Michaił Kaufman

Bracia Kaufman – wybitni, światowi filmowcy z Białegostoku. W rodzimym mieście zapomniani.

1896 rok w Białymstoku to okres wielkiego boomu gospodarczego. Miasto leżące na granicy Imperium Rosyjskiego oraz zależnego od niego Królestwa Polskiego nazywane Manchesterem Północy przyciągało fabrykantów, którzy nie chcieli płacić ceł. Dzięki temu Białystok był napędzany pieniędzmi takich osobistości jak Becker, Hasbach, Commichau, Nowik, Flakier i wielu wielu innych. Gród nad Białą wówczas rozwijał się tak prężnie, że do budowy kolejnych kamienic brakowało cegieł! Wbrew pozorom w mieście oprócz fabrykantów nie brakowało również intelektualistów. Żyd Abel Kaufman wraz z żoną Fajgą – prowadzili księgarnię. Gdy tylko przywitali nowy rok, następnego dnia Kaufmanom narodził się syn. Nazwali go Dawid. Rok później pojawił się Michaił. A po 9 latach jeszcze Borys. Trzej bracia kochali kino i w jego historii zapisali się złotymi zgłoskami.

Dziga czyli Bąk

O życiu Kaufmanów w Białymstoku wiemy niewiele. Najstarszy ich syn w mieście spędził prawie dwie dekady. Rozpoczął tu studia muzyczne w białostockim konserwatorium. Już jako 19 latek, podczas I wojny światowej, wyemigrował z rodzicami i braćmi do Moskwy. Niedługo później przenieśli się do Petersburga. Tam Dawid już jako Denis rozpoczął studia medyczne. Nie porzucił jednak sztuki. Zaczął tworzyć poezję, pisał też dzieła polityczne. Dlatego przyjął pseudonim “Dziga Wiertow”. Dziga – to bąk.

W 1917 roku zaczął montować pierwsze filmy na zlecenie moskiewskiego komitetu filmowego. W 1922 roku kierował grupą Kino-Oko, która zaczęła wydawać kronikę filmową, tworząc nowy nurt. Po tym zainspirowali się Francuzi, tworząc jeden ze swoich nurtów kina dokumentalnego. Cel jaki sobie obrał w życiu Wiertow było ukazywanie w filmie prawdy. Był też ogromnym krytykiem kina fabularnego. Uważał, że to “opium dla mas”. Twierdził, że kino rozrywkowe przedstawia wyidealizowany świat burżuazji. No cóż, 100 lat później okazuje się, że Dziga miał rację. Internet zalany jest serwisami streamingowymi, które puchną od rozrywki. Dzisiejsze filmy i seriale w przytłaczającej większości pokazują dokładnie wyidealizowany świat bogatych ludzi. Mało tego, dokument z fabułą wymieszał się na tyle, że nie można rozróżnić prawdy od fałszu, zaś ludzie często nie mogą oderwać się od kolejnych seriali, które działają niczym opium.

W ciągu wieloletniej pracy Dawid vel Denis vel Dziga doprowadził do mistrzostwa nowatorskie techniki montażu, dzielenia obrazu, superimpozycji, dzięki którym osiągał zadziwiające efekty specjalne. Wraz z chwilą pojawienia się filmu dźwiękowego postanowił wykorzystać nowe możliwości tworząc film “Entuzjazm”. Na swoim koncie miał łącznie 8 filmów oraz 25 filmów krótkometrażowych. Dziga Wiertow zmarł na raka w 1954 roku w Moskwie. Był jednym z najwybitniejszych dokumentalistów w dziejach kina, uznanym scenarzystą, reżyserem filmowym. W 2009 roku w Białymstoku odsłonięto tablicę dedykowaną artyście. Była na ścianie Kina Forum. Została usunięta w 2017 roku z inicjatywy polityków PiS, którzy uznali białostoczanina za osobę niegodną upamiętnienia, gdyż w swojej karierze stworzył również filmy propagandowe na rzecz ZSRR.

Bracia Kaufman

Michaił Kaufman

Michał Kaufman (zdjęcie główne) był nie tylko operatorem filmowym, ale także fotografem. Urodził się w 1897 roku w Białymstoku. Należał do prowadzonej przez starszego brata grupy Kino-Oko razem z nim pracując przy filmach dokumentalnych. Pracował z bratem przy trzech filmach zaś dwa wyreżyserował sam. W roku 1929 wykonał zdjęcia do filmu “Człowiek z kamerą”, wyreżyserowanego przez jego brata. Było to największe osiągnięcie Michaiła Kaufmana jako operatora. Film wyróżniał się wieloma innowacyjnymi technikami fotograficznymi. Do historii kinematografii przeszły zrealizowane przez niego ujęcia pędzącego pociągu, pracujących górników czy też zajezdni tramwajowej. Zmarł w Moskwie w 1979 roku.

Borys Kaufman

Borys Kaufman to hollywoodzki operator filmowy, laureat Oscara. Był najmłodszym spośród braci. Urodził się 24 sierpnia 1906 roku w Białymstoku. Już w młodzieńczych latach, podobnie jak starsi bracia Dawid i Michał zajmował się kinematografią. Z taką różnicą, że oni pracowali w ZSRR, a on we Francji, a potem Kanadzie i USA. Bracia mieli ze sobą kontakt listowny. Borys skończył studia we Francji. Tam też został operatorem kamery. Podczas II wojny światowej najpierw walczył we francuskiej armii, a gdy ten kraj upadł – młody chłopak uciekł do Kanady. W 1942 roku przeniósł się do USA. Już w 1954 roku otrzymał Oscara za wspaniałe zdjęcia do filmu “Na Nabrzeżach”, który był prawdziwym hitem – zdobywającym 8 statuetek. Białostoczanin pracował przy kultowym i znanym do dziś filmie “Dwunastu gniewnych ludzi’. Borys odszedł na emeryturę w 1970 roku, a 10 lat później zmarł w Nowym Jorku. Jego filmografia jest imponująca, składa się z 71 dzieł!

 

Featured Video Play Icon

To wyjątkowy dokument z 2000 roku. Taki dawniej był Bielsk Podlaski. Kompletna przepaść…

Blokersi – głośny film Sylwestra Latkowskiego, wyemitowany w TVP1 w 2001 roku pokazywał co “porabia” poznańska młodzież. Można było zobaczyć dzisiejsze gwiazdy hip-hopu, gdy dopiero rozwijały skrzydła. Główni bohaterowie – Peja czy Eldo nie mieli lekko w życiu. Rok wcześniej, bo w 2000 roku premierę miał natomiast dużo mniej znany dokument “Bojki” w reżyserii Janusza Gawryluka. Nagrany został w Bielsku Podlaskim. Wówczas mieście bez żadnych perspektyw. Bezrobocie wynosiło 20 proc., na pracę w pierwszej kolejności mogli liczyć wszyscy, którzy mieli grupę inwalidzką. Była obowiązkowa służba wojskowa i całkowity brak perspektyw zarówno dla tych, którzy z wojska wyszli jak i jeszcze do niego nie wstąpili. Ratunkiem od kompletnej wegetacji było tanie wino i towarzystwo innych osób na starej kanapie pod blokiem.

Jan Kanski, na którego kanale YouTube znaleźliśmy dokument trafnie opisał tamtą rzeczywistość. W przypadku tego miasta zawiniły w dużym stopniu instytucje typu Dom Kultury, które nie miały zupełnie nic do zaoferowania dla młodzieży w tamtym czasie. Bielsk to miasto na pograniczu polsko-białoruskim, więc i ludność mieszana, a tamtejszy DK oferował sekcję Polskiej Pieśni Patriotycznej i sekcję białoruskiego zespołu ludowego “Wasiloczki”. To wywoływało odruch wymiotny. Nie było sekcji hip hopu, fotografii, filmowania itp. Pamiętam, że jedyny kontakt z domem kultury nawiązaliśmy w momencie kiedy na I piętrze powstała kawiarnia “Gama” i jesienią po kupieniu herbaty można tam było w cieple wypić jabola pod stołem.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, film ogląda się jak jakąś kompletną patologię. A prawda była taka, że te kadry z Bielska Podlaskiego były kalką setek innych polskich osiedli. Wszędzie sytuacja była podobna. Dziś ten film ma już wartość historyczną. Porównać sobie można Bielsk Podlaski z 2000 roku z tym z roku 2021. Po ponad dwóch dekadach zmieniło się naprawdę dużo. Przede wszystkim firma Hoop nie produkuje już na Podlasiu a w Kutnie. Bielski zakład produkcyjny został zamknięty w 2016 roku. Wówczas to był jedyny większy pracodawca w regionie. Teraz bielszczanie mogą wybierać i przebierać. Między innymi Danwood, Unibep, Suempol, Arhelan, Ikea i wiele wiele innych, to giganci, gdzie o pracę raczej nie trudno. Do tego w samym powiecie funkcjonuje kilkaset sklepów.

Dlatego lepiej dwa razy zastanowić się zanim powie się “kiedyś to było”. Lepiej włączyć sobie ten film i przypomnieć. Teraz może się wydawać, że różowo nie jest, ale jak się popatrzy na ten film, to chyba nikt do tego wracać by nie chciał. Do tego gigantycznego bezrobocia i taniego wina. Jako społeczeństwo zrobiliśmy wiele kroków do przodu, nie wolno nam tego zaprzepaścić.

Od czerwca będzie pociąg z Gdyni do Hajnówki i Siemiatycz!

Od czerwca 2021 roku kilka nowych miejscowości uzyska dostęp do usług PKP Intercity. Pociąg TLK Biebrza pojedzie w wydłużonej relacji Gdynia – Warszawa przez Olsztyn, Białystok, Bielsk Podlaski, Hajnówkę, Czeremchę i Siemiatycze, zapewniając mieszkańcom tych miejscowości bezpośredni dojazd do Warszawy. Trzeba przyznać, że już dawno nie było takiego skoku jakości w podlaskich połączeniach kolejowych.

Podniesie się komfort podróżowania z i do Białegostoku, ponieważ już większość połączeń (8 z 11) będzie w kategorii InterCity (IC). Mieszkańcy m.in. Grajewa i Białegostoku zyskają dodatkowe połączenie nad morze dzięki temu, że pociąg IC Podlasiak z Ełku do Szczecina będzie teraz całorocznie miał wydłużoną relację do Świnoujścia. W rozkładzie ma się również pojawić połączenie TLK Żubr relacji Siedlce – Siemiatycze – Hajnówka – Białystok – Warszawa.

Obowiązujący od 13 grudnia 2020 roku rozkład jazdy uwzględnia zmiany, które zapewnią optymalne kursowanie pociągów podczas modernizacji linii kolejowych. Rozpoczyna się modernizacja linii kolejowej nr 6 na odcinku Kietlanka – Białystok. Pomiędzy Kietlanką a Łapami ruch pociągów prowadzony będzie jednotorowo, jednak siatka połączeń została opracowana tak, aby mimo dużych utrudnień zachować dojazdy z i do Białegostoku bez konieczności uruchamiania zastępczej komunikacji autobusowej. Modernizacja wymusza ograniczenie liczby połączeń między Białymstokiem a Warszawą z 11 do 8. Warto podkreślić, że niemal wszystkie (7 z 8) będą w kategorii IC, co przełoży się na wygodę podróży.

Prace będą odbywać się na linii nr 38 na odcinku Ełk – Giżycko, przez co od marca 2021 roku pociągi między Olsztynem a Białymstokiem (IC Rybak, TLK Biebrza) kursować będą przez Szczytno i Pisz, a IC Mamry z Wrocławia skończy bieg w stacji Giżycko.

 

Featured Video Play Icon

Wyjątkowe zjawisko na rzece. Kraina Bugu, to jedno z najbardziej czarujących miejsc na Podlasiu.

Powyższy film pokazuje jedno – Kraina Bugu jest wyjątkowa przez cały rok. Szczególnie warto zwrócić uwagę na drobne szczegóły. Rzeka nie dała się mrozom, przez co można zaobserwować dryfujące po jej tafli kry. Wyjątkowe to zjawisko, szczególnie w ostatnich czasach, gdy człowiek doprowadził swoją działalnością do globalnego ocieplenia. W ostatnie zimy temperatury były na tyle wysokie, że o żadnych krach nie było mowy. Wiosną natomiast są szansa na przepiękne rozlewiska.

Warto też zwrócić uwagę, na miejsce gdzie powstał film. To jedno z najbardziej czarujących miejsc na Podlasiu. Można powiedzieć, że turyści jeszcze go nie odkryli. Chyba, że zaliczymy kajakarzy, których setki tamtędy przemierzało i zwiedzało z pozycji tafli wody. Bużyski leżą na uboczu, na samej granicy województw podlaskiego i mazowieckiego. Znajdują się po drodze między znanym Drohiczynem i znanym tylko niektórym – Grannem, gdzie dawniej znajdował się bardzo ważny most, którego szczątki widać, gdy wody w rzece jest mało.

Same Bużyski to wyjątkowe miejsce na mapie. Dzięki bliskości rzeki w pobliżu miejscowości znajduje się wiele mokradeł. Nie brakuje też ciekawej architektury drewnianej. Znajdują się także pozostałości po średniowiecznym grodzisku. Co ciekawe, według Powszechnego Spisu Ludności z 1921 roku wieś zamieszkiwało 295 osób, wśród których 284 było wyznania rzymskokatolickiego, a 11 mojżeszowego. Jednak 100 procent mieszkańców zadeklarowało polską przynależność narodową. Warto miejscowość odwiedzić właśnie wtedy, gdy będziemy zwiedzać zakola Bugu odkrywając dawną Rzeczpospolitą Szlachecką.

 

Featured Video Play Icon

Pączki na Tłusty Czwartek – jak zrobić je po podlasku?

Pączki na Tłusty Czwartek, a w niektórych rejonach Podlasia znane jako Ponczuki. Wbrew pozorom nie robi się takich przysmaków tylko jeden dzień w roku. Po to jest właśnie czas karnawału, który mamy obecnie. A w związku z tym na stołach królują faworki, rogaliki, słodkie bułeczki i oczywiście pączki. Karnawał lub zapusty, to czas zimowych balów, maskarad, pochodów i zabaw. Rozpoczyna się najczęściej w dniu Trzech Króli, a kończy we wtorek przed Środą Popielcową, która oznacza początek wielkiego postu i oczekiwania na Wielkanoc. Z tej okazji postanowiliśmy pokazać Wam wyjątkowy film, na którym zobaczyć można jak się na Podlasiu robi wyjątkowe pączki.

Potrzebne będzie pół kilo mąki, trzy czubate łyżki cukru, pół kostki masła śmietankowego, 6 jajek, zaczyn z drożdży i 1,5 szklanki mleka oraz wódka. Potrzebna jej ilość zależy od tego, czy chcemy użyć jej wyłącznie do ciasta.

Zacznijmy właśnie od jego przygotowania.Potrzebne będą drożdże, przegotowane mleko i cukier. Wracając do ciasta. Najpierw przesiewamy przez sitko mąkę, następnie dodajemy do niej 6 żółtek jaj oraz dwa białka, z których trzeba ubić pianę. Do mąki dodajemy szczyptę soli. Dodajemy też zaczyn z drożdży. Następnie wlewamy półtorej szklanki mleka. Pamiętajmy, że musi być ciepłe. Do ciasta dodajemy też 3 łyżki cukru. Do tego dolewamy rozpuszczone pół kostki masła. Na koniec wlewamy do ciasta 25 gram wódki, by pączki nie nasiąkały tłuszczem. Wszystko mieszamy ze sobą. Jeżeli konsystencja ciasta nie będzie zadowalająca, to możemy dodać jeszcze trochę mąki.

Gdy ciasto wyrośnie, dzielimy je na mniejsze części z których będziemy formować nasze Ponczuki. Do środka proponujemy przygotować różne nadzienie, ale najlepszy jest swojski dżem. Tu nie ma nawet żadnej dyskusji. Wszystko smażymy w garnku zalanym olejem, tak by pączki w nim pływały. Gdy się odpowiednio zarumienią przewracamy je na drugą stronę. Gdy pączki wyjmiemy już na talerz, warto je posypać na przykład cukrem pudrem. A potem delektować się.  Pamiętajmy, że po wyśmienitym deserze warto wybrać się na dłuższy spacer.

 

Featured Video Play Icon

Czy mieszkańcy powinni bać się wilków? Ten film rozwiewa wszelkie wątpliwości

Nie milkną echa dotyczące sprawy wilków w Białowieży. W ostatnim czasie “uspokajający” materiał na ten temat można było obejrzeć w Faktach TVN. Kilka dni później jednak, jedno z lokalnych mediów znów nakręcało spiralę strachu, niemalże czyniąc z wilka niewyobrażalnego mordercę, do którego trzeba strzelać. Tymczasem prawda jest zupełnie inna.

Wystarczy obejrzeć film nagrany w Bieszczadach przez znanego leśniczego z programu “Przystanek Bieszczady”. Kazimierz Nóżka zarejestrował moment próby upolowania niedźwiedzia przez watahę wilków. Jak to się skończyło? Odpowiedź na to pytanie w powyższym filmie. Co to ma wspólnego z Podlasiem i Puszczą Białowieską? Niech ten film będzie “instruktażowy” dla mieszkańców Białowieży i okolic, którzy nagle zaczęli bać się wilków.

Tak, wystarczy na wilka krzyknąć i ucieknie. To bardzo płochliwe zwierzę i wbrew pozorom człowieka się bardzo boi. Nawet, gdy w ostatnim czasie zapach człowieka stał mu się bardziej znany. Zwierzęta te boją się także panicznie ognia i świateł. Więc jak ktoś się boi, to na płocie lampki świąteczne może trzymać cały rok. Tylko tyle i aż tyle, by nie domagać się strzelania.

Białystok totalnie zasypany! Zobaczcie jak zamieniło się Centrum.

W ostatnich dniach zapowiadali, że idzie do Polski “Bestia ze wschodu”. W telewizji jednak mówią, że dotarł do nas mróz z Arktyki. Niezależnie od kierunku, w Białymstoku spadł obficie śnieg. Wszystko kompletnie zasypało. Kierowcy zapewne nie są szczęśliwi, ale wszyscy, którzy wybrali się na spacer mogli być zachwyceni. Chodzenie w tak bajkowej scenerii miasta przytrafiło się pierwszy raz od bardzo dawna. Wszystko wskazuje na to, że taka aura trochę się z nami utrzyma. Dlatego planujcie jak najszybciej wypady do lasu oraz do zwiedzania wszystkich atrakcji Podlaskiego. W takim klimacie są naprawdę piękne. My w samym środku śnieżnej burzy postanowiliśmy natomiast sfotografować Centrum Białegostoku. Zobaczcie, jak to wypadło.

