – gdzie przypomnimy sobie trochę historii. Następnie długa podróż przepiękną drogą w Białowieskim Parku Narodowym. Po drodze zatrzymajmy się na kładce do bagien, gdzie można zobaczyć łosie. Następnie na końcu tej drogi będzie Osowiec-Twierdza, gdzie nie tylko możemy zwiedzić fort, ale także spędzić czas na wspaniałych kładkach. Kolejny przystanek to Dolistowo Stare i droga wzdłuż Biebrzy do miejscowości Kopiec. Tam kierujemy się na Kanał Augustowski i Śluzę Sosnowo praz dalej na Rajgród, gdzie skończymy naszą wycieczkę podziwiając górę zamkową oraz przepiękny półwysep. Warto na miejscu wypożyczyć sprzęt pływający, by odpocząć na tafli jeziora.

Majówka na wodzie

Ostatnią propozycją jest Augustów. W ostatnich latach powstało tam wiele interesujących miejsc do spacerów, jednak my oprócz tego chcielibyśmy Wam zaproponować skorzystanie z augustowskiej żeglugi, którą można pływać po jeziorze Necko a także po dzikiej Rospudzie. Alternatywnie można wybrać się w rejs po Kanale Augustowskim. Relaks na wodzie, wpatrywanie się w nią i spędzanie czasu na burcie na pewno spowoduje, że majówka będzie udana.

Przypomnijmy też, że jest nowa droga prowadząca do Augustowa. Została wyremontowana i warto z niej korzystać. Przede wszystkim unikniemy stania w korkach – gdy zatka się wjazd do miasta. Oprócz tego można zrobić trasę Supraśl – Poczopek – Krynki (Kruszyniany), a następnie Sokółka, Dąbrowa Białostocka, Lipsk i Augustów. Będzie dłużej, ale też zobaczymy dużo więcej atrakcji.

Niezależnie który wariant z naszej propozycji przypadnie Wam najbardziej do gustu – życzymy udanego weekendu!

Od maja będzie można legalnie spać w lesie. Zobacz, gdzie konkretnie.

Od maja będzie można legalnie nocować w lasach państwowych. Póki co nie wszystkich, a na wyznaczonych obszarach. Wiadomo już – gdzie te obszary będą się znajdować w województwie podlaskim. Oba pod Białymstokiem. Jeden i drugi teren leśny znajduje się na północ od Białegostoku. Jeden graniczy z miejscowością Rybniki oraz z rezerwatem Krzemianka. Drugi zaś pomiędzy Horodnianką a Studziankami. Lasy te będą gotowe, by przyjąć chętnych na bushcrafting. Chociaż taki był plan, to nie będzie obowiązku informowania o swojej wizycie nadleśnictwa. Można jednak to zrobić – dzięki czemu Lasy Państwowe będą miały informację, że ktoś z tego korzysta. Chyba, że planujemy tam większe obozowisko.

Można będzie rozbić namiot, zawiesić hamak czy rozpalić ognisko w miejscu na to wyznaczonym. Jedynie zabronione będzie pozyskiwanie drewna. Dlatego budowa szałasów nie wchodzi w grę. To i tak jednak duży krok naprzód. Póki co mamy do czynienia z pilotażem. Jeżeli się sprawdzi, to udostępnionych będzie dużo więcej obszarów. Generalnie, by pilotaż odniósł sukces ludzie muszą pamiętać, by nie zachowywać się w lesie jak szkodniki. Pozostawianie po sobie śmieci, wywoływanie szkód czy też urządzanie libacji – to powody, z których projekt może upaść. Pilotaż wykaże czy nasze społeczeństwo już dojrzało do tego, by szanować to co wspólne. Wierzymy, że tak.

Tak natomiast wygląda mapa z zaznaczonymi obszarami. Jeden teren leży w Nadleśnictwie Dojlidy, drugi zaś w Nadleśnictwie Czarna Białostocka.  W jednym miejscu może nocować maksymalnie dziewięć osób, przez nie dłużej niż dwie noce z rzędu. Jeżeli planujemy być dłużej i większą grupą, to zgłoszenie jest już konieczne. Otrzymanie zgody nadleśnictwa również. Pamiętajmy też, że w lesie są dzikie zwierzęta. Toteż jeżeli pozostawimy resztki jedzenia – to możemy je niepotrzebnie zwabić i narobić sobie kłopotów. Ponadto zwierzęta te mogą się zwyczajnie zatruć tym co pozostawimy. Nie zapominajmy też, że w lesie czas spędzają grzybiarze, rowerzyści, spacerowicze. Dlatego nie utrudniajmy sobie życia.

Warto zainstalować sobie także aplikację mBDL, gdzie będziemy mieli powyższą mapę w telefonie. Wtedy będziemy mieli pewność, że znajdujemy się na obszarze przeznaczonym do bushcraftingu.

 

Podróże 2021. Co będzie popularne w Podlaskiem? Jak zaplanować wyjazd?

Po upalnych i suchych latach, krótkich zimach bez śniegu, brakach wiosen i jesieni tegoroczna pogoda może zaskakiwać, bo jest dokładnie taka jak w porzekadłach ludowych. Luty – podkuj buty, w marcu jak w garncu, kwiecień plecień bo przeplata – trochę zimy trochę lata. Jak tak dalej pójdzie, to pogoda może być kapryśna przez cały ten rok. A to nakazuje zrewidować dotychczasowe plany turystyczne.

Na początku będzie mniej jeżdżenia nad rzeki i jeziora, a więcej zwiedzania lasów i ciekawych wsi oraz innych miejsc, gdzie wiatr, deszcz czy niska temperatura nie będą dokuczać. Takich miejsc nie brakuje również na Podlasiu. Mamy przecież mnóstwo atrakcji w Białowieży i Puszczy Białowieskiej czy Puszczy Knyszyńskiej. Pomiędzy nimi mamy Krainę Otwartych Okiennic oraz kolorowe cerkwie i meczety. Mniej atrakcyjne za to mogą być miejsca, gdzie przestrzenie są otwarte – czyli Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy czy okolice rzeki Bug. Oczywiście, gdy przyjdzie już pełnia lata – to także i tam pojawią się zwiedzający.

Dlatego też jeżeli planujecie zwiedzać Podlaskie, to zacznijcie właśnie od tych pierwszych miejsc, które wymieniliśmy, a te drugie zostawcie na później. Dzięki temu – niezależnie od kapryśnej pogody – wszystkie wypady powinny być udane. Oczywiście na bieżąco będziemy na naszym portalu podsuwać propozycje, dlatego nie zapomnijcie odwiedzić także i nas.

