Featured Video Play Icon

Co za piękne widoki! Bielsk Podlaski skąpany w rozlewiskach.

Bielsk Podlaski, malownicze miasteczko położone w sercu Podlasia, przez wielu turystów jest pomijane na rzecz Hajnówki i Białowieży. Tymczasem zwiedzanie go razem z tymi dwoma – daje świetny efekt. Bo oto na południowym wschodnie województwa mamy same przyrodnicze perły, piękną drewnianą architekturę oraz wyjątkowych ludzi, z którymi można zarówno porozmawiać “po swojomu” jak i po białorusku, co jest ewenementem bo nawet na Białorusi ten język zanika na rzecz rosyjskiego.

Przedwiosenna aura sprawia, że krajobrazy wokół Bielska Podlaskiego nabierają wyjątkowego uroku, a rozlewiska rzeki Białej przemieniają okolicę w prawdziwy raj dla obserwatorów ptaków i zwolenników spokojnego wypoczynku na łonie natury. Rozlewiska rzeki Białej, które w okresie wiosennym po dobrej zimie rozlewają się na szerokie obszary, tworzą naturalne labirynty wodne, kusząc widokami miłośników pieszych wędrówek. Woda, zalewając okoliczne łąki, tworzy idealne warunki dla wielu gatunków ptaków, które tu przylatują, aby odpocząć i zbudować gniazda. Tereny te, bogate w różnorodność biologiczną, są nie tylko wspaniałym miejscem do obserwacji fauny i flory, ale również stanowią oazę spokoju i relaksu.

W najbliższym czasie czeka nas też kolejny spektakl. Wiosna to także czas, gdy przyroda obudzi się do życia z zimowego snu, a Bielsk Podlaski i jego okolice zaprezentują się z tej okazji w pełnej krasie. Drzewa i krzewy ozdobią się młodymi, soczysto zielonymi liśćmi, a łąki pokryją się kolorowym dywanem kwiatów. Rzeka Biała, zasilana wiosennymi roztopami, wzbogaci krajobraz o dynamiczny element, dodając scenerii żywiołowości. Będzie przyjemnie ciepło, kolorowo i radośnie od śpiewu ptaków.

Featured Video Play Icon

Tak harcują jelenie na polanie. Wiosna zbliża się wielkimi krokami!

W miarę jak ostatnie płatki śniegu topnieją, a pierwsze promienie wiosennego słońca lada moment będą przebijać się przez nagie gałęzie drzew, królestwo przyrody budzi się do życia po zimowym śnie. Jednym z najbardziej fascynujących aspektów tego przebudzenia jest życie jeleni, tych majestatycznych mieszkańców naszych lasów, które w przedwiośniu rozpoczynają swój unikalny cykl życia.

Jeleń, zwierzę o silnie zaznaczonych porach aktywności sezonowej, w okresie przedwiośnia przechodzi szereg zmian adaptacyjnych i behawioralnych. To czas, kiedy jelenie zrzucają swoje zimowe futra, zastępując je lżejszą, letnią sierścią, która lepiej odprowadza ciepło i zapewnia kamuflaż w zmieniającym się środowisku. Kluczowym elementem życia jeleni w tym okresie jest odżywianie. Po miesiącach, kiedy pokarm był ograniczony, jelenie intensywnie poszukują świeżych pędów, traw i pierwszych wiosennych kwiatów, które stanowią niezbędne źródło energii i składników odżywczych. Te pierwsze, odżywcze posiłki są fundamentem do odbudowy sił po zimie i przygotowania do nadchodzących miesięcy, kiedy to rozpocznie się okres godowy i wychowywania młodych.

W przedwiośniu obserwujemy także fascynujący proces zrzucania poroża przez samce jeleni. Ten unikatowy dla gatunków jeleniowatych cykl jest kluczowym elementem ich cyklu życiowego. Zrzucone poroże, często znalezione przez spacerowiczów w lesie, stanowi świadectwo nieustannej walki o dominację i prawo do rozrodu. Wkrótce po zrzuceniu starego poroża, rozpoczyna się proces wzrostu nowego, co jest możliwe dzięki bogatej sieci naczyń krwionośnych, które odżywiają rozwijającą się strukturę.

Interakcje społeczne w stadach jeleni również ulegają zmianie. Po zimowym okresie, kiedy jelenie często tworzą większe grupy dla lepszej ochrony przed drapieżnikami i łatwiejszego dostępu do ograniczonego pokarmu, w przedwiośniu stada zaczynają się rozpraszać. Samice z młodymi często tworzą mniejsze grupy, podczas gdy samce mogą prowadzić bardziej samotniczy tryb życia, przygotowując się do nadchodzącego okresu godowego. Przedwiośnie to również czas, kiedy młode jelenie z poprzedniego roku zaczynają eksplorować świat poza opieką matki, ucząc się samodzielności i umiejętności niezbędnych do przetrwania w dzikiej przyrodzie. To okres prób i błędów, podczas którego młode jelenie uczą się, jak unikać drapieżników, znajdować pokarm i nawigować w złożonym środowisku leśnym.

Obserwowanie tych majestatycznych zwierząt, jak poruszają się z gracją i siłą przez budzący się las, jest nie tylko przyjemnością dla oka, ale i przypomnieniem o głębokim połączeniu, jakie dzielimy z naturalnym światem.

Featured Video Play Icon

Jak się zwiedza Podlasie podczas śnieżnej zimy? Ten film to pokazuje.

Podlasie to wielokulturowa i wielowymiarowa kraina, dlatego zwiedzanie jej za każdym razem daje zupełnie inny rezultat. Zupełnie, gdy potrząśniemy kalejdoskopem. Dlatego jak spojrzymy na powyższy film to będziemy mogli zobaczyć jak się zwiedza ten wspaniały region zimą. I to taką pełnokrwistą – z ogromem śniegu. Jak się wtedy prezentują największe atrakcje? Czy da się to wszystko zobaczyć w 2 dni? Ten film na te pytania odpowiada.

Warto dodać, że to co widzicie jest tylko pierwszą częścią, podczas której jednego dnia autor zwiedził zaledwie Tykocin, Supraśl i Białystok. Nie zabrakło spaceru po miastach, zwiedzania zabytków. W Tykocinie niewątpliwie warto jest odwiedzić kościół, który stoi przy głównym rynku. Warto też przejść się wzdłuż rzeki Narew, do której nie dawno dobudowano wygodny chodnik. Nie ma wątpliwości, że miasteczko słynie też z dziedzictwa żydowskiego. Piękna różowo-zielona synagoga i inne budynki wokół stanowią wspaniałe miejsce. Na osobną uwagę zasługuje też klasztor, który często jest pomijany przez wiele osób. A to błąd, bo jest naprawdę ciekawym miejscem.

Jeżeli chodzi o Supraśl, to tu atrakcji nie brakuje nawet na wiele dni. W końcu to uzdrowisko, które swoim kuracjuszom oferuje mnóstwo miejsc do spacerów, zabytki i inne atrakcje. Głównym i najważniejszym miejscem jest Monaster, w którym jest także Muzeum Ikon. Do tego są bulwary, ścieżki do spacerów wokół systemu wodnego rzeki Supraśl, jest też Puszcza Knyszyńska i jej rezerwaty przyrody oraz atrakcje w nich. Jedną z najnowszych jest zagroda z Żubrami w Kopnej Górze obok Arboretum. Jest też Poczopek ze swoim Silvarium i Krynki z rondem jak w Paryżu i ogromnym cmentarzem żydowskim.

Na koniec zostawiamy Białystok. To miasto, o którym można się rozpisywać na wiele stron. Dlatego przypomnijmy najważniejsze atrakcje w centrum miasta: Pałac Branickich z ogrodem, katedra, Rynek Kościuszki, Planty, Opera, Kościół Św. Rocha, dawne fabryki, a nawet drewniane domy.

Nowy wiadukt nad torami. To ułatwi życie mieszkańcom.

Mieszkańcy gminy Szepietowo zyskali kolejne bezkolizyjne skrzyżowanie drogi z torami. Kierowcy, piesi i rowerzyści korzystają z nowego wiaduktu zbudowanego przy przystanku kolejowym Szymbory. Nowy wiadukt znajduje się nad torami linii kolejowej Warszawa – Białystok.

Co najważniejsze można przechodzić na jedną i drugą stronę, bez konieczności czekania przed zamkniętymi rogatkami przejazdu kolejowo-drogowego. Wiadukt nad linią kolejową i równoległymi drogami ma 95 m długości i jezdnię o szerokości 7 metrów, po jednym pasie w każdą stronę. Piesi korzystają z chodnika, rowerzyści – z przygotowanej dla nich ścieżki. Wiadukt to element większej całości – wraz z dwupoziomowym skrzyżowaniem zbudowano około 1 km dróg dojazdowych. Na przystanku kolejowym mieszkańcy korzystają z nowych peronów, a wygodne łączenie podróży pociągiem i samochodem umożliwia budowa parkingu na 42 miejsca, w tym 2 dla niepełnosprawnych.

Łącznie na podlaskim odcinku linii kolejowej Rail Baltica Czyżew – Białystok powstanie 25 dwupoziomowych skrzyżowań – wiaduktów i tuneli. Po oddaniu do użytku wiaduktu w Szymborach w budowie pozostaje 13 obiektów, z których większość jest na ukończeniu. Inwestycja prowadzona jest w ramach projektu „Prace na linii E75 na odcinku Czyżew – Białystok”. Wartość prac to prawie 3,4 mld zł,  ich zakończenie zaplanowano na ten rok.

Featured Video Play Icon

To dzikie tereny Górnej Narwi. Mieszkają tu tylko nieliczni.

Pewnie wiele razy przejeżdżaliście przez tą miejscowość, nawet nie wiedząc jak piękna i dzika to okolica. Koźliki to jeden z wielu punktów na mapie prowadzący z Zabłudowa do Bielska Podlaskiego. Miejscowość położona jest niedaleko za Rybołami w Dolinie Górnej Narwi. Żyją tam półdzikie konie, czerwone krowy będące gatunkiem w odbudowie (w rolnictwie zanikła na rzecz bardziej wydajnych) oraz takie ptaki jak czajki, rycyki, dubelty i krwawodzioby. Warto tam się wybrać zwiedzając wschodnią Białostocczyznę.

Teraz, gdy jest zima możemy obserwować tam przepiękne rozlewiska. Szczególnie, że nie brakowało śniegu, więc poziomy rzek są naprawdę wysokie. A to wszystko wkrótce przyciągnie mnóstwo ptaków, gdy tylko zrobi się cieplej. Pierwsze już na Podlasie przylatują z dalekich, ciepłych krajów. Zarówno w Dolinie Górnej Narwi jak i w wielu innych miejscach – takich jak Biebrzański Park Narodowy czy Narwiański Park Narodowy – będziemy mogli każdego poranka obserwować niesamowite widowisko.

Promienie słoneczne będą nie tylko nagrzewać otoczenie, ale też nadawać mu przepięknych barw. Na dzikich terenach, gdzie nie ma hałasu miejskiego zgiełku będziemy słyszeć tylko naturę. Nie zabraknie kukania kukułki, śpiewu słowików, trylu dzierlatki, klangoru żurawi, krzyku orlika czy klekotania bociana. Oprócz tego nie zabraknie też szumu wody i wiatru. Wystarczy ciepło się ubrać, wziąć podręczny, materiałowy fotel, rozsiąść się wygodnie patrzeć i słuchać.

Featured Video Play Icon

Zenon Martyniuk – Będę zawsze tam gdzie Ty

Zenon Martyniuk nie marnuje czasu. Po premierze świetnego kawałka “Dziki zachód” wypuścił kolejną nowość. Tym razem na teledysku możemy zobaczyć jak wspólnie z żoną Danutą spędza miło czas w pięknej, wielka rezydencji. Po architekturze sądząc akcja dzieje się w USA – podobnie jak poprzednia piosenka. Tyle, że teraz nie mamy już dzikiego zachodu, a klimat niczym z hitowego serialu lat 90. Dynastia. Zenon to Blake, a Danuta to Alexis? Oj chyba nie. Na osobną uwagę zasługuje też piesek państwa Martyniuk, który doskonale sprawdza się w roli małego figlarza.

Cała piosenka to w zasadzie jedno wielkie wyznanie miłosne. I tu pozytywna zmiana. Pokazanie własnej żony i wyznanie jej miłości przed milionami widzów to niezwykły gest. To miło patrzeć jak miłość pomiędzy Zenonem a Danutą rozkwita. Niech to daje innym  przykład. Już niedługo walentynki, zatem wiele osób może sobie dzięki tej piosence przypomni jak powiedzieć drugiej osobie – kocham Cię. Warto też robić to na co dzień, a nie tylko od święta.

Można też śpiewać za refrenem piosenki – będę zawsze tam gdzie Ty, to wiem na pewno. Świat jest piękny wtedy gdy, gdy jesteś ze mną. Z Tobą chcę na jawie śnić, bez Ciebie nie ma nic. Tylko z Tobą pragnę być. Autorem tego tekstu jest Marzanna Zrajkowska, muzykę skomponował Marek Zrajkowski. Te nazwiska być może nie mówią niektórym nic. Warto wspomnieć, że Pani Marzanna to autorka wielu tekstów, które stały się hitami, gdy zaśpiewał je Zenon Martyniuk. Pani Marzanna z Panem Markiem tworzą natomiast zespół Kolor. Także warto posłuchać.

 

Podlaskie będzie połączone kolejowo ze wszystkimi krajami bałtyckimi!

Tory istnieją od bardzo dawna, ale pociągów łączących Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię nie było. To wszystko zaczyna się powoli zmieniać. Już na wiosnę 2024 będziemy mogli dojechać z Białegostoku pociągami do Tallina – stolicy Estonii, a dalej promem dopłynąć aż do Helsinek.

Od 2022 roku możemy jeździć z Białegostoku (konkretnie to z Krakowa przez Warszawę) do Wilna. Pod koniec 2023 roku ruszył pociąg łączący ze sobą stolicę Litwy ze stolicą Łotwy. Z Wilna do Rygi dojedziemy w 4 godziny nowoczesnymi, klimatyzowanymi pociągami. Naładujemy w nich urządzenia elektryczne, skorzystamy ze strefy ciszy, przewieziemy rowery, kupimy jedzenie. To jednak nie koniec Łotysze przymierzają się do połączenia swojej stolicy z miastem Tartu w Estonii. Te natomiast jest skomunikowane już z Tallinem. A stolica Estonii z Helsinkami w Finlandii (promem). I tak dobrze planując – możemy w tym roku (prawdopodobnie wiosną) bez samochodu, wyjeżdżając z Białegostoku zwiedzić Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię. Możemy też zabrać ze sobą rower, by objechać atrakcje we wszystkich stolicach.

Szacunkowe ceny biletów to:
Białystok – Wilno – 85 zł
Wilno – Ryga – 100 zł
Ryga – Tartu – przypuszczalnie 100 zł
Tartu – Tallin – 50 zł
Tallin – Helsinki – 100 zł

Zatem cała wycieczka wyniesie nas około 900 zł w obie strony. Nie obejdzie się bez noclegów, bo póki co nie da się dojechać. Dlatego póki co, to raczej “zabawa” dla pasjonatów. Warto jednak wiedzieć, że możliwości są.

Praca na Podlasiu – gdzie najłatwiej o znalezienie zatrudnienia?

Województwo podlaskie zazwyczaj kojarzy się z rozwiniętym rynkiem rolniczym. Znajdziesz tutaj jednak wiele innych sektorów gospodarki, a konkurencja jest duża. Sprawdź, gdzie szukać pracy w województwie podlaskim.

Praca podlaskie – jak wygląda rynek pracy?

Pomimo że w województwie podlaskim zauważalne są zmiany w strukturze zatrudnienia, to nadal utrzymuje się tam wyższa stopa bezrobocia niż w ogóle kraju. W grudniu wyniosła ona aż 7,0%, gdzie w Polsce było to 5,1%. Warto jednak zauważyć, że z każdym rokiem ten procent spada, a więc i maleje liczba bezrobotnych. Oznacza to zatem zwiększającą się liczbę miejsc pracy.

Dobrą sytuację na rynku pracy zauważyć można w powiecie bielskim. Niewielki odsetek bezrobotnych znajdziesz również w powiecie łomżyńskim czy suwalskim. Bezrobocie na poziomie 5,1% utrzymuje się również w stolicy województwa, czyli Białymstoku.

Przeciętne zarobki w sektorze przedsiębiorstw wyniosły natomiast 6891 zł, gdzie najwyższym średnim wynagrodzeniem mogą cieszyć się pracownicy działający w obszarze informacji i komunikacji. Na drugim miejscu uplasowali się natomiast pracownicy sektora budowlanego.

Praca na Podlasiu – jakie zawody poszukiwane?

Praca na Podlasiu to temat, który należy analizować pod kilkoma względami. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na strukturę aktualnie poszukiwanych zawodów. W stolicy województwa największe zapotrzebowanie zauważa się w gronie elektryków i spawaczy.

W 2023 najczęściej poszukiwani byli pracownicy w zawodach robotników wykwalifikowanych oraz niewykwalifikowanych. Przede wszystkim deficyt zauważony był w rolnictwie, przemyśle spożywczym, handlu czy gastronomii. Szczególnie poszukiwani są również pracownicy biurowi oraz magazynowi.

