fot. Urząd Gminy Orla

Dawniej tętniło tutaj życie społeczne, dziś to spokojna wieś kojarzona z szeptuchą

Gmina Orla kojarzy się ludziom najczęściej z szeptuchą, a warto wiedzieć, że można tam przyjechać również z innych powodów. Niektórzy mogą się zdziwić, że w okolicy znaki drogowe są pisane językiem polskim oraz cyrylicą. Zostało to zorganizowane jako ukłon w stronę mieszkających tam mniejszości narodowych. Od 2009 roku w gminie oficjalnie można porozumiewać się po polsku i po białorusku (na Białorusi mało kto zna ten język, bo dominuje tam język rosyjski).

Orla ma bardzo bogatą historię. Pierwsze dokumenty wspominały o tym miejscu już w 1507 roku. Wówczas nadano te tereny wojewodzie trockiemu – Jaśkowi Iwanowiczowi. Natomiast prawdziwy rozkwit miejscowości nastąpił w 1634 roku. To wtedy uzyskała ona prawa miejskie. Kwitł tam handel, życie kulturalne i polityczne. Wiele wnieśli do miasteczka Żydzi. W 1765 roku stanowili oni dużą, zorganizowaną społeczność. Orla prawa miejskie utraciła podczas zaborów. Niestety, do czarnej historii miasta dołożył się też wielki pożar, który w 1937 roku zniszczył prawie 30 proc. zabudowań. W kolejnych latach doszło natomiast do II wojny światowej i eksterminacji Żydów przez Niemców. A stanowili oni dotychczas 75 proc. mieszkańców.

fot. Urząd Gminy Orla

Obecnie Orla to miejsce, gdzie większość terenu stanowią użytki rolne. Na terenie gminy można także napotkać wielkie wiatraki produkujące prąd. To także tam funkcjonuje fabryka Ikea. Z perspektywy turysty – jest kilka miejsc, które można odwiedzić. Pamiątką po Żydach jest synagoga z drugiej połowy XVIII wieku oraz kirkut również z tego samego stulecia. Do tego warto zobaczyć drewnianą cerkiew prawosławną z 1797 roku i dzwonnicę z 1874 roku. Dobrze jest też udać się na cmentarz, który powstał z początkiem XIX wieku. Położona na nim cerkiew wybudowana została w 1870 roku.

Orla to także miejsce, które zostało rozsławione przez szeptuchę. Dlatego nie powinno Was zdziwić, gdy w miejscowości napotkacie wiele samochodów z całej Polski. Obecnie kobieta ma ponad 90 lat, lecz nadal przyjmuje. Warto wiedzieć, że to nie jest jedyna „ludowa uzdrowicielka” w regionie.

fot. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Ta XIX-wieczna świątynia to prawdziwy rarytas. Znajduje się pod Białymstokiem.

To dla wielu osób może być zaskoczeniem. W podbiałostockich Fastach znajduje się XIX-wieczna, drewniana cerkiew p.w. Św. Michała Archanioła. Świątynia wybudowana jest w centrum cmentarza. Powstała w latach 1893-1895. Takich jak ona na Podlasiu jest tylko 5. Zwykle przyzwyczailiśmy się, że tego typu budowle znajdują się w powiecie hajnowskim. A tymczasem, z architektonicznego punktu widzenia okazuje się, że w hajnowskim takiej świątyni nie ma ani jednej!

Zabytkowa, drewniana świątynia w okolicy Białegostoku to prawdziwy rarytas. Szczególnie, że zachowały się tam jeszcze oryginalne okna, które mają własny styl. We wnętrzu cerkwi znajduje się XIX-wieczny ikonostas. Został on opracowany z użyciem kanelowanych kolumn koryckich i pilastrów. Do tego ma profilowane gzymsy. Przypomnijmy, że w świątyni prawosławnej miejsce to wprowadza wiernych w mistykę wydarzeń dziejących się przy ołtarzu. Dlatego też wyjątkowość tego miejsca w połączeniu z bizantyjskim stylem, we wszystkich cerkwiach ikonostasy są prawdziwymi dziełami sztuki.

Cerkiew cmentarna p.w. Św. Michała Archanioła w Fastach jest przykładem XIX-wiecznego, drewnianego budownictwa sakralnego charakterystycznego dla regionu Podlasia. Swoją archaiczną i prostą formą nawiązuje do najstarszych, jednonawowych świątyń prawosławnych o zwartej, prostopadłościennej bryle przykrytej dwuspadowym dachem. Tego typu świątynie zachowały się również w Mielniku, Mostowlanach, Jurowlanach czy Pasynkach – tłumaczy prof. dr hab. Małgorzata Dajnowicz – Podlaska Wojewódzka Konserwator Zabytków.

 

fot. Fczarnowski - Praca własna / Wikipedia

To jedyny taki kościół na Podlasiu. Budowano go na raty.

Przemierzając Podlasie, w wielu miejscowościach – z Białymstokiem włącznie, możemy napotkać neogotyckie świątynie. Charakterystyczne dwie wieże i czerwona cegła to ich znak rozpoznawczy. Tymczasem w Kuleszach Kościelnych, w powiecie wysokomazowieckim znajduje się neogotycka świątynia, która jest w jasnym kolorze. Wszystko to za sprawą dodatkowej elewacji. Dość interesujące połączenie. To kościół Parafialny pw. Św. Bartłomieja Apostoła.

Miejsce spotkań wiernych zostało wybudowane na raty. Najpierw rozpoczęto budowę w 1911 roku i prace trwały do 1915. Wówczas trwała już I wojna światowa. Kolejny etap budowy ruszył dopiero, gdy Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku i trwała do 1926 roku. Świątynia została wybudowana w stylu neogotyckim. Kościół jest murowany, tynkowany, trójnawowy z transeptem, z dwuwieżową fasadą i trójbocznie zamkniętym prezbiterium. Zabytkiem jest od 1987 roku. W ciągu kilkunastu ostatnich lat, w świątyni wykonano bardzo wiele remontów.

Kościół Parafialny pw. Św. Bartłomieja Apostoła jest jednym z najważniejszych zabytków Ziemi Wysokomazowieckiej. Jest to cenne miejsce dla lokalnej społeczności nie tylko ze względu na obrzędy religijne, ale także dlatego że odbywają się tam koncerty organowe, występy zespół artystycznych czy dożynki parafialne.

Featured Video Play Icon

Czy dęby mają magiczne właściwości? Wystarczy je objąć.

W ostatnim czasie podlaski Dąb Dunin został europejskim drzewem roku. Zwykle tego typu sprawy spłyca się do informacji, że był oto konkurs i zwycięzca otrzymał najwyższą liczbę głosów. Pomijając już, że wartość tej nagrody nie jest zbyt wysoka i ogranicza się do krótkiej promocji w mediach, to chcielibyśmy zwrócić uwagę na coś ważniejszego. Od setek lat ludzie wierzą w magiczne właściwości dębu. Jest to święte drzewo Słowian.

Według niektórych, drzewa powinny być traktowane jak istoty żywe. I oczywiście z biologicznego punktu widzenia tak jest, ale nauka ma na myśli wegetację. Nam chodzi o coś głębszego. Czy drzewa czują? Autor powyższego filmu uważa, że tak samo jak ludzie boją się śmierci, tak one boją się ścinki. Jaka jest prawda, nie wiemy i rozpatrywać nie chcemy, ale jest taka książka „Sekretne życie drzew”, która udowadnia, że drzewa to nie tylko rośliny, ale właśnie istotny i to nie takie, które żyją same dla siebie, ale razem z innymi drzewami tworzą całe społeczeństwa. Wystarczy, że są połączone korzeniami.

Wracając do dębu, nie bez przyczyny mówi się o kimś „Silny jak dąb”. Ów nie tylko sam jest silny, ale przekazuje siłę dalej. Wystarczy go objąć. Autor powyższego filmu przekazuje, że są to także wrota do przeszłości i przyszłości, bo dęby żyją bardzo długo. Jeżeli mierzycie się z jakimś problemem, nie znacie rozwiązania, to idźcie do lasu i obejmijcie dąb. Po chwili skupienia drzewo natchnie Was na to jak uporać się z tym, co nie daje Wam normalnie żyć.

Puszczańskie Olbrzymy. Te dęby są wielkie jak wieżowce! Rosną u nas.

Featured Video Play Icon

Różnorodne i przepiękne podlaskie świątynie. Tu odkryjesz swoją duchową stronę.

Kościoły, cerkwie, meczety i synagogi – takie duchowe obiekty można napotkać na Podlasiu. Jesteśmy wyjątkowym regionem, gdzie przeplatają się ze sobą różne kultury, a także powiązanie z nimi religie. Zwiedzający mogą oglądać przepiękne i różnorodne świątynie, poznając ich historię i historię województwa podlaskiego, a przy okazji odkrywając swoją duchową stronę.

Ludzie w swoim życiu bardzo często szukają pewnych wskazówek, które pomogą im odpowiedzieć na pytanie kim są. Poszukiwanie tożsamości, jakie towarzyszy człowiekowi przez całe życie często jest zakłócane przez codzienność. Trudno jest bowiem odnaleźć samego siebie stojąc w korku, jadąc autobusem, wykonując obowiązki w pracy. Również nie łatwo jest, gdy przychodzi dzień wolny, a my odsypiamy go lub zwyczajnie spędzamy czas przed telewizorem czy komputerem.

Nic tak nie przybliża człowieka samego do siebie jak podróż. Stąd popularność pielgrzymek i turystyki. Idealnym miejscem na duchowe doznania jest Podlasie. Nie tylko dlatego, że w naszym regionie czas płynie powoli i wszystko jest spokojniejsze, ale dlatego że nasza historia przepleciona jest różnymi kulturami, które przyniosły ze sobą również religie. Dlatego wędrując po kolejnych podlaskich miasteczkach możemy natrafiać na kolorowe cerkwie, stare kościoły, meczety i synagogi. Czy będąc katolikiem można coś odnaleźć w świątyniach innych religii? Oczywiście! Przekroczenie progu cerkwi nie oznacza przecież, że staniemy się prawosławni, a po wejściu do meczetu nie zostaniemy muzułmanami. Tak samo odwrotnie – wstęp do kościoła nie jest zabroniony dla ludzi innych wyznań. Warto tam wejść, obejrzeć, porównać.

Ogólnie warto chłonąć obce kultury i poszerzać horyzonty. Poznając historię z konkretnych miejsc, rozmawiając z lokalsami, możemy się nie tylko zainspirować, ale też poznać swoją tożsamość, by finalnie odpowiedzieć na pytanie kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Featured Video Play Icon

Tak dawniej wyglądał Tłusty Czwartek na Podlasiu

Tłusty czwartek dzisiaj to po prostu kupowanie pączków i faworków oraz zajadanie się nimi na potęgę. Czy tak było zawsze? Na Podlasiu panowały pewne zwyczaje, które być może są gdzieś jeszcze praktykowane. Jedno jest pewne – najlepsze wypieki wychodzą wtedy, gdy robimy je samodzielnie, z dobrej mąki, a najlepiej gdy wypiekamy w starym tradycyjnym piecu. Smak wtedy jest nieporównywalny z tym co dostajemy w dyskontach i hipermarketach.

Dawniej oprócz pączków wypiekano także „chrust” czyli faworki, którymi częstowano gości wieczorem przy zakrapianych ucztach. Tłusty Czwartek wypada tydzień przed Środą Popielcową. Dawniej trzy dni przed nią nazywano „Kusakami”. Był to czas intensywnej zabawy. Karczmy były pełne. Panny i kawalerzy pod jej wejście przyciagali drewniany kloc. Następnie przybyłych polewano wodą aż do momentu, gdy nie wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Kloc, którzy przyciągano słuzył do zabawy w skakanie przez niego. Kolejnego dnia po domach chodzili przebrani mieszkańcy, którzy prosili gospodarza o jakieś podarki. Najczęściej dawano słoninę, chleb, a nawet oferowano nocleg.

Na koniec nie może zabraknąć jeszcze przepisu na pączki. Oto i on:

Składniki:
– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

Sposób wykonania:
1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

Smacznego!

 

Featured Video Play Icon

Historia prawosławia w Białymstoku. Tu stały cerkwie, a teraz ich nie ma.

Skąd się wzięło prawosławie w Białymstoku? Jaka jest historia poszczególnych parafii prawosławnych w tym mieście? Kim był św. męczennik Gabriel i jakie są jego związki z Białymstokiem? Małe i duże podróże po cerkiewnej kulturze to program, którego adresatami oraz uczestnikami są dzieci. Jego celem jest przybliżenie piękna prawosławia oraz bogactwa jego kultury dla najmłodszych widzów.

Warto jednak, by dorośli także obejrzeli ten program, bo jest bardzo wartościowy i przepełniony wiedzą i historią. Można się przede wszystkim dowiedzieć o białostockich cerkwiach. Te, które stoją w centrum to jedno, ale czy wiedzieliście o tych, które już nie istnieją? Świątynie znikły między innymi na Wygodzie, Sienkiewicza czy ul. Bema. Był moment że wierni mogli się modlić tylko w cerkwi Św. Mikołaja przy ul. Lipowej.

Z filmu możemy się dowiedzieć także kim był św. Gabriel, który urodził się w Zwierkach pod Białymstokiem. Jest to postać bardzo ważna dla podlaskich prawosławnych. Przypomnijmy tylko, że jego osoba spowodowała ogromne wydarzenie w dziejach miasta – jakim był powrót jego relikwii.

Featured Video Play Icon

Hajnówka to nie tylko brama do Puszczy Białowieskiej. Jest także wyjątkowa instytucja.

Hajnówka to nie tylko brama do Puszczy Białowieskiej, ale także miejsce, gdzie żyje mniejszość białoruska. Są to obywatele Polski, narodowości białoruskiej. Wielu mieszkańców jest aktywna i zaangażowana społecznie. Jednym z miejsc, które skupia wokół różnych wydarzeń jest Muzeum Białoruskie w Hajnówce. Warto wybrać się tam, gdy będziemy zwiedzać okolicę. Na miejscu są na co dzień wystawy stałe o tematyce etnograficznej.

Gromadzone przez wiele lat eksponaty dokumentujące życie i kulturę materialną Białorusinów Podlasia prezentowane są na trzech stałych ekspozycjach. Każdy, kto odwiedzi Muzeum Białoruskie w Hajnówce może zobaczyć mnóstwo ciekawych zabytków. W roku 2011 powstała nowa multimedialna wystawa dotycząca rzemiosła, zaś w 2016 przeprowadzono modernizację dwóch istniejących wystaw nadając im multimedialny charakter.

„Białoruska zagroda”

Wystawa etnograficzna pokazująca typową wiejską zagrodę Białorusinów Podlasia. Ekspozycja jest symbolicznym odwzorowaniem zagrody i przestrzeni wiejskiej – można zobaczyć tu wiejską chatę, stodołę, spichlerz. Na sali zgromadzono ponad 70 eksponatów z przełomu XIX i XX w., stanowiących dziedzictwo kultury materialnej Białorusinów Podlasia. Zgromadzone muzealia to min.: pług, jarzmo, socha, wóz drabiniasty z zaprzęgiem typowym dla tej części kraju, cepy, kadłuby na zboże czy słomiane zasobniki tzw. „korobki”. Eksponaty pochodzą głównie z terenu wschodniej Białostocczyzny – powiatów hajnowskiego, bielskiego, białostockiego czy sokólskiego. Dodatkowo ekspozycje wzbogacają wielkoformatowe fotografie min. z początku XX w. i okresu międzywojennego z terenów Podlasia i Polesia.

„Białoruski Kalendarz”

Wystawa etnograficzna poświęcona życiu i pracy białoruskiej ludności Podlasia, ukazana została w cyklu rocznym. Sala skomponowana została zgodnie z kalendarzem agrarnym podlaskich Białorusinów. Ekspozycja została zaaranżowana tak, by w dwunastu podcieniach pokazać wybrane, ważniejsze prace w gospodarstwie podzielone na poszczególne pory roku. Ukazane jest min. wysiew zboża, orka, młócenie zboża, sianokosy, miodobranie, żniwa, pieczenie chleba, wykopki. Zaprezentowano także symboliczne wnętrze izby na „kalady” czyli wigilię Bożego Narodzenia. Ekspozycja składa się z ponad 150 eksponatów, archiwalnych wyjątkowych zdjęć. Jest także coś do posłuchania.