Featured Video Play Icon

Udręka mieszkańców się skończy. Suchowola będzie miała obwodnicę.

Suchowola to piękne miasteczko położone pomiędzy Białymstokiem a Augustowem. Nie jest to tylko środek całej Europy, ale też miejsce przez które przebiega droga krajowa nr 8. Dzień i noc przez sam środek miasta przejeżdża mnóstwo tirów. Już nie chodzi o sam hałas, ale też o bezpieczeństwo. Przejście przez ulicę to niekiedy katorga.

Już niedługo to się zmieni. Suchowola bowiem zyska w końcu obwodnicę. Właśnie rozstrzygnięto przetarg w tej sprawie. Warto dodać, że dzięki nowej drodze spokojniej będzie też w okolicznym Skindzierzu, Chodorówce Nowej, Poświętnem, Krzywej, Wysokiem i Zagórzu. W okolicy miejscowości Kumiała powstanie rondo i tam zacznie się obwodnica. Będzie ona prowadzić aż do Głęboczyzny.

W ramach inwestycji powstaną ronda, mosty, estakada, przejścia dla zwierząt i wiele innych. Co najważniejsze – polepszą się warunki jazdy. Ósemka od zawsze była nazywana “drogą śmierci”. Trudno zliczyć ile osób na niej zginęło. W wyniku politycznych perturbacji odcinek drogi pomiędzy Białymstokiem a Augustowem jest “u góry” nieco zapomniany. Białystok dostał ekspresówkę do Warszawy, Łomża dostała Via Balticę, a szlak pomiędzy Białymstokiem a Augustowem interesuje już tylko lokalnych działaczy, którzy jeszcze wierzą w moc petycji.

Dlatego też droga Białystok – Katrynka, obwodnica Augustowa, obwodnica Suwałk, a teraz obwodnica Suchowoli – to naprawdę i tak dużo w porównaniu z tym, co było wcześniej. Już niedługo wszystkie większe ośrodki będą mogły odetchnąć od tranzytu.

Uhowo, fot. Tomasz_Nizielski / PKP PLK S.A.

Zaczęli prace remontowe. Będzie szybsza podróż do Warszawy, zadaszone perony i podziemne tunele!

Kiedy tylko się skończy, to pociągi do Warszawy będą zdolne dojechać w 90 minut. Czy tak będzie czas pokaże. Obecnie do Warszawy Wschodniej z Białęgostoku kolej może dojechać w równo 2 godziny. Tymczasem podróż trwa od 2:10 – 2:20. Wszystko dlatego, że wraz z modernizacją pojawiły się nowe przystanki. Wcześniej pociąg jechał z Szepietowa do Łap, teraz po drodze zatrzymuje się w Szymborach, Jabłoni Kościelnej, Raciborach i Zdrodach Nowych. Przez to nie może się rozpędzić. Podczas obecnych prac przybędzie kolejnych przystanków – w Uhowie, Bojarach, Niewodmnicy i Klepaczach. Dodajmy tylko, że cały czas mówimy o trasie pociągu pośpiesznego, a nie osobowego.

Wszystko dlatego, że remonty prowadzone są za unijne pieniądze z projektu Rail Baltica. Skoro remontuje się przystanek, trudno by nic się na nim nie zatrzymywało. W taki sam sposób remontowany drogi – zabierając ich część na bus-pasy. Stąd też te 1,5 godziny do Warszawy może być umowne, a może być prawdziwe. To zależy czy wszystkie pociągi pośpieszne będą się zatrzymywać na stacjach czy tylko niektóre. Ogólnie rzecz biorąc inwestycja i tak się opłaca, bo zwiększa dostępność kolei dla mieszkańców małych miejscowości oraz polepsza infrastrukturę kolejową.

Obecna inwestycja to także zmiany w Białymstoku. Wcześniej wyremontowano dworzec, tak że prezentuje się podobnie jak w czasach carskich i jest jednym z piękniejszych w Polsce. Teraz przyszedł czas na perony. Będą nie tylko przejścia podziemne, ale także w końcu doczekamy się zadaszonych peronów! Jednym z największych wyzwań tej inwestycji będzie budowa nowego, prawie 200-metrowego mostu nad Narwią w Uhowie. Nowa przeprawa na lata zapewni sprawne podróże i przewóz towarów na międzynarodowej linii. Ruch pociągów na linii Białystok-Warszawa będzie utrzymany. Jednak prace na jednym z dwóch torów na odcinku z Łap do Białegostoku wymagają zmiany w rozkładzie jazdy.

Poza stacją Białystok, w Starosielcach przygotowywana jest łącznica kolejowa, która połączy linię z Ełku z linią do Bielska Podlaskiego. Postępują prace od granicy województwa do stacji Racibory. W Czyżewie roboty obejmują perony, teren wiaduktu kolejowego oraz drogi dojazdowe. Obok torów widać konstrukcje sieci trakcyjnej. W Szepietowie wykonawca przygotowuje budowę nowych peronów i przygotowywany jest teren do prac torowych oraz budowy dwóch wiaduktów nad torami.

Na odcinku Białystok-Szepietowo zastępcza komunikacja autobusowa jest przewidziana za większość pociągów regionalnych POLREGIO. Komunikacja zastępcza obejmie też jeden pociąg INTERCITY na odcinku Białystok – Warszawa.

Zalew w Czarnej Białostockiej wypiękniał. Teraz to świetne miejsce do rekreacji!

Dawniej otoczenie zalewu nad Czarną Białostocką wobec sąsiadującego otoczenia zalewu w Supraślu była nieco jak ubogi krewny. To już jednak historia, teraz Czapielówka wypiękniała. Oprócz nowego molo, znajduje się jeszcze długa ścieżka spacerowa wokół zbiornika oraz wieża widokowa. Są także toalety i parking. To wszystko powoduje, że teraz na spacer warto wybrać się właśnie tam. Pozostaje liczyć, że rozwinie się wokół Czapielówki baza gastronomiczna, bo pod tym kątem w porównaniu z Supraślem jest krucho.