Województwo podlaskie jest znane z przetwórstwa mleczarskiego oraz uboju zwierząt. Nie brakuje zatem ofert pracy dla osób specjalizujących się w tych sektorach. Osoby z wyższym wykształceniem są natomiast poszukiwane w gronie zawodów takich jak nauczyciel przedszkola, psycholog czy pielęgniarka. Jeżeli więc szukasz pracy w województwie podlaskim, skorzystaj między innymi z wyszukiwarki ofert na stronie: https://www.gowork.pl/praca/region/podlaskie.

Struktura zatrudnienia – gdzie szukać pracy na Podlasiu?

Jeśli zastanawiasz się, gdzie szukać pracy na Podlasiu, możesz zacząć poszukiwania od największych pracodawców w regionie. Od lat na rynku dominuje Spółdzielnia Mleczarska Mlekovita, która zatrudnia średnio 5 tys. pracowników. Na drugim miejscu plasuje się natomiast Mlekpol, który również zajmuje się przetwórstwem mleczarskim.

Jeśli poszukujesz pracy w branży budownictwa, warto przyjrzeć się ofercie stanowisk w firmie Danwood z Bielska Podlaskiego, która zajmuje się wytwarzaniem domów prefabrykowanych. W podobnej branży funkcjonuje również polska grupa budowlana Unibep, która zajmuje się budownictwem mieszkaniowym.

Jeśli wyszukasz frazę „praca podlaskie”, możesz liczyć na długą listę poszukiwanych stanowisk. W szczególności nie musisz się martwić w tym regionie o brak ofert w przemyśle przetwórczym i budownictwie. Wykorzystaj okazję, że województwo podlaskie dąży do ciągłego rozwoju.

Artykuł sponsorowany

Wiera Popławska – znana “Szeptucha z Orli” nie żyje

Wiera Popławska, mieszkanka Orli, znana szerzej jako “Szeptucha z Orli”, a lokalnie jako “Pani Wala” nie żyje. Miała 98 lat.

Mimo szeroko rozwiniętej medycyny, nie brakowało ludzi, którzy w różnych sytuacjach wybierali się do Pani Wali po modlitwę oraz inne niekonwencjonalne metody uzdrawiania. Przyjeżdżali do Orli nie dlatego, że nie wierzyli w lekarza. Po prostu często znajdowali się w sytuacji, gdy medycyna już rozkładała ręce. Wiele osób zgłaszało się też bez problemów zdrowotnych, ale na przykład z duchowymi.

Rolą Pani Wali – czy też innych Szeptuch (bo to niejedyna w Podlaskiem) było za pomocą szeptu specjalnych formułek i modlitw – proszenie Boga o uzdrowienie. W Orli – przed Panią Wierą – Szeptuchą była jej matka Zofia. Bez wątpienia, w lokalnej społeczności, ale też i poza nią – Pani Wiera Popławska była osobą powszechnie znaną i szanowaną. Chodziła na nabożeństwa, póki zdrowie pozwalało. Śpiewała w chórze – jeszcze w okresie przedwojennym.

1 lutego odbędzie się Panichida – czyli żałobne nabożeństwo. W piątek – 2 lutego – o 8.30 odbędzie pogrzeb. Pani Wiera Popławska – spocznie na cmentarzu parafialnym w Orli w grobie przy swoim mężu. Rodzina zwróciła się do wszystkich, którzy będą uczestniczyć w pogrzebie, by zamiast kwiatów i wieńców – składano odiary do skarbonki. Zebrane pieniądze będą przekazane do monasteru żeńskiego w Zaleszanach na dokończenie budowy cerkwi św. wielkiej męczennicy Katarzyny i Męczenników Podlaskich.

Featured Video Play Icon

Piękne widoki na rzekach! Gdzie są najlepsze rozlewiska?

Obfita zima spowodowała, że rzeki wypełnione są wodą. To dobra informacja dla wszystkich, którzy chcą obserwować piękne widoki. W Podlaskiem utworzyły się rozlewiska. Szczególnie niesamowicie wygląda to tak, gdzie Biebrza łączy się z Narwią. Ale nie tylko tam jest pięknie. Warto zobaczyć też rozlewiska Narwi na południu województwa. Podobnie sprawa ma się z Bugiem – tam również jest na co popatrzeć.

Strękowa Góra, Ruś, Wizna, Grądy-Woniecko – to miejscowości, które warto odwiedzić – by spoglądać na pięknie widoki. Samo ujście Biebrzy do Narwi znajduje się w Kalinówce. W samej Wiźnie jest natomiast taras widokowy. Ciekawym miejscem jest też Osada Wydmowa. Jednak wszystkie z nich bije na głowę Grądy-Woniecko, gdzie będziemy mogli podziwiać rozlewiska z wąskiej drogi szutrowej – zalanej po obu stronach. Należy jednak pamiętać, by nie próbować wszędzie dojeżdżać samochodem, bo może o się skończyć zatopieniem go w grząskim gruncie. Zdecydowanie lepiej dojechać do jednego punktu (na przykład do miejscowości Ruś – która jest bezpośrednio przy drodze Łomża – Białystok), a dalej zwiedzać pieszo.

Rozlewiska przyciągają nie tylko ludzi, ale też ptaki. To doskonałe dla nich warunki. Rozlewiska są dla nich jak jedna, wielka stołówka. Toteż na Biebrzy, Narwi, ale też innych rozlewiskach będziemy mogli obserwować gatunki, które są tylko przelotem.

Będzie pociąg z Białegostoku do Ostrołęki! Rusza już w marcu.

To wielka szansa nie tylko dla mieszkańców powiatu łomżyńskiego, ale też dla samej Łomży i Zambrowa. W marcu 2024 samorząd województwa zamierza uruchomić regularne połączenie kolejowe z Białegostoku do Ostrołęki.

Szynobus ma wyjeżdżać z rana ze stolicy Podlaskiego, a następnie po dotarciu do Ostrołęki powrócić. Później ma się odbyć jeszcze kurs popołudniowy. Będzie to działać podobnie jak połączenie Białystok – Waliły. Tyle, że nie w weekendy, ale cały tydzień. Ma to być połączenie testowe, które pozwoli ocenić zainteresowanie transportem kolejowym na tej trasie. I tak naprawdę to wielka szansa dla mieszkańców. Jeżeli szynobus nie będzie wozić powietrza, to połączenie zapewne się utrzyma.

Pociąg z Białegostoku pojedzie do miejscowości Sokoły, następnie zatrzyma się w Kuleszach Kościelnych, Kołakach Kościelnych, Śniadowie i Kurpiach Dworskich. Ostatnią stacją będzie Ostrołęka. Czy połączenie utrzyma się na dłużej? Dowiemy się na koniec roku. Decyzję o tym będzie podejmować już nowy marszałek województwa.

Warto jednak podkreślić, że to ogromna szansa dla mieszkańców regionu, którzy dotychczas od kolei byli odcięci. Otóż wszystkie wymienione stacje kolejowe znajdują się w małych miejscowościach, dlatego do sukcesu linii mogą przyczynić się mieszkańcy Łomży, Kolna, Zambrowa i Ostrołęki. Żeby jednak chcieli pojechać, godziny odjazdów autobusów muszą być skomunikowane z godziną przyjazdu pociągu.

Podróż z Białegostoku do Ostrołęki potrwa około 2 godzin.

 

Featured Video Play Icon

Nowa zagroda z żubrami robi furorę. Odwiedzają ją tłumy!

Dopiero co została otwarta, a już z miejsca stała się hitem. Mowa tu o zagrodzie z żubrami w Kopnej Górze koło Supraśla. Na rozległym terenie możemy spotkać cztery żubry i przyjrzeć się im naprawdę z bliska! Co ciekawe – zwierzęta chętnie pozują do zdjęć. Widać, że obecność człowieka nie drażni ich. Czują się bezpiecznie – i o to chodzi. Dodatkowo mają sporo miejsca. Jeżeli porównamy to chociażby z białostockim zoo, gdzie wybiegi – nawet dla dużych zwierząt są małe. Tu – w Kopnej Górze – żubr ma wystarczająco miejsca, by królować. Tak jak wspomnieliśmy, obecnie są tu 4 sztuki. Docelowo będzie 10 osobników. Natomiast miejsca jest tyle, że pomieści ich jeszcze więcej – gdy będą się rozmnażać.

Na terenie znajduje się też 2-pietrowa wieża widokowa, z której doskonale widać cały teren. Można wejść schodami, a można też wjechać windą. Warto jednak pamiętać, że to teren leśny. Teraz zimą – potrzeba solidnych butów, by tam się poruszać – o czym przekonali się niektórzy zwiedzający – w sportowym, jasnym obuwiu.

Wycieczka do zagrody powinna być częścią większego zwiedzania. Najlepiej odwiedzić Supraśl, pobliskie rezerwaty przyrody, Kopną Górę – gdzie oprócz zagrody jest jeszcze przepiękne arboretum. A także warto zobaczyć Poczopek i tamtejsze Silvarium. Zwieńczeniem całej wycieczki powinny być Krynki. Warto wiedzieć, że w przyszłości te tereny będą jeszcze bardziej dostępne dla turystów, Obecnie najlepszy środek transportu to samochód, jednak nie brakuje też na szlaku rowerzystów. Dodatkowo za jakiś czas będą mogli oni po tej trasie poruszać się ścieżką rowerową – a nie jak dotychczas miksem leśnych dróg i ruchliwej drogi wojewódzkiej. Ponadto w planach jest reaktywacja kolejki, leśnej – wąskotorowej. Ale to już melodia przyszłości.

Do tego czasu – koniecznie odwiedzajcie żubry. To wyjątkowa okazja, by zobaczyć je naprawdę z bardzo bliska!

Featured Video Play Icon

Kultowy “ksiądz” z U Pana Boga zaprosił do siebie. Jak mieszka?

Może to być dla Was zaskoczeniem, ale znany z roli księdza z serii filmów “U Pana Boga…” Krzysztof Dzierma… nie jest zawodowym aktorem. W Białostockim Teatrze Lalek był kompozytorem. Jak pamiętamy z filmów – jako ksiądz – trenował organistę. Jak widać – nie musiał specjalnie tego grać. Krzysztof Dzierma jest twórcą muzyki ponad dwustu spektakli teatralnych w całej Polsce oraz filmów. Jak jednak widać z dzieł Jacka Bromskiego, umiejętności aktorskich mu nie brakuje. Legendarny proboszcz, to także wykładowca w Akademii Teatralnej.

Tym razem Krzysztof Dzierma zaprosił ekipę “Zasilanych” do swojego domu, gdzie mieszka ponad 30 lat. To miejscowość Podjałówka. Opowiedział jak to “u starego pierdziela wiecznie jest niedziela”. Inaczej mówiąc beztrosko spędza czas w Puszczy Knyszyńskiej. Nie będziemy opowiadać całości, zachęcamy do obejrzenia w filmie powyżej.

 

Featured Video Play Icon

Co za film! Białystok w latach 90. Kompletnie nie do poznania.

Ktoś, kto nie żył w Białymstoku w latach 90. mógłby pomyśleć, że na powyższym filmie to zupełnie inne miasto. Tymczasem autor nagrania – Mirek Italia – nagrał stolicę ówczesnego województwa białostockiego podczas jazdy fiatem 126p. Po drodze jadąc przez Rynek Kościuszki i Lipową nagrał świat, który już dziś nie istnieje.

Wycieczkę zaczynamy od ronda przy ul. Pałacowej. Na jezdni takie pojazdy jak fiat 126p, żuk, star – zdecydowanie takie, które dziś trudno napotkać. Później wjeżdżamy ul. Kilińskiego – gdzie zamiast hotelu mamy odrapaną i wymagającą remontu kamienicę. To dawna siedziba Gazety Białostockiej. Nawet do remontu uchowały się resztki napisu na fasadzie. Później mijamy nieistniejący już przystanek pod Kinem Ton, którego nie ma, na jezdni, której też już nie ma. W tle szary budynek, który dziś wygląda zdecydowanie inaczej. To obecnie siedziba Nie Teatru. Warto jeszcze wspomnieć o czerwonym jelczu, który zabierał z przystanku pasażerów. Akurat KZK to firma, która nadal istnieje i jest to pokłosie strajków kierowców z lat 90. Białystok wówczas przez pewien czas był bez komunikacji miejskiej. Dlatego do dziś – istnieją trzy firmy: KZK, KPK i KPKM. Takie rozwiązanie ma pozwolić uniknąć paraliżu w razie ponownego strajku.

Dalej mijamy Rynek Kościuszki i budynki, które zdecydowanie inaczej się już prezentują. Samochód jedzie jezdnią, która służy dziś za deptak. Na witrynach sklepowych takie nazwy jak Kodak czy Big Star. Inaczej mówiąc – prawie nie było knajp, restauracji czy dyskotek. Mieliśmy za to sklepy z odzieżą czy usługami. W dalszej części można zobaczyć też przystanek pod ratuszem, który również już nie istnieje. W oddali zielony skwerek, który zlikwidowano. Pozostało kilka drzew, bo protestowali mieszkańcy. Docelowo miało ich nie być.

Najmniej zmieniła się sama ul. Lipowa. Odświeżono tam fasady budynków, wymieniono nawierzchnię, ale generalnie dziś jest tam bardzo podobnie. W ostatnich ujęciach widzimy dworzec PKS – bez galerii i bez węzła intermodalnego. To akurat też zmieniło się dopiero w ostatnich latach.

Patrząc jednak na wszystko – widać jak na dłoni, że Białystok przeszedł gigantyczną przemianę. Oczywiście – najwięcej dała przebudowa Rynku Kościuszki w 2010 roku i remonty fasad. Warto jednak zauważyć, że nie ma już takich samochód jak dawniej. Jako społeczeństwo jesteśmy bogatsi niż w latach 90. Może tylko zastanawiać – czy nadal obawa przed strajkami jest tak duża, by trzymać rozwiązanie z lat 90. dot. komunikacji miejskiej. Ale to już temat na inną dyskusje. Tymczasem upajajmy się klimatem lat 90.

Featured Video Play Icon

Biebrzański i Narwiański. Parki Narodowe rowerem to wspaniała przygoda!

Za oknem jeszcze leży śnieg, a już wiele osób myśli o rozpoczynaniu sezonu na rower. Wbrew pozorom wystarczy ciepłe ubranie i można jeździć cały rok. W Podlaskiem jednak to jeszcze nie ten etap. W samym Białymstoku dróg rowerowych zimą się nie odśnieża, a jazda ulicami rowerem jest bardzo niebezpieczna, bo kierowcy samochodów nadal są święcie przekonani, że tylko oni mają prawo poruszać się jezdnią, przez co dochodzi do bardzo wielu wypadków i potrąceń – nawet ze skutkiem śmiertelnym. To wszystko pokazuje jak wiele jeszcze musimy zmienić, by rower był przyjemnością całoroczną, bo pogoda to akurat problem najmniejszy.

Wracając do tytułu – dziś mowa będzie o Biebrzańskim i Narwiańskim Parku Narodowym. Oba są cudownym miejscem dla rowerzystów. Szczególnie bezpiecznym, ze względu na drogi rowerowe i praktyczny brak ruchu samochodowego na wiejskich drogach w okolicy. I tak jadąc z Białegostoku możemy drogą rowerową i ogólnie bezpiecznie – drogami wiejskimi dojechać do Narwiańskiego Parku Narodowego. W sezonie – do Śliwna, w którym przeprawimy się pływającymi platformami poprzez kilometrową kładkę do Waniewa. Tu o sukcesie decyduje fakt – czy akurat jest wystarczająco wody w Narwi, by móc tą platformą się przeprawiać. Jeśli nie ma, to w miejscowości Bokiny jest most. Po drodze koniecznie powinniśmy odwiedzić Waniewo (albo od razu z Kładki, albo jadąc z Bokin), a następnie Kurowo – gdzie znajduje się siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego i kolejna kładka do zwiedzania. Jest też ośrodek edukacji.

Dalej powinniśmy udać się przez Jeżewo do Tykocina. Tu też czeka nas dogodny dla rowerów dojazd. Następnie trzeba się kierować na miejscowość Tatary, by spokojną wiejską drogą dojechać aż do Strękowej Góry, gdzie podziwiać można wspaniałe widoki. Wiosną będą tam niesamowite rozlewiska. Szczególnie, że zima była mocno śnieżna. Następnie możemy wjeżdżać do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Przed nami podróż Carskim Traktem aż do miejscowości Osowiec-Twierdza, gdzie zwiedzać możemy wspomnianą Twierdzę (z przewodnikiem) oraz kładki i bunkry. Kolejne odcinki drogi to Goniądz – gdzie nie powinniśmy sobie odmawiać wspinaczki na okoliczną górę. Możemy też obejrzeć stary młyn. Potem w Dolistowie Starym przejedziemy po moście nad Biebrzą.

W ostatnim etapie tej wspaniałej podróży pojedziemy wzdłuż rzeki aż do miejscowości Jaminy. Ostatnia prosta to kierunek Białobrzegi i Augustów, z którego można wrócić razem z rowerem – pociągiem do Białegostoku. Wycieczkę można rozbić na 2 dni, bo cała trasa to 160 km. Jeżeli chcecie na spokojnie pozwiedzać i nie spędzić w siodełku całego dnia.