„Rzemiosło na białoruskiej wsi Podlasia”

Wystawa etnograficzna pokazuje kilka tradycyjnych rzemiosł, które odeszły w niepamięć. Wśród nich poznamy kowalstwo, garncarstwo, stolarstwo, kołodziejstwo czy bednarstwo a także tkaczkę w chacie. Całość zaaranżowana jest w ten sposób, by zwiedzający mógł zajrzeć do poszczególnych warsztatów, podpatrzeć rzemieślnika przy pracy lub porozglądać się pod jego nieobecność. Po wystawie oprowadza lektor zarówno po polsku, białorusku oraz angielsku. Na ekspozycji zgromadzono ok. 400 eksponatów z Białostocczyzny. Muzealia znakomicie uzupełniają archiwalne, unikatowe fotografie, niektóre ukazują nasze tereny nawet 100 lat temu.

„Hajnówka. Brama do Puszczy”

Wystawa zbiorowa malarstwa Zbigniewa Budzyńskiego, Bogusławy Czarkowskiej, Vidasa Dregvy, Piotra Gagana, Michała Janczuka, Wiktora Kabaca, Manueli Korneckiej, Macieja Milewskiego, Marii Najdek, Andrzeja Sobieraja, Emilii Sobieraj, Waldemara Wojczakowskiej); prace powstały podczas pleneru malarskiego zorganizowanego z okazji obchodów jubileuszu 60 lat miasta Hajnówka w 2011 r.

„Rockowisko”

Warto też wspomnieć, że Muzeum Białoruskie w Hajnówce każdego roku organizuje wyjątkowy, letni koncert „Rockowisko”. Można na nim posłuchać zarówno debiutantów na scenie muzycznej jak i prawdziwe gwiazdy z Polski i Białorusi.

Featured Video Play Icon

Dziś na Podlasiu znów ostatni dzień roku. Będą fajerwerki o północy i zabawa do rana!

Dziś na Podlasiu ponownie będzie można usłyszeć fajerwerki. Prawosławni o północy będą świętować Nowy Rok zaś dziś wieczorem bawić się będą podczas Szczodrego Wieczoru (lub Małance). Dlaczego 2 tygodnie po 1 stycznia? Bo ten dzień w kalendarzu juliańskim, wokół którego są zorganizowane obrzędy cerkiewne przypada właśnie jutro.

Dlaczego Małanka? W obrządku kalendarza gregoriańskiego świętujemy w imieniny Sylwestra. Tak samo w juliańskim zabawa ostatniego dnia roku przypada od imienin Melanii. Szczodry wieczór pochodzi natomiast od wschodniego przepychu i bogactwa potraw na stole świątecznym.

Dziś imprezy noworoczne ograniczają się do muzyki, dobrego jedzenia, tańców w domach i (w normalnych czasach) restauracjach. Dawniej świętowano tak jak na wschodzie. Na przykład na Ukrainie, gdzie po zachodzie słońca były wróżby i przebrania. Najpopularniejsze były za Melanię, jego narzeczonego Wasyla, babkę, dziada, Żyda, Cygana, lekarza, diabła, a nawet niedźwiedzia. Wszyscy razem chodzili tak od domu do domu rozweselając gospodarzy.

Dziś na Podlasiu króluje wieczorem Zorka, Prymaki, Czeremszyna czy Kupalinka. Dawniej śpiewano pieśni noworoczne, które nie miały charakteru religijnego, a które w swej treści życzyły pomyślności, zdrowia i urodzaju w Nowym Roku. Ostatni dzień w roku jest także znany jako Bahaty i Hohotucha. Szczedriwki natomiast to jedne z najstarszych zachowanych tradycyjnych pieśni życzeniowych, które współcześnie śpiewa się od tzw. Starego Nowego Roku (13 stycznia). Życzyły zdrowia, dobrobytu, wielkich plonów, miłości, stworzenia nowych rodzin, rozwoju gospodarstw, obfitego miodobrania i wszelkich Łask Bożych. Przykład na powyższym filmie w wykonaniu polsko-ukraińskiego zespołu Dagadana.

Featured Video Play Icon

Żydzi intensywnie rozwijali Zambrów. Brali też udział w uroczystościach patriotycznych. Dziś pozostał po nich cmentarz.

Podlaskie przed II wojną światową było zamieszkane głównie przez Żydów. Po tragicznych momentach historii, zostało po dawnych mieszkańcach niewiele. Jedną z takich pamiątek jest XIX-wieczna nekropolia w Zambrowie. Jest nieco zarośnięta, ale zachowane są alejki.

Pierwsze wzmianki o ludności żydowskiej mieszkającej w Zambrowie pochodzą z XVII wieku, jednak aż do schyłku XVIII wieku było ich niewielu. 32 osoby stanowiły 5,8 proc. mieszkańców miasta. Z biegiem lat zaczęło ich przybywać coraz więcej. Przyjeżdżali z pobliskiej miejscowości Jabłonka. Początkowo Żydzi skupieni byli wokół gminy w Tykocinie. W późniejszych latach zaczęli migrować po całej okolicy. Kluczową inwestycją, która zachęcała do przenosin była synagoga, wokół toczyło się całe życie. Ta w Zambrowie powstała w 1895 roku. W kolejnych latach napływ ludności żydowskiej przybrał na sile, zaś liczba mieszkańców zwiększyła się dziesięciokrotnie. Do wybuchu II wojny światowej Żydzi stanowili już niemal połowę mieszkańców.

Zwiększająca się przewaga nad liczbą chrześcijan zaczęła powodować konflikty. W latach 30. XX wieku dochodziło do prób blokowania żydowskich sklepów przez endeków. Na nic to się jednak nie zdało. Zambrów dzięki Żydom rozkwitał, którzy zajmowali się nie tylko handlem, ale też rozwijali życie społeczne, polityczne i sportowe. Co ciekawe – Żydzi brali również udział w obchodach rocznic patriotycznych, zaś lokalny garnizon miał rabina.

Historia Żydów w Zambrowie skończyła się tak samo jak w pozostałych miastach. W 1941 roku Niemcy zajęli miasto i zaczęli zabijać ludzi w lasach. Tak życie odebrali ponad 2 tys. osobom tylko dlatego, że byli Żydami. Pozostali czekali na egzekucję w gettcie. Ostatecznie trafiając do niemieckich obozów zagłady. Osoby, które przeżyły uciekły do Palestyny lub do obu Ameryk. Po Żydach zambrowskich nie pozostał niemal żaden ślad. Zostało jedynie kilkanaście kamienic z przełomu XIX i XX wieku oraz kirkut.

Cmentarze żydowskie znajdują się w całym regionie. Najbardziej znane i dobrze zachowane są w Białymstoku i Krynkach. W wielu miejscowościach są zaniedbane i znajdują się ukryte w zaroślach.

Fot. Kamil Timoszuk / Wrota Podlasia

Nowe budynki w skansenie. Będzie też stary kościółek. Ślub w takim klimacie będzie hitem!

Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej zostało wzbogacone o nowe obiekty. Reprezentują one budownictwo wschodniego Podlasia. Oprócz stodoły z Redut, stoją tam już dwie chałupy z Czyż (pow. hajnowski) – jedna z 1888 r. i druga z połowy XX wieku. W starszej z chat zobaczymy, jak wyglądało wnętrze wiejskich domów sprzed ponad stu lat. Natomiast przy młodszym budynku, charakteryzującym się wyjątkowymi zdobieniami, trwają prace wykończeniowe na zewnątrz. To nie wszystko, niebawem stanie także dom z Makówki. Zabudowa, która tworzy część Skansenu poświęconą budownictwu wschodniopodlaskiemu, została przeniesiona z powiatów hajnowskiego, bielskiego i siemiatyckiego. Jest charakterystyczna przede wszystkim dla mniejszości białoruskiej.

Budynek z Czyż z 1888 r. to prawdziwa gratka dla odwiedzających Skansen. Jego wnętrze zostało wyposażone w sprzęty z okresu międzywojennego! Są tu krosna, ławy, stół, olbrzymi piec z nieodłącznym zapieckiem, niecki, dzieże, michy, święte obrazy i ozdoby. Wrażenie także robi niski strop połączony z gigantycznym, krytym strzechą dachem. Drugi dom z Czyż to budowa z lat 50. XX wieku. Jest koloru ciemnożółtego i zachwyca bogactwem zdobień architektonicznych. Charakteryzuje się wspaniałymi narożami, bogatą oprawą okien i pięknymi okiennicami.

Niebawem Skansenu dopełnią także domy przeniesione z Makówki i Plutycz. Kamienny fundament pod chałupę z Makówki jest już gotowy. Wkrótce rozpocznie się składanie domu. Będzie to najstarszy obiekt w tej części muzeum. Na jednej z belek domu wycięty rok 1867. To typ budynku z XIX wieku, z charakterystycznym dla tego okresu układem wnętrza i wyglądem zewnętrznym, ale też takimi detalami jak tram, czyli belka pod pułapem, którą już pod koniec XIX wieku wycinano, bo przeszkadzała w swobodnym poruszanie się we wnętrzu.

Chata z Plutycz posłuży za miejsce na działania edukacyjne i warsztatowe. Wokół tych czterech domów powstaną zagrody. Będą to budynki gospodarskie: stodoły, spichlerze, budynki inwentarskie. Wszystko jak za dawnych czasów. Co ciekawe, do Skansenu trafił zabytkowy kościół z dzwonnicą z Seroczyna (diecezja drohiczyńska). Obiekt jest już pozyskany i czeka na przeniesienie. Jest to obiekt wyjątkowy, pochodzi z terenów historycznego Podlasia, a gdyby stanął w Skansenie, możliwe byłoby tam organizowanie ślubów!

Szczęśliwego Nowego Roku!

Przesyłamy najserdeczniejsze życzenia: zdrowia, pomyślności i spełnienia marzeń w 2022 roku. W szczególności chcielibyśmy życzyć, by w tym roku nie tylko mówiono o powrocie do normalności, ale by to faktycznie miało miejsce.

Do siego roku!

Kamil Gopaniuk,

Podlaskie.TV

Featured Video Play Icon

Miało stać w Choroszczy, a jest pod Białymstokiem. Można tu podziwiać starą podlaską wieś.

Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej znane większości z dawnej nazwy czyli Białostockie Muzeum Wsi to niesamowity obiekt, który cały czas się rozwija. Obecnie można tam zobaczyć 43 duże budynki – chałupy, dwór, spichlerze, studnie, leśniczówki. Bogactwo architektoniczne jakie pozostawili po sobie mieszkańcy Podlasia skumulowane w jednym miejscu. Oprócz tego zwiedzający mogą zobaczyć jak powstaje bimber oraz dowiedzieć się co nieco o Sokołach.

Muzeum skansenowe to pomysł Szwedów, który trafił także do Polski. W naszym regionie możemy podziwiać także obiekty w Ciechanowcu czy Nowogrodzie. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej jest miejscem, które 5 lat temu powstało na bazie Białostockiego Muzeum Wsi. A te swój początek miało w latach 70. Razem z powołaniem województwa białostockiego zaczęto planować skansen w Choroszczy. Ostatecznie uznano, że lokalizacja na obrzeżach Białegostoku będzie dużo lepsza. I tak dziś wyjeżdżając ze stolicy Podlaskiego w kierunku Augustowa i Suwałk mijamy po prawej stronie wiatrak, który wita zwiedzających Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej.

Stare chałupy kryte strzechą to nawet na Podlasiu już rzadkość. Dlatego też każdy może zobaczyć jak się ludziom dawniej żyło. Taka wizyta w skansenie skłania do refleksji czy teraz ludziom jest lepiej. Z jednej strony możemy spojrzeć na nowoczesne, zachodnie kraje, a z drugiej na taki skansen. Oto dwie skrajności. Wydaje się, że mentalnie mieszkańcy Podlasia nadal wolą żyć jak w skansenie i wbrew pozorom nie jest to nic negatywnego. Gdy zjedziemy z głównych tras na boczne wsie, to spotkamy wyjątkowych, otwartych i ciepłych ludzi. Już sama konwersacja z nimi pokazuje jak bardzo są szczęśliwi. A to za sprawą, że wśród nich są inny tacy sami ludzie.

Z drugiej strony mamy ludzi na zachodzie, którzy szczęście muszą udawać kupując coraz to nowe gadżety. Trend ten przychodzi także i do naszego kraju i jest coraz bardziej zauważalny. Na szczęście w naszym regionie nie wszyscy bezmyślnie kopiują, to co u sąsiadów. Dzięki temu życie w naszym regionie jest spokojniejsze, wolniejsze i blisko natury. A skansen pod Białymstokiem nie tylko przypomina o naszym dziedzictwie, ale też o źródle naszego szczęścia. Dlatego warto tam zajrzeć choć raz, by ponownie odkryć coś o czym niektórzy już dawno zapomnieli.

Featured Video Play Icon

Tłumy pielgrzymów docierają tu, by oddać się w opiekę Królowej Rodzin

Juchnowiec Kościelny to małe miasteczko nieopodal Białegostoku. Przy rondzie łączącym główne ulice miasteczka stoi Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin. Parafia w tym miejscu została powołana do życia w 1547 roku. Wkrótce w kościele umieszczony został niewielkich rozmiarów obraz Matki Bożej. Od razu zasłynął on niezwykłymi łaskami. Pod ich wpływem nastąpił niezwykły rozkwit kultu Matki Bożej. Kult osłabł dopiero pod koniec XIX w., lecz wśród ludu zachowały się wspomnienia dawnych cudów i niezwykłych zdarzeń.

6 listopada 1996 r. Abp Stanisław Szymecki nadał obrazowi tytuł „Matki Bożej Królowej Rodzin”. Obecnie przybywają tu liczni pielgrzymi. Na początku okresu wakacyjnego do Sanktuarium pielgrzymują całe rodziny, by oddać się w opiekę Królowej Rodzin.

Najliczniejszą grupę sanktuariów na Podlasiu stanowią sanktuaria maryjne – niezwykłe miejsca kultu religijnego i pobożności, o ciekawej, a często wręcz unikatowej architekturze. Sanktuaria ukazują piękno i tradycje Podlasia, są jednym z najcenniejszych elementów spuścizny kulturowej, historycznej i religijnej regionu, ale przede wszystkim stanowią niezwykle ważny i piękny, żywy pomnik wiary i historii ludzi tu żyjących.

Featured Video Play Icon

Niezwykły film o monasterze w Supraślu. Tak wyglądał proces odtwarzania unikalnych na skalę światową fresków.

Monaster w Supraślu to wyjątkowe miejsce. Przypomnijmy, że początkowo prawosławni mnisi mieli swoje miejsce w Gródku. Tam jednak życie tętniło na tyle, że gwar przeszkadzał im w codziennym skupieniu. Wówczas położyli na rzece Supraśl drewniany krzyż i postanowiono, że wybudują nowy zakon tam, gdzie wskaże go rzeka. I krzyż ten płynął z prądem aż dotarł do wzgórza na zakolu rzeki. Tam też powstał dzisiejszy monaster. Późniejsze historyczne wydarzenia sprawiły, że świątynia z zakonem była zniszczona. Ocalały freski. Później był czas odbudowy kompleksu.

Film opowiada o procesie odtwarzania unikalnych na skalę światową fresków cerkwi Zwiastowania Bogurodzicy w prawosławnym monasterze w Supraślu. Pokazano w nim unikalne, historyczne zdjęcia monasteru. Można zobaczyć fotografie sprzed zburzenia ławry, jej ruiny i ocalałe freski. Widz zapoznany zostaje również ze zdjęciami z różnych etapów odbudowy monasteru. Zobaczyć też można historyczny fragment Nabożeństwa Paschalnego sprawowanego przez ówczesnego namiestnika archimandrytę Mirona.