Co nie znaczy oczywiście, że jak pojedziemy do Czarnej Białostockiej, to nie będziemy mogli się posilić. Gastronomia funkcjonuje, ale od zalewu trzeba kawałek podejść. Za to pod innym kątem Czarna Białostocka góruje nad Supraślem. To połączenie kolejowe. Do tego pierwszego miasta można dojechać pociągiem z Białegostoku. Natomiast do Supraśla autobusem – 500. Do jednego i drugiego można dojechać też rowerem.

Zalew Czapielówka ma także przy molo amfiteatr, dzięki czemu co raz mogą odbywać się tam jakieś imprezy. Jednak najważniejsze jest otoczenie czyli przyroda. Podczas spacerów ścieżką możemy nie tylko oglądać piękne widoki, ale też wdychać czyste powietrze Puszczy Knyszyńskiej. Jest także miejsce dla wędkarzy oraz tych, którzy chcą piknikować nad brzegiem zalewu. Tak jak wcześniej wszystko było skupione wokół molo, tak teraz miejsc do rekreacji jest tam po prostu mnóstwo!

Pociągi do Walił będą jeździć codziennie! Jest już rozkład jazdy.

Chociaż było to wiadome już we wrześniu ubiegłego roku, to pewności że na pewno ruszy nie było. Dziwna sytuacja z jaką mamy do czynienia od marca ubiegłego roku mogła spowodować, że niektóre plany się nie zrealizują. Na szczęście tak się nie stało i już za 3 tygodnie pojedzie pierwszy pociąg do Walił po zimowej przerwie. Tym razem kursy będą odbywać się nie tylko w weekendy, a codziennie! Dzięki temu mieszkańcy wielu miejscowości po drodze do gminy Gródek będą mogli przyjeżdżać do Białegostoku nie tylko samochodem. Ostatni raz taką możliwość mieli 21 lat temu.

Pociągi na trasie Białystok – Waliły kursowały regularnie przez 114 lat. W 2000 roku linia została zamknięta. Na szczęście, kilka lat temu poprzedni marszałek województwa linie reaktywował na weekendy dla turystów. Propozycja okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż wiele osób chętnie z niej korzysta. Teraz kolejny marszałek postawił krok do przodu i wprowadza kursy codziennie. Póki co tylko w sezonie letnim od 3 maja do 26 września. Jeżeli będzie zainteresowanie linią, to nie sądzimy by nie chciano stawiać kolejnego kroku i zostawić kursy również zimą. Szczególnie, że Puszcza Knyszyńska przykryta śniegiem to przepiękne miejsce, które chętnie odwiedzą turyści. Oczywiście nie wszystko na raz, megalomania nie jest potrzebna, a wożenie powietrza mogłoby znów zawrócić kurs i linie kolejowe na Podlasiu zwijać.

Od 1 maja 2021 roku zaplanowano dwie pary pociągów dziennie.

Odjazdy z Białegostoku:

Poniedziałek – Piątek: 4:50, 15:45

Sobota i niedziela: 8:52, 15:45

Odjazdy z Walił:

Poniedziałek – Piątek: 5:49, 16:51

Sobota i niedziela: 10:27, 16:51

Pociąg wyjeżdża z Białegostoku, z dworca głównego. Robi jeszcze postój na dworcu Białystok – Fabryczny, a potem jedzie przez Kuriany, Zajezierce, Żednię i Sokole mijając piękne, malownicze tereny Puszczy Knyszyńskiej. Ostatnim przystankiem są Waliły koło Gródka.

W okolicy możemy zwiedzić przede wszystkim Gródek, gdzie znajduje się zalew oraz przepiękna cerkiew. Jest też obok Michałowo, gdzie również znajduje się zalew i kolejna piękna cerkiew. Można też wybrać się na wycieczkę po Puszczy Knyszyńskiej. Jeżeli weźmiemy ze sobą rowery to można przejechać nią aż do Krynek oddalonych 22 km od Walił. Znacznie bliżej, bo 15 km od stacji znajdują się tatarskie Kruszyniany. Jeżeli planujemy tam nocleg, to możemy w ramach aktywnego odpoczynku przejść się tam piechotą. Wycieczka zajmie nam około 3,5 godziny. 10 km od Wali znajduje się przepiękne miejsce w Puszczy – Wyżary. Tam jest zarówno zbiornik wodny, wiata do grillowania jak też kładka na malowniczym bagnie. Naprawdę warto to zobaczyć.

Featured Video Play Icon

Takiego filmu jeszcze nie było! Świetna wycieczka ukazująca Podlasie i Pojezierze Suwalskie!

Jeżeli chcecie ten film obejrzeć, to usiądźcie wygodnie w fotelu. Jacek Salnikow – autor zrobił niemalże pełnometrażowy dokument dotyczący zwiedzania Podlasia i Pojezierza Suwalskiego – znajdujących się w województwie Podlaskim. Można zobaczyć naprawdę mnóstwo atrakcji naszego regionu. Oczywiście nie zabrakło tych najważniejszych, ale  też takich co są mniej znane. Dlatego jeżeli ktoś się wybiera do nas lub mieszka w Podlaskiem i kocha zwiedzanie – to powinien ten film zdecydowanie obejrzeć. Piękne widoki, mnóstwo informacji i historii.

Wycieczka zaczyna się w Mielniku na południu województwa. Następnie możemy zobaczyć między innymi Grabarkę, Odrynki, Jałówkę, Kruszyniany, Supraśl, Kurowo, Waniewo, Śliwno, Trześciankę, Białystok, Choroszcz, Tykocin, ale także Biebrzański Park Narodowy, Kanał Augustowski, Augustów, Suwałki, Wigry, Wodziłki, Stańczyki (Mazury). Autor nie tylko wszędzie dotarł, ciekawie opowiedział, ale także sfilmował z dołu i z góry. Synteza w postaci tego filmu świetnie oddaje jakim świetnym miejscem jest Podlaskie.

Dlatego też, warto korzystać, gdy tylko za oknem pogoda dopisuje. Wtedy trzeba się pakować i przyjeżdżać lub też będąc na miejscu – planować trasę i objeżdżać. Tylko zobaczenie tych wszystkich miejsc na własne oczy, poczucie zapachów, usłyszenie dźwięków, dotknięcie i ogólnie zwiedzanie wszystkimi zmysłami da nam ogromną satysfakcję. Obejrzenie filmu niech będzie tylko namiastką, która zainspiruje do czegoś więcej.

fot. areekw / Wikipedia

Krzysztof Krawczyk mieszkał w Białymstoku jako dziecko. Czy powinien zostać patronem ulicy?

Kochany przez Polaków Krzysztof Krawczyk odszedł w wieku 74 lat. Chociaż pochodził z Katowic, to w 1947 roku – będąc rocznym dzieckiem – mieszkał w Białymstoku, gdzie pracowali jego rodzice. Wybitny wokalista pochodził z rodziny artystów. Jego rodzice byli aktorami oraz śpiewakami operowymi. W dzieciństwie Krawczykowie wielokrotnie się przeprowadzali. Na dzisiejszą stolicę Podlaskiego padło, gdy ojciec muzyka podjął pracę w teatrze. W kolejnych latach przyszły wokalista oraz kompozytor dzieciństwo i młodość spędził w Poznaniu, a następnie w Łodzi, gdzie ukończył Średnią Szkołę Muzyczną, w której nauczył się śpiewu.

Krzysztof Krawczyk nie tylko był wielbiony przez Polaków w czasach PRL, ale także w XXI wieku przez młodzież. Jego koncerty na Juwenaliach – także w Białymstoku gromadziły gigantyczną publiczność. Warto podkreślić, że już wtedy artysta mimo kiepskiej kondycji – zdecydował się wystąpić. Na scenę wchodził z pomocą, zaś piosenki śpiewał siedząc. Mimo to porwał tłumy, bo taki właśnie był.

I chociaż w Białymstoku mieszkał jako roczne dziecko, to warto się zastanowić czy nie powinien zostać patronem jednej z ulic w mieście. Jak wiadomo patronami ulic u nas jest mnóstwo osób, które nic z miastem wspólnego nie miały, więc dla odmiany – można uhonorować kogoś, kto chociaż tu kiedyś mieszkał. Na pewno nie jest to kontrowersyjna postać, która komuś by wadziła. Nie jedna osoba chciałaby mieszkać przy ul. Krzysztofa Krawczyka.

 

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Tunel na Hetmańskiej zabytkiem. Gdyby nie urzędnicy, można by było tam coś urządzić.

W lipcu 2019 roku pisaliśmy o tym, że tunel przy ul. Hetmańskiej powinien zostać zabytkiem. Na początku kwietnia tego roku obiekt został wpisany do ewidencji przez Podlaską Wojewódzką Konserwator Zabytków – Małgorzatę Dajnowicz. Trzeba się cieszyć, że walory tego obiektu zostały dostrzeżone. Jego wartości historyczne, związane z rozwojem komunikacyjnym miasta, ukazują pewien etap w rozwoju technik inżynieryjnych i planowania urbanistycznego.” – prof. Małgorzata Dajnowicz podlaska konserwator zabytków. Tunel świadczył o strategicznych walorach komunikacyjnych Białegostoku jako istotnego garnizonu i węzła komunikacyjnego. Zachowana pierwotna forma i oryginalny materiał pozwalają na prowadzenie dalszych badań i analiz dotyczących rozwoju na tym terenie inżynierii komunikacyjnej i wojskowej.

Największym atutem tunelu jest jego solidne wykonanie, które pozwoli mu przetrwać nawet 400 lat. Pytanie tylko czy musi przez ten czas stać nieużywany. Żeby to zmienić, trzeba najpierw rozwiązać sztuczny problem, jaki stworzyli urzędnicy uznając go za obiekt strategiczny. O tym decyduje wojewoda czyli przedstawiciel Premiera RP w terenie. Czy tunel rzeczywiście jest strategiczny? Zdecydowanie nie – szczególnie, że opiera się to na bezsensownych argumentach sprzed 14 lat. Przede wszystkim że ktoś mógłby podłożyć bombę w tunelu (tak jakby teraz nie mógł) albo gdyby doszło do awarii w nowym obiekcie, to ruch zostałby skierowany do starego. Przypomnijmy jednak, że nie ma już połączenia drogowego pomiędzy ul. Kopernika a starym obiektem. Nawet gdyby kiedykolwiek sztab kryzysowy rzeczywiście potrzebowałby tunelu, to można to załatwić prawem służebności. Z jednej strony “kupujący” lub “wynajmujący” dostaje obiekt do własnych potrzeb nawet na zawsze, z drugiej tunel nie jest jego własnością. Jednakże nie można mu tego tunelu tak po prostu odebrać. Sztab kryzysowy jednak może sobie zagwarantować wejście do obiektu bez pozwolenia.

Ruch pojazdów odbywał się tunelem do 2005 roku. Później próbowano stworzyć tam pub, strzelnice czy muzeum. Żadne przedsięwzięcie nie udało się właśnie ze względu na upór urzędników, których nie udało się przekonać, by dać sobie spokój ze strategicznym znaczeniem nieużywanego obiektu.

Featured Video Play Icon

Wielkanoc na Podlasiu to także czas na Konopielkę. Czym ona jest?

Chociaż Konopielkę wszyscy kojarzą z książką Edwarda Redlińskiego o takim tytule bądź z kultowym filmem na podstawie tej książki (do obejrzenia powyżej), to mało kto wie czym jest ta cała Konopielka i jaki ma związek z Podlasiem. Dlatego też przy okazji Świąt Wielkanocnych postanowiliśmy przybliżyć wszystkim ten ciekawy zwyczaj.

Konopielka to taki gatunek pieśni ludowej, który ma charakter życzeń i zalotów. Śpiewa się ją w trakcie wiosennego obchody po wielkanocnym posiłku. W dawnej tradycji zbierali się mężczyźni, brali harmonijki, skrzypce i inne instrumenty, a następnie chodzili po wsi i śpiewali. Pieśni przypominały ballady, które zaczynały się od słów “Mała, cienka konopielka”. Nie brakowało też okrzyków. C0 ciekawe zwyczaj kolędowania w Wielkanoc był praktykowany nie tylko na Podlasiu, ale też na Suwalszczyźnie. Niezależnie, gdzie je śpiewano – łączyło je jedno – tematyka. Konopielki zawsze opowiadały o miłości, zalotach i ślubie.

Gdy rodziny posiliły się już w Wielkanoc, po południu mężczyźni zaczęli się zbierać we wsi. Następnie wyruszali z instrumentami w drogę i kolędowano przez cały dzień, całą noc aż do Poniedziałku Wielkanocnego. W grupie mężczyzn zawsze był zaśpiewajło – czyli ten, który najlepiej znał teksty wszystkich pieśni oraz mieszkańców wsi. Zachodząc do danego gospodarstwa pytano się najpierw czy można rozweselić dom. Po uzyskaniu akceptacji najpierw śpiewano pieśni religijne. Dopiero następnie zwyczajowe pieśni, które dotyczyły albo gospodarza albo panny na wydaniu, która zamieszkiwała w danym domu.