To jeszcze nie wszystko! Zobaczcie jak prezentował się Pałac Branickich.

Na osiedlu Piaski obok Centrum też ciekawie. Kierowcy będą mieli co robić.

Nareszcie! Stacja Białystok będzie miała zadaszone perony!

Obecnie w okolicach dworca kolejowego w Białymstoku trwają prace modernizacyjne. Wymieniane są tory kolejowe, ale to dopiero początek. Z perspektywy pasażera intersujące są przede wszystkim dwie informacje.

Pierwsza jest taka, że pomiędzy stacjami Starosielce a Nowe Miasto powstaną tory kolejowe, dzięki czemu w przyszłości będzie możliwe stworzenie połączenia regionalnego na przykład z Ełku do Hajnówki. Obecnie pociąg musiałby manewrować w Białymstoku lub zajeżdżać do głównej stacji przy ul. Kolejowej. Po zmianie będzie mógł stację pominąć, zatrzymując się tylko w Starosielcach i Nowym Mieście, zyskując sporo czasu. To oczywiście tylko hipotetyczne, bo raczej takiego połączenia nigdy nie będzie, bo u nas rozwój kolei nie polega na rozwoju połączeń pasażerskich. Dlatego połączenie obu stacji ma służyć przede wszystkim pociągom towarowym.

Dla białostoczan ważniejsza jest informacja druga, bo zmieni się w końcu to, na co narzekali od lat. Po remoncie dworca kolejowego czas na zmiany w peronach. Te zyskają w końcu zadaszenie! Dodatkowo będą też tunele prowadzące na nie z budynku dworca. Cały obiekt będzie też połączony z powstającym przy Bohaterów Monte Cassino centrum przesiadkowym.

Gdy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A ukończy wszystkie prace, które obecnie trwają, to w efekcie przyśpieszą też pociągi łączące Białystok z Warszawą. Dojazd potrwa 30 minut krócej niż obecnie, czyli zajmie 1,5 godziny.

 

 

Featured Video Play Icon

Czy Białystok jest najlepszym miejscem do życia na tle innych miast Europy?

Komisja Europejska zbadała jakość życia mieszkańców 83. miast Europy i opublikowała raport „Jakość życia w miastach europejskich”. Badał on poziom życia mieszkańców i wyszło, że w Białymstoku jest najlepiej. Miasto Białystok z tego powodu natychmiast stworzyło propagandowy filmik (do obejrzenia powyżej) i oczywiście się pochwaliło. Ale czy jest czym?

W raporcie zbadano między innymi poziom życia mieszkańców w ostatnich pięciu latach. W raporcie, poza Białymstokiem, uwzględniono jeszcze trzy polskie miasta: Gdańsk, Kraków i Warszawę. Ale co to znaczy, że jest Białystok najlepszy? Tak naprawdę, to przeprowadzono po prostu ankietę wśród mieszkańców. Ankieterzy Komisji Europejskiej zapytali 58,1 tys. mieszkańców różnych miast, jak oceniają czystość, szeroko rozumiane bezpieczeństwo, opiekę zdrowotną, rynek pracy, udogodnienia dla osób starszych, dostęp do terenów zielonych i placówek kulturalnych, a także otwartość światopoglądową i wiele innych czynników. Pytania dotyczyły aż 27 kategorii związanych z życiem każdego z miast.

W większości kategorii Białystok otrzymał wyższy procentowy wynik, niż średnia europejska dla danej kategorii:

  • dobre miejsce do życia dla osób starszych – 96 proc.
  • miejsce dobre do życia dla ludzi w ogóle – 95 proc.
  • zadowolenie z życia w mieście – 94 proc.
  • bezpieczeństwo przed kradzieżą – 94 proc.
  • transport publiczny jest bezpieczny – 93 proc.
  • czyste miasto – 92 proc.
  • dobre miejsce do życia dla rodzin z małymi dziećmi – 92 proc.
  • zadowolenie z transportu publicznego – 92 proc.
  • zadowolenie z obiektów kultury – 91 proc.
  • zadowolenie z terenów zielonych – 91 proc.
  • bezpieczeństwo spacerów w nocy – 91 proc.
  • dobra jakość powietrza w mieście – 88 proc.
  • łatwo dostępne usługi on-line w lokalnej administracji publicznej – 86 proc.
  • obiekty sportowe – 85 proc.
  • dobra sytuacja finansowa gospodarstw domowych – 71 proc.
  • czas na załatwienie wniosku w lokalnej administracji publicznej – 70 proc.
  • brak korupcji w lokalnej administracji publicznej – 59 proc.

Czy można wyliczyć na podstawie takich kryteriów, że miasto jest najlepsze? To przecież wielkie skupisko społeczności, gdzie są różne interesy i potrzeby. Zaczynając od administracji. Gdyby nas zapytał ankieter o korupcję w lokalnej administracji, to byśmy nie umieli powiedzieć czy taka jest czy nie, bo nigdy nie załatwialiśmy spraw w urzędzie, w których jakiś urzędnik wymagał płacenia “pod stołem”. Czy to przesądza o braku korupcji? Od tego są odpowiednie organy państwowe, a nie widzimisię mieszkańców. Czas na załatwienie wniosku w lokalnej administracji wynika natomiast z przepisów prawa. Zatem także nie ma tak, że w różnych miastach te czasy różnią się od siebie diametralnie. Usługi online także nie są wdrażane przez samorządy, tylko Ministerstwo ds. cyfryzacji.

Jak traktować natomiast dane związane z bezpieczeństwem? Policja w Polsce działa przecież jednakowo i także nie ma nic wspólnego z danym miastem, a z organizacją państwową. Dlatego jak traktować wyniki dotyczące bezpieczeństwa przed kradzieżą, bezpiecznym transportem publicznym czy bezpiecznymi spacerami w nocy.

To za co rzeczywiście odpowiada miasto, to obiekty sportowe, obiekty kultury, czystość w mieście – gdzie zarzutów do Białegostoku mieć nie można oraz tereny zielone, transport publiczny, jakość powietrza, – gdzie zarzuty mieć można. Ale są one naszym subiektywnym odczuciem na podstawie takich faktów jak wysokie ceny biletów oraz brak innych środków transportu niż autobusy, złe trasy autobusów, zabetonowanie centrum i doprowadzenie do gigantycznym temperatur latem i lokalnych podtopień przy ulewach. Zimą zaś gryzące gardło powietrze od smogu. Ale jak widać jesteśmy z zdecydowanej mniejszości, której te rzeczy przeszkadzają na tyle, by wydać pozytywną opinię.

Osobny wątek to zarobki. Powyższe wyniki pokazują, że białostoczanie chyba są bardzo bogaci, skoro 71 proc. ankietowanych uważa, że sytuacja finansowa ich gospodarstw jest dobra. Nie zaglądamy nikomu do portfela i nikomu nie zazdrościmy, ale chodząc do sklepu czy w normalnych czasach do lokali usługowych mamy zupełnie inne odczucia. Szczególnie, że spędziliśmy trochę czasu na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu, Małopolsce, Śląsku, Dolnym Śląsku, Pomorzu i Pomorzu Zachodnim, a także Warmii i Mazurach. Tam poziom życia jest podobny, a niekiedy i dużo lepszy co w Białymstoku, a ceny w produktów i usług relatywnie niższe do zarobków. W Białymstoku natomiast ceny są “warszawskie”, mimo, że nasze miasto nie przypomina stolicy.

Piękna zima! Białystok jak z bajki. Zobaczcie zdjęcia.

Co tu dużo pisać… jest po prostu pięknie. Tak wygląda prawdziwa zima i mamy nadzieję, że taka będzie zaszczycać nas co roku. Dodatnie temperatury sprawiają, że śnieg bardzo szybko się topi. Dlatego też bajkowy klimat pozostanie tylko wtedy, gdy na termometrach będzie poniżej zera. Przed laty taki stan rzeczy utrzymywał się miesiącami. Teraz maksymalnie kilka dni. Nie zawsze bowiem śnieg i mróz występuje jednocześnie. W 2019 i 2020 roku śniegu nie było, przez co było bardzo sucho. Oby ten trend się odwrócił. W przeciwnym razie latem znów mogą czekać nas katastrofalne pożary, tak jak w 2020 w Biebrzańskim Parku Narodowym. Trzeba jednak patrzeć optymistycznie na świat i trzymać kciuki, by przyroda odbudowała się mimo, że człowiek skutecznie jej na to nie pozwala.

Featured Video Play Icon

Dzikie zwierzęta można odwiedzać w rezerwacie. Doskonałe miejsce, by spędzić czas na łonie przyrody.

Rezerwat pokazowy Żubrów koło Białowieży, to doskonałe miejsce by spędzić trochę czasu na łonie przyrody, a także by poobserwować dzikie zwierzęta z bliska. Wiele osób wybierając się do ogrodów zoologicznych popełnia błąd. Przychodzą, popatrzą chwilę, ewentualnie zrobią zdjęcie i idą dalej. O ile spacer z dzieckiem taki musi być, bo malec szybko się nudzi, to warto wiedzieć, że w takim rezerwacie czy ogrodzie zoologicznym warto spędzić więcej czasu niż przez minutę przy każdym zwierzęciu.

Największą zaletą takich miejsc jest możliwość długich obserwacji. Wtedy też będziemy mogli zagłębić się w świat każdego zwierzęcia z osobna. I tak w rezerwacie koło Białowieży możemy podziwiać nie tylko żubry, ale także łosie, dziki, rysia czy sarny. Obserwacja przyrody jest bardzo satysfakcjonująca i odprężająca. Czy to patrzymy na dzikie zwierzęta czy ptaki, podglądając ich świat możemy go porównać z naszym. Przy dłuższym przyglądaniu się można zauważyć wiele podobieństw.

Czy jest różnica miedzy rezerwatem a ogrodem zoologicznym? Zwierzęta w Rezerwacie eksponowane są w warunkach półnaturalnych, w dużych zagrodach pokrytych naturalną roślinnością,
mogą więc nie być widoczne przez cały czas. Ze względu na naturalny sposób karmienia zwierząt kopytnych (pastwisko), zagrody użytkowane są naprzemiennie, stąd w części z nich nie ma zwierząt, aby trawa mogła odrosnąć – czytamy na stronie Białowieskiego Parku Narodowego.

Obecny rezerwat pokazowy żubrów o powierzchni 27,9 ha powstał w 1937 r. i początkowo był miejscem restytucji tarpana leśnego. Od chwil i zaniechania w tym rezerwacie prac nad restytucją tarpanów i utworzenia w 1955 r. zagrody dla żubrów rezerwat ten spełnia rolę obiektu turystycznego. W 1951 r. zbudowano nowy rezerwat, bezpośrednio przylegający do pokazowego, o powierzchni 43,12 ha, który stanowi zaplecze dla rezerwatu pokazowego. Funkcjonowanie rezerwatu przerwał na ok. 10 lat remont kapitalny, który miał go zmodernizować i pozwolić na zwiększenie składu gatunkowego prezentowanych zwierząt. Ponownie rezerwat został udostępniony turystom w grudniu 1988 r.

W rezerwacie, w warunkach zbliżonych do naturalnych, eksponowane są żubry, koniki polskie typu tarpana, łosie, jelenie, sarny, dziki, żubronie (krzyżówka żubra z bydłem domowym), wilki i ryś. Rezerwat pokazowy jest znaczną atrakcją turystyczną, służy również edukacji przyrodniczej młodzieży szkolnej odwiedzającej Białowieżę. Rezerwat Pokazowy Żubrów jest udostępniony do zwiedzania:

w okresie od 16 kwietnia do 15 października: codziennie, w godzinach 9:00 – 17:00,
w okresie od 16 października do 15 kwietnia: od wtorku do niedzieli, w godzinach 8:00 – 16:00.

tel. 85 681-2398

Featured Video Play Icon

Ferie w Podlaskiem z dziećmi. Co robić i gdzie pojechać całą rodziną bez noclegu?

Brak możliwości oficjalnego rezerwowania noclegów i wszędobylskie apele, by zostać w domu na pewno wychodzą Wam już bokiem. Szczególnie, gdy trwają ferie i dzieci mają czas wolny. A do poniedziałku jeszcze tak daleko… Dlatego też przedstawiamy Wam 3 pomysły na Ferie w Podlaskiem. Z dziećmi.

Zacznijmy od kwestii najważniejszej – noclegu. Z racji obecnej sytuacji, warto wybrać się na Podlasie gdy macie do nas na tyle blisko, by wieczorem być w domu. Warto też sprawdzić rozkłady jazdy pociągów. Odpowiednio poranny przyjazd da się pogodzić z powrotem ostatnim kursem. Jeżeli jesteście z Podlaskiego, to macie jeszcze łatwiej.

Zimowa kraina Otwartych Okiennic

Nawet jeżeli już tam byliście, to warto zobaczyć je jeszcze raz w zimowej scenerii. Miejsce jest wyjątkowo urocze, gdy śnieg zalega wszędzie dookoła. Wycieczka nie zajmie Wam dużo czasu. Z samego Białegostoku do Trześcianki otwierającej “krainę” to odległość 25 km. Objechanie Soc, Puchłów, Ciełuszek, Dawidowicz, Pawłów i Rybołów na spokojnie zajmie godzinę. Jeżeli wolicie spacerkiem, to w zależności od ułożonej trasy po krainie trzeba będzie przejść od 12 do 20 km. Jeżeli będziecie zmotoryzowani, to warto przy okazji odwiedzić wszystko to, co w pobliżu. Czyli Skit Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach, miejscowość Narew i jej drewniany kościół oraz przepiękną cerkiew. Cała wycieczka zajmie kilka godzin.

Spotkać żubra

Kto rano wstaje, ten ma okazję spotkać stado żubrów. Tylko gdzie tu jechać? Zacznijmy od tego – kiedy wyruszyć. Wschód słońca w styczniu jest dopiero około 7.30. Oznacza to, że musicie stawić się na miejscu około 30 minut wcześniej. Wtedy będzie dostatecznie jasno i piękno, by podziwiać dzikie stado. Ten drugi walor oczywiście zależy od tego czy będzie słońce czy nie. Niezależnie wypad “na żubry” będzie doskonałą przygodą dla całej rodziny.

Warto jednak pamiętać, że robienie sobie “selfie” z żubrem to skrajna głupota. Gdy za blisko podejdziemy, to zwierze może się wystraszyć i nas zaatakować. Dlatego lepszym rozwiązaniem będzie zaopatrzenie się w lornetki i bezpieczne podziwianie z daleka. Jednym z takich miejsc jest wieża zaznaczona na poniższej mapie.

Żubry napotkamy też w okolicach Krynek. Wystarczy objechać okolice Krynek aż po Starą Kamionkę oraz Grzybowszczyznę i Babiki. Trzeci wariant, gdzie można napotkać króla puszczy, znajduje się w miejscowości Masiewo Stare. Miejsce zaznaczyliśmy na mapie.

Zimowe Stoki i saneczki

Mimo, że stoki narciarskie są zamknięte, to zjeżdżanie na sankach nie jest zabronione. Świetną zabawę można urządzić sobie na górkach Suwalszczyzny. Tych, tam nie brakuje. Najpopularniejszy jest oczywiście Szelment, gdzie znajduje się wyciąg narciarski. Całkiem przyjemnym punktem jest Cisowa Góra z doskonałym punktem widokowym na wysokości 256 m n.p.m. Jeżeli traficie na przejrzyste niebo, to dostrzeżecie z niej kilkanaście jezior. Pamiętajcie, by docierając na Górę Cisową trzymać się wyznaczonych szlaków i ścieżek.

5 najlepszych miejscówek na Podlasiu, gdy spadnie śnieg

Na wstępie zaznaczymy, że ranking jest subiektywny i być może są na Podlasiu jeszcze lepsze miejsca zimą. My jednak przedstawiamy te, które lubimy najbardziej. Dlatego też arbitralnie uznajemy je za najlepsze.

Stare Masiewo

Absolutnym numerem jeden jest Puszcza Białowieska. Zimą to miejsce naprawdę wyjątkowe. Bujna roślinność potrafi przyjąć duże ilości śniegu, dziko żyjące żubry wyglądają natychmiast z lasów, gdy ich zasypie biały puch. A gdy pojawi się trochę mrozu, to kolor okolicznych rzek staje się natychmiast intensywny. Coś wspaniałego. Puszcza Białowieska to jednak ogromny obszar, my proponujemy wybrać się w okolice Starego Masiewa. Ciche odludzie przy granicy będzie idealne na wspaniały spacer wśród zaśnieżonych drzew.

Rozlewisko Sianożątka

Zamarznięte rozlewisko z ogromną i długą kładką o wschodzie słońca to przepis na udane zdjęcie w każdą porę roku. I choć takiego zdjęcia zimą nie zrobiliśmy, to musicie uwierzyć na słowo, że widok powala na kolana. Wyżary w ostatnim czasie zrobiły się bardzo popularnym miejscem. Szczególnie upodobali sobie je fotografowie ślubni. Skoro młode pary swój wyjątkowy czas chcą mieć w tak magicznej scenerii, to musi być najlepsza.

Miejscowość Narew

Miejscowość Narew z przepływającą przez nią rzeką Narew, to miejsce wyjątkowe i zarazem najlepsze zimą z kilku powodów. Przede wszystkim specyficzny teren powoduje, że mróz tam szczypie mocniej. A przez to widoki są zupełnie inne niż w innych miejscach na Podlasiu, gdzie jest zimą lżej. Szczególnie uwydatniają się dwa kolory na rzece – złoto o poranku i lazur podczas zachodu.

Stary Młyn w Goniądzu

Biebrzański Park Narodowy to wyjątkowe miejsce i nie ma tu żadnych wątpliwości. Warto wiedzieć, że nie tylko latem jest tam pięknie. Zimą jest to jedna z najlepszych podlaskich miejscówek. Szczególnie ciekawie prezentuje się Stary Młyn “Dołek” w Goniądzu. Jak możemy dowiedzieć się w lokalnej historii, pierwsza konstrukcja powstała w 1547 roku. Wtedy jeszcze nie na rzece Goniądzce, a Czarnej Strudze.

Supraskim szlakiem

Gdy wybierzemy się na spacer z Supraśla przez Cieliczankę do Kołodna to spędzimy fantastyczny dzień w zachwycających widokach. Szczególnie, gdy na drzewach drzemie pokrywa śnieżna. Przejdziemy przez las, pole, miniemy urokliwy mostek, wdrapiemy się na Wzgórza Świętojańskie, by zakończyć wyprawę widokiem z wieży widokowej. To będzie zapierać dech w piersiach!

