Miały poprawiać odporność, ułatwiać oddychanie i tworzyć w środku miasta namiastkę nadmorskiego mikroklimatu. Najnowsze wyniki badań krakowskich tężni stawiają jednak te obietnice pod dużym znakiem zapytania. W solance oraz w unoszącej się wokół instalacji mgiełce naukowcy znaleźli bakterie, których nikt rozsądny nie chciałby świadomie wdychać. Czy oznacza to, że tężnie masowo budowane także w województwie podlaskim powinny zostać zamknięte? Odpowiedź nie jest tak prosta, ponieważ pod wspólną nazwą „tężni” funkcjonują dwa zupełnie różne rodzaje instalacji.
Więcej bakterii niż w rzece i gospodarskiej oborze
Badania prowadzone przez prof. Katarzynę Wolny-Koładkę z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie objęły trzy miejskie tężnie. W krążącej w nich solance wykrywano między innymi bakterie Escherichia coli, Enterococcus faecalis oraz Clostridium perfringens. W mgiełce obecne były również alergenne grzyby i promieniowce.
Partnerzy portalu:
Najnowsze wyniki, przedstawione w lipcu 2026 roku w Radiu Kraków, brzmią jeszcze bardziej niepokojąco. We wszystkich trzech badanych obiektach stężenie bakterii E. coli w solance miało być wyższe niż w Zalewie Nowohuckim i rzece Dłubni. Badaczka poinformowała również, że w mgiełce wokół tężni znalazła więcej bakterii kałowych niż podczas prowadzonych wcześniej badań w oborach.
To ważne, ponieważ tężnia nie jest fontanną, którą oglądamy z daleka. Jej podstawowym zadaniem jest wytwarzanie aerozolu, który trafia bezpośrednio do dróg oddechowych osób siedzących w pobliżu. Jeżeli w krążącej cieczy rozwijają się bakterie, część z nich może zostać uniesiona wraz z drobnymi kroplami.
Szczególnie niepokojące jest to, że z takich miejsc najczęściej korzystają seniorzy, małe dzieci, alergicy oraz osoby cierpiące na choroby układu oddechowego. Czyli właśnie ludzie, dla których ewentualna infekcja może być bardziej niebezpieczna niż dla zdrowego dorosłego.
Tężnia tężni nierówna
W tym miejscu trzeba jednak dokonać bardzo ważnego rozróżnienia. W Podlaskiem, a szczególnie w Białymstoku, powstały zarówno tradycyjne tężnie mokre, jak i nowoczesne instalacje suche, nazywane potocznie tężniami elektrycznymi.
Tężnia mokra to konstrukcja wypełniona najczęściej gałązkami tarniny. Pompa tłoczy solankę na górę, a następnie ciecz spływa po roślinnym złożu, rozbijając się na mniejsze krople. Ta sama solanka może wielokrotnie krążyć w obiegu. Do zbiornika i na tarninę dostają się kurz, pyłki, liście, owady oraz odchody ptaków. W wilgotnej konstrukcji powstaje środowisko, w którym mogą rozwijać się mikroorganizmy. To właśnie takich instalacji dotyczą alarmujące badania z Krakowa.
Drugi rodzaj to tężnia sucha, w której aerozol solny powstaje mechanicznie przy użyciu urządzenia elektrycznego. Nie ma tam ściany z tarniny, po której miesiącami spływa ta sama ciecz. W białostockiej tężni na Plantach powietrze pobierane z zewnątrz jest filtrowane, osuszane i poddawane obróbce, a następnie rozprowadzany jest w nim suchy aerozol solny.
W Białymstoku suche instalacje zbudowano między innymi na Plantach, przy ulicy Szkolnej oraz w parku przy Spodkach. Taka instalacja jest też w Supraślu. Tradycyjna mokra tężnia, w której solanka spływa po tarninie, działa natomiast na Pieczurkach czy też w Wasilkowie nad zalewem.
Nie można więc automatycznie przenosić wyników badań krakowskich konstrukcji mokrych na każdą altanę reklamowaną jako tężnia solankowa. W suchej instalacji nie występuje ten sam problem wielokrotnie krążącej solanki i stale wilgotnego złoża roślinnego.
Nie oznacza to jednak, że tężni elektrycznych nie trzeba kontrolować. Filtry, kanały wentylacyjne, urządzenia wytwarzające aerozol oraz używany materiał solny także wymagają właściwego serwisowania. Ryzyko ma jednak inny charakter i powinno być oceniane oddzielnie.
Wielka moda wyprzedziła przepisy
Największym problemem nie jest nawet samo wykrycie bakterii. Jest nim fakt, że przez lata samorządy wydawały publiczne pieniądze na obiekty przedstawiane jako inwestycje w zdrowie, choć państwo nie stworzyło dla nich jasnych norm sanitarnych.