Monaster w Supraślu dziś, to także wyjątkowe i niesamowite Muzeum Ikon. Dlatego jadąc tam, by zwiedzać – warto się zapoznać z historią tego miejsca. Od powstania świątyni i zakonu, po  czasy jego rozkwitu, historię dawnej drukarni, po smutne czasy wojny i nowoczesność.

Featured Video Play Icon

Sanktuarium w Krypnie. Mała wieś między Białymstokiem a Mońkami. Zjeżdżają tam tłumy.

Na starym szlaku królewskim, który wiódł z Krakowa do Wilna przez podlaskie miasteczka znajduje się również Krypno. Obecnie jest to miejsce wielu pielgrzymek, gdyż znajduje się tam sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. W środku świątyni można podziwiać przepiękny ołtarz, a także obraz Matki Bożej Pocieszenia. Jest to najstarsze sanktuarium maryjne na Podlasiu.

Według legend obraz stał przy lipie obok poidła dla koni, zwanego krypą. 3-krotnie odnoszono go do kościoła w pobliskim Knyszynie, jednak za każdym razem pojawiał się pod lipą. Czy był to znak, by w tym miejscu budować świątynie? Przypomnijmy, że podobną legendą owiana jest cerkiew w Puchłach, także nie będziemy doszukiwać się w tej opowieści zbyt wiele. Kroniki historyczne mówią jednak, że starosta knyszyński, hetman Jan Zamoyski zamówił obraz Matki Bożej Śnieżnej, który miał być repliką dzieła z Rzymu. Obraz docelowo miał oddziaływać na jego małżonkę. Jeżeli spojrzymy na obecny obraz, to nawiązania do białego puchu można odnaleźć. Obecny kościół w Krypnie jest dziełem ze schyłku XIX wieku. Dokładnie to zbudowano go w latach 80. Świątynie wybudowano mieszając styl neoromański z neogotyckim. Autorem projektu był Feliks Nowicki.

Przez te wszystkie lata kult maryjny w Krypnie nie ustał, a wręcz przeciwnie. Pielgrzymki do tego miejsca są coraz popularniejsze za sprawą większych możliwości podróżowania. Wbrew pozorom, wielu ludzi pozostaje konserwatywna, nawet w nowoczesnym świecie i od religii się nie odwraca. Jednych zbliżają imprezy, aplikacje randkowe, a innych właśnie pielgrzymki. Sanktuarium w Krypnie co roku przyjmuje całe rodziny, ale też mężczyzn, którzy ćwiczą siłę swoich charakterów przebywając kilometry pieszo. Nie brakuje też rolników, którzy modlą się o pomyślne plony i udany zasiew.

Piękne ozdoby i Jarmark Świąteczny w Białymstoku. Miasto jak z bajki!

Zbyt dużo opowiadać nie trzeba. Świąteczny czas nadchodzi także i na Podlasie. Boże Narodzenie coraz bliżej. Mamy początek grudnia i prawdziwą zimową pogodę. Lekki przymrozek, śnieg. W połączeniu z ozdobami na Rynku Kościuszki, Lipowej, Kilińskiego, na terenie Pałacu Branickich i w innych miejscach Białystok stał się miastem jak z bajki!

Na Rynku Kościuszki możecie zrobić zakupy w ramach jarmarku świątecznego. Nie brakuje rękodzieła czy produktów regionalnych. Jest też karuzela dla dzieci, a także świetlista fotoramka, przy której można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Przy Cerkwi św. Mikołaja na Lipowej stoi natomiast świetlny renifer z saniami, do których można wsiąść. Bliżej katedry mamy choinkę, świetlisty prezent i bombkę. Pałac Branickich natomiast zyskał karetę z końmi. Plac przed Teatrem Dramatycznym również ma swoje ozdoby. Podobnie ulica Kilińskiego.

Spacer zimową aurą w takich warunkach jest naprawdę wyjątkowy. Białystok – miasto jak z bajki cieszyło się popularnością w niedzielny wieczór, 5 grudnia. Do centrum zjechały ogromne tłumy ludzi. Od godz. 17. można podziwiać przepiękne ozdoby świąteczne, które przez jakiś czas z nami zostaną.

Featured Video Play Icon

To jedyny taki wywiad! Szeptucha z Podlasia: Nie każdy rozumie moje metody.

O tej kobiecie chyba jest więcej legend niż prawdziwych informacji. Jedno jest pewne, Szeptucha z Podlasia to nie jest fikcyjna postać, ale prawdziwa kobieta, do której przyjeżdżają ludzie z całej Polski po pomoc. Mamy XXI wiek i mogłoby się wydawać, że tego typu działalność powinna być już na wymarciu. A tu wręcz przeciwnie! Ludzie dostrzegają, że nowoczesny świat nie tylko daje, ale też zabiera. Dlatego też warto posłuchać tego wywiadu, nawet gdy nasza wiara w dorobek współczesnej medycyny jest stuprocentowa i niezachwiana.

Czym Szeptucha się zajmuje? Nie tylko uzdrawia ludzi. W wywiadzie opowiadała jak leczyła między innymi nogi poprzez palenie lnu, a także zdejmowała klątwy z ludzi czy też topiła wosk, by uspokoić płaczące dzieci. Dlatego nie można stawiać znaku równości między nią a lekarzami. Oni zajmują się człowiekiem wyłącznie od strony medycznej, Szeptucha zaś pomaga ludziom z różnymi problemami, na różne sposoby. Wszystko co dobre jestem w stanie zrobić dla drugiego człowieka, ale nigdy wbrew człowiekowi. – tłumaczy w wywiadzie.

Co ciekawe kobieta nie przyjmuje tylko na Podlasiu – jeździ tez po całej Polsce, ale innych krajach, nawet tak odległych jak USA czy Australia. Szeptucha do swojej roli przygotowywała się bardzo długo, zaś wiedzę otrzymała od matki, a ta od swojej matki. Jeżeli uważacie, że potrzebujecie pomocy Szeptuchy, to w wywiadzie podała swój numer telefonu do kontaktu.

Featured Video Play Icon

Piękne i niepowtarzalne podlaskie sanktuaria. Różanystok to jedno z nich.

Archidiecezja Białostocka wyprodukowała cykl filmów dotyczących podlaskich sanktuariów. Można będzie zobaczyć ich piękno i niepowtarzalność. Pierwszy odcinek dotyczy Sanktuarium Maryjnego w Różanymstoku i jest już do obejrzenia powyżej. Filmy zawierają nie tylko informacje dotyczące specyfiki lokalnego kultu maryjnego, spuścizny historycznej i kulturowej. Można zwyczajnie się dowiedzieć o ciekawych miejscach do zwiedzania.

Różanystok znajduje się niedaleko Sokółki. Jest to miejsce, gdzie pielgrzymuje co roku wiele osób. Znajduje się tam także ośrodek wychowawczy, gdzie przebywa młodzież. Za sanktuarium odpowiadają Salezjanie. Historia tego miejsca zaczyna się w 1652 r. Wówczas malarz w Grodnie, najprawdopodobniej Jan Szretter, maluje na prośbę rodziny Tyszkiewiczów obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku. Po 6 latach następują pierwsze cuda przed Obrazem Matki Boskiej w dworze Tyszkiewiczów w Krzywym Stoku. Następnie obraz przeniesiono do drewnianego kościoła, który pod to specjalnie wybudowano. W kolejnych latach cuda zostają uznane, zaś miejsce to zaczyna się rozwijać pod kątem religijnym.

W trakcie zaborów najpierw kościół zostaje zamknięty, a potem car przekształca go w cerkiew. Pierwsza wojna światowa zmienia sytuacje. Jednak prawosławne mniszki, które uciekają w głąb Rosji zabierają ze sobą cudowny obraz. Cerkiew zamienia się w koszary wojskowe i magazyn. 2 tygodnie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Biskup wileński Jerzy Matulewicz przywraca do życia parafię różanostocką.

Podlaskie Sanktuaria Maryjne to miejsca o ciekawej i wyjątkowej architekturze. Nie zawsze są doceniane, często słabo znane, nie tylko wśród osób z innych regionów Polski czy świata, ale również wśród mieszkańców Podlasia. Wszystkie stanowią niezwykle ważny i piękny, żywy pomnik pobożności, ale również cenny i niedoceniany fragment spuścizny kulturalnej, historycznej i religijnej regionu. W kilkunastominutowych filmach, dzięki nagraniom z drona, można zobaczyć przedstawiane miejsca w szerokich kadrach, z różnych perspektyw.

Featured Video Play Icon

Oto twórcy ludowi Podlasia. Zobacz, jak powstają wyjątkowe regionalne produkty.

Podlaski Instytut Kultury w Białymstoku wyprodukował wyjątkowy film, w którym możemy poznać twórców ludowych z Podlasia. Zwykle można było się o nich dowiedzieć jeżdżąc po lokalnych festynach. Tym razem może z nimi i ich dziełami zapoznać się szersza publiczność.

W filmie możemy zobaczyć Panią Teresę Pryzmont z Wasilówki, która wprowadza widzów w świat krosna. Opowiada też o tym jak zaczęła się jej przygoda z tkaniem, gdy była dzieckiem. Kolejnym twórcą jest Michał Koc, rzeźbiarz z Hajnówki. Opowiada o swojej pasji, którą zajął się, gdy nie mógł dłużej pracować w swoim zawodzie. Ciekawa jest również opowieść Jana Szarkiela, który jest stolarzem z Ciełuszek. Wykonuje on przepiękne drewniane ornamenty, które zdobią niejeden dom w Krainie Otwartych Okiennic. Kolejny twórca z filmu mógłby mieć pseudonim „gliniarz”, bo zajmuje się garncarstwem. Paweł Piechowski z Czarnej Wsi Kościelnej to także utalentowany człowiek. Swoim zajęciem para się od 25 lat!

W dalszej części filmu możemy także poznać Jerzego Tarasiewicza, który jest tokarzem z Hajnówki. Wykonuje on przepiękne naczynia z drewna. Kolejnym twórcą jest Marek Kozak, który jest kowalem we wsi Simuny. Warto dodać, że nie chodzi o podkuwanie koni, lecz o kowalstwo artystyczne. Wieszaki, świeczniki, ale też kute płoty i bramy to jego specjalność. Ciekawe zajęcie ma także Piotr Bogacewicz, który tworzy małe dzieła sztuki… poprzez wycinanie papieru. Mieszka w Krywiatyczach. Jego rodzina robi to z pokolenia na pokolenie. Warto dodać, że twórca pasją zaraził też swoje dzieci. Warto dodać, że wycinanki można zastosować choćby podczas kolędowania.

Krystyna Cieśluk tworzy natomiast pisanki. Pochodzi z Lipska, gdzie można napotkać ogromną pisankę, zdobiącą miasto. Warto dodać, że na jajkach nie znajdują się przypadkowe wzorki. Wszystko jest przemyślane i ma odniesienia religijne. Pani Krystyna została nauczona, by umieszczać na pisance wszystko co nas otacza – to co na niebie i to co na ziemi. Dlatego też, jej wielkanocne dzieła są przepiękne i wyjątkowe.

Opowieści twórców przeplatane są pięknymi widokami Podlasia. Możemy zobaczyć niezwykłe krajobrazy i ujęcia z drona. Warto to dzieło zobaczyć, bo jest na czym oko zawiesić i też można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, poszerzając własne horyzonty.

Featured Video Play Icon

To najmłodsza, drewniana cerkiew w Polsce. Stoi na Podlasiu.

Architektura drewniana jest bardzo silnie związana z Podlasiem. Dostępność budulca z pobliskich Puszczy zachęcała do stawiania konstrukcji właśnie drewnianych, a nie innych. Wzorowano się na rozmaitych europejskich budowach, tyle że tam używano cegieł. Kolejne wojny i niestabilne czasy sprawiły, że zaczęto odchodzić od drewna. Dlatego architektura, która pozostała – w większości jest zabytkowa. Miłym wyjątkiem jest Cerkiew pod wezwaniem Ikony Matki Bożej Pomnożycielki Chlebów w Szastałach, koło Bielska Podlaskiego. Konstrukcję wzniesiono w latach 1999–2005. To najmłodsza, drewniana, prawosławna świątynia w Polsce.

Wieś Szastały istniała co najmniej od XVI wieku. Pierwsze wzmianki o niej są z 1576 roku. Wtedy nazywała się Koszczyno. Była jedną z sześciu miejskich wsi Bielska Podlaskiego. Oznaczało to, że mieszkańcy mogli korzystać z przywilejów mieszczańskich mimo tego, że byli na wsi. Istnienie cerkwi w tym miejscu związane jest z cmentarzem. Ten nie miał żadnej świątyni. Dlatego ojciec Leoncjusz Tofiluk razem z mieszkańcami zainicjowali budowę. Prace trwały do 2005 roku.

Przypomnijmy, że kolory cerkwi są związane z tym, kto im patronuje. Niebieski jest związany z Matką Bożą. Drewnianą cerkiew wzniesiono na planie krzyża, na podmurówce kamiennej. Wspomniany kolor budynku idealnie wpisuje się w otaczający krajobraz. Od przedsionka wznosi się ośmioboczna wieża zwieńczona hełmem. Z tyłu natomiast podziwiać możemy wieżyczki. Cerkiew możemy podziwiać prosto z drogi krajowej nr 66 prowadzącej z Bielska Podlaskiego do Brańska.

Featured Video Play Icon

Skit Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach. Podlaska pustelnia turystyczna.

Pustelnia zwykle kojarzy się z takim miejscem, w którym znajduje się wyłącznie pustelnik i nikt więcej. Tymczasem wyjątkowość Skitu w podlaskich Odrynkach spowodowała, że stało się ono miejscem turystycznym. Maleńka świątynia pośród bagien, do której prowadzi bardzo długa kładka to wyjątkowe miejsce, gdzie można odnaleźć wyciszenie, a także usłyszeć wiele porad dotyczących ziołolecznictwa.

Główny gospodarz skitu Archimandryta Gabriel już niestety nie żyje, lecz dzieło które po sobie pozostawił nadal życiem tętni. Wszystko się zaczęło, gdy w 2008 roku Ojciec Gabriel – przełożony monastyru w Supraślu został wyznaczony do przyjęcia święceń na biskupa gorlickiego. Tak ukochał podlaską ziemię, że nie zamierzał się przenosić na drugi koniec Polski. Odmowa oznaczała jedno – degradację. Decyzję przyjął i postanowił, że Odrynki będą jego nowym domem. Najpierw zamieszkał w barakowozie nad Narwią. Nie miał prądu, wodę tylko z rzeki. Po kilku latach wspólnie z okolicznymi mieszkańcami zbudował cerkiew, dom, pomieszczenia gospodarcze. Co ciekawe Gabriel nie przestał mieszkać w baraku. Hodował pszczoły, uprawiał zioła, a następnie nimi leczył.

Degradacja Gabriela nie oznaczała, że odwróciła się od niego cerkiew. Cztery lata po budowie, cerkiew wyświęcił Metropolita Sawa. Archimandryta swoim postępowaniem pokazał coś niezwykłego. Zamiast awansu w hierarchii kościoła prawosławnego wolał pozostać na Podlasiu. Przypłacił to „karierą” i musiał zamieszkać w skrajnie trudnych warunkach. Mimo to miał na tyle siły, by udowodnić, że jego decyzja była słuszna, bo to co pozostawił po sobie zapiera dech w piersiach. Duchowny zmarł w szpitalu 22 listopada 2018 roku.

Obecnie w skicie przebywa 3 mnichów. Nabożeństwa celebrowane są codziennie, zaś Boskie Liturgie w soboty i niedziele.

Featured Video Play Icon

Bimber podlaski jest znany w całej Polsce. Tak wygląda i działa leśna bimbrownia.

Duch Puszczy, Księżycówka, Kopnięcie Łosia, Szwędaczek i wiele wiele innych. To wszystko zakazane podlaskie trunki, w których lubują się mieszkańcy, a które są bardzo pożądane przez przyjezdnych. Chociaż fakt, że są one zakazane jest absurdalny, toteż jeszcze bardziej przyciąga chętnych. Nie od dziś wiadomo, że zakazany owoc smakuje lepiej. Na kanwie tej popularności w białostockim skansenie w 2009 roku powstała leśna bimbrownia, by turyści mogli z bliska zobaczyć aparaturę, która wytwarza bimber.