Featured Video Play Icon

39. Prawosławny wieczór kolęd. Piękny koncert w cerkwi Hagia Sofia

Organizatorem 39. Prawosławnego Wieczoru Kolęd jest Prawosławna Diecezja Białostocko – Gdańska. Zazwyczaj odbywał się on w gościnnej Operze i Filharmonii Podlaskiej. W tym roku formuła koncertu została dostosowana do panujących obostrzeń. Nagrania odbyły się w Cerkwi Hagia Sophia w Białymstoku.

Podczas koncertu wystąpią:

  • Zespół “Armonia”
  • Młodzieżowy Chór Prawosławnej Katedry św. Mikołaja Cudotwórcy w Białymstoku
  • Chór Niepublicznej Szkoły Podstawowej św. Cyryla i Metodego w Białymstoku
  • Chór “Angelos” Parafii św. Ducha w Białymstoku
  • Chór dziecięcy Parafii św. Jerzego w Białymstoku

fot. Podlaski Wojewódzki Konserwator Zabytków

Piękna szachownica w ogrodzie Pałacu Branickich. To trzeba zobaczyć na własne oczy!

Stał bardzo długo w bardzo kiepskim stanie, a nawet odgrodzony. Dziś cieszy oko wszystkich zwiedzających – mowa o pawilonie włoskim, który jest częścią ogrodu Pałacu Branickich. Prace wykonane były zgodnie z zaleceniami Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Obejmowały m.in. ułożenie czarno-białej posadzki, ułożenie stopni z piaskowca, wykonanie tynków, malowanie ścian i sufitów, wykonanie pokrycia dachu i obróbek blacharskich na attyce i gzymsach, uzupełnienie detalu architektonicznego. Remont ogrodzenia polegał m.in. na pomalowaniu muru, uszczelnieniu pokrycia, renowacji krat, wzmocnieniu fundamentu.

Jak widać roboty było dużo, ale się opłacało. Szczególnie ta czarno-biała szachownica robi niesamowite wrażenie. Wszystko lśni jeszcze od świeżości. Warto odwiedzić Pałac Branickich i jego przepiękny ogród. Jeżeli ktoś nie zwrócił nigdy uwagi (a to całkiem możliwe) to pawilon włoski znajduje się na po prawej stronie ogrodu.

fot. Podlaski Wojewódzki Konserwator Zabytków

Zespół pałacowo-ogrodowy Branickich tworzy zawarty i harmonijny kompleks rezydencjalny, w skład którego wchodzi pałac z zabudowaniami pomocniczymi oraz ogród (górny i dolny). Projekt ogrodu opracowano w 1732 roku, jego realizacja trwała wiele lat. W czasie II wojny światowej pałac został spalony, a ogród całkowicie zdewastowany. Powojennej odbudowie zespołu pałacowego, prowadzonej przez Stanisława Bukowskiego, towarzyszyła rewaloryzacja ogrodu pod kierunkiem prof. Gerarda Ciołka.

Pawilon włoski został wzniesiony prawdopodobnie w latach 60. XVIII wieku. Obecny pawilon z okazałymi filarami jest rekonstrukcją zrealizowaną w 1959 roku. Ogrodzenie zespołu rezydencjonalnego Branickich wykonano stosunkowo wcześnie, być może nawet w latach 30. XVIII wieku. Było to ogrodzenie na niektórych odcinkach murowane, na innych – drewniane. Obecny mur ogrodzeniowy, na odcinku od pawilonu włoskiego do narożnika przy ul. Akademickiej, pochodzi z czasów powojennej odbudowy.

informacja na podst. Podlaski Wojewódzki Konserwator Zabytków

Featured Video Play Icon

Czy Boże Narodzenie u prawosławnych różni się czymś od tego u katolików?

7 stycznia to Boże Narodzenie w Kościele Prawosławnym. W Polsce religia prawosławna, w zdecydowanej większości dominuje na Podlasiu. Według różnych źródeł w Polsce jest od 0,5 do 1 mln wiernych. Mało kto wie, że prawosławie na ziemiach Polskich obecne jest od tysiąca lat. A dokładnie od 988 roku, kiedy miała miejsce chrystianizacji Rusi. Osoby prawosławne zamieszkują głównie południowo-wschodnie tereny Województwa Podlaskiego. Największe skupiska wiernych znajdują się w Hajnówce, Bielsku Podlaskim, Siemiatyczach czy Białymstoku. Zwiedzając nasz region można właśnie w tych miastach i ich okolicach napotkać wiele pięknych cerkwi. Czy Boże Narodzenie u prawosławnych różni się czymś od tego u katolików?

Poza obchodzeniem świąt zgodnie z kalendarzem juliańskim, czyli 2 tygodnie po 25 grudnia są jeszcze inne różnice. Jest tak samo choinka i ozdoby na niej, kolędy i kolędnicy, wigilia i kolejne dni świąt – to wszystko wynika z polskiej tradycji. Dlatego też zauważymy to zarówno na jednych jak i na drugich świętach. Katolicy mają opłatek, prawosławni dzielą się prosforą.

To jednak nie jedyne różnice. Osoby prawosławne obowiązane są w okresie 40-dniowego postu przestrzegać rygorystycznych zasad. Nie można spożywać mięsa ani potraw pochodzenia zwierzęcego. Dozwolone są potrawy roślinne, a w niektóre dni dopuszczalne są także ryby. Warto tu jednak dodać, że wiele osób w okresie postu potrafi spożywać wyłącznie chleb oraz wodę. Jednak nie chodzi tu o sam fakt, że czegoś nie wolno. Post jest związany z tym, by nie zajmować sobie czasu przygotowywaniem posiłków i dogadzaniem sobie nimi, lecz by skupić się na przemyśleniach i refleksji nad naszym życiem duchowym. Pomaga w tym także spowiedź i modlitwa.

U prawosławnych wigilia jest ostatnim dniem postu, toteż prawdziwe świętowanie zaczyna się w Boże Narodzenie, po nocnej eucharystii. Wtedy też zaczyna się kolędowanie i odwiedzanie bliskich. Warto dodać, że tradycja kolędowania na podlaskich wsiach jest ciągle żywa. Toteż rozśpiewanych, młodych i starszych można spotkać w prawosławnych wsiach do dziś. Na Podlasiu jest mnóstwo małżeństw, gdzie jedna osoba pochodzi z rodziny katolickiej, druga zaś z rodziny prawosławnej. Wtedy bardzo często małżeństwa i ich potomstwo świętuje 2 razy.

Koleje na Podlasiu czeka rozkwit? To może być rewelacyjny rok!

2021 rok zapowiada się rewelacyjnie dla rozwoju kolei na Podlasiu. Jeżeli wszystkie plany wypalą to oprócz uruchomionego kilka dni temu bezpośredniego połączenia z Hajnówką, czekają nas także codzienne połączenia z Waliłami, połączenia z Wilnem, prawdopodobnie też powrót połączenia z Kownem, a na koniec bezpośrednie połączenie z Siemiatyczami.

Bezpośredni pociąg Białystok – Hajnówka już kursuje. Wrócił po 25 latach. Ostatni remont się przedłużał, ale to już historia. Wcześniej trzeba było się przesiadać w Czeremsze. To dobra wiadomość nie tylko dla mieszkańców regionu, ale także turystów i rowerzystów. Ci pierwsi będą mogli zwiedzać Puszczę Białowieską, zaś ci drudzy dodatkowo na przykład przejechać trasę
Hajnówka – Białystok – w bezpieczny sposób. Najpierw malowniczymi wioskami do Trześcianki, potem ścieżką rowerową do Zabłudowa, a potem znów bezpiecznymi, mało uczęszczanymi drogami pod Białystok, gdzie są także ścieżki rowerowe. Pociąg pokonuje trasę w 80 minut (tyle samo co PKS).

Obecnie trwają prace nad wydłużeniem nowoczesnej trasy do Siemiatycz. O ile projekt budowy Centralnego Portu Lotniczego nie jest bajką, to w przyszłości ma być stworzone bezpośrednie połączenie Białystok – Lublin. teraz nie jest to możliwe, bo na trasie kolejowej między województwem lubelskim i podlaskim znajduje się jeszcze województwo mazowieckie, które nie jest zainteresowane inwestycjami w tym rejonie. Szansą jest właśnie CPK. W planach inwestycji jest połączenie obu miast na wschodzie.

Bardziej pewne wydaje się inne połączenie Warszawa – Białystok – Wilno. Te zgodnie z porozumieniem ma ruszyć jesienią 2021 roku. O ile trwająca sytuacja nie popsuje planów, bo co chwilę Litwa zamyka granicę z Polską. Ucierpiało już przez to turystyczne połączenie Białystok – Kowno.

Warto przypomnieć też o lokalnej atrakcji – połączenie kolejowe Białystok – Waliły prowadzące przez malowniczą Puszczę Knyszyńską. Jeżeli plany z ubiegłego roku nie zmienią się, to w maju powróci i będzie dostępne nie tylko w weekendy, ale codziennie do jesieni! Trzymamy kciuki, by tak było. Podlaskie jest odwiedzane przez coraz większą liczbę turystów, zaś Puszcza Knyszyńska to prawdziwy hit – szczególnie Supraśl, Wyżary czy Kruszyniany.

10 podlaskich miejscówek, które warto odwiedzić w 2021 roku

Wiosną ubiegłego roku, jeszcze przed ogłoszeniem pandemii, pisaliśmy, że Podlaskie będzie turystycznym hitem. Koronawirus i zamknięte granice niejako pomogły w tym jeszcze bardziej. Z niedowierzaniem, w Puchłach obserwowaliśmy masę samochodów na rejestracjach z całej Polski. Podobnie zaskoczyły nas tłumy na Wyżarach, o których wydawałoby się, że mało kto słyszał. Tłumy były także w Hajnówce i Białowieży. W tej drugiej miejscowości, w jednym z najpopularniejszych bistro na jedzenie trzeba było czekać kilkadziesiąt minut. Nie brakowało też ludzi w Augustowie. Warto też wspomnieć o Białymstoku – Rynek Kościuszki pękał w szwach, zaś znalezienie miejsca siedzącego w ogródku graniczyło z cudem.

W tym roku w prognozach będziemy ostrożniejsi. Przez pandemię samorządy nie zrobiły nic, by dalej zachęcać do przyjazdów. Natomiast w telewizji można oglądać na przykład spoty zachęcające do odwiedzenia Austrii. Kraje zachodniej Europy, które przez brak turystyki dostały po kieszeni bardzo mocno, teraz za wszelką cenę będą chciały przyciągnąć tłumy spragnionych po lockdownach do siebie. Tym tekstem chcemy zachęcić wszystkich tych, którzy w Podlaskiem już byli i chcą teraz zaczerpnąć naszego regionu jeszcze bardziej. Oto 10 miejscówek, które warto zobaczyć w 2021 roku. Naszą listę będziemy przedstawiać od północy po południe i zachód.

Burniszki – gdzie diabeł mówi dobranoc

Jeżeli spojrzymy na mapę, to bez wątpienia jest to bardzo odległe miejsce. Suwalszczyzna zachwyca, a w Burniszkach panuje specyficzna atmosfera, dzięki której jeżeli macie ochotę, to możecie spędzić nawet całe lato nie nudząc się. Cisza, spokój, piękne i czyste jezioro, wyjątkowe powietrze. Czego chcieć więcej?

Giby nad jeziorami

Atutem podsejneńskich Gib są oczywiście piękne i czyste jeziora, ale jeżeli komuś siedzenie nad zbiornikiem wodnym nie starczy i chce czegoś więcej, to bardzo dobrze trafił. Niezależnie czy z rowerem czy z samochodem – Giby to idealna baza wypadowa na Litwę i jej wszystkie atrakcje – Wilno, Troki, Druskieniki, Kowno i Kłajpeda.

Śluza Dębowo

Biebrzański Park Narodowy jest gigantyczny i polecenie jednego miejsca na tym obszarze byłoby błędem. Dlatego też pierwsza miejscówka będzie fantastyczna na długie spacery, wędkowanie czy zwiedzanie dzikich okolic. Niedaleko znajduje się także Suchowola. Piękne miasteczko, w którym można bardzo miło spędzić czas poznając różne zakątki. Warto też zainteresować się osobą ks. Jerzego Popiełuszki, związanego z Suchowolą.

Woźna Wieś

Jezioro Dreństwo

Druga miejscówka w Biebrzańskim Parku Narodowym to idealne miejsce do wypoczynku całą rodziną. Jest to raj dla rowerzystów, którzy mogą wybierać się na eskapady pomiędzy lasami Parku, a jeziorami – Tajenko, Dreństwo i Rajgrodzkim.

Pentowo – Europejska Wieś Bociania

Jeżeli szukacie mocno wiejskiego klimatu, to zaszycie się na odpoczynek w Pentowie będzie świetnym pomysłem. Długie spacery, rowery, ogniska, wiejskie jadło i świeże powietrze, a to wszystko w otoczeniu naszych pięknych, polskich bocianów sprawią, że Podlaski wypad będziecie wspominać długo i szczęśliwie. W Pentowie znajduje się kilkadziesiąt gniazd. Są też wieże obserwacyjne.

Plaża Stary Dwór

Na wschodzie województwa także czeka nas miła niespodzianka. Plaża nad zbiornikiem Siemianówka to świetne miejsce by się opalać, uprawiać sporty plażowe, grillować i biesiadować. Kąpać się nie polecamy, bo woda nie jest najczystsza, ale jednego tam nie zabraknie – ciszy i spokoju, tłumów w Starym Dworze nie uświadczycie.

Teremiski

Miłośnicy Puszczy Białowieskiej oraz żubrów, a także fani fotografii nocnej docenią Teremiski. Miejsce nieopodal Białowieży cenią sobie wszyscy ci, którzy lubią las. Nie brakuje też w tych okolicach żubrów i innych dzikich zwierząt – jeleni czy wilków. To także dobre miejsce jeżeli kochamy obserwować gwiazdy nocą. Jest tam tak ciemno, że na niebie dostrzeżemy mnóstwo gwiazd. A dzięki aparatowi możemy nawet zdobyć świetne ujęcia roju meteorów.

Topiło

Drugim miejscem w Puszczy Białowieskiej jest Topiło, gdzie możemy dojechać z Hajnówki kolejką Wąskotorowa. A gdy już tam będziemy, to warto zostać kilka dni spacerując po puszczy i tak jak w Teremiskach – obserwować dzikie zwierzęta i nocne niebo. Cisza i wspaniałe powietrze będą miłym dodatkiem.

Mielnik – moc atrakcji

Miasteczko nad Bugiem obfituje w wiele ciekawych miejsc, które można odwiedzić pomiędzy plażowaniem. Jest kopalnia kredy z tarasem widokowym, są alpaki czy góra zamkowa. Jest także możliwość zorganizowania spływu kajakowego. Można również przeprawić się promem na drugi brzeg, gdzie będzie województwo mazowieckie. Tam również atrakcji nie brakuje.

Nowogród

Ostatnią miejscówką, o której warto wspomnieć jest Nowogród – na zachodzie Podlaskiego. Na pewno spodoba się tam wszystkim miłośnikom historii. Koniecznie odwiedźcie Skansen Kurpiowski, gdzie jest mnóstwo drewnianej architektury. Warto też poznać historię Stacha Konwy. Zapoznajcie się także z historią walk z 1944 roku, które upamiętnia czołg i działa artyleryjskie. W Nowogrodzie jest także plaża oraz miejsce, gdzie Narew łączy się z Pisą. Spacerując wzdłuż tej pierwszej rzeki – napotkamy dawne schrony. Były to tak zwane punkty oporu.

To tyle jeżeli chodzi o zwiedzanie Podlaskiego w 2021 roku. Musimy jednak dodać, że w kolejnych latach również będzie można te miejscówki zwiedzić. Serdecznie zapraszamy!

Co zrobić gdy się spotka wilka?

Jak ostatnio informowaliśmy, w ostatnim czasie mieszkańcy gminy Białowieża zaczęli skarżyć się, że wilki zaczęły coraz częściej odwiedzać ich posesje w poszukiwaniu jedzenia. Od wielu lat, każdego od dziecka straszy się niepotrzebnie tymi zwierzętami. Mieszkańcy powinni skarżyć się na myśliwych i ich mocodawców, bo wilki na posesjach to właśnie ich wina. Wystrzelanie i dramatyczne zmniejszenie populacji dzika spowodowało właśnie zaburzenie całego ekosystemu. Wilkom ograniczono jedzenie, stąd nietypowe ich działania.

Co zrobić gdy się spotka wilka? Rzadko kiedy chwalimy urzędników, bo nie taka jest rola mediów (wbrew pozorom i tego co się dzieje na innych portalach). Kompletny, mądry (bez idiotycznego straszenia) i merytoryczny komunikat sprawie wilków przekazał Urząd Gminy Białowieża. Jest to instrukcja dla wszystkich, którzy potencjalnie mogą spotkać dzikie zwierzę w lesie.

Wilki najczęściej są płochliwe i unikają kontaktu z ludźmi, nawet, jeśli zbliżają się do siedzib ludzkich, to jest to przejaw ich naturalnego instynktu, którym kierują się w poszukiwaniu jedzenia. Najczęściej, jeśli podchodzą w nocy w pobliża siedzib, to ludzie nawet o tym nie wiedzą. Jednak wilki, podobnie jak każde inne dzikie zwierzęta, mogą zachować się nieobliczalnie, jeśli są wystraszone, chore lub zranione, a szczególnie wówczas, gdy zostaną oswojone – dokarmiane i przyzwyczajane do pobytu blisko siedzib ludzkich.

Dlatego należy pamiętać o kilku podstawowych zasadach:
– Nigdy nie dokarmiaj wilków, nawet jeśli zwierzęta wyglądają na wychudzone i wymagające pomocy. Powiadom o ich obecności właściwą Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, pobliskie nadleśnictwo
– Mieszkając w pobliżu lasu, przetrzymuj odpadki spożywcze w szczelnych pojemnikach z pokrywami. Resztki żywności pozostawione na kompoście poza ogrodzeniem posesji, w szczególności kawałki mięsa i wędlin, mogą zwabiać wilki. Zainstalowanie oświetlenia z czujnikami ruchu w pobliżu miejsc składowania odpadów kuchennych może odstraszać wilki od podchodzenia w ich pobliże.
– Jeśli jesteś turystą, spacerujesz po lesie, wędrujesz z plecakiem, biwakujesz w lesie, uprawiasz biegi terenowe lub inne rodzaje rekreacji aktywnej, jesteś zbieraczem grzybów lub jagód, nie pozostawiaj resztek żywności w koszach na parkingach leśnych, miejscach biwakowych, pod wiatami i w innych miejscach odpoczynku dla turystów, nawet jeśli wydaje się, że są one szczelne i regularnie opróżniane.
– Jeśli jesteś fotografem przyrodniczy lub myśliwym, nigdy nie dostarczaj mięsa na nęciska przy czatowniach lub ambonach. Nie ma znaczenia, czy są to szczątki martwych zwierząt dzikich lub hodowlanych, czy też produkty zawierające mięsne składniki, np. karma dla psów. Wilki, dzięki niezwykle czułemu węchowi, orientują się, że to człowiek dostarczył pokarm, i mogą zacząć postrzegać ludzi, jako dostarczycieli pożywienia.
– Jeśli pracujesz w lesie, jesteś np. pracownikiem zakładu usług leśnych, budowniczym dróg leśnych, instalatorem sieci energetycznych, nigdy nie pozostawiaj żywności w miejscu pracy. Pakuj wszystkie odpadki i zabieraj z sobą. Pozostawiona żywność może zwabiać drapieżniki w pobliże pracujących w lesie ludzi.
– Jeśli znajdziesz w lesie szczenię wilka, nigdy go nie dotykaj ani nie zabieraj ze sobą, nawet jeśli wygląda na chore i skrajnie wycieńczone. Jeśli masz możliwość, zrób mu kilka zdjęć i sprawdź swoją lokalizację np. na podstawie aplikacji mBDL, albo zapamiętaj numer najbliższego słupka oddziałowego i powiadom właściwą Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska.
– Jeśli dowiesz się, że ktoś przetrzymuje nielegalnie wilka w niewoli, dla dobra swojego i sąsiadów, natychmiast powiadom RDOŚ.
– Jeśli mieszkasz w obszarze zamieszkiwanym przez wilki, trzymaj w nocy swoje psy i koty w domu lub w dobrze zabezpieczonych kojcach.
– Nie pozostawiaj psiej lub kociej karmy na zewnątrz, w miejscach gdzie mogłaby być dostępna dla drapieżników. Może to zwabić wilki w pobliże domostwa. Wilki mogą się przyzwyczaić do stałego źródła pokarmu, a następnie zranić, a nawet zabić, broniącego swojego pożywienia psa lub kota.
– Jeśli spacerujesz w lesie z psem, prowadź go zawsze na smyczy. Jest to zgodne z obowiązującym w Polsce prawem, a także zapobiega oddalaniu się psa od właściciela. Zagubiony, biegający po lesie pies może szybko wpaść w tarapaty.

Spotkania z wilkami są niezwykle rzadkie, ponieważ wilki odczuwają przed ludźmi naturalny strach. Są to inteligentne i ciekawe zwierzęta, zdarza się, że wilki mogą przyglądać się ciągnikom rolniczym czy samochodom. Mogą też podczas bezpośredniego spotkania przyglądać się nam dłuższą chwilę i nie uciekać od razu, robią tak wszystkie dzikie zwierzęta.

Jeśli jednak spotkasz w lesie wilka, który podchodzi zbyt blisko (na odległość poniżej 30 m) lub przygląda się zbyt długo i nie czujesz się komfortowo w tej sytuacji, albo też drapieżnik poszczekuje lub warczy na ciebie, podejmij następujące działania:
– Unieś ręce i machaj nimi w powietrzu. To rozprzestrzeni twój zapach, sprawi, że twoja sylwetka będzie lepiej widoczna.
– Pokrzykuj głośno ostrym tonem (lub zagwiżdż) w stronę wilka. To pozwoli mu zorientować się, że ma do czynienia z człowiekiem i że nie jest mile widziany.
– Jeśli zwierzę nie reaguje i zamiast oddalić się, podchodzi bliżej, rzucaj w niego będącymi w zasięgu ręki przedmiotami, najlepiej grudami ziemi.
– Wycofaj się spokojnie, możesz przyspieszyć, dopiero gdy masz pewność, że zwierzę jest daleko i nie interesuje się tobą.
– Jeśli masz taką możliwość, zrób zwierzęciu zdjęcie i zawiadom o zdarzeniu RDOŚ w Białymstoku.

Mieszkańcy Gminy Białowieża mogą przekazywać do Urzędu Gminy zdjęcia, nagrania i inne informacje dotyczące niepożądanej działalności wilka. Informacje będą potrzebne do oszacowania czy problem z przychodzeniem na posesje jest duży. Wówczas urzędnicy podejmą adekwatne działania. Telefon do kontaktu: 85-68-12-487 wew. 25.

Jesteśmy już bardzo blisko do odstrzału wilka. Myśliwi zacierają ręce!

Myśliwi zacierają ręce na myśl o tym, że będzie można strzelać do wilka. Mimo, że to zwierzę pod ścisłą ochroną, to wokół niego dzieje się wiele. Można powiedzieć, że jesteśmy o dwa kroki od legalnego odstrzału tych pięknych i bardzo potrzebnych naturze zwierząt. Niestety wilki konkurują z myśliwymi, gdyż ich celem jest dokładnie ta sama zwierzyna – stara i chora, którą trzeba eliminować ze stada. Dlatego myśliwi wręcz marzą o strzelaniu do konkurentów. Ponadto to dla nich nowe trofeum w kolekcji.

Zacznijmy jednak po kolei. Obecnie ochrona wilka jest bardzo ścisła, więc praktycznie nie ma możliwości legalnego zabicia tego zwierzęcia. Można je bezkarnie zabijać na Białorusi i w Rosji. Tam też jeżdżą wycieczki myśliwych, by realizować swoje krwawe pasje. W polskiej polityce istnieje ogromne lobby myśliwskie, które ma ogromny wpływ na to, że ochrona przyrody w Polsce nie jest na takim samym poziomie, jak w innych krajach Unii Europejskiej. Ta ochrona jest tylko na papierze. W praktyce jednak lasy toną w śmieciach, deweloperzy budują w rezerwatach, a ściśle chronione zwierzęta są zabijane przez ludzi.

Jeżeli chodzi o wilka, to ten ma jeszcze gorzej. Lata komunizmu w Polsce i tępienie tego zwierzęcia, wpajanie dzieciom bajki o złym wilku i Czerwonym Kapturku sprawiło że ludzie ich się boją. Swoje dokładają też bezmyślni dziennikarze, którzy do dziś, w licznych publikacjach straszą ludzi wilkiem, być może nie zdając sobie sprawy jakie będzie miało to konsekwencje w przyszłości. Akcja powrotu do zabijania wilków trwa od kilku lat. Zaczęło się od medialnej nagonki na wilka – strasząc zagryzieniami zwierząt i sugerowaniem, że ludzie będą następni. Od czasów wojny były tylko 4 przypadki, że zwierzę to zabiło człowieka. Zagryzając bydło rolnikom – zwierzęta te uczą swoje młode polowań, a rolnicy dostają odszkodowania. Swoje dołożył tez sam premier, który wizytując Biebrzański Park Narodowy publicznie stwierdził, że “z wilkiem też sobie poradzimy”, co wywołało wielką konsternację ówczesnego dyrektora parku.

Od 1 sierpnia 2020 roku można polować na szakala złocistego. Jest to “kuzyn” wilka. Zaobserwowano o go w Polsce w 2015 roku. Klimat się ocieplił, to zwierzęta zaczęły migrować na północ. I tak pojawiły się w naszym kraju. Ku zaskoczeniu wszystkich, nieżyjący już minister środowiska Jan Szyszko zezwolił w 2017 na odstrzelenie tego gatunku. Było tylko nałożone moratorium, które już się skończyło. Cały szkopuł w tym, że szakala bardzo łatwo pomylić z wilkiem. Dlatego też zabicie tego drugiego jest już niejako półlegalne, bo myśliwi będą mieli wytłumaczenie jakby co. Ministrowie się zmieniali, a zezwolenie dalej trwa.

To jeszcze nie wszystko. Wiosną 2020 roku martwego wilka znaleziono w gminie Narewka, w rejonie Puszczy Białowieskiej. Zwierzę zostało zastrzelone. W grudniu – w Podlaskiem znaleziono dwa martwe wilki. Jeden w Biebrzańskim Parku Narodowym został również zastrzelony przez człowieka. Trzeci znaleziony w okolicach Sejn (Puszcza Augustowska) zginął najprawdopodobniej w walce z innym zwierzęciem. Wilki giną też podczas zderzenia z samochodem. Warto jednak skupić się na samych przestępstwach. Domniemuje się, że skoro wykryto dwa przypadki zastrzelenia przez człowieka, to znaczy że tych przypadków jest znacznie więcej. Zatem można już mówić o regularnym wybijaniu. Nie widać też głosu oburzenia wśród polityków – którzy nadają ton dyskusji publicznych w Polsce. A to już dwa kroki od legalizacji.

Jaki będzie ostatni krok przed nią? Człowiek. I ten już się pojawił. Ludzie mieszkający w Puszczy Białowieskiej zaczęli skarżyć się na wilki. Tak, to nie żart. Zamieszkali w dziczy, a teraz skarżą się na dzikich współlokatorów. Przypomina to sytuację, gdy miastowi przeprowadzili się na wieś i zaczęli donosić na rolników, że prowadzą uciążliwe prace. Ludzie zaczęli skarżyć się, że wilki przestały ich się bać i coraz częściej widać je we wsi. Dziwne, że regularnie nawiedzające wioski żubry jakoś ich nie straszą. To właśnie wymiar propagandy uprawianej przez dziennikarzy – idiotów. Straszeniem ludzi doprowadzą do tego, że politycy zezwolą na odstrzał. Wtedy równowaga w naturze znów zostanie zakłócona. W efekcie wzrośnie zapotrzebowanie na myśliwych, bo liczba kopytnych wzrośnie na tyle, że młode drzewa w lesie nie będą mogły się rozwijać. Teraz szkody są dużo mniejsze, bo kopytne obgryzając młode drzewa cały czas są czujne i płochliwe.

Gdy drzewa nie będą mogły się rozwijać, to Puszcze Białowieska, Augustowska i Knyszyńska zamienią się w stepy, a Biebrzański Park Narodowy z bagna w pustynię. Człowiek natomiast po zniszczeniu swojego środowiska będzie musiał migrować tam, gdzie życie będzie jeszcze możliwe. Oczywiście to wszystko nie stanie się w rok, a przez dziesięciolecia. Po to musimy właśnie przestrzegać zrównoważonego rozwoju. By ten pyszny tort zostawić też pokoleniom, bo zjadając go teraz w całości zaszkodzimy i sobie i naszym dzieciom, wnukom i prawnukom.

Proboszczowi się odmieniło. Budynek z 1803 roku właśnie został wyburzony.

Tym razem się nie spalił, a został zwyczajnie wyburzony. Mowa o domu stojącym przy ul. Św. Mikołaja 4 na tyłach cerkwi. 28 grudnia zniknął z powierzchni ziemi za sprawą ciężkiego sprzętu wyburzającego. Mimo swojej pięknej historii budynek nie był prawnie chroniony. A jego historia sięga 1803 roku. Budynek został wybudowany jeszcze za czasów zaborów. Konkretnie przez władze pruskie. Jego pomieszczenia zostały przeznaczone pod depozytorium Kamery Wojny i Domen. Później przeznaczono go na potrzeby opieki nad inwalidami. W 1901 roku budynek został przekazany na własność parafii. Rok później przeprowadzono kapitalny remont i urządzono domową cerkiew. Po dwóch dekadach budynek przeznaczono pod szkołę.

Trzeba przyznać, że to szokujące iż taki budynek, z taką historią nigdy nie był objęty przez konserwatora ochroną. A trzeba dodać, że wszystkie, pozostałe budynki na działce cerkwi są zabytkowe – poczynając od sklepików przy Lipowej, budynek pod numerem 4a oraz oczywiście sama cerkiew. Jak to w ogóle możliwe? No cóż ochrona zabytków w Białymstoku nigdy nie stała na właściwym poziomie. Więc tym bardziej nikt się nie przejmował starym budynkiem spoza rejestru.

Latem budynek został ogrodzony. W lipcu ks. Jan Fiedorczuk, proboszcz parafii św. Mikołaja Cudotwórcy w Białymstoku na łamach Kuriera Porannego deklarował, że budynek nie będzie rozbierany a jedynie wymieniony zostanie płot. Do zimy proboszczowi się odmieniło i jednak rozebrali wszystko. Akurat zrobiło się tyle miejsca, by powstał tam “apartament”. Czy tak się stanie? Poczekamy, zobaczymy.  Jedno jest pewne już dziś. To, co się dzieje w Białymstoku to po prostu patologia.

Featured Video Play Icon

50 lat temu Białystok był mięsną potęgą! Ten film archiwalny to pokazuje.

Powyższy film oczywiście powstał na potrzeby PRL-owskiej propagandy, więc nie można go traktować jako źródło całkowitej prawdy, ale coś jednak pokazuje. A mianowicie jak w Białymstoku zakłady mięsne produkowały gigantyczne ilości wędlin, kiełbas i konserw. Gdyby przeliczyć to na dzisiejsze pieniądze, to roczna wartość produkcji wynosiłaby na dzisiejsze pieniądze około 72 miliony złotych rocznie. Do tego warto zauważyć, że zatrudniano 2000 ludzi. Dla porównania dodamy, że jedna z najnowocześniejszych firm mięsnych na pobliskim Mazowszu zatrudnia około 1300 osób. Jako, że przez 50 lat technika poszła do przodu, to obie te liczby można ze sobą porównać.

Dzisiejszy rynek rządzi się zupełnie innymi prawami. Mamy globalizację, komputeryzację, outsorcing oraz mnóstwo lokalnych firm ze “swojskimi” wyrobami zamiast produkowanych na gigantyczną skalę. Stąd nie potrzeba już zatrudniać tak wielu osób i produkować aż tak dużych ilości. Ponadto trend jest taki, że ludzie powoli odwracają się od mięsa. Nie stali się jeszcze wegetarianami, ale ograniczyli spożycie na rzecz innych “smakołyków”.

Dlatego trzeba pogodzić się, że tamte czasy już minęły i raczej nie wrócą. Jeżeli ktoś marzy, że w Białymstoku znów zacznie się masowa produkcja i przemysł to raczej się rozczaruje. Dziś gra toczy się oto, gdzie ludzie będą mieszkać, bo pracować mogą wszędzie. Na dzień 30 czerwca 2020 roku wyliczono, że stolica Podlaskiego zamieszkała jest przez 297 585 osób. Warto jednak dodać, że od lat miasto nie powiększa granic, a ludzie wyprowadzają się na obrzeża. Gdyby doliczyć osoby z powiatu białostockiego, to okazałoby się że jest nas tutaj ponad 400 000. Czyli tyle ile mniej więcej mieszka w Szczecinie czy Gdańsku.

Czy Białystok będzie jeszcze potęgą w jakiejś dziedzinie? Miejmy nadzieję, że tak. Od upadku PRL zrobiliśmy znaczący krok do przodu. Ale ostatnia dekada to czas, gdy nasze miasto jest w letargu. Mieszkając na co dzień nie jest to odczuwalne, bo wszystkie zmiany, przebudowy i inne nowości wydarzyły się jakby wczoraj. Stracony rok przez koronawirusa pokazał, że nie można stać w miejscu. Że ten krok do przodu trzeba robić cały czas. Po to żebyśmy w kółko nie mówili “oj, kiedyś to było”.

Urząd Miejski na Dojlidach? Truskolaski mówił o “budżecie przetrwania”. Teraz chce wydać 18 milionów.

Ta decyzja Tadeusza Truskolaskiego będzie zapewne dyskutowana bardzo długo. Dość nieoczekiwanie, jak grom z jasnego nieba, wczoraj podczas zdalnego posiedzenia Komisji Infrastruktury Komunalnej – wiceprezydent Zbigniew Nikitorowicz ujawnił, że miasto chce odkupić od syndyka masy upadłościowej ogromny budynek jaki pozostał po Wyższej Szkole Administracji Publicznej na Dojlidach. Miałyby się znajdować tam wszystkie departamenty obecnie “rozrzucone po mieście”. Między innymi z ul. Białówny, Bema czy Warszawskiej.

Dojlidy to obrzeża miasta. Zaletą dawnego WSAP jest jednak wielkość budynku oraz ogromny parking. Na auli miałaby obradować Rada Miejska, która to spotykała się w Urzędzie Wojewódzkim, a teraz obraduje na stadionie. Z jednej strony – znacznie ułatwi to załatwianie spraw zmotoryzowanym. Z drugiej jednak, wiele osób będzie musiało jechać bardzo długo autobusem. Połączenie z Dojlidami jest bowiem koszmarne. Szybko dojedziemy tylko z centrum. Z pozostałych osiedli, nie będących w sąsiedztwie z Dojlidami stracimy godzinę w jedną stronę.

Warto zaznaczyć, że nie dawno miasto mogło odkupić piękny zabytek – Pałac Lubomirskich. W tym przypadku zainteresowania nie było widać. Po co miasto (które nie ma pieniędzy i jest mocno zadłużone) chce kupować budynek za prawie 18 milionów złotych? Nikitorowicz tłumaczył podczas komisji radnym, że jeżeli skumuluje “rozrzucone” urzędu na Dojlidach, a sprzeda nieruchomości po obecnych, to miasto wyjdzie “na zero”. To tylko pół prawdy, bo to ewentualne “wyjście na zero” potrwa wiele lat.

Jest jeszcze coś bulwersującego w tej całej kwestii. Obecny plan zagospodarowania przestrzennego dopuszcza w budynku prowadzenie działalności naukowej, a nie urzędu miejskiego. Jednak Truskolaski ma większość w radzie, więc kupując budynek i działkę z łatwością uzyska zmianę planu zagospodarowania na taki, jaki będzie potrzebować. Co z automatu wyklucza konkurencję. Dla wszystkich innych potencjalnych kupców taki budynek to kukułcze jajo. Bo na ich życzenie nikt planu nie zmieni. Teoretycznie grając na czas – ekipa prezydenta mogłaby niejako zmusić syndyka do obniżek ceny w kolejnych przetargach. Pewne bowiem jest, że nikt żadnej uczelni tam otwierać nie będzie. W praktyce jednak może znaleźć się jakiś “cwaniak” co pod pozorem działalności naukowej będzie rozwijać swój biznes z wykorzystaniem budynków.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Miasto jest mocno zadłużone, Truskolaski ogłaszał “budżet przetrwania”. Teraz zamiast skupić się, by po całym tym dziwnym okresie wyjść gospodarczo do przodu, to on planuje dogadzać urzędnikom. Z perspektywy obywatela nie ma to aż takiego znaczenia, bo od dawna może załatwiać wszystko przez internet. Zatem inwestycja w poprawienie poziomu biurokracji sensu większego nie ma.