Gospodarzom życzyło się zdrowia, powodzenia w hodowli, zebrania obfitych plonów natomiast pannom szczęścia w miłości i szybkiego zawarcia związku małżeńskiego. Jeśli odmówiono kawalerom poczęstunku, śpiewali złośliwe piosenki. Mało kto jednak tak postępował, bo bano się takich przyśpiewek, gdyż wierzono, że wróżą nieszczęście, a córce gospodarzy – staropanieństwo. Wierzono, że życzenia składane przez kolędników często w formie pieśni mają niezwykłą moc i dzięki nim istotnie w najbliższej przyszłości zostaną zebrane obfite plony, hodowane zwierzęta będą się rozmnażać. Za odśpiewanie pieśni kolędnicy otrzymywali wykup, jajka, wielkanocny pieróg bądź kiełbasę.

Dziś tradycję kolędowania wiosennego, podobnie jak zimowego podtrzymują zespoły ludowe. Ich przebieg odtwarzany jest w czasie spotkań, na przykład podczas “Wiosennych spotkań z Konopielką” w Knyszynie. W ostatnim czasie, o czym już pisaliśmy przy okazji innego tekstu, powstał również klip muzyczny, w którym urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego, pracownicy Muzeum Podlaskiego oraz pracownicy ośrodków kultury w regionie – zaśpiewali Podlaską Konopielkę. Do obejrzenia poniżej:

Featured Video Play Icon

Niezwykła historia Białegostoku. Poznajcie dzieje stolicy województwa.

Chociaż o historii Białegostoku napisano i powiedziano już wiele, to bardzo ważne są wszystkie syntetyczne opracowania. Szczególnie, gdy są w formie wideo jak powyżej. Dzięki czemu wiele osób, które ma problemy z czytaniem dłuższych form może sobie posłuchać. A jest o czym, bo historia Białegostoku jest niezwykła. Niegdyś było to miasto wielokulturowe, które pełniło bardzo ważną rolę w gospodarce całego regionu. Białystok, historia, ale też jego współczesność to tematy tego filmu.

Co się wydarzyło w historii miasta? Czasy Branickich, zamachy, pogrom w 1905 roku, Getto Białostockie i powstanie w nim, a także wiele wiele innych. Do tego z filmu poznacie ciekawe miejsca, bo Białystok to nie tylko Pałac Branickich.

Z czasów obecnych warto zwrócić uwagę na ciekawy paradoks. Jesteśmy uznawani za jedno z najlepszych miejsc do życia w Europie, a jednocześnie jest u nas wysokie bezrobocie (8,2 proc.) i bardzo niskie zarobki w porównaniu z zachodem kraju.

Dziwny przetarg miasta. Chcą się pozbyć zabytku bez podpalania?

Ten tekst z początku miał mieć neutralny wydźwięk. Oto Prezydent Miasta Białegostoku Tadeusz Truskolaski, a konkretnie z jego upoważnienia działający wiceprezydent Zbigniew Nikitorowicz wystawił na sprzedaż piękny drewniany, zabytkowy budynek, który jakimś cudem nie spłonął jak inne w okolicy. Tylko od lat stoi i niszczeje bez pomysłu na zagospodarowanie. W końcu prezydent zdecydował się go sprzedać. Cena wynosi 650 000 zł. I chociaż z pozoru wszystko wydawało się w porządku, a my w dalszej części tekstu pisaliśmy o kosztach ewentualnego remontu i o tym, że firma, która na to się zdecyduje nie powinna nastawiać się na zyski, to pewien szczegół wprawił nas w osłupienie.

Diabeł tkwi w szczegółach. Przeglądając ogłoszenie o sprzedaży stwierdzić trzeba, że wszystko jest w porządku. Ale w załączniku do ogłoszenia już robi się dziwnie. W tabelce “przeznaczenie” możemy się dowiedzieć, że ktoś, kto kupi budynek będzie mógł go przeznaczyć na hotel, handel, gastronomię, administrację, obsługę bankową, kulturę, edukację lub ochronę zdrowia. Wachlarz jest szeroki. Możliwości jest wiele. Dalej jednak jest zdanie, po którym osłupieliśmy.

“W odniesieniu do budynku przy ul. Mazowieckiej 31/1 dopuszcza się a) przebudowę i zmianę sposobu użytkowania oraz remont; b) przeniesienie budynku

Co to oznacza w praktyce? To o czym kiedyś dyskutowano – by budynek przenieść w inne miejsce na przykład do muzeum w Jurowcach. Gdzie budynek może być przeniesiony, jeżeli kupi go na przykład deweloper? W ten sposób można będzie się pozbyć zabytku bez podpalania. Wystarczy przenieść go na inną działkę, by zyskać kawałek terenu w centrum. Po co w ogóle dano możliwość przenoszenia budynków? Dziwne by było nawet gdyby pozwolono przenosić budynek wyłącznie w obrębie działki. Tu ograniczeń jednak wywnioskować nie można. Jest to kuriozalne, dlatego przetarg jest dziwny.

Zakładając brak złej woli można zastanawiać się nad kosztami remontu – z zachowaniem zaleceń konserwatora. Dlatego, ktoś kto go kupi może nadziać się na minę w postaci gigantycznych kosztów. Zabytków nie remontuje się w ten sam sposób, co pozostałe budynki. Trzeba często używać unikatowych materiałów, które nie są powszechnie dostępne w sklepach budowlanych, a to generuje koszty. Dlatego też odkupienie budynku i remont może mieć charakter wyłącznie prestiżowy.

Budynek przy Mazowieckiej 31/1 w Białymstoku położony jest w tak zwanym “kwartale Kaczorowskiego”. Nazwa pochodzi od nazwiska nieżyjącego, byłego Prezydenta RP na uchodźstwie – Ryszarda Kaczorowskiego. Białostoczanin, gdy był młodzieńcem chodził tą okolicą do szkoły. Dom przy ul. Mazowieckiej powstał w 1932 roku. Jego pierwsi właściciele to Freina Wałłach oraz Kiwa Wałłach. Po II Wojnie Światowej jego właściciele to Maria Boruto i Piotr Borysienko.