Ciężka zima na Suwalszczyźnie w 1978 roku. Mieszkańcy byli przyzwyczajeni.

Suwalszczyzna to miejsce specyficzne. Tam określenie “polski biegun zimna” nie powstało na potrzeby marketingowe. To stwierdzenie faktu. Specyficzne położenie Suwałk powoduje, że jak już tam nawieje mrozu, to ten się utrzymuje bardzo długo. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź tkwi w geografii, historii i klimatologii tego regionu.

Po pierwsze Suwałki leżą na północnym wschodzie Polski, blisko granicy z Litwą i Białorusią. To miejsce, w którym polarne masy powietrza z Syberii i Arktyki napotykają cieplejsze masy powietrza z zachodu i południa. Ta mieszanka powoduje, że temperatury w Suwałkach mogą gwałtownie spaść, szczególnie w okresie zimowym. Następny ważny czynnik to topografia regionu. Na Suwalszczyźnie znajdują się wzniesienia. Najwyższe osiąga 275 m n.p.m., a najniższym punktem w Parku jest jezioro Postawelek (146 m n.p.m.). Tak duże zróżnicowanie wysokości względnych jest rzadko spotykane w Polsce północnej. To wszystko wpływa na procesy termiczne w okolicy. Wzniesienia te działać mogą jak naturalna bariery, zatrzymując zimne powietrze nad obszarem Suwałk, co sprawia, że temperatura spada jeszcze bardziej.

Dlatego taka zima jak na powyższym obrazku nikogo tam nie dziwi. Wszyscy, którzy mieszkają w Suwałkach i okolicach po prostu muszą uwielbiać niskie temperatury. Także piękne krajobrazy. Jest to także raj dla miłośników zimowych sportów, takich jak narciarstwo i snowboard.

Featured Video Play Icon

Planetarium UwB cieszy się ogromną popularnością

Niepozorny budynek na terenie kampusu uniwersyteckiego przyjął w ubiegłym roku 14 i pół tysiąca widzów na ponad 640 seansów. Mowa o Planetarium Uniwersytetu w Białymstoku. Trzeba przyznać, że to dość duża popularność, bo placówka zaczęła działalność w czerwcu 2022 roku i od samego początku budziła ogromne zainteresowanie.

Najchętniej wybieranym filmem w Planetarium była produkcja 3D „Na skrzydłach marzeń”, która to była wyświetlana podczas 180 seansów. Dużą popularnością cieszyły się też filmy „Myszki i księżyc” (prawie 150 seansów) oraz „Wszechświat i cała reszta” (ponad 130 projekcji). Planetarium najchętniej odwiedzali uczniowie szkół podstawowych i średnich oraz przedszkolaki. Specjalne wyjścia na seanse do planetarium organizują także różne organizacje oraz firmy. Coraz częściej to także pomysł na urodzinowe atrakcje dla dzieci.

Obecnie w ofercie Planetarium znajduje się 6 filmów. Więcej informacji o wolnych terminach na stronie: www.bilety.uwb.edu.pl. W budynku Planetarium i Obserwatorium na terenie uniwersyteckiego kampusu przy ul. Ciołkowskiego 1P oglądać można także wystawę astrofotografii członków białostockiego oddziału Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii – „Niebo na końcu świata”.

fot. A. Tarasiuk

Będzie można oglądać żubry pod Supraślem. W sobotę otwarcie zagrody pokazowej.

Obecnie na terenie zagrody w Kopnej Górze mieszkają cztery żubry, ale będzie ich jeszcze więcej. Nowi mieszkańcy są z Białowieskiego Parku Narodowego, ale też jeden jest z zoo w Warszawie. Pozostałe dwa pochodzą z nadleśnictw – Borki i Niepołomice. Zwierzęta trafiły do zagrody już w grudniu i powoli się aklimatyzowały z nowym miejscem. Nadszedł teraz czas, by udostępnić miejsce zwiedzającym, którzy będą mogli podpatrywać te piękne zwierzęta.

Warto jednak pamiętać, że to dzikie zwierzęta, więc odwiedzając zagrodę należy unikać hałasu. Absolutnie wykluczone jest też dokarmianie żubrów. Sama inwestycja kosztowała 15 milionów złotych. W jej ramach wybudowano specjalne kładki, którymi bę mogli poruszać się zwiedzający. Są też wieże widokowe. Dla samych żubrów stworzono obszerne wybiegi. Miejsce znajduje się na przeciwko Arboretum w Kopnej Górze niedaleko Supraśla. Dlatego planując wycieczkę – warto będzie odwiedzić zarówno jedną jak i drugą atrakcję. Zagroda czynna będzie w styczniu od 10 do 15.

 

Featured Video Play Icon

Augustów piękny nie tylko latem. Oto, dlaczego warto tam wybrać się także zimą.

Augustów to letnia stolica Polski, w ciepłych miesiącach przeżywa prawdziwe oblężenie. Bardzo popularne są plaża miejska, bulwary, wyprawy statkiem, Kanał Augustowski i wiele innych miejscówek – nad Rzeką Nettą, Jeziorem Białym i innych. Teraz jednak wszystko zasypane jest śniegiem. Czy to oznacza, że nie warto do Augustowa się wybierać? Otóż warto!

Zima całkowicie odmienia oblicze przyrody. Jej biel i cisza dodają scenerii niezwykłej magii. Zamarznięte jeziora, pokryte śniegiem drzewa, a także rzeki płynące leniwie wśród śnieżnych brzegów tworzą krajobrazy, które zapierają dech w piersiach. Spacerowanie po zaśnieżonym lesie czy wzdłuż rzeki, gdzie jedynym dźwiękiem jest skrzypienie śniegu pod butami, to wyjątkowe doświadczenie, które pozwala na chwilę uciec od codziennego zgiełku. Las zimą, choć wydaje się uśpiony, to doskonałe miejsce na piesze wędrówki czy obserwację zwierzyny, która inaczej zachowuje się w chłodniejszych miesiącach.

Zimowy pejzaż nad wodą czy w lesie to raj dla fotografów. Światło odbijające się od śniegu, kontrasty między bielą śniegu a ciemnymi kształtami drzew i krystalicznie czyste, mroźne powietrze sprawiają, że nawet amatorzy mogą uchwycić niepowtarzalne zdjęcia. Również miłośnicy przyrody znajdą coś dla siebie – zimą można zaobserwować ślady zwierząt, ptaki zimujące nad wodą czy zamarznięte formacje lodowe. Miejsca typowe dla letniego wypoczynku zimą oferują unikalną atmosferę spokoju i odosobnienia. Można tu znaleźć ciszę i spokój, nieobecne podczas letniego zgiełku. To idealne warunki do zanurzenia się we własnych myślach. Szczególnie do tego nadaje się sanktuarium w Studzienicznej.

Featured Video Play Icon

Piękno Bugu i Drohiczyna bije z tego filmu. Aż chce się lata.

Za oknem nasypało śniegu tyle, że dookoła leżą ogromne zaspy. Sytuacja niewiele się zmienia od kilku dni. To powoduje, że niektórzy odczuwają już zmęczenie zimową aurą. Odśnieżanie aut, skrobanie szyb, ubieranie wielu warstw. Aż człowiek zatęsknił za czasami, by wyjść na zewnątrz w krótkich spodenkach (lub przewiewnej spódnicy)  oraz w t-shircie. Na ten cudowny moment musimy jeszcze poczekać, a do tego czasu możemy pooglądać filmy. Jeden z takich, na który warto zwrócić uwagę to powyższy – dotyczący Drohiczyna.

Patrząc na województwo podlaskie i to co oferuje turystom, to trzeba przyznać, że Drohiczyn wcale nie jest gorszy od Tykocina – który w ostatnich latach tłumnie odwiedzany jest przez turystów. Zestawiamy te dwa miasta, bo powstały w podobnym czasie. Drohiczyn w 1429 roku, a Tykocin w 1425 roku. Warto wiedzieć, że te pierwsze jest dawną stolicą województwa. Niestety została zdegradowana działaniami rusyfikacji w XIX wieku. Dawna stolica województwa, do której zjeżdżano do szkół, na sejmiki i sądy, przekształciła się w prowincjonalne miasteczko bez perspektyw rozwoju, oddalone od nowych szlaków komunikacyjnych. Dzieło zniszczenia dokonało się tak mocno, że niewiele się zmieniło do dziś. Co prawda przez Drohiczyn przebiega droga krajowa numer 62, a także niedaleko jest droga krajowa 19. Planowana modernizacja tej drugiej i podniesienie jej rangi do ekspresowej, być może da tchnienie nowego życia także i w dawną stolicę.

Po tylu latach bycia prowincjalnym miasteczkiem, los nie odwróci się, nawet z ekspresówką, ale zyski z turystyki będzie można pomnażać. Oczywiście o ile wcześniej zaplanuje się wiele działań w tej kwestii. Póki co, to niewiele tam się dzieje. Na pewno przyciągają latem spływy kajakowe i sama rzeka Bug. Są też miejsca widokowe i sporo miejsc do wędrówki i jazdy rowerem, ale o sile przyciągania decyduje też baza noclegowa, gastronomiczna, rozrywkowa, a także dostęp do SPA, basenów, saun – które sprawiłyby, że Drohiczyn nie byłby miasteczkiem atrakcyjnym tylko w dzień. Trzeba jednak wiedzieć, że takie coś możliwe jest, gdyby ktoś chciał zainwestować w turystykę duże pieniądze. Tymczasem w Polsce – władze samorządowego i rządowe nie traktują tej gałęzi gospodarki zbyt poważnie. Nie widać kompleksowych i przemyślanych działań. A tymczasem w niektórych krajach – o wielkości Podlaskiego – turystyka jest bardzo ważną częścią PKB.

Featured Video Play Icon

Cała Puszcza Białowieska będzie parkiem narodowym? Ten film pokazuje argumenty przeciwników.

W ostatnim czasie pisaliśmy o tym, że nadchodzi wiatr zmian w Puszczy Białowieskiej. Po zmianie rządu, nowa minister środowiska odwiedziła Podlaskie, a dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego pożegnał się ze stanowiskiem. Wiele wskazuje na to, że nie skończy się na wymianie osoby na stołku. Od dawna istnieje plan, by cała Puszcza Białowieska została parkiem narodowym. Teraz polska strona kompleksu podzielona jest na 4 obszary – należące do Parku, a także do trzech nadleśnictw.

O postulat, by cała Puszcza była parkiem narodowym zabiega otwarcie stu naukowców, którzy apelowali o to jeszcze do premiera Mateusza Morawieckiego. Pomijając już argumenty związane z ochroną przyrody, zwolennicy tego pomysłu uważają, że obecnie wpływy ze zrównoważonej turystyki przyrodniczej przewyższają zyski z eksploatacji lasu. Istnieje nawet sondaż, który mówi, że 84 proc. Polaków chciałoby ażeby Puszcza Białowieska w całości była Parkiem Narodowym.

Przyjrzyjmy się argumentom przeciwnym. Te są wyłożone dokładnie w powyższym filmie. Generalnie – rozważane jest w nim – co dokładnie należy chronić – zwierzęta i ptaki kosztem roślin czy rośliny kosztem zwierząt. Wiadome jest, że uciążliwość życia w danym miejscu spowoduje migrację zwierząt. Brak ochrony roślin i pozostawienie regulacji naturze samej w sobie miałoby spowodować negatywne dla zwierząt konsekwencje i dla samej Puszczy. Z drugiej strony brak ochrony i pozostawienie “przypadkowi” czy też bycie na łasce zjawisk atmosferycznych ma przesądzać o potrzebie ochrony przez człowieka. Konkluzja jest taka, by utrzymać pewien “kompromis”, w którym człowiek będzie mógł ingerować w przyrodę. Za tym słowem kryje się możliwość wycinki lasów jak do tej pory.

O ile z takimi argumentami się nie zgadzamy, toteż chcielibyśmy, byście sami wyrobili sobie opinie w tej sprawie. Dlatego zachęcamy do obejrzenia filmu przeciwników tworzenia Parku Narodowego z całej polskiej Puszczy Białowieskiej. Warto jednak pamiętać, że zakaz nałożony na wycinki w Puszczy Białowieskiej poskutkował tym, że nadmiernie eksploatowano Puszczę Knyszyńską, która nie jest objęta zwartą ochroną. Są tam konkretne rezerwaty przyrody i inne formy przyrody. Warto jednak podkreślić, że i tu dotarł wiatr zmian. Tymczasowo nakazano wstrzymać lub ograniczyć wycinkę w wielu polskich kompleksach leśnych – w tym w Puszczy Knyszyńskiej.

Featured Video Play Icon

Nadchodzi Szczodry Wieczór – na Podlasiu znów można świętować Nowy Rok!

Bielsk Podlaski, Hajnówka, Sokółka, Siemiatycze czy Białystok – to miejsca w województwie podlaskim, gdzie w nocy z 13 na 14 stycznia będzie można zobaczyć na niebie fajerwerki, bo bardzo wiele osób świętować będzie nadejście Nowego Roku. To prawosławni obchodzą święto według kalendarza juliańskiego. Szykuje się wiele małych imprez w regionie.

Warto nieco wspomnieć o samym kalendarzu juliańskim. Powstał on już w 45 r. p.n.e. jako odpowiedź na rozregulowany kalendarz księżycowy. Niestety i z nowym był problem, który wyszedł dopiero za jakiś czas. Rok w kalendarzu juliańskim trwał 365 dni, podzielonych na 12 miesięcy, z dodatkowym dniem co cztery lata, znanym jako rok przestępny. To wprowadzenie roku przestępnego było kluczowe dla utrzymania kalendarza w zgodności z rocznym cyklem słonecznym.

Mimo swojej innowacyjności, kalendarz juliański nie był doskonały. Miał niewielkie, ale kumulujące się błędy, ponieważ rok słoneczny jest nieco krótszy niż 365,25 dnia. Ponadto urzędnicy odpowiedzialni za pilnowanie lat przestępnych swoje obowiązki wykonywali na tyle niechlujnie, że w pewnym momencie i kalendarz juliański się rozregulował, przez co w przeciągu 36 lat zamiast 9 wtrącano do kalendarza 12 dni. Doszło też do zmian w liczbach dni w poszczególnych miesiącach. Pierwotnie piąty, szósty i siódmy miesiąc (dzisiaj ten same miesiące to siódmy, ósmy i dziewiąty) miały po 31 dni. Później doszło do zmian – na część cesarza Augusta zmieniono Sextilis na Augustus. W Polsce znany jako Sierpień. Wbrew powszechnym legendom – zarówno w poprzedniej nazwie jak i w nowej – ten miesiąc miał 31 dni, więc nie został wydłużony kosztem lutego, który od samego początku miał 28 dni, a w lata przestępne 29.

Problemem kalendarza juliańskiego było spóźnianie się o 1 dzień na 128 lat w stosunku co o słońca. Dlatego też powstał kalendarz gregoriański. Pomimo tej zmiany, kalendarz juliański nadal jest stosowany przez niektóre kościoły wschodnie oraz w różnych celach kulturowych i historycznych. Na Podlasiu nie ma problemu by stosować oba kalendarze – najpierw świętują Boże Narodzenie i Sylwestra katolicy (i wszyscy chętni), następnie te same święta obchodzą prawosławni. Boże Narodzenie już było, teraz czas na sylwester juliański czyli popularny Szczodry Wieczór lub Małanka.

W głośnikach będą królować takie zespoły jak Zorka, Prymaki, Time, Viesna, Czeremszyna, Kalinka, Pozytyw, Vieroza czy Ruch. Playlista do słuchania poniżej:

Featured Video Play Icon

Zimowa magia przyrody. Piękna aura jeszcze się utrzyma.

Za oknem panuje typowa zimowa sceneria i nic nie wskazuje na to, by w ciągu najbliższych dwóch miesięcy coś się zmieniło. Przymrozek skutecznie maluje drzewa na biało, a śnieg przykrywa ziemię miękką, cichą kołderką. Według prognoz, ta urokliwa aura zimy będzie trwać do końca lutego. Ale czy zastanawialiśmy się kiedyś, jak przyroda radzi sobie w tych mroźnych warunkach? Dlaczego zima jest tak istotna dla prawidłowego funkcjonowania kolejnych pór roku?

Lasy, które latem były pełne życia, w okresie zimy przekształcają się w miejsce spokoju i ciszy. Drzewa, które wiosną i latem dostarczały cieni i schronienia dla dzikiego życia, teraz odpoczywają. Liście opadły, a gałęzie pokryły się warstwą śniegu, co pomaga w ochronie przed mrozem. Drzewa ograniczają także utratę wody przez transpirację, co jest istotne w sezonie zimowym, kiedy dostęp do wody z deszczu jest ograniczony. Zima jest kluczowym okresem dla lasów, ponieważ pozwala na ich regenerację. Śnieg działa jako naturalna izolacja, chroniąc korzenie drzew i rośliny przed ekstremalnymi temperaturami. Głębszy pokład śniegu to także zasobnik wody, który zasili strumienie i rzeki w okresie wiosennego topnienia.