Wykupienie przez miasto budynku po WSAP było na komisji przedstawiane jako “wyjątkowa okazja, z której trzeba skorzystać”. Czy tak jest w rzeczywistości? To zależy jakie mamy priorytety. Jeżeli w pierwszej kolejności inwestujemy w biurokrację, to jest to okazja. Z perspektywy rozwoju Białegostoku – to pieniądze wyrzucone w błoto.

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Nikt nic nie powiedział o awarii. Katastrofa pociągu pod Białymstokiem.

7 sierpnia 1931 roku to czarna data w historii Podlasia. Nieopodal Białegostoku w Baciutach doszło do katastrofy kolejowej. Zginęło 6 osób. Tragedia została uwieczniona na fotografii. Zdjęcia pochodzą z Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Do całego zdarzenia doszło pomiędzy 3 a 4 nad ranem. Pociąg jechał z Warszawy do Grajewa. Dziś może się taka trasa pociągu wydawać dziwna. Jednak przed II wojną światową tam znajdowała się granica z Prusami Wschodnimi (Niemcami). Pociąg zatrzymał się w Baciutach, a następnie po postoju ruszył dalej. Po przejechaniu kilkudziesięciu metrów doszło do awarii parowozu. Maszyna stanęła. Załoga jednak nie poinformowała o tym dyżurnego ruchu.

Gdy doszło do awarii, to z Łap odjeżdżał pociąg Warszawa – Białystok (i zapewne dalej na wschód). Jako, że załoga nie poinformowała o awarii, to nikt nie wiedział, że tor tarasuje popsuty parowóz. Gdy pociąg dojeżdżał do Baciut, maszynista zdążył zauważyć machanie rękami konduktora felernego składu. Zaczął hamować rozpędzony pociąg. Siła uderzenia w parowóz była tak duża, że zabiła 6 osób, raniła kilkadziesiąt oraz zniszczyła pięć wagonów. Ranni zostali odwiezieni do szpitala specjalnym pociągiem ratunkowym.

Następnie rozpoczęto akcję usuwania rozbitych pociągów z torów. Podczas niej jeden z dźwigów podczas próby podnoszenia wagonu przewrócił się. O doprowadzenie do katastrofy kolejowej zostali oskarżeni – kierownik ruchu stacji Baciuty oraz konduktorzy zepsutej maszyny. Aresztowany został również dyżurny ruchu w Łapach, który zezwolił na odjazd pociągu do Białegostoku.

Czy głos mieszkańców się liczy? Można się przekonać wypełniając formularz.

Jakie cele i jakie zadania mają być priorytetem Białegostoku na najbliższą dekadę? Takie pytanie zadaje magistrat i oczekuje odpowiedzi od mieszkańców w postaci formularza konsultacyjnego. Nie omieszkamy go wypełnić i zachęcamy też Was do zrobienia tego. Nie wiemy czy ktoś weźmie pod uwagę pojedynczy głos, ale setki podobnych – chyba raczej tak? Aczkolwiek trudno powiedzieć.

Nie ma przecież takiego przymusu, by ze zdaniem mieszkańców się liczyć. Ich zdanie ważne jest tylko przy urnie wyborczej. Trudno uwierzyć w to, że głos mieszkańców z konsultacji będzie się liczyć. Szczególnie, że na stronie urzędu czytamy, kto pełni ważną rolę w procesie tworzenia strategii: W proces przygotowania strategii są zaangażowani przedstawiciele Urzędu Miejskiego i jego jednostek organizacyjnych, z uwagi na znajomość wewnętrznych uwarunkowań instytucjonalnych rozwoju Białegostoku. Ważną rolę odgrywają również eksperci, którzy mają wiedzę i narzędzia inne niż urzędnicy, a ich spojrzenie na rozwój miasta jest bardziej bezstronne i analityczne.

Mieszkańcy mają natomiast stanowić “istotną” grupę. Czy tak będzie? Wątpimy, ale dajemy szanse. A nasze powątpiewania biorą się z tego, że nie pamiętamy, by Prezydent Truskolaski w jakiejś istotnej sprawie liczył się ze zdaniem mieszkańców. Miasto przygotowując strategię rozwoju na lata 2021 – 2030 chce się skupić na takich tematach jak: rozwój gospodarczy, kapitał ludzki i społeczny, środowisko, zagospodarowanie przestrzenne, smart city, powiązania funkcjonalne.

Warto więc sprawdzić czy głos mieszkańców rzeczywiście się liczy. Można się przekonać o tym wypełniając formularz na stronie https://strategia2030.bialystok.pl/strategia-2030 a następnie, gdy strategia będzie gotowa – sprawdzić czy ktoś ją wziął pod uwagę.

 

Meczet po remoncie. Wnętrza zostały odnowione.

Meczet w tatarskiej wiosce Kruszyniany przeszedł remont wnętrza. To nie tylko ciekawa i popularna atrakcja turystyczna, ale także jeden z niewielu Pomników Historii na Poodlasiu – czyli jeden z najważniejszych zabytków w kraju!

Status pomnika historii ustanawiany jest w drodze rozporządzenia przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Przyznawany jest zabytkom nieruchomym o szczególnej wartości historycznej, naukowej i artystycznej, utrwalonym w powszechnej świadomości i mającym duże znaczenie dla dziedzictwa kulturalnego Polski. Na Podlasiu takie odznaczenie przyznane jest tylko meczetom i mizarom (cmentarzom) w Kruszynianach i Bohonikach, a także Kościołowi Św. Rocha w Białymstoku i Kanałowi Augustowskiemu.

Meczet w Kruszynianach pochodzi z XVIII wieku. W budynku została zmieniona podłoga, zmieniono też nadproże okna w ścianie dzielącą sale modlitw dla kobiet i mężczyzn. Wzmocniono także konstrukcję antresoli. Oczyszczono także inne elementy konstrukcyjne.

Meczet architektonicznie jest dosyć prostą konstrukcją. Jest to prostokąt z trzema wieżami i klasycznym poddaszem. Swoim kształtem nawiązuje do okolicznych kościołów. Świątynia jest zielona, bo jest to kolor islamu. Dwie wieże od razu rzucają się w oczy, zaś trzecia jest nieco ukryta, bo nie ma okien. Znajduje się na krawędzi dachu. Wszystkie wieże mają kształt hełmu, który jest zwieńczony półksiężycem na szczycie. Wchodząc do środka należy zdjąć obuwie. Wystrój to głównie dywany oraz kaligraficzne zapisy cytatów z Koranu. Każdy, kto będzie zwiedzać będzie mógł zanurzyć się w niezwykłej tatarskiej kulturze. A pomoże w tym charyzmatyczny przewodnik – Dżemil Gembicki.

Gdzie na narty w Podlaskiem? Supraśl, Szelment i Rybno czekają!

Górzyste tereny wokół Supraśla to idealne miejsce na szusowanie na nartach. Szczególnie, że zapowiada się w tym roku szansa na śnieżną zimę. Już dawno nie było takiego grudnia, by tak długo utrzymywał się śnieg. Dlatego można powoli planować uprawianie sportu z nartami. W gminie Supraśl znajdują się aż 4 popularne trasy narciarskie. Każda stanowi pętle o długości 1, 2, 3 i 4 km. Trasy mają różny stopień trudności, tak aby mogły być atrakcyjne zarówno dla amatorów jak i zawodowców. Każdej trasie odpowiada odpowiedni kolor na tabliczkach tak aby narciarz łatwo mógł rozpoznać na której pętli się znajduje.

Główny punkt początkowy wszystkich tras zaczyna się w okolicach drogi na Cieliczankę. Konkretnie to na rogu ulic Krasny Las oraz Józefa Piłsudskiego. Znajduje się tam wjazd do lasu. Trasy są oznaczone kolorami – żółtym, czerwonym, zielonym i niebieskim. Od razu zaznaczymy, że szlaki powstały kilka lat temu za unijne pieniądze. Oznacza to, że sama droga oczywiście istnieje, ale niektóre oznaczenia mogły już zaniknąć. W ostatnich czasach to częste zjawisko, że znaczki nie są odmalowywane.

Doświadczeni narciarze mogą wybrać się do Szelmentu pod Suwałkami oraz Rybna pod Łomżą. To zaawansowane ośrodki, które co roku ściągają sportowców z całej Polski. W tym roku jest podobnie. Tam śniegu nie zabraknie tak długo, jak długo będzie ujemna temperatura. Specjalne maszyny naśnieżające o to zadbają. Na stokach znajdują się także.

Obraz na żywo z Szelmentu:

Jeżeli nie macie własnego sprzętu, to nie szkodzi. W Supraślu znajduje się wypożyczalnia nart. Dlatego potrzebne są przede wszystkim chęci. A umiejętności? No cóż, czasy są takie że można poćwiczyć z YouTubem.

Featured Video Play Icon

Zenek z nowym hitem! Teledysk nagrany w Białowieży.

Zespół Akcent i jego lider Zenek wypuścił do sieci nowy teledysk z piosenką “Nie wolno zabić tej miłości”. Słuchając sympatycznej ballady możemy obejrzeć przy okazji piękne zakątki Białowieży. Peron stacji Białowieża Towarowa, wyjątkowy pociąg wystrojony jak w dawnych czasach, który często tam się pojawia. Do tego jeszcze inne charakterystyczne miejsca Puszczy Białowieskiej. To wszystko przeplatane fragmentami filmu “Zenek”, w którym w młodego wokalistę wcielił się aktor Jakub Zając.

Zenon Martyniuk jest bardzo popularny w całym kraju, dlatego to bardzo miłe, że w najnowszym teledysku rzeszy swoich fanów pokazuje piękno Podlasia, a w szczególności popularną Białowieżę. Na pewno wiele osób może zainspirować do przyjazdu tego typu promocja. Można to w mikroskali porównać do tego, jak słynne stały się pewne schody po premierze filmu “Joker”. Film o zasięgu światowym zaczął ściągać tam tłumy ludzi. Być może i do Białowieży zawitają fani Akcentu zobaczyć na żywo peron z teledysku oraz inne miejscówki z filmu Zenek – na przykład słynny “Bar disco czar” z miejscowości Bondary nad Siemianówką.

Liderowi Akcentu – Zenonowi Martyniukowi życzymy wszystkiego dobrego i zachęcamy, by kolejne teledyski nagrywał również na Podlasiu. Miejsc wyjątkowych na teledyskowe plenery u nas nie brakuje.

Featured Video Play Icon

To ciasto jest hitem na Podlasiu! Jak się robi Marcinka?

Jak oscypek w Zakopanem, tak Marcinek w Hajnówce. Jeżeli nie macie talentów kulinarnych, a chcecie go skosztować, to musicie się wybrać właśnie do tego podlaskiego miasteczka. Oczywiście ciasto jest także i w Białymstoku, ale mówimy tu o oryginale! A różnice w smaku mogą być odczuwalne. Wkrótce świąteczny czas, więc oprócz tradycyjnych dań – nasze wspaniałe gospodynie będą przygotowywać także i ciasta. Dlatego, być może powyższy film zainspiruje je do zrobienia klasycznego, podlaskiego ciasta takiego jak robi się Puszczy Białowieskiej.

Marcinek na Podlasie, do Hajnówki przybył razem z rodziną Pani Ireny Poskrobko spod Moskwy. W 1920 roku babcia Pani Ireny przeniosła się do Hajnówki i przywiozła ze sobą przepis na wyjątkowe ciasto – Marcin na carski stół. Pieczone z okazji świąt i innych ważnych uroczystości. I tak do dnia dzisiejszego zachowało się wyjątkowe ciasto. Musimy też dodać, że co roku na każde święta – w Hajnówce produkcja tego wypieku idzie pełną parą. Zainteresowanych na jego kupno nie brakuje.

Żeby samemu wypiec Marcinka, to przepis jest następujący: na kilogram mąki dajemy kostkę masła, 4 jajka (jedno całe i 4 żółtka), śmietanę, sodę, szklankę cukru oraz cukier wanilinowy. Z tych składników będziemy wyrabiać ciasto. Mieszamy je ze sobą wszystkie razem. Po uformowaniu się ciasta, dzielimy je na kawałki, które później rozwałkujemy. Pozostało zrobić krem. Do tego potrzebujemy dwie śmietany 30% oraz jeszcze jedną 18%. Jedną śmietanę mieszamy z półtorej szklanki cukru. To musimy przez dziesięć do piętnastu minut ubijać. Do tego dodajemy sok z połówki cytryny oraz aromat migdałowy.

Na każdy wypieczony placek dajemy dwie łyżki kremu. W ten sposób nakładamy na siebie 25 placków. Wszystko wstawiamy do lodówki na całą noc. Następnego dnia będzie gotowy do jedzenia. Smacznego!

Featured Video Play Icon

“Mam dziwne hobby, nie zrozumiesz”. W wolnym czasie nagrywają pociągi.

Mikole – czyli miłośnicy kolei to osoby, które jak ulał pasują do popularnego mema “mam dziwne hobby, nie zrozumiesz”. Znają rozkłady jazdy na pamięć, nagrywają pociągi i o nich dyskutują. Jedni maszyniści się na nich oburzają, inni przyjaźnie machają do kamery. Osób z takimi zainteresowaniami nie brakuje na Podlasiu. Powyżej możecie zobaczyć jeden z filmów, w którym zobaczycie nie tylko przejeżdżające maszyny, ale też pracę lokomotywowni. Budynek stoi nieco schowany przy ul. Kopernika w pobliżu dworca kolejowego.

Warto jednak zaznaczyć, że w sieci jest także mnóstwo krótkich filmów, na których udokumentowany jest przejazd konkretnego pociągu albo mijanie się różnych maszyn. Powyżej przykład takie filmu. Dwa pociągi EN57 w żargonie kolejowym zwane “kiblami” mijają się na maleńkiej stacji blisko rezerwatu przyrody, o którym ostatnio pisaliśmy. Jest jeszcze pociąg “Gagarin”, “Siódemka” czy “Stonka”.

Jeżeli zagłębicie się w temat razem z podlaskimi Mikolami, to w sieci znajdziecie także wiele filmów z nagranymi całymi trasami! A jeżeli wkręcicie się po całości, to możecie sami spróbować swoich sił pobierając symulator kolejowy “MaSzyna”. Jak widzicie, jest to całkiem pokaźny świat do odwiedzenia. Dlatego, jeżeli szukacie nowego hobby, to jest dobra okazja, by takowego spróbować. Co ciekawe, autobusy czy samoloty chyba aż tak wielu fanów nie mają. To chyba dlatego, że pociągi mają duszę.

Białystok jak bajkowa kraina! Zobacz te zdjęcia.

W ostatnim czasie w Białymstoku zadebiutowała nowa instalacja świetlna, która wieczorem miała tworzyć świąteczną atmosferę. Oczywiste było, że brakowało wówczas śniegu, stąd też wstrzymaliśmy się z robieniem zdjęć. Czuliśmy w kościach, że lada moment może być biało. Okazało się, że warto było czekać. Białystok wieczorem wygląda jak bajkowa kraina. Instalacje razem z białym puchem tworzą niesamowity, unikalny klimat. Zresztą zobaczcie sami.

Featured Video Play Icon

Białostockie blokowiska w najnowszym klipie hip-hopowym

Białostocki raper Lukasyno z gościnnym występem poznańskiego rapera Palucha opublikował dziś najnowszy klip do utworu “Nie napisze o tym nikt”. Na zdjęciach możemy zobaczyć białostockie blokowiska – między innymi z osiedla Piaski, galeriowiec z Przydworcowego, a także charakterystyczny “apartamentowiec” z Wiejskiej. To nie wszystko – nie brakuje też obrazków z innych miejskich terenów. Utwór jest już czwartym singlem promującym album “Pachnę ogniem”, którego premiera odbędzie się 11 grudnia 2020r.

Utwór został wyprodukowany przez panów: Kriso i Kubika. Raper Lukasyno na swoim koncie ma bardzo wiele dobrych utworów, w wielu teledyskach widać jak bardzo utożsamia się z Białymstokiem oraz Podlasiem. Najnowszy utwór także bez wątpienia wpisze się do kanonu. Spokojny utwór promuje Białystok. Oczywiście widzimy przede wszystkim blokowiska, ale są też migawki z innych miejsc, które być może ktoś zechce eksplorować – gdy kiedyś przyjedzie do naszego regionu śladami teledysków białostockiego rapera.

Featured Video Play Icon

Czerwona Rewolucja – białostocki filmowy klasyk. Sceny na dachu Centralu.

Czerwona Rewolucja to fabularny film z 1998 roku w reżyserii Piotra Krzywca. To film w hollywoodzkim stylu po białostocku. Brzmi jak mieszanka wybuchowa? Bo taką właśnie jest. Możemy zobaczyć kunszt aktorski gwiazdy “U Pana Boga za piecem” – Andrzeja Beya-Zaborskiego.

Czerwona Rewolucja to antykomunistyczny, sensacyjno-przygodowa komedia political-fiction. Był to film-protest Piotra Krzywca, którego oburzyło iż po 1989 roku znów do władzy doszli byli komuniści, którzy zdaniem autora przez 50 lat traktowali Polskę jak swój prywatny folwark i wysługiwali się sowieckiemu najeźdźcy. Akcja filmu rozgrywa się w przededniu wyborów prezydenckich w Polsce. Dziewczyna przypadkowo fotografuje zabójstwo polityczne, w które zamieszany jest bohater filmu – senator RP, a zarazem, lider skrajnie lewicowej partii „Czerwona Rewolucja” Engels Komuchowicz czyli Andrzej Beya-Zaborski oraz wysoko postawieni oficerowie policji – byli UB-ecy.

Warto dodać, że film powstawał na raty. Najpierw zdjęcia, a po latach dokończono montaż. Wszystko przez zatargi producentów filmu z obecną wtedy władzą, której zapewne nie w smak był tego typu film. Koniec końców po 6 latach od nagrania powstała pełna wersja. Do tego czasu można było oglądać na imprezach filmowych w niedokończonej wersji.  Tym bardziej warto teraz, po latach z odpowiednią nostalgią i dystansem obejrzeć dzieło białostockiego świata filmu. Szczególnie ciekawie prezentują się sceny na dachu Centralu.

Prezydent Truskolaski zaprasza gościa z USA do oglądania ruiny?

Najpierw zacznijmy od zaskakującej sytuacji zza oceanu, która wywołała dosyć zabawne skutki w Białymstoku. W sumie niespodziewanie, wybory w USA wygrał Joe Biden. W późniejszym czasie przedstawił swój planowany skład administracji. Jednym z członków elekta ma być Antony Blinken. Jego ojczymem jest Samuel Pisar, białostoczanin, patron jednej z ulic w mieście, doradca prezydenta Kennedy’ego.