Blisko jedna trzecia obszaru Podlasia to gęsty las. Występują tu też naturalne źródła wody w postaci strumyków. A to wszystko wspomaga potajemne gorzelnictwo. Typowa leśna bimbrownia to piec, kadzie i chłodnice z filtrem. Wbrew pozorom wyrób bimbru nie jest skomplikowany. Najpierw wodę należy podgrzać do 85 stopni C. Potem wystarczy tą wodę przepompować do kadzi i tam wsypać mąkę żytnią. Po 2 godzinach dolać zimnej wody dla ochłody przyszłego trunku. Gdy ten osiągnie 30 stopni C. wystarczy wsypać 1,5 kg drożdży i wymieszać. W ten sposób uzyskamy zacier, który będzie dojrzewać przez najbliższy tydzień.

Potem przepompowujemy wszystko do pieca z wodą, którą podgrzewamy. Nie można tego robić bezpośrednio nad paleniskiem. Gdy zacznie wrzeć to opary alkoholowe przejdą do beczek z zimną wodą. W efekcie po zanurzeniu skroplą się, a my uzyskamy destylat. Między chłodnicami znajduje się także specjalny pojemnik na odpady produkcji. Dzięki czemu do zbiornika trafi czysty alkohol, a wszystko co cięższe opadnie do pojemnika. Jeżeli chcielibyśmy, by nasz bimberek był jeszcze lepszej jakości, to musimy wykonać kolejne destylacje już w innej chłodnicy.

Wódka zwykła jest dwukrotne destylowana, wyborowa – trzykrotnie, luksusowa – czterokrotnie, premium i superpremium wielokrotnie. Droższe wódki są wytworzone z lepszej jakości zboża i ich destylat filtrowany jest nie tylko przez tradycyjny węgiel, ale nawet mleko czy diamenty. Jak widać produkcja alkoholu nie jest skomplikowana toteż bardzo popularna. Teraz, gdy wybór alkoholi w sklepach jest tak ogromny i powszechny, to produkcja bimbru jest bardziej tradycją. Dlatego też walka z bimbrownikami nie jest tak zaciekła jak kiedyś. Być może doczekamy kiedyś czasów, że na własny użytek, legalnie będzie można sobie napędzić bimbru na święta.

Featured Video Play Icon

Cerkiew Św. Mikołaja Serbskiego w Białymstoku. Nie ma takiej drugiej w Polsce.

Z zewnątrz jest dość niepozorna, w środku natomiast jest przepiękna i wyjątkowa. Mowa tu o cerkwi Św. Mikołaja Serbskiego na osiedlu Bacieczki w Białymstoku. Mieści się ona przy ul. Herberta. Powstała dosyć niedawno. Wyświęcono ją w 2015 roku.

Wyjątkowość tego miejsca polega przede wszystkim na wystroju wewnątrz. Jest to tak zwana „domowa cerkiew”, która została opatrzona wyjątkową polichromią wykonaną przez wybitnych serbskich malarzy, którym przewodził prof. Goran Janićijević. Na niewielkiej powierzchni świątyni swoje miejsce znalazło 111 postaci świętych naturalnej ludzkiej wielkości, co jest naprawdę wyjątkowe! Polichromia jest wykonana metodą Al secco w neo-bizantyjskim stylu nawiązując jednocześnie do serbskiej tradycji ikonopisania. Warto też podkreślić, że dobór świętych na malowidłach nie jest przypadkowy. Na ścianach świątyni znaleźli się święci z całego świata, z różnych wieków. Szczególne miejsce poświęcono świętym z terenów Rzeczpospolitej oraz Serbii. W XVI wieku serbscy malarze na czele z mnichem Nektariuszem pokryli freskami cerkiew Zwiastowania NMP w Monasterze Supraskim. Ta świątynia została zniszczona w XX wieku. Od tamtej pory żadna cerkiew w Polsce nie została upiększona przez serbskich mistrzów, aż do dziś.

Kolejnym arcydziełem w świątyni jest ręcznie rzeźbiony ikonostas oraz stół ofiarny, które wykonał rzeźbiarz Leon Naumiuk. Rzeźba nawiązuje do serbskich motywów sakralnych gustownie przeplatając je z motywami spotykanymi na Podlasiu. Ikony do ikonostasu wykonali malarze z Serbii. Trzeba też wspomnieć o witrażach. Zaprojektowane zostały przez Pana Leona Naumiuka. Trzeba wiedzieć, że witraże są rzadko spotykane w podlaskich świątyniach. Wykonane zostały one przez Panią Helenę Gromak-Ołdytowska w swojej pracowni w Supraślu.

Całości dopełniają freski na zewnątrz świątyni, które poświęcono św. Mikołajowi Serbskiemu i Bogarodzicy. Te malowidła zostały wykonane metodą Fresco, czyli na mokrym tynku, nawiązując do wielkiej tradycji tworzenia malowideł na świeżym tynku, która w średniowieczu wytworzyła się na Bałkanach. Autorem fresków, które są chyba jedynym takim przykładem w Białymstoku, jest serbski malarz Miodrag Milutinović.

To nie wszystko. Wystrój cerkwi zwykle jest uporządkowany wedle jasno określonych zasad. Ołtarz, miejsce chóru, prezbiterium czy przedsionek mają określone położenie. Natomiast w cerkwi św. Mikołaja Serbskiego jest nieco inaczej. Wszelkie zmiany wynikają z „domowych” rozmiarów cerkwi. Zwiedzając Białystok i jego świątynie warto także wybrać się na ul. Herberta. W naprawdę niepozornym budynku znajdują się prawdziwe arcydzieła!

Featured Video Play Icon

Święto Przemienienia Pańskiego na Grabarce. Tysiące wiernych z Polski i zagranicy.

Na Grabarce zakończyły się obchody Święta Przemienienia Pańskiego. Tysiące ludzi przyjechały z całej Polski i zagranicy. Święto jest jednym z najważniejszych w kalendarzu liturgicznym kościoła prawosławnego. Zostało ustanowione w IV wieku jeszcze za czasów cesarstwa rzymskiego! Zgodnie z Ewangelią – cud Przemienienia dokonał się w obecności wybranych uczniów Chrystusa. Jego apostołowie Piotr, Jakub i Jan Teolog wybrali się z Chrystusem na górę Tabor, gdzie zobaczyli Go w „nieziemskiej chwale” rozmawiającego z Mojżeszem i Eliaszem.

Uroczystości na Grabarce są najbardziej znane i najbardziej rozpowszechnione. Święto jednak obchodzą także w Ploskach, Topolonach, Nowym Berezowie i innych miejscowościach. Podczas święta Przemienienia Pańskiego w cerkwiach święci się jabłka, gruszki, śliwki czy winogrona.

Obchody tego święta akurat na Grabarce ma dodatkowy wymiar. Jedni idą tam kilka, drudzy kilkadziesiąt, a trzeci kilkaset kilometrów. Uroczystość ma w sobie tak potężną moc, że przyciąga także ludzi innej wiary. Każdy, kto pielgrzymuje na Świętą Górę Grabarkę niesie ze sobą intencję – na przykład za zdrowie, za znalezienie miłości czy też za rozwiązanie swoich problemów. Pielgrzymi mają ze sobą także krzyże, które już tam zostają. Po dotarciu na Grabarkę, bardzo wiele osób obchodzi na kolanach cerkiew trzy razy. Następnie upatrują miejsca dla swojego krzyża. Pod koniec idą do świętego źródełka, gdzie się obmywają. Wierzą głęboko iż woda ma uzdrawiającą moc.

Jest to jedne z przepięknych świąt, które w 2021 roku już się zakończyło. Pamiętajcie, że na Świętą Górę Grabarkę można wybierać się przez cały rok. Przypomnimy nasze słowa jeszcze raz. Wiara umacnia człowieka wewnętrznie, nawet w dzisiejszym nowoczesnym świecie, który otwarcie walczy z religią. Wierzyć to żaden wstyd. My na Podlasiu wiemy to najlepiej.

Featured Video Play Icon

Wyjątkowy przewodnik po Podlasiu. Tu obok siebie żyli i nadal żyją ludzie wielu kultur i religii.

Podlasie co roku przyciąga do siebie coraz więcej turystów, a razem z nimi zainteresowani są także producenci filmowi. W naszym wyjątkowym regionie powstało mnóstwo seriali i filmów. Obecnie możemy oglądać „Kruk. Czorny woron nie śpi”. Przy jego okazji Canal+ wyprodukował „Przewodnik po Podlasiu”. Możemy zobaczyć co ludzie związani z naszym regionem mówią o swojej wyjątkowej krainie. Wielokulturowość Podlasia jest bardzo charakterystyczna.

Ważne jest także obcowanie z naturą, zwrot ku przyrodzie. Ciągnące się kilometrami, malownicze, nieodkryte plenery sprawiają, że jest to niepowtarzalne miejsce na mapie Polski. Cieszyć się należy iż dodatkowo jest ono promowane właśnie poprzez kolejną produkcję filmową.

W wyjątkowym przewodniku możemy dowiedzieć się między innymi o Krainie Otwartych Okiennic, Kruszynianach czy Tykocinie, a także o różnych religiach, które są ze sobą splecione wspólnym terytorium. Na koniec w gruncie rzeczy dowiadujemy się, że różnice nie są aż tak istotne. Najważniejszy jest szacunek do drugiego człowieka. Możemy pod tym się podpisać obiema rękami i jeszcze nogami!

fot. Kamil Timoszuk / Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

Prawosławne Podlasie zaprasza. Oto szlak kolorowych cerkwi.

Wiele osób przyjeżdża na Podlasie specjalnie po to, by zobaczyć kolorowe cerkwie. Najczęściej turyści zajeżdżają w jedno lub kilka miejsc, o których usłyszeli w internecie. Specjalnie dla wszystkich ciekawych prawosławnego Podlasia przygotowaliśmy wygodną, ułożoną ścieżkę. Przejedziecie 168 km i zobaczycie bardzo wiele punktów związanych z tą religią.

Podróż zaczynamy w Gródku. W pewnym sensie to tu zaczyna się historia podlaskiego prawosławia. W roku 1498 ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego to także dzisiejsze Podlasie. Marszałek Aleksandr Chodkiewicz – silnie związany z naszym regionem, postanawia z biskupem smoleńskim, a także wojewodą nowogrodzkim ufundować prawosławny klasztor w Gródku. Tam jednak życie miasta toczyło się pełną parą. Dzisiaj to uśpiona mieścina, gdzie wszystko dzieje się bardzo powoli. Przeszło 500 lat temu było zgoła inaczej, toteż mnisi mimo ufundowania im klasztoru postanowili się przenieść gdzie indziej. Drogę wskazał im krzyż, który położyli w rzece. W miejscu, gdzie się zatrzymał wybudowano monastyr. Był to Supraśl. Mimo to w Gródku także stoi okazała cerkiew. Jej przepiękne kopuły wprawiają w zachwyt wiele osób.

fot. Krzysztof Kundzicz / Wikipedia

Kolejne miejsce po drodze, w którym warto zobaczyć cerkiew będzie pobliskie Michałowo. Tym razem dla odmiany będziemy podziwiać architekturę drewnianą. Zwróćcie uwagę również na kolor malowania. W tym przypadku nawiązuje on do opieki świętego. Patronem jest św. Mikołaj. Następnie udamy się do Zabłudowa. Po drodze miniemy jeszcze piękną cerkiew w Topolanach. Zabłudowska Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny to klasycystyczna świątynia, która została zbudowana w latach 1847-1855 na rzucie krzyża greckiego, z wieżą frontową przykrytą kopułą. Usytuowana jest po przeciwnej do kościoła stronie rynku.

Dalsza droga poprowadzi nas przez wrota do Puszczy Białowieskiej. Przystanek Trześcianka. Kraina otwartych okiennic to także miejsce, gdzie znajduje się piękna zielona cerkiew. Przypomina nieco meczet w Kruszynianach. I nie jest to przypadek. Tatarska świątynia wzorowana była na drewnianych cerkwiach Podlasia. Gdy powstawała w XVIII wieku, to taka architektura dominowała w naszym regionie. Następnie przejedziemy przez Puchły, gdzie stoi równie piękna cerkiew koloru niebieskiego. Po drodze miniemy jeszcze Ryboły, gdzie również znajduje się cerkiew. Biała z miętowymi kopułami. Jadąc dalej, miniemy jeszcze niebieską, drewnianą cerkiew na cmentarzu.

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Kolejny przystanek – Ploski. A tam Cerkiew Przemienienia Na Górze Tabor (Przemienienia Pańskiego). Piękny, intensywny niebieski kolor zachwyci każdego. Później odwiedzimy Pasynki. Na parkingu parafialnym we wsi zatrzymują się samochody z całej Polski: z Wrocławia, Warszawy, Torunia. Turystów przyciąga tu piękna drewniana cerkiew z 1891 r. Została ona niedawno odrestaurowana.

Kontynuując podróż możecie się lekko zdziwić. Znaki drogowe będą pisane po polsku oraz cyrylicą. Tak, to Szczyty-Dzięciołowo i Cerkiew Ścięcia Głowy Świętego Jana Chrzciciela. Następny przystanek to Orla, skądinąd znana z działalności szeptuchy. Jest tam także synagoga. Oprócz tego nie brakuje cerkwi – pw. Św. Archanioła Michała. Kolejny etap podróży to Dubicze Cerkiewne. Tam kolejna niebieska cerkiew. Ten kolor również nie jest przypadkowy – tak jak w poprzednich świątyniach tak pomalowanych, tak też i w tej powierzono opiekę Matce Bożej. Absolutnie musicie zobaczyć też architekturę z Kleszczel. Konkretnie to Cerkiew św. Mikołaja. Pierwsze wzmianki o świątyni w tym miejscu pochodzą z 1560 roku. Tuż obok znajduje się Dobrowoda, w której warto napić się ze świętego źródełka.

Tokary, fot. Dorota Ruminowicz / Wikipedia

Ostatnie dwa punkty to Tokary i piękna cerkiew na granicy polsko-białoruskiej oraz Święta Góra Grabarka i tamtejszy Klasztor, gdzie pielgrzymi zjeżdżają z całej Polski przywożąc krzyże. Na miejscu jest ich naprawdę mnóstwo! Ten klimatyczny widok zapamiętacie do końca życia!

fot. Ar2rek / Wikipedia

Szacuje się, że na Podlasiu jest około 200 tysięcy osób prawosławnych. W całym kraju jest to około pół miliona. Jeżeli chcielibyście zobaczyć wszystkie świątynie prawosławne w regionie to musielibyście sporo się najeździć, bo jest ich około 150.

Featured Video Play Icon

Podlasie ma swoją piosenkę! „W uśpionej krainie, jest trochę jak w niebie”.

Z perspektywy Białegostoku, Ciechanowiec położony jest nieco na uboczu. Tymczasem jest to jedno z najstarszych miast w Polsce. Wiele w naszym regionie zmienił rosyjski zabór. Carska inwestycja w koleje żelazne odmieniła nasze losy gospodarcze, a w konsekwencji rozwój najstarszych podlaskich miast, które zostały pominięte i ostatecznie zmarginalizowane. Ciechanowiec swoją dawną świetność zawdzięczał przede wszystkim właścicielom i duchownym. Ossolińscy rozwijali i inwestowali w Ciechanowiec, natomiast ks. Jan Krzysztof Kluk oprócz posługi, zajmował się intensywnie przyrodą, rolnictwem, zielarstwem, botaniką i zoologią. Z dzisiejszej perspektywy możemy zauważyć na Podlasiu mamy brak parcia do urbanizacji. Właśnie wszystkie te dziedziny, które w czasach polskiego Oświecenia rozwijał duchowny, do dziś są u nas aktualne. Taki jest też duch piosenki o Podlasiu.

