Featured Video Play Icon

Kult ikon na Podlasiu. Tu przenikają się dwie kultury: wschodniosłowiańska i łacińska.

Bogurodzica – któż nie zna tej pięknej pieśni, która nie tylko jest religijna, ale przede wszystkim wryła się istotnie w istnienie Polski. Jest jej dziedzictwem. Jako pierwszy tekst została napisana w języku polskim. Była także polskim hymnem przed Mazurkiem Dąbrowskiego. Śpiewali ją rycerze walczący pod Grunwaldem oraz przy innych ważnych, dziejowych bitwach naszego kraju. To właśnie ona wspaniale łączy ze sobą kulturę wschodniosłowiańską oraz łacińską. Polskę oraz Wielkie Księstwo Litewskie. Pieśń powstała na przełomie XIII i XIV wieku. Zaś dziś, w XXI wieku kult Bogurodzicy jest wciąż żywy na Podlasiu. Obecnie w naszym regionie znajduje się 30 ikon uznawanych za cudowne, z czego 20 przedstawia wizerunek Bogurodzicy. To właśnie dzięki temu Podlasie jest wielokulturowe, mentalnie, zwyczajowo i religijne będąc nadal pograniczem Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 

Warto o tym wszystkim wiedzieć przede wszystkim, gdy wybieramy się na zwiedzanie różnych zakątków naszego regionu. W wielu przewodnikach, blogach turystycznych i innych miejscach skupiana jest bowiem cała uwaga na architekturę. Tak jakby kolorowe cerkwie były po prostu ładnymi, kolorowymi budyneczkami i nic więcej. Próba oderwania ich od znaczenia religijnego to zwyczajne ignoranctwo. Zarówno na podlaskie cerkwie jak i zabytkowe kościoły patrzeć należy przede wszystkim przez pryzmat ich znaczenia dziejowego. Są to nie tylko ładne budyneczki, ale prawdziwe pomniki polskiej historii. Dawnej potęgi naszego kraju.

 

Stąd też kult ikon na Podlasiu ma bardzo wielkie znaczenie i trzeba o tym pamiętać. Bo jeżeli będziecie zwiedzać, sprowadzając to wszystko co widzicie jedynie do przedmiotów, to tak naprawdę pozbawiacie się odczuwania tego. Będziecie konsumentami, a nie antropologami. A tylko postawienie się w tej drugiej roli ma prawdziwy sens w zwiedzaniu naszego regionu.

Featured Video Play Icon

Czy jedliście kiedyś Hałoczki? Zobacz jak zrobić ten podlaski przysmak!

Hałoczki to wspaniała kartoflana przyprawa, która jest już nieco zapomniana, a warto dodać, że bardzo pyszna. Idealna na obiad lub dla gości jako część obiadu. Możecie zobaczyć na powyższym filmie jak powstaje.

 

Jeżeli macie problemy ze zrozumieniem tego co mówi gospodyni z filmu, bo nie howorycie po swojomu, to śpieszymy z tłumaczeniem. Najpierw trzeba ugotować ziemniaki oraz rozdrobnić je łyżką (lub widelcem). Następnie dosypujemy mąki – oczywiście na oko, tak by nie zasypać całkowicie ziemniaków, ale je równomiernie wymieszać. Potem formujemy rękami ciasto aż będzie miało jednolitą konsystencję. Gdy to zrobimy, to rolujemy ciasto i rozwałkowujemy w cienką rurkę. Następnie spłaszczamy i kroimy na małe kopytka czyli hałoczoki.

 

I jak to mawia gospodyni – Ot i cała procedura. Następnie wrzucamy nasze hałoczki na patelnię i smażymy aż się zarumienią. Dorzucamy też do tego cebulkę pokrojoną w kostkę. Razem wszystko przesypujemy do miski, gdzie jeszcze możemy podobnie jak gospodyni na filmie wymieszać. Potem potrawa będzie gotowa. Nie zapomnijcie dorobić do tego jakiejś pysznej surówki! Alternatywnie możecie zajadać się hałoczkami popijając je zsiadłym mlekiem, kefirem czy jogurtem naturalnym. Smacznego!

Bielsk Podlaski mocno się rozwija. Białystok był wschodzący, teraz trwa szybki zachód.

24 kilometrowy odcinek łączący Bielsk Podlaski z Hajnówką zostanie przebudowany. Każdy, kto jechał tą drogą wie że jest ona w nie najlepszym stanie. Teraz szczególnie, gdy dojazd do Białowieży przez Trześciankę i Narew jest mocno utrudniony, przekonało się o tym również wielu turystów. Droga z Bielska do Hajnówki jest więc alternatywnym połączeniem dla wszystkich tych, którzy chcą zwiedzać rezerwat z żubrami i wiele innych atrakcji. Jednak ta droga służy również mieszkańcom.

 

Warto dodać, że obecnie Bielsk Podlaski jest jednym z lepiej rozwijających się miast w naszym regionie. Wiele osób z Białegostoku jeździ do pracy tam, a nie odwrotnie. To też o czymś świadczy. Dobrze o Bielsku, gorzej o Białymstoku. A potwierdzeniem tych słów niech będzie fakt, że umowę na drogę z marszałkiem województwa podpisywał przedstawiciel wykonawcy – czyli firmy Unibep – Adam Poliński. Niektórzy być może pamiętają, że to były wiceprezydent Białegostoku. Trzeba też uczciwie przyznać, że był dobry w tym, czym się zajmował. To Poliński był twarzą rewolucyjnych zmian na Rynku Kościuszki, a także innych inwestycji, które przewróciły “stary ład miasta”. Skoro po zakończeniu kariery w urzędzie wybrał mniejszy Bielsk, a nie Białystok, to trzeba sobie zadać pytanie dlaczego? Nie trzeba być geniuszem, by domyślać się że tam są lepsze pieniądze i ciekawsze stanowiska do objęcia niż w stolicy województwa.

Niestety z Białymstokiem jest coraz gorzej. Prezydent miasta ciągle zajmuje się polityką i lansuje się z innymi prezydentami miast w mediach. Ostatnio – o czym pisaliśmy – zajmowano się zmianą logo miasta. Konkretnie to tylko jednym słowem w tym logo – “wschodzący”. Rządzący radni w koalicji z Truskolaskim uznali, że Białystok już nie jest “wschodzący”, więc napis trzeba zlikwidować. Teraz jest po prostu Białystok. I można powiedzieć, że to symboliczne nawet. Białystok przestał wschodzić, ale niestety nie jest w zenicie, lecz trwa szybki zachód.

 

Przebudowywany odcinek DW 689 znajduje się w gminach Bielsk Podlaski, Orla, Czyże i Hajnówka. W ramach inwestycji ponad 24 kilometrowy odcinek drogi zostanie rozbudowany i poszerzony do 7 m, a także m.in. powstanie obwodnica miejscowości Hołody, przebudowane będą zjazdy, skrzyżowania i most na Orlance. W miejscowościach, przez które droga przebiega powstaną chodniki. Koszt inwestycji to blisko 115 mln zł. Całość zostanie sfinansowana ze środków centralnych – samorząd województwa podlaskiego nie poniesie żadnych kosztów.
Remontowany odcinek ma być gotowy do użytku pod koniec 2023 r.

Featured Video Play Icon

Nie ma chyba lepszego sposobu na zwiedzanie Podlasia! Ten film to pokazuje.

Można objechać samochodem, można objechać rowerem, ale jak się 5 dni idzie z Ryboł przez Michałowo, Królowy Most, Supraśl do Białegostoku, to można poczuć nasz region pełną piersią! Tego dowiedli harcerze z powyższego filmu. Warto spróbować powtórzyć ich “wyczyn”. To będzie nie tylko wspaniałą przygoda, ale też prawdziwe, życiowe wyzwanie. To oczywiście w indywidualnym odbiorze, warto jednak zauważyć coś jeszcze – takie wspólne, kilkudniowe wyjście to wspaniała integracja.

 

Harcerze najczęściej widziani są podczas wszelkich uroczystości, gdzie niosą pomoc. W czasach, gdy życie społeczno-towarzyskie przeniosło się do internetu oraz na dyskoteki jest to dosyć miła odmiana zobaczyć, że komuś jeszcze się chce pielęgnować prawdziwe relacje międzyludzkie.  Drużyna przyjechała z Radomia i postanowiła przejść kawał podlaskimi drogami piechotą. Nie straszne były im deszcze i spanie w namiocie. Taka wyprawa hartowała ich ducha i na pewno umocniła więzi. To na takich wyprawach właśnie tworzą się największe przyjaźnie.

 

Dlatego jeżeli Wasze dzieci są już na tyle duże, że możecie je puszczać “samopas”, to warto rozważyć zapisanie ich do jednej z podlaskich drużyn harcerskich. Jest to świetna alternatywa dla komputerów, smartfonów i wirtualnych znajomości. Być może słyszeliście o nich, a nawet widzieliście, ale nigdy się nie interesowaliście. Jeżeli tak, to w skrócie opiszemy co to za organizacja. Jest to sformalizowany ruch oparty na służbie, samodoskonaleniu (pracy nad sobą) i braterstwie. Ruch powstał w 1910 roku i przetrwał do dziś. Polscy harcerze czerpią wzorce z amerykańskiego skautingu, jednak u nas ważnym czynnikiem była i jest również Niepodległość. Polski ruch powstawał w czasie zaborów. W zależności od wieku dziecka możecie je zapisać do skrzatów, zuchów, harcerek i harcerzy oraz harcerek i harcerzy starszych. Drużyny często działają przy szkołach. Wystarczy wyszukać lokalny Związek Harcerstwa Polskiego, by wiedzieć, gdzie dziecko zapisać.

Kopalnia torfu Karaska, fot. Sylwester Górski / Wikipedia

To jest chore! Chcą budować kopalnię. To zrujnuje środowisko, rolnictwo i zabije Narew i żubry!

Wójt gminy Czyże godzi się na dewastację swojej lokalnej ojczyzny, a w konsekwencji większego obszaru Podlasia! I to wszystko dodatkowo wbrew mieszkańcom gminy, wbrew rolnikom. Nie możemy pozwolić na katastrofę! Ta inwestycja musi zostać zablokowana. Żadnych kopalni na Podlasiu!

 

Gmina Czyże (okolice Narwi i Bielska Podlaskiego) chce sprowadzić na swoich mieszkańców katastrofę oraz zniszczyć przepiękne tereny? Jak podało Radio Białystok na terenach gminy Czyże ma być zorganizowana gigantyczną, 170 hektarową kopalnia torfu! Miejmy nadzieję, że nigdy to się nie stanie. Jakiekolwiek kopalnie na Podlasiu to całkowita pomyłka! Gdy przeczytaliśmy informację o planach kopalni to załamaliśmy ręce. Każdy kto zwiedzał choćby tatarskie Bohoniki pod Sokółką na pewno widział jak zniszczony został krajobraz przez tamtejsze kopalnie żwiru. I chociaż od lat tam się dyskutuje o szkodliwości przedsięwzięcia, to proceder trwa w najlepsze… bo jest legalny. Ponadto wydobywający ponoszą opłaty eksploatacyjne, podatki od wielkich nieruchomości (kopalnia to duży teren) oraz dodatkowo płaci podatek dochodowy – przez co pieniądze trafiają w połowie do gminy, gdy to w niej zarejestrowana jest firma. Czysty biznes, ale jakim kosztem?

 

Teraz gmina Czyże ostrzy sobie apetyt na kopalnie torfu u siebie. Istnienie kopalni oznacza zagładę przepięknych terenów Doliny Górnej Narwi. Ale to nie wszystko każda kopalnia to degradacja środowiska. Spowodować to może wyschnięcie wody w Narwi innych okolicznych wodach i przede wszystkim studniach! A warto dodać, ze obecnie od lat stan wody w rzece Narew jest niski, więc kopalnia ją tylko dobije. Wtedy zlikwidować będzie można także i Narwiańśki Park Narodowy, bo bez wody nie będzie ani kładek ani ptaków, które prowadzą życie na podmokłych terenach. W promieniu kilku kilometrów od kopalni może po prostu być pustynia, co też będzie skutkować zmianami w przyrodzie na kolejnych kilkudziesięciu kilometrach. Doprowadzi to do upadku rolnictwa w tamtych rejonach. Do wypasania bydła potrzeba zarośniętych łąk i wody. Na pustyni to nie będzie możliwe.

 

Mało tego, w okolicy mieszka też wiele żubrów, bocianów i innych dużych ptaków. Istnienie kopalni to skazanie ich na śmierć, bo bez wody nie ma życia. Patrzymy na tą inwestycję z przerażeniem i mamy nadzieję, że poruszymy tysiące ludzi, by słali protesty do gminy Czyże, do ministerstw Środowiska i ministerstwa Klimatu, a także do wszystkich po kolei instytucji i organizacji zajmujących się ochroną środowiska. Jeżeli nic nie zrobimy w tej sprawie, to nasze piękne, malownicze Podlasie będzie niedługo wielką pustynią.

Featured Video Play Icon

Przepyszne kartacze to wspaniały przysmak! Czy wiesz jak powstają?

W regionalnych restauracjach, gdy tylko pojawiają się turyści, to zaraz na stole można zauważyć coś, czego w innych regionach Polski nie ma – czyli kartacze. Wyglądają jak duże pyzy, smakują niesamowicie – szczególnie z okrasą i skwarkami. Podczas jedzenia warto je popijać mlekiem czy kefirem – w zależności od upodobań. Jak powstają kartacze? Tego dowiecie się z powyższego filmu.

 

My od siebie chcemy tylko dodać że pora na dania ziemniaczane jest idealna, bo jest świeżo po wykopkach lub za moment będzie. Wszędzie więc dominują młode ziemniaczki, które smakiem biją na głowę te stare. Przygotowanie kartaczy nie jest tak trudne jak się wydaje. Warto dodać, że mięso może być w zasadzie dowolne – wołowina, wieprzowina czy baranina. To już kwestia gustu. Drób raczej się nie nadaje, ale jeżeli ktoś bardzo chce… Nie zapomnijcie również o mące ziemniaczanej.

 

 

Featured Video Play Icon

Nic tak nie przyciąga na Podlasie jak meczet i prawosławie

W sieci pojawił się kolejny film nagrany przez turystów, tym razem z Warszawy, którzy postanowili zwiedzić Podlasie w jeden dzień. 2 godziny drogi samochodem i pojawili się w Supraślu. Tam zwiedzili prawosławny monastyr. Kolejnym punktem wycieczki były Kruszyniany oraz tamtejszy meczet i tatarski cmentarz. Następnie Trześcianka i Puchły – gdzie również zwiedzających najbardziej zainteresowały drewniane cerkwie. Na koniec jeszcze skoczyli do Grabarki.

 

Dawniej rekordy popularności bił Augustów, potem Białowieża. Parę lat temu palmę pierwszeństwa biła Sokółka i jej kościół za sprawą cudu. Teraz natomiast niejako wizytówką Podlasia stali się Tatarzy – polscy muzułmanie, a także prawosławie i drewniane, kolorowe cerkwie. To wszystko pokazuje, że gusta turystów się zmieniają. Oczywiście należy pamiętać, że w Augustowie dalej są tłumy, w Białowieży w weekend pełno samochodów na obcych rejestracjach, zaś do Sokółki przyjeżdżają pielgrzymki. Zaś Kruszyniany oraz Kraina Otwartych Okiennic wraz z kolorowymi cerkwiami dopiero stają się popularne. Gdyby nie niski stan rzeki oraz zamknięta kładka Śliwno – Waniewo, to również i to miejsce byłoby w czołówce. Warto zaznaczyć, że przed sezonem turystycznym pisaliśmy, że Kruszyniany i kładki będą hitem. Przeładowana ludźmi platforma, która wywróciła się do wody tylko to potwierdziła. Tak samo tłumy na wschodzie Podlasia, w maleńkiej, tatarskiej wiosce.

 

Warto zauważyć, że przy tym wszystkim gdzieś z boku stoi zarówno Białystok jak i regionalny kościół katolicki. Stolica Podlaskiego ma wiele do zaoferowania, ale jakoś tak pomijana jest. Zobaczcie sami, że turyści przez miasto tylko przejechali udając się od razu do Supraśla. Nie oni jedni – robi tak wiele osób. Ale nie ma co się dziwić, bo w Białymstoku nikogo turystyka zbytnio nie obchodzi. Wszystko organizowane jest minimalnym wysiłkiem, bez większej promocji. W efekcie turyści dalej będą nas omijać, a my tracić, bo jak turysta przyjeżdża to zostawia pieniądze. Podobnie jak z Białymstokiem jest także z regionalnym kościołem katolickim. Zabytków u nas nie brakuje i to naprawdę pięknych, a jednak turyści wolą tylko cerkwie i meczet. Można by pomyśleć, że po prostu kościoły są wszędzie, ale to nie jest prawda. Po prostu wiele osób włożyło wiele wysiłku, by te cerkwie i ten meczet zauważono. I tak też się stało, a zainteresowani mogą odcinać kuponu. W przypadku kościoła ktoś zaspał. Ale może się jeszcze obudzi.

Zbliża się jesień. Co można wtedy robić na Podlasiu? Bardzo wiele!

Lato umiera jesieni czas – śpiewał kiedyś pewien gwiazdor jednej piosenki. Na wsiach trwają obecnie żniwa, które przyciągają bociany. Stołują się tym co odkryje przed nimi skoszone pole. To też czas organizowania się do odlotu. Zaraz zaczną się wykopki, pojawi się więcej deszczowych dni, a temperatura spadnie. Wtedy na Podlasiu można robić zupełnie inne rzeczy niż latem. Wszystko reguluje natura.

 

Jedne z miejsc, które stanie się bardziej przyjazne człowiekowi to las. Można bowiem wybrać się przede wszystkim na grzyby. Każdego roku daje on obfite zbiory jeżeli tylko solidnie popada. Gdy w lesie jest mokro to także znika zagrożenie pożarowe, więc jest po prostu bezpieczniej. Dodatkowo ścieżki w lesie są bardziej utwardzone, dzięki czemu wygodniej po nich chodzić a także jeździć rowerem. Podlaskie ma to szczęście, że na swoim terenie ma aż 3 Puszcze – Białowieską, Knyszyńską oraz Augustowską. W każdej z nich można także napotkać na dziko żyjące żubry. Do tego też nie brakuje jeleni czy saren. Biebrzański Park Narodowy, który też oprócz rozległych łąk składa się z lasu obfituje w łosie. Wszystkie te miejsca pełne są również kleszczy, więc po powrocie warto obejrzeć się dokładnie.

 

Inną alternatywą związaną z jesienią są piesze wycieczki. Nie jest tak gorąco, dzięki czemu można przemierzać wiele kilometrów. Jest to nie tylko zdrowe, ale też przyjemne. Oczywiście nie mówimy tu o chodzeniu po zabetonowanym Białymstoku i wąchaniu spalin. Warto wybrać się na jakiś szlak. Wystarczy zacząć iść po oznaczonych drzewach, na których namalowane jest które rozwidlenie to szlak oraz gdzie ewentualnie skręcić. Jest to dość dobra zabawa. Możecie wypróbować choćby na wylocie z Białegostoku na Augustów. Tam idąc w stronę Jurowiec z obwodnicy jest zejście w prawo do lasu. Tam zaczyna się pieszy szlak, którym dojdziemy najpierw do Wasilkowa, a następnie Nowodworc, Supraśla i jeszcze dalej. Kolejny taki szlak zaczyna się w Supraślu i prowadzi leśnymi drogami przez przepiękne rezerwaty przyrody ukryte w Puszczy Knyszyńskiej.

 

Jesienią nie warto jeszcze skreślać roweru. Całkiem przyjemnie się nim jeździ póki temperatura nie spadnie poniżej 15 stopni. Można wypróbować nowe ścieżki rowerowe – Zabłudów – Soce, można objechać dookoła Białystok, a można wybrać się Green Velo oraz przy okazji skorzystać z kładki Śliwno – Waniewo. Jesienią, gdy wody będzie więcej w Narwi – przeprawa powinna działać bez problemu.

Zdjęcie wykonane w okolicach Niewodnicy

Perseidy 2020. To będą niezapomniane noce! Zobaczcie, gdzie w regionie można podziwiać spadające gwiazdy.

Najbliższe noce warto spędzić na powietrzu. A konkretnie gdzieś, gdzie jest bardzo ciemno, bo na niebie zapowiada się niesamowity spektakl. Jak co roku Ziemia będzie ułożona w taki sposób, że będzie można oglądać rój meteorów – Perseidy. Gołym okiem będzie widać mnóstwo spadających gwiazd. Ktoś, kto kiedykolwiek widział to na żywo doskonale wie, jak bardzo fascynującee jest oglądanie Perseidów. Ktoś, kto tego nie robił – koniecznie musi spróbować!

 

Perseidy czyli noce spadających gwiazd są każdego roku w połowie lipca i widać je prawie do końca sierpnia. Najwięcej meteorów dostrzeżemy z 12 na 13 i 13 na 14 sierpnia. Trzeba tylko znaleźć jakieś miejsce, gdzie jest bardzo ciemno a światła miasta nie dochodzą. Polecamy Puszczę Białowieską, Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Puszczę Knyszyńską albo którąś z górek na Suwalszczyźnie. Kawałek polany, koc, wino na rozgrzanie, druga osoba do towarzystwa. To wszystko zagwarantuje Wam niezapomnianą noc!

 

Wiele osób próbuje sfotografować choć jeden meteoryt. Jest to jak błyśnięcie podczas burzy, więc nie liczcie na refleks. Da się jednak to zrobić ustawiając w aparacie lub komórce fotografowanie interwałem. Wtedy co sekundę aparat wykonuje fotografię, a my liczymy na to, że po kilkuset próbach trafi chociaż raz. Dobrze jest też mieć obiektyw szerokokątny lub taki, który polem widzenia obejmuje 180 stopni. Wtedy da się złapać wszystko, co na niebie się dzieje. Życzymy powodzenia w obserwacjach!

Featured Video Play Icon

Piękny wystrój zachwyca! Synagoga, meczet i cerkiew – to wszystko jest na Podlasiu.

No to w Polskę – to seria filmów dotyczących ciekawych miejsc w naszym kraju. Jeden z odcinków dotyczył Podlasia, gdzie Maciek Paszek wybrał się najpierw do Tykocina, gdzie zobaczył wnętrze synagogi i usłyszał, że nie jest to świątynia. Następnie w meczecie dowiedział się jak modlą się Tatarzy oraz, że na pobliskim cmentarzu nie stawia się ognia, bo ten uznawany jest za pogański. Następnie w cerkwi w Puchłach zobaczył przepiękny jej wystrój oraz dowiedział się, że prawosławny ksiądz to nie jest żaden pop, tylko batiuszka.

 

To już kolejny film, który zachęca by przyjechać na Podlasie. Latami było ono pomijane, nieodkryte przez turystów. Teraz powoli to się zmienia i trzeba się cieszyć. Wydaje się, że trzeba też przygotować jeszcze więcej noclegów i lokali gastronomicznych w różnych zakątkach naszego regionu. Teraz wybór jest bardzo mały. Ale oto nie trzeba już się martwić, wolny rynek sam reguluje takie kwestie. W odpowiedzi na popyt tworzy się podaż.

 

Jednego można żałować. Autor filmu pominął zupełnie kościoły, a tych u nas – wartych pokazania jest bardzo dużo. Szczególnie kościół św. Rocha w Białymstoku czy też 281-letni kościół pw. Św. Barbary w Kramarzewie w powiecie grajewskim. Nie zabrakło jednak pokazania regionalnej kuchni w Supraślu, gdzie autor na koniec zajadał się lokalnymi przysmakami. Zobaczcie zresztą sami!

Film Zenek bije rekordy popularności!

Tyle hejtu się polało na ten film, a okazało się że jest na tyle dobry, że na popularnym serwisie Netflix jest w czołówce oglądanych filmów. Sami go widzieliśmy już w kinie i szczerze zachęcamy do obejrzenia wszystkich tych, którzy jeszcze nie widzieli. Zenek to nie jest film w stu procentach biograficzny o królu disco polo Zenku Martyniuku. To jest film, który jest niejako powrotem do przeszłości, na podlaską wieś i jej okolice. Były to czasy, gdy disco polo jeszcze nie istniało, zatem w filmie też nie usłyszymy takiego gatunku. Jedyny moment z disco polo to napisy końcowe.

 

Zobaczymy za to nasze piękne Podlasie – wspaniałą naturę, drewniane zabytki i inne kultowe miejsca jak Bondary nad zalewem Siemianówka i tamtejszy Bar Disco Czar. Co ciekawe – Jakub Zając – grający młodego Zenka zagrał lepiej niż wydawałoby się doświadczony “stary Zenek” czyli Krzysztof Czeczot. W ogóle było błędem zatrudnianie tego drugiego. Pierwszy powinien zagrać całość! Ale to już na inną opowieść.

 

Przesłanie jest takie, że nie warto hejtować, a szczególnie gdy się nie widziało filmu. A tak właśnie było z Zenkiem. Ludzie zaczęli przed premierą wylewać pomyje na film tylko dlatego, że wyprodukowała go upolityczniona TVP. A gdy się okazało, że to naprawdę dobry film, to wszyscy trochę ucichli. A w każdym dziele jest tak samo – jeżeli to szmira, to nikt tego oglądać nie będzie. A Zenek, który obecnie króluje w serwisach VOD dotrze też na łamy tradycyjnej telewizji. Warto go będzie obejrzeć ponownie i sobie przypomnieć. Czasem oglądanie drugi raz tego samego filmu powoduje, że mamy zupełnie inne spostrzeżenia. Tym razem może być podobnie.

fot. K. Kundzicz / Wikipedia

Podlaskie kolorowe i drewniane. Okiennice i cerkwie hitem turystycznym

W ostatnim czasie w internecie prawdziwy wysyp materiałów z Podlasia. Wiele turystów czy blogerów postanowiło przybyć do naszego regionu. Te dwa motywy przewijają się najczęściej – czyli zdobienia domów – otwarte okiennice oraz kolorowe, drewniane cerkwie. Kolejnym przykładem jest TraveLove, które zrobiły dwuczęściowy, solidny materiał na ten temat. Warto oba filmy obejrzeć.

 

Pierwszy dotyczy Krainy Otwartych Okiennic. Jak słusznie zauważyli autorzy filmu to nie tylko Soce, Puchły i Trześcianka, ale wiele innych miejscowości, które omawiają w swoim filmie (do obejrzenia poniżej).

Druga część dotyczy kolorowych, drewnianych cerkwi w regionie. Można się dowiedzieć sporo ciekawych informacji, a także przede wszystkim usłyszeć o wioseczkach z takimi świątyniami, o których nie przeczytamy raczej w przewodnikach.

Autorzy dodają także poniższą mapę cerkwi, by wygodniej się zwiedzało.

Warto zauważyć, że to już kolejny taki materiał. Można śmiało powiedzieć, że okiennice i cerkwie są hitem wśród turystów. Dawniej znany był w naszym regionie Augustów, później nieśmiało zaczęła być popularna Białowieża, następnie Kruszyniany i Supraśl. Dziś Kraina Otwartych Okiennic oraz podlaskie wsie. Cieszyć się trzeba, że mamy coraz więcej do zaoferowania. Ostatnio obserwując w maleńkich Pawłach obok Ryboł ruch samochodów – można było zobaczyć bardzo dużo obcych rejestracji. Nawet był kamper z Czech! Gdy wszystko na świecie wróci do normy, to turystyczny ruch u nas będzie naprawdę spory! Do tego czasu jednak warto zadbać o to, na co zwrócili uwagę autorzy filmu. Mianowicie, by była lepsza baza noclegowa, bo obecnie jest po prostu mała.

O tej podlaskiej trasie mało kto wie. Dawniej to była najważniejsza droga w państwie!

Władysław Jagiełło (u góry). Ilustracja z książki „Wizerunki książąt i królów polskich“ / Ksawery Pilati (1843-1902) / Wikipedia

Ostatnio obchodziliśmy kolejną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem, którego konsekwencje doprowadziły do rozpadu państwa Zakonu Krzyżackiego i długoletniej dominacji Królestwa Polskiego. A wspominamy o tym, by skłonić do refleksji – co dziś pozostało nam po tym wielkim zwycięstwie. Złotymi głoskami w historii zapisał się Władysław Jagiełło. Po wielu latach polskiej dominacji przyszły jednak zabory. Gdy odzyskaliśmy niepodległość – trzeba było zszyć kraj. Mało kto wie, ale w 1918 roku obowiązywało na terenach II RP pięć różnych porządków prawnych! Jednak krok po kroku do 1939 roku Polska zaczęła się odradzać. Potem wielkie zniszczenia II wojny światowej obróciły wiele miejsc w gruz i znów trzeba było odbudowywać. W czasach PRL byliśmy niejako znów pod zaborem rosyjskim. Przez to choćby nasz region kulturowo powrócił do tych czasów. Polityka “rusyfikacyjna” prowadzona była jednak bardziej subtelnie. Mamy jednak 2020 rok, jesteśmy bogatszym krajem niż jeszcze 10, 20 czy 30 lat temu. Możemy sobie pozwalać na coraz więcej. Dlatego też przyszedł czas na to, by zrobić pewien bilans, którym odpowiemy sobie czy nadal chcemy kontynuować dzieło zaborcy czy zacząć przywracać pamięć i dziedzictwo o świetnych czasach Królestwa Polskiego oraz odrodzić te elementy kultury polskiej, o których zapomnieliśmy.

Z perspektywy podlaskiej

Król Polski oraz Wielki Książę Litewski Władysław Jagiełło, gdy rządził zarówno Polską jak i Litwą rezydował głównie w ówczesnej polskiej stolicy – Krakowie, ale wielokrotnie podróżował również do Wilna, by doglądać tamtejszych spraw osobiście. Chcąc nie chcąc królewski orszak musiał jakoś się przetransportować. Gdy spojrzymy na mapę, to zastanawiamy się czy król Jagiełło podróżował też przez dzisiejsze Podlasie. Drogi z Krakowa prowadzące do Wilna były dwie, jedna prowadziła przez dzisiejsze Podlasie. Należy jednak zaznaczyć, że wówczas nasz region był “rozdarty” pomiędzy Księstwo Litewskie, a lenno Królestwa Polskiego. Choć granica była umowna, to gdyby jej się trzymać, to można by było powiedzieć że Jagiełło jadąc przez nasz region kilkukrotnie by przekraczał granicę raz w jedną raz w drugą stronę. Jak wyglądała trasa?

 

Pierwszym większym przystankiem podczas wyprawy z Krakowa był zamek w Lublinie. Następnie wybierano wariant kierując się albo na Brześć albo na Mielnik . Gdy padał wybór tej drugiej trasy, to przekraczając rzekę Bug orszak kierował się następnie na Milejczyce. Kolejny przystanek to Bielsk oraz miejscowość Narew. Ostatnim punktem dzisiejszego Podlasia były Krynki. Dodać należy także, że trasą tą nie poruszał się jedynie orszak, ale była ona stale uczęszczana przez kupców, urzędników, dyplomatów, rycerzy, duchownych, uczonych, artystów i innych. A od 1569 roku, gdy utworzona została Rzeczypospolita Obojga Narodów była to najważniejsza droga w państwie!

Szlak Jagielloński

Patrząc z dzisiejszej perspektywy zaborcy rosyjskiemu skutecznie udało się doprowadzić do degradacji kultury polskiej bowiem dziś między Lublinem a Białymstokiem nie ma porządnej drogi (która dopiero powstaje). O dawnej trasie nie ma nawet co wspominać. Na 130 kilometrowym odcinku pomiędzy Mielnikiem a Krynkami mimo, że istnieją drogi to tak naprawdę niewiele pozostało. Warto jednak podkreślić, że 11 lat temu utworzono turystyczny “Szlak Jagielloński”. Niestety nie poszły za tym żadne inwestycje. Upowszechnianie kultury i historii nie powinno mieć miejsca tylko w sposób teoretyczny przy pomocy książek czy mediów. Warto przywracać to, co zaborca doprowadził do upadku. Gdyby tak zrobić “inwentaryzacje”, to wyszłoby, że jest wiele obiektów (choćby ruiny w Mielniku), które można by było przywrócić, spójnie ze sobą połączyć, a także zorganizować wokół nich turystykę. Byłby to niewątpliwie pierwszy krok, by przywrócić pamięć o świetnych polskich czasach, które nasi protoplaści wywalczyli na polach Grunwaldu.

Rowerem przez Podlasie. Mnóstwo pięknych widoków i sama przyjemność!

W okresie wakacyjnym warto chociaż raz zorganizować sobie wycieczkę rowerową po Podlasiu. Najlepiej tak jak na powyższym filmie z noclegiem – wtedy będziemy mogli zobaczyć świetne widoki, unikalną architekturę oraz całkiem przyjemną przyrodę.  Każde z tych miejsc ma swoje walory. Jeżeli tak jak autor filmu zaczniemy od przejazdu koleją z Białegostoku do Czeremchy, by do tego miasta wrócić to przed nami około 100 km drogi rowerem.

 

Kolejne kadry filmu to także przejażdżka kolejką wąskotorową, która kursuje na trasie Hajnówka – Białowieża – Topiło. Warto się przejechać nią, by podziwiać Puszczę Białowieską od takiej strony, z której piechotą ani rowerem nie dotrzemy. Tory bowiem przebiegają przez dzikie zakątki. Kolejny przystanek to Zalew Siemianówka. Warto nie tylko obejrzeć go z góry, z wieży widokowej – szczególnie jak na filmie – o zachodzie słońca, ale też dobrze jest objechać rowerem zbiornik dookoła, bowiem z każdej jego strony znajdziemy ciekawe zakątki.

 

Ostatni etap – w filmie już w kolejnym dniu – to długa kładka prowadząca do pustelni w Odrynkach, a także Kraina Otwartych Okiennic, do których w ostatnich latach uderzają tłumy turystów. Za sprawą kolorowych domów z pięknymi ornamentami na okiennicach oraz kolorowych cerkwi, które w zależności od barwy powierzają się opiece Matce Boskiej, Duchowi Świętemu lub konkretnemu patronowi świętemu.

 

Warto też pamiętać, że sama jazda rowerem to ogromna przyjemność. Szczególnie w podlaskich warunkach przyrodniczych. Dodać też trzeba, że trasa jest w miarę płaska. Pod górkę robi się dopiero jeżeli zapuścimy się na południe województwa podlaskiego – w okolice Bugu. Wypatrujcie więc ładnej pogody i w drogę!

Featured Video Play Icon

Niesamowity film o Podlasiu. Każdy, kto go zobaczy natychmiast się spakuje i tu przyjedzie!

W kultowym filmie Stanisława Barei “Miś” mogliśmy usłyszeć takie oto stwierdzenie, że istnieje prawda czasu i prawda ekranu. Te drugie w dzisiejszych czasach “social mediów” bardzo często jest przez wszystkich nadużywane. Piękne ujęcia, wspaniałe kolory i to wszystko dopełnione poruszającą muzyką powoduje, że po obejrzeniu filmu natychmiast odczuwamy jakieś emocje. Tak też jest i w przypadku wszelkich filmów o Podlasiu. Czy są one prawdziwie? Czy to tylko “prawda ekranu”?

 

Na powyższym filmie, autorstwa Marka Bejgiera, widzimy wiele wspaniałych miejsc z przewodników turystycznych. Autor skupił się tu przede wszystkim na barwnej architekturze drewnianej. W zasadzie nie musiał nic robić, bo Podlasie jest naprawdę takie piękne jak na tym filmie. Dlatego można powiedzieć, że film “nagrał mu się sam”. Oczywiście umiejętność doboru muzyki i umiejętność sztuki montażu pomogła, jednak bez dobrych ujęć nic by z tego nie wyszło. Trochę jak z konkursem Miss. Można sprawić, by piękna kobieta stała się jeszcze piękniejsza.

 

Dlatego, jeżeli myślicie o tym, czy przyjechać na Podlasie pod wpływem tego filmu, to podpowiadamy – tak, warto to zrobić! Ten film nie jest umiejętną manipulacją, jaką często, wiele ludzi stosuje na potrzeby “social mediów”. To autentyczny obraz wspaniałego regionu w północno-wschodniej Polsce. Podpowiemy też lokalizacje, bo być może nie wiecie gdzie szukać tych dzieł sztuki z filmu. Na filmie możemy zobaczyć między innymi Krainę Otwartych Okiennic, Tykocin, Kruszyniany, Pentowo, Białowieżę.

Trześcianka

Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków.

Przeglądając różne przewodniki turystyczne, gdzie wspomina się o Podlasiu dla turystów z całego kraju, można natrafić bardzo często na dwa słowa klucze “cerkwie” oraz “drewniane domy”. Oczywiście wskazuje się konkretne lokalizacje i taki turysta najczęściej przyjeżdża właśnie tam – gdzie przyjeżdżają wszyscy. Co z tymi, którzy chcą zobaczyć i poznać więcej? Z pomocą dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć pełen obraz, a nie tylko jego skrawek przychodzimy my. Dlatego tym razem zabierzemy Was za Zabłudów. To tam znajduje się Dolina Górnej Narwi. Kraina kolorowych cerkwi, drewnianych chatek, żubrów, wilków i pięknych widoków. Jak w bajce.

Ryboły

Jadąc Drogą Krajową nr 19 z Białegostoku do Lublina lub z Lublina do Białegostoku będziemy mijać wieś między Bielskiem Podlaskim i Zabłudowem. Mowa tu o Rybołach. To nasz punkt startowy, gdzie zjedziemy z głównej drogi i zanurzymy się w Podlasiu. O istnieniu Ryboł można było się dowiedzieć już w XV wieku. Wtedy to pojawiły się pierwsze dokumenty dotyczące wsi. Jej nazwa, jak można się domyśleć pochodzi od ryb. Mieszkańcy trudnili się ich połowem z Narwi. Następnie przewożono je do zamku w Bielsku Podlaskim. Wieś w XVI wieku została zniszczona podczas Potopu Szwedzkiego, a potem jeszcze zdziesiątkowana przez epidemię cholery w 1710 roku. W XVIII wieku Ryboły były prężnie działającym folwarkiem. W kolejnym stuleciu zaś utworzono we wsi szkołę oraz gorzelnię.

