Na wschodnich rubieżach Polski, tam gdzie mgły unoszą się nad łąkami, a cisza ma w sobie coś świętego, wciąż żyje niezwykła tradycja. W Podlaskiem, regionie pogranicza kultur i religii, przetrwały do dziś praktyki uzdrawiania zakorzenione głęboko w słowiańskim folklorze. Ich strażniczkami są szeptuchy – kobiety (choć czasem także mężczyźni), które posługują się szeptem, modlitwą i dawnymi rytuałami, by leczyć ciało i duszę.
Szeptucha to nie czarodziejka ani uzdrowicielka w sensie medycznym. To raczej pośredniczka między światem ludzi a światem duchowym, przekazująca dobro i chroniąca przed złem. Jej siła tkwi w słowie – w modlitwach, które odmawia cicho, z głębokim skupieniem, często w samotności, przy krzyżu, źródle lub na rozstaju dróg. Zwraca się zarówno do Boga, jak i do natury – bo w tradycji ludowej wszystko, co żyje, ma moc: woda, ogień, ziemia, zioła, wiatr.
Korzenie tego zjawiska sięgają czasów przedchrześcijańskich. Później szeptuchy wplotły w swoje praktyki elementy prawosławia, łącząc modlitwy do świętych z archaicznymi zaklęciami. Taka synteza religii i magii ludowej przetrwała wieki, choć często budziła nieufność Kościoła. Dla mieszkańców Podlasia szeptucha nie jest jednak heretyczką – to ktoś, kto po prostu „wie więcej”, kto pomaga wtedy, gdy lekarz rozkłada ręce, a cierpienie nie daje się wytłumaczyć racjonalnie.
Dziś świat szeptuch powoli zanika. Coraz mniej ludzi chce uczyć się tej sztuki, a dawne modlitwy – przekazywane wyłącznie ustnie – umierają wraz z najstarszymi kobietami. Zostają wspomnienia, historie i nieliczne zapiski. To właśnie ten kruchy świat postanowiła uchwycić w swoim filmie dokumentalnym „Szepciarze” Alexandra Golus, polska reżyserka mieszkająca w Berlinie. Jej kamera zagląda do chat i ogrodów, w których czas płynie inaczej, próbując ocalić od zapomnienia ludzi, którzy wciąż wierzą w moc szeptu.
Podlaskie, z jego wielokulturowym dziedzictwem, jest jednym z ostatnich miejsc w Europie, gdzie magia i wiara przenikają się tak naturalnie. Spotkanie z szeptuchą to nie tylko podróż w głąb dawnej tradycji, ale także przypomnienie, że człowiek – mimo postępu i technologii – wciąż potrzebuje tajemnicy, nadziei i słowa wypowiedzianego z wiarą.

