Rafał Rudnicki zablokował mnie na Facebooku. Pękniecie ze śmiechu – gdy poznacie powód.

Rafał Rudnicki zablokował mnie na Facebooku. Pękniecie ze śmiechu – gdy poznacie powód.

Od 1 lipca w Białostockiej Komunikacji Miejskiej mają wejść nowe zasady podróżowania. W skrócie: pasażerowie będą musieli częściej korzystać z przycisków. Żeby wejść do autobusu, trzeba będzie nacisnąć guzik przy drzwiach. Żeby wysiąść, też trzeba będzie nacisnąć guzik. A na przystankach na żądanie trzeba będzie odpowiednio wcześniej zasygnalizować kierowcy, że chce się wsiąść lub wysiąść.

Miasto tłumaczy, że chodzi o oszczędności, komfort, ograniczenie uciekania ciepła zimą i lepsze działanie klimatyzacji latem. Czyli generalnie: mniej otwierania drzwi bez potrzeby, więcej odpowiedzialności po stronie pasażera. Zmiana jak zmiana. Można ją popierać, można mieć wątpliwości, można zapytać o sens, szczegóły albo praktykę.

Partnerzy portalu:

No więc zapytałem.

Pod postem Rafała Rudnickiego, wiceprezydenta Białegostoku, który nadzoruje między innymi Białostocką Komunikację Miejską, napisałem komentarz. Nie był to elaborat. Nie była to tyrada. Nie było tam wyzwisk, wielkich liter, teorii spiskowych ani mema z autobusem jadącym do piekła.

Mój komentarz brzmiał dosłownie:

„Po co?”

I wtedy wydarzyła się rzecz piękna w swojej absurdalności.

Zostałem zablokowany.

Tak, dobrze czytacie. W mieście, w którym pasażer ma naciskać guziki, ja najwyraźniej nacisnąłem ten niewłaściwy. Nie „stop” w autobusie. Nie przycisk otwierania drzwi. Tylko obywatelski guzik z napisem: „zadaj proste pytanie”.

I ten guzik najwyraźniej uruchomił procedurę awaryjną.

Nie mogę już obserwować postów Rafała Rudnickiego. Czyli moje skrajnie agresywne, brutalne i destabilizujące system samorządowy pytanie „Po co?” doprowadziło do sytuacji, w której dialog z mieszkańcami najwyraźniej uznano za ryzyko komunikacyjne.

Przyznaję: nie doceniłem mocy języka polskiego.

Myślałem, że „Po co?” to normalne pytanie. Takie, które można zadać, gdy miasto wprowadza zmianę dotyczącą tysięcy pasażerów. Myślałem, że urzędnik może odpowiedzieć: „Po to, żeby autobusy nie traciły ciepła zimą”, „Po to, żeby zmniejszyć koszty”, „Po to, żeby dostosować system do rozwiązań znanych z innych miast”.

Ale po co odpowiadać, skoro można zablokować?

Rafał Rudnicki dostosował swój poziom do poziomu komunikacji miejskiej. Mieszkaniec pyta: „Po co?”. Władza odpowiada: „Nie będzie pan już więcej pytał”. Elegancko. Szybko. Bez zbędnych konsultacji. Bez marnowania energii. Prawdziwa oszczędność — nie tylko ciepła w autobusie, ale też słów w debacie publicznej.

Najzabawniejsze jest to, że cała sprawa dotyczy przycisków. Miasto mówi mieszkańcom: teraz musicie nauczyć się naciskać przyciski. A ja nacisnąłem jeden przycisk za dużo — przycisk zdrowego rozsądku. I nagle okazało się, że system działa znakomicie. Tylko nie ten autobusowy. Przycisk „blokuj” zadziałał natychmiast. Przycisk „odpowiedz mieszkańcowi” najwyraźniej był chwilowo nieczynny.

Nie mam problemu z tym, że miasto zmienia zasady działania komunikacji. Być może te zmiany mają sens. Być może rzeczywiście przyniosą oszczędności. Być może pasażerowie szybko się przyzwyczają i po kilku tygodniach nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś kierowca otwierał wszystkie drzwi.

Ale mam problem z tym, że pytanie „Po co?” wystarczy, żeby człowiek zniknął z dyskusji. Bo jeżeli osoba publiczna informuje mieszkańców o zmianach, to musi liczyć się z tym, że mieszkańcy będą pytać. Czasem długo. Czasem krótko. Czasem uprzejmie. Czasem kąśliwie. A czasem po prostu: „Po co?”. To nie jest hejt. To nie jest atak. To nie jest naruszenie powagi urzędu. To jest najprostsze pytanie świata. I może właśnie dlatego tak bardzo zabolało.

Bo „Po co?” ma w sobie coś niebezpiecznego. Otwiera drzwi. Nie te autobusowe, tylko te dużo ważniejsze — drzwi do rozmowy o sensie decyzji. O tym, czy mieszkańcy są tylko odbiorcami komunikatów, czy jednak mają prawo zapytać, dlaczego coś się dzieje. O tym, czy profil polityka samorządowego służy do rozmowy z ludźmi, czy tylko do nadawania komunikatów w jedną stronę.

W Białymstoku od lipca pasażerowie będą musieli naciskać przyciski, żeby wejść i wyjść z autobusu. Ja nacisnąłem przycisk wcześniej. Zapytałem: „Po co?” i wysiadłem z dyskusji przymusowo.

Kamil Gopaniuk
Kamil Gopaniuk

Redaktor naczelny Podlaskie TV, dziennikarz z krwi i kości, a od niedawna także pisarz, który postanowił średniowieczne opowieści przenieść z komputera na papier. Z wykształcenia prawnik-administratywista i filolog polski, z ducha — człowiek pogranicza. Z dziada Białostoczanin, z pradziada Kresowiak, niosący w sobie tę mieszankę uporu, nostalgii i ciekawości świata. Fascynuje go wszystko, co ma w sobie ruch i sens: transport, samorząd, turystyka, przyroda i historia. O tych tematach może pisać długo, namiętnie i bez końca — bo w każdym z nich znajduje opowieść wartą opowiedzenia.