Fakt ten postanowił rezolutnie wykorzystać Tadeusz Truskolaski. Pod koniec listopada zadeklarował, że zaprosi do miasta Blinkena, ale chyba po cichu liczy, że ten kurtuazyjnie odmówi. Ważny gość z USA gdyby chciał przyjechać, to na pewno zależałoby mu by zobaczyć ulicę, której patronuje jego ojczym. I tu jest problem. Całe otoczenie to nowoczesny “apartamentowiec”, piękna zabytkowa kamienica i to wszystko stojące pomiędzy biedą i nędzą. Najbardziej razi w oczy odrapana od lat kamienica, która jest w coraz gorszym stanie.

Tak pisaliśmy o niej w marcu ubiegłego roku:

Kamienica przy ul. Dąbrowskiego 14 od wielu lat niszczeje. Została sprzedana w 2014 roku, by prywatna osoba mogła ją wyremontować i korzystać. Tak się jednak do dziś nie stało. Co prawda między urzędnikami a właścicielem płynie korespondencja, ale żadnego remontu jak nie było tak i nie ma. Czy będzie? Plan zagospodarowania dla tego miejsca zezwala na budowę bloków. Wystarczy, że budynek sam się rozpadnie ze starości albo (oczywiście) przypadkiem dojdzie do pożaru i wtedy kompletnej ruiny nie trzeba będzie remontować. Wtedy wystarczy zgłosić się z wnioskiem o wykreślenie obiektu z rejestru zabytków. Obiekt może zostać wykreślony jeżeli uległ zniszczeniu powodującemu utratę jego wartości historycznej, artystycznej lub naukowej lub jego wartość będąca podstawą wpisu nie została potwierdzona w nowych badaniach naukowych. Zatem jak widać wystarczy spokojnie poczekać nic nie robiąc.

Ten budynek mógłby być perełką. Czy wkrótce powstanie tu blok?

Powyżej możecie więcej przeczytać o tej sprawie. Wniosek jest jednak smutny. Kamienica prawdopodobnie będzie niszczeć dalej, bo plan zagospodarowania przestrzennego stworzony przez urzędników i uchwalony przez radnych – do tego zachęca. Nie tylko tutaj. W ten sam sposób zniknęły stare Bojary i w ten sam sposób znikają teraz stare budynki na osiedlu Przydworcowym. Występuje tajemniczy pożar, a potem deweloper buduje tam blok. Prezydent Truskolaski od wielu lat przygląda się tej patologii. Ale nie tylko on. Ostatnio białostocka prokuratura stwierdziła, że na 3 pożary w jednym miejscu na Grunwaldzkiej to nie przypadek, a celowe podpalenie, ale nie wiadomo kto to zrobił i po co. Dodajmy tylko że działka należy do dewelopera.

By być obiektywnym należy też przypisać Tadeuszowi Truskolaskiemu, że mimo ciągłego utrzymywania, że miastu brakuje pieniędzy, to takowe znalazły się na remont VI Liceum Ogólnokształcącego. Na razie zaczną od najstarszego skrzydła szkoły. O tym zabytku przeczytacie poniżej. Trzeba też go pochwalić za remont kamienicy przy Waszyngtona oraz kamienicy przy Sukiennej.

Wędrująca szkoła. Dziś jest przodkiem dwóch ogólniaków!

Trzeba także przytoczyć, że pieniądze przeznaczył Zarząd Województwa Podlaskiego. O ile krytykujemy marszałka w niektórych sprawach, to tu musimy pochwalić. Zarząd województwa przyznał 380 tysięcy złotych na remont Bramy Carskiej w Białowieży z XIX wieku. Szkoda tylko, że jej blaskiem będą cieszyć się tylko ci co dojadą tam samochodem lub ewentualnie męcząc się autobusem. Bo ten sam marszałek pożałował pieniędzy na remont torów pomiędzy Hajnówką a Białowieżą.

Oprócz bramy carskiej odnowione będą także ikony z cerkwi pw. Św. Apostoła Jakuba w Łosince. Pieniądze dostanie także prawosławna parafia Św. Mikołaja Cudotwórcy w Michałowie. Nie zabraknie też pieniędzy dla zabytkowej katolickiej kaplicy w Pogorzałkach.

Każdy kto odwiedzał ostatnio ruiny kościoła w Jałówce mógł być zaskoczony stojącymi tam rusztowaniami. Odbudowują? Nie. Ruiny są zabezpieczane. Stabilizowane były fragmenty sklepień, mury i łuki. Dawny kościół jest zabytkiem dopiero od 2017 roku. Zaś prowadzone prace pod okiem Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków to pierwsze tego typu prace w regionie.

fot. Nadleśnictwo Hajnówka, Lasy Państwowe

Piękne zjawisko w Krynoczce. Pojawiły się tam lodowe włosy

Krynoczka to przepiękne miejsce w Puszczy Białowieskiej. Jak sama nazwa wskazuje znajduje się tam strumyk i uroczysko. To właśnie tam w ostatnim czasie za sprawą przymrozków pojawiło się niezwykłe zjawisko – lodowe włosy. Jest ono zdumiewające i rzadkie. Co sprawiło, że lód wyglądał jak śnieżnobiałe włosy?

Stało się to za sprawą grzybów, które pojawiły się w gnijącym drewnie. Przy jednoczesnej wysokiej wilgotności powietrza i niskiej temperaturze poniżej zera doszło do zlodowacenia. Zjawisko naturalne, ale jest niezwykle rzadkie. Ze źródeł historycznych wiemy, że po raz pierwszy zaobserwowano je w 1918 roku. Tajemnicę ich powstania dopiero odkryto kilka lat temu. Powstaje ono właśnie dzięki grzybom, które to spowalniają proces krystalizacji. Obecność łojówki różowawej powoduje, że woda zostaje delikatnie wypychana tworząc bardzo cienkie, podłużne kryształki lodu. Po dotknięciu, lód szybko się topi.

Krynoczka, to miejsce do którego warto się wybrać nie tylko w poszukiwaniu zimą lodowych włosów. Źródło w Puszczy Białowieskiej, położone 3 km od Hajnówki na trasie Hajnówka – Białowieża, uznawane jest przez wiernych Kościoła prawosławnego za cudowne. Panuje tam wyjątkowa aura, o czym przekonamy się spacerując w tamtych rejonach. Napotkanie wyjątkowych zjawisk po drodze jest całkiem realne.

Nagonka na wilka trwa. Urzędnicy tworzą atmosferę grozy.

W ostatnim czasie na terenie Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi doszło do incydentu za sprawą pewnego wilka, który narobił nie tylko sobie kłopotów, ale też swoim pobratymcom. Zagryzł bowiem cztery psy, które gospodarze trzymali przez cały czas na podwórku. Bajka o Czerwonym Kapturku weszła komuś chyba zbyt mocno do głowy. Nie będziemy już przytaczać groteskowej narracji o wilku – mordercy w jednej z gazet, ale będziemy wspominać o narracji Urzędu Marszałkowskiego, który to pisze o “stwarzaniu realnego zagrożenia dla gospodarstw i zwierząt domowych“. Napiszemy tylko jedno – wilk jest uznawany za wroga w Rosji i na Białorusi. Jeżeli, to są dla urzędników standardy, to bardzo źle o nich świadczy. Media mogą pisać co chcą (byleby zgodnie z prawem), bo zarabiają na utrzymywaniu podniecenia swoich czytelników, ale urzędnik na takie coś pozwolić sobie nie może.

Na stronie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego czytamy: – Poprosiłem o prowadzenie działań informacyjnych i ostrzegawczych wśród mieszkańców tych terenów – chodzi np. o baczniejszą opiekę nad domowymi czworonogami oraz zgodnych z prawem czynności odstraszających wobec wilka – dodaje wicemarszałek Marek Olbryś. Utrzymywanie atmosfery grozy z powodu jednego wilka jest co najmniej śmieszna. Oczywiście urządzanie histerii jest skłonieniem społeczeństwa, by przychylnie spojrzało na zrealizowanie marzenia myśliwych – by tak jak na Białorusi i w Rosji można było je zabijać.

Po 20 latach znów będą polowania na wilki? Myśliwi tego pragną!

Za co myśliwi tak nienawidzą wilków? Otóż za to, że robią im konkurencję w lesie. Wilki żywią się chorą i słabą zwierzyną czyniąc przez to inne populacje silniejszymi, gdyż eliminują z nich najsłabsze ogniwa. Czyli robią dokładnie to samo co myśliwi. Dlatego im nie podoba się, że wilków w lasach przybywa. Więcej wilków, to coraz mniej myśliwych. Miejmy nadzieję, że kiedyś zostanie zlikwidowany ten zawód na rzecz humanitarnego eliminowania zwierząt zagrażających reszcie stada choćby poprzez usypianie.

Co z wilkiem, który zagryzł 4 psy? Urząd na szczęście na swojej stronie rozwiewa wątpliwości. Piszą, że w grę nie wchodzi raczej odłowienie niebezpiecznego wilka. To zwierzę pod ścisłą ochroną i procedury są bardzo skomplikowane. Właściciele zabitych psów mogą się ubiegać w RDOŚ o odszkodowanie. Trzeba kciuki trzymać, by lobby myśliwych nie przeforsowało zmiany tych procedur. A warto wiedzieć, że po swojej stronie mogą mieć nawet premiera.

Kompromitacja premiera. Morawiecki chce wytępić wilki?

W województwie podlaskim wilki żyją przede wszystkim w Puszczy Białowieskiej, Puszczy Knyszyńskiej oraz Wigierskim Parku Narodowym i Puszczy Augustowskiej.

Na koniec warto jeszcze wyjaśnić pewną kwestię. Czy wobec tego co się stało, uważamy, że to dobrze, że wilki zagryzają psy? Odpowiadamy: wilki zagryzają rolnikom również krowy. Dlatego też obowiązkiem gospodarza jest zabezpieczenie bydła przed taką ewentualnością. Jeżeli to uczyni, a mimo to wilk mu zagryzie zwierzę, to otrzyma odszkodowanie. Czy pies mieszkający całe życie na podwórku jest odpowiednio zabezpieczony? To już sami sobie odpowiedzcie. Tak samo odpowiedzcie sobie czy wolno narzekać na wilki i inne dzikie zwierzęta – mieszkając bardzo blisko dzikich terenów.

Fot główne: takie zdjęcia można znaleźć w internecie. Mają one zachęcać myśliwych do wyjazdu na Białoruś, gdzie urządzane są legalne polowania na wilki.

fot. Karol Kundzicz / Wikipedia

Wrota pięknego rezerwatu. Wieś zamieszkana przez 21 osób ma własną stację kolejową.

Puszcza Knyszyńska to nie tylko wielki kompleks leśny, ale też poszczególne rezerwaty przyrody w niej się znajdujące. Tym razem zachęcimy Was do odwiedzenia dwóch rezerwatów obok siebie, do których dojedziemy pociągiem.

Mimo, że miejsce to znajduje się na kolejowej trasie Białystok – Grodno, jeszcze przed Sokółką, to śmiało można powiedzieć, że diabeł mówi tam dobranoc. Mowa stacji kolejowej Machnacz, z której dojdziemy do rezerwatów. Stacja we wsi zamieszkanej przez 21 osób to dość spory luksus. Co ciekawe w 2017 roku obsługiwała ona od 0 do 9 pasażerów na dobę. Jak na taką liczbę mieszkańców to dosyć sporo.

Jak to możliwe, że powstała tam w ogóle stacja? Ma to zapewne związek z pobliską rampą przeładunkową. Także tam zaczyna się przekładnia na rosyjski typ torów, które są szersze. Warto podkreślić iż cała ta infrastruktura nie była nigdy używana, a teraz jest zalana wodą.

Znajduje się tam rezerwat przyrody Jesionowe Góry. Na szczególną uwagę warto w nim zwrócić na żeremia bobrów oraz tamy zbudowane przez te zwierzęta. Następnie leśną ścieżką możemy udać się na spacer do Czarnej Białostockiej. Cała trasa wyniesie 12 kilometrów. W sam raz by spalić trochę kalorii, szczególnie teraz gdy ludziom wkłada się do głowy z każdej strony hasło, by zostać w domu. W Czarnej Białostockiej także jest stacja kolejowa, więc jeżeli będziecie wracać na przykład do Białegostoku, to także jest możliwe, by zrobić to pociągiem.

Karaimskie kibiny z podlaskim nadzieniem prosto z Narewki. Jak je zrobić?

W Kościele katolickim mamy okres adwentu, zaś w Cerkwi prawosławnej oraz u grekokatolików obowiązuje Post Filipowy. Obchodzony jest on przed nachodzącymi świętami Bożego Narodzenia, od 14 listopada w kalendarzu juliańskim (27 listopada w kalendarzu gregoriańskim czyli obowiązującym powszechnie na świecie) do 24 grudnia (czyli do 6 stycznia w gregoriańskim). Zgodnie z zasadami Cerkwi prawosławnej ciało i dusza muszą być utrzymywanie w dyscyplinie. Pomocny w tym ma być właśnie post, którego okresy występują 4 razy do roku. Jednym z nich jest czas poprzedzający Boże Narodzenie.

Katolicy w tym czasie obchodzą adwent – czyli specjalny czas przygotowania duchowego i oczekiwania do Bożego Narodzenia. Bardzo ciekawym zwyczajem jest peregrynacja obrazów Matki Boskiej w tym czasie. Teraz jest to powszechnie spotykane na wsiach, jednak jeszcze w latach 90. obraz bożej rodzicielki przyjmowano również w białostockich blokach. Mieszkanie po mieszkaniu. Post obchodzony jest natomiast przed Wielkanocą.

Muzułmanie, a na Podlasiu Tatarzy mają Ramadan. Dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego to okres święty, gdyż w tym miesiącu rozpoczęło się objawienie Koranu. Archanioł Gabriel ukazał się Mahometowi przekazując kilka wersów przyszłej świętej księgi islamu. W tym czasie muzułmanom nie wolno od świtu do zachodu nic jeść, nic pić (nawet wody) ani uprawiać seksu. W Islamie nie tylko musi być zachowana wstrzemięźliwość wobec doznań cielesnych, ale także wewnętrznych. Trzeba unikać czynienia zła i sytuacji konfliktowych. Ramadan nie obowiązuje między innymi kobiet w ciąży, matek karmiących czy osób w podróży. Warto jeszcze dodać, że muzułmanie mają kalendarz księżycowy, zawierający 12 miesięcy po 29 lub 30 dni.

W czasie postu obowiązuje także często kuchnia postna. Jednym z takich przykładów postnych wypieków są kibiny. Jak je przyrządzić możecie obejrzeć na powyższym filmie. Co ciekawe, gdyby nie było na nim widać i nie słychać mężczyzny, to i tak byśmy wiedzieli, że przysmaku nie przyrządza kobieta. Wszystko dokładnie wymierzone, wyważone, odsypane i przygotowane konkretnie tyle ile trzeba. Co do grama. Nie ma tutaj mowy o przyrządzaniu “na oko”.

Chociaż nie możemy spróbować kibinów, to przez ekran monitora widać że na pewno wyszły pyszne. Lekko słony smak i sezam dają kubkom smakowym ciekawe doznania. Spróbujcie zrobić podobne w domu i podzielcie się wrażeniami.

Featured Video Play Icon

Ligawka rozbrzmiewa w Podlaskiem 4 niedziele przed Bożym narodzeniem

O takim zwyczaju zapewne niewiele osób słyszało. Tymczasem w Ciechanowcu od wielu lat jest on podtrzymywany. W trakcie trwania adwentu gra się na ligawce. Miejscowi Legacze – na filmie Andrzej Klejzerowicz i Teodor Niemyjski, przez cały jego okres aż do świąt wychodzą przed dom i wyjątkowym i pięknym dźwiękiem przypominają mieszkańcom, że wkrótce oto narodzi się Jezus. Posłuchajcie sami tego wyjątkowego brzmienia.

Do dźwięków, które są wygrywane na instrumencie można przypisać słowa. Są to tak zwane zaśpiewy. Na Podlasiu najczęściej słyszanymi są: “Adwentu, Adwentu cztery niedziele”, “Wstawajcie psubraty, już czas na roraty” czy “Babi ud, Babi ud, Dziadowe kolano”. Na Mazowszu natomiast najpopularniejszym jest: “Nie siał, nie orał, nie będziesz zbierał”. A warto o tym wspomnieć, bo Ciechanowiec leży na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

Warto dodać, że ligawka jest instrumentem ludowym spotykanym głównie na Mazowszu i Podlasiu. Znany na naszych ziemiach od XI wieku! Jest to instrument dęty w formie rogu, wygięty łukowato. Jego długość wynosi około 1 metra czyli według dawnej miary 2-3 łokcie. Jest on wystrugany ze świerkowego lub olchowego drewna, złożony z dwóch połówek i sklejony woskiem. Dodatkowo drewno owija się także ozdobą. Z instrumentu wydobywa się dźwięk wprowadzając pod odpowiednim ciśnieniem powietrze do węższej części. Kolejne tony nazywa się alikwotami.

W okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, co roku w Ciechanowcu odbywa się konkurs gry na instrumentach pasterskich. W tym roku niestety się nie odbędzie z wiadomych względów. Dlatego pozostało posłuchać ligawki na filmie.

 

fot. Phil Richards / Flickr / Dworzec PKP Hajnówka

Po 25 latach wraca kolejowe połączenie Białystok – Hajnówka. Od stycznia!

Puszcza Białowieska, a w szczególności Białowieża tego lata przeżywała oblężenie. Za sprawą koronawirusa wiele osób zrezygnowało z wyjazdu za granicą i postanowiło zobaczyć co jest ciekawego w Polsce. Także na Podlasiu. Każdy kto jechał samochodem do Białowieży (bo inaczej nie bardzo się da), to wie jak bardzo wymagająca jest droga. Bardzo wąska, pomiędzy drzewami, zatłoczona. Nikt o zdrowych zmysłach nie proponuje, by ją poszerzyć. Dlatego też dojazd kolejowy byłby zbawieniem dla wielu turystów. Problem w tym, że Marszałek Województwa pożałował pieniędzy na remont torów z Hajnówki do Białowieży.

 

Teraz ta zła decyzja będzie miała właśnie swoje konsekwencje. W styczniu ruszą regularne połączenia z Białegostoku do Hajnówki. Warto podkreślić, że kończy się remont torowiska, który zakończy również 25-letnią przerwę w kursowaniu pociągów. Do tej pory do Hajnówki można było dojechać wyłącznie z Czeremchy. W tej miejscowości pociąg ze stolicy Podlaskiego (a w zasadzie szynobus) zatrzymywał się, zaś w dalszą podróż zabierał przyjezdnych kolejny. Generalnie jeżeli ktoś miał do wyboru samochód albo pociąg, wybierał samochód, by nie tracić czasu.

Jechaliśmy kolejką wąskotorową. Piękne widoki i regionalne jadło!

Teraz będzie możliwe by do Hajnówki dojeżdżały pociągi nawet ogólnopolskie. Tylko po co? Hajnówka to małe miasteczko, zaś zainteresowani Białowieżą musieliby jakiś transport na miejscu załatwić. O ile dla białostoczan, to nie jest zbyt wielki problem, bo przecież zna lokalnych przewoźników, toteż dla kogoś z innego województwa już może być barierą. Co innego, gdyby z takiego Wrocławia czy Krakowa pociąg przywoził ludzi do samej Białowieży. Ale niestety, tak nie będzie.

 

Dlatego też szynobusy Białystok – Hajnówka będą dobrą, alternatywną opcją wyłącznie dla wszystkich stałych klientów pewnej firmy przewozowej, która hajnowski rynek zdominowała. Turyści będą musieli liczyć, że po wyjściu z dworca będą na nich czekać prywatni przewoźnicy kursujący do Białowieży. Biorąc pod uwagę to, co obecnie się dzieje, wielu może jednak nie dotrwać do lata. Sami teraz widzicie ile naprawdę kosztuje jedna zła decyzja. Oszczędziliśmy 28 milionów złotych, a straciliśmy dużo więcej, bo dojazd kolejowy ściągnął by do Białowieży ogromne tłumy turystów nie tylko z Polski, ale i zagranicy.

Zaznaczyliśmy niebieską linią trasę kolejową, która miała powstać przy okazji bezpośredniego połączenia Białegostoku z Hajnówką. Tak się jednak nie stanie.

Nie tylko cud. 7 innych miejsc, dla których warto zwiedzić Sokółkę

Sokółka to miasteczko, które przyciąga szczególnie do kościoła Św. Antoniego Padewskiego, gdzie miał miejsce cud eucharystyczny. Jeszcze inni zwiedzają okolice kościoła, gdzie nagrywano sceny kultowego filmu U Pana Boga za piecem. Warto jednak wiedzieć, że Sokółka ma do zaoferowania znacznie więcej. Oprócz kościoła warto zobaczyć też przepiękną Cerkiew św. Aleksandra Newskiego z 1853 roku. Jest to murowana cerkiew z charakterystyczną dużą kopułą otoczoną czterema mniejszymi bocznymi kopułami. Wewnątrz świątyni znajduje się pochodzący z 1905 r. piękny ikonostas z obrazem “Ostatniej wieczerzy”.

Jeżeli będziemy tam latem, to warto skoczyć nad zalew. Można tam odpocząć, popływać lub skorzystać ze sprzętu do tego przeznaczonego. Jedną z głównych imprez organizowanych tam są mistrzostwa w skokach na nartach wodnych, zawody skuterów wodnych oraz zawody wędkarskie. Dobra wiadomość jest taka, że do Sokółki z łatwością dojedziemy samochodem, pociągiem i autobusem. Jest doskonale skomunikowana z Białymstokiem.

Warto pamiętać, że oprócz Sokółki atrakcyjne są także jej okolice. Możemy obejrzeć wiatrak pod Dąbrową Białostocką albo wybrać się Szlakiem Tatarskim. W Bohonikach odwiedzając meczet i tatarski cmentarz. Podobnie w Kruszynianach. Możemy też skoczyć do Kuźnicy, gdzie znajduje się przejście graniczne – jeżeli ktoś chciałby zobaczyć jak ono wygląda. Natomiast jeżeli pokręcimy się bladym świtem po okolicznych wsiach przy Starej Kamionce to możemy napotkać stado dziko żyjących żubrów.

Sama Sokółka oferuje również Muzeum Społeczne Ziemi Sokólskiej, które powstało w latach 80 –tych XX w. Jest bogatym źródłem wiedzy historycznej o dziejach Sokólszczyzny. Posiada trzy działy: historyczny, tatarski i etnograficzny. Zbiory muzeum przedstawiają historię Sokółki i okolic, potwierdzają zróżnicowanie wyznaniowo etniczne tego regionu Polski, a także prezentują dawne życie codzienne podsokólskich wsi. Jeżeli chcemy wybrać się na wyżej wspomniany Szlak Tatarski, to warto od tej placówki zacząć.

fot. wasilkow.pl

Otoczenie zalewu zmieni się na lepsze. Idzie nowe.

Tego lata w Wasilkowie nad zalewem można było zaobserwować sporo ludzi. Pogoda dopisała a i pojawiły się nowe atrakcje. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się “cypel”. Teraz burmistrz planuje także zrobić porządek z częścią zalewu po drugiej stronie mostu. Jest tam obecnie alejka, którą możemy obejść zalew dookoła, wiele ławeczek, przy których można spotkać wędkarzy, stare drewniane pomosty, skocznia (ale chyba tylko dla bardzo odważnych) oraz WakePark – wypożyczalnia sprzętu wraz z wyciągiem nart wodnych. Wasilków teraz chce wyłonić z przetargu firmę, która zaprojektuje od nowa i wykona dokumentację techniczną tej części zalewu.

 

Spróchniałe pomosty będą usunięte, podobnie jak betonowe płyty które zamulają dno. Do tego utworzona zostanie plaża, odnowione alejki spacerowe, plac zabaw, boiska czy toaleta, a także wiele innych. Warto zaznaczyć, że to dopiero przetarg na dokumentację czyli początek drogi. Opracowanie dokumentacji wraz z uzyskaniem niezbędnych pozwoleń będzie realizowane w czterech etapach do 30 czerwca 2021 r. Dopiero potem nastąpi realizacja planów.

Featured Video Play Icon

Podlaskie jak Bułgaria i Madagaskar. Co by było gdybyśmy byli państwem?

Na Śląsku istnieje taka organizacja jak Ruch Autonomii Śląska. Do ostatnich wyborów samorządowych nawet mieli swoich radnych w sejmiku. Już widzimy ten zalew memów gdyby powstał Ruch Autonomii Podlasia. Dlatego ten tekst nie będzie o tym. Postanowiliśmy Wam zaprezentować materiał kogoś, kto tu nie mieszka, kto wziął suche dane i pokazał, że nasz region wcale taki zacofany nie jest. Gorzej mają na Warmii i Mazurach, na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie i w województwie świętokrzyskim. Co oczywiście nie oznacza, że jest u nas idealnie, ale skoro znamy swój potencjał, to dlaczego ciągle go nie wykorzystujemy?

Cóż, istotnym czynnikiem jest fakt, że od lat samorząd w Polsce stał się areną walk politycznych. Główne partie w kraju biją się o sejmiki głównie dlatego, że te rozdają pieniądze unijne. A kto ma kasę ten ma władzę. My tradycyjnie w polityczne rozważania nie zamierzamy wchodzić, bo od samego mieszania herbata nie jest słodsza. Dlatego raz na jakiś czas upominamy się o to, co nie jest zrobione, a co jeszcze bardziej dałoby nam rozpędu w rozwoju.

W powyższym filmie widzimy, że nasze atuty to rzekomo węzeł transportowy oraz rolnictwo. Problem w tym, że ludzie preferują (lub są zmuszeni życiowo) tanie jedzenie z marketu. My natomiast eksportujemy nasze pyszne jedzenie do innych krajów. Drugim problemem jest ten mityczny węzeł transportowy. Samo skrzyżowanie dróg nie sprawi, że będzie u nas jeszcze więcej pieniędzy. Planując trasę ciężarówki bierze się pod uwagę nie tyle fajną drogę, a koszty. Zatem transport z Litwy na zachód i tak i tak przebiegać będzie przez Polskę, bo innej drogi nie ma. Chyba że Kaliningrad znów stanie się Królewcem, wtedy już będzie to wyglądać inaczej.

Ciągle powtarzamy, przy każdej możliwej okazji. Podlasie powinny bardzo mocno rozwijać turystykę. Szczególnie teraz, gdy wszystko będzie się odradzać jak po wojnie. Tymczasem u nas bardzo kiepsko z bazą noclegową. Zawodzi także PKP. Wystarczy zobaczyć rozkłady jazdy. Kierunek Warszawa (+ miasta kolejne) i Ełk (+ miasta kolejne). Ostatnio nawet jest połączenie z Grodnem. Ale gdy spojrzymy na mapę, to jest i Lublin (i Terespol + Ukraina), Mińsk (+ Moskwa), Wilno, Ryga, Tallin. Tam już tak ławo dojechać się nie da. Aczkolwiek w 2021 roku będzie bezpośrednie połączenie Warszawa – Białystok – Wilno. Tu już coś. Jednak przez to, że nie jesteśmy bramą na wschód tracimy i gospodarczo i turystycznie. A to tylko kwestia uzgodnień politycznych. Tory przecież są.

Tak jak w filmie było wspomniane – jesteśmy europejskim średniakiem. Problem w tym, że nikt u nas nie ma aspiracji by stanąć w szranki z najlepszymi. Świadczyć może o tym fakt, że ostatnia kampania promocyjna Podlaskiego jak miejsca z gospodarczym potencjałem wygląda jak żart. Co ciekawe, w ostatnich latach Białystok stał się miastem drogim do życia. Mimo, że niewiele tu się zmieniło.

Bezirk Białystok. Miasto pod niemiecką okupacją. Jak sukcesywnie wymordowano mieszkańców.

II wojna światowa nie była wyłącznie działaniem militarnym. Żadnego kraju nie da się zdobyć samymi samolotami, nie da się też przejąć regionu samolotami ani skrawka ziemi. Trzeba tam fizycznie być. To nie jest też tak, że wojna wybuchła nagle. Mawia się, że jest ona przedłużeniem polityki. Szczególnie, że niektórzy pamiętali jeszcze I wojnę światową. Napięta sytuacja polityczna w Europie sprawiła, że prezydent Białegostoku Seweryn Nowakowski wrócił z urlopu 4 sierpnia 1939 roku. Po 3 tygodniach wydał odezwę do mieszkańców, w której zwracał się z apelem, by budować schrony, robić zapasy żywności i zachować spokój. Oczywiście ta ostatnia prośba nic nie dała. Rozpoczęło się wykupywanie ze sklepów wszystkiego, nawet nie nadających się do dłuższego przechowywania chleba i masła. Pojawiły się też przypadki spekulacji.

1 września 1939 roku nad miastem przeleciały niemieckie samoloty. Mieszkańcy wiedzieli, że wybuch wojny był nieunikniony, dlatego nie panikowano. 15 września do miasta fizycznie wkroczyli Niemcy i przejęli Białystok. 2 dni później Rosja sowiecka uderzyła w Polskę z drugiej strony. 22 września przejęto władzę w mieście. Prezydent Nowakowski został aresztowany. Przypuszcza się, że został zamordowany w więzieniu w Mińsku. W czerwcu 1941 roku znów miasto przejęli Niemcy i zarządzali miastem do 27 lipca 1944 roku. Wtedy wyparli ich Rosjanie, a zaraz po tym zakończyła się ii wojna światowa. Jak już wspominaliśmy, wojna to nie tylko działania militarne. Dlatego też, gdy co raz zmieniał się okupant w mieście, to wprowadzał swoje porządki.

 

Wejście Niemców było początkiem tragedii Żydów, których było w Białymstoku większość. Najbiedniejsi mieszkali na Chanajkach, w gęstej plątaninie drewnianych domów i kamienic od Młynowej po Krakowską pomiędzy nieczynnymi już cmentarzami Żydowskim i Prawosławnym. Pierwszy znajduje się zasypany ziemią pod Parkiem Centralnym, drugi zaś zasypany jest ziemią na wzgórzu przy cerkwi św. Marii Magdaleny. Sąsiadującym osiedlem był Szulchojt, gdzie wśród drewnianych domów i kamienic stała wielka synagoga w sąsiedztwie Pałacu Branickich.

Po drugiej stronie ratusza było więcej kamienic niż domów. Tam w stronę Markowej Góry i Brazylki (Białostoczek) rozciągały się fabryki. Do dziś przetrwał zespół budynków w przeszłości należących do Wolfa Zilberblatta i Chany Marejn, gdzie prowadzono fabryki włókiennicze. Nie brakowało też kamienic czynszowych.

Trzeba także wspomnieć o Warszawskiej, gdzie mieszkali najbogatsi. Po wojnie, gdy Białystok był w większości zniszczony, to właśnie ta część ucierpiała najmniej. Dlatego, gdy dziś wędrujemy Warszawską, to napotkamy tam wiele zabytków.

Gdy w 1941 roku utworzono Bezirk Białystok, to w pierwszych dniach spędzono kilkuset Żydów z Chanajek i Szulchojt do synagogi. Następnie podpalono świątynie z ludźmi w środku. Czarny dym unosił się nad miastem przez wiele dni. Miesiąc później utworzone zostało getto na terenach fabrykanckich.

Na czele administracji niemieckiej, a w zasadzie Prus Wschodnich (Niemcy są krajem zjednoczonym z wielu mniejszych) stał Erich Koch. Niemiecki nazista i zbrodniarz. Przed wojną aktywnie udzielał się w NSDAP. Po zwycięstwie Hitlera w wyborach Koch został mianowany w 1933 roku na nadprezydenta Prus Wschodnich. Podczas wojny dysponował nie tylko okręgiem białostockim, ale też ziemiami Ukrainy. Miał do dyspozycji Gestapo. Nazista był też posłem w Reichstagu. Wobec tylu obowiązków w trzech różnych miejscach mianował swojego zastępcę Waldemara Magunię, a później Friedricha de Brixa.

Formalnie III Rzesza i Prusy Wschodnie były oddzielone od Okręgu Białostockiego. Pomiędzy nimi znajdowała się granica policyjna i celna. Ta druga została zlikwidowana w listopadzie 1941 roku. Hitler zapowiadał także włączenie Białegostoku do III Rzeszy. Sam okręg to nie tylko Białystok, ale także przylegające wsie oraz Bielsk Podlaski, Grajewo, Grodno, Łomża, Sokółka i Wołkowysk razem z przylegającymi wsiami.

graf. Lonio17 / Wikipedia

Podczas okupacji Białegostoku, zanim powstało getto, co raz Niemcy przeprowadzali akcję rozstrzeliwania Żydów. Z ich rąk zginęło 3 lipca – 200 osób, 12 lipca – 5000 osób, 13 lipca 300 osób. Zabijali żołnierze policyjnego batalionu nr 309, dowodzonego przez mjr. Ernsta Wiesa oraz 316 i 322 batalionu pod dowództwem gen. Ericha von dem Bach-Zelewskiego. W kolejnych dniach utworzony został specjalny urząd Judenrat wydający zarządzenia i obwieszczenia z żądaniami kierowanymi do Żydów. Na przykład ludność musiała dostarczyć 5 mln rubli, 5 kg złota i 300 kg srebra. Ludzie stali w kolejkach aż do 10 pokoi, by przekazać specjalnym, komisjom to co mają. Niemcy specjalizowali się także w kradzieżach. Do Królewca wywieziono cenne dzieła z żydowskich bibliotek. Książki, które uznali za bezużyteczne przeznaczyli na opał. Wywożono również pozostały majątek szkół – przybory i pomoce naukowe.

30 czerwca 1941 roku urządzono akcję propagandową na dziedzińcu Pałacu Branickich. Zebrano Żydów, a następnie kazano im rozebrać i zdemontować pomnik Lenina i Stalina. Do dziś zachował się film propagandowy i zdjęcia z tego wydarzenia. Po tym zdarzeniu pałac Branickich stały się siedzibą władz Bezirk Białystok.

Zagłada Żydów była podzielona na etapy. Ostateczna likwidacja gett w Okręgu czyli wymordowanie ludzi oraz wywiezienie ich do niemieckich obozów zagłady zaczęła się 2 listopada 1942 roku. Pozostała likwidacja głównego getta w Białymstoku. Nastąpiło to 15 sierpnia 1943 roku. Ostatecznie Niemcy wymordowali 200 tys. Żydów z całego Okręgu Białostockiego, a w samym Białymstoku 50 tysięcy. W czasie tego sukcesywnego zabijania obok trwały prace produkcyjne w getcie na rzecz wojska. Wierzono, że daje to gwarancję przeżycia. Tak było do czasu likwidacji getta.

 

Śladami Słowian na Podlasiu. Leśne demony, miejsca mocy, wilki i legendy.

Mimo, że to miejsce nie zawsze do końca bezpiecznie, mimo że niekiedy owiane tajemniczą aurą, mimo że jest nieokiełznane, to i tak ciągnie tam nadal człowieka. Mowa o lesie. Tych na Podlasiu nie brakuje. Nie brakuje im także słowiańskiego ducha. Szczególnie Puszcza Białowieska zasługuje na największe zainteresowanie. Rosną w niej bowiem drzewa świadczące o najwyższej opiece Leszego i Dobrochoczego, a także są w niej miejsca mocy. Nie brak też wilków oraz miejscowych legend. Dlatego, jeżeli szukacie słowiańskiego świata, to wśród wielu inspirujących miejsc na świecie, niejedno z nich odnajdziecie na Podlasiu.

Między Mielnikiem a Krynkami

Jeżeli mówimy o Słowianach, to możemy wyróżnić 3 grupy plemion – południowcy, wschodni i zachodni. Wbrew pozorom Polska, Czechy i Słowacja należą w tym podziale do zachodu. Oczywiście w dzisiejszych realiach, bo granica między wschodem i zachodem zawsze była płynna i przebiegała gdzieś w naszych okolicach. Uzależniona była od rzek i traktów handlowych. Dlatego w poszukiwaniu słowiańskich korzeni, Podlasie nie jest ani początkiem ani końcem drogi. Po prostu jest punktem na wielkiej mapie.

Punkt ten jest rozległy, bo patrząc na stare mapy szlaków handlowych można wywodzić, że szły one po starych słowiańskich drogach. Dlatego szukając podlaskiego, słowiańskiego ducha powinniśmy zainteresować się nie jednym, a wieloma miejscami. Położonymi pomiędzy Mielnikiem, Bielskiem Podlaskim, Narwią i Krynkami. Interesować nas powinny oczywiście miejsca przyrodnicze. To wokół rzek, górek, pagórków i lasów prowadzili osadnictwo Słowianie.

Jeżeli wybralibyśmy się drogą z Mielnika przez Koterkę, Tokary, Klukowicze, Czeremchę, Dobrowodę, Hajnówkę, Teremiski, Narewkę, Siemianówkę, Bachury, Nowosady, Jałówkę, Mostowlany, Bobrowniki, Rudaki, Kruszyniany a finalnie Krynki to tego ducha byście od razu poczuli. Jadąc drogą przez wymienione wsie pokonacie około 200 km. Całkiem sporo, ale warto to zrobić.