Utwór o tytule „Podlasie” wykonuje Zespół Wokalny Miasta Ciechanowiec w składzie Ewa Polak-Niemyjska, Małgorzata Niewiarowska, Agnieszka Markowska-Zacharewicz, Bogumiła Szepietowska, Anna Plichta, Magdalena Olszewska, Karolina Faszczewska, Oliwia Kujawa, Sylwia Puchalska Siekierko, Marlena Pietraniuk, Teodor Niemyjski, Zbigniew Derewońko, Paweł Janiak, Dawid Koc, Stanisław Szcześniak, Adam Olszewski, Alan Niewiarowski. Na instrumentach grają Akordeon i saksofon: Dominik Kierski, Gitara akustyczna: Kevin Niewiarowski, Pianino: Sławomir Leszczyński, Gitara basowa: Dawid Koc, Ligawka: Teodor Niemyjski, Stanisław Szcześniak. Słowa napisali Adam Olszewski, Zbigniew Derewońko zaś muzykę Sławomir Leszczyński.

Piękne ujęcia Podlasia, które możemy podziwiać w powyższym klipie powstały w Ciechanowcu, Grodzisku, Perlejewie, Brańsku i Rudce.Warto tylko dodać, że to wyjątkowe miejsca. Poczujemy tam nie tylko wspaniałą atmosferę, ale też ducha Podlasia. Dlatego mimo, że Ciechanowiec i jego otoczenie jest nieco na uboczu, to warto tam przyjechać. Następnie włączyć podlaską piosenkę o uśpionej krainie, w której trochę jest jak w niebie.

Featured Video Play Icon

Robert Makłowicz nie skończył z Podlasiem. Stół się uginał od jedzenia!

Robert Makłowicz – na swoim kanale na YouTube opublikował już drugi odcinek poświęcony Podlasiu. Tym razem usmażył placki ziemniaczane (aczkolwiek inaczej niż to zwykle się robi) i podał je z sosem grzybowym. Później wybrał się do Słuczanki, gdzie został przywitany tak, jak chciałby być przywitany każdy, kto na Podlasie dotrze. Lokalne gospodynie ugotowały tyle jedzenia, że stół się uginał!

Warto jednak dodać, że Robert Makłowicz nie tylko rozprawia o gotowaniu, ale także o zwiedzaniu. Pokazał podlaskie bagienka, żubry, a na koniec wspominaną gościnność. Przy okazji sam się czegoś dowiedział – a mianowicie jakie to znane osobistości pochodzą ze Słuczanki. Nie zabrakło też wycieczki do niedoszłej stolicy całego świata w Starej Grzybowszczyźnie oraz posmakowania lokalnego bimberku.

Trzeba przyznać, że film bardzo szybko odbił się echem w Polsce. Nasz region za każdym razem jest odbierany tak samo nostalgicznie. Jako świat, który oparł się wielkiemu rozwojowi cywilizacyjnemu i paradoksalnie zyskał na tym dużo więcej niż te wszystkie wielkie miasta, które mają problemy z powietrzem, korkami i zniszczoną przyrodą. Dlatego też zarówno Robert Makłowicz jak i wszyscy, którzy do nas przybywają przypominają sobie dawno zapomnianą prawdę iż nie wszystko złoto, co się świeci. Ten fałszywy blask wielkich miast widać właśnie z perspektywy Podlasia najlepiej.

Cerkiew św. Alekdandra Newskiego w Sokółce

Katolicy odpoczywają w majówkę, a prawosławni będą świętować Wielkanoc. Poznaj różnice w obrzędach.

Dla katolików majówka, a dla prawosławnych Święta Wielkanocne. Tak będzie w najbliższy weekend na Podlasiu, ale nie tylko. W Polsce znajduje się ponad 300 prawosławnych obiektów sakralnych. Z czego 240 to parafie. Funkcjonuje także 6 klasztorów – w tym w Supraślu, na Świętej Górze Grabarce oraz w Białymstoku. Na Białostocczyźnie znajduje się 40 proc. ze wszystkich polskich parafii prawosławnych. Tutaj też znajduje się prawie połowa wiernych. Dlatego też nigdzie indziej nie jest tak akcentowane jak na Podlasiu podwójne świętowanie. Mało kto wie, że prawosławie na ziemiach Polskich obecne jest od tysiąca lat. A dokładnie od 988 roku, kiedy miała miejsce chrystianizacji Rusi.

Książę Kijowski zdobywał kolejne ziemie i latami były kolonizowane. W 1240 roku powstała cerkiew w Mielniku, a w 1341 kolejną. Wpływ na to, że dzisiaj na Podlasiu mamy tak wielki odsetek wiernych prawosławia wynika z tego o czym pisaliśmy nie dawno. Przez nasz region przebiegała granica Królestwa Polskiego i Rusi. W okolicznych osadach mieszkali obok siebie katolicy, którzy przybywali z Mazowsza i prawosławni przybywali z Grodzieńszczyzny i Wołynia.

Świętowanie w różnych terminach Wielkanocy wynika ze stosowania różnych kalendarzy w obu religiach. Ale czy poza tym Wielkanoc katolicka od prawosławnej czym się różni? Tak jak u katolików, tak też u prawosławnych Wielkanoc jest najważniejszym świętem w kalendarzu liturgicznym. Największa różnica to nazewnictwo. Osoby prawosławne częściej na swoje najważniejsze święto mówią „Pascha”. Jest ona poprzedzona 40-dniowym okresem Wielkiego Postu, który jest bardziej rygorystyczny niż katolicki. Wierni całkowicie powstrzymują się od jedzenia mięsa czy picia alkoholu.

Różnica jest także w obchodach. Katolicy mają triduum paschalne, zaś prawosławni uczestniczą w nabożeństwach cały Wielki Tydzień. A od piątku do paschy obowiązuje bardzo ścisły post. Można jeść tylko chleb i pić wodę. W sobotę natomiast wierni spotykają się w świątyniach przed północą i uczestniczą w nabożeństwach do rana. Inaczej też wygląda koszyczek wielkanocny. Nie ma tam ani zajączków ani baranków. Są za to pisanki czy wielkanocne babki.

Jeszcze 40 dni po świętach, wierni witają się słowami Chrystos Woskres, a odpowiadają na to Woistynno Woskres. Oznacza to „Chrystus Zmartwychwstał” – „Zaiste Zmartwychwstał”.

Featured Video Play Icon

Wielkanoc na Podlasiu to także czas na Konopielkę. Czym ona jest?

Chociaż Konopielkę wszyscy kojarzą z książką Edwarda Redlińskiego o takim tytule bądź z kultowym filmem na podstawie tej książki (do obejrzenia powyżej), to mało kto wie czym jest ta cała Konopielka i jaki ma związek z Podlasiem. Dlatego też przy okazji Świąt Wielkanocnych postanowiliśmy przybliżyć wszystkim ten ciekawy zwyczaj.

Konopielka to taki gatunek pieśni ludowej, który ma charakter życzeń i zalotów. Śpiewa się ją w trakcie wiosennego obchody po wielkanocnym posiłku. W dawnej tradycji zbierali się mężczyźni, brali harmonijki, skrzypce i inne instrumenty, a następnie chodzili po wsi i śpiewali. Pieśni przypominały ballady, które zaczynały się od słów „Mała, cienka konopielka”. Nie brakowało też okrzyków. C0 ciekawe zwyczaj kolędowania w Wielkanoc był praktykowany nie tylko na Podlasiu, ale też na Suwalszczyźnie. Niezależnie, gdzie je śpiewano – łączyło je jedno – tematyka. Konopielki zawsze opowiadały o miłości, zalotach i ślubie.

Gdy rodziny posiliły się już w Wielkanoc, po południu mężczyźni zaczęli się zbierać we wsi. Następnie wyruszali z instrumentami w drogę i kolędowano przez cały dzień, całą noc aż do Poniedziałku Wielkanocnego. W grupie mężczyzn zawsze był zaśpiewajło – czyli ten, który najlepiej znał teksty wszystkich pieśni oraz mieszkańców wsi. Zachodząc do danego gospodarstwa pytano się najpierw czy można rozweselić dom. Po uzyskaniu akceptacji najpierw śpiewano pieśni religijne. Dopiero następnie zwyczajowe pieśni, które dotyczyły albo gospodarza albo panny na wydaniu, która zamieszkiwała w danym domu.

Gospodarzom życzyło się zdrowia, powodzenia w hodowli, zebrania obfitych plonów natomiast pannom szczęścia w miłości i szybkiego zawarcia związku małżeńskiego. Jeśli odmówiono kawalerom poczęstunku, śpiewali złośliwe piosenki. Mało kto jednak tak postępował, bo bano się takich przyśpiewek, gdyż wierzono, że wróżą nieszczęście, a córce gospodarzy – staropanieństwo. Wierzono, że życzenia składane przez kolędników często w formie pieśni mają niezwykłą moc i dzięki nim istotnie w najbliższej przyszłości zostaną zebrane obfite plony, hodowane zwierzęta będą się rozmnażać. Za odśpiewanie pieśni kolędnicy otrzymywali wykup, jajka, wielkanocny pieróg bądź kiełbasę.

Dziś tradycję kolędowania wiosennego, podobnie jak zimowego podtrzymują zespoły ludowe. Ich przebieg odtwarzany jest w czasie spotkań, na przykład podczas „Wiosennych spotkań z Konopielką” w Knyszynie. W ostatnim czasie, o czym już pisaliśmy przy okazji innego tekstu, powstał również klip muzyczny, w którym urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego, pracownicy Muzeum Podlaskiego oraz pracownicy ośrodków kultury w regionie – zaśpiewali Podlaską Konopielkę. Do obejrzenia poniżej:

Featured Video Play Icon

Kiełbasa wędzona i chleb na zakwasie – zróbcie sami pokarm do koszyka!

Wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Jej nieodłącznym elementem jest święcenie koszyka z pokarmem. Najbardziej tradycyjny zawiera jajka, kiełbasę, pieczywo i sól. Warto rozważyć czy je kupić i poświęcić czy też podjąć staranie, by samodzielnie stworzyć pokarm. Da to naprawdę dużo satysfakcji. O ile jajka i sól powstają w taki sposób, że możemy je tylko kupić to kiełbasa i pieczywo jest produktem wytworzonym. Na Podlasiu bardzo wiele przywiązuje się uwagi do tradycji i zwyczajów. Dlatego też warto włożyć trochę serca od siebie, by jeszcze bardziej poczuć ich moc i samodzielnie wytworzyć takie produkty.

Ostatnie czasy są takie, że ludzie siedzą w domu przed ekranem komputera lub smartfona. To prosta droga do nieszczęścia. Dlatego też spędzenie czasu przy świątecznym stole z rodziną jest przerwaniem tej zmarnowanej drogi, do której sami siebie prowadzimy. Wielkanoc to nie jest zwykłe święto, bo to też czas by zastanowić się nad tym co w życiu robimy. Śmierć na krzyżu to nie tylko koniec, ale też początek czegoś nowego. Dlatego też warto zastanowić się co w życiu skończyć, by coś nowego zacząć.

Wytworzenie własnych produktów do koszyczka można potraktować właśnie w ten sposób – jako stworzenie czegoś nowego w swoim życiu, poświęcenie tego, a następnie spożycie. Może to natchnie Was również, by w ten sam sposób zmienić inne sprawy swego życia – jedne zakończyć, a innym dać nowy początek, poświęcić i skonsumować. To już pozostawiamy Wam do refleksji. My natomiast skupimy się na tym jak stworzyć własne pieczywo i kiełbasę do koszyka.

Zaczniemy od wędliny. Film – jak ją wykonać obejrzycie powyżej. Potrzebować będziecie następujących składników: Mięso mielone: boczek i łopatkę pokrojona w kostkę. Z przypraw mieloną gorczycę oraz pieprz ziołowy. Potrzebnych będzie też kilka ząbków czosnku (wedle uznania). Nie może też zabraknąć soli. Wszystko to znajdować się powinno w jelicie – więc ich też będziemy potrzebować.

Jeżeli chcecie stworzyć chleb na zakwasie, to musicie zacząć już teraz, bo tworzenie własnych produktów wymaga czasu.

Potrzebować będziecie zakwasu, drożdży, mąki żytniej i soli. Informacje o tym jak wszystko wykonać znajdziecie w filmie powyżej. Nam pozostaje życzyć smacznego!

fot. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej

Tak wyglądał karnawał na Podlasiu. Taniec, śpiew, przebrania i poszukiwania miłości!

Ostatnie dni karnawału na Podlasiu właśnie mijają. Lada moment będzie Środa Popielcowa, a następnie post trwający aż do Wielkanocy. Czas zabawy trwający od święta Trzech Króli nazywamy na Podlasiu Zapustami. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej zorganizowało specjalne widowisko, które można oglądać w internecie. W ubiegłych latach była także możliwość udziału na żywo. Ale obecnie mamy to co mamy. Całość do obejrzenia na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=2-Mz7BJ66bw.

Warto wspomnieć o czymś jeszcze. Wbrew pozorom, tradycja poszczenia przed Wielkanocą wciąż jest silna. Mało tego, to co zaleca Kościół Katolicki, a także bardziej rygorystyczne zasady religii prawosławnej – mają swoje odzwierciedlenie również w zaleceniach dietetyków. Powstrzymywanie się od jedzenia mięsa czy stosowanie głodówek to żadna nowość dla poszczących z powodów religijnych. Tymczasem dokładnie to samo robią osoby, które dalekie są od kościoła, a ich życie nie jest zbytnio tradycjonalistyczne.

Dodać należy również coś jeszcze. W ostatnich latach w czasie postu – białostockie dyskoteki i puby nie były tak pełne jak w okresie karnawału. Różnica była zauważalna gołym okiem. Widać było, że tradycje i zwyczaje przekazane w domach rodzinnych – były utrzymywane nawet wtedy, gdy rodzice kontroli już nie mieli. W tym roku sytuacja jest inna. Stronić od zabaw muszą w zasadzie wszyscy, którym nie chce się szarpać z policją i ciągać po sądach.

Wracając do samych Zapustów. Słowo „karnawał” pochodzi od włoskiego „carne vale” czyli „mięso żegnaj”. A potem zostało to spolszczone na mięsopust, by ostatecznie stać się zapustami czyli piciem i zabawą „za urodzaj”. Okres zabaw służył przede wszystkim temu, by młode kobiety mogły znaleźć sobie przyszłych mężów. Jeżeli tak się nie stawało, to w ostatnie dni przyciągano kłodę pod dom panny i oblewano wodą wejście, by był „urodzaj”. Warto dodać, że nie polewano wyłącznie wody, dzięki czemu niezdecydowani mieli jeszcze szansę na miłość, gdy zaiskrzyło podczas zabaw. W czasach nowoczesnych święto zakochanych być może nie jest przypadkowo w lutym. Ogólnie nowy rok sprzyja wszelkim zmianom – także sercowym.

To, co można było jeszcze zaobserwować w naszym regionie nawet kilka lat temu to różnego rodzaju bale przebierańców. To także podtrzymywanie (być może nieświadome) dawnych tradycji zapustów. Wtedy również w ostatnie dni karnawału przebierano się.

Podtrzymywanie zwyczajów urosło do rangi corocznej tradycji nie tylko w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej. Z Zapustów słynie również podgrajewski Radziłów. Tak wyglądała ubiegłoroczna impreza, która na szczęście zdążyła się jeszcze odbyć.

 

Featured Video Play Icon

Święta Góra Grabarka zimą wygląda olśniewająco! Zobaczcie ten film.

To miejsce, do którego pielgrzymują osoby z całej Polski. Mimo, że na Grabarce znajduje się cerkiew, to jednak przybywają tam nie tylko prawosławni, ale też katolicy. Wszyscy zostawiają tam krzyże z intencjami. Święto Przemienienia Pańskiego – czyli główne uroczystości – odbywają się tam latem. A jak jest zimą? Powyższy film to znakomicie ukazuje. Pod pokrywą śniegu – miejsce nabiera dodatkowej mistycznej mocy.