Główny Inspektorat Sanitarny dopiero w maju 2026 roku opublikował zalecenia dotyczące takich instalacji. Jednocześnie oficjalnie uznał, że miejskie mikrotężnie nie są urządzeniami lecznictwa uzdrowiskowego. To jedynie „obiekty małej architektury wodnej”, pełniące przede wszystkim funkcję rekreacyjną i dekoracyjną. Nie podlegają więc takim samym wymaganiom i nadzorowi jak prawdziwe tężnie działające w uzdrowiskach.
GIS zwrócił nawet uwagę, że zarządcy nie powinni sugerować mieszkańcom efektów leczniczych porównywalnych z działaniem profesjonalnych urządzeń uzdrowiskowych. Opracowane zalecenia dotyczą projektowania, uruchamiania, eksploatacji i sezonowego wyłączania instalacji, ale nie są obowiązującym prawem. Stanowią jedynie zbiór dobrych praktyk.
W praktyce oznacza to, że tężnie mogą działać, choć nie istnieje powszechny obowiązek regularnego sprawdzania solanki i aerozolu pod kątem obecności bakterii. Zarządca może prowadzić takie badania z własnej inicjatywy, ale nie jest to system porównywalny z kontrolowaniem wody w basenach czy kąpieliskach.
Czy podlaskie tężnie będą zamykane?
Na razie nie ma podstaw, by twierdzić, że wszystkie zostaną zamknięte. Nie wydano ogólnopolskiego nakazu wyłączenia takich obiektów. Same wyniki z Krakowa nie dowodzą również, że identyczne skażenie występuje w każdej tężni w Polsce. Powinny jednak zakończyć epokę korzystania z tych instalacji na zasadzie wiary, że skoro woda jest słona, konstrukcja pachnie drewnem, a na tablicy zapisano hasło o zdrowiu, to wszystko musi być bezpieczne.
W pierwszej kolejności przebadane powinny zostać podlaskie tężnie mokre, w których solanka krąży w obiegu i spływa po tarninie lub innym wilgotnym wypełnieniu. Badaniu powinna podlegać nie tylko ciecz znajdująca się w zbiorniku, ale również aerozol obecny w strefie oddychania użytkowników. To właśnie zawartość mgiełki rozstrzyga, co rzeczywiście trafia do płuc.
Jeżeli badania wykażą obecność bakterii kałowych albo innych potencjalnie niebezpiecznych mikroorganizmów, instalacja powinna zostać natychmiast wyłączona do czasu skutecznego usunięcia przyczyny. Nie wystarczy umycie tarniny, zebranie liści czy wymiana solanki raz w sezonie. Krakowska badaczka informuje, że również po czyszczeniu i wymianie cieczy nie obserwowała istotnej poprawy parametrów mikrobiologicznych.
Tężnie suche trzeba natomiast oceniać według zasad odpowiednich dla urządzeń mechanicznie wytwarzających aerozol: kontrolować źródło soli, stan filtrów, kanałów powietrznych, generatorów oraz dokumentację serwisową. Nie powinno się wrzucać ich do jednego worka z konstrukcjami tarninowymi, ale nie można też uznawać ich za bezpieczne wyłącznie na podstawie zapewnień producenta lub samorządowej informacji prasowej.
Najpierw badania, później zaproszenia do „głębokiego oddechu”
W Podlaskiem wydano na tężnie niemałe pieniądze. Pierwsza mokra tężnia w Białymstoku, zbudowana na osiedlu Pieczurki w ramach budżetu obywatelskiego, kosztowała około 654 tys. złotych. Solanka krąży tam w obiegu i spływa po konstrukcji wypełnionej tarniną, a więc działa ona na podobnej zasadzie jak obiekty badane przez krakowskich naukowców.
Tradycyjna tężnia solankowa powstała również nad zalewem w Wasilkowie. Była częścią znacznie większej, wartej ponad 10 mln złotych modernizacji terenów rekreacyjnych, obejmującej także plażę, pomosty, wypożyczalnię sprzętu i plac zabaw. Nie podano jednak osobnego kosztu samej tężni.
Po doniesieniach z Krakowa to właśnie takie instalacje powinny zostać przebadane w pierwszej kolejności. Nie dlatego, że już wiadomo, iż są skażone, lecz dlatego, że wykorzystują ten sam mechanizm: solanka jest pompowana na górę, spływa po roślinnym złożu, zbiera się w zbiorniku i ponownie trafia do obiegu. Bez wyników badań mikrobiologicznych nie da się odpowiedzialnie zapewnić mieszkańców, że unosząca się wokół nich mgiełka jest bezpieczna.