Do kwartału należą też budynki stojące przy Mazowieckiej 33 i Mazowieckiej 35. Jeden jest już wyremontowany, a drugi właśnie remontowany. Ceglane, piękne kamienice doskonale prezentują się. Tylko ten drewniany domek stoi taki opustoszały, zabity deskami i czekający na drugie życie.

kadr z filmu Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej i Goście - "Podlaska Konopielka"

Stanisław Derehajło stał się memem. Wicemarszałek w internecie to “Janusz Alfa”.

Wiele osób z Polski w ostatnim czasie za sprawą memów odkryło długoletniego samorządowca z Bociek, obecnego wicemarszałka województwa podlaskiego – Stanisława Derehajłę. Skąd ta popularność? Przyszła razem z awansem. Sam zainteresowany co raz “dokłada do pieca” kolejnym zdjęciami.

W ostatnim czasie także zaśpiewał – wielkanocną “Podlaską Konopielkę”. Talent wokalny to nie przypadek. Stanisław Derehajło wstąpił do zespołu folklorystycznego “Podlaskie Kukułki” w Bielsku Podlaskim oraz przez 20 lat kierował zespołem “Klekociaki” z Bociek. Wicemarszałek w “Podlaskiej Konopielce” zaśpiewał z innymi samorządowcami – dyrektorami ośrodków kultury z Suraża, Moniek, Narewki, Knyszyna, Dąbrowy Białostockiej i Michałowa. Do tego wystąpili też pracownicy Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej oraz Urzędu Marszałkowskiego.

 

Z takiej działalności polityk jest znany jedynie lokalnie i to nie wszystkim. W kraju Derehajło jest znany z memów jako “Janusz Alfa”, aczkolwiek ostatnio postać z memów różni się od tej w rzeczywistości po zmianie image. Wąsik został zastąpiony brodą. Jak to się stało, że wicemarszałek został “Januszem Alfa”? Odpowiedź w iście internetowym stylu.

Po tekstach, jakie internauci umieszczają na zdjęciach – wywnioskować można iż dawny wizerunek Stanisława Derehajły kojarzy się ludziom z prywaciarzem-cwaniakiem, co 20 lat dokłada do interesu, ale też typowym ojcem. Natomiast wskazanie “Alfa” – oczywiście nadaje mu cechy przywódcze. Miejmy nadzieję, że pan Stanisław ma do siebie dystans, co jest wskazane na stanowisku jakie zajmuje. Przypomnijmy tylko jak pewnego dnia, mimowolnie jeden z elbląskich policjantów stał się memem. Z publikacji o nim można było się dowiedzieć, że tego typu popularność zniósł bardzo ciężko. Jako, że w internecie nic nie ginie, to na pewno potrzebne jest poczucie humoru. Poniżej “inwencja twórcza internautów” zaczerpnięta z Wykop.pl.

Featured Video Play Icon

Zobacz film z 1945 roku. Totalnie zniszczony Białystok po II wojnie światowej.

Białystok, to niegdyś wielki przemysłowy ośrodek włókienniczy, po II wojnie światowej kompletna ruina. Zanim wojna wybuchła – w mieście działało 80 fabryk tekstylnych i 40 innych zakładów. Gdy był jej koniec – z głównych budynków w mieście przetrwały tylko kościoły czy brama wjazdowa do Pałacu Branickich. Skala zniszczeń była tak wielka mimo, że Białystok nie był areną walk. Po prostu Niemcy uciekając przed drugim napadającym na Polskę – Rosjanami – zaczęli podpalać wszystko. Pozostały tylko szkielety konstrukcji.

Powyższy film został nagrany w 1945 roku przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. To wtedy do Białegostoku przyjechała specjalna komisja, a następnie ogłoszono miesiąc odbudowy miasta. To co widzimy na zdjęciach, to jednak tylko fragment rzeczywistości ukazywany w sposób propagandowy. Ważniejsze niż to co widzimy, jest to czego na filmie nie było – a miało miejsce w rzeczywistości.

Dzisiejszy wygląd miasta zawdzięczamy Stanisławowi Bukowskiemu – wybitnemu architektowi z Wilna. To jego spuścizna pozostała w mieście. Odbudowane fabryki i inne zakłady – już dawno nie istnieją – tak samo jak poprzednia epoka. Film jednak bez wątpienia ma wartość historyczną, dzięki czemu udokumentowane jest jak zostaliśmy zniszczeni wojną.

Featured Video Play Icon

Kochasz obserwować niebo? Pod tym względem Podlasie świetnie się nadaje.

Utalentowany twórca Szczepan Skibicki stworzył film, w którym widać jak wiele dzieje się na niebie, gdy je uważnie obserwujemy – szczególnie za pomocą aparatu fotograficznego. Podlasie do obserwacji nadaje się wyjątkowo. Jest bardzo wiele miejsc w Polsce, gdzie jest tak dużo sztucznego światła nocą, że obserwacja nieba nie jest możliwa. A im ciemniej tu na dole, tym więcej na nim widać.

Idealnie do obserwacji nadają się nasze Puszcze – Białowieska, Knyszyńska i Augustowska. Pod warunkiem, że księżyc nie jest w pełni i nie jest blisko ziemi. Gdy jest inaczej – to nawet w środku ciemnego lasu jest bardzo jasno – a nasz satelita jest jak wielka latarnia. Dlatego też, by zacząć przygodę z nocnym niebem należy najpierw nauczyć się pewnych prawidłowości – kiedy są wschody i zachody słońca, kiedy pojawia się na niebie księżyc i w jakim stopniu, a także co przedstawia nocne niebo. Dodamy tylko, że są do tego aplikacje na komórki, które ułatwią zadanie na początek.

Niebo u góry jest także miejscem, gdzie możemy natrafić na coś, co wygląda jak jasna gwiazda a nią nie jest – mowa tu o międzynarodowej stacji kosmicznej. Do tego możemy raz na jakiś czas zaobserwować sznur jasnych punktów – to z kolei satelity Eleona Muska – który w kosmosie zakłada internet pod nazwą “Starlink”. Są także raz na jakiś czas zjawiska wyjątkowe i nieczęste – na przykład zorza polarna, która potrafi dotrzeć także na Podlasie.