 

Niestety I wojna światowa dotarła i do Ryboł. Po jej zakończeniu przetrwało tylko 8 domów. Nic więcej. II wojna światowa również nie oszczędziła wioski. Obecnie jest zamieszkiwana przez mniejszość białoruską. Ryboły są jedną z niewielu miejscowości, gdzie można porozmawiać gwarą podlaską. Warto przyjechać tutaj, także by zwiedzić szlak “Drzewo i Sacrum”, na którym to podziwiać będziemy tradycyjne, podlaskie drewniane budownictwo. Zachwycą nas prawosławne świątynie – Cerkiew Świętych Kosmy i Damiana oraz przepiękna cmentarna Cerkiew św. Jerzego. Oczywiście charakterystyczne są również drewniane domy z pięknie wymalowanymi okiennicami.

Pawły

fot. Lotek70 / Wikipedia

Po takim wstępie kolejnym punktem będzie pobliska miejscowość Pawły. Tam będziemy mogli podziwiać kolejne piękne drewniane domy z kolorowymi okiennicami, a także prześliczną Cerkiew cmentarną pod wezwaniem św. Apostoła Jana Teologa. Wioska jeszcze pod nazwą “Pawłowicze” powstałą ok. 1540 roku. Cmentarna cerkiew natomiast pochodzi z 1824 roku. Jako ciekawostkę warto dodać, że Pawły były jedną ze wsi, w której dawniej stał pomnik cara Aleksandra II z podpisem Miłościwy Imperator Samodzierżca Całej Rosji Aleksander-Wyzwoliciel panował od 1855 do 1881 roku. Gdy tylko Polska odzyskała niepodległość, to pomnik został zniszczony. Gdy będziemy tak podróżować przez wioskę być może natrafimy na charakterystycznie przystrojony prawosławny krzyż. Można będzie też napotkać pomnik Polski Walczącej upamiętniający bitwę pomiędzy partyzantami Armii Krajowej a Niemcami.

Ciełuszki

fot. PanBe / Wikipedia

Kolejną miejscowością uwielbianą przez turystów i fotografów są Ciełuszki. Być może taki urok na nich rzuca pogańska nazwa wsi – od czczonego Cielca. Rodzimy kult zaginął ostatecznie pod wpływem religii prawosławnej. Ważnym ośrodkiem, który się do tego przyczynił była kolejna wieś – Puchły. W ogóle Ciełuszki mają w sobie jakąś “moc religijną”. W okresie międzywojennym dotarł tutaj kult proroka Eliasza Klimowicza ze Starej Grzybowszczyzny, który założył w okolicach Krynek sektę w osadzie Wierszalin. W Ciełuszkach natomiast istniała świątynia, która należała do tej samej sekty. O mieszkańcach Ciełuszek mówi się, że są to Podlaszuki albo Tutejsi. Są to prawosławni Białorusini. Z nimi również porozmawiamy regionalną gwarą. Oczywiście wioska to kolejny punkt, gdzie są drewniane domy z kolorową ornamentyką.

Kraina Otwartych Okiennic

Kolejne punkty na mapie są zwane Krainą Otartych Okiennic. To Puchły, Soce i Trześcianka. Bardzo popularne, turystyczne miejsca. Oprócz wspaniale przyozdobionych i pomalowanych drewnianych domów będzie można zobaczyć piękną, zieloną, drewnianą cerkiew. Zieleń ma symbolizować opiekę Ducha Świętego. Do niedawna było można w Socach jeszcze przejść się dawnym typem drogi – kocimi łbami. Niestety nawierzchnia została zmieniona na “nowocześniejszą”.

Ancuty i Narew

W tej pierwszej miejscowości znajduje się kładka, którą możemy powędrować sobie przez rzekę Narew. Co ciekawe, dojdziemy nią do miejscowości Narew. Tam oprócz kolejnej drewnianej, przepięknej cerkwi (w kolorze niebieskim) będziemy mogli również napotkać 270-letni drewniany kościół katolicki. A takich zostało już naprawdę niewiele. Warto zwrócić również uwagę, że na placu stoi dwukondygnacyjna również drewniana dzwonnica. Warto też przejść się po “centrum” miasteczka. Przepiękne drewniane domy na pewno nas urzekną. Podobnie przyjemnie będzie popatrzeć na rzekę z mostu.

Kaczały i Ploski

To ostatnie dwie miejscowości w naszej podróży. Tutaj głównie będą nam towarzyszyć walory przyrodnicze, ale po drodze nie zabraknie kolejnych drewnianych cerkwi. Będzie można też obserwować w nich przepiękne wschody słońca przy rzece Narew, a przy odrobinie szczęścia natrafimy na żubry czy wilki. Pamiętajmy jedno, że na Podlasiu czas płynie wolno. Tutaj nie należy się śpieszyć. Dlatego przy powolnym i spokojnym zwiedzaniu dostrzeżemy znacznie więcej aniżeli, gdy “oblecimy” wszystko samochodem. Zamiast niego lepiej wziąć rower – objechanie wszystkich miejscowości startując z Ryboł to odległość 60 km. W sam raz na całodniową wycieczkę.

Most w Ploskach / fot. Robert Wielogórski / Wikipedia

To wyjątkowe miejsce trzeba odwiedzić. Idealne, by uniknąć tłumów.

Oto miejsce, które warto będzie odwiedzić, gdy zniosą już zakaz wchodzenia do lasów, parków i na bulwary. A to stanie się lada moment. Natura, cisza i spokój. Oto co nas czeka na wyspie pomiędzy stawami w Ośrodku Edukacji Leśnej “Cyraneczka” Nadleśnictwa Rudka pod Surażem. Już sama nazwa wskazuje, że to musi być gdzieś daleko od cywilizacji. Idealne miejsce, by uniknąć tłumów – a zatem zmniejszyć ryzyko zarażenia się (lub nieświadomie kogoś), a zarazem by zażyć trochę natury.

 

Najpierw postaramy się wyjaśnić jak trafić w te magiczne miejsce, gdzie pełno pięknych ptaków i widoków. Szczególnie warto wybrać się tam o poranku, gdy zastaniemy mgły oraz wschód słońca. Jeżeli jedziemy z Białegostoku to wpierw kierujemy się drogą na Łapy. Następnie skręcamy na Suraż. Kolejny kierunek to Brańsk. W Pietkowie skręcamy na Pietkowo Drugie, a następnie jedziemy prostą drogą mając po obu stronach pola. Na rozstaju dróg przed lasem skręcamy w lewo. Dojeżdżamy do końca drogi. Prawda, że łatwy dojazd? Jeżeli zbyt skomplikowany – użyjcie nawigacji, na pewno Wam pomoże.

Tuż za otwartym szlabanem będzie wiata. Tam możemy zostawić samochód, by dalej wybrać się pieszo. Można iść na kładkę, można do wieży widokowej, można też do czatowni. Trochę dalej jest kolejna wieża widokowa. Będziemy wędrować pomiędzy takimi stawami jak Elżbieta I, Elżbieta II, Michał I, Michał II, Maria, Marylka, Zofia, Józef, Witold oraz Gabriela. Skąd te wszystkie imiona? To dzieci. Stawy Pietkowskie w leśnictwie Zwierzyniec, które zajmują łącznie 208 hektarów zbudował hrabia Starzeński na przełomie XIX i XX wieku. Wcześniej znajdowały się tam naturalne rozlewiska. Nazwy stawów pochodzą od imion dzieci Starzeńskich oraz ich spadkobierców Krasickich oraz Komarów.

Z wieży widokowej możemy podziwiać między innymi rozległe tereny wilgotnych łąk pomiędzy Surażem i Zawykami. To słynne “Taplary” z kultowej powieści Edwarda Redlińskiego “Konopielka”. “Na zebraniu przeczytała uczycielka z gazety, co pisano o bagnie i Taplarach: że za rok woda będzie spuszczona i zaczno się melioracje, układanie szosy i stawianie słupów do elektryczności. I pokazała narysowane w gazecie: u góry było tak jak jest teraz, Narew ze wszystkimi odnogami i Taplary. A u dołu jak będzie: jedna rzeka koło Zawykow i Suraża, a na bagnie łąki i drogi”. Gdy już będziecie na miejscu przeczytajcie jeszcze raz ten fragment, a następnie się rozejrzyjcie.

 

Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych w Bielsku Podlaskim fot. jdx / Wikipedia

5 nieoczywistych atrakcji Podlasia. Mogliście nie wiedzieć, że w ogóle istnieją!

Województwo Podlaskie to nie tylko wspaniała przyroda, ale także wyjątkowa architektura. O ile w pierwszej kolejności wymienia się na przykład Pałac Branickich, klasztor w Wigrach czy zespół klasztorny z dawnej stolicy Podlasia – Drohiczyna, to warto wiedzieć, że niesamowitych budynków w naszym regionie jest dużo więcej. Mało prawdopodobne, by słyszeli o nich turyści, bo mogli o nich nie słyszeć nawet mieszkańcy Podlaskiego. Oto 5 nieoczywistych atrakcji Podlasia.

Zespół Klasztorny Bernardynów

Każdy, kto przyjedzie do Tykocina od razu zagląda na Rynek, gdzie stoi okazały kościół pw. Trójcy Przenajświętszej. Zaraz za mostem jest Zamek, a po drugiej stronie Rynku – Wielka Synagoga. W zasadzie to główne atrakcje. Tymczasem trochę na uboczu, przy ul. Klasztornej znajduje się Zespół Klasztorny Bernardynów ufundowany przez Jana Klemensa Branickiego. Obecny budynek został wybudowany w 1771 roku. Jednak po raz pierwszy ufundowano w tym miejscu klasztor w 1479. Zwiedzając to miejsce warto zainteresować się także unikatem jakim jest Obraz Matki Boskiej Szlacheckiej.

 

Według legendarnych opowieści pierwszym portrecistą Matki Bożej miał być św. Łukasz Ewangelista, zaś jego obraz stał się pierwowzorem dla ogromnej liczby kopii. W ciągu wieków wierni otaczali kultem wiele cudownych wizerunków. Do najważniejszych należy obraz Matki Bożej “Śnieżnej”. Jedną z kopii rzymskiego pierwowzoru jest obraz Matki Boskiej “Szlacheckiej” w tykocińskim kościele p.w. Trójcy Przenajświętszej. Drugiego takiego w Polsce nie ma!

fot. muzeum.bialystok.pl

Rezydencja Ekonomiczna

fot. Nexusdx / Wikipedia

Skoro jesteśmy w Tykocinie, to warto zajrzeć także do dawnej “Rezydencji Ekonomicznej”. Obecnie jest to Urząd Miejski, który znajduje się przy ul. 11 Listopada. O samym budynku wiadomo niewiele… Wpierw był tam dworek, który pierwotnie wzniesiono w 1656 roku w czasie najazdu Szwedów na Polskę. Obecny budynek powstał w II połowie XVIII wieku w pobliżu dawnego portu rzecznego. Miał służyć do handlu zbożem. Dworek nosi również nazwę “Dwór administratora”, gdyż mieszkał w nim administrator dóbr tykocińskich namaszczony przez Jana Klemensa Branickiego. Gdy będziemy zwiedzać dworek koniecznie zajrzyjmy na jego tyły. Płynie tamtędy Narew, którą od podwórza oddziela rząd starych drzew. Nie bójmy się też zajrzeć do środka.

Okazały Pałac Ossolińskich

Pod Bielskiem Podlaskim znajduje się maleńka miejscowość – Rudka. Znajduje się w niej wielki i piękny Pałac Ossolińskich. Został zbudowany w 1763 roku przez hrabiego i starostę drohickiego Aleksandra Ossolińskiego. Obecnie w Pałacu znajduje się Zespół Szkół Rolniczych. Neobarokowy budynek ma bogaty wystrój. O ile Pałac przetrwał zaborcze czasy, to mocno oberwał podczas II Wojny Światowej. Po niej był zniszczony i opuszczony, zaś ożywiony dopiero w latach 1965 – 1970. Koniecznie trzeba te cudo zobaczyć na własne oczy!

Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych

Z okolic przenosimy się do samego Bielska Podlaskiego. Tam znajduje się Zespół Klasztorny Karmelitów Trzewiczkowych. Jest to ciekawy przykład architektury przejściowej między klasycyzmem a barokiem. Oznacza to w praktyce, że zbudowano barokowy kościół (nowoczesny), ale jego bryła była (tradycyjnie) złożona z czterech skrzydeł ustawionych w czworobok. Budynek powstał w 1784 roku i znajduje się przy ul. Żwirki i Wigury. Aczkolwiek początki historii Karmelitów Trzewiczkowych w Bielsku Podlaskim sięgają 1632 roku. Wówczas o. Elizeusz Niewiński zakupił w tutaj dom na potrzeby zakonne. Następnie wybudowano kościół, jednak po 140 latach wszystko spłonęło. Odbudowa została sfinansowana między innymi przez Izabelę Branicką.

 

Podczas zaborów kościół został zamknięty i przekazany cerkwi prawosławnej. Wówczas przebudowano wieże i wymieniono barokowe hełmy (takie jak ma na przykład białostocki ratusz) na sferyczne kopuły. Budynek po tych modernizacjach zyskał styl rusko-biznatyjski. W 1920 roku kościół powrócił do katolików. Kopuły usunięto, a po 30 latach osadzono nowe hełmy stylizowane na barokowe. W latach 1945-1957 klasztor był zajmowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Później funkcjonowała tam poczta i dom kultury. Kościołowi zwrócono go dopiero w 1992 roku.

Zarząd Wodny

fot. jdx / Wikipedia

Augustów słynie obecnie z tego, że jest letnią stolicą Polski. Jedną z jego atrakcji jest także Kanał Augustowski. Szlaki wodne nie są bezobsługowe. Potrzebują człowieka, by opiekował się nimi, naprawiał, konserwował i zarządzał. Stąd też była potrzeba funkcjonowania Zarządu Wodnego. Miejsce, gdzie się znajdowała ich siedziba do dziś zapiera dech w piersiach. W 1903 roku zbudowano eklektyczny pałac przeznaczony dla kierownictwa wiślańsko-niemeńskiej drogi wodnej. Podczas II Wojny Światowej został zajęty przez rosyjskie NKWD, które w pobliżu zorganizowało więzienie. 22 czerwca 1941, gdy Niemcy zaatakowały ZSRR większość więźniów straciło życie. Dlatego obok budynku Zarządu Wodnego znajduje się pomnik.

 

Obecny wygląd budynku zawdzięcza się niedawnym remontom. Gdy będziecie go zwiedzać zwróćcie uwagę na czterokondygnacyjną wieżę, która dobrze się wpisuje w cały budynek. Warto podkreślić, że budynek ten jest jednym z najbardziej okazalszych w całym Augustowie!

Życie rysia wygląda tak jakby było wbrew naturze. Te wielkie koty są w podlaskich lasach i właśnie szukają pary.

Wygląda prawie tak samo jak kot, tylko że jest dużo większy. Mowa tu o Rysiu – dzikim, pięknym zwierzęciu, które mimo iż prowadzi żywot samotnika, to każdego roku pamięta o tym, by się rozmnażać. Jeszcze przez miesiąc potrwa okres godowy. To daje większą szansę na spotkanie tego zwierzęcia, gdyż nie jest ono tak ostrożne. Później napotkanie zwierzęcia jest niemal niemożliwe.

 

Ryś jest przeciwieństwem wilka tak jak kot jest przeciwieństwem psa. Wilk to zwierzę, które tworzy watahę. Basior spędza swoje życie z waderą, jej siostrami, braćmi oraz swoimi dziećmi. Tylko w ten sposób mogą podtrzymać swój gatunek oraz sprawić, że nikomu nie zabraknie jedzenia. U Rysia natomiast jest zupełnie odwrotnie. Samiec prowadzi samotny tryb życia. Raz do roku, gdy zaczyna się okres godowy, to Ryś zaczyna szukać swojej samicy. Jeżeli odnajdzie jakąś w gęstych podlaskich lasach i jest między nimi “chemia” czy jak kto woli nie drą ze sobą kotów, to dochodzi do zapłodnienia. Pani Ryś po 70 dniach zostaje mamą jednego, dwóch, trzech a nawet czterech rysi. A tatuś? No cóż, w poczuciu spełnionej misji ulatnia się czym prędzej do lasu nie dając więcej znaku życia.

 

 

Żeby jednak nie było że panie rysice są takie święte. Gdy tylko odchowają swoje młode natychmiast je porzucają, by być gotowe na kolejne urodzenia. Młode rysie muszą zaś zacząć radzić sobie same. Nauczyć się polować, a potem dobrać się w pary, by na koniec prowadzić życie samotnika. To wszystko niemalże brzmi jak życie wbrew naturze, a jednak ma miejsce i działa. Rysie mają jednak mają z wilkami coś wspólnego. Zarówno jedne i drugie zwierzęta to drapieżniki, które jedzą mięso. Przysmakiem rysia są nie tylko ptaki, myszy, zające, a niekiedy i sarny. Jest jeszcze coś. Tak jak wilki, także rysie trzymają się z dala od ludzi. Wszystko po to, by potomstwo było bezpieczne.

 

 

W Podlaskich lasach żyje około 40 rysi. W całej Polsce jest około 200 sztuk. Zwierzę można zobaczyć w białowieskim rezerwacie. Na wolności praktycznie nie jest to możliwe. Udaje się to tylko nielicznym i to bardzo rzadko. Ryś prowadzi swoją aktywność głównie nocą. Nie ma problemu wtedy z widzeniem w ciemności. Od stycznia do marca trwa natomiast okres godowy. Wówczas zwierzę staje się mniej czujne i  można je napotkać również w dzień.

 

https://www.youtube.com/watch?v=QqKQY8Ddvy0

Marszałek nie dał pieniędzy. Nie dojedzie pociąg do Białowieży.

Złe wieści na podlaskiej kolei. Chociaż były plany na reaktywację, to bezpośrednie połączenie kolejowe do Białowieży może nigdy nie powrócić. Linia była oddana w 1897 roku. Regularny ruch pasażerski został wstrzymany w 1994 roku, a całkowicie zlikwidowano połączenie z sercem Puszczy Białowieskiej w 2000 roku. Po 20 latach wizja jego przywrócenia była bliska, ale władze powiatu hajnowskiego nie otrzymały dofinansowania na inwestycje od marszałka województwa.

 

– Powiat Hajnowski nie uzyskał dofinansowania do realizacji inwestycji i w związku z tym nie rozpoczęła się jej realizacja – informuje „Rynek Kolejowy” Walentyna Pietroczuk, Naczelnik Wydziału Promocji i Rozwoju w Starostwie Powiatowym w Hajnówce. – Na dzień dzisiejszy projekt nie będzie realizowany z RPO WP – dodaje.

 

W praktyce oznacza to, że 28 milionów złotych na remont torów między Hajnówką a Białowieżą, władze powiatu hajnowskiego muszą znaleźć same. Jeżeli nie znajdą dobrego wujka, który “zainwestuje”, to szanse na dojechanie do Białowieży pociągiem będą bliskie zeru. Dochody powiatu hajnowskiego to 58 milionów złotych zaś wydatki 59 milionów złotych. Brakująca różnica pochodzi z kredytu bankowego. Dlatego jasne jest, że powiat sam nie zrealizuje inwestycji za prawie połowę budżetu. Gdyby marszałek Artur Kosicki przeznaczył unijne pieniądze na remont tej trasy kolejowej, to powiat musiałby wyłożyć “jedynie” 4 miliony złotych.

 

To, że tak się nie stało jest bardzo złą decyzją. Białowieski Park Narodowy to wyjątkowa, unikalna w skali kraju atrakcja turystyczna. Umożliwienie dojazdu do niej pociągu spowodowałoby, że nasz region odwiedzałoby zdecydowanie więcej turystów. Warto dodać, że w październiku tego roku zakończą się remonty na trasie Białystok – Lewki (Bielsk Podlaski) oraz Lewki – Hajnówka. Trasa łącząca Hajnówkę z Białowieżą byłaby uzupełnieniem tych pozostałych, dzięki czemu podróż do Puszczy Białowieskiej z Białegostoku (a także Warszawy) przebiegałaby błyskawicznie.

Zaznaczyliśmy niebieską linią trasę kolejową, która miała powstać przy okazji trwającej budowy bezpośredniego połączenia Białegostoku z Hajnówką. Tak się jednak nie stanie.

 

Maslenicę świętuje się głównie w Rosji oraz na Białorusi i Ukrainie. Zwyczaj ten obchodzony jest również przez Białorusinów na Podlasiu.

Podlaskie zwyczaje przed postem. Na stołach królują pączki, faworki, jagodzianki oraz bliny. Zabawa trwa w najlepsze.

Pączki, faworki, jagodzianki – dziś takie przysmaki będą królować na podlaskich stołach. Tłusty czwartek czyli ostatni czwartek przed Wielkim postem to czas, gdy można sobie pofolgować. Później jeszcze przez tydzień potrwa karnawał, który kończy się w środę popielcową. Od następnego czwartku aż do Wielkanocy trzeba zachować post. Warto nie tylko ze względów religijnych. Ogólnie dzięki stronieniu od jedzenia do świąt można zrzucić kilka kilogramów, co będzie miało dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Ale zanim to nastąpi chcielibyśmy Wam przedstawić zwyczaje obchodzone na Podlasiu. Zdradzimy też przepis na wyśmienite pączki.

Skakano przez drewniany kloc

Dawniej na Podlasiu nie było tłustego czwartku. Okres trzech dni przed środą popielcową nazywano “Kusakami”. Wówczas we wszystkich karczmach zabawa trwała w najlepsze. Panny oraz kawalerzy ze wsi do karczmy przyciągali drewniany kloc. Następnie polewano ich wodą, do momentu, gdy wszyscy wkupili się swoimi poczęstunkami w łaski pozostałych biesiadników. Przyciągnięty kloc służył do kolejnej zabawy. Skakano przez niego “na len” oraz na “owies”. Wyznaczało to wielkość zbiorów. Kolejnego dnia od domu do domu chodzili “przebierańcy”, którzy prosili gospodarzy o podarki. Otrzymywali słoninę, chleb oraz nocleg.

 

Dziś tłusty czwartek głównie kojarzy się z gigantycznymi kolejkami do cukierni oraz do objadania się na potęgę. Warto jednak podtrzymywać również dawne tradycje. Nie musicie się od razu polewać wodą, ale warto spotkać się w rodzinnym gronie oraz w gronie osób najbliższych. Niech każdy przyniesie swój, własnoręcznie wykonany poczęstunek i nim wkupi się w łaski pozostałych biesiadników. Później niech zabawa i tańce potrwają do późna, by po środzie popielcowej nie było niedosytu.

Córka Dziadka Mroza

Odpowiednikiem ostatków w religii prawosławnej jest maslenica. Nie obchodzą jej jednak wszyscy prawosławni, bo to święto popularne bardziej w Rosji, Ukrainie i Białorusi. Maslenica w dawnych wierzeniach to była córka Dziadka Mroza, która żyła daleko na północy, ukrywając się przed ludźmi za śnieżnymi zaspami. Żeby lepiej radzić sobie z mrozami wyobrażano sobie maleńką dziewczynkę, od której biło ciepło oraz radość. Podczas maslenicy dawniej symbolicznie żegnało się zimę, witało wiosnę, jednało z bliźnimi oraz wybaczało im krzywdy. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa na tereny Rusi przejęto maselnicę jako obchody ostatków w kościele prawosławnym. Wyznaczono ją na siedem tygodni przed Wielkanocą. Trwa ona przez cały tydzień i jest to czas, gdy można ucztować oraz bawić się do woli.

 

Zamiast pączków są bliny (naleśniki) – symbol słońca i nadchodzącej wiosny. Te przyrządzane są w poniedziałek – pierwszy dzień rozpoczynający święto. Kolejny dzień jest przeznaczony na gry i zabawy. W środę trzeba odwiedzić teściów oraz łakomie ucztować. “Obszerny czwartek” to czas na największą zabawę. Wtedy są tańce i muzyka. Na piątek i sobotę trwają spotkania z rodziną. Natomiast w niedzielę – ludzie wybaczają sobie nawzajem i proszą o przebaczenie win, tak by wielki post rozpocząć z czystym sercem. Maslenicę świętują również Białorusini mieszkający na Podlasiu.

U Tatarów zabawa jest później

Podlascy Tatarzy natomiast zamiast Wielkiego Postu obchodzą związany z ich religią Ramadan. Jest to czas postu i wyciszenia. Ten w tym roku przypada dopiero 23 kwietnia i trwa do 23 maja. Ich kalendarz różni się od naszego i jest oparty na fazach księżyca. Dlatego też czas świąt islamskich ulega przesunięciom w kalendarzu powszechnym. Tatarzy bawią się dopiero po zakończeniu Ramadanu. Wtedy obchodzą Ramadan Bajram.

Na zakończenie przepis na pączki:

Składniki:
– 2 szklanki mąki krupczatki (typ 450)
– 30 dag półtłustego sera twarogowego
– 3 łyżki cukru
– 1/3 szklanki mleka
– 6 dag masła
– 3 dag drożdży
– 2 całe jajka
– 2 żółtka
– łyżka soku pomarańczowego
– skórka otarta z pomarańczy
– sól
– 750 ml oleju do smażenia
– cukier puder do posypania

Sposób wykonania:
1. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, mlekiem i 2 łyżeczkami mąki, a następnie zostawić do wyrośnięcia
2. Twaróg dwukrotnie przepuścić przez maszynkę do mielenia
3. Masło starannie utrzeć z cukrem i cały czas ucierając, dodawać stopniowo żółtka, jaja i ser
4. Do utartej masy dodać skórkę i sok z pomarańczy
5. Przesianą mąkę rozczynić i dodać sól
6. Dokładnie wyrobić ciasto, przykryć i zostawić w cieple
7. Gdy ciasto wyrośnie, formować z niego niewielkie kule i układać je na posypanej mąką stolnicy
8. Przykryć i zaczekać, aż wyrosną
9. Następnie smażyć partiami na rozgrzanym tłuszczu
10. Po zdjęciu z patelni odsączyć na papierowym ręczniku
11. Posypać cukrem pudrem

Smacznego!

Kadr z filmu Zenek (2020), TVP Dystrybucja Kinowa

Piękne Podlasie pokazane w filmie Zenek. Trzeba kuć żelazo póki gorące.

W ubiegły weekend miała miejsce premiera filmu Zenek. Ostatnio wokalista zespołu Akcent, mimo że nadal jest skromny i bardzo sympatyczny to zyskuje coraz więcej hejterów. Tylko dlatego, że… jest bardzo mocno promowany przez TVP. Czy to jest powód do hejtu? Trudno żeby sam zainteresowany się temu przeciwstawiał. Jeżeli ktoś chce mu robić wielką, ogólnopolską reklamę to dlaczego miałby odmówić?

 

Koncerty sylwestrowe w Zakopanem być może nie wywołały jeszcze aż tak skrajnych reakcji. Niektórzy po prostu gdzieś napominali, że TVP promuje disco polo. Jednak już benefis Zenka w białostockiej Operze rozsierdził wiele osób do reszty. Dobry tydzień trwała zażarta dyskusja czy to odpowiednie miejsce na takiego typu imprezy. Być może wiele osób nie wie, że w Białymstoku po prostu innego miejsca nie mamy. Wiele osób znów grzmiało, że promowane jest disco polo. Tym razem przy okazji premiery filmu Zenek wszyscy hejterzy grzali się w boksach startowych, by wyruszyć do ataku od razu po premierze. A tu niespodzianka. Film okazał się bardzo przyjemny w odbiorze, zaś Jakub Zając grający młodego Zenka zachwycił widzów. Film nie jest idealny, ale warto go obejrzeć. Jeżeli ktoś nie lubi disco polo to i tak go w filmie nie usłyszy, chyba że postanowi siedzieć w kinie na napisach końcowych.

 

Warto ten film zobaczyć przede wszystkim dlatego, by zobaczyć jak piękne jest nasze Podlasie. Twórcy zabrali nas w podróż, w której nie tylko można będzie zobaczyć w Zenku dawną dyskotekę w Bondarach nad Siemianówką – Bar Disco Czar, można będzie również zobaczyć przepiękny dworzec w Kleszczelach oraz Świętą Górę Grabarka czy most kolejowy na rzece Bug. W tym filmie jest jednak coś ponadto – nasze wielokulturowe Podlasie, antropologiczna uczta oraz sentymentalny powrót do dzieciństwa wielu z nas. Ten film to momentami 200 procent Podlasia w Podlasiu. Dawniej były filmy – U Pana Boga za piecem, U Pana Boga w Ogródku oraz U Pana Boga za miedzą. Trylogia Jacka Bromskiego zachwyciła całą Polskę. Później na bazie popularności powstał serial, w którym mogliśmy jeszcze dokładniej poznać losy bohaterów. W przypadku Zenka władze województwa podlaskiego powinny pójść za ciosem i starać się z TVP wyprodukować również serial – kontynuujący film.

 

Nie chcemy tu wchodzić w politykę, bo nie taki jest cel, jednak warto zauważyć, że gdy u władzy w Polsce, ale też województwie rządzili inni ludzie (nie ważne z jakiej partii), to reprezentanci naszego regionu – posłowie i senatorowie, a także kolejni marszałkowie – nie potrafili nic załatwić. Logiczne jest więc, że skoro obecnie w Polsce i w województwie rządzi ta sama ekipa i akurat udało się, że zorganizowano najpierw wielką imprezę w Białymstoku Disco pod gwiazdami w Polsacie, następnie pokazywano w TVP2 serial Rodzinka z Białymstokiem w tle zaś teraz TVP zrealizowało wspólnie film Zenek na Podlasiu a nie jakiś inny na przykład na Podkarpaciu, to trzeba kuć żelazo póki gorące. Od 1989 roku w Polsce i od 1999 roku w województwie podlaskim władza zmieniała się wielokrotnie. Zmieni się także nie raz. Bez wątpienia to jest czas naszego województwa i musimy go wykorzystać. Bo jeżeli tego nie zrobimy, to przyjdą następni i będą produkować u siebie.

 

Myślicie że przy okazji realizacji wielkiej inwestycji kolejowej między Warszawą a Krakowem stacja w małej Włoszczowej, gdzie do dziś zatrzymują się pociągi powstała przypadkowo? A czy Euro w 2012 roku odbyło się w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu także dlatego, że to takie fajne miasta? A co z lotniskiem w Radomiu, w które nadal się inwestuje mimo że było kompletnym niewypałem? Czy w województwie podlaskim lokalni politycy z jakiejkolwiek opcji politycznej, kiedykolwiek, cokolwiek wielkiego załatwili? Nic. Dlatego teraz jest czas, by to wszystko zmienić. Tylko trzeba aktywnie zabiegać o to, by realizowano u nas nie tylko kolejne koncerty, filmy i seriale, ale także wielkie inwestycje. Drogi i tory to jednak nie wszystko. To dopiero początek. Musimy mieć tu warunki do tego, by w Białymstoku i całym województwie podlaskim było więcej możliwości do zarabiania dużych pieniędzy. To zadanie dla władz naszego województwa, które współrządzą naszym krajem.

 

Sandomierz ma Ojca Mateusza czy tego chce czy nie. My zaś mamy Zenka i Krzysztofa Kononowicza, o których Polska wciąż nie zapomina czy chcemy tego czy nie. Sympatyczny, skromny Zenek – jest naszym ambasadorem, który promowany w całym kraju – koncertując czy występując w telewizji oraz internecie – nieustannie promuje nasz region i zachęca kolejne osoby, by przyjeżdżały właśnie u nas swój wolny czas, wydawały tu pieniądze, a może i zostały tu na dłużej. Jeżeli zabraknie Zenka, to zostanie Krzysztof Kononowicz i nie będzie niczego. Czy tego właśnie chcecie?

fot. Koefbac / Wikipedia

Nareszcie! Będzie połączenie kolejowe Białystok – Lublin – Rzeszów!

Pisaliśmy na łamach PodlaskieTV o wykluczeniu kolejowym wiele razy. Nareszcie coś się zmienia w tej sprawie! Przy okazji realizacji Centralnego Portu Komunikacyjnego pod Warszawą będą również realizowane inne inwestycje poboczne. Miedzy innymi usprawnienie połączeń kolejowych. Jak czytamy na stronie CPK – także w województwie podlaskim.

 

Wybudowanych ma być 56 km linii kolejowych prowadzących z Ostrołęki przez Łomżę i Kolno do Giżycka (pisaliśmy o tym jakiś czas temu – że to kuriozalne, że Białystok z Łomża nie będą nadal połączone kolejowo). Oprócz tego program CPK zakłada budowę odcinka Milanów – Biała Podlaska – Fronołów w województwie lubelskim. Dzięki tej właśnie inwestycji powstanie bezpośrednie połączenie Białystok – Lublin – Rzeszów (teraz trzeba jechać przez Warszawę), zaś sama podróż potrwa nie 5,5 godziny jak teraz lecz 3 godziny i 5 minut!). Do Rzeszowa zaś dojedziemy w 4 godziny 45 minut zamiast obecnych 7 godzin!

 

– Inwestycje CPK uzupełnią brakujące połączenia istniejącej sieci kolejowej – wyjaśnia Maciej Kaczorek, dyrektor Biura Planowania Kolei w CPK. – Linia Milanów – Biała Podlaska – Fronołów, choć powstanie zaraz za granicą województwa podlaskiego, stworzy bezpośrednie połączenie Białegostoku, Lublina i Rzeszowa oraz zapewni nowe możliwości w ruchu pasażerskim i towarowym – czytamy na stronie CPK. Zgodnie z założeniami inwestora, aż 81 proc. mieszkańców województwa podlaskiego będzie w stanie w czasie poniżej godziny dotrzeć do stacji pociągów dużych prędkości.

 

Dokładna data realizacji decyzji nie jest jeszcze znana. Bowiem dopiero Premier Mateusz Morawiecki zatwierdził studium lokalizacyjne (dokument zatwierdzający trasy kolejowe). Sam port CPK ma być gotowy w 2027 roku. Wszelkie inwestycje kolejowe mają być zakończone między 2025 a 2030 rokiem. Perspektywa nie najgorsza.

Pogańskie Podlasie. Kim była Południca oraz Morowa Dziewica?

Nim w Polsce i Litwie nastąpiło czasy chrześcijańskie to na ziemiach dzisiejszego Podlasia prawdziwym utrapieniem były czarownice, wilkołaki i demony. Ludzie bali się przede wszystkim Południcy oraz Morowej Dziewicy. Kim były?

 

Południca to inaczej baba o żelaznych zębach. Według wierzeń słowiańskich była złośliwym i morderczym demonem, który polował latem na tych, którzy w samo południe przebywali w polu. Słowianie zamieszkujący tereny dzisiejszego Podlasia wierzyli, że Południcami stawały się wszystkie kobiety, które zmarły w trakcie ślubu lub wkrótce po weselu. Swoje ofiary zabijały lub okaleczały sierpem, dusiły w polu lub porywały dzieci bawiące się w jego pobliżu. Ludowe wierzenie w Południce miało też racjonalne wytłumaczenie. Prawdopodobnie ludzie nazywali w ten sposób udar słoneczny.

 

Morowa dziewica to kolejny demon o jakim mówiono na pogańskim Podlasiu. Kobieta przemierzała świat pod postacią chudej, bladej niewiasty. Kto ją spotkał musiał na karku nieść do wsi lub miasta. Wszyscy mieszkańcy zmagali się następnie z chorobami, a nawet umierali. Dlatego też ludzie panicznie bali się, że ich wieś lub miasto taka osoba nawiedzi. Warto oczywiście dodać, że morowa dziewica to była po prostu zaraza. Dlatego, gdy ludzie na wieść o tym, że taka może wystąpić we wsi lub w mieście w popłochu uciekali do lasu. W tym czasie często wykorzystujący sytuację plądrowali opuszczone tereny. Strach przed morową dziewicą przetrwał do czasów chrześcijańskich. Od powietrza, głodu, ognia i wojny – wybaw nas Panie – tak brzmiały modlitwy błagalne. W 1831 roku ze strachu przed zarazą zakopano żywcem kobietę wraz z kogutem i wroną. Trudno powiedzieć dlaczego, jednak w strachu ludzie racjonalnie nie postępują.

 

Na Podlasiu – z racji terenów, gdzie jest dużo lasów i bagien wierzono również że te zamieszkiwane są przez diabły przybierające różne rozmiary i wygląd. Diabły lubiły psoty oraz towarzystwo ludzi. Na tyle, że powodowały iż wędrowcom myliła się droga. Czasem też diabły przybierały postać sowy.

Featured Video Play Icon

Babka ziemniaczana. Ukochana potrawa na Podlasiu.

Co ciekawe babka ziemniaczana jest tradycyjną potrawą kuchni białoruskiej. Jednak to na Podlasiu w ostatnim czasie ma swoje pięć minut. Jak grzyby po deszczy pojawiają się nowe restauracje oferujące to danie. A wydawałoby się, że skoro jest ono mało skomplikowane, to każdy może sobie je zrobić sam. Z myślą o tych osobach postanowiliśmy przybliżyć babkę ziemniaczaną od kuchni.

 

Babka ziemniaczana to nic innego jak tarkowane ziemniaki z dodatkiem kawałków boczku (skwarek) lub słoniny. Kartoflak, pyrczok, kugel – to wszystko to samo danie. Warto dodać, że raz do roku w Supraślu na Podlasiu co roku organizowane są mistrzostwa świata w pieczeniu kiszki i babki ziemniaczanej. Jak zrobić przygotować takie danie? Bardzo prosto – potrzebować będziemy przede wszystkim ziemniaków (co oczywiste), tarki, boczku, czosnku, cebuli, jajek, mąki i oleju lub innego tłuszczu, a także pieprzu, soli i piekarnika. Warto też zaopatrzyć się w siadłe mleko, kefir, jogurt naturalny. W połączeniu z wypieczoną babeczką smakują wyśmienicie.

 

Babka ziemniaczana – składniki:

1,5 kg obranych ziemniaków

2 duże cebule (300 g)

3 jaja – 1 na każde pół kilo ziemniaków

150 g mąki – 50 g na każde pół kilo ziemniaków

3 ząbki czosnku

500 g – mięsa (boczek, kiełbasa, podgardle itp)

sól, pieprz, tłuszcz (olej) do pieczenia

Featured Video Play Icon

Dolina Górnej Narwi. Wyjątkowe miejsce, gdzie żyją półdzikie konie.