Rzeki, które płynęły dynamicznie latem, teraz w zimie ulegają przemianie. Przymrozek sprawia, że powierzchnia wód zamarza, tworząc magiczne krajobrazy lodowych formacji. To stanowi wyzwanie dla ryb i innych organizmów wodnych, ale także wpływa na ekosystem rzeczny. W okresie zimy ryby dostosowują się do warunków, zmniejszając swoją aktywność i obniżając metabolizm. Niektóre gatunki, takie jak pstrągi, szukają schronienia w głębszych i mniej zamrożonych miejscach rzeki. W miarę topnienia lodu wiosną, życie w rzekach budzi się do życia, a ryby wracają do aktywności.

Zima to dla dzikich zwierząt czas wyzwań i walki o przetrwanie. Niska temperatura i ograniczone źródła pożywienia sprawiają, że zwierzęta muszą być sprytne i oszczędne w zużyciu energii. Niektóre gatunki hibernują, co pozwala im przetrwać okresy, kiedy pożywienia jest niewiele. Ptaki migrują na cieplejsze tereny, gdzie mogą znaleźć dostęp do pożywienia. Inne zwierzęta, takie jak wilki czy jelenie, zmieniają swoje zwyczaje żerowania, przemieszczając się w poszukiwaniu młodych pędów drzew i innych roślin. Żubry można napotkać na polach rolników.

Featured Video Play Icon

Kraina Otwartych Okiennic nigdy się nie nudzi! Jest tam już trochę inaczej.

Jeżeli dawno nie byliście (albo nigdy) w Socach to będziecie stąpać po współczesnej kostce brukowej. Wcześniej ulica była wyłożona tak zwanymi “kocimi łbami”. Klimat był niesamowity, ale przeszkadzało to wszystkim – zarówno mieszkańcom jak i odwiedzającym. Jazda po kocich łbach samochodem to prawdziwa udręka. Więc mamy coś za coś. Na szczęście ludzie przyjeżdżają do Soc, Puchłów, Trześcianki i wielu innych okolicznych miejscowości dla otwartych, pięknie zdobionych okiennic i ornamentów, a nie by stąpać kocimi łbami.

Nazwa “Soce” – pochodzi od socenia – czyli sączenia. Pierwsi osadnicy napotkali źródełko i założyli w jego okolicy dzisiejszą wieś. Starsi mieszkańcy porozumiewają się we wsi tak zwanym “chachłackim”, “swoim” lub “prostym”. Nauka kategoryzuje tą gwarę do języka północno-ukraińskiego lub zachodnio-poleskiego. Mimo to ludność ta nie zdołała wykształcić ukraińskiej tożsamości narodowej, co zdaje się być symptomatyczne z racji położenia geograficznego Soc i historii regionu, zaś w spisach powszechnych deklarowana jest tu białoruska przynależność narodowa. Obecnie, z racji nowych pokoleń niwelują się już różnice językowo-kulturowe, które przez wieki kształtowały mapę kulturową północnego Podlasia.

Featured Video Play Icon

Podlasie zimą. Zamarznięte piękno i dzikie zwierzęta na wyciągnięcie reki.

Zimowy krajobraz Podlasia to spektakularne połączenie surowego mrozu i niepowtarzalnego piękna. Kiedy termometry pokazują 20 stopni poniżej zera, natura przybiera zupełnie nową postać. Wszystko wokół zamienia się w krystaliczny świat, gdzie drzewa pokryte szronem tworzą bajkowe sceny, a pola i łąki zamieniają się w lśniące połacie śniegu.

Warunki zmuszają dzikie zwierzęta do zmiany swoich zachowań. Z lasów na otwarte przestrzenie wyłaniają się liczne gatunki zwierząt w poszukiwaniu pożywienia. Nie brakuje króla podlaskiej kniei – żubra. To idealny czas dla miłośników natury i fotografów, aby podziwiać te dzikie stworzenia w ich naturalnym środowisku. Rano, gdy słońce wschodzi, rozświetlając mroźne krajobrazy, można też zaobserwować sarny, jelenie czy dziki, które ostrożnie przemierzają śnieżne pola. Jeżeli będziemy mieli trochę szczęścia to napotkamy również wilki.

Jeżeli zdecydujemy się na wycieczkę, warto bardzo ciepło się ubrać. Podczas wyprawy w teren odpowiedni strój jest kluczowy. Blisko pól wieje wiatr, a gdy jesteśmy niedaleko rzeki, to zimno będzie spotęgowane od wilgoci. Aby cieszyć się pięknem zimowej przyrody bez ryzyka przemarznięcia, należy pamiętać o kilku warstwach ubioru. Przyda się bielizna termoaktywna, która odprowadzi wilgoć z ciała. Do tego izolująca swetrem czy polarem, a na na to jeszcze wodoodporna kurtka. Ważne jest też mieć czapkę, rękawicę, ciepłe zimowe i wodoodporne buty. Nie ma co też wzgardzać termosem z herbatą i czymś słodkim. Taka wyprawa energię i ciepło będzie z nas wysysać powoli, ale skutecznie. Mimo wszystko dla takich widoków jakie mamy – warto.

puszcza-bialowieska-magiczna-gdy-spadnie-snieg

Cała Puszcza Białowieska będzie Parkiem Narodowym? Wieje wiatr zmian.

Wiatr zmian zaczął wiać w stronę Puszczy Białowieskiej. W ostatnim czasie to wyjątkowe miejsce było wizytowane przez nową minister środowiska, a zaraz po tym można było przeczytać komunikat o odwołaniu dyrektora Białowieskiego Parku Narodowego. Przypomnijmy, że objął on stanowisko po tym – gdy w skandalicznej atmosferze pozbyto się jego poprzedniczki.

15 listopada 2017 r., nieżyjący już minister Jan Szyszko (PiS) odwołał dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego – Olimpię Pabian. Nieoficjalnie chodziło o to, że sprzeciwiała się komercjalizacji odstrzału żubrów w Puszczy Białowieskiej. Tak – ktoś wpadł na pomysł – że skoro żubry są pod ochroną, a czasem trzeba w ostateczności któregoś odstrzelić – to ta “przyjemność myśliwego” będzie sprzedawana za wysokie pieniądze. Inaczej mówiąc – za czasów ministra Szyszko (PiS) chciano uczynić odstrzał – obrzydliwą rozrywką dla bogatych.

W kolejnym konkursie, organizowanym już przez kolejnego ministra – Kowalczyka (PiS) na stanowisko ponownie wystartowała Olimpia Pabian. Wraz z nią Grzegorz Bielecki – nadleśniczy z Hajnówki (od 2018 roku na emeryturze), o któremu organizacje ekologiczne zarzucały niezgodną z prawem wycinkę w Puszczy Białowieskiej. Startował też Michał Krzysiak – weterynarz i myśliwy z Lublina, który to konkurs wygrał i objął stanowisko, na którym trwał aż do grudnia 2023 roku. Czyli przez 6 lat.

Paulina Hennig-Kloska – nowa minister klimatu (Polska 2050) w ostatnim czasie wizytowała europejską perłę – Puszczę Białowieską. Wiadomo, że razem z odwołaniem dyrektora należy się spodziewać pewnych zmian, nie tylko na stołku. Przede wszystkim – terytorium Parku Narodowego może się powiększyć.

Chodzi o to, że Puszcza Białowieska to rozległy kompleks leśny położony zarówno w Polsce jak i na Białorusi. Po naszej stronie Puszcza jest podzielona pomiędzy Park Narodowy z rezerwatami, a także trzy nadleśnictwa, które gospodarują lasem (wycinają drzewa i handlują drewnem). Od wielu lat istnieje pomysł, by cała polska strona Puszczy Białowieskiej została Parkiem Narodowym. Jest to bardzo daleko idący pomysł, który będzie miał wpływ nie tylko na gospodarkę leśną, ale ogólnie na gospodarkę naszego regionu.

Jedno jest pewne, na razie powstanie Konstytucja dla Białowieskiego Parku Narodowego. To ten dokument wyznaczy przyszłość Puszczy i jej ochrony. A jest o co się spierać, bo z jednej strony Białowieski Park Narodowy chroni najlepiej zachowany fragment Puszczy Białowieskiej – ostatni na niżu Europy las naturalny, o charakterze pierwotnym, jaki przed wiekami rozciągał się w strefie lasów liściastych i mieszanych. Szczególnie cenna jest w nim duża różnorodność roślin i zwierząt. Z drugiej włączanie kolejnych obszarów w struktury ochronne spowoduje, że wiele osób straci pracę. W zasadzie doszłoby do transformacji gospodarczej na tych terenach – ograniczając działalność wyłącznie do turystyki. Najbardziej na zmianach ucierpiałaby Hajnówka – która jest najbliżej położonym miastem od Białowieskiego Parku Narodowego.

O postulat, by cała Puszcza była parkiem narodowym zabiega otwarcie stu naukowców, którzy apelowali o to jeszcze do premiera Mateusza Morawieckiego.

Featured Video Play Icon

Ależ się działo! Zobacz co robiła młodzież i się zainspiruj.

Czasy mamy takie, że jak nie komputer i komórka to telewizor są tymi “umilaczami” czasu. Dlatego powyższy film pokazuje, że nie tylko warto wyjść poza ekran i zrobić coś konkretnego, namacalnego, ale także można się zainspirować działaniem innych i odnaleźć w sobie nową pasję.

Tworzenie odzieży czy fotografowanie – “jak dawniej”, nagrywanie muzyki, taniec czy bycie DJ-em, robienie graffiti – to propozycje, z których mogli skorzystać młodzi ludzie w podlaskich instytucjach kulturalnych w swoich gminach – Goniądzu, Sokółce, Hajnówce czy Białymstoku. Warto zauważyć, że były tu propozycje związane z nowoczesnością jak i dawnymi czasami. Warto było się dowiedzieć jak dawniej przy pomocy nici i innych narzędzi – tworzono odzież. Tak samo można było się nauczyć robić fotografię tak, gdy czyniono to przed erą aparatów cyfrowych.

Z nowocześniejszych zainteresowań – uczestnicy poznawali tajniki studia nagraniowego, w którym można było nagrać na przykład utwór hip-hopowy, a następnie go zmiksować z muzyką. Młodzież mogła też się wcielić w ulicznych artystów – malując graffiti. Inna grupa natomiast nauczyła się jak umilać czas – grając profesjonalnie muzykę na imprezach. W Hajnówce natomiast z racji koegzystowania ze sobą Polaków i Białorusinów – uczono się wielokulturowości między innymi poprzez taniec.

Wspaniałe inicjatywy zasługują na promowanie ich. Niech też będą inspiracją dla Was i dla Waszych pociech – co można robić w czasie wolnym, by nie ślęczeć przez ekranem.

Dane GUS mogą zaboleć. Białystok się wyludnia. Oto dlaczego.

Nie takiej końcówki kolejnej kadencji spodziewał się Tadeusz Truskolaski. Najnowsze dane GUS są zapewne dla niego bardzo bolesne. Tyle naszych pieniędzy wpompował w miasto, w te wszystkie inwestycje, a wredni mieszkańcy się wyprowadzają. Dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że stolica Podlaskiego jest trzecim z polskich miast, które najbardziej się wyludnia. Na pierwszym jest Bydgoszcz, której saldo migracji ma minus 763 mieszkańców. Drugą lokatę zajmuje Łódź, która ma ujemne saldo mieszkańców minus 708. A Białystok na trzecim miejscu zamyka podium z wynikiem minus 577 mieszkańców.

Pomyślmy, skoro tyle Prezydent Tadeusz Truskolaski tych inwestycji przeprowadził przez te lata trzymania stołka, to dlaczego mieszkańcy się wyprowadzają? Jeżeli ktoś pamięta miasto sprzed ery ówczesnego włodarza, to doskonale zdaje sobie sprawę, że dziś Białystok wygląda zupełnie inaczej. Jest dużo ładniej, estetyczniej, nowocześniej. Jak widać, za tą fasadą nie kryje się nic więcej, bo jedno to cieszyć oko, drugie to żyć w tych pięknościach na co dzień. Okazuje się, że więcej osób woli stąd wyjechać. A to dlatego, że Tadeusz Truskolaski oprócz remontu fasady, nie rozwiązał żadnego problemu, który trapił miasto.

Nie mamy lotniska (tu uczciwie trzeba przyznać, że chociaż rzeczywiście coś robił), zarobki w porównaniu z innymi miastami nadal bardzo słabe, komunikacja miejska fatalnie zorganizowana, brak sensownej przestrzeni biznesowej, niska renoma białostockich uczelni. Teraz zobaczmy, co się za tymi hasłami kryje.

O białostockim lotnisku i tym jak powstaje można napisać całą książkę. Skupmy się jednak na tym, że w stolicy podlaskiego o lotnisku się dyskutuje. Tadeusz Truskolaski, gdy nie miał większości w Radzie – dał radę wybudować pas startowy. Gdy tą większość ma – jest zablokowany brakiem stosownych pozwoleń i decyzji. Gdyby tak jednak potrafił dostrzegać, że jego silny elektorat negatywny twardo protestuje przeciwko lotnisku to albo powinien sobie odpuścić albo przed budową pasa zająć się likwidacją przeszkód lotniczych. Włodarz Białegostoku postanowił najpierw przeforsować pas, który od lat stoi bez możliwości używania w całej długości.

Kolejny problem to zarobki. Przez te wszystkie lata Tadeusz Truskolaski nie zrobił absolutnie nic realnego, co by doprowadziło do wyższych zarobków w mieście. Co bardziej kuriozalne, prezydent jest przecież ekonomistą, więc na “robieniu pieniędzy” powinien znać się jak mało kto. Gdy spojrzymy na największe firmy w mieście – to są one własnością kilku biznesmenów. Wygląda to tak, że kilka osób w mieście trzyma potężny kawał białostockiej gospodarki. Tymczasem żaden przedsiębiorca sam z siebie nie podnosi pensji ludziom. Potrzebuje do tego konkurencji. Liczba lokali do wynajęcia w mieście jest gigantyczna. Małe i średnie biznesy kompletnie nie są zainteresowane Białymstokiem. Tym bardziej tej duże – gdy miasto trzyma kilku biznesmenów.

Kolejny problem to fatalna komunikacja miejska. Nocna nie istnieje, bo jak to powiedział jeden wiceprezydentów – można wynająć Bolta. Dobrze, że nie każe jeździć taksówkami w dzień. Drogie bilety, słaba siatka połączeń, brak szybkich linii – to tylko wierzchołek góry lodowej. Jeszcze do nie dawna – nie można było jeździć kilkoma autobusami na jednym bilecie. Generalnie lata beznadziejnego zarządzania komunikacją spowodowało, że ludzie wybrali samochody i wolą nimi stać w korkach na zwężonych buspasami i zatłoczonych ulicach niż jeździć tym co proponuje Tadeusz Truskolaski. Bo to pod żadnym kątem się nie opłaca.

Ostatni temat to renoma białostockich uczelni. Mimo, że prezydent Truskolaski pochodzi ze środowiska naukowego, to bezpośrednio nie ma wpływu na uczelnie. Są to bowiem twory autonomiczne. Natomiast warto przytoczyć tu pewne liczby. Był moment, gdy w mieście było 50 tys. studentów. Teraz studiuje w mieście około 20. tys. osób. I tu pytanie czy prezydent mógł zatrzymać ten gigantyczny spadek. Oczywiście – wystarczyło wykreować Białystok jako świetne miejsce do spędzenia kilku lat na studiach. Tymczasem taki Olsztyn od lat słynie z “Kortowa” – czyli miasteczka studenckiego. Warszawa, Kraków czy Gdańsk – przyciągają jak magnes nie tym, że są ogromne, ale możliwościami jakie dają studentom. Bogate życie kulturalne, mnóstwo miejsc do realizacji pasji, a także świetna komunikacja. Czyli wszystko to – czego w Białymstoku nie ma.

Jak to jest w Białymstoku? Stoi sobie kampus Uniwersytetu w lesie, z dala od centrum, bez porządnej możliwości dojazdu autobusem. Studenci zgodnie przyznają, że zajęcia tam to udręka – bo nic tam nie ma – nawet dobrego zasięgu w telefonie. Do tego jest jeszcze kampus Politechniki. Tu jest dużo lepiej – bo bliżej centrum, z bardzo dobrymi połączeniami, akademikami. Zadaniem Prezydenta Białegostoku powinno być nie tylko tworzenie dobrej atmosfery wokół miasta, ale także tworzenie dogodnych połączeń i innych warunków towarzyszących studiowaniu. Skoro jakość nauki w Polsce jest fatalna, to można chociaż umilić ludziom to co jest. Po co studiować w Białymstoku skoro ciekawej jest w Olsztynie, Warszawie, Krakowie, Gdańsku? Prezydentowi konkurencja zdaje się w ogóle nie przeszkadza. Jemu przeszkadzają tylko tacy jak my – co ciągle się czepiają i wymagają.

Jedno jest pewne. Jeżeli w Białymstoku będzie kolejna kadencja Truskolaskiego i jego świty, to saldo ujemne mieszkańców może być jeszcze wyższe.

Featured Video Play Icon

Powstał raport Straży Granicznej. W pełni potwierdza to co pisaliśmy o zaporze.

W maju 2023 roku w jednej z publikacji pytaliśmy czy wszyscy zostaliśmy oszukani, bo zapora na granicy nie działa. Na potwierdzenie tej tezy podaliśmy liczby. Okazało się, że Straż Graniczna stworzyła wewnętrzny raport, który potwierdza to co pisaliśmy. O dokumencie poinformowała Gazeta Wyborcza.