A jak to miejsce w ogóle powstało? Na początku XVIII w. cały region nawiedziła epidemia. Do tej pory nie wiadomo, jaka to była dokładnie choroba. Jedni są przekonani, że ludność dziesiątkowała dżuma, drudzy skłaniają się do wersji z cholerą. Być może w okolicy nie przetrwałby nikt, gdyby nie cudowne wydarzenie. Pewien staruszek z Siemiatycz doznał wizji. Niezidentyfikowany głos wskazał mu sposób na ocalenie. Przed śmiercią ludzi mogła ocalić tylko wizyta z krzyżem na uroczysku. Odezwa była ogromna. Pełni nadziei wierni udali się na górę całymi tłumami. Przypuszcza się, że mogło zebrać się na niej wówczas 10 tys. pielgrzymów.

Według wyliczeń na górze obecnie spotkamy ponad 10 tys. krzyży. Każdy z nich to inna intencja, ale też podziękowanie za otrzymane łaski. Co ciekawe raczej nie odnajdziemy dwóch podobnych krzyży.

Featured Video Play Icon

Historie Podlaskie. Taduesz Piecychna nie mógł studiować, więc został młynarzem.

Taduesz Piecychna życie poświęcił pracy młynarza jak ojciec. W młodości złożył podanie na studia, lecz zostało ono odrzucone. W komunizmie syn młynarza był wrogiem klasowym, co zgodnie z teorią marksizmu był on oponentem proletariatu – czyli ludzi pozbawionych środków produkcji. I tak przez absurdalny system w państwie, w małej wioseczce Łoknica niedaleko Orli Pan Tadeusz poświęcił się produkcji mąki. W 2015 roku mężczyzna zmarł i został pochowany.

Po Panu Tadeuszu pozostała barwny dokument Ireneusza Prokopiuka. Opowiada on o dzieciństwie, losach życiowych oraz warunkach pracy młynarza, przez którą zmagał się z chorobą zawodową – astmą. Dokument powstał w 2011 roku w ramach Projektu „Historie Podlaskie”. To cykl krótkich filmów dokumentujących ginące zwyczaje życia podlaskich wsi. Projekt oparty jest na dwóch filarach duchowości i codzienności. Chodzi przede wszystkim o ocalenie od zapomnienia obyczajów i obrzędów praktykowanych coraz rzadziej.

Łoknica to malownicza wieś niedaleko popularnej Orli i Bielska Podlaskiego. Siedlisko z młynem nad samą rzeką jest na sprzedaż. Aczkolwiek ten, kto w przyszłości być może je odkupi raczej młyna uruchamiać już nie będzie. Dawne tradycje zanikają. Ludzie wolą kupować pieczywo w sklepie aniżeli samodzielnie je wypiekać – nawet na wsiach, gdzie w niejednym domu jest jeszcze piec kaflowy. Stąd też zapotrzebowania na lokalnego młynarza już niestety nie ma.

Featured Video Play Icon

Pączki na Tłusty Czwartek – jak zrobić je po podlasku?

Pączki na Tłusty Czwartek, a w niektórych rejonach Podlasia znane jako Ponczuki. Wbrew pozorom nie robi się takich przysmaków tylko jeden dzień w roku. Po to jest właśnie czas karnawału, który mamy obecnie. A w związku z tym na stołach królują faworki, rogaliki, słodkie bułeczki i oczywiście pączki. Karnawał lub zapusty, to czas zimowych balów, maskarad, pochodów i zabaw. Rozpoczyna się najczęściej w dniu Trzech Króli, a kończy we wtorek przed Środą Popielcową, która oznacza początek wielkiego postu i oczekiwania na Wielkanoc. Z tej okazji postanowiliśmy pokazać Wam wyjątkowy film, na którym zobaczyć można jak się na Podlasiu robi wyjątkowe pączki.

Potrzebne będzie pół kilo mąki, trzy czubate łyżki cukru, pół kostki masła śmietankowego, 6 jajek, zaczyn z drożdży i 1,5 szklanki mleka oraz wódka. Potrzebna jej ilość zależy od tego, czy chcemy użyć jej wyłącznie do ciasta.

Zacznijmy właśnie od jego przygotowania.Potrzebne będą drożdże, przegotowane mleko i cukier. Wracając do ciasta. Najpierw przesiewamy przez sitko mąkę, następnie dodajemy do niej 6 żółtek jaj oraz dwa białka, z których trzeba ubić pianę. Do mąki dodajemy szczyptę soli. Dodajemy też zaczyn z drożdży. Następnie wlewamy półtorej szklanki mleka. Pamiętajmy, że musi być ciepłe. Do ciasta dodajemy też 3 łyżki cukru. Do tego dolewamy rozpuszczone pół kostki masła. Na koniec wlewamy do ciasta 25 gram wódki, by pączki nie nasiąkały tłuszczem. Wszystko mieszamy ze sobą. Jeżeli konsystencja ciasta nie będzie zadowalająca, to możemy dodać jeszcze trochę mąki.

Gdy ciasto wyrośnie, dzielimy je na mniejsze części z których będziemy formować nasze Ponczuki. Do środka proponujemy przygotować różne nadzienie, ale najlepszy jest swojski dżem. Tu nie ma nawet żadnej dyskusji. Wszystko smażymy w garnku zalanym olejem, tak by pączki w nim pływały. Gdy się odpowiednio zarumienią przewracamy je na drugą stronę. Gdy pączki wyjmiemy już na talerz, warto je posypać na przykład cukrem pudrem. A potem delektować się.  Pamiętajmy, że po wyśmienitym deserze warto wybrać się na dłuższy spacer.

 

Featured Video Play Icon

39. Prawosławny wieczór kolęd. Piękny koncert w cerkwi Hagia Sofia

Organizatorem 39. Prawosławnego Wieczoru Kolęd jest Prawosławna Diecezja Białostocko – Gdańska. Zazwyczaj odbywał się on w gościnnej Operze i Filharmonii Podlaskiej. W tym roku formuła koncertu została dostosowana do panujących obostrzeń. Nagrania odbyły się w Cerkwi Hagia Sophia w Białymstoku.

Podczas koncertu wystąpią:

  • Zespół „Armonia”
  • Młodzieżowy Chór Prawosławnej Katedry św. Mikołaja Cudotwórcy w Białymstoku
  • Chór Niepublicznej Szkoły Podstawowej św. Cyryla i Metodego w Białymstoku
  • Chór „Angelos” Parafii św. Ducha w Białymstoku
  • Chór dziecięcy Parafii św. Jerzego w Białymstoku
Featured Video Play Icon

Czy Boże Narodzenie u prawosławnych różni się czymś od tego u katolików?

7 stycznia to Boże Narodzenie w Kościele Prawosławnym. W Polsce religia prawosławna, w zdecydowanej większości dominuje na Podlasiu. Według różnych źródeł w Polsce jest od 0,5 do 1 mln wiernych. Mało kto wie, że prawosławie na ziemiach Polskich obecne jest od tysiąca lat. A dokładnie od 988 roku, kiedy miała miejsce chrystianizacji Rusi. Osoby prawosławne zamieszkują głównie południowo-wschodnie tereny Województwa Podlaskiego. Największe skupiska wiernych znajdują się w Hajnówce, Bielsku Podlaskim, Siemiatyczach czy Białymstoku. Zwiedzając nasz region można właśnie w tych miastach i ich okolicach napotkać wiele pięknych cerkwi. Czy Boże Narodzenie u prawosławnych różni się czymś od tego u katolików?

Poza obchodzeniem świąt zgodnie z kalendarzem juliańskim, czyli 2 tygodnie po 25 grudnia są jeszcze inne różnice. Jest tak samo choinka i ozdoby na niej, kolędy i kolędnicy, wigilia i kolejne dni świąt – to wszystko wynika z polskiej tradycji. Dlatego też zauważymy to zarówno na jednych jak i na drugich świętach. Katolicy mają opłatek, prawosławni dzielą się prosforą.

To jednak nie jedyne różnice. Osoby prawosławne obowiązane są w okresie 40-dniowego postu przestrzegać rygorystycznych zasad. Nie można spożywać mięsa ani potraw pochodzenia zwierzęcego. Dozwolone są potrawy roślinne, a w niektóre dni dopuszczalne są także ryby. Warto tu jednak dodać, że wiele osób w okresie postu potrafi spożywać wyłącznie chleb oraz wodę. Jednak nie chodzi tu o sam fakt, że czegoś nie wolno. Post jest związany z tym, by nie zajmować sobie czasu przygotowywaniem posiłków i dogadzaniem sobie nimi, lecz by skupić się na przemyśleniach i refleksji nad naszym życiem duchowym. Pomaga w tym także spowiedź i modlitwa.

U prawosławnych wigilia jest ostatnim dniem postu, toteż prawdziwe świętowanie zaczyna się w Boże Narodzenie, po nocnej eucharystii. Wtedy też zaczyna się kolędowanie i odwiedzanie bliskich. Warto dodać, że tradycja kolędowania na podlaskich wsiach jest ciągle żywa. Toteż rozśpiewanych, młodych i starszych można spotkać w prawosławnych wsiach do dziś. Na Podlasiu jest mnóstwo małżeństw, gdzie jedna osoba pochodzi z rodziny katolickiej, druga zaś z rodziny prawosławnej. Wtedy bardzo często małżeństwa i ich potomstwo świętuje 2 razy.

Featured Video Play Icon

Ligawka rozbrzmiewa w Podlaskiem 4 niedziele przed Bożym narodzeniem

O takim zwyczaju zapewne niewiele osób słyszało. Tymczasem w Ciechanowcu od wielu lat jest on podtrzymywany. W trakcie trwania adwentu gra się na ligawce. Miejscowi Legacze – na filmie Andrzej Klejzerowicz i Teodor Niemyjski, przez cały jego okres aż do świąt wychodzą przed dom i wyjątkowym i pięknym dźwiękiem przypominają mieszkańcom, że wkrótce oto narodzi się Jezus. Posłuchajcie sami tego wyjątkowego brzmienia.

Do dźwięków, które są wygrywane na instrumencie można przypisać słowa. Są to tak zwane zaśpiewy. Na Podlasiu najczęściej słyszanymi są: „Adwentu, Adwentu cztery niedziele”, „Wstawajcie psubraty, już czas na roraty” czy „Babi ud, Babi ud, Dziadowe kolano”. Na Mazowszu natomiast najpopularniejszym jest: „Nie siał, nie orał, nie będziesz zbierał”. A warto o tym wspomnieć, bo Ciechanowiec leży na pograniczu Podlasia i Mazowsza.

Warto dodać, że ligawka jest instrumentem ludowym spotykanym głównie na Mazowszu i Podlasiu. Znany na naszych ziemiach od XI wieku! Jest to instrument dęty w formie rogu, wygięty łukowato. Jego długość wynosi około 1 metra czyli według dawnej miary 2-3 łokcie. Jest on wystrugany ze świerkowego lub olchowego drewna, złożony z dwóch połówek i sklejony woskiem. Dodatkowo drewno owija się także ozdobą. Z instrumentu wydobywa się dźwięk wprowadzając pod odpowiednim ciśnieniem powietrze do węższej części. Kolejne tony nazywa się alikwotami.

W okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, co roku w Ciechanowcu odbywa się konkurs gry na instrumentach pasterskich. W tym roku niestety się nie odbędzie z wiadomych względów. Dlatego pozostało posłuchać ligawki na filmie.

 

Śladami Słowian na Podlasiu. Leśne demony, miejsca mocy, wilki i legendy.

Mimo, że to miejsce nie zawsze do końca bezpiecznie, mimo że niekiedy owiane tajemniczą aurą, mimo że jest nieokiełznane, to i tak ciągnie tam nadal człowieka. Mowa o lesie. Tych na Podlasiu nie brakuje. Nie brakuje im także słowiańskiego ducha. Szczególnie Puszcza Białowieska zasługuje na największe zainteresowanie. Rosną w niej bowiem drzewa świadczące o najwyższej opiece Leszego i Dobrochoczego, a także są w niej miejsca mocy. Nie brak też wilków oraz miejscowych legend. Dlatego, jeżeli szukacie słowiańskiego świata, to wśród wielu inspirujących miejsc na świecie, niejedno z nich odnajdziecie na Podlasiu.

Między Mielnikiem a Krynkami

Jeżeli mówimy o Słowianach, to możemy wyróżnić 3 grupy plemion – południowcy, wschodni i zachodni. Wbrew pozorom Polska, Czechy i Słowacja należą w tym podziale do zachodu. Oczywiście w dzisiejszych realiach, bo granica między wschodem i zachodem zawsze była płynna i przebiegała gdzieś w naszych okolicach. Uzależniona była od rzek i traktów handlowych. Dlatego w poszukiwaniu słowiańskich korzeni, Podlasie nie jest ani początkiem ani końcem drogi. Po prostu jest punktem na wielkiej mapie.

Punkt ten jest rozległy, bo patrząc na stare mapy szlaków handlowych można wywodzić, że szły one po starych słowiańskich drogach. Dlatego szukając podlaskiego, słowiańskiego ducha powinniśmy zainteresować się nie jednym, a wieloma miejscami. Położonymi pomiędzy Mielnikiem, Bielskiem Podlaskim, Narwią i Krynkami. Interesować nas powinny oczywiście miejsca przyrodnicze. To wokół rzek, górek, pagórków i lasów prowadzili osadnictwo Słowianie.

Jeżeli wybralibyśmy się drogą z Mielnika przez Koterkę, Tokary, Klukowicze, Czeremchę, Dobrowodę, Hajnówkę, Teremiski, Narewkę, Siemianówkę, Bachury, Nowosady, Jałówkę, Mostowlany, Bobrowniki, Rudaki, Kruszyniany a finalnie Krynki to tego ducha byście od razu poczuli. Jadąc drogą przez wymienione wsie pokonacie około 200 km. Całkiem sporo, ale warto to zrobić.

Słowiańskie demony

Leszy i Dobrochoczy to leśni strażnicy pilnujący tam określonego porządku. Czerpią oni swoją moc z otaczających drzew. Im one wyższe, tym strażnicy maja w nim więcej mocy. Stąd też kilkudziesięciometrowe drzewa w Puszczy Białowieskiej, potężne jak wieżowce świadczyć mogą, że te słowiańskie demony jak Leszy (znany tez jako Bies) oraz Dobrochoczy mają się tam dobrze. Oba słowiańskie stwory obowiązkami dzieliły się po równo – Ten pierwszy opiekował się leśną fauną, zaś drugi leśną florą. Jeden i drugi byli surowymi sędziami, nagradzającymi za dobro i karzącymi za zło i zaniedbania. Dlatego człowiek zbierający w lesie różne rośliny mógł zostać ochroniony przed dzikimi zwierzętami lub przez nie zaatakowany. Przez setki lat lasy były dla naszych protoplastów miejscami świętymi, więc jeżeli chcemy żyć w zgodzie ze słowiańskim duchem, nie powinniśmy się wobec naszych puszcz dopuszczać niegodziwych czynów. Polę do interpretacji tego jest szerokie i pozostawiamy to Wam.

Miejsca mocy

fot. Ar2rek / Wikipedia

Bez wątpienia najbardziej znanym miejscem mocy na wspomnianych wyżej terenach jest Święta Góra Grabarka. Mimo że stoi tam cerkiew prawosławna, to pielgrzymują tam ludzie także innych religii. To miejsce ma w sobie pewną moc, którą możemy poczuć i się nią naładować. Ale to nie wszystko. W Puszczy Białowieskiej także jest miejsce mocy. To specyficzna polana, gdzie znajdują się kamienie i dziwnie uformowane drzewa. Prawdopodobnie jest to dawne miejsce kultu Słowian, gdzie odbywały się liczne rytuały. Dojazd na polanę nie jest zbyt trudny. Najpierw musimy dostać się w okolice Białowieży. Przed nią, kierując się drogowskazem jedziemy leśną drogą, którą dojedziemy do parkingu. Potem jeszcze trochę pieszo i jesteśmy na miejscu.