Żadne przewodniki turystyczne ani inne publikacje o tym nie wspominają. A szkoda, bo Dolina Górnej Narwi to miejsce wyjątkowe i w zasadzie pomijane przez wszystkich. Żyją tam półdzikie konie, czerwone krowy będące gatunkiem w odbudowie (w rolnictwie zanikła na rzecz bardziej wydajnych) oraz takie ptaki jak czajki, rycyki, dubelty i krwawodzioby. Warto tam się wybrać zwiedzając wschodnią Białostocczyznę.

 

Kalitnik to wieś ukryta gdzieś między Michałowem, Siemianówką, Gródkiem i takimi wsiami, że pewnie nigdy o nich nie słyszeliście. To takie Podlasie, do którego mało kto zagląda. A szkoda, bo jest przepiękne. Na nadnarwiańskich łąkach Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków dbając o różne gatunki prowadzi stację terenową. To właśnie tam zimuje niemal sto koni, które w inne pory roku żyje półdziko. Mają one nietypowe zadanie do wykonania. Razem z krowami dają lepsze szanse bytowe ptakom.

 

To wszystko dzieje się na kilkuset hektarach. Wystarczy zobaczyć na filmie, że zwierzęta mają tam jak w raju. One jak i ptaki żyją ze sobą w symbiozie. To wszystko warto zobaczyć na własne oczy odwiedzając Kalitnik. Można to zrobić przy okazji jadąc do Michałowa czy nad Siemianówkę właśnie. Miejsce niezwykłe i unikalne. Nawet jak na Podlasie, gdzie pełno jest ciekawych atrakcji turystycznych i przyrodniczych.

Rok się właśnie kończy. Oto najpopularniejsze teksty Podlaskie.TV z tego roku!

Koniec roku to także czas podsumowań. W związku z tym postanowiliśmy przypomnieć nasze najlepsze teksty z tego roku i opatrzeć je liczbami i dodatkowym komentarzem. W tym roku mieliśmy aż 194 148 unikalnych użytkowników. Jak na portal, który nie zieje sprawami kryminalnymi, patologią, nie uprawia polityki oraz nie stosuje chwytliwych tytułów, po których Czytelnik czuje się oszukany, to jest to całkiem przyzwoity wynik.

Nasz numer jeden to:

Ten film to absolutny unikat! Niemcy przekazują Sowietom Białystok w Pałacu Branickich
/bialystok-1939-historia-sowieci-niemcy

 

Kto jeszcze nie widział może obejrzeć na własne oczy dramatyczne sceny z miasta. Jest także nasz nowy materiał, gdzie film z życia w Białymstoku podczas II Wojny Światowej jest dłuższy: /bialystok-1939-1944-film/

Drugi najpopularniejszy artykuł w tym roku to:

Absolutny skandal! Nadleśnictwo uważa, że wilk to szkodnik?
/absolutny-skandal-nadlesnictwo-uwaza-ze-wilk-to-szkodnik/

 

Mnóstwo udostępnień tego artykułu w internecie pokazało, że presja ma sens. Zaraz po naszej publikacji nadleśnictwo usunęło swoje “przemyślenia” z Facebooka. Do dziś jednak nie przeprosiło. Jednak Lasy Państwowe będące nad nadleśnictwem – stanowczo stwierdziły – wilk to nie jest szkodnik.

Kolejne popularne artykuły to:

Bimber Podlaski. Znasz tylko Ducha Puszczy? Oto najpopularniejsze regionalne trunki.
/bimber-podlaski-duch-puszczy/

Podejrzewamy, że popularność tego artykułu wynika przede wszystkim z faktu, że w innych częściach Polski usłyszano o naszym regionalnym trunku i postanowili sprawdzić cóż to za wynalazek.

 

To była luksusowa dzielnica Białegostoku. Mieszkali tu najbogatsi.
/to-byla-luksusowa-dzielnica-bialegostoku-mieszkali-tu-najbogatsi/

Przedwojenna Warszawska była przeciwieństwem Chanajek. Zobaczcie sami kto mieszkał dawniej w tej części miasta.

 

Dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są?
/dlaczego-prawoslawni-sa-akurat-na-podlasiu-i-kim-wlasciwie-sa/

Ostatni tekst, który zdobył popularność dotyczy tożsamości osób prawosławnych. Zrobiliśmy bardo dokładną analizę w oparciu o statystyki ze spisów powszechnych, a także innych źródeł by odpowiedzieć na pytanie dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są (tożsamościowo).

 

Dziękujemy, że byliście z nami w tym roku a także w poprzednich. Pokazaliście, że w polskim internecie jest miejsce również na tematy, które nie wywołują niepotrzebnych, fałszywych i chwilowych sensacji. Miejsce, w którym można wzajemnie dyskutować z poszanowaniem drugiej osoby. W przyszłym roku będziemy się starać pokazać i napisać jeszcze więcej. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż nie stoją za nami wielkie korporacje ze swoimi wielkimi budżetami, stąd też Podlaskie.TV nie jest czymś co przynosi stałe dochody. Zatem, by mogło funkcjonować autorzy najpierw zarabiają pieniądze w swoich pracach, a dopiero potem przygotowują kolejne materiały do publikacji. Jeżeli zależy Ci tak jak nam ażeby portal się rozwijał jeszcze bardziej możesz wesprzeć nas dodatkowymi środkami, które przeznaczone będą na utrzymanie serwera, domeny, a także na produkcję kolejnych filmów i zdjęć  oraz przyczynią się do powstawania kolejnych artykułów: /wsparcie/

 

Wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2020 roku!

Kamil Gopaniuk

Remontują dworce w regionie. Prawie wszędzie brakuje najważniejszego.

Zauważaliśmy pewną prawidłowość. PKP od jakiegoś czasu intensywnie remontuje dworce także w naszym regionie. Trwają właśnie prace w Białymstoku by wrócić do dawnego świetnego wyglądu, będą też remonty w Szepietowie i Jabłoni Kościelnej w powiecie wysokomazowieckim. Nie inaczej będzie w Siemiatyczach, Suwałkach, Czeremsze wielu innych. Remonty te na pewno cieszą jednak praktycznie wszędzie w nich brakuje istotnego elementu.

 

Tym istotnym elementem jest zadaszenie peronów. W Białymstoku od lat tylko na jednym peronie stoją maleńkie wiaty jak na przystanku autobusowym. Nie mamy pojęcia skąd to wynika, że pieniądze na remont budynku, ba nawet na budowę przejść podziemnych zamiast kładek w Białymstoku się znalazły, a na zadaszenie peronów już nie. Nie są to bowiem zbyt wielkie koszty. Dach przecież nie musi być gigantyczny. Wystarczy spojrzeć jak to wygląda w pobliskich Łapach. Tam zadaszenie już jest od dawna. Szansa na dach w Białymstoku pojawi się wraz z budową Rail Baltica, która ma być ukończona w 2025 roku. Sam Białystok ma być ukończony wcześniej. Przy dobrych wiatrach pod dachem będziemy stali gdzieś w 2022-2023 roku. Jakby nie było można tego zrobić wcześniej. A inne miasta Podlaskiego, przez które nie przebiega Rail Baltica?

 

Problemu w zasadzie nie ma tam gdzie jest tylko jeden peron. Zawsze można powiedzieć, że tam gdzie nie ma dachu można czekać w budynku. Chyba każdy jednak lubi wsiąść do pociągu bez pośpiechu czyli w sytuacji, gdy stoi na peronie. Wsiadanie na ostatnią chwilę to nie jest najlepszy pomysł.

Jak duchy przemykają w gęstym lesie. Rysie żyją w Puszczy, ale są bliskie wyginięcia.

W kontekście województwa podlaskiego bardzo dużo mówi się o żubrach i łosiach. Zrobiły się one na tyle popularne, że jak ostatnio informowaliśmy – ludzie łamią dla nich przepisy. Wjeżdżają w zamknięte dla samochodów obszary, a następnie podjeżdżają pod stado żubrów, by zrobić sobie selfie. Ostatnio ta głupia praktyka przybiera na sile. Po drugiej stronie popularności są wilki – którymi wciąż straszy się ludzi. Szczególnie wtedy, gdy w ramach nauki polowania młodych wilczków zaatakowane zostanie bydło na polu. Są jednak mieszkańcy Podlaskiego, których zupełnie się pomija. To wielkie i piękne dzikie koty czyli Rysie. Niestety bliskie wyginięcia.

 

Jeden taki osobnik ostatnio został zabrany z Bielska Podlaskiego do Białowieskiego Parku Narodowego. Osłabiony błąkał się o terenie jednej z bielskich fabryk, a później biegał po placu komendy straży pożarnej. Na co dzień mierzący się z pożarami strażacy schwytali rysia w siatkę i przekazali weterynarzom z Białowieskiego Parku Narodowego. Zwierzę było bardzo osłabione, ale na szczęście trafiło w dobre ręce.

 

Warto wiedzieć, że w Polsce żyje tylko 430 rysi. Na samym Podlasiu występuje tylko kilkadziesiąt osobników. Spotkać rysia to jak wygrać w totolotka. Udało się to naprawdę niewielu osobom. Trzeba wiedzieć gdzie można na nie natrafić i trzeba długo czatować w ukryciu. Można też natrafić przypadkiem zapuszczając się głęboko w las. Pamiętajmy jednak, że ryś to drapieżnik, który ma podobne upodobania co kot, lecz siłę dużo większą.

 

Ryś należy do gatunków zagrożonych wyginięciem. Tak niska ich liczba oznacza, że wielkie dzikie koty mogą zniknąć z polskich lasów. Niestety kłusownictwo, coraz więcej dróg oraz ekspansja człowieka w lasach to wyrok dla rysia. Więcej o jego życiu możecie się dowiedzieć z cudownego filmu “Saga prastarej puszczy”, który był realizowany w Puszczy Białowieskiej.

https://www.youtube.com/watch?v=QqKQY8Ddvy0

 

Featured Video Play Icon

Co robi szeptucha? Jak wygląda z bliska prawosławie? Zobacz na filmie.

Co robi Szeptucha? Jak wyglądają obchody święta Przemienienia Pańskiego na Świętej Górze Grabarce? Jak natomiast celebruje się w Odrynkach? To wszystko możemy zobaczyć w kolejnym odcinku “Po drugiej stronie” – autora filmu Cząstka Podlasia, który namiętnie filmuje nasz region wyciskając z niego wszystko co najlepsze, najpiękniejsze i najbardziej magiczne. Tym razem swoim widzom pokazał z bliska prawosławie.

 

Odcinek Mistyka dnia siódmego zabiera nas w podróż do Orli, Grabarki, Odrynek. To właśnie tam pielgrzymi z całej Polski przyjeżdżają by odnowić swego ducha, wznosić modlitwy za innych bądź po to by szukać uzdrowienia. Podlasie pod tym względem jest bardzo mistyczne co można zobaczyć również na filmie. Głęboka wiara pomaga wielu ludziom w trudach życia codziennego. W innych rejonach naszego kraju być może nie jest to aż tak widoczne jak na Podlasiu, gdzie nikt specjalnie nie kryje się ze swoją religią. Obok siebie bowiem żyją katolicy, prawosławni oraz polscy muzułmanie czyli Tatarzy. Dawniej jeszcze byli Żydzi, którzy zostali wymordowani przez Niemców podczas II Wojny Światowej.

 

Ten mistyczny świat Podlasia pokazał również w 2012 roku raper Lukasyno, który razem z “Miss God” zaprezentował “Mój świat”. Mimo upływu lat kawałek jest ciągle aktualny. Wschodni kres w żyłach i ognista krew osiąga w naszym regionie swój wewnętrzny ład.

Featured Video Play Icon

Tak wygląda i smakuje prawdziwy podlaski chleb. Powinien być czysty…

Ireneusz Prokopiuk to bardzo utalentowany filmowiec z Podlasia, który zrealizował wiele filmów dokumentalnych pokazujących zwyczaje naszego regionu. Jeden z najbardziej znanych to “Rudaki”, który można było obejrzeć w Canal+, gdy jeszcze nie istniał YouTube a internet był pełen stron wyłącznie z tekstem. Dziś dzięki rozwoju technologii można oglądać te wszystkie “perełki”. Jedną z nich jest “Historie Podlasie: Chleb”.

 

Na filmie możemy obejrzeć jak tradycyjnie na Podlasiu piecze się chleb w tradycyjnym piecu kaflowym, które jeszcze można spotkać w wielu domach na podlaskich wsiach. Możemy zobaczyć sposób przygotowania ciasta, to jak się go wypieka, a także jak przyrządza po wyjęciu z pieca. – Ludzie dodają mleko kwaśne, ludzie dodają jakieś zupy co zostają. Robią z chleba śmietnik. A chleb powinien być czysty. – Tłumaczy na filmie mieszkanka naszego regionu.

 

Każdy, kto jadł kiedykolwiek cokolwiek przyrządzone na takim piecu, to doskonale wie, że smak jest nieporównywalny ze smakami potraw stworzonych na gazie czy kuchence indukcyjnej. Narobiła Nam Pani smaka na tym filmie.

Historyczne Podlasie. Jak zwiedzać to co pozostało? Można zorganizować 4 wycieczki.

Turystyka związana z województwem podlaskim głównie skupia się na Puszczy Białowieskiej i jej okolicach. Oczywiście nie brakuje również zachęt by odwiedzić Suwalszczyznę. Jest też wiele miejsc, które proponuje się do zwiedzania ludziom, związanych z Białymstokiem i miasteczkami obok Tykocinem czy Choroszczą. Są też takie atrakcje, które można powiedzieć dopiero zyskują popularność od niedawna – tatarskie Kruszyniany, kładka Śliwno-Waniewo, Biebrzański Park Narodowy. Niewiele jest zachęt dla turystów natomiast, by zwiedzali najbardziej rdzenne tereny Podlasia. A szkoda, bo tam również jest na co popatrzeć!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na mapie z 1665 roku tereny dzisiejszego województwa podlaskiego były podzielone pomiędzy Księstwo Mazowieckie i Księstwo Litewskie złączone Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Na tej samej mapie między Bugiem a Narwią znajdowało się “Masovie Duché et Polaquie” – tak nazwane przez francuskiego kartografa Abrahama Peyrounina, który ów mapę sporządził.

 

Dawną mapę można podzielić na “rejony”. Na północy znajdował się Augustów, Rajgród, Goniadz. Na górnej części województwa, lecz trochę niżej położone były Supraśl, Wasilków, Choroszcz, Waniewo, Tykocin oraz Suraż. Do dziś poniżej przetrwały zupełnie odludne tereny, za którymi znajduje się Brańsk, Bielsk oraz na granicy województwa (rzeką Nur) Ciechanowiec. Na południu znajdowały się takie miasta jak Mielnik, Drohiczyn, Siemiatycze.

 

Dlatego też jeżeli chcemy eksplorować historyczne Podlasie to najlepiej właśnie robić to w takiej kolejności. Wówczas wszystkie zabytki i miejsca historyczne jakie napotkamy będą ze sobą w jakiś sposób powiązane. Oczywiście po ponad 300 latach od stworzenia mapy, na której opieramy się w niniejszej publikacji, trzech rozbiorach, powstaniach, dwóch wojnach światowych i innych bitwach spuścizna z tamtych czasów praktycznie nie istnieje, a jednak coś przetrwało. To polska kultura, architektura, zwyczaje.

 

Podróżując między Augustowem, Rajgrodem i Goniądzem będziemy mogli zaobserwować trochę inne budownictwo niż na przykład w Mielniku, Drohiczynie i Siemiatyczach. Wynika to z tego, że kolejne pokolenia żyjące na tych ziemiach podtrzymywały zupełnie inne kultury i dziedzictwo. Najbardziej to widać po wszelkiej maści dworkach, które były budowane, a także po kościołach, które przetrwały lub zostały w tym samym miejscu odbudowane tak, by były zbliżone do oryginału.

 

Podobnie ze zwiedzaniem Tykocina i Choroszczy, które są do siebie podobne oraz Ciechanowca, Brańska i Bielska oraz Siemiatycz, Drohiczyna i Mielnika. Nie tylko jednak miasta są do siebie podobne w tych rejonach – podobne są także wsie. Dlatego też w każdej możliwej wolnej chwili warto sobie zaplanować aż 4 wycieczki.

  1. Augustów – Rajgród – Goniądz
  2. Supraśl – Wasilków – Choroszcz – Tykocin – Waniewo – Suraż
  3. Ciechanowiec – Brańsk – Bielsk Podlaski
  4. Mielnik – Drohiczyn – Siemiatycze

Via Carpatia powstanie do 2025 roku. Podlaskie powinno się do tego solidnie przygotować.

Z Litwy do Grecji jedną drogą przez województwo podlaskie. W 2025 roku w całości ma być gotowa Via Carpatia. Nasz region do tego czasu powinien się przygotować, by jak najlepiej wykorzystać szansę. Droga nie tylko będzie służyła lokalnemu ruchowi oraz tranzytowi. Będzie też nią podróżować mnóstwo turystów.

 

Wracając do Via Carpatii. Jak się przygotować? Wszystkie podlaskie gminy, przez które będzie droga przebiegać mają kilka lat by przygotować i wdrożyć plan, dzięki któremu wszyscy przejeżdżający drogą turyści będą zatrzymywać się u nich. Wiejski sklepik może nie wystarczyć, być może warto postawić na więcej gastronomii i lokalne przysmaki, ale też pamiątki, mini-muzea, atrakcje dla dzieci czy miejsca noclegowe – w tym pola dla kamperów i namiotów.

 

W Podlaskiem Via Carpatia przebiegnie przez Budzisko na granicy Polski i Litwy, a dalej Suwałki do Ełku. Następnie prawdopodobnie przez obecną drogę do Knyszyna przez Białystok (na tym odcinku jest Biebrzański Park Narodowy, stąd nie wiadomo jak ta trasa dokładnie przebiegnie). Dalej między Białymstokiem a Bielskiem Podlaskim droga przebiegnie trasą, której jeszcze nie ma. Później obecnym odcinkiem z Bielska Podlaskiego do Siemiatycz. Zatem turyści będą mijać takie miejsca jak Suwalszczyznę, Biebrzański Park Narodowy, Białystok, a także południe województwa podlaskiego, które pod względem turystycznym ma wiele do zaoferowania, ale wciąż są to kierunki dopiero rozwijające się. Jak widać jest co robić, by przyciągnąć turystów.

 

Problem w tym, że póki co na rozwój turystyki w Podlaskiem nie ma dotacji. A dziś mało kto za własne pieniądze chce inwestować. Władze przyzwyczaiły ludzi, żeby brać dofinansowanie na każdą inicjatywę. Dlatego też może powstać wielka droga, którą wszystkie samochody będą szybko przemykać, a my nic z tego mieć nie będziemy poza nowocześnie zorganizowanym ruchem lokalnym i tranzytem. To jednak trochę za mało. Trzeba od takich inwestycji wymagać więcej.

Wilki ostatnio są bardzo aktywne. Ludzie najchętniej by je wybili. To nie zwierzęta są problemem.