Jak podawaliśmy w maju: 60 proc. średniej osób odnotowanych na polskiej i niemieckiej granicy – zostaje zatrzymana w Niemczech. To więcej niż połowa! Tymczasem raport Straży Granicznej, a konkretnie Biura Analityczno-Sytuacyjnego Komendy Głównej Straży Granicznej pod tytułem: “Presja migracyjna z Białorusi do Polski, Litwy i Łotwy na granicy zielonej w okresie od 1 stycznia do 17 września 2023 r.” mówi, że zapora była skuteczna w ponad 60 proc. (złapano ponad 17 tys. migrantów, przeszło prawie 13 tys.). Jednak należy zauważyć, że większość migrantów podejmowała więcej niż jedną próbę nielegalnego przejścia.

W maju pytaliśmy “Czy wszyscy zostaliśmy oszukani”. Dziś odpowiedź jest już znana i oficjalnie potwierdzona. Tak, poprzedni rząd wszystkich nas oszukał. Zapora na granicy polsko-białoruskiej nie spełnia swojego zadania. Stalowy, 5,5 metrowy płot z elektroniką, dzięki której można monitorować granicę w czasie rzeczywistym kosztowała 1,6 miliarda złotych. Samorządy oszacowały też zniszczenia w związku z budową tej zapory na dodatkowe 400 milionów złotych. W czasie budowy Polacy nie mieli możliwości zbliżania się do granicy. Na przygranicznych ternach zwiększono kontrole pojazdów – zaglądając do bagażników. W lasach ludzie zaczęli odnajdywać pierwsze zwłoki, wycieńczonych migrantów, którzy złapani na granicy zostawali wypychani z powrotem na Białoruś. “Szczęściarze” wypełniali szpital w Hajnówce, czy ośrodek dla cudzoziemców.

Cały nasz artykuł z maja tutaj:

Czy wszyscy zostaliśmy oszukani? Zapora na granicy nie działa. Liczby nie kłamią.

 

 

fot. UM Białystok

Pierwszy białostoczanin w 2024 roku to Jan. Przyszedł na świat o 5.55.

Nowy Rok to także okazja, by przywitać pierwsze narodzone dziecko. W 2024 roku o 5.55 przyszedł na świat Jan, syn Agnieszki i Sebastiana. Nowego mieszkańca przywitał prezydent Tadeusz Truskolaski. Szczęśliwi rodzice otrzymali wyprawkę i bon o wartości 3 tysięcy złotych na potrzeby dziecka. Rok 2024 rozpoczął się w Białymstoku od wydarzenia pełnego ciepła i nadziei. Narodziny Jana są nie tylko radosnym momentem dla jego rodziny, ale także symbolizują początek nowego rozdziału w życiu naszego miasta. Trzymamy kciuki, by składał się on tylko z dobrych wieści.

Przy okazji warto wspomnieć o demografii Białegostoku. Na stronie Urzędu Miasta ostatnie dane pochodzą z października 2023 roku. Białystok liczy sobie 292 100 mieszkańców, zajmując 10. miejsce w rankingach pod względem populacji. Na awans jeszcze wyżej nie mamy żadnych szans. Dziewiąta Bydgoszcz wyprzedza nas o prawie 40 tys. osób. Najliczniejsza jest Warszawa. Stolica Polski liczy sobie 1,8 mln mieszkańców.

Warto przy okazji wspomnieć o najpopularniejszych imionach nadawanych dzieciom w Białymstoku. Jan zajmuje dopiero czwartą lokatę. Palmę pierwszeństwa dzierży Aleksander. Następnie Antoni i Franciszek. Za Janem jest jeszcze Jakub. Wśród kobiet – na podium są Julia, Laura, Zofia, Zuzanna, Marcelina, Hanna. Warto podkreślić, że to dane z 2022 roku, więc przez ostatni rok dane mogły nieco się zmienić.

Featured Video Play Icon

Prawdziwa petarda od Zenka na koniec roku. “Dziki Zachód” to już nie disco polo.

Zenek Martyniuk i jego grupa Akcent zaskoczyli najnowszym utworem na koniec 2023 roku. 29 grudnia miała miejsce premiera klipu “Dziki Zachód”. Przyzwyczajeni do tanecznych i skocznych rytmów disco polo mogą być zaskoczeni, bo najnowszy kawałek do disco polo raczej nie da się zaliczyć. Tym razem kowboj Zenek poszedł w country. Efekt? Piorunujący! Szczególnie, gdy słucha się tego w zestawieniu z profesjonalnym klipem nagranym w USA, w okolicach Phoenix w Arizonie.

Można podziwiać Zenka z gitarą ubranego niczym przystojny kowboj, któremu towarzyszy piękna kobieta. Przechadzają się oni po amerykańskim miasteczku z XIX-wieku. Można tez podziwiać przepiękne, galopujące konie. Czy refren będzie zapamiętany? A brzmi on tak: Na koniec świata wyruszymy dziś, za piękną wodą spełnimy nasze sny. Na dziki zachód w świetle pięknych gwiazd, zaczniemy nowy rozdział nazwany Ty i Ja. Pierwsze testy jak to się śpiewa wiele osób będzie mogło zrobić już w noc sylwestrową.

Nie mamy wątpliwości, że Dziki Zachód będzie hitem. Podziwiamy, że Zenek Martyniuk ze statusem ogromnej gwiazdy nie spoczął na laurach tylko dalej, cyklicznie wypuszcza nowe utwory. Trzymamy kciuki, by takich utworów było jak najwięcej!

Featured Video Play Icon

Powstał film o jednej z ulic w Hajnówce. Co w niej takiego wyjątkowego?

Ulica Wierobieja w Hajnówce doczekała się filmu na własny temat. Co takiego ma w sobie? Zacznijmy od tego, że ul. Księdza Ignacego Wierobieja nie jest jedną z głównych. Odchodzi  od głównej drogi, a dokładnie od ronda św. Jana Pawła II i prowadzi do bocznej ul. Stefana Batorego. Natomiast sama uliczka jest wyjątkowa. Panuje na niej specyficzny klimat, który przenosi nas czasie do wczesnych lat. 90. Stare budynki, pstrokate szyldy i bardzo gęsta i wąska zabudowa.

Ulica jest tak wyjątkowa, że w Hajnówce obchodzi się Dzień Ulicy Wierobieja (świętowano je 6 sierpnia) Z tejże okazji powstał również powyższy film. Usłyszeć można wspomnienia od kilku osób, które są z nią w jakiś sposób związane. Warto dodać, że to jedna z najstarszych ulic w Hajnówce – leży w dawnej dzielnicy żydowskiej. Kiedyś była to Targowa, później Buczka. Było to miejsce, które tętniło życiem zarówno przed wojną jak i długo po wojnie. Stąd inicjatywa, by przywrócić jej czasy świetności. Uczyniono starania, by ulica stała się atrakcją turystyczną. Trzeba przyznać, że to wyjątkowa i świetna inicjatywa.

Featured Video Play Icon

Branicki ściągnął siostry z Francji, by opiekowały się chorymi w Białymstoku

Białystok, miasto o bogatej historii, od dawna stanowi ważny punkt na mapie medycyny polskiej. W 1987 roku Marian Szamatowicz – ginekolog, położnik, profesor nauk medycznych, dokonał pierwszego w Polsce udanego zabiegu zapłodnienia człowieka metodą in vitro. Miało to miejsce w naszym mieście. Wcześniej dr Irena Białówna – wybitna lekarz pediatra, społeczniczka, żołnierz Armii Krajowej oraz więźniarka niemieckich obozów koncentracyjnych w historii Białegostoku i medycyny zapisała się jako wybitna postać.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej prowadziła szpital dziecięcy przy ul. Fabrycznej. Po zajęciu miasta przez Niemców, latem 1941 r., szpital ten znalazł się na terenie getta. Chore dzieci ewakuowano na ul. Warszawską. Irena Białówna wraz z Anną Ellert starały się zapewnić tam opiekę i pomoc medyczną zarówno dzieciom polskim, jak też żydowskim i zagubionym podczas działań wojennych dzieciom obywateli ZSRR. Irena Białówna prowadziła również zakazany przez okupanta zakład opiekuńczy dla maluchów przy szpitalu, a dla dzieci powyżej 3 lat – drugi, przy ulicy Sitarskiej.

W czasach epoki oświecenia, gdy Białystok był miastem prywatnym Jana Klemensa Branickiego, dzięki fundacjom jego rodu, Białystok zyskał swoje pierwsze szpitale. Parafialny i żydowski były kamieniem milowym w historii opieki zdrowotnej miasta, zapewniając wsparcie dla potrzebujących. W tym okresie miasto stało się również domem dla zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Te specjalnie przeszkolone w opiece nad chorymi siostry odegrały kluczową rolę w rozwoju lokalnej służby zdrowia.

To dzięki staraniom Branickich, na dworze pojawili się także wybitni medycy, wśród których prym wiedzie Jakub Feliks de Michelis. Ten znakomity chirurg i położnik założył w Pałacu Branickich Instytut Akuszerii, jeden z nielicznych w ówczesnej Rzeczpospolitej.

Featured Video Play Icon

Nowe Centrum Przesiadkowe w Białymstoku działa tak, że można się pogubić!

Niektórzy mogą pojechać w złym kierunku, gdy będą korzystać z nowego Centrum Przesiadkowego w Białymstoku przy dworcach kolejowym i autobusowym. Wszystko dlatego, że te same linie autobusów odjeżdżają z przystanków obok siebie. Zatem ktoś, kto dopiero przyjechał do miasta po raz pierwszy może się pomylić. Podobnie jak ci wszyscy, którzy z komunikacji nie korzystają regularnie.

Zwykle, gdy czekamy na autobus, to upewniamy się przede wszystkim, że numer linii się zgadza. Chcemy jechać dwudziestką? Wypatrujemy świecącego numeru 20. Tymczasem w Centrum Przesiadkowym, które funkcjonuje od niedawna przy dworcach kolejowym i autobusowym – te same linie zatrzymują się przy dwóch różnych przystankach. Mowa tu o 19, 20, 23, 27, 29. Na wiacie jest na czerwono ostrzeżenie, ale nie oszukujmy się, w świecie zapchanym szyldami, reklamami, znakami, nie każdy czyta wszystko co go otacza. Dlatego też można postawić hipotezę, że ten system jest mylący. Szczególnie, że nigdzie indziej w mieście nie funkcjonuje. Z drugiej strony odjazd tych samych linii – w różnych kierunkach – z tej samej wiaty byłby jeszcze bardziej mylący.

Dlatego rozwiązaniem może być przesunięcie jednego przystanku. Chociaż to wygodne, że teraz dwa przystanki są obok siebie, to jednak oddalenie ich na taką odległość, by ta sama linia nie była dostępna w zasięgu wzroku powinno pomóc. Oczywiście to jest detal, który by ułatwił życie. Natomiast zdajemy sobie sprawę, że nasz apel może trafić w próżnie, bo w Białymstoku tylko urzędnicy wszystko wiedzą najlepiej i skoro tak wymyślili, to tak ma być, a mieszkańcy nie powinni się mieszać. Warto jednak o tym wspominać, bo żadna władza nie jest wieczna, więc katalog tego typu spraw może kiedyś trafić do nowych rządzących, którzy być może zmienią filozofię rządzenia i uporządkują infrastrukturę w Białymstoku. A jest co robić, bo nie tylko komunikacja miejska jest do poprawy w mieście, ale też drogi rowerowe, znaki drogowe i wiele innych.

Featured Video Play Icon

Na Podlasiu ligawki mają się cały czas dobrze! Posłuchajcie mistrza gry.

Pan Andrzej Klejzerowicz z Ciechanowca jest mistrzem gry na ludowych instrumentach dętych. To także rzemieślnik i twórca ligawek, bazun i rogów pasterskich. Jest reprezentantem zawodu, który można powiedzieć zaczyna zanikać. Ale dzięki Panu Andrzejowi, nie na Podlasiu!

Ligawka to tradycyjny polski instrument dęty, często kojarzony z regionem Podhala. Tymczasem na Podlasiu i Mazowszu występuje od XI wieku! Jest to rodzaj rogu pasterskiego, wykonanego zwykle z naturalnego materiału, takiego jak drewno lub róg. Instrument ten charakteryzuje się prostą budową i unikalnym, głębokim brzmieniem. Ligawka była wykorzystywana głównie przez pasterzy do komunikacji na duże odległości w terenach górskich, a także w różnych obrzędach i uroczystościach ludowych. Jej dźwięk jest donośny i może być słyszany z bardzo daleka, co było szczególnie przydatne w górskich terenach. Dziś jest używana raczej “od święta” i to nie tylko na Podhalu, ale także na Podlasiu! Odgrywa tu ważną rolę w kulturze i muzyce regionalnej, będąc elementem folkloru i tradycji.

W okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, co roku w Ciechanowcu odbywa się konkurs gry na instrumentach pasterskich. W trakcie trwania adwentu gra się na ligawce. Miejscowi Legacze – w tym Pan Andrzej, przez cały jego okres aż do świąt wychodzą przed dom i wyjątkowym i pięknym dźwiękiem przypominają mieszkańcom, że wkrótce oto narodzi się Jezus. Posłuchajcie sami tego wyjątkowego brzmienia na filmie powyżej.

Do dźwięków, które są wygrywane na instrumencie można przypisać słowa. Są to tak zwane zaśpiewy. Na Podlasiu najczęściej słyszanymi są: “Adwentu, Adwentu cztery niedziele”, “Wstawajcie psubraty, już czas na roraty” czy “Babi ud, Babi ud, Dziadowe kolano”. Na Mazowszu natomiast najpopularniejszym jest: “Nie siał, nie orał, nie będziesz zbierał”. A warto o tym wspomnieć, bo Ciechanowiec leży na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

Co za patologia! Deweloperzy sami sobie uchwalają prawo w Białymstoku.

Zwykła, ludzka przyzwoitość nakazuje nie podejmować decyzji we własnej sprawie. Na wypadek, gdyby ktoś takiej nie posiadał – jest jeszcze prawo, które mówi, że Radny nie może brać udziału w głosowaniu w radzie ani w komisji, jeżeli dotyczy ono jego interesu prawnego (art. 25a – Ustawy o Samorządzie gminnym). Ani jedno, ani drugie nie przeszkadzało Mateuszowi Sawickiemu z PiS – radnemu Rady Miasta Białegostoku, by głosować za uchwałą pozwalającą budować blokowiska tam, gdzie do tej pory nie można było tego robić. Ten sam Sawicki na co dzień jest deweloperem.

Z ojcem i bratem prowadzą firmę Jaz-Bud. Czerwone wielkie napisy świecą na ich blokowiskach. Między innymi na Młynowej, Świętokrzyskiej, Wierzbowej, Nowowarszawskiej czy Ryskiej i Łąkowej.

I co? I nic. Wygląda to tak, że praktycznie nikogo to nie obchodzi. Żaden z radnych publicznie nie wyraża dezaprobaty, nie słychać by przeszkadzało to Prezydentowi Miasta. Lokalne media? Wspomina o tym tylko Gazeta Wyborcza, którą czyta garstka – bo jest na abonament. Dlatego o takiej sytuacji śmiało można powiedzieć, że to wielka patologia. Bantustańskie standardy w Białymstoku to niestety “norma”. Gdyby o takiej patologicznej sytuacji wspomnieli dziennikarze innych lokalnych mediów to wylecieliby w moment, bo to media głównie kontrolowane jeszcze przez PiS. Niech ktoś jednak nie myśli, że teraz – gdy doszło do zmiany na PO + reszta – będzie lepiej.

Wymieniany w plotkach jako przyszły nowy szef TVP Białystok, jeden z wiceprezydentów – Rafał Rudnicki, chwalił się na swoim koncie Facebook, że w ciągu ostatnich pięciu latach w Białymstoku najbardziej spośród kilkudziesięciu miast Europy wzrosła jakość życia. Tak ma wynikać z raportu na zlecenie Komisji Europejskiej. Okazuje się, że oceniali to sami mieszkańcy, a nie jakieś obiektywne przesłanki. Gdy w komentarzach na jego koncie społecznościowym zostało mu wypomniane, że w niezależnych badaniach Białystok wypada kiepsko oraz że miasto wyludnia się, to ten komentarz przez Rudnickiego został ocenzurowany, który musiał ukryć opcji “ukryj post”, gdyż tylko on oraz autor komentarza go widzą – reszta nie.

To też standardy Białegostoku. Wystarczy odpowiadać “nieprawomyślnie” (nawet jeżeli kulturalnie) na propagandę, a oficjalny profil miasta na Facebooku zablokuje dostęp. Tak też się stało w naszym przypadku.