Słowiańskie demony

Leszy i Dobrochoczy to leśni strażnicy pilnujący tam określonego porządku. Czerpią oni swoją moc z otaczających drzew. Im one wyższe, tym strażnicy maja w nim więcej mocy. Stąd też kilkudziesięciometrowe drzewa w Puszczy Białowieskiej, potężne jak wieżowce świadczyć mogą, że te słowiańskie demony jak Leszy (znany tez jako Bies) oraz Dobrochoczy mają się tam dobrze. Oba słowiańskie stwory obowiązkami dzieliły się po równo – Ten pierwszy opiekował się leśną fauną, zaś drugi leśną florą. Jeden i drugi byli surowymi sędziami, nagradzającymi za dobro i karzącymi za zło i zaniedbania. Dlatego człowiek zbierający w lesie różne rośliny mógł zostać ochroniony przed dzikimi zwierzętami lub przez nie zaatakowany. Przez setki lat lasy były dla naszych protoplastów miejscami świętymi, więc jeżeli chcemy żyć w zgodzie ze słowiańskim duchem, nie powinniśmy się wobec naszych puszcz dopuszczać niegodziwych czynów. Polę do interpretacji tego jest szerokie i pozostawiamy to Wam.

Miejsca mocy

fot. Ar2rek / Wikipedia

Bez wątpienia najbardziej znanym miejscem mocy na wspomnianych wyżej terenach jest Święta Góra Grabarka. Mimo że stoi tam cerkiew prawosławna, to pielgrzymują tam ludzie także innych religii. To miejsce ma w sobie pewną moc, którą możemy poczuć i się nią naładować. Ale to nie wszystko. W Puszczy Białowieskiej także jest miejsce mocy. To specyficzna polana, gdzie znajdują się kamienie i dziwnie uformowane drzewa. Prawdopodobnie jest to dawne miejsce kultu Słowian, gdzie odbywały się liczne rytuały. Dojazd na polanę nie jest zbyt trudny. Najpierw musimy dostać się w okolice Białowieży. Przed nią, kierując się drogowskazem jedziemy leśną drogą, którą dojedziemy do parkingu. Potem jeszcze trochę pieszo i jesteśmy na miejscu.

Wilki

W wierzeniach Słowian wilk zawsze zajmował bardzo ważne miejsce. Był ich towarzyszem. Świadczyły o tym choćby Szczodre Gody, świętowane na początku roku. Ich patronem był Weles, opiekun magii, wiedzy, bogactwa, bydła i dzikich zwierząt. Dziś również zwierzę jest pod ochroną i doskonale wiemy jak ważne jest dla ekosystemu. Niestety, po czasach Słowiańskich wilki przestały mieć opiekę. Pojawiły się opowieści o wilkołakach, baśnie o złym wilku i Czerwonym Kapturku, liczne przysłowia z wilkiem i choroba “dostać wilka”. Nagle zwierzę stało się w naukach okrutne i groźne.

Dziś wilki spotkamy na Podlasiu między innymi w Puszczy Białowieskiej. Bezpośredni kontakt z nimi jednak jest niemal niemożliwy. Są tak dzikie, że tylko wytrawni i cierpliwi, do których zapachu przyzwyczają się, mają okazje je spotkać. Ogólnie rzecz biorąc wilki bardzo boją się ludzi. Swoją drogą ludzie wilków też.

Legendy

Opisywane podlaskie, słowiańskie tereny do dziś są obiektem wielu legend. Między innymi o Południcach, które to mają żelazne zęby. Według wierzeń były one morderczymi i złośliwymi demonami. Słowianie wierzyli, że stawały się nimi kobiety, które zmarły w trakcie ślubu lub wkrótce po weselu. Swoje ofiary zabijały lub okaleczały sierpem, dusiły w polu lub porywały dzieci bawiące się w jego pobliżu.

Inna legenda mówi o złośliwym Wodniku mieszkającym nad Bugiem. Mężczyzna topił ludzi, ich dzieci a także bydło. Miejscowi zaczęli unikać rzeki. Wtedy też złośliwy wodnik sprawił, że na Bugu pojawiał się most – widmo. Kto chciał przez niego się przeprawić, ginął gdzieś po drodze. W innej legendzie zaś Góra Zamkowa w Drohiczynie otwierała jedną ze swych ścian tylko raz na 100 lat. Wtedy pojawiali się rycerze, którzy wpływali łodziami do rzeki. Jeden podobno zagapił się na miejscową piękność i przegapił moment, gdy ściana ponownie zamknęła się. Od tej pory biedaczyna błąka się po okolicznych łąkach i czeka aż góra znów się otworzy. Miejscowa piękność zaś wcale nie musiała nią być, bowiem mogła to być czarownica.

W pobliskich Siemiatyczach bowiem znajduje się Wilcza Góra, gdzie znajdują się kamienie. Według legendy czarownice rozniecały wielki ogień i kłaniały się wielkiej czarownicy, a następnie zasiadały do uczty. Zupełnie jak na świętokrzyskiej Łysej Górze. Po wieczerzy zaś następowały tańce. W czasie sabatu czarownice doskonaliły swe umiejętności przygotowując nowe czary i mikstury. A gdy rano kogut zapiał wszystkie wsiadały na miotły i odlatywały do swych chatek.

Czy te stworzenia sobie odpuściły?

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o miejscu, w którym straszy od lat. To Reduty pod Bielskiem Podlaskim. Tam na skraju Puszczy krzyżowały się szlaki handlowe. W jego pobliżu znajduje się uroczysko “Pod zielonym dębem”. Żeby do niego dojść należy przejść przez Czarny Las. Tam jedn pośród drzew kryją się różne zjawy, które wpływają na wędrowców tak, że ci mogą się zagubić i nigdy nie dotrzeć ani do uroczyska, ani też wyjść z lasu. W okolicy znajdują się także Diabelskie Wrota. Za nimi jest droga przez bagna. Jeżeli tam zbłądzimy, również możemy nigdy już nie wyjść.

Pamiętajmy, że wszystko to składa się z wierzeń sięgających nawet 1000 lat wstecz. Przez ten czas wiele mogło się zmienić. Duchy, zjawy, demony i inne stworzenia mogły sobie już dawno odpuścić. Nie zmienia to jednak faktu, że na wycieczkę śladami podlaskich Słowian warto się wybrać.

Featured Video Play Icon

Czy tu kapliczka zapadła się pod ziemię? Góra Prowały – mniej znana siostra Grabarki.

Dosłownie wszyscy kojarzą świętą górę Grabarkę, ale tylko okoliczni mieszkańcy oraz niektórzy bardzo zainteresowani pielgrzymowaniem wiedzą o tym iż w jej pobliżu znajduje się jeszcze jedna święta Góra – Prowały. Prowadzi do niej urokliwa alejka. Na miejscu oprócz wielu krzyży znajduje się również źródełko, z którego warto zaczerpnąć wody ponieważ ma ona uzdrawiającą moc.

 

Na szczycie znajduje się kapliczka, w której schronienie znalazła ukryta od najazdów tatarskich, cudowna ikona Spasa (Zbawiciela) Mielnika. Kapliczka została zniszczona w nieznanych okolicznościach. Inna legenda mówi iż zapadła się pod ziemię. Stąd nazwa Prowały od słowiańskiego “prowaliłas”. Podobnie jak na Grabarkę pielgrzymują tutaj ludzie, którzy słyszeli o jej istnieniu i tak samo zostawiają tu krzyże w różnych intencjach.

 

Góra znajduje się w lasku obok drogi. Można ją odwiedzić wędrując szlakiem z Drohiczyna do Milejczyc po drodze mijając między innymi Narejki, Żurobice, Siemiatycze, Mielnik, Radziwiłłówkę, Koterkę czy Telatycze. Jeżeli niedługo sypnie śniegiem, to będzie idealna okazja by górę odwiedzić. Klimaty tego miejsca jest wyjątkowy szczególnie zimą oraz latem. Aczkolwiek wiosną i jesienią również nie brakuje mu walorów.

Blokowisko w Supraślu? Deweloper już kupił działkę obok plaży.

Supraśl ostatniego lata przypominał Zakopane. Tłumy turystów odwiedzały uzdrowisko. Niestety za tą popularnością przyszli tez deweloperzy. Jeden z nich ma już ochotę w centrum miasteczka stawiać bloki.

Tuż obok parkingu przy bulwarach znajduje się dawna fabryka Cytrona lub też “stolarnia”. W ostatnim czasie jej nowym właścicielem został deweloper. Następnie poprosił gminę Supraśl o opinię wizualizacji blokowiska. Ta byłą jednoznacznie negatywna. Burmistrz będzie się starać zmienić lokalne prawo tak, by elewacja była zgodna z charakterem miasteczka. Ale tylko tyle. Zakazać budowy nie może, a jedynie ją ograniczyć.

Sprawa bloków jest jednak jeszcze otwarta. Dotychczas bardzo mocno pilnowano ażeby Supraśl miał “czysty krajobraz” od tego co mamy w Białymstoku. Jednak o kształcie miasta decydują radni, którzy nie muszą być aż tak tradycjonalistyczni. Na szczęście powstałą już grupa “Stop budowie bloków w Supraślu”. Miejmy nadzieję, że wszyscy skutecznie będą blokować inwestycję. Deweloper póki co chce budować. Miejmy nadzieję, że wycofa się z tego pomysłu.

Pamiętajcie – presja ma sens. Im więcej będzie przeciwników, im szerzej informacja o planach dewelopera się rozniesie, a także informacja o sprzeciwie mieszkańców, tym większa szansa że deweloper ugnie się.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

PRL-owski budynek stał się zabytkiem. Kolejny w Białymstoku.

Budynek Poczty przy ul. Kolejowej 15 stał się zabytkiem. Zarządzeniem z dnia 16.11.2020 r. prof. Małgorzata Dajnowicz podlaska konserwator zabytków włączyła do wojewódzkiej ewidencji zabytków budynek urzędu pocztowo-telekomunikacyjnego przy ul. Kolejowej 15 w Białymstoku. Zarządzenie weszło w życie z dniem podpisania. Poinformował Wojewódzki Urząd Ochrony w Białymstoku. Od lat w mieście trwają dyskusję czy architekturę modernizmu traktować jako nic nie warte dziedzictwo PRL czy też doszukiwać się w nim wartości. Pierwszym zabytkiem stał się budynek Uniwersytetu w Białymstoku stojący na placu NZS w centrum miasta. Podobnie stało się z budynkiem Sądu przy ul. Skłodowskiej.

Budowę dworcowego Urzędu Pocztowo-Telekomunikacyjnego rozpoczęto w 1962 roku według projektu inż. Leona Kulikowskiego, absolwenta Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Pod blisko trzech latach budynek został oddany do użytku. Z opublikowanych informacji wynika, że jego wnętrza zaprojektowała Aleksandra Bortowska. Późniejsze zmiany w architekturze poczty wykonano według projektu białostockiego architekta Jana Hahna.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

W duchu modernizmu została odbudowana cała Polska po odzyskaniu Niepodległości w 1918 roku. Najpierw urzędy i instytucje państwowe, później bloki mieszkalne. Po II wojnie światowej architektem, który stworzył nowy Białystok na gruzach poprzedniego miasta był Stanisław Bukowski. W latach 60-tych przyszła nowa “fala” modernizmu, a wraz z nią inni architekci. Budynki, które zaczęły się pojawiać było nieco futurystyczne. Spójrzmy chociaż na Central, spodki, pawilony-restauracje przy ul. Akademickiej. Jednym z takich budynków właśnie była właśnie też Poczta przy Kolejowej. Budynek posiada ciekawe rozwiązania. Do budowy obiektu wykorzystano cienkościenne konstrukcje łupinowe nadając budynkowi jedyny na terenie miasta falisty dach i skośne podpory.

To właśnie te elementy zadecydowały o tym iż prof. Małgorzata Dajnowicz, podlaska konserwator zabytków uznała, że ma wartości artystyczne i powinien zostać wpisany do ewidencji zabytków. Budynek ma także wartości naukowe.

Co ten Truskolaski wyprawia?! 80-letnie tuje na Plantach wycięte!

Czy ktoś upadł na głowę? Białostockie Planty co roku przyciągają tłumy mieszkańców, którzy mają ochotę schronić się w cieniu. Niższe temperatury niż na rozgrzanym Rynku były także w alejce spacerowej za sprawą 80-letnich tuj. A tymczasem ekipa Truskolaskiego wycięła je! W zamian posadzono małe drzewka, które już nie będą przyczyniać się do schładzania okolicy. Powariowali!

Kiedy słyszymy słowo “rewitalizacja” z ust urzędników, to wiemy że to oznacza jedno – wycinkę roślin i betonowanie. Te piękne ogromne tuje były wizytówką Plant podobnie jak fontanny. A tymczasem miasto tłumaczy się, że tuje urosły do potężnych rozmiarów i kolidują z alejkami spacerowymi. Powód do wycinki absurdalny! Jak bardzo trzeba nienawidzić przyrody żeby w kółko szukać okazji do wycinki. A wystarczyło zaprojektować alejki od nowa tak, by wpasowały się do tuj. Czy słyszeliście o konsultacjach społecznych związanych z Plantami? My też nie, a podobno 116 na 137 osób chciało tej wycinki. Ciekawe skąd się wzięli ci chętni do wycinki.

Może Wam się wydawać, że skoro ciągle uderzamy w Truskolaskiego, to pewnie jesteśmy za PiS. Otóż nie! Chcemy, byście otworzyli oczy i zobaczyli co ten człowiek wyprawia z naszym miastem. Równia pochyła! Jesteśmy po prostu rozgoryczeni.

Krywlany dalej będą bezużyteczne. Czy prezydent nie umie wydać decyzji czy nie chce?

W ostatnim czasie głośno było o tym, że Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło decyzję prezydenta dotyczącą wycinki drzew pod lotnisko. Gdy jakiś czas temu stojąc na płycie ogłaszał jej wydanie wiceprezydent Musiuk rozpływano się nad inwestycją jakby chcieli przekonać nieprzekonanych. Sprawa budowy lotniska trwa jednak już tak wiele lat, że tu już nie ma kogo przekonywać, bo jest to coś, co dzieli białostoczan.

Do pierwszej grupy zaliczamy się my. Tak jak wielu mieszkańców uważamy, że to niezbędna budowa do rozwoju gospodarczego regionu. Nie dlatego, żeby mieszkańcy mogli latać do Londynu czy Brukseli, ale dlatego żeby tu w Białymstoku mógł wylądować ktoś, kto generuje dla miasta pieniądze. Tajemnicą nie jest, że lotniska na świecie wcale nie zarabiają na pasażerach lecz na cargo. To możliwość importowania lotnictwem generuje pieniądze dla lokalnych firm. Ponadto wiele międzynarodowych imprez nie może się odbyć w Białymstoku właśnie przez brak lotniska, bo nikomu nie będzie się chciało tu jechać kilka godzin busem po wyczerpującym locie na przykład z USA. Zalet lotniska w regionie jest dużo więcej, ale nie zamierzamy nikogo przekonywać, tylko dla porządku przypominamy o co cały ten ambaras.

Tak samo trzeba przypomnieć, że są przeciwnicy. Jest grupa ludzi, która uważa, że wystarczy lotnisko w Warszawie (a za jakiś czas lotnisko między Warszawą a Łodzią). Uważają też, że skoro pas startowy jest krótki i będą mogły lądować na nim tylko samoloty zabierające do 50 pasażerów, to znaczy, że nie będzie można już go rozbudowywać. Nie podoba im się także, że pobudowali się w okolicy, a teraz będzie im coś głośnego nad głowami latać. Aczkolwiek ten argument nie jest trafiony – raczej zaliczyć go należy do obaw. Krywlany nie będą przecież międzynarodowym gigalotniskiem. Liczba lotów dużych samolotów – generujących największy hałas będzie przecież niska. Koronnym argumentem przeciwników jest to, że na pewno nikt nie będzie chciał tutaj organizować lotów tak samo jak w Radomiu. Ponadto kontrowersje wzbudza wycięcie tak dużej liczby drzew.

Wracając do nieprawidłowej decyzji SKO. Po jej wydaniu przez miasto, odwołało się od niej Nadleśnictwo Dojlidy, które uważało, że usunięcie 35 procent lasu Solnickiego musi wymagać zgody urzędu odpowiedzialnego za ochronę środowiska, gdyż usunięcie tylu drzew będzie ingerencją w przyrodę. Ponadto zarzucono miastu, że to co nazywali liczeniem drzew w rzeczywistości nie miało miejsca. Po prostu przeprowadzono to tak jak sondaż. Wybrano grupę losową i ustalono “reprezentację”. Ponadto nie ustalono czy w lesie są gatunki chronione, siedliska czy gniazda.

Swoją drogą ten ostatni argument leśników akurat można by było uznać za trafny. Najpierw powinno się ustalić kto mieszka w lesie, następnie ustalić czy jest pod ochroną, a jeżeli tak to wtedy zwrócić się o pozwolenie na wycinkę drzew. Liczenie było tak naprawdę bez sensu. Wystarczyło wyznaczyć obszar wycinki. Tak jak pisaliśmy wielokrotnie Truskolaski i jego ekipa cały czas rzucają sobie kłody pod nogi. Tym razem nie było inaczej.

Samorządowe Kolegium Odwoławcze jednak było łaskawe dla nieudolności włodarza. Nie przyjęło argumentów leśników, ale i tak kazało decyzję Truskolaskiemu ponownie wydać, bo zawierała ona błędy formalne. W decyzji prawidłowo nie wyjaśniono co to jest przeszkoda lotnicza, jakie drzewa trzeba usunąć, nie wskazano nawet prawidłowo aktualnych numerów działek geodezyjnych! Wygląda to albo na wyjątkowe niechlujstwo, niekompetencję albo sabotaż.

Tadeusz Truskolaski zajmuje stołek prezydenta od 14 lat. Jest trochę jak Łukaszenka, który “trochę się zasiedział”. Widać to przede wszystkim w jego działaniu. Wygląda na to, że sam zajmuje się wyłącznie polityką, a miasto zostawił niekompetentnym urzędnikom, albo takich co nie chcą lotniska i je sabotują. Bo jak inaczej można nazwać to co się wydarzyło? Ktoś, kto tyle lat wydaje decyzje administracyjne powinien robić to perfekcyjnie, szczególnie przy tak ważnej inwestycji. A tymczasem robi się wszystko, by Krywlany stały bezużyteczne wiele lat. Wstyd! I to za duże pieniądze.