Przyroda i rolnictwo są takimi samymi przeciwieństwami co ogień i woda. Wilki w czasach PRL i ZSRR – czyli w wtedy, gdy w ZSRR i jej satelickiej Polsce intensywnie rozwijało się rolnictwo – bardzo przeszkadzały władzy. Postanowiono je wytępić. Prawie im się to udało. W czasie transformacji ustrojowej w Polsce żyło tylko 200 wilków. W całym ZSRR unicestwiono 1,5 miliona wilków! Ich los był w zasadzie przesądzony. Były skazane na śmierć profilaktycznie, a nie za wyrządzanie szkód. Na szczęście udało się przywrócić przyrodzie jej największego sprzymierzeńca. Wilk bowiem odpowiada za czyszczenie lasu z chorej i starej zwierzyny. Zanim jednak takową upoluje musi się tego nauczyć… Młode wilki uczone są przez rodziców na bydle pasącym się na polach. I tu jest problem.

 

Rolnik traci zwierzę, traci pieniądze, a odszkodowanie nie zawsze dostaje. Bowiem te nie przysługuje, jeżeli szkoda wyrządzona przez wilki powstała od zachodu do wschodu słońca, a zwierzęta pozostawały bez bezpośredniej opieki. Ponadto zagryzione bydło i wniosek o odszkodowanie rozpatruje Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Odszkodowanie obejmuje cenę rynkową za padłe zwierzęta, koszt utylizacji padliny, koszt wizyty lekarza weterynarii oraz ewentualne koszty leczenia, gdy zwierzę padnie w trakcie leczenia. Warto jednak dodać, że nim taka decyzja zapadnie – najczęściej przeprowadzane jest postępowanie administracyjne, podczas którego urzędnik musi znaleźć dowody na to, że zwierzę rzeczywiście zostało zagryzione przez wilka, a nie na przykład dzikiego psa. Nim to wszystko się ustali mija sporo czasu. A pieniędzy do tego czasu nie widać. Dlatego dla rolników istnienie wilka jest problemem. Dla przyrody natomiast brak wilka jest problemem. Dlatego też jest to spór nierozwiązywalny.

 

W ostatnim czasie na terenie wsi pod Białymstokiem i Bielskiem Podlaskim uaktywniły się wilki. Znów nastał czas, że młode są uczone przez rodziców polowania. Dlatego też spór o wilki rozgorzał na nowo. W ostatnim czasie nawet doszło do nielegalnego zabicia dwóch wilków przez myśliwych. Dzieci już od dziecka są uczone, że wilk jest zły na przykład w bajce o “Czerwonym kapturku”. Potem ten mit jest utrwalany. Mamy przecież wilkołaki oraz biblijne posyłanie “jak owce między wilki”. Na szczęście na Podlasiu wśród mieszkańców przyleśnych wiosek, którzy z wilkami obcują na co dzień nie jest tak źle. Nikt tu nie nakręca histerii, nie straszy wilkami dzieci. Ot zwykłe dzikie leśne zwierzęta. Gorzej z rolnikami. Istnienie tych zwierząt jest dla nich uciążliwe. Co roku przy okazji wilczych łowów domagają się zrobienia z wilkami “porządku”. Najchętniej sami by wzięli los we własne ręce.

 

Nie można powiedzieć, że żadnego problemu nie ma. Jednak tak jak stwierdziliśmy w tytule – to nie wilki są problemem. Co prawda straty jakie powodują zwierzęta nie są ogromne, lecz odszkodowania powinny być wypłacane rolnikom bardzo szybko. Warto dodać, że obecnie to rolnik musi zadbać o utylizację zagryzionego zwierzęcia. Skoro wilki są pod ochroną państwa, to właśnie państwo powinno to robić, a nie wypłacać za te czynności w odszkodowaniu. Działalność rolnika powinna ograniczać się tylko do wykonania telefonu. Urzędnicy powinni przysłać odpowiednich ludzi do wykonania dokumentacji, utylizacji i natychmiastowej wypłaty odszkodowania.

 

Populacja wilka w Polsce w ciągu 30 ostatnich lat czyli od transformacji ustrojowej wzrosła pięciokrotnie. W Rosji czyli spadkobiercę ZSRR do dziś walczy się z wilkami. Co roku ginie tam 10 000 osobników. W naszej sąsiedniej Białorusi wilk także nie jest mile widziany. Oficjalnie jest w tym kraju 1200 wilków. W rzeczywistości jest dużo mniej. Warto dodać, że nie brakuje wycieczek polskich myśliwych na Białoruś, gdzie mogą legalnie odstrzelić zwierzę. Warto dodać jeszcze, że myśliwi również nie lubią wilków, bo te sprawiają że ci mogą czuć się zbędni. Bo przecież wilki polują dokładnie na tą samą zwierzynę co myśliwi. Dlatego też nie brakuje z tego środowiska głosów, by wrócić do tępienia wilka.

Featured Video Play Icon

Kultowe filmy i seriale kręcone na Podlasiu. Było tego całkiem sporo!

Dawniej większość polskich filmów realizowano w Warszawie bądź w Łodzi. Każdorazowo realizacja pochłaniała gigantyczne kwoty. Z biegiem czasu technika jednak się zmieniła, dzięki czemu można zaoszczędzić wiele pieniędzy. Dziś żyjemy w czasach, gdzie filmy kręcić można telefonem komórkowym – co już w praktyce można było zobaczyć na przykład u Smarzowskiego w Drogówce. W czasach, gdy się kręciło filmy na taśmie mimo wspomnianych lokalizacji – byli tacy, co nagrywali także w dzisiejszym województwie podlaskim. Warto też wspomnieć o wielu wspomnieniach o naszych terenach w dialogach.

Filmy, gdzie wspominano o nas

Zacznijmy właśnie od tego. Na pewno wszyscy pamiętają kultowy film Miś. Jego bohaterem jest Ryszard Ochódzki (Stanisław Tym), który wciela się w role chytrego prezesa klubu sportowego “Tęcza”. Na swoim stanowisku może robić różne “wałki”. Film został zrealizowany przez Stanisława Bareję. Kiedy reżyser zmarł, to Sylwester Chęciński postanowił kontynuować “przygody” Ochódzkiego. Akcję filmu Rozmowy kontrolowane osadził w czasach stanu wojennego. Jednym z wątków była przeprowadzka Ochódzkiego do Suwałk, gdzie mówiąc krótko “narobił bigosu” tak dużego, że ponoć sam Jaruzelski nie spał. Kadry dotyczące Suwałk były dość ogólne lub w pomieszczeniach, więc raczej nie były realizowane w Suwałkach. Jednak najbardziej zapamiętanym tekstem z filmu było “Niech i Suwalszczyzna odznaczy się politycznie”.

 

Sam Bareja w “Nie ma róży bez ognia” robił nawiązania do Łomży. Mieszkała tam porzucona przez Dąbczaka żona. Samego miasta nie pokazano. Podobnie jak w serialu 07 zgłoś się. Realizowało go kilku reżyserów. Głównie jednak Krzysztof Szmagier, który był autorem scenariusza. W jednym z odcinków jest nawiązanie do Białegostoku. Podczas dialogu porucznika Borewicza z prostytutką rozmawiali o naszym mieście jako o miejscu przypominającym zesłanie. W innym odcinku akcja toczyła się rzekomo w Augustowie.

Filmy, gdzie nas pokazano

Sztandarowym produktem i jednocześnie ponadczasową laurką jest U Pana Boga za piecem. Nie będziemy po raz kolejny rozpływać się nad tym filmem, ale zachęcamy do przeczytania i obejrzenia zdjęć w naszym materiale, gdy odwiedziliśmy sceny filmu po 20 latach. Dodajmy tylko, że 3 filmy U Pana Boga za piecem były kręcone w Sokółce, Wierzchlesiu, Supraślu, Tykocinie i w Białymstoku.

 

Ekranizacja lektury szkolnej – Nad Niemnem również była częściowo realizowana u nas. Po drodze z Zabłudowa do Bielska Podlaskiego znajduje się miejscowość Koźliki. To tam została nagrana scena żniw. Ponadto tytułowy Niemen to tak naprawdę Bug. W miejscowościach Gnojno i Wasilewo. Trochę dalej bo w Bielsku Podlaskim realizowano natomiast kultowego Znachora. Dziś już miasteczko wygląda trochę inaczej.

 

 

Kolejny kultowy film – Piłkarski Poker – został także częściowo realizowany w Białymstoku. W jednej ze scen można zobaczyć jak przy dworcu kolejowym stoją… furmanki. W filmie padł również kultowy tekst “Co jak co, ale społeczeństwo białostockie jest ofiarne” – w kontekście tego, jak kibice zrzucili się na łapówkę dla sędziego, by ten nie skrzywdził fikcyjnej drużyny “Biała Białystok”.

 

 

Warto też wspomnieć o filmie Smarzowskiego – Wołyń. Reżyserowi tak przypadł do gustu most w podłomżyńskim Bronowie, że zrealizował tam jedną ze scen. Można też przypomnieć o tym, jak w kompletnej tajemnicy z samego Hollywood przyjechała ekipa nad Siemianówkę, by zrealizować jedną ze scen Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa.

Seriale

Akcja kultowego serialu Blondynka dzieje się w Supraślu. Natomiast produkcja serialu Kruk była częściowo realizowana w Czarnej Białostockiej (także w charakterystycznym zajeździe), Kruszynianach oraz w Białymstoku. W TVN można było oglądać Chyłka – Zaginięcie. Akcja toczyła się w Kolnie i Augustowie. Białystok odwiedził też Tomasz Karolak i Małgorzata Kożuchowska gdzie nagrywano odcinek serialu Rodzinka.pl. Warto podkreślić, że to nie wszystkie produkcje. Było ich dużo więcej, ale są znane prawdziwym koneserom kina!

Przepiękne widowisko na niebie. Noc spadających gwiazd. Gdzie je oglądać?

Jak co roku jest to niesamowite zjawisko dostrzegalne gołym okiem. Wygląda naprawdę efektownie. Nasza Ziemia ma takie położenie, że na niebie można obserwować rój meteorów zwanych Perseidami. Wystarczy wybrać ciemne miejsce i obserwować niebo. Nie będzie brakować rozbłysków. W ciągu godziny dojrzymy ich aż kilkadziesiąt! Najlepszy czas na obserwacje to właśnie dziś w nocy. Księżyc nie będzie przeszkadzać. Planujcie wycieczkę za miasto.

 

Najlepsze miejsca do obserwacji to przede wszystkim południowa i wschodnia część Białostocczyzny. Wystarczająco daleko od łuny światła z Białegostoku będzie już w okolicach Doktorc. Tam też przepływa Narew więc można zorganizować klimatyczny piknik nad rzeką. Słuchając odgłosów natury, patrząc w niebo poczujemy się jak w zaczarowanym świecie. Kolejny dobrym miejscem będzie też wiata biwakowa pod Pietkowem. Będzie tam widoczne całe niebo. Możemy także zrobić piknik nad Narwią w Strękowej Górze. Tam również jest wiele miejsc, w których światło większego miasta nie będzie nam przeszkadzać w obserwacji. Świetnym miejscem będą również okolice Jagłowa nad Biebrzą. Tam również zbyt wielu zabudowań i światła nie ma. Dobrym pomysłem może być też obserwacja gdzieś po drodze z Bielska Podlaskiego do Hajnówki.

 

Warto żeby były to jak największe otwarte przestrzenie oraz nieskrępowana możliwość obserwacji. Warto też by nie było to blisko lasu, który nie tylko będzie zasłaniać ale też może narazić nas na spotkanie z dzikim zwierzęciem, które możemy zaskoczyć swoją obecnością. Leżenie i patrzenie w niebo nie powoduje zbyt dużo hałasu. Jeżeli również nie będzie wiatru to zwierzę może nas nie wyczuć. Zaskoczone natomiast może zaatakować. Dlatego też najlepiej urządźmy sobie piknik w wieży widokowej lub nad rzeką.

 

Byleby tylko pogoda dopisała, która w ostatnim czasie jest kapryśna. Potrzebujemy bezchmurnego nieba. Warto też zabrać aparat fotograficzny i ustawić, by robił zdjęcia nieba interwałem. Wtedy istnieje duża szansa, że wyjątkowy moment uchwycimy na pamiątkę. Można też bez aparatu. Wystarczy leżeć i patrzeć w niebo. Wszystko będzie dostrzegalne gołym okiem. Kiedy obserwować? Po zachodzie księżyca czyli od 1:54.

To będzie prawdziwe święto dobrego jedzenia. Dania z różnych stron świata!

MOSiR i organizacja FUTRAKI zapraszają wszystkich miłośników dobrego jedzenia na otwarcie sezonu foodtruckowego w Bielsku Podlaskim. Impreza odbędzie się w dniach 13-14 lipca. Food trucki, jak zwykle, zaoferują duży wybór dań z różnych stron świata.

Dania z Ameryki Południowej i Azji

13 i 14 lipca (sobota, niedziela) teren przy MOSiR Bielsk Podlaski będzie kusić mieszkańców miasta zapachami wspaniałych potraw przyrządzanych przez prawdziwych pasjonatów kulinariów. To najlepsze zaproszenie do ucztowania w formule wielkiego, rodzinnego pikniku, którego główną atrakcją będzie kilkanaście food trucków – aut przystosowanych do przygotowywania i wydawania posiłków. Każdy z samochodów serwuje oryginalne potrawy: od wyjątkowych meksykańskich buritto, poprzez azjatyckie dania z woka i oryginalne burgery, aż po słodkie hiszpańskie churrosy i lody tajskie. Bogata oferta kulinarna zaspokoi najwybredniejsze gusta miłośników jedzenia.

 

Wszystkie potrawy przygotowywane są ze świeżych, sezonowych produktów. Na ich bazie powstają przepyszne: przystawki, dania główne oraz desery i kawa. Impreza odbędzie się przy MOSiR, przy ul. Elizy Orzeszkowej w Bielsku Podlaskim. Wstęp na wydarzenie jest wolny. Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/2409101902650931/

Co będzie można dobrego zjeść?

? Beat Pastrami Food Truck – amerykańskie pastrami!

? Cafe Rolka- Lodorolki – lody tajskie!

? Czarros – hiszpańskie churros!

? E.Doggs – pyszne hot dogi!

? El Compadre Foodtruck – burrito i quesadilla!

? Farsz Food- BAO – bułeczki bao i pierożki na parze!

? Le mini lemoniada – lemoniada molekularna!

? Lord Burger – najlepsze burgery!

? PAN FRYTA – frytki belgijskie!

? Pulled Pork F.T. – kanapki z szarpaną wieprzowiną!

? SMAKI ULICY – grillowane ciabatty!

? Smakoteka Foodtruck – tortilla XXL i zakręcony ziemniak!

? SweetGang – słodziutkie mini pączki!

? WokKing – tajski Pad Thai!

Materiał partnerski

Dlaczego jest tak mało połączeń kolejowych? Trzeba to koniecznie zmienić!

Koleje regionalne w województwie podlaskim to bardzo ciekawy przypadek. Z jednej strony można nimi w weekendy pojechać do Kowna na Litwie, przez Puszczę Knyszyńską do Walił pod Gródkiem oraz przez Puszczę Białowieską z Czeremchy do Siemianówki. Z drugiej strony codzienne połączenia w zasadzie opierają się tylko o Białystok. Mimo, że województwo Podlaskie to także Suwałki na północy, Łomża na zachodzie i Siemiatycze na południu. Wszystko wskazuje na to, że Łomżę chyba oddamy Mazowszu. Obecnie, od lat nie można tam dojechać pociągiem. Niedługo to się zmieni. Tylko jest jeden szkopuł. Z Białegostoku dalej nie dojedziemy, bo tory poprowadzą z Mazowsza przez Łomżę na Mazury.

 

Gdzie można dojechać regionalną koleją z Suwałk? Do Białegostoku przez Augustów i Sokółkę. Natomiast z Siemiatycz dojedziemy do Siedlec, Czeremchy, Warszawy i Hajnówki. Gołym okiem widać, że czegoś tu brakuje. Z Białegostoku brak planów na bezpośrednie połączenie Białystok – Łomża. Nie wiadomo nawet kiedy zakończy się remont torów między Łapami a Łomżą. Z Suwałk brak połączenia z Siemiatyczami i vice-versa. Po drodze z Hajnówką i Bielskiem Podlaskim.

 

Za wzór należy postawić Koleje Dolnośląskie. Tam nie wszystkie połączenia odbywają się przez Wrocław. Takie miasta jak Jelenia Góra, Wałbrzych, Kłodzko, Głogów są ze sobą skomunikowane. Jelenia Góra, Wałbrzych i Wrocław – między tymi miastami można jeździć przez cały dzień. Jest bardzo dużo połączeń. Jest także połączenie między leżącymi na północy województwa Głogowem oraz Kłodzkiem na południu. Warto też dodać że nawet jeżeli jakieś połączenie zahacza o Wrocław, to nie jest to zawsze miasto końcowe. Ponadto ilość wszystkich połączeń na Dolnym Śląsku jest ogromna!

 

Oczywiście jest tam 3 razy więcej mieszkańców niż w Podlaskiem, ale połączeń kolejowych więcej jak trzy razy. Dlatego mamy od kogo się uczyć. Nie może tak być, że można dojechać tylko do Białegostoku. Powinno być wiele połączeń regionalnych kursujących na co dzień na trasie Suwałki – Augustów – Sokółka – Białystok – Bielsk Podlaski – Czeremcha – Siemiatycze. To bardzo źle, że ludzie w kwestiach transportu muszą liczyć tylko na siebie – co najczęściej kończy się kupowaniem samochodu. Efekt jest taki, że w rodzinie 3-osobowej są 3 samochody.

 

Osobną kwestią są połączenia krajowe. Zupełnie nie jest zrozumiałe dlaczego z Suwałk jest jedno połączenie do Krakowa (które miało być zlikwidowane) i jedno do Warszawy. Od dawna odcinek Sokółka – Suwałki nie jest zelektryfikowany. To główna przeszkoda, ale wszystkie pociągi, które kończą bieg w Białymstoku mogłyby w zasadzie dojeżdżać przynajmniej do Sokółki. Z tego miasta na północ mogłyby jeździć często szynobusy. Brakuje też połączenia Suwałki – Białystok – Siedlce – Lublin – Rzeszów. To kuriozalne, że na południe Polski musimy jeździć przez Warszawę.

 

Najgorsze, że nie ma nawet żadnych planów na zmiany. Nie wiadomo czy kiedykolwiek Białystok będzie połączony kolejowo z Łomża. Linia Suwałki – Sokółka prawdopodobnie może zostać w przyszłości zlikwidowana. Bowiem za kilka lat będzie połączenie Suwałki – Ełk – Białystok. Nie ma też żadnych planów, by jeździły pociągi do Lublina i Rzeszowa. Żal na to patrzeć.

Te drewniane cuda stoją w Podlaskiem. Jedna ze świątyń przetrwała od 1610 roku!

W województwie podlaskim mamy 115 kościołów oraz 67 cerkwi. Wiele z tych budynków przyciąga do naszego regionu turystów. Obecnie w wielu filmach i materiałach promocyjnych można znaleźć zachęty, by odwiedzać Podlaskie na przykład po to, by zobaczyć na własne oczy piękne, drewniane kolorowe cerkwie. To fakt – warto je zobaczyć na własne oczy zarówno od zewnątrz jak i w środku. Jednak mimo wszystko nie warto zapominać również o zwiedzaniu kościołów. Tym razem chcemy się skupić na świątyniach zbudowanych z drewna. Mają one swój wyjątkowy urok. Dlatego, jeżeli planujecie wycieczki tematyczne w naszym regionie – to warto uwzględnić również i zwiedzanie pod takim kątem. Żałować nie będziecie, gdyż Podlaskie ma do zaoferowania prawdziwe cuda architektoniczne.