Żyjemy obok Białorusi i tą totalitarną Białorusią zaczynamy przesiąkać. Jeszcze trochę i Tadeusz Truskolaski dogoni Łukaszenkę w długości rządzenia. Chyba, że w końcu zdecyduje się wystartować do Europarlamentu i zostanie wybrany. Tu jednak nie jest to pewne. Prezydent chciałby pierwsze miejsce, a na drodze stoją mu dwa problemy. Pierwszy jest taki, że w wyborach europejskich startuje się w połączonym okręgu z Olsztynem. Tam lobby polityczne jest silniejsze niż na Podlasiu. Ponadto zarówno Truskolaski senior jak i Truskolaski junior (poseł) podobno nie cieszą się uznaniem Donalda Tuska, który teraz rozdaje karty. Zatem bardzo możliwe jest, że posiadający coraz większy, negatywny elektorat Tadeusz Truskolaski wystartuje i dalej będzie gonić Łukaszenkę i dalej będzie firmować nazwiskiem całą tą patologię.

Featured Video Play Icon

Monaster w Supraślu to wyjątkowe miejsce. Zobacz jak się prezentuje w środku.

Zasilani to seria ukazująca Podlaskie województwo pod względem swoich najważniejszych walorów. W najnowszym odcinku autorzy programu zanurzają się w atmosferę pokoju, modlitwy i historii. Monaster Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy i św. Apostoła Jana Teologa w Supraślu to jeden z pięciu prawosławnych klasztorów męskich w Polsce, a historycznie najstarszy i najważniejszy w tej części świata. Został uznany również za Pomnik Historii – to elitarne grono najważniejszych zabytków w Polsce.

Przewodnikiem prowadzących program będzie Brat Jan Grygoruk – ikonograf i przewodnik Monasteru Supraskiego, podzielił się dziejami Monasteru, ukazując zarówno jego długą tradycję, jak i współczesne znaczenie dla społeczności. Z programu dowiemy się też więcej o życiu zakonników, ich codziennych obowiązkach, a także o dziełach sztuki sakralnej.

W 1508 roku gródeccy mnisi postanowili przenieść się ze zbyt głośnego miasteczka na uroczysko Suchy Hrud, między rzeczkami Berezówka i Grabówka, dając dużo później początek miasteczku Supraśl. Zamek Supraśl, drewniany, był otoczony z każdej strony wodą – rzeką lub fosą. Na jego dziedzińcu Aleksander Chodkiewicz zbudował cerkiew św. Jana Teologa. Uczcił w ten sposób pamięć swojego ojca Iwana. Gdzie mieszkali mnisi? Tradycja mówi, że w skitach porozrzucanych w lesie, oddalonych od zamku. Tylko w niedziele i święta zbierali się na nabożeństwa w cerkwi. To były początku pięknej historii supraskiego Monasteru. A co było dalej? O tym w filmie.

Featured Video Play Icon

Powstał nowy dokument historyczny. Śladami Powstania Styczniowego.

To gratka dla fanów lokalnej historii. Powstał film dokumentalny Śladami Powstania Styczniowego. W Polsce niestety dyskusje o historii są zdominowane przez wydarzenia II wojny światowej i w ostatnich latach też trochę mówi się o odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości. Tymczasem jest wiele ważnych wydarzeń poprzedzających wybuch I i II wojny światowej, dzięki której nasz znów ma swoje miejsce na mapie i jest podmiotem. Jednych z takich wydarzeń jest Powstanie Styczniowe. Szczególnie upamiętnianie w województwie podlaskim.

Powstanie Styczniowe z 1863 roku było przeciwko Imperium Rosyjskiemu, ogłoszone Manifestem 22 stycznia wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy. Wybuchło 22 stycznia 1863 w Królestwie Polskim i 1 lutego 1863 na Litwie, trwało do jesieni 1864, zasięgiem objęło ziemie zaboru rosyjskiego, tj. Królestwo Polskie i ziemie zabrane, zyskując także szerokie poparcie wśród ludności litewskiej i częściowe pośród białoruskiej. Było największym i najdłużej trwającym polskim powstaniem narodowym, spotkało się z poparciem międzynarodowej opinii publicznej. Miało charakter wojny partyzanckiej, w której stoczono ok. 1200 bitew i potyczek. Przez oddziały powstania styczniowego przewinęło się około 200 tys. osób, zarówno z rodzin szlacheckich, jak też w mniejszym stopniu z chłopstwa i mieszczaństwa.

Pomimo klęski militarnej powstanie styczniowe osiągnęło część celów politycznych, zwłaszcza długofalowych, jakie stawiali sobie jego organizatorzy. Powstanie przyczyniło się do korzystniejszego niż w dwóch pozostałych zaborach i w etnicznej Rosji uwłaszczenia chłopów, zarówno w Królestwie, jak i na ziemiach zabranych. Konsekwencją był w końcowych trzech dekadach XIX wieku gwałtowny skok demograficzny, niemniej potężny wzrost produkcji przemysłowej, wzrost urbanizacji, podniesienie się stopy życiowej. Tym gospodarczym procesom towarzyszył bujny rozwój czasopiśmiennictwa, literatury pięknej, teatru, malarstwa. Na wsi zaczęło się szerzyć czytelnictwo polskie. W Królestwie Polskim nastąpił progres na drodze kapitalistycznego rozwoju. Zaś podstawową przesłanką tego rozwoju był radykalny charakter reformy uwłaszczeniowej ogłoszonej w 1864 roku.

Po upadku powstania znaczna część patriotów, w tym uczestników powstania zwróciła się ku pracy organicznej, zaś pamięć o powstańcach stała się ważnym motywem w literaturze (np. Bolesław Prus, Eliza Orzeszkowa, Stefan Żeromski) i malarstwie (min. Artur Grottger, Jan Matejko, Maksymilian Gierymski) oraz motywacją dla nowego pokolenia działaczy niepodległościowych (np. skupionych wokół Józefa Piłsudskiego).

fot. bialystok.pl

W Dojlidach nad zalewem powstała sauna. Znajduje się na końcu plaży.

Ośrodek Sportów Wodnych “Dojlidy” słynie ze swojej plaży, którą tłumnie odwiedzają mieszkańcy każdego lata. Ostatnie lata czyni także starania, by być atrakcyjną propozycją zimą. I tak odbywają się tam regularne kąpiele morsów, gdy śnieg chrupie pod nogami – tworzone są trasy dla nart biegówek. Teraz do tego zestawu dołączyła największa w regionie sucha sauna. Powstały też pomosty prowadzące do wody oraz dwie altany.

Z sauny może korzystać jednocześnie nawet 25 osób. Nowoczesny piec elektryczny utrzymuje temperaturę w zakresie 80-110 stopni Celsjusza przy wilgotności 10-20 proc. W budynku znajdują się również szatnia z przebieralniami, toaleta, prysznice oraz ławy do wypoczynku między seansami. Po wygrzaniu się w saunie, użytkownicy mają możliwość ochłodzenia się pod prysznicem, a także skorzystania ze śniegolodu produkowanego przez specjalny generator. Drewniane pomosty o powierzchni 243 m2 z balustradami w formie tarasów umożliwiają łatwy dostęp do wody. Ponadto na pomostach znajdują się dwie altanki. W ramach inwestycji wykonano także betonowy slip, czyli pochylnię do wodowania i wyciągania na ląd sprzętu pływającego.

Sauna w Dojlidach jest już otwarta. Można z niej korzystać od środy do piątku w godz. 17.00-21.30, a w soboty i niedziele w godz. 12.00-21.30. Godzina korzystania z tej atrakcji kosztuje 18 zł (bilet ulgowy – 15 zł). Przy wejściu honorowana będzie Białostocka Karta Dużej Rodziny, Karta Aktywnego Seniora, Karta Sportu BOSiR. W saunie działa Elektroniczny System Obsługi Klienta, dzięki któremu każdy z gości samodzielnie decyduje o czasie korzystania z obiektu. Saunę będzie można też wynająć na wyłączność. Terminy należy rezerwować w OSW „Dojlidy”.

Featured Video Play Icon

To najlepszy czas do obserwacji żubrów. Wychodzą z ukrycia.

Żubr, przepiękne stworzenie, okrzyknięty Królem Puszczy, przyciąga do Białowieży turystów z całego świata. Dla wielu jednak zobaczenie go w rezerwacie nie wystarcza, dlatego wybierają się w żmudną podróż w poszukiwaniu dziko żyjących. Zima to idealny czas, by je napotkać bez większego wysiłku. Największe ich skupiska zobaczymy w okolicach Krynek czy Hajnówki. Wystarczy wstać odpowiednio wcześnie rano i mieć trochę szczęścia.

To nie jest tak, że żubry są zawsze w tym samym miejscu i o tej samej porze. Dzikie zwierzęta są wolne, a wolność to zew. Dziś jestem tu, jutro tam. Natomiast ważnym czynnikiem jest też zapewnienie sobie pożywienia. Gdy wszystko jest zasypane śniegiem, to ciężko coś znaleźć. Roślinożerne żubry wychodzą wtedy z lasów na pola. Tam dużo łatwiej jest znaleźć im pożywienie. W Podlaskiem dodatkowo leśnicy dzierżawią od rolników niektóre pola, by tam wyłożyć stogi siana. W lasach stawia się także specjalne drewniane paśniki, które regularnie się uzupełnia. Jeden z takich stoi choćby w pobliżu miejscowości Poczopek, niedaleko Krynek, gdzie jest Silvarium.

Najpopularniejsze do zobaczenia żubrów są trzy miejsca. Pierwsze z nich to droga łącząca Sokółkę z Krynkami. Gdy pojedziemy przez Szudziałowo, to bardzo prawdopodobne, że napotkamy na jakieś stadko. Druga droga, na której możemy napotkać te zwierzęta to Trześcianka – Narew – Hajnówka. Trzecia droga to w zasadzie połączenie pętli, która prowadzi z Białowieży do Teremisek, Bud Leśnych do Zwierzyńca oraz tzw. Droga Narewkowska – prowadząca przez Puszczę z Białowieży do Narwi. Tutaj jednak będziemy mieli do czynienia z terenami leśnymi, więc żeby zobaczyć stadko trzeba będzie wytężyć wzrok lub posprawdzać leśne polany.

Niezależnie, na którą opcję się zdecydujecie (lub na wszystkie), to warto wybrać się w tą podróż. Nawet jak nie zobaczycie żadnego żubra, to nie ominie Was całe mnóstwo pięknych zimowych widoków. Puszcza Białowieska pod śniegiem jest przepiękna.

Zalane Dojlidy po deszczu

Wojewoda pogrąży Koalicję Deweloperską? Może skasować plan na blokowisko w Dojlidach.

Konflikt interesów, groźby, niewłaściwy sposób procedowania, 10-krotne przekroczenie terminu, nieprawdziwe informacje w dokumentach, inna treść miejscowego prawa konsultowana z obywatelami, a inna przedłożona radzie miasta do głosowania. Te wszystkie ciężkie zarzuty stawiają Prezydentowi Miasta Tadeuszowi Truskolaskiemu i Radzie Miasta Białegostoku społecznicy z Ręce precz od Dojlid. Jeżeli Wojewoda Podlaski uzna je za faktyczne, będzie musiał anulować uchwalone plany na blokowisko w Dojlidach.

Dziwna sprawa

Powiedzieć o sprawie Dojlid “dziwna” to jak nic nie powiedzieć. Urzędnicy niczym konie z klapkami na oczach pędzili do przodu nie patrząc na żadne przeszkody, byleby tylko dogodzić jednemu z białostockich biznesmenów. Mowa o Wojciechu Strzałkowskim, który jest powiązany ze Sportową Spółką Akcyjną Jagiellonia Białystok, a także z Biaform SA (fabryka Sklejek na terenie której ma powstać blokowisko), ma też powiązania z Apartamentami Jagiellońskimi, Hotelem Branicki. To także prezes Podlaskiego Klubu Biznesu i konsul honorowy Chorwacji. O ile żadnych zarzutów do Wojciecha Strzałkowskiego nie mamy – w końcu to biznesmen, więc interesuje go robienie biznesu – o tyle zachowanie urzędników Urzędu Miejskiego w Białymstoku pod wodzą Tadeusza Truskolaskiego jest rażąco poddańcze wobec planów tegoż biznesmena.

Można to porównać trochę do sytuacji, w której przedsiębiorca na swoim terenie chce zbudować kurzą fermę, postawić farmę paneli fotowoltaicznych w Puszczy Białowieskiej czy też zbudować obwodnicę kolejową. Wszystkie te sytuacje w Podlaskiem miały miejsce i wszystkie jak jeden mąż wywołały ogromne protesty. Ich konsekwencją było wycofanie się lub zmiana planów. W przypadku Dojlid jest zupełnie odwrotnie. Niezliczona liczba protestów, pism, posiedzeń radnych. Nic to nie pomogło by choć trochę przytemperować plany biznesmena, który chce budować blokowisko tam, gdzie wywoła to wiele problemów.

Wolą fabrykę niż powodzie

To nie jest tak, że mieszkańcy Dojlid nie chcą mieć widoku na bloki. Ich istnienie w tym miejscu spowoduje ogromne problemy po ulewach. Już teraz dochodzi do potopień posesji. Tak wielki nacisk ciężkich, betonowych bloków na podłoże w okolicy spowoduje jeszcze większą powódź. I tu żadna kanalizacja nie pomoże – co możecie zobaczyć na wyremontowanej ul. Wierzbowej, gdzie jest nowoczesna kanalizacja i powodzie po ulewach. Dzieje się tak dlatego, że rzeka nie płynie tylko w korycie, ale też rozległymi kanalikami pod ziemią – niewidoczna. Ujawnia się właśnie wtedy, gdy spadnie dużo deszczu. Zatem zabudowa Wierzbowej i Jurowieckiej blokowiskami przy samej rzece potęguje powodzie w tych miejscach. Czy na Dojlidach będzie inaczej? No chyba raczej nie.

To jeszcze nie wszystko. Wyobraźcie sobie jak zdesperowani są mieszkańcy, którzy wolą istnienie fabryki niż blokowisk. A to dlatego, że powiększenie się osiedla o tak wielu mieszkańców spowoduje gigantyczne korki, zapełnienie miejsc w okolicznych żłobkach, przedszkolach, szkołach. Spotęguje kolejki do lekarzy. A trzeba wiedzieć, że po wybudowaniu blokowiska – wprowadzi się tam kilka tysięcy nowych osób! Obecnie zamieszkuje osiedle 3 tysiące. Liczba mieszkańców znacząco urośnie!

Warto też spojrzeć na Dojlidy jako miejsce historyczne. Są tak piękne zabytki, wspaniały park. Istnienie blokowiska zmieni charakter osiedla na zawsze z pięknego, kameralnego, będącego świadectwem dawnych czasów. To wszystko tylko dlatego, że obecnie jest popyt na mieszkania. Nie liczy się nic innego jak pieniądze. Tylko, że kosztem innych mieszkańców one trafią do kieszeni biznesmena. Ci będą tylko stratni. A co mają do tego urzędnicy, że tak ochoczo na wszystko co chciał biznesmen się zgodzili? A Radni Miejscy Białegostoku – tworząc Koalicję Deweloperską (Platofrma + PiS) to zatwierdzając?

Warto też dodać, że nowy plan oznaczać będzie przymus likwidacji fabryki. O ile jest to zbieżne z planami biznesmena, o tyle co innego mieć plan, a co innego być do tego przymuszonym prawnie. Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, by teraz właściciel Sklejek – czyli Biaform SA zażądało od miasta pieniędzy. Potem za te pieniądze można będzie zbudować blokowisko i sprzedać ludziom. Czysty zysk. Czy o tym wszystkim nie wie Prezydent Truskolaski? Trudno kogoś, kto tyle lat zajmuje stołek, podejrzewać że nie zna prawa. Zatem nie ma tutaj mowy, by działo się to poza jego świadomością.

Dlaczego Wojewoda powinien unieważnić plany Truskolaskiego?

Mimo, że Koalicja Deweloperska to politycy Platformy i PiS, a Wojewoda Podlaski jest związany z PiS (a jego następca, który zmieni się zaraz z rządem będzie zapewne z PO), to będzie musiał podjąć decyzję zgodną z prawem. A ta może być tylko jedna – weto – dla planów uchwalonych z tak wieloma rażącymi naruszeniami. My tu nie mówimy o jakichś kruczkach prawnych. Ustawy i dotychczasowe wyroki sądów mówią wprost – że tego typy działania są po prostu bezprawne.

Jeden z radnych – Rafał Grzyb – nie powinien w ogóle brać udziału w głosowaniu. To asystent trenera Jagiellonii. Tej samej, której radzie nadzorczej przewodniczy Wojciech Strzałkowski. Rafał Grzyb zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego jako radny jest pracownikiem Organu. Głosując w sprawie Wojciecha Strzałkowskiego, podejmował decyzję dotyczącą swojego przełożonego. A to mówi art. 24 KPA: Pracownik organu administracji publicznej podlega wyłączeniu od udziału w postępowaniu w sprawie – w której jest stroną albo pozostaje z jedną ze stron w takim stosunku prawnym, że wynik sprawy może mieć wpływ na jego prawa lub obowiązki.

Do tego warto przytoczyć też jedno z posiedzeń komisji radnych, gdy jeszcze debatowano o planach. Wówczas prezes Biaformu (Fabryki sklejek) Bartosz Bezubik stwierdził, że spółka może uniemożliwić miastu odprowadzanie wód opadowych i gruntowych, które swój naturalny bieg mają przez teren Sklejek. Zadeklarował też gotowość do porozumienia z miastem, by docelowo rozwiązać problem zrzutu wód i w ramach kompromisu pozwolić wykorzystywać urządzenia kanalizacyjne na terenie nieruchomości. W kontekście wydania pozytywnej decyzji na blokowiska można uznać takie stwierdzenia jako niedopuszczalne.