Warto zainteresować się nocnymi obserwacjami nieba z aparatem – szczególnie, gdy za oknem jest coraz cieplej. Idealna okazja, by wyskoczyć samotnie lub z kimś na wieczorne oglądanie nieba. Na pewno będzie to niesamowita przygoda oraz świetnie spędzony czas.

fot. UM Białystok

1 kwietnia wracają rowery miejskie. Nie tylko w Białymstoku!

Białystok, Juchnowiec i Choroszcz – w tych trzech gminach od 1 kwietnia powraca rower miejski BiKeR. Do dyspozycji mieszkańców będzie 58 stacji. Dwie w Choroszczy, dwie w Kleosinie i pozostałe w Białymstoku. W użyciu będzie 574 rowery – w tym 50 wyposażonych w foteliki dla dzieci. Są też tandemy i rowery dziecięce. Jednoślady do wypożyczenia pojawiły się w 2014 roku i są bardzo popularne. Co prawda są słabe jakościowo i nadają się tylko do przejechania nimi kilku kilometrów, ale to i tak lepsze niż autobus. Przede wszystkim jeżeli zmieścimy się w limicie czasowym, to nic nie płacimy.

Do obsługi rowerów warto zainstalować aplikację na telefon. Panele do wypożyczania przy stacjach są tandetne i ciężko na nich operować. Natomiast w aplikacji wystarczy zeskanować kod QR z roweru i w drogę. Nie trzeba też stać w kolejce do panelu stacji. Po zakończeniu jazdy wystarczy włożyć rower w zamek, a jednoślad automatycznie się zwróci.

Bezpłatny limit to 25 minut. W zupełności wystarczy, by w większości przypadków dojechać do celu. Czasem, jeżeli nie chcemy płacić 1 zł za przekroczenie czasu – możemy zmienić rower po drodze. Niestety ma to swoje minusy – bo jak wspominaliśmy rowery są słabe jakościowo. I takie zmiany ich to loteria – czasem trafimy na dobry egzemplarz, a czasem na złom, w którym siodełko opada, hamulce lub przerzutki nie działają. Rowery są serwisowane, ale i tak bardzo często natrafia się na złomy.

Niezależnie od wszystkich wad, białostocka komunikacja miejska jest tak fatalna, że jazda rowerem jest o niebo lepsza. Dlatego też w sezonie letnim, jeżeli macie okazję – koniecznie przejedźcie się jednośladem. Na pewno będzie to lepsze dla Waszego zdrowia, a także nie wydacie pieniędzy na bilety, które są drogie.

Gdzie na sesję zdjęciową z obrączkami ślubnymi w Białymstoku i okolicach? 5 nietypowych lokalizacji

Ślub to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu. Warto uwiecznić te chwile, zatrzymać w czasie nastrój i atmosferę, uśmiechy i spojrzenia, utrwalić na fotograficznym papierze fałdy w sukni ślubnej i obrączki połyskujące na serdecznych palcach. Jakie są najlepsze miejsce w Białymstoku na sesję zdjęciową dla świeżo upieczonych małżonków? Jaką scenerię w naszym mieście wybrać na spotkanie z fotografem z okazji ślubu? Przedstawiamy 5 oryginalnych lokalizacji, które na pewno was zaskoczą.

Jest kilka topowych miejsc, do których wręcz nie wypada nie wpaść z aparatem i młodą parą. Rynek Kościuszki, Planty i Ogrody Branickich czy też plac przed kościołem farnym to tylko kilka z nich. Taki plener znakomicie nadaje się na sesję, jest charakterystyczny i jednocześnie osadza waszą historię w tkance miasta. To świetna pamiątka! Jednak oprócz nich warto pomyśleć również o kilku nietypowych lokalizacjach – takich, które na pierwszy rzut oka niekoniecznie kojarzą się z tematyką ślubną.

Popkultura, czyli wizyta w galerii

Białostockie galerie to zaskakująco dobre miejsca na sesję ślubną. Stawiamy tutaj na kontrast. Elegancka suknia i klasyczny garnitur na tle napisów, szyldów i świecących neonów, będą wyglądać bardzo nietypowo. Piękne obrączki ślubne ze sklepu internetowego Marko na tle charakterystycznej ceglanej ściany w Galerii Alfa – to jeden z pomysłów na pamiątkowy kadr.

Sobotnie zakupy

Jeśli lubicie zdjęcia reporterskie, w ruchu, a do tego nieszablonowe, zdecydujcie się na spotkanie z fotografem w tak nietypowej lokalizacji, jak… osiedlowy bazarek. Kameralny ryneczek znajdziecie niemal na każdym osiedlu, największy targ zaś na ulicy Andersa. To nieodłączny element krajobrazu naszego miasta. Wyobraźcie to sobie: panna młoda przymierza dżinsową kurtkę, nakładając ją na suknię, pan młody zaś kupuje jabłka i ogórki. Oboje stoicie w kolejce po nabiał, któreś z was wybiera chemię z Niemiec. Proza życia, chciałoby się powiedzieć.

Najbliższa okolica

Skoro o prozie życia mowa! Możecie iść dalej tym tropem, zaprezentować się w swoim naturalnym otoczeniu i wybrać lokalizacje, w których bywacie na co dzień. Zacznijmy od najbliższej okolicy. Schody na klatce schodowej, skwerek pod blokiem, zjeżdżalnia z piaskownicą, trzepak aż proszą się o wykorzystanie. Wasze osiedle też na pewno ma sporo do zaoferowania – uliczki, którymi chodzicie na spacer z psem czy siłownia na świeżym powietrzu, w której zaczynacie dzień.

Nie zapomnijcie również o wnętrzu waszego domu lub mieszkania i dajcie się przyłapać na codziennych czynnościach, jak zmywanie naczyń. Tyle że w nietypowych kreacjach i z obrączkami ślubnymi na palcach.

Zwyczajne popołudnie, nic się nie dzieje

Spędźcie z fotografem dzień, który – nie licząc waszego stroju – nie musi różnić się od innych. Zamiast iść na zakupy, róbcie to, co naprawdę lubicie. Co powiecie na kręgle? Zmierzcie się w rozgrywkach o puchar męża i żony! A może wypad do kina? Kino Forum słynie ze stylowego wnętrza, które warto wykorzystać. Romantyczna kolacja w restauracji, kurs gotowania w okolicznym studiu kulinarnym, trening w ulubionym klubie sportowym albo wyjście na gofry w kultowej budce przy Rynku Kościuszki? Pomysłów jest przynajmniej kilka(naście).