Drewniane kościoły na Suwalszczyźnie

fot. Witia / Wikipedia

Jednym z takich cudów jest kościół Św. Anny w Gibach w powiecie sejneńskim. Pierwotnie była to molenna, przez co stylem przypomina budynek w Wodziłkach czy Gabowych Grądach. Z tym, że te dwa należą do staroobrzędowców. Budynek w Gibach także do nich należał jeszcze przed II Wojną Światową.

fot. E.giedraitis / Wikipedia

Kolejnym, drewnianym cudem jest katolicki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Berżnikach (powiat sejneński). Parafia w tym miejscu powstała już w 1447 roku. Obecny budynek pochodzi natomiast z 1819 roku. Później był jeszcze restaurowany.

fot. Marek i Ewa Wojciechowscy / Wikipedia

Następna świątynia również leży na Suwalszczyźnie a konkretnie w Jeleniewie. Jest to Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa. Świątynia została wzniesiona w 1878 roku, a poświęcona w 1899 roku. Warto tutaj dodać, że ołtarz oraz konfesjonały pochodzą z innego kościoła i są w stylu rokoko. We wnętrzu obejrzymy również XIX wieczne obrazy oraz przepiękne stacje drogi krzyżowej także z tamtego wieku. Jako ciekawostkę można dodać iż na strychu kościoła znajduje się bardzo wiele nietoperzy objętych ścisłą ochroną gatunkową.

fot. Ejkum / Wikipedia

Kolejny drewniany kościół stoi w Mikaszówce. Przypomina wyglądem molennę. Wiadomo o nim tylko tyle, że został wybudowany na początku XX wieku.

fot. Thebleeding / Wikipedia

Drewniane kościoły na Podlasiu

Warto również na własne oczy zobaczyć Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Sokołach (powiat wysokomazowiecki). Świątynia została wzniesiona pierwotnie jako cerkiew unicka w 1758 roku w Tykocinie. Następnie w 1833 roku przeniesiono ją na cmentarz w Sokołach (tak – drewniane budynki można przenosić) i tam została kościołem katolickim. Aż do dzisiaj.

fot. Simpledot / Wikipedia

Grzechem byłoby nie zobaczenie wspaniałego kościoła św. Anny w Kalinówce Kościelnej. Świątynia została wybudowana w 1774 roku na bazie innej, spalonej w 1761 roku. Rzeźby w środku datowane są na XVII wiek. Warto także zobaczyć obraz św. Mikołaja z XIX wieku oraz XVII wieczne renesansowe tabernakulum (czyli szafki na eucharystię). Przy kościele stoi także wspaniała dzwonnica.

fot. Yarl / Wikipedia

Warto także wybrać się do Starej Kamiennej, gdzie znajduje się Kościół Św. Anny – najstarszy drewniany budynek na Podlasiu, zachowany do dnia dzisiejszego. Świątynia została ufundowana przez Piotra Wiesiołowskiego (który w Białymstoku wzniósł zamek, z którego powstał Pałac Branickich). Drewniana świątynia znajduje się w powiecie sokólskim.

Pozostałe kościoły, które warto zobaczyć to XIX wieczny Kościół Matki Bożej Szkaplerznej w Studzienicznej, XVI-wieczne Sanktuarium Matki naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa w Domanowie (rozbudowywane w XIX wieku), XVIII-wieczny Kościół św. Stanisława w Milejczycach, Kościół Matki Bożej Anielskiej w Monkiniach z XX wieku, a także XVI-wieczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława w Narwi, XX-wieczny Kościół Trójcy Przenajświętszej w Pawłówce oraz Kościół św. Jana Chrzciciela w Turośli z XIX wieku.

fot. Ludwig Schneider / Wikipedia
Featured Video Play Icon

Znani blogerzy na Podlasiu. Zachwyceni naszym regionem – “najbardziej niesamowite i egzotyczne”.

Blogerzy “Busem przez świat” postanowili przyjechać na Podlasie i pokazać swoim widzom 10 miejsc, które warto zobaczyć na Podlasiu. Warto obejrzeć film, by zobaczyć jakie podlaskie atrakcje przyciągają. Serce też się raduje, że robi się wreszcie moda na nasz region. Przestajemy być “dziurą”. Teraz jesteśmy “popularną dziurą”. Dalej ludzie stąd uciekają na rzecz bardziej rozwiniętych miejsc i tutaj raczej nic się nie zmieni, ale przynajmniej jesteśmy drugimi Bieszczadami. Rzadko zamieszkanym regionem, w którym jest dziko, niesamowicie i egzotycznie właśnie. A jak widzą nas blogerzy z “Busem przez świat”?

 

Na pierwszym miejscu wymieniają Kruszyniany oraz zamieszkałych tam Tatarów. Na drugim miejscu postanowiono ukazać prywatny zamek “Kasztelnik”. Oczywiście nie mogło zabraknąć podlaskich, kolorowych, drewnianych cerkwi. Kolor – niebieski oznacza powierzenie matce boskiej, zaś zielona świątynia powierzona duchowi świętemu bądź męczennikowi. Kolejna propozycja blogerów to Kraina Otwartych Okiennic. Kolejne miejsce to Święta Góra Grabarka pod Siemiatyczami.

 

Następnie blogerzy polecają wybrać się do Odrynek, gdzie znajduje się skit prawosławny. Tak samo jak podlaskich cerkwi, tak nie mogło zabraknąć w propozycjach Puszczy Białowieskiej. Kolejna wycieczka proponowana przez podróżników to kładka Waniewo i Śliwno. Kolejnym punktem na mapie był Supraśl. Ostatnie miejsce to Europejska Wieś Bociania.

 

Warto dodać, że blogerzy mają na kanale YouTube – 94 tys. subskrypcji. Właśnie tyle osób dzięki nim zobaczy piękno Podlasia i być może zdecyduje się na przyjazd do nas.

Majówka 2019. Najlepsze miejscówki w całym województwie Podlaskim!

Co robić podczas Majówki 2019? Trudno przewidzieć jaka będzie pogoda, ale może być jednego dnia kiepska, a innego słonecznie. Dlatego też najlepiej mieć do dyspozycji cały wachlarz możliwości. Dlatego też specjalnie dla Was przygotowaliśmy różne warianty w każdym powiecie!

Majówka w miastach:

Długi weekend w większym mieście wiąże się głównie z rozrywką w obiektach zamkniętych – kino, teatry, puby, restauracje, a gdy jest ładna pogoda to ewentualnie można odwiedzać place zabaw, parki czy nawet plaże. Tego typu atrakcji nie brakuje również w trzech największych miastach województwa podlaskiego. Białystok, Łomża, Suwałki mogą zaoferować to wszystko oprócz spacerów po centrach miast i okolicach.

A co można robić w mniejszych miastach na Majówkę?

Powiat augustowski

Kanał Augustowski, fot. Dainava / Wikipedia

Tutaj bezapelacyjnie rządzą plaża, bulwary i Rynek. W okolicach warto wybrać się nad Kanał Augustowski oraz do sanktuarium w Studzienicznej.

Powiat białostocki

Supraśl

Jest to rozległy obszar, który można podzielić aż na trzy części – pierwsza to tereny Puszczy Knyszyńskiej – Supraśl, Cieliczanka, Kołodno, Królowy Most, Gródek czy Michałowo. Druga zaś to Tykocin i wycieczka wzdłuż Narwi aż do Góry Strękowej. Warto też odwiedzić Choroszcz i zerwany most w Kruszewie oraz Czarną Białostocką i jej zalew. Każde z tych miasteczek ma coś do zaoferowania przyjezdnym. Od spaceru to ciekawe zabytki i inne miejsca, gdzie można zwyczajnie się zrelaksować.

Powiat bielski

Synagoga w Orli, fot. Emmanuel Dyan

Tutaj najciekawsze tereny to przede wszystkim wioseczki między Orlą a Ploskami. Po trasie możemy napotkać wiele elementów wielokulturowości. Jednym z elementów będzie synagoga w Orli oraz cerkwie.

Powiat grajewski

Jezioro Dręstwo pod Rajgrodem

Te tereny to przede wszystkim Biebrzański Park Narodowy oraz Rajgród. W tym pierwszym można spacerować po wspaniałym bagnistym lesie. W drugim przypadku to odpoczynek nad jeziorami.

Powiat hajnowski

Kolej wąskotorowa w Hajnówce

Bezapelacyjnie w powiecie hajnowskim rządzi Puszcza Białowieska. Warto ją odwiedzić oraz skorzystać z licznych atrakcji – takich jak kolej wąskotorowa, drezyny, zwiedzanie Parku Narodowego i rezerwatu. Oprócz tego warto spotkać żubry i stare dęby.

Powiat kolneński

Brama cmentarza żydowskiego w Kolnie, fot. PanSG / Wikipedia

Czy jest coś ciekawego w Kolnie i jego okolicach? Miasteczko ostatnio zasłynęło z tego, że TVN nagrywał tam jeden ze swoich seriali. W Kolnie możemy zwiedzić cmentarz żydowski i synagogę. Możemy też się dowiedzieć kim był Jan z Kolna, który podobno odkrył Amerykę jeszcze przed Kolumbem. Warto też przejść się po centrum miasta oraz na cmentarz z 1809 roku.

Powiat łomżyński

Ujście Biebrzy do Narwi,fot. SilverTree / Wikipedia

Tutaj przede wszystkim można zwiedzać Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Miejsce, gdzie będzie można podziwiać wspaniałe rozlewiska Narwi. Warto też wybrać się do miejscowości Ruś pod Wizną. Tam obejrzeć możemy z bliska ujście Biebrzy do Narwi.

Powiat moniecki

Biebrzański Park Narodowy

Na tych terenach przy odrobinie szczęścia możemy napotkać łosia. Biebrzański Park Narodowy od strony powiatu monieckiego to przede wszystkim Osowiec-Twierdza, gdzie możemy zobaczyć bunkry oraz przejść się kładką. Warto też odwiedzić Goniądz i tamtejszy punkt widokowy. Warto też wdrapać się na górkę, by odpocząć przy św. Florianie. Jest też drugi punkt widokowy w Dawidowiznie. Można też wybrać się wzdłuż Biebrzy – od Dolistowa Starego do Jagłowa.

Powiat sejneński

Kukle, fot. Darek Sołtysiński / Wikipedia

Jeżeli powiat sejneński to jeziora w miejscowości Giby i Kukle. Można też wybrać inne jeziora na przykład leżące na granicy Polski i Litwy – Gaładuś.

Powiat siemiatycki

Niemirów

Okolice dawnej stolicy Podlasia czyli Drohiczyna to wspaniałe miejsce na dłuższą wycieczkę. Zachwycimy się w Niemirowie, Mielniku czy Drohiczynie właśnie. Dodatkowo warto obejrzeć z bliska klasztor na Grabarce. Można też wybrać się do Koterki, by zobaczyć piękną cerkiew na granicy polsko-białoruskiej. Powiat siemiatycki to także rzeka Bug, gdzie możemy popływać kajakiem.

Powiat sokólski

Meczet w Kruszynianach

Kruszyniany, Bohoniki to miejsca, gdzie możemy poznać Tatarów – polskich muzułmanów, mieszkających w naszym kraju od kilkuset lat. Czy różnią się od muzułmanów z krajów arabskich? Jeszcze jak! O tym wszystkim dowiecie się choćby odwiedzając meczet w Kruszynianach. Powiat sokólski to także miejsca związane z filmem “U Pana Boga za Piecem”, które mimo dwóch dekad nie zmieniły się zbytnio. W samej Sokółce znajduje się też kościół, w którym doszło do cudu. Pod samym miasteczkiem całkiem przyjemnie można spędzić czas nad zalewem.

Powiat suwalski

Klasztor w Wigrach fot. Krzysztof Mierzejewski / Wikipedia

Wigierski Park Narodowy to miejsce, którego specjalnie przedstawiać nie trzeba. Pisaliśmy na naszych łamach o nim wiele razy. Pokamedulski klasztor czeka! Oprócz tego oczywiście Szelment ze swoimi atrakcjami – wyciągiem nart wodnych, mini-golfem i parkiem linowym, do tego Wiżajny i trójstyk granic. A jakby komuś było mało, to niech zajrzy jeszcze na Stańczyki tuż za granicą województwa podlaskiego.

Powiat wysokomazowiecki

Muzeum w Ciechanowcu, to miejsce gdzie Donatan nagrywał swój znany kawałek “My Słowianie”. Zobaczcie te wyjątkowe miejsce na własne oczy. Żałować nie będziecie! Warto też zajechać do Waniewa – gdzie niestety nie skorzystamy ze wspaniałej kładki, ale miło spędzimy czas nad rozlewiskami. Do tego na liście “do zobaczenia” powinna znaleźć się siedziba Parku Narwiańskiego Parku Narodowego w Kurowie.

Powiat zambrowski

Popiersie Józefa Piłsudskiego w Paproci Dużej fot. Jolanta Dyr / Wikipedia

Tutaj najciekawszym miejscem jest “Paproć Duża”. Miejscowość, która znajduje się wewnątrz wielkiego ronda. W kościele znajdującym się w miejscowości żenił się Józef Piłsudski.

 

Jak widzicie na Majówkę jest wiele atrakcji. Nudzić się nie będzie kiedy. Byleby pogoda dopisała. Bo jak szklana pogoda, to szyby niebieskie od telewizorów. A tak – można zwiedzać i zwiedzać. Udanego wypoczynku!

Oto dawne, podlaskie zwyczaje na Wielkanoc. Czy przetrwały?

Za 10 dni będziemy mieli Wielkanoc. Na Podlasiu istnieje wspaniała tradycja malowania pisanek. Dawniej nie tylko barwiło się jajka na jednolite kolory, lecz tworzyło się na skorupce prawdziwe małe dzieła sztuki! Czy dziś ta tradycja gdzieś jeszcze przetrwała? Trudno powiedzieć. Wciąż jednak można w internecie znaleźć zapisy na różnorakie warsztaty zdobienia pisanek, na których można nauczyć się techniki pokrywania jajek na różne sposoby. Jednym z popularniejszych sposobów jest także tworzenia “kraszanki” czyli farbowania jajek przy pomocy łupin z cebuli. W ten sposób wszystkie jaja mają intensywny czerwony kolor. Dodatkowo można wtedy na nich wydrapać różne wzorki. Warto zaznaczyć, że w podlaskiej tradycji nie robiono tego tylko dla zabawy. Każdy wzór coś konkretnego symbolizował.

 

Nie zapomnijmy jeszcze o kolejnych zwyczajach polewania wodą w drugi dzień świąt. Ten zwyczaj także zanika – gdyż polewanie ludzi w miastach skończyłoby się odpowiadaniem za chuligański czyn. Jak jest na wsiach dziś? Na wielu podtrzymuje się tą tradycję, która oczywiście jest skierowana na polewanie kobiet. Młodzi kawalerowie dawniej polewali wodą panny. Ta, która została oblewana najczęściej – była uznawana za najładniejszą i mającą największe powodzenie. Jeżeli, któraś nie została oblana, to była to dla niej prawdziwa obraza. Wierzono, że zostanie takowa starą panną. A na wsi takie życie było koszmarem. Stare panny musiały pomagać w wychowywaniu dzieci rodzeństwa, a także im gotować, sprzątać i prasować. A gdy się nie lubiły z bratową to już w ogóle nie było wesoło… dlatego też starym zwyczajem młode dziewczyny na wszelki wypadek nie powinny unikać polewania wodą.

Południowe Podlasie powinno połączyć się z północnym, a Łomża z Mazowszem?

20 lat temu rząd Jerzego Buzka wprowadził nowy podział terytorialny kraju. Z mapy zniknęło 49 województw, a w ich miejsce pojawiło się 16. W tym Podlaskie, które zlepione zostało z Białostocczyzny, Ziemi Łomżyńskiej oraz Suwalszczyzny. Mało kto pamięta, że eksperci ustalili, że dla Polski najlepiej będzie gdy będzie składać się z 10-12 województw. Politycy jednak nie mogli się z tym pogodzić i między sobą wynegocjowali właśnie 16 województw. Po 20 latach już wiemy, że Buzkowi nie wyszły reforma zdrowotna (nie ma już Kas Chorych), reforma edukacyjna (nie ma już gimnazjów), reforma emerytalna (praktycznie nie ma już OFE), ale też reforma administracyjna. Niestety chyba niewiele można z tym zrobić.

 

Spójrzmy na to z perspektywy Podlaskiego. Przyłączenie południowego Podlasia do Lublina, a północnego do mazowieckiej Łomży sprawiło, że obie strony czują się poszkodowane. Łomża jest pomijana przy największych inwestycjach, gdyż to Białystok jest stolicą województwa. To tutaj znajdują się wszystkie ważniejsze urzędy czy instytucje. Białystok natomiast nie jest nawet z Łomża solidnie połączony. Nie da się tam dojechać pociągiem. Zaś dojazd samochodem nie jest specjalnie komfortowy. Oba miasta nie są ze sobą kulturowo związane. Od zawsze były po dwóch różnych stronach granic.

 

Głównym miastem południowego Podlasia są Siedlce. Jest tez Biała Podlaska, Łuków i Radzyń Podlaski. Tereny te dawniej należały do Księstwa Warszawskiego, a w 1816 roku roku przekształcone zostały w województwo podlaskie. Dlaczego po reformie Buzka “zagrabiono” je na rzecz Mazowsza? Warto też przypomnieć, że historyczne Podlasie to także miasta Korony Polskiej – Drohiczyn, Mielnik czy Granne – leżące na szczęście w naszym województwie. Niewątpliwie brakuje tu uzupełnienia o Siedlce i Białą Podlaską.

 

Zabrać podlaskie ziemie lubelskiemu i mazowieckiemu, oddać Łomżę Mazowszu i co dalej? Przesunięcie granic województwa we właściwe miejsca byłoby jednak tylko uporządkowaniem historii. Z perspektywy mieszkańców Łomży, Białej Podlaskiej czy Siedlec nie miałoby to żadnego sensu, a jedynie utrudniłoby życie. Wszystko przez odległości – między Łomża a Białymstokiem jest 80 km, zaś miedzy Łomżą a Warszawą prawie 2 razy tyle. Biała Podlaska do Lublina ma 120 km, do Białegostoku 140 km. Siedlce do Warszawy prostą drogę i niecałe 100 km. Do Białegostoku natomiast 150 i to gorszą drogą. Pociągiem też nie lepiej. Ściana wschodnia kompletnie nie jest ze sobą skomunikowana. Do Lublina nie dojedziemy przez Czeremchę i Siedlce lecz przez Warszawę i Siedlce. Podobnie do Białej Podlaskiej. Ta miejscowość również nie ma lepiej z połączeniem do Lublina.