Warto też przypomnieć, że społecznicy broniący Dojlid zgłosili uwagi do planu. Do nich Tadeusz Truskolaski odniósł się poprzez nieuwzględnienie żadnej z uwag, a do tego przekroczył ustawowy termin 10-krotnie. Mało tego, Radni powinni debatować nad każdą z uwag osobno. Takie coś nie miało miejsca. Po prostu je zupełnie zignorowano. Wszystkie je odrzucono w jednym głosowaniu bez debaty. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi (sygn. II SA/Łd 704/18) orzekł, co następuje: Z przepisów u.p.z.p. wynika, że uwzględniając indywidualny charakter uwag, oczekiwać i wymagać należy indywidualnych rozstrzygnięć w stosunku do poszczególnych uwag. Rozstrzygnięcie rady ma charakter merytoryczny i towarzyszy mu ocena zasadności uwagi, w której wyniku konkretna uwaga może zostać uwzględniona lub odrzucona.

Te i inne argumenty społeczników bez żadnej wątpliwości powinny zostać uwzględnione przez Wojewodę. Uchwała radnych, przygotowana przez urzędników Tadeusza Truskolaskiego pozwalająca na blokowisko została przyjęta z rażącymi naruszeniami prawa i nie powinna wejść w życie.

Featured Video Play Icon

Czy znacie Pyszki? To wspaniały przysmak. Jak się go robi w Bielsku Podlaskim?

Pyszki to rodzaj drożdżowo-ziemniaczanych klusek autorstwa Pani Barbary Andrejuk. Pasję do gotowania dzieliła ona z pasją do muzyki, bowiem w 2015 roku – gdy odcinek powstawał należała do zespołu „Wasiloczki”. W 2023 roku nie możemy zweryfikować czy ta informacja jest nadal aktualna, ale wiemy na pewno, że przepis na Pyszki jest ciągle aktualny. Prócz Pani Barbary w filmie wystąpią również Pan Doroteusz Fionik oraz Tomasz Sulima, którzy opowiedzą o tradycjach i obrzędach „na Jurja”, a więc związanych z obchodami święta ku czci św. Jerzego. Dlaczego święto to było tak ważne dla rolników? Z czym obchodziło się żyto i co wypiekało z okazji tego święta? To wszystko w powyższym filmie.

Potrzebne składniki:

– mąka (pszenna, tortowa, przesiana)

– ugotowane i zmielone ziemniaki

– kwaśne mleko

– śmietana

– jaja

– masło

– drożdże rozprowadzone w mleku

– sól

 

17 lat prezydenta Truskolaskiego na stołku. Czy Białystok coś osiągnął?

Patrząc na stare zdjęcia Białegostoku (lub go po prostu pamiętając miasto z epoki Ryszarda Tura – poprzednika Tadeusza Truskolaskiego) widać radykalną zmianę. Ryszard Tur był prezydent tak wielowymiarowo złym, że bycie od niego lepszym nie jest żadnym wyczynem. Warto jednak zauważyć, że ta radykalna zmiana miasta kosztowała nas – mieszkańców – gigantyczne pieniądze. Nawet jeżeli inwestowano dzięki dofinansowaniom z Unii Europejskiej, to przy każdym przedsięwzięciu był wymagany też wkład własny. Dziś po tych 17 latach rządzenia miastem Tadeusza Truskolaskiego – możemy zauważyć czy to – ile wydaliśmy – było warte tych pieniędzy z Unii Europejskiej.

Zapewne nie raz słyszeliście o krótkowzroczności wielu osób, które przy niskich stopach procentowych zakredytowały się maksymalnie, a gdy stopy w wyniku inflacji podwyższono, raty wzrosły i zrobił się wielki problem. Aż dziw bierze, że ekonomista z wykształcenia – Tadeusz Truskolaski – też wpadł w tą samą pułapkę. Otóż sądził, że zaciągnie długi, będzie pożyczać w nieskończoność, a inflacja powolutku będzie zjadać dług, zaś wpływy z podatków i zarobki miasta będą dorzucać do budżetu potrzebne kwoty, by wszystko zbilansować. Ot takie wieczne życie na kredycie.

A wystarczyło obejrzeć pierwszy z brzegu program telewizyjny, posłuchać pierwszy z brzegu podcast (czy tez audycje radiową) lub po prostu przeczytać pierwszy z brzegu artykuł w gazecie lub internecie na temat gospodarowania budżetem domowym. W każdym z nich jest uniwersalna zasada mówiąca o tym, że trzeba mieć poduszkę finansową. Bo jeżeli wydarzy się nieoczekiwane zdarzenie, to ta poduszka się mocno wtedy przyda. Jak się okazało, ta zasada dotyczy nie tylko budżetów domowych, ale również budżetu gminy.

Pandemia COVID wstrząsnęła polską gospodarką na tyle, że wpływy z podatków musiały drastycznie spaść. Swoje zrobił też odchodzący rząd PiS – wprowadzając korzystne rozwiązania podatkowe dla obywateli – kosztem samorządów. I nikt nie oczekiwał od Tadeusza Truskolaskiego, że on pandemie i obniżkę podatków przewidzi. Natomiast na obojętnie jakie zdarzenie powinna być przygotowana poduszka finansowa. A co mamy w Białymstoku? Hasła o budżetach przetrwania i utyskiwanie na rząd, że obniżył ludziom podatki – uszczuplając z kieszeni samorządów.

Zatem wniosek jest taki, że Tadeusz Truskolaski jest prezydentem krótkowzrocznym. Można go porównać do osoby, która wygrała w totolotka i zamiast zapewnić sobie dostanie życie, postanowiła wszystko przepuścić w krótkim czasie. Podobnie było w Polsce za panowania Edwarda Gierka – najpierw wielkie inwestycje, a potem gigantyczne rachunki do opłacenia. Tak wielkie, że zobaczyliśmy na półkach sklepów puste półki oraz wprowadzono reglamentację (kartki). Oczywiście teraz świat rządzi się innymi prawami i pustych półek i kartek (raczej) nie będzie (a na pewno nie przez Truskolaskiego).

Jednak już teraz widać – że jeżeli obecny prezydent zdecyduje się w końcu wystartować w najbliższych wyborach do Europarlamentu i daj Boże się dostanie, to pozostawi po sobie następcy budżetowe bagno oraz oczekiwania społeczne – by politykę wielkich, w stylu gierkowskim inwestycji kontynuować.

O tym, że w Białymstoku nie jest tak cudownie – mimo tych wszystkich inwestycji – świadczyć może masowa ucieczka białostoczan do gmin ościennych. A to kwestia czasu, gdy zaczną tam płacić podatki. Taki Wasilków już kusi loteriami, co działa. Supraśl to uzdrowisko – nie musi specjalnie dodatkowo kusić. Nie bez powodu wspomniane przez nas gminy – w ostatnich rankingach zajęły 1 i 2 miejsce jako gminy najlepsze do życia w Podlaskiem. Białystok był dopiero trzeci.

To tylko jeden z aspektów podsumowujący Tadeusza Truskolaskiego ostatnie 17 lat. A jakże ważny, bo pokazujący, że Białystok nie tylko wypada blado przy innych, największych polskich miastach. Teraz wypada blado także przy własnych sąsiadach.

Featured Video Play Icon

Fascynujący film, który łączy dawny i współczesny Białystok. Zaczęło się od odkrycia dwóch chłopców.

Teledysk do utworu „Center” promującego album „Spacer” to prawie 4 minutowy kolaż archiwalnych zdjęć oraz współczesnych nagrań video. Przez kilka miesięcy, tysiące zdjęć zostało poddane selekcji, tak aby powstała spójna opowieść spaceru po istniejącym i nieistniejącym mieście. Scenariusz, szczęśliwym trafem kojarzy się z historią Bolesława Augustisa, przypadkowego odkrycia przez dwóch nastoletnich chłopców w czerwcu 2004 kilku tysięcy jego zdjęć w opuszczonej posesji przy ul. Bema w Białymstoku.

A było to tak. W 2004 roku ul. Bema, Młynowa i całe okolice nie składały się z blokowisk jak teraz, lecz z drewnianych domów (które ktoś podpalał jeden za drugim przy bierności władz. Następnie ustąpiły blokowiskom).  Przed II wojną światową była to dzielnica Chanajki, w której mieszkała najbiedniejsza część społeczności żydowskiej. I tak – w jednym z domów przy ul. Bema – na obrzeżach tychże Chanajek do 2004 roku przeleżały stare klisze. Dwaj chłopcy odkryli je i przekazali jednej z białostockiej redakcji. Następnie okazało się, że zdjęcia wykonywał Bolesław Augustis – przedwojenny fotograf, który prowadził swój zakład przy ul. Kilińskiego.

To odkrycie dało życie wielu inicjatywom. Jedną z nich jest stworzenie strony http://albom.pl/, gdzie można obejrzeć wywołane zdjęcia. Ponadto na wielu fotografiach przejawiało się pozowanie przy rzeźbie brzydkiego psa. Okazało się, że to carski pułkownik, bardzo ceniony przez społeczność Białostocką – Mikołaj Kawelin. Ten okropny pies to jego podobizna – jako dowód sympatii do pułkownika.

Mikołaj Kawelin w 1905 zorganizował w Białymstoku pierwszy wyścig kolarski, kolarzy wspierał też w okresie międzywojennym. Wielokrotnie przekazywał drewno ze swoich lasów na budowę obiektów sportowych. Dotował też samych sportowców. Po powstaniu w 1932 klubu piłkarskiego Jagiellonia został jednym z jego pierwszych prezesów. Funkcję tę pełnił do 1935. Wspierał też należącą do jego majątku wieś Kamionka. Wybudował w niej Dom Ludowy a tamtejszym strażakom remizę.

Rzeźba psa stała tam, gdzie dziś stoi pomnik ks. Jerzego Popiełuszko. W czasie wojny Niemcy ukradli rzeźbę. I tak po odkryciu zdjęć Augustisa powstała inicjatywa, by odtworzyć psa Kawelina. Tak też się stało. Pupil wita teraz wszystkich, którzy od ul. Legionowej wchodzą na Planty.

 

Zdrowie dziecka w sezonie jesienno-zimowym. Rola syropów przeciwkaszlowych.

Sezon jesienno-zimowy niesie ze sobą wyzwania dla zdrowia dzieci, które są bardziej niż dorośli podatne na infekcje dróg oddechowych. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na rolę syropów przeciwkaszlowych w procesie łagodzenia objawów kaszlu u najmłodszych. Jest to bowiem częsty towarzysz infekcji, a zastosowanie właściwych środków może przyczynić się do komfortowego przejścia przez ten okres. Niemniej jednak, zanim sięgniemy po syropy, istotne jest zrozumienie ich roli, składu oraz bezpieczeństwa, zwłaszcza dlatego, iż chodzi tutaj o dziecięcy organizm. W niniejszym artykule przyjrzymy się bliżej roli syropów przeciwkaszlowych w dbaniu o zdrowie maluchów w sezonie, który niesie ze sobą wyjątkowe wyzwania dla najmłodszych.

Syrop przeciwkaszlowy dla dzieci – czym jest i jaką rolę odgrywa?

Syrop przeciwkaszlowy dla dzieci to lek, stanowiący istotny element farmakoterapii w przypadku problemów związanych z układem oddechowym u najmłodszych. Są to specjalnie przygotowane preparaty, często dostępne bez recepty, skoncentrowane na łagodzeniu objawów kaszlu u dzieci. Ich główną rolą jest redukcja podrażnienia błon śluzowych dróg oddechowych, zmniejszenie częstotliwości kaszlu, a w konsekwencji również ułatwienie usuwania śluzu. W składzie tych preparatów często znajdują się substancje czynne, takie jak guaifenesin czy dextromethorphan, działające przeciwbólowo i przeciwkaszlowo. Warto jednak pamiętać, że przed zastosowaniem jakichkolwiek leków, zwłaszcza u dzieci, zawsze należy skonsultować się z lekarzem, aby zapewnić bezpieczeństwo oraz skuteczność terapii.

Kiedy należy sięgnąć po syrop na kaszel u dziecka?

Zastosowanie syropu na kaszel u dziecka przynosi szerokie spektrum korzyści w przypadku suchego kaszlu. Tego rodzaju preparaty przeciwkaszlowe pełnią istotną funkcję, pomagając tymczasowo złagodzić objawy kaszlu, co z kolei może przyczynić się do poprawy komfortu funkcjonowania w trakcie trwania infekcji. Działają one głównie na ośrodek kaszlu w mózgu, efektywnie zmniejszając potrzebę częstego kaszlenia. Ułatwiając przejście przez okres chorobowy, syropy te stanowią skuteczne wsparcie dla najmłodszych w radzeniu sobie z uciążliwym kaszlem. Środki te sprawdzają się także w przypadku mokrego kaszlu u dzieci, gdyż wspomagają skuteczne rozrzedzanie i usuwanie nadmiaru śluzu z dróg oddechowych. Działają one jako ekspektorant, pomagając w łatwiejszym wykrztuszaniu śluzu przez dziecko. W ten sposób syropy przyczyniają się do złagodzenia objawów mokrego kaszlu, poprawiając jednocześnie drożność dróg oddechowych, a także przyspieszając proces powrotu do zdrowia.

Na co należy zwrócić uwagę wybierając syrop przeciwkaszlowy dla dziecka?

Przy wyborze syropu przeciwkaszlowego dla dziecka warto zwrócić uwagę na kilka kluczowych elementów. Po pierwsze, istotne jest sprawdzenie rodzaju substancji przeciwkaszlowej zastosowanej w składzie syropu. Preferowane są przede wszystkim leki, które zawierają dekstrometorfan, bezpieczny składnik dostosowany do dzieci. Należy także uwzględnić ewentualne dodatkowe substancje, takie jak guaifenezyna, wspomagająca rozrzedzanie śluzu, co jest istotne w przypadku mokrego kaszlu. Zaleca się unikanie syropów z kodeiną, ze względu na potencjalne skutki uboczne, zwłaszcza u młodszych maluchów. Kolejnym aspektem jest obecność substancji słodzących czy barwników, które mogą wpływać na wystąpienie reakcji alergicznych u dziecka. Ważne jest również, aby dobierać preparaty zgodnie z wiekiem malucha oraz skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą przed podaniem syropu.

Materiał partnera

fot. LTG Link

Marzysz o przejażdżce świątecznym pociągiem? Teraz jest okazja!

Zapewne kojarzycie takie miniaturowe zabawki ze świątecznymi pociągami, które krążą po torach jako ozdoba choinkowa lub jako element dekoracji świątecznej? A gdyby tak wsiąść do środka i przejechać się pięknym świątecznym pociągiem? Otóż tak się składa, że teraz jest doskonała okazja. Dzięki temu, że jesteśmy kolejowo połączeni z Wilnem.

W tegorocznej odsłonie świątecznych pociągów LTG Link (kolejowy przewoźnik litewski), pasażerowie będą mogli poczuć atmosferę świąt, korzystając z trzech różnych tras pociągów: popularnych połączeń między Wilnem a Kownem oraz Wilnem a Kłajpedą, a także wspólnej trasy do Warszawy (przez Białystok) na trasie z Wilna do Mockavy, oferowanej przez Go Vilnius. Świąteczne pociągi kursują od 1 grudnia do 7 stycznia, kontynuując zimową tradycję użycia dekoracji inspirowanych starymi pociągami, antykwariatem i innymi elementami opowiadającymi historie. W ciągu ostatnich dwóch lat na festiwalowych pociągach podróżowało ponad 74 470 tysięcy osób, z czego prawie 14 543 tysiące osób zdecydowało się przesiąść z podróży własnym pojazdem na podróż pociągiem​.

Bilety na popularne połączenia świąteczne na trasach Wilno–Kowno i Wilno–Mockava można kupować wyłącznie z wyprzedzeniem, aby zapewnić płynne i przyjemne podróże, zwłaszcza w najpopularniejsze dni podróży, jak piątki, soboty i święta. Kontrolerzy będą sprawdzać bilety przed wejściem na pokład pociągu świątecznego​.

Żeby skorzystać z połączenia – należy wykupić bilet kolejowy z Białystok – Mockava/Kowno/Wilno, a następnie kupić bilet na wybrane połączenie z rozkładu jazdy poniżej. Niezależnie od kupionego biletu – pierwsza przesiadka czeka nas w Mockavie na koleje litewskie, którymi dojedziemy albo do Kowna albo do Wilna. Jeżeli uda nam się zarezerwować połączenie na świąteczny pociąg z Mockavy, to tu rozpoczniemy swoją magiczną podróż świątecznym pociągiem.

Rezerwować bilety na świąteczny pociąg można tutaj:

https://ltglink.lt/en

Wiadomo już do kiedy powstanie Podlaska część Krajowej 19! Wyłoniono wykonawców.