Wilki

W wierzeniach Słowian wilk zawsze zajmował bardzo ważne miejsce. Był ich towarzyszem. Świadczyły o tym choćby Szczodre Gody, świętowane na początku roku. Ich patronem był Weles, opiekun magii, wiedzy, bogactwa, bydła i dzikich zwierząt. Dziś również zwierzę jest pod ochroną i doskonale wiemy jak ważne jest dla ekosystemu. Niestety, po czasach Słowiańskich wilki przestały mieć opiekę. Pojawiły się opowieści o wilkołakach, baśnie o złym wilku i Czerwonym Kapturku, liczne przysłowia z wilkiem i choroba „dostać wilka”. Nagle zwierzę stało się w naukach okrutne i groźne.

Dziś wilki spotkamy na Podlasiu między innymi w Puszczy Białowieskiej. Bezpośredni kontakt z nimi jednak jest niemal niemożliwy. Są tak dzikie, że tylko wytrawni i cierpliwi, do których zapachu przyzwyczają się, mają okazje je spotkać. Ogólnie rzecz biorąc wilki bardzo boją się ludzi. Swoją drogą ludzie wilków też.

Legendy

Opisywane podlaskie, słowiańskie tereny do dziś są obiektem wielu legend. Między innymi o Południcach, które to mają żelazne zęby. Według wierzeń były one morderczymi i złośliwymi demonami. Słowianie wierzyli, że stawały się nimi kobiety, które zmarły w trakcie ślubu lub wkrótce po weselu. Swoje ofiary zabijały lub okaleczały sierpem, dusiły w polu lub porywały dzieci bawiące się w jego pobliżu.

Inna legenda mówi o złośliwym Wodniku mieszkającym nad Bugiem. Mężczyzna topił ludzi, ich dzieci a także bydło. Miejscowi zaczęli unikać rzeki. Wtedy też złośliwy wodnik sprawił, że na Bugu pojawiał się most – widmo. Kto chciał przez niego się przeprawić, ginął gdzieś po drodze. W innej legendzie zaś Góra Zamkowa w Drohiczynie otwierała jedną ze swych ścian tylko raz na 100 lat. Wtedy pojawiali się rycerze, którzy wpływali łodziami do rzeki. Jeden podobno zagapił się na miejscową piękność i przegapił moment, gdy ściana ponownie zamknęła się. Od tej pory biedaczyna błąka się po okolicznych łąkach i czeka aż góra znów się otworzy. Miejscowa piękność zaś wcale nie musiała nią być, bowiem mogła to być czarownica.

W pobliskich Siemiatyczach bowiem znajduje się Wilcza Góra, gdzie znajdują się kamienie. Według legendy czarownice rozniecały wielki ogień i kłaniały się wielkiej czarownicy, a następnie zasiadały do uczty. Zupełnie jak na świętokrzyskiej Łysej Górze. Po wieczerzy zaś następowały tańce. W czasie sabatu czarownice doskonaliły swe umiejętności przygotowując nowe czary i mikstury. A gdy rano kogut zapiał wszystkie wsiadały na miotły i odlatywały do swych chatek.

Czy te stworzenia sobie odpuściły?

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o miejscu, w którym straszy od lat. To Reduty pod Bielskiem Podlaskim. Tam na skraju Puszczy krzyżowały się szlaki handlowe. W jego pobliżu znajduje się uroczysko „Pod zielonym dębem”. Żeby do niego dojść należy przejść przez Czarny Las. Tam jedn pośród drzew kryją się różne zjawy, które wpływają na wędrowców tak, że ci mogą się zagubić i nigdy nie dotrzeć ani do uroczyska, ani też wyjść z lasu. W okolicy znajdują się także Diabelskie Wrota. Za nimi jest droga przez bagna. Jeżeli tam zbłądzimy, również możemy nigdy już nie wyjść.

Pamiętajmy, że wszystko to składa się z wierzeń sięgających nawet 1000 lat wstecz. Przez ten czas wiele mogło się zmienić. Duchy, zjawy, demony i inne stworzenia mogły sobie już dawno odpuścić. Nie zmienia to jednak faktu, że na wycieczkę śladami podlaskich Słowian warto się wybrać.

Featured Video Play Icon

Tu nie tylko zobaczysz jak się żyło dawniej. Tu zobaczysz jak warto żyć ponownie.

Odwiedzając muzeum utarło się, że widzimy na wystawach coś do pokazuje dawne życie. Warto jednak spojrzeć na to z innej strony. Na przykład czy nie patrzeć na eksponaty jak na drogowskazy, które doprowadzą nas do tego jak żyć, ale już teraz. Na przykładzie Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu pokażemy Wam, że warto to rozpatrywać. I wcale nie chodzi o to żeby wyzbywać się mechanizacji czy prądu.

 

Na początku filmu możemy zobaczyć Pałac Starzeńskich. Jeżeli porównamy go z dzisiejszym budownictwem, to zobaczymy że się zminiaturyzowaliśmy. Oczywiście mieszkanie w pałacu powoduje, że trzeba zatrudniać tłum ludzi do jego utrzymania, poza tym warto wiedzieć, że pałace pełniły także rolę hoteli dla licznych gości właścicieli domu. Stąd też było tak dużo pomieszczeń. I jak zobaczycie – wiele hoteli dziś znajduje się w różnych ciekawych zabytkowych pałacach.

 

Za śladem hoteli powinny pójść kościoły, ale też zwykli ludzie. Budowa z czerwonych cegieł czy z drewna jest bardzo droga. Dziś buduje się z pustaków, bo tak jest najtaniej. Patrząc na wiele podlaskich wsi dzisiaj można zauważyć wymieszanie starych drewnianych domów i nowych z jednolitą elewacją. Ale czy o to chodzi? By mieć w życiu jak najtaniej? Warto po sobie zostawić jakiś trwały ślad. Tak jak niektóre dawne dworki pozostały do dziś, tak i nasze dworki by pozostały na pokolenia. A takiego zwykłego domu jaki stawia się dziś – nikt żałować nie będzie.

 

Dzisiejszy świat jest skonstruowany tak, że wiele osób nastawiona jest na nieustanną konsumpcję. Takie życie prowadzi do tego, że się nie ma żadnego celu. Brak celu natomiast prowadzi do poważnych problemów w sferze psychiki. Dlatego też warto zobaczyć jak żyli ludzie dawniej i być może zacząć się na nich wzorować. Już samo przestawienie swego życia na nowe tory będzie sporym wyzwaniem.

Podlaskie cmentarze – niektóre zapomniane, a inne wprawiają w zachwyt

1 listopada katolicy obchodzą Uroczysty Dzień Wszystkich świętych, powszechnie przyjęty dzień pamięci o zmarłych. Prawosławni mają Sobotę rodzicielską, która jest świętem ruchomym. W 2019 roku była 2 listopada, zaś w 2020 roku przypada 7 listopada. Jednak na wielokulturowym Podlasiu przyjęło się, że groby bliskich odwiedzane 1 listopada przez wszystkich – katolików, prawosławnych, ewangelików ale też Tatarów.

 

Nieco inaczej jest u Żydów. Tam pamięć zmarłego jest czczona w dniu rocznicy jego śmierci. Wtedy właśnie odwiedza się grób osoby bliskiej. Modlitwy za zmarłych odprawiane są w synagogach cztery razy do roku. Żydzi nie palą także zniczy i nie zostawiają kwiatów na macewach. Najwyższa forma dobroci, skierowana wobec zmarłych, to oznaczenie miejsca pochówku kamieniem nagrobnym. W związku z tym na wielu nagrobkach można zobaczyć położone kamyki. Warto też wspomnieć o społeczności romskiej. U nich dzień pamięci o zmarłych jest wesoły. Dlatego często na cmentarzach można zauważyć taki oto kontrast: smutni i w zadumie katolicy czy prawosławni, zaś obok wesołe towarzystwo Romów biesiadujące przy nagrobku najbliższego.

 

Przy okazji dzisiejszego święta przypominamy wszystkie nasze teksty dotyczące cmentarzy. Pisaliśmy bowiem o tych, które już nie istnieją albo istnieją lecz są zasypane ziemią, a także tych które są na powierzchni i można je zwiedzić. Nie zabrakło też wielu fotografii.

Dawne cmentarze w Białymstoku. Zamienione w bazary, parkingi i miejsca rozrywki

Ścisłe centrum Białegostoku może się zmienić! Kontrowersyjny pomysł, który warto zrealizować.

Ten cmentarz ma 217 lat. Jest na nim pełno zabytków!

Miejsce straceń. 3000 białostoczan zostało tutaj rozstrzelanych.

Dzieła sztuki na cmentarzu. Przepiękne wielkie rzeźby pod Białymstokiem

Ostatni cmentarz białostockich Żydów. Dziś to piękny, lecz zamknięty zabytek.

https://podlaskie.tv/tak-wyglada-najstarszy-grob-na-podlasiu/

https://podlaskie.tv/cmentarz-ewangelicki-suprasl/

https://podlaskie.tv/zapomniany-i-zaniedbany-ten-cmentarz-zalozono-w-1662-roku/

Zapomniany i zaniedbany. Ten cmentarz założono w 1662 roku.

Cmentarz żydowski w Krynkach czyli kirkut jest jednym z największych cmentarzy tego typu w północno-wschodniej Polsce. Na ponad 2 hektarach jest „cmentarz stary” założony w 1662 roku oraz powiększona część „nowego cmentarza” z XVIII i XIX wieku. Ta część jest ogrodzona murem. Dawniej znajdowała się jeszcze brama główna.

Żydowskie groby nazywamy macewami. Są one wykonane głównie z betonu, granitu czy piaskowca. Większość jest klasyczna, posiada uproszczoną symbolikę oraz epitafium. Wiele macew na nekropolii charakteryzuje się misternym liternictwem i zróżnicowaną techniką rysunku. Podczas II wojny światowej wiele macew zostało zużytych do budowy mleczarni. Wtedy też Niemcy zniszczyli kaplice cmentarne. Dziś cmentarz w dużej części jest mocno zarośnięty i zaniedbany. To co widzicie na zdjęciach jest częścią odsłoniętą, gdzie dało się fizycznie w ogóle dostać.

Żeby tam dojechać należy na słynnym rondzie w Krynkach kierować się tam gdzie prowadzi znak „Granica Państwa”. Następnie skręcamy w lewo oraz w pierwszą, wąską uliczkę przy domu w prawo. Będzie też prowadził przy niej znak „cmentarz żydowski”. Potem jedziemy prosto aż za gospodarstwa. W pewnym momencie ujrzymy mur i tablicę cmentarza.

Wyjątkowy cmentarz. Tu spoczywają dwa wielkie rody!

Supraśl to jedno z niewielu miejsc w regionie, gdzie znajduje się cmentarz ewangelicki. Stoi na nim bardzo charakterystyczna budowa – grobowiec rodziny Buchholtzów oraz kaplica grobowa rodziny Zachertów. Obie familie odcisnęły swój ślad w rozwoju Supraśla. Dlatego też oba budynki na nekropolii są bardzo okazałe i przyciągają wiele turystów zwiedzających miasteczko. Kaplica grobowa Zachertów jest skromniejsza. Powstała w 1885 roku zaprojektowana przez Henryka Żydoka. Wybudowano ją w stylu neoklasycystycznym, murowana z piaskowca. Nad jej wejściem widnieje herb rodziny.

Kaplica Buchholtzów wybudowana została w 1904 roku, a zaprojektował ją Hugo Kuder w stylu neogotyckim. Uważa się, że jest to jedna z najciekawszych budowli w kraju! Kaplica murowana jest z piaskowca. Warto zwrócić uwagę na mozaikę składająca się na obraz Chrystusa. Oba budynki są przepiękne i przykuwają wiele osób. Choć cmentarz jest bardzo mały, to i tak niewątpliwie jest atrakcją i pamiątką po wielokulturowym Podlasiu.

Po drugiej stronie ulicy, na przeciwko cmentarza ewangelickiego znajduje się natomiast cmentarz katolicki z drewnianą kaplicą. W Supraślu, za mostem znajduje się także cmentarz prawosławny.

Najstarszy grób na Podlasiu pochodzi z 1699 roku

Tak wygląda najstarszy grób na Podlasiu

Pochodzi z 1699 roku i znajduje się na tatarskim cmentarzu w Kruszynianach. Mowa tu o najstarszym grobie na Podlasiu. Warto dodać, że nie jest on najstarszy w Polsce. Ten bowiem należy do Mojżesza Isserlesa, krakowskiego rabina, który pochowany został w 1572 roku. Kto konkretnie jest pochowany w Kruszynianach – tego nie wiadomo.

Warto dodać, że cmentarz muzułmański na Podlasiu czyli Mizar jest obiektem unikalnym w skali całego kraju. Został on uznany za pomnik historii. A ta była następująca: Mizar w Kruszynianach założony został prawdopodobnie w 2. połowie XVII wieku po osiedleniu się Tatarów w Kruszynianach, a w XVIII wieku został ogrodzony kamiennym murem. W takiej postaci cmentarz przetrwał do 1983 roku, kiedy to teren od południa poszerzono i wybudowano nowe bramy w murze zachodnim. Fragment pierwotnego ogrodzenia od południa zachowano jako świadka dawnego przebiegu granic.

Nekropolia znajduje się w pobliżu meczetu. Prowadzi do niej droga pod górę ze świątyni. Najstarsze nagrobki to nieciosane kamienie bez inskrypcji. Najstarszy to z powyższego zdjęcia. Widnieje na nim data 1699. Najliczniejszą grupę stanowią natomiast nagrobki pochodzące z XIX wieku. Jest ich ponad 300. Możemy znaleźć na nich napisy po arabsku, polsku, a także pisane cyrylicą. Najnowsze nagrobki wzorowane są na pomnikach chrześcijańskich. Trzeba przyznać, że niektóre prezentują się wyjątkowo pięknie.

Featured Video Play Icon

Kult ikon na Podlasiu. Tu przenikają się dwie kultury: wschodniosłowiańska i łacińska.

Bogurodzica – któż nie zna tej pięknej pieśni, która nie tylko jest religijna, ale przede wszystkim wryła się istotnie w istnienie Polski. Jest jej dziedzictwem. Jako pierwszy tekst została napisana w języku polskim. Była także polskim hymnem przed Mazurkiem Dąbrowskiego. Śpiewali ją rycerze walczący pod Grunwaldem oraz przy innych ważnych, dziejowych bitwach naszego kraju. To właśnie ona wspaniale łączy ze sobą kulturę wschodniosłowiańską oraz łacińską. Polskę oraz Wielkie Księstwo Litewskie. Pieśń powstała na przełomie XIII i XIV wieku. Zaś dziś, w XXI wieku kult Bogurodzicy jest wciąż żywy na Podlasiu. Obecnie w naszym regionie znajduje się 30 ikon uznawanych za cudowne, z czego 20 przedstawia wizerunek Bogurodzicy. To właśnie dzięki temu Podlasie jest wielokulturowe, mentalnie, zwyczajowo i religijne będąc nadal pograniczem Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 

Warto o tym wszystkim wiedzieć przede wszystkim, gdy wybieramy się na zwiedzanie różnych zakątków naszego regionu. W wielu przewodnikach, blogach turystycznych i innych miejscach skupiana jest bowiem cała uwaga na architekturę. Tak jakby kolorowe cerkwie były po prostu ładnymi, kolorowymi budyneczkami i nic więcej. Próba oderwania ich od znaczenia religijnego to zwyczajne ignoranctwo. Zarówno na podlaskie cerkwie jak i zabytkowe kościoły patrzeć należy przede wszystkim przez pryzmat ich znaczenia dziejowego. Są to nie tylko ładne budyneczki, ale prawdziwe pomniki polskiej historii. Dawnej potęgi naszego kraju.

 

Stąd też kult ikon na Podlasiu ma bardzo wielkie znaczenie i trzeba o tym pamiętać. Bo jeżeli będziecie zwiedzać, sprowadzając to wszystko co widzicie jedynie do przedmiotów, to tak naprawdę pozbawiacie się odczuwania tego. Będziecie konsumentami, a nie antropologami. A tylko postawienie się w tej drugiej roli ma prawdziwy sens w zwiedzaniu naszego regionu.

Ten obraz pokazuje błogostan Podlasia. To prawdziwe miejsce, do którego warto przyjechać.

Jest takie miejsce na Podlasiu, które przypomina nam, mieszkańcom tego regionu, że to nawet lepiej, gdy jesteśmy o krok za wszystkimi. W pogoni za rozwojem i nowoczesnością wiele osób straciło zdrowie, wiele gatunków zniknęło z naszej planety, a każdy człowiek obecnie – razem z nienaturalnym jedzeniem zjada tygodniowo tyle plastiku ile ma karta do bankomatu. Czy jest od tego wszystkiego odwrót? Oczywiście. Wszyscy musimy zrobić krok do tyłu.

 

To co nas zaczęło po cichu zabijać i całą naszą planetę to masowość. Sprawiła, że wszystkiego jest coraz więcej i więcej. Jedzenia, ubrań, urządzeń, gadżetów, dostępnej rozrywki, samochodów i świata na wyciągnięcie ręki. Zapewne wiele razy przeglądając oferty telewizji kablowej i satelitarnej, banków czy operatorów komórkowych dostawaliście pakiety, w których były usługi, które pożądacie, ale też były tam usługi, których nie chcieliście albo Was wkurzały. Frustrowało, że musicie za to płacić. Dokładnie tak samo jest z tym co mamy w XXI wieku. W pakiecie dostaliśmy gigantyczne tony śmieci, jedzenie którego nie da się jeść, powietrze którym nie da się oddychać.

 

Internet miał być czymś wspaniałym, narzędziem do nauki, miejscem nieprzejednanej wolności słowa, a stał się śmietnikiem. Przewijając zaproszenie do tego tekstu na Facebooku zobaczyliście na tablicy także reklamy zachęcają by wydać jeszcze więcej pieniędzy na nowe buty, torebki i stylowe spodnie, najnowsze modele telefonów, a także nowe profilowe znajomych, relacje z tego co jedli na śniadanie oraz ich opowiadania na wideoblogach o rzekomym życiu w luksusie (bez dopowiedzenia że na kredyt). Nie można zapomnieć o przeczytaniu 10 najnowszych ciekawostek z życia celebrytów. Internet to obecnie także miejsce, gdzie przeniosły się kontakty międzyludzkie, ich relacje i przyjaźnie. Nikt do tego jednak nie zmuszał. Sami to wszystko wybraliśmy na własne życzenie. Teraz, gdy wiemy już że to jednak był zły wybór – musimy zrobić krok do tyłu. Wszyscy.

 

Patrząc na ten powyższy obrazek, rysunkową idyllę myślicie, że ona również nie istnieje, tak jak wiele wiele innych rzeczy oglądanych na Facebooku, YouTubie, Snapchacie, Tik-Toku. Tak jednak nie jest. To prawdziwe miejsce niedaleko Supraśla. Miejscowość Sokołda, a konkretnie wzgórze zaraz za wsią. Warto się tam wybrać, by przemyśleć to – co zmienić w życiu, by zrobić krok do tyłu w swoim indywidualnym wymiarze. Dlaczego tam? Bo to idealne miejsce na spacer. Po drodze jest kilka atrakcji jak Ścieżka Bartnicza, Cerkiew pw. Św. Łukasza Biskupa Krymu czy wspaniały leśny szlak prowadzący do Supraśla. Wystarczy na pół dnia, by bez myślenia o internecie i tego co tam się dzieje, zająć głowę tym co naprawdę ważne. Czyli – jak znów zacząć naprawdę żyć. Dróg jest naprawdę wiele.

Featured Video Play Icon

Podlaskie sacrum. Te miejsca odwiedza setki pielgrzymów. Są przepiękne!

Podlasie to miejsce gdzie mamy nie tylko piękną przyrodę, ale także wyjątkową duchową aurę. Mówi się, że nasz region jest wielokulturowy, co też wiąże się z wielowyznaniowością. Wszak mieszkają obok siebie katolicy, prawosławni, mniejszość tatarska, dawniej jeszcze większość żydowska. I w tej całej historii turystom zwykle pokazuje się drewniane cerkwie i meczet, a pomija kościoły.

 

W sumie nie ma co się dziwić, bo kościołów w całej Polsce 10 000! Dlatego nie wzbudzają zwykle zainteresowania turystycznego, ale za to sanktuaria już tak. Są bowiem miejscem pielgrzymek, dzięki którym wielu ludzi próbuje odnaleźć swoją tożsamość od nowa. Czym w ogóle jest sanktuarium? Jest to miejsce uznane za święte identyfikowane ze świątynią. W kościele katolickim sanktuarium to miejsce, w którym Bóg udziela w sposób szczególny swojej łaski. Dlatego ludzie pielgrzymują tam by tej łaski dostąpić. Ludzie przyjeżdżają, by znaleźć rozwiązanie swoich problemów. Często jest tak, że powtarzamy coś w kółko z marnym skutkiem, ale oczekujemy innych rezultatów. Dlatego taka pielgrzymka pozwala oderwać się od codzienności, wyciszyć i wsłuchać się w samego siebie. W skupieniu łatwiej o dobre, nowe rozwiązania starych problemów. Jedni w tym celu wędrują w górach, inni biegają, a jeszcze inny pielgrzymują.

 

Każde z tych rozwiązań jest dobre, ale nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach trudno jest nawiązać z kimś relację. Ludzie zapatrzeni w telefony komórkowe, zajęci wyłącznie swoim życiem i tym co nowego kupić nie są szczególnie chętni by nam pomóc. I nie chodzi tu o jakieś wyjątkowe działanie. Czasem jedno zdanie wypowiedziane przez drugiego człowieka może tchnąć w nas nową idee, która popchnie nas do przodu. I tak jak w bieganiu najczęściej mierzymy się ze swoimi słabościami, a wyprawa w góry jest bardziej po to, by zrobić sobie selfie, to w kościele cały czas jest miejsce dla człowieka. Tą wyjątkową atmosferę można poczuć szczególnie w sanktuariach, gdzie pielgrzymuje wiele osób. Tam można nie tylko wziąć udział w mszy, ale też poznać innych, nowych ludzi, którzy będą bardziej zainteresowani nami niż smartfonami.

 

W Podlaskiem także są sanktuaria i cieszą się sporą popularnością. Dlatego też przybliżymy te miejsca i liczymy na to, że zainspirujemy Was do pielgrzymki. Warto zaznaczyć, że atmosfera tych miejsc jest naprawdę wyjątkowa i warto wybrać się choćby w celach turystycznych, nawet jeżeli nic nas nie trapi.

Hodyszewo

Hodyszewo to niewielka, pełna zielonych łąk i lasów, spokojna wieś. Tu znajduje się odwiedzane przez pielgrzymów przepiękne sanktuarium oraz drewniana kaplica otoczona drzewami i polami, pod którą płynie niewielkie źródełko wody – miejsce gdzie przed laty Matka Boża objawiła się rolnikowi.

Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Świętej Wodzie

Góra krzyży i źródełko w otoczeniu Puszczy Knyszyńskiej – to oferuje nam sanktuarium w Świętej Wodzie. Powstanie tego miejsca owiane jest licznymi legendami sięgającymi czasów średniowiecza. Pierwsze udokumentowane uzdrowienie miało miejsce w 1719 r., kiedy to miejscowy szlachcic za sprawą wody z cudownego źródła odzyskał wzrok.

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku

To wyjątkowe miejsce w stolicy naszego regionu. Warto przyjechać i poznać historię błogosławionego ks. Michała Sopoćki, siostry Faustyny Kowalskiej oraz zagłębić się w absolutnie fantastyczny obraz Jezusa Miłosiernego. Samo sanktuarium to także przepiękne tereny. Oprócz niego warto również zajrzeć na ul. Poleską, gdzie mieszkał błogosławiony ks. Michał Sopoćko. Bardzo ciekawe miejsce, gdzie znajduje się stary zegar, który zepsuł się zatrzymując o godz. 15 – czyli w godzinę miłosierdzia. W grudniu 2007 roku zatwierdzony został w Watykanie cud za przyczyną duchownego. Uroczysta beatyfikacja ks. Michała Sopoćki, odbyła się 28 września 2008 roku w Białymstoku.

Sanktuarium Cudu Eucharystycznego – Sokółka

Cud w Sokółce był bardzo głośnym wydarzeniem i jak to przy cudach bywa poddawany wielu wątpliwościom. Była to niedziela 12 października 2008 roku, tuż po beatyfikacji sługi Bożego ks. Michała Sopoćki. Podczas Mszy świętej rozpoczynającej się w kościele parafialnym pw. św. Antoniego w Sokółce o godzinie 8.30, w trakcie udzielania Komunii świętej jednemu z kapłanów wypadł na stopień ołtarza poświęcony opłatek. W tej sytuacji kapłan przerwał udzielanie sakramentu Komunii świętej, podniósł komunikant i zgodnie z przepisem liturgicznym, włożył do małego naczynia z wodą służącego kapłanowi do obmycia palców po udzielaniu Komunii świętej. Komunikant eucharystyczny miał się w tym naczyniu rozpuścić. Jest to proces powolny, a na jego czas zamknięto naczynie w sejfie, do którego dostęp miały tylko 2 osoby – proboszcz oraz posługująca siostra Julia Dubowska.

Po upływie tygodnia, 19 października, w niedzielę misyjną, siostra Julia – przynaglona zapytaniem ks. Proboszcza o stan Komunikantu – zajrzała do sejfu. Otwierając go poczuła delikatny zapach przaśnego chleba. Po otwarciu naczynia zobaczyła czystą wodę z rozpuszczającym się w niej Komunikantem, na środku którego widniała wypukła plamka o intensywnej czerwonej barwie, przypominająca wyglądem skrzep krwi, mający postać jakby żywej cząstki ciała. Woda w naczyniu była niezabarwiona. Do połowy stycznia 2009 roku fragment Komunikantu o zmienionej postaci w sposób naturalny zasechł i pozostał w formie zakrzepłej krwi. Od tamtej pory nie zmienił swojego wyglądu.

Sanktuarium Maryjne w Różanymstoku

Zacznijmy od tego, że miejsce to jest naprawdę przepiękne! Warto je zwiedzić choćby turystycznie. Pierwsze wzmianki dotyczące świątyni – Sanktuarium Maryjnego w Różanymstoku pochodzą z połowy XVII w., kiedy to został namalowany obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem przez artystę z Grodna. I to właśnie cudowne malowidło przyciąga pielgrzymów do ośrodka salezjan.

Sanktuarium Matki Bożej Studzieniczańskiej w Studzienicznej

Studzieniczna słynie z obrazu słynącego łaskami. Trzy rysy charakterystyczne tego miejsca to: obecność Matki Bożej, piękno przyrody i cisza pustelni sprzyjająca zadumie i refleksji. To specyficzne Sanktuarium Maryjne w Studzienicznej mieści się na tzw. „wyspie” (dziś połączona groblą z lądem), na uboczu komunikacyjnych szlaków, prawie zewsząd otoczone wodą, z rosnącymi wokół wyspy białymi wodnymi liliami. Znajduje się tam także pustelnia, która została w XVIII wieku miejscem pielgrzymek okolicznej ludności szukającej pomocy u pustelnika z pobliskiego klasztoru. I tak miejsce w XIX wieku stało się sanktuarium. Do Studzienicznej przybył także poapież Jan Paweł II podczas jednej z pielgrzymek do naszego kraju.

Featured Video Play Icon

Nic tak nie przyciąga na Podlasie jak meczet i prawosławie

W sieci pojawił się kolejny film nagrany przez turystów, tym razem z Warszawy, którzy postanowili zwiedzić Podlasie w jeden dzień. 2 godziny drogi samochodem i pojawili się w Supraślu. Tam zwiedzili prawosławny monastyr. Kolejnym punktem wycieczki były Kruszyniany oraz tamtejszy meczet i tatarski cmentarz. Następnie Trześcianka i Puchły – gdzie również zwiedzających najbardziej zainteresowały drewniane cerkwie. Na koniec jeszcze skoczyli do Grabarki.

 

Dawniej rekordy popularności bił Augustów, potem Białowieża. Parę lat temu palmę pierwszeństwa biła Sokółka i jej kościół za sprawą cudu. Teraz natomiast niejako wizytówką Podlasia stali się Tatarzy – polscy muzułmanie, a także prawosławie i drewniane, kolorowe cerkwie. To wszystko pokazuje, że gusta turystów się zmieniają. Oczywiście należy pamiętać, że w Augustowie dalej są tłumy, w Białowieży w weekend pełno samochodów na obcych rejestracjach, zaś do Sokółki przyjeżdżają pielgrzymki. Zaś Kruszyniany oraz Kraina Otwartych Okiennic wraz z kolorowymi cerkwiami dopiero stają się popularne. Gdyby nie niski stan rzeki oraz zamknięta kładka Śliwno – Waniewo, to również i to miejsce byłoby w czołówce. Warto zaznaczyć, że przed sezonem turystycznym pisaliśmy, że Kruszyniany i kładki będą hitem. Przeładowana ludźmi platforma, która wywróciła się do wody tylko to potwierdziła. Tak samo tłumy na wschodzie Podlasia, w maleńkiej, tatarskiej wiosce.

 

Warto zauważyć, że przy tym wszystkim gdzieś z boku stoi zarówno Białystok jak i regionalny kościół katolicki. Stolica Podlaskiego ma wiele do zaoferowania, ale jakoś tak pomijana jest. Zobaczcie sami, że turyści przez miasto tylko przejechali udając się od razu do Supraśla. Nie oni jedni – robi tak wiele osób. Ale nie ma co się dziwić, bo w Białymstoku nikogo turystyka zbytnio nie obchodzi. Wszystko organizowane jest minimalnym wysiłkiem, bez większej promocji. W efekcie turyści dalej będą nas omijać, a my tracić, bo jak turysta przyjeżdża to zostawia pieniądze. Podobnie jak z Białymstokiem jest także z regionalnym kościołem katolickim. Zabytków u nas nie brakuje i to naprawdę pięknych, a jednak turyści wolą tylko cerkwie i meczet. Można by pomyśleć, że po prostu kościoły są wszędzie, ale to nie jest prawda. Po prostu wiele osób włożyło wiele wysiłku, by te cerkwie i ten meczet zauważono. I tak też się stało, a zainteresowani mogą odcinać kuponu. W przypadku kościoła ktoś zaspał. Ale może się jeszcze obudzi.

Featured Video Play Icon

Zobacz magię Grabarki. Co roku ściąga tłumy ludzi nawet z daleka.

Jedni idą kilka, drudzy kilkadziesiąt, a trzeci kilkaset kilometrów. Wszyscy w tym samym kierunku – na Grabarkę. Tam co roku odbywa się Święto Przemienienia Pańskiego. Tak też było i w tym roku. To były jedne z najważniejszych dni dla wyznawców Prawosławia, ale uroczystość ma w sobie tak potężną moc, że przyciąga także ludzi innej wiary.

Każdy, kto pielgrzymuje na Świętą Górę Grabarkę niesie ze sobą intencję – na przykład za zdrowie, za znalezienie miłości czy też za rozwiązanie swoich problemów. Pielgrzymi mają ze sobą także krzyże, które już tam zostają. Po dotarciu na Grabarkę, bardzo wiele osób obchodzi na kolanach cerkiew trzy razy. Następnie upatrują miejsca dla swojego krzyża. Pod koniec idą do świętego źródełka, gdzie się obmywają. Wierzą głęboko iż woda ma uzdrawiającą moc.

 

Jest to jedne z przepięknych świąt, które trwało od poniedziałku a dziś zakończy się głównymi uroczystościami oraz procesją. Coś pięknego! Pamiętajcie, że na Świętą Górę Grabarkę można wybierać się przez cały roku. Bardzo polecamy, szczególnie wybrać się z jakąś intencją i krzyżem. Wiara umacnia człowieka wewnętrznie, nawet w dzisiejszym nowoczesnym świecie, który otwarcie walczy z religią. Wierzyć to żaden wstyd. My na Podlasiu wiemy to najlepiej.