 

Przywrócenie dawnych granic nie miałoby sensu. Dlatego też musimy porzucić marzenia o powrocie wielkiego, historycznego Podlasia na rzecz ciężkiej pracy na to, byśmy nie byli takimi biedakami. Nie będzie to jednak takie łatwe. Mimo wspaniałych walorów turystycznych – nie przyjeżdża do nas tyle osób co choćby w biedne, podkarpackie Bieszczady. Pensje w naszym regionie względem innych są żenująco niskie. Najbliższe lotnisko jest pod Warszawą. Jedyne co mamy to jedną szybką drogę ekspresową i komfortowe połączenie kolejowe również z Warszawą. Niezbyt wiele jak na 20 lat istnienia województwa podlaskiego. Wystarczająco jednak, by stąd uciec na zawsze jeżeli natrafi się dobra okazja.

fot główne: Facebook – Nowy Podział Administracyjny Polski (koncepcja podziału na 10 województw

Featured Video Play Icon

Ksiądz, Batiuszka oraz Imam we wspólnej akcji. Ten wspaniały film powstał na Podlasiu!

Kto by pomyślał, że obraz ze świętym może dosłownie uratować życie. Zwykle w religiach wierni modlą się do obrazu. Tym razem ksiądz proboszcz Marcin Kuczyński z kościoła katolickiego, ksiądz wikary Piotr Borowik z cerkwi prawosławnej oraz imam Meczetu w Kruszynianach wystąpili we wspólnej akcji Krajowej Izby Kominiarzy – “Znak Floriana”. Duchowni spotykając się z wiernymi edukują ich jak mają się ustrzec zatruciem tlenkiem węgla. Obrazek z wizerunkiem świętego Floriana rozdawany był w trakcie kolędy. Można nim było również sprawdzić drożność wentylacji w domu.

 

Pomysł na akcję jest zaskakujący. Wszelkie ekumeniczne działania duchownych pokazują, że Podlasie było wielokulturowe oraz że nadal jest. Nie ma co ukrywać, że antagonizmy pomiędzy wiernymi różnych religii zdarzają się do dziś. Jednak jak tłumaczy w filmie ks. Piotr Borowik – My tu na Podlasiu często razem się śmiejemy, ale też razem płaczemy. Jednak czad zabija wszystkich – wierzących, niewierzących – prawosławnych, katolików, bogatych, biednych. To zabójca wszystkich tych, którzy zapominają o swoim bezpieczeństwie.

 

Dlatego w 2019 roku duchowni podczas kolędy rozdawali obraz ze świętym Florianem – patronem strażaków. Jeżeli przyłożony obrazek do wentylacji zostanie przyssany, to znaczy że ta działa poprawnie. Jeżeli odpadnie – to znak, by zadzwonić do kominiarza. Ten prosty przekaz jest skuteczny. Zaś ludzie, którzy przyjmują duchownych mogą się przekonać o tym od razu sprawdzając jak jest z tym u nich w domu.

 

Wystarczy kilka minut by czad zabił mieszkańców. Co roku swoje życie traci trując się nim 2000 osób! Czad – czyli “cichy zabójca” (bo ani go nie czuć ani nie widać) zaczyna działać, gdy zaczyna się sezon grzewczy. Pierwsze objawy działania czadu na organizm to zawroty głowy, duszności, osłabienie, wymioty, szybszy oddech czy uczucie oszołomienia. Jak się nie dać czadowi? Warto pamiętać o tym, by wentylacja działała poprawnie. Zatem należy poddawać ją regularnym przeglądom. Można dodatkowo zainstalować czujnik.

Na naszych ziemiach żyli Jaćwingowie. Dlaczego przestali istnieć?

Prawdawna historia ziem Podlasia i Suwalszczyzny nierozerwalnie wiąże się się z Jaćwingami. Nasze tereny leżały na granicy Mazowsza i Sudowii, w której te plemię żyło pomiędzy rzekami, borami i moczarami. Nie wiadomo od jak dawna, ale wiadomo że w XIII wieku naród jaćwieski przestał istnieć. Jak do tego doszło?

Okrutnicy

Jaćwingowie byli plemieniem bardzo okrutnym, a w dodatku pogańskim. Wierzyli w coś w rodzaju reinkarnacji. Uważali, że dusze jednych po śmierci zajmują kolejne ciała, zaś innych ciała zwierząt. Nawet dla swojego plemienia nie mieli litości. Gdy rodziły się dziewczynki – zabijano je. Gdy kobiety chowały je po kryjomu, to odcinano im piersi, by nie mogły karmić. Plemię zapuszczało się na tereny Mazowsza, by grabić, palić i zabijać. Wyprawy te kończyły się powrotem z dużymi łupami. Po jednej z takich grabieży Sudowię najechał Bolesław Wstydliwy, książę krakowski i sandomierski. Jaćwingowie zostali przepędzeni aż na tereny Litwy. Po kilkunastu latach jednak zorganizowali odwet. Jednak gdy wracali z łupami, książę Leszek Czarny ponosząc minimalne straty wygrał z wojskami wroga. Jednak to inna bitwa była początkiem końca Jaćwingów. Miała ona miejsce na w okolicach dzisiejszego Brańska na rzece Nurzec.

Najpierw Polacy, potem Krzyżacy

Dowodzący wojskami Leszek i Bolko dowiedzieli się, że sojusznik Jaćwingów – władca litewski Trojnat nie żyje. Postanowili wtedy zaatakować plemię. Uderzyli ogniem od strony lądu zmuszając barbarzyńców do cofnięcia się w stronę rzeki. Po drugiej stronie jednak czekali polscy wojacy. Polacy puścili po wodzie płonące tratwy, czym rozcięli armię przeciwnika na dwie części i ostatecznie wygrali bitwę. Był to ogromny sukces militarny, który spustoszył dzisiejsze Podlasie i Suwalszczyznę na wiele lat. Po tych wydarzeniach Jaćwingowie zajmując tereny Litwy nie mieli jednak spokoju. Wciąż byli najeżdżani przez potężnych wtedy Krzyżaków. Powodem oczywiście było pogaństwo. Wojska zakonu były wówczas potężne co spowodowało, że w 1283 roku wybito ostatniego władcę Sudowii. Zakon krzyżacki, by ie dopuścić w przyszłości do powstań – zaczął przesiedlać Jaćwingów. Deportacje sprawiły, że naród jaćwieski rozpadł się.

Będzie nowy przystanek kolejowy w Białymstoku. Po remontach pociągi pojadą szybciej o 45 minut.

Tuż przy okręgowej stacji kontroli pojazdów na Nowym Mieście, na Pułaskiego powstanie wkrótce nowy przystanek kolejowy. Podlaska Kolej na Tak poinformowała o tym na Facebooku i umieściła zdjęcia, na których widać, że zostały już zwiezione materiały potrzebne do budowy przystanku kolejowego. Linia kolejowa prowadzi z dworca głównego z Białegostoku, następnie za wiaduktem przy Kopernika skręca w lewo omijając osiedle Ścianka (Bażantaria). Później pojawia się między Nowym Miastem i Kleosinem. I to właśnie tam będzie teraz kolejny przystanek. Pociąg jedzie dalej w kierunku stacji Białystok – Stadion na łączeniu Kawaleryjskiej i Kleosina. Kolejne stacje to Lewickie-Stacja, Hołówki, Zimnochy, Strabla, Rajsk i Bielsk Podlaski.

 

Budowa przystanku na Nowym mieście jest inwestycją tzw. Magistrali Wschodniej, która połączyć ma ze sobą stolice 5 województw. Gdy projekt zostanie zrealizowany w naszej części w całości to trasa Białystok – Siedlce będzie do pokonania o 45 minut krócej niż obecnie. Teraz nie ma nawet bezpośredniego połączenia, ale gdyby takie istniało to pociąg jechałby 3 godziny. Zatem po modernizacji zmiana byłaby mocno zauważalna. Obecnie można do Siedlec dojechać z przesiadką w Czeremsze. Pociąg z Białegostoku jedzie tam 1,5 godziny. Po modernizacji będzie jechać 23 minuty szybciej. Cała inwestycja ma skończyć się już w przyszłym roku, zaś pociągi mają rozwijać na trasie 120 km/h.

Magia przedwyborcza. W tym roku ruszy budowa kolejnej ekspresówki

Czas przed wyborami jest magiczny. Wtedy nadaje się bieg wielu “beznadziejnym” sprawom. Tak też jest z drogą krajową 19. Najstarsi Indianie Podlasianie słyszeli o remoncie tej drogi i przerobieniu jej na ekspresową. Przed każdymi wyborami wszyscy politycy od lewa do prawa – mieli jej budowę w programie. I tak od lat toczyło się życie, droga była coraz gorsza, wypadków i śmierci na niej nie brakowało. Prawdopodobnie coś się w temacie ruszyło. Na Podlaskim odcinku drogi nr 19 latem tego roku Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad (inwestor) prawdopodobnie uzyska decyzje środowiskowe. Ten dokument pozwala na ogłoszenie przetargów na budowę drogi. Jak to w przypadku takich ciągów komunikacyjnych – będzie budowana odcinkami. W tym przypadku mowa o trzech odcinkach: Kuźnica – Sokółka, Białystok Zachodni (inna droga niż obecna dziewiętnastka) – Ploski oraz Ploski – Chlebczyn.

 

Jeszcze wcześniej prace powinny ruszyć na odcinku Sochonie – Dobrzyniewo – Choroszcz. Najpierw jednak urzędnicy muszą ostatecznie zatwierdzić nowy przebieg dziewiętnastki. Przypomnijmy, że teraz droga biegnie przez Jurowce, a następnie obwodnicą miasta do osiedla Piasta i Dojlidy. Może się jednak okazać, że najkorzystniej w ekspertyzach wypadnie przebieg drogi po obecnej trasie, wtedy prace na powyższym odcinku nie ruszą. 

 

Jak ma przebiegać krajowa 19, gdy będzie już ekspresowa? Zaczynać się ma tam gdzie teraz czyli w Kuźnicy, następnie przez obwodnicę Sokółki (rejon miejscowości Karcze), następnie przez Rozedrankę Starą do Gieniusz. Tam trasa biec będzie tak jak dotychczas. Jeżeli zmieni się wariant drogi z obecnego na planowany – to drogowcy wybudują zupełnie nową trasę od Sochoń do Dobrzyniewa Dużego wycinając spory kawał lasu. Następnie droga przebiegać będzie przez Choroszcz, dalej Ploski, Chlebczyn i granica województwa. Kiedy S19 będzie ekspresowa po całej długości? Nie będziemy podawać, bo to jak wróżenie z fusów.

Masakra dzików przed wyborami. Rolnicy głosują, zwierzęta nie

Przed nami rok wyborczy. Niestety nie wszystkie głosy da się załatwić pieniędzmi z 500 plus. Istnieje bowiem taka grupa, która ma pieniądze, bo przez lata otrzymała potężne sumy z dotacji unijnych. To rolnicy. Dlatego jeżeli rządzący chcą coś ugrać na wsi, to w inny sposób. W jaki? Wybijając dziki. Praktycznie wszystkie jakie są. Skalą przedsięwzięcia są nawet zszokowani myśliwi, którzy zabijać będą zwierzęta. Mają strzelać nawet do loch będących w ciąży! Mimo, że naukowcy alarmują, że to nie ma żadnego sensu. Owszem jest – dziki znikną z oczu rolników, a oni wtedy zagłosują na rządzących. Skalą przedsięwzięcia są nawet zszokowani myśliwi, którzy zabijać będą zwierzęta. Mają strzelać nawet do loch będących w ciąży!

Dlaczego dziki przeszkadzają rolnikom?

Odpowiedź jest bardzo prosta – dziki niszczą uprawy. Locha by w spokoju wychować młode uwija sobie miejsce gdzieś ukryte w polu właśnie ryjąc przy okazji. Drugim problemem jest wirus ASF, który nie jest żadnym zagrożeniem dla człowieka, ale dla świni owszem. Stąd też producenci trzody chlewnej ponoszą gigantyczne straty. Przyjmuje się, że nosicielami tegoż wirusa są dziki. 

Dlaczego masakra dzików nie ma sensu?

Przede wszystkim w walce z ASF nic nie poskutkuje wybicie dzików. Wirus występuje na terenach w pobliżu z Białorusią, Ukrainą oraz Obwodem Kaliningradzkim. Oznacza to, że nawet po wybiciu wszystkich dzików w Polsce – te będą migrować dalej. Nie bez powodu były minister rolnictwa chciał stawiać siatki ochronne na granicy. Abstrahując od absurdalności tego rozwiązania, to jego myślenie było słuszne – nie o wybijanie tu chodzi lecz o powstrzymanie migracji zwierząt ze wschodu. Ponadto naukowcy podnoszą, że masowe wybijanie dzików spowoduje, że przestraszone dziki zaczną jeszcze bardziej migrować rozprzestrzeniając wirusa ASF.

 

ASF rozprzestrzeniany jest także przez rolników – np poprzez buty czy odzież. Jeżeli myśliwi wkroczą do lasów – to oni i ich psy będą kolejnym osobami, które rozprzestrzeniają wirusa. Zamiast tego w w ramach walki z ASF należałoby utworzyć kordon sanitarny.

Po co są dziki?

Dzik to bardzo pożyteczne zwierzę. Ryjąc glebę jednocześnie spulchniają ją i mieszają ze ściółką. Ponadto żywią się larwami i owadami, które zagrażają drzewom. Żywią się też chorymi ssakami i ptakami ograniczając rozprzestrzenianie się innych chorób. Dlatego też wybijając je rządzący poczynią głębokie szkody w naturze. Tylko po to by przed wyborami zrobić dobrze rolnikom.

Czy interes rolników i mieszkańców się nie liczy?

Zarówno w tej spawie jak i w wielu innych gdzie mieszkańcy wsi koegzystują ze środowiskiem naturalnym zawsze powstają konflikty. W ostatnich latach na przykład mieliśmy do czynienia na przykład z wycinką bardzo starych drzew na rzecz bezpieczeństwa lub inwestycji, budowa asfaltowej drogi w puszczy, zagryzanie krów przez wilki oraz wirus ASF właśnie. Sam fakt że Ministerstwo Ochrony Środowiska zmieniło nazwę na Ministerstwo Środowiska już o czymś świadczy. Ponadto warto się zastanowić czy za środowisko i rolnictwo nie powinna odpowiadać jeden a nie dwaj ministrowie. Wtedy zawsze należałoby poszukiwać kompromisu. A ten we wszystkich problemach na styku rolnictwa i ochrony przyrody jest zawsze potrzebny. Wszelka ingerencja w naturę powinna być minimalna jak tylko się da. Tylko wyjątkowe okoliczności powinny sprawiać, że będziemy w nią ingerować. Z drugiej strony nie należy zwyczajnie dziadować. Najczęściej zbyt mocna i krzywdząca ingerencja w naturę wynika z chęci przeprowadzenia jakiejś inwestycji tanio. Lepiej jednak zrobić coś drożej, lecz w taki sposób, by straty dla środowiska były minimalne.

Dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i kim właściwie są?

W Polsce religia prawosławna w zdecydowanej większości dominuje na Podlasiu. Nie jest to raczej nic odkrywczego. Według różnych źródeł w Polsce jest od 0,5 do 1 mln wiernych. Mało kto wie, że prawosławie na ziemiach Polskich obecne jest od tysiąca lat. A dokładnie od 988 roku, kiedy miała miejsce chrystianizacji Rusi. Dlaczego prawosławni są akurat na Podlasiu i jaka jest ich tożsamość? Odpowiedź znajdziecie w tym artykule. Odpowiedź na to pierwsze pytanie znajduje się w historii. Na to drugie w tożsamości narodowej.

Dlaczego akurat na Podlasiu?

Zacznijmy od cofnięcia się do czasu, gdy Polska odzyskała niepodległość i miała inne granice niż obecnie. W 1931 roku przeprowadzono spis ludności. Poniżej mapa (po lewej), na której możemy zobaczyć jakie deklaracje narodowościowe przekazywali ówcześni mieszkańcy. Tereny dzisiejszego województwa podlaskiego – jak widać były mieszanką ludności polskiej, polsko-białoruskiej, białoruskiej, zaś lubelskie i podkarpackie ludności ukraińskiej. Natomiast mapa po prawej pokazuje, gdzie zamieszkują obecnie osoby prawosławne w ostatnich latach.

 

Mapa pokazuje, że religia prawosławna nierozerwalnie łączy się z narodowościami białoruską oraz ukraińską. Czy istnieją też prawosławni Polacy (Polacy w sensie tożsamości narodowej, nie obywatelskim)? Odpowiedź na to pytanie za chwilę ponieważ łączy się z drugim pytaniem, które zadaliśmy pytając o współczesne prawosławie w Polsce. Jak widać w porównaniu pierwszej mapy z drugą – na południu Polski byli Ukraińcy, zaś obecnie nie ma tam osób prawosławnych. Ma to związek z komunistyczną, wojskową akcją “Wisła” w latach 1947-1950, która polegała na wypędzeniu i rozproszeniu praktycznie całej ludności ukraińskiej z zamieszkiwanych terenów w ramach walki z Ukraińską Powstańczą Armią oraz Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów, które dążyły do oderwania od Polski części jej południowych terenów. Podczas akcji polskich komunistów nie miały znaczenia fakty czy dany Ukrainiec sympatyzuje z Polską, Ukrainą czy jest obojętny. Nie miał też znaczenia fakt jakie obywatelstwo dana osoba posiada. Dlatego też jednym z czynników decydujących o nakazie wyjazdu był fakt bycia prawosławnym. Akcja “Wisła” została potępiona wielokrotnie przez współczesnych polityków. Jednak jej skutek był nieodwracalny. Stąd też prawosławni zostali jedynie na Podlasiu.

Kim są prawosławni?

Teraz możemy odpowiedzieć kim jest współczesny prawosławny. Wyznawcy tej religii przede wszystkim mają obywatelstwo Polskie. Pytając jednak kim są prawosławni mamy na myśli ich tożsamość narodową. Trzonem tej grupy są etniczni Białorusini, którzy oczywiście posiadają obywatelstwo polskie, jednak identyfikują się jako Białorusini. Jedni należą do grupy opierającej się o obecną Republikę Białoruś (związaną z Rosją) oraz sceptyczną w sprawie jakiejkolwiek ingerencji w wewnętrzne sprawy Białorusi. Druga grupa zaś opiera swój fundament o brak suwerenności państwa białoruskiego oraz wsparcie do takowego poprzez podtrzymywanie języka białoruskiego (który na Białorusi wymiera) oraz historii czy kultury. Osoby te albo nie czują się obywatelami Republiki Białorusi lecz w pełni Polakami, zaś ich ojczyzna to Polska lub wręcz przeciwnie – czują się obywatelami Republiki Białorusi lecz stoją w opozycji do Aleksandra Łukaszenki i braku suwerenności Białorusi. Trzecia grupa to “prawosławni Polacy” – tu również nie ma znaczenia obywatelstwo polskie lecz identyfikacja tożsamości narodowej. Są to osoby, które nie tylko czują się w pełni Polakami a ich ojczyzna to Polska. Dodatkowo osoby te nie mają nic wspólnego z kulturą Białorusi.

 

Na Podlasiu oprócz katolików, prawosławnych mieszkają także polscy muzułmanie czyli Tatarzy. Przed II Wojną Światową mieszkańcy całego regionu w większości byli Żydami.