Chińska firma Stecol, Unibep z Bielska Podlaskiego, a także Budimex z Warszawy – te firmy do 2028 roku (jeżeli nie będzie niespodzianek i trudności) stworzą ekspresową dziewiętnastkę w województwie podlaskim. O tej drodze mówiło się od bardzo dawna. Droga prowadzi z Kuźnicy (granica Polska-Białoruś) do granicy z województwem mazowieckim w miejscowości Turna Mała, a dalej przez Lublin, Rzeszów do granicy ze Słowacją. Jej stan – delikatnie mówiąc – nie jest zbyt dobry. Wąska, przepełniona  TIR-ami, niebezpieczna to zdecydowanie miejsce, które trzeba omijać – gdy tylko można. Nawet jadąc do Lublina – lepiej wybrać inną, dłuższą i bezpieczniejszą trasę.

Obecnie w budowie jest już odcinek Kuźnica – Sokółka. Jako, że granica jest zamknięta, to nie jest to zbyt kluczowa inwestycja, ale od czegoś trzeba było zacząć. Kolejny odcinek Sokółka – Czarna Białostocka stworzy chińska firma Stecol. Następnie 2 fragmenty trasy od Czarnej Białostockiej po Białystok, a dalej z Białegostoku do Dobrzyniewa wybuduje Unibep. Nie wiadomo jeszcze nic co z fragmentem Dobrzyniewo – Ploski. To najtrudniejszy fragment do realizacji, ze względu na cenne przyrodniczo obszary.

Realizacja wszystkich trzech odcinków – od Sokółki po Dobrzyniewo planowana jest na lata 2025-28. To oznacza, że kierowcy powinni móc z nich skorzystać jeszcze w 2028 r. Fragment drogi z Sokółki do Czarnej Białostockiej poprowadzony będzie w przybliżeniu śladem istniejącej DK19. Dodatkowo na istniejącej obwodnicy Wasilkowa dobudowana zostanie druga jezdnia, a dotychczasowa zostanie przystosowana do parametrów drogi ekspresowej. Na całym odcinku przewidziano 18 obiektów inżynierskich.

Na odcinkach, które wybuduje – czyli prowadzące przez Białystok zaplanowano 14 obiektów inżynierskich – mosty, wiadukty, przejścia dla zwierząt. Powstanie też węzeł drogowy w Dobryzniewie, który będzie łączyć drogi 19 i 16. To tam także w przyszłości będzie nowy wylot na Augustów.

Na odcinku Haćki – Bielsk Podlaski – budowa także już postępuje, obecnie rozpoczęto realizację obiektów ‎mostowych. Za ten fragment odpowiedzialny jest Budimex. Na odcinku ‎wykonano już m.in. pierwsze fundamenty oraz podpory obiektów mostowych. W ramach zadania poza zaprojektowaniem i budową drogi ekspresowej S19 o długości 9 km oraz drogi krajowej ‎nr 66 o długości 2,16 km wykonane będzie połączenie istniejącej drogi krajowej nr 19 poprzez wybudowanie ‎łącznic oraz ronda, które zostanie zlokalizowane przed wjazdem do Bielska Podlaskiego od strony Białegostoku. W ‎zakres robót drogowych wchodzi również budowa Węzła ‎„Bielsk Podlaski Północ” z łącznicami, ‎ Węzła „Bielsk ‎Podlaski Zachód” ‎z dwoma średnimi rondami stanowiącymi ‎elementy węzła‎ oraz skrzyżowania typu czterowlotowe ‎rondo średnie ‎łączące projektowane ‎przełożenie DK66 z ‎istniejącą drogą krajową 66.‎ Łącznie w ramach inwestycji ‎ma także powstać siedem wiaduktów, siedem przepustów ekologicznych i dwa przejścia dla zwierząt.‎ Oprócz ‎wymienionych prac, inwestycja będzie obejmowała wykonanie‎ ‎Obwodu Drogowego na Węźle „Bielsk Podlaski ‎Zachód”‎ wraz z m.in. budynkami, parkingiem i magazynem soli.‎

Dotacje na rowery elektryczne – zrównoważony transport dla wszystkich

Rower elektryczny to coraz popularniejszy środek transportu, łączący zalety tradycyjnego roweru ze wsparciem napędu elektrycznego. W wielu krajach i regionach, aby wspierać zrównoważony transport i zachęcać do korzystania z rowerów elektrycznych, wprowadzane są programy dotacji. Te inicjatywy mają na celu nie tylko zwiększenie dostępności rowerów elektrycznych dla społeczeństwa, ale także promowanie ekologicznych form transportu. Poniżej przyjrzymy się temu, jak działają dotacje na rowery elektryczne (lub na zakup elektrycznych rowerów towarowych) oraz jakie korzyści przynoszą te maszyny dla ich użytkowników i środowiska.

1. Jak zdobyć dotacje na rowery elektryczne?

2. Czy warto kupić rower elektryczny?

3. Zakup rowerów elektrycznych – na co zwrócić uwagę?

Jak zdobyć dotacje na rowery elektryczne?

Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego udzielił hojnej dotacji w wysokości 750 000 złotych na realizację zadania publicznego pod nazwą “Ekorower – alternatywa dla samochodu” dla miasta Białystok. Inicjatywa ta miała na celu promowanie ekologicznego środka transportu poprzez dofinansowanie zakupu rowerów elektrycznych przez mieszkańców. Warunkiem skorzystania z dotacji było niezaleganie z zobowiązaniami wobec samorządu miejskiego. Propozycja przewiduje dopłatę 50% wartości poniesionych kosztów przy zakupie roweru elektrycznego, przy maksymalnej kwocie dofinansowania wynoszącej 2500 złotych. Jak się okazuje dofinansowanie do roweru elektrycznego cieszy się ogromnym zainteresowaniem.

Czy warto kupić rower elektryczny?

Jeśli codziennie pokonujesz długie dystanse lub jeździsz po pagórkowatym terenie, rower elektryczny może być świetnym rozwiązaniem. Wspomaganie elektryczne pozwala na łatwiejsze przejeżdżanie większych odległości i pokonywanie trudniejszych tras. Rower elektryczny może być idealny także dla osób, które chcą cieszyć się aktywnością fizyczną, ale mają pewne ograniczenia, takie jak problemy z kolanami czy kondycją fizyczną. Wspomaganie elektryczne pozwala kontrolować stopień wysiłku podczas jazdy. Korzystanie z roweru elektrycznego to ekologiczna alternatywa, która pomaga zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych i wpływ na środowisko. Dla osób dbających o ekologię, to ważny aspekt.

Zakup rowerów elektrycznych – na co zwrócić uwagę?

Decyzja o zakupie roweru elektrycznego zależy od wielu czynników, takich jak indywidualne preferencje, styl życia, potrzeby transportowe i budżet. Zawsze warto sprawdzić, czy jest dostępne dofinansowanie różnych pojazdów elektrycznych. Informacji na ten temat udziela np. Polskie Stowarzyszenie Rowerowe. Coraz więcej miast w ramach swoich programów elektromobilności oferuje różne poziomy dopłat do rowerów elektrycznych. Z całą pewnością zakup roweru elektrycznego to świetna inwestycja.

Materiał partnera

5 najlepszych podlaskich miejscówek do zwiedzania w śnieżną zimę

Podlaskie, kraina pełna naturalnego piękna i historycznej głębi, odkrywa swoje prawdziwe oblicze zimą, gdy pada intensywny śnieg. Wtedy to region zamienia się w baśniową krainę, gdzie zarówno miłośnicy przyrody, jak i entuzjaści historii oraz aktywnego wypoczynku znajdą coś dla siebie. Oto pięć najlepszych miejsc, które trzeba odwiedzić, aby poczuć magię tej wyjątkowej zimy.

1. Białowieski Park Narodowy

Jest to park narodowy w województwie podlaskim, znany z ochrony najlepiej zachowanej części Puszczy Białowieskiej, ostatniego fragmentu pierwotnego lasu, który kiedyś rozciągał się na całą Nizinę Europejską. Park jest domem dla największej populacji żubrów w Europie i został uznany przez UNESCO za Światowe Dziedzictwo. Warto jednak też pamiętać, że jest on przepełniony wspaniałymi atrakcjami. Mamy tu rezerwat ścisły – dostępny tylko z przewodnikiem, mamy też piękny park do spacerów, drewniane zabytki, wspaniałą kuchnię regionalną oraz mnóstwo miejsca do zimowych spacerów.

2. Narty na Suwalszczyźnie (w Szelmencie) i w okolicach Łomży (w Rybnie)

To propozycja dla tych, którzy lubią narty lub chcą je polubić. Podlaskie oferuje aż dwa miejsca, w których możemy szusować. Jeżeli chcemy zatrzymać się na kilka dni, to warto też zwiedzić okolicę Szelmentu oraz Rybna. Na Suwalszczyźnie czekają na nas zapierające dech w piersiach górzyste krajobrazy. Rybno położone jest w otulinie Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Dlatego warto zwiedzić cała okolicę. Przyrodniczo jest to przepiękne miejsce.

Szelment

Fantastyczny ośrodek na Suwalszczyźnie, który działa cały rok. Latem – wyciąg nart wodnych i plaża, zimą wyciąg narciarski i możliwość zjeżdżania różnymi trasami. Do tego baza hotelowa i restauracja z bardzo dobrym jedzeniem. Od razu należy zaznaczyć, chętnych jest tak wielu, że jeżeli chcecie nocować na miejscu, to nie planujcie wyjazdu spontanicznie tylko z wyprzedzeniem. Z dojazdem łatwo się pomylić, gdyż jest miejscowość Szelment oraz Jezioro Szelment. Wpisywanie w nawigację pokaże nam miejscowość. Dlatego należy wpisać “WOSIR SZELMENT”. Tak czy inaczej na miejsce dojedziemy kierując się z Suwałk na granicę z Litwą. Gdy miniemy Żubryn, to 2 km dalej będzie skrzyżowanie. Wtedy jedziemy w lewo i już nie powinniśmy się dalej zgubić. Gdy pogoda będzie kapryśna w Szelmencie dośnieżają stok. Oczywiści na miejscu wypożyczymy sprzęt, a także będziemy mogli skorzystać z serwisu – gdy mamy własny. Atrakcje jakie oferuje WOSiR Szelment to Narty, snowboard, snowtubing (zjeżdżanie na dmuchanych kołach), a także sauna.

Rybno:

Podłomżyńska miejscowość oferuje warunki do uprawiania białego szaleństwa dla całej rodziny. Tak jak w powyższych przypadkach w razie kiepskiej pogody dośnieżane jest wszystko sztucznie. Trasy narciarskie mają łączną długość 2300 metrów. Wszystkie są łatwe i sprzyjają narciarstwu rodzinnemu. Na miejscu dostępne są trzy wyciągi, wypożyczalnia sprzętu, a także instruktorzy jazdy na nartach. Nie brakuje oczywiście baru i… pięknych widoków na dolinę Narwi. Zimą jest tak jak w bajce!

fot. WOSiR Szelment
fot. WOSiR Szelment

3. Supraśl i Puszcza Knyszyńska

Puszcza Knyszyńska, druga co do wielkości po Puszczy Białowieskiej w Nizinie Podlaskiej, zajmuje obszar około 1050 km². Znajduje się tu wiele gatunków drzew, takich jak sosna, świerk, brzoza, olcha i dąb. W puszczy żyją żubry, jelenie, wilki, łosie i wiele innych dzikich zwierząt, które można napotkać przy zwiedzaniu. A jest gdzie chodzić. Zwiedzenie samego Supraśla i okolicznych lasów może nam zająć nawet cały dzień. Do tego są jeszcze okoliczne miejscowości takie jak Podsokołda z przepięknym Arboretum. Do tego jest Poczopek. Te obie miejscowości razem ze śniegiem tworzą prawdziwie magiczną krainę.

W Puszczy Knyszyńskiej pod Supraślem znajduje się także wspaniały szlak leśny, a w nim Góry Krzemienne. Trasa jest przede wszystkim ciekawa krajobrazowo. Szlak rozpoczyna się w Grabówce i wiedzie przez najciekawsze fragmenty Puszczy Knyszyńskiej, przez Supraśl – centrum turystyczne Puszczy Knyszyńskiej i skupisko zabytków XVII-XIX- wiecznych, a kończy się w Kopnej Górze, gdzie dodatkową atrakcją jest możliwość obejrzenia arboretum. Z uwagi na fakt, że jest on stosunkowo łatwy do przebycia (więcej trudności może sprawić jedynie pokonanie Krzemiennych Gór) mogą go przemierzać turyści zarówno zaawansowani jak i początkujący. Piękne bory w dorzeczu Supraśli oraz mocno pofałdowany teren w okolicach Krzemiennego to największe atuty tego szlaku.

W małej, zapomnianej wsi Kołodno (gdzie kończy się droga) można wspiąć się na najwyższy szczyt w województwie podlaskim. Mówimy tutaj dokładnie o Wzgórzach Świętojańskich składających się z Góry Kopnej, Góry Św. Jana oraz Góry Św. Anny. Ta druga jest najwyższa, bo znajduje się 209 metrów n.p.m. Ostatnia góra jest 7 metrów niższa. Trafić na górę jest bardzo łatwo. Można to zrobić aż trzema drogami. Pierwsza znajduje się jeszcze w Królowym Moście, a w zasadzie na jego granicy. Idziemy szeroką drogą, a w pewnym momencie w lewo wydeptaną ścieżką zaczynamy się wspinać w górę. Druga droga znajduje się w Kołodnie i prowadzi prosto na górę Św. Anny, do mogiły Powstańców. Stamtąd już blisko do wieży widokowej. Trzecie wejście jest lepsze jako zejście – gdyż prowadzi leśną drogą do asfaltowej ulicy. Niestety jest ona kręta i idąc pod górę łatwiej się zgubić. Na pierwszy raz warto wybrać wejście w Kołodnie. Widoki z dwupiętrowej wieży są piękne przez cały rok.

4. Podglądanie żubrów (Sokółka, Szudziałowo, Krynki, Kruszyniany, Bobrowniki)

Jesienno-zimowy okres jest najlepszym czasem na obserwację żubrów, ponieważ wtedy opuszczają lasy w poszukiwaniu pożywienia na polach i łąkach. Nie jest to jednak łatwe, by napotkać dziko żyjące żubry. Musi być dobra pora dnia oraz sprawdzona miejscówka. Tych w regionie jest sporo, ale najpopularniejsze to trasa wiodąca z Sokółki do Szudziałowa i Krynek, a dalej Kruszynian i Bobrownik. Szansa na sukces jest największa, gdy wstaniemy przed świtem i w okolicach wschodu słońca wyruszymy z Sokółki w trasę. Nawet jak żubrów nie spotkamy, to przy pięknej słonecznej pogodzie i tak widoki będą nieziemskie.

Miejscowości nad Bugiem (Niemirów, Drohiczyn, Mielnik, Siemiatycze)

  • Drohiczyn: Miasteczko powstało na początku XI wieku. Oprócz odpoczynku nad Bugiem, można zwiedzać tam zespoły poklasztorne i kościoły. Interesującym miejscem jest Góra Zamkowa z widokiem na dolinę Bugu.
  • Niemirów: Mała wioska, granica między Polską a Białorusią, oferuje wyjątkowe widoki na rzekę.
  • Mielnik i Sutno: Mielnik znany jest z kopalni kredy, tarasów widokowych oraz góry zamkowej. Sutno oferuje piękne widoki wyspy na Bugu, zwłaszcza o wschodzie słońca.

Jest także dobra propozycja na wędrówkę trasą Siemiatycze – Grabarka – Mielnik. Po drodze miniemy górzyste tereny, będziemy mogli podziwiać przepiękne widoki na Bug z góry zamkowej, klasztor przyciągający pielgrzymów z całej Polski, a także inne osobliwe miejsca jak miejscowość Końskie Góry. Cała trasa to lekko ponad 30 km – czeka nas cały dzień drogi, ale dla tych widoków warto!

Województwo podlaskie to prawdziwa perła zimowego zwiedzania, oferująca nie tylko wspaniałe krajobrazy, ale także bogate dziedzictwo kulturowe i historyczne. Od narciarskich szaleństw na malowniczych stokach, poprzez spacery po puszczy i obserwacje żubrów, aż po zabytkowe miasteczka pełne historii – każdy odwiedzający znajdzie tu coś dla siebie. Podlasie zimą to nie tylko miejsce na mapie, to przede wszystkim niezapomniane przeżycia i odkrycia, które pozostaną w sercu na długo po powrocie do domu.

Featured Video Play Icon

Byliśmy na Białostockim Jarmarku Świątecznym! Zobaczcie film.

W sobotę, 2 grudnia o godz. 17 oficjalnie rozpoczął się Białostocki Jarmark Świąteczny. Towarzyszy mu wiele atrakcji dla dzieci i dorosłych – karuzele, miejsca do robienia pamiątkowych zdjęć czy lodowisko. Oczywiście główną atrakcją są stoiska handlowe, na których możemy kupić wyjątkowe towary na świąteczny stół. Miody, sery, nalewki, ciepłe ubrania, ozdoby świąteczne – to tylko niektóre przedmioty.

Zobaczcie sami jak wypadł pierwszy dzień. Jedno jest pewne – dopisały tłumy, dopisała pogoda. Warto też wiedzieć, że dekoracje świąteczne znajdują się na Lipowej, Rynku Kościuszki, Kilińskiego i tuż za bramą wjazdową do Pałacu Branickich. Zatem jeżeli chcielibyście zrobić sobie spacer – to najlepiej tą właśnie trasą.