Wystawiam panu Truskolaskiemu, doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych – pałę z ekonomii.
Monachium

Wystawiam panu Truskolaskiemu, doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych – pałę z ekonomii.

Był koniec lat dziewięćdziesiątych, w Monachium trwała kampania wyborcza, kiedy Burmistrz Christian Ude, sympatyczny socjaldemokrata przemieszczający się po mieście na rowerze i lubiący przycupnąć tu i ówdzie na kufelek, zorganizował konferencję prasową. Centralnym tematem były eksplodujące ceny nieruchomości. Należy w tym miejscu wspomnieć, że trzy lata wcześniej mieszkańcy miasta zdecydowali w referendum, iż żaden nowy budynek na terenie miasta nie może być wyższy, niż wieże prastarej katedry. Ude został więc zapytany, co w świetle stale rosnącej liczby ludności zamierza począć z tymi eksplodującymi cenami.

Odpowiedział… że nic.

Na sali zapanowała grobowa cisza, którą przerwał sam Ude. Postaram się wiernie streścić równie długi, jak i przekonujący wywód: – Zamierzam utrzymać i umacniać pozycję naszego miasta jako centrum gospodarcze najwyższej klasy. Opracowania naukowe mówią, że na zdrowym rynku około 30 do 35 procent dochodów netto mieszkańców pokrywa koszty mieszkania, czy to czynsz najmu, czy rata kredytu. U nas liczba ta sięga 40 procent i czyni nas to najdroższym miastem republiki – mam tego świadomość. Jako swoje zadanie pojmuję więc, by uczynić miasto było tak atrakcyjnym dla przedsiębiorstw, że będą one gotowe wypłacać wynagrodzenia na takim poziomie, by te 60 procent pozostające w kieszeniach mieszkańców gwarantowały maksymalnie komfortowy byt.

Uśmiechając się pokazał palcem w kierunku godziny w pół do drugiej i wiadomo było, że zaraz znów przytoczy Berlin – tak się też stało. – Popatrzmy na Berlin. Tanio się tam mieszka, za mieszkanie o powierzchni 70 m² płaci się koło 600 marek, a średni wydatek na mieszkanie to jedynie jedna trzecia dochodów. Wychodzi nam, według Adama Riese, że do dyspozycji zostaje 1200 marek. Jeżeli zatem u nas miesięczny koszt podobnego mieszkania wynosi 1400 marek i stanowi to 40 procent dochodów, to do wolnej dyspozycji zostaje aż 2100. Bierzcie je i bawcie się dobrze, a ja zadbam o resztę.

Zabawna była konsternacja, jaka w tym momencie na zapanowała w piwnicznej gospodzie starego browaru Paulinów. Ludzie liczyli, mamrotali, wyliczali i chyba wyszło im, że coś jest na rzeczy. Wszak Monachijczyk kupujący samochód płacił tyle samo, co Berlińczyk; to samo w biurze podróży, a i w spożywczakach obu miast ceny różniły się marginalnie.

Czas pokazał, że Ude się nie pomylił. Jego popularność rosła, wygrywał kolejne wybory z coraz większym poparciem (ostatnia kandydatura dała mu aż dwie trzecie głosów!), aż w 2013 sam postanowił zwolnić stanowisko. Skutki twardego wdrażania kontrowersyjnego programu również widać było na każdym kroku: w mieście osiedlały się kolejne firmy technologiczne, farmaceutyczne i medtech, a za nimi powstawały coraz bardziej wymyślne lokale gastronomiczne, cocktailbary, galerie sztuki, pod kompleksem olimpijskim pojawiło się gigantyczne podziemne akwarium, zmodernizowano ogród zoologiczny, a parkingi kurortów w austriackich Alpach i nad jeziorami Garda i Como zastawione były lśniącymi pojazdami, których rejestracje zaczynały się na literę M.

Białystok, rok 2025. Dziennikarz Tomasz Maleta przeprowadza wywiad z urzędującym od dziewiętnastu lat Tadeuszem Truskolaskim. Dysponując nagraniem, przytoczę jego rozumienie ekonomii dosłownie: „Nawet te wskaźniki, które są z pozoru negatywne, na przykład bezrobocie, jest pozytywne dla przedsiębiorców. Jeżeli mówimy, że niska płaca jest negatywna dla tego, który tę płacę otrzymuje, ale dla tego, który płaci, jest pewną przewagą”.

I tu wystawiam panu doktorowi habilitowanemu nauk ekonomicznych pałę z ekonomii. Gdzie te pchające się drzwiami i oknami firmy chcące tę „przewagę” wykorzystać?

Zamiast opisanego na wstępie rozwoju mamy kompletny regres, który z każdym rokiem staje się bardziej widoczny. Przemysł został wyparty przez deweloperkę lewarem planów zagospodarowania, które każdy cal ziemi oddały pod bloki, które do naszej lokalnej ekonomii wnoszą nie więcej, niż kanapę i łóżko – czyli spanie. Kto nie zamierza wznosić kolejnych bloków dla dewelopera, ten się usamodzielnia, czyli szuka popytu i zakłada firmę, by popyt ten zaspokoić.

A że w warunkach najniższych płac popyt wynika głównie z potrzeby oszczędzania, to widzimy kolejne firmy sprowadzające rozbite rupiecie ze Stanów Zjednoczonych, klepiące je, przygotowujące do sprzedaży pod lotną nazwą detailing. Widzimy też kolejne lokale oferujące najprostszą gastronomię, czyli burgery, pizzę i piwo. Ceny w tych lokalach mamy, co dla niektórych może być zaskoczeniem, stosunkowo wysokie. Wynika to z tego, że koszty stałe pokryć trzeba, a jeśli w knajpie siedzi dziesięciu gości inhalujących dwa piwa przez cztery godziny i dwóch gości jedzących, to ci ostatni proszeni są do kasy. Ktoś musi. I tak kolejne burgerownie padają, w ich miejscu otwierają się kebabownie, które z kolei zastępowane są pizzeriami, i tak w koło.

Realną alternatywą jest oczywiście zatrudnienie w strukturach urzędniczo-uczelnianych. I tutaj Truskolaski oczywiście może dostrzec przewagę wynikającą z wysokiego bezrobocia i niskich płac. Im więcej białostoczan zatrudni się w urzędzie, tym więcej rodzin będzie na głosować na swego szefa, i tym mocniej będą gryźć się w języki, jak im się coś nie spodoba.

Maciej Rowiński-Jabłokow
Monachium
Maciej Rowiński-Jabłokow

Działacz społeczny, inicjator i aktywista popularnego ruchu Ręce precz od Dojlid, mieszkaniec Białegostoku, który ukochał bardziej to miasto niż Monachium, z którego do stolicy Podlaskiego przyjechał.

Partnerzy portalu: