Jeszcze dziś rano pisaliśmy jak kompromitującą decyzję podjęli radni – zakazującą jazdy rowerom po Rynku Kościuszki. Po burzy jaka pojawiła się w sieci, urzędnicy najwyraźniej wystraszyli się wściekłych właściciel jednośladów. Na Rynku są znaki, które wykluczają rowery z ogólnego zakazu wjazdu pojazdom. Ale, trudno powiedzieć czego one dotyczą konkretnie, skoro Rynek nie jest drogą a placem. Znaki drogowe stosujemy do dróg. Tak czy inaczej urzędnicy po dwóch dniach „zastanawiania się” przyznali – jazda rowerem przez Rynek jest legalna.
Oznacza to jedno. Presja ma sens.
Presja społeczna faktycznie zadziałała, ale jednocześnie obnażyła coś znacznie groźniejszego – brak stabilności decyzji. Mieszkańcy dostali jasny sygnał: nie obowiązuje spójna polityka, tylko doraźne reagowanie na kryzysy wizerunkowe. Dziś rowerzyści „wygrali”, jutro ktoś inny może przegrać – w zależności od tego, kto głośniej krzyknie.
Jeżeli miasto chce być traktowane poważnie, nie może działać w ten sposób. Regulamin głównego placu to nie jest eksperyment, który testuje się „na żywym organizmie” i poprawia po komentarzach z Facebooka. To powinien być efekt analizy, konsultacji i świadomej decyzji.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta sytuacja była całkowicie do przewidzenia. Wystarczyło wyjść poza salę obrad i zobaczyć, jak wygląda codzienne życie w centrum. Zobaczyć ludzi jadących rano do pracy, uczniów, studentów, mieszkańców, którzy po prostu korzystają z miasta. Zamiast tego dostaliśmy decyzję zza biurka – i jej równie chaotyczną korektę.
Presja ma sens – to fakt. Ale jeszcze większy sens miałoby podejmowanie decyzji, które tej presji nie wymagają.