Romantyczny piknik

A może stylizacja piknikowa? Przygotujcie kosz piknikowy, koc i udajcie się nad dojlidzkie stawy. Jeśli jeszcze tu nie byliście, zaskoczy was bogactwo przyrody, dzikie ptactwo i zachwycający krajobraz, wyglądający inaczej wraz z każdą porą roku. Po pikniku możecie wskoczyć na kajak lub rowerek wodny.

Obrączki ślubne, biała suknia, garnitur – to podstawowe atrybuty sesji zdjęciowej młodej pary. Trzeba pomyśleć jeszcze o idealnej scenerii. Warto wybrać taką lokalizację, dzięki której miasto stanie się pełnoprawnym bohaterem fotografii. Białystok ma wiele do zaoferowania w tej kwestii.

Materiał partnera

Ktoś chce wytruć żubry? Jeśli go złapią dostanie 500 zł kary.

Zepsute owoce takie jak banany, pomarańcze czy cytryny zostały nie tylko wysypane, ale też dodatkowo rozrzucone na jednej z polan Puszczy Knyszyńskiej – podało Polskie Radio Białystok. Jeżeli żubry i inne zwierzęta, które tam przebywają posilą się tego typu pożywieniem, to grozi im uszkodzenie mózgu, wątroby czy naczyń krwionośnych. Wyjątkowa bezmyślność czy celowe działanie?

Niezależnie od intencji tego, co to zrobił grozi mu kara… 500 zł. Żubry są pod ochroną. Gatunek może zostać przetrzebiony. Wysypanie tych owoców to ingerencja w środowisko. Dlatego też tak niska grzywna, jaka grozi jest niewspółmierna do czynu. Podejrzewa się, że owoce zostały wysypane przez kogoś, kto nimi handluje. Człowiek ten znalazł sobie miejsce do wyrzucania tego, co nie sprzedał. Jednak owoce nie zostały tam tylko wyrzucone, ale też rozrzucone. Jakie były intencje tej osoby? Nie wiadomo. Miejmy tylko nadzieję, że żadne zwierzę nie ucierpi.

Być może w tej sprawie jest tez drugie dno. W ostatnim czasie pisaliśmy, że rolnikom przeszkadza rozrost stad żubrów, bo te wcale nie zamierzają siedzieć w wyznaczonych przez leśnikach miejscach, gdzie są dokarmiane. Wolą lepsze zdobycze z pól rolników – jednocześnie niszcząc im uprawy. Przypadków tego typu jest coraz więcej, bo stada są coraz liczniejsze. W ostatnim czasie publikowaliśmy film jak nękano żubry dronem. W internecie przy tym filmie jeden z rolników pisał – Zwierzęta uszkadzają zgromadzoną kiszonkę i oprócz wyjadania części pryzm niszczą też folię zabezpieczającą zapasy paszy. Rolnicy, chociaż mogą liczyć na odszkodowania z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska są zrozpaczeni bo niemal codziennie muszą patrzeć na to jak zwierzęta potęgują straty. – Czytamy na agroprofil.pl. Autor filmu, w którym nagrywane były żubry z drona – pisał też – W tym roku o odszkodowaniach można zapomnieć – za rok rolnicy biorą sprawy w swoje ręce gdyż już nie wytrzymują . Mimo, że żubry są piękne – rolnicy będą walczyć by te nie przedostawały się na pola.

Oczywiście nie musi chodzić o tą samą osobę, ale nawoływania rolników do walki z chronionymi żubrami mogą osiągać właśnie tego typu skutek. Ktoś próbuje “dokarmiać” zwierzęta na własną rękę byle czym – szkodząc w ten sposób zwierzętom lub też celowo próbować podawać im popsute egzotyczne owoce i warzywa.

Featured Video Play Icon

Kiełbasa wędzona i chleb na zakwasie – zróbcie sami pokarm do koszyka!

Wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Jej nieodłącznym elementem jest święcenie koszyka z pokarmem. Najbardziej tradycyjny zawiera jajka, kiełbasę, pieczywo i sól. Warto rozważyć czy je kupić i poświęcić czy też podjąć staranie, by samodzielnie stworzyć pokarm. Da to naprawdę dużo satysfakcji. O ile jajka i sól powstają w taki sposób, że możemy je tylko kupić to kiełbasa i pieczywo jest produktem wytworzonym. Na Podlasiu bardzo wiele przywiązuje się uwagi do tradycji i zwyczajów. Dlatego też warto włożyć trochę serca od siebie, by jeszcze bardziej poczuć ich moc i samodzielnie wytworzyć takie produkty.

Ostatnie czasy są takie, że ludzie siedzą w domu przed ekranem komputera lub smartfona. To prosta droga do nieszczęścia. Dlatego też spędzenie czasu przy świątecznym stole z rodziną jest przerwaniem tej zmarnowanej drogi, do której sami siebie prowadzimy. Wielkanoc to nie jest zwykłe święto, bo to też czas by zastanowić się nad tym co w życiu robimy. Śmierć na krzyżu to nie tylko koniec, ale też początek czegoś nowego. Dlatego też warto zastanowić się co w życiu skończyć, by coś nowego zacząć.

Wytworzenie własnych produktów do koszyczka można potraktować właśnie w ten sposób – jako stworzenie czegoś nowego w swoim życiu, poświęcenie tego, a następnie spożycie. Może to natchnie Was również, by w ten sam sposób zmienić inne sprawy swego życia – jedne zakończyć, a innym dać nowy początek, poświęcić i skonsumować. To już pozostawiamy Wam do refleksji. My natomiast skupimy się na tym jak stworzyć własne pieczywo i kiełbasę do koszyka.

Zaczniemy od wędliny. Film – jak ją wykonać obejrzycie powyżej. Potrzebować będziecie następujących składników: Mięso mielone: boczek i łopatkę pokrojona w kostkę. Z przypraw mieloną gorczycę oraz pieprz ziołowy. Potrzebnych będzie też kilka ząbków czosnku (wedle uznania). Nie może też zabraknąć soli. Wszystko to znajdować się powinno w jelicie – więc ich też będziemy potrzebować.

Jeżeli chcecie stworzyć chleb na zakwasie, to musicie zacząć już teraz, bo tworzenie własnych produktów wymaga czasu.

Potrzebować będziecie zakwasu, drożdży, mąki żytniej i soli. Informacje o tym jak wszystko wykonać znajdziecie w filmie powyżej. Nam pozostaje życzyć smacznego!